<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Obywatel &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/obywatel/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Sat, 07 Sep 2024 10:53:36 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.1</generator>
	<item>
		<title>Zagłodzić finansowo Polskę&#8230;.</title>
		<link>https://koszalin7.pl/zaglodzic-finansowo-polske/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/zaglodzic-finansowo-polske/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 Aug 2022 14:18:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Latest]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=3742</guid>

					<description><![CDATA[&#8211; Państwa, takie jak Polska i Węgry, trzeba finansowo zagłodzić&#8230; &#8211; te słowa miały paść z ust niemieckiej wiceprzewodniczącej Parlamentu]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-3742"></span></p>
<p><strong>&#8211; <em>Państwa, takie jak Polska i Węgry, trzeba finansowo zagłodzić&#8230;</em> &#8211; te słowa miały paść z ust niemieckiej wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Katariny Barley. Niemieccy historycy: prof. Götz Aly, prof. Christian Gerlach i dr Christian Packheiser, dokładnie opisali mechanizm finansowego głodzenia Polski i innych podbitych przez Niemcy krajów.</strong></p>
<p>Napoleon mówił, ze do wygrania wojny potrzeba trzech rzeczy: po pierwsze – pieniędzy, po drugie – pieniędzy, po trzecie – pieniędzy. Hitler, rozpętując najkosztowniejszą wojnę świata, potrzebował po pierwsze i po setne pieniędzy. Zorganizowana grabież krajów okupowanych umożliwiła III Rzeszy uzyskanie kwoty &#8211; licząc bardzo ostrożnie &#8211; minimum 2 bilionów euro. Beneficjentami gigantycznego rabunku nie była tylko niemiecka machina wojenna, ale cały naród niemiecki. Większa część łupów szła na finansowanie wojny, reszta została redystrybuowana do niemieckich obywateli w postaci zwolnień podatkowych, świadczeń socjalnych, podwyżek płac, wczasów pracowniczych, sztucznie zaniżonych cen towarów.</p>
<p><em><strong>&#8222;Wojna żywi wojnę!&#8221;</strong></em> &#8211; taką dewizę wyznawał Hermann Göring, który wśród wielu zajmowanych stanowisk, pełnił również funkcję ministra ekonomii w rządze Adolfa Hitlera (1933-1945). Oznaczało to, że wojska w krajach okupowanych i na froncie mają wyżywić się same, bezlitośnie eksploatując podbite tereny. <em><strong>&#8222;Jeśli ktoś ma głodować, to nie powinien to być Niemiec, tylko ktoś inny&#8221;</strong></em>. <em><strong>&#8222;Jest mi obojętne, że ludzie przewracają się tam (na terenach okupowanych) z głodu. Niech się przewracają, byle tylko z głodu nie przewracał się żaden Niemiec&#8221;</strong></em>. Wtórował mu naczelny kwatermistrz armii Eduard Wagner: <em><strong>&#8222;Armia powinna żywić się kosztem kraju, w którym przebywa, aby tym samym oszczędzić kraj ojczysty&#8221;</strong></em>.</p>
<p>Jeszcze przed wybuchem wojny <em><strong>&#8222;rząd niemiecki zamienił finanse publiczne w weksel, który miał pokrycie tylko w łupie zdobytym w nadchodzącej wojnie rabunkowej&#8221;</strong></em> (Götz Aly). Rabunek był zaplanowaną, powszechną i tolerowaną normą w krajach podbitych i okupowanych.</p>
<p>Kto w Polsce dzisiaj pamięta, że za okupację niemiecką i terror musieliśmy Niemcom&#8230; zapłacić? Götz Aly pisze, że Generalna Gubernia (część terytorium Polski pod administracją niemiecką, nie włączona do Rzeszy) &#8222;nie była oficjalnie okupowana, lecz znajdowała się <em><strong>&#8222;pod ochroną militarną&#8221;</strong></em> i musiała za to słono płacić &#8211; nazywało się to <em><strong>„daniną na rzecz obrony”</strong></em> (<em>Wehrbeitrag</em>). W 1941 roku zapłacono Niemcom – 0,5 mld zł, w 1942 – 1,3 mld zł, a w 1943 – 3 mld zł. Dodatkowo Wehrmacht wystawiał Generalnej Guberni rokrocznie rachunki za swą służbę i utrzymanie stacjonujących żołnierzy, np. w 1942 roku zapłacono 100 mln zł za 400 tysięcy żołnierzy, których w rzeczywistości było&#8230; 80 tysięcy. <em><strong>&#8222;Armia wykorzystywała te pięciokrotnie zawyżone wpływy do pokrycia swych potrzeb w zakresie artykułów spożywczych i innych towarów, czego konsekwencją było to, iż miejscowa ludność cierpiała na brak zboża, ziemniaków, mięsa&#8230;&#8221;</strong></em> &#8211; pisze Götz Aly.</p>
<p>Trudno wymienić wszystkie metody grabieży, pomysłowość Niemców była tutaj niewyczerpana. Bank emisyjny w Polsce musiał każdy gram złota oddać bankowi Rzeszy. To samo dotyczyło wszelkich dewiz. Niemcy nie płaciły w praktyce za dostarczane do Rzeszy surowce i towary, a obciążenia podatkowe i opłaty rosły w zastraszającym tempie. Robotnicy przymusowi w Rzeszy, niezależnie od swych niewolniczych zarobów, bez własnej wiedzy byli obdzierani ze składek na fundusz rentowy i ubezpieczenia. Profesor Aly ocenił, że na samych robotach przymusowych Niemcy zarobiły równowartość 130 miliardów euro.</p>
<p>W styczniu 1943 roku minister finansów Rzeszy zażądał, <strong><em>&#8222;aby dwie trzecie budżetu Generalnego Gubernatorstwa przekazane zostało na potrzeby Rzeszy&#8221;</em></strong> jako składka na pokrycie kosztów&#8230; obrony narodowej (<em>Wehrkostenbeitrag</em>). Kiedy wiosną 1944 roku na skutek bombardowań Niemiec przenoszono część fabryk zbrojeniowych na teren okupowanej Polski, wszystkie wydatki związane z budową i produkcją miały być pokryte przez Generalne Gubernatorstwo.</p>
<p>Latem 1942 roku sekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa Herbert Backe ustalił wysokość obowiązkowych dostaw zboża i mięsa przez głodujące Generalne Gubernatorstwo. Drakońska propozycja wywołała protesty nawet Niemców z administracji GG. Backe miał na nie odpowiedź: <em><strong>&#8222;W Generalnym Gubernatorstwie żyje nadal 3,5 mln Żydów. Jeszcze w tym roku Polska zostanie z nich oczyszczona&#8221;</strong></em>.</p>
<p>Niemiecki historyk Christian Gerlach, profesor Uniwersytetu w szwajcarskim Bernie, uważa, że konieczność wyżywienia ludności niemieckiej przyspieszyła wymordowanie europejskich Żydów. Stawia tezę, że skazanie na śmierć milionów ludzi podbitych krajów wynikało z potrzeby utrzymania bilansu żywnościowego w Rzeszy i wyżywienia armii poza nią.</p>
<p>Przywódcy III Rzeszy nie mniej niż wrogów zewnętrznych, obawiali się własnego społeczeństwa i tak zwanego frontu wewnętrznego (<em>Heimatfront</em>), ojczyźnianego. Nie chcieli powtórzenia sytuacji z pierwszej wojny światowej, którą przegrali nie tyle na frontach zewnętrznych, co wewnątrz własnego państwa. Wojska niemieckie dostały &#8222;nóż w plecy&#8221;, jak mówiono po pierwszej wojnie.</p>
<p>Podczas całej pierwszej wojny (1914-1918) poziom życia w Niemczech obniżył się o 65%. Większa część społeczeństwa znalazła się na granicy egzystencjalnego minimum. Przyszedł głód, choroby, zamieszki, rewolta wewnętrzna. Tymczasem podczas II wojny światowej (1939-1945) społeczeństwo utrzymało, a nawet polepszyło poziom życia, pomimo racjonowania żywności. Stało się to możliwe dzięki niespotykanej w dziejach skali rabunku, grabieży, wywłaszczania oraz eksterminacji ludności w Polsce i okupowanych krajach.</p>
<p><strong><em>&#8222;Przyślijcie wszystkie pieniądze jakie macie&#8221;</em></strong> &#8211; pisali niemieccy żołnierze do swoich rodzin w Rzeszy. Racjonowanie żywności i towarów sprawiło, że siła nabywcza pieniądza była tam niewielka. Za to w Generalnym Gubernatorstwie można było kupować żywność za bezcen, dzięki dokonanej przez Niemców dewaluacji złotówki w stosunku do waluty niemieckiej i sztucznemu zaniżeniu jej wartości. Żołnierze dokarmiali swoje rodziny przysyłając miliony paczek. Ich żony wysyłały na front całe listy życzeń towarów, które należy im dostarczyć. Prof. Götz Aly zauważa, że po wybuchu wojny rodziny niemieckich żołnierzy dysponowały nierzadko dochodami większymi niż w okresie pokoju.</p>
<p>Poparcie społeczeństwa niemieckiego dla hitleryzmu i wojny miało swoje mocne podstawy w korzyściach jakie dawały rabunki, kradzieże i grabieże. Urlopy żołnierskie, udzielane według ściśle przestrzeganych harmonogramów, służyły w większym stopniu zaopatrzeniu rodzin w Rzeszy niż wypoczynkowi. Podczas narady u Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu w lipcu 1942 roku zanotowano słowa: <em><strong>&#8222;Patrz na urlopowicza jako na idealny i najprostszy środek transportu i daj mu tyle jedzenia dla jego bliskich, ile tylko może unieść&#8221;</strong></em>. <em><strong>&#8222;Żołnierze stali się uzbrojonymi handlarzami masłem&#8221;</strong></em> &#8211; pisze Götz Aly.</p>
<p>Nowe powojenne Niemcy jako &#8222;państwo dobrobytu&#8221; budowano w dużej mierze na wojennych rabunkach i łupach. W kwietniu 1945 roku brytyjski oficer Julius Posener znalazł się w Kolonii. <em><strong>&#8222;Ludzie wyglądali dobrze &#8211; zaróżowione twarze, weseli, zadbani i całkiem nieźle ubrani&#8221;</strong></em> &#8211; napisał. <strong><em>&#8222;System ekonomiczny, który do samego końca podtrzymywano dzięki milionom obcych rak i poprzez rabunek całego kontynentu, dał właśnie tutaj swoje efekty&#8221;</em></strong>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Tadeusz ROGOWSKI</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Literatura:<br />
1. Götz Aly, &#8222;Hitlers Volksstaat&#8221;. Fischer Verlag Gmbh, Frankfurt am Main 2005. (Polskie tłumaczenie: Wojciech Łygaś, &#8222;Państwo Hitlera&#8221;, Finna, Gdańsk 2006).<br />
2. Christian Gerlach, &#8222;Krieg, Ernährung, Volkermord: Forschungen zur Deutschen Vernichtungspolitik im Zweiten Weltkrieg&#8221;. Hamburger Edition, Hamburg 1998.<br />
3. Christian Packheiser, &#8222;Heimaturlaub&#8221;. Wallstein Verlag, Göttingen 2020.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Opublikowano: 10 października 2020</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/zaglodzic-finansowo-polske/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nie możemy o nich zapomnieć</title>
		<link>https://koszalin7.pl/nie-mozemy-o-nich-zapomniec/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/nie-mozemy-o-nich-zapomniec/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2021 20:47:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Gen. August Fieldorf - "Nil"]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatel]]></category>
		<category><![CDATA[Patriotyzm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=4109</guid>

					<description><![CDATA[Strzebielino koło Wejherowa. Stara wieś kaszubska, przed wojną polska placówka graniczna przy trasie Szczecin-Gdańsk. Tutaj w niedzielę 1 marca 2009]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em>Strzebielino koło Wejherowa. Stara wieś kaszubska, przed wojną polska placówka graniczna przy trasie Szczecin-Gdańsk. Tutaj w niedzielę 1 marca 2009 roku, wyznaczyli sobie spotkanie ci wszyscy, którzy postanowili uczcić pamięć polskich bohaterów &#8211; oficerów Wojska Polskiego pomordowanych w katowniach UB.</em></strong></p>
<p>Jest południe, przed kościołem pw. Św. Maksymiliana Kolbe zaczynają gromadzić się ludzie. Na pobliskim parkingu, ruch. Z autobusów wysiadają osoby w różnym wieku, wśród nich wyróżniają się kombatanci w mundurach. Wyciągają z pokrowców sztandary, zakładają biało-czerwone opaski. Przyjechali z Gdańska, Koszalina, Gdyni, Sopotu, Sławna, Słupska, Darłowa. Uwagę zwraca wspaniale prezentująca się kompania honorowa naszych marynarzy z Wejherowa, obok poczet sztandarowy w niebieskich beretach wystawiony przez wojska lądowe, dalej kombatanci w mundurach ze Związku Żołnierzy Batalionów Roboczych &#8222;Polski Gułag&#8221; w Sławnie.</p>
<p><a href="https://statycz.koszalin7.pl/obyw/patria_001.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>NIE MOŻEMY O NICH ZAPOMNIEĆ &#8211; </strong></a>spotkanie Koszalinian z Marią Fieldorf-Czarską w Strzebielinie koło Wejherowa.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/nie-mozemy-o-nich-zapomniec/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Szkoła gen. Fieldorfa w Bobrowicach</title>
		<link>https://koszalin7.pl/szkola-gen-fieldorfa-w-bobrowicach/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/szkola-gen-fieldorfa-w-bobrowicach/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2021 20:40:17 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Gen. August Fieldorf - "Nil"]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatel]]></category>
		<category><![CDATA[Patriotyzm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=4106</guid>

					<description><![CDATA[Mniej więcej w połowie drogi prowadzącej z Koszalina do Słupska znajduje się historyczne miasto Sławno. Ostatnią miejscowością przed Sławnem, będącą]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-4106"></span></p>
<p>Mniej więcej w połowie drogi prowadzącej z Koszalina do Słupska znajduje się historyczne miasto Sławno. Ostatnią miejscowością przed Sławnem, będącą już dzisiaj przedmieściem uroczego miasteczka, są Bobrowiczki. Wcześniej, nieco w lewo od drogi znajduje się miejscowość Bobrowice. To właśnie tutaj, a nie w wielkim mieście lub metropolii, miejscowe społeczeństwo postanowiło uczcić wielkiego polskiego bohatera nadając imię miejscowej szkole podstawowej. Uroczystość odbyła się 13 października 2005 roku.</p>
<p><a href="http://statycz.koszalin7.pl/obyw/patria_002.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Szkoła gen. Fieldorfa w Bobrowicach</strong></a> – uroczystość nadania Szkole Podstawowej w Bobrowicach imienia Generała Augusta Fieldorfa – „Nila”.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/szkola-gen-fieldorfa-w-bobrowicach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>On wierzył w Polskę</title>
		<link>https://koszalin7.pl/on-wierzyl-w-polske/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/on-wierzyl-w-polske/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2021 00:48:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Gen. August Fieldorf - "Nil"]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatel]]></category>
		<category><![CDATA[Patriotyzm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=4059</guid>

					<description><![CDATA[Młodzież wypełnia sale koszalińskiego kina „Kryterium” do ostatniego miejsca. Śmiech, żarty, w powietrzu fruwają papierki od cukierków, komórki dzwonią bez]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-4059"></span></p>
<p>Młodzież wypełnia sale koszalińskiego kina „Kryterium” do ostatniego miejsca. Śmiech, żarty, w powietrzu fruwają papierki od cukierków, komórki dzwonią bez przerwy. Spiker prosi, żeby zwolnić miejsca dla kombatantów. Część widzów siada na schodkach w przejściu dla publiczności. Rozpoczyna się projekcja filmu o generale Auguście Fieldorfie &#8211; „On wierzył w Polskę”. Sala powoli się wycisza, stopniowo milkną głosy. Na ekranie czarno-białe obrazy starych kronik &#8211; legiony Piłsudskiego, Polska międzywojenna, młodzież powstańcza na barykadach Warszawy, mury więzienne, zdjęcia aresztowanego gen. Fieldorfa, jakieś akta sądowe, cela straceń. Krótka przerwa w projekcji. Drugi film, tym razem kolorowy. Córka gen. Fieldorfa przemierza korytarze i gabinety sądów, zadaje pytania, domaga się odpowiedzi. Końcowa scena &#8211; sędzina wyprasza ją z sali rozpraw. Koniec projekcji, zapalają się światła. Cisza. Na twarzach uczniów powaga, dziewczęta ukradkiem ocierają łzy. Gdzieś w tylnym rzędzie ktoś nieśmiało zaczyna klaskać. Za chwilę cała sala trzęsie się od oklasków.</p>
<style>#jtg-4072 .modula-item .jtg-social a, .lightbox-socials.jtg-social a{ fill: #ffffff; color: #ffffff }#jtg-4072 .modula-item .jtg-social-expandable a, #jtg-4072 .modula-item .jtg-social-expandable-icons a{ fill: #ffffff; color: #ffffff }#jtg-4072 .modula-item .jtg-social svg, .lightbox-socials.jtg-social svg { height: 16px; width: 16px }#jtg-4072 .modula-item .jtg-social-expandable svg { height: 16px; width: 16px }#jtg-4072 .modula-item .jtg-social-expandable-icons svg { height: 16px; width: 16px }#jtg-4072 .modula-item .jtg-social a:not(:last-child), .lightbox-socials.jtg-social a:not(:last-child) { margin-right: 10px }#jtg-4072 .modula-item .jtg-social-expandable-icons { gap: 10px }#jtg-4072 .modula-item .figc {color:#ffffff;}#jtg-4072 .modula-item .modula-item-content { transform: scale(1); }#jtg-4072 .modula-items .figc p.description,#jtg-4072 .modula-items .figc .jtg-description { font-size:14px; }#jtg-4072 .modula-items .figc p.description,#jtg-4072 .modula-items .figc .jtg-description { color:#ffffff;}#jtg-4072.modula-gallery .modula-item > a, #jtg-4072.modula-gallery .modula-item a.modula-item-link, #jtg-4072.modula-gallery .modula-item-content > a:not(.modula-no-follow) { cursor:zoom-in; } #jtg-4072.modula-gallery .modula-item-content .modula-no-follow { cursor: default; } @media screen and (max-width:480px){#jtg-4072 .modula-item .figc .jtg-title {  font-size: 12px; }#jtg-4072 .modula-items .figc p.description,#jtg-4072 .modula-items .figc .jtg-description { color:#ffffff;font-size:10px; }}</style>
<div  id="jtg-4072" class="modula modula-gallery modula-custom-grid" data-config="{&quot;height&quot;:800,&quot;tabletHeight&quot;:800,&quot;mobileHeight&quot;:800,&quot;desktopHeight&quot;:800,&quot;enableTwitter&quot;:false,&quot;enableWhatsapp&quot;:false,&quot;enableFacebook&quot;:false,&quot;enablePinterest&quot;:false,&quot;enableLinkedin&quot;:false,&quot;enableEmail&quot;:false,&quot;randomFactor&quot;:0.5,&quot;type&quot;:&quot;custom-grid&quot;,&quot;columns&quot;:12,&quot;gutter&quot;:9,&quot;mobileGutter&quot;:9,&quot;tabletGutter&quot;:9,&quot;desktopGutter&quot;:9,&quot;enableResponsive&quot;:&quot;0&quot;,&quot;tabletColumns&quot;:&quot;2&quot;,&quot;mobileColumns&quot;:&quot;1&quot;,&quot;lazyLoad&quot;:0,&quot;lightboxOpts&quot;:{&quot;animated&quot;:true,&quot;Thumbs&quot;:{&quot;type&quot;:&quot;modern&quot;,&quot;showOnStart&quot;:false},&quot;Toolbar&quot;:{&quot;display&quot;:{&quot;right&quot;:[&quot;close&quot;]},&quot;enabled&quot;:true},&quot;Carousel&quot;:{&quot;Panzoom&quot;:{&quot;touch&quot;:false},&quot;infinite&quot;:false},&quot;keyboard&quot;:{&quot;Escape&quot;:&quot;close&quot;,&quot;Delete&quot;:&quot;close&quot;,&quot;Backspace&quot;:&quot;close&quot;,&quot;PageUp&quot;:false,&quot;PageDown&quot;:false,&quot;ArrowUp&quot;:false,&quot;ArrowDown&quot;:false,&quot;ArrowRight&quot;:false,&quot;ArrowLeft&quot;:false},&quot;touch&quot;:false,&quot;backdropClick&quot;:false,&quot;l10n&quot;:{&quot;CLOSE&quot;:&quot;Zamknij&quot;,&quot;NEXT&quot;:&quot;Nast\u0119pny&quot;,&quot;PREV&quot;:&quot;Poprzedni&quot;,&quot;Error&quot;:&quot;Nie mo\u017cna wczyta\u0107 \u017c\u0105danej tre\u015bci. Spr\u00f3buj ponownie p\u00f3\u017aniej.&quot;,&quot;PLAY_START&quot;:&quot;Rozpocznij pokaz slajd\u00f3w&quot;,&quot;PLAY_STOP&quot;:&quot;Zatrzymaj pokaz slajd\u00f3w&quot;,&quot;FULL_SCREEN&quot;:&quot;Pe\u0142ny ekran&quot;,&quot;THUMBS&quot;:&quot;Miniaturki&quot;,&quot;DOWNLOAD&quot;:&quot;Pobieranie&quot;,&quot;SHARE&quot;:&quot;Udost\u0119pnij&quot;,&quot;ZOOM&quot;:&quot;Powi\u0119kszenie&quot;,&quot;EMAIL&quot;:&quot;Here is the link to the image : %%image_link%% and this is the link to the gallery : %%gallery_link%%&quot;,&quot;MODAL&quot;:&quot;Mo\u017cesz zamkn\u0105\u0107 t\u0119 zawarto\u015b\u0107 okna modalnego za pomoc\u0105 klawisza ESC&quot;,&quot;ERROR&quot;:&quot;Co\u015b posz\u0142o nie tak. Spr\u00f3buj ponownie p\u00f3\u017aniej&quot;,&quot;IMAGE_ERROR&quot;:&quot;Nie znaleziono obrazka&quot;,&quot;ELEMENT_NOT_FOUND&quot;:&quot;Nie znaleziono elementu HTML&quot;,&quot;AJAX_NOT_FOUND&quot;:&quot;B\u0142\u0105d wczytywania AJAX: Nie znaleziono&quot;,&quot;AJAX_FORBIDDEN&quot;:&quot;B\u0142\u0105d wczytywania AJAX: Zabronione&quot;,&quot;IFRAME_ERROR&quot;:&quot;B\u0142\u0105d wczytywania strony&quot;,&quot;TOGGLE_ZOOM&quot;:&quot;Prze\u0142\u0105cz poziom powi\u0119kszenia&quot;,&quot;TOGGLE_THUMBS&quot;:&quot;Prze\u0142\u0105cz miniaturki&quot;,&quot;TOGGLE_SLIDESHOW&quot;:&quot;Prze\u0142\u0105cz pokaz slajd\u00f3w&quot;,&quot;TOGGLE_FULLSCREEN&quot;:&quot;Prze\u0142\u0105cz tryb pe\u0142noekranowy&quot;},&quot;Images&quot;:{&quot;Panzoom&quot;:{&quot;maxScale&quot;:2}},&quot;mainClass&quot;:&quot;modula-fancybox-container modula-lightbox-jtg-4072&quot;,&quot;Html&quot;:{&quot;videoAutoplay&quot;:0,&quot;videoTpl&quot;:&quot;&lt;video class=\&quot;fancybox__html5video\&quot; controls muted playsinline controlsList controlsList=\&quot;nodownload\&quot; poster=\&quot;{{poster}}\&quot; src=\&quot;{{src}}\&quot; type=\&quot;{{format}}\&quot; &gt;  Sorry, your browser doesn&#039;t support embedded videos, &lt;a href=\&quot;{{src}}\&quot;&gt; download &lt;\/a&gt; and watch with your favorite video player! &lt;\/video&gt;&quot;}},&quot;inView&quot;:false,&quot;email_subject&quot;:&quot;Check out this awesome image !!&quot;,&quot;email_message&quot;:&quot;Here is the link to the image : %%image_link%% and this is the link to the gallery : %%gallery_link%%&quot;,&quot;lightbox&quot;:&quot;fancybox&quot;}">

