<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Państwo &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/obywatel/pastwo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Wed, 16 Apr 2025 23:58:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>Zagłodzić finansowo Polskę&#8230;.</title>
		<link>https://koszalin7.pl/zaglodzic-finansowo-polske/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/zaglodzic-finansowo-polske/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 Aug 2022 14:18:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Latest]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=3742</guid>

					<description><![CDATA[&#8211; Państwa, takie jak Polska i Węgry, trzeba finansowo zagłodzić&#8230; &#8211; te słowa miały paść z ust niemieckiej wiceprzewodniczącej Parlamentu]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-3742"></span></p>
<p><strong>&#8211; <em>Państwa, takie jak Polska i Węgry, trzeba finansowo zagłodzić&#8230;</em> &#8211; te słowa miały paść z ust niemieckiej wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Katariny Barley. Niemieccy historycy: prof. Götz Aly, prof. Christian Gerlach i dr Christian Packheiser, dokładnie opisali mechanizm finansowego głodzenia Polski i innych podbitych przez Niemcy krajów.</strong></p>
<p>Napoleon mówił, ze do wygrania wojny potrzeba trzech rzeczy: po pierwsze – pieniędzy, po drugie – pieniędzy, po trzecie – pieniędzy. Hitler, rozpętując najkosztowniejszą wojnę świata, potrzebował po pierwsze i po setne pieniędzy. Zorganizowana grabież krajów okupowanych umożliwiła III Rzeszy uzyskanie kwoty &#8211; licząc bardzo ostrożnie &#8211; minimum 2 bilionów euro. Beneficjentami gigantycznego rabunku nie była tylko niemiecka machina wojenna, ale cały naród niemiecki. Większa część łupów szła na finansowanie wojny, reszta została redystrybuowana do niemieckich obywateli w postaci zwolnień podatkowych, świadczeń socjalnych, podwyżek płac, wczasów pracowniczych, sztucznie zaniżonych cen towarów.</p>
<p><em><strong>&#8222;Wojna żywi wojnę!&#8221;</strong></em> &#8211; taką dewizę wyznawał Hermann Göring, który wśród wielu zajmowanych stanowisk, pełnił również funkcję ministra ekonomii w rządze Adolfa Hitlera (1933-1945). Oznaczało to, że wojska w krajach okupowanych i na froncie mają wyżywić się same, bezlitośnie eksploatując podbite tereny. <em><strong>&#8222;Jeśli ktoś ma głodować, to nie powinien to być Niemiec, tylko ktoś inny&#8221;</strong></em>. <em><strong>&#8222;Jest mi obojętne, że ludzie przewracają się tam (na terenach okupowanych) z głodu. Niech się przewracają, byle tylko z głodu nie przewracał się żaden Niemiec&#8221;</strong></em>. Wtórował mu naczelny kwatermistrz armii Eduard Wagner: <em><strong>&#8222;Armia powinna żywić się kosztem kraju, w którym przebywa, aby tym samym oszczędzić kraj ojczysty&#8221;</strong></em>.</p>
<p>Jeszcze przed wybuchem wojny <em><strong>&#8222;rząd niemiecki zamienił finanse publiczne w weksel, który miał pokrycie tylko w łupie zdobytym w nadchodzącej wojnie rabunkowej&#8221;</strong></em> (Götz Aly). Rabunek był zaplanowaną, powszechną i tolerowaną normą w krajach podbitych i okupowanych.</p>
<p>Kto w Polsce dzisiaj pamięta, że za okupację niemiecką i terror musieliśmy Niemcom&#8230; zapłacić? Götz Aly pisze, że Generalna Gubernia (część terytorium Polski pod administracją niemiecką, nie włączona do Rzeszy) &#8222;nie była oficjalnie okupowana, lecz znajdowała się <em><strong>&#8222;pod ochroną militarną&#8221;</strong></em> i musiała za to słono płacić &#8211; nazywało się to <em><strong>„daniną na rzecz obrony”</strong></em> (<em>Wehrbeitrag</em>). W 1941 roku zapłacono Niemcom – 0,5 mld zł, w 1942 – 1,3 mld zł, a w 1943 – 3 mld zł. Dodatkowo Wehrmacht wystawiał Generalnej Guberni rokrocznie rachunki za swą służbę i utrzymanie stacjonujących żołnierzy, np. w 1942 roku zapłacono 100 mln zł za 400 tysięcy żołnierzy, których w rzeczywistości było&#8230; 80 tysięcy. <em><strong>&#8222;Armia wykorzystywała te pięciokrotnie zawyżone wpływy do pokrycia swych potrzeb w zakresie artykułów spożywczych i innych towarów, czego konsekwencją było to, iż miejscowa ludność cierpiała na brak zboża, ziemniaków, mięsa&#8230;&#8221;</strong></em> &#8211; pisze Götz Aly.</p>
<p>Trudno wymienić wszystkie metody grabieży, pomysłowość Niemców była tutaj niewyczerpana. Bank emisyjny w Polsce musiał każdy gram złota oddać bankowi Rzeszy. To samo dotyczyło wszelkich dewiz. Niemcy nie płaciły w praktyce za dostarczane do Rzeszy surowce i towary, a obciążenia podatkowe i opłaty rosły w zastraszającym tempie. Robotnicy przymusowi w Rzeszy, niezależnie od swych niewolniczych zarobów, bez własnej wiedzy byli obdzierani ze składek na fundusz rentowy i ubezpieczenia. Profesor Aly ocenił, że na samych robotach przymusowych Niemcy zarobiły równowartość 130 miliardów euro.</p>
<p>W styczniu 1943 roku minister finansów Rzeszy zażądał, <strong><em>&#8222;aby dwie trzecie budżetu Generalnego Gubernatorstwa przekazane zostało na potrzeby Rzeszy&#8221;</em></strong> jako składka na pokrycie kosztów&#8230; obrony narodowej (<em>Wehrkostenbeitrag</em>). Kiedy wiosną 1944 roku na skutek bombardowań Niemiec przenoszono część fabryk zbrojeniowych na teren okupowanej Polski, wszystkie wydatki związane z budową i produkcją miały być pokryte przez Generalne Gubernatorstwo.</p>
<p>Latem 1942 roku sekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa Herbert Backe ustalił wysokość obowiązkowych dostaw zboża i mięsa przez głodujące Generalne Gubernatorstwo. Drakońska propozycja wywołała protesty nawet Niemców z administracji GG. Backe miał na nie odpowiedź: <em><strong>&#8222;W Generalnym Gubernatorstwie żyje nadal 3,5 mln Żydów. Jeszcze w tym roku Polska zostanie z nich oczyszczona&#8221;</strong></em>.</p>
<p>Niemiecki historyk Christian Gerlach, profesor Uniwersytetu w szwajcarskim Bernie, uważa, że konieczność wyżywienia ludności niemieckiej przyspieszyła wymordowanie europejskich Żydów. Stawia tezę, że skazanie na śmierć milionów ludzi podbitych krajów wynikało z potrzeby utrzymania bilansu żywnościowego w Rzeszy i wyżywienia armii poza nią.</p>
<p>Przywódcy III Rzeszy nie mniej niż wrogów zewnętrznych, obawiali się własnego społeczeństwa i tak zwanego frontu wewnętrznego (<em>Heimatfront</em>), ojczyźnianego. Nie chcieli powtórzenia sytuacji z pierwszej wojny światowej, którą przegrali nie tyle na frontach zewnętrznych, co wewnątrz własnego państwa. Wojska niemieckie dostały &#8222;nóż w plecy&#8221;, jak mówiono po pierwszej wojnie.</p>
<p>Podczas całej pierwszej wojny (1914-1918) poziom życia w Niemczech obniżył się o 65%. Większa część społeczeństwa znalazła się na granicy egzystencjalnego minimum. Przyszedł głód, choroby, zamieszki, rewolta wewnętrzna. Tymczasem podczas II wojny światowej (1939-1945) społeczeństwo utrzymało, a nawet polepszyło poziom życia, pomimo racjonowania żywności. Stało się to możliwe dzięki niespotykanej w dziejach skali rabunku, grabieży, wywłaszczania oraz eksterminacji ludności w Polsce i okupowanych krajach.</p>
<p><strong><em>&#8222;Przyślijcie wszystkie pieniądze jakie macie&#8221;</em></strong> &#8211; pisali niemieccy żołnierze do swoich rodzin w Rzeszy. Racjonowanie żywności i towarów sprawiło, że siła nabywcza pieniądza była tam niewielka. Za to w Generalnym Gubernatorstwie można było kupować żywność za bezcen, dzięki dokonanej przez Niemców dewaluacji złotówki w stosunku do waluty niemieckiej i sztucznemu zaniżeniu jej wartości. Żołnierze dokarmiali swoje rodziny przysyłając miliony paczek. Ich żony wysyłały na front całe listy życzeń towarów, które należy im dostarczyć. Prof. Götz Aly zauważa, że po wybuchu wojny rodziny niemieckich żołnierzy dysponowały nierzadko dochodami większymi niż w okresie pokoju.</p>
<p>Poparcie społeczeństwa niemieckiego dla hitleryzmu i wojny miało swoje mocne podstawy w korzyściach jakie dawały rabunki, kradzieże i grabieże. Urlopy żołnierskie, udzielane według ściśle przestrzeganych harmonogramów, służyły w większym stopniu zaopatrzeniu rodzin w Rzeszy niż wypoczynkowi. Podczas narady u Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu w lipcu 1942 roku zanotowano słowa: <em><strong>&#8222;Patrz na urlopowicza jako na idealny i najprostszy środek transportu i daj mu tyle jedzenia dla jego bliskich, ile tylko może unieść&#8221;</strong></em>. <em><strong>&#8222;Żołnierze stali się uzbrojonymi handlarzami masłem&#8221;</strong></em> &#8211; pisze Götz Aly.</p>
<p>Nowe powojenne Niemcy jako &#8222;państwo dobrobytu&#8221; budowano w dużej mierze na wojennych rabunkach i łupach. W kwietniu 1945 roku brytyjski oficer Julius Posener znalazł się w Kolonii. <em><strong>&#8222;Ludzie wyglądali dobrze &#8211; zaróżowione twarze, weseli, zadbani i całkiem nieźle ubrani&#8221;</strong></em> &#8211; napisał. <strong><em>&#8222;System ekonomiczny, który do samego końca podtrzymywano dzięki milionom obcych rak i poprzez rabunek całego kontynentu, dał właśnie tutaj swoje efekty&#8221;</em></strong>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Tadeusz ROGOWSKI</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Literatura:<br />
1. Götz Aly, &#8222;Hitlers Volksstaat&#8221;. Fischer Verlag Gmbh, Frankfurt am Main 2005. (Polskie tłumaczenie: Wojciech Łygaś, &#8222;Państwo Hitlera&#8221;, Finna, Gdańsk 2006).<br />
2. Christian Gerlach, &#8222;Krieg, Ernährung, Volkermord: Forschungen zur Deutschen Vernichtungspolitik im Zweiten Weltkrieg&#8221;. Hamburger Edition, Hamburg 1998.<br />
3. Christian Packheiser, &#8222;Heimaturlaub&#8221;. Wallstein Verlag, Göttingen 2020.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Opublikowano: 10 października 2020</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/zaglodzic-finansowo-polske/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Polska 1945 &#8211; jak Feniks z popiołów</title>
		<link>https://koszalin7.pl/polska-1945-jak-feniks-z-popiolow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/polska-1945-jak-feniks-z-popiolow/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 08 May 2020 19:56:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Blogi historyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Historia Polski]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Rogowski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=3211</guid>

					<description><![CDATA[A jednak wyszliśmy z tej wojny jako zwycięzcy! Mimo wszelkich przeciwności losu, mimo rozbioru Polski dokonanego 1 i 17 września]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-3211"></span></p>
<p>A jednak wyszliśmy z tej wojny jako zwycięzcy! Mimo wszelkich przeciwności losu, mimo rozbioru Polski dokonanego 1 i 17 września 1939 roku przez dwa sąsiadujące z Polską totalitaryzmy, mimo strasznych cierpień, ogromu ofiar, mimo zniszczenia Warszawy, mimo zdrady Zachodu w Teheranie i Jałcie, mimo wyznaczania naszych granic przez możnych tego świata za pomocą&#8230; zapałek. Jaki inny naród w tych warunkach mógłby wstać z kolan i zacząć żyć na nowo? Jesteśmy narodem o niespotykanej sile i woli przetrwania.</p>
<p>Polska nie została zdradzona przez aliantów w Jałcie, ale już znacznie wcześniej &#8211; w Teheranie, a nawet jeszcze wcześniej &#8211; na Konferencji moskiewskiej. Jałta była już tylko konsekwencją Teheranu. Kiedy jednak w Jałcie alianci cynicznie grali polską kartą dla własnych korzyści, na froncie wschodnim, na Pomorzu walczyła już cała armia Wojska Polskiego, druga osłaniała operację pomorską &#8211; a obie już za kilka miesięcy walnie przyczynią się do integracji z Polską przyznanych nowych terenów, stanowiących 1/3 terytorium dzisiejszego Kraju. Polacy na wszystkich frontach II wojny światowej, od pierwszego do ostatniego dnia wojny, zawsze przeciwko Niemcom, świadomi wiarołomności swoich aliantów &#8211; szli, walczyli i ginęli za wolność swej Ojczyzny. Straciliśmy tereny na wschodzie, straciliśmy Wilno i Lwów, a także ogromne obszary, na których Polacy byli często w mniejszości. Powojenna Polska w stosunku do II Rzeczypospolitej skurczyła się o 77 024 km2, czyli więcej niż wynosi łączna powierzchnia Holandii i Belgii.</p>
<p>Co zyskaliśmy? Przede wszystkim ocaliliśmy naszą państwowość, odzyskaną zaledwie w 1918 roku, co dziś wydaje się naturalne, ale na początku wojny nie było takie oczywiste. Polska, przy ograniczonej niepodległości i suwerenności na rzecz wschodniego mocarstwa, odrodziła się w sercu Europy jako powszechnie uznawany byt państwowy, podmiot prawa międzynarodowego. Zyskała granicę na Odrze i Nysie, Pomorze, Dolny Śląsk i Prusy Wschodnie, miasta Gdańsk, Wrocław, Szczecin, Koszalin i Olsztyn, szeroki ponad 600-kilometrowy dostęp do morza z wieloma portami. Zyskała korzystny kształt granic państwowych i stała się krajem jednolitym narodowo, szanującym prawa nielicznych w porównaniu z II Rzeczpospolitą mniejszości narodowych. Niezwykła determinacja i ogrom ofiary tamtego pokolenia Polaków przyniosły odrodzenie Polski, chociaż na czasy pełnej wolności trzeba było jeszcze poczekać. Polacy stanęli do pokojowej odbudowy swego kraju, podnieśli z gruzów zrównaną z ziemią Warszawę, zrujnowany przemysł, zintegrowali z Polską zniszczone i obrabowane Ziemie Północne i Zachodnie. Niezwykła żywotność polskiego Narodu, świadomość historyczna i wiara przodków mimo prób narzucenia ateizmu państwowego, stały się fundamentem nowej Polski. Wbrew spotykanym dzisiaj opiniom, wygłaszanym głównie na użytek polityki, wbrew wszelkim przeciwnościom, w ostatecznym bilansie wyszliśmy z tej wojny jako zwycięzcy.</p>
<p>O wielu sprawach musimy jednak pamiętać i traktować je jako przestrogę. Nie tylko o zależności od Związku Sowieckiego i narzuconym niechcianym systemie, o czym chętnie mówią dziś politycy, ale i o zdradzie Zachodu, o czym politycy-koniunkturaliści nie chcą pamiętać. Emigracyjny historyk Władysław Pobóg-Malinowski pisze w &#8222;Najnowszej historii politycznej Polski&#8221;, że alianci zachodni po uchwaleniu pełnych &#8222;mądrości politycznej i szlachetności&#8221; aktów: Lend-Lease Act, czy Karty Atlantyckiej duchem nawiązującej do słynnych &#8222;Czternastu punktów Wilsona&#8221; z 1918 roku, szybko porzucili postawę moralną.</p>
<p><em><strong>&#8222;Już po roku &#8211; pisze historyk &#8211; ci sami ludzie staczać się zaczną w dół i posługując się obłudą, kłamstwem, brutalnością, cynizmem &#8211; frymarczyć będą cudzymi ziemiami, handlować losem narodów, cierpieniem, łzami milionów płacić za pozory własnych zysków krótkowzrocznie, egoistycznie, bez miłosierdzia dla ofiar, bez skrupułów, bez wyrzutów sumienia&#8221;</strong></em>. Kierując się <em><strong>&#8222;egoizmem narodowym, który w trosce o własne interesy z lekkim sercem poświęca cudze, a obłudę i cynizm, podstęp, matactwo i szalbierstwo łączyć z metodą płaszczenia się, ze szkodą dla własnej ambicji i godności&#8221;</strong></em>.</p>
<p>Odbyły się trzy konferencje tzw. Wielkiej trójki &#8211; przywódców USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR &#8211; konferencja teherańska (listopad-grudzień 1943), konferencja jałtańska (luty 1945) oraz konferencja poczdamska (lipiec-sierpień 1945). Zanim jednak doszło do pierwszego spotkania w Teheranie, odbyła się w październiku 1943 roku mniej znana Konferencja moskiewska, w której uczestniczyli trzej ministrowie spraw zagranicznych trzech koalicyjnych mocarstw: Cordell Hull (Stany Zjednoczone), Anthony Eden (Wielka Brytania) oraz Wiaczesław Mołotow (Związek Radziecki). Było to preludium do spotkania w Teheranie, a dla Związku Sowieckiego stanowiła sondaż przed podjęciem najważniejszych decyzji dotyczących Polski.</p>
<p>Jak pisze Pobóg-Malinowski, w Moskwie <em><strong>&#8222;sprawę polską potraktowali Anglosasi jako kłopotliwą i poruszyli ją z lękliwą oględnością w końcowej fazie konferencji &#8230; w atmosferze znużenia wszystkich po dziesięciu dniach narad&#8221;. </strong></em>Dodatkowo Cordell Hull <em><strong>&#8222;odnieść miał wrażenie, że zasadniczą przeszkodą na drodze do wznowienia stosunków</strong></em> (między ZSRR a Polską, zerwanych po ujawnieniu mordów katyńskich &#8211; dop. TR) <em><strong>jest niechęć rządu polskiego do kompromisu w sprawie granicy&#8221;</strong></em>.</p>
<p>Najciekawsze jednak jest to, co przytacza Churchill w piątym tomie swoich wspomnień, w instrukcji dla ministra Edena na konferencję moskiewską. Stwierdza tam, że przystąpienie Rosji do Karty Atlantyckiej &#8222;oparte jest na granicach z 22 czerwca 1941 roku&#8221;, czyli <em>de facto</em> sankcjonuje i legalizuje rozbiór Polski dokonany we wrześniu 1939 roku przez Niemcy i Rosję. Przypomina też inny fakt, świadczący o tym, że Churchill już w marcu 1942 roku przekonywał Roosevelta, by nie odmawiać Rosji prawa do granic z czerwca 1941 roku. Dalej znajduje się inny, niezwykle intrygujący passus: <em><strong>&#8222;bierzemy również pod uwagę historyczne granice Rosji&#8221;</strong></em>, a więc te z czasów przed wojną roku 1939 i 1914. &#8222;<strong>Nie wiadomo, co miał Churchill na myśli, mówiąc o granicach historycznych Rosji sprzed roku 1914</strong> &#8211; zastanawia się Pobóg-Malinowski. <em><strong>&#8211; Na zachód od granic Rosji z czerwca 1941 pozostawała już tylko ta część Polski, która jako Królestwo wchodziła w skład Rosji carskiej&#8221;</strong></em>. Innymi słowy, gdyby Stalin przycisnął, Anglosasi zgodziliby się na jeszcze większe ustępstwa wobec Polski.</p>
<p>W Teheranie &#8222;dopełniono formalności&#8221; z Polską. Pobóg-Malinowski zapisuje zdumiewające słowa:</p>
<p><strong><em>&#8222;Churchill przy pomocy trzech zapałek, które oznaczać miały Polskę, Niemcy i Związek Sowiecki &#8211; zademonstrował</em> jak sobie wyobraża <em>przesunięcie Polski na zachód</em>. Stalinowi to &#8211; owszem &#8211; <em>podobało się</em>, no i na tym skończyła się pierwsza <em>rozmowa</em> o Polsce. Po tej wstępnej wymianie zdań i poglądów przy użyciu aż trzech zapałek jako instrumentu do przetaczania wielkiego kraju ze wschodu na zachód, wracano do sprawy polskiej jeszcze parokrotnie&#8221;</strong>.</p>
<p>W pewnej chwili Stalin zaczął oskarżać rząd polski. <strong>&#8222;Anglosasi, według Stalina, pojęcia nie mają, co się tam, w tej Polsce, dzieje!</strong> &#8211; pisze Pobóg-Malinowski &#8211; <strong>Zawarte w tym zarzucie bezczelne łgarstwa Stalina zostały przez Roosevelta i Churchilla najpotulniej przyjęte, bez słowa protestu, bez cienia zastrzeżenia, nawet bez wyrazu zdziwienia!&#8221;</strong>.</p>
<p>To w Moskwie i Teheranie zapadły najważniejsze decyzje co do przyszłości Polski. Ustalono nową granicę wschodnią Polski i ZSRR na tak zwanej linii Curzona, dokonano też podziału krajów Europy na alianckie strefy operacyjne. Na mocy międzyalianckich uzgodnień Polska znalazła się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej, co tłumaczy późniejszą niechęć aliantów do udzielania pomocy Powstaniu warszawskiemu. Ustalono też, że radziecka strefa okupacyjna Niemiec przylegać będzie do Polski, przez którą przebiegały linie komunikacyjne do tej strefy, co oznaczało stałą obecność wojsk sowieckich na naszym terytorium i <em>de facto</em> przesądzało o naszym losie państwa o ograniczonej suwerenności.</p>
<p>Podjęto jeszcze jedną zadziwiającą decyzję. Na prośbę prezydenta Roosevelta, ze względu na odbywające się jesienią 1944 roku w USA wybory prezydenckie, postanowiono utajnić porozumienie Wielkiej trójki w kwestii polskiej. Amerykanin potrzebował jeszcze 6-7 milionowej Polonii do wygrania wyborów. Sprzedaną Polskę trzeba było wykorzystać do końca. Dwaj partnerzy Roosevelta skwapliwie przytaknęli, rozumieli się doskonale.</p>
<p><strong>Tadeusz ROGOWSKI</strong></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/polska-1945-jak-feniks-z-popiolow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy Helmut Kohl był przyjacielem Polski?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/czy-helmuth-kohl-by-przyjacielem-polski/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/czy-helmuth-kohl-by-przyjacielem-polski/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 18 Jun 2017 18:32:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2017/06/18/czy-helmuth-kohl-by-przyjacielem-polski/</guid>

					<description><![CDATA[Zmarł Helmut Kohl, wybitny niemiecki polityk pokolenia powojennego, próbującego po strasznych doświadczeniach II wojny światowej tworzyć nowy ład polityczny w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2209"></span></p>
<p><b>Zmarł Helmut Kohl, wybitny niemiecki polityk pokolenia powojennego, próbującego po strasznych doświadczeniach II wojny światowej tworzyć nowy ład polityczny w Europie. Za jego życia doszło do zjednoczenia Niemiec. Był dobrym politykiem z punktu widzenia&#8230; Niemiec. Nie był &#8222;przyjacielem Polski&#8221;, jak twierdzi obecna proniemiecka propaganda w Polsce. Zmierzmy się z faktami.</b></p>
<p>Jego rząd do końca wspierał finansowo Związek Radziecki, mimo tego, że trwała wojna w Afganistanie. Podczas konferencji „Dwa plus cztery” w sprawie zjednoczenia Niemiec, Polskę – kraj, który poniósł największe ofiary podczas II wojny światowej – znów potraktowano jak klienta wiszącego u klamki mocarstw, wykluczając z grona głównych decydentów. Za jego sprawą 45 lat po zakończeniu kataklizmu jakim dla Polski była napaść Niemiec w 1939 roku i II wojna światowa, Polska musiała ciężko walczyć o potwierdzenie swojej granicy zachodniej i prosić mocarstwa zachodnie o wsparcie. Opracowany przez Helmuta Kohla plan zjednoczenia Niemiec w ogóle nie obejmował kwestii granicy polsko-niemieckiej ani naszego udziału w podejmowaniu kluczowych dla Europy i świata ustaleń. Został wyodrębniony do oddzielnego porozumienia polsko-niemieckiego, którego podstawę stanowił Układ zgorzelecki podpisany z nieistniejącym już dzisiaj NRD. Kohl nie wyraził zgody na wycofanie z Konstytucji Niemiec słynnego artykułu 116, który nawiązuje do granicy Niemiec z 1937 roku, co &#8222;w razie czego&#8221; otwiera drogę do różnych pomysłów rewindykacyjnych.</p>
<h3>Helmut Kohl</h3>
<p>Urodził się w 1930 roku w Ludwigshafen am Rhein (nad Renem) w Nadrenii-Palatynacie w konserwatywno-mieszczańskiej rodzinie katolickiej. Jego starszy brat poległ podczas II wojny światowej, on sam został powołany do Wehrmachtu, ale nie wziął już udziału w walkach. Studiował na Uniwersytecie w Heildelbergu, tam też podjął pracę naukową (nauki polityczne, historia) i doktoryzował się. Wcześnie wstąpił do CDU (chrześcijańska demokracja), dochodząc w 1973 roku do funkcji przewodniczącego tej partii, którym pozostał 25 lat (1998). W 2001 roku przeżył osobistą tragedię, kiedy jego żona Hannelore, z którą miał dwóch synów, popełniła samobójstwo. W 1982 roku został kanclerzem Niemiec, pełniąc tą funkcję nieprzerwanie w ciągu pięciu rządów, aż do 1995.</p>
<h3>Polityka za pieniądze</h3>
<p>W 1984 Kohl przyjął w Bonn &#8222;Honorową Odznakę Związku Wypędzonych&#8221;. Tak zwani „Wypędzeni” stanowili znaczącą część jego elektoratu. W 1989 roku ogłosił w Bundestagu „Dziesięć punktów programowych dotyczących przezwyciężenia podziału Niemiec i Europy”, których nie skonsultował ani z opozycją w Niemczech, ani z innymi państwami. Był to plan zjednoczenia Niemiec, który nie zawierał jednak żadnych propozycji odnośnie ostatecznego uregulowania kwestii granicy polsko-niemieckiej. Polsce wyznaczono rolę biernego obserwatora. Niezadowolenie wyraziły Francja, Wielka Brytania, Włochy, Izrael i ZSRR. Ponieważ jednak USA w pełni poparły plan Kohla, pozostało mu przekonać do siebie Francję i ZSRR. Kanclerz Niemiec po prostu kupił poparcie tych państw, obiecując Francji integrację walutową, i „przekonując” ZSRR gigantyczną pożyczką 5 miliardów marek. Tutaj jednak mała dygresja.</p>
<h3>Ratowniczy ZSRR</h3>
<p>Pomoc udzielona ZSRR nie była przypadkiem odosobnionym. Kiedy na przełomie lat 80. i 90. gospodarkę ZSRR dotknęła zapaść i groził rozpad, Niemcy kanclerza Schmidta, a później Kohla, pośpieszyły z planem ratunkowym sfinansowania gazociągu Jamał, który miał dostarczyć dewiz niezbędnych do utrzymania i modernizacji sowieckiej armii oraz przemysłu, w tym zbrojeniowego. Znawca zagadnień niemieckich prof. Bogdan Musiał, który stawia Niemcom zarzut wspierania, a nawet subwencjonowania reżimów komunistycznych w Europie, napisał, że gdyby te plany zostały zrealizowane, to „Związek Sowiecki i zależne od niego reżimy komunistyczne … niekoniecznie uległyby unicestwieniu w latach 1989-1991”. Po dojściu w 1982 roku Kohla do władzy, już w następnym roku przedstawiciel Deutsche Banku podpisał w Leningradzie umowę na finansowanie projektu gazociągu Jamał na sumę 10 miliardów marek. Tuż przed upadkiem ZSRR, w październiku 1988 roku, rząd Helmuta Kohla udzielił Moskwie kredytu w wysokości 3 miliardów marek zachodnioniemieckich.</p>
<h3>Zjednoczenie Niemiec na warunkach niemieckich</h3>
<p>Przedłożone przez Kohla preliminaria („Dziesięć punktów programowych dotyczących przezwyciężenia podziału Niemiec i Europy”) nie zawierały niestety odniesienia do granic z sąsiadami. W tej sytuacji do akcji weszła polska dyplomacja (minister spraw zagranicznych RP Krzysztof Skubiszewski), która skłoniła prezydenta USA Busha do oświadczenia, że ustalenie granicy na Odrze i Nysie jest warunkiem koniecznym zjednoczenia Niemiec (grudzień 1989). Polonia w USA z Janem Nowakiem-Jeziorańskim, dyrektorem Kongresu Polonii Amerykańskiej, doprowadziła swoimi zabiegami do oświadczenia amerykańskiego Senatu, który zagroził podjęciem rezolucji odmawiającej Niemcom prawa do zjednoczenia do czasu uznania granicy z Polską. W rezultacie tych zabiegów ukazały się oświadczenia Bundestagu i parlamentu NRD, uznające obecny kształt granicy z Polską.</p>
<h3>Sprawa granicy niemiecko-polskiej&#8230; otwarta</h3>
<p>Wydaje się to nieprawdopodobne, ale przedstawiony przez Kohla, &#8222;przyjaciela Polski&#8221; plan zjednoczenia Niemiec w ogóle nie zawierał kwestii granicy na Odrze i Nysie. 45 lat po wojnie, doszło więc do powtórzenia sytuacji z Jałty – mocarstwa miały ponad naszymi głowami decydować o kształcie polskich granic i ponownie decydować bez nas o zasadniczym dla naszej państwowości zagadnieniu. Dla Niemców kwestia granic była&#8230; otwarta. Na szczęście PRL posiadał wyborowe kadry naukowe, zarówno w dziedzinie historii Niemiec i stosunków polsko-niemieckich (Antoni Czubiński, Lech Trzeciakowski, Zygmunt Wojciechowski, Kazimierz Piwarski, Jerzy Krasuski, Gerard Labuda, Michał Sczaniecki, Janusz Pajewski) jak i prawa międzynarodowego (Krzysztof Skubiszewski, czy wywodzący się z przedwojennej dyplomacji Stanisław Nahlik i Jędrzej Giertych). Trudno pomyśleć, jakie byłyby dalsze losy Polski bez tych ludzi. Znakomite kadry przygotował Instytut Zachodni w Poznaniu, którego działalność &#8211; co symptomatyczne &#8211; po 2000 roku była stopniowo wygaszana. Dopiero rząd PiS Beaty Szydło doprowadził do nadania należnej, państwowej rangi Instytutowi (ustawa z 17 grudnia 2015).</p>
<h3>Konferencja „2+4”</h3>
<p>W 1990 roku rozpoczęła się seria negocjacji państw niemieckich (RFN i NRD) i czterech mocarstw koalicji antyhitlerowskiej (USA, ZSRR, Wielka Brytania, Francja), w sprawie ustalenia warunków zjednoczenia Niemiec, nazwana konferencją „Dwa plus cztery”. Między majem a wrześniem 1990 roku odbyły się cztery spotkania (Bonn, Berlin, Paryż, Moskwa). Plan Kohla nie przewidywał udziału Polski. Dopiero na skutek energicznych działań dyplomatycznych Polska w ograniczonym zakresie została dopuszczona do rozmów w konferencji „2+4”, uczestnicząc w jednym z czterech posiedzeń (Paryż). Skubiszewski domagał się również, żeby traktat graniczny wszedł w życie przed traktatem zjednoczeniowym. Tego nie udało się jednak Polsce ugrać.</p>
<p>W ustaleniach konferencji &#8222;2+4&#8221; cztery mocarstwa uznały granice na Odrze i Nysie oraz zawarły postanowienia o jej nienaruszalności. Ponadto granice potwierdzone zostały w układzie zjednoczeniowym, w którym zjednoczone Niemcy m.in. wyrzekły się roszczeń terytorialnych wobec innych państw oraz zobowiązały do niewysuwania ich w przyszłości. W traktacie &#8222;2+4&#8221; &#8222;znalazł&#8221; się również zapis, że po podpisaniu traktatu zjednoczeniowego Niemcy potwierdzą swoją granicę odrębnym układem granicznym z Polską. Traktat taki podpisano 14 listopada 1990 już po zjednoczeniu Niemiec.</p>
<p>Teraz dopiero, każdy może sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Helmut Kohl był &#8222;przyjacielem Polski&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Tadeusz Rogowski</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/czy-helmuth-kohl-by-przyjacielem-polski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Międzymorze – szanse i realia</title>
		<link>https://koszalin7.pl/midzymorze-szanse-i-realia/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/midzymorze-szanse-i-realia/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 24 Aug 2016 19:34:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2016/08/24/midzymorze-szanse-i-realia/</guid>

