<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wolność słowa &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/obywatel/wolno-sowa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Sat, 22 Mar 2025 11:01:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>Noam Chomsky &#8211; 10 sposobów oszukiwania społeczeństwa przez media</title>
		<link>https://koszalin7.pl/noam-chomsky-10-sposobow-oszukiwania-spoeczestwa-przez-media/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/noam-chomsky-10-sposobow-oszukiwania-spoeczestwa-przez-media/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 23 May 2013 19:57:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/05/23/noam-chomsky-10-sposobow-oszukiwania-spoeczestwa-przez-media/</guid>

					<description><![CDATA[Odwrócenie uwagi, tworzenie sztucznych problemów, tematy zastępcze, stopniowanie i dawkowanie złych dla społeczeństwa rozwiązań, gra na emocjach, utrzymywanie społeczeństwa w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1551" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/05/chomsky_noam.jpg" border="0" alt="Noam Chomsky" title="Noam Chomsky" align="left" width="881" height="695" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/05/chomsky_noam.jpg 881w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/05/chomsky_noam-300x237.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/05/chomsky_noam-768x606.jpg 768w" sizes="(max-width: 881px) 100vw, 881px" />Odwrócenie uwagi, tworzenie sztucznych problemów, tematy zastępcze, stopniowanie i dawkowanie złych dla społeczeństwa rozwiązań, gra na emocjach, utrzymywanie społeczeństwa w stanie ignorancji i niewiedzy, przerzucanie odpowiedzialności z władzy na ludzi, totalna inwigilacja <span id="more-1552"></span>  &#8211; cała paletę metod medialnych manipulacji opisuje Noam Chmosky, amerykański lingwista, filozof, działacz polityczny, profesor lingwistyki w Massachusetts Institute of Technology (katedra lingwistyki i filozofii).</p>
<h3>1. ODWRÓĆ UWAGĘ</h3>
<p>Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. &#8222;Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami&#8221; (cyt. tłum. za <i>Silent Weapons for Quiet Wars</i>).</p>
<h3>2. STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE</h3>
<p>Ta metoda jest również nazywana &#8222;problem &#8211; reakcja &#8211; rozwiązanie&#8221;. Tworzy problem, &#8222;sytuację&#8221;, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.</p>
<h3>3. STOPNIUJ ZMIANY</h3>
<p>Akceptacja aż do nieakceptowalnego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata. W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980 i 1990: minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac, brak gwarancji godnego zarobku &#8211; zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.</p>
<h3>4. ODWLEKAJ ZMIANY</h3>
<p>Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany to przedstawienie jej jako &#8222;bolesnej konieczności&#8221; i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości. Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy, mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że &#8222;wszystko będzie dobrze&#8221; i że być może uda się uniknąć poświęcenia. Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany, a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.</p>
<h3>5. MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA</h3>
<p>Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się, argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych. Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton. Dlaczego? &#8222;Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii, osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat&#8221; (zob. <i>Silent Weapons for Quiet War</i>).</p>
<h3>6. SKUP SIĘ NA EMOCJACH, NIE NA REFLEKSJI</h3>
<p>Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei, pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.</p>
<h3>7. UTRZYMAJ SPOŁECZEŃSTWO W IGNORANCJI I PRZECIĘTNOŚCI</h3>
<p>Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia. &#8222;Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała&#8221; (zob. <i>Silent Weapons for Quiet War</i>).</p>
<h3>8. UTWIERDŹ SPOŁECZEŃSTWO W PRZEKONANIU, ŻE DOBRZE JEST BYĆ PRZECIĘTNYM</h3>
<p>Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to &#8222;cool&#8221; być głupim, wulgarnym i niewykształconym.</p>
<h3>9. ZAMIEŃ BUNT NA POCZUCIE WINY</h3>
<p>Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc, zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!</p>
<h3>10. POZNAJ LUDZI LEPIEJ NIŻ ONI SAMYCH SIEBIE</h3>
<p>Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej &#8222;system&#8221; osiągnął zaawansowaną wiedzę na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną. Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą.</p>
<p><b>Źródło:</b> Noam Chomsky <i>Silent Weapons for Quiet War</i>, za: KOP &#8211; Komitet Obrony Pracowników (www.kop.org.pl<a href="http://kop.org.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"></a>).</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/noam-chomsky-10-sposobow-oszukiwania-spoeczestwa-przez-media/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Hugh Grant contra David Cameron</title>
		<link>https://koszalin7.pl/hugh-grant-contra-david-cameron/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/hugh-grant-contra-david-cameron/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Jan 2013 21:28:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/01/09/hugh-grant-contra-david-cameron/</guid>

					<description><![CDATA[&#8230;czyli etyka mediów po brytyjsku. Przez ostatni rok ochrona danych osobowych i wolność w Internecie nie schodziły z agendy Parlamentu]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1502" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/01/grant_hugh.jpg" border="0" alt="H. Grant" title="H. Grant" align="left" width="414" height="434" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/01/grant_hugh.jpg 414w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/01/grant_hugh-286x300.jpg 286w" sizes="(max-width: 414px) 100vw, 414px" />&#8230;czyli etyka mediów po brytyjsku. Przez ostatni rok ochrona danych osobowych i wolność w Internecie nie schodziły z agendy Parlamentu Europejskiego. Wygrana batalia z ACTA potwierdziła, że prawo do prywatności i brak zgody na cenzurę są dla obywateli XXI wieku niezwykle istotne*. Mówiąc o cenzurze <span id="more-1503"></span>  mamy na myśli zagrożoną wolność mediów, ale czy pisać lub pokazywać można wszystko? Czy i gdzie są granice tej wolności? Trwa gorąca debata w brytyjskim Parlamencie. Autor nowej propozycji legislacyjnej &#8211; sędzia Sir Brian Henry Leveson zaleca utworzenie &#8230; systemu nadzoru mediów. Ministerstwo Prawdy? Nie do końca.</p>
<p>Leveson nie ma dobrego zdania o brytyjskich mediach, określa je w swoim raporcie jako : &#8222;skandaliczne&#8221;, &#8222;lekceważące fakty&#8221;, działające &#8222;na styku policji i struktur politycznych&#8221;. Proponowany przez niego &#8222;urząd nadzoru&#8221; miałby działać niezależnie od polityki, czy rządu &#8211; ustanowiony przez same media, z uprawnieniami do prowadzenia dochodzeń w sprawach naruszeń prawa, z mocą nakładania grzywien w wysokości do 1, 2 mln funtów. Ofiary medialnych ataków mogłyby przed wspomnianym urzędem &#8211; dochodzić swoich praw w sposób szybki i niekosztowny.</p>
<p class="foto">Znany aktor Hugh Grant także włączył się w akcję na rzecz nowego prawa prasowego, które jego zdaniem powinno chronić dobre dziennikarstwo.</p>
<p>Przyczyną powstania raportu był skandal związany z nielegalnymi podsłuchami rozmów telefonicznych, który zmusił brytyjskie władze do przemyślenia relacji prasy z policją, osobami publicznymi i politykami&#8230;</p>
<p>Afera wybuchła w 2010 r. wraz z odkryciem, że dziennikarze &#8222;The News of the World&#8221;, jednego z najlepiej sprzedających się tabloidów w Wielkiej Brytanii, nielegalnie nagrywali rozmowy i włamywali się do skrzynek głosowych celebrytów, polityków, ofiar przestępstw czy nawet członków Rodziny Królewskiej. Punktem zwrotnym skandalu było odkrycie, że w 2011 r. dziennikarze wspomnianej gazety podsłuchiwali nagrania z poczty głosowej zamordowanej nastolatki Milly Dowler. Stwierdzone fakty łamania prawa zmusiły potentata mediowego Ruperta Murdocha do zamknięcia &#8222;The News of the World&#8221;- 7 lipca 2011 r.</p>
<p>Nieco wcześniej, w czerwcu 2011 r. pod presją opinii publicznej brytyjski premier David Cameron zlecił sędziemu Leveson sporządzenie raportu na temat dotychczasowych &#8222;praktyk&#8221; brytyjskiej prasy. Po ponad roku śledztwa 29 listopada ub.roku Leveson opublikował pierwszą część raportu &#8211; ponad 2 tys. stron, podsumowanych zaleceniem stworzenia nowego prawa, pozwalającego regulować działanie mediów w Wielkiej Brytanii. Od tego momentu sprawa nie schodzi z pierwszych stron brytyjskich gazet.</p>
<p>Reakcje wobec raportu były skrajnie różne: premier Cameron nie krył niezadowolenia i zgłosił natychmiastowy sprzeciw wobec propozycji, przez co sam się postawił w bardzo niezręcznej sytuacji, bowiem jego przyjaźń z Rebekah Brooks, szefową zamkniętego tabloidu &#8222;The News of the World&#8221; jest tajemnicą poliszynela &#8230; Dodatkowo ostatnio oliwy do ognia dolał wysoki rangą śledczy d/s antyterroryzmu &#8211; April Casburn &#8211; podejrzany o sprzedawanie &#8222;The News of the World&#8221; poufnych informacji.</p>
<p>Koalicjanci z rządu, jak wicepremier Nick Clegg &#8211; popierają Levesona i prowadzą rozmowy na rzecz przyjęcia proponowanego nowego prawa. Cameron tymczasem boi się, że zgadzając się na propozycję straci poparcie popularnych mediów, dzięki którym m.in. wygrał wybory. Zagrożone procesami przewidzianymi w nowej regulacji tabloidy mogą w odwecie obrócić przeciwko niemu miliony swoich czytelników &#8211; jego wyborców. Wydaje się, że w tej sytuacji pragmatyzm wyborczy premiera wygrywa z etyką.</p>
<p>W przeciwieństwie do Camerona brytyjski aktor Hugh Grant &#8211; twierdzi, że nowe prawo będzie chronić dobre dziennikarstwo. Dlaczego właśnie Hugh?</p>
<p>Trochę historii. Kilka miesięcy temu, Grant pojawił się w Parlamencie Europejskim, by wziąć udział w dyskusji na temat niezależności mediów. Oprócz bycia powodem westchnień obecnych na konferencji pań (szczególnie moich asystentek), aktor pokazał swoje zaangażowanie na serio w walkę z infiltracją i nieetycznymi metodami pozyskiwania informacji przez media, np. za pośrednictwem nielegalnych podsłuchów telefonicznych, czy włamań do skrzynek mailowych.</p>
<p>Grant, który sam padł ofiarą takich metod, w ostatnich miesiącach stał się osobą najbardziej kojarzoną z raportem Levesona. Grant &#8222;zagrał&#8221; też specjalną rolę w całej sprawie, demonstrując spore umiejętności śledcze &#8211; nagrał byłego dziennikarza &#8222;The News of the World&#8221; Paula McMullana, który &#8222;przy kieliszku&#8221; &#8211; przyznał się do podsłuchiwania rozmów telefonicznych znanych osób publicznych. <br /> W konsekwencji tych wyznań piosenkarz James Blunt, jeden z podsłuchiwanych przez &#8222;The News of the World&#8221; już wniósł sprawę przeciw wydawcy tabloidu, jego śladem idą następni celebryci. 22 z 178 ofiar &#8222;hackingu&#8221; telefonicznego już zgłosiło podobne roszczenia. Nie wszyscy, bowiem obecnie obrona prawa do prywatności i tajemnicy korespondencji ze względów finansowych dostępna jest tylko nielicznym, nowa regulacja ma to zmienić.</p>
<p>6. stycznia br. grupa Campaign Hacked Off, której twarzą stał się Hugh Granth opublikowała projekt ustawy, w całości popierający wdrożenie zaleceń raportu Levesona.</p>
<p>Propozycja regulacji &#8222;watchdoga&#8221; mediów bez wątpienia jest kontrowersyjna, szczególnie w kręgach dziennikarskich, gdzie &#8222;wolność&#8221; słowa jest często pod komercyjną presją prywatnych potentatów, którzy stosując makiaweliczną metodę &#8222;cel uświęca środki&#8221;- realizują własną politykę. Nie tak dawno i my w Europarlamencie byliśmy świadkami &#8222;implementacji&#8221; podobnych &#8222;środków&#8221;, użytych przez murdoch&#8217;owych dziennikarzy udających lobbystów, posługujcych się fałszywymi dokumentami &#8211; fabrykujących &#8222;niezbite dowody&#8221; przeciw kilku posłom, by potem zmanipulowanym materiałem szokować opinię publiczną. Zarzucanej korupcji nikomu później nie udowodniono, ale trzech europosłów pod presją mediów i swoich partii &#8211; zrzekło się mandatów.</p>
<p>Nie jest łatwo znaleźć balans dla wolności mediów i prawdy odpowiedzialnego przekazu, ale myślę, że premier Cameron może wziąć przykład z innych krajów, które znalazły takie rozwiązanie, np. z Danii.</p>
<p>Duńska Rada Mediów została utworzona w 1992 r. i jest odpowiedzialna za nadzór dziennikarstwa &#8211; w prasie, telewizji, radiu oraz coraz częściej w sieci. Rada składa się z przewodniczącego, vice przewodniczącego (obaj wybierani przez duński Sąd Najwyższy) i 6 innych członków, którzy nominowani są przez Ministra Sprawiedliwości z rekomendacji duńskich dziennikarskich związków zawodowych, wydawców i Duńskiej Rady Edukacji Dorosłych. Jak widać wieloletnie istnienie i działalność Rady nie zagraża Danii, ani dobrze tam funkcjonującej demokracji, ceniącej wolność prasy.</p>
<p>Jakąkolwiek drogę obierze premier Cameron, jego decyzja będzie miała wpływ nie tylko na media, czytelników i kulturę dziennikarstwa w jego kraju &#8211; ale także na inne państwa.</p>
<p>Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego<br /> <b>Lidia Geringer de Oedenberg</b></p>
<p>*Dzień po odrzuceniu ACTA &#8211; Rada Praw Człowieka ONZ przyjęła rezolucję potwierdzającą, że prawa człowieka w Internecie są takie same jak prawa poza siecią.</p>
<p class="info"><b>Więcej :</b> <a href="http://www.guardian.co.uk/media/2012/dec/17/james-blunt-settles-phone-hacking?INTCMP=SRCH">James Blunt settles phone-hacking action with News International</a> ||| <a href="http://hackinginquiry.org/news/hacked-off-publishes-the-leveson-bill/">Hacked Off publishes the Leveson Bill</a> ||| <a href="http://www.bbc.co.uk/news/uk-20930781">Detective 'offered NoW leaks for cash&#8217;</a></p>
<p class="thanks">Dziękujemy pani poseł do Parlamentu Europejskiego, Lidii Geringer de Oedenberg, za zgodę na przedruk artykułu.</p>
<p class="info">Artykuł ukazał się pierwotnie na blogu europoslanki Lidii Geringer de Oedenberg <a href="http://2009.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Z Parlamentu Europejskiego</a> prowadzonym na <a href="http://www.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24.pl</a></p>
<p class="note"><strong>Lidia GERINGER DE OEDENBERG</strong> (ur. 1957 Wrocław) &#8211; polska polityk, działaczka kulturalna, od 2004 posłanka do Parlamentu Europejskiego, kwestor PE, członkini Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w PE.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/hugh-grant-contra-david-cameron/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>List w obronie Grzegorza Brauna &#8211; podpisujcie i rozpowszechniajcie!</title>
		<link>https://koszalin7.pl/list-w-obronie-grzegorza-brauna-podpisujcie-i-rozpowszechniajcie/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/list-w-obronie-grzegorza-brauna-podpisujcie-i-rozpowszechniajcie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 22 Dec 2012 15:53:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/12/22/list-w-obronie-grzegorza-brauna-podpisujcie-i-rozpowszechniajcie/</guid>

