Opinie

Dreszcz z 10 kwietnia

Nie wiem, co się stało z częścią polskiej prawicy. Co się stało z jej zdrowym rozsądkiem? Gdzie jest jej instynkt samozachowawczy? Jedni mówią o męczennikach, inni o poległych pod Smoleńskiem, jeszcze inni o ofierze złożonej przez naród albo o zbrodni. Zamiast analizy króluje mętna mistyka. Sypią się metafory, padają podniosłe hasła i slogany. Niektórzy politycy PiS ogłosili, że nie zważając na nic, będą dziś bronić krzyża, miejsca pamięci o śp. Lechu Kaczyńskim na Krakowskim Przedmieściu. Działają pod wpływem szczególnej atmosfery, która uniemożliwia racjonalny namysł.

Dwa tygodnie temu wspominałem o osobliwej wersji smoleńskiego mesjanizmu, zgodnie z którą katastrofa była udziałem w ofierze Chrystusa.

Teraz okazuje się, że dla niektórych stała się chwilą fundującą polską niepodległość.

Poeta i pisarz Wojciech Wencel pisze: „Wydarzyło się coś, co zbliża nas do powstania warszawskiego znacznie skuteczniej niż wspomagane gadżetami opowieści o młodzieńczej przygodzie. To katastrofa smoleńska, która odsłoniła kruchość granicy między życiem a śmiercią i biegunowość polskiego losu, rozpiętego między wegetacją bez znaczenia a autentyczną wielkością. To ona wprowadziła do naszej zbiorowej wyobraźni egzystencjalne i patriotyczne albo-albo. Dreszcz, który przeszył nas 10 kwietnia 2010 roku, jest tym samym dreszczem, który odczuwali powstańcy. (…) 66 lat temu mieliśmy struktury umożliwiające podjęcie walki o wolność. Kiedy wybiła godzina W, powstańcy wiedzieli, co robić, jak się zorganizować. Dziś mamy chaos w państwie kierowanym przez serdecznych przyjaciół Władimira Putina”.

Foto: Paweł Lisicki, Wikipedia, hasło: „Paweł_Lisicki” (licencja Creative Commons).

Inny publicysta, Jan Pospieszalski, zauważył w swoim, opublikowanym skądinąd w „Rz”, tekście: „Katastrofy smoleńskiej i tego, czego doświadczyliśmy jako wspólnota po 10 kwietnia, nie da się wymazać czy usunąć tak, jak wymienia się kafle na trotuarze. (…) dopóki nie zostanie ujawniona cała prawda o tym, co stało się rankiem 10 kwietnia pod Smoleńskiem, nowy lokator pałacu powinien wiedzieć, że w tym miejscu będą gromadzić się ludzie, nie tylko po to, by troszczyć się o pamięć. Będą przychodzić, by domagać się wyjaśnienia tej tragedii. Wtedy zawsze można się odwołać do rozwiązania siłowego, a biorąc pod uwagę dziwną słabość prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego do środowiska peerelowskich resortów siłowych, wcale nie należy tego wykluczać”.

Mógłbym mnożyć przykłady takich wypowiedzi. Bardzo emocjonalnych, przejmujących. Tworzą nastrój oporu i sprzeciwu. Rezultatem jest przekonanie, że każdy, kto żywi wątpliwości wobec tezy o katastrofie jako spisku, staje się podejrzany. Staje po tej samej stronie co generał Jaruzelski i Kiszczak. Jest kapłanem złych sił, błaznem, sprzedawczykiem i Bóg wie kim jeszcze. Prawdziwa Polska odsłoniła się w dreszczu, jaki przeszył serca Polaków 10 kwietnia. To wtedy znowu dosięgło Polaków prawdziwe przeznaczenie, to wtedy odsłonił się przed nimi istotny sens rzeczy. Dla niektórych autorów 10 kwietnia stał się momentem przebudzenia świadomości narodowej, nagłym doznaniem podobnym oświeceniu albo łasce wiary. Wreszcie odnaleźli sens. Zobaczyli, że za zwykłym, banalnym życiem, codziennym borykaniem się ze słabościami państwa i jego niewydolnością kryje się coś wielkiego. Coś absolutnego.

To nagłe doznanie oświecenia pozwala im też jasno widzieć to, czego inni, zwykli ludzie, jeszcze nie spostrzegli. Wszystkiemu musi być winny spisek. Zgodnie z tym punktem widzenia katastrofa smoleńska była zamachem Moskwy. Zapewne z udziałem i zgodą polskiego rządu. Motyw sprawców? Kiedy o niego pytam, spotyka mnie niedowierzanie. Przecież to oczywiste: była nim zemsta na prezydencie Kaczyńskim za jego poparcie dla Gruzji. Nic nie pomaga twierdzenie, że ryzyko takiej operacji jest zupełnie niewspółmierne do ewentualnych zysków.