					<description><![CDATA[Niccolo Machiavelli, jeden z twórców nowoczesnej teorii polityki oraz stosunków międzynarodowych, twierdził, że każde trzeźwe działanie polityczne warunkują dwa typy]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2140"></span><br />
Niccolo Machiavelli, jeden z twórców nowoczesnej teorii polityki oraz stosunków międzynarodowych, twierdził, że każde trzeźwe działanie polityczne warunkują dwa typy czynników: &#8222;necessita&#8221; i &#8222;occasione&#8221;. Z jednej strony mamy więc konieczności i ograniczenia wynikające z istniejącego stanu rzeczy, a z drugiej owe rzadkie okazje, które nagle ten stan rzeczy zmieniają, gubiąc jednych, a innych wynosząc na wyżyny ich potencjału. Problem z &#8222;ocassione&#8221; polega jednak na tym, że nie da się ich przewidzieć. Są one tym, co współcześnie Nassim Taleb – wybitny statystyk i badacz zastosowań rachunku prawdopodobieństwa – nazywa &#8222;czarnymi łabędziami&#8221;. Są wydarzeniami absolutnie kluczowymi dla historii, ale z punktu widzenia normalnego biegu zdarzeń bardzo rzadkimi i mało prawdopodobnymi. Na &#8222;occasione&#8221; można co najwyżej być otwartym i wypatrywać ich w oparciu o ogólne analogie historyczne. Pamiętać należy jednak przy tym, że historia nigdy się nie powtarza w sensie dosłownym.</p>
<p>&nbsp;</p>
<ul>
<li>Politycy środkowoeuropejscy mają niebywale mały margines błędu.</li>
<li>Realizacja naprawdę ambitnych projektów takich jak współpraca w ramach Międzymorza nie zależy od politycznej woli państw-pomysłodawców tylko od aktualnej sytuacji geopolitycznej.</li>
<li>Okresy politycznego rozkwitu w Europie Środkowo -Wschodniej następowały tylko przy równoczesnym osłabieniu potęg zachodnich i wschodnich.</li>
<li>Taka nietypowa sytuacja może się powtórzyć, ale prawdopodobieństwo takiego scenariusza nie jest nadmiernie duże.</li>
<li>Warto być gotowym na nietypowe scenariusze, nie można jednak w oparciu o nie kształtować całej polityki zagranicznej.</li>
</ul>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Europa Środkowa Wschodnia, czyli pomiędzy <i>necessita</i> i <i>occasione</i></h3>
<p>W myśl klasycznych teorii geopolitycznych Europa Środkowo-Wschodnia, czy też nieco szerzej Międzymorze, to korytarz pomiędzy strefami wpływów zachodnich potęg morskich i azjatyckich potęg lądowych. Przez środek tego geopolitycznego regionu ciągnie się wielka płaska nizina. Brak tu właściwie naturalnych barier, które mogłyby np. spowalniać przemieszczanie się obcych wojsk. Polityczne <i>necessita</i> dla wszelkich projektów politycznych powstających w Europie Środkowo-Wschodniej są więc niezwykle surowe. Politycy środkowoeuropejscy mają niebywale mały margines błędu, a ich społeczeństwa od setek lat żyją w strachu, którego nie znają na co dzień mieszkańcy innych regionów geopolitycznych. Nie bez przyczyny Timothy Snyder określa region mianem <i>bloodlands</i>.</p>
<p>Co najmniej od średniowiecza pojawiały się też mniej lub bardziej realne projekty jednoczenia regionu wobec oczywistych zagrożeń zewnętrznych. Geopolityczne ograniczenia oznaczają jednak, że powodzenie tych projektów zawsze w znikomym stopniu zależało od samej politycznej woli ich twórców, a w większym stopniu od tego, co chcieli i mogli w danym momencie zrobić ich potężni sąsiedzi na wschodzie i zachodzie.</p>
<p>W przypadku projektów związanych w polityką polską, Międzymorze jako pojęcie publicystyczno-polityczne nawiązuje do międzywojennej polityki marszałka Józefa Piłsudskiego i Józefa Becka. Ta polityka to z kolei nawiązanie do tradycji jagiellońskiej. Co jednak ciekawe, nawet dominium Jagiellonów nie powstało w próżni na zasiądzie prostego <i>fiat</i>. Nawet ten najstarszy projekt zjednoczeniowy musiał mieć geopolityczne szczęście. Szczęście polegało zaś na tym, że zarówno wschodnie jak i zachodnie ciała polityczne były niezwykle osłabione akurat w momencie, kiedy rodził się ów twór, z którego później wyrosła Rzeczpospolita Obojga Narodów. Na ponad trzydzieści lat przed ślubem Jagiełły i Jadwigi przez Europę przetoczyła się największa w jej dziejach epidemia. W latach 1347-1353 w zachodniej części kontynentu populacja zmniejszyła się o ponad połowę, zaraza ominęła przy tym w większości ziemie Królestwa Polskiego. W efekcie Europa Zachodnia przez następnie sto pięćdziesiąt lat nie miała nadwyżek demograficznych, z których mogłyby np. czerpać chcące kolonizować nowe tereny i prowadzić zaciąg księstwa niemieckie (w tym Zakon Krzyżacki). Dodatkowo dalszy Zachód (czyli dzisiejsza Francja i Anglia) na długie dziesięciolecia uwikłał się w wyniszczający konflikt sukcesyjny, zwany &#8222;Wojną stuletnią&#8221;. Z kolei ziemie ruskie zostały w trzynastym wieku podbite przez Złotą Ordę. Co jednak ważne, wkrótce po tych podbojach całe imperium mongolskie osiągnęło granice swojej ekspansji, a jego przywódcy zaczęli oddawać się wewnętrznym walkom tracąc zainteresowanie dalszym poszerzaniem granic zewnętrznych. Z geopolitycznego punktu widzenia trudno więc sobie wyobrazić lepszy moment na budowanie silnych bytów politycznych w Europe Środkowo-Wschodniej niż właśnie przełom wieku XIV i XV. W dodatku, wcale nie z powodu jakiegoś niezwykłego geniuszu Jadwigi, Jagiełły czy też (później) na przykład kardynała Oleśnickiego. Po prostu właśnie wtedy otwarło się okno możliwości i ówczesnym elitom udało się z niego skorzystać. W XVI wieku Rzeczpospolita i cały region Intermarium nadal po części korzystał z procentów od tamtej &#8222;occasione&#8221;, choć bitwa pod Mohaczem i zwycięstwo Sulejmana Wspaniałego było pierwszym sygnałem ostrzegawczym.</p>
<p>W XVII wieku Rzeczpospolita Obojga Narodów spoczęła na laurach i nie zauważyła, że jej sąsiedzi odrobili straty z nawiązką, a i imperium osmańskie nie zasypywało gruszek w popiele. Do końca XVIII wieku nie było już właściwie w Europie Środkowo-Wschodniej państw wyrastających z rodzimych politycznych tradycji, region został podbity i skolonizowany przez siły zewnętrzne. Do odrodzenia w miarę sprawnie działających i nawiązujących do rodzimej symboliki państw w regionie środkowoeuropejskim doszło ponownie dopiero kiedy przez moment powtórzyły się warunki geopolityczne z okresu ślubu Jagiełły i Jadwigi, czyli równoczesne osłabienie potęg wschodnich i zachodnich. Symboliczną datą jest tu rok 1918, czyli moment tuż po rewolucji w Rosji i wyniszczającej wojnie na Zachodzie. Wszelkie ambitne plany konfederacyjne spaliły jednak ostatecznie na panewce, okres geopolitycznej odwilży był bowiem zwyczajnie zbyt krótki. Stąd też poniekąd niemieckie określenie &#8222;państwo sezonowe&#8221;. Historia jest bowiem bezwzględna, w naszym położeniu geopolitycznym musimy w <i>Intermarium</i> grać tak jak pozwalają nam nasi zagraniczni, jak to się dziś ujmuje, &#8222;partnerzy&#8221;.</p>
<h3>Czasy się zmieniają, a położenie geopolityczne już niekoniecznie</h3>
<p>Mając na uwadze powyższą prawidłowość, należy zauważyć, że dziś jeszcze za wcześnie jest na powrót do silnie sformułowanej idei <i>Intermarium</i> jako trwałego sojuszu militarno-gospodarczego. Gospodarczo w regionie absolutnym hegemonem są Niemcy, militarnie nad państwami tego obszaru wciąż góruje Rosja, czy też &#8211; w innym sensie &#8211; Stany Zjednoczone. Polska, stosunkowo najsilniejsze państwo w ewentualnym projekcie międzymorskim może rozwijać współpracę regionalną, ale nie może w tej chwili stawiać państw takich jak Węgry, Czechy, Słowacja czy Rumunia przed wyborem na zasadzie &#8222;my albo Niemcy&#8221;. Przy wszystkich różnicach pomiędzy, na przykład, Wiktorem Orbanem a Angelą Merkel, warto bowiem zauważyć, że niemieckie inwestycje na Węgrzech wciąż rosną. Nawet Jarosław Kaczyński, mimo oczywistych różnic pomiędzy nim a urzędem kanclerskim czy niemiecką prasą, musi ciepło mówić o A. Merkel. Alternatywą jest bowiem ciepło mówić o Władimirze Putinie. Bez przyzwolenia Niemiec Polska nie może bowiem, niezależnie od tego jak bardzo by chciała, realizować swoich celów w polityce zagranicznej. Współpraca z Rosją na podobnym poziomie jest zaś niemożliwa nie tylko dlatego, że Niemcy podobnie jak Polska należą do UE i NATO.</p>
<p>Nawet bez Unii, która ulega coraz silniejszej dezintegracji i NATO, którego rola wyraźnie osłabła, Niemcy są bowiem na obecnym etapie partnerem zdecydowanie bardziej przewidywalnym. Przy całej swej gospodarczej sprawności Berlin nie postrzega się bowiem jako samodzielny pretendent do statusu globalnego mocarstwa i jest gotowy do nieco bardziej partnerskiego traktowania krajów małych i średnich. Rosja tymczasem, nieco na przekór faktom, utrzymuje, że wciąż tak jak USA jest globalną potęgą i ma prawo do swobodnego używania siły w obszarze &#8222;bliskiej zagranicy&#8221;; to zaś wyklucza nawet udawanie partnerskich stosunków z krajami Międzymorza. Na swoje usprawiedliwieniem kremlowscy decydenci mają chyba tylko znaną regułę mówiącą, że jeśli ktoś za jedyne narzędzie ma młotek, to wszystkie problemy przedstawiają mu się jako gwoździe. Po rozpadzie ZSRR Moskwa swoją potęgę mogła oprzeć tylko na sile militarnej i faktycznie pod tym względem rzuca ona cień na całą Europę Środkowo-Wschodnią. Cień ów zaś jest tym dłuższy, że NATO po umocnieniu się modelu autorytarnego w Turcji i jej ostrym zwrocie antyamerykańskim, przeżywa kryzys podobny do tego jaki UE przeżywa po Brexicie. Do tego, pomimo symbolicznego zaznaczania swojej obecności w regionie, Stany Zjednoczone są znacznie bardziej zaangażowane w rozgrywkę z Chinami na Pacyfiku i nie ma pewności, iż w razie poważnego konfliktu na terenie Europ Środkowo-Wschodniej Waszyngton czy też inne kraje NATO ryzykowałyby włączenie się do potencjalnie nuklearnej rozgrywki z Rosją.</p>
<p>Czy zatem kryzys UE i widoczne osłabienie wpływów NATO w regionie nie powinno zachęcać państw środkowoeuropejskich do zacieśniania współpracy? Naturalnie tak, jest to jednak proces wolny i kosztowny. Z perspektywy Polski trzeba go więc przeprowadzać bardzo ostrożnie. Czesi, Węgrzy, Słowacy, Rumuni i Bułgarzy widzieć w nas bowiem mogą megalomanów. Estonia i Łotwa mają pewne nadzieje na współpracę, są one jednak dość wątłe. Litwini postrzegają zaś Polaków jako bez mała potencjalnych agresorów. Nieumiejętne używanie haseł jagiellońskich i nawiązywanie do idei Międzymorza w tej sytuacji musi się wiec wydawać wielu potencjalnym partnerom śmieszne lub straszne, a przynajmniej przedwczesne. W regionie tak podzielonym i o tak skomplikowanej historii jak Europa Środkowo-Wschodnia niczego nie wskóra się działając w sposób nieprzemyślany, czy też gwałtowny. Pozbawione solidnych podstaw próby zjednoczenia regionu zresztą i w przeszłości prędzej czy później kończyły się fiaskiem. Stosując miękką politykę miejmy jednak na uwadze, że i ona nie do końca udała się nawet Niemcom, które szczodrze sypały przecież przez ćwierć wieku monetą urabiając cierpliwie środkowoeuropejskich polityków, analityków, naukowców i <i>think-tanki</i>. Po tym okresie Berlin osiągnął zaś tylko tyle, że kiedy Frank-Walter Steinmeier i Jean-Marc Ayrault wysunęli propozycję stworzenie wspólnego państwa federalnego w miejsce UE, to nie została ona od razu w Europie Środkowo-Wschodniej wyśmiana. Państwa Grupy Wyszehradzkiej zebrały się, poważnie rozważyły tę opcję, a dopiero potem ją odrzuciły.</p>
<p>Ten fakt daje nam pojęcie, ile wysiłku i energii musielibyśmy włożyć my Polacy zanim przekonalibyśmy do bliższej współpracy w ramach innych niż NATO i UE naszych środkowoeuropejskich sąsiadów. Co więcej, ten wysiłek będzie wymagał wizji i wyrzeczeń. Musimy więc rozwijać nasze wpływy gospodarcze, ale nie na zasadzie eksploatacji słabszych partnerów, tylko zrównoważonego rozwoju dla obopólnych korzyści. Ważniejsze są przy tym inwestycje, niż handel. Na poziomie instytucjonalnym musimy wyrobić sobie mechanizmy budowania trwałych więzi, przy czym nie tylko z miłymi naszemu sercu środowiskami demokratycznymi, ale i z tymi, którzy rządzą, nawet jeśli czynią to w sposób autorytarny. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na pomysł Piotra Trudnowskiego, który na łamach &#8222;Nowej Konfederacji&#8221; wysunął projekt, by polskie partie polityczne część pieniędzy otrzymywanych w ramach dotacji obowiązkowo przeznaczały na współpracę zagraniczną z partiami politycznymi działającymi u naszych wschodnich sąsiadów i w przestrzeni postsowieckiej. W ten sposób niezależnie od zmian u steru władzy mielibyśmy silne więzi z różnymi ekipami na wschodzie. Na razie jednak podobne plany nie znajdują oddźwięku. A przecież byłby to świetny projekt na teraz. Można go bowiem zrealizować nie czekając właściwie na rzadki układ geopolityczny. Dalsze kroki i silniejsza integracja byłaby zaś możliwa i uzasadniona obroną regionalnych interesów tylko w warunkach zbliżonych do tych, które panowały w drugiej połowie wieku czternastego lub chociaż w roku 1918. Coś takiego może się zdarzyć, ale przecież nie musi.</p>
<h3>Piastowie w przededniu <i>occasione</i></h3>
<p>Polska w swoim dzisiejszym geopolitycznym kontekście przypomina raczej Polskę piastowską. Jest średnim krajem, który musi zgrabnie lawirować między Rusią a Cesarstwem i czekać na swoje &#8222;occasione&#8221;. Nie znaczy to wszak, że nie zarysowują się też na horyzoncie zjawiska takie &#8222;occasione&#8221; zapowiadające. Globalnie dochodzi bowiem obecnie do wielkiego przesilenia, które może na zawsze zmienić pozimnowojenny ład światowy.</p>
<p>Po pierwsze możliwe jest bowiem, że Rosja przelicytuje. Prężąc militarne muskuły i wikłając się w kosztowne konflikty u swych granic przy spadających cenach ropy może w końcu utracić gospodarczą stabilność i zostać zupełnie zwasalizowana przez Chiny. Może też w akcie desperacji wejść w konflikt z Chinami lub z Turcją o wpływy w Azji Środkowej i następnie ten konflikt spektakularnie przegrać. Europa Środkowo-Wschodnia mogłaby wtedy spokojnie budować swoje wpływy w regionie i przy okazji nawiązać współpracę z Państwem Środka ponad głową Moskwy. Ułatwiłoby to Chinom rozwój swoich szlaków handlowych, a dla państw Europy Środkowo-Wschodniej stanowiłoby bezpieczny sojusz z odległym mocarstwem. Wydarzenia mogą się jednak potoczyć zupełnie inaczej. Rosja może też wyhamować, ustąpić nieco w sprawie Ukrainy i nawiązać ponownie bliższą współpracę z USA, co jest możliwe zwłaszcza jeśli listopadowe wybory wygrałby Donald Trump. Następnie wraz z USA i państwami Azji Wschodniej Rosja mogłaby izolować Chiny i porozumieć się z Turcją. Wtedy Moskwa utrzymałaby swoje wpływy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nie mogłaby wprawdzie używać wojska w pełni swobodnie, ale miałaby dość środków nacisku, by dusić w zarodku zagrażające jej inicjatywy.</p>
<p>Podobnie ma się sprawa z naszych statusem kraju peryferyjnego względem Niemiec i Europy Zachodniej w ogóle. Tu też możliwa, choć wcale nie konieczna, jest częściowa zamiana ról. Kluczową kwestią dla zidentyfikowania istniejących opcji wydaje się w tym kontekście ocena skutków procesów demograficznych i fali imigracyjnej z Afryki i Bliskiego Wschodu. Elity zachodnioeuropejskie, zwłaszcza niemieckie i francuskie mają bowiem obecnie ponownie problem z zasobami ludzkimi; ich społeczeństwa się starzeją, a ze wschodu nie przybywa wystarczająco dużo łatwych do zasymilowania imigrantów. Oczywiście nie każde starzejące się społeczeństwo musi przyjmować rzesze przybyszów. Historia światowych potęg sugeruje jednak, że nie można myśleć o konkurowaniu na skalę globalną nie pozyskując nowych obywateli z zewnątrz. Problem z imigrantami oraz uchodźcami pochodzącymi z Afryki i Bliskiego Wschodu to z punktu widzenia gospodarczego ich słabe wykształcenie, a z punktu widzenia politycznego &#8211; głębokie różnice religijne i kulturowe. Szereg badań współczesnych, chociażby te przeprowadzone prze Stevena Fisha oraz Adriana Karatnyckyego, czy też ugruntowane historycznie refleksje Waltera Laquera sugerują, że im większy odsetek wyznawców religii proroka w danym kraju, tym mniej liberalny charakter jego ustroju i słabsza ochrona praw człowieka. A więc mówiąc krótko: tym mniej wartości polityczno-prawnych typowych dla zachodnich demokracji. Otwarcie się na masową imigrację muzułmanów jest wiec dla zachodnich państw dużym ryzykiem, trzeba jednak przyznać uczciwie, że niesie też ze sobą pewne szanse. Trzeba też przy tym pamiętać, że elity zachodnie dysponują o wiele sprawniejszymi państwami niż kraje naszego regionu i mają głęboką wiarę w skuteczność sponsorowanej przez państwo inżynierii społecznej. Same tę inżynierię już przecież stosowały budując istniejący obecnie neoliberalny konsensus i wyciszając w końcu liczne spory o podłożu etnicznym oraz religijnym. By się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić współczesną Irlandią Północną i zobaczyć jak szybko zagoiły się tam stare rany, które krwawiły jeszcze dwadzieścia lat temu.</p>
<p>Wydaje się, że zdając sobie sprawę z ogromnego ryzyka i wszelkich trudności oraz potężnych kosztów liderzy krajów zachodnioeuropejskich stwierdzili więc, że podejmą wyzwanie. Przywódcy Zachodu wierzą, iż przy odpowiednich nakładach można z przybyszów z czasem uczynić obywateli Niemiec, Francji, Danii czy Włoch, następnie zaś dzięki ich wysiłkowi zwiększyć globalną konkurencyjność Europy jako takiej. To dlatego główna oś poważnej politycznej debaty na zachodzie to nie tyle: &#8222;Czy przyjmować?&#8221;, ile: &#8222;Jak przyjmować nie destabilizując zbytnio społeczeństwa?&#8221; Niewykluczone zresztą, że na ołtarzu przemian cywilizacyjnych w duchu literackich wizji Michela Houellebecqa zostanie faktycznie złożona liberalna demokracja w jej obecnym kształcie. Prawie na pewno polegnie zaś na tym ołtarzu ideologia nowej lewicy i raczej nie doczekamy się dekonstrukcyjnego reformowania islamu, genderowych mityngów w dzielnicach muzułmańskich i parad równości pod meczetami. Jeśli w ogóle powstanie jakieś <i>modus vivendi</i>, to będzie ono swoistym pluralistycznym konserwatyzmem. Takie ideologiczne liftingi są jednak zaskakująco łatwe z punktu widzenia kluczowych decydentów. Już teraz Republika Francuska, zamiast bronić swojego ulubionego <i>laicité</i>, usiłuje, na przykład, upaństwawiać islam wprowadzając mechanizmy kontroli, edukacji i współpracy pomiędzy meczetami a państwem. Na podobnej zasadzie pewien niemiecki przewoźnik postanowił wprowadzić przedziały kolejowe tylko dla kobiet. Dzieje się tak dlatego, że ideologie ze swej definicji są tylko narzędziami, które mają mieć wpływ przede wszystkim na masy, a nie na stosujące je elity. Dla elit bardziej niż tożsamość, honor i zasady liczy się bowiem zapewnienie swoim ciałom politycznym stabilnego rozwoju. To także zasada dobrze opisana i przeanalizowana już przez Machiavellego.</p>
<p>Nie znaczy to jednak, że chcąc zapewnić swoim &#8222;księstwom&#8221; rozwój elity nigdy się nie mylą, ani że pomiędzy różnymi elitami nie ma nigdy fundamentalnych różnic zdań co strategii działania w identycznej sytuacji. Europa Środkowo-Wschodnia tradycyjnie ma na przykład stosunkowo mało wiary w inżynierię społeczną i moc sprawczą państwa. Stąd zarówno elity jak i większość zwykłych obywateli krajów środkowoeuropejskich uważa, że projekt odmłodzenia Europy Zachodniej poprzez masowe przyjmowanie przybyszów z krajów muzułmańskich jest skazany na porażkę. W tym ujęciu <i>hubris</i> elit zachodnich wynikałoby po pierwsze z ich wiary w nieuchronność procesu sekularyzacji, a więc i deislamizacji a po drugie z braku świadomości, że nawet silne i stare państwa mogą zawieść, a nawet, po prostu, zniknąć. Doświadczenie Europy Środkowo-Wschodniej jest inne. Nie bez powodu rozpad na małe zwalczające się państewka o odmiennych tożsamościach etnicznych, a zwłaszcza religijnych, nazywa się często &#8222;bałkanizacją&#8221;. A bałkańska rozsypanka to przecież nic innego jak tylko smutny produkt uboczny nieudanego osmańskiego, a później habsburskiego, imperialnego multikulturalizmu. Z punktu widzenia konserwatywnych elit Europy Środkowo-Wschodniej, Europa Zachodnia może dziś zmierzać w podobnym kierunku. Może nie zapanować nad siłami ośrodkowymi, które wywoła masowa migracja, strach i przemoc. Europejskie miasta zaczną wtedy zamiast policji przemierzać milicje szariackie i bandy ultranacjonalistów z krzyżami na koszulkach. W tym kontekście obecna postawa Europy Środkowo-Wschodniej to zdecydowanie coś więcej niż tylko sprzeciw wobec przymusowej relokacji syryjskich uchodźców na jej teren. Bo przecież w Europie Środkowo-Wschodniej nie ma gett muzułmańskich, a symboliczne kwoty nie wprowadziłyby w krótkiej perspektywie żadnych istotnych zmian społecznych. Elitom Międzymorza zdaje się chodzić raczej o podkreślenie swojej odmienności i świadomego wyboru innej niż na Zachodzie długofalowej strategii przetrwania i rozwoju. Jest to zaś dla nich decyzja tym łatwiejsza, a wręcz korzystna polityczne, że czują jeśli nie pełne, to znaczne poparcie swoich społeczeństw, podczas gdy poparcie społeczeństw zachodnich dla projektów ich elit staje się coraz bardziej problematyczne.</p>
<p>Pytanie, która ze stron ma rację? Jeśli to Europa Zachodnia, to pomimo oczywistych obecnie konfliktów zbuduje ona w przyszłości nowe podstawy swojego dalszego rozwoju, a oporna Europa Środkowo-Wschodnia zostanie jeszcze bardziej zmarginalizowana. Jeśli jednak rację ma Europa Środkowo-Wschodnia, to jak w epoce Jagiellonów stanie się ona oazą względnej stabilności i dobrobytu na tle swojego zdestabilizowanego otoczenia. Nie znając jednak wszystkich zmiennych, nie sposób przewidzieć rezultat podobnych zakładów. Na razie nie warto więc chyba niepotrzebnie zaogniać sytuacji i mówić otwarcie o schyłku Zachodu, czy też upadku Moskwy. Nie trzeba jednak też wyrzucać planów <i>Intermarium</i> do kosza. Pozostaje robić w regionie to co się da, budować mozolnie sieci porozumienia i czekać cierpliwie na wydarzenia, których do końca przewidzieć się nie da, ale które mogą sprawić, że plany stworzenia regionalnej Federacji lub Konfederacji mogą się nam jeszcze przydać.</p>
<p>Oczywiście z czysto estetycznego punktu widzenia w takim czekaniu jest coś nieprzyjemnego, bo oznacza oczekiwanie na czyjąś porażkę. Rozwój planów takich jak Intermarium uwarunkowany jest jednak nie osłabieniem a katastrofą innych, być może większych i na swój sposób &#8222;piękniejszych&#8221;, projektów. W polityce zagranicznej w ostatecznym rozrachunku nie ma zaś miejsca na kategorię piękna. Czyjaś katastrofa jest zawsze czyjąś szansą.</p>
<h4>Michał Kuź</h4>
<p class="foto">Józef Piłsudski i Symon Petlura w Winnicy, kwiecień 1920.</p>
<p class="thanks">Dziękujemy Autorowi oraz Wydawcy za życzliwość i zgodę na przedruk tekstu na portalu koszalin7.pl</p>
<p class="info">Źródło: Ośrodek Analiz Strategicznych.(www.oaspl.org)</p>
<p class="note"><b>Michał KUŹ</b>. Doktor nauk politycznych. Pracownik Uczelni Łazarskiego. Absolwent Louisiana State University, Ośrodka Studiów Amerykańskich UW oraz Instytutu Filologii Angielskiej UAM. Stypendysta Fundacji Fulbrighta, a także członek Philadelphia Society. Autor tekstów publicystycznych i naukowych z zakresu filozofii polityki oraz politologii porównawczej. Redaktor &#8222;Nowej Konfederacji&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/midzymorze-szanse-i-realia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>&#8222;Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić&#8221; czyli o aktualności myśli J. Piłsudskiego</title>
		<link>https://koszalin7.pl/qwam-kury-szcza-prowadzi-a-nie-polityk-robiq-czyli-o-aktualnoci-myli-j-pisudskiego/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/qwam-kury-szcza-prowadzi-a-nie-polityk-robiq-czyli-o-aktualnoci-myli-j-pisudskiego/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 01 Oct 2015 18:50:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2015/10/01/qwam-kury-szcza-prowadzi-a-nie-polityk-robiq-czyli-o-aktualnoci-myli-j-pisudskiego/</guid>

					<description><![CDATA[Na wizji polityki zagranicznej w Polsce cieniem kładzie się specyficzna mentalność charakterystyczna dla formacji społecznej nazywanej powszechnie inteligencją. Jej pojmowanie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2101"></span><br />
Na wizji polityki zagranicznej w Polsce cieniem kładzie się specyficzna mentalność charakterystyczna dla formacji społecznej nazywanej powszechnie inteligencją. Jej pojmowanie spraw międzynarodowych jest ułomne, ponieważ wykształciła się ona jako elita polityczna narodu bez niezawisłego państwa. Zdobywszy zaś państwo, nie wyrobiła w sobie jeszcze nawyków charakterystycznych dla elit państw dojrzalszych.</p>
<ul>
<li>Na wizji polityki zagranicznej w Polsce cieniem kładzie się specyficzna mentalność charakterystyczna dla formacji społecznej nazywanej powszechnie inteligencją. Jej pojmowanie spraw międzynarodowych jest ułomne, ponieważ wykształciła się ona jako elita polityczna narodu bez niezawisłego państwa. Zdobywszy zaś państwo, nie wyrobiła w sobie jeszcze nawyków charakterystycznych dla elit państw dojrzalszych.</li>
<li>Inteligenckie myślenie o stosunkach międzynarodowych, ze wszystkimi jego słabościami, wciąż jest obecne, zarówno w tym jak formułowane są cele polityki zagranicznej oraz w tym, jak polska polityka zagraniczna jest analizowana na forum debaty publicznej.</li>
<li>Do siedmiu grzechów głównych polskiej inteligencji w stosunkach międzynarodowych należy zaliczyć: 1) manichejskie (czarno-białe) postrzeganie polityki zagranicznej; 2) moralizowanie i estetyzowanie; 3) ciążenie ku obcym elitom wbrew interesom narodowym; 4) przecenianie znaczenia polityki historycznej i symbolicznej; 5) brak wiedzy o najnowszych globalnych trendach; 6) kompleks niższości; 7) dziecinny realizm historyczny.</li>
<li>Zarówno idealizm, jak i demonstracyjny historyczny realizm wydają się być w równym stopniu patologiami inteligenckiego myślenia o polityce zagranicznej. Pojawia się więc potrzeba dojrzalszych elit zajmujących się polityką międzynarodową w sposób racjonalny i, co ważne, rozumiejących polskie interesy narodowe w sposób zinternalizowany, bez konieczności ich ciągłego publicznego werbalizowania.</li>
<li>&#8222;Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić!&#8221; &#8211; tak do członków rządu Ignacego Daszyńskiego zwrócił się Józef Piłsudski tuż po powrocie z Magdeburga w 1918. &#8222;Zwłaszcza politykę zagraniczną&#8221; &#8211; można byłoby dopowiedzieć i odnieść słowa Marszałka do całej formacji kulturowo-politycznej zwanej polską inteligencją; formacji która wyłoniła się około połowy wieku dziewiętnastego i której specyficzna kultura wciąż jest żywa wśród polskich elit.</li>
</ul>
<h3>Tradycja pesudopolityki</h3>
<p>Józef Piłsudski zapewne wiedział co mówi, jeśli chodzi o politykę zagraniczną był to bowiem naturalny talent od lat nie widziany w Europie (choć w wewnętrznych rozgrywkach już nie zawsze miał tak dobrą rękę). Był on też na wskroś inteligentem i właśnie dlatego, jako wybitny wyjątek od fatalnej reguły, zdawał sobie dobrze sprawę z ograniczeń własnego środowiska. Polska inteligencja nie miała doświadczenia w budowaniu państwa i troszczeniu się o nie w skrajnie trudnych warunkach geopolitycznych. Powstała głównie ze zbiedniałej porozbiorowej szlachty, swoje idee brała zaś ze specyficznie odczytanego mitu romantycznego i arystokratycznych aspiracji. Chłopami się brzydziła, a mieszczańskiej klasy średniej, która zbudowała nowoczesne państwa na Zachodzie, nie rozumiała. Oczywiście, najwybitniejsi przedstawiciele polskiej inteligencji potrafili stać się jednostkami niezaprzeczalnie wielkimi, zwłaszcza w nauce, wystarczy wspomnieć polską szkołę logiczno-matematyczną, filozoficzną i socjologiczną. Inteligencja prawie zawsze operowała jednak raczej na poziomie abstrakcji niż konkretów, a w swej masie ciążyła ku dość dyletanckiej i wtórnej salonowej humanistyce. Jak zauważa Jan Filip Staniłko &#8222;abstynencja (polskiego inteligenta &#8211; przypis M.K.) od życia gospodarczego sprawiła, że czołową rolę społeczną w społeczeństwie polskim 2 poł. XIX. w stanowił obok księdza i c(es)arskiego policjanta &#8211; powieściopisarz-literat, nie zaś inżynier-przedsiębiorca&#8221;. Jakże to aktualna i dzisiaj uwaga.</p>
<p>Najistotniejsze jest jednak to, iż będące efektem opisanego zjawiska cechy duchowe przekładały się również (i poniekąd przekładają się nadal) na bezpodmiotowe, egzaltowane i nieco dziecinne myślenie o stosunkach międzynarodowych. To dlatego polscy inteligenci w dziewiętnastym wieku tak naiwnie angażowali się we wszystkie możliwe rewolucje lub też w imię &#8222;realizmu&#8221; stawali się bezwolnymi narzędziami obcej polityki. To stąd brała się kompensacyjna, mistyczna megalomania lóż emigracyjnych połączona z bolesnym zakompleksieniem wobec europejskich intelektualistów.</p>
<p>Co do zasady, inteligencka myśl dotycząca polityki ma bowiem i wtedy, i dziś dwie twarze. W wydaniu idealistycznym przekłada się ona bowiem zwykle to na politykę zagraniczną przejętą wizjami duchowej odnowy, co najmniej, kontynentu, potępianiem &#8222;zła&#8221; i kreśleniem hipotetycznych granic na nieistniejących mapach. W wydaniu realistycznym inteligencka polityka produkuje zaś kieszonkowych Napoleonów i kawiarnianych Talleyrandów. Indywiduom tym zwykle brak elementarnego rozeznania w aktualnych problemach politycznych, ale za to każdą dawno przegraną bitwę z łatwością by wygrały i byłyby do tego skuteczniejsze we wszystkich dawno zakończonych negocjacjach.</p>
<p>Polska inteligencka elita, częściowo z racji swej alienacji, a częściowo w wyniku swego poczucia wyższości nie była i nie jest przy tym skłonna do dyskusji nt. polityki zagranicznej. To nad Wisłą powstała w dziedzinie, która wymaga przecież chłodnej analizy i zimnego bilansu sił, instytucja autorytetu, mędrca, który równie sprawnie porusza się w zagadnieniach filozofii, gospodarki, Unii Europejskiej i polityki wschodniej. Ów autorytet otoczony jest przez salonowe zaplecze, skłonne raczej do podziwu mędrca i egzaltacji wobec jego intelektualnej głębi, niźli życzliwej krytyki i otwartej dyskusji. Ta bowiem prowadzi niechybnie do tego, czego polski inteligent obawia się jak niczego innego, a mianowicie do utraty łask, a w rezultacie &#8211; do pauperyzacji. W efekcie nasza debata publiczna, mimo, iż nie brak w niej ludzi mądrych, stała się awanturą międzypartyjną lub kawiarnianą dyskusją, w której od woli dojścia do prawdy ważniejsze okazywały się konwenanse i uprzedzenia. Konia z rzędem temu, kto wskaże głosy ostrzeżenia przed rosyjskim zagrożeniem, które napływały z grona salonowych polskich inteligentów w przededniu wojny na Ukrainie.</p>
<h3>Jak widzimy współczesną Polskę w świecie?</h3>
<p>Czy jednak nie sięgamy zbyt daleko? Czy nadal można mówić o klątwie inteligencji w polskiej polityce? Jan Filip Staniłko w eseju <a href="http://www.omp.org.pl/stareomp/index4927.php?module=subjects&amp;func=viewpage&amp;pageid=664" target="_blank" rel="noopener noreferrer">&#8222;Niepokorni milusińcy. O wielkości i nędzy inteligencji polskiej&#8221;</a> twierdzi, że jak najbardziej. Bo choć inteligencja się zmieniała, przyjmowała ludzi nowych i odrzucała starych, to pewne kluczowe elementy intelektualnej specyfiki pozostały nienaruszone, w gruncie rzeczy, do dzisiaj. To one zdaniem Staniłki stanowią &#8222;o wielkości i nędzy polskiej kultury nowoczesnej&#8221;. Podobnie stwierdzić można, iż stanowią one również o wielkości i nędzy polskiej nowoczesnej polityki zagranicznej. Czy bowiem dwie twarze polskiej inteligencji naprawdę zniknęły? Czy jedni polscy politycy nie pielgrzymowali na Majdan &#8222;w imię wolności naszej i waszej&#8221;, by potem okazać się zupełnie bezsilnymi i nieprzygotowanymi na długofalowe skutki ukraińskiej rewolucji? Czy obranie znanego polskiego polityka na stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej nie okrzyknięto dziejowym sukcesem, by potem zobaczyć, jak polityk ten staje się narzędziem w rękach prawdziwych graczy z Berlina, Londynu i Paryża, i jak łamaną angielszczyzną wygłasza mętne przemówienia? Czy polscy publicyści, zwłaszcza na tak zwanej &#8222;prawicy&#8221;, nie spierają się wciąż o wydarzenia sprzed ponad sześćdziesięciu lat lub też zastanawiają się pracowicie, jak zbawić Europę przed zalewem islamu i ewidentnym jej moralnym upadkiem? Czy inni, dla odmiany, nie popisują się swoim łobuzerskim realizmem lub wzmagają się moralnie jak nastolatki? Czy realizm w naszym wydaniu to ledwie przykrywka dla szukania uzasadnienia dla braku jakiejkolwiek ambicji w polityce zagranicznej (a nie świadomy cynizm np. brytyjskich elit)? Czy polski inteligent, myśląc o brytyjskich gwarancjach bezpieczeństwa dla Polski w przededniu II wojny światowej, umie zrozumieć, iż władze w Londynie nie były, jak to to znudzenia powtarzamy, &#8222;wiarołomne&#8221;, a jedynie odsuwały w czasie wybuch wojny, po to, by się do niej lepiej przygotować?</p>
<p>Niestety, odpowiedzi na powyższe pytania nie napawają optymizmem. To zresztą zrozumiałe, że nie mamy bogatego doświadczenia w bronieniu pozycji naszego kraju na arenie międzynarodowej. Z drugiej jednak strony, współczesne państwo polskie istnieje już od 25 lat, czyli dłużej niż to, które w 1918 współtworzył Józef Piłsudski. Wyraźnie mieliśmy szczęście. Wyzwania geopolityczne przed którymi stoimy zasadniczo nie uległy jednak trwałej zmianie, być może powinniśmy więc zmienić nasze do nich podejście. Może powinniśmy nieco lepiej uczyć się na naszych błędach.</p>
<p>Częściowo w oparciu o tezy J. F. Staniłki można byłoby wręcz skonstruować katalog siedmiu, grzechów głównych inteligenckiego myślenia w polityce zagranicznej. Byłyby to 1) manichejskie (czarno-białe) postrzeganie polityki zagranicznej; 2) moralizowanie i estetyzowanie; 3) ciążenie ku obcym elitom wbrew interesom narodowym; 4) przecenianie znaczenia polityki historycznej i symbolicznej; 5) brak wiedzy o najnowszych globalnych trendach; 6) kompleks niższości; 7) dziecinny realizm historyczny.</p>
<h3>Manicheizm i moralizatorstwo</h3>
<p>Nieodparta inteligencka skłonność do moralizatorstwa i postrzegania polityki zagranicznej jako starcia absolutnego dobra z absolutnym złem przejawia się przede wszystkim w pryncypialnym bronieniu demokracji, zwłaszcza poza granicami naszego kraju. Biada bowiem temu, kto zamiast rytualnie krytykować do znudzenia Białoruś, zauważy nieśmiało, że i w naszych ostatnich wyborach samorządowych coś ewidentnie poszło nie tak.<br />
Białoruś to zresztą temat rzeka. Jest to bowiem kraj, z którym Polska powinna, wbrew opiniom wielu zawodowych wojowników o wolność, współpracować jak tylko się da, z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, jak zauważył na łamach Nowej Konfederacji Adam Kałążny jest to państwo, którego społeczeństwo, jako bodajże jedyne w regionie z pewną sympatią odnosi się dziedzictwa dawnej Rzeczpospolitej. Spory z polskimi organizacjami wynikają zaś raczej z autorytarnego charakteru reżimu i ewentualnie również naszej nieroztropnej polityki niż z programowego antypolonizmu w stylu litewskim. Po drugie, Łukaszenko jest, delikatnie mówiąc, zaniepokojony działaniami Rosji na Ukrainie i początkowo mówił o tym nawet otwarcie. Po trzecie, przy histerycznie antypolskiej postawie Litwy (patrz: rafineria w Możejkach) i pogłębiającym się chaosie na Ukrainie Polska również bardzo potrzebuje stabilnego partnera na wschodzie.</p>
<p>Oczywiście decydujący jest tutaj powód drugi. Łukaszenko obawia się, krótko mówiąc, że Kreml może pewnego dnia uznać rosyjskojęzycznych Białorusinów (czyli ponad 60% populacji) za Rosjan, tak jak za Rosjan uznał rosyjskojęzycznych Ukraińców. Putin mógłby zacząć taką operację chociażby od zainscenizowania czegoś w rodzaju Majdanu, by potem śmiało wkroczyć z bratnią pomocą i już zostać. W efekcie nadal całkiem popularny &#8222;Baćka&#8221;, tak jak i Janukowycz, znalazłby się na zupełnym, życiowym i politycznym aucie, a w jego miejsce zainstalowanoby klikę zielonych ludzików. Chcąc zachować względną podmiotowość, Łukaszenko potrzebuje jednak sojuszników, których na razie nie znajduje. W związku z tym na razie robi minę do złej gry i skwapliwie występuje jako &#8222;paź&#8221; Putina podczas rozmów o przyszłości Ukrainy, choć i tu &#8211; przyznajmy &#8211; zachowuje pewną autonomię. Jeśli jednak zgłosić się do niego z właściwą ofertą, mógłby zacząć uprawiać inną politykę. Nie jest oczywiście możliwe, by przeciągnąć go na Zachód, ale dając mu pole manewru zyskujemy przecież również i my. Polski inteligent, odrzuca jednak taką opcję &#8211; woli udawać, że na Białorusi toczy grę o &#8222;pełną stawkę&#8221;, choćby &#8211; w rzeczywistości &#8211; nawet już nie brał udziału w grze.</p>
<p>Ostatecznym argumentem w sprawie Białorusi jest wreszcie niedawna demonstracja realpolitik w wykonaniu administracji Baracka Obamy, który odszedł już nieodwołalnie od promowanej przez jego poprzednika doktryny &#8222;demokratycznego pokoju&#8221; (czytaj: demokracja albo wojna) i w imię strategicznych interesów USA rozpoczął normalizację stosunków zarówno z Iranem jak i z Kubą. Po raz kolejny okazało się, że poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy.</p>
<p>Polska tymczasem zamiast trwałymi interesami kieruję się raczej dość zmiennymi i etycznie zabarwionymi sympatiami. Z pozoru wydaje się, na przykład, że w naszym interesie jest zachowanie integralności europejskich granic i trzymanie Rosji na bezpieczną odległość, a najlepiej oddzielenie się od niej łańcuchem sprzymierzonych krajów. Z jednej jednak strony, wbrew naszemu dążeniu do stabilności granic na kontynencie, opowiedzieliśmy się za niepodległością Kosowa. Z drugiej zaś, wbrew naszej zasadzie budowania regionalnych sojuszy pryncypialnie obrażamy się na Węgry i Białoruś, co tylko jeszcze bardziej zbliża je do optyki Kremla. Nie chcemy zrozumieć, że kraje te w obliczu rosnącej agresywności Rosji i dość obojętnej postawy Niemiec i USA starają się uprawiać niebezpieczną politykę balansowania między mocarstwami. Możemy im w tym pomóc. Możemy na przykład, kiedy trzeba, wzmacniać nieco ich pozycję w kontaktach z Niemcami, a w zamian za to wymagać, by one wzmacniały naszą politykę w kontaktach z Rosją. Wymagałoby to jednak kunsztu politycznego jakiego dziś brak polskim politycznym elitom.</p>
<p>W samej Rosji natomiast polski inteligent musi przede wszystkim przestać rozmawiać z tamtejszą inteligencją opozycyjną. O ile bowiem w Polsce mamy do czynienia z pewnym rozdźwiękiem pomiędzy inteligencją a społeczeństwem, o tyle inteligent rosyjski (zwłaszcza opozycjonista) jest po prostu obcokrajowcem w swoim własnym kraju i, co do zasady, znacznie lepiej dogaduje się ze zwykłym Francuzem czy Niemcem niż ze zwykłym Rosjaninem. Prawidłowość tę zauważył już Dostojewski i nic nie wskazuje na to, aby miała ona ulec zmianie. Należy więc sobie powiedzieć wprost, że szlachetni &#8222;bracia Moskale&#8221; w przewidywalnej przeszłości nie będą zdolni do wywierania jakiekolwiek wpływu na władzę, nie mówiąc już o jej przejęciu. Ludzie którzy okupują zaś kremlowski &#8222;wertykał wlasti&#8221; to, z grubsza rzec biorąc, przedstawiciele służb i oligarchii. Z ich szeregów będzie się też rekrutował następca Władimira Putina i to z nimi będziemy musieli twardo i rzeczowo rozmawiać jeszcze długo po tym, jak zapomnimy o konflikcie na Ukrainie.</p>
<h3>Co powie Europa, co powie Waszyngton?</h3>
<p>Tyle, że inteligencka polityka zagraniczna nie zna właściwie pojęcia &#8222;twardej rozmowy&#8221;. To przecież trąci jakimś dorobkiewiczowskim targowaniem się. Tymczasem inteligencka strategia negocjacyjna opiera się zwykle na okazywaniu niepohamowanej pogardy adwersarzom i równie niepohamowanej spolegliwości sojusznikom. Administracja amerykańska może, na przykład, kupić sobie zgodę polskiego rządu na niebywale niebezpieczne i raczej wątpliwe moralnie działania na naszym terenie za śmieszną sumę 15 mln dolarów. Tutaj akurat jakoś się moralnie nie wzmogliśmy.</p>
<p>Podobnie ze stoickim spokojem przyjęliśmy uderzający w naszą energetykę pakiet klimatyczny. Brak nam wyraźnie tupetu Wielkiej Brytanii, która raz uzyskanego od UE w latach osiemdziesiątych rabatu nie oddała nigdy, a wobec wizji Brexitu może w Brukseli uzyskać nawet dalej idące ustępstwa. W stosunkach z USA brak nam śmiałości Turcji, która postawiła sprawę jasno: udostępnimy bazy wojskowe do działań przeciwko Państwu Islamskiemu tylko jeśli otrzymamy gwarancję, że nie powstanie państwo kurdyjskie a Waszyngton da Ankarze zielone światło do działań przeciwko bazom Partii Pracujących Kurdystanu. Targu jak się zdaje dobito, potem Turcy udostępnili swoje bazy.</p>
<p>Polska stosuje tymczasem inną strategię: najpierw wyświadcza Waszyngtonowi przysługę, np. rusza z nim do Iraku czy Afganistanu wbrew polityce zachodniej Europy, a potem wiernie czeka na nagrodę, którą wzruszony jej szlachetnym uczynkiem Waszyngton powinien Polsce przyznać. Po interwencjach w Iraku nagrodą miała być tarcza antyrakietowa, czy choćby ruch bezwizowy. Tarcza się nie zmaterializowała, brak wiz tym bardziej. Pozwolono nam jednak kupić przeciwlotnicze Patrioty. A jako, że zakup był nader dobrze odebrany przez USA, polski rząd zaczął po cichu liczyć, że na nadchodzącym szczycie NATO zapadnie decyzja o stworzeniu stałych baz. Z wypowiedzi Johna A. Hefferna, zastępcy szefa działu europejskiego w Departamencie Stanu wynika, że i tym razem czeka nas zawód. Minister Siemoniak powiada, że wciąż &#8222;walczymy&#8221;. Cóż z tego, skoro decyzji sprzeciwiły się Niemcy i wyraźnie miały do zaoferowania coś, czego Waszyngton jeszcze od nich nie dostał. Może chodziło o większą elastyczność w kwestii jeszcze nie podpisanego TTIP?</p>
<h3>Symbole, wizje i historie zamiast konkretów</h3>
<p>Co gorsza, zarówno Amerykanie jak i Niemcy bardzo dobrze już znają klucz do naszych inteligenckich dusz. Kochamy się bowiem w gestach, symbolach i deklaracjach. Szczyt NATO odbędzie się i tak, zostaniemy na nim zapewnieni o powszechnej z nami solidarności i będziemy się tym bardzo cieszyć. Tak jak podczas wcześniejszej wizyty Baracka Obamy w Warszawie, tak jak po licznych wypowiedziach Angeli Merkel.</p>
<p>Naszego zamiłowania do symboli nadal nie rozumieją jeszcze tylko Rosjanie, którzy sami mają, jak się wydaje, zadawnione urazy i kompleksy wobec &#8222;polskich panów&#8221; (patrz: święto siódmego listopada). Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że na Rosję i jej posunięcia patrzymy trochę bardziej trzeźwo częściowo dzięki zbawiennej rosyjskiej arogancji, zaprzeczaniu paktowi Ribbentrop-Mołotow, mitycznym ludobójstwie na jeńcach w roku 1920 i rosyjskiemu zwycięstwu pod Grunwaldem. Kto wie, jak by to wyglądało gdyby nie doszło do wojny na Ukrainie, a od Kremla słyszelibyśmy tylko usypiające &#8222;przebaczamy i prosimy o wybaczenie&#8221;. Niemcom wszak sprzedaliśmy znakomitą większość swoich mediów lokalnych oraz sporą cześć banków i jakoś nie kwapimy, by coś z tym zrobić. W przypadku Rosji jesteśmy ostatnio już bardziej czujni. Zupełnie niedawno PGNiG udało się, na przykład, umocnić kontrolę nad przesyłaniem gazu przez Polskę poprzez uzyskanie bezwzględnej większości udziałów w gazociągu jamalskim.</p>
<p>Co do zasady jednak, polskie elity łatwo się jednak łapią na świecidełka. W UE cieszą nas więc dające mało władzy, ale za to eksponowane stanowiska w rodzaju Przewodniczącego Rady Europejskiej, czy też Parlamentu Europejskiego. Do żywego czujemy się zaś dotknięci nieopatrznymi wypowiedziami o naszej historii. Nasza inteligencka świadomość, jak słusznie skądinąd zauważył Radosław Sikorski, charakteryzuje się &#8222;płytką dumą i niską samooceną&#8221;.</p>
<h3>Ignoranci i niegrzeczni chłopcy</h3>
<p>Być może zamiłowanie do symboli i potrzeba dowartościowania ma źródło w pewnych traumach związanych z naszą przeszłością. I to właśnie dlatego wciąż do tych traum wracają nie tylko zawodowi historycy, ale również politycy i analitycy. Nie są to jednak bynajmniej nudne akademie &#8222;na cześć&#8221;, tylko całkiem żywe spory godne spraw znacznie ważniejszych. Sam minister spraw zagranicznych wypowiadał się swego czasu o zasadności powstania warszawskiego. Wokół całej kwestii wywiązała się zresztą zażarta dyskusja publicystyczna. Kilku z jej uczestników zdążyło zaś do dnia dzisiejszego rozegrać całe wielopoziomowe wirtualne alternatywne historie. &#8222;Grając Polską&#8221; udało im się już &#8222;wygrać&#8221; wojnę światową, a ostatnio i stłumić w zarodku rewolucję bolszewicką.</p>
<p>Oczywiście w pierwszym przypadku wygrana wymagała sprzymierzenia się z Hitlerem, a w drugim z pełnymi uprzedzeń i poczucia wyższości wobec Polski i Polaków &#8222;białymi&#8221; generałami, ale w wirtualnej rozgrywce to tylko szczegół. Jeszcze bardziej zastanawiający jest jednak inny aspekt tego niefrasobliwego realizmu. W Polsce mianowicie publicznie ogłasza się rzeczy, których w innych krajach ludzie piszący o polityce zwykle nie mówią nawet prywatnie, choć z pewnością często o nich myślą. W polityce i publicznym dyskursie o polityce zagranicznej realizm dobrze zinternalizowany to tymczasem realizm niemal niewidoczny. Realizm bardzo znaczący w czynach i bardzo oszczędny w słowach. Proszę sobie na przykład wyobrazić, że niemieckie wysokonakładowe gazety piszą coś w stylu: &#8222;Ach, gdybyśmy tylko z inwazją na ZSRR poczekali do wiosny 1942, albo w ogóle rozpoczęli całą wojnę dwa lata później, w 1941. Przecież bylibyśmy dziś największym mocarstwem na świecie, a Hitler byłby uważany za największego człowieka w historii ludzkości&#8221;. Albo zwizualizujmy sobie następujący passus w prasie amerykańskiej: &#8222;Ach, gdybyśmy tylko posłuchali McArthura i w 1950 zrzucili bomby atomowe na chińskie miasta, nie mielibyśmy dziś żadnej konkurencji na Pacyfiku&#8221;. Tymczasem w polskiej prasie i świetnie się sprzedających polskich książkach możemy z łatwością znaleźć wizje przymierza z Hitlerem i wspólnej wyprawy Moskwę. W tym kontekście nie powinno dziwić, że tak wielu Rosjan i Amerykanów uważa nas za kryptofaszystów, a wielu Niemców ma nas zapewne za pożytecznych idiotów, którzy z nich to odium zdejmują.</p>
<p>Oczywiście, miło jest mieć ten łobuzerski urok &#8222;złego chłopca, realisty&#8221;, który uciera uszy pięknoduchom, sam autor tych słów czasem ulega podobnym pokusom. Tylko, że taki &#8222;zły chłopiec&#8221; jest w gruncie rzeczy tylko odbiciem &#8222;dobrego chłopca, idealisty&#8221; w krzywym zwierciadle. To rozdarcie polskiego inteligenckiego dyskursu, tą jego cukierkowatą anielskość i groteskową diabelskość przy równoczesnym braku dojrzałej racjonalności doskonale zrozumiał i opisał przede wszystkim Witold Gombrowicz. Prowadząc rozważania o naszym miejscu na arenie międzynarodowej, polscy inteligenci ciągle pojedynkują się na miny, ciągle odgrywają Miętusa i Syfona.</p>
<p>Istnieją przy tym oczywiście realiści opisujący faktyczne problemy współczesnego świata jak choćby, by wymienić choćby dwóch autorów, Jacek Bartosiak, autor licznych analiz dotyczących rosnącego napięcia pomiędzy Stanami i Chinami, czy też Michał Lubina, autor świetnej książki &#8222;Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014&#8221;. Może gdyby poświęcano im więcej uwagi w szerszym dyskursie, lepiej by wtedy zrozumiano, jakie problemy zaprzątają teraz największe mocarstwa i dlaczego USA nie są zainteresowane większym zaangażowaniem w Europie. Próżno jednak szukać w mainstreamie analiz choćby niedawnych incydentów na Morzu Południowochińskim i trwającego tam wyścigu zbrojeń.</p>
<p>A nie są to wbrew pozorom kwestie bez znaczenia dla Polski. Wprost przeciwnie, wydaje się, że nadchodzi globalne przesilenie, które stawia przed naszym krajem nowe wyzwania, ale otwiera też przed nim nowe możliwości. By z nich skorzystać, musimy jednak mieć państwo w którym politykę zagraniczną prowadzi się w oparciu o zimną kalkulację, a nie mrzonki czy też dyletancki pseudorealizm.</p>
<h4>Michał Kuź</h4>
<p class="thanks">Dziękujemy Autorowi oraz Wydawcy za życzliwość i zgodę na przedruk tekstu na portalu koszalin7.pl</p>
<p class="info">Źródło: Ośrodek Analiz Strategicznych.(www.oaspl.org)</p>
<p class="note"><b>Michał KUŹ</b>. Doktor nauk politycznych. Pracownik Uczelni Łazarskiego. Absolwent Louisiana State University, Ośrodka Studiów Amerykańskich UW oraz Instytutu Filologii Angielskiej UAM. Stypendysta Fundacji Fulbrighta, a także członek Philadelphia Society. Autor tekstów publicystycznych i naukowych z zakresu filozofii polityki oraz politologii porównawczej. Redaktor &#8222;Nowej Konfederacji&#8221;.</p>
<p class="foto">Marszałek Józef Piłsudski. Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC).</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/qwam-kury-szcza-prowadzi-a-nie-polityk-robiq-czyli-o-aktualnoci-myli-j-pisudskiego/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Fobia czy entuzjazm? „Światu potrzebne są dziś renesansowe umysły, wielkie i uczciwe charaktery”</title>
		<link>https://koszalin7.pl/fobia-czy-entuzjazm-wiatu-potrzebne-s-dzi-renesansowe-umysy-wielkie-i-uczciwe-charaktery/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/fobia-czy-entuzjazm-wiatu-potrzebne-s-dzi-renesansowe-umysy-wielkie-i-uczciwe-charaktery/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 08 Nov 2014 16:26:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/11/08/fobia-czy-entuzjazm-wiatu-potrzebne-s-dzi-renesansowe-umysy-wielkie-i-uczciwe-charaktery/</guid>

