Wybory Polskie: Endecja w zaborze austriackim (Galicja)

Głównym polem doświadczalnym, na którym demokracja narodowa testowała poglądy w sprawie prawa wyborczego i przedstawiała projekty najbardziej rozwinięte była Galicja. Dostrzegała, że prawo to było tu uwikłane w szereg odniesień – musiało uwzględniać relacje pomiędzy Galicją a rządem wiedeńskim  i monarchią Habsburgów, konflikty społeczne pomiędzy grupami uprzywilejowanymi, ziemiaństwem i sferami kapitalistycznymi, a warstwami uboższymi, chłopami i robotnikami; musiało też uwzględniać zróżnicowanie i konflikty narodowościowe – głównie stosunki pomiędzy Polakami a Ukraińcami i Żydami. Szczególne znaczenie miały tu relacje polsko-ukraińskie. Narodowi demokraci postrzegali je w dwóch podstawowych aspektach. Po pierwsze, ocenili, że polityczne dążenia Ukraińców idą w kierunku podziału Galicji, wyodrębnienia Galicji wschodniej i uczynienia z niej terytorium ukraińskiego. Perspektywa ta była dla nich nie do przyjęcia. Jan Ludwik Popławski akcentował, że przeprowadzenie podziału Galicji jest niemożliwe, bo jest to kraj, w którym ludność jest przemieszana, Ukraińcy żyją obok Polaków.

*   *   *

Głównym polem doświadczalnym, na którym demokracja narodowa testowała poglądy w sprawie prawa wyborczego i przedstawiała projekty najbardziej rozwinięte była Galicja. Dostrzegała, że prawo to było tu uwikłane w szereg odniesień – musiało uwzględniać relacje pomiędzy Galicją a rządem wiedeńskim i monarchią Habsburgów, konflikty społeczne pomiędzy grupami uprzywilejowanymi, ziemiaństwem i sferami kapitalistycznymi, a warstwami uboższymi, chłopami i robotnikami; musiało też uwzględniać zróżnicowanie i konflikty narodowościowe – głównie stosunki pomiędzy Polakami a Ukraińcami i Żydami.

Relacje polsko-ukraińskie a ordynacja wyborcza

Zdjęcie obok: Jan Ludwik Popławski, jeden z głównych twórców ideologii narodowo-demokratycznej.

 

Szczególne znaczenie miały tu relacje polsko-ukraińskie. Narodowi demokraci postrzegali je w dwóch podstawowych aspektach. Po pierwsze, ocenili, że polityczne dążenia Ukraińców idą w kierunku podziału Galicji, wyodrębnienia Galicji wschodniej i uczynienia z niej terytorium ukraińskiego. Perspektywa ta była dla nich nie do przyjęcia. Jan Ludwik Popławski akcentował, że przeprowadzenie podziału Galicji jest niemożliwe, bo jest to kraj, w którym ludność jest przemieszana, Ukraińcy żyją obok Polaków. Uważał, że ten mieszany charakter wschodniej części Galicji należy zachować oraz dążyć do utrzymania równowagi pomiędzy obu nacjami, bo niemożliwe jest zarówno jej pełne rutenizowanie, jak i pełne polonizowanie. Stąd otwarcie pisał: „Z dążeniami separatystycznymi Rusinów walczyć musimy stanowczo. Najlepszym zaś sposobem przeciwdziałania im jest takie wzmocnienie żywiołu polskiego w Galicji wschodniej, któreby politykom ruskim wykazało naocznie niemożliwość wyodrębnienia administracyjnego tej części kraju i nadania jej charakteru wyłącznie ruskiego. Nie walka z Rusinami, nie wytępienie ich, ale wzmocnienie żywiołu polskiego, jest zadaniem ruchu narodowego w Galicji wschodniej…” (1). Po drugie, narodowi demokraci konstatowali, że na całym obszarze Galicji wschodniej i zachodniej Polacy przeważali pod względem demograficznym, politycznym i cywilizacyjnym – gospodarczym, kulturalnym, naukowym. Wobec przekonania, że podział Galicji jest niemożliwy, ta druga okoliczność uprzytomniła im, że ostatecznie tę polską dominację w całej Galicji należy zachować. Z tego względu nie akceptowali idei pełnego równouprawnienia Rusinów wobec Polaków (2). Dostrzegali natomiast potrzebę utrzymania takich praw i rozwiązań w Galicji, które pozwalałyby na swobodny cywilizacyjny rozwój narodu ukraińskiego. Ogólnie też nie byli przesadnymi zwolennikami utrzymywania konfliktu z Ukraińcami. Jan L. Popławski perswadował: „Normą stałego współżycia nie może być współzawodnictwo, ale musi być współdziałanie, nie walka powinna być ta normą, ale wspólna praca twórcza. Prawda, że stosunki między narodowościami, na współżycie skazanymi, inaczej się zazwyczaj układają. Żyjemy bowiem w epoce zaczynającego się dopiero wyodrębnienia i uświadamiania się odrębności narodowych, a wszelkie wyodrębnienie i uświadamianie zaznacza się przeciwstawieniem swego ja cudzemu. W takich wypadkach walka nawet zacięta staje się nieraz koniecznością, zapominać jednak nie wolno, że nie powinna być ona zasadą współżycia, ale jest tylko środkiem do unormowania tą drogą stosunku wzajemnego dwóch narodów. Nie przeciwdziałaniem postępom kulturalnym i ekonomicznym Rusinów, ale pracą wytężoną nad wszechstronnym rozwojem żywiołu polskiego we wschodniej części kraju dążyć powinniśmy do utrzymania istniejącej normy, do zachowania równowagi zachwianej od niedawna w stosunku dotychczasowym dwóch narodowości. Zachwianie tej równowagi wywołane zostało przede wszystkim osłabieniem żywiołu polskiego, podczas gdy szybko postępujący rozwój Rusinów wymagał właśnie intensywnego wzmocnienia naszej siły narodowej i społecznej” (3). Wzmocnienie to polegać miało na rozwoju życia religijnego, rozwoju polskiej oświaty, tworzeniu polskich towarzystw gospodarczych oraz na takiej parcelacji większej własności polskiej, by ziemia w Galicji wschodniej trafiała w ręce polskich osadników.

Reforma systemu kurialnego

Do zajęcia konkretnego stanowiska wobec zasad wyborczych zmuszał endecję, podobnie jak i inne ugrupowania, bieg wydarzeń w Austrii i samej Galicji. Na przełomie XIX i XX wieku narastała presja ugrupowań demokratycznych, ludowych i lewicowych w kierunku pełnej demokratyzacji wyborów do Izby Deputowanych wiedeńskiej Rady Państwa. Od początku lat 60-tych XIX w. była ona wyłaniana przez sejmy krajowe, od 1873 r. była wprawdzie wybierana przez ludność, ale na podstawie niedemokratycznego prawa wyborczego. Oparto je na zasadach cenzusu majątkowego i „reprezentacji interesów”. Wyborcy podzieleni zostali na 4 kurie – wielkiej własności, miast, izb handlowych i przemysłowych oraz miasteczek i wsi. W trzech pierwszych kuriach głosowanie było bezpośrednie, w kurii wiejskiej pośrednie. Pod wpływem społecznej presji kierowany przez Kazimierza hr. Badeniego rząd wiedeński wprowadził w 1896 r. częściową reformę wyborczą. Do istniejących kurii dodano piątą – kurię powszechnego głosowania. Liczyła 72 mandaty, w tym Galicja otrzymała 15 mandatów; posłów wybierano w okręgach jednomandatowych. Rozwiązanie to nie zahamowało dalszych wysiłków na rzecz pełnej demokratyzacji prawa wyborczego. Pod ich wpływem i w związku z atmosferą rewolucyjną w 1905 r. rząd wiedeński, a także cesarz Franciszek Józef II doszli do przekonania, że ustabilizowanie sytuacji w monarchii czyni potrzebnym uwzględnienie żądań społecznych. Premier rządu, baron Gautsch, oznajmił posłom do Rady Państwa, że na początku 1906 r. rząd wniesie projekt ustawy wprowadzającej 4-przymiotnikowe prawo wyborcze i zakładającej przeprowadzanie wyborów w okręgach jednomandatowych (4).

 

Zdjęcie obok: Okręgi wyborcze do Sejmu Krajowego (kuria wiejska) w autonomicznej Galicji naniesione na mapę, około 1900 rok. System kurialny dzielił wyborców na tzw. kurie, zależne od cenzusu majątkowego, wykształcenia, bądź też statusu społecznego. (Źródło: Polska.pl – Dziedzictwo Narodowe (Archiwum Państwowe w Krakowie, Zbiór Kartograficzny, sygn. Zb. Kart. VII-50).)

