Jak odnaleźć Boga w sobie – poradnik na Boże Narodzenie

Załóżmy, że jest noc. Pewien człowiek spogląda na milczący krajobraz. Nad nim rozpościera się niezmierne przestworze. Ze wszystkich stron błyszczą ku niemu gwiazdy, pojedynczo lub w konstelacjach. Może jest tak jasno, że odnosi on wrażenie, iż są to istotnie ciała niebieskie. Może w jego duszy panuje taka cisza, że czuje potęgi i znaki? Co wówczas widzi? Możliwe, że myśli o astronomii, zastanawia się nad wielkościami i odległościami, rozważa szybkości i systemy. Być może, że obudzą się zainteresowania historyczne. Mówi sobie, że pod tymi znakami stoczono wojnę światową; świeciły one nad cesarzami średniowiecznymi; były na niebie, gdy panował August i gdy Egipcjanie wznosili piramidy; świeciły już wówczas, gdy jeszcze nie było ludzi na ziemi, a krążyć będą dalej po swych orbitach, gdy przeminie nasza historia. Może człowiek ten widzi piękno panujące we wszechświecie i może przyjdzie mu na myśl poetyczne słowo, które to piękno wyraża? A może w obliczu cichych potęg wypowie imię człowieka, który jest mu drogi… Można by jeszcze w ten sposób wiele wymienić, ale czy wyczerpalibyśmy wszystkie możliwości? Bynajmniej. Przy blasku gwiazd człowiek wrażliwy może doznać jeszcze innych wrażeń, które nie są zawarte we wspomnianych do tej pory pojęciach. W milczeniu i w perspektywie przestrzeni może wyłonić się moment różny od tego wszystkiego, co można powiedzieć o rzeczach. Sprawi on, że człowiek zamilknie, a jeśli zechce przemówić, wówczas musi szukać słów, to szukanie zaś zdradzi, że chodzi o sprawę szczególnej wagi. Powie on wtedy: to jest uroczyste, to jest tajemnicze, to jest wieczne; to – i tu dochodzi do sprawy istotnej – jest święte. Z ogromu, z blasku i z milczenia, w swoisty sposób wzruszając człowieka, wypływa to, co jest „święte”.

Słowo to musimy wypowiedzieć z powagą. Mówiąc o sprawach bytu musimy sobie uświadomić, że słowa, których używamy, w dużej mierze straciły swoje znaczenie. Przez słowo „święte” rozumiemy więc to, co w zdrowym człowieku wzbudza uczucie szacunku, takiej czci, jakiej nie odczułby przed żadną wyłącznie ziemską sprawą. „Święte” jest czymś tajemniczym, a jednak ściśle określonym, obcym, a jednocześnie poufnym. Dostrzegamy je w blasku gwiazd, w dalekich przestworzach niebieskich, a przecież nie jest to ani ciało niebieskie, ani przestrzeń; ukazuje się nam z wszechświata, a przecież nie pochodzi ze „świata”. Toteż ze szczególnym naciskiem tego słowa nazwane jest czymś „innym”.

Może ono ukazać się nam w jakimś wydarzeniu. Nieszczęście można odczuć jako stratę lub okropność, wtedy odpowiadamy nań troską lub lękiem. Może się jednak zdarzyć, że człowiek dozna uczucia, że „tu coś go ostrzegło”, i to nie tak, jak np. fizyczne zmęczenie przestrzega przed nadmiernym przemęczeniem, ale z tajemnicy bytu, z wysoka, od wewnątrz. Czasem odezwie się poczucie kary: „to było za to” – nie jako zwykłe następstwo, jak ubóstwo jest następstwem rozrzutności, ale jak „sąd” albo „gniew” panującej potęgi. Czasem zrodzi się uczucie zrządzenia losu albo jakiejś wstrząsającej teraźniejszości, albo też wydaje się, że sprawy się wyjaśniają i stają się niewypowiedzianie przejrzyste… Również i tu w ramach bytu, w wydarzeniu z życia jednostki lub w historii dostrzegamy coś tajemniczego, odmiennego od tła, na którym się pojawia.

Podobne wrażenie może pochodzić ze świata wewnętrznego. Na przykład jakiś człowiek przeżywa konflikt moralny i odczuwa bezwzględność swego obowiązku. To, o co chodzi, może on rozmaicie wyrazić. Może powiedzieć: „tak jest słusznie i dobrze”. Może jednak również w tym moralnym obowiązku i postulacie dostrzec inny moment; czcigodny, głęboki, wieczny, święty. Byłby to znów pierwiastek boski. Przypomnijmy sobie to wewnętrzne wzruszenie, z jakim Immanuel Kant mówi o gwiaździstym niebie nad człowiekiem i o prawie moralnym w nim. Przypomnijmy sobie wzruszenie, jakie przebija ze słów Platona na ten temat.