					<description><![CDATA[W Polsce każde wydarzenie należy rozpatrywać w szerokim kontekście historyczno-polityczno-społecznym. Jeżeli nie znamy historii i nie rozumiemy zasad jakimi kieruje]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1871" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/tusk_prezydent.jpg" border="0" alt="Donald Tusk" title="Donald Tusk" align="left" width="704" height="396" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/tusk_prezydent.jpg 704w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/tusk_prezydent-300x169.jpg 300w" sizes="(max-width: 704px) 100vw, 704px" />W Polsce każde wydarzenie należy rozpatrywać w szerokim kontekście historyczno-polityczno-społecznym. Jeżeli nie znamy historii i nie rozumiemy zasad jakimi kieruje się polityka, nasza ocena musi okazać albo emocjonalna, albo tendencyjna – a więc najprawdopodobniej taka, <span id="more-1872"></span>  jakiej sami nie chcemy, ale chce ktoś, kto usiłuje zbić na naszej naiwności określony kapitał.</p>
<p>Jeżeli wykażemy się znajomością historii i polityki, ewentualność pomyłki zostanie zminimalizowana, a porozumienie społeczne w danej sprawie ułatwione. I to jest ten element układanki, który powinniśmy oczekiwać od siebie, i ten element układanki który zaczyna blokować manipulację nami podmiotom trzecim. Znajomość historii i polityki sprawia, że zupełnie inna jest też rozmowa i inna wspólna diagnoza umożliwiająca profilaktykę i współdziałanie.</p>
<p>Każda nominacja na wyższy urząd państwowy, czy w przypadku premiera Donalda Tuska na unijny, ma charakter polityczny i jest wypadkową czasami układu sił, czasami intencji, a w skrajnych przypadkach złej woli. Ten ostatni wariant przerabialiśmy w okresie zaborów i PRL Nominacja więc Tuska na przewodniczącego Rady Europy nie odbiega od normy. Rozpatrywanie jej w kategoriach &#8222;nam się należało&#8221;, &#8222;odnieśliśmy sukces&#8221; czy gorzej &#8211; w kontekście emocjonalnym, jest zwykłą naiwnością.</p>
<h3>Krajobraz przed bitwą czy po bitwie?</h3>
<p>Bezpieczeństwo świata trzeszczy w szwach, cywilizacja łacińska chwieje się w posadach, strefa euro nadal przeżywa kryzys. UE stoi przed groźbą rozpadu, europejską solidarność pożera egoizm i partykularyzm. Stara Europa wciąż nie może zrozumieć podstawowego przesłania XXI w., że merkantylizm i kolonializm są przeżytkiem, ze przeżytkiem jest obecna forma kapitalizmu oparta na ciągłym wzroście &#8211; produkcji i konsumpcji. Jeżeli cywilizacja zachodnia nie zatrzyma się w swoim szaleństwie, zatrzyma ją ktoś inny i wcale nie musi to być islam, Rosja, czy Chiny. Zatrzymać ją natura, przyroda, z którą nie chcemy współpracować, lecz którą na siłę chcemy podporządkować sobie, albo chaos, który sama wprowadza.</p>
<p><b>Światu potrzebne są dziś renesansowe umysły, wielkie i uczciwe charaktery oraz tradycyjna moralność, na której możemy odbudować swoją cywilizacyjną konstrukcję.</b> Epoka informatyzacji, to nowy etap w dziejach tego samego świata. Na gruncie humanistycznym, koncepcyjnym, mimo różnicy czasowej, wymaga od nas takiej samej wielkości, jak za czasów greckich. Wielki Koordynator i jego mocodawcy muszą mieć wizję &#8211; w pierwszym rzędzie kulturową; muszą mieć wizje na poziomie ciągłości cywilizacyjnej. Czasy bowiem są bardzo wymagające, gdy zabraknie wyobraźni, oni wszyscy razem wzięci, mogą okazać się tymi, którzy gaszą dogorywający kaganek. I to są uwarunkowania globalne. Człowiek w swoim jestestwie, mimo tak zaawansowanej technologii, jest nadal wykonawcą &#8211; nazwijmy to &#8222;woli wszechświata&#8221;. Jest pionkiem w grze.</p>
<h3>Uwarunkowania regionalne</h3>
<p>Z punktu widzenie UE Tusk odniósł w Polsce sukces, z polskiego wygląda to zupełnie inaczej. Dowodem na to są: <b>kolosalny dług, rozstrój państwa i administracji, prawa (nic tu nie działa normalnie), przejęcie przez kapitał obcy polskiej gospodarki, niedokończona reforma armii (dowódcy nie wiedzą kto ma dowodzić na wypadek wojny), katastrofalny stan służby zdrowia, oświaty itd. Obrazu dopełnia niskie poparcie społeczne</b>.</p>
<p>Jeżeli w wywiadzie z Lisem (01.09.2014) premier Tusk mówi, że jest zwolennikiem integracji Polski z UE, to musimy zapytać co to znaczy? Czy nominacja oznacza unijną sankcję tego marazmu, jaki ma miejsce w obecnej Polsce, czy też jest wzmocnieniem układów, który Polskę doprowadza na skraj bankructwa? I to są pytania obywatelskie. Możemy się cieszyć z wyboru personalnego, ale nie możemy być zadowoleni z własnej sytuacji w kraju.</p>
<p>Zapytajmy raz jeszcze, czy nominacja Premiera, któremu słupki poparcia w kraju spadały, to sukces Polski, czy UE, bo w tym wypadku jakoś trudno te dwa światy połączyć w jedną całość. Zabrano nam go dlatego, że był tak świetny (najwyższy wzrost gospodarczy Polski w UE), czy dlatego, że zdarzyło się coś, czego jeszcze nie wiemy? Radość musi mieć jakieś uzasadnienie racjonalne.</p>
<p>Nominacja, owszem, jest wizerunkowym sukcesem Polski. To ważny element układanki, ale wizerunek jest tylko jej częścią i czy tylko o to nam chodzi? A więc, skoro został tak doceniony i tak wysoko postawiony, <b>Polska może chyba oczekiwać, że zamilkną jawnie niesprawiedliwe określenia &#8222;polskie obozy koncentracyjne&#8221;, że zaniechana zostanie antypolska polityka historyczna, zwłaszcza w Niemczech, że zmieni się negatywny stosunek do Polaków i Polski (wynika to z elementarnego braku wiedzy), że poniechane zostanie traktowanie nas z pozycji taniej siły roboczej (podział rynku pracy), że polityka energetyczna uzyska korzystny dla wszystkich wymiar</b>, że emisja dwutlenku węgla przestanie mieć wymiar dyskryminacyjny oraz że we wzajemnych stosunkach zniknie element stosowania siły na rzecz porozumienia i wspólnych interesów.</p>
<p>Ponadto <b>zbliża się rok 2016, a więc rok uwolnienia zakupu ziemi i nieruchomości w Polsce oraz ujawnienie nielegalnego jej wykupu</b>. <b>Mija też owe magiczne 20 lat, a wiec okres wychowania pokolenia, z którego świadomości można czerpać korzyści polityczne i materialne</b>. Trzeszczy w szwach układ jałtański (z późniejszymi zmianami), którego ustalenia graniczne są ostatnim i jednym porozumieniem prawno-międzynarodowym. <b>To właśnie on trzyma porządek w Europie Środkowo-Wschodniej</b>. Wojska rosyjskie na Ukrainie destabilizują go. <b>Polska nie ma traktatu pokojowego z Niemcami</b>. Natomiast Traktatowi o potwierdzeniu granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej z 1990 r. nadal towarzyszy paragraf 116 Konstytucji niemieckiej, który swym zasięgiem obejmuje całe ziemie odzyskane. <b>W Polsce istnieje mniejszość niemiecka</b>, jak na Ukrainie Wschodniej mniejszość rosyjska. <b>W Niemczech nie ma mniejszości polskiej</b>, choć została zapisana w traktacie. Na Śląsku istnieje nadal nierozpoznany do końca Ruch Autonomii Śląska, który może spełni podobna rolę w Polsce, jak separatyści w Okręgu Donieckim i Ługańskim… Tę wyliczankę można ciągnąć dłużej, ale wszystkie te wydarzenia mają wpływ na rozwój sytuacji politycznej w Polsce.</p>
<h3>PiS ma większy problem niż mu się wydaje</h3>
<p>Przed ponownym wyborem Obamy na prezydenta USA, PO przeżywała wyraźny kryzys. Wydawało się, że zwycięstwo PiS-u jest w zasięgu ręki. Po wyborze wszystko się zmieniło. Platforma została napompowana, a z partii Kaczyńskiego zeszło powietrze. Nominacja Donalda Tuska na unijne stanowisko dziś wywołuje podobny efekt. Powstaje jednak pytanie, czy pozostanie na placu boju Jarosława, oznacza zwycięstwo jego partii, czy wypalenie się? Dziesięć lat walki musiało zrobić swoje. Partie wodzowskie mają to do siebie, że głód następców jest gwałtownie odczuwalny w momencie najbardziej newralgicznym. Cechą partii wodzowskiej jest też brak bezpośredniego przełożenia na społeczeństwo. A to oznacza słabość opozycji. Jeżeli w Polsce mamy od czynienia ze słabością państwa, to na słabość tę nakłada się dekada walki politycznej, niechlujne wykształcenie większości Polaków, zwłaszcza w dziedzinie humanistycznej, niezrozumienie roli państwa i mediów (zwłaszcza po prawej stronie), zbyt spolegliwy Kościół, brak spójnej myśli i niestety – brak pozytywnych wzorów.</p>
<p>Ale to jeszcze nie koniec. Na to wszystko nakłada się zakłócenie systemu wartości i systemu porównawczego. Mało kto z Polaków swoją obecną sytuację porównuje do niepodległej II RP, lecz najczęściej do PRL, co jest kompletnym nieporozumieniem. Wystarczą dwa oderwane od rzeczywistości argumenty, że &#8222;tamta Polska była biedna&#8221; i krótkie hasło &#8211; &#8222;sanacja&#8221;, aby rozbić cały dorobek II RP. Stalin pęka ze śmiechu!</p>
<p>Podczas wywiadu z Lisem ujawniło się też, że Tusk nie odpuści i będzie starał się zachować wpływ na politykę w Polsce, z kilku względów: 1. jego pozycja w UE będzie się opierała na sile PO w Polsce, 2. Jego sukces w UE będzie jego biletem powrotnym na eksponowane stanowisko w kraju. Dobrze, że Premier swój punkt odniesienia kieruje w stronę Polski, ale z tej intencji wynika jasno, że PO będzie pompowana. I na to prawdopodobnie jest już zgoda Brukseli. Kto poznał jego technikę walki, nie powinien mieć wątpliwości. Tak, że jak w Polsce był jeden Tusk, to w Brukseli będzie ich dwóch. I to jest nieprawdopodobny bliźniaczy fenomen. Papierkiem lakmusowym owego pompowania będzie stosunek PSL do byłego premiera i samego PO. Co w takiej sytuacji może zrobić PiS? Rozumując w kategoriach gry: chcąc obalić Tuska PiS będzie musiał obalić UE. Gdy nawet obali UE, pozbawi Polskę jakiejkolwiek ochrony przed Rosją&#8230; Czyli mimo roszad partyjnych wciąż – szach. Jakie rozwiązanie? W interesie Polski dziś byłoby zgodne współdziałanie PiS i PO. Ale to warunkowo oznacza przekreślenie niemal całej dotychczasowej polityki tej partii niemal w każdym zakresie: gospodarczym, na polu szkolnictwa, służby zdrowia, ubezpieczeń społecznych, nauki, mediów itd. Oznaczałoby to też rozliczenie afer, a więc koniec parasola ochronnego dla wszelkiej patologii, a więc przyznanie się do klęski Tuska i jego brukselską marginalizację. Taki scenariusz jest więc mało prawdopodobny.</p>
<h3>Zakończenie</h3>
<p><b>Odpowiedzi na pytanie, czy nominacja Donalda Tuska jest sukcesem Polski, udzieli czas</b>. Jeżeli ustanie nagonka na Polskę i Polaków, jeżeli zamilkną kłamliwe oskarżenia, jeżeli odwróci się trend, który wciąga nas w wojnę z Rosją itd., to będziemy mogli mówić o wizerunkowym sukcesie. I będzie to jego zasługa mimo woli. Gdy natomiast spotka nas coś nadzwyczajnego, co zrekompensuje wcześniejsze klęski, to będzie to zasługa Donalda Tuska dla Polski.</p>
<p>Ale nie bądźmy naiwni &#8211; naiwność bowiem zawiera w sobie mocny element oczekiwania, a więc bezczynności &#8211; i odwołajmy się do artykułu Witolda Gadowskiego pt. &#8222;Enerdowska czkawka&#8221;, który podpowiada nam inny trop. Pisze:</p>
<p>&#8222;Jest rok 1986, w Dreźnie odbywają się pierwsze 'spontaniczne&#8217; spotkania oficerów służb specjalnych ZSRR i Niemiec. Trwają targi nad nowym obliczem Europy&#8221;. &#8222;Kanclerze Niemiec, po Kohlu, byli już nadzwyczaj przyjaźni wobec Moskwy&#8221; &#8230; &#8222;Tak patrzę na tego poubieranego w 'europejskie szaty&#8217; Tuska i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tajne pakty zawierane w Dreźnie [&#8230;] do dziś odbijają się na kontynencie całkiem realna czkawką&#8221; &#8211; źródło <a href="http://wpolityce.pl/swiat/211876-enerdowska-czkawka" target="_blank" rel="noopener noreferrer">TUTAJ</a>.</p>
<p>I ten trop prowadzi nas zupełnie w inna stronę. Tu trudno uciec od pytania, czym Tusk przekonał Merkel, Camerona i innych? W polityce niczego nie ma za darmo. Ale (załóżmy) to, że mógł pozwolić sobie na takie zachowanie, świadczy o słabej opozycji w kraju, obojętności polskiego społeczeństwa i poczuciu bezkarności elit. Świadczy też o tym, że naszymi umysłami zawładnęła komuna oraz że nie wykorzystaliśmy tego dwudziestopięciolecia ochronnego, które dawał nam pontyfikat Jana Pawła II. Musimy zdać sobie sprawę, że wszystko &#8211; każda klęska i każde zwycięstwo buduje wspólny nasz gmach i wzmacnia lub osłabia jego fundamenty. <b>My obywatele polscy jesteśmy naczyniem połączonym z własnym państwem</b>. Nasza kondycja umysłowa i fizyczna przekłada się na kondycję naszego państwa i powagę naszych paszportów. Ale to dopiero jest szkoła podstawowa.</p>
<p><b>Ryszard Surmacz</b></p>
<p class="note"><b>Ryszard SURMACZ</b> (1950), historyk, przez 11 lat był dziennikarzem reportażystą w kilku polskich czasopismach. Pisze na tematy Ziem Odzyskanych, głównie w kontekście polskiej racji stanu. Na tematy śląskie publikował w &#8222;Kulturze&#8221; paryskiej, za którą otrzymał nagrodę POLCUL-u. Autor pięciu książek (szósta w przygotowaniu). Mieszka w Lublinie, obecnie pracownik IPN O/Lublin. Jeden z najlepszych znawców problematyki zachodniej i śląskiej. Autor serii artykułów na temat Ziem Odzyskanych, w których z niezwykłą przenikliwością i znajomością rzeczy omawia uwarunkowania historyczne, polityczne i kulturowe oraz trudną sytuację mentalną w jakiej znaleźli się Polacy zamieszkujący te tereny.<br /> <small>Na podstawie: wPolityce.pl</small></p>
<p class="info">Przedruk za: wPolityce.pl (data publikacji: 4 września 2014). Wytłuszczenia tekstu pochodzą od redakcji koszalin7.pl</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/fobia-czy-entuzjazm-wiatu-potrzebne-s-dzi-renesansowe-umysy-wielkie-i-uczciwe-charaktery/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy Polaków trzeba wychować? &#8211; prof. Antoni Kamiński o złej praktyce przerzucania winy na społeczeństwo</title>
		<link>https://koszalin7.pl/czy-polakow-trzeba-wychowa-prof-antoni-kamiski-o-zej-praktyce-przerzucania-winy-na-spoeczestwo/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/czy-polakow-trzeba-wychowa-prof-antoni-kamiski-o-zej-praktyce-przerzucania-winy-na-spoeczestwo/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 19 Oct 2014 06:51:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/10/19/czy-polakow-trzeba-wychowa-prof-antoni-kamiski-o-zej-praktyce-przerzucania-winy-na-spoeczestwo/</guid>

					<description><![CDATA[OD REDAKCJI &#8222;Stworzyliśmy sobie, a może raczej stworzono nam system, w którym mamy do czynienia ze zinstytucjonalizowaną nieodpowiedzialnością, i temu]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>OD REDAKCJI<br />
&#8222;Stworzyliśmy sobie, a może raczej stworzono nam system, w którym mamy do czynienia ze zinstytucjonalizowaną nieodpowiedzialnością, i temu żadna pedagogika społeczna nie zaradzi&#8221; &#8211; pisze prof. Antoni Kamiński w znakomitym artykule, który jest repliką na wywiad prof. Jerzego Hausnera dla &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;. W polemice ścierają się dwie postawy &#8211; realistyczno-ustrojowa (prof. Kamiński), według której obywatel, społeczeństwo &#8211; to podmioty państwa, oraz lewicowo pedagogiczna, według której społeczeństwo to pole eksperymentów dla rządzących (prof. Hausner). &#8222;Kiedy ludzie zachowują się w sposób na dłuższą metę sprzeczny z ich zbiorowym interesem, korektę zachowań należy zacząć od badania reguł instytucjonalnych rządzących tymi zachowaniami, a nie od diagnozy psychologicznej&#8221; &#8211; pisze prof. Kamiński.<br />
<b>(Koszalin7.pl)</b></p>
<p><span id="more-1861"></span><br />
Debaty publiczne w Polsce zdominowane są często przez tematy drugorzędne z punktu widzenia rozsądnie pojętych interesów dużego europejskiego kraju. Od czasu do czasu jednak zdarza się, że jakiś dziennik udostępni łamy ważnej osobie, która wypowie się na tematy dla Polski istotne. Dotyczy to też opublikowanego w &#8222;Gazecie Wyborczej&#8221; wywiadu, jaki przeprowadził red. Grzegorz Sroczyński z prof. Jerzym Hausnerem, wicepremierem w rządzie Leszka Millera. Hausner wskazuje w nim na przeszkody, jakie napotyka rozwój społeczno-gospodarczy Polski. <b>Najważniejsze, według niego, to: mentalność Polaków, mentalność przedsiębiorców oraz mentalność urzędników. Słowem, problem tkwi w psychologii.</b></p>
<p>Diagnoza Hausnera brzmi: Polska dotychczas rozwijała się dobrze, ale rozwój ten dokonywał się w sposób &#8222;molekularny&#8221;, to jest w drodze aktywności w mikroskali &#8211; działań w ramach układów rodzinno-przyjacielskich. Z tego wyniknął zależny charakter polskiej strategii rozwojowej.</p>
<p>Skoro w swej diagnozie Hausner kładzie nacisk na mentalność Polaków, to proponowane przez niego środki zaradcze muszą z natury rzeczy ograniczać się do &#8222;pedagogiki społecznej&#8221;. Polacy zachowują się nieracjonalnie, bo kierują nimi nawyki i nieświadomość skutków. Można jednak ich zachowania zmienić za pomocą perswazji, a także demonstracji własnym przykładem. Słowem, trzeba ich wychować.</p>
<h3>Mentalność obywateli</h3>
<p>Zdaniem prof. Hausnera, a także wielu socjologów i psychologów społecznych, Polaków cechuje wzajemna nieufność. Ufamy tylko najbliższym, rodzinie i przyjaciołom, a &#8211; mówi Hausner &#8211; &#8222;kapitał społeczny jest wtedy, kiedy się kompletnie nie znamy, a mimo to sobie ufamy&#8221;. Prowadzone w Polsce badania ankietowe potwierdzają, że nie ufamy obcym, a także nie mamy na ogół zaufania do instytucji państwa. Pytanie, czy jest to immanentna cecha naszych rodaków czy też zjawisko spowodowane przyczynami sytuacyjnymi?</p>
<p>Wyniki międzynarodowych badań porównawczych, które dotyczą tych spraw, wskazują na silną zależność statystyczną między nieufnością do instytucji publicznych a brakiem zaufania między ludźmi. Co więcej, pokazują, że im niższa jest jakość stanowionego prawa oraz sprawność jego egzekwowania, tym mniej ludzie sobie ufają.</p>
<p>Spostrzeżenia są zdroworozsądkowe: kiedy państwo nie chroni nas przed oszustami i ludźmi nieuczciwymi, kiedy prawo jest złej jakości, a sprawy w sądach ciągnął się latami, musimy zachować w stosunkach z innymi daleko idącą ostrożność. Jeśli więc takie są cechy polskiego państwa, to takie też muszą być ich skutki.</p>
<p>Żadna zatem perswazja nie pomoże, jeżeli uprzednio nie zapewni się ludziom ochrony przez powołane do tego instytucje. Na marginesie, jeśli wziąć pod uwagę liczbę ludzi w Polsce, którzy dali się nabrać na piramidy finansowe i inne oszustwa, to i tak poziom ufności jest u nas zbyt wysoki.</p>
<h3>Mentalność przedsiębiorców</h3>
<p>Czynnikiem hamującym rozwój gospodarczy kraju &#8211; mówi Hausner &#8211; są niskie płace. Firmy &#8222;molekuły&#8221; mało płacą pracownikom, bo &#8222;konkurują za pomocą niskich kosztów, a nie nowych pomysłów i wzrostu wydajności pracy&#8221;. Tu również istotny jest problem zaufania między uczestnikami życia gospodarczego: &#8222;molekuły muszą zacząć się otwierać, współpracować, łączyć&#8221;.</p>
<p>Drobne i średnie przedsiębiorstwa mogą, według Hausnera, w pewnych warunkach dobrze funkcjonować, ale &#8211; jeśli nie przestawią się na intensywne wykorzystanie zasobów &#8211; skala ich operacji nie może przekroczyć pewnej granicy. Duże przedsiębiorstwa w Polsce należą przede wszystkim do obcego kapitału. Sposób ich działania utrwala zależną strategię rozwoju gospodarczego kraju, tj. prowadzi do jego kolonizacji.</p>
<p>Nie kwestionuję tego, że płace, a także innowacyjność w Polsce są niskie. Pozostaje jednak sprawą otwartą, czy przyczyną tego jest mentalność.</p>
<p>Przed kilkudziesięciu laty Teodor Schultz, laureat Nagrody Nobla w ekonomii, opublikował wyniki badań, w których próbował zweryfikować popularną tezę o naturalnym konserwatyzmie technologicznym chłopów. Przedmiotem badania byli chłopi hinduscy. Autor badał ich reakcję na zmianę relacji cen. Uprzednio ceny były niekorzystne dla stosowania nowoczesnych metod uprawy; kiedy relacje te zmieniły się tak, że inwestycje w nowoczesną technologię zaczęły się opłacać, w krótkim czasie zmieniło się zachowanie chłopów, którzy zaczęli modernizować uprawę.</p>
<p>Podobnie było w latach 70. w Polsce. W pierwszej połowie dekady rolnicy na znaczną skalę zastępowali konie traktorami, kiedy zaś rząd premiera Jaroszewicza podniósł ceny paliw, spadł popyt na traktory, a wzrosły ceny koni. W swej działalności gospodarczej ludzie zachowują się na ogół racjonalnie.</p>
<p>Dla małych i średnich przedsiębiorców tworzenie innowacji może być po prostu nieopłacalne. Innowacyjne są najczęściej firmy, które przekroczą pewną skalę wielkości &#8211; innowacja kosztuje. Inaczej rzecz wygląda, kiedy firmę zakłada sam wynalazca, ale są to sytuacje stosunkowo rzadkie. Rozwiązania problemu innowacyjności szukałbym raczej w polskim prawie i funkcjonowaniu państwa, a nie w &#8222;złych&#8221; nawykach przedsiębiorców. Jeżeli otoczenie instytucjonalne czyni ich postępowanie racjonalnym, to pedagogika społeczna nic tu nie pomoże.</p>
<h3>Mentalność urzędników</h3>
<p>Prof. Hausner opisuje machinę państwową jako całość złożoną z dwóch części: biurokratycznej i politycznej. Tej pierwszej poświęca znacznie więcej uwagi niż drugiej. Urzędnicy &#8222;kierują się logiką przetrwania, najczęściej są to rozmaite strategie zabezpieczania się. Zmiany są neutralizowane, bo po prostu mogą być niebezpieczne&#8221;. Urzędnicy są &#8222;hydrą&#8221;; aparat urzędniczy blokuje, oszukuje, uprawia dywersję. Prof. Hausner podał jej przykład. Kierowany przez niego zespół przygotował raport o &#8222;reformowaniu kultury w Polsce&#8221; (sic!). Wedle relacji Hausnera minister był zachwycony, ale &#8222;nic nie wykorzystał&#8221;, bo &#8222;presja jego własnych urzędników spowodowała, że zaczął się wycofywać&#8221;.</p>
<p>W wyniku działalności biurokracji państwo przestało eksperymentować. Kiedy tylko pojawia się próba zmiany, następuje jej &#8222;koleinowanie&#8221;: &#8222;niby jedziemy w inną stronę, ale w końcu trafiamy w te same koleiny&#8221;. Kiedy polityk chce dobrze, urzędnicy rzucają mu kłody pod nogi. O ile stosunek Hausnera do obywateli i przedsiębiorców jest nauczycielsko-paternalistyczny, o tyle urzędnikom nie pobłaża. Można wprawdzie wychować obywateli i przedsiębiorców, zreformować kulturę Polski i przekonać do czegoś polityków, ale bariera urzędnicza wydaje się nie do pokonania.</p>
<p>Urzędnicy są łatwym chłopcem do bicia, bo nikt ich nie będzie bronił. Sądzę jednak, iż wśród urzędników służby cywilnej przeważają ludzie inteligentni, wykształceni, mający duże doświadczenie w pracy państwowej oraz dobre intencje. Skoro tak, to może dopuścić możliwość, iż &#8211; podobnie jak obywatele i przedsiębiorcy &#8211; <b>są oni niewolnikami niewłaściwie zaprojektowanych struktur: złych regulacji, procedur i stosunków zależności</b>.</p>
<h3>Mentalność polityków</h3>
<p>Na pytanie, czy to narodowa mentalność czy też może instytucje, które wynagradzają patologiczne zachowania, są odpowiedzialne za problemy Polski, prof. Hausner odpowiada: <b>mentalność</b>. W związku z tym jako panaceum proponuje <b>perswazję &#8211; czyli pedagogikę społeczną</b>. I sam takową uprawia: &#8222;buduję zespoły naukowe, które generują wiedzę społeczną, wiedzę dla państwa, dla polityków, łącznie z projektami przepisów&#8221;. A jednak, po przykrym doświadczeniu, profesor uznał, że robienie czegokolwiek na zamówienie rządu jest bezcelowe.</p>
<p>Zaskakuje łagodny, choć niepozbawiony szczypty krytycyzmu, stosunek Hausnera do polityków. &#8222;Na początku wolnej Polski dominowali ludzie, którzy na marketingu politycznym kompletnie się nie znali, natomiast chcieli rozwiązywać problemy państwa, i stworzono strukturę, która to umożliwiała. Nasz system polityczny stopniowo zmieniał się w taki sposób, żeby neutralizować znaczenie osób od rozwiązywania problemów, a wzmacniać tych od zdobywania władzy. I władza stała się celem samym w sobie&#8221;.</p>
<p>Nie wiadomo, co spowodowało, że &#8222;system polityczny się zmieniał&#8221;. Nie wiadomo też, dlaczego &#8222;przestrzeń w wolnej Polsce została zawłaszczona lub skomercjalizowana&#8221;, że &#8222;ideologicznie utknęliśmy w poglądach z lat 1990&#8221;, że w polityce walczą ze sobą dwa plemiona, bo Hausner mówi tylko, że &#8222;Polacy tak chcą&#8221;. Czy rzeczywiście chcą? Nie wierzę w to.</p>
<p>Z wieloma opiniami prof. Hausnera łatwo się zgodzę. Na przykład, kiedy stwierdza, że &#8222;za rzeczy bliskie chętnie wzięliśmy odpowiedzialność, nie boimy się jej &#8230; Natomiast całkowicie uciekamy od odpowiedzialności za rzeczy dalsze niż na wyciągnięcie ręki. I to jest ucieczka wszystkich. I rządzących, i rządzonych. Trzeba nam więcej odwagi i zaufania i wtedy góry można przenosić&#8221;. Zauważę tylko, że nie ponosić odpowiedzialności za błędy to bardzo atrakcyjna propozycja &#8211; każdy chciałby, by inni za nie płacili.</p>
<p>Odpowiedzialność jest sprawą osobistej moralności, ale jako obywatele powinniśmy być dodatkowo zabezpieczeni przez właściwie działające instytucje publiczne, a to już od nas nie zależy. Zapewnienie właściwego ich działania jest zadaniem politycznych przedstawicieli &#8211; w Sejmie i rządzie. Jeżeli instytucje funkcjonują źle, to znaczy, że ci ludzie nie wywiązują się ze swoich zadań. Dlaczego tego nie robią? Na to pytanie zwykle słyszy się odpowiedź: &#8222;bo takich sobie wybraliście&#8221;. Otóż dramat wyborców polega na tym, że wybór jest pozorny. <b>Obowiązująca w Polsce ordynacja ogranicza możliwość wyboru do ludzi proponowanych przez kierownictwo partii politycznych, którzy są dla wyborców najczęściej anonimowi</b>.</p>
<p><b>Stworzyliśmy sobie, a może raczej stworzono nam (bo jaki zwykli obywatele mieli na to wpływ?), system, w którym mamy do czynienia ze zinstytucjonalizowaną nieodpowiedzialnością, i temu żadna pedagogika społeczna nie zaradzi.</b></p>
<h3>Gonić króliczka</h3>
<p><b>Kiedy ludzie zachowują się w sposób na dłuższą metę sprzeczny z ich zbiorowym interesem, korektę zachowań należy zacząć od badania reguł instytucjonalnych rządzących tymi zachowaniami, a nie od diagnozy psychologicznej. Kiedy reguły instytucjonalne są dysfunkcjonalne, metody pedagogiczne nie wpłyną na zmianę zachowań. Trzeba zdecydować, czy chodzi nam o to, by &#8222;gonić króliczka&#8221;, czy o to, by go złapać?</b></p>
<p><b>Prof. Antoni Kamiński</b></p>
<p class="info">Tekst pierwotnie pojawił się na serwisie blogowym Salon24.pl. Tytuł i wytłuszczenia pochodzą od redakcji koszalin7.pl</p>
<p class="note"><strong>Prof. dr hab. Antoni Z. KAMIŃSKI</strong> socjolog, profesor zwyczajny, specjalizuje się w zagadnieniach międzynarodowych, znawca instytucji polityczno-gospodarczych, autor analiz strategicznych.<br />
Kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Studiów Strategicznych w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Dyrektor Centrum Badań Europejskich i Atlantyckich w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej; członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego; członek Regional Advisory Board, Social Science Research Council; Rady Programowej Towarzystwa Edukacji Administracji Publicznej. Wykładał w: Ameryce, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Japonii, Ukrainie, Białorusi, Chinach. W latach 1999-2001 prezes zarządu Transparency International Polska.<br />
Członek redakcji <i>Spraw międzynarodowych</i>, <i>Studiów politycznych</i>, <i>Służby cywilnej</i>. Ostatnie publikacje książkowe: (z Bartłomiejem Kamińskim) <i>Korupcja rządów: państwa pokomunistyczne wobec globalizacji</i> (Warszawa 2004), oraz <i>Polityka bez strategii. Bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej w perspektywie globalnej</i> (współautor i redaktor naukowy, Warszawa 2008).</p>
<p class="foto">Prof. Antoni Kamiński na zjeździe Ruchu JOW w Mszczonowie w maju 2014 roku. (Foto: Agnieszka Przystawa)</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/czy-polakow-trzeba-wychowa-prof-antoni-kamiski-o-zej-praktyce-przerzucania-winy-na-spoeczestwo/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prof. Antoni Kamiński: Dobre skutki złych intencji</title>
		<link>https://koszalin7.pl/prof-antoni-kamiski-dobre-skutki-zych-intencji/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/prof-antoni-kamiski-dobre-skutki-zych-intencji/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 Aug 2014 08:31:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/08/20/prof-antoni-kamiski-dobre-skutki-zych-intencji/</guid>