 

W związku z powyższym zapowiedziana przez barona Gautscha pełna demokratyzacji prawa wyborczego do parlamentu wiedeńskiego była ich zadaniem nie do przyjęcia. Uznali, że z polskiego punktu widzenia propozycja rządu jest niesprawiedliwa, gdyż premiuje Ukraińców, kosztem Polaków (9). W „Przeglądzie Wszechpolskim” akcentowano: „Rozmieszczenie ludności w Galicji jest bowiem takie, że choć ludność polska jest bowiem liczebnie silniejszą (3 998 702 tj. 55 proc., na 3 074 449 tj 42 proc. Rusinów), to jednak zwartą masą zamieszkuje tylko Galicję zachodnią, stanowiącą trzecią część kraju; w powiatach środkowych i wschodnich ludność polska znajduje się wszędzie w mniejszości dochodzącej niekiedy do 45 proc. Słowem, ludność polska ma jednolitość niemal w 31 powiatach, Rusini mają nieznaczną wprawdzie niekiedy, ale większość w 48 powiatach Galicji. Skutek tego niekorzystnego rozmieszczenia ludności polskiej w Galicji byłby taki, że Rusini mogliby uzyskać 60 proc. mandatów poselskich, Polacy tylko 40 proc. Innymi słowy, przy zastosowaniu podstaw projektowanej reformy wyborczej bez żadnego względu na interes ludności polskiej, rządy Galicji przeszłyby w ręce Rusinów. Potworność takiej ewentualności uwydatni się lepiej, jeśli zważymy, że ludność polska góruje nad ruską nie tylko liczebnie, ale swą kulturą, oświatą i siłami ekonomicznymi” (10). Kwalifikując takie rozstrzygnięcie jako niesprawiedliwe, wskazywali jednocześnie jakie rozwiązanie uznają za sprawiedliwe: „Sprawiedliwy rozdział mandatów między Polaków i Rusinów, opierający się nie tylko na znacznej liczebnej przewadze polskiej, ale także na czterokrotnej przewadze gospodarczej polskiej, na czterokrotnej uchwytnej w cyfrach a wielokroć znaczniejszej w ogóle przewadze kulturalnej polskiej, da ludności ruskiej nie więcej jak 1/5 ogólnej liczby posłów z kraju całego” (11).

Kombinacyjny system wyborczy sposobem zabezpieczenia interesów narodowych

Zdjęcie obok: Prof. Stanisław Głąbiński, czołowy działacz Narodowej Demokracji w Galicji, poseł do austriackiej Rady Państwa i sejmu galicyjskiego.

 

Od 1904 r. endecy tworzyli w Galicji formalne Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe. W grudniu 1905 r. przyjęli program, autorstwa J. L. Popławskiego. Opowiedzieli się w nim za wprowadzeniem reformy wyborczej do parlamentu i sejmu galicyjskiego w ten sposób, by wybory do tych ciał parlamentarnych były powszechne, tajne i bezpośrednie. Uznali, że kurie wyborcze powinny być zniesione, ale zarazem twierdzili, że w ciałach ustawodawczych powinna być zapewniona reprezentacja korporacji interesów krajowych i zawodowych, a przede wszystkim, by żywioł polski, ze względu na jego siłę liczebną, kulturalną i ekonomiczną miał rozstrzygającą większość w sejmie i parlamentarnej reprezentacji kraju (5). Pominęli zasadę równości wyborów. W tym czasie i okolicznościach mieli do niej stosunek ambiwalentny. Ogólnie rzecz biorąc samą ideą równości wyborów demokracja narodowa uważała za sprawiedliwą. Zygmunt Balicki pisał w 1900, krytykując kurialny system wyborczy, że dla nierównego prawa wyborczego nie ma „żadnej miary obiektywnej, ani żadnej wagi racjonalnej” (6). Jednakże w czasie zabiegów o demokratyzację prawa wyborczego w Austrii dostrzegła, że idea równości może kolidować z polskimi interesami narodowymi. Właśnie z 1905 r. pochodzi eksponowana przez historyków wypowiedź Romana Dmowskiego: „Naród nie składa się z równowartościowych pod względem narodowo-etycznym jednostek. W zależności od części kraju i jego historii, od pochodzenia jednostki i dziejów jej rodziny – ludzie czują się silniej lub słabiej związani z ojczyzną, posiadają silniejsze lub słabsze narodowo instynkty. Dlatego etyka narodowa nie pozwala dawać wszystkim równego głosu w narodowych sprawach, bo jej pierwszym celem nie jest zadowolenie tych, którzy dziś żyją, jeno przekazanie przyszłym pokoleniom nienaruszonych i wzmocnionych podstaw narodowego bytu, tej najdroższej spuścizny przeszłości” (7). Podkreślić jednak należy, że owa krytyka idei równości wyborów nie była bezwzględna. Wydawany przez Z. Balickiego miesięcznik „Przegląd Narodowy” w 1908 r. jeszcze raz odsłonił ambiwalencję narodowych demokratów do idei równości wyborów. Wprowadzenie w wyborach do parlamentu wiedeńskiego demokratycznej 4-przymiotnikowej ordynacji oceniono następująco: „Jedynie grupa demokratyczno-narodowa zdobyła się na wypowiedzenie, że dla ideału równości prawa wyborczego nie wolno nigdy poświęcać dobra całości narodowej. Od pierwszej chwili w obozie demokratyczno-narodowym zrozumiano, że wprowadzenie w życie bezwzględnie sprawiedliwej zasady równości prawa wyborczego będzie dla całego kompleksu ziem polskich w Państwie Austriackim bezwzględną niesprawiedliwością” (8). Warto zauważyć, że w tym samym czasie, gdy narodowi demokraci formułowali zastrzeżenia do równości wyborów w Galicji, akceptowali tę zasadę bez zastrzeżeń w zaborze pruskim i w Królestwie Polskim.

Optymalnym rozwiązaniem, znakomicie poprawiającym sytuację Polaków, byłoby według narodowych demokratów wyodrębnienie Galicji – jako samodzielny kraj, posiadający własny Sejm, nie musiałaby w ogóle wysyłać przedstawicieli do parlamentu wiedeńskiego. Brak pozytywnej reakcji rządu wobec tej idei, skłonił ich do włączenia się do dyskusji w sprawie zasad i formuły wyborczej. Negując propozycję rządu, demokraci narodowi przedstawiali własne propozycje reformy prawa wyborczego do parlamentu wiedeńskiego. Ze względu na dominację Polaków w zachodniej Galicji, która byłaby zachowana bez względu na system wyborczy, ich uwaga koncentrowała się na rozwiązaniach chroniących pozycję Polaków we wschodniej części kraju. Rysem charakterystycznym ich podejścia do systemu wyborczego było to, że nie trzymali się kurczowo jednego wariantu reformy wyborczej. Dla demokracji narodowej, ogólnie dobry i sprawiedliwy był ten system, który zapewniał „słuszną przewagę ludności polskiej”. Rozwiązania idące w tym kierunku prezentowali J. L. Popławski, przywódca SD-N w Galicji profesor Stanisław Głąbiński oraz Józef Buzek, naówczas wykładowca Uniwersytetu Lwowskiego. Na ich koncepcję składało się kilka elementów. Demokraci narodowi odrzucili kurialny system wyborczy; uznali go za archaiczny. Bez zastrzeżeń akceptowali wybory bezpośrednie i głosowanie tajne. Do pewnego stopnia w 1906 r. akceptowali zasadę powszechności wyborów – uważali, że praw wyborczych nie powinni mieć analfabeci, jako niezdolni do samodzielnego wykonywania prawa głosowania. W kontekście stosunków narodowościowych w Galicji, silnie natomiast kwestionowali ideę równości wyborów, jako sprzeczną z polskimi interesami (12). W miarę rozwoju sytuacji elastycznie proponowali różne możliwości ograniczenia równości wyborów: wprowadzenie głosowania pluralnego (wielokrotności głosów, opartej na kryterium wykształcenia i podatkowym), ustanowienie nierównych liczebnie okręgów wyborczych (ludność miejska jako bardziej oświecona miałaby mandat poselski na mniejszą liczbę mieszkańców niż ludność wiejska; podobnie w układzie narodowościowym mniejsze liczebnie okręgi mogliby mieć Polacy, większe – Ukraińcy), wprowadzenie formuły proporcjonalnej, umożliwienie kumulacji głosów, oraz wprowadzenie katastru narodowego (13).