	
	<div  class="modula-items">
		<div class="modula-item effect-pufrobo" data-width="2" data-height="2" >
	<div class="modula-item-overlay"></div>

	<div class="modula-item-content">

				
					<a data-image-id="4067" role="button" tabindex="0" rel="jtg-4072" data-caption="" aria-label="Otwórz obrazek w lightboxie" class="tile-inner modula-item-link"></a>
		
		<img fetchpriority="high" decoding="async" class="pic wp-image-4067"  data-valign="middle" data-halign="center" alt="" data-full="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_01-1.jpg" title="fieldorf_01" width="300" height="203" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_01-1-300x203.jpg" data-src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_01-1-300x203.jpg" data-caption="" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_01-1.jpg 900w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_01-1-300x203.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_01-1-768x519.jpg 768w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" />
		<div class="figc no-description">
			<div class="figc-inner">
															</div>
		</div>

	</div>

</div><div class="modula-item effect-pufrobo" data-width="2" data-height="2" >
	<div class="modula-item-overlay"></div>

	<div class="modula-item-content">

				
					<a data-image-id="4068" role="button" tabindex="0" rel="jtg-4072" data-caption="" aria-label="Otwórz obrazek w lightboxie" class="tile-inner modula-item-link"></a>
		
		<img decoding="async" class="pic wp-image-4068"  data-valign="middle" data-halign="center" alt="" data-full="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_02-1.jpg" title="fieldorf_02" width="300" height="211" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_02-1-300x211.jpg" data-src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_02-1-300x211.jpg" data-caption="" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_02-1.jpg 900w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_02-1-300x211.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_02-1-768x541.jpg 768w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_02-1-130x90.jpg 130w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" />
		<div class="figc no-description">
			<div class="figc-inner">
															</div>
		</div>

	</div>

</div><div class="modula-item effect-pufrobo" data-width="2" data-height="2" >
	<div class="modula-item-overlay"></div>

	<div class="modula-item-content">

				
					<a data-image-id="4069" role="button" tabindex="0" rel="jtg-4072" data-caption="" aria-label="Otwórz obrazek w lightboxie" class="tile-inner modula-item-link"></a>
		
		<img decoding="async" class="pic wp-image-4069"  data-valign="middle" data-halign="center" alt="" data-full="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_03-1.jpg" title="fieldorf_03" width="300" height="221" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_03-1-300x221.jpg" data-src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_03-1-300x221.jpg" data-caption="" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_03-1.jpg 900w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_03-1-300x221.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2021/03/fieldorf_03-1-768x565.jpg 768w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" />
		<div class="figc no-description">
			<div class="figc-inner">
															</div>
		</div>

	</div>

</div>		
	</div>

	
	
	<script type="application/ld+json">
	{
		"@context": "http://schema.org",
		"@type"   : "ImageGallery",
		"id"      : "https://koszalin7.pl/on-wierzyl-w-polske/",
		"url"     : "https://koszalin7.pl/on-wierzyl-w-polske/"
	}

	</script>

	
</div>

<p>Na scenę wchodzi Maria Fieldorf-Czarska, córka legendarnego „Nila”, ta sama, którą przed chwilą widzieli na filmie. Obok niej prof. Bogusław Polak, historyk z Politechniki Koszalińskiej oraz Tadeusz Wołyniec, przewodniczący koszalińskiego Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym, organizator spotkania. Ta sama, pani Maria, którą przed chwilą w filmie wypraszano z sali sądowej. Widzą ją teraz &#8211; pogodną, promieniującą dobrocią i uśmiechającą się do nich. Chłoną jej słowa, kiedy mówi, że nie pragnie odwetu, tylko sprawiedliwości.</p>
<p>Ojca zapamiętała, jako człowieka wesołego, pełnego optymizmu. Choć miał łagodne usposobienie, był jednocześnie wymagający. Uczył dzieci mówienia prawdy, za kłamstwa karał. Córka zapamiętała tablicę, na której ojciec zapisywał dobre i złe uczynki dzieci. Podejście wychowawcze ujawni się jeszcze raz, podczas pobytu w stalinowskim więzieniu, w którym największą troską napawał go los osadzonych tam młodych żołnierzy Armii Krajowej. „On był dla nas podporą, bo my żyliśmy w strasznych czasach” &#8211; mówi pani Maria. Już na pół roku przed aresztowaniem gen. Fieldorfa, jego mieszkanie w Łodzi było pod obserwacją UB. Panią Maria tak się do tego przyzwyczaiła, że do śledzącego ich rodzinę ubeka zaczęła mówić: „Dzień dobry panu”.</p>
<p>10 listopada 1950 roku generał znika. Wychodzi do Prezydium Rady Narodowej w Łodzi, aby stawić się na wezwanie „w sprawie urzędowej”. Dopiero później dowiadują się, że jest osadzony w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie. Janina Fieldorf, żona generała, czyni starania o widzenie z mężem. Miesiącami stoi pod murem, po drugiej stronie ulicy, czekając aż ukaże się strażnik z listą przepustek. Po jakimś czasie zaczynają przychodzić listy od uwięzionego. Zawsze uspokajające, optymistyczne. „Ja czuję się dobrze i jestem najlepszych myśli. Wierzę, że się wszystko wyjaśni i wkrótce zobaczymy się znowu i kto wie &#8211; może na rybki pojedziemy razem” &#8211; pisze w liście do ojca. „Co do mnie, bez większych zmian&#8230; Stan zdrowia znośny. Po staremu kaszel, bóle i zawroty głowy. Nie ma jednak żadnych powodów do niepokoju” &#8211; uspokaja rodzinę. Ostatni list nosi datę 27 lutego 1953 roku. Tak naprawdę napisany został miesiąc wcześniej, ale pani Maria dopisała pionową kreskę do rzymskiej jedynki. W obawie o zdrowie matki, chce ukryć w ten sposób tragiczną prawdę. „O mnie się nie martwcie zupełnie, ani to ulgi nie przyniesie ani też pomoże” &#8211; pisze generał z więzienia.</p>
<p>Generał zostaje skazany na śmierć na mocy dekretu PKWN „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy i zdrajców Narodu Polskiego”. W kwietniu 1952, po ośmiogodzinnej tajnej rozprawie zapada wyrok &#8211; kara śmierci. Kilka miesięcy później sędzina Maria Gurowska napisze opinię: „Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje”. Żona gen. Fieldorfa wspomina: „2 lutego 1953 roku ostatni raz widziałam Emila. Był smutny, serce mi pękało z bólu i rozpaczy”. Strażnik, w przypływie dobroci, na chwilę zostawia ich samych. „Czy wiesz dlaczego mnie skazali?” &#8211; pyta żonę. „Bo odmówiłem współpracy z nimi”. Poleca jej: „Pamiętaj, żebyś nie prosiła ich o łaskę! Zabraniam tego”. Strażnik wraca, widzenie skończone. Generał odwraca się, wychodzi. „Głowę miał pochyloną, ręce w kieszeniach i ani się obejrzał na mnie” &#8211; takiego go zapamiętała.</p>
<p>Generał odmawia złożenia prośby o ułaskawienie. Prośby żony i córek, a także ojca do prezydenta Bieruta zostają odrzucone. Istnieje jeszcze jednak pewna szansa. Żona generała postanawia zwrócić się do żyjącej jeszcze siostry Feliksa Dzierżyńskiego, Aldony Kojałłowiczowej. Staruszka, powodowana dobrą wolą, pisze list do prezesa Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, zawierający pochwałę jej brata, twórcy czerwonego aparatu terroru. „Przez wzgląd na nieposzlakowane imię brata mojego nieodżałowanej pamięci Feliksa Dzierżyńskiego&#8230;” prosi o „osobiste zainteresowanie się tą sprawą i po zapoznaniu sie z nią o wyrażenie swojego poglądu co do zasadności stawianych zarzutów”. Rano, 24 lutego 1953, jak sie później okaże &#8211; w dniu egzekucji, pani Maria idzie do prokuratury, gdzie dowiaduje się, że prośba o łaskę została odrzucona. 27 lutego oficjalnie zostaje poinformowana o wykonaniu wyroku. Kilka dni później, 5 marca 1953, umiera Józef Stalin. Represje łagodnieją, więźniowie polityczni opuszczają więzienia. Nie ma wśród nich generała Fieldorfa.</p>
<p>W 1957 roku następuje umorzenie śledztwa wobec gen. Fieldorfa, z powodu &#8211; jak napisano w piśmie Prokuratury Generalnej &#8211; „braku dowodów winy”. „Ale co to znaczy umorzyć śledztwo, gdy człowiek już nie żyje, już go powieszono?” &#8211; pyta Maria Fieldorf. „To jest jakaś niedorzeczność. Mnie nie chodzi o skazanie ich na więzienie. Powinni stanąć przed sądem, który uzna, że są winni śmierci mojego ojca” &#8211; dodaje. „Dla mnie osobiście nie byłaby to żadna satysfakcja. Uważam jednak, że jest to potrzebne Polsce, jako państwu”. Pełna rehabilitacja gen. Fieldorfa z orzeczeniem, że „nie popełnił on zarzucanej mu zbrodni” nastąpiła dopiero 7 marca 1989 roku, na mocy postanowienia Prokuratora Generalnego PRL. Żaden z prokuratorów, sędziów ani oficerów śledczych nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Wielu dożyło spokojnej starości, pobierając jeszcze w III Rzeczypospolitej wysokie emerytury dla funkcjonariuszy państwowych.</p>
<p>Prokurator Paulina Kern zmarła w 1995 roku w Izraelu, w Polsce zmarli: prokurator Bieniamin Wajblech w 1991 roku i sędzia Igor Andrejew w 1995. Aż do 1998 roku nie można było ustalić miejsc pobytu sędziów Emila Merza i Gustawa Auscalera. Dopiero w 1998 roku z pomocą Interpolu ustalono, że nie żyją &#8211; obaj przed wielu laty zmarli w Izraelu. Nie żyje również sędzina Maria Gurowska. Obecnie jedynym postępowaniem karnym dotyczącym zabójstwa sądowego gen. Augusta Fieldorfa jest śledztwo prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej przeciwko prokurator Helenie Wolińskiej-Brus, od 30 lat zamieszkalej w Oksfordzie, w wielkiej Brytanii. Starania o ekstradycje do Polski okazały się bezskuteczne. [zmarła 26 listopada 2008 w Oksfordzie &#8211; <strong>dop. redakcja portalu K7</strong>]</p>
<p>Alinie Czerniakowskiej, autorka dokumentu filmowego o gen. Nilu udalo się dotrzeć do żyjącego jeszcze wówczas sędziego Igora Andrejewa. Usłyszała: „Niech pani buduje pomnik ze spiżu dla Fieldorfa &#8211; on na to zasługuje”.</p>
<h5>*   *   *</h5>
<p>„Chodziłam po korytarzach sądów i prokuratur w 1951 roku, później chodziłam po 1990 roku, i stwierdzam, że niewiele się zmieniło. W Polsce wciąż mamy <em>wymiar niesprawiedliwości</em>” &#8211; mówi Maria Fieldorf-Czarska. „Nie wiem, czy dożyję czasu, kiedy poznam miejsce, gdzie został pochowany mój ojciec.”</p>
<p>Tekst i zdjęcia:<br />
<strong>Tadeusz Rogowski</strong></p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;</p>
<p><strong>Zdjęcia:</strong></p>
<p><strong>Foto 1.</strong> <i>Maria Fieldorf-Czarska w Koszalinie, 9 października 2003 roku.</i></p>
<p><strong>Foto 2.</strong> <i>Spotkanie w Koszalinie. Od lewej: Maria Fieldorf-Czarska, Tadeusz Wołyniec (Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym), prof. Bogusław Polak (Politechnika Koszalińska), Mieczysław Filipczak (prezes Związku Solidarności Polskich Kombatantów).</i></p>
<p><strong>Foto 3.</strong> <i>Maria Fieldorf-Czarska szybko nawiązała świetny kontakt z młodzieżą, promieniując ciepłem i troską o patriotyczne wychowanie młodego pokolenia. Jedna taka lekcja patriotyzmu wystarczy na całe życie.</i></p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;</p>
<p><em>Spotkanie młodzieży z koszalińskich szkół średnich z Marią Fieldorf-Czarską odbyło się 9 października 2003 roku w Miejskim Ośrodku Kultury w Koszalinie.</em></p>
<div id="ramka_03article">
<p><b>Generał brygady August Emil Fieldorf &#8222;Nil&#8221;</b> (1895-1953) był komendantem Kedywu AK. Wybitny oficer Polskiego Państwa Podziemnego. Od wczesnej młodości walczył ażeby Polska odzyskała niepodległość &#8211; już w 1912 roku był w Związku Strzeleckim, a w 1914 jako żołnierz Pierwszej Kompanii Kadrowej i l Brygady Legionów, był uczestnikiem wojny z bolszewikami (1919-20). W 1919 roku został odznaczony Krzyżem &#8222;Wilno&#8221;, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Krzyżem Niepodległości (1932), Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta (1937), Złotym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari (1944), i wieloma innymi, a Orderem Orła Białego pośmiertnie (2006). W trakcie wojny obronnej 1939 był dowódcą 51 pułku piechoty, a od 1940 w Komendzie Głównej ZWZ, następnie został Inspektorem Obszaru Krakowskiego i Komendantem Obszaru Białostockiego ZWZ-AK. Działał pod pseudonimem &#8222;Nil&#8221;. Od roku 1942 w Komendzie Głównej AK, został członkiem Kierownictwa Walki Podziemnej i szef Kedywu, organizator skutecznego zamachu na Franza Kutscherę. Zostaje komendantem organizacji NIE (jak niepodległość), której celem było przeciwstawienie się sowietyzacji Polski po wojnie. Został aresztowany przez NKWD, nie rozpoznany i zesłany pod Swierdłowsk (1945-47), gdzie dzięki Opatrzności przeżył. Po powrocie z zesłania ujawnił się, po inwigilacji aresztowany przez UB w 1950 roku, był nakłaniany do współpracy z bezpieką. Jednakże jako oficer Wojska Polskiego odmówił. 20 października 1952 roku Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok śmierci wydany przez Sąd Wojewódzki w Warszawie, który został wykonany 24 lutego 1953 w więzieniu na Mokotowie w Warszawie, przez powieszenie. Nie jest znane miejsce pochówku Generała, a żaden z uczestników zbrodni sądowej nie poniósł kary.</p>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/on-wierzyl-w-polske/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Polska 1945 &#8211; jak Feniks z popiołów</title>
		<link>https://koszalin7.pl/polska-1945-jak-feniks-z-popiolow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/polska-1945-jak-feniks-z-popiolow/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 08 May 2020 19:56:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Blogi historyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Historia Polski]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Rogowski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=3211</guid>