					<description><![CDATA[Relacja polityk-obywatel ma za podstawę swoisty kontrakt: obywatel oczekuje, że w zamian za niematerialne i materialne przywileje oraz odpowiednie wynagrodzenie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1821"></span><br />
<i><b>Relacja polityk-obywatel ma za podstawę swoisty kontrakt: obywatel oczekuje, że w zamian za niematerialne i materialne przywileje oraz odpowiednie wynagrodzenie polityk będzie kompetentnie i rzetelnie wywiązywał się ze swoich obowiązków na rzecz społeczności. Gwarancją realizacji kontraktu jest publiczny nadzór nad zachowaniami polityków. Pojawia się pytanie, czy właściwe jest &#8211; i ewentualnie, w jakich warunkach &#8211; by opinia publiczna korzystała z informacji osiągniętej w drodze przestępstwa</b></i> &#8211; pisze prof. Antoni Kamiński.</p>
<p>&#8222;Gazeta Wyborcza&#8221; opublikowała 16 lipca 2014 roku dwie ważne opinie na temat afery podsłuchowej: wybitnego amerykańskiego historyka prof. Timothy&#8217;ego Snydera oraz wybitnego lewicowego polityka, adwokata prof. Jana Widackiego. Ich argumenty różnią się między sobą, lecz bez wątpienia zasługują na uwagę.</p>
<p>Według Snydera człowiek cywilizowany powinien zignorować materiały z podsłuchu, bo podsłuchy &#8222;nie tylko są przestępstwem, ale także obrażają każdego członka przyzwoitego społeczeństwa&#8221;. Tej ocenie etyczno-estetycznej towarzyszy opinia, że &#8222;jeżeli zatrzemy różnice między tym, co publiczne, a tym, co prywatne jeżeli uwierzymy, że wszystko jest publiczne, to znajdziemy się w świecie opisanym przez Orwella w „Roku 1984&#8243;&#8221;. Snyder potępia na gruncie zasad etyczno-estetycznych nie tylko fakt podsłuchu, ale i upublicznienie jego efektów.</p>
<p>Cenię wysoko Snydera jako człowieka i badacza, lecz problem wydaje mi się bardziej złożony. Zacznę od Orwella. W jego opisie społeczeństwa totalitarnego przedmiotem śledzenia był obywatel: polityk &#8211; Wielki Brat &#8211; był jego wszechobecnym i wszechwładnym nadzorcą. W przypadku podsłuchu czołowych polskich polityków dzięki nagraniom zwykli obywatele dowiedzieli się o ich zakulisowych rozmowach, także na tematy służbowe.</p>
<h3>Co to są prywatne negocjacje?</h3>
<p>Snyder uważa, że polityk &#8222;musi mieć możność prowadzenia prywatnych negocjacji, a następnie publicznego oznajmiania ich efektów&#8221;. To opinia ryzykowna, albowiem polityk jako osoba publiczna, rozporządzająca środkami publicznymi, może prowadzić poufne negocjacje dotyczące spraw służbowych, ale w żadnym przypadku nie można ich uznać za &#8222;prywatne&#8221;. Nawet gdy negocjacje są poufne, muszą podlegać formalnemu nadzorowi przez upoważnione do tego instytucje, chociaż informacja o nich nie musi być upubliczniona.</p>
<p>Należałoby zresztą zapytać, jak Snyder wyobraża sobie upublicznienie &#8222;prywatnej&#8221; umowy między ministrem a prezesem banku centralnego, w której trakcie prezes banku obiecuje psuć pieniądz, by ułatwić sukces wyborczy jednej partii rządzącej, w zamian za zmianę na stanowisku ministra finansów oraz korzystne dla siebie rozwiązanie ustawowe. Zgodność takiej transakcji z interesem publicznym, a także jej konstytucyjność są co najmniej wątpliwe. Mamy tu raczej do czynienia z knowaniem przeciwko interesowi publicznemu.</p>
<h3>Prawa polityka, prawa obywatela</h3>
<p>Snyder milcząco zakłada równość relacji między obywatelem a politykiem: obywatel ma szanować prawo polityków do prywatności i nie korzystać z informacji o ich zachowaniach, jeśli zostałaby ona uzyskana niezgodnie z prawem. Podobnie polityk nie powinien wykorzystywać nielegalnych środków w śledzeniu obywatela.</p>
<p>Założenie równości relacji jest w tym przypadku nie do przyjęcia. Klasa polityczna dysponuje w stosunku do obywateli nieporównanie większymi środkami kontroli. Wedle słynnego dictum Lorda Actona wszelka władza korumpuje, a im bardziej ograniczona publiczna nad nią kontrola, tym większa skłonność do korupcji.</p>
<p>Relacja polityk-obywatel ma za podstawę swoisty kontrakt: obywatel oczekuje, że w zamian za niematerialne i materialne przywileje oraz odpowiednie wynagrodzenie polityk będzie kompetentnie i rzetelnie wywiązywał się ze swoich obowiązków na rzecz społeczności. Gwarancją realizacji kontraktu jest publiczny nadzór nad zachowaniami polityków. Pojawia się pytanie, czy właściwe jest &#8211; i ewentualnie, w jakich warunkach &#8211; by opinia publiczna korzystała z informacji osiągniętej w drodze przestępstwa.</p>
<p>Hipotetyczny przypadek opisany przez Orwella odnosi się do skrajnej asymetrii w relacji polityk-obywatel. W normalnych warunkach pewien poziom asymetrii również występuje. Z tego względu w demokracji prawo polityka do prywatności musi być mniejsze niż prawo obywatela &#8211; polityk musi być nadzorowany.</p>
<p>Od XVII wieku cała myśl liberalno-demokratyczna koncentruje się między innymi na tym, jak skutecznie nadzorować polityków z najmniejszą szkodą dla funkcjonowania rządów. Politycy nie lubią być kontrolowani. Najlepszym tego przykładem był zdecydowany opór amerykańskiego prezydenta Richarda Nixona wobec żądania udostępnienia nagrań rozmów prowadzonych w Białym Domu. Gdyby Amerykanie podzielali stanowisko Snydera, afera Watergate przypuszczalnie nie zostałaby ujawniona. Robert Woodward i Carl Bernstein nie mogliby korzystać z informacji &#8222;Głębokiego gardła&#8221;.</p>
<p>Elementem polityki w warunkach demokracji jest dążenie polityków do ograniczenia publicznego nadzoru nad ich działalnością, któremu towarzyszy wysiłek instytucji reprezentujących społeczeństwo obywatelskie, by ten nadzór umocnić.</p>
<h3>Niepokojąca wypowiedź Sikorskiego</h3>
<p>&#8222;Prof. Jan Widacki w wywiadzie udzielonym GW zajmuje bardziej wyważone stanowisko. Zapoznał się z nagraniami i odniósł się do ich zawartości. Nie zaakceptował formy prowadzenia rozmów, która nie zapewnia ich poufności i świadczy o arogancji, niespotykanej w przypadku wcześniejszych rządów. Krytykuje słabość służb specjalnych, które &#8222;bały się powiedzieć swoim szefom, że po knajpach się nie chodzi, jak się ma coś ważnego do powiedzenia&#8221;. Zaleca dziennikarzom ostrożność w ujawnianiu informacji pochodzącej z przestępstwa, ale nie wyklucza możności ich ujawnienia, kiedy może to służyć interesowi społecznemu. Ten warunek spełniło, według niego, nagranie rozmowy ministrów Sławomira Nowaka i Andrzeja Parafianowicza; rozmowa ministra Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem Markiem Belką stanowi przypadek graniczny.&#8221;</p>
<p>Widacki uznaje za wyraźnie szkodliwe upublicznienie rozmowy ministrów Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego: &#8222;Ujawnienie tej rozmowy godziło w podstawy polskiej polityki zagranicznej. Amerykanie zobaczyli, że mamy ich w nosie, Rosjanie, że nikt z nas nie wierzy w sojusz z USA, mimo że brali go bardzo poważnie. To szkodzi państwu. Ja bym to ścigał karnie&#8221;.</p>
<p>Ujawnianie przez dziennikarzy informacji o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa z pewnością zasługuje na ściganie karne, ale czy cytowana wyżej wypowiedź miała taki charakter? Minister Sikorski oraz inni wpływowi urzędnicy i doradcy rządu premiera Donalda Tuska, a także Urzędu Prezydenta, wielokrotnie wypowiadali się krytycznie o sojuszniczej wartości USA. Ani Amerykanie, ani Rosjanie nie dowiedzieli się więc z tej wypowiedzi niczego nowego. Ich służby dyplomatyczne i inne od lat mają Sikorskiego i innych czołowych polskich polityków dobrze i wszechstronnie rozpracowanych &#8211; to jest ich rola.</p>
<p>W wypowiedzi Sikorskiego niepokoi co innego: od listopada ubiegłego roku obserwujemy rozwój sytuacji na Ukrainie. Mimo wahań polityki ekipy prezydenta Baracka Obamy wobec Rosji, w porównaniu z Niemcami, Francją i większością naszych europejskich sojuszników, to Waszyngton wykazał się największą konsekwencją. W sprawach bezpieczeństwa musimy przede wszystkim polegać na sobie, potem na NATO (czytaj &#8211; Stany Zjednoczone), a dopiero potem na naszych europejskich konfratrach. W mojej ocenie wypowiedź polskiego ministra spraw zagranicznych źle świadczy o rozumieniu przez niego natury stosunków międzynarodowych.</p>
<h3>W interesie państwa</h3>
<p>Nagrywanie rozmów bez zgody rozmówców jest nielegalne i podlega ściganiu. Widacki stwierdza, że upubliczniając nagrane materiały, &#8222;dziennikarze dokończyli dzieła przestępców&#8221; i ścigałby za ich ujawnianie. Sprawa jest złożona. W jakimś stopniu zdaje sobie z tego sprawę sam Widacki, bo pod koniec wywiadu stwierdza, że &#8222;trochę dobrego też może z tego wyniknąć&#8221;, &#8222;ministrowie będą się pilnować&#8221;, dziennikarze przedyskutują &#8222;granice wolności mediów&#8221;; służby przypomną sobie o &#8222;obowiązku informowania swoich szefów o zagrożeniach&#8221;. Na koniec Widacki przypomina, że <b>&#8222;<i>minister</i> znaczy <i>sługa</i>, a nie aroganckie panisko z luksusowej knajpy&#8221;</b>.</p>
<p>Nie wiemy dotąd, kto zlecił nagrywanie rozmów czołowych przedstawicieli polityki. Jedna z hipotez mówi, że zleceniodawcą mógł być rząd pewnego wschodniego sąsiada. Przyjmijmy hipotetycznie, że tak było, wtedy argumentacja Widackiego o szkodliwości upublicznienia opinii Sikorskiego nie ma sensu, bo rząd, który zlecił podsłuch, i tak ją znał. Zakładając, że zleceniodawcą był szantażysta lub inny kolekcjoner &#8222;haków&#8221;, upublicznienie nagrań może stać się impulsem dla działań na rzecz zabezpieczenia państwa przed ryzykiem tego typu działań służb państw obcych. Zatem służyłoby to interesowi państwa.</p>
<p>Widacki mówi: &#8222;nie łudźmy się, rozmowy takie jak Belki z Sienkiewiczem są na porządku dziennym, ale trzeba wiedzieć, gdzie je prowadzić&#8221;. Sugeruje to, że takie rozmowy stanowią część &#8222;politycznej kuchni&#8221; i są normą. Wcześniej jednak z aprobatą stwierdza, że nie jest w stanie wyobrazić ich sobie w okresie rządu Tadeusza Mazowieckiego, kiedy sam piastował stanowisko wiceministra MSW.</p>
<h3>Knucie w knajpie</h3>
<p>Jak pogodzić ze sobą te dwa stanowiska? Czy Widacki uważa, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza nastąpił w polityce upadek obyczajów? Czy też, że politycznych amatorów zastąpili zawodowcy? Na to pytanie nie ma w wywiadzie odpowiedzi. Ale czy ordynarny język jest oznaką profesjonalizmu?</p>
<p>Wszystkie nagrania mają charakter knucia, w niektórych wypadkach wyraźnie przeciwko interesowi państwa i dobru publicznemu. Dotyczy to również obsady stanowisk, w tym stanowisk w spółkach Skarbu Państwa. Knuć jest łatwiej w knajpie, przy wódce niż w pomieszczeniach urzędowych. Otoczenie, w jakim toczy się rozmowa, ma znaczący wpływ na jej formę (furmański język) i treść &#8211; knajpa i alkohol sprzyjają familiarności, która ułatwia dyskutowanie o interesach, które w innych warunkach tylko z trudnością mogłyby stać się przedmiotem rozmowy. Jeżeli więc skutkiem afery będzie przeniesienie lokalizacji rozmów między wysokimi urzędnikami publicznymi do właściwych takim rozmowom pomieszczeń, to zyska na tym interes publiczny.</p>
<p>Niektórzy komentatorzy z aprobatą przyjęli uwagę ministra Sienkiewicza o złym stanie państwa. W sposób niezamierzony przez jej autora opinia ta znalazła swe potwierdzenie w fakcie dokonania podsłuchu rozmów ważnych osobistości oraz w ich treści. Jeżeli ta konstatacja i jej potwierdzenie skłoni ważne osoby w państwie do zastanowienia się nad przyczynami złego stanu jego instytucji i nad zaradzeniem mu, będzie to z pewnością służyć polskiej racji stanu. Chociaż dodajmy, że minister Sienkiewicz i jego koledzy są raczej częścią problemu niż rozwiązania.</p>
<p>Złe intencje, konstruktywnie wykorzystane, mogą służyć publicznemu dobru tak, jak dobre intencje przynoszą czasem publiczną szkodę.</p>
<p><b>Prof. Antoni Kamiński</b></p>
<p class="note"><strong>Prof. dr hab. Antoni Z. KAMIŃSKI</strong> socjolog, profesor zwyczajny, specjalizuje się w zagadnieniach międzynarodowych, znawca instytucji polityczno-gospodarczych, autor analiz strategicznych.<br />
Kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Studiów Strategicznych w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Dyrektor Centrum Badań Europejskich i Atlantyckich w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej; członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego; członek Regional Advisory Board, Social Science Research Council; Rady Programowej Towarzystwa Edukacji Administracji Publicznej. Wykładał w: Ameryce, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Japonii, Ukrainie, Białorusi, Chinach. W latach 1999-2001 prezes zarządu Transparency International Polska.<br />
Członek redakcji <i>Spraw międzynarodowych</i>, <i>Studiów politycznych</i>, <i>Służby cywilnej</i>. Ostatnie publikacje książkowe: (z Bartłomiejem Kamińskim) <i>Korupcja rządów: państwa pokomunistyczne wobec globalizacji</i> (Warszawa 2004), oraz <i>Polityka bez strategii. Bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej w perspektywie globalnej</i> (współautor i redaktor naukowy, Warszawa 2008).</p>
<p class="info">Tekst pierwotnie pojawił się na serwisie blogowym Salon24.pl</p>
<p class="foto">Prof. Antoni Kamiński na zjeździe Ruchu JOW w Mszczonowie w maju 2014 roku.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/prof-antoni-kamiski-dobre-skutki-zych-intencji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Myślmy po jagiellońsku, działajmy po piastowsku</title>
		<link>https://koszalin7.pl/mylmy-po-jagiellosku-dziaajmy-po-piastowsku/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/mylmy-po-jagiellosku-dziaajmy-po-piastowsku/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 21 Jun 2014 13:57:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/06/21/mylmy-po-jagiellosku-dziaajmy-po-piastowsku/</guid>

					<description><![CDATA[Afera podsłuchowa, jaka ostatnio wybuchła z udziałem najważniejszych osób w rządzie i państwie &#8211; wszystko bowiem działa, jak w systemie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1793"></span> Afera podsłuchowa, jaka ostatnio wybuchła z udziałem najważniejszych osób w rządzie i państwie &#8211; wszystko bowiem działa, jak w systemie naczyń połączonych. Wobec tego chciałbym odstąpić od tradycyjnej relacji z jednej konferencji i zaproponować ogólną refleksję, bo jak się wydaje może ona okazać się ważniejsza, niż odbyte spotkania.</p>
<h3>Wniosek ogólny</h3>
<p>Europa, a w tym także Polska, są w fazie wyjątkowego zagrożenia kulturowego i cywilizacyjnego. Zagrożenie spowodowane jest w pierwszej kolejności bezosobową wojną cywilizacji z kulturą, w drugiej, do głosu dochodzą skutki tej wojny, a więc syndrom słabości, który prowokuje atak silniejszego. Wojna cywilizacji z kulturą ma charakter totalny. Główne jej bitwy nie rozgrywają się na zewnątrz, lecz wewnątrz naszych struktur cywilizacyjnych. Atak idzie w kierunku moralności, kultury i ludzkiej świadomości, a więc uderza we własne fundamenty. Z medycznego punktu widzenia mamy do czynienia z silnym atakiem autoagresji. Ukraina i Polska ponownie znalazły się na styku obydwu frontów. Rozwinięcie: żywiołowy rozwój technologii stwarza nowe sytuacje, za którymi nie nadąża ludzki system wartości zakodowany w kulturze. Pomiędzy uciekającą cywilizacją a nienadążającą za nią kulturą powstała próżnia, której człowiek staje się ofiarą. Przeciętny odbiorca nie zdaje sobie sprawy, że atrakcyjność nowych gadżetów jest silniejsza od jego instynktu zachowawczego. Gdy kultura przegrywa, przegrywa człowiek. Człowiek nie potrafi poruszać się w oderwaniu od swojej kultury i wówczas staje się ofiarą własnych wynalazków. Natomiast w przypadku drugim (syndrom słabości) mamy do czynienia z takim osłabieniem kulturowym i wręcz dziką relatywizacją podstawowych wartości, że możemy mówić o bardzo poważnym kryzysie cywilizacyjnym. Ten kryzys powoduje odwrócenie proporcji: nasi wrogowie są silni naszą słabością.</p>
<p>Są to oczywiście bardzo ogólne wnioski, które powinny jednak wyznaczać horyzont każdej dyskusji i każdej koncepcji &#8211; szczególnie w Polsce. Takiego horyzontu, niestety u nas nie ma. W położeniu pomiędzy Rosja a Niemcami jest to dramat. Oczywiście, i tu muszę wyjaśnić, że nie każda dyskusja musi zaczynać się wstępem na temat cywilizacji i roli kultury, lecz chcę podkreślić, że zapominanie o świecie, w którym żyjemy zawsze przekłada się na fałszywą interpretacje jego zjawisk i potrzeb oraz na błędny opis i błędne rozwiązania. Zawężając temat do sytuacji Polski, powinniśmy działać na sposób jagielloński nie zapominając, że znajdujemy się w położeniu i uwarunkowaniach piastowskich.</p>
<h3>Uwagi pokonferencyjne</h3>
<p>Istnienie pomiędzy Rosją a Niemcami jest szczególne i dlatego wymaga szczególnej odpowiedzialności: za całe tysiącletnie polskie dziedzictwo kulturowe i państwowe. Niestety, na konferencjach politycznych lub naukowych świadomości tego faktu nie widać. Więcej, nie widać szerszej perspektywy i tego poczucia odpowiedzialności, które tak żywe było w okresie II RP. Należałoby więc zwrócić uwagę na takie pojęcia jak: elity, klasa polityczna, geopolityka, racja stanu.</p>
<h3>Elity</h3>
<p>Do elit należy ta grupa ludzi, która nosi w sobie żywy kod kulturowy oraz jest jego praktycznym wyrazicielem. Elity są reprezentantami kultury narodowej, a w szerszym pojęciu &#8211; cywilizacji. Cechuje je odpowiedzialność za państwo, jego rozwój, kontynuację tradycji i dążenie do dobra i prawdy. Ich odpowiedzialność polega także na zorganizowaniu takiego systemu selekcji, który z jednej strony otworzyłby drogę do rozwoju najwybitniejszym jednostkom, a z drugiej, mniej uzdolnionym obywatelom stworzył szansę realizacji w innych dziedzinach. Najważniejszymi sektorami dla państwa są: nauka, kultura, polityka i gospodarka. Pierwsza nie jest targowiskiem, na którym panuje wolny rynek lub sensacja, druga i trzecia nie jest obszarem selekcji negatywnej, populizmu lub korupcji, trzecia &#8211; jest systemem naczyń połączonych, w których najważniejszą rolę odgrywa obrona własnego kraju. Zadaniem elit jest zewnętrzna ochrona interesu narodowego, wewnętrzna działalność formacyjna i wzorcotwórcza. Punktem odniesienia są formujące się elity przedwojenne i ich niepodległy sposób myślenia. Część z nich została wymordowana w czasie II wojny, część nie miała drogi powrotu, a tych którzy pozostali wykończył lub zneutralizował PRL. Elity są znakiem jakości państwa i narodu.</p>
<h3>Klasa polityczna</h3>
<p>Elity naturalnie nie mogą działać w próżni. Warstwą, która współpracuje z nią i w jakiś sposób ją chroni jest inteligencja. W polskich warunkach to ludzie zwykle niżej wykształceni, ale tak samo, jak oni odznaczający się poczuciem odpowiedzialności wobec rodziny, kultury i państwa. W tej warstwie dominującego znaczenia nie ma wykształcenie, lecz identyfikacja z własnym dziedzictwem, własna kulturą i cywilizacyjną moralnością. Dlaczego właśnie taki model musimy uwzględnić? Dlatego, że sytuacja polityczna po raz drugi zresztą zmusza nas do policzenia się. Nie może być tak, że od upadku państwowości tylko około 10 procent polskiej populacji bierze udział w obronie państwa. II RP zmieniała te proporcje i włączyła proces odbudowy jedności polskiego narodu. W czasie ostatniej wojny uzyskał sankcję w postaci Polskiego Państwa Podziemnego. PRL to wszystko zniszczyła. Dziś stoimy więc przed koniecznością kontynuacji wcześniej podjętego dzieła. Ten przerywany proces zjednoczenia narodu polskiego w całość musi się wreszcie dokonać. Prześmiewcom warto dodać, że kierunek ten nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem, ma charakter racjonalny i porządkujący. Nacjonalizm niemiecki ma za sobą Hitlera, rosyjski &#8211; Stalina, Ukraiński &#8211; banderowców i Doncowa. Polacy mają czyste konto i mogą spokojnie odwołać się nawet do demokracji jagiellońskiej, jako propozycji kulturowej dla Europy. Punktem odniesienia dla dzisiejszej niesamodzielnie myślącej inteligencji jest inteligencja przedwojenna, a więc ten rodzaj formacji, który pokazał kim jesteśmy i wytyczył kierunki na przyszłość do dziś aktualne. Kto nie chce być inteligentem, może zając się innymi dziedzinami, bliższymi jego sercu. W polskiej kulturze człowiekowi uczciwemu nic złego stać się nie może.</p>
<h3>Geopolityka</h3>
<p>To ten rodzaj nauki (niektórzy twierdzą, że sposobu widzenia), który w sposób zrozumiały pokazuje przyczyny naszych dziejowych klęsk i unaocznia szanse, których, jak dotąd, nie potrafiliśmy wykorzystać. Geopolityka powinna być przedmiotem nauczania już w szkole średniej. Ona pozwala zogniskować swoją siłę i wyznaczyć kolejne wektory na przyszłość w nowym &#8211; piastowskim położeniu. Bez jej znajomości nie potrafimy zrozumieć ani swojej wartości, ani swoich szans na przyszłość, nie mówiąc o przeciwdziałaniu. Geopolityka wymaga dość dobrej znajomości historii powszechnej.</p>
<h3>Racja stanu</h3>
<p>Polska racja stanu jest jedna! Trzeba to wreszcie zrozumieć, że Polska racja stanu jest jedna i nie jest podzielna. I to jest zdanie prawdziwe, nie podlegające dyskusji. Racja stanu jest odpowiedzią na wypadkową wszystkich sił &#8211; dobrych i złych działających na Polskę. Jej poszczególne składowe mogą się zmieniać wraz ze zmianą polityczna i geopolityczną (zmiana granic, sąsiadów, potencji), ale jedno jest w niej niezmienne &#8211; polski interes państwowy i narodowy. Gdy istnieje państwo, naród je buduje i udoskonala &#8211; dla siebie i lepszych relacji z sąsiadami. Gdy państwo przestaje istnieć, jego rolę przejmuje naród. Nie istnieje polska racja stanu osobno dla Niemiec, dla Rosji, USA, Ukrainy, czy obecnie wobec Chin. Polską rację stanu powinno się widzieć też na dwóch planach: wewnętrznym i zewnętrznym. Drugi związany jest z polityką zagraniczną. Polska racja stanu powinna być spójną doktryną (wewnętrzną i zewnętrzną) dostosowaną do sytuacji, w jakiej znajduje się Polska. Jeżeli niemożliwe jest jej sformułowanie oficjalne, powinna być dopracowana nieoficjalnie. Dziś Polska znalazła się na dwóch planach światowych rozgrywek: rosyjsko-chińskich i amerykańsko-chińskich. Gra idzie o Europę Środkowo-Wschodnią, a więc tradycyjny obszar wzmacniania lub osłabiania poszczególnych potęg. Polska jest jej naturalnym liderem &#8211; nie dlatego, że tak chce, lecz dlatego, że takie są prawidła geopolityczne. Każde wzmocnienie tej części Europy jest wzmocnieniem Polski; każde jej osłabienie jest osłabieniem całej Europy Środkowo-Wschodniej. Ukraina, która posiada strukturę społeczną podobna do I RP, jest łatwym obiektem ataku. Polska racja stanu wymaga więc budowy jak najsilniejszych struktur i jak największego wzmocnienia całej Europy Środkowo-Wschodniej. Jest to niezwykle trudny problem, tak samo wymagający, jak samo położenie pomiędzy Niemcami a Rosją.</p>
<p>Zadaniem Europy Środkowo-Wschodniej jest niedopuszczenie do związku Unii Europejskiej z Rosją, bo wszyscy zostaniemy zmobilizowani i postawieni przeciwko Chinom. Ukraina jest strategicznie ważniejszym państwem do wchłonięcia przez Rosję, niż Polska. Budowa silnej Europy Środkowo-Wschodniej wymaga obecności Ukrainy, ale jeżeli nie wyrazi ona gotowości, możliwa jest konstrukcja bez niej. Europa Środkowo-Wschodnia nie może jednak funkcjonować samodzielne. Najbardziej zainteresowane w rozbiciu związku Rosji z UE są Stany Zjednoczone i Chiny. I z tej strony powinniśmy oczekiwać wsparcia. Rzecz w tym, że nie możemy stać się ofiarą lub zakładnikiem światowych roszad. Dlatego racja stanu nie może pozostać martwym elementem świadomości.</p>
<h3>Zakończenie</h3>
<p>Jedną z najbardziej dominujących polskich wad narodowych jest brak wyczucia proporcji. Skalę zjawiska możemy porównać do <i>liberum veto</i>, którego stosowanie też rozbijało prawie wszystkie działania ratujące polskie państwo. Przenosząc się na współczesny grunt, niemal na każdym kroku, w każdej dyskusji jeden drugiego chce przekrzyczeć i zdominować. Każdy ma swoją rację, której chce wysoko nieść sztandar &#8211; nawet wbrew sobie. Nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób zatracamy istotę sporu i w myśl porzekadła &#8222;gdzie się dwóch bije, tam trzeci korzysta&#8221; oddajemy pole innym. Właśnie tym, którzy z czasem za pomocą pały pogodzą nas. Brak wyczucia właściwych proporcji pogłębia dodatkowo, wynikająca z tego krótka perspektywa oglądu oraz łatwość i powierzchowność oceny.</p>
<p>Położenie pomiędzy Rosją a Niemcami wymaga elit na odpowiednim poziomie. Wymaga adekwatnego do geopolitycznego położenia, i historycznych doświadczeń, kształcenia siebie oraz młodzieży. Bez wygenerowania odpowiedzialnych elit i zastosowania się do wymagających kryteriów moralnych, jakościowych i zgody na przestrzeganie ich, niczego nie będziemy w stanie ani zrobić, ani zsyntetyzować. To jest pewne! Kondycja państwa jest taka, jak ujął to min. Sienkiewicz &#8211; jest ono, ale tak naprawdę go nie ma. Przekładając to na nasze: nasze mienie, nasze życie i nasze zdrowie pozbawione są ochrony. Państwo silne jest świadomością swoich obywateli. Świadomi obywatele generują świadome elity i takich samych polityków. Świadome elity pamiętają o swoim dziedzictwie i obowiązkach wobec państwa i obywateli. Profesor Gliński mówi o zdradzie elit, prof. Zybertowicz o archipelagu polskości. A co my mamy do powiedzenia?</p>
<p>Powyższe propozycje rozwiązań nie mają oczywiście charakteru kompleksowego, lecz zamykają się w ramach kierunkowej propozycji i są wynikiem refleksji opartej na bazie ostatnich wydarzeń w Polsce.</p>
<p><b>Ryszard SURMACZ</b></p>
<p class="info">Tekst opublikowani pierwotnie na portalu <a href="http://wpolityce.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">wPolityce.pl</a></p>
<p class="note"><b>Ryszard SURMACZ</b> (1950), historyk, przez 11 lat był dziennikarzem reportażystą w kilku polskich czasopismach. Pisze na tematy Ziem Odzyskanych, głównie w kontekście polskiej racji stanu. Na tematy śląskie publikował w &#8222;Kulturze&#8221; paryskiej, za którą otrzymał nagrodę POLCUL-u. Autor pięciu książek (szósta w przygotowaniu). Mieszka w Lublinie, obecnie pracownik IPN O/Lublin. Jeden z najlepszych znawców problematyki zachodniej i śląskiej. Autor serii artykułów na temat Ziem Odzyskanych, w których z niezwykłą przenikliwością i znajomością rzeczy omawia uwarunkowania historyczne, polityczne i kulturowe oraz trudną sytuację mentalną w jakiej znaleźli się Polacy zamieszkujący te tereny.<br />
<small>Na podstawie: wPolityce.pl</small></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/mylmy-po-jagiellosku-dziaajmy-po-piastowsku/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Andrzej Talaga (Rzeczpospolita): Mina pod bezpieczeństwem państwa</title>
		<link>https://koszalin7.pl/andrzej-talaga-rzeczpospolita-mina-pod-bezpieczestwem-pastwa/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/andrzej-talaga-rzeczpospolita-mina-pod-bezpieczestwem-pastwa/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 21 Jun 2014 11:36:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/06/21/andrzej-talaga-rzeczpospolita-mina-pod-bezpieczestwem-pastwa/</guid>

					<description><![CDATA[W dzisiejszej Rzeczpospolitej felieton Andrzeja Talagi zatytułowany &#8222;Mina pod bezpieczeństwem państwa&#8221;. &#8222;Afera podsłuchowa zdominowała media oraz sferę publiczną, i to]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1790" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/06/rzeczpospolita.jpg" border="0" alt="" title="" align="left" width="1200" height="172" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/06/rzeczpospolita.jpg 1200w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/06/rzeczpospolita-300x43.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/06/rzeczpospolita-1024x147.jpg 1024w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/06/rzeczpospolita-768x110.jpg 768w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" />W dzisiejszej Rzeczpospolitej felieton Andrzeja Talagi zatytułowany &#8222;Mina pod bezpieczeństwem państwa&#8221;. &#8222;Afera podsłuchowa zdominowała media oraz sferę publiczną, i to w czasie, gdy sytuacja geopolityczna Polski znalazła się na rozdrożu&#8221; &#8211; pisze felietonista dziennika ogólnopolskiego. Autor jest dyrektorem ds. strategii <span id="more-1791"></span>  w Warsaw Enterprise Institute oraz dyrektorem ds. komunikacji w Sikorsky Aicraft/PZL Mielec. &#8222;Oblewamy egzamin ze strategii, a paru chłystków wodzi Polskę za nos&#8221; &#8211; konkluduje.</p>
<p>&#8222;Gdyby okazało się kiedyś, że afera podsłuchowa była robotą obcego mocarstwa, trzeba by się pokłonić z uznaniem dla majstersztyku jego wywiadu. Jeśli jednak mamy do czynienia z dziełem lokalnym, zwykłymi porachunkami polityczno-biznesowymi, więcej niż zasadne będzie pytanie do autorów przecieku: Co wy, do cholery, robicie?!&#8221;</p>
<p>&#8222;Powyższe wydarzenia [na świecie] wpłyną na przyszłość państwa polskiego, być może nawet mamy właśnie okazję współuczestniczyć w powstawaniu nowej strategii amerykańskiej, zwanej czarnomorską, która określi parametry bezpieczeństwa w naszej części Europy. Ale przecież wszystko to &#8222;ch&#8230; dupa i kamieni kupa&#8221;, by zacytować fragment słynnego nagrania. Jeśli kiedyś w przyszłości jakiś naukowiec lub student zechce badać przypadki całkowitego rozjechania się uwagi opinii publicznej z rzeczywistymi problemami kraju, będzie miał w aferze podsłuchowej przykład niemal wzorcowy.&#8221;</p>
<p>   <center> </p>
<p><a href="http://www.rp.pl/artykul/1119586.html#.U6UxzrLMOmg.twitter" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><b>CZYTAJ CAŁY FELIETON NA STRONIE &#8222;RZECZPOSPOLITEJ&#8221;</b></a></p>
<p> </center> </p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/andrzej-talaga-rzeczpospolita-mina-pod-bezpieczestwem-pastwa/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Samozwańcze elity III RP</title>
		<link>https://koszalin7.pl/samozwacze-elity-iii-rp/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/samozwacze-elity-iii-rp/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Nov 2013 21:52:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/11/23/samozwacze-elity-iii-rp/</guid>

					<description><![CDATA[Elity polityczne III RP, a szerzej cała jej klasa polityczna, ma w istocie charakter samozwańczy. To uzurpatorzy polityczni, którzy nigdy]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1628" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/11/kapital_intelektualny.jpg" border="0" alt="Zestawienie" title="Zestawienie" align="left" width="296" height="556" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/11/kapital_intelektualny.jpg 296w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/11/kapital_intelektualny-160x300.jpg 160w" sizes="(max-width: 296px) 100vw, 296px" />Elity polityczne III RP, a szerzej cała jej klasa polityczna, ma w istocie charakter samozwańczy. To uzurpatorzy polityczni, którzy nigdy nie przeszli demokratycznych procedur wyborczych. Ich pierwotna selekcja została dokonana samozwańczo w latach 1987-1991, z kluczowym udziałem komunistycznych <span id="more-1629"></span>  służb specjalnych. Selekcja wtórna była i jest zaś oparta na fasadowej demokracji w ramach proporcjonalnej ordynacji wyborczej, która stale reprodukuje stan wyjściowy. Efektem jest nędza intelektualna, ideowa i etyczna oraz kompradorski charakter samozwańczych elit władzy III RP.</p>
<p>W II RP zasadnicza selekcja elit władzy i klasy politycznej dokonała się w procesie walki narodowowyzwoleńczej, ruchu niepodległościowego i budowy niepodległego państwa w warunkach wojen i powstań zbrojnych. Tę selekcję przeszli wyłącznie ideowi patrioci, którzy potrafili ryzykować swym życiem, zdrowiem, mieniem i karierą dla dobra polskiego państwa. Ideowi patrioci i to jeszcze o poziomie intelektualnym i osobowościowym, który pozwolił im nie tylko fizycznie przeżyć, ale i rozwiązywać arcytrudne problemy tych czasów. I dzięki tym patriotycznym i kompetentnym elitom władzy II Rzeczpospolita potrafiła w ciągu krótkich 20 lat swego istnienia zbudować na nowo polskie państwo po 123 latach jego niebytu. Te 20 lat przyniosło wyrąbanie w krwawych powstaniach i wojnach granic nowego państwa na mapie Europy. Przyniosło stworzenie względnie sprawnego organizmu państwowego, nowoczesne rozwiązania prawne, nowoczesną edukację, światowy poziom nauki i literatury. Przyniosło magistralę węglową Górny Śląsk – Wybrzeże, Gdynię, Centralny Okręg Przemysłowy, niezły poziom przemysłu metalowego, elektrotechnicznego i zbrojeniowego, światowy poziom przemysłu lotniczego. I to mimo cywilizacyjnego zapóźnienia i biedy oraz wielkich, a często krwawych napięć i konfliktów społecznych, narodowych i politycznych.</p>
<p class="foto"><b>Wyniki badań europejskich Eurostatu, pokazane w artykule &#8222;Miejsce Polski w intelektualnym wyścigu w Europie&#8221;</b> (Rzeczpospolita, Dorota Węziak, Piotr Białowolski. 07-04-2008).<br /> Głównym źródłem przewagi krajów rozwiniętych nad pozostałymi są czynniki intelektualne, które o pozycji konkurencyjnej decydują w o wiele większym stopniu niż zasoby materialne &#8230; Pojęcie kapitału intelektualnego nie jest jasno sprecyzowane i dlatego funkcjonuje bardzo wiele różnych jego definicji. Według Bontisa to <b>nieobserwowalne bezpośrednio atrybuty mieszkańców regionu, przedsiębiorstw, instytucji, organizacji, społeczności i jednostek administracyjnych, które są obecnymi i potencjalnymi źródłami poprawy przyszłego dobrobytu społecznego oraz wzrostu gospodarczego</b>.</p>
<p>A co przyniosło 24 lata dotychczasowego istnienia III Rzeczypospolitej? Każdy z nas ma obywatelski obowiązek odpowiedzieć sobie samemu na to pytanie. I zapytać też o swój udział w jej nędznych dokonaniach. A jej nędzne dokonania to efekt nędzy intelektualnej, ideowej i moralnej jej samozwańczych elit.</p>
<p>W latach 1987-1991 dokonał się zasadniczy proces pierwotnej selekcji elit politycznych III RP. Jego trzema głównymi kanałami była selekcja w samym obozie władzy komunistycznej, selekcja w ramach tworzonej przez Lecha Wałęsę i jego grupę nowej &#8222;Solidarności&#8221; i kluczowa selekcja do grupy Krajowego Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie dla potrzeb tzw. Okrągłego Stołu.</p>
<p>Wałęsa, przy wsparciu medialnym, politycznym, ale i policyjnym komunistów, zablokował możliwość reaktywacji działalności władz NSZZ &#8222;Solidarności&#8221; wybranych na I Zjeździe w 1981 roku, a nade wszystko Komisji Krajowej i jej Prezydium. Grupa Wałęsy poprzez powołanie samozwańczej Krajowej Komisji Wykonawczej, a następnie Regionalnych Komisjach Wykonawczych, wyeliminowała działaczy i przywódców Solidarności sprzeciwiających się porozumieniu z komunistami na ich warunkach. Następnie zaś rejestrując nowy związek zawodowy pod starą nazwą &#8222;Solidarność&#8221;, zalegalizowała te samozwańcze władze nowego już związku. Wałęsa i jego grupa podszyła się <i>de facto</i> pod &#8222;Solidarność&#8221; lat 80., kradnąc politycznie jej szyld i stające za nim zaufanie polskiego społeczeństwa. Doszło nawet do tego, iż aby całkowicie zdezorientować polskie społeczeństwo, pierwszy zjazd nowego związku w kwietniu 1990 roku nazwano II Zjazdem NSZZ &#8222;Solidarność&#8221;. Bardzo celnie skomentował to były wiceprzewodniczący &#8222;Solidarności&#8221; i członek jej Komisji Koordynacyjnej Andrzej Gwiazda w liście do tegoż zjazdu. <em>W 1981 roku</em> – pisał A. Gwiazda – <em>zostałem wybrany członkiem Komisji Krajowej, czyli jedynych władz Związku, podlegających wyłącznie Zjazdowi Krajowemu. Jeśli Wasz Zjazd byłby naprawdę Zjazdem NSZZ Solidarność to jako członek ustępujących władz składałbym przed Wami sprawozdanie z działalności i ubiegał się o absolutorium</em>.</p>
<p>Całkowicie samozwańczym tworem był też Krajowy Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym &#8222;Solidarności&#8221; Lechu Wałęsie. Ten liczący około stu osób komitet został skooptowany ostatecznie w grudniu 1988 roku na niejasnych i niejawnych zasadach towarzysko-politycznych w środowisku zasadniczo warszawskim. Został faktycznie skooptowany przez grupę Jacka Kuronia, wywodzącą się głównie z kosmopolitycznego czy też anarodowego skrzydła byłego KOR. KKO stał się trzonem tzw. strony opozycyjno-solidarnościowej przy Okrągłym Stole, a następnie decydował o wystawieniu kandydatów w zakontraktowanych wyborach do Sejmu i Senatu w czerwcu 1989. Zadecydował o pierwotnym składzie polityczno-personalnym pozakomunistycznych elit władzy.</p>
<p>Ta pierwotna selekcja elit władzy III RP była dokonywana przy zasadniczym udziale władz komunistycznych i ich tajnych służb specjalnych, których celem było, jak dowodzi Sławomir Cenckiewicz, wykreowania opozycji godzącej się na komunistyczne warunki porozumienia, a zmarginalizowanie i likwidacja opozycji temu przeciwnej. Równolegle ta <em>konstruktywna</em> opozycja została naszpikowana agenturą wpływu, której skalę ukryto w archiwum akt zastrzeżonych IPN.</p>
<p>Wtórna selekcja tych samozwańczych elit władzy rozpoczęła się wyborami parlamentarnymi w 1991 roku i trwa do dziś. Ich podstawą jest proporcjonalna ordynacja wyborcza uchwalona w czerwcu 1991 roku przez uzurpatorski Sejm kontraktowy. Dzięki tej ordynacji wyłonione pierwotnie w latach 1987-1991 samozwańcze elity polityczne uzyskały możliwość samoreprodukcji. To one bowiem ustalają partyjne listy kandydatów do Sejmu i kolejność miejsc tych kandydatów. Obywatele zostali pozbawieni biernego prawa wyborczego, nie mogąc startować w wyborach do Sejmu bez zgody tychże samozwańczych elit. Samoreprodukcja samozwańczych elit III RP nie może być przerwana bez zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu i wprowadzenia ordynacji większościowej opartej na regule jednomandatowych okręgów wyborczych.</p>
<p><b>Wojciech Błasiak</b></p>
<p class="note"><em>*Artykuł ukazał się w <a href="http://www.uwazamrze.pl/artykul/724065,1063627-Rubryka-wojownika--Samozwancze-elity-III-RP.html">&#8222;Uważam Rze&#8221;</a> nr 12.11 z 12.11.2013</em></p>
<p class="note"><b>Wojciech BŁASIAK</b> &#8211; (ur. 1952 w Sosnowcu) polityk, ekonomista i socjolog, doktor nauk humanistycznych, poseł na Sejm II kadencji z ramienia Konfederacji Polski Niepodległej (KPN). Jedyny polski parlamentarzysta, który w roku 1997 protestował na posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego przeciwko wpisywaniu do Konstytucji słowa &#8222;proporcjonalne&#8221; w odniesieniu do wyborów i jedyny parlamentarzysta, który działał w sprawie wyjaśnienia afery FOZZ i Banku Handlowego. Prezes Stowarzyszenia Polskiej Myśli Strategicznej w Katowicach. Niezależny wydawca tygodnika &#8222;Puls Zagłębia&#8221;, działacz Ruchu JOW. Prowadzi własny Instytut Studiów i Projektów Rozwoju zajmujący się projektami unijnymi i edukacyjnymi. Autor wielu analiz i artykułów na tematy społeczno-ekonomiczne.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/samozwacze-elity-iii-rp/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Elita w państwie narodowym</title>
		<link>https://koszalin7.pl/elita-w-pastwie-narodowym/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/elita-w-pastwie-narodowym/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 11 Mar 2013 23:20:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/03/11/elita-w-pastwie-narodowym/</guid>