Bywają momenty, że w ludzkim życiu dostrzegamy taki wyraz, który wzbudza lęk, a jednocześnie tęsknotę; coś dalekiego, odsuniętego od świata. Z głębi istoty ludzkiej może przemówić coś tajemniczego, niezależnego od człowieka, coś, co nie ma nic wspólnego z czynami. Przypomina o czymś, co jest inne niż świat. Dotyka nas i odwołuje, i nagle sprawy, które do tej pory były jeszcze ważne, wydają się nędzne i nieważne. Jest to również ów moment „święty” i „inny”.

Uczucie to może powstać bez zrozumiałej przyczyny jako nagła świadomość tajemniczej obecności, która dotyczy najgłębszych tajników duszy, jako tchnienie, jako powstanie, jako byt. Z biografii dowiadujemy się, że to uczucie ogarniało ludzi nagle i z nieodpartą mocą: „Teraz, tutaj, w tym pokoju jest Coś, jest On!”

To wszystko jest odczuciem pierwiastka innego, świętego, tego „numinosum” jest religijnym doświadczeniem. Najczęściej pojawia się ono wśród rzeczywistości istnienia, u określonych ludzi, rzeczy lub wydarzeń. Zawsze jednak odróżnia się ono od tła, na którym powstaje, jest obce, niepojęte, a przecież bardzo bliskie; jest wzniosłe, przerażające, serdeczne, święte. Żadne przepisy nie określają, jakie powinno być i jak powinno się ukazywać, ale zawsze jest ono sobą. Odpowiada mu w głębi duszy inny głos niż ten, którym odpowiadamy na jakiekolwiek inne wezwanie. Różni się on od pozostałych uczuć w ten sam sposób, jak jego przedmiot różni się od przedmiotów świata. Człowiek wie, że uczestniczy tu całą swą istotą.

Siła tego doświadczenia może być różna: stopniowana od wstrząsającej mocy aż do lekkiego tchnienia. Różna też może być jego czystość; może występować wyraźnie zgodnie ze swą właściwością, ale może też być zmieszana z uczuciem światowym, z wrażeniami estetycznymi lub erotycznymi. Człowiek może to doświadczenie zdobyć sam, ale może również uczestniczyć w doświadczeniu innego człowieka czy to wtedy, gdy ten inny stoi obok niego, czy też, gdy opisuje to doświadczenie w książce.

Jakim organem odbieramy to doświadczenie? Odpowiedź jest trudna. Oko odbiera barwy i kształty, ucho – dźwięki, zmysł powonienia – zapachy; w ten sposób nie możemy znaleźć żadnego organu dla pierwiastka religijnego. Często mówi się o uczuciu, sercu, duszy. Czasem wybiera się wyrażenia o głębszym znaczeniu jak np. „tajniki duszy”, „iskra duszy”, „wzlot” albo „szczyt ducha”. Wszystkie te słowa są jednak nieokreślone. Zapewne wyrażają one możność zetknięcia się z ludzką istotą jako całością, z jej głębią i szczytem, z tym, co w człowieku jest najistotniejsze i najbardziej pierwotne. Można by powiedzieć, że stoimy tu wobec „granicy” żyjącego człowieka, w miejscu, gdzie następuje kres, ale tam, „po drugiej stronie” nie ma we wszechświecie żadnej pokrewnej istoty, ani człowieka, ani przedmiotu, jest tylko ów pierwiastek „zupełnie inny”.