					<description><![CDATA[Drodzy blogerzy i komentatorzy! Ponieważ prawicowe autorytety, w tym gwiazdy „niezależnej” publicystyki, w sprawie Grzegorza Brauna nabrały wody w usta,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Drodzy blogerzy i komentatorzy! Ponieważ prawicowe autorytety, w tym gwiazdy „niezależnej” publicystyki, w sprawie Grzegorza Brauna nabrały wody w usta, a niekiedy nawet uznały za stosowne się od niego demonstracyjnie odciąć, musimy wziąć go pod obronę my &#8211; komentatorzy, blogerzy i generalnie, wszyscy ludzie dobrej woli. <span id="more-1472"></span> Poniżej przedstawiamy List Otwarty w obronie Grzegorza Brauna. Prosimy o podpisywanie się pod nim na &#8222;Petycje Online&#8221;, wysyłanie go na adresy Prokuratury Generalnej (<a href="mailto:pk.skargi@ms.gov.pl">pk.skargi@ms.gov.pl</a>, <a href="mailto:rzecznik@ms.gov.pl">rzecznik@ms.gov.pl</a>), a także promowanie w mediach społecznościowych i na innych portalach. Niestety, Prokuratura Rejonowa Warszawa &#8211; Śródmieście Północ, która prowadzi postępowanie przeciw Braunowi, nie podaje na swych stronach adresu mailowego. Pamiętajmy: dziś Braun, jutro &#8211; każdy z nas!</p>
<p class="foto">Grzegorz Braun podczas manifestacji Ruchu Obywatelskiego JOW w Warszawie, maj 2009.</p>
<h3><strong>List Otwarty w obronie Grzegorza Brauna </strong></h3>
<p>W związku ze wszczęciem przez Prokuraturę Rejonową Warszawa – Śródmieście Północ postępowania w sprawie Grzegorza Brauna z art. 255 paragraf 2 Kodeksu Karnego (<em>&#8222;Kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3&#8221;</em>), oświadczamy, co następuje.</p>
<p>Wystąpienie pana Grzegorza Brauna na spotkaniu w &#8222;Klubie Ronina&#8221; w dn. 11.09.2012 będące powodem wszczęcia postępowania karnego nie nosi znamion czynu zabronionego, ponieważ nie pada w nim nawoływanie do popełnienia zbrodni. Wypowiedź Grzegorza Brauna stanowi publicystyczny wywód na temat przesądów polskiej inteligencji, zawierający m.in. postulat karania śmiercią za zdradę stanu. Przykład z &#8222;wyprawianiem na tamten świat&#8221; redaktorów &#8222;Gazety Wyborczej&#8221; i &#8222;TVN&#8221; był jedynie ekspresyjną ilustracją przywoływanego wywodu, o czym łatwo może przekonać się każdy, kto zapozna się z całością zapisu ze spotkania, dostępnego chociażby pod adresami: <a href="http://www.youtube.com/watch?v=gRIMAi6A8Gk">YouTube</a> oraz <a href="http://www.youtube.com/watch?v=WLcBXEKO-5I">YouTube</a>, a nie tylko z wyrwanym z kontekstu fragmentem pokazywanym w środkach masowego przekazu.</p>
<p>Wolność słowa &#8211; w tym również prawo do formułowania drastycznych nawet ocen &#8211; jest jednym z fundamentów każdego demokratycznego państwa prawnego i jedną z podstawowych swobód obywatelskich naszego kręgu cywilizacyjnego, gwarantowaną stosownymi zapisami Konstytucji (chociażby art. 54 p.1 Konstytucji RP <em>&#8222;Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji&#8221;</em>).</p>
<p>Biorąc pod uwagę powyższe, uważamy próbę pociągnięcia do odpowiedzialności karnej pana Grzegorza Brauna za bezprawne i niekonstytucyjne usiłowanie ukarania za głoszone poglądy i formę zastosowania cenzury represyjnej, obliczoną na zastraszenie innych obywateli o zbliżonej ocenie rzeczywistości. Uważamy ponadto, że wszczęcie postępowania przeciw panu Braunowi jest spełnieniem politycznego zapotrzebowania obecnego obozu rządzącego oraz sprzyjających mu mediów tzw. &#8222;głównego nurtu&#8221; i jako takie stanowi sprzeniewierzenie się prokuratorskiej niezależności.</p>
<p>Rząd PO i Donalda Tuska wraz z popierającymi go mediami niejednokrotnie dawały dowody swych zapędów dążących do ograniczania debaty publicznej, ze szczególnym uwzględnieniem poglądów krytycznych i opozycyjnych – zwłaszcza mających swe źródło w tradycjonalistycznych i konserwatywnych przekonaniach. Świadczy o tym chociażby &#8222;Raport o zagrożeniach wolności słowa w Polsce w latach 2010-2011&#8221; Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza. W tendencję tę wpisuje się przewrotna kampania propagandowa przeciw tzw. &#8222;mowie nienawiści&#8221;, prowadzona m.in. przez polityków i publicystów słynących z agresywnych wypowiedzi wymierzonych w obrońców wartości konserwatywnych. Uważamy, że postępowanie formalnie niezależnej prokuratury przeciwko panu Grzegorzowi Braunowi jest elementem działań mających na celu stłumienie wolności słowa i swobody debaty publicznej w Rzeczypospolitej Polskiej.</p>
<p><strong>Redakcje portali:</strong></p>
<p><strong>www.Niepoprawni.pl</strong> &#8211; <strong>www.niepoprawneradio.pl</strong> &#8211; <strong>www.pomniksmolensk.pl </strong> &#8211; <strong>www.solidarni2010.pl</strong></p>
<p><strong>List dostępny też na petycje on-line: </strong><a href="http://www.activism.com/pl_PL/petycja/list-otwarty-w-obronie-grzegorza-brauna/41379"><strong>Petyce Online</strong></a><strong>  Można podpisywać!</strong></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/list-w-obronie-grzegorza-brauna-podpisujcie-i-rozpowszechniajcie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Amerykański bicz na cyberpiratów&#8230; pod lupą UE</title>
		<link>https://koszalin7.pl/amerykaski-bicz-na-cyberpiratow-pod-lup-ue/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/amerykaski-bicz-na-cyberpiratow-pod-lup-ue/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Dec 2011 21:44:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/12/08/amerykaski-bicz-na-cyberpiratow-pod-lup-ue/</guid>

					<description><![CDATA[W dzisiejszym świecie, zdominowanym przez środki masowego przekazu, w którym każda informacja jest na wyciągnięcie ręki, trudno sobie wyobrazić, że]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1145" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/12/internet_01.jpg" border="0" alt="Internet" title="Internet" align="left" width="300" height="300" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/12/internet_01.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/12/internet_01-150x150.jpg 150w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" />W dzisiejszym świecie, zdominowanym przez środki masowego przekazu, w którym każda informacja jest na wyciągnięcie ręki, trudno sobie wyobrazić, że You Tube, Facebook lub Twitter mogłyby nagle przestać działać, ponieważ koszty, które musiałby ponosić ich właściciel związane <span id="more-1146"></span>  ze sprawdzaniem zgodności z prawem autorskim wszystkich zamieszczanych na nich treści (wg proponowanych nowych rygorystycznych amerykańskich przepisów) byłyby zbyt wysokie. Co by się stało, gdyby każda strona internetowa, na której użytkownicy zamieszczają swoje teksty, zdjęcia lub video &#8211; byłaby prawne odpowiedzialna za ewentualne naruszenia przepisów prawa autorskiego.</p>
<p>Taki scenariusz staje się coraz bardziej realny i może się urzeczywistnić już w 2012 roku, jeśli Prezydent Obama podpisze projekt ustawy Antypirackiego Prawa Internetowego &#8211; Stop Online Piracy Act (SOPA).</p>
<p>SOPA to regulacja zaproponowana przez Izbę Reprezentantów w Stanach Zjednoczonych do walki z nielegalnym obiegiem materiałów chronionych prawem autorskim. Jeśli ustawa wejdzie w życie w obecnej formie, w USA będzie można walcząc z  piractwem np.: blokować strony www, czy cenzurować wyszukiwarki – oczywiście w przypadku gdy są one zarządzane przez firmy amerykańskie. Surowe przepisy dotkną w szczególności domeny takie jak: .com i .org, tym samym wywierając wpływ na wiele stron należących do firm w krajach&#8230; Unii Europejskiej.</p>
<p>Ostatnie badania rynku przeprowadzone przez firmę Booz Allen Hamilton pokazały, że 70% kluczowych inwestorów uważa podniesienie wymogów dotyczących prawa antypirackiego za główny czynnik powstrzymujący ich od inwestowania w strony internetowe, które umieszczają treści tworzone przez swoich użytkowników, na które de facto nie mają wpływu.</p>
<p>Przeciwnicy SOPA mówią o stworzeniu &#8222;wielkiego amerykańskiego firewalla&#8221; i porównują ustawę do rozwiązania stosowanego w Chinach, gdzie władze komunistyczne zatrudniają ponad 30 000 pracowników &#8222;policji internetowej&#8221; na bieżąco kontrolujących przepływ informacji w Internecie. Przeciwko SOPA otwarcie zaprotestowali też &#8222;giganci&#8221; rynku internetowego: Google, Facebook, eBay, AOL, a także organizacje broniące praw człowieka i wolności słowa (m.in. Reporterzy Bez Granic), organizacje konsumenckie oraz niektórzy kongresmani, w tym Nancy Pelosi, Darell Issa i Zoe Lofgren, która nawet nazwała ten projekt &#8222;końcem Internetu&#8221;.</p>
<p>W podnoszenie świadomości na temat nowej ustawy bardzo zaangażowały się również media, tworząc między innymi stronę <a href="http://fightforthefuture.org">www.fightforthefuture.org</a> i liczne filmy video przestrzegające przed niszczącą mocą projektu. Nieco ponad dwa tygodnie temu, wiele stron internetowych połączyło się w akcji pt. „American Censorship Day” (Amerykański Dzień Cenzury), w której zachęcały obywateli do kontaktu z ich przedstawicielami. Rządowe instytucje są zasypywane petycjami przeciwko nowej ustawie, np. petycja An Avaaz „Ocalić Internet” zgromadziła do tej pory ponad 517 000 podpisów, inicjatywa SendWrite zaowocowała 3000 listów nakłaniających Kongres do odrzucenia SOPA, a Open Congress zarejestrował 65 000 wizyt na swojej stronie informacyjnej.</p>
<p>Według Allana Friedmana z Instytutu Brookings Ustawa wywołuje 3 podstawowe zagrożenia. Po pierwsze, zawiłości prawne utrudniają zapewnienie stabilności i bezpieczeństwa Internetu. Po drugie, nie wiadomo jak na zmiany zareagują użytkownicy Internetu. Może dojść do różnego rodzaju &#8222;e-demonstracji&#8221;, które mogą wystawić wielu amerykańskich, a także europejskich użytkowników na nieznane ryzyko.</p>
<p>Przeciw SOPA niedawno wypowiedział się też Parlament Europejski przyjmując specjalną rezolucję przed szczytem UE-USA, w której podkreślił (1) &#8222;konieczność ochrony i integralności i swobody komunikacji na świecie przez unikanie jednostronnych środków w celu unieważnienia adresów IP lub nazw domen&#8221;. Niestety podczas samego szczytu, który odbył się 28 listopada 2011 r., temat ten nie został bezpośrednio poruszony&#8230; Po jego zakończeniu znalazł się jednak pewien optymistyczny akcent w art. 22 wspólnego oświadczenia (2):</p>
<p class="citate">Podzielamy zaangażowanie w budowę jednolitego, globalnego Internetu, i będziemy się wystrzegać jednostronnych działań, które mogłyby osłabić bezpieczeństwo, niezawodność i niezależność jego funkcjonowania &#8211; uznając, że poszanowanie podstawowych wolności online oraz wspólne wysiłki na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa wzajemnie się uzupełniają.</p>
<p>Interpretację pozostawiam Państwu. W moim odczuciu, jest to jednak pewien pozytywny sygnał, iż wspólne wysiłki w celu obrony wolności Internetu zostały choć częściowo wzięte pod uwagę.</p>
<p>Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego<br /> <b>Lidia Geringer de Oedenberg</b></p>
<p>(1) Treść Rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie szczytu UE-USA: <a href="http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?pubRef=-//EP//TEXT+MOTION+P7-RC-2011-0577+0+DOC+XML+V0//PL">TUTAJ</a><br /> (2) Pełny tekst Oświadczenia: <a href="http://www.consilium.europa.eu/uedocs/cms_data/docs/pressdata/EN/foraff/126389.pdf">TUTAJ</a>.</p>
<p class="info">Artykuł ukazał się pierwotnie na blogu europoslanki Lidii Geringer de Oedenberg <a href="http://2009.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Z Parlamentu Europejskiego</a> prowadzonym na <a href="http://www.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24.pl</a></p>
<p class="thanks">Dziękujemy pani poseł do Parlamentu Europejskiego, Lidii Geringer de Oedenberg, za zgodę na przedruk artykułu.</p>
<p class="note"><strong>Lidia GERINGER DE OEDENBERG</strong> (ur. 1957 Wrocław) &#8211; polska polityk, działaczka kulturalna, od 2004 posłanka do Parlamentu Europejskiego, kwestor PE, członkini Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w PE.<br /> Ukończyła studia na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz studia podyplomowe w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie i we Francuskim Instytucie Zarządzania w Warszawie. Studiowała również w Hiszpanii i Holandii. Przez wiele lat pracowała jako dziennikarka w Telewizji Polskiej, była m.in. dyrektorem programowym wrocławskiego oddziału telewizji.<br />W latach 1995-2005 pełniła funkcję dyrektora generalnego międzynarodowego festiwalu Wratislavia Cantans. W 2002 ubiegała się o stanowisko prezydenta Wrocławia, przegrywając z Rafałem Dutkiewiczem (osiągnęła poparcie 36% głosujących).<br />W 2004 z listy SLD uzyskała mandat posła do Parlamentu Europejskiego. W 2009 skutecznie ubiegała się o reelekcję. 15 lipca tego samego roku została (na 2,5 roku) kwestorem Parlamentu Europejskiego.<br />W październiku 2005 została uhonorowana przez ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego Srebrnym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis <i>za osiągnięcia w dziedzinie promocji i rozwoju kultury, w tym za 10-letnią pracę na stanowisku dyrektora generalnego Międzynarodowego Festiwalu &#8222;Wratislavia Cantans&#8221; oraz za 4-letnie prowadzenie Filharmonii im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu</i>.<br /> <small><b>Na podstawie:</b> Wikipedia oraz Parlament Europejski (www.europarl.europa.eu).</small></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/amerykaski-bicz-na-cyberpiratow-pod-lup-ue/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zniesienie więzienia za słowo</title>
		<link>https://koszalin7.pl/zniesienie-wizienia-za-sowo/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/zniesienie-wizienia-za-sowo/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 19 Aug 2011 14:33:44 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/08/19/zniesienie-wizienia-za-sowo/</guid>

					<description><![CDATA[Czy istnieją racjonalne względy przemawiające za tym, by np. autora publikacji prasowej stawiać w jednym rzędzie ze złodziejem, włamywaczem czy]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1078" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/08/art_212.jpg" border="0" alt="Art. 212 kk" title="Art. 212 kk" align="left" width="434" height="434" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/08/art_212.jpg 434w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/08/art_212-300x300.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/08/art_212-150x150.jpg 150w" sizes="auto, (max-width: 434px) 100vw, 434px" />Czy istnieją racjonalne względy przemawiające za tym, by np. autora publikacji prasowej stawiać w jednym rzędzie ze złodziejem, włamywaczem czy paserem? Rok więzienia, kara ograniczenia wolności lub grzywna &#8211; zgodnie z art. 212 kodeksu karnego grozi to dziś każdemu sprawcy zniesławienia, <span id="more-1079"></span>  niezależnie od tego, czy jest dziennikarzem, blogerem, zwykłym internautą-komentatorem.</p>
<p>Istota wolności słowa nie kończy się na swobodzie mówienia tego, na co ma się ochotę. <i>&#8222;Swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów społeczeństwa demokratycznego, warunkiem jego rozwoju i możliwości samorealizacji jednostki.&#8221;</i> Dzięki niej możliwe jest inicjowanie dyskusji nad społecznie ważnymi kwestiami, zwracanie uwagi na problemy publiczne i prowokowanie powszechnej debaty. Służy ona kontroli władz publicznych i poprawie jakości funkcjonowania organów państwa. Trudno jednak spodziewać się realizacji tych celów, jeśli za każdym słowem każdego obywatela kryje się karząca ręka Temidy.</p>
<p>Dlaczego rezygnować z odpowiedzialności karnej za słowo? Jest wiele powodów ale najważniejszym jest tzw. <b>efekt mrożący</b> (ang. <i>chillingeffect</i>), który powoduje, że dziennikarze czy obywatele boją się o niektórych tematach pisać, mówić żeby nie narazić się na odpowiedzialność karną. Oprócz groźby surowych sankcji, z odpowiedzialnością z art. 212 k.k. wiążą się dalsze dolegliwości (np. wpis do rejestru skazanych, możliwość tymczasowego aresztowania), nie mówiąc już o kosztach generowanych przez postępowanie.</p>
<p>Termin ten powstał pierwotnie w odniesieniu do przedstawicieli mediów, których sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zwykli określać dumnym mianem &#8222;publicznego stróża&#8221; (ang. &#8222;public watchdog&#8221;, dosł. <i>pies stróżujący</i>). Tak samo jednak stosuje się do każdego społecznie zaangażowanego obywatela. Efekt? Autocenzura krępująca debatę publiczną, niwecząca wolność słowa i powściągająca dyskusję w sprawach społecznie ważnych.</p>
<p>Postulaty skreślenia art. 212 KK można już było usłyszeć z każdego niemal zakątka sceny politycznej. Jednym głosem przemawiali Julia Pitera, Jarosław Kaczyński i Janusz Palikot. Skończyło się jak zwykle na obietnicach. Bardziej konsekwentny jest Europejski Trybunał Praw Człowieka, przed którym Polska regularnie przegrywa sprawy związane z wymierzeniem sankcji karnej za zniesławienie. Wątpliwości nie pozostawia również ranking wolności prasy <i>&#8222;Press Freedom Index&#8221;</i> organizacji &#8222;Reporterzy bez Granic&#8221;, w którym Polska uplasowała się na 32 miejscu, dając się wyprzedzić większości państw UE, a nawet Ghanie czy Trynidadowi i Tobago.</p>
<p>HFPC, Izbę Wydawców Prasy i Stowarzyszenie Gazet Lokalnych ruszają na początku września z kampanią społeczną pt. &#8222;Wykreśl 212 k.k.&#8221; Podczas kampanii, chcemy wskazać na to, że przestępcą z art. 212 KK może zostać każdy obywatel, zwrócić uwagę na wiążące się z tym zagrożenia dla swobody wypowiedzi oraz przedstawić alternatywne metody egzekwowania odpowiedzialności sprawców zniesławienia. Rekompensaty za zniesławiającą wypowiedź można dochodzić bez przeszkód na drodze cywilnej, gdzie perspektywa uzyskania satysfakcjonującego zadośćuczynienia jest większa, nie zachodzą zaś negatywne skutki wymierzenia kary kryminalnej. Z tych względów chcemy zebrać jak największą ilość przedwyborczych deklaracji polityków co do dekryminalizacji zniesławienia. Po wyborach z kolei będziemy czuwali nad ich rozliczeniem.</p>
<p>Na niniejszym blogu chcemy Państwa informować o postępach akcji, przedstawiać argumenty za dekryminalizacją zniesławienia, jak również przedstawiać historię osób poszkodowanych w wyniku skazania z art. 212 k.k. Zapraszamy Państwa do lektury i komentarzy.</p>
<p class="note">Wykreśl 212 na <a href="http://www.facebook.com/wykresl212" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Facebook</a> oraz na <a href="http://wykresl212kk.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24</a>.</p>
<p class="info">Artykuł 212 kk na <a href="https://koszalin7.pl/forum/viewtopic.php?f=4&#038;t=567" target="_blank" rel="noopener noreferrer">forum portalu koszalin7.pl</a></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/zniesienie-wizienia-za-sowo/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Obywatele &#8211; premier 1:0 :)</title>
		<link>https://koszalin7.pl/obywatele-premier-10/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/obywatele-premier-10/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 18 Jun 2011 10:36:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/06/18/obywatele-premier-10/</guid>