					<description><![CDATA[A jednak wyszliśmy z tej wojny jako zwycięzcy! Mimo wszelkich przeciwności losu, mimo rozbioru Polski dokonanego 1 i 17 września]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-3211"></span></p>
<p>A jednak wyszliśmy z tej wojny jako zwycięzcy! Mimo wszelkich przeciwności losu, mimo rozbioru Polski dokonanego 1 i 17 września 1939 roku przez dwa sąsiadujące z Polską totalitaryzmy, mimo strasznych cierpień, ogromu ofiar, mimo zniszczenia Warszawy, mimo zdrady Zachodu w Teheranie i Jałcie, mimo wyznaczania naszych granic przez możnych tego świata za pomocą&#8230; zapałek. Jaki inny naród w tych warunkach mógłby wstać z kolan i zacząć żyć na nowo? Jesteśmy narodem o niespotykanej sile i woli przetrwania.</p>
<p>Polska nie została zdradzona przez aliantów w Jałcie, ale już znacznie wcześniej &#8211; w Teheranie, a nawet jeszcze wcześniej &#8211; na Konferencji moskiewskiej. Jałta była już tylko konsekwencją Teheranu. Kiedy jednak w Jałcie alianci cynicznie grali polską kartą dla własnych korzyści, na froncie wschodnim, na Pomorzu walczyła już cała armia Wojska Polskiego, druga osłaniała operację pomorską &#8211; a obie już za kilka miesięcy walnie przyczynią się do integracji z Polską przyznanych nowych terenów, stanowiących 1/3 terytorium dzisiejszego Kraju. Polacy na wszystkich frontach II wojny światowej, od pierwszego do ostatniego dnia wojny, zawsze przeciwko Niemcom, świadomi wiarołomności swoich aliantów &#8211; szli, walczyli i ginęli za wolność swej Ojczyzny. Straciliśmy tereny na wschodzie, straciliśmy Wilno i Lwów, a także ogromne obszary, na których Polacy byli często w mniejszości. Powojenna Polska w stosunku do II Rzeczypospolitej skurczyła się o 77 024 km2, czyli więcej niż wynosi łączna powierzchnia Holandii i Belgii.</p>
<p>Co zyskaliśmy? Przede wszystkim ocaliliśmy naszą państwowość, odzyskaną zaledwie w 1918 roku, co dziś wydaje się naturalne, ale na początku wojny nie było takie oczywiste. Polska, przy ograniczonej niepodległości i suwerenności na rzecz wschodniego mocarstwa, odrodziła się w sercu Europy jako powszechnie uznawany byt państwowy, podmiot prawa międzynarodowego. Zyskała granicę na Odrze i Nysie, Pomorze, Dolny Śląsk i Prusy Wschodnie, miasta Gdańsk, Wrocław, Szczecin, Koszalin i Olsztyn, szeroki ponad 600-kilometrowy dostęp do morza z wieloma portami. Zyskała korzystny kształt granic państwowych i stała się krajem jednolitym narodowo, szanującym prawa nielicznych w porównaniu z II Rzeczpospolitą mniejszości narodowych. Niezwykła determinacja i ogrom ofiary tamtego pokolenia Polaków przyniosły odrodzenie Polski, chociaż na czasy pełnej wolności trzeba było jeszcze poczekać. Polacy stanęli do pokojowej odbudowy swego kraju, podnieśli z gruzów zrównaną z ziemią Warszawę, zrujnowany przemysł, zintegrowali z Polską zniszczone i obrabowane Ziemie Północne i Zachodnie. Niezwykła żywotność polskiego Narodu, świadomość historyczna i wiara przodków mimo prób narzucenia ateizmu państwowego, stały się fundamentem nowej Polski. Wbrew spotykanym dzisiaj opiniom, wygłaszanym głównie na użytek polityki, wbrew wszelkim przeciwnościom, w ostatecznym bilansie wyszliśmy z tej wojny jako zwycięzcy.</p>
<p>O wielu sprawach musimy jednak pamiętać i traktować je jako przestrogę. Nie tylko o zależności od Związku Sowieckiego i narzuconym niechcianym systemie, o czym chętnie mówią dziś politycy, ale i o zdradzie Zachodu, o czym politycy-koniunkturaliści nie chcą pamiętać. Emigracyjny historyk Władysław Pobóg-Malinowski pisze w &#8222;Najnowszej historii politycznej Polski&#8221;, że alianci zachodni po uchwaleniu pełnych &#8222;mądrości politycznej i szlachetności&#8221; aktów: Lend-Lease Act, czy Karty Atlantyckiej duchem nawiązującej do słynnych &#8222;Czternastu punktów Wilsona&#8221; z 1918 roku, szybko porzucili postawę moralną.</p>
<p><em><strong>&#8222;Już po roku &#8211; pisze historyk &#8211; ci sami ludzie staczać się zaczną w dół i posługując się obłudą, kłamstwem, brutalnością, cynizmem &#8211; frymarczyć będą cudzymi ziemiami, handlować losem narodów, cierpieniem, łzami milionów płacić za pozory własnych zysków krótkowzrocznie, egoistycznie, bez miłosierdzia dla ofiar, bez skrupułów, bez wyrzutów sumienia&#8221;</strong></em>. Kierując się <em><strong>&#8222;egoizmem narodowym, który w trosce o własne interesy z lekkim sercem poświęca cudze, a obłudę i cynizm, podstęp, matactwo i szalbierstwo łączyć z metodą płaszczenia się, ze szkodą dla własnej ambicji i godności&#8221;</strong></em>.</p>
<p>Odbyły się trzy konferencje tzw. Wielkiej trójki &#8211; przywódców USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR &#8211; konferencja teherańska (listopad-grudzień 1943), konferencja jałtańska (luty 1945) oraz konferencja poczdamska (lipiec-sierpień 1945). Zanim jednak doszło do pierwszego spotkania w Teheranie, odbyła się w październiku 1943 roku mniej znana Konferencja moskiewska, w której uczestniczyli trzej ministrowie spraw zagranicznych trzech koalicyjnych mocarstw: Cordell Hull (Stany Zjednoczone), Anthony Eden (Wielka Brytania) oraz Wiaczesław Mołotow (Związek Radziecki). Było to preludium do spotkania w Teheranie, a dla Związku Sowieckiego stanowiła sondaż przed podjęciem najważniejszych decyzji dotyczących Polski.</p>
<p>Jak pisze Pobóg-Malinowski, w Moskwie <em><strong>&#8222;sprawę polską potraktowali Anglosasi jako kłopotliwą i poruszyli ją z lękliwą oględnością w końcowej fazie konferencji &#8230; w atmosferze znużenia wszystkich po dziesięciu dniach narad&#8221;. </strong></em>Dodatkowo Cordell Hull <em><strong>&#8222;odnieść miał wrażenie, że zasadniczą przeszkodą na drodze do wznowienia stosunków</strong></em> (między ZSRR a Polską, zerwanych po ujawnieniu mordów katyńskich &#8211; dop. TR) <em><strong>jest niechęć rządu polskiego do kompromisu w sprawie granicy&#8221;</strong></em>.</p>
<p>Najciekawsze jednak jest to, co przytacza Churchill w piątym tomie swoich wspomnień, w instrukcji dla ministra Edena na konferencję moskiewską. Stwierdza tam, że przystąpienie Rosji do Karty Atlantyckiej &#8222;oparte jest na granicach z 22 czerwca 1941 roku&#8221;, czyli <em>de facto</em> sankcjonuje i legalizuje rozbiór Polski dokonany we wrześniu 1939 roku przez Niemcy i Rosję. Przypomina też inny fakt, świadczący o tym, że Churchill już w marcu 1942 roku przekonywał Roosevelta, by nie odmawiać Rosji prawa do granic z czerwca 1941 roku. Dalej znajduje się inny, niezwykle intrygujący passus: <em><strong>&#8222;bierzemy również pod uwagę historyczne granice Rosji&#8221;</strong></em>, a więc te z czasów przed wojną roku 1939 i 1914. &#8222;<strong>Nie wiadomo, co miał Churchill na myśli, mówiąc o granicach historycznych Rosji sprzed roku 1914</strong> &#8211; zastanawia się Pobóg-Malinowski. <em><strong>&#8211; Na zachód od granic Rosji z czerwca 1941 pozostawała już tylko ta część Polski, która jako Królestwo wchodziła w skład Rosji carskiej&#8221;</strong></em>. Innymi słowy, gdyby Stalin przycisnął, Anglosasi zgodziliby się na jeszcze większe ustępstwa wobec Polski.</p>
<p>W Teheranie &#8222;dopełniono formalności&#8221; z Polską. Pobóg-Malinowski zapisuje zdumiewające słowa:</p>
<p><strong><em>&#8222;Churchill przy pomocy trzech zapałek, które oznaczać miały Polskę, Niemcy i Związek Sowiecki &#8211; zademonstrował</em> jak sobie wyobraża <em>przesunięcie Polski na zachód</em>. Stalinowi to &#8211; owszem &#8211; <em>podobało się</em>, no i na tym skończyła się pierwsza <em>rozmowa</em> o Polsce. Po tej wstępnej wymianie zdań i poglądów przy użyciu aż trzech zapałek jako instrumentu do przetaczania wielkiego kraju ze wschodu na zachód, wracano do sprawy polskiej jeszcze parokrotnie&#8221;</strong>.</p>
<p>W pewnej chwili Stalin zaczął oskarżać rząd polski. <strong>&#8222;Anglosasi, według Stalina, pojęcia nie mają, co się tam, w tej Polsce, dzieje!</strong> &#8211; pisze Pobóg-Malinowski &#8211; <strong>Zawarte w tym zarzucie bezczelne łgarstwa Stalina zostały przez Roosevelta i Churchilla najpotulniej przyjęte, bez słowa protestu, bez cienia zastrzeżenia, nawet bez wyrazu zdziwienia!&#8221;</strong>.</p>
<p>To w Moskwie i Teheranie zapadły najważniejsze decyzje co do przyszłości Polski. Ustalono nową granicę wschodnią Polski i ZSRR na tak zwanej linii Curzona, dokonano też podziału krajów Europy na alianckie strefy operacyjne. Na mocy międzyalianckich uzgodnień Polska znalazła się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej, co tłumaczy późniejszą niechęć aliantów do udzielania pomocy Powstaniu warszawskiemu. Ustalono też, że radziecka strefa okupacyjna Niemiec przylegać będzie do Polski, przez którą przebiegały linie komunikacyjne do tej strefy, co oznaczało stałą obecność wojsk sowieckich na naszym terytorium i <em>de facto</em> przesądzało o naszym losie państwa o ograniczonej suwerenności.</p>
<p>Podjęto jeszcze jedną zadziwiającą decyzję. Na prośbę prezydenta Roosevelta, ze względu na odbywające się jesienią 1944 roku w USA wybory prezydenckie, postanowiono utajnić porozumienie Wielkiej trójki w kwestii polskiej. Amerykanin potrzebował jeszcze 6-7 milionowej Polonii do wygrania wyborów. Sprzedaną Polskę trzeba było wykorzystać do końca. Dwaj partnerzy Roosevelta skwapliwie przytaknęli, rozumieli się doskonale.</p>
<p><strong>Tadeusz ROGOWSKI</strong></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/polska-1945-jak-feniks-z-popiolow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Uwarunkowania polityki historycznej na Ziemiach Zachodnich i Północnych</title>
		<link>https://koszalin7.pl/uwarunkowania-polityki-historycznej-na-ziemiach-zachodnich-i-polnocnych/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/uwarunkowania-polityki-historycznej-na-ziemiach-zachodnich-i-polnocnych/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Nov 2019 00:22:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Latest]]></category>
		<category><![CDATA[Myśl zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatel]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=2525</guid>

					<description><![CDATA[W Polsce występują różne wspólnoty pamięci. Ich wielość wynika z różnorodnych uwarunkowań historycznych i regionalnych. Zadziwiająca jest np. żywotność podziałów]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2525"></span></p>
<p>W Polsce występują różne wspólnoty pamięci. Ich wielość wynika z różnorodnych uwarunkowań historycznych i regionalnych. Zadziwiająca jest np. żywotność podziałów z okresu rozbiorów. Odrębną wspólnotę pamięci tworzą obywatele polscy będący członkami mniejszości narodowych, etnicznych, językowych, kulturowych, wyznaniowych oraz regionalnych. Swoją specyfikę posiadają Ziemie Odzyskane/Ziemie Zachodnie i Północne.</p>
<p>Władze Polski Ludowej (1945-1989), podobnie jak i III RP po 1989 r. realizowały tu odrębną od reszty kraju politykę historyczną. Wynika ona z następujących uwarunkowań historycznych:</p>
<p>1. Na Ziemiach Zachodnich i Północnych władze nie mogły się odwoływać do „ogólnopolskiego kanonu tradycji”, gdyż ziemie te przez setki lat nie przynależały do państwa polskiego. Trudno było np. w Szczecinie czy Wrocławiu sięgać do tradycji I i II Rzeczypospoliej, kolejnych powstań narodowych czy walk zbrojnych i okupacji z lat drugiej wojny światowej. Z tego względu nawiązywano do tradycji Polski Piastowskiej oraz ówczesnych zmagań zbrojnych z udziałem wojsk polskich, które miały miejsce na tych terenach, np. organizowano uroczystości upamiętniające bitwę pod Cedynią (24 czerwca 972 r.) i pod Legnicą (9 kwietnia 1241 r.). Szczególne znaczenie przypisywano obchodom bitwy pod Grunwaldem (15 lipca 1410 r.). W ten kanon uroczystości wpisywały się rocznice związane z walkami I Armii Wojska Polskiego w 1945 r. o Kołobrzeg i Wał Pomorski oraz podczas forsowania Odry w „zwycięskiej drodze na Berlin”.</p>
<p>2. Brak wyrazistych tradycji walki o niepodległość i suwerenność państwa polskiego, jakie miały miejsce na Ziemiach Dawnych np. w okresie zaborów, był „rekompensowany” odwoływaniem się do tradycji walki o utrzymanie polskości w państwie pruskim/niemieckim. Nawiązywano do działalności ruchu polskiego z XIX i XX wieku, np. eksponując aktywności polskich partii politycznych, polskiego szkolnictwa i życia kulturalnego (czytelnictwo książek i czasopism, biblioteki itp.). Honorowano działaczy zasłużonych dla polskości. Przypominano o różnych formach działalności Związku Polaków w Niemczech z okresu międzywojennego oraz prześladowaniach i eksterminacji wielu jego aktywistów w III Rzeszy.</p>
<p>3. Usunięcie dawnych niemieckich mieszkańców z przestrzeni społecznej Ziem Zachodnich i Północnych spowodowało przerwanie łańcucha przekazu historycznego. Z tego względu tylko wyjątkowo organizowano uroczystości nie nawiązujące bezpośrednio do polskich tradycji. Zwłaszcza podczas imprez związanych np. z rocznicami lokacji miast nie zawsze można było odwołać się do tradycji polskich. Ograniczona także była liczba polskich bohaterów o zasięgu ponadlokalnym i regionalnym (np. Mikołaj Kopernik i Ignacy Krasicki na Warmii czy Stanisław Staszic w Pile).</p>
<p>4. Na Ziemiach Zachodnich i Północnych inny wymiar niż w Polsce Centralnej przybierały rocznice „wyzwolenia” miejscowości przez wojska radzieckie i niekiedy także polskie. Wydarzenia te stanowiły zazwyczaj wyraźną cezurę w dziejach lokalnej społeczności, stanowiąc początkowo jedyną „rocznicę polską”, z którą można było się utożsamiać.</p>
<p>5. Dla nowych mieszkańców przybyłych na „poniemieckie ziemie” ważnym elementem procesu zakorzenienia była kwestia możliwości odwołania się do polskości tych obszarów. Istotną rolę pełniła tu ideologia zachodnia i mitologia „powrotu” na Ziemie Piastowskie, będąca integralną częścią polskiej myśli zachodniej sprzed 1945 r. Takie pojęcia, jak „Ziemie Macierzyste” czy „Ziemie Odzyskane”, stwarzały przesłanki do przełamywania poczucia obcości, ułatwiały tworzenie się świadomości „bycia na swoim i u siebie”, niezależnie od trafności historycznej tych pojęć. Odwoływanie się do ideologii Ziem Odzyskanych miało inne uzasadnienie w przypadku ziem, które przed pierwszym rozbiorem (1772 r.) wchodziły w skład I Rzeczypospolitej, np. ziemia człuchowska, wałecka, złotowska, babimojska, wschowska czy też Pomorze Gdańskie lub Warmia, niż w odniesieniu do leżących poza jej ówczesnym obszarem Pomorza Zachodniego, Dolnego Śląska czy Mazur.Ważnym czynnikiem polityki historycznej na ZZiP była i jest ideologia pionierska, bazująca na aktywności społecznej i obywatelskiej na rzecz przejęcia, odbudowy, zagospodarowania i zintegrowania tych ziem z resztą kraju.</p>
<p>6. Na Ziemiach Nowych inne znaczenie niż na Ziemiach Dawnych posiadają tradycje Kresów Wschodnich oraz wielu mniejszości narodowych i etnicznych. Wynika to z faktu, iż na ZZiP wskutek wyroków historii trafiła większość „polskich wypędzonych” z Wileńszczyzny czy Galicji Wschodniej. Na ziemie te w wyniku Akcji „Wisła” z 1947 r.został także wysiedlony ogół polskich Ukraińców i Łemków (największe skupiska tej ludności znajdują się na Warmii i Mazurach, Pomorzu Zachodnim oraz na Ziemi Lubuskiej). Główne skupisko mniejszości niemieckiej znajduje się na Śląsku Opolskim. Swoje tradycje i odrębność posiadają Kaszubi, Mazurzy, Warmiacy i Ślązacy.</p>
<p>7. Społeczności postmigracyjne Ziem Zachodnich i Północnych częściej niż mieszkańcy innych regionów Polski buntowali się przeciw władzy komunistycznej. Dobitnym tego przykładem jest skala protestów robotniczych z grudnia 1970 r. i sierpnia 1980 r. w Szczecinie, Gdańsku i Elblągu czy też powstanie „solidarnościowych twierdz oporu” po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. (np. we Wrocławiu). Wydarzenia te weszły na trwałe do mitologii narodowej. Mniej znane są np. „zajścia zielonogórskie” z 30 maja 1960 r.</p>
<p>Polityka historyczna w odniesieniu do Ziem Zachodnich i Północnych winna także uwzględnić odrębności wynikające z wielości dziedzictwa kulturowego tych ziem przed 1945 r., jak i po tej przełomowej dacie symbolizującej zakończenie drugiej wojny światowej. Jest to dziedzictwo europejskie, środkowoeuropejskie, niemieckie, polskie (m.in. Kresów Wschodnich czy też francuskich i rumuńskich repatriantów, Sybiraków), czeskie, rosyjskie (staroobrzędowcy na Mazurach), śląskie, kaszubskie, warmińskie, mazurskie, żydowskie, ale także ukraińskie i łemkowskie, romskie czy też greckich i macedońskich uchodźców politycznych. Na ZZiP znajdują się miejsca kultu wielu wyznań: katolików, protestantów, grekokatolików, prawosławnych, staroprawosławnych, wyznawców judaizmu i islamu. Nie sposób nie uwzględnić także konsekwencji wynikających z wkroczenia do Polski w 1945 r. Armii Czerwonej oraz istnienia na tych terenach do 1993 r. licznych garnizonów Armii Radzieckiej i Federacji Rosyjskiej (np. w Legnicy, Bornem Sulinowie czy Świnoujściu).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tekst ten stanowi fragment przygotowywanej do druku książki pt. <em>Nowe społeczeństwo Ziem Zachodnich i Północnych 1945-2020</em>.</p>
<p>Tezy zawarte w tekście wyrażają jedynie opinie autora.</p>
<p><strong>Andrzej Sakson</strong> &#8211; prof. dr hab., pracownik Instytutu Zachodniego i Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, socjolog, zainteresowania badawcze: stosunki polsko-niemieckie, migracje, mniejszości narodowe i etniczne.</p>
<p><strong>Źródło</strong>: Biuletyn Instytutu Zachodniego Nr 38(412)/201926.11.19</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/uwarunkowania-polityki-historycznej-na-ziemiach-zachodnich-i-polnocnych/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Biskup Ignacy Dec &#8211; trzy filary cywilizacji chrześcijańskiej</title>
		<link>https://koszalin7.pl/biskup-ignacy-dec-trzy-filary-cywilizacji-chrzescijanskiej/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/biskup-ignacy-dec-trzy-filary-cywilizacji-chrzescijanskiej/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 18 Jul 2019 01:07:59 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatel]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=2648</guid>