					<description><![CDATA[Członkiem elity trzeba się urodzić! Cechą konieczną &#8211; bez jakiej nie można być członkiem elity, jest altruizm i głęboko uświadamiana]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1533" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/03/matko_pamietaj.jpg" border="0" alt="Matko pamiętaj" title="Matko pamiętaj" align="left" width="364" height="570" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/03/matko_pamietaj.jpg 364w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/03/matko_pamietaj-192x300.jpg 192w" sizes="auto, (max-width: 364px) 100vw, 364px" />Członkiem elity trzeba się urodzić! Cechą konieczną &#8211; bez jakiej nie można być członkiem elity, jest altruizm i głęboko uświadamiana wewnętrzna potrzeba i poczucie obowiązku służby dla dobra swojego narodu! Świadoma i dobrowolna! Polskie państwo narodowe, zdolne do zapewnienia <span id="more-1534"></span>  stabilnego rozwoju gospodarczego i dobrobytu Polakom, powstanie wtedy i tylko wtedy, kiedy Polacy będą mieli reprezentację własnej elity politycznej!</p>
<p>II Rzeczpospolita istniała zaledwie 20 lat. I w tym czasie zdołała wyrąbać w krwawych powstaniach i wojnach swoje granice w nowoczesnej Europie. Zdołała stworzyć z trzech różnych zaborów jednolite, nowoczesne państwo. Z nowoczesnym prawodawstwem, z liczącą się w świecie nauką i kulturą, ze sprawną administracją i silną armią. Zdołała przy stale niekorzystnej sytuacji międzynarodowej i olbrzymich wydatkach na siły zbrojne, zbudować magistralę węglową Śląsk &#8211; Wybrzeże, nowy port i nowe miasto Gdynia, Centralny Okręg Przemysłowy z nowoczesnym przemysłem zbrojeniowym, zrealizować z wielkim rozmachem Czteroletni Plan Inwestycyjny i stworzyć podstawy nowoczesnej infrastruktury przemysłowej. I to mimo wielkich, a często krwawych konfliktów społecznych i politycznych. Dlaczego była do tego zdolna? Bo miała patriotyczne elity państwowe i polityczne.</p>
<p>III Rzeczpospolita istnieje już 23 lata. I jakie ma osiągnięcia?! Żadnych. A dlaczego? Bo nie ma patriotycznych elit państwowych i politycznych. Ma za to <b>uzurpatorskie i kompradorskie pseudoelity</b>.</p>
<p>Owszem, mamy wielu ultrapatriotów produkujących się czy to w Radiu Maryja, czy to w &#8222;Gazecie Polskiej&#8221;, a nawet w mediach głównego nurtu. Tam doskonali felietoniści odkrywają tajemnice i powiadają, że grozi nam Judeopolonia, dziwnie pomijając fakt, że tę Judeopolonię to już mamy 70 lat z okładem. Tam znakomici publicyści i naukowcy ujawniają prawdę o tym, że Polska jest niesuwerenna, a rząd prowadzi antypolską, kompradorską politykę. Dziwnym trafem pomijają fakt, iż nigdy suwerenna nie była, a polityka gospodarcza i finansowa wszystkich rządów po 1989 roku była stale antypolska i kompradorska.</p>
<p>Tam wybitni politycy opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej błyszczą nagłym politycznym olśnieniem o braku patriotyzmu w polityce, parlamencie, rządzie i pałacu prezydenckim. I dziwnym trafem pomijają fakt, że ten sam brak patriotyzmu był i za ich parlamentowania i rządzenia. Że osobiście byli przy &#8222;okrągłym stole&#8221;. Że osobiście głosowali za &#8222;programem Balcerowicza&#8221;. Że osobiście popierali kolejne etapy wyprzedaży polskiego przemysłu w obce ręce, i to przez pełne ćwierć wieku.</p>
<p>Wspólną cechą tych wszystkich ultrapatriotycznych felietonistów, publicystów, naukowców i polityków jest to, że nigdy nie próbują analizować przyczyn tego stanu rzeczy. Nigdy nie próbują odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w III Rzeczpospolitej nie ma patriotycznych elit państwowych i politycznych? Jakie są tego przez 23 lata przyczyny socjologiczne i polityczne? Czy to niewidzialna ręka wolnego rynku jest winą naszej niedoli? Czy może Polacy są genetycznie upośledzeni na altruizm i dobro wspólne?</p>
<p>No, ale wtedy tego też trzeba by dowieść i wyjaśnić. A tu nic. Ultrapatriotyczny demagogiczny słowotok i zero refleksji. Więcej. Całkowita blokada informacji o tych, którzy taką refleksję podejmowali i podejmują. Całkowita blokada informacji przez ponad <b>20 lat o działalności śp. prof. Jerzego Przystawy i jego Obywatelskim Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych</b>. Całkowita cenzura o współczesnej inicjatywie politycznej muzyka Pawła Kukiza i jego ruchu obywatelskim &#8222;zmieleni.pl&#8221;. Przypadek? Kto chce, niech wierzy.</p>
<p>Taka wybiórcza i demagogiczna, a przemilczająca podstawowe kwestie dla polskiej państwowości, ultrapatriotyczna krytyka jest celowa. Ma ona uwiarygodniać w oczach naiwnych Polaków kolejne fałszywe autorytety pseudopatriotyczne. Szczególnie polityków, a nawet całych partii czy organizacji politycznych. Ma budować do nich zaufanie polityczne, po to by, kanalizować w ślepym zaułku rodzące się siły patriotyczne, a nawet tworzący się powoli ruch narodowy.</p>
<p>Po to, aby w decydującym momencie przetrącić mu kark, rozproszyć go i zniszczyć. Chciałem Was przed tym szczególnie ostrzec. Bo jak to ujął Marszałek Józef Piłsudski <em><b>Podczas kryzysów &#8211; powtarzam &#8211; strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.</b></em></p>
<p>Nasz kraj szybko może szybko zacząć stawać na nogi. Ale Polska musi mieć patriotyczną elitę polityczną na szczytach władz państwa – w parlamencie, w rządzie, pałacu prezydenckim, ministerstwach, urzędach centralnych i województwach. Gdy taka elita zacznie się wyłaniać i uwiarygodniać działaniem, Polacy zareagują zaufaniem i nową ożywczą energią w odbudowie własnego państwa i własnej gospodarki.</p>
<p>Mój znajomy Roman Kafel, rezydent Teksasu, w swoim obszernym tekście &#8222;Walka elit o Polskę&#8221; napisał:</p>
<p class="citate"><em><b>Członkiem elity trzeba się urodzić! Cechą konieczną – bez jakiej nie można być członkiem elity, jest altruizm i głęboko uświadamiana wewnętrzna potrzeba i poczucie obowiązku służby dla dobra swojego narodu! Świadoma i dobrowolna!</b></em></p>
<p>I taka elita rodzi się w Polsce stale i na nowo. Wielu Polaków uważa, że nasza elita została wybita przez Niemców i Rosjan w czasie okupacji. To wszystko nieprawda, ponieważ potencjalna elita codziennie się rodzi w dzisiejszych miastach i wsiach, wśród polskich rodzin inteligenckich, chłopskich i robotniczych. Bo tak jest na całym świecie. Jest to około 1% naszego społeczeństwa, czyli 380.000 ludzi. <b>Na całym świecie 1% populacji to najbardziej inteligentna, odważna, kreatywna, altruistyczna i empatyczna część każdej rodzącej się populacji.</b> Wystarczająca liczba na parlament, rząd, pałac prezydencki, ministerstwa, urzędy centralne i wszystkie województwa.</p>
<p>I w każdym kraju ta elita podlega stopniowej pozytywnej selekcji, poczynając od bardzo młodego wieku. Normalne systemy edukacyjne począwszy od przedszkoli mają za zadanie wyłapywać takie odkrywające się jednostki naturalnych liderów i otaczać je szczególną troską i opieką w procesie tzw. selekcji pozytywnej. Tylko w takim procesie grupa społeczna może liczyć na wychowanie prawidłowe swojej własnej elity, której z pełnym zaufaniem przekaże wszystko, czyli swój własny los i swoją przyszłość! Bo przyszłość zależy od jakości ludzi i tylko od ludzi.</p>
<p>Obecne badania globalnych amerykańskich korporacji, które stanęły w obliczu kryzysu, wskazują, że w sytuacji zawrotu ze spadku na wzrost, konieczna była wymiana elity, czyli prezydenta firmy i całej dyrekcji. Niektóre korporacje, jak np. Kimberly Clarke, globalny producent osobistych towarów, takich jak ręczniki papierowe, papier toaletowy, chemikalia do utrzymania czystości etc., wymieniły prezesa, dyrektorów i całą kadrę kierowniczą. Wymieniły je na ludzi, którzy mają cechy charakterystyczne dla rządów państw narodowych: fachowość, pokorę, lojalność, zdolność do budowania ludzkich zespołów i trwałej motywacji ludzi, wstręt do wszelkiej korupcji oraz poszanowanie i podtrzymanie godności wszystkich pracowników korporacji.</p>
<p>Trzeba podkreślić, że we wszystkich przypadkach byli to ludzie, którzy chcieli pomóc innym ze względu na swą altruistyczną naturę. Oni nie myśleli tylko o sobie pod względem zysku, ale przede wszystkim o sukcesie ich firmy, dla wspólnego dobra. Byli to ludzie z natury spokojni i tzw. domatorzy, którzy po pracy zajmowali się swoimi ogrodami, gotowaniem posiłków, czy też mieli inne &#8222;koniki&#8221; dla relaksu. Są to ludzie &#8222;rygoru i wigoru&#8221;, tzw. ludzie &#8222;krótkiego rękawa&#8221;, bo długi rękaw przeszkadza im w pracy. I potrafili oni zrobić totalny &#8222;make-over&#8221; korporacji, aby znowu była atrakcyjna dla klientów.</p>
<p>Z kadry kierowniczej odeszli natomiast niekompetentni egoiści, którzy głównie myśleli o jak najwyższym zysku, kosztem wyzysku pracowników i bez żadnej empatii dla innych ludzi. Dla samosatysfakcji musieli mieć wielkie domy, kosztowne samochody i nawet prywatne jachty, czy też samoloty. Tacy bufoni nie potrafili wydostać swoich korporacji z dołka w latach kryzysu. Wszystkie współczesne książki na tematy gospodarcze dokumentują, że takie &#8222;tradycyjne&#8221; menedżerskie gady, które jeszcze dziś mają stanowiska kierownicze, są na wymarciu, tak jak kiedyś dinozaury.</p>
<p>Podobnie obecna wroga nam, egoistyczna elita polityczna, która niezmienne rządzi naszym krajem od 1944 roku, musi być wymieniona na elitę narodową, aby nasz kraj miał szansę na zwrot (&#8222;turn-around&#8221;) w kierunku wzrostu. Aby każdy Polak, który chce pracować, mógł codziennie kupić przysłowiową kurę do garnka. Bez wymiany obecnej uzurpatorskiej pseudoelity na patriotyczną elitę narodową, koło zamachowe naszej gospodarki nigdy się żwawo nie potoczy.</p>
<p>I tak jak w edukacji czy w globalnych korporacjach, musi być uruchomiony w tym celu mechanizm pozytywnej selekcji. <b>A podstawowym mechanizmem pozytywnej selekcji ludzi w demokratycznym państwie są demokratyczne wybory. O pozytywnej selekcji ludzi w polityce, a szerzej w państwie decyduje w ostateczności ordynacja wyborcza. To ordynacja wyborcza przesądza o tym, kto i dlaczego może zostać wybrany. Jest to rzecz podstawowa dla wyłaniania elit. A obecna proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu uniemożliwia pozytywną selekcję elity narodowej.</b></p>
<p>To bowiem uzurpatorskie pseudoelity &#8222;okrągłego stołu&#8221; od ćwierć wieku ustalają swoje listy partyjne, na które potem mamy głosować. To oni prawem kaduka decydują, kto ma być w parlamencie i rządzie, a w konsekwencji w ministerstwach, urzędach centralnych i województwach. <b>Polacy nie mają bowiem prawa wyborczego. Nie mogą sami kandydować bez ich zgody. W Polsce nie mamy patriotycznej elity narodowej, bo nie mamy demokracji. Bo ta demokracja obecna jest fasadowa. Jest fikcyjna przez tę proporcjonalną ordynację wyborczą.</b></p>
<p>I dlatego w tych wszystkich ultrapatriotycznych tekstach felietonistów, publicystów, naukowców i polityków nie ma ani słowa o przyczynach braku patriotycznej elity narodowej. Ani słowa o wyborczym mechanizmie pozytywnej selekcji polskiej elity. Ani słowa o fasadowej i fikcyjnej demokracji. Ani słowa o wprowadzeniu ordynacji większościowej. Bo o najważniejszym zawsze się milczy. Jeśli ma się nieczyste intencje.</p>
<p>W książce &#8222;Dobry dla Wspaniałego&#8221; wydanej w 2012 roku, amerykański autor John Collins określa kandydata na człowieka naszej &#8222;elity&#8221; jako człowieka &#8222;piątego wymiaru&#8221;. Tego nie można się nauczyć &#8211; takim trzeba się urodzić. <b>Ułatwia to proces selekcji, aby nie dopuścić do władzy manipulanckich karierowiczów, egoistycznych pozorantów i skorumpowanych złodziei, których jest dzisiaj pełno w instytucjach ustawodawczych, wykonawczych i sądowych oraz w administracji centralnej i terenowej.</b> Do selekcji naszej elity przydatne są nowoczesne testy psychologiczne, co jest o wiele ważniejsze niż lustracja prowadzona przez Instytut Pamięci Narodowej, która okazała się kosztownym, ale nieskutecznym narzędziem do eliminacji polskich patologii.</p>
<p>Kiedy w 1990 roku dzięki 140.000 podpisów poparcia zostałem Waszym kandydatem na prezydenta RP, &#8222;Gazeta Wyborcza&#8221; prowadziła szaloną nagonkę na wszystko, co było &#8222;czerwone&#8221;. Pod taką presją trudno mi było wtedy publicznie powiedzieć, że kraj bez dyrektorów i kierowników jest bez szans na wyjście z kryzysu. A przecież przed 1990 rokiem tylko członkowie komunistycznej partii PZPR mogli mieć kierownicze stanowiska. Wielu z nich było pod presją prasowej nagonki oraz szoku z powodu zmiany ustroju.</p>
<p>I mimo, że wielu z nich miało potencjał, aby stać się częścią altruistycznej elity narodowej, optowali za szybką grabieżą, przez brak pewności swego losu. Większość przedsiębiorstw, gdzie pracowali jako dyrektorzy i kierownicy, została szybko sprywatyzowana przez grupę żydowskiej władzy i sprzedana za bezcen zachodniemu kapitałowi. Nawet banki. Teraz już są do pracy za starzy, ale jako mentorzy mogą wiele doradzić, bo odczuli, jak nas oraz ich samych złupiono, na własnej skórze. Dziś liczę głównie na zrozumienie nieskażonych komunizmem młodych ludzi, aby jak najszybciej, bez egoizmu wyselekcjonowali z siebie fachową elitę ludzi &#8222;piątego wymiaru&#8221;, aby ta grupa była gotowa w interesie wszystkich Polaków stworzyć nowy rząd.</p>
<p>Bo tylko taki rząd narodowy zapewni, że Polska, nasza Ojczyzna, będzie matką, a nie okrutną macochą.</p>
<p><b>Stanisław Tymiński</b></p>
<p class="note">Stan Tymiński &#8211; ur. 1948 w Pruszkowie, W 1969 przez Szwecję wyemigrował do Kanady, polityk polski, kanadyjski i peruwiański, biznesmen mieszkający obecnie w Kanadzie (branża elektroniczna, komputerowa i telewizyjna). Kandydat na prezydenta RP w wyborach 1990 i 2005. Założyciel i przywódca partii X.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/elita-w-pastwie-narodowym/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Polska ziemia tylko dla polskich rolników</title>
		<link>https://koszalin7.pl/polska-ziemia-tylko-dla-polskich-rolnikow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/polska-ziemia-tylko-dla-polskich-rolnikow/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 08 Jan 2013 15:08:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/01/08/polska-ziemia-tylko-dla-polskich-rolnikow/</guid>

					<description><![CDATA[1 maja 2016 roku kończy się 12-letni okres ochronny na zakup polskiej ziemi przez cudzoziemców, ustalony przed wejściem Polski do]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1500" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/01/wojciechowski_janusz_452px.jpg" border="0" alt="J. Wojciechowski" title="J. Wojciechowski" align="left" width="452" height="599" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/01/wojciechowski_janusz_452px.jpg 452w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/01/wojciechowski_janusz_452px-226x300.jpg 226w" sizes="auto, (max-width: 452px) 100vw, 452px" />1 maja 2016 roku kończy się 12-letni okres ochronny na zakup polskiej ziemi przez cudzoziemców, ustalony przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Od tej daty obywatele państw należących do Unii będą mogli kupować polską ziemię na tych samych zasadach, na jakich mogą <span id="more-1501"></span>  ja nabywać polscy obywatele. A kupować będzie co. Choć zasoby polskiej ziemi kurczą się, mamy wciąż ponad 14 milionów hektarów ziemi rolnej (objętej dopłatami z UE), licząc po ok. 25 tysięcy złotych za ha &#8211; polska ziemia rolnicza to majątek wart co najmniej 350 miliardów złotych. Ziemia i lasy to największy majątek, pozostający wciąż jeszcze w polskich rękach, którego władza PO-PSL póki co nie była w stanie sprzedać.</p>
<p>Dziś cudzoziemcy, ci z Unii i ci spoza UE, mogą kupować nieruchomości, w tym ziemię, tylko na podstawie zezwolenia Ministra Spraw Wewnętrznych. Skala sprzedaży nieruchomości cudzoziemcom, jak wynika z oficjalnych sprawozdań MSW jest niewielka, Kilka tysięcy hektarów rocznie. Mówi się jednak o tym, że zawarto już wiele pozornych transakcji zakupu ziemi na podstawione osoby, że obywatele polscy są tylko tzw. słupami, a rzeczywistymi nabywcami ziemi są cudzoziemcy, którzy od 2016 roku będą te transakcje legalizować już na własny rachunek. Z tego powodu strajkują obecnie rolnicy w Szczecinie i mają świętą rację.</p>
<p class="foto">Janusz Wojciechowski (Foto: Jarosław Kruk/ Wikipedia)</p>
<p>Czy zatem od 2016 roku czeka nas masowy wykup polskiej ziemi rolnej?</p>
<h3>Masowy wykup polskiej ziemi jest bardzo prawdopodobny</h3>
<p>Ziemia rolnicza staje się dobrem coraz bardziej cennym, z uwagi na zagrażający światu poważny kryzys żywnościowy. Według prognoz FAO &#8211; Światowej Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa &#8211; w 2050 rok świat będzie potrzebował aż o 70 procent żywności więcej niż obecnie, w związku ze wzrostem liczby ludności z obecnych siedmiu do około dziewięciu miliardów, a także w związku z wzrostem spożycia w miarę podnoszenia się standardów życia. Tymczasem ziemi uprawnej na świecie jest coraz mniej, zajmują ja rozbudowujące się miasta, budowane drogi, linie kolejowe, zapory wodne itp. A żywność jest tylko z ziemi i z morza. Możemy poszukiwać alternatywnych źródeł energii, z atomu, czy z kosmosu, ale nie da się znaleźć alternatywnych źródeł żywności, białka z kosmosu się nie sprowadzi. I to jest powód, dla którego wielki biznes światowy interesuje się coraz bardziej produkcją żywności, chcąc nad tym przejąć pełną kontrolę.</p>
<p>Niedawno w Parlamencie Europejskim wysłuchaliśmy informacji o wykupie ziemi rolniczej w Afryce, w czym dominują bogaci biznesmeni z Indii. Kupują tę ziemię, na razie specjalnie się nią nie zajmują, czekają na czas, gdy produkcja żywności stanie się naprawdę wielkim biznesem. Bo głodny świat za chleb zapłaci każdą cenę. Głodna Europa to będzie napradę doskonały klient.</p>
<h3>W krajach UE ziemia rolnicza w praktyce tylko dla własnych rolników</h3>
<p>W krajach UE ziemia rolnicza jest trudno dostępna. W większości państw teoretycznie istnieje istnieje wolny handel ziemią i równe prawa dla wszystkich obywateli Unii, ale w rzeczywistości kupić ziemie rolnicza jest bardzo trudno, a dla cudzoziemca w zasadzie jest to niemożliwe.</p>
<p>W największym pod względem rolniczym kraju Unii Europejskiej, <b>we Francji, ziemia rolnicza nawet nie jest droga (w granicach 4,5 &#8211; 6,0 tys. euro/ha), ale system obrotu ziemią jest ściśle reglamentowany</b>. Istnieje prawo pierwokupu dla właścicieli sąsiednich gruntów, są też wymogi osobistego użytkowania zakupionej ziemi przez 15 lat, z zakazem jej wydzierżawiania &#8211; krótko mówiąc francuską ziemię rolnicza praktycznie może kupić tylko prawdziwy francuski rolnik. Nie kupi jej żaden cudzoziemiec, ani nawet żaden francuski pseudorolnik z Paryża. Bo Francja jest krajem, który swoje rolnictwo bardzo silnie chroni.</p>
<p><b>Inny wielki kraj rolniczy UE &#8211; Niemcy &#8211; również poddają transakcje obrotu ziemią ścisłej kontroli administracyjnej.</b> Władze państwowe mogą odmówić wyrażenia zgody na transakcje obrotu ziemia rolniczą na przykład wtedy, gdy nabycie wskazuje na spekulacyjny charakter, gdy nabywca nie ma zamiaru włączyć nabytych gruntów do swego gospodarstwa i trwale rolniczo ich użytkować. Przepisy niemieckie umożliwiają też zablokowanie transakcji ze względu na nadmierna koncentrację gruntów w rekach jednej osoby.</p>
<p><b>Bariery administracyjne utrudniające obrót ziemia rolna istnieją też w Hiszpanii.</b> Funkcjonuje tam system prawny wspierania gospodarstw priorytetowych, rodzinnych, dających pełne zatrudnienie dla jednej osoby w ciągu roku, prowadzący gospodarstwo musi uzyskiwać co najmniej 50 procent dochodów z pracy w rolnictwie, a co najmniej 25 procent dochodów z pracy we własnym gospodarstwie. Istnieje też sąsiedzkie prawo pierwokupu oraz wymóg, aby nabywca zamieszkiwał w tej samej lub sąsiedniej gminie, gdzie położone są nabywane grunty.</p>
<p><b>Ciekawe bariery prawne w zakresie obrotu ziemia istnieją w Danii.</b> Nabywca gospodarstwa rolnego w Danii musi wyzbyć się najpierw nieruchomości rolnych posiadanych w innym kraju, musi osiedlić się w Danii i samodzielnie prowadzić gospodarstwo, musi tez uzyskać wymagane prawem duńskim kwalifikacje rolnicze, przy czym te dwa ostatnie warunki dotyczą jedynie gospodarstw powyżej 30 ha. Krótko mówiąc &#8211; cudzoziemiec ma szansę nabycia gruntów rolnych w Danii, pod warunkiem, że stanie się prawdziwym duńskim i wyłącznie duńskim rolnikiem.</p>
<p>A poza Unią, na przykład <b>w dwa razy większej od Polski Ukrainie wszelkie transakcje obrotu ziemią są obecnie zablokowane</b>, do czasu stworzenia nowych zasad prawnych obrotu ziemią. Gdyby więc ktoś chciał kupić ziemię na Ukrainie, w najbliższych latach jest to prawnie niemożliwe.</p>
<h3>Polska może stać się rajem dla zagranicznych spekulantów ziemią</h3>
<p>Na tle restrykcyjnych ograniczeń w obrocie ziemia rolna w większości krajów UE, Polska od 2016 roku stanie się rajem dla zagranicznych spekulantów, chcących inwestować w zakup ziemi. Nasza ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego, z prawem pierwokupu Agencji Nieruchomości Rolnych oraz dzierżawców stwarza bardzo słabe i łatwe do ominięcia bariery prawne przed wykupem ziemi przez cudzoziemców.</p>
<p>Poza tym polska ziemia, jak na warunki europejskie jest stosunkowo niedroga. Mimo systematycznego wzrostu cen polskiej ziemi, jest ona dziś 3-krotnie tańsza niż w zachodnich landach Niemiec (w landach dawnej NRD jest to cena zbliżona do polskich cen), 3-krotnie tańsza niż we Włoszech i 8-10 razy tańsza niż w Holandii, gdzie średnia cena wynosi obecnie 47 tysięcy Euro za 1 ha.</p>
<p>Ziemia w Polsce jest poza tym dobra, mamy niezniszczona nadmiarem chemii gleby, niezłe warunki klimatyczne, na miejscu duży rynek zbytu &#8211; wszystko to będzie powodować duże, a może nawet wielkie zainteresowanie nabyciem polskiej ziemi rolniczej, bo tak dobrej, tak taniej i tak dostępnej ziemi rolniczej nie będzie nigdzie indziej w Europie.</p>
<h3>Wyprzedaży ziemi sprzyjać będzie dyskryminacja polskiej wsi</h3>
<p>Do tego dochodzą jeszcze polskie czynniki ekonomiczne. Polska wieś, wbrew temu, co głosi oficjalna propaganda, jest biedna. Jest niszczona złą polityką. Polscy rolnicy są dyskryminowani zaniżonymi dopłatami bezpośrednimi, przy wyrównanych już kosztach produkcji coraz trudniej jest im konkurować z otrzymującymi znacznie wyższe dopłaty rolnikami zachodniej Europy. Środki na rozwój obszarów wiejskich są dzielone niesprawiedliwie, korzysta z nich tylko niewielka część najbogatszych rolników, a często korzystają z nich przedsiębiorcy wcale nie będący rolnikami.</p>
<p>Wieś jest dyskryminowana w podziale środków budżetowych oraz europejskich funduszy spójności &#8211; tych ostatnich zaledwie 10 procent trafia na wieś, chociaż na wsi mieszka 38 procent Polaków. Rząd PO-PSL prowadzi też politykę wycofywania się państwa ze wsi, likwidowane są wiejskie szkoły, wiejskie poczty, posterunki policji, na obszarach wiejskich zwija się komunikacja, znikają przystanki PKS, likwidowane są połączenia kolejowe. Coraz trudniej jest zatem żyć na wsi i mimo wciąż wielkiego w rodzinach chłopskich [przywiązania do ziemi, coraz mniej młodych ludzi wybiera zawód rolnika, w którym praca jest ciężka i nie dająca pewności utrzymania.</p>
<h3>Podatek dochodowy dla rolników &#8211; czyli tania ziemia z licytacji</h3>
<p>Do tego wszystkiego dojdzie jeszcze tania ziemia z licytacji, ta ziemia, której prawdziwi rolnicy z pobudek moralnych nie kupują, a cudzoziemcy nie będą mieli tych skrupułów.</p>
<p>Dlaczego ziemia z licytacji? Po pierwsze z powodu oszustw, których ofiara w bardzo niesprawnym państwie padają rolnicy. To już się dzieje w znacznej skali. Rolnicy są oszukiwanie przez nieuczciwych kontrahentów, było już tysiące takich przypadków, że rolnikom nie płacono za dostarczone zboże, tuczniki, czy owoce. Rolnik, mający trudności ze zbytem swoich płodów, jest zdany na łaskę i niełaskę cwaniaków, którzy biorą towar, potem nie płacą, nikt ich za to nie ściga, policja i prokuratury umywają ręce, procedury sądowe to droga przez mękę, na ogół bezowocna, a w międzyczasie trzeba spłacać zaciągnięte kredyty, a jeśli nie, bank występuje o licytację rolnika.</p>
<p>A teraz dojdzie jeszcze &#8222;obiecany&#8221; przez rząd PO-PSL podatek dochodowy, przez który wejdzie na wieś aparat skarbowy. Doświadczenia wielu przedsiębiorców, zwłaszcza małych firm rodzinnych, wskazują, ze jeśli władza skarbowa chce szukać, to kozła ofiarnego znajduje bardzo szybko. Jakiś drobny błąd, czasem zupełnie niezawiniony, nieświadomy, sprzed trzech czy pięciu lat powoduje takie domiary podatkowe z odsetkami, że firmy padają jak muchy i tak też będą padać gospodarstwa rolne, gdy aparat skarbowy się do nich dobierze. Nie trzeba wielkiej wyobraźni żeby przewidzieć, że będą liczne ofiary podatku dochodowego dla rolników i będzie w związku z tym tania ziemia z licytacji. Cudzoziemskim spekulantom w to graj.</p>
<h3>Zablokować ten wykup</h3>
<p>Co zatem powinien zrobić polski rząd w sprawie zakupu ziemi rolniczej przez cudzoziemców?</p>
<p>Powinien ten wykup zablokować i to jak najszybciej, zanim będzie za późno.</p>
<p>Drogą do tego celu powinno być wprowadzenie restrykcyjnych zasad nabywania ziemi rolnej i leśnej, na wzór francuski czy duński &#8211; tak by dostęp ziemi teoretycznie był równy dla wszystkich, ale w praktyce ziemie mógł kupić tylko polski rolnik. I to prawdziwy rolnik, który własnoręcznie orze, sieje i kosi, nie ten &#8222;rolnik z Marszałkowskiej&#8221;, kupujący ziemię dla lokaty kapitału.</p>
<p>Trzeba się liczyć z zarzutem naruszenia Traktatu Akcesyjnego, ale wtedy trzeba się powołać na art. 345 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który stanowi, że unijne traktaty nie mogą przesądzać zasad własności w państwach członkowskich UE, a zatem każde państwo członkowskie może ustanowić własne, równe dla wszystkich obywateli UE zasady nabywania nieruchomości rolnych i leśnych.</p>
<h3>Potrzebna wola polityczna, której u obecnej władzy brak</h3>
<p>Tu trzeba by prawdziwej woli politycznej, której obecnie brak, bo powiedzmy to wprost &#8211; Polską obecnie rządzi władza bardziej przychylna dla &#8222;rolników z Marszałkowskiej&#8221;, niż dla prawdziwych polskich rolników, władza. której wcale nie zależy, żeby polska ziemia pozostała w rękach polskich chłopów. Bo przecież gdyby im zależało, to nie zgadzaliby się na dyskryminację polskich rolników w Unii Europejskiej, nie wpuszczaliby do Polski GMO (którego ekspansja zabije polskie rolnictwo rodzinne), nie &#8222;uszczęśliwialiby&#8221; rolników podatkiem dochodowym.</p>
<p>Co zatem należy zrobić, żeby powstrzymać wykup polskiej ziemi? Przede wszystkim odsunąć od władzy tych, którzy ją obecnie sprawują i którzy nie maja politycznej woli obrony polskiej ziemi, choć niektórzy z nich na akademiach śpiewają obłudnie &#8211; nie rzucim ziemi skąd nasz ród &#8230;</p>
<p><b>Janusz Wojciechowski</b></p>
<p class="info">Przedruk za portalem Salon24.pl</p>
<p class="note"><b>Janusz WOJCIECHOWSKI</b> (ur. 1954) &#8211; polityk, sędzia, były prezes Najwyższej Izby Kontroli, poseł na Sejm II kadencji, wicemarszałek IV kadencji Sejmu, od 2004 deputowany do Parlamentu Europejskiego.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/polska-ziemia-tylko-dla-polskich-rolnikow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>&#8222;Plan Balcerowicza&#8221; &#8211; Szok Gospodarczy dla Polski</title>
		<link>https://koszalin7.pl/qplan-balcerowiczaq-szok-gospodarczy-dla-polski/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/qplan-balcerowiczaq-szok-gospodarczy-dla-polski/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 15 Dec 2012 11:57:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/12/15/qplan-balcerowiczaq-szok-gospodarczy-dla-polski/</guid>

					<description><![CDATA[Dziś już wiemy, że w czasie zmiany ustrojowej w Polsce, narzucony Polsce plan gospodarczy zwany &#8222;Planem Balcerowicza&#8221;, był niszczący dla]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1466"></span></p>
<p>Dziś już wiemy, że w czasie zmiany ustrojowej w Polsce, narzucony Polsce plan gospodarczy zwany &#8222;Planem Balcerowicza&#8221;, był niszczący dla naszej gospodarki i naszego społeczeństwa. Był to nader perfidny wariant popularnej terapii szokowej, historycznie stosowanej w wielu innych krajach. Tak zwany &#8222;plan Balcerowicza&#8221; był klonem, wymuszanym przez Zachód na czele z USA na krajach słabiej rozwiniętych i zadłużonych, agendy Consensusu Waszyngtońskiego. Jego rzeczywistym celem było otwarcie rynków tych krajów, w tym zwłaszcza rynków finansowych, dla ich nieograniczonej eksploatacji przez Zachód. Podstawowe założenia tego klonu opracował na wiosnę 1989 roku przedstawiciel żydowskiej oligarchii finansowej w USA, słynny spekulant George Soros.</p>
<p>Jego plan &#8222;terapii szokowej&#8221; zakładał przejęcie w zamian za długi polskiego przemysłu państwowego oraz drastyczne cięcia wydatków publicznych, a socjalnych przede wszystkim. Plan &#8222;terapii szokowej&#8221; Sorosa został zaakceptowany zarówno przez przedstawicieli komunistycznego rządu Mieczysława Rakowskiego, jak i grupę tzw. solidarnościowych &#8222;doradców&#8221; na czele z Bronisławem Geremkiem. Ten fakt udokumentował G. Soros w swej książce <i>Underwriting Democracy</i>, opublikowanej w Nowym Jorku w 1991 roku. Dość szczegółowo omówił w niej swoją rolę w tzw. transformacji ustrojowej komunizmu &#8211; od założenia w Polsce swej Fundacji Batorego w 1988 i spotkania z gen. Wojciechem Jaruzelskim, po przedstawienie idei terapii szokowej komunistycznemu premierowi M. Rakowskiemu.</p>
<p>Ostateczną wersję planu &#8222;terapii szokowej&#8221; Sorosa opracował sponsorowany przez niego hochsztapler ekonomiczny z Harwardu Jeffrey Sachs. Kilka lat później odszedł on w zapomnienie za machlojki z funduszem $350 milionów dolarów przeznaczonym przez rząd USA na pomoc w reformach w Rosji. Skończyło się to likwidacją tego programu i ugodową karą $26 milionów opłaconą przez Uniwersytet Harvardu.</p>
<p>W opublikowanym w 2006 roku polskim tłumaczeniu książki J. Sachsa <i>Koniec walki z nędzą</i>, przedstawił on szczegółowo okoliczności powstania ostatecznej wersji planu. W czerwcu już po częściowo wolnych wyborach wraz z przedstawicielem Międzynarodowego Funduszu Walutowego Davidem Liptonem, w redakcji informacyjnej &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;, powstał ostatecznie tzw. plan Balcerowicza – <em>Pracowaliśmy całą noc do świtu, a w końcu wydrukowaliśmy piętnastostronicowy tekst, w którym przedstawiliśmy zasadnicze koncepcję i planowany chronologiczny porządek reform.</em></p>
<p>Po jego akceptacji przez &#8222;triumwirat „Solidarności&#8221;, jak J. Sachs nazywa Adama Michnika, Jacka Kuronia i Bronisława Geremka i końcowej akceptacji Lecha Wałęsy, decydująca okazała się rozmowa w sierpniu 1989 roku z desygnowanym do roli nowego premiera T. Mazowieckim.</p>
<p><em>Musiał znaleźć kogoś, kto naprawdę byłby w stanie podjąć się tak ogromnego wysiłku. Wspomniał o Leszku Balcerowiczu, którego nie znałem</em> &#8211; pisze J. Sachs &#8211; <em>W końcu to właśnie Balcerowicz pokierował wykonaniem trudnych zadań gospodarczych.</em> Plan w wersji J. Sachsa w ostatecznej ostał zaakceptowany na jesieni 1989 roku przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Wszedł do realizacji w zaakceptowanym przez Sejm pakiecie 11 ustaw, a nazwano go &#8222;Planem Balcerowicza&#8221;, choć sam Balcerowicz nigdy nie miał nic wspólnego z jego stworzeniem.</p>
<p>Balcerowicz urodził się w 1947 roku w gospodarstwie średniorolnym. Dość wcześnie pokazał swój talent do abstrakcji cyfrowych i pewnie dzięki temu ukończył nie tylko studia magisterskie na SGPiS, ale nawet studia doktoranckie. To ogromny jego awans społeczno-zawodowy. Na studiach w SGPiS Balcerowicz zajmował się głównie ekonomią polityczną socjalizmu. Jak wspomina doc. Józef Kossecki, który poznał Balcerowicza na swoim seminarium w gmachu Komitetu Warszawskiego PZPR w 1980 roku, wykazał on całkowitą ignorancję w dziedzinie psychologii gospodarczej &#8211; w ogóle nie rozumiał problemu motywacji ludzi do pracy. Ta ignorancja mu została.</p>
<p>Podczas swojego &#8222;szkolenia&#8221; w USA uchwycił tylko sprawę walki z inflacją. Bo to było najbardziej kompatybilne z ekonomią marksistowską, która stale borykała się z problemem w komunistycznej &#8222;gospodarki niedoboru&#8221;. Problem konieczności dławienie popytu w gospodarce socjalistycznej, w związku ze stałymi w niej niedoborami podaży, był bowiem nieustający. W 1980 roku Balcerowicz głosił bardzo oryginalną tezę, że Polskę zbawią banki. Trzeba przyznać, że temu podejściu został wierny.</p>
<p>Wąska specjalizacja w dziedzinie finansów, za to bez uczuć emocjonalnych, czy też poczucia winy za krzywdy powstałe ze swoich działań, wskazuje na cechy psychopatyczne osobowości, a nawet na psychopatię. Psychopatię, czyli chorobę psychiczną, która jest niebezpieczna, ale nie wymaga hospitalizacji. Takiego właśnie człowieka potrzebowali do terapii szokowej w Polsce jej autorzy &#8211; USA i Zachód, amerykańska oligarchia finansowa, Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Potrzebowali kogoś miernego, ale za to posłusznego i wiernego. Chłopskiego socjopatę z tytułem doktora ekonomii, czapkującego możnym tego świata.</p>
<p>Kiedy w 1990 roku zostałem zarejestrowany jako kandydat na prezydenta, Leszek Balcerowicz od samego początku kampanii wyborczej był moim ulubionym &#8222;chłopcem do bicia&#8221;. Donoszono mi z kuluarów Sejmu, że narzekał z tego powodu, ponieważ nigdy nie spodziewał się żadnej krytyki. Na każdym wiecu wyborczym powtarzałem hasło, które później przywłaszczył sobie Andrzej Lepper, &#8222;Balcerowicz musi odejść&#8221;. A było go za co bić. Za stały kurs dolara. Za podatek obrotowy. Za popiwek. Za złodziejską prywatyzację. Za chęć przekazania polskich banków w ręce zagranicznych inwestorów. Za niszczenie banków spółdzielczych. I za blokadę w tym samym czasie wszelkich inicjatyw powstania nowych banków, takich jak Bank Solidarności przy stoczni Gdańskiej.</p>
<p>Już w pierwszym roku tych okrutnych działań doprowadził on do spadku GDP o 40%, ale pozorował sukces &#8222;kreatywną&#8221; księgowością. W czasach komunizmu w Polsce, w czasie centralnie sterowanej gospodarki, największym problemem przedsiębiorstw państwowych było zaopatrzenie w surowce. A więc dyrektorzy tych przedsiębiorstw &#8222;chomikowały&#8221; znaczne zapasy, aby mieć ciągłość produkcji. Przy stałym kursie dolara, Balcerowicz przewaloryzował te zapasy w złotówkach, aby pokazać, że jego działanie jest sukcesem dla Polski. Był to księgowy szwindel na skalę kraju, którego obywatele nagle poczuli wielką biedę i strach o swoje miejsca pracy. Czuł się silny, ponieważ rząd amerykański zabezpieczał kurs złotówki funduszem stabilizacyjnym na miliard dolarów. Fundusz ten nigdy nie był użyty do tego celu, ponieważ rynek walutowy w pierwszych latach zmiany ustroju w Polsce był bardzo słaby.</p>
<p>Prof. ekonomista Kazimierz Poznański z Uniwersytetu w Stanie Waszyngton w USA podliczył w swojej książce &#8222;Wielki Przekręt&#8221;, że Polska za panowania Balcerowicza straciła 85 miliardów dolarów. Ja uważam, że ta suma jest znacznie zaniżona, ponieważ Balcerowicz przy stałym kursie dolara w okresie kilku lat nie wprowadził podatku od procentów bankowych. A więc jakikolwiek inwestor zagraniczny mógł wymienić twardą walutę na złotówki i przez rok zarobić 60% od kapitału. Albo i więcej. Przez kilka lat Polska była rajem na ziemi dla rodzimych i międzynarodowych spekulantów.</p>
<p>Takich właśnie jak węgierski Żyd z USA George Soros, czy krajowy Art-B. Nigdy i nigdzie na świecie nie można było tyle bezpiecznie zarobić bez podatku i bez rejestru zysków. A przecież ten zysk był wypracowany przez Polaków. W taki to sposób Balcerowicz robił tylko to co potrafił &#8211; kosztem ludzkiej pracy dusił inflację i tym samym zdusił żywotność narodu. Normalny człowiek z sumieniem nigdy by tego nie zrobił. Ale to jest nic dla psychopaty, który sumienia moralnego nie posiada.</p>
<p>W 1992 udało mi się dostać informację na temat programu komputerowego do budowy modelu gospodarki danego kraju. A więc ustawiłem ten program z danymi Polski w 1990 roku i z przyciskiem jednego guzika zobaczyłem wykres PKB na następne ćwierć wieku. Byłem zaszokowany, że przy stałym kursie dolara wykres przez okres kilku lat wykazywał wzrost, ale potem nagle spadał w dół. Uważałem to za bardzo ważne. Uważałem to za odkrycie haka, jaki mieli przeciw sobie Polacy.</p>
<p>Plan Balcerowicza prowadził do zniewolenia biedą po kilku latach pozornego rozwoju. Myślałem wtedy, że z powodu tego haka, kraj z budżetem dotowanym ze złodziejskiej prywatyzacji, padnie za 10 lat lat, bo nie przewidziałem, że kolejne rządy zadłużą Polaków na ponad bilion złotych aby nas tym zniewolić i utrzymać się przy korytach władzy. Balcerowicz miał rację &#8211; wierzył w banki i co chciał, to dały.</p>
<p>Osobiście, nigdy bym nie dopuścił do stałego kursu dolara, ponieważ to grzech sprzedać złoto za pół ceny. Mój plan zakładał 10% rocznej inflacji i wzmożoną działalność eksportową z pomocą protekcjonizmu dla selektywnie wybranych gałęzi polskiej gospodarki, aby tak jak Chiny wyeksportować bezrobocie do innych krajów. W kontraście do &#8222;planu Balcerowicza&#8221; wykres mego programu gospodarczego dla Polski wykazał zdrowy wzrost PKB, przy jednoczesnym wzroście dochodów Polaków.</p>
<p>Działając po partyzancku można było w czasie dwóch dekad dogonić Zachód. Nie chcę tutaj wymieniać nazwisk ludzi, którzy osobiście przekonali do perfidnego modelu reformy Balcerowicza ówczesnego prezydenta Polski gen. Wojciecha Jaruzelskiego i wszystkie partie polityczne. Trudno nawet ich za to winić, ponieważ ten okrutny plan był też promowany w Polsce przez ambasadę USA. Przyjęcie tego planu dawało bezkarność odchodzącej ekipie politycznej za grzechy popełnione w czasie komunizmu.</p>
<p>Największą winę za poparcie &#8222;planu Balcerowicza&#8221; ponoszą polskojęzyczne media, które wyszydzały i ośmieszały wszelkie inne propozycje i nie dały możliwości publicznej debaty na temat przyszłości gospodarczej naszego kraju. Obecnie, kiedy widzę jak ogromnie ten szkodliwy i bezduszny &#8222;plan Balcerowicza&#8221; zaszkodził Polakom, nie mam żadnej satysfakcji z tego powodu, że ćwierć wieku temu miałem rację.</p>
<p>Jednocześnie nie tracę nadziei, że odnowa gospodarcza Polski jest możliwa. Dlatego bulwersują mnie takie książki jak wyżej wspomniany &#8222;Wielki przekręt&#8221; prof. Poznańskiego, który kończy swoja pracę pesymistycznym zdaniem: <em>jako ekonomista nie wiem jak budować kapitalizm bez kapitału</em>. Wiele przykładów w krajach, którym udało się dojść do poziomu względnego dobrobytu, niepotrzebni byli tacy ekonomiści, którzy tylko potrafią podliczyć historyczne straty. Nie jestem ekonomistą &#8211; od 38 lat jestem prywatnym przedsiębiorcą i od czasu do czasu, kiedy wymaga tego sytuacja, jestem politykiem.</p>
<p>A to dlatego, że kiedy żyłem przez trzy lata w Peru (1982-1985) przejrzałem na oczy i zobaczyłem że polityka jest największą dźwignią w ludzkim świecie. Zobaczyłem, że to jest dźwignia, która łatwo może zmienić los milionów ludzi. Zarówno na dobrą, jak i złą przyszłość. Byłem tym odkryciem olśniony. Nigdy przedtem nie interesowała mnie polityka a nagle zmieniłem zdanie i tak uważam do dzisiaj. Warto walczyć o poszanowanie wolności obywateli oraz chronić ich przed wszelką grabieżą &#8211; rodzimą i zagraniczną, aby każdy człowiek miał prawo owoców swojej pracy.</p>
<p>Moi rodzice odbudowali Polskę z gruzów i bez kapitału po II Wojnie Światowej. A to dlatego, że było w nich wielka radość z powodu zakończenia wojny. Ten okres &#8222;wiosny ludu&#8221; w swoich książkach pięknie opisuje Maria Dąbrowska, w której domu w Komorowie pod Warszawą jako nastolatek czasem bywałem. Ludzki entuzjazm i zapał to ważniejsze niż kapitał wartości. Polska będzie bogatym krajem, kiedy będziemy mieli takie uczucie w naszych sercach, że my ludzie wolni budujemy nasz wspólny dom. Warunkiem zasadniczym, czyli kamieniem węgielnym takiej budowli jest wyszydzane dziś państwo narodowe ze swoja własną kulturą i chęcią do wspólnej walki o byt i dobrobyt na arenie międzynarodowej.</p>
<p>Musicie uwierzyć na podstawie licznych przykładów innych krajów, że tylko państwo narodowe stworzy warunki do zwiększenia ilości miejsc pracy i dobrobytu swoich obywateli. Wszelkie inne plany narzucone przez obcych doprowadzą do dalszego zniewolenia, biedy aż po zagładę biologiczną naszego polskiego rodu. Doskonale sobie zdaję sprawę, że takie stwierdzenie działa jak czerwona płachta na byka na naszych odwiecznych wrogów, którzy nas chcą zdominować i upokorzyć. I właśnie dlatego, że tak bardzo jest im straszne państwo narodowe, powinniśmy o tym mówić i to robić. Na tym froncie już sam strach naszych oponentów daje nam obietnicę zwycięstwa i wskazuje drogę na rozwój gospodarczy naszej Polski.</p>
<p><b>Stan Tymiński</b></p>
<p class="note"><b>Stan Tymiński</b> &#8211; ur. 1948 w Pruszkowie, W 1969 przez Szwecję wyemigrował do Kanady, polityk polski, kanadyjski i peruwiański, biznesmen mieszkający obecnie w Kanadzie (branża elektroniczna, komputerowa i telewizyjna). Kandydat na prezydenta RP w wyborach 1990 i 2005. Założyciel i przywódca partii X.</p>
<p class="note">Teksty felietonów publikowanych w tygodniku &#8222;Goniec&#8221; w Toronto na stronie &#8211; <a title="www.rzeczpospolita.com" href="http://www.rzeczpospolita.com">www.rzeczpospolita.com</a></p>
<p class="foto">Stan Tymiński podczas wiecu we Wrocławiu, kampania prezydencka 1990 roku.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/qplan-balcerowiczaq-szok-gospodarczy-dla-polski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Polityczny kapitalizm kompradorski</title>
		<link>https://koszalin7.pl/polityczny-kapitalizm-kompradorski/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/polityczny-kapitalizm-kompradorski/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 31 Aug 2012 20:02:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/08/31/polityczny-kapitalizm-kompradorski/</guid>