					<description><![CDATA[Właśnie zakończyła się prawomocnym wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego pierwsza odsłona zapowiadającej się na dłuższą przeprawę batalii o jawność dokumentów związanych]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1015" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/tusk_merkel.jpg" border="0" alt="Premier" title="Premier" align="left" width="300" height="300" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/tusk_merkel.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/tusk_merkel-150x150.jpg 150w" sizes="auto, (max-width: 300px) 100vw, 300px" />Właśnie zakończyła się prawomocnym wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego pierwsza odsłona zapowiadającej się na dłuższą przeprawę batalii o jawność dokumentów związanych z powołaniem tzw. &#8222;tarczy antykorupcyjnej&#8221;. Sąd oddalił dzisiaj skargę kasacyjną premiera na niekorzystny dla niego <span id="more-1016"></span>  wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sprawie jaką mu wytoczyło Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich.<br />Ten news raczej nie trafi na czerwone paski ani gazetowe &#8222;jedynki&#8221; bo dziennikarzy prawie nie było, zresztą kto by tam przed wyborami chciał bruździć premierowi. Gdyby ktoś jednak był zainteresowany, przypominam sprawę, za portalem <a href="http://www.informacjapubliczna.org.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">www.informacjapubliczna.org.pl</a></p>
<p><i>Stowarzyszenie domagało się ujawnienia polecenia Premiera rozpoczęcia działania Tarczy, które zostało wydane podczas posiedzenia Kolegium ds. Służb Specjalnych. Premier odmówił udostępnienia tej informacji powołując się na ustawę o ochronie informacji niejawnych, a następnie po złożeniu przez Stowarzyszenie wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy wydał decyzję ostateczną podtrzymującą odmowę dostępu do treści polecenia.</i></p>
<p class="foto">Foto: Der Spiegel</p>
<p><i>Wojewódzki Sąd Administracyjny w wyroku uwzględnił skargę Stowarzyszenia i uchylił decyzję Prezesa Rady Ministrów stwierdzając, że nie podlegają one wykonaniu. W uzasadnieniu ustnym Sąd podniósł, że motywacją takiego rozstrzygnięcia była w pierwszym rzędzie niemożność zapoznania się przez Sąd z treścią żądanej informacji. Prezes Rady Ministrów mimo wezwań WSA w Warszawie, nie udostępnił żądanego fragmentu protokołu przez co Sąd nie mógł zweryfikować czy utajnienie nastąpiło w zgodzie z przepisami ustawy o ochronie informacji niejawnych. Przewodniczący składu sędziowskiego podkreślił, że warunkiem kontroli właściwego utajnienia dokumentu jest przede wszystkim posiadanie jego treści przez Sąd. Pełnomocniczka KPRM zapowiedziała, że najprawdopodobniej złoży skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego co oznacza, że sprawa udostępnienia żądanych informacji nie zostanie załatwiona merytorycznie przez co najmniej kilka kolejnych miesięcy.</i></p>
<p><i>Przebieg postępowania sądowo-administracyjnego i zapadły wyrok ukazały ograniczoną możliwość kontroli sądowej działań administracji publicznej. Jest to o tyle symbolicznie, że informacje, do których dostępu odmówił Premier, dotyczą działań z zakresu przeciwdziałania korupcji, a więc działania na rzecz większej przejrzystości i interesu publicznego.</i></p>
<p>Tyle Stowarzyszenie. Dzisiaj premier przegrał swoją skargę kasacyjną i batalia zaczyna się od początku. Nikt się raczej nie łudzi, że tym razem premier będzie bardziej jawny, raczej po prostu wyda decyzję taką samą jak poprzednio, tylko uzasadni ją w sposób niemożliwy do zaskarżenia. Jeśli bowiem nawet sądowi premier nie chciał pokazać owego supertajnego dokumentu, to można przypuszczać, że on zwyczajnie nie istnieje, albo nie zawiera tego, co premier głosił, że zawiera.</p>
<p>Dzisiejszy wyrok cieszy, okazuje się, że czasami obywatele mogą wygrać nawet z premierem. Tylko szkoda, że koniec końców niewiele z tej wygranej wyniknie, bo opinia publiczna pewnie się nawet o niej nie dowie. Dziennikarze są zajęci czym innym. Choć przecież dostęp do informacji publicznej to w krajach o dojrzałej demokracji podstawa społecznej kontroli władzy. W Polsce, jak widać, nie tylko ze społeczną, ale nawet z sądową są spore problemy.</p>
<p>A Liderom gratuluję :)))</p>
<p><b>Kataryna</b></p>
<p class="info">Więcej o sprawie na <a href="http://www.informacjapubliczna.org.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">www.informacjapubliczna.org.pl</a></p>
<p class="note">Kataryna &#8211; czołowa polska blogerka, pisze m.in. na <a href="http://www.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24.pl</a></p>
<p class="thanks">Dziekujemy Katarynie za zgodę na przedruk notki na naszym portalu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/obywatele-premier-10/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>8</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prawo do informacji na przykladzie szwedzkim</title>
		<link>https://koszalin7.pl/prawo-do-informacji-na-przykladzie-szwedzkim/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/prawo-do-informacji-na-przykladzie-szwedzkim/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 13 Mar 2011 21:09:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/03/13/prawo-do-informacji-na-przykladzie-szwedzkim/</guid>

					<description><![CDATA[Obywatel ma prawo do informacji. Każdy zasrany dokument urzędowy jest jawny (poza wyjątkami określonymi prawem, dotyczącym np. obronności). Obowiązkiem urzędnika]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-901" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/03/prasa_szwedzka.jpg" border="0" alt="Szwecja" title="Szwecja" align="left" width="737" height="300" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/03/prasa_szwedzka.jpg 737w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/03/prasa_szwedzka-300x122.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 737px) 100vw, 737px" />Obywatel ma prawo do informacji. Każdy zasrany dokument urzędowy jest jawny (poza wyjątkami określonymi prawem, dotyczącym np. obronności). Obowiązkiem urzędnika jest udostępnienie dokumentów na każde żądanie &#8211; w siedzibie urzędu lub też przesłanie ich na podany adres <span id="more-902"></span>  &#8211; również pocztą elektroniczną, gdy jest to możliwe. Zabronione jest dopytywanie się o cel użycia dokumentów czy też żądanie różnego rodzaju weryfikacji lub zezwoleń. Nie powinno podlegać dyskusji, że jedną z podstaw demokracji jest jawność życia publicznego. Obywatele mają prawo do wglądu w decyzje władz sprawując w ten sposób kontrolę nad ich prawidłowością. Innymi słowy obywatele mają prawo do informacji aby móc w pełni uczestniczyć w życiu publicznym i korzystać ze swoich demokratycznych uprawnień.</p>
<p><b>Prawo do informacji na przykładzie szwedzkim.</b></p>
<p><b>1. Dziennikarzowi to w Szwecji prokurator może naskoczyć.<br />  2. Dziennikarzowi to w Szwecji urzędnik może naskoczyć.<br />   3. Warto, żeby i w Polsce dziennikarzowi prokurator i urzędnik mogli naskoczyć.</b></p>
<p>Bonus dla wytrwałych:</p>
<p><b>4. Obywatel ma prawo do informacji. Każdy zasrany dokument urzędowy jest jawny (poza wyjątkami określonymi prawem, dotyczącym np. obronności). Więc jeśli kochanka dyrektora departamentu pisuje na jego służbowy adres listy miłosne to ma on obowiązek wciągnąć je do dziennika pism przychodzących i udostępnić każdemu ciekawskiemu.</b></p>
<p>Nie powinno podlegać dyskusji, że jedną z podstaw demokracji jest jawność życia publicznego. Obywatele mają prawo do wglądu w decyzje władz sprawując w ten sposób kontrolę nad ich prawidłowością. Innymi słowy obywatele mają prawo do informacji aby móc w pełni uczestniczyć w życiu publicznym i korzystać ze swoich demokratycznych uprawnień.</p>
<p>Tymczasem coraz silniejsza jest w Polsce tendencja do utajniania sprawowania władzy, widoczna na każdym jej szczeblu. Oto kilka przykładów:</p>
<ul>
<li>Prezydent otrzymuje pisemną informację o jednej z najbardziej bulwersujących afer korupcyjnych ostatnich lat, w którą być może zamieszane są najwyższe władze państwowe. I chowa notatkę do kieszeni a następnie pokazuje ją wyłącznie wybranym osobom.</li>
<li>W jednej z gmin ogłoszony zostaje konkurs na stanowisko kierownika szkoły podstawowej. Przewodniczący rady gminy odmawia dostępu do złożonych przez kandydatów podań nawet członkom rady gminnej zasłaniając się ustawą o ochronie danych osobistych. W ten sposób otwartość konkursu zamienia się w farsę.</li>
<li>Wysoki urzędnik państwowy przesyła SMS o treści dotyczącej zasad mianowania osób na kierownicze stanowiska w podległej mu instytucji. Po ujawnieniu treści SMS grozi procesem o naruszenie dóbr osobistych.</li>
<li>Utajniane są procesy sądowe w imię obrony dobrego imienia oskarżonych, a gdy ta motywacja zostaje skrytykowana, proces zostaje utajniony ze względu na dobro policji. Jak więc społeczeństwo ma sobie wyrobić pogląd na sprawiedliwy przebieg tej lub innych bez powodu utajnianych rozpraw?</li>
<li>Zakaz cenzury prewencyjnej ograniczany bywa przez sądowe lub administracyjne powstrzymywanie publikacji (jak na przykład nakaz ciszy przedwyborczej) co zakaz ten w praktyce czyni bezskutecznym.</li>
<li>Minister sprawiedliwości w poprzednim rządzie zabierał się na poważnie do ukracania dziennikarskiej samowoli, a to za pomocą kompromitowania ich i zmuszania do ujawniania źródeł informacji w śledztwach wyjaśniających liczne przecieki prasowe. Gdyby mu się to udało to nikt już nie zaufałby żadnemu dziennikarzowi.</li>
</ul>
<p>Powyższe przykłady wskazują na zamieszanie legislacyjne i na niezrozumienie podstawowej zasady demokracji &#8211; że <b>władza sprawowana jest z mandatu obywateli a nie dla obrony własnych interesów</b>.</p>
<p>Krajem, w którym zasada otwartości znalazła chyba najpełniejszy swój wyraz i najsilniejsze obwarowania prawne jest Szwecja. Ponieważ w debacie rozwiązania szwedzkie w zakresie dostępu do informacji i wolności prasy często stawiane są za wzór warto przyjrzeć się im z bliska.</p>
<p>Szwedzkie prawo prasowe <i><b>Rozporządzenie o wolności druku</b></i> (<i>Tryckfrihetsförordningen</i>) po raz pierwszy ustanowione w 1766 jest jedną z pięciu ustaw zasadniczych z których składa się szwedzki system prawa konstytucyjnego. Trzy pozostałe to <i><b>Ustawa o wolności wypowiedzi</b></i>, <i><b>System rządów</b></i> i <i><b>Porządek sukcesyjny</b></i>. Piąta to obejmująca działalność pozostałych, niedrukowanych mediów <i><b>Ustawa o wolności wypowiedzi</b></i> mająca w głównych zrębach takie same uregulowania prawne jak Rozporządzenie o wolności druku i wraz z nim zawierająca zarówno ogólne jak i szczegółowe przepisy określające funkcjonowanie mediów.</p>
<p>Zapisana w <i>Rozporządzeniu</i> <i><b>zasada jawności</b></i> (<i>Offentlighetsprincipen</i>) reguluje obowiązki instytucji publicznych w zakresie dostępu do dokumentów urzędowych. <b>Dostępność obejmuje wszystkie dokumenty służbowe.</b> Nieliczne wyjątki od zasady jawności określone są w bardzo restrykcyjnym pod tym względem prawie o tajemnicy i dotyczą po części interesu państwowego (obronności, kontaktów międzynarodowych), po części zaś ochrony dóbr osobistych.</p>
<p>Do kategorii jawnych dokumentów należą np. zeznania podatkowe wszystkich obywateli, co dla Polaków bywa szokujące. Wystarczy telefon do urzędu podatkowego aby dowiedzieć się ile zarabia sąsiad. Co roku prasa publikuje też wykazy co lepiej zarabiających przedstawicieli różnych kategorii zawodowych.</p>
<p>Utajnianie lub utrudnianie dostępu do dokumentów jest uznawane za wykroczenie służbowe. Za takie utrudnienie uznawane bywa niewprowadzenie korespondencji służbowej do dziennika. Z zasady cała korespondencja, która przychodzi na adres urzędu &#8211; czy to będzie gminny zarząd dróg lokalnych czy też kancelaria premiera &#8211; uznawana jest za korespondencję służbową &#8211; tzn. jawną.</p>
<p>Obowiązkiem urzędnika jest udostępnienie dokumentów na każde żądanie &#8211; w siedzibie urzędu lub też przesłanie ich na podany adres &#8211; również pocztą elektroniczną, gdy jest to możliwe. Zabronione jest dopytywanie się o cel użycia dokumentów czy też żądanie różnego rodzaju weryfikacji lub zezwoleń.</p>
<p>Gdy kilkanaście lat temu ówczesną panią wicepremier przyłapano na płaceniu prywatnych zakupów służbową kartą płatniczą dziennikarze mieli pełny dostęp do wyciągu z jej konta służbowego i cały kraj mógł się dowiedzieć, że zakupy dotyczyły m.in. pieluch i tabliczki czekolady na lotnisku.</p>
<p>Również i inne afery ostatnich lat zostały ujawnione dzięki dostępowi do rozliczeń za podróże służbowe. W porównaniu z polskimi skandalami ostatnich lat były to sprawy bagatelne &#8211; ot, wizyta w nocnym klubie za pieniądze podatnika lub zamiłowanie do drogich drinków rozliczanych jako napoje chłodzące. Być może szwedzcy urzędnicy nie mają lepszych charakterów niż ich polscy koledzy &#8211; ale ryzyko ujawnienia jest na pewno większe w Szwecji.</p>
<p>Aby umocnić prawo obywateli do informacji urzędnicy publiczni mają konstytucyjnie zagwarantowaną wolność wypowiedzi i krytyki i wolność udzielania wszelkich informacji. Mogą wypowiadać się anonimowo. Żadna z instytucji publicznych nie może przeprowadzać śledztwa w celu ujawnienia kto był źródłem informacji prasowych, a wszelkie próby w tym kierunku uważane są za przestępstwo i ścigane na mocy prawa. Zabronione jest również represjonowanie urzędników publicznych za korzystanie z tych uprawnień. Zasada ta jest wprawdzie ograniczona do wypowiedzi ustnych i nie obejmuje przekazywania tajnych dokumentów. W praktyce jednak ściganie przestępstw związanych z ujawnianiem tajnych dokumentów ogranicza się do spraw najwyższej wagi państwowej takich jak szpiegostwo lub zdrada narodu.</p>
<p><b>W świetle szwedzkiego prawa większość podejmowanych przez polskie prokuratury śledztw w celu ustalenia osób winnych &#8222;wycieku&#8221; informacji służbowych byłaby uznana za działania nielegalne i wręcz przestępcze.</b></p>
<p>Zwierciadlanym odbiciem wolności wypowiedzi jest konstytucyjnie nałożony na dziennikarzy zakaz ujawniania źródeł publikacji prasowych. Kilkanaście lat temu w środowisku dziennikarskim żywo było dyskutowane postępowanie pewnej dziennikarki. Uzyskała ona możliwość uczestniczenia na prawach obserwatora w śledztwie w sprawie zabójstwa ówczesnego premiera Szwecji Olofa Palme. Celem była dokumentacja śledztwa a rezultatem opublikowana nieco później książka. Autorka została w następstwie publikacji pozwana przed sąd pod zarzutem ujawnienia tajemnicy śledztwa. Na formalne pytanie sądu, czy źródłem informacji zawartych w książce był kierujący dochodzeniem szef policji sztokholmskiej, w książce bynajmniej nie występujący anonimowo, odpowiedziała twierdząco. Wielu z dyskutantów miało jej za złe to &#8222;ujawnienie źródeł&#8221;, mimo, że autorka została sądownie zwolniona z tajemnicy dziennikarskiej.</p>
<p>Trudno tutaj nie robić porównań z sytuacją w Polsce, gdzie dochowywanie tajemnicy dziennikarskiej uważane bywa, i to przez prawników, już to za fanaberie, już to za krętactwo, a w najlepszym wypadku za nieusprawiedliwiony luksus.</p>
<p>Wreszcie kolejnym wzmocnieniem wolności prasy, a co za tym idzie prawa do informacji poza kontrolą władz jest <b>zasada jednoosobowej odpowiedzialności za publikacje prasowe w postaci instytucji wydawcy odpowiedzialnego (<i>ansvarig utgivare</i>). Podobne rozwiązanie zastosowano zresztą i w polskim przedwojennym prawie prasowym lecz zostało ono zarzucone w obecnie obowiązującym na rzecz indywidualnej odpowiedzialności dziennikarskiej.</b></p>
<p>Wychodzi ona z założenia, że przestępstwa naruszenia wolności druku jakiego by by nie było rodzaju, nie można dokonać przed publikacją, a w związku z tym odpowiedzialność za ostateczną treść publikacji ponosi osoba, która dopuściła artykuł, czy artykuły do druku. Zasada ta chroni poszczególnych dziennikarzy przed nieuzasadnionymi pozwami sądowymi, przed naciskami i groźbami osób i instytucji, których interesy zostały narażone na szkodę, a choćby już przed uciążliwym pieniactwem. Daje ona dziennikarzom poczucie bezpieczeństwa i swobody w zbieraniu materiałów bez potrzeby oglądania się przez ramię i obaw o własną wolność. Z drugiej strony nakładając obowiązek kontroli na wydawcę odpowiedzialnego zapobiega publikacjom pochopnym, nieobyczajnym lub przestępczym.</p>
<p>Na straży wolności druku stoi Urząd Kanclerski będący czymś w rodzaju równoległego systemu prawnego. Kanclerz jest najwyższym rangą ombudsmanem czyli rzecznikiem lub pełnomocnikiem rządu. Do obowiązków Kanclerza należy m. in. nadzorowanie praworządności działania  wysokich urzędników państwowych i z tej też racji kontrolowania, czy nie naruszają prawa do informacji. Jedynie kanclerz ma prawo wszcząć postępowanie sądów w sprawie złamania przepisów o wolności druku, uchylić tajemnicę dziennikarską i wszcząć śledztwo w sprawie ujawnienia tajemnicy państwowej poprzez publikację prasową.</p>
<p>Warto wspomnieć, że istnieją pozasądowe instytucje kontroli nadużyć wolności prasy, jak stojąca na straży przestrzegania etyki dziennikarskiej komisja opiniowania publikacji (<i>Pressens opinionsnämnd</i>), czy społeczny rzecznik prasy (<i>Pressombudsmannen</i>) przyjmujący zażalenia na publikacje prasowe od osób prywatnych.</p>
<p><b>Prawodawstwo polskie poszło inną drogą. Wzmocniona ochrona dóbr osobistych, przepisy o tajemnicy służbowej i realne sankcje za jej złamanie z jednej strony, brak skutecznej ochrony tajemnicy dziennikarskiej i rzeczywistej możliwości odkrywania i podawania przypadków nieprawidłowości życia publicznego do powszechnej wiadomości z drugiej, wreszcie nagminne utajnianie faktów i dokumentów o charakterze z gruntu jawnym skutecznie ograniczają zakres działania prasy, uniemożliwiają skuteczną społeczną kontrolę nad funkcjonowaniem instytucji publicznych i ułatwiają ukrywanie korupcji, niepraworządności i nadużyć.</b></p>
<p>A przecież przepisy o ochronie danych jedynie stwarzają iluzję, że nasza prywatność jest chroniona przed wścibstwem urzędników. Przy braku jawności nie wiadomo jest jak działają i czym naprawdę zajmują się organa władzy.</p>
<p>Przesłuchania w komisjach sejmowych ujawniły wstydliwe kulisy działania wielu instytucji państwa polskiego. Wiele można zrzucić na karb braku doświadczenia i kompetencji wynikających z braku tradycji i ciągłości poprawności urzędniczej. Na pewno niektórych skandali można byłoby uniknąć, gdyby istniała większa przejrzystość sprawowania władzy. Mówiąc obrazowo gabinety służbowe nie powinny być wyposażone w zasłony i żaluzje a drzwi do nich powinny być przeszklone.</p>
<p><b>Proces podejmowania decyzji powinien być jawny i podawany do wiadomości publicznej aby nie zaistniało zjawisko pisania prawa na zamówienie nieformalnych grup nacisku i partykularnych, czasami wręcz prywatnych, podejrzanie niejasnych, interesów.</b></p>
<p>Mylą się ci, którzy jedyną nadzieję na skuteczne zwalczanie korupcji pokładają w staranniejszym doborze kadr, doskonaleniu systemów kontroli i nadzoru, czy też w osobistej uczciwości urzędników i polityków. O wiele ważniejsze w zwalczaniu nieprawidłowości działania państwa jest dobre pisanie prawa i jego sumienne wykonywanie.</p>
<p>Zrozumiałe jest, że dla wykształcenia się dojrzałego społeczeństwa obywatelskiego nie wystarczy ledwo 20 lat demokracji. Porównywanie Polski ze Szwecją mającą za sobą setki lat spokojnego, nie przerywanego wojnami i utratą niepodległości organicznego rozwoju instytucji demokratycznych jest niezupełnie sprawiedliwe. Poczucie odpowiedzialności obywatelskiej przejawia się w Szwecji na tysiące sposobów, a głębokie zaangażowanie w sprawy zarówno społeczności lokalnej jak i wagi państwowej jest czymś zupełnie naturalnym. Znajduje to odbicie w wysokiej frekwencji wyborczej, w zgłaszaniu inicjatyw obywatelskich, i w wysokim czytelnictwie prasy. I dlatego należy przyglądać się rozwiązaniom i doświadczeniom krajów ze szczęśliwszą od Polski historią.</p>
<p><strong>Starosta Melsztyński</strong></p>
<p class="note"><strong>Starosta Melsztyński</strong> &#8211; jeden z najbardziej poczytnych blogerów w <a href="http://www.salon24.pl/">Salon24.pl</a></p>
<p class="thanks">Serdecznie dziękujemy Autorowi za udostępnienie artykułu czytelnikom portalu koszalin7.pl</p>
<p class="foto">Foto: www.stampen.com.hemsida.eu</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/prawo-do-informacji-na-przykladzie-szwedzkim/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>6</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Raport (subiektywny) o stanie mediów</title>
		<link>https://koszalin7.pl/raport-subiektywny-o-stanie-mediow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/raport-subiektywny-o-stanie-mediow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Dec 2010 20:10:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/12/14/raport-subiektywny-o-stanie-mediow/</guid>