					<description><![CDATA[Przypomnijmy, że cywilizacja chrześcijańska, w ramach której funkcjonuje Kościół katolicki, wspiera się na trzech głównych filarach: greckiej filozofii, rzymskim prawie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2648"></span></p>
<p>Przypomnijmy, że cywilizacja chrześcijańska, w ramach której funkcjonuje Kościół katolicki, wspiera się na trzech głównych filarach: greckiej filozofii, rzymskim prawie i judeochrześcijańskiej religii. Wszystkie te filary są dzisiaj w różny sposób podcinane i osłabiane.</p>
<p><strong>FILAR FILOZOFII – NAUKI</strong><br />
Dzisiejsza nauka, niestety, nie wyzwoliła się od wpływów ideologii. W mediach liberalnych, jeśli już się coś pisze czy mówi o filozofii, to prezentuje się filozofię liberalistyczną, postmodernistyczną, która zbliżona jest wyraźnie do ideologii, gdyż nie liczy się z faktami i z regułami zdrowego rozsądku. Zachwyca się niektórymi ideami współczesnej pseudo psychologii. Jest to widoczne gołym okiem w ideologii gender i w programach ugrupowań LGBT. Na uniwersytetach pogardza się dziś filozofią klasyczną, która na bazie zdrowego rozsądku i ludzkiego doświadczenia wskazywała w makrokosmosie na Pana Boga a w mikrokosmosie, a w człowieku, na ludzkiego ducha, który zdolny jest do wiedzy i do wiary i cieszy się zdolnością wolnego wyboru. Pamiętajmy, że z promowanych dziś filozofii zranionych różnymi ideologiami i utopiami wyrosły europejskie totalitaryzmy. Nie jest obojętne jaką filozofię aplikujemy do nauk szczegółowych czy do teologii, z jakim obrazem świata, człowieka i Boga. Dużą rolę odgrywają tu pieniądze. Potwierdza się powiedzenie, że gdy pieniądze są na stole, to prawda milczy. Prawdy nie kupuje się za pieniądze. Za pieniądze sprzedaje się kłamstwo. Niestety, proceder ten widoczny jest w niektórych ośrodkach uniwersyteckich, także już w Polsce. Dzieje się niedobrze, gdy nauka poddaje się zniewoleniu ideologicznemu, gdy z grodu nauki usuwa się etykę, uczciwość badawczą i dydaktyczną. Pamiętamy, co się wydarzyło 3 maja br. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie nas, ludzi Kościoła, obrzucono straszliwym błotem.</p>
<p><strong>FILAR PRAWA</strong><br />
Jest on dzisiaj zagrożony przede wszystkim przez lekceważenie a nawet eliminację prawa Bożego: naturalnego i pozytywnego (objawionego), a więc prawa wszczepionego przez Boga w stworzenie, w naturę martwą i żywą – także w człowieka oraz prawa danego w dziejach zbawienia, wśród którego na czoło wysuwa się Dekalog i Ewangelia Chrystusa. Wiemy, że w majestacie prawa nie zakotwiczonego w prawie Bożym, dzieje się wiele zła. W majestacie takiego prawa zmierzały kiedyś pociągi do Auschwitz. Św. Piotr wezwany na przesłuchanie przed Sanhedrynem za głoszenie zakazanej przez prawo nauki Jezusa, odpowiedział: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”(Dz 5,29). Każde prawo ludzkie powinno być zgodne z prawem Bożym: naturalnym i pozytywnym. Dlatego Kościół protestuje, gdy parlamenty czy inne podmioty stanowiące prawo, uchwalają prawa niezgodne z prawem Bożym, z Dekalogiem, np. prawo do aborcji, do zapłodnienia in vitro, prawo do eutanazji, prawo do zawierania związków homoseksualnych. Pamiętamy, że papież Benedykt XVI powiedział podczas wizyty apostolskiej w Niemczech, że gremia, które uchwalają prawo niezgodne z prawem Bożym, zazwyczaj przeobrażają się w bandę przestępczą. Jakież larum podniosły środowiska LGBT, gdy pracownik IKEA wypowiedział się, że promowanie homoseksualizmu, to zgorszenie, i zacytował stosowne fragmenty Starego i Nowego Testamentu dotyczące zgorszenia i homoseksualizmu, za co, jak wiemy, został w trybie natychmiastowym wyrzucony z pracy.<br />
W ostatni czwartek, 11 lipca, zmarł we Francji Vincent Lambert, któremu po wyroku sądu odłączono aparat z pożywieniem. Interweniował papież Franciszek i wiele innych osobistości, żeby człowieka dostępnymi środkami utrzymać przy życiu. Postąpiono jednak inaczej. A ludzie mądrzy mówią, że naród, który nie szanuje życia ludzkiego przygotowuje sobie przedsionek piekła.</p>
<p><strong>FILAR RELIGII CHRZEŚCIJAŃSKIEJ</strong><br />
Od wielu lat Europa odcina się od korzeni chrześcijańskich. Niektórzy europejscy politycy, którzy u nas mają swoich zwolenników, przestrzegają nas przed państwem wyznaniowym. Jednakże, jak się dobrze rozejrzymy, to zauważymy, że w wielu krajach Europy Zachodniej zapanowało państwo wyznaniowe, tyle tylko, że owym wyznaniem nie jest katolicyzm, ale ideologia lewicowo-liberalna, której częścią jest ideologia LGBT. Bogu dzięki – Polska jeszcze temu nie uległa. Piewcy nowego porządku nie ustają jednak w wysiłkach, by i u nas nastała oświecona dyktatura politycznej poprawności.<br />
Innym bardzo niepokojącym zjawiskiem jest publiczne znieważanie tego, co święte w naszej religii katolickiej: Eucharystii, Krzyża, Jasnogórskiej Ikony, urządzanie czarnych marszów, a ostatnio parad równości. Raz po raz pojawiają się sztuki teatralne o antykatolickim przesłaniu, z elementami wyszydzania wartości chrześcijańskich. Z drugiej strony nagłaśnia się tezę, że religia jest sprawą prywatną i w związku z tym nie powinno się w przestrzeni publicznej nosić symboli religijnych, co już tak zdecydowanie zwalczane jest w krajach zachodnich. A my wiemy, że ludzie światli i tolerancyjni nie powinni być wrogami symboli religijnych. Tyle, że tu nie chodzi tak naprawdę o tolerancję ale o narzucanie jedynie słusznego wyznania liberalno-lewicowego. Widzimy jak tolerancję odrywa się dziś od prawdy, a prawda przecież stoi u podstaw wszelkich wartości. Bez prawdy wszystko staje się fałszywe i podejrzane, nawet dobro i piękno, wolność i tolerancja czy nawet miłość. Rozumiemy, dlaczego Chrystus powiedział: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32 ).</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p><strong>Źródło:</strong> Bp Ignacy Dec, fragment homilii wygłoszonej podczas XXVIII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, 14 lipca 2019. <strong>Za:</strong> www.radiomaryja.pl</p>
<p><strong>Zdjęcie:</strong> Bp Ignacy Dec (Zdjęcie z Twittera)</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/biskup-ignacy-dec-trzy-filary-cywilizacji-chrzescijanskiej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy Helmut Kohl był przyjacielem Polski?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/czy-helmuth-kohl-by-przyjacielem-polski/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/czy-helmuth-kohl-by-przyjacielem-polski/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 18 Jun 2017 18:32:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2017/06/18/czy-helmuth-kohl-by-przyjacielem-polski/</guid>

					<description><![CDATA[Zmarł Helmut Kohl, wybitny niemiecki polityk pokolenia powojennego, próbującego po strasznych doświadczeniach II wojny światowej tworzyć nowy ład polityczny w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2209"></span></p>
<p><b>Zmarł Helmut Kohl, wybitny niemiecki polityk pokolenia powojennego, próbującego po strasznych doświadczeniach II wojny światowej tworzyć nowy ład polityczny w Europie. Za jego życia doszło do zjednoczenia Niemiec. Był dobrym politykiem z punktu widzenia&#8230; Niemiec. Nie był &#8222;przyjacielem Polski&#8221;, jak twierdzi obecna proniemiecka propaganda w Polsce. Zmierzmy się z faktami.</b></p>
<p>Jego rząd do końca wspierał finansowo Związek Radziecki, mimo tego, że trwała wojna w Afganistanie. Podczas konferencji „Dwa plus cztery” w sprawie zjednoczenia Niemiec, Polskę – kraj, który poniósł największe ofiary podczas II wojny światowej – znów potraktowano jak klienta wiszącego u klamki mocarstw, wykluczając z grona głównych decydentów. Za jego sprawą 45 lat po zakończeniu kataklizmu jakim dla Polski była napaść Niemiec w 1939 roku i II wojna światowa, Polska musiała ciężko walczyć o potwierdzenie swojej granicy zachodniej i prosić mocarstwa zachodnie o wsparcie. Opracowany przez Helmuta Kohla plan zjednoczenia Niemiec w ogóle nie obejmował kwestii granicy polsko-niemieckiej ani naszego udziału w podejmowaniu kluczowych dla Europy i świata ustaleń. Został wyodrębniony do oddzielnego porozumienia polsko-niemieckiego, którego podstawę stanowił Układ zgorzelecki podpisany z nieistniejącym już dzisiaj NRD. Kohl nie wyraził zgody na wycofanie z Konstytucji Niemiec słynnego artykułu 116, który nawiązuje do granicy Niemiec z 1937 roku, co &#8222;w razie czego&#8221; otwiera drogę do różnych pomysłów rewindykacyjnych.</p>
<h3>Helmut Kohl</h3>
<p>Urodził się w 1930 roku w Ludwigshafen am Rhein (nad Renem) w Nadrenii-Palatynacie w konserwatywno-mieszczańskiej rodzinie katolickiej. Jego starszy brat poległ podczas II wojny światowej, on sam został powołany do Wehrmachtu, ale nie wziął już udziału w walkach. Studiował na Uniwersytecie w Heildelbergu, tam też podjął pracę naukową (nauki polityczne, historia) i doktoryzował się. Wcześnie wstąpił do CDU (chrześcijańska demokracja), dochodząc w 1973 roku do funkcji przewodniczącego tej partii, którym pozostał 25 lat (1998). W 2001 roku przeżył osobistą tragedię, kiedy jego żona Hannelore, z którą miał dwóch synów, popełniła samobójstwo. W 1982 roku został kanclerzem Niemiec, pełniąc tą funkcję nieprzerwanie w ciągu pięciu rządów, aż do 1995.</p>
<h3>Polityka za pieniądze</h3>
<p>W 1984 Kohl przyjął w Bonn &#8222;Honorową Odznakę Związku Wypędzonych&#8221;. Tak zwani „Wypędzeni” stanowili znaczącą część jego elektoratu. W 1989 roku ogłosił w Bundestagu „Dziesięć punktów programowych dotyczących przezwyciężenia podziału Niemiec i Europy”, których nie skonsultował ani z opozycją w Niemczech, ani z innymi państwami. Był to plan zjednoczenia Niemiec, który nie zawierał jednak żadnych propozycji odnośnie ostatecznego uregulowania kwestii granicy polsko-niemieckiej. Polsce wyznaczono rolę biernego obserwatora. Niezadowolenie wyraziły Francja, Wielka Brytania, Włochy, Izrael i ZSRR. Ponieważ jednak USA w pełni poparły plan Kohla, pozostało mu przekonać do siebie Francję i ZSRR. Kanclerz Niemiec po prostu kupił poparcie tych państw, obiecując Francji integrację walutową, i „przekonując” ZSRR gigantyczną pożyczką 5 miliardów marek. Tutaj jednak mała dygresja.</p>
<h3>Ratowniczy ZSRR</h3>
<p>Pomoc udzielona ZSRR nie była przypadkiem odosobnionym. Kiedy na przełomie lat 80. i 90. gospodarkę ZSRR dotknęła zapaść i groził rozpad, Niemcy kanclerza Schmidta, a później Kohla, pośpieszyły z planem ratunkowym sfinansowania gazociągu Jamał, który miał dostarczyć dewiz niezbędnych do utrzymania i modernizacji sowieckiej armii oraz przemysłu, w tym zbrojeniowego. Znawca zagadnień niemieckich prof. Bogdan Musiał, który stawia Niemcom zarzut wspierania, a nawet subwencjonowania reżimów komunistycznych w Europie, napisał, że gdyby te plany zostały zrealizowane, to „Związek Sowiecki i zależne od niego reżimy komunistyczne … niekoniecznie uległyby unicestwieniu w latach 1989-1991”. Po dojściu w 1982 roku Kohla do władzy, już w następnym roku przedstawiciel Deutsche Banku podpisał w Leningradzie umowę na finansowanie projektu gazociągu Jamał na sumę 10 miliardów marek. Tuż przed upadkiem ZSRR, w październiku 1988 roku, rząd Helmuta Kohla udzielił Moskwie kredytu w wysokości 3 miliardów marek zachodnioniemieckich.</p>
<h3>Zjednoczenie Niemiec na warunkach niemieckich</h3>
<p>Przedłożone przez Kohla preliminaria („Dziesięć punktów programowych dotyczących przezwyciężenia podziału Niemiec i Europy”) nie zawierały niestety odniesienia do granic z sąsiadami. W tej sytuacji do akcji weszła polska dyplomacja (minister spraw zagranicznych RP Krzysztof Skubiszewski), która skłoniła prezydenta USA Busha do oświadczenia, że ustalenie granicy na Odrze i Nysie jest warunkiem koniecznym zjednoczenia Niemiec (grudzień 1989). Polonia w USA z Janem Nowakiem-Jeziorańskim, dyrektorem Kongresu Polonii Amerykańskiej, doprowadziła swoimi zabiegami do oświadczenia amerykańskiego Senatu, który zagroził podjęciem rezolucji odmawiającej Niemcom prawa do zjednoczenia do czasu uznania granicy z Polską. W rezultacie tych zabiegów ukazały się oświadczenia Bundestagu i parlamentu NRD, uznające obecny kształt granicy z Polską.</p>
<h3>Sprawa granicy niemiecko-polskiej&#8230; otwarta</h3>
<p>Wydaje się to nieprawdopodobne, ale przedstawiony przez Kohla, &#8222;przyjaciela Polski&#8221; plan zjednoczenia Niemiec w ogóle nie zawierał kwestii granicy na Odrze i Nysie. 45 lat po wojnie, doszło więc do powtórzenia sytuacji z Jałty – mocarstwa miały ponad naszymi głowami decydować o kształcie polskich granic i ponownie decydować bez nas o zasadniczym dla naszej państwowości zagadnieniu. Dla Niemców kwestia granic była&#8230; otwarta. Na szczęście PRL posiadał wyborowe kadry naukowe, zarówno w dziedzinie historii Niemiec i stosunków polsko-niemieckich (Antoni Czubiński, Lech Trzeciakowski, Zygmunt Wojciechowski, Kazimierz Piwarski, Jerzy Krasuski, Gerard Labuda, Michał Sczaniecki, Janusz Pajewski) jak i prawa międzynarodowego (Krzysztof Skubiszewski, czy wywodzący się z przedwojennej dyplomacji Stanisław Nahlik i Jędrzej Giertych). Trudno pomyśleć, jakie byłyby dalsze losy Polski bez tych ludzi. Znakomite kadry przygotował Instytut Zachodni w Poznaniu, którego działalność &#8211; co symptomatyczne &#8211; po 2000 roku była stopniowo wygaszana. Dopiero rząd PiS Beaty Szydło doprowadził do nadania należnej, państwowej rangi Instytutowi (ustawa z 17 grudnia 2015).</p>
<h3>Konferencja „2+4”</h3>
<p>W 1990 roku rozpoczęła się seria negocjacji państw niemieckich (RFN i NRD) i czterech mocarstw koalicji antyhitlerowskiej (USA, ZSRR, Wielka Brytania, Francja), w sprawie ustalenia warunków zjednoczenia Niemiec, nazwana konferencją „Dwa plus cztery”. Między majem a wrześniem 1990 roku odbyły się cztery spotkania (Bonn, Berlin, Paryż, Moskwa). Plan Kohla nie przewidywał udziału Polski. Dopiero na skutek energicznych działań dyplomatycznych Polska w ograniczonym zakresie została dopuszczona do rozmów w konferencji „2+4”, uczestnicząc w jednym z czterech posiedzeń (Paryż). Skubiszewski domagał się również, żeby traktat graniczny wszedł w życie przed traktatem zjednoczeniowym. Tego nie udało się jednak Polsce ugrać.</p>
<p>W ustaleniach konferencji &#8222;2+4&#8221; cztery mocarstwa uznały granice na Odrze i Nysie oraz zawarły postanowienia o jej nienaruszalności. Ponadto granice potwierdzone zostały w układzie zjednoczeniowym, w którym zjednoczone Niemcy m.in. wyrzekły się roszczeń terytorialnych wobec innych państw oraz zobowiązały do niewysuwania ich w przyszłości. W traktacie &#8222;2+4&#8221; &#8222;znalazł&#8221; się również zapis, że po podpisaniu traktatu zjednoczeniowego Niemcy potwierdzą swoją granicę odrębnym układem granicznym z Polską. Traktat taki podpisano 14 listopada 1990 już po zjednoczeniu Niemiec.</p>
<p>Teraz dopiero, każdy może sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Helmut Kohl był &#8222;przyjacielem Polski&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Tadeusz Rogowski</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/czy-helmuth-kohl-by-przyjacielem-polski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Companero Fidel Castro? Presente!</title>
		<link>https://koszalin7.pl/companero-fidel-castro-presente/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/companero-fidel-castro-presente/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 01 Dec 2016 14:56:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2016/12/01/companero-fidel-castro-presente/</guid>

					<description><![CDATA[Zmarł Fidel Castro, kubański dyktator, rewolucjonista i komunista. Fidel – wspólnie z bratem Raulem oraz argentyńskim rewolucjonistą – Che Guevarą]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2168"></span></p>
<p>Zmarł Fidel Castro, kubański dyktator, rewolucjonista i komunista. Fidel – wspólnie z bratem Raulem oraz argentyńskim rewolucjonistą – Che Guevarą – stał na czele rewolucji, która w 1959 r. obaliła proamerykańskiego dyktatora Batistę. Przeprowadził wszystkie klasyczne reformy komunizmu przede wszystkim znacjonalizował całą własność firm zagranicznych – głównie – amerykańskich.</p>
<p>Od rewolucji 1959 r. aż do 2008 – kiedy oddał władzę bratu Raulowi, Fidel rządził jako dyktator Kubą. Zmarł w ubiegły piątek pozostawiając po sobie skomplikowaną pamięć. Dla wielu był uosobieniem wiecznego romantyka, rewolucjonisty, który pokonał amerykański imperializm i wyzwolił swój naród.</p>
<p>Dla innych bezdusznym tyranem. Kuba pod jego rządami, to bowiem kraj gdzie za krytykę władz trafia się do więzienia, gdzie więźniowie polityczni byli brutalnie torturowani i zabijani. Raul Castro i Che Guevara osobiście zabijali politycznych przeciwników. Fidel i jego otoczenie – walcząc o wolność – stworzyli więc nowy porządek, w którym o żadnej wolności politycznej mowy być nie mogło.</p>
<p>Natomiast kapłani rewolucji – w tym sam Fidel cieszyli się pełną wolnością, nawet można by powiedzieć – pełną swobodą. Fidel prowadził bujne życie erotyczne i pozostawił po sobie – jak podaje prasa bulwarowa – 11 dzieci, w większości nieślubnych. Jak pisze dziennikarka Ann Luise Bardach – W 1956 roku w ciąży z Castro były trzy kobiety. Fidel roztaczał wokół siebie nimb rewolucjonisty, romantyka kobiety lgnęły do niego, a on tę sytuację wykorzystywał.</p>
<p>Rewolucjoniści zawsze mieli luźny stosunek do kobiet, a już monogamię jako wymysł burżuazyjny odrzucali całkowicie. Nasz Piłsudski – w czasach, kiedy jeszcze rzucał bomby w PPS też nie był lepszy. Potem – kiedy &#8222;wysiadł z czerwonego tramwaju&#8221; nieco się ustatkował.</p>
<p>Jednocześnie córka Fidela – Alina Fernandez Revuelta – wspomina go jako człowieka zimnego, pozbawionego wręcz ciepła i uczuć. Nie wiadomo jednak czy te relacje nie są napisane pod zamówienie prasy bulwarowej, po to żeby przedstawić dyktatora jako człowieka bez serca. Z drugiej strony trudno utrzymywać ciepłe, osobiste relacje z tuzinem potomstwa, zwłaszcza, kiedy się służy &#8222;permanentnej rewolucji&#8221;.</p>
<p>Lista zarzutów wobec Castro i stworzonego przez niego systemu jest długa, ale trzeba powiedzieć, że nie wszystkie oskarżenia należy traktować bezkrytycznie. Bez wątpienia potworna była (i nadal jest) polityka wewnętrzna, więzienie ludzi o odmiennych poglądach, tortury itd.</p>
<p>Ale krytycy reżimu kubańskiego zarzucają Castro, że wepchnął swój kraj w krańcową biedę. Rzeczywiście na Kubie nie widać na ulicach nowiutkich mercedesów, nie ma kolorowych reklam, nie ma McDonaldsów. Ale czy te zewnętrzne oznaki kapitalizmu stanowią o bogactwie narodu?</p>
<p>Zaskakujące jest spojrzenie na statystyki. Okazuje się bowiem, że Produkt Krajowy Brutto (PKB) na głowę mieszkańca w komunistycznej, rzekomo biednej Kubie osiąga na głowę Kubańczyka 10.200 dolarów rocznie. Tymczasem kapitalistyczna, leżąca obok Dominikana ma tylko 9.600 USD. Nawet Ekwador posiadający ropę naftową ma tylko 8.800 dolarów na głowę.</p>
<p>A pamiętać trzeba, że Kuba do ub. roku objęta była amerykańskim embargiem handlowym, co poważnie hamowało jej gospodarkę. Dane gospodarcze są ciekawe i dla tzw. &#8222;liberałów&#8221; bardzo niewygodne. Okazuje się bowiem, że ekipa Castro popełniając różne paskudne rzeczy, jakoś jednak dbała o dobro swojego narodu. A także i to, że nie do końca jest prawdą, że model całkowitej wolności gospodarczej &#8211; rozumianej jako likwidacja roli państwa w gospodarce &#8211; zawsze i wszędzie się sprawdza. Gdyby tak było Dominikana w PKB biłaby dzisiaj Kubę na głowę. A jest odwrotnie.</p>
<p>I tak oto Fidel Castro odchodząc zostawia po sobie nie tylko listę ofiar &#8211; ale jednak jakieś osiągnięcia, które pozwolą Kubańczykom zachować jednak jego legendę.</p>
<p>Na tym świecie – jak się okazuje i jak pisał poeta – &#8222;nic się nie kończy prostym tak lub nie&#8221;.</p>
<p><b>Janusz Sanocki</b></p>
<p class="note"><b>Janusz SANOCKI</b> (ur. 1954) &#8211; dziennikarz, polityk, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, samorządowiec, były burmistrz Nysy, uczestnik Ruchu Obywatelskiego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (autor książki &#8222;WoJOWnicy&#8221;, 2005), poseł na Sejm VIII kadencji (<a href="http://www.januszsanocki.com/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Strona internetowa Janusza Sanockiego</a>).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/companero-fidel-castro-presente/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nadciąga wiatr z Pomorza?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/nadciga-wiatr-z-pomorza/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/nadciga-wiatr-z-pomorza/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 Oct 2016 16:45:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2016/10/12/nadciga-wiatr-z-pomorza/</guid>

