Strona główna
  KOMK
  KOMK w działaniu
  JOW
  Obywatelskość
  Wolne słowo
  Miasto
  Historia
  Koszalinianie
  Na wesoło
  Kontakt


Prof. Jerzy Przystawa

2006-07-25

Nieporozumienia na temat JOW

Obrońcy partyjnych ordynacji, niesłusznie nazywanych "proporcjonalnymi" wysuwają różne zarzuty przeciwko koncepcji JOW. Rozważmy je po kolei.

1. JOW to pomysł anglosaski i tam może dobrze działać. W Polsce byłaby to katastrofa.

W tygodniku "Wprost" z 30 marca wypowiada się felietonista tego pisma, prof. Jan Winiecki: Kraje, które pragnęlibyśmy naśladować w kwestii okręgów jednomandatowych, są - tak się akurat składa - krajami anglojęzycznymi. Proponuję więc, by w odpowiednim apelu umieścić propozycję wprowadzenia w Polsce jako języka urzędowego języka angielskiego. Następnie usiłuje nam wmówić, ze Anglicy są narodem cywilizowanym i ukształtowanym tak przez wspaniała historię, której - niestety - nie dzieliliśmy. Stawia nam więc za wzór ograniczenie władzy monarchy przez parlament jako wynik rewolucji roku 1688, przypomina nam Wielką Kartę Wolności z roku 1215 i temu podobne wolności demokratyczne. Dlatego okręgi jednomandatowe - pisze nasz uczony adwersarz - przyniosłyby druzgocące zwycięstwo bolszewikom z jednej i z drugiej strony sceny politycznej oraz oportunistom grającym pod swoja, mającą siano w głowie, publiczkę.

W te same tony uderza czołowy publicysta "Polityki", Jacek Żakowski. W numerze z 22 marca, w artykule pt. "JOW-owcy ruszają do boju" przekonuje nas, że Polska to jednak nie jest ani Anglia, ani Ameryka. To widać nie tylko po trawnikach, ale też po różnicy między BBC i TVP. Podobnie różne byłyby skutki wprowadzenia JOW-ów.

Poglądy tego rodzaju, to wynik wmawianej nam od dziesięcioleci zaniżonej samooceny Polaków. Przede wszystkim Rzeczpospolita Polska była monarchią konstytucyjną na długo przed Anglią i okręgi jednomandatowe nie zostały od Anglików zapożyczone. Być może było akurat odwrotnie. Posłowie na Polski Sejm Walny nie byli wybierani "proporcjonalnie" z jakichś list partyjnych, bo tego rodzaju manipulacje nie przychodziły do głowy normalnym ludziom w tamtych czasach.

Jest nieprawdą, że JOW działają dobrze tylko w krajach anglosaskich. Trudno za kraj anglosaski uznać Francję, a chyba jeszcze trudniej na przykład Indie. JOW są stosowane w ok. 60 krajach świata.

2. JOW doprowadziłyby do rozdrobnienia Sejmu. Byłby chaos i nie można by uchwalić żadnej ustawy.

Pogląd ten jest zbitką niewiedzy i wspomnianej wyżej zaniżonej samooceny Polaków. Po pierwsze, istnieje socjologiczne prawo Duvergera, które twierdzi, że JOW w wyborach w jednej turze, jak w Anglii, kreują dwubiegunową, a więc dwupartyjną scenę polityczną. Tak głosi teoria. To teoretyczne prawo zostało potwierdzone eksperymentem ponad 200 lat wyborów dokonywanych w JOW w różnych krajach i nigdzie tam nie stwierdzono, żeby wprowadzenie JOW prowadziło do rozdrobnienia parlamentu. Mechanizm JOW działa integrujące, prowadzi do łączenia i integracji ludzi o podobnych poglądach. To mechanizm list partyjnych prowadzi do podziałów i rozdrobnienia.

3. JOW, tworząc dwupartyjną scenę polityczną, eliminuje z parlamentu małe partie.

To jest zarzut akurat odwrotny do poprzedniego, ale ci sami ludzie potrafią je wygłaszać, nie dostrzegając sprzeczności. JOW wcale nie uniemożliwiają małym partiom, ani nawet pojedynczym osobom, zdobycie reprezentacji parlamentarnej. W parlamencie brytyjskim, który jest zdominowany przez dwie partie, w każdych wyborach dostają się do niego reprezentanci około 9 partii, a nawet "samotni strzelcy".