Mając na względzie utrzymanie polskiej przewagi w Galicji S. Głąbiński największe znaczenie przywiązywał do głosowania pluralnego, połączonego z proporcjonalnym. Polegałoby na tym, że głosy osób wyżej wykształconych, a więc głównie Polaków, mogłyby być liczone podwójnie, albo potrójnie; gdyby to nie wystarczyło do zachowania przewagi polskiej, należałoby wprowadzić kryteria ekonomiczne: samodzielność ekonomiczną i wysokość podatków (14). Przedstawiał to rozwiązanie jako korzystne nie tylko dla Polaków, ale także dla mniejszości narodowych w ogóle: „System pluralny i proporcjonalny mają znaczenie nie tylko ze stanowiska społecznego, ale także narodowego, służą ku zabezpieczeniu interesów znacznych mniejszości narodowych (…) Konieczność zabezpieczenia naszych interesów narodowych jest dla mnie decydująca w ocenie projektów reformy wyborczej bar. Gautscha, albowiem system głosowania powszechnego i równego mieści w sobie także niebezpieczeństwa majoryzowania mniejszości narodowych przez większość” (15). Pewne znaczenie posiadała według niego również możliwość wprowadzenia, zwłaszcza na obszarach zamieszkiwanych wspólnie przez ludność polską i ukraińską, wyborów proporcjonalnych, połączonych z głosowaniem skumulowanym, w którym wyborca mógłby oddać np. trzy głosy jednemu kandydatowi (16).

Jan L. Popławski widział możliwość uzyskiwania przez Polaków mandatów w Galicji wschodniej poprzez wprowadzenie rozwiązań kombinacyjnych, łączących kilka elementów. Pierwszym było wprowadzenie nierównych okręgów wyborczych – mniejszych dla Polaków i większych dla Ukraińców. Rozwiązanie to, czyniące z równości wyborów kwestię wewnątrzokręgową, dałoby Polakom więcej mandatów niż Ukraińcom. Po drugie, proponował utworzenie okręgów miejskich: a) w miastach liczących powyżej 30 000 mieszkańców; b) miasta mniejsze byłyby grupowane w odrębne okręgi; c) miasta Lwów i Kraków mogłyby mieć okręgi wielomandatowe (4 i 3, respective 6 i 4). Po trzecie, reprezentację polską ze wschodniej części kraju zapewniłoby też wprowadzenie głosowania proporcjonalnego połączonego z pluralnością głosów. Pisał, że formułą proporcjonalną można realizować w okręgach dwumandatowych dwoma sposobami: a) poprzez głosowanie ograniczone, polegające na tym, że w okręgu 2-mandatowym wyborca ma jeden głos lub b) poprzez głosowanie kumulacyjne, polegające na tym, że wyborca ma dwa głosy i może je przekazać jednemu kandydatowi. Uważał, że jeżeli Polacy będą głosowali solidarnie, to oba sposoby pozwolą nawet 30-procentowej mniejszości polskiej uzyskać mandat w okręgu 2-mandatowym. Po czwarte, formułę proporcjonalną należało zdaniem Popławskiego połączyć jeszcze z pluralnością głosów. „Mianowicie każdy umiejący czytać i pisać ma dwa głosy, posiadający średnie lub wyższe wykształcenie 3 głosy, płacący oprócz tego wyższy podatek 4 głosy. System pluralny, zwłaszcza w miastach, jest również korzystny dla ludności polskiej” (17).

Projekt ordynacji profesora Józefa Buzka

Zdjęcie obok: Prof. Józef Buzek, podjął próbę reformy systemu wyborczego w Galicji.

 

Nieco inaczej rzecz widział Józef Buzek w opublikowanej w 1906 r. rozprawce pt. „Uwagi co do najodpowiedniejszego dla okręgów wyborczych wiejskich w Galicji systemu proporcjonalnego”. Podobnie jak wielu prawników i polityków polskich znajdował się on pod wpływem reformy wyborczej przeprowadzonej w Belgii w 1899 r. Oceniał, że wprowadzony w tym kraju system wyborów proporcjonalnych jest racjonalny, postępowy, słuszny, a związana z nim metoda obliczania wyników wyborczych autorstwa Victora d`Hondt`a jest prosta i uzasadniona. Uważał jednak, że belgijski system wyborów proporcjonalnych nie byłby odpowiedni dla Galicji. Przede wszystkim dlatego, że ten system wyborów wymaga istnienia dobrze zorganizowanych, masowych, zakorzenionych w społeczeństwie stronnictw politycznych, których w Galicji nie dostrzegał. Jego przeznaczeniem jest zapewnienie reprezentacji mniejszościom politycznym, lecz nie mniejszościom narodowym (18). Byłby też dla chłopów galicyjskich zbyt skomplikowany. Zdaniem J. Buzka racjonalny system wyborów proporcjonalnych powinien spełniać kilka warunków: 1) winien łączyć założenia teoretyczne z właściwościami rozwoju kulturalnego i politycznego kraju, 2) powinien zabezpieczać interesy narodowe, lecz bez wprowadzenia „sztucznych przywilejów”, 3) w swej funkcji winien też niwelować walkę pomiędzy stronnictwami i narodowościami.

Kierując się powyższymi założeniami, zaproponował wprowadzenie na wsi galicyjskiej małych okręgów wyborczych. W Galicji zachodniej miały być dwumandatowe lub trójmandatowe. Natomiast w Galicji wschodniej, z której miało pochodzić 38 posłów do parlamentu wiedeńskiego, projektował utworzenie 6 okręgów trójmandatowych i 5 okręgów czteromandatowych. W świetle jego propozycji wybory proporcjonalne miały mieć formę głosowania ograniczonego. Proponował bowiem, aby wyborca mógł oddać głos tylko na jednego kandydata. Prawo zgłaszania kandydatów na posłów, w terminie 15 dni przed głosowaniem, miała mieć grupa 100 wyborców. Według J. Buzka jego propozycja byłaby korzystna dla Polaków, bo gwarantowałaby przeprowadzenie 8 posłów polskich z trudnego wiejskiego terenu Galicji wschodniej. Ugruntowałaby też wśród nich zachowania solidarne oraz stabilizowałaby i wzmacniała reprezentację polską w Wiedniu. Ale byłaby korzystna dla obu narodowości: „System proporcjonalny zmniejszyłby w Galicji wschodniej walkę narodowościową bardzo znacznie, ponieważ bardzo znaczna część mandatów byłaby z góry dla Polaków względnie dla Rusinów najzupełniej pewną” (19). Ogólnie więc w odczuciu J. Buzka jego propozycja „nie zawiera dla nikogo żadnego przywileju, każdemu oddaje tyle, ile mu się rzeczywiście należy”. Była więc postępowa, zgodna z założeniami teoretycznymi i mająca szansę trwałego zadomowienia się także w innych krajach monarchii Habsburgów.

Ordynacja dwumandatowa

Zdjęcie obok: Michał Bobrzyński, namiestnik Galicji (1908-1913), czynił starania na rzecz reformy sejmowej i ugody z Ukraińcami.

 

Ogólnie rzecz biorąc można twierdzić, że w dyskusji nad zmianami w austriackim prawie wyborczym, demokraci narodowi z niechęcią odnosili się do większościowej formuły wyborczej; uważali, że może ona zagrażać narodowym interesom Polaków. Podjęli szereg praktycznych, politycznych i propagandowych kroków, mających uzmysłowić społeczeństwu polskiemu istnienie tego zagrożenia. Z kolei w formule proporcjonalnej, połączonej z głosowaniem pluralnym, skumulowanym lub ograniczonym, dostrzegali możliwość zachowania polskiej przewagi w Galicji. Ich stanowisko zbliżone było do zajmowanego przez stańczyków, a zwłaszcza konserwatystów z Galicji Wschodniej (podolaków). Stąd też przedstawiciel narodowej demokracji w parlamencie S. Głąbiński, współdziałał w Kole Polskim w Wiedniu z konserwatystami w sprawie przyjęcia systemu wyborczego korzystnego dla Polaków. Ich wspólna niechęć do równości wyborów w pewnym stopniu znalazła wyraz w zreformowanym w 1907 r. prawie wyborczym do wiedeńskiej Rady Państwa. Zostało ono oparte na 4 przymiotnikach, tzn. było powszechnym dla mężczyzn, którzy ukończyli 24 lata oraz było też równym, co demokraci narodowi przyjęli do wiadomości. Generalnie Izba Deputowanych wybierana była w Austrii w okręgach jednomandatowych, w których do wyboru posła potrzebna była większość bezwzględna. Jednak w Galicji wprowadzono, jako wyjątek, odmienne rozwiązanie. Okręgi wiejskie w tym kraju uczyniono dwumandatowymi. W tych okręgach jeden mandat był przeznaczony dla posła większości, który otrzymał ponad 50% głosów, a mandat drugi dla posła mniejszości otrzymującego ponad 25% głosów. W Galicji zachodniej rozwiązanie to było korzystne dla ziemian, bo mogli sięgać po ów drugi mandat, w Galicji wschodniej było to korzystne dla Polaków, bo w okręgach z większością ukraińską mogli starać się o mandat dla posła mniejszości. Dodatkowo okręgi w Galicji zachodniej były pod względem liczebnym mniejsze niż okręgi w Galicji wschodniej, co także było korzystne dla Polaków. Ponadto wzrosła liczba posłów z Galicji – z 78 do 106, na ogólną liczbę 516 członków Izby, a o ten wzrost liczby przedstawicieli Galicji w Radzie Państwa endecja również apelowała (20). Narodowi demokraci zaakceptowali nowe prawo wyborcze. Wprawdzie pomysł okręgów dwumandatowych bardziej odpowiadał konserwatystom, tym niemniej przewijał się w koncepcjach ich działaczy i był zgodny z ogólną intencją endeków, by ograniczać równość wyborów. Dwumandatowość okręgów połączona z odpowiednią geometrią wyborczą były wyraźnym ograniczeniem tejże równości. W ich stanowisku można odnaleźć potwierdzenie twierdzenia, że narodowi demokraci nie mieli do równości wyborów bezwarunkowo negatywnego nastawienia, lecz przyjmowali postawę ambiwalentną. Gdy nowe regulacje zabezpieczyły polityczne interesy Polaków zaakceptowali równość wyborów.