					<description><![CDATA[Rozmowa ze Stefanem Oleszczukiem, znanym nie tylko w Polsce burmistrzem Kamienia Pomorskiego, starostą kamieńskim i liderem ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wolni Obywatele]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-2145" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2016/10/oleszczuk_stefan.jpg" border="0" alt="S.Oleszczuk" title="S.Oleszczuk" align="left" width="900" height="638" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2016/10/oleszczuk_stefan.jpg 900w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2016/10/oleszczuk_stefan-300x213.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2016/10/oleszczuk_stefan-768x544.jpg 768w" sizes="auto, (max-width: 900px) 100vw, 900px" /><i>Rozmowa ze Stefanem Oleszczukiem, znanym nie tylko w Polsce burmistrzem Kamienia Pomorskiego, starostą kamieńskim i liderem ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wolni Obywatele</i></p>
<p> <span id="more-2146"></span>   </p>
<p><i><b>Panie Stefanie, możemy porozmawiać szczerze i bez konwenansów?</b></i></p>
<p>Spróbujmy&#8230;</p>
<p><i><b>Czytałem statut stowarzyszenia Wolni Obywatele, wiele tam zbieżności z <a href="https://koszalin7.pl/obywatel/cywilizacja-aciska/731-deklaracja-portlandzka.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Deklaracją Portlandzką</a>.</b></i></p>
<p>Tak. W zasadzie nasze środowisko to dzieci tej Deklaracji, a co ciekawe w internecie Deklaracja wybija się najpierw na portalu <a href="https://koszalin7.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">koszalin7.pl</a>. Powszechnie została zapomniana, ale cieszy mnie, że aktualnie ta Deklaracja krąży w polskim internecie.</p>
<p><i><b>Jako młody człowiek był pan w Solidarności, ukrywał się przed SB, o taką Polskę pan walczył?</b></i></p>
<p>Nie walczyłem, tylko stanąłem po dobre stronie. Do dzisiaj mam sentyment do tamtej „Solidarności” i w moim domu „S” znaczy pozytywne konotacje. Byliśmy wtedy młodzi, naiwni, SB rozpracowywała nas jak dzieci w piaskownicy. Jednak potem przyszło doświadczenie, lektury nielegalne, zasady konspiracji.</p>
<p><i><b>Nagle został pan burmistrzem Kamienia Pomorskiego w 1990 roku. Miał pan już wtedy doświadczenie i wiedzę?</b></i></p>
<p>Powiedzmy, że byłem oczytany. Przede wszystkim w Piśmie Świętym i podziemnych książkach.</p>
<p><i><b>Po roku rządów w Kamieniu Pomorskim, stał się pan słynny w polskich mediach, brytyjskich, kanadyjskich, niemieckich, australijskich a nawet w Azji. Co takiego pan zrobił?</b></i></p>
<p>To co robi dobry gospodarz, gdy przejmuje zadłużone gospodarstwo, zjawił się więc nawet ówczesny dziennikarz brytyjskiej prasy Radosław Sikorski, a jak już przyjechał do Kamienia, to potem zrobił ze mnie nauczyciela między innymi dla … premier Margaret Thatcher (śmiech) Po prostu błyskawicznie sprywatyzowałem mieszkania komunalne za 5% wartości, lokale użytkowe, dzierżawy wieczyste przekształciłem we własność, a wszyscy uzyskali w ten sposób również kapitał i uniknęli tego co ludzie np. na Mazurach, gdzie obcokrajowcy widniejący w księgach wieczystych odzyskują mienie kosztem Polaków. Jednocześnie maksymalnie rozwijałem przedsiębiorczość i inwestycje infrastrukturalne, a maksymalnie o 55% ograniczyłem biurokrację i zmniejszyłem podatki lokalne o 90%. Gmina w krótkim czasie wyszła z deficytu, ewidencja działalności gospodarczej i dochody zaczęły szaleć i pomimo najniższych w Polsce podatków i opłat lokalnych, gmina wyszła na nadwyżkę budżetową ok. 70%. Opisałem to w książce &#8222;Człowiek z Kamienia&#8221;.</p>
<p><i><b>Wystarczy obniżyć podatki i będzie raj?</b></i></p>
<p>Nie! Aby obniżyć podatki trzeba najpierw zaoszczędzić na kosztach. Ciąłem w pierwszym roku bez litości wszelkie wydatki nie tylko wymienione.</p>
<p><i><b>Janusz Korwin-Mikke i Unia Polityki Realnej chwaliły się panem&#8230;</b></i></p>
<p>Janusz Mikke dla wielu z nas, był świetnym filozofem, felietonistą i mistrzem ideowym, niestety gorzej było z praktyką i formą&#8230; Prawdę mówiąc, nie zawsze czułem się mile widziany przez kierownictwo UPR, które nie wykorzystywało jak należy casusu Kamienia Pomorskiego oraz moich doświadczeń i umiejętności, by środowisko wolnościowe przyniosło Polakom w skali kraju takie osiągnięcia jak w Kamieniu Pomorskim&#8230; Po wyborach parlamentarnych 1993 roku, w których uzyskałem najlepszy wynik i wygrałem zakład z Korwinem nie wyciągnięto wniosków z tej kampanii i nie wykorzystano doświadczeń, by wzmocnić idee wolnościowe. Z czasem pojawiło się mnóstwo nieszlachetnej konkurencji o której szczegółach wolę nie mówić. Natomiast sprawy prywatne pana Janusza nie interesują mnie. Proszę o kolejne pytanie.</p>
<p><i><b>Dobrze. Stowarzyszenie Wolni Obywatele jeszcze oficjalnie nie zaprezentowało się, a już organizuje konferencje, zjazdy, prelekcje. Na waszych spotkaniach bywają znani naukowcy, politolodzy, szefowie związków taktycznych Wojska Polskiego, nawet doradcy Prezydenta RP. Czy to ma sens, budować coś nowego?</b></i></p>
<p>W swoim życiu publicznym potrafiłem współpracować ze wszystkimi rozumnymi ludźmi zarówno jako burmistrz i później jako starosta, także z PSL, SLD czy obecnej tak zwanej prawicy. Musimy podchodzić do spraw publicznych merytorycznie, a nie etykietkami partyjnymi. Bardzo podoba mi się taka merytoryczna podstawa współpracy, np. postawa ruchu Pawła Kukiza, który bez dotacji i bez tworzenia partii politycznej ma znaczący głos w Sejmie i debacie publicznej.</p>
<p><i><b>Paweł Kukiz konsekwentnie stawia warunek, że tylko zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych maja u niego szacunek&#8230; Pan jest za?</b></i></p>
<p>Jest oczywiste, że wyborca powinien głosować na konkretnego kandydata a nie na szyld marketingowy. Ordynacja wyborcza to jednak gra interesów politycznych. Osobiście mam uznanie do dokonań Ruchu Kukiz&#8221;15, ale nasze stowarzyszenie formuje się na innej i bardziej przemyślanej strategii. Zaczynamy od edukacji i samokształcenia.</p>
<p><i><b>Nie jesteście konkurencją dla Ruchu Kukiz 15?</b></i></p>
<p>Nie jesteśmy. Zresztą kilkoro posłów z Ruchu Kukiz&#8217;15 wspiera nas. Szczególnie pragnę podziękować za poselską postawę posłowi z Koszalina. Pan Stefan Romecki jest wzorem posła Rzeczypospolitej, zawsze pomaga i zawsze można się z nim skontaktować.</p>
<p><i><b>No to kiedy w Polsce jest możliwe pogodzenie patriotyzmu z gospodarką rynkową?</b></i></p>
<p>Na razie nie łudźmy się pochopnie i pracujmy pozytywistycznie, elektorat prosocjalny będzie po stronie środowisk obecnego PiS lub PO.  Dla Polski najlepszym scenariuszem byłoby powielenie doświadczeń Kamienia Pomorskiego, by działacze innych formacji politycznych uzyskali wsparcie fachowców od gospodarki, więc w nowym rozdaniu parlamentarnym zwycięzca powinien mieć koalicjanta wolnorynkowego <i>a la</i> Kamień Pomorski. Jeśli do tego dojdzie, to ruszą autentyczne reformy i Polska stanie się nowym Hongkongiem. Mam świetne doświadczenia z działaczami PIS w Powiecie Kamieńskim, ale już dalej nie udało się tego rozszerzyć, a wręcz działacze PIS bywali zmuszani wbrew sumieniu do podporządkowywania się żądaniom <i>stricte</i> partyjnym. Jestem umiarkowanym pesymistą co do polityki komunikacji krajowego PiS ze społeczeństwem.</p>
<p><i><b>Jeśli wygra opcja obecnej opozycji parlamentarnej?</b></i></p>
<p>Wówczas zacznę się obawiać o Ziemie Zachodnie, w tym o nasze Pomorze Zachodnie&#8230;</p>
<p><i><b>Dziękuję za rozmowę</b></i></p>
<p class="info"><i>Rozmawiał Sławomir Szadkowski</i></p>
<p class="foto">Stefan Oleszczuk (Foto: YouTube)</p>
<p class="note"><b>Stefan OLESZCZUK</b> (ur. 1958 w Kamieniu Pomorskim) – polityk, burmistrz Kamienia Pomorskiego w latach 1990-1994, doradca prezydenta RP ds. samorządu terytorialnego w latach 1991-1994, starosta kamieński w latach 1998-2002.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/nadciga-wiatr-z-pomorza/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Międzymorze – szanse i realia</title>
		<link>https://koszalin7.pl/midzymorze-szanse-i-realia/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/midzymorze-szanse-i-realia/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 24 Aug 2016 19:34:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2016/08/24/midzymorze-szanse-i-realia/</guid>