					<description><![CDATA[Ciągłość społeczna jest zrywana przez rewolucje technologiczne. Stawiam hipotezę, że rewolucja technologiczna w sferze mediów spowodowała zerwanie wspólnoty społecznej i]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-811" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/mass_media.jpg" border="0" alt="Media" title="Media" align="left" width="600" height="372" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/mass_media.jpg 600w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/mass_media-300x186.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 600px) 100vw, 600px" />Ciągłość społeczna jest zrywana przez rewolucje technologiczne. <strong>Stawiam hipotezę, że rewolucja technologiczna w sferze mediów spowodowała zerwanie wspólnoty społecznej i spowodowała wykształcenie się w Polsce szeregu różnych, odrębnych społeczeństw.</strong> W Polsce zawiodły media tkwiące <span id="more-812"></span>  w XX-wiecznej przednowoczesności, w wyniku czego wykształciło się kilka odrębnych społeczeństw, w których każde posiada odrębną kulturę, sztukę. W wyniku zaawansowania procesu narrowcastingu doszło do rozpadu czy zaniku wspólnotowości. Upolitycznienie, czy też &#8222;rotacyjna prywatyzacja&#8221; mediów publicznych spowodowały sytuację w której ogromne grupy społeczeństwa nie korzystają w ogóle z żadnych produktów mediów definiujących się jako publiczne. Doszło do rozpadu &#8222;Polskiego Razem&#8221;, możliwe że nie dostrzeganego przez osoby śledzące np. media tabloidowe, w Polsce uważane za media głównonurtowe.</p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/obyw/wolnosc_001.html"><strong>RAPORT (SUBIEKTYWNY) O STANIE MEDIÓW &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center>  </p>
<p class="foto">Grafika: www.geralderaldo.wordpress.com</p>
<p class="note">Dziękujemy panu Adamowi Fularzowi za zgodę na przedruk artykułu. Autor prowadzi swój blog na portalu <a href="http://www.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/raport-subiektywny-o-stanie-mediow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pomysł PiS. Czym grozi filtrowanie internetu</title>
		<link>https://koszalin7.pl/pomys-pis-czym-grozi-filtrowanie-internetu/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/pomys-pis-czym-grozi-filtrowanie-internetu/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Oct 2010 21:53:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/10/23/pomys-pis-czym-grozi-filtrowanie-internetu/</guid>

					<description><![CDATA[Pomysł PiS, by filtrować Internet w poszukiwaniu groźnych treści jest bezsensowny. Po co powoływać specjalny zespół, skoro można napisać dość]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-754" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/janke_igor.jpg" border="0" alt="I. Janke" title="I. Janke" align="left" width="434" height="599" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/janke_igor.jpg 434w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/janke_igor-217x300.jpg 217w" sizes="auto, (max-width: 434px) 100vw, 434px" />Pomysł PiS, by filtrować Internet w poszukiwaniu groźnych treści jest bezsensowny. Po co powoływać specjalny zespół, skoro można napisać dość prosty program, który będzie wyłapywał wszelkie „niebezpieczne” typu „zabić” czy „śmierć”. Nie trzeba do tego powoływać spec-ekip.  Poza tym, z tego co wiem, <span id="more-755"></span>  takie działania policja prowadzi i reaguje, gdy pojawiają się niebezpieczne wpisy w sieci. Używanie do takich działań posłów jest idiotyzmem, bo nie do tego zostali powołani. Równie dobrze, można by uchwalić, ze teraz posłowie mają tworzyć zespoły chroniące wejść do biur poselskich. Można też tworzyć dwójki bojowe, które będą chodzić po ulicach i słuchać, co mówią obywatele.</p>
<p>Za niewinnym słowem „filtrowanie” mogą stanąć za chwilę całkiem groźne działania. Już minister od spraw służb z Kancelarii Premiera Jacek Cichocki pytał, czy chcemy zwiększenia kontroli Internetu, co może się łączyć z ograniczeniem wolności obywatelskich. Co jakiś czas politycy wpadają na dość niebezpieczne pomysły dotyczące filtrowania Internetu, przechowywania danych, odpowiedzialności dostawców usług internetowych za pojawiające się treści itp. Wszystko to zwykle pod hasłami walki z pedofilią, terroryzmem, łamaniem praw autorskich a teraz także z zagrożeniami takich sytuacji jak w Łodzi.</p>
<p>Obecny rząd miał już kilka niemądrych pomysłów (jak stworzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych), z których na szczęście się wycofał. Ale ciągle co i rusz słuchać o pomyśle rejestracji blogów – co by powodowało, że każdy z Was musi się rejestrować w sądzie albo traktowania platform internetowych jak redakcji prasowych.</p>
<p>Politycy nie tylko w Polsce bardzo łatwo wykorzystują trudne sytuacja, rozmaite zagrożenia, do tego, by tylnymi drzwiami wprowadzać cenzurę, albo choć  możliwość cenzury Internetu. Czasem wynika to z prawdziwej chęci śledzenia wszystkiego co robimy i cenzurowania a czasem po prostu z głupoty.</p>
<p>Nie wiem, jak jest w tym przypadku, ale wole uderzyć wcześniej na alarm, bo skutki takich działań mogą być opłakane.  I Was też namawiam, do tego, by w takich sytuacjach bić na alarm. Lepiej wcześniej niż za późno. Zwracajcie się proszę do swoich posłów, naciskajcie ich, bo wolność, którą daje nam sieć zniszczyć jest bardzo łatwo. W wielu krajach jest na to wiele przykładów. Kilka lat temu rządy tylko dwóch krajów filtrowały sieć. Dzisiaj robi to ok. 40 państw. Nie bądźmy państwem nr 41.</p>
<p>Myślę, że politycy PiS nie zdają sobie sprawy z tego, że ich pomysły mogą być pierwszym krokiem do tego, by Internet był równie dobrze ułożony jak świat tradycyjnych mediów, na który posłowie tej partii tak regularnie narzekają. Panowie, naprawdę tego chcecie? Pomyślcie chwilę, zapytajcie, sprawdźcie zanim coś uczynicie.</p>
<p><strong>Igor Janke</strong></p>
<p class="note">Igor Janke jest szefem serwisu blogowego <a href="http://www.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24</a> i redaktorem dziennika <a href="http://www.rp.pl" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Rzeczpospolita</a>. Tekst pierwotnie ukazał się na Salon24.pl Serdecznie dziękujemy za zgodę na przedruk.</p>
<p class="foto">Foto: Wikipedia.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/pomys-pis-czym-grozi-filtrowanie-internetu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kondycja mediów praktycznie uniemożliwia demokrację lokalną</title>
		<link>https://koszalin7.pl/kondycja-mediow-praktycznie-uniemoliwia-demokracj-lokaln/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/kondycja-mediow-praktycznie-uniemoliwia-demokracj-lokaln/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 11 Oct 2010 18:49:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/10/11/kondycja-mediow-praktycznie-uniemoliwia-demokracj-lokaln/</guid>