Zamiar obrony władczej pozycji Polaków wywarł też zasadniczy wpływ na podejście demokracji narodowej do sprawy reformy wyborczej do Sejmu Krajowego we Lwowie, która toczyła się w latach 1905-1914. W pewnym stopniu stanowisko jej lokalnych działaczy kształtowały też względy pragmatyczne. W Galicji Zachodniej silną pozycję utrzymywali konserwatyści krakowscy, a na wsi dominowały wpływy ruchu ludowego. W tym stanie rzeczy poważniejsze możliwości politycznego rozwoju Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego sytuowały się we wschodniej części kraju. W obrębie jego wpływów znaleźli się tu nie tylko podolacy, ale wielu innych aktywnych Polaków. Wysuwając propozycje utrzymania i wzmocnienia polskiego stanu posiadania w Galicji Wschodniej, narodowa demokracja wzmacniała też swoją własną pozycję polityczną.

Krytyka ordynacji do sejmu galicyjskiego

System wyłaniania sejmu galicyjskiego, podobnie jak innych sejmów krajowych, kojarzył zasadę posiadania z przedstawicielstwem interesów. Wyborcami byli tylko posiadający, podzieleni na grupy interesów o nierównym wpływie na skład sejmu. Interesy kościoła katolickiego reprezentowali biskupi wszystkich obrządków, wchodzący do sejmu z urzędu (wiryliści). Interesy nauki i szkolnictwa wyższego przedstawiali rektorzy Uniwersytetów Krakowskiego i Lwowskiego, rektor Politechniki Lwowskiej oraz prezes Akademii Umiejętności w Krakowie – także wchodzili do sejmu bez wyboru. Poprzez elekcję w skład sejmu wchodzili natomiast reprezentanci kolejnych grup interesu:

    • interesy wielkiej własności reprezentowało 44 posłów. Wybierali ich właściciele dóbr tabularnych, płacących minimum 100 złr. podatków bezpośrednich. Głosowanie w tej grupie było bezpośrednie, a 1 posła wybierało od 47 do 52 wyborców;

 

    • interesy zorganizowanego przemysłu i handlu reprezentowali przedstawiciele izb handlowych i przemysłowych. Każda izba – Lwów, Kraków, Brody – bezpośrednio wybierała jednego przedstawiciela;

 

    • interesy większych miast reprezentowało od 1900 r. 31 posłów. Wyborcami byli płacący pierwsze dwie trzecie bezpośrednich podatków gminnych, od najwyżej opodatkowanego począwszy. Głosowanie było bezpośrednie, a na 1 posła przypadało od 1100 do 2264 wyborców;

 

    • interesy „reszty gmin”. Do tej kurii zaliczano miasta nie wchodzących do kurii wyżej wymienionej, wioski oraz obszary dworskie płacące podatki bezpośrednie 25-100 złr. Wybory w tej grupie były pośrednie i jawne. Każde 500 mieszkańców wybierało 1 elektora; do grupy elektorów bez wyboru wchodzili też właściciele majątków ziemskich. Prawa wyborcze w tej kurii miało ok. 10% ludności tych gmin. Na 1 posła przypadało od 6 879 do 8792 obywateli (21).

Ten system wyborczy poddano krytyce już w końcu XIX w. Na początku nowego stulecia rozwinęła się w Galicji dyskusja nad jego zmianą. Ze strony narodowych demokratów angażowali się w nią szczególnie S. Głąbiński, J. Buzek, Ernest Adam i Edward Dubanowicz, profesor Uniwersytetu Lwowskiego. Podobnie jak w przypadku reformy parlamentarnej, także w kwestii reformy sejmowej stanowisko obozu demokratyczno-narodowego było elastyczne i skłonne do aprobaty rozwiązań chroniących polskie interesy. Przed wprowadzeniem reformy parlamentarnej, demokracja narodowa zajęła bliskie konserwatystom stanowisko w sprawie reformy prawa wyborczego do Sejmu. Chociaż generalnie nie akceptowała już kurialnego systemu wyborczego, to jednak w 1905 r. S. Głąbiński wysunął projekt modyfikacji w obrębie już istniejącego systemu oraz dodanie kurii piątej – powszechnego głosowania. Jednakże w roku następnym przyjęto demokratyczne prawo wyborcze do Rady Państwa. Ten fakt, a także wynikająca z niego presja lewicy ku demokratyzacji wyborów także do sejmu, uzmysłowił narodowym demokratom, że dalsza obrona systemu kurialnego nie tylko będzie sprzeczna z tendencją do demokratyzacji życia politycznego, ale również może kompromitować Sejm Krajowy, jedyne naówczas polskie ciało parlamentarne. Skłoniło ich to do wskazania takiego sposobu wyłaniania sejmu, który był już bardziej dopasowany do ich założeń ideowych. Patrząc ogólnie, ich koncepcja składała się z dwóch elementów. Po pierwsze, wychodzili z założenia, że każda radykalna reforma prawa wyborczego wzmocni stan posiadania Ukraińców. Aby ograniczyć ewentualne złe skutki tego, proponowali poprzedzenie reformy wyborczej wyodrębnieniem Galicji lub przynajmniej poszerzeniem jej autonomii. Po przeprowadzeniu tej operacji, można by po drugie zmienić ordynację wyborczą do sejmu, oczywiście z gwarancją utrzymania władczej pozycji Polaków (22).


Zdjęcie obok: Karta do głosowania w wyborach do Rady Państwa. (Źródło: Józef Buszko, „Galicja 1859-1914. Polski Piemont?”, Dzieje Narodu i Państwa Polskiego).

 

Własny projekt tej ordynacji endecja przedstawiła w 1907 r. Według niego Sejm Krajowy we Lwowie miał składać się ze 167 członków, a mianowicie z dotychczasowych 12 wirylistów, 115 posłów pochodzących z wyborów powszechnych, równych, tajnych i bezpośrednich oraz 40 posłów z tzw. grupy dopełniającej. Projekt odzwierciedlał uwarunkowaną sytuacyjnie niechęć demokratów narodowych do zasady równości wyborów. Miały one być równe w grupie zasadniczej, liczącej 115 mandatów, w której prawo wybierania mieliby wszyscy obywatele, mający ukończone 24 lata i od roku mieszkający w gminie. Natomiast w grupie „dopełniającej” (40 mandatów), prawo wyborcze miało przysługiwać zarówno mężczyznom jak i kobietom, pod warunkiem albo ukończenia studiów wyższych i opłacania przynajmniej 100 koron rocznie podatków, albo też bez względu na ukończone studia, opłacanie 200 koron podatków. Wyborcy z tej grupy mogliby również głosować w grupie zasadniczej, a to znaczyło, że ludzie lepiej wykształceni i bardziej majętni (głównie Polacy) mieliby de facto 2 głosy (pluralność) (23). Pomysłodawca tego rozwiązania S. Głąbiński argumentował, że skoro sejm galicyjski jest jednoizbowy, to wiryliści wraz z posłami grupy „dopełniającej” będą ekwiwalentem izby wyższej. Jego projekt zakładał wprowadzenie katastru narodowego jako metody rozstrzygnięcia sporu o podział mandatów w Sejmie pomiędzy Polaków i Ukraińców. Wprowadzenie katastru polegać miało na odpowiednim podziale Galicji na okręgi wyborcze. Stanisław Głąbiński proponował podzielenie kraju na małe jednomandatowe okręgi wyborcze, jednolite pod względem narodowym: 38 okręgów w miastach (Lwów 7 jednomandatowych okręgów, Kraków – 5) oraz 72 okręgi wiejskie „systemem tzw. geografii względnie geometrii wyborczej tak przekształcone, ażeby po odliczeniu 33 mandatów wiejskich w zachodnich okręgach, mogło w pozostałych 39 okręgach wschodnich przypaść 28 mandatów na rzecz posłów ruskich, a 11 na rzecz posłów polskich” (24). Tylko w 4 miastach (Przemyśl, Stanisławów, Tarnopol, Tarnów) okręgi miały być dwumandatowe. Ogólnie więc grupa w pełni demokratycznego głosowania miała wybierać zwykłą większością głosów 115 posłów w 110 okręgach. Z tej liczby Polakom miało przypadać 82 okręgi i 87 mandatów, Ukraińcom 28 okręgów i posłów (25). Grupa „dopełniająca” miała wybierać 40 posłów w 34 okręgach wyborczych. Też miały być to głównie okręgi jednomandatowe. Wielomandatowe okręgi przewidziano tylko dla Lwowa (5 mandatów) i Krakowa (3 mandaty). Do zdobycia mandatu potrzebne było uzyskanie w nich bezwzględnej większości głosów, co miało majoryzować kandydatów żydowskich.

