<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Polska-Europa &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/obywatel/polska-europa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Sat, 26 Feb 2022 15:59:52 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>Ukraina – epicentrum międzynarodowej rywalizacji</title>
		<link>https://koszalin7.pl/ukraina-epicentrum-midzynarodowej-rywalizacji/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/ukraina-epicentrum-midzynarodowej-rywalizacji/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 01 Nov 2014 21:54:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/11/01/ukraina-epicentrum-midzynarodowej-rywalizacji/</guid>

					<description><![CDATA[Energetyka jest strategiczną dziedziną gospodarki Ukrainy. Po radzieckim okresie świetności ukraińska gospodarka stała się jedną z najbardziej energochłonnych na świecie.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Energetyka jest strategiczną dziedziną gospodarki Ukrainy. Po radzieckim okresie świetności ukraińska gospodarka stała się jedną z najbardziej energochłonnych na świecie. Ze względu na konflikty gazowe z sąsiadem i nowo utworzone oraz planowane projekty gazociągowe, Ukraina traci bezpowrotnie swoje tranzytowe atuty. <span id="more-1865"></span> Polityczną i ekonomiczną sytuację kraju komplikuje zaangażowanie międzynarodowych aktorów, których interesy nie pozwalają na rozwiązanie bez ich udziału lokalnych problemów.</p>
<h2>Kolorowa rewolucja u naszych granic</h2>
<p>Na początku 2014 r. doszło na Ukrainie do przewrotu politycznego. Widzieliśmy – podobnie jak w wielu innych krajach – pokojowe demonstracje i manifestacje, potem ataki na budynki instytucji państwowych i ich okupowanie, starcia z siłami „reżimu”, prowokacje, niezidentyfikowanych snajperów strzelających do tłumu, śmierć ludzi na ulicach, paraliż organów władzy, uciekającego prezydenta, a potem głosowania, referenda, uznawane przez jedną, nie uznawane przez drugą stronę konfliktu. Wszystko to dzieje się w kraju, który powstał w 1991 roku dziedzicząc po Związku Radzieckim podobnie kruchą konstrukcję jak kraje Bliskiego Wschodu czy Afryki, gdzie sztuczne granice oraz podziały etniczne były i są ciągłym źródłem wyniszczających konfliktów politycznych, przewrotów wojskowych, krwawych walk wewnętrznych i wojen domowych.. I choć Ukraina leży w Europie, więc takie scenariusze wydają się mniej prawdopodobne, to jednak na wschodnich rubieżach tego kraju mamy do czynienia z wojną domową, w której codziennie giną ludzie.</p>
<p>W konflikty wewnętrzne zawsze włączają się siły zewnętrzne. Zimną grę zaangażowanych mocarstw, podgrzewających konflikty, dobrze zilustruje porównanie Ukrainy i Syrii. Rząd Al-Asada jest popierany przez Rosję, zbrojna opozycja przez Stany Zjednoczone. Na Ukrainie rząd Janukowycza popierała Rosja, podczas gdy Stany wspierały proeuropejską opozycję. Później role się odwróciły: po przewrocie Moskwa popierała opozycję, także zbrojną, a Waszyngton – nowy rząd, utworzony przez byłą opozycję, choć jego legalność była wątpliwa. Wyborów w Syrii USA nie uznają, natomiast wybory z 25 maja na Ukrainie są według Departamentu Stanu legalne a wyłoniona w nich władza – prawowita. Tak w Syrii, jak i na Ukrainie bliscy sąsiedzi angażują się po jednej ze stron konfliktu. Arabia Saudyjska dostarcza broń rebeliantom syryjskim, zaś Polska opowiada się po stronie sił umownie nazywanych „Majdanem”, wspierając je politycznie, dyplomatycznie i propagandowo. Mocarstwa zasilają strony konfliktu w broń, oficjalnie lub po cichu. Od takiego lustrzanego odwrócenia sytuacji dwóch tych samych stron konfliktu – Stanów Zjednoczonych i Rosji, każdemu wyznawcy wartości i zasad w polityce powinno zakręcić się w głowie.</p>
<p>Ważna rolę odgrywają media głównego nurtu zamieniające się w takich kryzysowych momentach w maszyny propagandowe, mające dostarczać słusznego, czarno-białego obrazu konfliktu, integrować społeczeństwo wokół rządzących, którzy walczą z zewnętrznym wrogiem i dyskredytować osoby, które reprezentują inny pogląd na temat przedstawianych wydarzeń. I dzieje się tak nie tylko na Ukrainie i nie tylko w Rosji, lecz także w Polsce, a nawet w Stanach Zjednoczonych.</p>
<p>Demokracja i prawa człowieka to piękne hasła, jednak widok skutków instrumentalnego odwoływania się do nich przeraża. Wystarczy spojrzeć na rzeczywistość Libii, Syrii, Iraku, Egiptu czy Afganistanu. Szlachetne wartości prowadzą do wieloletniej anarchii, walk zbrojnych, śmierci dziesiątek tysięcy ludzi. Beznamiętnie określa się to jako „strefę niestabilności”, i właśnie taka strefa może powstać za naszą wschodnią granicą.</p>
<h2>Geopolityka</h2>
<p>Istotą konfliktu na Ukrainie jest globalna geopolityczna konkurencja mocarstw. Nie możemy o niej zapominać, bez niej nie zrozumiemy ani wydarzeń politycznych, ani spraw energetycznych. Wagę Ukrainy dla nowego światowego układu po Zimnej Wojnie dobrze ujął Zbigniew Brzeziński pisząc w „Globalnej szachownicy”, że jego</p>
<p class="citate">znaczenie nie wynika z potęgi czy ambicji, lecz raczej z ważnego położenia geograficznego i skutków jego potencjalnej niestabilności dla zachowań graczy geostrategicznych. (…) Bez Ukrainy Rosja przestaje być imperium euroazjatyckim (…), jeżeli jednak Moskwa ponownie zdobędzie władzę nad Ukrainą, wraz z 52 milionami obywateli, ogromnymi bogactwami naturalnymi i dostępem do Morza Czarnego, automatycznie odzyska możliwość stania się potężnym imperium, spinającym Europę i Azję.</p>
<p>Właśnie ze względu na swoje strategiczne położenie Ukraina stała się przedmiotem starcia wielkich światowych graczy. Z jednej strony Stany Zjednoczone, które włączając do NATO nowe państwa na wschodzie, obejmowały swoimi planami także Kijów. To dążenie Waszyngtonu do osłabienia Rosji, było względnie bezpieczne dopóki NATO rozszerzano na Polskę i kraje centralnej Europy (przyłączenie w 1999 r), a nawet na tereny byłego ZSRR (państwa bałtyckie w 2004 r.). W tym czasie Kreml, osłabiony latami postsowieckiej smuty, nie miał realnych możliwości, aby przeciwstawić się tej ekspansji, i mógł tylko bezskutecznie powoływać się na ustalenia z Rejkiawiku i Malty, gdzie Amerykanie obiecywali, że nie dojdzie do rozszerzenie NATO.</p>
<p>Dzisiaj mamy całkowicie odmienną sytuację. Rosja to państwo coraz bardziej zintegrowane, prowadzone przez silnego przywódcę, bogate dochodami z ropy i gazu. Ale przede wszystkim posiadające potężne środki wpływu i nacisku na Ukrainie poprzez rosyjską ludność, powiązania gospodarcze oraz kulturę i język. Konflikt dotyczy bowiem dużej części ziem rdzennie rosyjskich. Ukraina nie mogła przez lata zdecydować się na kierunek strategicznych sojuszy – czy związać się z Rosją, czy z Zachodem – prowadziła politykę wielowektorową, próbując zachować równowagę między Europą, Ameryką i Rosją. Jednak taka polityka wymaga silnej, zintegrowanej władzy, lojalnych elit i potencjału państwowego. Żadnego z tych elementów Ukraina nie miała, tak więc dzisiaj gra kończy się dramatycznie dla kraju i jego mieszkańców.</p>
<p>Waszyngton w swojej strategii wobec Ukrainy musi zachowywać ostrożność ze względu na nuklearny potencjał Moskwy. Konflikt zbrojny na pełną skalę między mocarstwami jest trudny do wyobrażenia, chociaż wartość atomowego straszaka Rosji może zostać kiedyś osłabiona przez globalną tarczę antyrakietową. Wiemy jednak, że dzisiaj łatwiej i taniej zmieniać rządy środkami pozamilitarnymi, przygotowywanymi przez „soft power”.</p>
<h2>Oligarchia i polityka</h2>
<p>Ukraina jest przykładem źle rządzonego kraju i upadającej gospodarki, rozdrapywanej na kawałki przez połączone elity polityki i biznesu. Z tego powodu należy do państw o najniższej stopie życiowej w Europie. Wiele mówiący jest fakt, że o ile w 1989 r. Ukraina miała o 10% wyższe PKB na głowę mieszkańca niż Rosja, o tyle obecnie jest to zaledwie jedna trzecia poziomu rosyjskiego. Brak tradycji własnej państwowości, skorumpowane rządy, gospodarka rozparcelowana pomiędzy kliki i grupy interesów – wszystko to przez lata niszczyło kraj, drenowało z zasobów ludzkich (wielomilionowa emigracja), bogactw naturalnych czy środków finansowych. „Euromajdan” narodził się na tych mocno nadwyrężonych fundamentach i, niestety, jeszcze pogłębił słabość państwa ukraińskiego.</p>