Człowiek rozmaicie może postępować z tym doświadczeniem. Może go strzec, może je pielęgnować, rozwijać; wówczas rośnie ono jak wszystko, co żyje, pogłębia się i oczyszcza. Może „odczuć” jego żądania i w miarę możności je spełniać, a wtedy doświadczenie nabiera poważniejszego charakteru, staje się szlachetniejsze pod względem wartości, głębsze pod względem znaczenia. Może ono stanowić o jego historii i gdy człowiek mimo swej niedoskonałości ma szczerą intencję, determinuje ono całą jego egzystencję. Jednak człowiek może również doświadczenie to zaniedbać, może być nieuważny, roztargniony, leniwy, wówczas nie rozwija się ono, ale traci na głębi i sile, aż w końcu zanika. Człowiek może lękać się go, omijać je i hamować, może je odsuwać i osłabiać. Może uczynić je przedmiotem rozważań, może stworzyć na tej podstawie psychologię czy filozofię. Może je wykorzystać do poezji i przenieść do dziedziny fantazji. Może dzięki niemu odegrać pewną rolę i korzystać z niego dla przyjemności. Może rozwiązać je w krytyczny sposób. W każdym dotknięciu pierwiastka „świętego” kryje się żądanie. Nie mówi on: „spójrz na mnie i zobacz, jaki jestem interesujący”, ale żąda miłości, wzywa do przezwyciężania siebie, do oczyszczenia, do okazania odwagi, do przekroczenia utartych dróg. Jeśli człowiek poważnie zaniedba to wołanie, może stracić doświadczenie, a zachowa jedynie uczucie, że stał się uboższy – co łatwo usiłuje pokryć wrogością i sceptycyzmem. Człowiek może nawet usiłować zniszczyć w ogóle pierwiastek „święty” i doświadczenie religijne. Całkowicie nie uda mu się to nigdy, ponieważ chodzi tu o zasadniczą siłę ludzką, ale trudno powiedzieć, ile człowiek może zniszczyć, gdy naprawdę chce tego i używa wszystkich środków do tego celu.

*   *   *

Załóżmy, że jest noc. Pewien człowiek spogląda na milczący krajobraz. Nad nim rozpościera się niezmierne przestworze. Ze wszystkich stron błyszczą ku niemu gwiazdy …

ROMANO GUARDINI


Romano GUARDINI (1885-1968) – niemiecki duchowny włoskiego pochodzenia, teolog, filozof religii i liturgista. Urodził się w Weronie, we Włoszech. Jego ojciec jednak już w rok później przeprowadził się wraz z rodziną do Moguncji w Niemczech, gdzie został mianowany konsulem Włoch. Studiował od 1904 roku nauki przyrodnicze w Monachium, a później chemię, medycynę i ekonomię polityczną w Tybindze. Studia teologiczne odbył we Fryburgu. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1910 w Moguncji. W 1915 obronił pracę doktorską, a w 1920 został docentem na wydziale teologicznym uniwersytetu w Bonn. Po habilitacji z dogmatyki katolickiej objął w 1923 roku na uniwersytecie w Berlinie katedrę filozofii religii i katolickiego światopoglądu. Działał w Katolickim Ruchu Młodzieżowym, wydawał dwumiesięcznik Die Schildgenossen. W roku 1939 władze nazistowskie odebrały mu katedrę, a w 1943 zmusiły do opuszczenia Berlina. Po wojnie w 1945 roku powołany ponownie na uniwersytet w Tybindze, a w 1948 w Monachium. Jego najsłynniejsze książki: „Pan” (Der Herr) oraz Duch liturgii (Vom Geist der Liturgie).

Serce i los każdego z nas są z punktu widzenia Boga punktem centralnym świata (Romano Guardini).

 

Romano Guardini, „Objawienie. Natura i formy objawienia”, tłum. A. Paygert, Warszawa 1957. Tytuł zamieszczonego fragmentu – „Jak odnaleźć Boga w sobie – poradnik na Boże Narodzenie” – pochodzi od redakcji portalu koszalin7.pl

 

 

 

4 komentarze do “Jak odnaleźć Boga w sobie – poradnik na Boże Narodzenie

  • 24 grudnia 2011 o 17:59
    Permalink

    Błogosławionych świąt Bożego Narodzenia! Szczęścia, zdrowia, radości i wszelkiej pomyślności dla wszystkich!

    Odpowiedz
  • 24 grudnia 2011 o 22:34
    Permalink

    [i]”Może nie czas jeszcze, a może już najwyższy czas,
    Zatrzymać się na chwilę.
    I przez moment – zaledwie – zapatrzeć się w Niebo,
    Z tęsknoty za obrazem i zapachem Wigilijnej Nadziei.
    Tej z minionych lat… .”[/i]

    Życzę Świąt Bożego Narodzenia otulonych ciepłem domowego ogniska,
    wypełnionych radością , spokojem i miłością
    oraz Nowego Roku pełnego optymizmu, spełniającego marzenia.

    Odpowiedz
  • 25 grudnia 2011 o 09:30
    Permalink

    Szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia i dobrego Nowego Roku.
    Stare czasy odchodzą, a nowe za progiem.

    Odpowiedz

Skomentuj Wrocławianin Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.