Próba reformy ordynacji do sejmu galicyjskiego

Później narodowi demokraci uzupełniali projekt dodatkowymi rozwiązaniami. Jesienią 1907 r. dołożyli do propozycji wcześniejszych projekt katastru narodowego, autorstwa J. Buzka. Wyborcy polscy i ukraińscy mieli być wpisani do własnych narodowych katastrów; Niemcy – o ile sami nie rozstrzygali inaczej – włączeni zostali do katastru polskiego, a Żydzi mieli prawo opcji – mogli się zaliczać do katastru polskiego albo do ukraińskiego. Dodatkowo S. Głąbiński i J. Buzek proponowali, by w grupie powszechnej (115 mandatów) wprowadzić pluralność głosów, polegającą na tym, że prawo do oddania drugiego głosu otrzymają wyborcy wyżej opodatkowani. Zarazem wśród demokratów narodowych pojawiła się rozbieżność zdań w sprawie formuły wyborczej. Buzek zaproponował bowiem utworzenie w Galicji dwumandatowych okręgów wyborczych i odzwierciedlało to jego skłonność do stosowania uproszczonego wariantu formuły proporcjonalnej. To niezdecydowanie w sprawie formuły wyborczej znalazło wyraz w przemówieniu sejmowym S. Głąbińskiego, który jesienią 1907 r. mówił: „Czy zaś interes narodowy Polski w Galicji wschodniej skuteczniej ochronić mogą w systemie głosowania powszechnego okręgi jednomandatowe, czy system proporcjonalny lub system morawski katastru narodowego, to może bliżej wyjaśnić przedmiotowa dyskusja oparta na znajomości stosunków i doświadczeniu ostatnich wyborów” (26).

Rozbieżność zdań w tej sprawie mogła wynikać z innego pojmowania przez poszczególnych polityków endeckich roli systemu wyborczego w regulowaniu sporu pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Dla J. Buzka uproszczony system proporcjonalny sam w sobie był zdolny spełniać funkcję regulacyjną w tym sporze, pod względem ilościowym sprawiedliwie dobierając przedstawicieli obu nacji do Sejmu. Natomiast S. Głąbiński zaczął dostrzegać, że rozstrzyganie problemu liczby Ukraińców w Sejmie niekoniecznie powierzyć trzeba systemowi wyborczemu, że można to uzgodnić poprzez dialog między politykami obu nacji; rola systemu wyborczego stawała się wówczas drugorzędna. Proponował przeprowadzenie wyborów głównie w jednomandatowych okręgach wyborczych, bo znał stanowisko Ukraińców w tej sprawie. Na początku dyskusji wokół sejmowej reformy wyborczej opowiadali się oni za wyborami powszechnymi, równymi i bezpośrednimi i głosowaniem tajnym, przeprowadzanymi w okręgach jednomandatowych. Odrzucali myśl utrzymania systemu kurialnego, a także pomysły endeckie idące w kierunku wprowadzenia plularności i proporcjonalności wyborów. Później przychylali się do zdania, że przyjęcie ordynacji wyborczej powinno zostać poprzedzone ustaleniem podziału mandatów w Sejmie, domagali się 1/3 miejsce, ale w dalszym ciągu optowali za tym, by wybory były przeprowadzane w okręgach jednomandatowych. Jak pisał Józef Buszko: „Ideałem dla Klubu Ukraińskiego były jednomandatowe okręgi wyborcze i kataster wyborczy, które miały utrudniać na przyszłość fałszowanie wyborów przez administrację i nakłanianie rozmaitymi metodami słabiej uświadomionych wyborców ukraińskich do oddawania głosów na kandydatów polskich” (27). Propozycja S. Głąbińskiego, by wybory przeprowadzić zasadniczo w okręgach jednomandatowych była więc ważnym kompromisowym gestem wobec Ukraińców, ale też wobec ludowców i socjalistów, bo tym ugrupowaniom rozwiązanie to też było bliskie.

Opór konserwatystów wobec idei poważniejszych zmian ordynacji wyborczej do sejmu galicyjskiego przeciągał dyskusję w tej sprawie. W 1909 r. w imieniu SD-N kolejny projekt reformy sejmowej przedstawił Ernest Adam. Według jego propozycji Sejm miał składać się 21 wirylistów i 140 posłów pochodzących z wyborów 4-przymiotnikowych z możliwością wprowadzenia katastru narodowego. Polegać to miało na podzieleniu Galicji na 136 okręgów, z których 55 przypadać miało na Galicję zachodnią, czysto polską, 50 – na okolice mieszane, a 31 – na tereny ukraińskie (28). Propozycja ta wskazywała, że narodowi demokraci, chcąc skutecznie wdrożyć reformę, zamierzali osiągnąć to poprzez przedstawienie wariantu uproszczonego. W 1910 r. „Przegląd Narodowy” informował, że wysuwali wówczas trzy ogólne warunki sejmowej reformy: 1) zniesienie kurialnego systemu wyborczego; 2) upodobnienie ordynacji sejmowej do ordynacji parlamentarnej; 3) zabezpieczenie polskiego stanu posiadania w stosunku do roszczeń ukraińskich (29).

Grupa Rzeczpospolita przeciwko reformie Bobrzyńskiego

Zdjęcie obok: Stanisław Stroński, jeden z czołowych przedstawicieli grupy Rzeczpospolita, poseł do Sejmu Krajowego we Lwowie.

 

Od roku następnego dyskusja nad sejmową reformą zaczęła przesuwać się od kwestii zasad i formuły wyborczej na problem podziału mandatów pomiędzy Polaków i Ukraińców, a także podziału stanowisk w innych instytucjach autonomicznych. Demokraci narodowi, podobnie jak niemal wszystkie ważne siły w kraju, zaczęli dochodzić do przekonania, że kurialnego systemu obalić nie będzie można i zgodnie z ogólną tendencją koncentrowali uwagę na konflikcie polsko-ukraińskim. Nie mieli jednak jednolitego stanowiska odnośnie znaczenia reformy wyborczej dla ugody polsko-ukraińskiej. Część narodowych demokratów, m.in. S. Głąbiński, przychylała się do ułożenia stosunków z Ukraińcami poprzez wspólne przyjęcie nowego prawa wyborczego. W obozie narodowym w Galicji istniała jednak grupa rozłamowa – z Edwardem Dubanowiczem, Stanisławem Kasznicą i Stanisławem Strońskim, skupiona wokół pisma „Rzeczpospolita” – która sceptycznie traktowała tezę, że sejmowa ordynacja wyborcza będzie sprzyjała ugodzie polsko-ukraińskiej. Zdaniem E. Dubanowicza Ukraińcy mieli rewindykacyjny stosunek do własnej obecności w Sejmie i instytucjach autonomicznych, traktowali ją jako zwrot tego, co im się od dawna słusznie należy. W związku z tym pisał, że każde ustępstwo ze strony polskiej nie będzie przez nich traktowane jako element zgody, ale jako tryumf zachęcający do dalszej walki. Uważał więc, że należy przyjąć ordynację sejmową bez względu na presję ukraińską, a za to z uwzględnieniem realnych interesów całego kraju i z utrzymaniem polskiej przewagi (30). Przekonanie to podzielał S. Stroński, wykorzystując je w 1913 r. do krytyki projektu sejmowej reformy wyborczej.