<p>Klasa oligarchów powstała na uwłaszczonym majątku poradzieckim – przemyśle wschodniej i centralnej Ukrainy, na zasobach naturalnych kraju, potężnej branży gazowej. Były to ogromne pieniądze łatwe do szybkiego przetransferowania z przedsiębiorstw państwowych do prywatnych spółek, mocno powiązanych z politykami. Przenikanie się elit politycznych i prywatnego biznesu – stworzyło splątany węzeł zależności i korupcji. Potężne prywatne fortuny wyrosłe w sektorze nafty i gazu, błyskawiczne zmiany prezesów państwowego potentata Naftogazu, ich późniejsze losy często kończące się listami gończymi lub więzieniem – pokazują, że gaz to sedno korupcji naszych sąsiadów zza miedzy. Ostatnim przykładem jest oskarżenie i aresztowanie prezesa Naftogazu oraz oświadczenie premiera Jaceniuka, że w magazynach gazu zamiast 20 jest zaledwie 7 miliardów m3. Zniknął gaz o wartości pięciu miliardów dolarów, czyli tyle, ile Polska konsumuje w ciągu roku.</p>
<p>Symbolem oligarchicznego systemu gospodarczego Ukrainy może być historia Dymitra Firtasza, biznesmena o potężnych interesach w sektorze energetycznym, czwartego w rankingu najbogatszych obywateli tego kraju z majątkiem szacowanym na 3,3 miliarda dolarów. W 1993 r. zorganizował on import w barterze za żywność poprzez spółkę EuralTransGaz, importującą tani turkmeński gaz, ale oskarżaną o związki ze światem przestępczym. W 2004 r. stworzył z Gazpromem spółkę RosUkrEnergo, która miała tajemniczy akcjonariat, ale wg Władymira Putina powstała z inicjatywy ukraińskiego prezydenta Leonida Kuczmy. Spółka kupowała rosyjski i azjatycki gaz, transportując go także do Europy, a w czasie kryzysu gazowego 2006 r. umożliwiła tańsze dostawy (mieszając gaz z Rosji i Azji Centralnej). W ten sposób Dmitrij Firtasz zdobył część ukraińskiego rynku, przejmując go od państwowego Naftogazu. Dzięki tak mocnej pozycji przez kilka lat dostarczał on także gaz do Polski, zapewniając nam pseudo-dywersyfikację dostaw. Skończyła się ona tym, że RosUkrEnergo wspólnie z Gazpromem (właścicielem 50% akcji RosUkrEnergo) zaszantażowała polskiego importera nie odnowieniem kontraktu z PGNiG, wymuszając dużo wyższe ceny, które później tak mocno nam doskwierały. To jeden z najdroższych projektów dywersyfikacji, kosztujący nas dobre kilka miliardów dolarów.</p>
<p>Pani premier Tymoszenko była osobistym wrogiem Dymitra Firtasza, tak więc przy okazji kryzysu 2009 r. stracił on swój udział w imporcie gazu, a także rynek krajowy, przypadający mu na podstawie dość mętnych układów z Naftogazem. Rząd odebrał mu wtedy 11 miliardów m3 gazu, które jednak po wyroku sadowym musiał zwrócić. Porachunki między wrogimi politykami i oligarchami są kluczowym składnikiem ukraińskiej polityki, a ich wspólne interesy wyjaśniają nawet najtrudniejsze do zrozumienia decyzje władz. Firtasz swój geniusz do gazowych biznesów ujawnił jeszcze w 2012 r. gdy jego holding OstChem, wykorzystując wysokie ceny importowe Naftogazu, sprowadził ponad 20 miliardów m3 gazu, również rosyjskiego, ale znacznie tańszego.</p>
<p>Ta wzorcowa kariera wydaje zmierzać ku końcowi, gdyż interesami Dymitra Firtasza zajęło się amerykańskie FBI. Co ciekawe, oskarżenie nie dotyczy przestępstw wobec Ukrainy czy Stanów Zjednoczonych, ale łapówek dla urzędników rządu Indii wręczonych przy projekcie budowy kopalni tytanu. Jeśli ukraiński oligarcha nie skończy w amerykańskim więzieniu oskarżony o łapówkarstwo – jak zakończył swoją karierę biznesowy promotor Julii Tymoszenko i były premier Ukrainy Paweł Łazarenko – jego możliwości biznesowe zostaną co najmniej bardzo ograniczone. Dotyczy to również wielu innych oligarchów, którzy wiązali swe kariery i pieniądze z obaloną władzą, a na których polują dzisiaj ich konkurenci, razem ze służbami fiskalnymi wielu państw zachodnich.</p>
<h2>Energetyczna zapaść</h2>
<p>Energetyka jest strategiczną dziedziną gospodarki Ukrainy; w przeszłości była dumą radzieckiej republiki, kiedy to ZSRR intensywnie inwestował w przemysł ciężki, hutniczy, maszynowy. Przykładem ówczesnej industrializacji jest przemysł lotniczy, wytwarzający do dzisiaj największe samoloty świata An-225, przemysł rakietowy, a szczególnie stoczniowy, który w czasach Związku Radzieckiego w 73% skoncentrowany był na Ukrainie. Na dodatek przemysł ten pracuje głównie na potrzeby Rosji, podtrzymując stare więzi kooperacyjne. Po radzieckim okresie świetności ukraińska gospodarka stała się jedną z najbardziej energochłonnych na świecie, więc tani gaz i energia jest dla niej warunkiem przetrwania. Dlatego utrzymywano niskie ceny, ratując przemysł i chroniąc ludność przed energetycznym ubóstwem.</p>
<p>Ukraina była bogatą republiką Związku Radzieckiego; początkowo była też potęgą gazową. W latach 70. wydobywano tu prawie 70 miliardów m3 gazu rocznie i eksportowano do zaprzyjaźnionych krajów socjalistycznych (pierwszy import do Polski pochodził właśnie z Ukrainy). Na tej bazie energetycznej rozbudowano przemysł ciężki, zgazyfikowano kraj, doprowadzając do większości miast i wsi praktycznie darmowy gaz. Nic dziwnego, że w latach 80. konsumpcja wzrosła do 120 miliardów m3 (8-krotnie więcej niż w Polsce). Dzisiaj zużywa się tam „zaledwie” 50 mld (wciąż 3-krotnie więcej niż w Polsce), i ilość ta wciąż się zmniejsza. Po upadku ZSRR zaniedbano poszukiwania i inwestycje, dlatego wydobycie spadło do 20 miliardów m3, a kraj musi być zasilany rosyjskim importem.</p>
<p>Podobna zapaść miała miejsce w przemyśle przetwórczym ropy naftowej, gdzie moce rafineryjne były ogromne – 50 milionów ton rocznie (dzisiaj polskie rafinerie przerabiają połowę tej ilości). Prywatyzację przeprowadzono jednak na korzyść oligarchów, szukających szybkich zysków, a nie na rzecz wieloletnich inwestycji. Rafinerie więc upadły i stoją dzisiaj puste. Stabilnie pracuje jedna, pozostałe wymagają dużych inwestycji, by wznowić produkcję, inne zupełnie straciły swoją wartość. W kraju produkuje się 2 miliony ton paliw przy zużyciu 10 milionów ton benzyn i diesla. Krajową produkcję wyparł import, który po 20 latach niepodległości wciąż przypomina gorący początek lat 90. w Polsce – dominują dziwnie dziurawe przepisy podatkowe, uznaniowe koncesje importowe, a zjawiskiem codziennym są oszustwa podatkowe na ogromną skalę.</p>
<p>Okres po „rewolucji Euromajdanu” to ostatni etap upadku sektora naftowego. Z nie pracujących od lat rurociągów spuszczana jest ropa , służąca im jako technologiczne wypełnienie. Oznacza to ich śmierć technologiczną, żaden bowiem inny wypełniacz nie zakonserwuje tak dobrze rurociągów, które bez niego skorodują i staną się nieprzydatnym złomem. Stojąca w nich ropa jest warta setki milionów dolarów, nie dziwi więc, że ostatnio gdzieś „zapodziało się” kilkaset tysięcy ton. W postrewolucyjnym zamęcie wypełniająca rurociągi ropa jest przekazywana do, należącej do Igora Kołomojskiego i jego grupy Privat, rafinerii w Kremenczugu, która wykorzystuje jedynie 2,5 miliona z 18 mln ton mocy przerobowych. Wskutek unieruchomienie rurociągu inna rafineria – w Chersoniu, należąca do Igora Jerejemewa, jest odcięta od dostaw ropy. Mimo, że rafineria ta od 6 lat stoi pusta, to formalnie utrzymuje się ją przy życiu, gdyż w przetargach daje przywileje krajowego producenta.</p>
<h2>Gazowe konflikty</h2>
<p>Fundamentalną przyczyną wielokrotnych konfliktów gazowych z Rosją jest podział zintegrowanego systemu tranzytu gazu, wybudowanego w latach 80. przy pierwszym wielkim kontrakcie z krajami europejskimi. W wyniku powstania ukraińsko-rosyjskiej granicy, jeden zintegrowany system przesyłowy znalazł się na terenie dwóch państw, których relacje zmieniały się w rytmie zmian ekip władzy – od poprawnych przy rządach grup pochodzących ze wschodu Ukrainy do konfrontacyjnych – przy grupach prozachodnich.</p>
<p>Z powodu podkradania gazu i zaległości płatniczych Ukraina ma długą historię konfliktów i negocjacji gazowych z Rosją, których efektem były umowy oceniane jako niekorzystne dla Kijowa. Napięcia nasiliły się, gdy po 2004 r. Rosjanie zaczęli podnosić do poziomu europejskiego ceny gazu dla poradzieckich sąsiadów . Ukrainie sprzedawano go po 50 dolarów, podczas gdy państwa UE płaciły po 150 – 200 $/1000 m3. Z państwami bałtyckimi nie było konfliktów, a Białoruś wybrała euroazjatycką drogę integracji, więc ceny obniżono jej do poziomu rosyjskiego (obecnie poniżej 170 dolarów). Natomiast w przypadku Ukrainy, dla której cena surowca wzrosła niemal dziesięciokrotnie (z 50 dolarów w 2005r. do 485 dolarów obecnie), doszło do dwóch poważnych konfliktów z Rosją na tle energetycznym, których efektem było przerwanie dostaw gazu do Europy w 2006 i 2009 r.</p>