					<description><![CDATA[&#8222;Nie temu bowiem system służy, by prolet gnuśniał w dobrobycie, lecz aby wizje gigantyczne tytanów myśli wcielać w życie&#8221; &#8211;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1381"></span></p>
<p><em>&#8222;Nie temu bowiem system służy, by prolet gnuśniał w dobrobycie, lecz aby wizje gigantyczne tytanów myśli wcielać w życie&#8221;</em> &#8211; zauważył był Janusz Szpotański, charakteryzując komunistyczną ekonomię w poemacie &#8222;Towarzysz Szmaciak&#8221;. Nawiasem mówiąc, ta krótka charakterystyka, mimo swej zwięzłości, lepiej objaśnia naturę systemu, niż opasłe wypracowania różnych utytułowanych kujonów, co to nie tylko, że zrzynają jeden z drugiego, ale w dodatku &#8211; bez zrozumienia. Bo popatrzmy tylko: <em>&#8222;Jako tłoczaco-ssącą pompę widzą ten system jego oczy, która jak gigantyczne serce pompuje z dołu z góry tłoczy. Z dołu ssie pompa ludzką pracę bardzo zachłannie, metodycznie, by ją przerobić w swych komorach na płace oraz inwestycje. Płace spływają wąską rurką, a inwestycje &#8211; wielką rurą, co jak najściślej jest związane z systemu celem i naturą.&#8221;</em></p>
<p>No a cel systemu został ukazany w zdaniu zacytowanym na samym początku.</p>
<p>Wszystko to pokazuje, że komunistyczny model gospodarki był podporządkowany w całości celom politycznym. Najważniejszym celem było oczywiście udowodnienie wyższości ustroju komunistycznego nad kapitalistycznym. To była najważniejsza &#8222;gigantyczna wizja tytanów myśli&#8221;, którym się wydawało, że kiedy zlikwidują własność prywatną i zysk, jako siłę napędową gospodarki, to ta nabierze niebywałego tempa. Oczywiście nic z tego nie wyszło i jeśli nawet w początkowym okresie pojawiły się korzyści wynikające z koncentracji kapitału, jaka nastąpiła na skutek masowej nacjonalizacji, to wkrótce zostały pochłonięte przez nieuchronną w tej sytuacji biurokratyzację gospodarki.</p>
<p class="foto">Dawny &#8222;porządek&#8221; kapitalistyczny, przedstawiony przez XIX-wiecznego rysownika w formie piramidy, dawno już odszedł do lamusa.</p>
<p>Groteskowe próby wynalezienia namiastek własności prywatnej i zysku, które w Polsce, u schyłku kadencji Władysława Gomułki przyjęły postać &#8222;systemu bodźców materialnego zainteresowania&#8221;, którego autorstwo przypisane zostało Bolesławowi Jaszczukowi, byłyby może tylko śmieszne, gdyby próba ich przeforsowania w gospodarce nie zakończyła się masakrą w grudniu 1970 roku. Drugim politycznym celem, jaki zdominował komunistyczną gospodarkę, była jej militaryzacja, niekiedy &#8211; jak w okresie wojny koreańskiej i tzw. &#8222;planu sześcioletniego&#8221; większa, a niekiedy &#8211; jak w latach 70-tych &#8211; mniejsza.</p>
<p>I chociaż w latach 70-tych wiele krajów komunistycznych próbowało imitować kapitalistyczne rozwiązania, to jedynym efektem tych usiłowań była imitacja dobrobytu, która zresztą rozwiała się bardzo szybko, kiedy przyszło do spłacania długów. Breżniewowski &#8222;zastój&#8221; w Związku Sowieckim, którego ponurym odpowiednikiem w Polsce był stan wojenny, oznaczał początek końca niewydolnego systemu, jego &#8211; jak powiedziałby Witkacy &#8211; &#8222;los ultimos podrigos&#8221;.</p>
<h3>Przygotowania do transformacji</h3>
<p>Kiedy zatem Sowieciarzom nie udał się zapoczątkowany inwazją Afganistanu eksperyment opanowania pól naftowych na Środkowym Wschodzie i zhołdowania w ten sposób przynajmniej Europy Zachodniej, Michał Gorbaczow w 1985 roku zaproponował był w Genewie prezydentowi Ronaldowi Reaganowi zawarcie traktatu rozbrojeniowego, co Amerykanie trafnie zinterpretowali jako wywieszenie białej flagi na znak sowieckiej przegranej w zimnej wojnie.</p>
<p>Z uwagi na sowiecki arsenał nuklearny nie oznaczało to jednak bezwarunkowej kapitulacji, tylko zaproszenie do rokowań nad kontrolowanym upadkiem systemu komunistycznego. I te rokowania zostały podjęte: w roku 1986 obydwaj przywódcy spotkali się w Reykjaviku na Islandii, w roku 1987 &#8211; w Waszyngtonie, w roku 1988 &#8211; w Moskwie, a w roku 1989 Michał Gorbaczow spotkał się z nowym amerykańskim prezydentem Jerzym Bushem na okręcie w pobliżu Malty na Morzu Śródziemnym.</p>
<p>Te przygotowania przekładały się na rozwój sytuacji w Polsce. Po pierwsze &#8211; w roku 1984 rozpoczęła się wojna między dotychczas harmonijnie współdziałającymi: razwiedką wojskową i bezpieką &#8222;cywilną&#8221;. Początkiem tej wojny było zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki, a jej zakończeniem &#8211; zdymisjonowanie generała Mirosława Milewskiego, oznaczające klęskę bezpieki &#8222;cywilnej&#8221; i polityczną hegemonię wywiadu wojskowego. Wywiad wojskowy projektuje, przygotowuje, przeprowadza i nadzoruje prawidłowy przebieg transformacji ustrojowej.</p>
<p>Przygotowania do transformacji prowadzone były dwutorowo. Po pierwsze, już od roku 1985, kiedy to w propagandzie socjalizm był jeszcze najlepszym ustrojem na świecie, ze Związkiem Radzieckim na czele &#8211; wokół przedsiębiorstw państwowych pojawiły się spółki nomenklaturowe. Ich celem było przygotowanie dotychczasowych beneficjentów systemu komunistycznego do zajęcia odpowiedniej pozycji społecznej, a zatem &#8211; i politycznej w nowych warunkach ustrojowych &#8211; bo wiadomo było, że kiedy ZSRR wycofa się z Europy Środkowej, ustrój, jakiego świat nie widział, na pewno się nie uchowa. Te przygotowania polegały na rozkradaniu majątku państwowego &#8211; bo tylko w ten sposób komunistyczna nomenklatura mogła przekształcić się w warstwę właścicieli, którzy mogliby odgrywać decydującą rolę w nowych warunkach ustrojowych.</p>
<p>Drugim elementem tych przygotowań była selekcja kadrowa. Jej celem było dobranie takiej &#8222;niezależnej&#8221; reprezentacji społeczeństwa, która za powierzenie zewnętrznych znamion władzy zagwarantuje komunistycznej nomenklaturze &#8211; której najtwardszym jądrem był ówczesny polityczny hegemon, czyli wywiad wojskowy &#8211; zarówno zachowanie pozycji społecznej, jak i zachowania posiadania tego, co właśnie sobie kradnie. Najważniejszym zadaniem było zapewnienie, przynajmniej na pewien czas, wyselekcjonowanym kadrom wiarygodności w oczach opinii publicznej &#8211; i cel ten w zasadzie został osiągnięty.</p>
<h3>Transformacja ustrojowa</h3>
<p>Żeby lepiej zrozumieć mechanizm transformacji ustrojowej, musimy cofnąć się w czasie, najpierw do października 1988 roku, a następnie &#8211; do 6 lutego 1989 roku. W październiku 1988 roku została uchwalona przez Sejm ustawa o działalności gospodarczej, przygotowana przez ministra rządu Mieczysława F. Rakowskiego, Mieczysława Wilczka. Ustawa ta w prosty sposób likwidowała socjalizm realny w gospodarce, ustanowiony w latach 40-tych przez ówczesnego dyktatora gospodarczego Polski, Hilarego Minca, jednego z trójki wszechmogących Żydów, których Ojciec Narodów wyznaczył do przeprowadzenia komunizacji naszego nieszczęśliwego kraju.</p>
<p>Hilary Minc miał swój gospodarczy ideał w postaci „planu doprowadzonego do każdego stanowiska pracy” &#8211; co wymagało rozciągnięcia nad gospodarką ścisłej biurokratycznej kontroli. Jej narzędziem była reglamentacja; o wszystkim decydowały odpowiednie instancje. Ustawa Mieczysława Wilczka ten krępujący nadzór właśnie znosiła, zamiast obowiązku uzyskiwania pozwolenia na prowadzenie jakiejkolwiek działalności gospodarczej wprowadzając jedynie obowiązek jej zgłoszenia do urzędu skarbowego.</p>
<p>Była to prawdziwa rewolucja, a właściwie &#8211; kontrrewolucja, przynajmniej z komunistycznego punktu widzenia &#8211; ale kontrrewolucja w służbie komunistycznej nomenklatury, która nie potrzebowała już biurokratycznego nadzoru nad własnością, w której posiadanie weszła, tylko swobody w dysponowaniu nią. Ale jeśli nawet ustawa o działalności gospodarczej podyktowana była względami partyjnymi, to dokonana przez nią likwidacja socjalizmu realnego okazała się korzystna również dla tych, którzy do nomenklatury się nie zaliczali &#8211; i jej efektem było przywrócenie w Polsce kapitalizmu.</p>
<p>Jednak zwyczajny kapitalizm ma to do siebie, że o dostępie do rynku i możliwości funkcjonowania na rynku w zasadzie decydują właściwości podmiotu który działa; czy jest pracowity, czy jest przedsiębiorczy, czy jest pomysłowy, czy nie lęka się ryzyka &#8211; i tak dalej. Te właściwości wcale nie są przypisane do jakiejś jednej warstwy społecznej, a już na pewno nie do komunistycznej nomenklatury, które najtwardszym jądrem pozostawała razwiedka wojskowa. Gdyby zatem pozostawić bieg wypadków własnemu losowi, to wkrótce mogłoby się okazać, że nomenklatura została zdetronizowana przez przedsiębiorczych „cywilów”, którzy przetrwali nawet najgorsze czasy komuny.</p>
<p>Dlatego też 6 lutego rozpoczęło się widowisko telewizyjne pod tytułem „Obrady okrągłego stołu”, przeznaczone dla szerokich mas ludowych, by je udelektować widokiem komuchów wijących się, przypieranych do ściany przez drużynę Lecha Wałęsy &#8211; podczas gdy w miejscach bardziej dyskretnych, w towarzystwie bardziej zaufanym, kładzione były właśnie fundamenty ustrojowe III Rzeczypospolitej. Wśród nich &#8211; również ekonomiczny model państwa, który nazywam kapitalizmem kompradorskim.</p>
<p>Starsi, pamiętający jeszcze marksistowsko-leninowską politgramotę, mogą pamiętać również ten przymiotnik. Marksiści-leniniści określali nim tubylców w koloniach, którzy w zamian za wzorową kolaborację z kolonialną administracją, obdarzani byli przywilejami natury gospodarczej, tworząc dzięki nim niewielką enklawę bogatych tubylców, których marksiści-leninisci z przekąsem nazywali &#8222;burżuazją kompradorską&#8221;.</p>
<p>W kapitalizmie kompradorskim &#8211; i to właśnie różni go w sposób istotny od zwyczajnego kapitalizmu, zarazem nieuchronnie gospodarkę polityzując &#8211; o dostępie do rynku i możliwości funkcjonowania na rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby a w szczególności &#8211; wywiad wojskowy z komunistycznym rodowodem. Sitwa ta, za pośrednictwem agentury nie tylko kontroluje kluczowe segmenty gospodarki z sektorem paliwowym i finansowym na czele, ale za pośrednictwem agentury w aparacie państwa i mediach zabezpiecza tę kontrolę nie tylko przed wszelką interwencją osób niepowołanych, ale również &#8211; przed wtargnięciem niepowołanych osób na obszar zastrzeżony dla sitwy.</p>
<p>Dlatego też agentury w strukturach państwa, ani w społecznych kręgach opiniotwórczych za żadne skarby nie tylko wyeliminować, ale nawet ujawnić nie można. Z tego punktu widzenia niezwykle pouczający jest głośny w Polsce przypadek pana Romana Kluski, który nie tylko przeborował sobie dostęp do rynku, ale również odniósł na nim spektakularny sukces. Wtedy okazało się, że on do żadnej sitwy nie należy, że w tym segmencie rynku jest intruzem &#8211; więc został natychmiast stamtąd wyciśnięty &#8211; ale nie przez konkurencję, tylko przez aparat państwa, który &#8211; co się okazało w ciągu następnych 10 lat &#8211; złamał wszystkie prawa przez siebie ustanowione!</p>
<p>Decyzja o budowie w naszym nieszczęśliwym kraju kapitalizmu kompradorskiego została wsparta działaniami legislacyjnymi. &#8222;Pierwszy niekomunistyczny&#8221; rząd znanego ze swej &#8222;postawy służebnej&#8221; premiera Mazowieckiego rozpoczął odwrót od zasad sformułowanych w ustawie Wilczka. W rezultacie, o ile we wspomnianej ustawie przypadki reglamentacji były bardzo nieliczne, bodajże nie przekraczające kilkunastu, a ich wspólnym mianownikiem było ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego (obrót bronią, amunicją, materiałami wybuchowymi, hurtowy obrót lekami, obrót spirytusem i wódką, prowadzenie agencji detektywistycznych itp.), to 10 lat po wejściu w życie ustawy Wilczka, na skutek nieustannego jej &#8222;nowelizowania&#8221;, reglamentacja w postaci koncesji, zezwoleń, licencji i pozwoleń obejmowała już 202 obszary działalności gospodarczej.</p>
<p>Drugim posunięciem, dokonanym w pierwszym roku rządów premiera Mazowieckiego, było profilaktyczne wyeliminowanie potencjalnej konkurencji dla komunistycznej nomenklatury. Dokonał tego wicepremier Leszek Balcerowicz przy pomocy ustawy o uporządkowaniu stosunków kredytowych, symetrycznego podniesienia oprocentowania lokat terminowych w bankach komercyjnych oraz sztywnego kursu dolara po 9500 zł. Ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych, stanowiąca istotny element &#8222;planu Balcerowicza&#8221;, dla którego &#8222;nie było alternatywy&#8221;, wprowadzała tzw. &#8222;zmienną stopę oprocentowania kredytów&#8221; &#8211; niezależnie od umowy z bankiem.</p>
<p>Jeśli np. umowa z bankiem opiewała na 4 proc. rocznie, to wspomniana ustawa wprowadzała 40 proc miesięcznie. Nietrudno się domyślić, że to rozwiązanie doprowadziło do drenażu zasobów kredytobiorców. A kim byli ówcześni kredytobiorcy? Ano, to byli bogatsi chłopi i drobni przedsiębiorcy &#8211; bo wielkich jeszcze wtedy nie było, zatem &#8211; zalążek przyszłej polskiej klasy średniej, któremu wicepremier Balcerowicz złamał kręgosłup, jako potencjalnej konkurencji dla komunistycznej nomenklatury i zagranicznych grandziarzy.</p>
<p>Bo na drenażu się nie skończyło. Dzięki stabilizacji kursu dolara na poziomie 9 500 zł do Polski ściągali finansowi grandziarze ze wschodniego wybrzeża USA, którzy wymieniali dolary po sztywnym kursie, umieszczali pieniądze w bankach na wysoko (80-100 proc.) oprocentowanych lokatach terminowych, po roku odbierając je ze stuprocentowym zyskiem bez ryzyka. Zatem ten fragment „planu Balcerowicza” uruchomił przepływ pieniądza od polskich kredytobiorców poprzez pozostające pod kontrolą razwiedki banki do zagranicznych finansowych grandziarzy, dzięki czemu wicepremier Balcerowicz, przedtem nieznany szerszemu ogółowi bakałarz w SGH, zyskał reputację ekonomisty światowej sławy i nawet mówiło się o nagrodzie Nobla.</p>
<p>Tak czy owak, potencjalna konkurencja dla razwiedki i jej podopiecznych została wyeliminowana, dzięki czemu nic nie przeszkadzało dawnym nomenklaturowcom w rabunkowym eksploatowaniu zasobów naszego nieszczęśliwego kraju i frymarczeniu jego interesami, które prof. Witold Kieżun nazywa postkolonializmem.</p>
<h3>Reakcje na kapitalizm kompradorski</h3>
<p>Kapitalizm kompradorski jest szkodliwy zarówno ze względu na interes narodowy, jak i interes państwowy. Szkodliwość jego bierze się stąd, że konieczność pozostawania kluczowych segmentów gospodarki z sektorem paliwowym i finansowym na czele pod kontrolą razwiedki pociąga za sobą konieczność wyrzucania wszystkich, którzy do sitwy nie należą, poza główny nurt życia gospodarczego. To zaś sprawia, że narodowy potencjał gospodarczy wykorzystywany jest w niewielkim stopniu, ze wszystkimi tego konsekwencjami.</p>
<p>Interes narodowy zaś polega na tym, by naród się rozwijał, a nie zwijał. Każdy normalny człowiek uważa, że lepiej jest być, niż nie być &#8211; może z wyjątkiem ludzi o skłonnościach samobójczych &#8211; ale i oni, odratowani zaraz się nawracają i też uważają, że jednak lepiej być. Żeby jednak być, to znaczy &#8211; żeby naród się rozwijał, musi mieć odpowiednie warunki rozwoju. W przeciwnym razie zaczyna się zwijać &#8211; właśnie jak nasz mniej wartościowy naród tubylczy, w którym na przestrzeni zaledwie 20 lat odsetek dzieci i młodzieży w populacji spadł aż o 10 procent!</p>
<p>Takie są skutki niepełnego wykorzystania narodowego potencjału gospodarczego wskutek konieczności zachowania ekonomicznego sensu sitewnego przywileju. Jeśli chodzi o państwo, to nie jest ono w stanie stworzyć siły w żadnym segemncie swego funkcjonowania &#8211; z segmentem militarnym na czele.</p>
<p>Społeczeństwo nasze reaguje na kapitalizm kompradorski na trzy sposoby. Cześć ludzi, widząc, że są wyrzucani na margines głównego nurtu życia gospodarczego &#8211; emigruje. Na ogół radzą sobie w obcych krajach, gdzie nie znają stosunków, często nawet języka i nie mają żadnego oparcia &#8211; ale odsetek ludzi zdeklasowanych wśród emigrantów jest znacznie niższy, niż w kraju, co oznacza, że emigruje najbardziej dynamiczny, energiczny i zdolny element.</p>
<p>Wskutek emigracji jakość naszego narodu systematycznie się pogarsza, bo trzeba zwrócić uwagę, że nie emigrują starcy, ani osoby nieuleczalnie chore, tylko ludzie młodzi i zdrowi. Inna część nie emigruje, bo nie może, albo nie chce &#8211; ale prowadzi z kapitalizmem kompradorskim wojnę.</p>
<p>O taktyce i środkach walki w tej wojnie niewiele wiadomo, ale wiadomo, że ona się toczy &#8211; o czym informuje Główny Urząd Statystyczny podając, że około 30 procent PKB, a więc tego, co zostało w Polsce wyprodukowane i sprzedane, powstaje w &#8222;szarej strefie&#8221;, a więc w konspiracji przed władzami. Jedna trzecia gospodarki &#8211; co pokazuje, że w tej konspiracji musi brać udział co najmniej połowa ludności! To jest przyczyna, dla której gospodarka jeszcze jako-tako funkcjonuje, dostarczając naszemu narodowi ekonomicznych podstaw egzystencji.</p>
<p>Gdyby &#8211; jak odgrażają się kolejne rządy &#8211; &#8222;szara strefa&#8221; została zlikwidowana, wystąpiłyby prawdopodobnie skutki identyczne, jak przy strajku włoskim, kiedy to działalność przedsiębiorstw i instytucji ustaje, chociaż pracownicy pracują bardzo skrupulatnie, przestrzegając przepisów i procedur ustanowionych niby to dla sprawnego działania jednych i drugich. Gospodarka może by nie ustała, bo ciśnienie potrzeb życiowych jest potężne &#8211; ale mogłaby wejść w paroksyzmy zagrażające ekonomicznym podstawom egzystencji narodu.</p>
<p>I wreszcie trzecia grupa, która ani nie emigruje, ani nie prowadzi żadnej wojny, ale widząc się wypchniętą poza główny nurt życia gospodarczego, coraz natarczywiej prezentuje postawy roszczeniowe, domagając się, by rząd wziął ich na swoje utrzymanie. Rząd na swoje utrzymanie nikogo wziąć nie może, natomiast może narzucić obowiązek utrzymywania tych ludzi współobywatelom &#8211; i to właśnie robi.</p>
<p>Podatki, mimo że wysokie, już dawno przestały na to wystarczać i obecnie jedynym sposobem podtrzymywania iluzji płynności finansowej państwa jest powiększanie długu publicznego z szybkością dochodzącą obecnie do około 10 tys. złotych na sekundę. Zabezpieczeniem tego długu są przyszłe podatki, co oznacza, że rządy pozastawiały przyszłe dochody obywateli i to na dziesiątki lat naprzód.</p>
<p>To zaś pokazuje, że nasi Umiłowani Przywódcy nie są naszymi reprezentantami, tylko naszymi nadzorcami i to nadzorcami podwójnymi &#8211; zarówno z ramienia razwiedki, która powierza im zewnętrzne znamiona władzy &#8211; jak i z ramienia lichwiarskiej międzynarodówki, owych &#8222;rynków finansowych&#8221;, przed którymi Umiłowani Przywódcy demokratycznych państw skaczą z gałęzi na gałąź.</p>
<h3>Rozpaczliwa alternatywa</h3>
<p>Jakie z tego wnioski? Ano proste &#8211; a właściwie jeden wniosek &#8211; że mianowicie trzeba jak najszybciej zlikwidować model politycznego kapitalizmu kompradorskiego i zastąpić go zwyczajnym kapitalizmem. Jest to konieczne ze względu na interes narodowy i państwowy, jest to możliwe technicznie, bo wymaga zmiany prawa &#8211; a już starożytni Rzymianie zauważyli, że <i>cuius est condere eius est tolere</i>, co się wykłada, że kto ustanowił, ten może znieść &#8211; czyli, że nie przekracza to możliwości umysłu ludzkiego &#8211; natomiast jest to bardzo trudne, a kto wie, czy w ogóle możliwe politycznie.</p>
<p>Rzecz w tym, że razwiedka, będąca głównym beneficjentem kapitalizmu kompradorskiego, od połowy lat 80-tych ma w naszym nieszczęśliwym kraju władzę polityczną. Zatem tylko ona mogłaby dokonać tej operacji. Jakże jednak ma ją przeprowadzić, jakże ma likwidować kapitalizm kompradorski, skoro ciągnie z niego grubą rentę?</p>
<p>Zatem jako społeczeństwo stoimy wobec rozpaczliwej alternatywy: albo ich pozabijać, albo ich przekonać. Jakże ich jednak pozabijać, skoro to oni mają siłę, skoro poprzez agenturę nie tylko kontrolują całe państwo i jego zasoby, ale również, na wszelki wypadek, dysponują prywatnymi, częściowo uzbrojonymi armiami w postaci agencji ochrony, liczącymi co najmniej 200 tysięcy ludzi &#8211; dwukrotnie więcej, niż policja?</p>
<p>Jakże ich pozabijać, skoro jeszcze w ubiegłym roku, z inicjatywy prezydenta Komorowskiego, znowelizowali przepisy o stanach nadzwyczajnych i wyposażyli policję w rozmaite urządzenia do pacyfikowania obywateli, między innymi &#8211; do obezwładniania ich ultradźwiękami.</p>
<p>W takiej sytuacji pozostaje ich przekonać &#8211; ale to drugie jest jeszcze mniej prawdopodobne, niż to pierwsze. Wprawdzie przykład węgierski pokazuje, że takie cuda się zdarzają &#8211; ale przyczyną cudu węgierskiego mogła być okoliczność, że tam Niemcy, Rosjanie i Francuzi, którzy węgierską gospodarkę kontrolowali, wyślizgali węgierską bezpiekę, zostawiając ją na lodzie, a ona w tej sytuacji jednym susem przeszła na stronę umęczonego narodu, zapalając zielone światło Wiktorowi Orbanowi.</p>
<p>U nas sytuacja jest inna po pierwsze dlatego, że razwiedka nadal kontroluje najważniejsze segmenty gospodarki i z cudzoziemskimi gradziarzami tylko się układa &#8211; a po drugie dlatego, że wcale nie jest pewne, czy pozwoliliby jej na to nasi sąsiedzi, strategiczni partnerzy. Oni mają bowiem do nas tylko jeden interes &#8211; taki sam, mówiąc nawiasem, jak w XVIII wieku &#8211; żeby w naszym nieszczęśliwym kraju nie powstał nawet zalążek żadnej siły &#8211; a ponieważ mają wystarczająco wiele instrumentów, by swoje zamiary względem nas przeprowadzić, to perspektywa przekonania razwiedki do rozwiązań zgodnych z interesem narodowym i państwowym wydaje się bardzo mało prawdopodobna.</p>
<p>Pod tym względem sytuacja nasza jest gorsza niż innych państw, zwłaszcza &#8211; państw poważnych. O ile bowiem zarówno tutaj, jak i tam rządzą tajne służby, o tyle bezpieczniacy rządzący państwami poważnymi, po swojemu, bo po swojemu, ale o swoje państwa dbają, podczas gdy nasza bezpieka zachowuje się jak okupant, który na domiar złego nie jest pewien trwałości okupacji.</p>
<p>Skąd taka różnica? Doszedłem do wniosku, że stąd, iż bezpieczniacy w państwach poważnych zawsze służyli własnemu krajowi, bez względu na jego ustrój, podczas gdy bezpieczniacy w naszym nieszczęśliwym kraju od 1944 roku zawsze służyli komuś innemu &#8211; i tak już zostało do dnia dzisiejszego. I kto wie, czy nie to właśnie jest naszym największym problemem politycznym.</p>
<p><b>Stanisław Michalkiewicz</b></p>
<p class="info">Tekst ukazal sie pierwotnie w kwartalniku &#8222;Cywilizacja&#8221; (<a title="www.cywilizacja.ien.pl" href="http://www.cywilizacja.ien.pl">www.cywilizacja.ien.pl</a>) &#8211; 14 sierpnia 2012</p>
<p class="download2"><a href="http://www.michalkiewicz.pl/">Strona autorska Stanisława Michalkiewicza</a></p>
<p class="thanks">Dziękujemy redaktorowi Stanisławowi Michalkiewiczowi za wyrażenie zgody na przedruk felietonów na naszym portalu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/polityczny-kapitalizm-kompradorski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czego chcesz od nas Michale Falzmannie?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 15 Jul 2012 22:12:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/07/15/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie/</guid>

					<description><![CDATA[Czego się spodziewałeś po nas, Michale Falzmannie, kiedy przedstawiłeś nam setki stron dokumentacji Twojego dochodzenia, które prowadziłeś z upoważnienia Najwyższej]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1353"></span></p>
<p>Czego się spodziewałeś po nas, Michale Falzmannie, kiedy przedstawiłeś nam setki stron dokumentacji Twojego dochodzenia, które prowadziłeś z upoważnienia Najwyższej Izby Kontroli? Przecież to sam Prezydent Rzeczypospolitej prosił Cię, żebyś tą sprawą się zajął, a Twoje pełnomocnictwo podpisał sam Profesor Walerian Pańko, którego Sejm powołał na Prezesa NIK. Dlaczego przyszedłeś z tym do nas, biednych fizyków na marginesie życia politycznego?</p>
<p>Mając takie uprawnienia szedłeś, dzień po dniu, po korytarzach władzy, nikogo nie pomijając i nikogo nie oszczędzając. Stawiałeś kłopotliwe pytania premierom, ministrom, prezesom banków i innym wysokim urzędnikom. Z Twojej relacji i notatek służbowych, które codziennie składałeś Twoim przełożonym, wiemy, że wysocy dostojnicy i wysocy urzędnicy odpowiadali Ci wymijająco i starali się pozbyć Ciebie jak najprędzej. Sam wielki Leszek Balcerowicz wprost oświadczył, że na Twoje pytania odpowiadał nie będzie. Po Twoim wyjściu łapali za telefon i dzwonili do szefów NIK, kto tego wariata na nich napuścił. Według słów Twojego bezpośredniego przełożonego, dyrektora Anatola Lawiny, &#8222;ilość skarg na M. T. Falzmanna przekraczała ludzkie wyobrażenie&#8221;.</p>
<p>Poszedłeś wtedy do tych nowych ludzi władzy, z którymi wiązaliśmy nadzieje, że to &#8222;nasi&#8221;, &#8222;ludzie z Solidarności&#8221;, że oni się przejmą, że wykorzystają swoje koneksje w kręgach władzy, że pomogą powstrzymać ten upływ krwi polskiej, ten rabunek państwa widoczny gołym okiem.</p>
<p><iframe loading="lazy" src="http://www.youtube.com/embed/I97wV0b2AjY" width="560" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe></p>
<p class="download2">Pierwszy z siedmiu odcinków filmu o Michale Falzmannie i aferze FOZZ, &#8222;Oszołom&#8221; w reżyserii Jerzego Zalewskiego. <b>Źródło:</b> YouTube/ robertgorgon</p>
<p>Ale i tu spotkał Cię zawód. Ci wszyscy &#8222;nasi ludzie&#8221; chowali się natychmiast za parasolem braku kompetencji, a po Twoim wyjściu pukali się w czoło. Dobrze zilustrował to w swoim filmie &#8222;Oszołom&#8221; reżyser Jerzy Zalewski. Ten nieoczekiwany zawód był bolesny, nie rozumiałeś, jak ludzie, z którymi przez tyle walczyłeś o godne życie, o nową, sprawiedliwą Polskę, mogą z taką obojętnością traktować rewelacje, które odkryłeś.</p>
<p>Próbowaliśmy szukać wsparcia u ludzi Kościoła. Nachodziliśmy biskupów i kardynałów. Zwracaliśmy się do wybitnych katolickich intelektualistów. Wszędzie to samo, chowali się brakiem kompetecji, albo tym, że &#8222;Kościół do polityki się nie wtrąca&#8221;, a rabunek państwa, to przecież polityka <i>sensu stricto</i>.</p>
<p>Wysłaliśmy Twoje dokumenty do wielkiego nauczyciela Polaków, do Redaktora Jezego Giedroyca w Paryżu. Równolegle przekazaliśmy dokumentację do zaufanych ludzi w Watykanie. I tu i tam jedyną odpowiedzią było milczenie.</p>
<p>W desperacji postanowiłeś, że trzeba poruszyć media, i te &#8222;nasze&#8221; i te &#8222;nie nasze&#8221;. Po wywiadzie, jaki przeprowadził ze mną 12 czerwca 1991 dziennikarz &#8222;Gazety Robotniczej&#8221;, Nemezis rozpostarła nad Tobą swoje skrzydła. Wywiad uznany został za wygodny pretekst do odsunięcia Cię od śledztwa, odebrania kontrolnych uprawnień i zawieszenia. Zegar Twojego przeznaczenia zaczął bić szybciej. Czy fakt, że 15 lipca Twoi zwierzchnicy uznali, że Twoje zawieszenie było bezprawne i przywrócili Cię do pełnienia Twoich obowiązków, przyspieszył jego wskazówki? Faktem pozostaje, że w czwartek, 25 lipca, w asyście ulewnego deszczu, składaliśmy Twoje ciało do grobu na Powązkach.</p>
<p>Więc co nam chciałeś Twoją śmiercią powiedzieć, Michale? Do czego chciałeś nas zobowiązać? W tej deszczowej nawałnicy Mirek Dakowski powiedział, że dałeś nam podwójny Znak. Znak skierowany do polityków:</p>
<p class="citate">żeby nad upiorny nonsens polskich dni, nad przepychanki personalne, przenieśli walkę o niezależność Polski, w tym przede wszystkim finansową. A ci, którzy w powierzonej sobie dziedzinie czują się bezsilni i sfrustrowani, żeby mieli odwagę powiedzieć nam o tym otwarcie. I Znak do inteligencji: by otrząsnęła się z letargu i samouspokojenia, z poczucia, że &#8222;fachowcy o nas zadbają&#8221;, by wzięła sprawę przyszłości Polski w swoje ręce.</p>
<p>I dałeś nam wzór, jak to należy robić.</p>
<p>Minęło 21 lat, całe długie pokolenie. Twoje dzieci wyrosły, Twoje córki porodziły dzieci, rosną Twoje wnuki. Ale o sprawie, dla której oddałeś życie nie mamy nic dobrego do zakomunikowania. Na niewiele przydały się nasze artykuły, wykłady, książki, konferencje. Chociaż dzisiaj już nie pukają się w czoło na nasz widok, chociaż dzisiaj już się przyjęło uważać, że &#8222;FOZZ to matka polskich afer&#8221;, straty jakie nasz kraj poniósł nie zostały uczciwie rozliczone, winni rabunku nie zostali pociągnięci do odpowiedzialność. Pomijając parę przypadków, wszyscy za FOZZ odpowiedzialni mają się dobrze. Nadal pełnią wysokie państwowe stanowiska, zasiadają w wysokich radach, pobierają niegodziwe apanaże. Nawet Najwyższa Izba Kontroli nie była w stanie zorganizować żadnej uroczystości Twojej pracy poświęconej! Temat, czasem lękliwie pojawiający się w mediach, szybko znika z pola widzenia. Młode pokolenie, studenci naszych najlepszych uczelni, już niczego o Tobie nie wiedzą.</p>
<p><b>Dlaczego, dlaczego, dlaczego?</b></p>
<p>Może właściwe wyjaśnienie wskazał pewien młody fizyk z Ameryki w przedmowie do mojej książki. Przywołał on zasadę, jaką w &#8222;The Arts of the Beautiful&#8221; sformułował wielki filozof i historyk, Etienne Gilson: &#8222;każdy z nas odrzuca logikę swoich własnych wywodów, gdy tylko prowadzi go ona tam, dokąd nie chce iść&#8221;. I napisał, że &#8222;polska inteligencja była zdeterminowana zwalczać wszelką logikę, która podważałaby jej nadzieję na pomyślny dla niej rozwój wypadków&#8221; (K. Rapcewicz, &#8222;trans Atlantic&#8221;, 1998).</p>
<p>Michale, wygląda więc na to, że po 21 latach tego zaczadzenia nadziei na pomyślny rozwój wypadków nie udało się pozbyć. Wybitni profesorowie, bezpośrednio odpowiedzialni za mechanizm rabunkowy FOZZ, Leszek Balcerowicz, Dariusz Rosatti i inni, nadal są celebrytami z pierwszych stron gazet, nadal dyrygują polskimi finansami. Towarzyszą im, jako wzorowi akolici, Janusz Sawicki, Zbigniew Boniuk, Grzegorz Wójtowicz &#8211; lista jest długa. Uczeni ekonomiści od sprawy FOZZ odwracają głowę, a przyciśnięci do muru, kłamią.</p>
<p>Nie mamy się czym pochwalić, Michale. Może choć stać nas na wspomnienie i modlitwę?</p>
<p class="citate"><i><b>Panie, odpuść nam, bo wyznajemy, że jesteśmy zwykłymi ludźmi,<br />
Mężczyznami i kobietami, co zamykają drzwi i siadają przy ogniu;<br />
Którym straszna jest łaska Boga, straszna samotna moc Boga, wymagana ofiara, żądane wyrzeczenia;<br />
Którym straszniejsza sprawiedliwość Boga nad niesprawiedliwość człowieka;<br />
Którzy pukania w okno, ognia pod strzechą, pięści w karczmie, utopienia w kanale<br />
Boją się mniej niż miłości Boga.<br />
Wyznajemy swą słabość, nasze błędy i winy; wyznajemy,<br />
Że ciąży na nas grzech świata; że krew męczenników i męka świętych<br />
Spada na nasze głowy.<br />
Panie, zmiłuj się nad nami.<br />
Chryste, zmiłuj się nad nami.<br />
Panie , zmiłuj się nad nami.<br />
Święty Tomaszu, módl się za nami.</b></i></p>
<p>(T.S. Eliot, &#8222;Zbrodnia w katedrze&#8221;, tł. Adam Pomorski)</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
<p>P.S.Zapraszam wszystkich, którzy pamiętają, żeby przyszli w środę, 18 lipca, na godzinę 18-tą, zapalić wspólnie znicz na mogile Michała Tadeusza Falzmanna, na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Najlepsze wejście od IV Bramy, kwatera 113 w V rzędzie. Będzie też możliwość wpisania się do Księgi Pamiątkowej.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>6</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>REFERENDUM OBYWATELSKIE &#8212; kto? dlaczego? po co? co dalej?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/referendum-obywatelskie-kto-dlaczego-po-co-co-dalej/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/referendum-obywatelskie-kto-dlaczego-po-co-co-dalej/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 13 May 2012 08:31:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/05/13/referendum-obywatelskie-kto-dlaczego-po-co-co-dalej/</guid>

					<description><![CDATA[Naszym celem jest upowszechnienie przekonania, że III RP jest państwem, które powstało i funkcjonuje łamiąc fundamentalne zasady demokracji &#8211; odebrało]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1309"></span></p>
<p>Naszym celem jest upowszechnienie przekonania, że III RP jest państwem, które powstało i funkcjonuje łamiąc fundamentalne zasady demokracji &#8211; odebrało obywatelom bierne prawo wyborcze (prawo do bycia wybieranym), zawarowało prawa polityczne tylko dla wąskiej grupy partyjnej oligarchii, złamało zasadę zwierzchności Narodu nad wszelką władzą. Jeśli to przekonanie zostanie wśród naszych rodaków upowszechnione, nie będzie siły, która NARÓD powstrzyma od przeprowadzenia reform. <b>Wówczas zbudujemy Polskę naszych marzeń &#8211; państwo przyjazne obywatelom, logicznie skonstruowana, kierujące się zasadą dobra wspólnego. Zbudujemy Rzeczpospolitą Wolnych Polaków.</b></p>
<h3>KTO?</h3>
<p>Nie jesteśmy strukturą, stowarzyszeniem, związkiem itp. Jesteśmy pospolitym ruszeniem Polaków. Zakładanie stowarzyszeń, &#8222;łączenie różnych środowisk&#8221;, &#8222;tworzenie ruchów społecznych&#8221; jest drogą donikąd. To są działania w ramach systemu, który &#8211; nawet wykluczając spiskową teorię &#8211; został tak dobrze przemyślany, ze te wszystkie środki i sposoby nie wyjdą poza fazę początkową. Każda struktura wymaga energii zużytej na podtrzymywanie jej istnienia. Sformalizowana struktura stowarzyszenia wymaga tej energii bardzo dużo i dlatego nie istnieją w Polsce silne stowarzyszenia, które mogłyby zagrozić establishmentowi.</p>
<p><center><a href="https://docs.google.com/spreadsheet/viewform?formkey=dGpFRlhNZzFDeklBdmFEc3hzZFVGREE6MQ#gid=0" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><b>REFERENDUM OBYWATELSKIE &#8211; głosowanie on-line (10 pytań, czas 3 min)</b></a></center></p>
<h3>DLACZEGO?</h3>
<p><b>Referendum Obywatelskie jest pierwszym działaniem poza systemowym.</b> Nie zwracamy się do NICH, niczego od nich nie chcemy, żadnej zgody, rejestracji. <b>Podjęliśmy działanie określenia woli Narodu poza oficjalnymi strukturami władzy.</b> Oczywiście pod warunkiem, że przekroczymy pewne magiczne kwantum. Nie potrzebujemy żadnej koncesji, żadnej zgody. <b>Nasze działanie jest jedynym działaniem antyustrojowym w pełnym tego słowa znaczeniu.</b> I nie ma innego takiego działania w Polsce obecnie. Liczne manifestacje, wnioski o referenda poparte milionami podpisów &#8211; są masowe, a jednak sytuują się wewnątrz systemu. Oto bowiem ich uczestnicy idą do tych władz, kierują swoje wnioski do NICH, a masa ludzi, która ich wspiera jest tylko argumentem, żeby zostali wysłuchani. My nie kierujemy do NICH żadnych wniosków ani próśb. <b>Wynik Referendum Obywatelskiego to po prostu WOLA NARODU.</b></p>
<p><center><a href="https://docs.google.com/spreadsheet/viewform?formkey=dGpFRlhNZzFDeklBdmFEc3hzZFVGREE6MQ#gid=0" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><b>REFERENDUM OBYWATELSKIE &#8211; głosowanie on-line (10 pytań, czas 3 min)</b></a></center></p>
<h3>PO CO?</h3>
<p>Chcemy powiedzieć &#8222;dość!&#8221; operetkowemu państwu III RP. Proponujemy rozwiązania, które nie są żadna utopią, ale które są sprawdzone na świecie, w państwach zaliczanych do najbogatszych, najlepiej zorganizowanych, przewodzących światu w wielu dziedzinach. Bez NICH możemy wyrazić swoją wolę, określić jak mają wyglądać instytucje naszego państwa i są to zgoła inne instytucje, niż te, które tu zostały zaimplementowane, żeby trzymać tubylców w wiecznym poddaństwie. Skoro tak to ONI nie są nam do niczego potrzebni. Potrafimy sami zaprojektować poważny sejm, potrafimy sami stworzyć lepiej działające instytucje.</p>
<h3>Co DALEJ?</h3>
<p>Nasze działanie, nasz cel &#8211; jest najbardziej radykalny i czysty. Jeśli nasz pierwszy etap działania &#8211; pierwszy etap Referendum Obywatelskiego &#8211; przyniesie nam ok. 100 tys. podpisów rodaków, to osiągamy początek masy krytycznej niezbędnej do przeprowadzenia zmiany. Będzie to bowiem oznaczać, że Polacy mówią NIE III RP. Sto tysięcy podpisów to np. ilość wymagana przy inicjatywie ustawodawczej, przy wyborach prezydenckich itd.</p>
<p>Naszym celem jest bowiem upowszechnienie przekonania, że III RP jest państwem, które powstało i funkcjonuje łamiąc fundamentalne zasady demokracji &#8211; odebrało obywatelom bierne prawo wyborcze (prawo do bycia wybieranym), zawarowało prawa polityczne tylko dla wąskiej grupy partyjnej oligarchii, złamało zasadę zwierzchności Narodu nad wszelką władzą. Jeśli to przekonanie zostanie wśród naszych rodaków upowszechnione, nie będzie siły, która NARÓD powstrzyma od przeprowadzenia reform. <b>Wówczas zbudujemy Polskę naszych marzeń &#8211; państwo przyjazne obywatelom, logicznie skonstruowana, kierujące się zasadą dobra wspólnego. Zbudujemy Rzeczpospolitą Wolnych Polaków.</b></p>
<p><center><a href="https://docs.google.com/spreadsheet/viewform?formkey=dGpFRlhNZzFDeklBdmFEc3hzZFVGREE6MQ#gid=0" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><b>REFERENDUM OBYWATELSKIE &#8211; głosowanie on-line (10 pytań, czas 3 min)</b></a></center></p>
<p class="note"><b>Koordynator Krajowy:</b><br />
Janusz Sanocki tel. 602-397-455<br />
mail: januszsanocki@nowinynyskie.com.pl</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/referendum-obywatelskie-kto-dlaczego-po-co-co-dalej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przemilczane zarzuty</title>
		<link>https://koszalin7.pl/przemilczane-zarzuty/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/przemilczane-zarzuty/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 08:56:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/05/11/przemilczane-zarzuty/</guid>