W marcu 1913 r. narodowi demokraci, a zwłaszcza grupa skupiona wokół pisma „Rzeczpospolita”, zakwestionowali projekt reformy wypracowanej przez namiestnika Michała Bobrzyńskiego. Otrzymali wsparcie ze strony episkopatu galicyjskiego, co spowodowało utrącenie projektu sejmowej reformy wyborczej i dymisję M. Bobrzyńskiego z funkcji namiestnika Galicji. Głównym powodem tego zachowania narodowych demokratów był fakt, że końcowe rozmowy z Ukraińcami prowadzili w Wiedniu przedstawiciele trzech polskich stronnictw, tworzących tzw. blok namiestnikowski (konserwatyści, demokraci, ludowcy). Pominięcie stronnictwa narodowego potraktowano jako złamanie przyjętej w 1910 r. przez polskie ugrupowania i potwierdzonej w 1912 r. zasady solidarności narodowej w negocjacjach z Ukraińcami (31). Ponadto uznano, że projekt Bobrzyńskiego nadmiernie uprzywilejowuje Żydów w miastach galicyjskich i radykalnych ludowców w zachodniej części Galicji, a we wschodniej jest szczególnie korzystny dla Ukraińców. W kontekście sporu polsko-ukraińskiego czołowy krytyk projektu M. Bobrzyńskiego – S. Stroński – uznał, że jego osią jest kwestia utrzymania jedności bądź podzielenia Galicji. Za J. L. Popławskim powtórzył myśl, że kraj jest pod względem narodowościowym mieszany i jako taki nierozerwalny. Nie można też w nim prowadzić żadnej polityki wynarodowienia Rusinów, co czyni koniecznym zgodne współżycie obu narodów we wspólnych instytucjach. Zaakcentował, że myśl polityczna Ukraińców szła w innym kierunku. W ramach narodowego odrodzenia poszukiwali oni własnego terytorium narodowego, za które uważali obszar Galicji Wschodniej. Stąd wyprowadzali hasło podziału Galicji i usunięcia Polaków z jej wschodniej części, „za San” (32). W tej perspektywie przedstawiał S. Stroński dzieło Bobrzyńskiego: projekt jest kapitulacją wobec „terrorystycznej obstrukcji ruskiej”, przynosi wątpliwą ugodę, a przede wszystkim daje Ukraińcom nową broń, wzmacnia ich solidaryzm i ogólnie zachęca do dalszej walki z Polakami w imię separatystycznego podziału Galicji (33). Zarzucał więc: „Wykopać przepaść prawną między ludnością polską a ruską i naruszyć zasadę jedności kraju, oto przewodnie myśli, które politycy ukraińscy zdołali narzucić lekkomyślnym politykom polskim w owym projekcie” (34).

W dyskusji wokół formuły wyborczej stanowisko prezentowane przez S. Strońskiego i E. Dubanowicza było ważne. S. Stroński twierdził, że uprzywilejowanie w projekcie M. Bobrzyńskiego radykalnych ludowców, Żydów, a zwłaszcza Ukraińców stało się możliwe poprzez pominięcie formuły proporcjonalnej. Pisał wprost: „Dalszą wada projektu jest zarzucenie prawie całkowite proporcjonalności. Proporcjonalność jest najlepszym sposobem zapewnienia mniejszościom polskim kurii wiejskiej na wschodzie własnego przedstawicielstwa. Na zachodzie w okręgach wiejskich jest ona znowu jedynym sposobem ochronienia mniejszości przekonaniowych, przed wyłącznym panowaniem jednego stronnictwa, np. w danej chwili ludowego (…) Wreszcie w całym szeregu miast, gdzie żydzi mają większość lub dosięgają połowy ludności, proporcjonalność dałaby polskiej ludności chrześcijańskiej możność wybrania posła własnego, a nie tego, którego zechcą wybrać żydzi” (35). Na kanwie tych spostrzeżeń S. Stroński ogólnie chwalił aplikację formuły proporcjonalnej, jako zasadę umożliwiającą przedstawicielstwo mniejszości oraz sprzyjającą łagodzeniu sporów narodowościowych. Eksponował, że zasada ta zwyciężyła lub tryumfuje „w krajach najwybitniej dążących do sprawiedliwego ustroju”. Perswadował: „Bo to przecież jest zupełna niedorzeczność, żeby większość 50% plus 1 zupełnie unicestwiła mniejszość wynoszącą nawet 50% minus 1 tylko” (36). Warto zwrócić uwagę, że poza argumentami merytorycznymi, ta część obozu narodowego propagowała formułę proporcjonalna także z innego powodu. W obozie tym zdawano sobie sprawę z tego, że zarówno Ukraińcy jak i galicyjscy ludowcy od lat żądali, by w nowej ordynacji wyborczej do Sejmu Krajowego we Lwowie znalazła zastosowanie właśnie korzystna dla tych środowisk formuła większościowa realizowana w jednomandatowych okręgach wyborczych. Pochwała proporcjonalności była w związku z tym wyrazem kontestacji obozu narodowego wysiłków politycznych Ukraińców i ludowców.

Edward Dubanowicz za ordynacją proporcjonalną

Po dymisji M. Bobrzyńskiego, grupa działaczy skupionych wokół pisma „Rzeczpospolita” propagowała mocniejsze osadzenie formuły proporcjonalnej w kolejnym projekcie sejmowej reformy (37). Propozycję rozwiązań idących w tym kierunku przedstawił E. Dubanowicz w pracy pt. „Proporcjonalność w zastosowaniu do sejmowej reformy wyborczej”, opublikowanej we Lwowie w 1913 r. Dobry system wyborczy powinien jego zdaniem czynić zadość ogólnym wymaganiom oraz powinien odpowiadać dwom potrzebom, tzn. winien zapewnić reprezentację głównym kierunkom społeczno-politycznym, a także sprzyjać utrzymaniu solidarności narodowej. Wymogów tych nie spełnia istniejący kurialny system wyborczy, ale także możliwość stosowania geometrii wyborczej czy katastru narodowego. Optymalne byłoby według niego wprowadzenie w Galicji systemu proporcjonalnego – nawet gdyby przyszło realizować go w ramach systemu kurialnego. Proponował przeprowadzenie wyborów w okręgach mających zróżnicowaną liczbę mandatów. W odniesieniu do okręgów wiejskich:

  • w Galicji zachodniej, gdzie występowało tylko zróżnicowanie pomiędzy samymi Polakami (ziemianami i chłopami), pochwalił istnienie okręgów dwumandatowych
  • w Galicji wschodniej, gdzie Ukraińcy przeważali nad Polakami, proponował okręgi 4 – 6 mandatowe (38)
  • na pograniczu Galicji wschodniej i zachodniej, gdzie Polacy byli pomieszani z Ukraińcami, sugerował wprowadzenie okręgów trójmandatowych, jako ewentualne zabezpieczenie polskiej mniejszości.

Wobec braku zgody na wielomandatowe okręgi, Dubanowicz pisał, że w środowisku wiejskim ostatecznie:

  • na obszarze pomiędzy Galicją wschodnią i zachodnią, na którym Polacy silnie zaznaczają swoją obecność (30-50%) konieczne jest wprowadzenie okręgów trójmandatowych
  • na pozostałych obszarach zarówno wschodniej jak i zachodniej Galicji należy wprowadzić okręgi dwumandatowe. Miałby to być system podobny do tego, jaki stosowano w wyborach parlamentarnych, ale udoskonalony, tzn. wymuszający reprezentację mniejszości.
Zdjęcie obok: Edward Dubanowicz, zwolennik ordynacji proporcjonalnej.

 

W odniesieniu do okręgów w kurii miejskiej (cenzusowej i powszechnej) proponował formułę proporcjonalną realizowaną w dwumandatowych okręgach wyborczych. Sądził, że ten system dobrze zabezpieczy interesy Polaków, a w przyszłości także odpowiednio zorganizowanych Żydów. Uważał jednak, że z kolei w Galicji wschodniej lepszym zabezpieczeniem potrzeb ukraińskich mieszczan byłoby utworzenie z miasteczek i wiosek jednomandatowych okręgów wyborczych lub też utworzenie okręgów 3-5 mandatowych proporcjonalnych, „skonstruowanych w ten sposób, ażeby mniejszość ruska mogła osiągnąć matematyczną pewność uzyskania jednego na cztery, względnie jednego na pięć mandatów”. Proponował także zastosowanie formuły proporcjonalnej do wyborów w kurii izb handlowych i przemysłowych, w kurii średniej własności ziemskiej, w wyborach do rad powiatów oraz do wyboru członków Wydziału Wykonawczego, ciała realizującego postanowienia Sejmu (39). W całości propozycja E. Dubanowicza oparta była na założeniu, że proporcjonalny system wyborczy może poprzez swoją wewnętrzną logikę – „matematycznie” – gwarantować wyborcom właściwą reprezentację, bez potrzeby dokonywania dodatkowych uzgodnień między różnymi podmiotami procedury wyborczej. Stanowisko to było konsekwencją (następstwem) jego niewiary w możliwość zawarcia rzeczywistej ugody z Ukraińcami.