<p>Najbardziej ucierpiała na tym sama Ukraina, ponieważ utraciła wiarygodność jako kraj tranzytowy i w Europie zaczęto ją postrzegać jako zagrożenie dla dostaw gazu. Wielokrotne apele o inwestowanie przez biznes europejski i amerykański w system przesyłowy i rynek gazowy Ukrainy pozostały bez odpowiedzi. Nawet ostatnia propozycja Komisji Europejskiej dla koncernów gazowych Europy, by zabezpieczyły swoje dostawy gazu przez Ukrainę, gromadząc zapasy w tamtejszych magazynach, nie została wysłuchana. Zbyt wysokie jest bowiem dla nich ryzyko utraty surowca i wplątania się w przestępcze praktyki.</p>
<p>Ukraina traci bezpowrotnie swoje tranzytowe atuty. Ruszył biegnący przez dno Bałtyku Nord Stream, a w końcu 2015 r. planowane jest uruchomienie South Stream po dnie Morza Czarnego. Rosjanie budują rurociągi w obawie przed sytuacją, kiedy w zanarchizowanym, zdestabilizowanym kraju, tranzyt gazu stanie się odbezpieczonym granatem w ręku polityków. Po otwarciu nowych połączeń Ukraina przestanie być pośrednikiem nie do ominięcia, czerpiącym zyski ze swego położenia. Fragment dawnego radzieckiego systemu przesyłowego przestanie być potrzebny, a przecież tranzyt przynosił Ukrainie ogromne korzyści, gdyż przez lata dochody zeń prawie całkowicie pokrywały koszty zakupów gazu z Rosji. Niestety, ukraińskie elity polityczne i biznesowe beztrosko wykorzystywały tę sytuację aż do wyczerpania się wszystkich atutów.</p>
<p>Dzisiaj konflikt gazowy między Rosją a Ukrainą przybrał nową postać i grozi wybuchem, którego skutki mogą być dotkliwe dla Europy, szczególnie dla jej centralnej części. Rząd w Kijowie importując gaz, nie reguluje należności, popadając w wielomiliardowe długi. Jednocześnie otwiera dla siebie drogi zaopatrzenia z zachodu, przez interkonektory rewersowe ze Słowacji, Węgier i Polski. Jednak gdy tranzyt zostanie przerwany, a gaz nie będzie dostarczany do Europy, cena pójdzie mocno w górę i nie będzie wolnego gazu, który można by sprzedać Ukrainie. Twarda polityka rządu w Kijowie, oraz amerykańska strategia izolowania Rosji, sprzyjają wybuchowi konfliktu na dużą skalę.</p>
<p>Napięcia wokół energii nie są oczywiście jedynym motorem konfliktu, jednakże ich wpływ na zaognienie się sytuacji międzynarodowej może być znaczny. Tak jak w rezultacie „pomarańczowej rewolucji” mieliśmy przerwy w dostawach gazu, tak efektem dzisiejszych konfliktów i rewolucji może być jeszcze ostrzejszy kryzys. Ukraina nie ma pieniędzy na regulowanie rachunków za swoje podstawowe potrzeby, czyli gaz z Rosji. Będzie to detonatorem przyszłych konfliktów energetycznych. Rosjanie mogą utrzymywać fikcję wypłacalności Kijowa dopóty, dopóki jest im to wygodne, jednak wciągnąwszy w odpowiedzialność Europę, Gazprom może wstrzymać dostawy z powodu niewypłacalności Naftogazu Ukrainy.</p>
<p>Rurociągi Ukrainy i bezpieczeństwo dostaw gazu do Europy są poważnie zagrożone także ze strony ukraińskich ekstremistów politycznych, o czym świadczy wypowiedź przywódcy Prawego Sektora – Dymitra Jarosza, który zagroził wysadzeniem naftowych i gazowych rurociągów, jeśli Moskwa zdecyduje się na przejęcie kontroli nad kolejnymi terytoriami Ukrainy.</p>
<h2>Interesy Zachodu</h2>
<p>Państwom zachodnim zależy przede wszystkim na dostępie do zasobów i rynku, na co wskazują wszystkie analizy i rekomendacje, a przede wszystkim Umowa o pogłębionej strefie wolnego handlu między Unią Europejską a Ukrainą (DCFTA), przewidujące otwarcie i umiędzynarodowienie rynku, prywatyzację gospodarki, a także dostęp do zasobów naturalnych. Wymagania Unii wobec Ukrainy niczym się nie różnią od tych postawionych Polsce 20 lat temu, jedynie tempo dostosowania się do reguł światowych jest znacznie szybsze. W wynegocjowanym porozumieniu DCFTA, które nie zostało ostatecznie podpisane na wileńskim szczycie w listopadzie 2013 r., zawarte są cztery zasadnicze punkty europejskiej polityki w dziedzinie energii, które od Ukrainy wymagają dostosowania się.</p>
<p>1. Przede wszystkim Ukraina ma urynkowić sektor, czyli podnieść ceny gazu i elektryczności dla ludności, co jest podstawowym warunkiem uzyskania pożyczek Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF). Prezydent Janukowycz odpowiadał na to żądanie „nigdy!”, dzisiejszy rząd wprowadza drastyczne podwyżki, obniżając jednocześnie płace i emerytury. Warunki IMF są więc dla Ukrainy bardzo trudne i nie będzie to „pomoc” w tradycyjnym sensie – „dajemy – ratujcie się”, ale uwarunkowany kredyt w stylu: „pożyczamy, a wy dostosujcie gospodarkę do naszych standardów”.</p>
<p>Do DCFTA wprowadzono dodatkowy mechanizm – zakaz eksportu energii i surowców w innych cenach niż krajowe, co automatycznie podniesie ceny wewnętrzne. Jeśli ma powstać wspólny europejski rynek energii, cena musi być jednolita, niższe ceny to „subsydiowanie” przemysłu i ludności. Nie wzięto przy tym pod uwagę ani poziomu rozwoju przemysłu, ani siły nabywczej ludności. Takie podejście doprowadziło już do dramatycznych protestów w Bułgarii, łącznie z walkami na ulicach i obaleniem rządu.</p>
<p>2. Tranzytowe położenie jest kluczowym atutem Ukrainy, stanowiącym o jej znaczeniu dla Brukseli i Moskwy. Dlatego Europa, importer i konsument, dąży do zagwarantowania sobie, by kraje tranzytowe nie wykorzystywały swej pozycji i nie dyktowały wysokich stawek za tranzyt. Polska podpisała Kartę Energetyczną na początku lat 90-tych, pozbawiając się atutów państwa tranzytowego. Dzisiaj Ukraina jest poddawana tym samym rygorom – zakaz naruszania tranzytu surowców wiąże ją poprzez podpisanie Karty, bądź udział w unijnej Wspólnocie Energetycznej. Jednak Kijów wielokrotnie łamał te zasady i uciekał się do blokady przesyłu jako argumentu przetargowego, odnosząc znaczące korzyści w relacjach z Rosją i Unią.</p>
<p>3. Europa żąda wprowadzenia „niezależnego regulatora” – czegoś na kształt polskiego Urzędu Regulacji Energetyki – który zagwarantowałby europejskim firmom możliwość działania. Model ten został wypracowany w Wielkiej Brytanii i służy rozbijaniu więzi między państwem a przedsiębiorstwami energetycznymi, zwykle państwowymi. Niezależny regulator to swoisty „koń trojański” w systemie energetycznym kraju, zapobiegający ochronie krajowych przedsiębiorstw. Jeśli wprowadzone zostaną równe warunki konkurencji, co nie jest łatwe w sektorze energetycznym, wtedy, mające przytłaczającą przewagę, firmy zachodnie bez przeszkód opanują ukraiński rynek.</p>
<p>4. Podobne zasady mają obowiązywać w dostępie do bogactw naturalnych. Ogromne zasoby rud żelaza w rejonie Krzywego Rogu są podstawą ukraińskiego przemysłu hutniczego i metalowego. Rudy zawierające mangan z regionu Nikopola, węgiel rejonu Donieckiego, złoża tytanu i boksytów, duże złoża ropy i gazu (także łupkowego) – to zasoby, do których Europa chce mieć dostęp. Temu służy choćby warunek sprzedawania koncesji na aukcjach, niedawno także wprowadzony w Polsce.</p>
<h2>Polska wobec Ukrainy</h2>
<p>Polska wykazuje ogromną przychylność i wyrozumiałość wobec Ukrainy. Najdobitniejszym tego przykładem była odmowa budowy drugiej nitki rurociągu Jamalskiego, umożliwiającego Rosji ominięcie Ukrainy w dostawach gazu do Europy. Warszawa w 2001 r. wprost zadeklarowała, że dla Polski wspieranie Kijowa leżące – w opinii miarodajnych polskich kręgów politycznych – w geopolitycznym interesie Polski ważniejsze jest od korzyści ekonomicznych, jakie naszemu krajowi przyniosłaby realizacja tego projektu. Identyczne stanowisko polskie władze zajęły w kwietniu 2013 r., gdy Rosjanie złożyli kolejną propozycję „pieremyczki”, zdecydowanie odrzuconą przez polskiego premiera, a prezydent Komorowski publicznie informował Ukraińców, że żadnej decyzji bez ich zgody nie podejmie.</p>
<p>Życzliwość dla sąsiada ze wschodu dotyczy zarówno wydarzeń historycznych (niepodnoszenie tematu zbrodni na Wołyniu), jak i aktualnych problemów gospodarczych – Polska przez 7 lat spokojnie znosiła ukraińskie embargo na eksport naszej wieprzowiny i wołowiny, nie wszczynając alarmu ani nie wprowadzając żadnych retorsji. Trudno o większą przychylność. Stosunki polsko-ukraińskie są w dużej mierze funkcją polityki wobec Rosji oraz elementem strategii niesienia na wschód „demokracji i praw człowieka”. W zależności od ekipy rządzącej, mieliśmy albo wyjątkowo przyjacielskie relacje, jak prezydent Kaczyński z prezydentem Juszczenką, albo bardzo chłodne, jeśli nie wrogie wobec – uważanego za człowieka Moskwy – prezydenta Janukowycza.</p>
<p>Wyrozumiałość przejawiała się także w ocenie kryzysu zaopatrzenia w gaz w styczniu 2006 r., kiedy to przerwano dostawy do największych polskich zakładów przemysłowych. Ukraińcy w czasie surowych mrozów nielegalnie pobierali dla własnych potrzeb tranzytowy gaz z rurociągów, więc dostawy do Polski gwałtownie spadły, a gaz przestał dochodzić do odległych Włoch. I choć Gazprom zwiększył dostawy przez Białoruś, a Ukraińcy przyznali się do swoich działań, w Polsce oficjalnie mówiono o „Rosji zakręcającej gazowy kurek”.</p>