Z jednej strony rzekoma chęć zamachu, która mogłaby zdestabilizować ład światowy, z drugiej polski prezydent, bez realnej władzy i bez szans na zwycięstwo w wyborach. Ale to zwolennikom „pełnej prawdy” o Smoleńsku nie przeszkadza. O dziwo, nawet skądinąd nie zawsze poważny polityk, jak Janusz Korwin-Mikke zauważył to zjawisko, które nazwał napadem smoleńskiej grypy. Trafne.

Zamiast widzieć ludzkie błędy, bałagan, niechlujstwo, złą organizację, tromtadrację; zamiast próbować wyciągnąć wnioski na przyszłość, tak aby podobna katastrofa nigdy się nie powtórzyła, autorzy takich wypowiedzi dzień po dniu przegrywają walkę o rozum, pławią się w cierpiętnictwie i pseudomartyrologii.

Najgorsze jest wszakże co innego. Używając skrajnego języka, radykalizując retorykę, uniemożliwiają faktyczne rozliczenie odpowiedzialnych za katastrofę oraz za opornie prowadzone śledztwo.

Paweł Lisicki
Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”

Tekst ukazał się w porannym numerze „Rzeczpospolitej”, a więc jeszcze przed popołudniowymi wydarzeniami przed Pałacem Prezydenckim. Przedruku tekstu dokonujemy bez zgody Autora, licząc na wyrozumiałość. Uważamy, że obecna sytuacja w Polsce wymaga rozpowszechnienia tego tekstu.

5 komentarzy do “Dreszcz z 10 kwietnia

  • Piłsudski wyzywał Polske od najgorszych. Czy to znaczy że nie kochał Polski? Nawet największy wróg tego o nim nie powie. Po tragedii 10 kwietnia Polacy wyszli na ulice mimo ze na co dzień przeklinaja państwo, które im juz praktycznie niczego nie zapewnia i nie gwarantuje, i polityków, którzy w Polsce uchodzą za pospolitych idiotów. Bo Polacy chorują na Polskę, naród nad Wisłą tak już ma, bo Polske się kocha nie za coś, ale pomimo wszystko. Ale dzicz polityczna wyciągnęła z tego zupełnie fałszywe wnioski, jakoby ludzie naraz dostrzegli tych nielubianych polityków i zaczęli ich cenić. To jest nasza kolejna TRAGEDIA, ze politycy nawet nasze przywiązanie do Państwa Polskiego, nasz patriotyzm, bezwzględnie wykorzystuja do swoich celów. Zniszczyli jedność i poczucie wspólnoty, zniszczyli wielką szansę na odrodzenie Polski, na nowa jakość życia publicznego, na nowe otwarcie, a tragedię Rzeczypospolitej wykorzystali przeciwko narodowi. Pamiętajcie, ten Naród wam już tego nie daruje!!!

    Odpowiedz
  • W tej chwili część polityków działa przeciwko własnemu państwu, destabilizuje je i podpala. A my im za to co miesiąc wypłacamy bardzo wysokie pensje. Do tego doszło. Dzisiaj praktycznie bez przeciwdziałania ze strony opozycji przeszła podwyżka stawek VAT obejmująca m.in. żywność. Największa partia opozycyjna jest zajęta czymś innym i nawet nie zna sytuacji finansowej państwa, skoro daje się zaskoczyć nagłą decyzją o podwyżkach. To jest dramat. Jednocześnie nie ma w tej chwili szans na zaistnienie partii rzetelnej, wykonujące w imieniu społeczeństwa rolę opozycji kontrolującej poczynania rządzących, bo scena polityczna jest zabetonowana dotacjami dla partii politycznych. Znaleźliśmy się w politycznym klinczu, ze stratą dla Polski oczywiście.

    Odpowiedz
  • :-* PO przygotowalo wrzutke medialna dla odwrócenia uwagi od podwyżek 8) a PiS poszedł za tym jak pies za kiełbasą bo tycvh można po prostu zaprogramowaźć. .Jak ktos traci łeb przez głupote to mozna go programowac jak robota 😀

    Odpowiedz
  • [quote name=”Andrzej Hozler”]Znaleźliśmy się w politycznym klinczu, ze stratą dla Polski oczywiście.[/quote]

    Drogi Panie! W politycznym klinczu jesteśmy od 20 lat od czasu zafundowania przez agenturę Okrągłostołową ordynacji wyborczej, która partyjnym watażkom umozliwia mianowanie posłów. Dopóki nie będzie JEDNOMANDATOWYCH OKRĘGÓ WYBORCZYCH dotąd partie będą mialy nas obywateli gdzieś i będą dalej traktować Państwo Polskie jak zabawkę.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.