4. W JOW wygrywaliby bogacze, mafiozi, potrafiący przekupić wyborców.

Taki pogląd np. propaguje Jacek Żakowski, w wymienionym wyżej artykule w "Polityce". Gdyby partyjne szyldy i sita przestały się liczyć, mielibyśmy wielki wyścig kuglarzy, hochsztaplerów, gangsterów gotowych wydać sporo własnych pieniędzy, by uzyskać bezcenny poselski immunitet oraz pomocną w interesach legitymację posła. Tylko potężne aparaty partyjne mogą zapewnić uczciwym kandydatom zwycięstwo nad hochsztaplerami.

Szczęśliwie, od pa1dziernika 2002, kiedy Polacy wybrali w JOW 2,5 tysiąca wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, Polacy mają okazję sami przetestować wartość tego rodzaju "argumentów". Możemy naocznie przekonać się czy wybrani wójtowie i burmistrzowie to "kuglarze, hochsztaplerzy i gangsterzy". Jak się wydaje te wybory w całości obaliły tego rodzaju demagogiczne wizje. A ponieważ w ponad 76 proc. wybory te wygrali kandydaci bez pomocy, a często wbrew aparatom partyjnym, widzimy, że to nie "potężne aparaty partyjne" pozwalają uczciwym ludziom pokonać hochsztaplerów, ale uczciwe, przejrzyste, jasne, zrozumiałe reguły wyborcze i możliwość kontaktu i poznania kandydatów.

5. W JOW partia, która uzyskała mniej głosów poparcia, może zdobyć większość mandatów w parlamencie.

Taka sytuacja czasami się zdarza, i tak rzeczywiście się zdarzyło np. w Wielkiej Brytanii w wyborach roku 1951, gdy Partia Pracy uzyskała 48,8 proc. głosów poparcia i zdobyła 295 mandatów, podczas gdy Partia Konserwatywna uzyskała 48,0 proc. głosów i 321 mandatów. Ale jakie to ma znaczenie i o co tu chodzi? Wybory parlamentarne w tzw. proporcjonalnych systemach to jakby próba "sprawiedliwego podziału dóbr", w tym wypadku takim dobrem są mandaty parlamentarne. Filozofia JOW jest zupełnie inna: tu nie chodzi o mityczną "sprawiedliwość" lecz o wyłonienie ugrupowania, które otrzyma mandat do sprawowania rządów i ponoszenia odpowiedzialności za te rządy. Poza tym takie sumowanie frekwencji nie ma tu większego znaczenia i o niczym nie świadczy. Jeśli w okręgu jednomandatowym zarejestruje się tylko jeden kandydat, wówczas głosowania się nie przeprowadza i ten jedyny kandydat uzyskuje mandat. Taka sytuacja zdarza się niejednokrotnie. Jak wtedy liczyć głosy? Partia X zdobyła dodatkowy mandat, ale frekwencja w tym okręgu wyniosła zero, bo głosowania nie było! Widzimy więc, że wybory w JOW to coś całkiem innego niż kolejna modyfikacja przeliczników: to jest inna filozofia państwa i parlamentu.

Prof. Jerzy Przystawa


JERZY PRZYSTAWA, profesor fizyki teoretycznej, kierownik Zakładu Teorii Fazy Skondensowanej w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Inicjator Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okregów Wyborczych. W kadencji 1990-1998 był radnym rady miejskiej Wrocławia, startował w wyborach do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej przeprowadzonych w dniu 21 września 1997 r. Autor książek: Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski (z M. Dakowskim); Otwarta księga. O Jednomandatowe Okregi Wyborcze (z R. Lazarowiczem); Nauka jak Niepodległość. O sytuacji polskiego nauczyciela; Trans Atlantic. Felietony nowojorskie.





® Koszalin 2007 | www.komk.ovh.org | Komitet Obywatelski Miasta Koszalina