<p>Jakimi by nie były relacje polityczne, nie zmieniały one stanu w stosunkach gospodarczych – branża gazowa jest tu dobrym przykładem. Nie współpracowaliśmy choćby w wykorzystaniu potężnych ilości magazynowanego gazu, położonych tuż za naszą wschodnią granicą, gdzie można składować ponad 32 miliardy m3. Stanowią one zabezpieczenie dla przesyłu gazu rosyjskiego do Europy, jednak duża ich część pozostaje niewykorzystana.</p>
<p>Inny przykład nieudanej współpracy, to inwestycja w wydobycie gazu, którą podjęło kilka lat temu PGNiG, inwestując w spółkę wydobywczą Devon. Polska strona posiadała 36% udziałów w sachalińskich złożach kondensatu gazowego. Po udokumentowaniu złóż informacja z państwowej firmy Nadra Ukrainy, partnera PGNiG, wyciekła do prywatnej firmy Ukrnaftoburienie, powiązanej z jednym z deputowanych ukraińskiego parlamentu. Spółce próbowano odebrać koncesję i piętrzono rozmaite trudności, co doprowadziło do zaniechania współpracy. Nie pomogły sukcesy odniesione przez Polskę we wspieraniu „pomarańczowej rewolucji” czy świetne relacje prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki.</p>
<p>Na niczym spełzły także próby importu gazu z Ukrainy. W 2004 r. PGNiG i Naftogaz podpisały kontrakt na dostawy niewielkich ilości gazu przez przejście w Hermanowicach, jednak warunki kontraktu nie zostały dotrzymane. Ukraina wprowadziła prawo zakazujące eksportu gazu i w 2011 przerwała dostawy. Polska strona ze zrozumieniem odniosła się do tej sprawy, nie żądając wywiązania się z kontraktu i nie nakładając kar; po prostu odstąpiła od umowy. Kilka lat wcześniej podobne wydarzenie miało miejsce z dostawami ropy z Ukrainy dla naszych rafinerii południowych, którym również przerwano dostawy, gdy pani premier Tymoszenko uznała, że eksport ropy powinien być zakazany.</p>
<p>Polska nie skorzystała także na dywersyfikacji dostaw dla Ukrainy. Gdy ceny rosyjskie przewyższyły europejskie, otworzyła się możliwość importu z zachodu. Polska jako pierwsza otworzyła dla sąsiadów ze wschodu dostęp do gazu przez to samo przejście, które nie doczekało się realizacji ukraińskiego kontraktu. Jednak gaz sprzedała nie polska spółka PGNiG, ale niemiecki koncern RWE, który wykorzystał otwarty dostęp do polskiego systemu przesyłowego i sprzedawał na Ukrainę gaz importowany z Rosji. Dlaczego polskie firmy nie mogły na tym zarobić?</p>
<p>Mocno popieraliśmy rewolucję Euromajdanu, nie pomyśleliśmy jednak, jakie skutki przyniesie otwarcie przez Europę rynku dla ukraińskiej żywności czy otwarcie ruchu bezwizowego dla kraju, któremu zagraża polityczny chaos. Za to bardzo martwimy się o dostosowanie do wymogów MFW, uwolnienie cen nośników energii i podnoszenie efektywności energetycznej, do czego przekonywał premier Tymoszenko sam minister Sikorski.</p>
<p>Po stronie polskich zaniedbań z pewnością jest rurociąg Odessa – Brody – Gdańsk. Polska podpisała porozumienie międzyrządowe, wielokrotnie obiecywaliśmy rozpoczęcie robót i nigdy nie dotrzymaliśmy zobowiązań. Jako wytłumaczenie służyć może jedynie fakt, że projekt nie miał żadnych realnych podstaw biznesowych, gdyż nie było ropy dla napełnienia rur. Dlatego dzisiaj rurociąg stoi pusty. Jednak to nas nie usprawiedliwia, gdyż nie wolno składać nierealistycznych deklaracji, z których nie można się wywiązać.</p>
<h2>Ponure perspektywy</h2>
<p>Najbliższe lata będą dla Ukrainy bardzo trudne. Naszemu wschodniemu sąsiadowi grozi przekształcenie się w „państwo upadłe”. Zniszczone instytucje państwowe, uzbrojone radykalne grupy polityczne sięgające – jak w Libii czy Syrii – po władzę, teren wojen zastępczych (proxy wars) światowych potęg, rozszerzający się obszar biedy, wysokie bezrobocie – oto możliwa przyszłość Ukrainy. W tych warunkach bardzo prawdopodobny staje się rozwój i eksport terroryzmu. I chociaż będzie on skierowany przeciw Rosji, to jednak odłamki mogą uderzać także w Polskę.</p>
<p>Rosjanie nauczyli się stosować narzędzia, używane dotychczas przez Zachód. W odpowiedzi na Euromajdan, przygotowali i przeprowadzili własną rewolucję, którą media kontrolowane przez Kreml nazwały „rosyjską wiosną”. Zastosowali mechanizm, jaki zobaczyli w Kijowie: zajmowanie budynków państwowych przez uzbrojonych napastników, ogłaszanie nieposłuszeństwa wobec władzy centralnej. Na wschodzie Ukrainy działania takie oparte zostały na więzi językowej i kulturowej mieszkających tam Rosjan z „matuszką Rossiją”, z jednoczesnym odwoływaniem się do „antyfaszystowskiej” tradycji „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, jak Rosjanie nazywają II wojnę światową toczącą się na terenie Związku Radzieckiego. Do czerwoności rozpalają ich wściekłość wielokrotnie pokazywane w rosyjskiej telewizji marsze radykalnych nacjonalistów ukraińskich organizowane ku pamięci hitlerowskich dywizji SS. Oliwy do ognia dolewa włączenie formacji ukraińskich radykałów w zbrojne oddziały państwowe – Gwardię Narodową, walczącą z separatystami na wschodzie.</p>
<p>Konflikty niszczą ledwie dyszącą dzisiaj ukraińską gospodarkę. Więzi kooperacyjne przemysłu z Rosją będą się rwać, w efekcie czego rosnąć będzie bezrobocie. Społeczeństwo żyjące na najniższym poziomie w Europie będzie poddane końskiej kuracji zaordynowanej przez IMF, co może prowokować bunty i nasili agresję w społeczeństwie. Radykalne reformy w czasie zbrojnego konfliktu i politycznego chaosu to prosta recepta na klęskę całego kraju.</p>
<p>Nowa władza wspierana przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską nie wykazuje chęci koncyliacji. Wręcz przeciwnie, powierzenie nacjonalistom z zachodniej Ukrainy instytucji siłowych, włączenie ich do Gwardii Narodowej i operacje militarne na wschodzie, dowodzą zdecydowania w utrzymaniu unitarnego charakteru państwa, rozszarpywanego dzisiaj konfliktami. Pomimo problemó1)w z kontrolą nad armią, władze dążą do siłowego rozwiązania konfliktu.</p>
<p>Przed Ukrainą nie widać jasnych perspektyw. Jedynym wyjściem z kryzysu, byłoby porozumienie realnych aktorów tego konfliktu – Stanów Zjednoczonych i Rosji. Jednak Ukraina jest dla Rosji zbyt żywotnym punktem bezpieczeństwa i zbyt atrakcyjnym miejscem dla Ameryki, próbującej osłabiać Rosję, aby takie porozumienie miało szanse powodzenia. Rozgorzał konflikt, który oby nie doprowadził do wojny na dużą skalę.</p>
<p><b>Andrzej Szczęśniak</b></p>
<p class="info">Źródło: Nowa Debata, 23 czerwca 2014.</p>
<p class="note"><b>Andrzej SZCZĘŚNIAK</b> (ur. 1958) &#8211; ekspert rynku ropy i paliw, gazu płynnego i ziemnego, bezpieczeństwa energetycznego i polityki energetycznej. Wydawca serwisów internetowych i publikacji branżowych. Publicysta gospodarczo-polityczny, często obecny w programach róznych stacji telewizyjnych. Z wykształcenia kulturoznawca, w latach 80-tych &#8211; w opozycji antykomunistycznej, prywatny przedsiębiorca, od 1991 roku w sektorze naftowym, w Polskiej Izby Paliw Płynnych (od 1992, prezes w latach 1995-2001), prezes zarządu Konsorcjum Gdańskiego SA (1999-2002), Polska Organizacja Gazu Płynnego (2002-2006), współpraca z Centrum im. Adama Smitha (2002-2006), od maja do grudnia 2006 r. w Grupie LOTOS S.A., początkowo dyrektor regionu Centrum, od sierpnia Prezes zarządu &#8222;LOTOS Partner&#8221;, obecnie &#8211; niezależny. Właściciel m.in. portalu Prawica.net, uczestnik Ruchu na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.</p>
<p class="note"><b>NOWA DEBATA</b> &#8211; Sprawy międzynarodowe | Społeczeństwo i cywilizacja | Historia i polityka | Ekonomia | Odżywianie i zdrowie | Nauka i medycyna. Magazyn internetowy redagowany we Wrocławiu. Zespół: Aleksandra Kowalczuk, Mateusz Rolik, Tomasz Gabiś, Dominik Rozwadowski. Współpraca: Andrzej Szczęśniak, Artur Seredziuk, Artur Kocik.</p>
<p class="thanks">Dziękujemy Andrzejowi Szczęśniakowi za wyrażenie zgody na przedruk tekstów na naszym portalu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/ukraina-epicentrum-midzynarodowej-rywalizacji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dlaczego Ukraina potrzebuje większościowego systemu wyborczego</title>
		<link>https://koszalin7.pl/dlaczego-ukraina-potrzebuje-wikszociowego-systemu-wyborczego/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/dlaczego-ukraina-potrzebuje-wikszociowego-systemu-wyborczego/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Aug 2014 21:06:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/08/25/dlaczego-ukraina-potrzebuje-wikszociowego-systemu-wyborczego/</guid>