					<description><![CDATA[Kto rozliczy prywatyzację PZU? Wybrane wątki wielkiej afery finansowej, a potrzeba radykalnych zmian ustrojowych. Dziś widać już coraz wyraźniej potrzebę]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1305"></span></p>
<p>Kto rozliczy prywatyzację PZU? Wybrane wątki wielkiej afery finansowej, a potrzeba radykalnych zmian ustrojowych. Dziś widać już coraz wyraźniej potrzebę takich zmian. W sytuacji, gdy komisje śledcze, Trybunał Stanu, a nawet komisje sejmowe sprowadzone zostały do fasady, złudzeniem byłoby wierzyć, że bez zmiany ordynacji sprawa afery PZU – i nie tylko – znajdzie właściwy finał.</p>
<p><i>&#8222;Premier Marek Belka był zamieszany w proces przejmowania Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń przez holenderską firmę Eureko. Na str. 67 raportu sejmowej komisji śledczej jest m.in. zarzut składania fałszywych zeznań przez pana Belkę.&#8221;</i> Przy tej prywatyzacji, którą należy zaliczyć do wielkich afer minionego 20-lecia państwo, czyli my podatnicy, straciło miliardy złotych. Tymi słowami kandydat na prezydenta w 2010 roku Kornel Morawiecki przekonywał dlaczego Marek Belka nie powinien być prezesem NBP. To oświadczenie kandydata na prezydenta Rzeczypospolitej, rozwinięte na konferencji prasowej 12 czerwca 2010 r., zostało &#8211; nieprzypadkowo zresztą &#8211; przemilczane przez media.</p>
<p>Po katastrofie smoleńskiej, w której zginął m.in. prezes Narodowego Banku Polskiego śp. Sławomir Skrzypek, głosami PO i SLD przeszła kandydatura Belki na prezesa NBP. PiS i PSL co prawda głosowały przeciw, ale raczej z powodów proceduralnych niż merytorycznych. Np. komunikat PAP-u z 27 maja 2010 r., powielany również na stronach PiS-u, podawał: &#8222;Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że nie ma zastrzeżeń do kandydatury Marka Belki na prezesa Narodowego Banku Polskiego, ale &#8211; jak zaznaczył &#8211; decyzja w tej sprawie nie powinna być podejmowana 10 dni przed wyborami prezydenckimi&#8221;. O wyborze Belki przesądził przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski, który rekomendował swojemu klubowi głosowanie za jego kandydaturą, ramię w ramię z PO. Kandydaturę Marka Belki zgłosił &#8211; wtedy jeszcze pełniący obowiązki prezydenta &#8211; Bronisław Komorowski.</p>
<p>Tymczasem w 2005 r. sejmowa komisja śledcza ds. afery PZU jednogłośnie zarzuciła ówczesnemu premierowi Markowi Belce składanie fałszywych zeznań i konflikt interesów przy prywatyzacji największego polskiego ubezpieczyciela. Konflikt interesów miał polegać na tym, że Marek Belka, zanim został premierem, był członkiem Rady Nadzorczej BIG Banku Gdańskiego (obecnie Bank Millenium), a równocześnie zasiadał w komitecie doradczym ABN AMRO, które było doradcą ministra skarbu przy prywatyzacji PZU. Przemawiające za konfliktem interesów dokumenty zostały później pokazane w TVN w 2006 r. przez dziennikarzy &#8222;Superwizjera&#8221;, pisała też o tym prasa.</p>
<p>Analityk finansowy Jarosław Supłacz w artykule internetowym z 2005 roku (http://www.polandsecurities.com/pzu/pzu.html) komentował:</p>
<p class="citate"><i>Marek Belka zapewnia, iż nie miał nic wspólnego ze sprzedażą akcji PZU dla Eureko i BIG Banku Gdańskiego. Marek Belka był członkiem komitetu doradczego ABN AMRO i nie doradzał w największej na polskim rynku transakcji z udziałem ABN AMRO w roli doradcy&#8230; Równie interesująco Marek Belka opowiada o swojej roli (a dokładnie jej braku) w działaniach na rzecz Banku Millennium. Marek Belka twierdzi, iż nie doradzał Bankowi Millennium w sprawie prywatyzacji PZU. Tyle, że udział Banku Millennium w konsorcjum nabywającym 30% akcji PZU wykracza poza normalny zarząd spółką i jest obszarem zainteresowania właśnie członków rady nadzorczej. Członek rady nadzorczej powinien dołożyć maksymalnej staranności przy ocenie takiego projektu &#8211; to jest jego obowiązek, nie przywilej.</i></p>
<p>Wypowiedzi Marka Belki co do prywatyzacji PZU były co najmniej niewiarygodne i jak widać nie tylko komisja śledcza nie dała im wiary. Inny autor, Janusz Sanocki, komentował w 2010 roku:</p>
<p class="citate"><i>W 1999 r. minister skarbu w rządzie AWS &#8211; Emil Wąsacz sprzedał 30% akcji PZU holdingowi Eureko i Big Banku Gdańskiego. Holding zapłacił za 30% udziałów 3,71 mld złotych, bo wartość PZU wycenili nasi eksperci na ok. 4-5 mld zł. Z delikatności nikt nie pyta co to byli za eksperci, bo dzisiaj PZU wyceniana jest wg wartości akcji na ok. 30 mld zł, a niektórzy eksperci szacują jego wartość na 100 mld.</i> (&#8222;Ordynacja&#8221;, nr. 8, lato-jesień 2010).</p>
<p>W 2010 r. mimochodem pojawiła się informacja, że po pięciu latach śledztwa prowadzonego przez gdańską prokuraturę w związku z aferą PZU wpłynął do sądu akt oskarżenia przeciw byłemu ministrowi skarbu Emilowi Wąsaczowi. Były minister rządu Buzka &#8211; obecnie prezes zarządu i dyrektor generalny spółki Stalexport Autostrady S.A. zajmującej się budową autostrad &#8211; usłyszał zarzuty niedopełnienia obowiązków i działania na szkodę Skarbu Państwa w okresie, gdy był ministrem. Jednak zarzuty w związku z prywatyzacją PZU postawiły mu już w 2005 r. sejmowa komisja śledcza ds. prywatyzacji PZU i Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej.</p>
<p>W 2005 r. Wąsacz stanął przed Trybunałem Stanu, gdzie miał odpowiedzieć także za prywatyzację Domów Towarowych Centrum i Telekomunikacji Polskiej, ale końca tamtego procesu nie widać. Pojawiły się nawet przewlekłe problemy, aby z grona 460 posłów znaleźć drugiego prawnika &#8211; poza posłem Andrzejem Derą &#8211; mającego prawo występowania przed sądem, który zgodziłby się reprezentować Sejm w procesie Emila Wąsacza przed Trybunałem Stanu. W wyniku tego od 2007 r. posiedzenie Trybunału Stanu nie mogło się odbyć, a proces nie może ruszyć z miejsca, choć nie jest formalnie zakończony.</p>
<p>Opozycjo! Widzisz to i nie grzmisz!? Tak samo jak przy wyborze Marka Belki na prezesa NBP? W filmie Jerzego Zalewskiego poświęconym pamięci Michała Falzmanna, który odkrył aferę FOZZ, prof. Jerzy Przystawa postawił pytanie: czy mamy elitę polityczną zdolną bronić polskiej racji stanu? To samo pytanie można postawić dziś, 17 lat po powstaniu tego filmu, gdy tak samo jak wtedy skandale gospodarcze usiłuje się zagłuszyć propagandą sukcesu. Za to co się dzieje &#8211; pośrednio lub bezpośrednio &#8211; płacimy jednak wszyscy. Nie stać nas na kolejne kapitulacje w wykonaniu kolejnych rządów. Jak powiedziała w jednej z audycji radiowych żona tragicznie zmarłego inspektora NIK &#8211; zwolenniczka jednomandatowych okręgów wyborczych &#8211; Izabela Falzmann: &#8222;trzeba zmienić coś w strukturze sprawowania władzy&#8221;.</p>
<p>Podobnie mówił w 2005 r. Krzysztof Wyszkowski na antenie Radia Maryja:</p>
<p class="citate"><strong><i>Jest tu pewna propozycja, obecna od pewnego czasu w polskim życiu publicznym, odrzucana przez tą skorumpowaną klasę polityczną, czyli propozycja jednomandatowych okręgów wyborczych i instytucji odwoływania posła w czasie kadencji. To rzeczywiście, gdyby nowy parlament uchwalił zmianę ordynacji wyborczej i wprowadził jednomandatowe okręgi wyborcze oraz instytucję odwoływania posłów, którzy sprzeniewierzyli się głoszonemu programowi w okresie przedwyborczym, wówczas można by sobie wyobrażać, że to będzie droga do naprawy polskiego życia politycznego. Mogłoby to spowodować rzeczywiście trwałe usunięcie z polskiego życia publicznego oszustów, wyeliminowania partyjniactwa i obdarzenia mandatem ludzi, no, szanowanych i kontrolowanych stale przez zbiorowości, które ich wybrały.</i></strong></p>
<p>Dziś widać już coraz wyraźniej potrzebę takich zmian. W sytuacji, gdy komisje śledcze, Trybunał Stanu, a nawet komisje sejmowe sprowadzone zostały do fasady, złudzeniem byłoby wierzyć, że bez zmiany ordynacji sprawa afery PZU – i nie tylko – znajdzie właściwy finał.</p>
<p><b>Krzysztof Kowalczyk</b></p>
<p class="note"><b>Krzysztof KOWALCZYK</b> jest działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Marii-Curie Skłodowskiej oraz Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/przemilczane-zarzuty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zbrodnia rozbiorów</title>
		<link>https://koszalin7.pl/zbrodnia-rozbiorow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/zbrodnia-rozbiorow/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 May 2012 10:17:03 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Historia Polski]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/05/01/zbrodnia-rozbiorow/</guid>

					<description><![CDATA[Historia Polski widziana z perspektywy Pomorza Zachodniego, stwarza nieco inną optykę &#8211; patrząc na nią, stajemy się niejako obserwatorami z]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1279"></span><br />
Historia Polski widziana z perspektywy Pomorza Zachodniego, stwarza nieco inną optykę &#8211; patrząc na nią, stajemy się niejako obserwatorami z zewnątrz. Żyjemy przecież na terenach byłych Prus, państwa wrogo nastawionego do Polski, które od początku niejako programowo powiększało swoje terytorium i potęgę kosztem Polski. Prusy były państwem, które zainicjowało rozbiory, wspólnie z rosyjską monarchinią, carycą Katarzyną II, Prusaczką urodzoną w Szczecinie.</p>
<p>Podobną optykę, obserwatora z zewnątrz, przyjętą z nieco innej, emigracyjnej perspektywy, prezentuje wybitny polski pisarz angielskojęzyczny, marynista, Joseph Conrad, w napisanym w 1919 roku eseju politycznym &#8222;Zbrodnia rozbiorów&#8221;. Aż dziw bierze, jak mało znana jest dziś ta niezwykła, fenomenalna analiza rozbiorów Polski, jedna z najbardziej wnikliwych jakie napisano. Wyszła spod pióra Polaka, patrioty, mistrza prozy, piszącego jednak z chłodnym dystansem typowym dla brytyjskiej publicystyki. W sposób bezlitosny ujawnia w niej psychologiczne uwarunkowania rozbiorów i metody zacierania śladów, następstwa oraz niebezpieczeństwa dla odrodzonej Polski.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://statycz.koszalin7.pl/hist/historia_702.html"><strong>ZBRODNIA ROZBIORÓW &#8211; czytaj cały artykuł</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W eseju Conrad stawia m.in. tezę, że zniszczenie Polski zapewniło bezpieczeństwo Rewolucji Francuskiej&#8230; &#8222;kiedy bowiem w r. 1795 dokończono zbrodni, Rewolucja okrzepła już i była w stanie bronić się przed siłami reakcji&#8221;. Ostrzega jednocześnie: &#8222;Mało prawdopodobne, by dawni wspólnicy Zbrodni wybaczyli swojej ofierze jej niewygodny i prawie gorszący upór w zachowaniu życia.&#8221; Zwraca uwagę na pewien &#8222;komiczny fakt&#8221;. Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, zaborcy zaczęli odwoływać się do &#8222;niepokonanej duszy narodu&#8221; polskiego, tego narodu, którego śmierć wcześniej obwieścili światu. Europa brała wówczas pod uwagę tylko jedną możliwość &#8211; oddania losów Polski w ręce caratu: &#8222;Była to idea wydania ofiary z dobrodusznym uśmiechem i pewnym siebie zapewnieniem że &#8222;wszystko będzie dobrze&#8221; w ręce całkowicie niepoprawnego mordercy, który po stu latach gwałtownego podrzynania jej gardła miał teraz ponoć zawrzeć z nią przyjaźń i na mistyczną rosyjską modłę ucałować w oba policzki&#8221;. Conrad dochodzi do zasadniczego wniosku, z którego nawet dziś nie zawsze zdajemy sobie sprawę: <b>sprawa Polski dojrzała do korzystnego dla Polaków rozstrzygnięcia dopiero wówczas, kiedy stała się koniecznością moralną</b>. To z kolei rodzi pewne zobowiązania na przyszłość.</p>
<p>Od czasu napisania &#8222;Zbrodni rozbiorów&#8221; doszło do kolejnej zbrodni rozbiorów roku 1939, ale też wielkiego konfliktu pomiędzy Rosją i Niemcami i najstraszliwszej wojny, której skutki łagodzone są dzisiaj nowym sojuszem gospodarczym i energetycznym. Polska zaś, stała się członkiem tego samego sojuszu gospodarczego i militarnego, którego jednym z najważniejszych uczestników są Niemcy, ale i mocarstwa zachodnie &#8211; Francja i Wielka Brytania &#8211; w których siłę moralna tak wierzył Conrad, uznając, że w tej części Europy, nosicielem tej tradycji jest Polska. Dla naszych sąsiadów &#8222;istnienie Polski musi być upokarzającą zniewagą&#8221;? Zatem &#8222;powodzenie odnowionego życia tego narodu, którego losem jest trwać na wygnaniu, w wiecznym oddzieleniu od Zachodu, wśród wrogiego otoczenia, zależy od życzliwego zrozumienia jego problemów przez odległych przyjaciół, Mocarstwa Zachodnie&#8221;. Muszą one &#8222;uznać istnienie moralnego i umysłowego pokrewieństwa z tą odległą placówką ich własnej cywilizacji, która stanowi jedyną podstawę polskiej kultury&#8221;. <b>(ah)</b></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/zbrodnia-rozbiorow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Angela Merkel &#8211; mateczka federalna i cesarzowa Europy</title>
		<link>https://koszalin7.pl/angela-merkel-mateczka-federalna-i-cesarzowa-europy/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/angela-merkel-mateczka-federalna-i-cesarzowa-europy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Apr 2012 16:56:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/04/12/angela-merkel-mateczka-federalna-i-cesarzowa-europy/</guid>

					<description><![CDATA[Przeszłość znanych i potężnych polityków zawsze budzi nasze zaciekawienie, uważamy bowiem, że poznanie ich rodzinnych korzeni, środowiska, w którym wyrastali,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1270"></span><br />
Przeszłość znanych i potężnych polityków zawsze budzi nasze zaciekawienie, uważamy bowiem, że poznanie ich rodzinnych korzeni, środowiska, w którym wyrastali, wpływy jakim podlegali w dzieciństwie i młodości mogą pomóc w zrozumieniu ich teraźniejszych postaw i działań. Nic więc dziwnego, że zainteresowanie budzi także przeszłość &#8222;cesarzowej Europy&#8221;, Angeli Merkel, szczególnie ta sprzed 1989 roku. Były enerdowski dyplomata Ralph Hartmann w artykule opublikowanym w 2008 roku na łamach lewicowego pisma &#8222;Ossietzky&#8221; postulował, aby pani kanclerz, która tyle mówi o &#8222;przejrzystości&#8221; w polityce, &#8222;bardziej transparentną&#8221; uczyniła swoją własną biografię. Nadal bowiem, mimo iż ukazało się już chyba 10 książek poświęconych jej osobie, biografia przewodniczącej CDU robi wrażenie mało przejrzystej. Biografka Jacqueline Boysen ubolewała: &#8222;Angela Merkel nie pozwala na spojrzenie za maskę&#8221;; w 2001 roku dziennik &#8222;Süddeutsche Zeitung&#8221; zatytułował artykuł o niej &#8222;Kobieta z maską&#8221;; biograf Gerd Langguth napisał o Merkel: &#8222;Ma w sobie coś ze sfinksa&#8221;, inni autorzy pisali o &#8222;sfinksowej skrytości i politycznej nieokreśloności&#8221;.</p>
<p>Może zatem warto pewne wątki biografii obecnej kanclerki Niemiec rozjaśnić, posiłkując się zarówno oficjalnymi &#8222;biogramami&#8221;, biografią autorstwa Gerda Langgutha (najlepszą i najmniej hagiograficzną), jak i ustaleniami, interpretacjami a niekiedy spekulacjami niezależnych publicystów, by wymienić choćby Hinricha Rohbohma, Davida Korna, Rolfa Ehlersa, Jürgena Meyera i Lenę Sokoll, którzy próbują przebić się przez ochronny pancerz, w jaki przyoblekła się Merkel.</p>
<h4>Pastor Horst Kasner</h4>
<p>Ojciec Angeli Dorothei Kasner pastor Horst Kasner, w 1954 roku przeniósł się z Niemiec Zachodnich do Wschodnich, gdzie w brandenburskim Waldhof koło Templina przez 30 lat kierował ośrodkiem kształcenia wikarych. W kołach kościelnych nazywano go &#8222;czerwonym Kasnerem&#8221;, ponieważ był pryncypialnym zwolennikiem socjalistycznego społeczeństwa a do wschodniej strefy przeniósł się, ponieważ uważał NRD za &#8222;ziemię obiecaną&#8221;. Nie był zwykłym pastorem, ale kościelno-politycznym aktywistą, gorliwie wcielającym w życie politykę władz komunistycznych wobec Kościoła ewangelickiego, której celem było oddzielenie ewangelickiego kościoła w NRD od ogólnoniemieckiego kościoła w RFN (EKD). Po wojnie kościoły krajowe na terenie NRD należały do EKD, potem powstał BEK czyli Związek Kościołów Ewangelickich w NRD. Antymarksistowski i antykomunistyczny Kościół ewangelicki miał zostać poddany reedukacji, tak aby przekształcił się w Kościół popierający socjalizm.</p>
<p>Jednym z najważniejszych eksponentów tej polityki był mentor i patron Kasnera pastor Albrecht Schönherr &#8211; to on załatwił mu posadę kierownika ośrodka w Waldhof, gdzie miano urabiać pastorów na lojalnych obywateli socjalistycznego państwa. Schönherr, późniejszy biskup, należał do najbardziej znaczących postaci Kościoła ewangelickiego w NRD, był zwolennikiem ścisłej współpracy Kościoła z państwem SED, autorem formuły &#8222;Kościół ewangelicki w NRD nie jest Kościołem przeciwko socjalizmowi ani obok socjalizmu, ale Kościołem w socjalizmie&#8221;. Należał do założycieli tzw. Weißenseer Arbeitskreis (WAK) stworzonego pod patronatem enerdowskiej bezpieki, był działaczem sterowanej przez Moskwę Christliche Friedenskonferenz (CFK). Również Kasner udzielał się w obu tych organizacjach. Należał do kierowniczego zespołu WAK &#8211; organizacji skupiającej lewicowych teologów, uchodzącej za przedłużenie SED w Synodzie Kościoła ewangelickiego. W Weißenseer Arbeitskreis i w CFK Kasner współpracował z takim ludźmi jak Gerhard Bassarak (TW &#8222;Buss&#8221;) czy Heinrich Fink (TW &#8222;Heiner&#8221;). W 1982 roku WAK zaczął wydawać pismo &#8222;Weißenseer Blätter&#8221;, które zwalczało wszelkie przejawy opozycji wobec reżimu i nawet w polityce SED zaczęło węszyć &#8222;odchylenie prawicowe&#8221;.</p>
<p>Dokumenty enerdowskich instancji zajmujących się sprawami kościelnymi dowodzą, że Kasner, zaliczany do &#8222;sił postępowych&#8221; Synodu, bardzo aktywnie działał na rzecz oddzielenia Kościoła Berlina-Brandenburgii od EKD, zwykle w porozumieniu z dwoma innymi synodałami Clemesem de Maiziere (TW &#8222;Kałuża&#8221;, TW &#8222;Adwokat&#8221;) oraz prof. Hanfriedem Müllerem (TW &#8222;Hans Meier&#8221;, TW &#8222;Michael&#8221;). Dokumenty wewnętrzne SED mówią z dużym uznaniem o działalności tej trójki.</p>
<p>Prof. Hanfried Müller, członek WAK i CFK, <i>de facto</i> komunista, przeniósł się do NRD w 1952 roku. Wykładał teologię na uniwersytecie Humboldtów &#8211; jego wydział uchodził za &#8222;bastion stalinizmu&#8221;. Miał dobre kontakty z niektórymi członkami Biura Politycznego SED. Drugi kolega Kasnera Clemens de Maiziere, wpływowy funkcjonariusz wschodniej CDU (Ost-CDU) był w doskonałych stosunkach z przewodniczącym partii Geraldem Göttingiem, który od 1951 roku pracował dla KGB, a od 1953 dla Stasi jako TW &#8222;Göbel&#8221;. Jego syn, prawnik Lothar de Maiziere (TW &#8222;Czerny&#8221;), od 16 roku życia działał w Ost-CDU. Jego karierę w kościele wspomagał prezydent konsystorza Kościoła ewangelickiego Berlina-Brandenburgii Manfred Stolpe (TW &#8222;Sekretarz&#8221;), ze Stolpem kontakty miał oczywiście także Horst Kasner. Lothar de Maiziere pozostawał w zażyłych stosunkach z prawnikiem, późniejszym prezesem PDS, Gregorem Gysim (TW &#8222;Erwin&#8221;), synem Klausa Gysiego (TW &#8222;Kurt&#8221;), ministra kultury i sekretarza stanu ds. kościelnych, którego partnerem do rozmów był Horst Kasner. Blisko zaprzyjaźniony z Kasnerem był inny prawnik i działacz kościelny Wolfgang Schnur (TW &#8222;Torsten&#8221;, TW &#8222;Dr Ralf Schrimer&#8221;). Cały towarzysko-polityczny krąg młodej Angeli Kasner, to krąg &#8222;pastorów-patriotów&#8221;, związanych z reżimem działaczy Kościoła ewangelickiego, prawników kościelnych oraz funkcjonariuszy, sterowanej i zinfiltrowanej przez Stasi, Ost-CDU. To był polityczny biotop, w którym wyrastała.</p>
<p>Gerd Langguth określa jej ojca jako &#8222;jednego z najbardziej wpływowych dygnitarzy kościelnych&#8221;, który &#8222;urządził się w NRD&#8221;. Według Langgutha był on &#8222;bardzo blisko państwa&#8221; i &#8222;nie miał oporów przed kontaktami ze służbą bezpieczeństwa&#8221;. Niektórzy wręcz uważają pastora Kasnera za szarą eminencję &#8222;czerwonej siatki&#8221; oplatającej Kościół ewangelicki Berlina-Brandenburgii, za jedną z kluczowych postaci funkcjonujących na styku Kościoła i reżimu. Cieszył się tymi samymi przywilejami co członkowie partyjnej nomenklatury, np. posiadał zarówno prywatny, jak i służbowy samochód. Rodzina Kasnerów żyła w wygodnym domu, miała pomoc domową i ogrodnika. Pastor Kasner organizował europejskie kontakty oficjalnego kościoła w NRD, należał do tzw. Westreisekader, czyli grupy ludzi w NRD mających prawo wyjazdów na Zachód. Rodzina Kasnerów odwiedzała krewnych na Zachodzie; ojciec podróżował do Włoch i Wielkiej Brytanii w celach służbowych i kościelno-politycznych. Matce Angeli zezwolono nawet na wyjazd do USA. Pastor Kasner otrzymywał &#8211; oczywiście za wiedzą i zgodą władz &#8211; literaturę z Zachodu. Co miesiąc organizował tzw. Hauskreis, w którym uczestniczyli przyjaciele i znajomi aby prowadzić polityczne dyskusje. Brała w nich udział również Angela.</p>
<p>O pozycji politycznej Horsta Kasnera świadczy epizod przytaczany w biografiach obecnej kanclerz Niemiec: będąc w 12 klasie Angela wraz z kolegami i koleżankami samowolnie zmieniła program jakieś szkolnej imprezy m.in. intonując Międzynarodówkę po angielsku zamiast po niemiecku. Nadgorliwy nauczyciel doniósł o tym incydencie organom bezpieczeństwa. Już się wydawało, że na Angelę spadną jakieś kary, ale ojciec uruchomił odpowiednie kontakty w Berlinie, i zamiast panny Kasner ukarano&#8230; nauczyciela.</p>
<p>Ojciec Angeli, człowiek o wyrazistej, dominującej osobowości, posiadający duże umiejętności pedagogiczne wywarł na nią, zdaniem Gerda Langgutha, bardzo głęboki wpływ. W latach 1989/90 był przeciwnikiem zjednoczenia Niemiec, opowiadał się za utrzymaniem samodzielnego bytu politycznego demokratycznej i socjalistycznej NRD.</p>
<h4>Młodość, lata nauki</h4>
<p>Młoda Angela należała najpierw, jak większość dzieci, do &#8222;pionierów Ernsta Thälmanna&#8221; a następnie w wieku 16 lat wstąpiła w szeregi Wolnej Młodzieży Niemieckiej (FDJ), skupiającej ok. połowy młodzieży w NRD. Organizowała imprezy polityczne, na jednej z nich apelowała o datki na broń dla Frelimo w Mozambiku i innych komunistycznych ugrupowań w Afryce, działała w Towarzystwie Przyjaźni Niemiecko-Sowieckiej, jeździła Pociągiem Przyjaźni do Związku Sowieckiego, jako 15-latka brała udział w międzynarodowej olimpiadzie języka rosyjskiego w Moskwie organizowanej w ramach obchodów 100-lecia urodzin Włodzimierza Lenina.</p>
<p>Studiowała na Uniwersytecie im. Karola Marksa w Lipsku uważanym za uczelnię bardziej &#8222;czerwoną&#8221; niż inne uczelnie w NRD. Kto chciał tam studiować musiał być aktywny w partii lub FDJ, wyróżniać się zaangażowaniem na rzecz ustroju socjalistycznego, wysoką socjalistyczną świadomością, aktywnością i wiedzą polityczną. Procent agentury Stasi był tam wyższy niż na innych uczelniach, ideologiczna indoktrynacja silniejsza. Jednym z wydziałów uniwersyteckich był wydział dziennikarstwa, popularnie nazywany &#8222;Czerwonym Klasztorem&#8221;, ośrodek kształcenia dziennikarzy i ludzi mediów w NRD, kuźnia kadr dla aparatu propagandy reżimu. Obowiązkowym przedmiotem był marksizm-leninizm. Niestety, prace pisemne z marksizmu-leninizmu wykonane przez Angelę Kasner w okresie studiów gdzieś się zapodziały. Dodajmy, że na uniwersytecie w Lipsku studiował również jej brat Markus, który był potem stypendystą w Ośrodku Badań Jądrowych w Dubnej pod Moskwą.</p>
<p>W trakcie studiów Angela Kasner nadal aktywnie działa w FDJ. Studentka, która znała ją ze studiów w Lipsku wspomina ją jako &#8222;zdeklarowaną komunistkę&#8221;, która pilnowała kolegów, żeby przestrzegali obowiązującej linii partii. Ogólnie opinia jest taka, że &#8222;wysoko nosiła sztandar&#8221; socjalizmu. W 1974 roku podczas pobytu, w ramach wymiany młodzieży studenckiej, w Moskwie i Leningradzie, poznała studenta fizyki Ulricha Merkela, z którym w 1977 roku wzięła ślub, także kościelny. Po czterech latach małżeństwo rozpadło się.</p>
<h4>Kariera zawodowa</h4>
<p>W 1978 roku po skończeniu studiów ubiegała się o przyjęcie na asystenturę na Wyższej Szkole Technicznej w Ilmenau. W tym czasie miał miejsce pewien epizod do dziś wywołujący falę domysłów i spekulacji. Otóż, jak w jednym z wywiadów wyznała przewodnicząca CDU, miała wówczas rozmowę z dwoma oficerami Stasi, którzy próbowali nakłonić ją do podjęcia współpracy. Jednak odmówiła, tłumacząc im, że jest zbyt gadatliwa i wszystko opowie przyjaciołom, więc &#8211; co logiczne &#8211; nie nadaje się na tajnego współpracownika. Ciekawe, że podobna sytuacja zdarzyła się podobno ojcu Angeli &#8211; o ile oczywiście można wierzyć oficerowi Stasi Klausowi Roßbergowi (prowadził m. in. Manfreda Stolpego), który utrzymuje, że w połowie lat 70. próbowano zwerbować pastora Kasnera szantażując go wiedzą o rzekomym korzystaniu przez niego z usług berlińskich prostytutek. Ale pastor się nie ugiął i współpracy odmówił.</p>
<p>Nie wiadomo, kim byli ci dwaj oficerowie (a może tylko jeden, ponieważ w 2009 roku Merkel mówiła już tylko o jednym), nie dysponujemy meldunkiem z tej rozmowy. Domysły i podejrzenia biorą się stąd, że w przypadku Angeli Merkel mamy do czynienia z zachwianiem pewnej &#8222;logiki biograficznej&#8221;. Jeśli bowiem odmówiła współpracy z tajną policją polityczną, to logiczne byłoby albo całkowite zamknięcie jej drogi kariery naukowej albo, ewentualnie, zezwolenie na pracę tylko na Wyższej Szkole Technicznej w Ilmenau. Tymczasem stała się rzecz bardzo dziwna: po odmowie współpracy ze Stasi (za ten heroiczny czyn prezydent Obama przyznał jej Medal Wolności) Angela Merkel zamiast uczyć fizyki w szkole, pracować w dziale badawczym któregoś z przedsiębiorstw państwowych, ewentualnie trafić do, bądź co bądź prowincjonalnej uczelni &#8211; Ilmenau liczyło niecałe 30.000 mieszkańców, dostaje się raptem do elitarnego Centralnego Instytutu Chemii Fizycznej w Berlinie, wchodzącego w skład Akademii Nauk NRD, a zatem do samego &#8222;serca&#8221; nauki enerdowskiej. Innymi słowy odmowa podjęcia współpracy ze Stasi zaowocowała nie zablokowaniem kariery naukowej, ale wręcz przeciwnie &#8211; awansem do najważniejszej elitarnej instytucji naukowej w NRD, która &#8211; co oczywiste &#8211; podlegała ścisłej kontroli służb specjalnych, zwłaszcza, istotne z punktu widzenia gospodarczego i wojskowego, instytuty nauk ścisłych i technicznych.</p>
<p>Podejrzliwi publicyści niemieccy, wrogo nastawieni wobec kanclerz Merkel. podejrzewają więc, że Stasi złożyła jej ofertę: &#8222;podejmiesz z nami współpracę, a my w nagrodę wyślemy cię do Berlina, do Akademii Nauk&#8221;. Podkreślmy jednak bardzo mocno, że nie ma na to żadnych dowodów, stąd obdarzanie przez tychże publicystów Angeli Merkel mianem TW &#8222;Erika&#8221; jest pozbawione jakichkolwiek podstaw.</p>
<p>Centralny Instytut Chemii Fizycznej, mieścił się w berlińskiej dzielnicy Adlershof. Znajdowała się tam również siedziba państwowej telewizji oraz sztabu (i kilku jednostek) dywizji wartowniczej im. Feliksa Dzierżyńskiego, stanowiącej wojskowe ramię MBP, czyli swego rodzaju gwardię przyboczną reżimu. Cały teren był ogrodzony i normalni obywatele nie mieli tam wstępu. Był to świat uprzywilejowany, z własną kliniką, sklepami typu &#8222;konsum&#8221;, w których przez cały rok sprzedawano banany.</p>
<p>W Akademii Nauk, gdzie pracowała od 1978 do 1990 roku, Angela nadal działała w FDJ, była członkiem zarządu okręgu, pełniła rolę sekretarza Agitacji i Propagandy &#8211; w zakres jej obowiązków wchodziły edukacja polityczna i krzewienie marksizmu-leninizmu. Sama Merkel twierdzi, że zajmowała się tylko załatwianiem biletów do teatru. Nie można tego zweryfikować, bo odpowiednie dokumenty gdzieś się zapodziały. Nadmieńmy tutaj, że w 2005 roku pochodząca z NRD pisarka Kathrin Schmidt, na łamach lewicowego tygodnika &#8222;Der Freitag&#8221; zasugerowała, że Angela Merkel przechowuje jakieś akta swoje i swojego ojca.</p>
<p>Lider Partii Lewicy Oskar Lafontaine zapewne przesadził określając ją jako należącą do &#8222;Kampfreserve der Partei&#8221; (FDJ) &#8222;młodą żarliwą komunistkę&#8221;, zawsze wierną linii partii, ale jej ponadprzeciętne zaangażowanie ideowo-polityczne, od szkoły średniej do Akademii Nauk, było faktem. W tamtym czasie wyjeżdżała do ZSRS i Czechosłowacji. W 1983 roku udała się prywatnie &#8222;na włóczęgę&#8221; z plecakiem po Związku Sowieckim &#8211; podróżowała po Kraju Rad bez ograniczeń, odwiedzając Gruzję, Armenię, Azerbejdżan. Wyjeżdżała także do RFN. Jest to znamienne również z tego powodu, że nie miała dzieci, które władze NRD traktowały zazwyczaj jako &#8222;zastaw&#8221; na wypadek gdyby komuś zachciało się zostać na Zachodzie. Tymczasem zezwolono na wyjazd na ślub kuzynki do Hamburga młodej, rozwiedzionej, bezdzietnej pracownicy Akademii Nauk &#8211; idealnej kandydatce na pozostanie w RFN. Wynika z tego, że cieszyła się pełnym zaufaniem władz i należała do Westreisekader.</p>
<p>Zagadkowy jest epizod z życia Merkel związany ze sprawą fizyka Roberta Havemanna. Havemann, dawny współpracownik KGB i Stasi (TW &#8222;Leitz&#8221;), pogniewał się na swoich kolegów partyjnych i zaczął ich atakować z pozycji &#8222;prawdziwego komunizmu&#8221;. Nałożyli więc na niego areszt domowy i, od 1979 roku aż do jego śmierci w roku 1982, funkcjonariusze i agenci Stasi przez 24 godziny na dobę obserwowali posiadłość Havemanna w podberlińskiej Grünheide i blokowali do niej dostęp. W tej akcji brali także udział aktywiści FDJ. W 2005 roku w aktach Stasi na temat Havemanna znaleziono fotografie ludzi, którzy w 1980 roku przebywali w pobliżu jego domu, na jednej z nich była Angela Merkel. Ponieważ nie było żadnego powodu, aby wówczas, w tamtych okolicznościach, znalazła się akurat w tamtym miejscu, pojawiają się domysły, że znalazła się tam nieprzypadkowo, lecz musiała należeć do aktywistów FDJ biorących udział w zorganizowanej przez Stasi akcji obserwowania i izolowania Havemanna. Obrońcy Merkel zwracają jednak uwagę, że znała się z synem Havemanna Ulrichem również pracującym w Instytucie Chemii Fizycznej, i że podobno pilnowała dzieci Havemannom, co wyjaśniałoby jej zdjęcie w aktach sprawy Havemanna.</p>
<p>Merkel była niewątpliwie uzdolnioną studentką i doktorantką, ale nie ma na swoim koncie jakichś znaczących osiągnięć naukowych, doktorat obroniła dopiero w 1986 roku, po 8 latach od rozpoczęcia pracy w Instytucie Chemii Fizycznej; jej pracę doktorską &#8222;krytycznie przejrzał&#8221; jej ówczesny partner życiowy dr Joachim Sauer, który należał do Westreisekader, m.in. przez pewien czas pracował na Wyższej Szkole Technicznej w Karlsruhe, co bez wątpienia wymagało kontaktów ze służbami specjalnymi, zwłaszcza, że jego zainteresowania naukowe zahaczały o badania nad energią jądrową. Jako ciekawostkę przytoczmy fakt, że w Instytucie Chemii Fizycznej Angela Merkel pracowała m.in. nad metodami wykorzystania sowieckiego gazu ziemnego w przemyśle chemicznym.</p>
<p>Według ówczesnego regulaminu o promocjach doktorskich, także z dziedziny nauk ścisłych, nieodłączną częścią doktoratu była praca z zakresu znajomości marksizmu-leninizmu. Merkel otrzymała ocenę &#8222;dostateczną&#8221;, co było regułą w przypadku doktoratów z nauk przyrodniczych. Niestety, jej praca gdzieś się zapodziała. Nie odnaleziono ani oryginału, ani kopii.</p>
<p>Podsumowując enerdowski okres biografii przyszłej pani kanclerz, można skonstatować, że ludzie, którzy ją otaczali i wspierali, jej środowisko rodzinne, jej przyjaciele prywatni i polityczni, byli w większości głęboko zakorzenieni w systemie NRD. Nie jest znana jakakolwiek działalność opozycyjna Angeli Merkel, jej niezależna postawa wobec polityki reżimu i panującej ideologii. Chociaż nie należała do partii rządzącej, a jedynie do organizacji będącej &#8222;kuźnią kadr&#8221; partyjnych, zaś jej biografia ma pewne specyficzne cechy (córka pastora, bierzmowana, ślub kościelny), to jej kariera była ściśle wpisana w struktury enerdowskiego państwa. Była aktywną uczestniczką i beneficjentką systemu. Na to, że jej uwikłanie w system było &#8211; jak to sugerują niektórzy niemieccy publicyści &#8211; jeszcze głębsze, nie ma dowodów.</p>
<h4>Kariera polityczna</h4>
<p>Nawet w okresie agonii reżimu Merkel nie przyłączyła się do żadnego z opozycyjnych ruchów obywatelskich; jesienią 1989 roku nie brała udziału w żadnych protestach, demonstracjach, wiecach, obserwowała jak to wszystko się skończy. Po upadku, 9 listopada, muru berlińskiego czekała jeszcze kilka tygodni; dopiero w grudniu, kiedy wszystko już było praktycznie rozegrane, przeszła na stronę &#8222;sił demokratycznych&#8221;. Najpierw przyłączyła się na krótko do założonej w październiku SPD, ale ostatecznie wstąpiła do, uznawanego za jednego z faworytów nadchodzących wyborów, Przełomu Demokratycznego (PD), organizacji założonej przez pastorów Friedricha Schorlemmera i Rainera Eppelmanna, którego jej ojciec znał z ośrodka szkolenia dla wikarych. Trzecim założycielem PD i jego przewodniczącym został dobry kolega jej ojca, przyjaciel rodziny Kasnerów, znany nam Wolfgang Schnur, kościelny adwokat, wiceprezes synodu kościoła ewangelickiego Berlina-Brandenburgii, agent bezpieki (TW &#8222;Torsten&#8221;, TW &#8222;Dr Ralf Schrimer&#8221;) zwerbowany w 1964 roku. Dodajmy, że nie był on przeciętnym TW, jego raporty mieszczą się w ponad 30 segregatorach, jego wynagrodzenie agenta było znacznie wyższe niż średnia krajowa. Choć niewierzący, udawał gorliwego członka Kościoła; oficerowi prowadzącemu skarżył się, że musi się ciągle modlić, aby dla dobra partii i państwa bez przeszkód szpiclować w kręgach kościelnych. <i>De facto</i> więc Stasi należała do współzałożycieli Przełomu Demokratycznego i akurat tam Angela Merkel musiała zacząć pierwszy etap swojej kariery politycznej w nowych Niemczech. Nadspodziewanie szybko, bo już 8 lutego 1990 znalazła się wśród kilkudziesięciu etatowych członków PD &#8211; prezes Schnur, protegowany Stolpego i Mielkego, zatrudnił ją jako swoją współpracownicę, a potem zrobił rzeczniczką prasową.</p>
<p>Przełom Demokratyczny wszedł do koalicyjnego rządu formowanego przez wschodnią CDU (Ost-CDU), która wygrała wybory, a potem się w niej rozpłynął. Wcześniej w Ost-CDU nastąpiła polityczna odnowa: starego agenta KGB i Stasi Geralda Göttinga (TW &#8222;Göbel&#8221;) zastąpił Wolfgang Heyl (TW &#8222;Herold&#8221;), który jednak wolał pozostać w cieniu i forsował na prezesa &#8211; w czym pomagał mu inny działacz Ost-CDU i Chrześcijańskiej Konferencji Pokojowej  Thilo Steinbach (TW &#8222;Bernd&#8221;) &#8211; Lothara de Maiziere&#8217;a (TW &#8222;Czerny&#8221;), który jako syn Clemensa (TW &#8222;Adwokat&#8221;), jednego z zasłużonych działaczy Ost-CDU, został zaakceptowany przez aparat partyjny.</p>
<p>Po wygranych wyborach do Izby Ludowej w marcu 1990 roku Lothar de Maiziere, który w ostatnim rządzie SED Hansa Modrowa był ministrem do spraw kościelnych, stanął na czele ostatniego rządu NRD. Wziął Angelę Merkel na zastępczynię rzecznika rządu, jego doradcą w sprawach zagranicznych został Thilo Steinbach. Niektórzy żartują dziś, że  rząd de Maiziere&#8217;a składał się z dwóch rodzajów ministrów &#8211; tych, których już udało się zdemaskować jako agentów Stasi i tych, których jeszcze się nie udało. Cała wschodnia CDU była partią tajnych współpracowników; do ostatniej Izby Ludowej NRD wprowadziła 35 agentów (FDP i PDS po 11, Zieloni &#8211; 2).</p>
<figure id="attachment_4930" aria-describedby="caption-attachment-4930" style="width: 800px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-4930 size-full" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/08/merkel_ddr.jpg" alt="" width="800" height="511" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/08/merkel_ddr.jpg 800w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/08/merkel_ddr-300x192.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/08/merkel_ddr-768x491.jpg 768w" sizes="auto, (max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption id="caption-attachment-4930" class="wp-caption-text"><strong><i>Lothar de Maiziere i Angela Merkel.<br />Źródło: Bundesarchiv, Bild 183-1990-0803-017 / Settnik, Bernd / CC-BY-SA</i></strong></figcaption></figure>
<p>Podporządkowana w NRD partii komunistycznej i sterowana i zinfiltrowana przez Stasi Ost-CDU wchodzi w całości do zachodniej CDU, przy okazji ratując część swojego majątku. Wzmocniła West-CDU Kohla i pomogła mu zdobyć władzę w nowych landach. Jednym z działaczy Ost-CDU (od 1975 roku) był sekretarz stanu w rządzie Lothara de Maiziere&#8217;a Günther Krause, zaufany człowiek reżimu, należący do Westreisekader, który &#8211; jak ujawnił niedawno Spiegel TV Magazin &#8211; spotykał się z oficerami Stasi i składał im raporty na temat środowiska naukowego Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Wismarze, gdzie pracował. To on przepchnął Angelę jako kandydatkę na posła do Bundestagu z okręgu na Rugii, gdzie dawna Ost-CDU miała pewny mandat. Przypuszczalnie to ojciec zarekomendował ją u Krausego.</p>
<p>Decydujące dla jej kariery okazało się spotkanie z Helmutem Kohlem; według jednej z wersji Merkel poprosiła członka synodu krajowego Saksonii i członka Przełomu Demokratycznego Hansa Geislera, aby przedstawił ją kanclerzowi. Geisler miał zaaranżować spotkanie podczas zjazdu partyjnego w Hamburgu. Nie wiadomo o czym rozmawiał kanclerz Niemiec z nieznaną mu towarzyszką partyjną, wiadomo, że rozmowa była długa i musiała zrobić odpowiednie wrażenie na kanclerzu. To Lothar de Maiziere i, przede wszystkim, Günther Krause, ministrowie w rządzie Kohla, byli jej patronami i protektorami. Trzeba też pamiętać, że np. klan de Maiziere&#8217;ów działał po obu stronach granicy niemiecko-niemieckiej: stryj Lothara, brat Clemensa Ulrich de Maiziere sprawował ważne funkcje przy ponownym zbrojeniu RFN i zajmował stanowisko generalnego inspektora Bundeswehry (służył w Reichswehrze, w Wermachcie i w Bundeswehrze). Kiedy Merkel została kanclerzem, wzięła do rządu jego syna i kuzyna Lothara Thomasa de Maiziere, który doradzał Lotharowi, gdy ten był premierem (Lothar wziął do rządu Angelę, Angela wzięła do rządu Thomasa). Thomas objął stanowisko ministra ds. nadzwyczajnych (ministra bez teki) i szefa Urzędu Kanclerskiego, został prawą ręką pani kanclerz, był odpowiedzialny m.in. za służby, za przejętych agentów Stasi.</p>
<h4>Polityk zjednoczonych Niemiec</h4>
<p>W kilka tygodni po rozmowie z Kohlem Merkel zostaje zaproszona do Bonn do urzędu kanclerskiego, a w styczniu jest już ministrem. I tak zaczęła się jej zapierająca dech w piersiach kariera polityczna w zjednoczonych Niemczech. Kohlowi nie przeszkadzało, że ministerką ds. młodzieży i kobiet w chadeckim rządzie została bezdzietna rozwódka żyjąca w konkubinacie z rozwodnikiem, córka człowieka &#8222;głęboko uwikłanego w system enerdowski&#8221; (Langguth).</p>
<p>Trockistka Lena Sokoll zauważyła, że Merkel, na użytek publiczny, promowała swój wizerunek jako pochodzącego ze Wschodu politycznego &#8222;nobody&#8221;, który nie mając politycznych korzeni, bez wsparcia koterii, będąc &#8222;spoza układu&#8221;, wdarł się do polityki i błyskawicznie wspiął do pierwszej ligi niemieckiej polityki. Tymczasem ta fantastyczna kariera, wejście na szczyt z ominięciem szczebli partyjnej hierarchii, nie było dziełem przypadku, szczęścia, cech charakteru takich jak wola i instynkt władzy, które się Merkel &#8211; słusznie &#8211; przypisuje. Poprzez ojca miała kontakty z wpływowymi kręgami kościelnymi, z kościelnymi prawnikami i urzędnikami mającymi &#8222;zażyłe&#8221; kontakty z reżimem, z działaczami Ost-CDU &#8211; wszystkie środowiska głęboko zinfiltrowane przez tajną policję państwową. Oficjalnie ludzi ci mieli reprezentować interesy Kościoła wobec partii, a de facto reprezentowali interesy partii wobec Kościoła. Służyli ponadto reżimowi jako pośrednicy w kontaktach z Zachodem, oczywiście pod pełnym nadzorem ze strony służb. To ten układ wprowadził ją do ogólnoniemieckiej polityki.</p>
<p>Lenna Sokoll uważa, że Kościół ewangelicki, który zyskał pewien publiczny wpływ, pomagał stalinowskiemu reżimowi w NRD utrzymać pod kontrolą wszelkie przejawy politycznej opozycji, a podczas przełomu 1989 roku kręgi kościelne odegrały kluczową rolę w skierowaniu protestów w NRD na odpowiednie tory tzn. bezpieczne dla dawnego reżimu. Zdaniem Sokoll, Kościół ewangelicki i jego przedstawiciele mieli zapobiec otwartej rebelii, skanalizować bunt i nie dopuścić do tego, żeby &#8222;klasa robotnicza własnoręcznie policzyła się ze stalinowskimi siepaczami&#8221; (zachowujemy trockistowski żargon Leny Sokoll). Pod parasolem Kościoła odbyła się także personalna odnowa Ost-CDU w 1989 roku.</p>
<p>To ojciec Angeli Merkel, aktywny na zapleczu, i ludzie z jego środowiska Schnur, de Maiziere, Krause, wprowadzili ją do polityki, a następnie do rządu Kohla. Była to zaiste fenomenalna kariera: w niecałe 14 miesięcy aktywistka FDJ (rezerwy kadrowej partii), nie legitymizująca się najmniejszym śladem działalności opozycyjnej, bez cienia dystansu do poprzedniego reżimu i jego ideologii, przeobraża się w ministerkę w rządzie zjednoczonych Niemiec. Podkreślmy jednak raz jeszcze, że nie ma podstaw sądzić, że była to operacja &#8222;Angela Merkel&#8221; &#8211; ostatnia udana operacja Stasi, przeprowadzona oczywiście za wiedzą służb zachodnioniemieckich.</p>
<p>Nie należy bowiem zapominać o dwóch sprawach, po pierwsze Merkel okazała się utalentowaną politycznie, bezwzględną techniczką władzy; pobocza jej politycznej drogi usłane są trupami politycznych konkurentów. Po drugie &#8211; nie należy przeceniać roli &#8222;układu wschodniego&#8221;, jako że bardzo szybko wpisała się w &#8222;układ zachodni&#8221; (&#8222;transatlantycki&#8221;). Dlatego niektórzy autorzy jak David Korn w książce <i>Komu naprawdę służy Merkel?</i> przekonują, że to &#8222;na Zachodzie&#8221; siedzą ludzie pociągający za sznurki przyczepione do &#8222;najpotężniejszej kobiety świata&#8221;. Korn, który ma ambicję zajrzenia za kulisy obecnego aparatu władzy w Niemczech, rozpoznania układów, koneksji, sitw, wewnętrznych kręgów wokół Angeli Merkel informuje m.in. o jej domniemanych spotkaniach z Kissingerem i Greenspanem, o wpływie niejakiego Jeffrey&#8217;a Gedmina itp.</p>
<p>Pojawia się jednak kwestia o bardziej fundamentalnym znaczeniu, niż ta jakim układom polityczno-służbowym zawdzięcza Angela Merkel swoją niezwykłą karierę. W pewnym sensie Merkel po 1989 roku jest rzeczywiście rodzajem politycznego, ideowego i intelektualnego &#8222;nobody&#8221;, &#8222;kobietą bez właściwości&#8221;; nie widać u niej jakichkolwiek stałych i mocnych przekonań, jakichkolwiek ideowych fundamentów i zasad &#8211; jej naturą jest kameleonowata zmienność. Socjaldemokrata Peter Struck powiedział o niej, że jest dobrym pilotem, któremu możemy bez jakichkolwiek obaw powierzyć swój los &#8211; pod warunkiem, że jest nam obojętne dokąd leci samolot.</p>
<h4>Chadecy jak socjaldemokraci</h4>
<p>Przewodnicząca organizacji Chrześcijańscy Demokraci na rzecz Życia Mechthild Löhr, opowiedziała niedawno o swoim spotkaniu z Merkel w berlińskiej siedzibie CDU, gdzie, jak podkreśliła, nie ma już żadnych krzyży, z wyjątkiem osobistych, należących do pracowników. Okazało się, że dla Merkel chrześcijańscy demokraci broniący życia nienarodzonych dzieci to taka sama światopoglądowa &#8222;grupa interesów&#8221; jak &#8222;Lesbijki i Geje w Unii&#8221;, walczący o państwowe przywileje dla specyficznych, pod względem seksualnym, środowisk. Merkel powiedziała Löhr, że dla niej &#8222;tożsamość chadecji polega na otwartości na różnorodność poglądów&#8221;; Jeśli jednak czyjaś tożsamość równoznaczna jest z &#8222;otwartością na różnorodność poglądów&#8221;, to znaczy, że na nią samą nie składają się żadne poglądy, że pozbawiona jest treści. Innymi słowy tożsamość Merkel polega na braku tożsamości. Już w 1989/90 roku mogła równie dobrze znaleźć się u socjaldemokratów, jej znajomi dziwili się, że poszła do CDU, bo raczej widzieli ją u Zielonych.</p>
<p>W wywiadzie dla &#8222;Frankfurter Allgemeine Zeitung&#8221; udzielonym w marcu 2009 roku Merkel zdradziła swoje ideowe &#8222;credo&#8221;: &#8222;Raz jestem liberalna, raz chrześcijańsko-socjalna, a innym razem konserwatywna&#8221;. Jej biografka Patricia Leßnerkraus uznała, że &#8222;Angela Merkel jest jednocześnie konserwatywna, liberalna i postępowa&#8221;. Konserwatywny publicysta Ansgar Lange ocenił, że jest śliska jak węgorz, pozbawiona konturów i wewnętrznej substancji, reprezentuje totalnie zdepolityzowany biedermeier. Dziennikarz &#8222;Handelsblatt&#8221; Dieter Schnaas napisał o niej w 2000 roku: &#8222;Jakkolwiek głęboko byśmy nie zajrzeli &#8211; gruntu nie znajdziemy&#8221;. Można powiedzieć, że &#8211; paradoksalnie &#8211; polityczno-ideologiczna osobowość Angeli Merkel jest mocno osadzona na bezgrunciu.</p>
<p>W wydanej wspólnie w listopadzie tego roku książce <i>Schluss mit dem Ausverkauf</i> (Koniec z wyprzedażą) członkowie CDU &#8211; historyk Arnulf Baring, prezes Niemieckiego Związku Nauczycieli Josef Kraus, były minister spraw wewnętrznych Brandenburgii Jörg Schönbohm oraz wspomniana wyżej Mechthild Löhr, wystawiają surową ocenę CDU, pisząc o jej żałosnym zmierzchu, bezwarunkowej kapitulacji przed duchem czasu, i, współzawinionym przez nią, ogólnym upadku partyjnej demokracji w Niemczech. Czyż można sobie wyobrazić lepszą przewodniczącą takiej partii niż Merkel? Czwórka autorów oskarża ją o porzucenie zasad, o brak kierunku politycznego, o to, że nie prowadzi się żadnych dyskusji na temat najważniejszych spraw kraju. CDU kierowana przez Merkel stała się partią wycofywania się: wycofujemy się z polityki energetycznej, z obowiązku służby wojskowej, z rodziny, z lojalności sojuszniczej, z edukacji, z solidnej polityki walutowej, z zasady osobistej odpowiedzialności, z parlamentaryzmu, z kultury debaty. Chadecja podlega procesowi coraz głębszej socjaldemokratyzacji, a dodatkowo &#8222;zielenieje&#8221;. Skutkiem jej rządów &#8211; twierdzi czworo autorów &#8211; jest zaprzepaszczenie materialnego i duchowego bogactwa narodu.</p>
<p>Politykę rodzinną i energetyczno-klimatyczną CDU już przejęła od SPD, teraz przejmuje politykę socjalną, która stanowiła ostatnie wielkie pole, na którym obie główne partie rzeczywiście się różniły, inne różnice były pozorne lub kosmetyczne, rozdmuchane na użytek wyborczej propagandy. Po dodatkach do emerytur, parytetach płciowych w korporacjach, Merkel zapowiedziała zrealizowanie jeszcze jednego postulatu SPD &#8211; wprowadzenia płacy minimalnej. Sprzeciw wobec niej był ostatnim istotnym elementem różniącym CDU od SPD. Nic dziwnego, że nawet redaktor &#8222;Spiegel Online&#8221; Veit Medick swój komentarz na ten temat zatytułował &#8222;Towarzyszka Merkel&#8221;.</p>
<p>Część komentatorów ze środowisk konserwatywno-liberalnych uważa, że już Helmut Kohl zrobił z CDU partię socjaldemokratyczną, zaś Merkel dokończyła dzieła przekształcając ją w partię socjalistyczną &#8222;nowego typu&#8221;. Teraz dopiero, pod jej przywództwem Ost-CDU i West-CDU jednoczą się w sensie ideologicznym. Symbolicznym tego wyrazem są dwa fakty: pojawienie się po 1989 roku na terytorium Niemiec pomników żołnierzy Armii Czerwonej, oraz apele niektórych chadeków i chadeczek o obchodzenie Międzynarodowego Dnia Kobiet. Nawet prasa głównego nurtu zaczyna to dostrzegać: dwa lata temu na łamach &#8222;Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung&#8221; Maxim Biller ubolewał, że duch NRD podbija RFN. Merkel doskonale uosabia ten proces.</p>
<p>Jednak wypranie chadecji z wszelkich pierwiastków chrześcijańskich, konserwatywnych i narodowych to, zdaniem Gérarda Bökenkampa, rezultat głębszej, historycznej ewolucji społeczeństwa niemieckiego. Wszystkie pierwiastki ideowe i światopoglądowe zależne są wszak od bazy społecznej, to jej wielkość decyduje o sile lub bezsilności obozów politycznych. Politycznie znaczący konserwatyzm w RFN, zadomowiony w CDU/CSU, był &#8211; w odróżnieniu od Cesarstwa i Republiki Weimarskiej &#8211; strukturalnie katolicki, ale obejmował również siły protestanckie, osłabione przez podział Niemiec i wypędzenie. W Pruso-Niemczech katolicy byli w mniejszości, czuli się wykluczeni i lekceważeni przez elity protestanckie; ta sytuacja wytwarzała bardzo silną solidarność wśród członków katolickiej wspólnoty wyznaniowej; wspólnota religijno-kulturowa stała ponad podziałami socjalnymi, czemu katolicka Partia Centrum zawdzięczała silną pozycję w regionach katolickich. Z drugiej strony jednak to ograniczenie konfesyjne uniemożliwiło stworzenie ponadwyznaniowej wielkiej mieszczańskiej &#8222;Volkspartei&#8221;. Sytuacja uległa zmianie po II wojnie światowej, kiedy duża część protestanckich krajów i środowisk znikła za Żelazną Kurtyną. W nowych warunkach kręgi dawnej Partii Centrum skupione wokół Adenauera zdobyły polityczne i społeczne przywództwo i poczuły się na tyle mocno, żeby &#8222;zabrać na pokład&#8221; protestantów.</p>
<p>Dla SPD, mocnej przede wszystkim na terenach protestanckich, stanowiło to przeszkodę nie do przeskoczenia, powodując trwałe odsunięcie socjaldemokratów od władzy. Strukturalna większość jaką posiadały partie chadeckie wydawała się zagwarantowana &#8222;na zawsze&#8221;, co do pewnego stopnia potwierdza słuszność sloganu lewicy o &#8222;państwie CDU&#8221;. Chadecja stała się partią władzy, ale poczucie, że ma się władzę w państwie nieomal na zasadzie  dziedziczenia, jest darem Danaów, prowadzi bowiem do tego, że własna baza społeczna orientuje się na partię i państwo, a to rodzi społeczny zastój: kiedy oczekuje się, że to elity partyjne panujące nad aparatem ustawodawczym i państwowym wszystko załatwią, w bazie maleje zaangażowanie i gotowość do poświęceń.</p>
<p>Na dłuższą metę sprawowanie władzy biurokratycznej sprzyja wygodnictwu i poczuciu błogiej sytości, zanika przymus stałego odnawiania środowiska życiowego. W rezultacie ruchy polityczne i wspierające je siły społeczne tracą na atrakcyjności, maleje ich siła promieniowania i przyciągania. Ten proces ideowego i intelektualnego wyjałowienia chadecji należy umieścić w szerszym kontekście całej zachodniej Europy, gdzie polityczny katolicyzm, stanowiący podstawę konserwatyzmu chadecji, znalazł się od lat 70. ubiegłego wieku w kryzysie; sekularyzacja i laicyzacja objęła narody europejskie, a co za tym idzie topnieć zaczęły stabilne środowiska katolickie i znacznie rozluźniła się więź wyborców z partiami chrześcijańskimi, na przykład w Holandii  w 1963 roku 84 procent katolików wybierało Katolicką Partię Ludową a w 1976 już tylko 36 procent; proces ten objął także RFN. Drugą część bazy społecznej konserwatyzmu stanowiła wieś, ale liczba ludności wiejskiej (chłopskiej) także zmniejszyła się do kilku procent; jeśli oba procesy zsumować, to widać, że baza społeczna, z której wyrastał powojenny konserwatyzm zanika. Dla CDU jest to tym samym co dla SPD zanikanie zagłębi górniczych i klasycznego wielkiego przemysłu z masami robotniczymi głosującymi na socjaldemokrację.</p>
<p>Już w wyborach w 1972 roku po raz pierwszy więcej katolickich wyborców głosowało na SPD, a nie na chadecję; nastąpiła również zmiana zachowań wyborczych kobiet, gremialnie głosujących kiedyś na konserwatystów i chadecję, a obecnie coraz chętniej oddających głosy na lewicę. Również w  samej CDU/CSU konserwatyści tracili teren, dzisiaj oblicza się, że tylko 1 członków CDU to ludzie &#8222;świadomi tradycji&#8221;, a więc konserwatyści, 75 procent z nich to ludzie powyżej sześćdziesiątki, jedynie 10% ma mniej niż 50 lat. Realistycznie patrząc, nie można się spodziewać, że z tej grupy mogłyby wyjść jakieś znaczące polityczne impulsy. Merkel wszystko to na zimno przekalkulowała, wyciągnęła wnioski i spisała tę grupę na straty. Nawet gdyby powstał jakiś ruch alternatywny na prawicy, to nic by się zasadniczo nie zmieniło, ponieważ europejskie grupy protestu zyskują przede wszystkim w elektoracie lewicowym i socjaldemokratycznym, i poza kwestią imigracji mają one niewiele wspólnego z konserwatyzmem.</p>
<p>Chrześcijański konserwatyzm, który zdominował pierwsze dziesięciolecia RFN faktycznie rozpadł się jako siła polityczna i nie ma już żadnego politycznego znaczenia. To nie rebelianci 68 roku spowodowali ten upadek, oni jedynie przewrócili olbrzyma, stojącego na glinianych nogach. W ostatecznym rozrachunku nie partie i rządy określają przyszłość społeczeństwa, lecz suma życiowych decyzji, podejmowanych każdego dnia przez miliony ludzi. Jeśli odwracają się oni od określonego stylu życia i określonych wartości, to żaden rząd na świecie im w tym nie przeszkodzi. I musi to mieć określone polityczne skutki, konkluduje Bökenkamp.</p>
<p>W przypadku Merkel mielibyśmy zatem do czynienia z &#8222;kobietą bez właściwości&#8221; stojącą na czele &#8222;partii bez właściwości&#8221; nie posiadającej żadnego ideowego rdzenia, której jedynym lepiszczem byłby ewentualnie maksymalnie rozwodniony, do niczego niezobowiązujący quasi-chrześcijański socjalizm, odziedziczony przez Merkel po ojcu i jego kolegach. Jak sformułował to Ansgar Lange, CDU to partia, w której zapomnieniu o własnych tradycjach i  wyschnięciu ideowych korzeni towarzyszy &#8222;absolutny&#8221; pragmatyzm. Angela Merkel, potrafiąca przy każdej okazji wyprodukować taśmowo serię doskonałych banałów, frazesów niedoścignionych w swojej całkowitej beztreściowości, doskonale nadaje się do przewodzenia tej partii. Ideowe i moralne poglądy służą jej wyłącznie jako środki do osiągnięcia celów politycznych (utrzymania władzy).</p>
<p>Ale czy rzeczywiście jest tak, jak uważa Gérard Bökenkamp, że rządy Merkel to zmaterializowana próżnia? Czy naprawdę trafny jest kierowany wobec niej zarzut totalnej bezideowości? André F. Lichtschlag jest wprawdzie przekonany, że rządzi nią wyłącznie bezgraniczny oportunizm, ale jednocześnie przypomina jak to dwa lata temu zrugała papieża Benedykta XVI i to w sposób, na który nawet Erich Honecker by sobie nie pozwolił &#8211; jako pochodzący z Kraju Saary był chyba na to zbyt katolicki, choć na pewno byłby zadowolony, że jego wychowanka z &#8222;bojowej rezerwy partii&#8221; (Lafontaine dixit) takich skrupułów nie ma. Nic dziwnego, że cytowany wyżej prezes Niemieckiego Związku Nauczycieli Josef Kraus oburzał się, iż ataki Merkel na papieża to &#8222;niewiarygodna bezczelność&#8221;: &#8222;To niesłychane na co sobie pozwala ta córka pastora&#8221;. Ale Merkel nie wymyślała papieżowi z pozycji protestanckich, chodzi tu, zdaniem Lichtschlaga, o sprawę znacznie poważniejszą: Merkel, besztając głowę Kościoła katolickiego robi to jako kapłanka nowej teokracji. Papież, pisze Lichtschlag, jest jednym z ostatnich obrońców narodów przed tą nową teokracją o wyraźnie totalitarnych rysach. Angela Merkel, owa jak ją niektórzy w Niemczech nazywają &#8222;Donna Andżela&#8221;, &#8222;mateczka federalna&#8221;, &#8222;TW Erika&#8221; nie jest więc &#8222;kobietą bez właściwości&#8221;, ale wyznawczynią, i to żarliwą, jakiejś nowej religii, stojącej wyżej niż luteranizm jej ojca czy katolicyzm Benedykta XVI.</p>
<p><b>Tomasz GABIŚ</b></p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;</p>
<p class="info"><strong>Pierwodruk</strong>: Arcana, 2012, nr 102. Więcej ciekawych tekstów Tomasza Gabisia na stronie prywatnej <a href="http://www.tomaszgabis.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><b>www.tomaszgabis.pl</b></a></p>
<p class="note"><strong>Tomasz GABIŚ</strong> (ur. 1955) &#8211; publicysta i myśliciel konserwatywny, wybitny znawca problematyki niemieckiej. Od kilku lat identyfikuje siebie jako postkonserwatysta. Ukończył germanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. W latach 80. XX wieku działał w opozycji. W 1987 roku był jednym z sygnatariuszy aktu założycielskiego Unii Polityki Realnej. Działał w niej do połowy lat 90. W tym okresie publikował również artykuły w tygodniku <i>Najwyższy CZAS!</i>. W latach 1991-2003 był redaktorem naczelnym pisma <i>Stańczyk</i>. Członek honorowy Organizacji Monarchistów Polskich i Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Publikuje w <i>Nowym Państwie</i>, <i>Arcanach</i>, <i>Obywatelu</i> i <i>Opcji na Prawo</i>.</p>
<p class="thanks">Dziękujemy panu Tomaszowi Gabisiowi za zgodę na przedruk tekstów na naszym portalu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/angela-merkel-mateczka-federalna-i-cesarzowa-europy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Janusz Sanocki: Upadek Polski</title>
		<link>https://koszalin7.pl/janusz-sanocki-upadek-polski/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/janusz-sanocki-upadek-polski/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 19 Jan 2012 10:22:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/01/19/janusz-sanocki-upadek-polski/</guid>

