Niespełniony sen Jarosława Kaczyńskiego o Budapeszcie nad Wisłą

P.HałaczkiewiczSkończyły się wybory na Węgrzech. Na Fidesz, partię Viktora Orbana (w koalicji wraz z małą, Chrześcijańsko-Demokratyczną Partią Ludową KDNP) głosowało prawie 45 proc. proc. wyborców. Razem otrzymali poparcie 2,1 mln Węgrów. Blok liberałów uzyskał 26 proc., a nacjonaliści z Jobbiku 20,5 proc. Do parlamentu weszło też ekologiczno-liberalne ugrupowanie LMP (5 proc.). Głosy mniejszości węgierskiej z krajów ościennych w 95 proc. wsparły Fidesz.

Walka o miejsca w parlamencie rozstrzygnęła się w 106 jednomandatowych okręgach wyborczych. Tu absolutne zwycięstwo zanotował Fidesz. Koalicja Lewicy zdobyła tylko 11 mandatów. Reszta partii nie zdobyła żadnego mandatu.

Prognozy sprawiają, że w nowym 199-osobowym parlamencie Fidesz-KDNP otrzyma 133 mandaty, co oznacza samodzielne rządy, a może oznaczać większość konstytucyjną). Lewica będzie miała 40, Jobbik 21 a LMP 5 posłów.

Tu dochodzimy do sedna sprawy – tak duże zwycięstwo Fideszu i Orbana opiera się na głosowaniu w JOW-ach. Podobnie było 4 lata temu. Bez wyborów w takich systemie, Orban mógłby mieć problem z samodzielnymi rządami, co oznaczałoby rozbicie sceny politycznej i rządy koalicyjne. W przypadku problemów gospodarczych, jakie mają Węgry, istotne jest, by mieć tuż po wyborach szybki i sprawny rząd. Taka jest istota systemu większościowego, który ułatwia zdobycie większości przez jedno ugrupowanie.

To pokazuje, że sen części prawicy w Polsce o „Budapeszcie nad Wisłą” należy włożyć między bajki, właśnie z powodu ordynacji proporcjonalnej, jaka jest w wyborach do polskiego Sejmu.

Mimo ostatniego wzrostu notowań w sondażach, PIS jest nadal daleko od czynnego udziału w sprawowaniu władzy. Prezes Kaczyński chyba nie zauważa, że nawet gdy wygra wybory, będzie mu trudno stworzyć rząd. Obecna ordynacja proporcjonalna nawet w przypadku uzyskania 40 proc. głosów nie daje szansy na samodzielne rządy. Po 1989 roku nie udało się to żadnej z partii politycznych.

Prezes PIS nie potrafi sprecyzować, dlaczego nie popiera pomysłu jednomandatowych okręgów wyborczych, choć trzeba przyznać, że w sprzeciwie wobec JOW-ów jest konsekwentny. W przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej, która teoretycznie JOW-y popiera, ale nic nie robi w tej materii. „JOW-y to mechanizm przy pomocy którego ci, którzy rozrywają Polskę, mieliby zapewnioną władzę przez najbliższe 10 lat” – mówił kilka miesięcy temu Jarosław Kaczyński. Kogo miał na myśli? Można się tylko domyślać. Ale rządy PO przy dzisiejszym systemie trwają już lat 7, a mogą i dłużej.

Paradoksalnie za ordynacją większościową optują małe partie, w tym Polska Razem Jarosława Gowina, czy Kongres Nowej Prawicy. Teoretycznie wprowadzenie JOW-ów w wyborach do Sejmu musiałoby posłużyć tak PiS-owi, jak i PO. Skąd więc taka niechęć obu partii do ich wprowadzenia? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. To strach przed zmianą. Dziś Platforma żyje z PiS-u a PiS z Platformy. W związku z potencjalną zmianą na JOW, zniknie też cały system finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Zarówno PiS, jak i PO nie mają żadnego zakorzenienia w społeczeństwie. Obie partie posiadają ledwo 20-30 tysięcy członków. Pytanie jest zasadnicze, czy znalazłyby 460 kandydatów, którzy w małych okręgach sprostali by kampanii bezpośredniej? Patrząc na jakość polityków partyjnych strach wydaje się uzasadniony.

Chcąc przejąć władzę trzeba przede wszystkim wygrać wybory. Ordynacja większościowa jest o wiele korzystniejszym rozwiązaniem dla PiS-u dlatego, że najprawdopodobniej nawet gdyby udało się mu wygrać, to należy zakładać, że nie większą różnicą niż 10-12 punktów procentowych. Nawet przy zdobyciu ponad 40 proc. głosów nie można w polskim systemie proporcjonalnym liczyć na zdobycie większości w Sejmie. W takim scenariuszu jedynie jednomandatowe okręgi wyborcze mogą pozwolić na stworzenie rządu – przy odrobinie szczęścia nawet samodzielnie! Upieranie się przy pozostawieniu ordynacji proporcjonalnej sprzyja Donaldowi Tuskowi, bo pozwala mu zachować realne szanse na pozostawienie PiS-u w ławach opozycji nawet wtedy, gdy Platforma Obywatelska przegra! Co więcej, poparcie przez PIS systemu większościowego spowodowały by wielkie kłopoty w obozie PO.

Jarosław Kaczyński i jego przyboczni, np. Adam Hofman, raz po raz nawołują do „pilnowania wyborów” sugerując, że w trakcie liczenia głosów może dochodzić do nieprawidłowości. Znowu zdają się zapominać, że to właśnie JOW-y dają najlepszą gwarancję przejrzystości. Nieprzypadkowo Ruch Obywatelski na rzecz JOW proponuje model brytyjski, gdzie liczenie głosów odbywa się w jednym miejscu, jest jawne i otwarte dla wszystkich chętnych, a wyniki są znane jeszcze tego samego dnia. Czy naprawdę lepiej jak dotychczas zliczać wyniki w lokalnych komisjach, potem przez serwery przesyłać dane do centrali, by ta według znanych i zrozumiałych tylko nielicznym algorytmów opublikowała listę osób, które dostały się do Sejmu? Kamery przejrzystości nie zapewnią. Upieranie się przy ordynacji proporcjonalnej to działanie przeciwko transparentności.

By wprowadzić JOW-y trzeba odwagi i realnego przywódcy, przynajmniej takiego jakim jest Victor Orban. Bo poseł w JOW-ach to nie wystraszony i drżący o miejsce na liście w kolejnych wyborach człowiek. JOW-y dają posłom niezależność i odpowiedzialność już nie przed kierownictwem partii, a wyborcami w okręgu. Mogłoby się okazać, ze przywództwo w partii byłoby zagrożone. Wychodzi zatem na to, że władza w partii jest zatem ważniejsza niż realna możliwość realizacji programu i reformy państwa. Bo do tego trzeba samodzielnych rządów. Mamy więc do czynienia z dezercją elit, którą tak opisuje w swojej najnowszej książce prof. A. Kamiński: „Dezercję rozumiem jako dążenie do unikania odpowiedzialności za sprawy publiczne ze strony ludzi władzy, przede wszystkim władzy politycznej”. Budapesztu nad Wisłą zatem nie będzie, przynajmniej dopóki będziemy tkwić w bagnie ordynacji proporcjonalnej, która sprzyja tylko i wyłącznie oderwanym od społeczeństwa partiom politycznym.

Patryk Hałaczkiewicz

Patryk HAŁACZKIEWICZ – koordynator krajowy akcji Zmieleni.pl (z udziałem Pawła Kukiza), uczestnik Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.