					<description><![CDATA[Powodzenie Ukrainy jako suwerennego, demokratycznego i przyjaznego Polsce państwa nie zależy tylko od czynnika militarnego. Równie ważnym warunkiem powodzenia jest]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1825" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/08/ukraina_wybory_02.jpg" border="0" alt="Ukraina" title="Ukraina" align="left" width="620" height="349" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/08/ukraina_wybory_02.jpg 620w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/08/ukraina_wybory_02-300x169.jpg 300w" sizes="(max-width: 620px) 100vw, 620px" />Powodzenie Ukrainy jako suwerennego, demokratycznego i przyjaznego Polsce państwa nie zależy tylko od czynnika militarnego. Równie ważnym warunkiem powodzenia jest urządzenie życia państwowego w przyszłości, przede wszystkim &#8211; przyjęcia właściwej ordynacji wyborczej, <span id="more-1826"></span>  sprzyjającej integracji Ukrainy, wyrażaniu woli narodu i budowaniu silnej państwowości, a nie działającej w kierunku przeciwnym. Tym właśnie zagadnieniom poświęcony jest znakomity artykuł Marcina Skubiszewskiego, w którym wykorzystuje swoją wiedzę zdobytą m.in. w Ruchu obywatelskim JOW, założonym 20 lat temu przez nieżyjącego już prof. Jerzego Przystawę.</p>
<p>Autor przeciwstawia się popularnej na Ukrainie opinii, że system większościowy jest gorszy, wyjaśniając, że opinia bierze się ze złych doświadczeń związanych z manipulacjami wyborczymi. Dalej ukazuje zalety ordynacji większościowej, szczególnie ważne w sytuacji w jakiej znajduje się obecnie Ukraina &#8211; umożliwia utworzenie rządu przez jedną partię i rządzenie pozwalające na realizację programu wyborczego. Żeby uzmysłowić czytelnikom, z jakimi niebezpieczeństwami wiąże się w czasach kryzysów ordynacja proporcjonalna, sięga do przykładu Republiki Weimarskiej i Adolfa Hitlera.</p>
<p>Autor, który był obserwatorem wyborów na Ukrainie, wykazuje zupełne rozminięcie się oczekiwań wyborców z rzeczywistością kształtowaną przez ordynację partyjniacką. Polemizuje też z mitem ordynacji proporcjonalnej, jakoby wprowadzała ona jakieś bliżej niezdefiniowane &#8222;proporcje&#8221; poglądów i umożliwiała ich wyrażanie w życiu państwowym i publicznym. Otóż, pisze Skubiszewski, decyzje proporcjonalne nie istnieją, istnieją tylko decyzje większości.</p>
<p>Niestabilne rządy, wielomiesięczne negocjacje międzypartyjne w celu utworzenia rządu, głosowanie na anonimowe osoby schowane za szyldami partyjnymi, zamiast na konkretne osoby &#8211; to wady, które w sytuacji Ukrainy mogą poważnie zaciążyć na życiu państwowym, których jednak Ukraina może uniknąć, wykorzystując m.in. negatywne doświadczenia polskie z dominującą ordynacją proporcjonalną, w rzeczywistości partyjniacką.</p>
<p><b>Redakcja koszalin7.pl</b></p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/obyw/europa_004.html"><strong>DLACZEGO UKRAINA POTRZEBUJE WIĘKSZOŚCIOWEGO SYSTEMU WYBORCZEGO &#8212; czytaj cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center> </p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/dlaczego-ukraina-potrzebuje-wikszociowego-systemu-wyborczego/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co myślą dzisiejsi wyznawcy Bandery</title>
		<link>https://koszalin7.pl/co-myl-dzisiejsi-wyznawcy-bandery/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/co-myl-dzisiejsi-wyznawcy-bandery/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 08 Apr 2014 12:49:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/04/08/co-myl-dzisiejsi-wyznawcy-bandery/</guid>

					<description><![CDATA[Nacjonalizm ukraiński dziś. Jaka jest jego siła? Czy jest on antypolski? Czy powinniśmy się go bać? Artykuł Marcina Skubiszewskiego, bratanka]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1734" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/04/swoboda_marsz.jpg" border="0" alt="Ukraina" title="Ukraina" align="left" width="520" height="439" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/04/swoboda_marsz.jpg 520w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/04/swoboda_marsz-300x253.jpg 300w" sizes="(max-width: 520px) 100vw, 520px" />Nacjonalizm ukraiński dziś. Jaka jest jego siła? Czy jest on antypolski? Czy powinniśmy się go bać? Artykuł Marcina Skubiszewskiego, bratanka Krzysztofa Skubiszewskiego, który był pierwszym ministrem spraw zagranicznych wolnej Polski, jest bodaj pierwszą w naszej publicystyce próbą zrozumienia skomplikowanych <span id="more-1735"></span>  zagadnień ukraińskich, w tym najtrudniejszych pytań na temat odwoływania się do banderowskiej ideologii w budowaniu ukraińskiej państwowości.</p>
<p>Polska opinia publiczna, zupełnie zaskoczona tempem i intensywnością wydarzeń u wschodniego sąsiada, zdezorientowana natłokiem informacji i nieodpowiedzialnymi wypowiedziami polityków, poddana została propagandowemu eksperymentowi w wykonaniu mediów głównego nurtu, o skali niespotykanej od czasów upadku PRL. W tej sytuacji w ocenie zagadnień ukraińskich dominować zaczęły uproszczenia i stereotypy, a Polacy niemal po połowie podzielili się na zwolenników i przeciwników przemian na Ukrainie. Tekst Marcina Skubiszewskiego przełamuje schematy i pozwala lepiej zrozumieć to wszystko, co dzieje się obecnie na Ukrainie.</p>
<p>Marcin Skubiszewski, choć sam jest wykształconym na francuskich uczelniach informatykiem, ukończył również studia z prawa publicznego, a dziś kontynuuje rodzinną tradycję zaangażowania w sprawy międzynarodowe oraz poszerzania oddziaływania demokracji w Europie. Jest wiceprezesem Fundacji imienia Krzysztofa Skubiszewskiego, której działalność polega głównie na wspomaganiu kontaktów naukowych między Polską a Europą Wschodnią.</p>
<p><b>Redakcja koszalin7.pl</b></p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/obyw/europa_003.html"><strong>CO MYŚLĄ DZISIEJSI WYZNAWCY BANDERY &#8212; czytaj cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center> </p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/co-myl-dzisiejsi-wyznawcy-bandery/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Demokratyczny &#8222;zamach stanu&#8221;?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/demokratyczny-qzamach-stanuq/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/demokratyczny-qzamach-stanuq/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Jul 2012 07:26:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/07/13/demokratyczny-qzamach-stanuq/</guid>

					<description><![CDATA[W ostatnich dniach europejskie i światowe media coraz częściej rozpisują się na temat obecnej sytuacji w Rumunii. Nagłówki artykułów podnoszą]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1347" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/07/romanian_flag_02.jpg" border="0" alt="Rumunia" title="Rumunia" align="left" width="400" height="298" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/07/romanian_flag_02.jpg 400w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/07/romanian_flag_02-300x224.jpg 300w" sizes="(max-width: 400px) 100vw, 400px" />W ostatnich dniach europejskie i światowe media coraz częściej rozpisują się na temat obecnej sytuacji w Rumunii. Nagłówki artykułów podnoszą temperaturę &#8222;polityczną&#8221; a komentarze wzbudzają we mnie coraz większe zdziwienie. <i>Deutsche Welle</i> porównuje obecną sytuację w Bukareszcie <span id="more-1348"></span>  do dyktatury na Białorusi a nawet do nazistowkich Niemiec! Elmar Brok, niemiecki europarlamentarzysta z Grupy Chadeków, uważa, że Rumunia rażąco narusza unijne prawo, z czym nigdy wcześniej nie spotkał się w państwie demokratycznym. Wzywa do ukarania Rumunii przez PE.</p>
<p>Francuski &#8222;Le Figaro&#8221; &#8211; pisze, że w Rumunii jest szykowany zamach stanu. Amabasady Kanady i USA, wysłały noty do Rumunii, w których wyrażają swoje wielkie zaniepokojenie obecną tam sytuacją. Viviane Reding, komisarz europejska ds. sprawiedliwości twierdzi, że sytuacja w Rumunii zagraża jej wejściu do strefy Schengen.</p>
<p>Czytając te informacje rzeczywiście można dojść do wniosku, że sytuacja w Rumunii jest bardzo niepokojąca. Jednak czy nazywamy zamachem stanu sytuację, w której: demokratycznie wybrany Parlament, większością głosów uchwala wniosek o wszczęcie procedury <i>impeachmentu</i> przeciwko Prezydentowi. Następnie Rumuński Trybunał Konstytucyjny zatwierdza decyzję Parlamentu, nie widząc żadnej niezgodności z Konstytucją. Ponadto ostateczna decyzja o odwołanie Prezydenta należy do społeczeństwa, które wypowie się na ten temat 29 lipca br. w referendum.</p>