Konkretne propozycje zmian w sejmowej ordynacji wyborczej poprzedził E. Dubanowicz istotnymi uwagami odnoszącymi się ogólnie do formuły proporcjonalnej. Twierdził, że jej aktualny tryumf jest autentyczny i uzasadniony. Nie wynikało to wyłącznie z wad systemu większościowego, lecz głównie z zalet proporcjonalności. Podobnie jak Z. Balicki czy socjalista L. Kulczycki, dostrzegał pogłębianie się w życiu społecznym zróżnicowania na tle interesów materialnych, któremu towarzyszy narastanie zjawiska różnicowania się opinii publicznej i tworzenia się nowych podziałów politycznych. W jego odczuciu formuła proporcjonalna lepiej niż inne uwzględnia tę ewolucję życia społecznego. Nie nadaje przy tym żadnemu z nowych prądów społecznych i politycznych przywilejów ponad wartość realnie im przysługującą. Pisał też, że system proporcjonalny wręcz „wpływa w równym stopniu na wzrost i konsolidację nowych prądów i kierunków politycznych”. Twierdził, że zjawisko powstawania i zwiększania znaczenia stronnictw politycznych niekoniecznie prowadzić musi do atomizacji społeczeństwa, lecz że może to być właśnie objaw konsolidacji społecznej. Za walor formuły proporcjonalnej uznał to, że nie pozwala jednej sile politycznej majoryzować innych stronnictw. Wysunął tu pogląd, że w Europie dominują rządy koalicyjne, co oznacza, że nie należy zbytnio obawiać się tego, iż proporcjonalność może generować rozproszenie sił w parlamencie i w konsekwencji utrudnienie sprawowania silnej władzy wykonawczej. Wskazał też, że formuła ta niweluje tendencje radykalne, łagodzi rywalizację partyjną, kształtuje postawy nastawione nie na realizację interesów lokalnych i osobistych, lecz na osiąganie dobra wspólnego, zwiększa zainteresowanie obywateli życiem publicznym i samymi wyborami, podnosi poziom akcji wyborczej zmniejszając nadużycia, terror i korupcję wyborczą, a więc w całości sprzyja kształtowaniu właściwej kultury politycznej. Odrzucając supozycję, że proporcjonalność będzie remedium na bolączki parlamentaryzmu, Dubanowicz w ocenie końcowej pisał: „Twierdzimy tylko, a idziemy pod tym względem za głosami zgodnej i możnaby powiedzieć, entuzjastycznej opinii najznakomitszych znawców prawa wyborczego, hołdujących bezwzględnie idei słuszności społecznej i postępu, że caeteri paribus, system proporcjonalny okazuje się systemem najlepiej odpowiadającym celowi wszędzie, gdzie tylko w akcji wyborczej wyłaniają się ostre i liczne przeciwieństwa natury społecznej i politycznej” (40).

Pomysł, by mocniej oprzeć ordynację wyborczą na formule proporcjonalnej nie znalazł uznania. Pod presją rządu wiedeńskiego, w 1914 r. narodowi demokraci zaakceptowali lekko tylko zmieniony projekt ordynacji wyborczej do Sejmu Krajowego. Miał on składać się z 228 posłów, w tym 13 wirylistów, 45 posłów z klasy wielkiej własności ziemskiej, 43 posłów z klasy cenzusowej miast, 12 posłów z klasy powszechnej miast, 5 posłów izb handlowych i przemysłowych, 2 posłów reprezentujących stowarzyszenia przemysłowe Lwowa i Krakowa oraz 100 posłów gmin wiejskich oraz miasteczek nie wchodzących do klasy miast, ale za to w kurii gmin posiadających prawo podwójnego głosu (41). Narodowi demokraci dali zgodę na ten system wyborczy, bo w pewnym stopniu uwzględniał on ich propozycje, a głównie dlatego, że mechanicznie zabezpieczał polską większość w sejmie. Przyjęto bowiem taki podział okręgów wyborczych, by Ukraińcy otrzymali 27% mandatów oraz utworzono w klasie gmin wiejskich i miasteczek okręgi jednomandatowe (ukraińskie lub polskie), a na terenach narodowościowo podzielonych okręgi dwumandatowe z zabezpieczeniem interesów mniejszości. Zwrócili też uwagę na korzystną dla nich formę przyjęcia nowego prawa wyborczego. Stanisław Kozicki następująco komentował przyjętą 14 lutego 1914 r. ordynację: „Jeśli się teraz zwrócić do samej reformy i rozpatrzyć ją z punktu widzenia interesów polskich, to przyznać trzeba, iż nie różni się ona zbyt wiele od projektowanej przez namiestnika Bobrzyńskiego. Uchwalona obecnie ustawa zawiera lepszy stosunek w Wydziale Krajowym i lepszy układ okręgów wyborczych. Wszelako sposób, w jaki została uchwalona, różni się zasadniczo. Reformę przeprowadziły stronnictwa polskie zsolidaryzowane i traktujące jako całość z obozem ruskim. Bobrzyński chciał w porozumieniu z Rusinami przeciw części stronnictw polskich przeprowadzić swe zmiany. Takie postawienie sprawy odbiłoby się jak najfatalniej na dalszym biegu wypadków w Galicji, byłoby precedensem nadzwyczaj szkodliwym, gdyż wprowadzałoby rozbicie między Polakami a zjednoczenie całego obozu ruskiego w jedną całość” (42).