					<description><![CDATA[Niccolo Machiavelli, jeden z twórców nowoczesnej teorii polityki oraz stosunków międzynarodowych, twierdził, że każde trzeźwe działanie polityczne warunkują dwa typy]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2140"></span><br />
Niccolo Machiavelli, jeden z twórców nowoczesnej teorii polityki oraz stosunków międzynarodowych, twierdził, że każde trzeźwe działanie polityczne warunkują dwa typy czynników: &#8222;necessita&#8221; i &#8222;occasione&#8221;. Z jednej strony mamy więc konieczności i ograniczenia wynikające z istniejącego stanu rzeczy, a z drugiej owe rzadkie okazje, które nagle ten stan rzeczy zmieniają, gubiąc jednych, a innych wynosząc na wyżyny ich potencjału. Problem z &#8222;ocassione&#8221; polega jednak na tym, że nie da się ich przewidzieć. Są one tym, co współcześnie Nassim Taleb – wybitny statystyk i badacz zastosowań rachunku prawdopodobieństwa – nazywa &#8222;czarnymi łabędziami&#8221;. Są wydarzeniami absolutnie kluczowymi dla historii, ale z punktu widzenia normalnego biegu zdarzeń bardzo rzadkimi i mało prawdopodobnymi. Na &#8222;occasione&#8221; można co najwyżej być otwartym i wypatrywać ich w oparciu o ogólne analogie historyczne. Pamiętać należy jednak przy tym, że historia nigdy się nie powtarza w sensie dosłownym.</p>
<p>&nbsp;</p>
<ul>
<li>Politycy środkowoeuropejscy mają niebywale mały margines błędu.</li>
<li>Realizacja naprawdę ambitnych projektów takich jak współpraca w ramach Międzymorza nie zależy od politycznej woli państw-pomysłodawców tylko od aktualnej sytuacji geopolitycznej.</li>
<li>Okresy politycznego rozkwitu w Europie Środkowo -Wschodniej następowały tylko przy równoczesnym osłabieniu potęg zachodnich i wschodnich.</li>
<li>Taka nietypowa sytuacja może się powtórzyć, ale prawdopodobieństwo takiego scenariusza nie jest nadmiernie duże.</li>
<li>Warto być gotowym na nietypowe scenariusze, nie można jednak w oparciu o nie kształtować całej polityki zagranicznej.</li>
</ul>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Europa Środkowa Wschodnia, czyli pomiędzy <i>necessita</i> i <i>occasione</i></h3>
<p>W myśl klasycznych teorii geopolitycznych Europa Środkowo-Wschodnia, czy też nieco szerzej Międzymorze, to korytarz pomiędzy strefami wpływów zachodnich potęg morskich i azjatyckich potęg lądowych. Przez środek tego geopolitycznego regionu ciągnie się wielka płaska nizina. Brak tu właściwie naturalnych barier, które mogłyby np. spowalniać przemieszczanie się obcych wojsk. Polityczne <i>necessita</i> dla wszelkich projektów politycznych powstających w Europie Środkowo-Wschodniej są więc niezwykle surowe. Politycy środkowoeuropejscy mają niebywale mały margines błędu, a ich społeczeństwa od setek lat żyją w strachu, którego nie znają na co dzień mieszkańcy innych regionów geopolitycznych. Nie bez przyczyny Timothy Snyder określa region mianem <i>bloodlands</i>.</p>
<p>Co najmniej od średniowiecza pojawiały się też mniej lub bardziej realne projekty jednoczenia regionu wobec oczywistych zagrożeń zewnętrznych. Geopolityczne ograniczenia oznaczają jednak, że powodzenie tych projektów zawsze w znikomym stopniu zależało od samej politycznej woli ich twórców, a w większym stopniu od tego, co chcieli i mogli w danym momencie zrobić ich potężni sąsiedzi na wschodzie i zachodzie.</p>
<p>W przypadku projektów związanych w polityką polską, Międzymorze jako pojęcie publicystyczno-polityczne nawiązuje do międzywojennej polityki marszałka Józefa Piłsudskiego i Józefa Becka. Ta polityka to z kolei nawiązanie do tradycji jagiellońskiej. Co jednak ciekawe, nawet dominium Jagiellonów nie powstało w próżni na zasiądzie prostego <i>fiat</i>. Nawet ten najstarszy projekt zjednoczeniowy musiał mieć geopolityczne szczęście. Szczęście polegało zaś na tym, że zarówno wschodnie jak i zachodnie ciała polityczne były niezwykle osłabione akurat w momencie, kiedy rodził się ów twór, z którego później wyrosła Rzeczpospolita Obojga Narodów. Na ponad trzydzieści lat przed ślubem Jagiełły i Jadwigi przez Europę przetoczyła się największa w jej dziejach epidemia. W latach 1347-1353 w zachodniej części kontynentu populacja zmniejszyła się o ponad połowę, zaraza ominęła przy tym w większości ziemie Królestwa Polskiego. W efekcie Europa Zachodnia przez następnie sto pięćdziesiąt lat nie miała nadwyżek demograficznych, z których mogłyby np. czerpać chcące kolonizować nowe tereny i prowadzić zaciąg księstwa niemieckie (w tym Zakon Krzyżacki). Dodatkowo dalszy Zachód (czyli dzisiejsza Francja i Anglia) na długie dziesięciolecia uwikłał się w wyniszczający konflikt sukcesyjny, zwany &#8222;Wojną stuletnią&#8221;. Z kolei ziemie ruskie zostały w trzynastym wieku podbite przez Złotą Ordę. Co jednak ważne, wkrótce po tych podbojach całe imperium mongolskie osiągnęło granice swojej ekspansji, a jego przywódcy zaczęli oddawać się wewnętrznym walkom tracąc zainteresowanie dalszym poszerzaniem granic zewnętrznych. Z geopolitycznego punktu widzenia trudno więc sobie wyobrazić lepszy moment na budowanie silnych bytów politycznych w Europe Środkowo-Wschodniej niż właśnie przełom wieku XIV i XV. W dodatku, wcale nie z powodu jakiegoś niezwykłego geniuszu Jadwigi, Jagiełły czy też (później) na przykład kardynała Oleśnickiego. Po prostu właśnie wtedy otwarło się okno możliwości i ówczesnym elitom udało się z niego skorzystać. W XVI wieku Rzeczpospolita i cały region Intermarium nadal po części korzystał z procentów od tamtej &#8222;occasione&#8221;, choć bitwa pod Mohaczem i zwycięstwo Sulejmana Wspaniałego było pierwszym sygnałem ostrzegawczym.</p>
<p>W XVII wieku Rzeczpospolita Obojga Narodów spoczęła na laurach i nie zauważyła, że jej sąsiedzi odrobili straty z nawiązką, a i imperium osmańskie nie zasypywało gruszek w popiele. Do końca XVIII wieku nie było już właściwie w Europie Środkowo-Wschodniej państw wyrastających z rodzimych politycznych tradycji, region został podbity i skolonizowany przez siły zewnętrzne. Do odrodzenia w miarę sprawnie działających i nawiązujących do rodzimej symboliki państw w regionie środkowoeuropejskim doszło ponownie dopiero kiedy przez moment powtórzyły się warunki geopolityczne z okresu ślubu Jagiełły i Jadwigi, czyli równoczesne osłabienie potęg wschodnich i zachodnich. Symboliczną datą jest tu rok 1918, czyli moment tuż po rewolucji w Rosji i wyniszczającej wojnie na Zachodzie. Wszelkie ambitne plany konfederacyjne spaliły jednak ostatecznie na panewce, okres geopolitycznej odwilży był bowiem zwyczajnie zbyt krótki. Stąd też poniekąd niemieckie określenie &#8222;państwo sezonowe&#8221;. Historia jest bowiem bezwzględna, w naszym położeniu geopolitycznym musimy w <i>Intermarium</i> grać tak jak pozwalają nam nasi zagraniczni, jak to się dziś ujmuje, &#8222;partnerzy&#8221;.</p>
<h3>Czasy się zmieniają, a położenie geopolityczne już niekoniecznie</h3>
<p>Mając na uwadze powyższą prawidłowość, należy zauważyć, że dziś jeszcze za wcześnie jest na powrót do silnie sformułowanej idei <i>Intermarium</i> jako trwałego sojuszu militarno-gospodarczego. Gospodarczo w regionie absolutnym hegemonem są Niemcy, militarnie nad państwami tego obszaru wciąż góruje Rosja, czy też &#8211; w innym sensie &#8211; Stany Zjednoczone. Polska, stosunkowo najsilniejsze państwo w ewentualnym projekcie międzymorskim może rozwijać współpracę regionalną, ale nie może w tej chwili stawiać państw takich jak Węgry, Czechy, Słowacja czy Rumunia przed wyborem na zasadzie &#8222;my albo Niemcy&#8221;. Przy wszystkich różnicach pomiędzy, na przykład, Wiktorem Orbanem a Angelą Merkel, warto bowiem zauważyć, że niemieckie inwestycje na Węgrzech wciąż rosną. Nawet Jarosław Kaczyński, mimo oczywistych różnic pomiędzy nim a urzędem kanclerskim czy niemiecką prasą, musi ciepło mówić o A. Merkel. Alternatywą jest bowiem ciepło mówić o Władimirze Putinie. Bez przyzwolenia Niemiec Polska nie może bowiem, niezależnie od tego jak bardzo by chciała, realizować swoich celów w polityce zagranicznej. Współpraca z Rosją na podobnym poziomie jest zaś niemożliwa nie tylko dlatego, że Niemcy podobnie jak Polska należą do UE i NATO.</p>
<p>Nawet bez Unii, która ulega coraz silniejszej dezintegracji i NATO, którego rola wyraźnie osłabła, Niemcy są bowiem na obecnym etapie partnerem zdecydowanie bardziej przewidywalnym. Przy całej swej gospodarczej sprawności Berlin nie postrzega się bowiem jako samodzielny pretendent do statusu globalnego mocarstwa i jest gotowy do nieco bardziej partnerskiego traktowania krajów małych i średnich. Rosja tymczasem, nieco na przekór faktom, utrzymuje, że wciąż tak jak USA jest globalną potęgą i ma prawo do swobodnego używania siły w obszarze &#8222;bliskiej zagranicy&#8221;; to zaś wyklucza nawet udawanie partnerskich stosunków z krajami Międzymorza. Na swoje usprawiedliwieniem kremlowscy decydenci mają chyba tylko znaną regułę mówiącą, że jeśli ktoś za jedyne narzędzie ma młotek, to wszystkie problemy przedstawiają mu się jako gwoździe. Po rozpadzie ZSRR Moskwa swoją potęgę mogła oprzeć tylko na sile militarnej i faktycznie pod tym względem rzuca ona cień na całą Europę Środkowo-Wschodnią. Cień ów zaś jest tym dłuższy, że NATO po umocnieniu się modelu autorytarnego w Turcji i jej ostrym zwrocie antyamerykańskim, przeżywa kryzys podobny do tego jaki UE przeżywa po Brexicie. Do tego, pomimo symbolicznego zaznaczania swojej obecności w regionie, Stany Zjednoczone są znacznie bardziej zaangażowane w rozgrywkę z Chinami na Pacyfiku i nie ma pewności, iż w razie poważnego konfliktu na terenie Europ Środkowo-Wschodniej Waszyngton czy też inne kraje NATO ryzykowałyby włączenie się do potencjalnie nuklearnej rozgrywki z Rosją.</p>
<p>Czy zatem kryzys UE i widoczne osłabienie wpływów NATO w regionie nie powinno zachęcać państw środkowoeuropejskich do zacieśniania współpracy? Naturalnie tak, jest to jednak proces wolny i kosztowny. Z perspektywy Polski trzeba go więc przeprowadzać bardzo ostrożnie. Czesi, Węgrzy, Słowacy, Rumuni i Bułgarzy widzieć w nas bowiem mogą megalomanów. Estonia i Łotwa mają pewne nadzieje na współpracę, są one jednak dość wątłe. Litwini postrzegają zaś Polaków jako bez mała potencjalnych agresorów. Nieumiejętne używanie haseł jagiellońskich i nawiązywanie do idei Międzymorza w tej sytuacji musi się wiec wydawać wielu potencjalnym partnerom śmieszne lub straszne, a przynajmniej przedwczesne. W regionie tak podzielonym i o tak skomplikowanej historii jak Europa Środkowo-Wschodnia niczego nie wskóra się działając w sposób nieprzemyślany, czy też gwałtowny. Pozbawione solidnych podstaw próby zjednoczenia regionu zresztą i w przeszłości prędzej czy później kończyły się fiaskiem. Stosując miękką politykę miejmy jednak na uwadze, że i ona nie do końca udała się nawet Niemcom, które szczodrze sypały przecież przez ćwierć wieku monetą urabiając cierpliwie środkowoeuropejskich polityków, analityków, naukowców i <i>think-tanki</i>. Po tym okresie Berlin osiągnął zaś tylko tyle, że kiedy Frank-Walter Steinmeier i Jean-Marc Ayrault wysunęli propozycję stworzenie wspólnego państwa federalnego w miejsce UE, to nie została ona od razu w Europie Środkowo-Wschodniej wyśmiana. Państwa Grupy Wyszehradzkiej zebrały się, poważnie rozważyły tę opcję, a dopiero potem ją odrzuciły.</p>
<p>Ten fakt daje nam pojęcie, ile wysiłku i energii musielibyśmy włożyć my Polacy zanim przekonalibyśmy do bliższej współpracy w ramach innych niż NATO i UE naszych środkowoeuropejskich sąsiadów. Co więcej, ten wysiłek będzie wymagał wizji i wyrzeczeń. Musimy więc rozwijać nasze wpływy gospodarcze, ale nie na zasadzie eksploatacji słabszych partnerów, tylko zrównoważonego rozwoju dla obopólnych korzyści. Ważniejsze są przy tym inwestycje, niż handel. Na poziomie instytucjonalnym musimy wyrobić sobie mechanizmy budowania trwałych więzi, przy czym nie tylko z miłymi naszemu sercu środowiskami demokratycznymi, ale i z tymi, którzy rządzą, nawet jeśli czynią to w sposób autorytarny. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na pomysł Piotra Trudnowskiego, który na łamach &#8222;Nowej Konfederacji&#8221; wysunął projekt, by polskie partie polityczne część pieniędzy otrzymywanych w ramach dotacji obowiązkowo przeznaczały na współpracę zagraniczną z partiami politycznymi działającymi u naszych wschodnich sąsiadów i w przestrzeni postsowieckiej. W ten sposób niezależnie od zmian u steru władzy mielibyśmy silne więzi z różnymi ekipami na wschodzie. Na razie jednak podobne plany nie znajdują oddźwięku. A przecież byłby to świetny projekt na teraz. Można go bowiem zrealizować nie czekając właściwie na rzadki układ geopolityczny. Dalsze kroki i silniejsza integracja byłaby zaś możliwa i uzasadniona obroną regionalnych interesów tylko w warunkach zbliżonych do tych, które panowały w drugiej połowie wieku czternastego lub chociaż w roku 1918. Coś takiego może się zdarzyć, ale przecież nie musi.</p>
<h3>Piastowie w przededniu <i>occasione</i></h3>
<p>Polska w swoim dzisiejszym geopolitycznym kontekście przypomina raczej Polskę piastowską. Jest średnim krajem, który musi zgrabnie lawirować między Rusią a Cesarstwem i czekać na swoje &#8222;occasione&#8221;. Nie znaczy to wszak, że nie zarysowują się też na horyzoncie zjawiska takie &#8222;occasione&#8221; zapowiadające. Globalnie dochodzi bowiem obecnie do wielkiego przesilenia, które może na zawsze zmienić pozimnowojenny ład światowy.</p>
<p>Po pierwsze możliwe jest bowiem, że Rosja przelicytuje. Prężąc militarne muskuły i wikłając się w kosztowne konflikty u swych granic przy spadających cenach ropy może w końcu utracić gospodarczą stabilność i zostać zupełnie zwasalizowana przez Chiny. Może też w akcie desperacji wejść w konflikt z Chinami lub z Turcją o wpływy w Azji Środkowej i następnie ten konflikt spektakularnie przegrać. Europa Środkowo-Wschodnia mogłaby wtedy spokojnie budować swoje wpływy w regionie i przy okazji nawiązać współpracę z Państwem Środka ponad głową Moskwy. Ułatwiłoby to Chinom rozwój swoich szlaków handlowych, a dla państw Europy Środkowo-Wschodniej stanowiłoby bezpieczny sojusz z odległym mocarstwem. Wydarzenia mogą się jednak potoczyć zupełnie inaczej. Rosja może też wyhamować, ustąpić nieco w sprawie Ukrainy i nawiązać ponownie bliższą współpracę z USA, co jest możliwe zwłaszcza jeśli listopadowe wybory wygrałby Donald Trump. Następnie wraz z USA i państwami Azji Wschodniej Rosja mogłaby izolować Chiny i porozumieć się z Turcją. Wtedy Moskwa utrzymałaby swoje wpływy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nie mogłaby wprawdzie używać wojska w pełni swobodnie, ale miałaby dość środków nacisku, by dusić w zarodku zagrażające jej inicjatywy.</p>
<p>Podobnie ma się sprawa z naszych statusem kraju peryferyjnego względem Niemiec i Europy Zachodniej w ogóle. Tu też możliwa, choć wcale nie konieczna, jest częściowa zamiana ról. Kluczową kwestią dla zidentyfikowania istniejących opcji wydaje się w tym kontekście ocena skutków procesów demograficznych i fali imigracyjnej z Afryki i Bliskiego Wschodu. Elity zachodnioeuropejskie, zwłaszcza niemieckie i francuskie mają bowiem obecnie ponownie problem z zasobami ludzkimi; ich społeczeństwa się starzeją, a ze wschodu nie przybywa wystarczająco dużo łatwych do zasymilowania imigrantów. Oczywiście nie każde starzejące się społeczeństwo musi przyjmować rzesze przybyszów. Historia światowych potęg sugeruje jednak, że nie można myśleć o konkurowaniu na skalę globalną nie pozyskując nowych obywateli z zewnątrz. Problem z imigrantami oraz uchodźcami pochodzącymi z Afryki i Bliskiego Wschodu to z punktu widzenia gospodarczego ich słabe wykształcenie, a z punktu widzenia politycznego &#8211; głębokie różnice religijne i kulturowe. Szereg badań współczesnych, chociażby te przeprowadzone prze Stevena Fisha oraz Adriana Karatnyckyego, czy też ugruntowane historycznie refleksje Waltera Laquera sugerują, że im większy odsetek wyznawców religii proroka w danym kraju, tym mniej liberalny charakter jego ustroju i słabsza ochrona praw człowieka. A więc mówiąc krótko: tym mniej wartości polityczno-prawnych typowych dla zachodnich demokracji. Otwarcie się na masową imigrację muzułmanów jest wiec dla zachodnich państw dużym ryzykiem, trzeba jednak przyznać uczciwie, że niesie też ze sobą pewne szanse. Trzeba też przy tym pamiętać, że elity zachodnie dysponują o wiele sprawniejszymi państwami niż kraje naszego regionu i mają głęboką wiarę w skuteczność sponsorowanej przez państwo inżynierii społecznej. Same tę inżynierię już przecież stosowały budując istniejący obecnie neoliberalny konsensus i wyciszając w końcu liczne spory o podłożu etnicznym oraz religijnym. By się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić współczesną Irlandią Północną i zobaczyć jak szybko zagoiły się tam stare rany, które krwawiły jeszcze dwadzieścia lat temu.</p>
<p>Wydaje się, że zdając sobie sprawę z ogromnego ryzyka i wszelkich trudności oraz potężnych kosztów liderzy krajów zachodnioeuropejskich stwierdzili więc, że podejmą wyzwanie. Przywódcy Zachodu wierzą, iż przy odpowiednich nakładach można z przybyszów z czasem uczynić obywateli Niemiec, Francji, Danii czy Włoch, następnie zaś dzięki ich wysiłkowi zwiększyć globalną konkurencyjność Europy jako takiej. To dlatego główna oś poważnej politycznej debaty na zachodzie to nie tyle: &#8222;Czy przyjmować?&#8221;, ile: &#8222;Jak przyjmować nie destabilizując zbytnio społeczeństwa?&#8221; Niewykluczone zresztą, że na ołtarzu przemian cywilizacyjnych w duchu literackich wizji Michela Houellebecqa zostanie faktycznie złożona liberalna demokracja w jej obecnym kształcie. Prawie na pewno polegnie zaś na tym ołtarzu ideologia nowej lewicy i raczej nie doczekamy się dekonstrukcyjnego reformowania islamu, genderowych mityngów w dzielnicach muzułmańskich i parad równości pod meczetami. Jeśli w ogóle powstanie jakieś <i>modus vivendi</i>, to będzie ono swoistym pluralistycznym konserwatyzmem. Takie ideologiczne liftingi są jednak zaskakująco łatwe z punktu widzenia kluczowych decydentów. Już teraz Republika Francuska, zamiast bronić swojego ulubionego <i>laicité</i>, usiłuje, na przykład, upaństwawiać islam wprowadzając mechanizmy kontroli, edukacji i współpracy pomiędzy meczetami a państwem. Na podobnej zasadzie pewien niemiecki przewoźnik postanowił wprowadzić przedziały kolejowe tylko dla kobiet. Dzieje się tak dlatego, że ideologie ze swej definicji są tylko narzędziami, które mają mieć wpływ przede wszystkim na masy, a nie na stosujące je elity. Dla elit bardziej niż tożsamość, honor i zasady liczy się bowiem zapewnienie swoim ciałom politycznym stabilnego rozwoju. To także zasada dobrze opisana i przeanalizowana już przez Machiavellego.</p>
<p>Nie znaczy to jednak, że chcąc zapewnić swoim &#8222;księstwom&#8221; rozwój elity nigdy się nie mylą, ani że pomiędzy różnymi elitami nie ma nigdy fundamentalnych różnic zdań co strategii działania w identycznej sytuacji. Europa Środkowo-Wschodnia tradycyjnie ma na przykład stosunkowo mało wiary w inżynierię społeczną i moc sprawczą państwa. Stąd zarówno elity jak i większość zwykłych obywateli krajów środkowoeuropejskich uważa, że projekt odmłodzenia Europy Zachodniej poprzez masowe przyjmowanie przybyszów z krajów muzułmańskich jest skazany na porażkę. W tym ujęciu <i>hubris</i> elit zachodnich wynikałoby po pierwsze z ich wiary w nieuchronność procesu sekularyzacji, a więc i deislamizacji a po drugie z braku świadomości, że nawet silne i stare państwa mogą zawieść, a nawet, po prostu, zniknąć. Doświadczenie Europy Środkowo-Wschodniej jest inne. Nie bez powodu rozpad na małe zwalczające się państewka o odmiennych tożsamościach etnicznych, a zwłaszcza religijnych, nazywa się często &#8222;bałkanizacją&#8221;. A bałkańska rozsypanka to przecież nic innego jak tylko smutny produkt uboczny nieudanego osmańskiego, a później habsburskiego, imperialnego multikulturalizmu. Z punktu widzenia konserwatywnych elit Europy Środkowo-Wschodniej, Europa Zachodnia może dziś zmierzać w podobnym kierunku. Może nie zapanować nad siłami ośrodkowymi, które wywoła masowa migracja, strach i przemoc. Europejskie miasta zaczną wtedy zamiast policji przemierzać milicje szariackie i bandy ultranacjonalistów z krzyżami na koszulkach. W tym kontekście obecna postawa Europy Środkowo-Wschodniej to zdecydowanie coś więcej niż tylko sprzeciw wobec przymusowej relokacji syryjskich uchodźców na jej teren. Bo przecież w Europie Środkowo-Wschodniej nie ma gett muzułmańskich, a symboliczne kwoty nie wprowadziłyby w krótkiej perspektywie żadnych istotnych zmian społecznych. Elitom Międzymorza zdaje się chodzić raczej o podkreślenie swojej odmienności i świadomego wyboru innej niż na Zachodzie długofalowej strategii przetrwania i rozwoju. Jest to zaś dla nich decyzja tym łatwiejsza, a wręcz korzystna polityczne, że czują jeśli nie pełne, to znaczne poparcie swoich społeczeństw, podczas gdy poparcie społeczeństw zachodnich dla projektów ich elit staje się coraz bardziej problematyczne.</p>
<p>Pytanie, która ze stron ma rację? Jeśli to Europa Zachodnia, to pomimo oczywistych obecnie konfliktów zbuduje ona w przyszłości nowe podstawy swojego dalszego rozwoju, a oporna Europa Środkowo-Wschodnia zostanie jeszcze bardziej zmarginalizowana. Jeśli jednak rację ma Europa Środkowo-Wschodnia, to jak w epoce Jagiellonów stanie się ona oazą względnej stabilności i dobrobytu na tle swojego zdestabilizowanego otoczenia. Nie znając jednak wszystkich zmiennych, nie sposób przewidzieć rezultat podobnych zakładów. Na razie nie warto więc chyba niepotrzebnie zaogniać sytuacji i mówić otwarcie o schyłku Zachodu, czy też upadku Moskwy. Nie trzeba jednak też wyrzucać planów <i>Intermarium</i> do kosza. Pozostaje robić w regionie to co się da, budować mozolnie sieci porozumienia i czekać cierpliwie na wydarzenia, których do końca przewidzieć się nie da, ale które mogą sprawić, że plany stworzenia regionalnej Federacji lub Konfederacji mogą się nam jeszcze przydać.</p>
<p>Oczywiście z czysto estetycznego punktu widzenia w takim czekaniu jest coś nieprzyjemnego, bo oznacza oczekiwanie na czyjąś porażkę. Rozwój planów takich jak Intermarium uwarunkowany jest jednak nie osłabieniem a katastrofą innych, być może większych i na swój sposób &#8222;piękniejszych&#8221;, projektów. W polityce zagranicznej w ostatecznym rozrachunku nie ma zaś miejsca na kategorię piękna. Czyjaś katastrofa jest zawsze czyjąś szansą.</p>
<h4>Michał Kuź</h4>
<p class="foto">Józef Piłsudski i Symon Petlura w Winnicy, kwiecień 1920.</p>
<p class="thanks">Dziękujemy Autorowi oraz Wydawcy za życzliwość i zgodę na przedruk tekstu na portalu koszalin7.pl</p>
<p class="info">Źródło: Ośrodek Analiz Strategicznych.(www.oaspl.org)</p>
<p class="note"><b>Michał KUŹ</b>. Doktor nauk politycznych. Pracownik Uczelni Łazarskiego. Absolwent Louisiana State University, Ośrodka Studiów Amerykańskich UW oraz Instytutu Filologii Angielskiej UAM. Stypendysta Fundacji Fulbrighta, a także członek Philadelphia Society. Autor tekstów publicystycznych i naukowych z zakresu filozofii polityki oraz politologii porównawczej. Redaktor &#8222;Nowej Konfederacji&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/midzymorze-szanse-i-realia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Autorytet nie tylko władzy</title>
		<link>https://koszalin7.pl/autorytet-nie-tylko-wadzy/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/autorytet-nie-tylko-wadzy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 16 Feb 2016 11:42:16 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2016/02/16/autorytet-nie-tylko-wadzy/</guid>