<p>Victor Ponta jako najmłodszy Premier w historii Rumunii objął stery rządu nieco przed miesiącem w wyjątkowo trudnej sytuacji politycznej i gospodarczej &#8211; po rekordowym spadku narodowej waluty w stosunku do euro, z bardzo wysokim zewnętrznym zadłużeniem, obniżonym ratingiem kraju i wstrzymanymi wypłatami z UE.</p>
<p>Młody lewicowy Premier, po odsunięciu od władzy nieudolnego prawicowego rządu, musi teraz uwodnić Rumunom i Unii, że zasługuje na tak wielkie poparcie, jakim się wśród nich cieszy i ogromny kredyt zaufania. Parlament, który wcześniej dał władzę prawicy, odwołał rząd. Kraj ratować ma teraz lewica na czele z Victorem Ponta. Reformy uniemożliwia jednak &#8222;hamulcowy&#8221; Prezydent Traian Basescu. Zaczęło się od kłótni kto pojedzie na unijny szczyt&#8230; Skądś to znamy, sami obserwowaliśmy przez pewien czas &#8222;przeciąganie liny&#8221; na linii Prezydent &#8211; Premier.</p>
<p>Rumuni poszli dalej. Wniosek o impeachment Prezydenta poparła większość ich parlamentarzystów. To jest już druga próba odwołania obecnego prezydenta Rumunii. Pierwsza miała miejsce w 2007 r., wtedy w referendum obywatele pozostawili Basescu przy urzędzie.</p>
<p>Decyzja o impeachment&#8217;cie Prezydenta była dla Premiera Victora Ponty niezwykle trudna. Obaj politycy cieszą się dużym poparciem społecznym, zobaczymy, który z nich wyjdzie z tego pojedynku &#8222;z tarczą&#8221;? Dla Rumunii najlepsza byłaby zgoda obu &#8222;ciał&#8221;.</p>
<p>Pod koniec czerwca uczestniczyłam w sesji wyjazdowej mojej grupy politycznej S&#038;D w Bukareszcie. Poza debatowaniem na temat bieżących wyzwań w polityce unijnej, miałam okazję rozmawiać z Victorem Pontą, jego ministrami i z bliska przyjrzeć się sytuacji politycznej i ekonomicznej w Rumunii.</p>
<p>Kraj, który zaledwie 3 lata po nas wstąpił do UE dzielą &#8222;lata świetlne&#8221; od Polski. Z 20 mld euro funduszy unijnych, które zostały jej przyznane na lata 2007-2013, dotychczas Rumunia zaabsorbowała według Komisji Europejskiej jedynie 7% z całej puli. Kolejnych 20% zaprogramowano, pozostałe najprawdopodobniej przepadną, gdyż nie uda ich się wydać w terminie. Rumunia ma najgorszą absorpcję unijnych funduszy w historii UE. Będzie też najprawdopodobniej najbiedniejszym krajem, który &#8230; dopłaca do Unii. Ich składka wyniesie zapewne więcej niż absorbcja unijnych środków w kraju.</p>
<p>Gdzie szukać źródła tego zjawiska?</p>
<p>Po pierwsze: wydajność administracyjna jest katastrofalna. Rumuni nie posiadają wykwalifikowanej i wyszkolonej kadry, która byłaby w stanie zarządzać dotacjami unijnymi. Jeśli urzędnicy ministerialni zarabiają ok. 300 euro miesięcznie, nie mają specjalnej motywacji do rzetelnej pracy, a raczej do ulegania korupcji lub ucieczki do biznesu. Wielu młodych, wykształconych ludzi opuszcza kraj, w poszukiwaniu lepszych perspektyw na zachodzie, lepszych nawet przy zmywaku&#8230;.</p>
<p>Po drugie: by ubiegać się o dofinansowanie, trzeba mieć pewien kapitał własny, a tego niestety Rumunom brakuje. Ponadto Komisja Europejska zakwestionowała wypłaty dotacji z uwagi na szerzącą się korupcję w poprzednim prawicowym rządzie, źle działający system sądownictwa, nieprzejrzyste prawo, nieprawidłowości w procedurach przetargowych i brak klarownej wizji dla inwestowania unijnych funduszy.</p>
<p>Trafnie opisał sprawę rumuński Instytut Spraw Publicznych: &#8222;martwiono się wyłącznie o to, by wydawać jak najwięcej, a nie jak i z jakim rezultatem&#8221;. Programy reform sporządzone w porozumieniu z MFW i KE nie zostały w przeszłości zrealizowane. Stan instytucjonalnego chaosu będzie też rzutował negatywnie na przyszłe fundusze przeznaczone dla Rumunii na lata 2014-2020. Absorbując mało środków nie będą mogli liczyć w przyszłości na więcej.</p>
<p>Jedyną szansą wydaje się być nowy, bardzo aktywny lewicowy rząd Victora Ponty. Ma ogromne poparcie społeczne, nawet w &#8222;starym&#8221; Parlamencie, który poprzednio wyłonił prawicowego nieudacznika. Teraz razem chcą uniknąć najgorszego &#8211; marnotrawstwa szansy, jaka dała im Unia.</p>
<p>Nie mam wątpliwości co do tego, że Victor Ponta musiał podjąć decyzję o impeachment&#8217;cie. Prezydent nieprzychylny młodemu Premierowi blokowałby wszystkie reformy, które są Rumunii obecnie niezbędne. Ponta udał się do Brukseli by wyjaśnić całą sytuację z EuroVipami: Martinem Schulzem, Hermanem van Rompuy i Jose Manuelem Barosso.</p>
<p>Czy mamy do czynienia &#8211; jak krzyczą nagłówki &#8211; z nowym rodzajem zamachu stanu, demokratycznym? A może niektórzy dziennikarze i politycy zamiast dokładnie przeanalizować informacje wolą głosić populistyczne hasła o łamaniu przez Rumunię zarówno prawa krajowego i europejskiego.</p>
<p>Popularny Premier zmierzy się z popularnym Prezydentem 29 lipca br. Dla Rumunii to być albo nie &#8230; w UE.</p>
<p>Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego<br /> <b>Lidia Geringer de Oedenberg</b></p>
<p class="thanks">Dziękujemy pani poseł do Parlamentu Europejskiego, Lidii Geringer de Oedenberg, za zgodę na przedruk artykułu.</p>
<p class="info">Artykuł ukazał się pierwotnie na blogu europoslanki Lidii Geringer de Oedenberg <a href="http://2009.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Z Parlamentu Europejskiego</a> prowadzonym na <a href="http://www.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24.pl</a></p>
<p class="note"><strong>Lidia GERINGER DE OEDENBERG</strong> (ur. 1957 Wrocław) &#8211; polska polityk, działaczka kulturalna, od 2004 posłanka do Parlamentu Europejskiego, kwestor PE, członkini Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w PE.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/demokratyczny-qzamach-stanuq/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kto im to mówi?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/kto-im-to-mowi/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/kto-im-to-mowi/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Jul 2012 14:55:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/07/07/kto-im-to-mowi/</guid>

					<description><![CDATA[&#8222;Łukaszenka pręży muskuły&#8221; &#8211; donosi z pewną uszczypliwością „Gazeta Polska Codziennie” &#8211; opisując sytuację Białorusi w przeddzień Święta Niepodległości jakie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1343"></span></p>
<p>&#8222;Łukaszenka pręży muskuły&#8221; &#8211; donosi z pewną uszczypliwością „Gazeta Polska Codziennie” &#8211; opisując sytuację Białorusi w przeddzień Święta Niepodległości jakie prezydent Łukaszenka ustanowił na 3 lipca &#8211; dzień wyzwolenia Mińska spod okupacji niemieckiej w 1944 r. Wyraźnie pro-pisowska &#8222;GP-codziennie&#8221; ma pretensje do Łukaszenki, że to właśnie data wyzwolenia Mińska przez Armię Czerwoną, a nie data rozpadu ZSRR jest na Białorusi narodowym świętem. Ta niechęć do białoruskiego przywódcy w propisowskiej prasie jest zbieżna z antybiałoruskim nastawieniem rządu Tuska. Co w tym Łukaszence jest, że tak złączył polską koalicję z polską opozycją? Może to, że nie dopuścił do gospodarczej kolonizacji Białorusi?</p>
<p>Dwie strony dalej ta sama &#8222;Gazeta Polska-codziennie&#8221; omawiając książkę Andrzeja Waśki pisze, że przyczyną gospodarczego upadku Polski jest zgoda elit na kolonizację gospodarczą Polski.</p>
<p class="citate">Na początku lat 90. mieliśmy gałęzie gospodarki zdolne do konkurencji na rynku zewnętrznym i cenowo i technologicznie. Ale nie zrobiliśmy tego, co będący wtedy na podobnym poziomie Chińczycy. Poddaliśmy się trwającej już ponad 20 lat kolonizacji ekonomicznej.</p>
<p>&#8211; pisze Robert Tekieli.</p>
<p>Święte słowa tylko dlaczego jako przykład podawać dalekie Chiny, kiedy tuż za płotem, na wschodzie mamy państwo, które właśnie nie dało się gospodarczo zwasalizować ani zachodowi, ani Rosji. Chociaż państwo to ma znikome zasoby naturalne, obroniło swoje kluczowe gałęzie przemysłu i dziś wytwarzają one traktory, autobusy i największe ciągniki na świecie.</p>
<p>To państwo, to <b>Białoruś</b>. Od kiedy rządy objął tam pogardzany przez naszych inteligentów kierownik kołchozu Aleksander Łukaszenko, stopień wzrostu PKB jest tam regularnie dwa razy wyższy niż nasz. Może to jest ten kamień obrazy dla naszych autorytetów spod okrągłego stołu, zwaśnionych w ramach &#8222;wojny w rodzinie&#8221;?</p>