					<description><![CDATA[Wiele osób ma różne oczekiwania odnośnie wyborów samorządowych. Spieszę rozczarować. Skuteczność procedury wyborczej, w ogóle skuteczność lokalnej demokracji, zależy mocno]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-738" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/censor.jpg" border="0" alt="Censor" title="Censor" align="left" width="450" height="334" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/censor.jpg 450w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/censor-300x223.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px" />Wiele osób ma różne oczekiwania odnośnie wyborów samorządowych. Spieszę rozczarować. Skuteczność procedury wyborczej, w ogóle skuteczność lokalnej demokracji, zależy mocno od rynku mediów. A z tym jest źle. W Polsce niestety nie wykształciła się nowoczesna telewizja publiczna. Napełnienia eteru stacjami radiowymi <span id="more-739"></span>  jest bardzo niskie. Media nie dopracowały się atrakcyjnych metod prezentacji programów. Stan rynku prasy drukowanej jest dramatycznie zły. Media elektroniczne nie są w stanie się samofinansować. To wszystko uniemożliwia praktycznie prowadzenia kampanii wyborczej opartej o argumentację, o debatę publiczną.</p>
<h3>Procesy migracyjne</h3>
<p>W ostatnich 4 latach, ze względu na rozwój Internetu, a także procesy globalizacyjne, które dosięgnęły media lokalne w Polsce, doszło do znacznych zmian gospodarczych w tym sektorze. W międzyczasie odbywał się proces migracji młodej części populacji, zarówno w kierunku Europy Zachodniej jak i dużych polskich aglomeracji. Miasta takie jak Wałbrzych przedstawiano w relacjach podróżników jako niemal pozbawione osób młodych ze względu na migracje. Za miasta o zaburzonej migracjami strukturze demograficznej można uznać m.in. Szczecin, Łódź, Grudziądz, Zieloną Górę. Migrują zwłaszcza osoby dobrze wykształcone, klasa kreatywna, młoda klasa twórcza.</p>
<p>Migracje te mają wpływ na procesy polityczne: brakuje zarówno części elektoratu, jak i części potencjalnych kandydatów. Niestety &#8211; ze względu na karygodną i zatrważającą nieaktualność danych demograficznych GUS, ekonomiści nie posiadają nawet tak podstawowych danych jak wielkość zaludnienia poszczególnych miast. W oficjalnych statystykach tej skamieniałej instytucji nie uwzględnia się migracji.</p>
<h3>Telewizja</h3>
<p>W Polsce centralizacja kraju czytelna jest przede wszystkim w strukturze mediów. Warto przypomnieć, że w RFN kanał pierwszy telewizji publicznej jest nadawany przez związek działających w Niemczech publicznych nadawców regionalnych. Przyrównując tą sytuację do Polski, telewizja publiczna nadająca TVP1 czy TVP2 byłaby związkiem telewizji regionalnych. U nas nie nie wykształciła się niestety nowoczesna telewizja publiczna, a ilość czasu antenowego, jaką mają do dyspozycji duże skupiska mieszkańców, jest nierzadko marginalna. Cierpi na tym jakość debaty publicznej. Przeprowadzenie kampanii wyborczej w telewizji publicznej np. dla półmilionowego Legnickiego Okręgu Miedziowego, nie jest w tym systemie możliwe.</p>
<p>Zapisy w ustawie o radiofonii i telewizji, narzucające także publicznym telewizjom regionalnym obowiązki rzetelnego ukazywania całości wydarzeń, sprzyjania swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli, sprzyjania swobodnemu formowaniu się opinii publicznej, nie są nawet w marginalnym stopniu realizowane. Na przykład, lokalna telewizja publiczna TVP, kiedy rozkładała swoje przenośne studio na Winobraniu w Zielonej Górze, sprawiała wrażenie niezwykłego ubóstwa i tymczasowości. Wydaje się że nie jest ona technicznie zdolna do przeprowadzenia programów wyborczych o odpowiedniej jakości.</p>
<h3>Radio</h3>
<p>Sytuacja na polskim rynku radiowym jest kuriozalna: drastycznie różne są wskaźniki napełnienia eteru stacjami radiowymi. W mojej ocenie, władze stosują protekcjonizm rynku radiowego. Częstotliwości dostępne w Polsce pozwalają na nadawanie wielokrotnie większej liczby programów radiowych w regionach. Gdy porównamy zagęszczenie stacji radiowych np. w Warszawie i w Zielonej Górze, zauważymy szokujące różnice. Ale organ odpowiedzialny za częstotliwości wcale ich nie udostępnia. Zamiast 100 czy 50 stacji, działa ich kilkanaście. Trudno uwierzyć w tłumaczenia o braku wolnych częstotliwości.</p>
<p>Dodatkowo w Polsce brak jest tzw. „Freies Radio”, wolnych, niekomercyjnych, niezależnych publicystycznych stacji radiowych o lokalnym zasięgu, jakie są np. cechą rynków radiowych krajów niemieckojęzycznych. Są one prowadzone np. przez grupy antyatomowe, antywojenne i tym podobne grupy nacisku. W Wielkiej Brytanii czy Holandii folklor uzupełniają setki stacji pirackich, których nadawcy, ze względu na niezależne sądownictwo w tamtych krajach, ryzykują jedynie utratę nadajników. W opinii autora programy stacji pirackich były ciekawsze, miały często bardzo lokalny, osiedlowy charakter, sprzyjały spajaniu bardzo lokalnych społeczności.</p>
<h3>Prezentacja programów</h3>
<p>Praktyka innych krajów, uznawanych nawet za niepełne demokracje, pokazuje że media audiowizualne, radio, telewizja, potrafiły w atrakcyjny medialnie sposób zaprezentować wszystkich kandydatów bez zanudzania widzów. Prezentowano na przykład ciąg krótkich odpowiedzi kilkunastu kandydatów różnych partii na jedno określone pytanie, pytano np. o politykę kulturalną, transportową etc., a następnie emitowano krótkie odpowiedzi kilkunastu kandydujących.</p>
<p>W Polsce autor nigdy nie spotkał się z przekrojową prezentacją kandydatów w telewizji. Logistycznie organizowano debaty przy stołach jakby prezydialnych, w której mogło uczestniczyć najwyżej 3-4 kandydatów, a nie kilkunastu. Wydaje się że nawet nigdy nie opracowano atrakcyjnych metod.</p>
<h3>Prasa drukowana</h3>
<p>Dla demokracji lokalnej największe potencjalne znaczenie w polskich warunkach ma prasa drukowana. Tymczasem doświadczenia autora pokazują że normą polskiego rynku wydawniczego w regionach są rynki płytkie. Występuje jeden, góra dwa podmioty o silnej pozycji. Częstokroć za publiczne pieniądze władz lokalnych wydawane są czasopisma lokalne rugujące z rynku czasopisma prywatne, albo też zapełniają one lukę, którą wypełniłyby (być może) podmioty prywatne.</p>
<p>Czasopisma lokalne wydawane przez władze lokalne i kontrolowane przez polityków nie mają jednak charakteru biuletynów, blatów urzędowych. Starają się często przypominać normalne czasopisma, jednocześnie nie trzeba ukrywać, że reprezentują interesy ich wydawców. Nikt nie reguluje tej kampanii prowadzonej za publiczne pieniądze. Dodatkowo samorządy finansowo wspierają określone tytuły wydawane przez podmioty prywatne. Sposób finansowania tej prasy (skądinąd często potrzebny &#8211; ubóstwo regionu niekoniecznie musi oznaczać brak prasy dla intelektualistów) niestety powoduje jej zależność, dworskość wobec lokalnych władz.</p>
<p>Codzienna prasa lokalna w Polsce nacechowana jest przez tabloidyzację. Drukowane media regionalne w Polsce są wydawane przez cztery znaczące grupy: Agora (22 lokalne wydania dodatków do tabloidu średniego rynku), Verlagsgruppe Passau &#8211; Polskapresse (7 lokalnych wydań w ramach tabloidu średniego rynku), Axel Springer Polska (7 lokalnych mutacji tabloidu dolnego rynku), Mecom Group Polska (9 tabloidów średniego i dolnego rynku, z mutacjami lokalnymi). Do tego istnieje wciąż szereg gazet niezależnych.</p>
<p>Rynek ten jest w stanie dramatycznie złym. Nie istnieje podstawowy segment prasy codziennej wysokiego rynku. Trudno znaleźć choć jedną regionalną gazetę wpasowującą się w ten model biznesowy. Jest on bardzo kosztowny, taka gazeta kosztowałaby w polskich warunkach ok. 10-12 PLN. Takie są jednak koszty jakościowo i warsztatowo poprawnego dziennikarstwa.</p>
<p>Dziennikarze prasy regionalnej dolnego i średniego rynku są bardzo nisko opłacani, gazety które jeszcze pół dekady temu były tabloidami średniego rynku (middle-market), dziś zorientowały się na rynku dolnym, na mniej wymagających czytelnikach. Normą jest opieranie nawet całych redakcji na dziennikarzach bez doświadczenia, normą jest wysoka rotacja personelu. Model biznesowy niektórych z wymienianych grup oparty jest na maksymalnie dużym zatrudnianiu stażystów, praktykantów, studentów, celem zmniejszenia kosztów tworzenia kontentu. Pauperyzacja, ubożenie wielu regionów, dodatkowo negatywnie odbija się na kondycji prasy.</p>
<p>Rynek prasy codziennej w wielu regionach kraju ma charakter duopolu, lub, w największych ośrodkach, oligopolu. We Wrocławiu doszło na przykład do kontrowersyjnej z punktu widzenia prawa antymonopolowego transakcji przejęcia trzech gazet, „Słowo Polskie&#8221;, &#8222;Wieczór Wrocławia&#8221; i „Gazety Wrocławskiej” przez pojedynczy koncern, który złączył je w jeden tytuł.</p>
<p>Koncerny Mecom, Axel Springer, a szczególnie Verlagsgruppe Passau są uznawane za koncerny oferujące produkty dla jednoznacznie konserwatywnych odbiorców. Niemniej, na rynku polskim oferują one produkty o dramatycznie różnej jakości niż na rynkach Europy Zachodniej. Dziwi to, ponieważ jakość proszków do prania czy past do zębów generalnie zbliża się do standardów Zachodniej Europy, proces ten nie dotyczy jednak mediów drukowanych. Jest to zastanawiające.</p>
<h3>Media elektroniczne</h3>
<p>Model biznesowy finansowania mediów elektronicznych z reklam wymaga przyciągnięcia ogromnego czytelnictwa &#8211; w przypadku modelu odpłatności za kliknięcie reklam. Nawet dzienny ruch rzędu kilkudziesięciu tysięcy czytelników nie jest w stanie wygenerować pokrywającego koszty strumienia finansowego. Wpływy reklamowe mniejszych portali lokalnych i regionalnych, o kilkuset &#8211; kilku tysiącach wejść internautów dziennie, są często symboliczne. Media te nie są w stanie się samofinansować, są zwykle prowadzone woluntarystycznie, hobbystycznie. Komercyjne regionalne portale internetowe na wielu rynkach lokalnych nie występują, bądź mają pozycje oligopolistyczne.</p>
<h3>Kampanie polityczne w polskich warunkach</h3>
<p>Brak telewizji regionalnych lub prasy wysokiego rynku, uniemożliwia praktycznie na terenie większości kraju prowadzenia kampanii wyborczej opartej o argumentację, o debatę publiczną. Rynek medialny jest w fazie znacznego niedorozwoju. Znikoma ilość regionalnych stacji telewizyjnych wywołana radykalną centralizacją mediów publicznych, całkowita tabloidyzacja codziennej prasy regionalnej powoduje, że na debatę polityczną brak jest nawet miejsca. Możliwe, że kwestie dysproporcji finansowych komitetów startujących w kampanii wcale nie są najpoważniejszym problemem polskiej demokracji szczebla lokalnego. Obawiam się, że to, co obecnie bierzemy za demokrację lokalną, jeszcze nią nie jest.</p>
<p><strong>Adam Fularz</strong></p>
<p class="note"><strong>Adam FULARZ</strong>, edukację odbył w RFN (European University Viadrina) i we Francji (Université de Metz). Studiował International Business Administration (Internationale Betriebswirtschaftslehre) oraz Sciences de Gestion. Praktykę zawodową odbył w Międzynarodowej Unii Kolei (International Union of Railways, Union Int. des Chemins de fer, Paris), gdzie pracował nad raportem o wpływie dyrketyw Unii Europejskiej na rynki kolejowe (Report in the impact of EU Directives in the Central and Eastern European Countries).</p>
<p>  Naukowo specjalizuje się w restrukturyzacji przedsiębiorstw kolejowych i posiada dorobek naukowy w tym zakresie. Pracę dyplomową (tytuł Maître des Sciences de Gestion) obronił na Université de Metz w 2002 roku. Tytułem pracy dyplomowej była aplikacja dyrektyw europejskich i konkurencyjność na kolejach w krajach Europy Środkowo- Wschodniej &#8211; tytuł oryginalny « L&#8217;application des Directives Européennes et la compétitivité des entreprises ferroviaires des Pays d’Europe Centrale et Occidentale (PECO) ». Kolejny dyplom (Dip. Kfm.) uzyskał na Uniwersytecie Europejskim Viadrina w 2005 roku pisząc pracę o mechanizmach konkurencji na kolejach.</p>
<p class="thanks">Serdecznie dziękujemy panu Adamowi Fularzowi za wyrażenie zgody na przedruk artykułu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/kondycja-mediow-praktycznie-uniemoliwia-demokracj-lokaln/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Internet &#8211; ostatni bastion zachodniej cywilizacji</title>
		<link>https://koszalin7.pl/internet-ostatni-bastion-zachodniej-cywilizacji/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/internet-ostatni-bastion-zachodniej-cywilizacji/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 23 Mar 2010 18:45:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/03/23/internet-ostatni-bastion-zachodniej-cywilizacji/</guid>

					<description><![CDATA[Mało kto już pamięta o tym, iż w połowie lat dziewięćdziesiątych szykowano się na nawrót analfabetyzmu. Panowało bowiem powszechne przekonanie,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-441" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/internet_free.jpg" border="0" alt="Internet" title="Internet" align="left" width="360" height="318" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/internet_free.jpg 360w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/internet_free-300x265.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 360px) 100vw, 360px" />Mało kto już pamięta o tym, iż w połowie lat dziewięćdziesiątych szykowano się na nawrót analfabetyzmu. Panowało bowiem powszechne przekonanie, że światowy triumf telewizji oderwie ludzi od słowa pisanego i przyklei na zawsze do ekranów.</p>
<p> <span id="more-442"></span>   </p>
<p>Po kilkunastu latach ludzie faktycznie okazali się być przyklejonymi do ekranów – ale komputerów. Gwałtowny rozwój Internetu spowodował, iż słowo pisane znów jest w cenie. Przecież większość komunikacji w Sieci odbywa się przy pomocy tekstu. Użytkownicy Internetu piszą i czytają lepiej lub gorzej – ale analfabetyzm im nie grozi. Odwrotnie – powszechność Internetu bez wątpienia zatrzymała proces odchodzenia od słowa pisanego, równocześnie odrywając ludzi od telewizji (inna rzecz, iż Sieć zapewne dodatkowo przyczyniła się do spadku czytelnictwa prasy oraz książek).</p>
<p>Oczywista przewaga Internetu nad TV polega na interaktywności. Telewizja to przede wszystkim jednostronny przekaz, w dodatku silnie kontrolowany i formatowany. Tymczasem Internet polega na, prowadzonym różnorakimi środkami, dialogu.</p>
<p>Przez &#8222;dialog&#8221; rozumiem nie tylko komentarze pod prasowymi tekstami i blogowymi notkami lub czaty ze znanymi osobami w portalach internetowych. Dialog w Internecie polega na spontanicznych, całkowicie nieprzewidywalnych interakcjach. Np. każdy link na Wykopie może stać się pretekstem do rozbudowanej debaty skutkującej kolejnymi &#8222;wykopami&#8221; i mobilizowaniem setek albo tysięcy ludzi do określonych działań.</p>
<p>Po opublikowaniu filmu na YouTube może nic się nie wydarzyć. Lecz istnieje również szansa na to, że nasze dzieło zyska w krótkim czasie wielotysięczną lub nawet milionową widownię i nasz przekaz dotrze do gigantycznej liczby ludzi.</p>
<p>W Internecie realizują się, jak już nigdzie indziej, zasady wolności wyboru i możliwości samorealizacji. Jeśli tylko masz talent i przekonasz do siebie ludzi – masz szansę na sukces. Bez oglądania się na polityków, wielki biznes i tajemnicze grupy wpływu.</p>
<p>Taki stan rzeczy, oczywiście, bynajmniej nie może podobać się globalnym korporacjom i coraz bardziej od nich zależnym rządom. Im jak najbardziej odpowiadał kierunek, w jakim jeszcze kilkanaście lat temu zmierzała zachodnia cywilizacja. Nie ma lepszego poddanego i konsumenta od osoby przyklejonej do telewizora i połykającego specjalnie przygotowaną medialną papkę.</p>
<p>&#8222;Człowiek XXI wieku&#8221; miał być posłusznym pracownikiem i klientem, doskonale przewidywalnym dostarczycielem zysków. Tymczasem on coraz więcej myśli i nadal bywa niepokorny – przede wszystkim za przyczyną Internetu.</p>
<p>Nic więc dziwnego, iż wielcy tego świata otrząsnęli się w końcu z zaskoczenia i – doceniając siłę Sieci – postanowili ją spacyfikować oraz podporządkować sobie. W wielu pozornie jak najbardziej demokratycznych krajach podejmowane są próby cenzurowania Internetu oraz zastraszania Internautów. Jednakże wszystkie one są niczym wobec przygotowywanego (głównie przez UE, USA oraz Japonię) protokołu ACTA. Oficjalnie ma on na celu ochronę praw autorskich, lecz przewiduje także szereg rozwiązań godzących w wolności obywatelskie (np. zakaz szyfrowania prywatnych maili). Jak wskazuje na swoim prawniczym blogu Piotr VaGla Waglewski, efektem wprowadzenia ACTA (także w Polsce) będzie de facto prywatyzacja policji oddanej w służbę korporacji. Jednym z głównych celów policji stanie się bowiem ściganie wszystkich osób mogących być w posiadaniu nielegalnych plików – z muzyką, filmem, książką, czymkolwiek.</p>
<p>Kiedy już udowodni się komuś złamanie zasad ACTA, będzie można z nim zrobić wszystko – zamknąć w więzieniu, zabrać komputer, odciąć dożywotnio od Internetu.</p>
<p>Absolutna kontrola Sieci jest możliwa – przekonują o tym przykłady krajów azjatyckich. Chiny z ich absolutną cenzurą Internetu to jeszcze nic w porównaniu z Birmą, gdzie zarejestrować w urzędzie musi się każdy użytkownik komputera podłączonego do Sieci.</p>
<p>Po przyjęciu zasad ACTA w &#8222;demokratycznym&#8221; świecie nie będziemy daleko ani od modelu chińskiego, ani birmańskiego. Co zresztą nie jest zaskoczeniem. Przecież w międzynarodowych korporacjach rosną wpływy kapitału azjatyckiego. A tam, gdzie chińskich pieniędzy jeszcze nie ma i tak patrzą z zazdrością na &#8222;porządek&#8221; panujący w Państwie Środka. Tam tworzenie &#8222;człowieka XXI wieku&#8221; trwa w najlepsze.</p>
<p><em><strong>W takim kontekście staje się jasne, iż walka o wolność Internetu jest teraz głównym frontem walki o wartości cechujące przez wieki zachodnią cywilizację – a przede wszystkim o wolność. Jeśli Internet zostanie wciśnięty w ścisłe ramy ustalone przez korporacje i rządy, to nic już nie powstrzyma procesu modyfikowania ludzkości w bezmyślny tłum posłusznych pracowników i klientów.</strong></em></p>
<p><strong>Rybitzky</strong><br /><em>1 lutego 2010, Salon24.pl</em></p>
<p class="download2"><a href="http://rybitzky.salon24.pl/">Rybitzky na Salon24.pl</a></p>
<p class="thanks">Dziękujemy jednemu z najbardziej poczytnych polskich blogerów, podpisującemu się Rybitzky, za wyrażenie zgody na przedruk felietonów na naszym portalu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/internet-ostatni-bastion-zachodniej-cywilizacji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Witajcie na Białorusi!</title>
		<link>https://koszalin7.pl/witajcie-na-biaorusi/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/witajcie-na-biaorusi/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 22 Feb 2010 16:58:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/22/witajcie-na-biaorusi/</guid>