					<description><![CDATA[Państwa polskiego już w zasadzie nie ma. Ta struktura prawno-terytorialna, która nazywa się &#8222;Rzeczpospolita Polska&#8221; (III Rzeczpospolita) trzyma się na]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1189" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/01/sanocki_640px.jpg" border="0" alt="J. Sanocki" title="J. Sanocki" align="left" width="640" height="679" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/01/sanocki_640px.jpg 640w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/01/sanocki_640px-283x300.jpg 283w" sizes="auto, (max-width: 640px) 100vw, 640px" />Państwa polskiego już w zasadzie nie ma. Ta struktura prawno-terytorialna, która nazywa się &#8222;Rzeczpospolita Polska&#8221; (III Rzeczpospolita) trzyma się na dekoracjach &#8211; orle w koronie, paru świętach państwowych, fasadowych instytucjach tzw. &#8222;demokracji&#8221;. Demokracji, w której nie jest możliwa <span id="more-1190"></span>  wymiana „klasy politycznej”, w której media są całkowicie pod kontrolą paru oligarchów, powiązanych z paroma liderami partii politycznych, i w której nie funkcjonuje żaden mechanizm ochrony dobra wspólnego.Ta struktura, jaką jest III RP &#8222;wytwarza&#8221; ok. 40 mld deficytu budżetowego co rok, oprócz długów  zagranicznych i wewnętrznych, które zaciąga najczęściej na spłatę poprzednich długów. Nic więc dziwnego, że zadłużenie, po 22 latach &#8222;transformacji&#8221; przekracza 800 mld zł i nic nie wskazuje, żeby mogło być zredukowane. Nie ma nowoczesnych dróg, rozsypuje się kolej, energetyka nie widziała inwestycji od dwudziestu lat, nie liczą się w świecie polskie uczelnie, nie ma już armii &#8211; bo zawodowa nie powstała, a pobór powszechny został zlikwidowany.</p>
<h3>Tylko dekoracje</h3>
<p><em>Gdy wszystko czerwona zeżarła już pleśń…</em></p>
<p>Demograficznie Polska znika z mapy Europy: mamy najniższy wskaźnik dzietności &#8211; przeciętnie Polka rodzi 1,4 dziecka. Dodatkowo sytuację pogarsza emigracja. W ostatnich latach wyjechało z Polski na stałe milion osób, drugi milion spędza po kilka miesięcy za granicą i zapewne w końcu zakotwiczy tam. Do końca wieku problem Polski rozwiąże się sam. Zostanie nas pięciomilionowa grupa etniczna mówiąca własnym językiem, jak jacyś Serbołużyczanie. I, jak Serbołużyczanie, będziemy mieli swoje dwujęzyczne nazwy miejscowości tudzież godzinę języka ojczystego w szkole. Jednocześnie emigracja odsłania dziwne prawidłowości. Polki w Anglii rodzą dwukrotnie więcej dzieci niż w kraju. Więc to nie lenistwo tylko brak prorodzinnej polityki państwa, niepewność jutra.</p>
<p class="foto">Janusz Sanocki na konferencji Ruchu Obywatelskiego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze w Poznaniu, w lipcu 2005 roku.</p>
<p>Ekonomia państwa trzyma się na dofinansowaniu z Unii (400 mld za 4 lata), zaciąganiu długów (300 mld za 4 lata) i transferze zarobków z zagranicy (ok. 400 mld za 4 lata). A te źródła właśnie zamierzają wyschnąć. Rząd Tuska i Platformy, który przez ostatnie 4 lata nie robił nic, teraz pod wpływem nagle pogarszającej się sytuacji przystąpił do bardzo połowicznych reform. Sięgnął do kieszeni pacjentów, tworząc nową listę leków refundowanych i podnosząc średnie ceny. Przy okazji, chcąc przerzucić część kosztów na lekarzy i aptekarzy, rządzący wprowadzili drastyczne kary za &#8211; nawet drobne &#8211; pomyłki przy wypisywaniu recept i ich realizacji. Wywołało to zrozumiały opór społeczny i pokazało skalę niekompetencji i złej woli rządzących Polską pseudoliberałów.</p>
<p>Sytuację pogarsza gigantyczny rozrost biurokracji &#8211; uniemożliwiającej sprawne rządzenie, a także wszechogarniająca korupcja. Koncerny przekupują decydentów, po to, by potem odbić sobie to na cenach leków, dostaw dla wojska, cenach budowanych dróg.</p>
<p>Na skutek korupcji i niesprawnego rządzenia polskie autostrady są droższe kilkakrotnie od tych budowanych w Niemczech. Dlatego właśnie rząd nie jest w stanie ich w odpowiednim tempie budować. Kompromitacją zakończą się mistrzostwa Europy w piłce nożnej, na które nie będzie jak dowieźć kibiców.</p>
<p>Sytuację w ostatnich latach ratowały dotacje z budżetu Unii Europejskiej oceniane na 400 mld zł, transfer zarobków świeżo upieczonych emigrantów przekazujących pieniądze do Polski (ok. 400 mld) i zaciągnięte przez rząd Tuska pożyczki w kwocie ok. 300 mld &#8211; razem ponad 1,1 bln zł. Ten gigantyczny zastrzyk pieniędzy został w dużym stopniu zmarnowany, roztrwoniony albo w ramach korupcyjnego układu rozkradziony.  Zasilił jednak konsumpcję wewnętrzną i dlatego Polacy nie czują zagrożenia i są zadowoleni z obecnej sytuacji.</p>
<p>Mamy oto sytuację podobną do tej z XVII i XVIII wieku, kiedy w Polsce występował dobrobyt bez bogactwa. Szlachta żyła nad stan, nie inwestując w stan kraju, w armię, w drogi, w sprawne państwo.</p>
<p>Eksploatowała chwilowo dobrą koniunkturę na zboże, a kiedy ta się skończyła, Polska okazała się państwem żenująco słabym w stosunku do sąsiadów, którzy nie zmarnowali czasu. Dalszy ciąg historii znamy &#8211; nastąpiły zabory, bo nikt nie może tolerować w tym miejscu Europy jakiegoś dziadostwa, które nie potrafi wybudować dróg, zapewnić bezpieczeństwa i postępu. I które w dodatku nie potrafi się obronić, bo liczy, że jakoś to będzie. (Przecież jeszcze tak nie było, żeby jakoś tam nie było!)</p>
<h3>Państwo klik</h3>
<p>Paweł Soloch &#8211; ekspert Instytutu Sobieskiego &#8211; opisuje na łamach &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; anomalie systemu tzw. &#8222;mundurowych emerytur&#8221;, które &#8211; przypomnijmy &#8211; wypłacane są wprost z budżetu.</p>
<p class="citate">Sytuacja, w której państwo nie tworzy dla zatrudnionych przez siebie funkcjonariuszy zabezpieczeń emerytalnych w postaci funduszy opartych na systematycznie pobieranych  składkach od wynagrodzeń, jest anachronizmem nie znanym w wysoko rozwiniętych krajach. W przypadku Polski przypomina to bardziej czasy przedindustrialne i bliższe jest systemowi feudalnemu, kiedy to suweren utrzymywał aparat bezpieczeństwa bezpośrednio z pieniędzy ściąganych od swoich poddanych.</p>
<p>  I dalej:  </p>
<p class="citate">Dzisiaj na około 250 tysięcy funkcjonariuszy czynnych w służbie mundurowej przypada około 350 tysięcy emerytów, a całkowita wysokość wypłacanych z budżetu państwa emerytur wynosi ponad 12 mld złotych. Prawo do świadczeń emerytalnych funkcjonariusz nabywa po 15 latach służby. Wtedy mogą być one wypłacane w wysokości 40% podstawy ich wymiaru, wzrastają za każdy dodatkowy rok tej służby o 2,6% i nie mogą przekroczyć 75% podstawy jej naliczania.</p>
<p>Ponieważ emeryturę zawodowy wojskowy, czy policjant, otrzymuje naliczaną w stosunku do ostatniej wypłaty, stałą praktyką jest dokonywanie sztucznych awansów na miesiąc przed odejściem na emeryturę.</p>
<p class="citate">Np. awans na wyższy stopień oficerski i przeniesienie na kierownicze stanowisko z posterunku do komendy wojewódzkiej lub komendy głównej albo ministerstwa może oznaczać wzrost uposażenia o parę tysięcy złotych, a co za tym idzie wzrost wysokości emerytury o 75-80% uzyskanej podwyżki. Taki system sprzyja w oczywisty sposób postawom serwilistycznym wobec zwierzchników i brakowi reakcji na pojawiające się w służbie patologie, o ile mogłoby to pociągnąć za sobą ryzyko konfrontacji z tzw. &#8222;układem&#8221;, decydującym (praktycznie do ostatniego miesiąca służby) o ewentualnej podwyżce emerytury.</p>
<p> Punktem odniesienia staje się nie tyle misja i służba państwu, co utrzymanie możliwie dobrych relacji z bezpośrednimi przełożonymi. W ten sposób o wysokości emerytury funkcjonariusza decyduje nie tyle przebieg całej służby, lecz opinia i dobra wola ostatniego przełożonego. System sprzyja pogłębianiu biurokratyzacji służb. Komendy powiatowe, wojewódzkie, główne oraz ministerstwa są miejscami, w których, dzięki bezpośrednim kontaktom z decydentami, najłatwiej o podwyżki. W naturalny sposób sprzyja to dążeniu wielu funkcjonariuszy do szukania pracy właśnie tam i wykonywaniu czynności czysto urzędniczych, często na sztucznie tworzonych w tym celu stanowiskach, w niewielkim tylko stopniu związanych z misją służby &#8211; pisze autor.</p>
<h3>Gorszo-lepsza wersja PRL</h3>
<p>To tylko wierzchołek „góry lodowej”. Polska – jak długa i szeroka – przedstawia obraz państwa, w które liczne sitwy, zawodowe koterie, rodzinno-towarzyskie klany zagwarantowały sobie przywileje zupełnie im nienależne, nieznane w normalnym, cywilizowanym państwie. W III RP jest ok. 400 limitowanych zawodów – kilkakrotnie więcej niż w innych, najbardziej zbiurokratyzowanych państwach. Szczególnym przykładem jest tzw. „wymiar sprawiedliwości”, całkowicie wyjęty spod jakiejkolwiek kontroli społecznej czy nawet zewnętrznej i oddany w ręce koterii rodzinno-zawodowej prawników. W nowożytnej historii jest to zjawisko bez odpowiednika. Nigdzie indziej władza publiczna nie została w takim stopniu sprywatyzowana co w III RP.</p>
<p>W rezultacie tych patologii ustrojowych mamy sytuację pod wieloma względami gorszą niż w PRL. W PRL istniała – przynajmniej formalnie – niezależna od poszczególnych organów administracji siła polityczna,  nadzorująca i kontrolująca działalność administracji, sądów, adwokatury.</p>
<p>Była to partia komunistyczna. Mankamenty jej władzy i stojącej u jej podstaw ideologii znamy: przemoc, fałszywe założenia gospodarcze, centralne planowanie, podporządkowanie ZSRR. Jednak &#8211; <i>toutes proportions gardées</i> &#8211; był jakiś ośrodek narzucający kierunek marszu, budujący jakieś plany i dbający &#8211; niewątpliwie w sposób ułomny &#8211; o interes państwa polskiego &#8211; tak jak na to pozwalała ideologia. Jednak w miarę jak ideologia okazywała się fałszem i utopią, władza zwierzchnia PZPR zaczynała ciążyć poszczególnym grupom zawodowym.</p>
<p>Bynajmniej nie z tego powodu, że była to władza narzucona, że PRL nie miała suwerenności. Bardziej z powodów materialnych &#8211; lekarze, socjalistyczni menedżerowie, ale także sędziowie, prokuratorzy i funkcjonariusze SB widzieli na jakim poziomie żyją ich odpowiednicy w krajach kapitalistycznych i komunizm zaczynał im ciążyć nie ze względu na swoją niesprawiedliwości i nieludzkość, ale dlatego, że nie dawał dostatecznie kasy. Co mógł ukraść  dyrektor socjalistycznej fabryki? Talon na trabanta! Ile zarabiał sędzia czy funkcjonariusz bezpieki? 100-200 dolarów. Gdzie mógł jechać na wczasy? Do Bułgarii. A jaki dyskomfort &#8211; tłuc opozycjonistów, skazywać niewinnych.</p>
<p>PRL i ZSRR nie zawaliły się bynajmniej na skutek strajków „Solidarności”. Komunistyczne szyldy zostały sprytnie zwinięte w momencie, kiedy dzieci komunistycznej nomenklatury zostały przeszkolone w USA na tamtejszych uniwersytetach, a czerwoni bossowie zostali przekonani, że w ramach &#8222;transformacji&#8221; zostaną właścicielami całego tego burdelu.</p>
<p>Jedynym kosztem, jaki musieli ponieść, to zgoda na fasadową demokrację, która przecież niczym im nie grozi. Zlikwidowano więc partię komunistyczną, odcięto się od ideologii wraz z jej atrybutami, zlikwidowano jakikolwiek ośrodek politycznej władzy zdolny dbać o dobro wspólne Polaków.</p>
<p>W taki oto sposób wylądowaliśmy w lepszo-gorszej wersji PRL. Nikt nam, opozycjonistom tu nie powyrywa paznokci &#8211; bo i po co? Elita władzy została zabezpieczona materialnie przez uwłaszczenie nomenklatury, politycznie &#8211; przez partyjną ordynację wyborczą, która uniemożliwia przejęcie władzy przez naród, i prawnie &#8211; przed odpowiedzialnością za zbrodnie i przekręty transformacji, poprzez oddanie sądów &#8222;swoim&#8221; i ich dzieciom.</p>
<p>Mamy więc lepiej &#8211; bo raz na 4 lata idziemy głosować; chociaż w istocie to nie są wybory, tylko głosowanie na zatwierdzone wcześniej listy. W odróżnieniu od PRL mamy tych list 4, a nie jedną &#8211; wiodącej partii, i to wywołuje złudzenie możliwości wyboru. Ale przecież żadna z oficjalnie działających partii nie zagrozi systemowi. Ba, analitycy zastanawiają się gdzie leży w Polsce ośrodek władzy, bo wobec słabości państwa i jego struktur na pewno nie w Sejmie i w oficjalnych instytucjach. Mamy więc oto demokrację fasadową, gdzie prawdziwa władza sprawowana jest poza społeczną kontrolą, za to z użyciem procedur pseudowyborczych czy pseudosądowych, będących pustym rytuałem.</p>
<p>Jednocześnie nie ma już drastycznych represji wobec opozycjonistów, zastąpiono je represjami łagodnymi, prawie niezauważalnymi, dokonywanymi pod pozorami procedur sądowych, nadużywania kodeksu cywilnego, przy jawnej stronniczości sądów.</p>
<p>Sądy skazują wrogów systemu za „naruszenie dóbr osobistych,  niezależne gazety (nieliczne) płacą z tego tytułu horrendalne odszkodowania, albo wręcz ich dziennikarze ciągani są latami po korytarzach sądowych w błahych sprawach.</p>
<p>Ludzi niewygodnych, mogących zagrozić &#8222;układowi”, ośmiesza i niszczy publicznie zastęp płatnych i &#8222;szczujnych&#8221; dziennikarzy, wysoko opłacanych i będących na służbie „u władzy”. Tak więc system zrezygnował z jawnych, fizycznych represji zastępując je łagodnymi, trudniej zauważalnymi dla opinii publicznej, ale nie mniej skutecznymi.</p>
<p>I to jest pewien postęp w stosunku do PRL. Jakaś ograniczona wolność jednak została tu zaprowadzona. Można wydać ulotkę, można napisać komentarz w internecie, ale już wydawanie lokalnego tygodnika krytycznie patrzącego władzy na ręce będzie spotykało się ze stałym atakiem na dziennikarzy. Sądy będą nękać każdego, kto naruszy zasady. Można też kandydować do samorządu, ale wyposażone w pieniądze i korzystające z ochrony systemu grupy interesów skutecznie blokują doń dostęp.<br /> Zatem, biorąc pod uwagę dbałość o dobro wspólne, państwo polskie utraciło w istocie kierownictwo. </p>
<h3>Jeszcze nam pożyczają</h3>
<p>Fasadowa (ale za to dobrze opłacana) klasa polityczna, wspierana przez dyspozycyjnych (równie świetnie opłacanych) dziennikarzy, zajęła miejsce PZPR, ale odrzucając ideologię odrzuciła jednocześnie obowiązek politycznego kierowania państwem. Tak jest wygodniej – zostały same przywileje bez żadnych zobowiązań. </p>
<p>Stad państwo polskie dryfuje bezwładnie i jest przedmiotem międzynarodowej gry, nie zaś podmiotem.  Nikt też praktycznie nie zamierza dbać o interes wspólny Polaków. </p>
<p>Regułą i hasłem stało się rozdrapywanie wspólnego dobra, żerowanie na państwie, bez patrzenia jakie skutki nawet w najbliższej przyszłości to spowoduje. &#8222;Drzeć do siebie postaw czerwonego sukna, tak by najwięcej w rękach zostało&#8221; &#8211; tak można by określić mentalność pseudoelit politycznych na każdym szczeblu polskiego państwa w trakcie trwającej 22 lata &#8222;transformacji&#8221;.</p>
<p>Ten duch nieodpowiedzialności i destrukcji przenosi się na doły, które zachęcone bezkarnością &#8222;góry&#8221;, chętnie biorą z niej przykład; właściwie dotknął on już wszystkie grupy zawodowe i społeczne.</p>
<p>To szaleństwo przypomina jakiś <i>danse macabre</i> &#8211; makabryczny taniec &#8211; z okresów wielkich katastrof, epidemii dżumy, głodu i wojen. Ale odbywa się w warunkach ciągle jeszcze dobrej koniunktury politycznej i gospodarczej, co usypia Polaków. Wkrótce jednak nadejdzie bolesne obudzenie, bo zasoby właśnie się kończą. Radość ministra finansów, brytyjskiego obywatela Jacka Rostowskiego wzbudza jeszcze fakt, że Polsce udało się sprzedać kolejną transzę obligacji.</p>
<p>To znaczy, że znaleźli się jeszcze lichwiarze, którzy zgodzili się sfinansować kolejne eskapady zbiorowego jaśniepana, jakim jest cała &#8222;klasa polityczna&#8221; III RP. Lichwiarze zawsze chętnie pożyczali, jeśli spodziewali się, że jest co wydrzeć za długi. Jednak tylko jakiś całkowicie nieodpowiedzialny człowiek może widzieć sukces w tym, że musi pożyczać pieniądze. Że przez 22 lata musi te pożyczki zaciągać rok w rok, nie licząc tego, że pozostałe długi spłaca rodowymi srebrami wyprzedawanymi w lombardach. Zaiste wielki to powód do chwały!</p>
<p><b>Janusz Sanocki</b></p>
<p class="note"><b>Janusz SANOCKI</b> (ur. 1954) &#8211; dziennikarz, polityk, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, samorządowiec, były burmistrz Nysy, uczestnik Ruchu Obywatelskiego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, autor książki &#8222;WoJOWnicy&#8221; (2005). 21 sierpnia 2008 rozpoczął protest głodowy przeciwko bezprawiu sądów, prokuratury i policji, głodował 14 dni. Obecnie prowadzi akcję społeczną skupiającą stowarzyszenia obywateli walczących z bezprawiem sądów i prokuratur w komitety referendalne zmierzające do zmian ustrojowych w Polsce &#8211; 3 postulaty: kadencyjność sędziów i prokuratorów wybieranych przez obywateli, wprowadzenie 460 jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, system prezydencki.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/janusz-sanocki-upadek-polski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