					<description><![CDATA[Autorytet w języku łacińskim &#8211; auctoritas oznaczał powagę moralną, znaczenie. Autorytet obecnie to prestiż osoby, grupy lub organizacji oparty na]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-2122" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2016/02/kurylo_sylwia.jpg" border="0" alt="Sylwia Kuryło" title="Sylwia Kuryło" align="left" width="700" height="823" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2016/02/kurylo_sylwia.jpg 700w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2016/02/kurylo_sylwia-255x300.jpg 255w" sizes="auto, (max-width: 700px) 100vw, 700px" />Autorytet w języku łacińskim &#8211; <i>auctoritas</i> oznaczał powagę moralną, znaczenie. Autorytet obecnie to prestiż osoby, grupy lub organizacji oparty na uznanych i cenionych w środowisku lub społeczeństwie wartościach: religii, prawie, nauce <span id="more-2123"></span> .</p>
<p>Autorytet ma osoba, która posiada dużą wiedzę, jak również, w zależności od przyjętych społeczne wartości, dużą siłę czy bogactwo. Autorytet instytucji mierzony jest prawomocnością jej poleceń czy zarządzeń.</p>
<p>W ujęciu pierwotnym, niejako z natury, autorytetem dla dziecka są rodzice, ale także babcia czy dziadek, przy czym na poziomie rodzinnym mamy do czynienia obok naturalności również z budowaniem autorytetu. Autorytet osób publicznych lub instytucji jest także budowany lub zastany po poprzednikach. Cechą immanentną (nieodłączną) autorytetu jest sprawiedliwość. Uznając kogoś czy coś za autorytet zakładamy a priori, że jest sprawiedliwy w ocenach czy decyzjach.</p>
<p class="foto">Sylwia Kuryło, współautorka tekstu.</p>
<p>Ciekawym dokumentem jest <a href="https://koszalin7.pl/obywatel/cywilizacja-aciska/731-deklaracja-portlandzka.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><b>Deklaracja Portlandzka</b></a> &#8211; manifest współczesnego konserwatyzmu zredagowany przez Eryka Kuehnelt-Leddihna i przyjęty w drodze uchwały na konferencji zorganizowanej przez Western Humanities Institute w Portland (stan Oregon, USA) w 1981 roku. W punkcie 11 Deklaracji Portlandziej czytamy:</p>
<p class="citate">Istnienie państwa i władzy jest po części skutkiem ludzkich słabości i niedoskonałości. Państwo jest potrzebne, ale nie powinno być ani ubóstwiane, ani nie powinno stać się celem samym w sobie. Jego zadaniem jest obrona ludzi przed zbyt potężnym społeczeństwem, przed złymi jednostkami lub przed wrogiem zewnętrznym. Państwo jest kośćcem narodu. Prawomocność państwa spoczywa w pierwszym rzędzie na autorytecie, ale także, wskutek niedoskonałej natury człowieka, na sile. W sferze działania państwa winno być tak wiele wolności, jak to jest możliwe i tak wiele siły, ile jest konieczne. Wszystkie wolne narody są „autorytarne“ w swojej polityce, a także w życiu społecznym i rodzinnym. Jesteśmy posłuszni, bo kochamy i szanujemy (większą wiedzę większą mądrość tych, którym winni jesteśmy posłuszeństwo) lub dlatego, że rozumiemy, iż posłuszeństwo leży w interesie dobra ogólnego, którego składnikiem jest również nasze własne dobro. Obie te przyczyny skłaniające nas do posłuszeństwa nie wykluczają się nawzajem. Rządzącym, rodzicom i nauczycielom możemy okazywać miłość i szacunek. Pracodawca jest raczej szanowany niż kochany. Policjantowi drogowemu jesteśmy posłuszni, bo jest to rozsądne. Istnieje tylko jedna alternatywa dla autorytetu – strach będący w przeciwieństwie do autorytetu czysto zewnętrzną siłą. Ulegamy wtedy, gdyż boimy się przemocy. Na strachu buduje się tyranie. Społeczeństwo, opierające się wyłącznie na strachu, jest nienaturalnym społeczeństwem w nienaturalnym państwie. Nie wolno nam jednak zapomnieć, że także w wolnym kraju państwo ma prawo grozić karą, która nie jest codziennym i powszechnym, lecz ostatecznym środkiem.</p>
<p>Według socjologa Maxa Webera autorytetem powinna być administracja: „biurokracja jest pewnym fragmentem porządku społecznego jako instytucji racjonalnej i zorganizowanej w &#8222;system biura&#8221;, jednakże instytucji bezosobowej struktury. Urzędu a nie konkretnych urzędników. Biurokracja weberowska to po prostu instytucja jako sposób sprawowania prawomocnej władzy. Samą władzę uczony zdefiniował tak: &#8222;prawdopodobieństwo, że pewne lub wszystkie polecenia, pochodzące z danego źródła, znajdą posłuch w danej grupie osób&#8221;. Natomiast za kryterium prawdziwego stosunku władzy uznał minimum dobrowolnego podporządkowania i zainteresowanie w zachowaniu posłuszeństwa z powodu akceptacji lub ukrytych celów lub motywacji przedmiotu władztwa &#8211; obywatela. Uczony niemiecki wyróżnił trzy idealne typy prawomocnej władzy organizacyjnej:</p>
<ol>
<li><b>Władzę charyzmatyczną</b>, opartą na przekonaniu ulegających jej osób o szczególnych, nadzwyczajnych cechach przywódcy i prawomocności ustanowionych przez niego norm. Oczywiście władza ta wiąże się nierozerwalnie z osobą, która ją sprawuje, i jest silnie &#8222;nasycona&#8221; emocjami.</li>
<li><b>Władzę tradycyjną</b>, czyli taką, która opiera się głównie na wierze w trwałość pewnego porządku i jego prawomocność. Wiąże się ona z dziedziczeniem statusu społecznego, np. w wielu monarchiach, a nawet organizacjach gospodarczych władza przechodziła z ojca na syna. Władzą tradycjonalną jest w niektórych społeczeństwach tzw. gerontokracja (władza starszych), matriarchat (władza kobiet) lub patriarchat *dominacja mężczyzny stojącego na czele rodu). U podstaw tego typu władzy tkwi utrwalony zwyczaj, któremu własne &#8222;oblicze&#8221; nadają zwykle arbitralni przywódcy.</li>
<li><b>Władzę racjonalną</b> (legalną), która pochodzi z mianowania lub wyboru dokonanego na podstawie usankcjonowanych prawnie procedur. Opiera się ona &#8221; na przekonaniu o legalności norm prawnych i o uprawnieniu osób sprawujących władzę na mocy norm, do wydawania poleceń”.</li>
</ol>
<p>W Polsce okres nieformalnej władzy Józefa Piłsudskiego w latach 1926-1935 określano mianem rządów autorytarnych. Rządy te oparte były o legendę czy nawet kult Marszałka. Decyzja marszałka była ważniejsza niż prawo, choć sam Piłsudski starał się legitymizować władzę formami legalnymi, demokratycznymi. Rządy autorytarne różnią się od tyranii, dyktatury czy totalitaryzmu pewną społeczną niewymuszoną akceptacją. Autorytetm z definicji dla katolików jest papież, np. w Polsce Jan Paweł II. Z religii wywodzi się źródło wielu współczesnych autorytetów: instytucji, osób, mężów stanu. Religia jest także pewną legalizacją ustroju monarchicznego, jak to opisał Artur Górski w pracy „O autorytet władzy” . <i>Pro fide rege et lege</i> (<i>Za wiarę króla i prawo</i>) – głosi łacińska sentencja monarchistów wszystkich czasów. Szczególnym autorytetem w sferze publicznej powinien cieszyć się wymiar sprawiedliwości, zwłaszcza sądownictwo. Jednak w praktyce z powodu zachowań prawników lub ingerencji demokratycznych przedstawicielstw autorytet instytucji prawniczych jest kwestionowany.</p>
<p>Autorytety można też kreować poprzez propagandę czy massmedia, mówi się wtedy o „sztucznych autorytetach” czy też „pseudoautorytetach”. Niewątpliwie jednostki i społeczeństwa odczuwają naturalną potrzebę posiadania autorytetu, jednakże w sferze publicznej tzw. niekwestionowany autorytet jest rzadkością. Autorytet powinien być czymś pozytywnym. Autorytet wyzwalający inspiruje i konstruktywnie wpływa na postępowanie osób, mobilizując je do inicjatywy i podejmowania samodzielnych działań, stymulując ich zapał, wyobraźnię i intelekt, czy pomagając im w osiąganiu cywilnej odwagi i krytycznej wiedzy. Współpraca z tak rozumianym autorytetem nie wynika z obowiązku czy z powinności, lecz jest całkowicie dobrowolna.</p>
<p><b>Sławomir Szadkowski, Sylwia Kuryło</b></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/autorytet-nie-tylko-wadzy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Russell Kirk, czarodziej z Mecosty</title>
		<link>https://koszalin7.pl/russell-kirk-czarodziej-z-mecosty/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/russell-kirk-czarodziej-z-mecosty/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Oct 2015 23:22:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatel]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2015/10/11/russell-kirk-czarodziej-z-mecosty/</guid>

					<description><![CDATA[Było to 1 października 1981 roku. W waszyngtońskim hotelu Mayflower zebrali się najważniejsi doradcy prezydenta Ronalda Reagana, śmietanka konserwatywnych intelektualistów,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2106"></span></p>
<p>Było to 1 października 1981 roku. W waszyngtońskim hotelu Mayflower zebrali się najważniejsi doradcy prezydenta Ronalda Reagana, śmietanka konserwatywnych intelektualistów, wszyscy, którzy po zwycięstwie Reagana w wyborach prezydenckich wkroczyli na waszyngtońskie salony i urzędy.  Zebrali się, aby uczcić człowieka, o którym sądzono, że bez niego reaganowska &#8222;konserwatywna rewolucja&#8221; nigdy by nie zwyciężyła. Tym człowiekiem, Wielkim Starym Człowiekiem amerykańskiego konserwatyzmu, był Russell Amos Kirk (1918-1994). W wygłoszonym wówczas <i>laudatio</i> redaktor naczelny głównego organu prasowego amerykańskich konserwatystów &#8222;National Review&#8221; William Buckley jun. powiedział: &#8222;Nie można sobie wyobrazić znaczącego, nie mówiąc już o dominującym, ruchu konserwatywnego w Ameryce bez Pańskiej pracy, która przygotowała mu grunt. To Pan uczynił to wszystko możliwym, i chciałbym publicznie, z radością i dumą powiedzieć, że republika, o której Cyceron mówił, że jest zanikającą instytucją, w tym przypadku przetrwała, i za to należą się Panu podziękowania&#8221;. Nie były to czcze komplementy, gdyż rola Russella Kirka dla amerykańskiej, a tym samym, światowej prawicy, jest trudna do przecenienia.</p>
<p>Należał do tradycjonalistycznego nurtu w obrębie amerykańskiego konserwatyzmu, którego przedstawiciele, wstrząśnięci okrucieństwami dwudziestego wieku, powstaniem zsekularyzowanego, pozbawionego korzeni społeczeństwa masowego, zaniepokojeni wulgaryzacją kultury, dominacją egalitarnych ideologii, erozją etycznych fundamentów republiki amerykańskiej (Kirk głosił, że Stany Zjednoczone powstały jako republika i dopiero w wyniku &#8222;zdrady&#8221; republikańskich ideałów przekształciły się w demokrację), zapragnęli odwrócić te zgubne tendencje, wydali walkę niwelatorskim programom lewicy, sięgając po chrześcijańskie i klasyczne dziedzictwo europejskiej filozofii i refleksji o polityce. Ale również, i jest to głównie zasługa Kirka, odkryli, przypomnieli i zrehabilitowali skazane przez lewicę na zapomnienie tradycje anglosaskiego konserwatyzmu.</p>
<p>W 1953 roku Kirk (syn urzędnika kolejowego z Plymouth koło Detroit) opublikował swoje opus magnum &#8222;Umysł konserwatywny. Od Burke’a do Santayany&#8221;, w którym dokonał prezentacji anglosaskiego konserwatyzmu na przykładach jego najwybitniejszych przedstawicieli. Ta książka zrobiła wyłom w murze intelektualnego getta, do którego lewica zepchnęła konserwatystów, stała się ich biblią, dostarczyła im ideologicznej broni przeciwko lewicy, zainicjowała powstanie powojennego ruchu konserwatywnego w USA. Dlatego prezydent Reagan nie przesadzał, kiedy stwierdził: &#8222;Russell Kirk pomógł nam odnaleźć nasze zainteresowanie i naszą wiedzę o prawdziwych ideach i rzeczach niezmiennych, będących filarami intelektualnej infrastruktury konserwatywnego odrodzenia w Ameryce&#8221;.</p>
<p>Kirk napisał potem jeszcze ponad dwadzieścia innych książek, wśród nich m.in. &#8222;Program dla konserwatystów&#8221;, &#8222;Przewodnik po konserwatyzmie dla inteligentnej kobiety&#8221;, &#8222;Korzenie ładu amerykańskiego&#8221;, &#8222;Wrogowie rzeczy niezmiennych&#8221;. &#8222;Uwagi o anormalności w literaturze i polityce&#8221;, &#8222;Odzyskać dziedzictwo ojców&#8221;. Należał do redakcji czasopism konserwatywnych, opublikował na ich łamach wiele esejów i artykułów. Stał się &#8222;wędrownym kaznodzieją&#8221; konserwatyzmu, wygłosił kilkaset wykładów i prelekcji na amerykańskich uniwersytetach i na spotkaniach organizowanych przez środowiska konserwatywne w różnych zakątkach kraju. Był również autorem zabawnych powieści grozy i za swoją twórczość w tej dziedzinie został nawet wyróżniony przez Towarzystwo Księcia Drakuli.</p>
<p>Do śmierci mieszkał w miejscowości Mecosta (Michigan), liczącej nie więcej niż 200 dusz i zamieszkanej ponadto, jak twierdzą wtajemniczeni, przez wielką liczbę duchów. W jego domu (bez telewizora!) położonym na wzgórzu i należącym od wielu pokoleń do rodzimy Kirków, która do Ameryki przywędrowała ze Szkocji, oprócz żony i czterech córek, przebywało zawsze wielu ludzi. Nie tylko ciotki, wujowie i kuzyni, ale polityczni emigranci z różnych stron świata, studenci, czasami ubodzy i włóczędzy. Przybywali do domu na wzgórzu po radę, po pomoc lub by po prostu spotkać się i porozmawiać z Panem Konserwatystą, jak nazywano Kirka w Ameryce. To tam, w czasie nocnych godzin pisał Kirk swoje książki i artykuły, w których ostrzegał przed zamachami lewicy na klasyczną koncepcję uniwersytetu, który spece od urawniłowki chcieliby przekształcić w &#8222;wyższą szkołę ludową&#8221;, piętnował &#8222;wandali intelektu&#8221; i &#8222;wrogów rzeczy wiecznych&#8221;, bronił – z pobudek humanitarnych – kary śmierci, krytykował &#8222;kaktusowy krajobraz&#8221; współczesnej kultury z jej egalitarną ideologią, dekadenckim zamiłowaniem do obscenów i absurdu, z pustką jej jednodniowych mód.</p>
<p>Był szczególnie podejrzliwy wobec wszystkich, którzy piszą Wolność z dużej litery. Nie chodzi bowiem o jedną wielką, abstrakcyjną Wolność, ale o wolności – konkretne, osobiste wolności zakorzenione w obyczajach i tradycjach narodu. Wolność – powtarzał Kirk za ojcem anglosaskiego konserwatyzmu Edmundem Burkiem – jest dzieckiem cnót; nie otrzymuje jej się tak po prostu, deklarując, że się chce być wolnym. Wolność jest wytworem cywilizacji, rezultatem długiego i bolesnego procesu, efektem heroicznych wysiłków niewielu dzielnych ludzi. Są tacy, którzy uważają, że autorytet jest wrogiem wolności. Ale – pisał Kirk – jest wręcz przeciwnie: autorytet nie jest sprzeczny z wolnością, lecz jest warunkiem jej przetrwania.</p>
<p>Kirk przeciwstawiał się też dominującej w naszych czasach retoryce &#8222;praw człowieka&#8221;. To prawda – pisał – że ludzie mają naturalne prawa, takie jak prawo do ochrony owoców swojej pracy i własności, do korzystania z dobrodziejstw cywilizacji i jej instytucji, oraz do tego, aby żyć w ramach społecznego ładu, zamiast cierpieć w chaosie i anarchii. Jednak prawa, o których tyle się dzisiaj mówi, nie są w rzeczywistości prawami, lecz roszczeniami, żądaniami, pragnieniami i zachciankami, które chce się realizować kosztem innych. Jeśli obdarowuje się jednego człowieka &#8222;prawem do wypoczynku&#8221;, to równocześnie narzuca się drugiemu człowiekowi obowiązek zapewnienia wypoczynku temu pierwszemu. Podobnie jest ze wszystkimi innymi &#8222;prawami&#8221;. Są to zawsze obowiązki narzucane innym ludziom, co jest sprzeczne z zasadami sprawiedliwego ładu. Kiedy ludzie swoje roszczenia i zachcianki nazywają &#8222;prawami&#8221;, kiedy odrzucają zasadę, że realizację swoich pragnień każdy powinien sobie zapewnić sam, zamiast obarczać tym innych, oznacza to, że w ich duszach panuje chaos. A bez porządku w ludzkich duszach nie ma porządku w państwie.</p>
<p>Kirk uważał, że istnieją trzy wielkie zespoły zasad i przekonań, które spajają to, co nazywa się nowożytną cywilizacją. Pierwszym z nich jest &#8222;wiara chrześcijańska: doktryny teologiczne i moralne, które informują nas o naturze Boga i człowieka, o ojcostwie Boga, o braterstwie ludzi i ludzkiej godności, prawach i obowiązkach osoby ludzkiej, naturze miłosierdzia i znaczeniu nadziei i rezygnacji&#8221;. Drugim z nich jest &#8222;zbiór literatury obdarzonej wyobraźnią, dzieł humanistycznych, które są esencją naszej wyższej kultury: humanizmu, który wraz z wiarą chrześcijańską poucza nas o naszych mocach i ograniczeniach &#8211; dzieł Platona, Wergiliusza, Cycerona, Dantego, Szekspira i wielu innych&#8221;. Trzecim z nich jest &#8222;kompleks instytucji społecznych i politycznych, które nazwać możemy rządami prawa, lub zorganizowaną wolnością: zwyczajów, precedensów, bezstronnej sprawiedliwości, praw jednostki, własności prywatnej, charakteru prawdziwej wspólnoty, praw rodziny i dobrowolnych zrzeszeń&#8221;. Kirk wierzył głęboko, że, choć owe trzy zespoły zasad i przekonań ucierpiały mocno w morderczym starciu z nihilizmem, marksizmem i innymi podobnymi ideologiami, to nadal pozostają skałą, na której zbudowana jest nasza cywilizacja.</p>
<p>Pisał o sobie: &#8222;Na moim karku siedzi <i>nieoświecona</i> głowa. To raczej głowa gotycka z temperamentu i struktury. Nigdy nie kochałem zimnej harmonii i perfekcyjnie uregulowanej organizacji. Szukałem różnorodności, tajemnicy, tradycji, tego, co godne podziwu i tego, co wzniosłe. Nigdy nie cierpiałem sofistyków i rachmistrzów. Szukałem po omacku wiary, honoru i staroświeckich lojalności. Oddałbym wiele neoklasycznych portali za jednego marnego średniowiecznego plwacza&#8221;. W amerykańskich kręgach konserwatywnych mówiono o nim, że urodził się 150 lat za późno i do tego w niewłaściwym kraju. Ale szanowano go powszechnie i uznawano za sumienie amerykańskiego konserwatyzmu.</p>
<p>W 1991 roku pisał: &#8222;Konserwatyści sprzeciwili się niszczeniu tradycyjnej amerykańskiej rodziny i tradycyjnych wartości moralnych, przeciwstawili się dominacji zeświecczonej, hedonistycznej kultury. Przypomnieli Ameryce o moralnym konsensusie tego, co dobre i prawdziwe&#8221;. Równocześnie przestrzegał przed popadaniem w samozadowolenie i namawiał konserwatystów, aby w obliczu upadku komunizmu dokonali jeszcze mocniejszego zwrotu na prawo. Wzywał ich, żeby nie dopuścili do przekształcenia idei konserwatywnych w monotonne zawodzenie pochwał &#8222;wolnego rynku&#8221; i &#8222;wolnej przedsiębiorczości&#8221; i ostrzegał, że wulgarny utylitaryzm i brak zasad ukrywających się pod maską pragmatyzmu, prowadzą do oportunizmu i tchórzliwego poddania się duchowi czasu. Zawsze aktualne pozostaje jego przesłanie: &#8222;Prawdziwy konserwatysta wie, że kwestie gospodarcze są kwestiami politycznymi, kwestie polityczne &#8211; etycznymi, kwestie etyczne &#8211; duchowymi&#8221;.</p>
<p><b>Tomasz Gabiś</b></p>
<p class="info">Pierwodruk: &#8222;Nowy Świat&#8221;, 29.02-1.03.1992.</p>
<p class="note"><b>Tomasz GABIŚ</b> (ur. 1955) &#8211; publicysta i myśliciel konserwatywny, wybitny znawca problematyki niemieckiej.</p>
<p>Od kilku lat identyfikuje siebie jako postkonserwatysta. Ukończył germanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. W latach 80. XX wieku działał w opozycji. W 1987 roku był jednym z sygnatariuszy aktu założycielskiego Unii Polityki Realnej. Działał w niej do połowy lat 90. W tym okresie publikował również artykuły w tygodniku <i>Najwyższy CZAS!</i>. W latach 1991-2003 był redaktorem naczelnym pisma <i>Stańczyk</i>. Członek honorowy Organizacji Monarchistów Polskich i Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Publikuje w <i>Nowym Państwie</i>, <i>Arcanach</i>, <i>Obywatelu</i> i <i>Opcji na Prawo</i>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/russell-kirk-czarodziej-z-mecosty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>&#8222;Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić&#8221; czyli o aktualności myśli J. Piłsudskiego</title>
		<link>https://koszalin7.pl/qwam-kury-szcza-prowadzi-a-nie-polityk-robiq-czyli-o-aktualnoci-myli-j-pisudskiego/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/qwam-kury-szcza-prowadzi-a-nie-polityk-robiq-czyli-o-aktualnoci-myli-j-pisudskiego/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 01 Oct 2015 18:50:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2015/10/01/qwam-kury-szcza-prowadzi-a-nie-polityk-robiq-czyli-o-aktualnoci-myli-j-pisudskiego/</guid>