<p>Oczywiście Łukaszenka jest niedemokratyczny i niedawno przetrzymał w areszcie dziennikarza &#8222;Gazety Wyborczej&#8221; Andrzeja Poczobuta, za &#8222;znieważenie prezydenta&#8221;. To całkiem inaczej niż dzieje się w demokratycznej na wskroś III RP. Właśnie &#8222;Gazeta Polska &#8211; codziennie&#8221; donosi z oburzeniem, że twórcy satyrycznej strony &#8222;Antykomor.pl&#8221; grozi 5 lat za zniewagę prezydenta Komorowskiego. Co prawda &#8222;GP-c&#8221; oburza się, że naruszona jest tu wolność słowa, ale gdyby znieważano śp. Lecha Kaczyńskiego pytałaby o granice tej wolności i protestowała.</p>
<p>Po prostu znieważać wolno tylko tych prezydentów, którzy nie są &#8222;nasi&#8221;. Łukaszenka nie jest &#8222;nasz&#8221;, więc lżyć go może zwłaszcza dziennikarz &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;. I to nie jest bynajmniej &#8222;moralność Kalego&#8221;!</p>
<p>Oczywiście nie wszystko na Białorusi wyszło po naszemu. Np. wbrew ubiegłorocznym triumfalnym zapowiedziom władze tego kraju opanowały inflację i jakoś sobie poradziły z przejściowymi trudnościami z brakiem dewiz. A pamiętacie Państwo jak triumfalnie zapowiadał gospodarcze załamanie Mińska &#8222;nasz&#8221; minister Sikorski? Tymczasem jak &#8211; z nieukrywanym żalem &#8211; donosi na łamach &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; &#8222;analityk do spraw wschodnich&#8221; &#8211; Anna Dyner &#8211; <em>&#8222;Białoruś poradziła sobie z ubiegłorocznym kryzysem gospodarczym&#8221;</em>.</p>
<p>Ale zaraz dodaje informacje jak to wzrosły ceny i wyciąga &#8211; jak się wydaje &#8211; radosny wniosek, że postępuje gospodarcze uzależnienie Białorusi od Rosji. Wniosek jest &#8222;radosny&#8221; bo gdyby był prawdziwy, potwierdzałby główną tezę polskich mediów, w myśl której Białoruś, to rosyjski satelita.</p>
<p>Anna Dyner &#8211; &#8222;analityk do spraw wschodnich&#8221; &#8211; cokolwiek by to miało znaczyć &#8211; nie zadaje pytania <strong>w jaki sposób polska polityka presji na Białoruś, domaganie się sankcji, wpycha Łukaszenkę w objęcia Moskwy?</strong> Chyba już takie pytania są tendencyjne i nie wolno ich zadawać ani w koalicji, ani na opozycji.</p>
<p>Za to &#8222;misja&#8221; (&#8222;pokojowa&#8221; &#8211; ma się rozumieć) w Afganistanie kosztowała Polskę 4,3 mld zł. I ani koalicja, ani opozycja nie widzą tu pola do konfrontacji. Są jednak sprawy wspólne. Nurtuje mnie tylko pytanie (też niepoprawne), kto o tym co jest wspólnie bronione i wspólnie atakowane, decyduje?</p>
<p><b>Janusz Sanocki</b></p>
<p class="note"><b>Janusz SANOCKI</b> (ur. 1954) &#8211; dziennikarz, polityk, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, samorządowiec, były burmistrz Nysy, uczestnik Ruchu Obywatelskiego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, autor książki &#8222;WoJOWnicy&#8221; (2005). 21 sierpnia 2008 rozpoczął protest głodowy przeciwko bezprawiu sądów, prokuratury i policji, głodował 14 dni. Obecnie prowadzi akcję społeczną skupiającą stowarzyszenia obywateli walczących z bezprawiem sądów i prokuratur w komitety referendalne zmierzające do zmian ustrojowych w Polsce. Inicjator Kongresu Protestu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/kto-im-to-mowi/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Solidarni z Białorusią</title>
		<link>https://koszalin7.pl/solidarni-z-biaorusi/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/solidarni-z-biaorusi/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 27 Jan 2011 19:31:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/01/27/solidarni-z-biaorusi/</guid>

					<description><![CDATA[Po wyborach prezydenckich na Białorusi doszło do wielotysięcznej manifestacji w Mińsku, w trakcie której milicja i inne służby brutalnie pobiły]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-862" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/01/bielarus_01.jpg" border="0" alt="Mińsk" title="Mińsk" align="left" width="468" height="301" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/01/bielarus_01.jpg 468w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/01/bielarus_01-300x193.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 468px) 100vw, 468px" />Po wyborach prezydenckich na Białorusi doszło do wielotysięcznej manifestacji w Mińsku, w trakcie której milicja i inne służby brutalnie pobiły i aresztowały wielu demonstrantów. Do aresztów białoruskiego KGB trafili prawie wszyscy kandydaci na prezydenta &#8211; konkurenci Łukaszenki w wyborach. <span id="more-863"></span>  Jeden z nich &#8211; po pobiciu do nieprzytomności &#8211; został nawet porwany ze szpitala. W wystąpieniu nadanym w reżimowej telewizji białoruski dyktator oskarżył Polskę i Niemcy o inspirowanie i wspieranie próby zamachu stanu, której miała dokonać białoruska opozycja, podczas pokojowej w istocie manifestacji dn. 19 grudnia przeciwko fałszerstwom wyborczym. Polski MSZ stanowczo odpiera te zarzuty, stwierdzając, że o żadnej próbie obalenia ustroju siłą, sterowanej z zewnątrz, nie mogło być mowy.</p>
<p>Powodem takiego zaostrzenia się sytuacji na Białorusi jest to, że gdyby wybory zostały przeprowadzone uczciwie Łukaszenka po raz pierwszy od 1994 r. mógłby stracić władzę. Jak podawał portal Kresy.pl: <em>Według sondażu przeprowadzonego dla telewizji Biełsat, w pierwszej turze Aleksander Łukaszenka mógł liczyć na ponad 30 procent głosów, w drugiej turze obecny białoruski prezydent mógłby przegrać. Z sondażu wynika również, że  <a href="http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/marek-bucko-wybory-na-bialorusi-zostaly-sfalszowane">ponad 57 procent Białorusinów spodziewało</a> się sfałszowania wyborów.</em></p>
<p>W tej sytuacji nie dziwi, że po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich Białorusini wylegli na ulice, a wielu trafiło do więzienia. Petycję w obronie więźniów politycznych na Białorusi można podpisać na stronie: <a><a href="http://www.petitionbuzz.com/petitions/ffppob">www.petitionbuzz.com</a></u>.</p>
<p>Istotny jest również problem relegowania z uczelni studentów białoruskich, którzy brali udział w pokojowych manifestacjach. Zwraca na to uwagę m.in. Niezależne Zrzeszenie Studentów – jedna z największych organizacji studenckich w Polsce, która sama powstała ze sprzeciwu wobec totalitarnego reżimu w latach osiemdziesiątych. Zarząd Krajowy NZS wydał oświadczenie odnośnie apelu Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie relegowania studentów z uczelni białoruskich:</p>
<p class="citate">Niezależne Zrzeszenie Studentów popiera, skierowany do rektorów uczelni wyższych, apel Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego &#8211; prof. Barbary Kudryckiej, zachęcający do przyjmowania w poczet studentów naszych rówieśników, którzy przez udział w demonstracjach skierowanych przeciw białoruskim władzom, zostali relegowani z uczelni w swoim kraju.</p>
<p> Niezależne Zrzeszenie Studentów od początku istnienia sprzeciwia się łamaniu praw obywatelskich, ograniczaniu wolności oraz dyskryminacji ze względu na poglądy i przekonania polityczne. Jednoznacznie potępia sposób przeprowadzenia wyborów prezydenckich, które odbyły się 19.12.2010 roku na Białorusi, szczególną uwagę zwracając na sposób postępowania wobec kandydatów opozycyjnych oraz ich zwolenników.</p>
<p> Jednocześnie, Organizacje Uczelniane Niezależnego Zrzeszenia Studentów obecne na kilkudziesięciu uczelniach w całym kraju, deklarują chęć pomocy w procesie adaptacji oraz wdrożenia białoruskich studentów na polskich uczelniach, w przypadku podjęcia przez rektorów odpowiednich działań.<br />Z wyrazami szacunku,<br /><strong>Zarząd Krajowy NZS</strong></p>
<p>Dotychczas gotowość przyjęcia studentów, którzy zostaną wydaleni z uczelni białoruskich zadeklarowało ponad 50 szkół wyższych w Polsce. Zwłaszcza na wschodzie kraju organizowane są też manifestacje solidarności z Białorusią &#8211; jedna z takich manifestacji odbyła się 19 stycznia br. przed Ratuszem w Lublinie. Warto również przypomnieć, że po wcześniejszych wyborach prezydenckich na Białorusi w 2006 r. polskie uczelnie przyjęły 244 studentów białoruskich pozbawionych możliwości studiowania w swoim kraju z powodów politycznych.</p>
<p>Śledząc represje polityczne na Białorusi, starsi mają okazję przypomnieć sobie, a młodsi wyobrazić, jak to kiedyś wyglądało w Polsce. Trywialne są słowa ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, że to porównywalne jest z wydarzeniami w Polsce po ogłoszeniu stanu wojennego. Z pewnością &#8222;Baćka&#8221; Łukaszenko pod tym względem mógłby śmiało konkurować z takimi specjalistami od stosunków polsko-rosyjskich, jak Wojciech J., Czesław K. i inni. Nie pozostaje nic innego, jak ironicznie zaproponować Bronisławowi Komorowskiemu, aby na następne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego zamiast Jaruzelskiego zaprosił Aleksandra Łukaszenkę!</p>