Zdzisław ILSKI


1. J. L. Popławski, Żywioł polski w Galicji Wschodniej, „Przegląd Wszechpolski”, nr 4, kwiecień 1903.
2. Popławski twierdził: „Weźmy dla przykładu sprawę ruską. W powszechnym pojmowaniu jest to sprawa wzajemnego stosunku prawno-politycznego dwóch narodowości. Tak jednostronnie pojętą sprawę rozstrzyga się magiczną formułą: zupełne równouprawnienie obu narodowości. Ci wszyscy, którzy bez zastrzeżeń tę formułę przyjmują i robią z niej dogmat polityczny, nie pytają wcale, na czym równouprawnienie w danych stosunkach polegać powinno (…) Tacy politycy, którzy mają rzekomo bardzo rozwinięty umysł etyczny, nie są ciekawi np. dowiedzieć się, czy zalecane przez nich zupełne, tj. mechaniczne równouprawnienie nie krzywdzi jednej strony, albo może nawet obu” (J. L. Popławski, Żywioł polski w Galicji Wschodniej, „Przegląd Wszechpolski”, nr 4, kwiecień 1903).
3. J. L. Popławski, Żywioł polski w Galicji Wschodniej, „Przegląd Wszechpolski”, nr 5, maj 1903
4. J. Buszko, Sejmowa reforma wyborcza w Galicji 1905-1914, Warszawa 1956, s. 27.
5. Program Stronnictwa demokratyczno-narodowego w państwie austriackim. Uchwalony na II. Zjeździe Stronnictwa w dniu 8 i 9 grudnia 1905 r. we Lwowie, Lwów 1906, s. 20.
6. Z. Balicki, Parlamentaryzm…, cyt. wyd., s. 79.
7. R. Dmowski, Podstawy polityki polskiej, „Przegląd Wszechpolski”, nr 7 z lipca 1905 r. Także: R. Wapiński, Historia polskiej myśli politycznej XIX i XX wieku, Gdańsk 1997, s. 112; J. Buszko, Sejmowa reforma…, cyt. wyd., s. 173.
8. „Przegląd Narodowy”, nr 3, marzec 1908 r.
9. Wspominał Stanisław Głąbiński: „Baron Gautsch (…) całe ostrze reformy zaś zwrócił przeciwko Polakom, dzieląc Galicję na okręgi wyborcze w ten sposób, że na okręgi z większością ruską przypadło około 60%, a na okręgi polskie około 40% mandatów” (S. Głąbiński, Wspomnienia polityczne, Pelplin 1939, s. 76). Także S. Grabski pisał odnośnie projektu Gautscha: „W Galicji Wschodniej groziła utrata wszystkich niemal mandatów na rzecz Ukraińców w okręgach wiejskich, w których Polacy stanowili w sumie około trzydziestu procent” (S. Grabski, Pamiętniki, T. I, Warszawa 1989, s. 170).
10. Na przełomie, „Przegląd Wszechpolski”, nr 11-12, grudzień 1905.
11. W. I., O reformie wyborczej, Wydawnictwo Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, II, Lwów 1906., s. 31-32.
12. „Ze względu na stosunek Polaków do Rusinów, odrzucić trzeba z całą stanowczością i raz na zawsze, lekkomyślnie przez nasze nawet stronnictwa radykalne wysuwane żądanie powszechnego i zupełnie równego prawa głosowania. Wynika bowiem z warunków rozmieszczenia ludności polskiej i ruskiej w naszym kraju to, że przy równym prawie głosowania prędzej czy później, a w każdym razie bardzo rychło, większość, i to znaczna, posłów byłaby u nas ruska” (W. I., O reformie wyborczej, cyt. wyd., s. 25-26).
13. S. Głąbiński, Sprawa reformy wyborczej. Sprawozdanie… posła na Sejm i do Rady Państwa wygłoszone na zgromadzeniu wyborców we Lwowie dnia 19 stycznia 1906, Lwów 1906, s. 10-14; W. I., O reformie wyborczej, cyt. wyd., ss 33-46; A. Ajnenkiel, Spór o model parlamentaryzmu polskiego do roku 1926, KiW 1972, s. 66-67.
14. W. I., O reformie wyborczej, cyt. wyd., s. 35.
15. S. Głąbiński, Sprawa reformy wyborczej…, cyt. wyd., s. 14.
16. Pisał: „W okręgach wyborczych wiejskich i miejskich w całym kraju, a przynajmniej w powiatach o ludności polsko-ruskiej, należałoby zaprowadzić system proporcjonalny na zasadzie kumulacji głosów na posłów polskich, a względnie ruskich. Okręgi wyborcze musiałyby obejmować przynajmniej po dwa mandaty poselskie, tak, aby ludność polska, będąca w mniejszości liczebnej mogła skupić solidarnie wszystkie swoje głosy na jednego tylko kandydata polskiego. W systemie proporcjonalnym wystarcza mała zwyżka nad trzecia część głosów oddanych solidarnie jednemu kandydatowi do zapewnienia mu wyboru, albowiem głosy, padające tylko na jednego kandydata liczą się podwójnie. W okręgach wyborczych, w których ludność polska nie dosięga trzeciej części ludności, można by utworzyć jeszcze większe okręgi, wybierające naraz trzech posłów, z możliwością kumulowania głosów na jednego kandydata, w tym wypadku bowiem każdy głos liczyłby się potrójnie. Ten ostatni sposób ochrony mniejszości narodowych polskich zalecałem Kołu polskiemu” (S. Głąbiński, Sprawa reformy wyborczej…, cyt. wyd., s. 23 – 24).
17. J. L. Popławski, Z całej Polski, „Przegląd Wszechpolski”, nr 11-12, grudzień 1905.
18. „Mężowie tego samego stronnictwa politycznego łatwo się z sobą porozumieją co do kolei, w jakiej mają być na liście umieszczeni, natomiast trudno o taka zgodę u należących do najróżniejszych stronnictw mężów jednej i tej samej narodowości. Bez takiej zgody zaś trudno zapewnić danej narodowości tyle mandatów, ile jej się na podstawie jej siły liczebnej wśród wyborców należy” (J. Buzek, Uwagi co do najodpowiedniejszego dla okręgów wyborczych wiejskich w Galicji systemu proporcjonalnego, Wydawnictwo Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, Lwów 1906, s. 13-15).
19. J. Buzek, Uwagi…, cyt. wyd., s. 21.
20. K. Grzybowski, Galicja 1848-1914. Historia ustroju politycznego na tle historii Austrii, Kraków – Warszawa – Wrocław, ZNiO Wydawnictwo 1959, s. 169-171. Przebieg negocjacji w sprawie prawa wyborczego i usamodzielnienia Galicji prowadzonych przez konserwatystów i endeków w Wiedniu obszerniej omawia J. Buszko: Polacy w parlamencie wiedeńskim 1848-1918, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 1996, s. 259-269.
21. K. Grzybowski, Galicja 1848-1914…, cyt. wyd., s. 212-214.
22. J. Buszko, Sejmowa reforma…, cyt. wyd., s. 53-63; „Przegląd Narodowy”, nr 9, wrzesień 1909.
23. E. Dubanowicz, Dotychczasowy przebieg sprawy reformy w Sejmie (zastawienie wniosków, materiałów, projektów), Lwów 1913, s. 15-19; J. Buszko, Sejmowa reforma…, cyt. wyd., s. 64.
24. E. Dubanowicz. Dotychczasowy przebieg…, cyt. wyd., s. 18-19.
25. J. Buszko, Sejmowa reforma…., cyt. wyd., s. 65.
26. Cyt. za: J. Buszko, Sejmowa reforma…, cyt. wyd., s. 80.
27. J. Buszko, Sejmowa reforma…, cyt. wyd., s. 214.
28. E. Dubanowicz, Dotychczasowy przebieg…, cyt. wyd., s. 29.
29. „Przegląd Narodowy”, nr 10 z października 1910 r.
30. E. Dubanowicz, Sejmowa reforma wyborcza a ugoda polsko-ruska, Lwów 1912, s. 24-27.
31. S. Stroński, Przebudowa Sejmu (w:) Przemówienia kandydatów komitetu obywatelskiego w Krakowie (…) Wygłoszone na zebraniu wyborców sejmowych dn. 21 czerwca 1913 r. pod przewodnictwem Prof. Uniw. dra Emila Godlewskiego (starszego), Kraków 1913, s. 8. Także wcześniej pisał: „A jeszcze gorsze jest to, że tak lekkomyślnie zerwano, bez żadnej przyczyny, zgodne postępowanie całego obozu polskiego i poderwano tak haniebnie zasadę solidarności narodowej w sprawach polsko-ruskich” (S. Stroński, Przeciw takiej reformie wyborczej, Lwów 1913, s. 5).
32. S. Stroński, Przebudowa Sejmu…, cyt. wyd., s. 4.
33. „Wszyscy wiedzą, ze i obecna ugoda skończy się z chwilą wprowadzenia w życie nowej ordynacji wyborczej, wzmacniającej tak potężnie Rusinów. Bo wzmocnieni wystąpią oni z nowymi żądaniami i będą na nas napierać kilka razy silniej, niż obecnie” (S. Stroński, Przeciw takiej reformie…, cyt. wyd., s. 14).
34. S. Stroński, O stanowisku ks. Biskupów. Przemówienie dra Stanisława Strońskiego na wiecu, zwołanym przez Polską Radę Katolicką d. 1 czerwca 1913 r. w Krakowie, Lwów 1913, s. 6.
35. S. Stroński, Przeciw takiej reformie…, cyt. wyd., s. 9. Wręcz zarzucał S. Stroński, że w projekcie Bobrzyńskiego „dla dogodzenia ukraińcom, ludowcom i żydom poświęca się proporcjonalność” (tamże, s. 9).
36. S. Stroński, Przeciw takiej reformie…, cyt. wyd., s. 9.
37. S. Stroński, Przebudowa Sejmu…, cyt. wyd., s. 7-8.
38. Uzasadniał: „Zaledwo w cztero – pięcio -, a nawet sześciomandatowych okręgach proporcjonalnych wybór kandydata polskiego mógłby tu być matematycznie zabezpieczony. Takich też wielomandatowych okręgów proporcjonalnych należałoby się na tym obszarze domagać, ażeby uprawnionym potrzebom politycznym ludności polskiej w całej pełni stało się zadość” (E. Dubanowicz, Proporcjonalność w zastosowaniu do sejmowej reformy wyborczej, Lwów 1913, s. 19).
39.E. Dubanowicz, Proporcjonalność w zastosowaniu…, cyt. wyd., s. 14-38.
40. Tamże., s. 11-12.
41. K. Grzybowski, Galicja 1848-1914…, cyt., wyd., s. 215-216.
42. „Przegląd Narodowy”, nr 2 z lutego 1914 r.

Zdzisław ILSKI (ur. 1959) – doktor politologii, specjalizujący się w historii politycznej, myśli politycznej, systemach politycznych i wszelkich szeroko rozumianych zagadnieniach politycznych. Od ponad 20 lat pracuje na Politechnice Wrocławskiej. Autor m.in. książki „Jakub Bojko 1857-1943. Biografia polityczna” (2004) i kilkudziesięciu artykułów naukowych. Uczestnik Ruchu Obywatelskiego na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Zainteresowania: dobra książka, zbieranie grzybów, turystyka, piłka nożna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.