					<description><![CDATA[Szefowa działu publicystyki w telewizyjnej &#8222;Jedynce&#8221; – Anita Gargas została zwolniona w piątek 19 lutego br. ze stanowiska za emisję]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-267"></span></p>
<p>Szefowa działu publicystyki w telewizyjnej &#8222;Jedynce&#8221; – Anita Gargas została zwolniona w piątek 19 lutego br. ze stanowiska za emisję filmu o Jaruzelskim: „Towarzysz Generał”. Dziwnym zbiegiem okoliczności, w tym samym dniu, na prowincji, w opolskim Sądzie Okręgowym sędzina – Magdalena Domińczyk-Trzciańska wydała postanowienie, w którym zakazuje krytykowania burmistrz Nysy przez Komitet Referendalny.</p>
<p>W Nysie trwa kampania referendalna, ludzie chcą odwołać burmistrz i radnych, pod wnioskiem podpisały się tysiące mieszkańców zarzucając władzom chęć sprzedania i zabudowania rynku, nadmierne i rozbuchane inwestycje wyborcze, które spowodują zadłużenie miasta, zamiar sprzedania gminnych spółek komunalnych (stosowną uchwałę pod koniec ub. roku podjęła Rada Miejska).</p>
<p class="foto">Janusz Sanocki podczas manifestacji Ruchu Obywatelskiego JOW w Warszawie &#8211; 2008.</p>
<p>Ludzie i opozycyjni radni maja też pretensje do burmistrz o marnowanie publicznych pieniędzy na wydawanie propagandowych gazetek za publiczne pieniądze, podróże, które nic dla miasta nie przynoszą czy kupowanie inwestycjami wybranych tylko sołectw.</p>
<p>Komitet Referendalny opisał sytuację w ulotce, która się burmistrz nie spodobała bo jak to zwykle bywa &#8222;prawda władzy&#8221; bywa odmienna od &#8222;prawdy ludu&#8221; czy &#8222;prawdy opozycji&#8221;. Podróże są właściwe, rynek zabudujemy tylko troszeczkę, a spółki też sprzedamy na raty. W każdej sprawie są wszak niuanse, szczegóły, którymi można zasłonić perspektywę. Wolność wypowiedzi polega jednak na nagłaśnianiu tych szczegółów, które władza chciałaby ukryć, albo zgoła inaczej przedstawić wyborcom.</p>
<p>Pomysł, że można sądownie zakazać głoszenia krytyki jest zupełnie z innej epoki i bardziej przypomina Białoruś niż kraj europejski. Jednak tak się stało w Opolu, sąd właśnie wkroczył w materię publicznego sporu i w trybie 24 godzinnym, w rozprawie która trwała 20 minut uznał, że nieprawdą jest, że działania burmistrz prowadzą do zadłużenia, podobnie jak nieprawdą jest, że Barska zmierza do zabudowy rynku itd. itp.</p>
<p>Oczywiście Sąd Opolski przekroczył swoje uprawnienia ( nie po raz pierwszy zresztą). Art. 35 ustawy o referendum, przewidujący przyśpieszony tryb zakazu publikowania nieprawdziwych informacji, nie odnosi się do kwestii debaty publicznej, zarzutów dotyczących błędnej polityki itd.itp., a jedynie do faktów, które można jednoznacznie określić jako &#8222;nieprawdziwe&#8221;.</p>
<p>Gdyby Komitet Referendalny np. napisał, że burmistrz Nysy ma nieślubne (albo i ślubne) dzieci – to byłaby nieprawda. Ale już pomysł, że można kwestie finansowe, samorządowe itd. rozpatrywać na drodze sądowej i ustalać &#8222;prawdę&#8221; jest pomysłem wprost prowadzącym do cenzury</p>
<p>Dlaczego sąd (personalnie sędzina Domińczyk-Trzciańska) popełnił takie nadużycie? Bo nie lubi mnie – Janusza Sanockiego &#8211; ani mojego politycznego otoczenia i robi wszystko, żeby nam utrudnić działalność. Mamy na te politykę opolskiego Sądu Okręgowego dość przykładów. A już od czasu gdy wygrałem w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, w roku 2007 skargę (skarga nr 28949/03) właśnie na wyrok, który zapadł w Sądzie w Opolu i wydany został przez przyjaciela sędziny Domińczyk – sędziego Wojciecha Bazgiera – mam, że tak powiem – przechlapane (Bazgier pomagał jej zresztą w pisaniu postanowienia).</p>
<p>I tak oto ja – walczący z komuną od 30 lat tu na prowincji – trafiam do sądu gdzie z nienawiścią patrzy na mnie peerelowska sędzina, zresztą córka peerelowskiego sędziego i może mam oczekiwać sprawiedliwości i bezstronności? Wolne żarty!</p>
<p>Podobnie Anita Gargas nie mogła oczekiwać, że w wolnej Polsce gdzie Konstytucja zapewnia wolność wyrażania opinii itd.itp. można wyemitować film o Jaruzelskim. Konstytucja PRL też zapewniała wolność słowa.</p>
<p>Wobec kompletnej samowoli sędziów, prokuratorów, wyższych funkcjonariuszy policji &#8211; ich – w większości &#8211; komunistycznego pochodzenia, klikowej mentalności – wszelkie gadanie o wolności obywatelskiej są w Polsce fikcją. To dlatego bezkarni są mordercy Krzysztofa Olewnika, Sobiesiaki kontrolują polityków, a Komitet Referendalny w Nysie nie może pisać prawdy.</p>
<p>Witajcie na Białorusi!</p>
<p><strong>Janusz Sanocki</strong></p>
<p class="note">JANUSZ SANOCKI, obok prof. Jerzego Przystawy z Wrocławia, jeden z najwybitniejszych działaczy ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW, autor wielu publikacji o JOW, organizator wielu akcji i konferencji. Urodzony 5 marca 1954 w Nysie. Absolwent nyskiego liceum &#8222;Carolinum&#8221;, studia Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, Wydział Organizacji i Zarządzania Przemysłem. W latach 1980-81 przewodniczący nyskiej Solidarności, w stanie wojennym internowany. Ekspert w dziedzinie mieszkaniowej przy &#8222;okrągłym stole&#8221;. Od 1993 roku kieruje wydawnictwem Nyskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, wydawcy tygodnika &#8222;Nowiny Nyskie&#8221;. Od 1996 r. w Ruchu Obywatelskim na rzecz JOW. Jeden z krajowych koordynatorów Ruchu, prezes Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego JOW, radny Rady Miejskiej w Nysie, a w latach 1998-2001 burmistrz Nysy.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/witajcie-na-biaorusi/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Publicystyka, propaganda, indoktrynacja</title>
		<link>https://koszalin7.pl/publicystyka-propaganda-indoktrynacja/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/publicystyka-propaganda-indoktrynacja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 30 Jan 2010 19:04:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/01/30/publicystyka-propaganda-indoktrynacja/</guid>

					<description><![CDATA[Ten cytat z Johna Swintona (1829-1901) &#8211; wieloletniego wydawcy New York Timesa, wypowiedziany gniewnym tonem pewnego wieczora 1880 roku na]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-89" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/01/journalist_02.jpg" border="0" alt="Wolne słowo" title="Wolne słowo" align="left" width="300" height="386" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/01/journalist_02.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/01/journalist_02-233x300.jpg 233w" sizes="auto, (max-width: 300px) 100vw, 300px" />Ten cytat z Johna Swintona (1829-1901) &#8211; wieloletniego wydawcy New York Timesa, <span id="more-90"></span>  wypowiedziany gniewnym tonem pewnego wieczora 1880 roku na bankiecie na jego cześć, wydanym przez jego pracowników, padł w odpowiedzi na czyjąś próbę wzniesienia toastu za pomyślność niezależnej prasy. Pojawiwszy się w Nowym Jorku Swinton pisywał dla NYT okazjonalne artykuły, przyjęto go w końcu na etat, gdzie się systematycznie piął w górę, aż w 1860 został wydawcą. Gazetę opuścił dziesięć lat później i zaangażował się w działalność związków zawodowych. Następnie przepracował 8 lat na analogicznej pozycji w The New York Sun, a jeszcze później zaczął wydawać biuletyn dla związków zawodowych pod tytułem <i>John Swinton&#8217;s Paper</i>.</p>
<p class="citate">Coś takiego jak wolna prasa nie istnieje. Wy o tym wiecie, i ja to wiem. Żaden z was się nie porwie na uczciwe wypowiedzenie swego zdania, a gdybyście to zrobili, to z góry wiedzielibyście, że się nigdy nie ukaże w druku. Płacą mi tygodniówkę za to, bym swoje opinie trzymał jak najdalej od gazety, z którą jestem związany. Inni z was są podobnie opłacani za podobne rzeczy, a każdy wystarczająco głupi, by pisać szczerze, szybko trafi na bruk szukać innej pracy. Gdybym sobie pozwolił na to, by moje szczere opinie przelać na papier w tylko jednym wydaniu gazety, to utraciłbym pracę przed upływem 24 godzin. Zadaniem dziennikarzy jest niszczyć prawdę, kłamać prosto w oczy, wypaczać, szkalować, płaszczyć się u stóp mocnych i sprzedawać ten kraj i jego naród za codzienny chleb. Ja to wiem i wy to wiecie, więc po co te toasty za niezależne dziennikarstwo? Jesteśmy narzędziami i marionetkami pociąganymi za sznurki przez zakulisowych bogaczy. Kukiełkami tańczącymi w takt melodii, jakie oni grają. Nasze talenty, nasze możliwości i nasze życia są własnością innych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami (*)</p>
<p>W dzisiejszej Europie motto skonstruowane z wypowiedzi Swintona jest wskaźnikiem wyróżniającym modnych i obytych autorów tekstów o &#8222;czwartej władzy&#8221; i &#8222;demokracji mediów&#8221; z tłumu autorów nieobytych i nie znających się na rzeczy. Cytat tłumaczony z jednego języka na kolejny przez autorów, ściągających od siebie nawzajem internetowe wersje tekstów, coraz bardziej oddala się od oryginału, nawet nazwisko po niemiecku i francusku niekiedy bywa zapisywane jako Swaiton, a nie Swinton, i bywa, że się autorom mylą stulecia, ale nieodmiennie po cytacie pada jakieś &#8222;no proszę, tyle lat, ponad stulecie minęło, a się nic nie zmieniło!&#8221;</p>
<p>Ale dalej, wbrew przesłaniu swego motta, zwykle piszą autorzy o &#8222;mediokracji&#8221;, albo &#8222;demokracji mediów&#8221;, czyli o takiej &#8211; jakoby dzisiejszej &#8211; rzeczywistości politycznej, w której media sprawują władzę &#8211; gdyż mają wpływ na wynik wyborów, na to, kto i jakie obejmie stanowisko w układzie władzy i jak długo się na nim utrzyma, kreują polityczne nastroje, przedstawiają rankingi szkół i praktycznie decydują o preferowaniu ich przez młodzież. Demokracja mediów to świat, w którym media przestają być władzą czwartą, a aspirują do pierwszej, i w którym wszystko jest im podporządkowane: politycy władzy ustawodawczej i wykonawczej, przedstawiciele władzy sądowniczej i organów sprawiedliwości dbają głównie o to, by dobrze wypaść przed kamerą, wszelkie wydarzenia polityczne i publiczne dopasowuje się do trybu pracy redakcji, a to, co nie zostało sfilmowane i opisane w czołówkach gazet, to się po prostu nie wydarzyło. Tak to przynajmniej wygląda w mitologii &#8222;globalnej wioski&#8221; &#8211; ale czy mit ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością?</p>
<p>Sami dziennikarze głęboko wierzą w swą zawodową wszechmoc i równie często, jak cytują Swintona, myślą o sobie jak o wyjątkowych arystokratach ducha i społecznych emocji, traktują nawzajem jak celebrytów, udzielają jedni drugim wywiadów i nagród w prime time, a w Polsce, co jest jednak wyjątkowe, tak dalece mylą swą rzeczywistą pozycję społeczną z mityczną, że z pełną powagą i bynajmniej nie w prasie brukowej zastanawiają się, jakie szanse miałby kolega, gdyby go wystawili na prezydenta państwa ot, tak sobie, spoza sceny politycznej? Bo skoro są tak potężne, to po co kandydatowi mediów jakieś partie polityczne, statuty i składki? Wystarczą programy telewizyjne, sprawna gadka i przypudrowany nos, ściśnięcie otumanionego elektoratu żelazną pięścią kampanii medialnej &#8211; i już, wygrana jest możliwa&#8230; A przecież nie tak dawno temu zakończył się ustrój, którego władza miała takie możliwości, jakie się dzisiejszym mediom nawet nie śnią: posiadali nie tylko wszystkie media, ale też wojsko i siły bezpieczeństwa zdolne utrzymać całe społeczeństwo z dala od jakichkolwiek wrażych podszeptów, zakłóceń i alternatywnych źródeł informacji &#8211; a i to tylko do czasu. I bez lektury dzieł socjologów Polacy powinni intuicyjnie wiedzieć, że oddziaływanie technik propagandowych i indoktrynacyjnych w systemie demokratycznym musi &#8211; z natury rzeczy &#8211; być wielokrotnie słabsze, niż w ustroju totalitarnym. Pomysły w rodzaju wystawienia kandydatury Tomasza Lisa czy Jolanty Kwaśniewskiej w wyborach prezydenckich nigdy się nie powinny pojawić, a jednak się pojawiły. Towarzystwo było ślepe na to, że Hillary Diane Rodham Clinton była nie tylko żoną swego męża, lecz samodzielnym politykiem, a pierwowzór Tomasza Lisa Silvio Berlusconi (nie w sensie poglądów, lecz środowiska, z którego się wywodzi) &#8211; jest właścicielem imperium medialnego, a nie medialnym celebrytem, bardzo bogatym człowiekiem, który miał po swojej stronie wnuczkę Mussoliniego i pozostałości elit postfaszystowskich zanim jeszcze zdecydował się utworzyć partię Forza Italia. Losy Stana Tymińskiego, a później partii Leppera i Giertycha wskazują, że nie tylko, że scena polityczna się profesjonalizuje, ale też, że elektorat bardzo dojrzał w stosunku do początków lat 90-tych, kiedy oszołomieni ludzie zachłystywali się kapitalizmem i wolnością. Wszędzie na świecie przedstawiciele Czwartej Władzy poprawiają sobie humor samouwznioślając się i przerysowując własne znaczenie, ale w Polsce to jakby poszło dalej, niż gdzie indziej, u ludzi skądinąd niegłupich. Czemu?</p>
<p>Można spekulować, że być może owo specyficznie polskie zakłócenie percepcji środowiska dziennikarskiego wynika z zauroczenia pozycją, jaką przez wiele lat zajmował na polskiej scenie Adam Michnik &#8211; aktualnie dziennikarz. Rzeczywiście przez wiele lat niezwykle potężny i wpływowy, zdolny nie tylko otwierać i zamykać dyskusje, ale też mieć realny wpływ na wydarzenia polityczne z pierwszych stron gazet. Ludziom starającym się przebić przez wytworzony przez niego cień, nastawionym konkurencyjnie, mogło się w gruncie rzeczy podobać, że pracują w tym samym zawodzie; a w miarę upływu czasu coraz chętniej mogli zapominać, że polityczna potęga Michnika nie wynika ani z tego, że jest dziennikarzem, ani nawet z tego, że ma swoją gazetę. Dałby sobie radę i bez niej &#8211; choć to brzmi jak herezja w uszach zarówno przeciwników, jak i miłośników Gazety Wyborczej, to Michnik pisywał i pisuje stosunkowo rzadko. Każdy jego tekst każda redakcja by wzięła z pocałowaniem ręki &#8211; ze względu na własny, finansowy interes. Być może dlatego swego czasu odmówił wzięcia akcji Agory &#8211; nie potrzebował ich, to oni potrzebowali jego. Podobnie jego ogromna intuicja polityczna, wyrażająca się w umiejętności obracania sytuacji na swoją korzyść, przecież przez tyle lat skuteczna, nie wynikała ani z umiejętności pisania, ani z bycia dziennikarzem. Michnik jest przede wszystkim bardzo doświadczonym, politycznym i salonowym praktykiem, który od czasu do czasu sam pisze. Być może michnikowska potęga zafunkcjonowała po pewnym czasie jako potencjalna, a dla niektórych realna, zdolność całego środowiska dziennikarskiego.</p>
<p>2. W Polsce po 1989 roku rozwinęło się (poza nielicznymi wyjątkami dziennikarstwa informacyjnego) głownie dziennikarstwo takie samo, jak wszędzie indziej w społeczeństwach demokratycznych, które ktoś kiedyś nazwał dziennikarstwem diskdżokejowym: dziennikarze za swoje główne zadanie uważają zabawianie publiczności, czemu podporządkowują informację, komentarze do niej i pamięć, że krew musi być na pierwszej stronie; ale kto czytuje czołówkę diskdżokei z NYT lub The Washington Post, ten widzi, że nie napiszą artykułu bez kilku telefonów do rozmaitych specjalistów i starannego przywołania ich opinii w tekście dla podparcia własnej. Takie zjawisko jest w Polsce absolutną rzadkością. Tu wszyscy pisują z wyżyn własnego geniuszu, samouwielbienia i bez jakichkolwiek konsultacji z uczelnianym gminem. Ale elokwencja rzadko kiedy wystarcza, by zakryć pustkę. Dlatego często kończy się tak, że porównanie politycznego publicysty skądinąd z Michnikiem wypada na korzyść Michnika, nawet, jeśli się ktoś z nim dogłębnie nie zgadza &#8211; bo dziennikarz Adam Michnik, nawet jeśli niczego z nikim nie uzgadnia, to bezustannie konsultuje się z wewnętrznym Michnikiem &#8211; doświadczonym graczem politycznym, a publicysta skądinąd, nawet jeśli ma w czymś rację, z chwilą, kiedy sobie nadmiernie zaufa, to może się konsultować co najwyżej z pustką we własnej głowie, zorientowaną na zgrabne pointy. W efekcie pisze dużo płycej, niż jego czy ją byłoby potencjalnie stać.</p>
<p>Dziennikarze, w tym publicyści, najczęściej bywają miernymi analitykami, zresztą, nie zdolności analityczne są potrzebne do uprawiania tego zawodu, tylko umiejętność zabawiania publiczności. Analitycy z kolei mają prawo być nudziarzami; ale pozostaną analitykami tylko wtedy, gdy będą szczerze wyrażać, co myślą, a nie to, co chce usłyszeć zleceniodawca. O tej bolesnej różnicy między dziennikarzem a analitykiem najlepiej się przekonał Krzysztof Leski, współzałożyciel Gazety Wyborczej, który trafił do Wikipedii za to, że mu Adam Michnik powiedział na pożegnanie: &#8222;Krzysiu, jeśli ty chcesz tu robić wolną gazetę, to po moim trupie&#8221;. Wyleciał na bruk dokładnie z powodów opisanych przez Swintona, a kto wie, może i w przewidzianym przez niego tempie? Z tych samych powodów swego czasu wyleciał z &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; Bronisław Wildstein &#8211; mimo wszelkich antylustracyjnych presji na ówczesnego redaktora naczelnego mogło chodzić nie o lustrację, a o to, że marionetka urwała się ze sznurka i usiłowała zakręcić swoim właścicielem. A wolność marionetki kończy się w momencie, gdy wybierze swego pracodawcę.</p>
<p>3. Larry King, diskdżokej telewizyjnej publicystyki, cieszy się popularnością nie dlatego, że wykorzystuje swych gości do zademonstrowania telewidzom, jak bardzo jest piękny, mądry, sławny i potężny, lecz dlatego, że ze swego wycofania pomaga im zręcznymi pytaniami wydobyć z siebie to, co chcieliby powiedzieć i pomyśleć. Dlatego rozmówcy w jego programie mówią zazwyczaj coś, czego nigdzie indziej by nie powiedzieli. Ale Larry King byłby się obraził, gdyby ktoś go nazwał &#8222;dziennikarzem obiektywnym&#8221; w rozumieniu takim, jak to funkcjonuje w dzisiejszej Polsce.</p>
<p>Wypowiedź publicystyczna interpretuje i ocenia fakty z przyjętego przez autora punktu widzenia, celem jej jest zaś wpływ na opinię publiczną. Propaganda jest celowym działaniem zmierzającym do ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości lub jednostki, polegającym na perswazji intelektualnej i emocjonalnej, czasem z użyciem jednostronnych, etycznie niewłaściwych lub nawet całkowicie fałszywych argumentów. Gdy propaganda zmierza do upowszechnienia trwałych postaw społecznych, poprzez narzucenie lub zmuszenie odbiorców do przyjęcia określonych treści, wtedy stanowi jeden z elementów indoktrynacji. Indoktrynacja jest procesem korzystającym z propagandy celem wpojenia określonych ideologii, poglądów lub przekonań. Wyróżniającą cechą indoktrynacji jest pozbawianie wiedzy o kierunkach wręcz przeciwnych do promowanych (uproszczone definicje za Wikipedią). Trzecią, unikalną cechą polskiego współczesnego dziennikarstwa jest to, że mu się te trzy bardzo różne pojęcia kompletnie pomieszały.</p>
<p>Najważniejszym elementem definicji publicystyki jest sformułowanie &#8222;z przyjętego przez autora punktu widzenia&#8221;, które ją odróżnia od obu gorzej urodzonych sióstr, strojących się w szatki bezstronności i obiektywizmu. Larry King posiada swoje poglądy i jest do nich przywiązany. Czasem udaje się je w jego programie dostrzec. Człowiek zajmujący się publicystyką polityczną z natury rzeczy musi sobie jakieś poglądy wyrobić, wyciągnąć jakieś wnioski z tego co widzi i słyszy, i jak każdy przedstawiciel polskiego elektoratu wiedzieć, jak zagłosowałby, na jaką partię i za jaką opcją polityczną. Obiektywizm jego czy jej dziennikarstwa nie polega na odgrywaniu bezpoglądowego chłopka &#8211; roztropka, unoszącego się swobodnie nad sceną i mrugającego oczkiem w dziele fraternizujacji z mu podobnymi, czy arbitralnego sędziego rozstrzygającego gdzie leży absolutna prawda, lecz na tym, że zaprasza publiczność, aby dojrzała to, co i on, z jego, specyficznego punktu widzenia; stara się ją przekonać do tego, by również ten punkt widzenia przyjęła, pozostawiając jej wolność decydowania o sobie. Najwięcej propagandy, indoktrynacji oraz ordynarnego kłamstwa jest tam, gdzie własny punkt widzenia sprzedaje się jako absolutną i jedyną prawdę. Tymczasem dyskusja rozpętana za czasów premierostwa Jarosława Kaczyńskiego postawiła wszystko na głowie: dziennikarze przyznający się, że posiadają poglądy, i z ich punktu widzenia piszą, byli natychmiast bici przez obóz przeciwny po głowach &#8211; jako funkcjonariusze znienawidzonego reżimu.</p>
<p>Po upadku rządu Jarosława Kaczyńskiego przez Gazetę Wyborczą przetoczyła się fala ekstazy i samozadowolenia, a przez teksty jej przeciwników &#8211; fala oskarżeń wypływających z głębokiego przekonania, że do upadku rządu Jarosława Kaczyńskiego przyczynił się czarny pijar i manipulacja &#8222;Wyborczej&#8221;. Tylko czy publicyści Wyborczej rzeczywiście mają tytuł do samozadowolenia, a jej przeciwnicy &#8211; oburzenia?</p>
<p>Jak to więc było? Czy istotnie to kampania Gazety Wyborczej obaliła rząd Jarosława Kaczyńskiego, czy coś zupełnie innego?</p>
<p><b>Józef Dajczgewand i Bogumiła Tyszkiewicz</b>  (Planeta Terra).</p>
<p><i>*John Swinton, za: Labor&#8217;s Untold Story, by Richard O. Boyer and Herbert M. Morais, published by United Electrical, Radio &#038; Machine Workers of America, NY, 1955/1979</i></p>
<p class="note"><b>Bogumiła Tyszkiewicz i Józef Dajczgewand. Autorzy prowadzą interesujący blog <b>Planeta Terra</b>. &#8222;Współgospodarzami tego bloga są Józef Dajczgewand- legenda Marca 68 oraz Bogumiła Tyszkiewicz, onegdaj uczestniczka Pomarańczowej Alternatywy. Pisujemy wspólnie nie tylko tutaj.&#8221; Publikują również na portalu <b>Salon24.pl</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/publicystyka-propaganda-indoktrynacja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Trudna lokalność</title>
		<link>https://koszalin7.pl/trudna-lokalno/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/trudna-lokalno/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 30 Jan 2010 18:51:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/01/30/trudna-lokalno/</guid>