<p>Niedawno miałem okazję zamienić słowo z red. Tomaszem Sakiewiczem, m.in. o sytuacji na Białorusi. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” powiedział, że po dojściu do władzy postkomunistów w 1993 r. i zwycięstwie Kwaśniewskiego w wyborach prezydenckich w 1995 r. środowiska prawicowe w Polsce obawiały się, że Polska po kilku latach od transformacji ustrojowej może stać się drugą Białorusią. Podobne obawy były też wśród części polityków Zachodu.</p>
<p>Dziś mało kto pamięta, że jeszcze w połowie lat 90 organizowano w Polsce wielotysięczne manifestacje antykomunistyczne i w takiej atmosferze zaczynał też swoją prezydenturę Aleksander Kwaśniewski. Przesłanki do takich obaw były, jak chociażby instrukcja 0015 w sprawie inwigilacji prawicy. Zdaniem Sakiewicza od zostania drugą Białorusią uchroniła nas w znacznej mierze polityka Stanów Zjednoczonych – polscy postkomuniści wiedzieli, że w Polsce na pewne rzeczy nie mogą sobie pozwolić. Redaktor Sakiewicz zapomniał jednak dodać, jak to było w 1989 r., gdy do Polski przyleciał prezydent George Bush senior, naciskać na kierownictwo „Solidarności” i Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego (OKP), aby dla uspokojenia sytuacji w regionie zgodziły się na wybór Jaruzelskiego na prezydenta.</p>
<p>Z jednym się zgodzę na pewno – gdyby nie zbiorowy wysiłek tych Polaków, skupionych m.in. w NZS i „Solidarności Walczącej”, którzy także po 1989 r. chcieli demokracji, a nie tylko demokratyzacji, Polska mogłaby być teraz w zupełnie innym położeniu.</p>
<p>Warto o tym pamiętać obserwując wydarzenia na Białorusi. Podobnie jak i nie sposób przecenić wsparcia dla polskich przemian ze strony papieża &#8211; Polaka, który 1 maja zostanie wyniesiony na ołtarze, a który zawsze powtarzał, że wolność jest zadana, a nie dana raz na zawsze i że trzeba ją stale zdobywać.</p>
<p><strong>Krzysztof Kowalczyk</strong></p>
<p class="note"><strong>Krzysztof KOWALCZYK</strong>, Krzysztof Kowalczyk jest działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Marii-Curie Skłodowskiej i Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.</p>
<p class="foto">Foto: WorldNews</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/solidarni-z-biaorusi/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>W obronie „zakazywanej pamięci”</title>
		<link>https://koszalin7.pl/w-obronie-zakazywanej-pamici/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/w-obronie-zakazywanej-pamici/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 29 Mar 2010 01:53:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/03/29/w-obronie-zakazywanej-pamici/</guid>

					<description><![CDATA[23 lutego br. lwowscy radni uchwalili apel do radnych sejmiku województwa podkarpackiego w którym zarzucili &#8222;otwarte zakłamywanie roli Ukraińskiej Powstańczej]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-451" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/wolyn_01.jpg" border="0" alt="Foto 1" title="Foto 1" align="left" width="450" height="600" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/wolyn_01.jpg 450w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/wolyn_01-225x300.jpg 225w" sizes="auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px" />23 lutego br. lwowscy radni uchwalili apel do radnych sejmiku województwa podkarpackiego w którym zarzucili &bdquo;otwarte zakłamywanie roli Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) w historii Ukrainy i próbę narzucenia Ukraińcom fałszywą wizję przeszłości&rdquo;. Apel ten odnosi się do przyjętej pod koniec <span id="more-453"></span>  grudnia rezolucji podkarpackich samorządowców w sprawie &bdquo;upamiętnienia ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach na dawnych Kresach Wschodnich przez zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i UPA&rdquo;.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-452" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/wolyn_02.jpg" border="0" alt="Foto 2" title="Foto 2" align="left" width="450" height="600" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/wolyn_02.jpg 450w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/03/wolyn_02-225x300.jpg 225w" sizes="auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px" />Lwowscy radni uznali, iż &bdquo;oświadczenie to jest prowokacyjne i jest wyrazem ingerencji w wewnętrzne sprawy Ukrainy&rdquo;, będąc zarazem &bdquo;nieudolną próbą narzucenia przez Polskę Ukraińcom skrajnie zaangażowanej i wykrzywionej wizji historii Ukrainy w ubiegłym stuleciu&rdquo;. Zarzucili również że &bdquo;w latach 1918-1920 rękoma Rosji i Polski doprowadzono do zniszczenia Ukraińskiej Republiki Ludowej i Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej&rdquo;&#8230;</p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/obyw/europa_002.html"><strong>W OBRONIE „ZAKAZYWANEJ PAMIĘCI” &#8211; cały artykuł.</strong></a></p>
<p> </center>  </p>
<p class="foto">Foto 1. Symboliczny nagrobek w zespole pomnikowym Martyrologii Narodu Polskiego na Cmentarzu Komunalnym w Koszalinie. Napis: O POLAKACH WOŁYNIA. Masowo mordowanych w latach 1939-1945. ONI GROBÓW NIE MAJĄ! Ciała ofiar wrzucano do: dołów, studni, bagien, palonych budynków. Ślady mordów zatarto! W 60-tą rocznicę apogeum tragedii. Lipiec 2003 &#8211; RODACY.</p>
<p><strong>Foto 2.</strong> Tablica Ofiar Wołynia w zespole pomnikowym Martyrologii Narodu Polskiego na Cmentarzu Komunalnym w Koszalinie. Napis na tablicy: PAMIĘCI POLSKIEJ LUDNOŚCI CYWILNEJ WYMORDOWANEJ W LATACH 1943-1945 NA WOŁYNIU I KRESACH POŁUDNIOWO-WSCHODNICH. KRESOWIACY.</p>
<p class="info">Strona internetowa <a href="http://www.doss.wroclaw.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Dolnośląskiego Ośrodka Studiów Strategicznych</strong></a> oraz <a href="http://doss.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>blog Ośrodka</strong></a> na Salon24.</p>
<p class="note">Sławomir KRAKOWCZYK. Absolwent stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, doktorant w Zakładzie Studiów nad Geopolityką Instytutu Studiów Międzynarodowych UWr, specjalizuje się w zakresie historii i teorii konfliktów zbrojnych oraz teorii strategii. Członek Dolnośląskiego Ośrodka Studiów Strategicznych (DOSS).</p>
<p class="thanks">Dziękujemy panu dr Sławomirowi Krakowczykowi za wyrażenie zgody na przedruk artykułu na naszym portalu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/w-obronie-zakazywanej-pamici/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Polsko-ukraińska kwadratura koła</title>
		<link>https://koszalin7.pl/polsko-ukraiska-kwadratura-koa/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/polsko-ukraiska-kwadratura-koa/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 10:28:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/11/polsko-ukraiska-kwadratura-koa/</guid>

					<description><![CDATA[I na tym polega problem, że nie tylko piewcy chwały ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, których nie brakuje ani w Kanadzie, ani]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>I na tym polega problem, że nie tylko piewcy chwały ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, których nie brakuje ani w Kanadzie, ani w niepodległej dziś Ukrainie, ale i zwyczajni ukraińscy historycy nie chcą uznać bezspornego dla nas faktu &#8211; rzezi Polaków na Kresach. W swoim czasie przy spotkaniach ze swoimi ukraińskimi przyjaciółmi, <span id="more-249"></span> udzielającymi się społecznie i politycznie, poddawałem ich swoistemu testowi: proponowałem im, by potępili w wywiadzie udzielonym mi, jako polskiemu dziennikarzowi i wypróbowanemu sympatykowi niepodległej Ukrainy, rzeź Polaków na Wołyniu. Żaden nie wyraził zgody mimo bardzo zażyłych naszych stosunków i przyjaźni z licznymi innymi Polakami. Jedynie prof. Bohdan Osadczuk podczas udzielonego mi wywiadu (zamieszczonego w &#8222;Najwyższym CZASIE!&#8221;) potępił ową zbrodnię i wyznał, iż żałuje, że nie udało mu się jako doradcy kolejnych ukraińskich prezydentów Leonida Krawczuka oraz Leonida Kuczmy namówić ich do potępienia w imieniu narodu ukraińskiego tej zbrodni.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://statycz.koszalin7.pl/obyw/europa_001.html"><strong>POLSKO-UKRAIŃSKA KWADRATURA KOŁA &#8211; cały artykuł.</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/polsko-ukraiska-kwadratura-koa/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