					<description><![CDATA[O &#8222;ciężkim chlebie&#8221; lokalnego dziennikarza, którego codziennością jest mazurska prowincja, o trudnościach związanych z wydawaniem lokalnej gazety, o blaskach i]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-83" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/01/typewriter.jpg" border="0" alt="Wolne słowo" title="Wolne słowo" align="left" width="244" height="200" />O &#8222;ciężkim chlebie&#8221; lokalnego dziennikarza, którego codziennością jest mazurska prowincja, <span id="more-87"></span>  o trudnościach związanych z wydawaniem lokalnej gazety, o blaskach i cieniach zawodu dziennikarza oraz trudnych wyborach, z Wojciechem Serafińskim, redaktorem naczelnym i wydawcą &#8222;Panoramy Mazurskiej&#8221;, jednej z nielicznych niezależnych gazet lokalnych w Polsce rozmawia Katarzyna Enerlich</p>
<p><b>Katarzyna Enerlich: Prasa lokalna przeżywa wyraźny regres. Pan, mimo trudności na rynku, nadal utrzymuje swój niezależny tytuł. Jak się to udaje? Czy często nie przypomina to pracy niemalże dla idei?</b></p>
<p><b>Wojciech Serafiński:</b> Robienie gazety lokalnej &#8211; to czysta idea. W większości gazety lokalne utrzymują się wyłącznie dzięki dochodom z innych źródeł, najczęściej z różnych wydawnictw. Tak jest i w przypadku <i>Panoramy Mazurskiej</i>. Utrzymanie gazety lokalnej jest trudne nie tylko z przyczyn finansowych, ale przede wszystkim osobowych. Tu pracuje się dla idei, a wynagrodzenie za teksty są raczej symboliczne.</p>
<p><b>Czy gdyby Pan musiał wybrać jeszcze raz &#8211; uruchomiłby Pan swój własny tytuł?</b></p>
<p>Na pewno nie. Tylko moja rodzina wie, jak lokalna gazeta wpłynęła na nasze życie. Wręcz zdominowała je. Także dlatego, że lokalne społeczności wciąż nie potrafią odnaleźć się w nowej, demokratycznej rzeczywistości i z przyzwyczajenia, zamiast kupować gazetę lokalną, w większości nadal, jak za czasów socjalizmu &#8211; sięgają po dzienniki ogólnopolskie i wojewódzkie. To, co lokalne, wciąż nie ma siły przebicia. Zresztą najlepiej to widać w polityce. I ostatni powód &#8211; pisanie prawdy w lokalnej gazecie, to niejako wyrok na samego siebie w środowisku. Prawda w naszym kraju wciąż jest niepopularna i przysparza wielu wrogów. W gazecie lokalnej nie da się pisać ogólnikowo i układnie. Bez szczegółów i konkretów gazeta lokalna nie ma racji bytu. A prawda, często jest bolesna. Dlatego robienie gazety jest naprawdę ciężkim kawałkiem chleba, wymagającym ogromnego samozaparcia i determinacji w tym, co robimy.</p>
<p><b>Na jakie trudności napotykał Pan w swojej pracy, zwłaszcza na początku prowadzenia gazety? Czy świadomość demokratycznej wolności była taka sama, jak współcześnie?</b></p>
<p>Przede wszystkim na arogancję władzy i niezrozumienie tego, czym jest wolna prasa i co niesie demokracja. Zdobycie jakiejkolwiek informacji było prawdziwym koszmarem. Urzędnicy zasłaniali się czym mogli, by tylko nie udzielić informacji. Najczęściej oczywiście tajemnicą. Stąd często korzystali z &#8222;usług&#8221; Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale przecież nie tędy droga. Zanim wydany został wyrok, mijał i rok, stąd wiele informacji po prostu dezaktualizowało się.<br />  Najgorsze w tamtych czasach (mówię o przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych) było to, że ludzie, którzy na solidarnościowych sztandarach nieśli hasła wolności, demokracji i prawa &#8211; byli najbardziej zatwardziałymi kontynuatorami niechlubnych metod stosownych w Polsce Ludowej. Oni naprawdę nie mieli pojęcia o tym, czy jest wolność. Dziś jest zdecydowanie inaczej. Władze o wiele bardziej liczą się z mediami, łatwiej też uzyskuje się informacje od czytelników. Jeszcze 10 lat bali się prasie lokalnej powiedzieć cokolwiek. Dziś sami przychodzą ze skargą na władze i ze swoim problemami, gdyż lokalna gazeta jest często dla nich ostatnią deską ratunku.</p>
<p><b>Pisał Pan na swoich łamach o jawności finansów publicznych, co nie podobało się władzy lokalnej. Na jakie trudności przy tej okazji Pan napotykał?</b></p>
<p>Wszelkie informacje dot. gospodarki samorządów były na początku skrzętnie ukrywane, zwłaszcza zarobki lokalnych prominentów. Podawano mi często ogólne kwoty z budżetu, w sytuacji, gdy ja domagałem się konkretnych, szczegółowych informacji. I tu zasłaniano się najczęściej tajemnicą i dobrami osobistymi. Przełamanie tego oporu nastąpiło po wyroku NSA w 1993 roku ze skargi naszej redakcji, który otworzył wszystkim dziennikarzom w Polsce drogę do informacji o zarobkach urzędników.</p>
<p><b>Czy trudno jest być lokalnym dziennikarzem? Nie jest Pan anonimowy, narażony jest Pan na ciągłą obserwację itp.</b></p>
<p>Niezwykle ciężko, gdyż gazeta lokalna musi pisać o konkretach. Napisze się o kimś źle &#8211; obrazi się zainteresowany, jego rodzina i masę znajomych. Napisze się dobrze &#8211; jest podobnie &#8211; obrazi się adwersarz tego, o którym dobrze napisano. Polska paranoja połączona z poplątaniem, przy naprawdę ogromnej nietolerancji dla poglądów i ocen innych ludzi.</p>
<p><b>Na czym, Pana zdaniem, polega profesjonalizm dziennikarski i etyka dziennikarska?</b></p>
<p>Profesjonalizm &#8211; z pewnością na umiejętności weryfikowaniu faktów i podchodzenia do wszystkich informacji z odpowiednią rezerwą. Nie wszystko, co nam się serwuje jest prawdziwe i obiektywne. Stąd musimy umieć weryfikować informacje, potwierdzać ich autentyczność i starać się zawsze zachować obiektywizm. Etyka &#8211; to przede wszystkim rzetelne pisanie prawdy, przy poszanowaniu wszelkich norm etyczno-moralnych. Choć wiem, że niekiedy jest to niezwykle trudne.</p>
<p><b>Kiedy można powiedzieć, że dziennikarz jest doświadczony?</b></p>
<p>Nigdy. Uczymy się i popełniamy błędy przez całe życie. Jeden dziennikarz jest bardziej doświadczony od drugiego, ale moim zdaniem na pewno nie ma tu znaczenia wiek. Znam młodych dziennikarzy, którzy są bardziej doświadczeni od tych, którzy są nimi już 20, 30, a nawet 40 lat. Doświadczenie z pewnością wynika bardziej z naszej wewnętrznej dojrzałości, niż z naszego wieku. Nie zawsze idzie to z sobą w parze. Na pewno pomaga w osiągnięciu dojrzałości bogaty warsztat i to coś, co drzemie w nas samych &#8211; dar do przekazywania innym informacji. Nie każdy go posiada.</p>
<p><b>Katarzyna Enerlich</b><br /><small>wywiad opublikowany na stronach portalu www.epr.pl</small></p>
<p class="note"><b>Katarzyna Enerlich</b> &#8211; dziennikarka prasowa i radiowa, absolwentka Studium Dziennikarskiego, przed obroną pracy licencjackiej (Wyższa Szkoła Dziennikarska im. M. Wańkowicza) na temat znaczenia prasy lokalnej. Laureatka nagród dla dziennikarzy lokalnycxh i obywatelskich. Publikuje w &#8222;Samorządzie Europejskim&#8221;, &#8222;Administratorze&#8221;, współpracuje z Radiem Olsztyn.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/trudna-lokalno/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dziennikarz pod naszym niebem</title>
		<link>https://koszalin7.pl/dziennikarz-pod-naszym-niebem/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/dziennikarz-pod-naszym-niebem/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 30 Jan 2010 18:35:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/01/30/dziennikarz-pod-naszym-niebem/</guid>

					<description><![CDATA[Kiedy przed dziesięcioma laty wpisałam w internetową przeglądarkę hasło: &#8222;prasa lokalna&#8221;, wyświetliło się śmiesznie mało informacji, a żadna z nich]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-85" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/01/journalist_01.jpg" border="0" alt="Dziennikarz lokalny" title="Dziennikarz lokalny" align="left" width="300" height="200" />Kiedy przed dziesięcioma laty wpisałam w internetową przeglądarkę hasło: &#8222;prasa lokalna&#8221;, <span id="more-86"></span>  wyświetliło się śmiesznie mało informacji, a żadna z nich nie była na tyle precyzyjna i szczegółowa, by mogła stać się przedmiotem dalszych badań.<br />Moją wiedzę w tej dziedzinie wyniosłam raczej z bezpośrednich spotkań z prasoznawcami, jak choćby z dr Włodzimierzem Chorązkim z Ośrodka Badań Prasoznawczych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, wybitnym znawcą lokalnych problemów lokalnej prasy, oraz z Feliksem Walichnowskim z Olsztyna, niezwykle dokładnym badaczu relacji na płaszczyźnie media &#8211; polityka &#8211; społeczeństwo, potrafiącym z z relacji tych trojga wyciągać daleko idące wnioski. Teraz nie mam żadnych wątpliwości &#8211; dziś to dziedzina spenetrowana przez badaczy dość dokładnie.</p>
<h3>Media na zmiany</h3>
<p>Polska prasa była niczym Nike z Samotraki Marii Jasnorzewskiej: Choć zabita, lecz biegniesz z zapałem jednakim, Wyciągając odcięte ramiona, a ów powszechny &#8222;nikeanizm&#8221; zakończył się wraz z powstaniem współczesnych gazet &#8211; tabloidów, których zalew to tylko odpowiedź na nasze czytelnicze predyspozycje &#8211; maksimum obrazu, minimum treści. Medialny tabloid to znak naszych czasów, przy tym nie najlepsze chyba o nas świadectwo &#8211; jako czytelnikach. Świadectwo owo pokrywa się ze wskazówkami, dawanymi w redakcjach wspólczesnych gazet: piszemy do czytelnika prostym językiem, zrozumiałym nawet dla kury domowej. Wyjaśniamy wszystkie słowa.</p>
<p>Niewątpliwie najważniejszą datą w całej historii polskich mediów jest moment, kiedy media stają się wolne. To rok 1991 &#8211; dla dziennikarzy magiczna data &#8211; zniesienie cenzury. Zwłaszcza dziennikarzy lokalnych, bo dla nich to właściwie był moment powstania. Któż wcześniej słyszał o tym, że w małym miasteczku może istnieć gazeta w pełnym tego słowa znaczeniu? Chyba że z książek, filmów, ale na pewno nie z autopsji&#8230; Tymczasem po tej magicznej dacie jak grzyby po deszczu powstają lokalne gazety, które chcą wiedzieć coraz więcej i więcej, zwłaszcza&#8230; o samorządowcach, czyli o lokalnej władzy.</p>
<h3>Być stąd</h3>
<p>Media lokalne doceniły wówczas zwykłego szarego obywatela i urzędnika, ważne sprawy pozostawiając mediom ogólnopolskim. Cieszy to bohaterów lokalnych reportaży, artykułów, relacji, ich rodziny i znajomych. Kupują gazetę, bo na zdjęciu jest ich syn, jako zwycięzca szkolnego konkursu szachowego. Bo oto z inicjatywy mieszkańców bloku nr 37 na osiedlu władze zbudowały drogę dojazdową.</p>
<p>Czy media ogólnopolskie zainteresowałby się wcześniej tymi zwycięstwami? Na pewno nie &#8211; a tymczasem lokalna gazeta bierze wszystko &#8222;na pniu&#8221;. Temu urokowi poddają się od tego momentu wszyscy &#8211; mieszkańcy miast i wiosek oraz &#8211; uwaga! &#8211; pracownicy samorządowi, widząc w tym polityczną przyszłość dla siebie i sposób na promocję. Choćby dla wygranych wyborów, lecz nie tylko&#8230; Oto początki marketingu politycznego kreowanego przez media lokalne.</p>
<h3>Tak dla wspólnej korzyści&#8230;</h3>
<p>Dziś wzajemne korelacje między instytucjami a mediami to przede wszystkim wypracowana w czasie strategia. Podobne poglądy głosił już ponad 130 lat temu Charles Alexis de Tocqueville, wybitny francuski politolog. I dodawał: Najniebezpieczniejszy dla złego rządu jest zazwyczaj ten moment, kiedy zaczyna się on reformować. Uważał on, że w społeczeństwie, w którym brakuje silnych instytucji lokalnych, despotyczne (monopolistyczne!) tendencje prędzej czy później wezmą górę, nawet jeśli rząd pochodzi z wolnych wyborów.</p>
<p>Wprawdzie Tocqueville miał na myśli Francję drugiej połowy dziewiętnastego wieku, słowa te jednak dobrze obrazują obecną sytuację w Polsce. Bo czyż nie obserwujemy rekonkwisty centralizmu władzy w Polsce? Prosty przykład &#8211; powstanie Narodowego Funduszu Zdrowia na bazie dotychczasowych Kas Chorych niech będzie przykładem takich tendencji. Czy podobne obserwujemy w mediach? Tak. To tendencje centralizacji w aspekcie wykupu polskiej prasy przez zachodnie koncerny prasowe.</p>
<p>&#8222;Prasa musi mieć swobodę mówienia wszystkiego, by niektórzy ludzie nie mieli swobody robienia wszystkiego&#8221; &#8211; twierdzi Louis Terrenoire, francuski dziennikarz i polityk. Ta wielka prawda przyświeca działaniom dziennikarzy. Ci lokalni są bardziej niebezpieczni. Jak bowiem powiedział mój zaprzyjaźniony samorządowiec: &#8222;Dziennikarze lokalni wyciągną z człowieka wszystko &#8211; ile zarabiam, ile mam mieszkań i jaki samochód, a potem sąsiedzi patrzą się na mnie podejrzliwie&#8221;.<br />Tak, bo zarówno on, jak i dziennikarz go opisujący nie są w lokalnym społeczeństwie anonimowi. To ludzie rozpoznawani w sklepie z warzywami, na ulicy, ludzie wiedzą, że do nich trzeba zwrócić się o pomoc. I ci ludzie muszą pomóc &#8211; społeczeństwo nie znosi sprzeciwu i bezradności! A jeśli dodać do tego uzyskaną wolność słowa, która na dodatek zapewnia prawo, powstaje zaiste mieszanka wybuchowa!</p>
<h3>Informacja przede wszystkim</h3>
<p>Dziś przed lokalnymi mediami pojawia się oto postulat przekazania rzetelnej, sprawdzonej informacji, jak choćby o zasobach finansowych wspomnianego samorządowca czy też zamysłach inwestycyjnych danej gminy. Dziennikarze muszą &#8222;trzymać rękę na pulsie&#8221; w dziedzinie publicznych wydatków, jawności finansowej w samorządach czy też kolejnych inwestycji. Nie tylko. Oto pojawia się rzesza obywateli, skupionych wokół obywatelskich inicjatyw &#8211; tych też należy wesprzeć i, jeśli istnieje taka potrzeba, skonsultować z samorządem. Oto trzeba opisać jakąś kulturalną działalność gminnego domu kultury, a najlepiej &#8211; pozyskać sponsorów na działalność upadającej pracowni tkackiej!</p>
<p>Przed uzyskaniem przez prasę wolności takie działania nie były zwyczajowe. Wolność przyniosła prasie przede wszystkim wiele kompetencji i&#8230; powinności. I od tego nie sposób się lokalnym mediom &#8222;wykręcić&#8221;. Jeśli oczywiście mają ambicje bycia obywatelskimi.</p>
<p>Amerykanie, którzy są niewątpliwie twórcami społeczeństwa obywatelskiego, zgodnie twierdzą: dziennikarstwo obywatelskie jest wszędzie tam, gdzie społeczeństwo jest apatyczne i niezdolne do działań. Tam więc, gdzie panuje marazm, pojawia się inicjatywa. Wraz z inicjatywą pojawia się pojęcie misji. Dziennikarz stopniowo przestaje być jedynie dziennikarzem, opisującym zdarzenia. Ma do wypełnienia szczególne zadanie, będąc niemalże społecznym pomazańcem, zwłaszcza w relacjach obywatel &#8211; samorząd. Jak uważa Jacek Saryusz-Wolski, rodzimy specjalista od dziennikarstwa obywatelskiego, redakcje obywatelskie opisują rzeczywistość, lecz nie poprzestają na krytycznej rejestracji faktów.</p>
<p>Pracując w lokalnych redakcjach nie raz miałam okazję i możliwość uczestniczenia w różnego typu lokalnych inicjatywach, które wcale nie zaczęły się z inicjatywy redakcji. To lokalne społeczeństwo, w którym funkcjonowałam, samo powodowało owe przemiany i nowe dążenia, argumentując je obawami o swoją przyszłość. Nieważne, czy była to obrona przez prywatyzacją samorządowego przedszkola, likwidacją gminnej szkoły w Grabowie czy zwołanie komitetu budowy wodociągu w Marcinkowie. To ludzie sami, świadomi swej siły i możliwości współdecydowania, stanęli na straży swoich potrzeb. Uczestniczyłam w tych zmaganiach nie raz i to dało mi przekonanie o wielkiej sile aktywności tamtych społeczności lokalnych. Nie zawsze starania inicjatywne zakończone były sukcesem. Zapisały się jednak w kartach lokalnej historii. A to lepsze od całkowitego &#8222;nieistnienia&#8221;.</p>
<p><b>Katarzyna Enerlich</b></p>
<p class="note"><b>Katarzyna Enerlich</b> &#8211; dziennikarka prasowa i radiowa, absolwentka Studium Dziennikarskiego, przed obroną pracy licencjackiej (Wyższa Szkoła Dziennikarska im. M. Wańkowicza) na temat znaczenia prasy lokalnej. Laureatka nagród dla dziennikarzy lokalnycxh i obywatelskich. Publikuje w &#8222;Samorządzie Europejskim&#8221;, &#8222;Administratorze&#8221;, współpracuje z Radiem Olsztyn.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/dziennikarz-pod-naszym-niebem/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Szanse i zagrożenia dla dziennikarzy prasy lokalnej</title>
		<link>https://koszalin7.pl/szanse-i-zagroenia-dla-dziennikarzy-prasy-lokalnej/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/szanse-i-zagroenia-dla-dziennikarzy-prasy-lokalnej/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 30 Jan 2010 18:16:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność słowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/01/30/szanse-i-zagroenia-dla-dziennikarzy-prasy-lokalnej/</guid>

					<description><![CDATA[W październiku 2005 roku w Czudcu koło Rzeszowa odbyła się konferencja &#8222;Między odpowiedzialnością a sensacją. Dziennikarstwo na przełomie wieków w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-83" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/01/typewriter.jpg" border="0" alt="Wolne słowo" title="Wolne słowo" align="left" width="244" height="200" />W październiku 2005 roku w Czudcu koło Rzeszowa odbyła się konferencja <span id="more-84"></span>  &#8222;Między odpowiedzialnością a sensacją. Dziennikarstwo na przełomie wieków w Polsce &#8211; prasa, radio, telewizja, Internet, edukacja&#8221;. W trakcie konferencji dr Lidia Pokrzycka przedstawiła wyniki badań ankietowych przeprowadzonych na przełomie lipca i sierpnia 2005 roku wśród 50 dziennikarzy regionalnych mediów w województwie lubelskim.</div>
<p>  </p>
<p>Badania dotyczyły m.in. statusu zawodowego, możliwości rozpowszechniania rzetelnych informacji bez konsekwencji, a także form ograniczania wolności dziennikarskiej. Wyniki badań omówiła również w periodyku Uniwersytetu Ohio &#8211; <i>Web Journal of Mass Communication Research</i> (2006), w artykule <i>Analysis of Risks and Opportunities in Journalism in Poland: The Example of the Lublin Region</i>. Polskim czytelnikom przybliża ten artykuł portal internetowy <b>reporterzy.info</b></p>
<p>Ciekawe są wyniki ankiet dotyczących prestiżu zawodu. Zaledwie 10 procent uważa, że status zawodu jest wysoki, aż 90 proc. odpowiedziało natomiast, że jest on średni lub stale maleje. Urzędy i instytucje coraz mniej liczą się z dziennikarzami, szefowie firm odsyłają ich do rzeczników prasowych, którzy &#8211; bywa i tak &#8211; też nie mają dla dziennikarza czasu. <i>Do głównych przyczyn spadku statusu zawodowego</i> &#8211; pisze dr L. Pokrzycka &#8211; <i>zaliczają to, że media dają się, w dość prymitywny sposób, manipulować siłom z zewnątrz. Chodzi przede wszystkim o pieniądze, chęć utrzymania się na rynku za wszelką cenę i walkę o wąski tort reklamowy</i>. Nie zawsze też samo środowisko dziennikarskie potrafi zachować wysokie standardy merytoryczne i moralne. <i>Dziennikarstwo dla wielu stało się odskocznią. Dzięki niemu można znaleźć dobrze płatną pracę, rozwinąć działalność gospodarczą itp.</i> Coraz częściej do zawodu trafiają osoby przypadkowe, które uważają, że samo ukończenie studiów dziennikarskich wystarczy do tego, żeby zostać dziennikarzem.</p>
<p>Smutnych wniosków dostarczają odpowiedzi na pytania dotyczące niezależności dziennikarskiej. Aż 87 proc. ankietowanych, na pytanie dotyczące możliwości nieograniczonego rozpowszechniania rzetelnej informacji bez żadnych konsekwencji, odpowiedziało, że takich możliwości nie ma. Pozostali uważają, że takie możliwości istnieją, ale pod warunkiem właściwej postawy naczelnego redaktora lub wydawcy. Za podawanie rzetelnych informacji mogą spotkać dziennikarzy różne nieprzyjemności &#8211; są krytykowani przez osoby publiczne, stosuje się wobec nich blokadę informacyjną, zdarzają się groźby pod ich adresem. Znacznie groźniej brzmi jednak inny wniosek zapisany przez autorkę badań: <i>Często też rzetelne informacje nie są dopuszczane do wiadomości publicznej, bo taka jest polityka danej redakcji.</i> Lub taki wniosek: <i>Dziennikarze często piszą, że lokalny rynek medialny, przy niskim czytelnictwie prasy jest uzależniony od reklamodawców i sponsorów, a ciężka sytuacja finansowa redakcji wyklucza jakiekolwiek działania wbrew polityce wydawców. Jedna z dziennikarek stwierdziła, że na ogół ona i jej koledzy starają się rozpowszechniać rzetelne informacje. Jeśli jednak nie jest to zgodne z interesem partyjnego środowiska pracodawcy, wtedy konsekwencje mogą być bardzo różne &#8211; od upomnienia, po nagany służbowe, których uzasadnieniem jest&#8230; obraża najwyższych urzędników samorządowych</i>. Jedno z pytań ankiety dotyczyło ograniczania wolności dziennikarskiej. 80 procent ankietowanych przyznało, że cenzura wewnątrzredakcyjna jest bardzo częsta, aż 75 proc. przyznało się do autocenzury. <i>Dziennikarze piszą przy tym, że są tematy i problemy (niekiedy ważne i &#8222;nośne&#8221;), których podjęcie i publikacja na łamach prasy lokalnej byłaby bardzo ryzykowna, a także groziłaby poważnymi konsekwencjami zarówno autorowi, jak i redaktorowi naczelnemu.</i></p>
<p>Kolejna grupa pytań dotyczyła wydawców reprezentujących kapitał zagraniczny Według dziennikarzy oznacza to zarówno szansę, jak i zagrożenie. <i>Wszystko zależy od tego jak wydawca podchodzi do etyki dziennikarskiej i swobody wypowiedzi, czy zależy mu na rozwoju gazety czy tylko zyskach.</i> Wśród wad wymieniane jest podniesione ryzyko utraty pracy oraz mniejsze zarobki. Wśród zalet &#8211; dobre projekty redakcyjne, szkolenia i nowoczesne metody zarządzania.</p>
<p>Ciekawe są końcowe wnioski badań dr Lidii Pokrzyckiej. <i>Ogólne wnioski z przeprowadzonych ankiet, które przeprowadzam systematycznie od 2002 roku (początkowo na próbie 100, a następnie 50 dziennikarzy lubelskich mediów), są bardzo pesymistyczne. Wymóg bezwzględnej dyspozycyjności, coraz niższe wynagrodzenia deprecjonują zawód dziennikarza w całej Polsce. O ważnych sprawach można pisać bez ograniczeń, jeżeli dziennikarz cieszy się poparciem redaktora naczelnego, czy wydawcy. Status dziennikarza spada, co należy łączyć z coraz słabszym rynkiem czytelniczym i reklamowym.</i> (&#8230;) <i>Media lokalne są znacznie bardziej narażone na naciski polityczne i mają skłonności do ulegania.</i></p>
<p>Opracowanie: <b>(red)</b></p>
<p>Koszalin, 10 września 2007</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/szanse-i-zagroenia-dla-dziennikarzy-prasy-lokalnej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