					<description><![CDATA[Na wizji polityki zagranicznej w Polsce cieniem kładzie się specyficzna mentalność charakterystyczna dla formacji społecznej nazywanej powszechnie inteligencją. Jej pojmowanie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2101"></span><br />
Na wizji polityki zagranicznej w Polsce cieniem kładzie się specyficzna mentalność charakterystyczna dla formacji społecznej nazywanej powszechnie inteligencją. Jej pojmowanie spraw międzynarodowych jest ułomne, ponieważ wykształciła się ona jako elita polityczna narodu bez niezawisłego państwa. Zdobywszy zaś państwo, nie wyrobiła w sobie jeszcze nawyków charakterystycznych dla elit państw dojrzalszych.</p>
<ul>
<li>Na wizji polityki zagranicznej w Polsce cieniem kładzie się specyficzna mentalność charakterystyczna dla formacji społecznej nazywanej powszechnie inteligencją. Jej pojmowanie spraw międzynarodowych jest ułomne, ponieważ wykształciła się ona jako elita polityczna narodu bez niezawisłego państwa. Zdobywszy zaś państwo, nie wyrobiła w sobie jeszcze nawyków charakterystycznych dla elit państw dojrzalszych.</li>
<li>Inteligenckie myślenie o stosunkach międzynarodowych, ze wszystkimi jego słabościami, wciąż jest obecne, zarówno w tym jak formułowane są cele polityki zagranicznej oraz w tym, jak polska polityka zagraniczna jest analizowana na forum debaty publicznej.</li>
<li>Do siedmiu grzechów głównych polskiej inteligencji w stosunkach międzynarodowych należy zaliczyć: 1) manichejskie (czarno-białe) postrzeganie polityki zagranicznej; 2) moralizowanie i estetyzowanie; 3) ciążenie ku obcym elitom wbrew interesom narodowym; 4) przecenianie znaczenia polityki historycznej i symbolicznej; 5) brak wiedzy o najnowszych globalnych trendach; 6) kompleks niższości; 7) dziecinny realizm historyczny.</li>
<li>Zarówno idealizm, jak i demonstracyjny historyczny realizm wydają się być w równym stopniu patologiami inteligenckiego myślenia o polityce zagranicznej. Pojawia się więc potrzeba dojrzalszych elit zajmujących się polityką międzynarodową w sposób racjonalny i, co ważne, rozumiejących polskie interesy narodowe w sposób zinternalizowany, bez konieczności ich ciągłego publicznego werbalizowania.</li>
<li>&#8222;Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić!&#8221; &#8211; tak do członków rządu Ignacego Daszyńskiego zwrócił się Józef Piłsudski tuż po powrocie z Magdeburga w 1918. &#8222;Zwłaszcza politykę zagraniczną&#8221; &#8211; można byłoby dopowiedzieć i odnieść słowa Marszałka do całej formacji kulturowo-politycznej zwanej polską inteligencją; formacji która wyłoniła się około połowy wieku dziewiętnastego i której specyficzna kultura wciąż jest żywa wśród polskich elit.</li>
</ul>
<h3>Tradycja pesudopolityki</h3>
<p>Józef Piłsudski zapewne wiedział co mówi, jeśli chodzi o politykę zagraniczną był to bowiem naturalny talent od lat nie widziany w Europie (choć w wewnętrznych rozgrywkach już nie zawsze miał tak dobrą rękę). Był on też na wskroś inteligentem i właśnie dlatego, jako wybitny wyjątek od fatalnej reguły, zdawał sobie dobrze sprawę z ograniczeń własnego środowiska. Polska inteligencja nie miała doświadczenia w budowaniu państwa i troszczeniu się o nie w skrajnie trudnych warunkach geopolitycznych. Powstała głównie ze zbiedniałej porozbiorowej szlachty, swoje idee brała zaś ze specyficznie odczytanego mitu romantycznego i arystokratycznych aspiracji. Chłopami się brzydziła, a mieszczańskiej klasy średniej, która zbudowała nowoczesne państwa na Zachodzie, nie rozumiała. Oczywiście, najwybitniejsi przedstawiciele polskiej inteligencji potrafili stać się jednostkami niezaprzeczalnie wielkimi, zwłaszcza w nauce, wystarczy wspomnieć polską szkołę logiczno-matematyczną, filozoficzną i socjologiczną. Inteligencja prawie zawsze operowała jednak raczej na poziomie abstrakcji niż konkretów, a w swej masie ciążyła ku dość dyletanckiej i wtórnej salonowej humanistyce. Jak zauważa Jan Filip Staniłko &#8222;abstynencja (polskiego inteligenta &#8211; przypis M.K.) od życia gospodarczego sprawiła, że czołową rolę społeczną w społeczeństwie polskim 2 poł. XIX. w stanowił obok księdza i c(es)arskiego policjanta &#8211; powieściopisarz-literat, nie zaś inżynier-przedsiębiorca&#8221;. Jakże to aktualna i dzisiaj uwaga.</p>
<p>Najistotniejsze jest jednak to, iż będące efektem opisanego zjawiska cechy duchowe przekładały się również (i poniekąd przekładają się nadal) na bezpodmiotowe, egzaltowane i nieco dziecinne myślenie o stosunkach międzynarodowych. To dlatego polscy inteligenci w dziewiętnastym wieku tak naiwnie angażowali się we wszystkie możliwe rewolucje lub też w imię &#8222;realizmu&#8221; stawali się bezwolnymi narzędziami obcej polityki. To stąd brała się kompensacyjna, mistyczna megalomania lóż emigracyjnych połączona z bolesnym zakompleksieniem wobec europejskich intelektualistów.</p>
<p>Co do zasady, inteligencka myśl dotycząca polityki ma bowiem i wtedy, i dziś dwie twarze. W wydaniu idealistycznym przekłada się ona bowiem zwykle to na politykę zagraniczną przejętą wizjami duchowej odnowy, co najmniej, kontynentu, potępianiem &#8222;zła&#8221; i kreśleniem hipotetycznych granic na nieistniejących mapach. W wydaniu realistycznym inteligencka polityka produkuje zaś kieszonkowych Napoleonów i kawiarnianych Talleyrandów. Indywiduom tym zwykle brak elementarnego rozeznania w aktualnych problemach politycznych, ale za to każdą dawno przegraną bitwę z łatwością by wygrały i byłyby do tego skuteczniejsze we wszystkich dawno zakończonych negocjacjach.</p>
<p>Polska inteligencka elita, częściowo z racji swej alienacji, a częściowo w wyniku swego poczucia wyższości nie była i nie jest przy tym skłonna do dyskusji nt. polityki zagranicznej. To nad Wisłą powstała w dziedzinie, która wymaga przecież chłodnej analizy i zimnego bilansu sił, instytucja autorytetu, mędrca, który równie sprawnie porusza się w zagadnieniach filozofii, gospodarki, Unii Europejskiej i polityki wschodniej. Ów autorytet otoczony jest przez salonowe zaplecze, skłonne raczej do podziwu mędrca i egzaltacji wobec jego intelektualnej głębi, niźli życzliwej krytyki i otwartej dyskusji. Ta bowiem prowadzi niechybnie do tego, czego polski inteligent obawia się jak niczego innego, a mianowicie do utraty łask, a w rezultacie &#8211; do pauperyzacji. W efekcie nasza debata publiczna, mimo, iż nie brak w niej ludzi mądrych, stała się awanturą międzypartyjną lub kawiarnianą dyskusją, w której od woli dojścia do prawdy ważniejsze okazywały się konwenanse i uprzedzenia. Konia z rzędem temu, kto wskaże głosy ostrzeżenia przed rosyjskim zagrożeniem, które napływały z grona salonowych polskich inteligentów w przededniu wojny na Ukrainie.</p>
<h3>Jak widzimy współczesną Polskę w świecie?</h3>
<p>Czy jednak nie sięgamy zbyt daleko? Czy nadal można mówić o klątwie inteligencji w polskiej polityce? Jan Filip Staniłko w eseju <a href="http://www.omp.org.pl/stareomp/index4927.php?module=subjects&amp;func=viewpage&amp;pageid=664" target="_blank" rel="noopener noreferrer">&#8222;Niepokorni milusińcy. O wielkości i nędzy inteligencji polskiej&#8221;</a> twierdzi, że jak najbardziej. Bo choć inteligencja się zmieniała, przyjmowała ludzi nowych i odrzucała starych, to pewne kluczowe elementy intelektualnej specyfiki pozostały nienaruszone, w gruncie rzeczy, do dzisiaj. To one zdaniem Staniłki stanowią &#8222;o wielkości i nędzy polskiej kultury nowoczesnej&#8221;. Podobnie stwierdzić można, iż stanowią one również o wielkości i nędzy polskiej nowoczesnej polityki zagranicznej. Czy bowiem dwie twarze polskiej inteligencji naprawdę zniknęły? Czy jedni polscy politycy nie pielgrzymowali na Majdan &#8222;w imię wolności naszej i waszej&#8221;, by potem okazać się zupełnie bezsilnymi i nieprzygotowanymi na długofalowe skutki ukraińskiej rewolucji? Czy obranie znanego polskiego polityka na stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej nie okrzyknięto dziejowym sukcesem, by potem zobaczyć, jak polityk ten staje się narzędziem w rękach prawdziwych graczy z Berlina, Londynu i Paryża, i jak łamaną angielszczyzną wygłasza mętne przemówienia? Czy polscy publicyści, zwłaszcza na tak zwanej &#8222;prawicy&#8221;, nie spierają się wciąż o wydarzenia sprzed ponad sześćdziesięciu lat lub też zastanawiają się pracowicie, jak zbawić Europę przed zalewem islamu i ewidentnym jej moralnym upadkiem? Czy inni, dla odmiany, nie popisują się swoim łobuzerskim realizmem lub wzmagają się moralnie jak nastolatki? Czy realizm w naszym wydaniu to ledwie przykrywka dla szukania uzasadnienia dla braku jakiejkolwiek ambicji w polityce zagranicznej (a nie świadomy cynizm np. brytyjskich elit)? Czy polski inteligent, myśląc o brytyjskich gwarancjach bezpieczeństwa dla Polski w przededniu II wojny światowej, umie zrozumieć, iż władze w Londynie nie były, jak to to znudzenia powtarzamy, &#8222;wiarołomne&#8221;, a jedynie odsuwały w czasie wybuch wojny, po to, by się do niej lepiej przygotować?</p>
<p>Niestety, odpowiedzi na powyższe pytania nie napawają optymizmem. To zresztą zrozumiałe, że nie mamy bogatego doświadczenia w bronieniu pozycji naszego kraju na arenie międzynarodowej. Z drugiej jednak strony, współczesne państwo polskie istnieje już od 25 lat, czyli dłużej niż to, które w 1918 współtworzył Józef Piłsudski. Wyraźnie mieliśmy szczęście. Wyzwania geopolityczne przed którymi stoimy zasadniczo nie uległy jednak trwałej zmianie, być może powinniśmy więc zmienić nasze do nich podejście. Może powinniśmy nieco lepiej uczyć się na naszych błędach.</p>
<p>Częściowo w oparciu o tezy J. F. Staniłki można byłoby wręcz skonstruować katalog siedmiu, grzechów głównych inteligenckiego myślenia w polityce zagranicznej. Byłyby to 1) manichejskie (czarno-białe) postrzeganie polityki zagranicznej; 2) moralizowanie i estetyzowanie; 3) ciążenie ku obcym elitom wbrew interesom narodowym; 4) przecenianie znaczenia polityki historycznej i symbolicznej; 5) brak wiedzy o najnowszych globalnych trendach; 6) kompleks niższości; 7) dziecinny realizm historyczny.</p>
<h3>Manicheizm i moralizatorstwo</h3>
<p>Nieodparta inteligencka skłonność do moralizatorstwa i postrzegania polityki zagranicznej jako starcia absolutnego dobra z absolutnym złem przejawia się przede wszystkim w pryncypialnym bronieniu demokracji, zwłaszcza poza granicami naszego kraju. Biada bowiem temu, kto zamiast rytualnie krytykować do znudzenia Białoruś, zauważy nieśmiało, że i w naszych ostatnich wyborach samorządowych coś ewidentnie poszło nie tak.<br />
Białoruś to zresztą temat rzeka. Jest to bowiem kraj, z którym Polska powinna, wbrew opiniom wielu zawodowych wojowników o wolność, współpracować jak tylko się da, z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, jak zauważył na łamach Nowej Konfederacji Adam Kałążny jest to państwo, którego społeczeństwo, jako bodajże jedyne w regionie z pewną sympatią odnosi się dziedzictwa dawnej Rzeczpospolitej. Spory z polskimi organizacjami wynikają zaś raczej z autorytarnego charakteru reżimu i ewentualnie również naszej nieroztropnej polityki niż z programowego antypolonizmu w stylu litewskim. Po drugie, Łukaszenko jest, delikatnie mówiąc, zaniepokojony działaniami Rosji na Ukrainie i początkowo mówił o tym nawet otwarcie. Po trzecie, przy histerycznie antypolskiej postawie Litwy (patrz: rafineria w Możejkach) i pogłębiającym się chaosie na Ukrainie Polska również bardzo potrzebuje stabilnego partnera na wschodzie.</p>
<p>Oczywiście decydujący jest tutaj powód drugi. Łukaszenko obawia się, krótko mówiąc, że Kreml może pewnego dnia uznać rosyjskojęzycznych Białorusinów (czyli ponad 60% populacji) za Rosjan, tak jak za Rosjan uznał rosyjskojęzycznych Ukraińców. Putin mógłby zacząć taką operację chociażby od zainscenizowania czegoś w rodzaju Majdanu, by potem śmiało wkroczyć z bratnią pomocą i już zostać. W efekcie nadal całkiem popularny &#8222;Baćka&#8221;, tak jak i Janukowycz, znalazłby się na zupełnym, życiowym i politycznym aucie, a w jego miejsce zainstalowanoby klikę zielonych ludzików. Chcąc zachować względną podmiotowość, Łukaszenko potrzebuje jednak sojuszników, których na razie nie znajduje. W związku z tym na razie robi minę do złej gry i skwapliwie występuje jako &#8222;paź&#8221; Putina podczas rozmów o przyszłości Ukrainy, choć i tu &#8211; przyznajmy &#8211; zachowuje pewną autonomię. Jeśli jednak zgłosić się do niego z właściwą ofertą, mógłby zacząć uprawiać inną politykę. Nie jest oczywiście możliwe, by przeciągnąć go na Zachód, ale dając mu pole manewru zyskujemy przecież również i my. Polski inteligent, odrzuca jednak taką opcję &#8211; woli udawać, że na Białorusi toczy grę o &#8222;pełną stawkę&#8221;, choćby &#8211; w rzeczywistości &#8211; nawet już nie brał udziału w grze.</p>
<p>Ostatecznym argumentem w sprawie Białorusi jest wreszcie niedawna demonstracja realpolitik w wykonaniu administracji Baracka Obamy, który odszedł już nieodwołalnie od promowanej przez jego poprzednika doktryny &#8222;demokratycznego pokoju&#8221; (czytaj: demokracja albo wojna) i w imię strategicznych interesów USA rozpoczął normalizację stosunków zarówno z Iranem jak i z Kubą. Po raz kolejny okazało się, że poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy.</p>
<p>Polska tymczasem zamiast trwałymi interesami kieruję się raczej dość zmiennymi i etycznie zabarwionymi sympatiami. Z pozoru wydaje się, na przykład, że w naszym interesie jest zachowanie integralności europejskich granic i trzymanie Rosji na bezpieczną odległość, a najlepiej oddzielenie się od niej łańcuchem sprzymierzonych krajów. Z jednej jednak strony, wbrew naszemu dążeniu do stabilności granic na kontynencie, opowiedzieliśmy się za niepodległością Kosowa. Z drugiej zaś, wbrew naszej zasadzie budowania regionalnych sojuszy pryncypialnie obrażamy się na Węgry i Białoruś, co tylko jeszcze bardziej zbliża je do optyki Kremla. Nie chcemy zrozumieć, że kraje te w obliczu rosnącej agresywności Rosji i dość obojętnej postawy Niemiec i USA starają się uprawiać niebezpieczną politykę balansowania między mocarstwami. Możemy im w tym pomóc. Możemy na przykład, kiedy trzeba, wzmacniać nieco ich pozycję w kontaktach z Niemcami, a w zamian za to wymagać, by one wzmacniały naszą politykę w kontaktach z Rosją. Wymagałoby to jednak kunsztu politycznego jakiego dziś brak polskim politycznym elitom.</p>
<p>W samej Rosji natomiast polski inteligent musi przede wszystkim przestać rozmawiać z tamtejszą inteligencją opozycyjną. O ile bowiem w Polsce mamy do czynienia z pewnym rozdźwiękiem pomiędzy inteligencją a społeczeństwem, o tyle inteligent rosyjski (zwłaszcza opozycjonista) jest po prostu obcokrajowcem w swoim własnym kraju i, co do zasady, znacznie lepiej dogaduje się ze zwykłym Francuzem czy Niemcem niż ze zwykłym Rosjaninem. Prawidłowość tę zauważył już Dostojewski i nic nie wskazuje na to, aby miała ona ulec zmianie. Należy więc sobie powiedzieć wprost, że szlachetni &#8222;bracia Moskale&#8221; w przewidywalnej przeszłości nie będą zdolni do wywierania jakiekolwiek wpływu na władzę, nie mówiąc już o jej przejęciu. Ludzie którzy okupują zaś kremlowski &#8222;wertykał wlasti&#8221; to, z grubsza rzec biorąc, przedstawiciele służb i oligarchii. Z ich szeregów będzie się też rekrutował następca Władimira Putina i to z nimi będziemy musieli twardo i rzeczowo rozmawiać jeszcze długo po tym, jak zapomnimy o konflikcie na Ukrainie.</p>
<h3>Co powie Europa, co powie Waszyngton?</h3>
<p>Tyle, że inteligencka polityka zagraniczna nie zna właściwie pojęcia &#8222;twardej rozmowy&#8221;. To przecież trąci jakimś dorobkiewiczowskim targowaniem się. Tymczasem inteligencka strategia negocjacyjna opiera się zwykle na okazywaniu niepohamowanej pogardy adwersarzom i równie niepohamowanej spolegliwości sojusznikom. Administracja amerykańska może, na przykład, kupić sobie zgodę polskiego rządu na niebywale niebezpieczne i raczej wątpliwe moralnie działania na naszym terenie za śmieszną sumę 15 mln dolarów. Tutaj akurat jakoś się moralnie nie wzmogliśmy.</p>
<p>Podobnie ze stoickim spokojem przyjęliśmy uderzający w naszą energetykę pakiet klimatyczny. Brak nam wyraźnie tupetu Wielkiej Brytanii, która raz uzyskanego od UE w latach osiemdziesiątych rabatu nie oddała nigdy, a wobec wizji Brexitu może w Brukseli uzyskać nawet dalej idące ustępstwa. W stosunkach z USA brak nam śmiałości Turcji, która postawiła sprawę jasno: udostępnimy bazy wojskowe do działań przeciwko Państwu Islamskiemu tylko jeśli otrzymamy gwarancję, że nie powstanie państwo kurdyjskie a Waszyngton da Ankarze zielone światło do działań przeciwko bazom Partii Pracujących Kurdystanu. Targu jak się zdaje dobito, potem Turcy udostępnili swoje bazy.</p>
<p>Polska stosuje tymczasem inną strategię: najpierw wyświadcza Waszyngtonowi przysługę, np. rusza z nim do Iraku czy Afganistanu wbrew polityce zachodniej Europy, a potem wiernie czeka na nagrodę, którą wzruszony jej szlachetnym uczynkiem Waszyngton powinien Polsce przyznać. Po interwencjach w Iraku nagrodą miała być tarcza antyrakietowa, czy choćby ruch bezwizowy. Tarcza się nie zmaterializowała, brak wiz tym bardziej. Pozwolono nam jednak kupić przeciwlotnicze Patrioty. A jako, że zakup był nader dobrze odebrany przez USA, polski rząd zaczął po cichu liczyć, że na nadchodzącym szczycie NATO zapadnie decyzja o stworzeniu stałych baz. Z wypowiedzi Johna A. Hefferna, zastępcy szefa działu europejskiego w Departamencie Stanu wynika, że i tym razem czeka nas zawód. Minister Siemoniak powiada, że wciąż &#8222;walczymy&#8221;. Cóż z tego, skoro decyzji sprzeciwiły się Niemcy i wyraźnie miały do zaoferowania coś, czego Waszyngton jeszcze od nich nie dostał. Może chodziło o większą elastyczność w kwestii jeszcze nie podpisanego TTIP?</p>
<h3>Symbole, wizje i historie zamiast konkretów</h3>
<p>Co gorsza, zarówno Amerykanie jak i Niemcy bardzo dobrze już znają klucz do naszych inteligenckich dusz. Kochamy się bowiem w gestach, symbolach i deklaracjach. Szczyt NATO odbędzie się i tak, zostaniemy na nim zapewnieni o powszechnej z nami solidarności i będziemy się tym bardzo cieszyć. Tak jak podczas wcześniejszej wizyty Baracka Obamy w Warszawie, tak jak po licznych wypowiedziach Angeli Merkel.</p>
<p>Naszego zamiłowania do symboli nadal nie rozumieją jeszcze tylko Rosjanie, którzy sami mają, jak się wydaje, zadawnione urazy i kompleksy wobec &#8222;polskich panów&#8221; (patrz: święto siódmego listopada). Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że na Rosję i jej posunięcia patrzymy trochę bardziej trzeźwo częściowo dzięki zbawiennej rosyjskiej arogancji, zaprzeczaniu paktowi Ribbentrop-Mołotow, mitycznym ludobójstwie na jeńcach w roku 1920 i rosyjskiemu zwycięstwu pod Grunwaldem. Kto wie, jak by to wyglądało gdyby nie doszło do wojny na Ukrainie, a od Kremla słyszelibyśmy tylko usypiające &#8222;przebaczamy i prosimy o wybaczenie&#8221;. Niemcom wszak sprzedaliśmy znakomitą większość swoich mediów lokalnych oraz sporą cześć banków i jakoś nie kwapimy, by coś z tym zrobić. W przypadku Rosji jesteśmy ostatnio już bardziej czujni. Zupełnie niedawno PGNiG udało się, na przykład, umocnić kontrolę nad przesyłaniem gazu przez Polskę poprzez uzyskanie bezwzględnej większości udziałów w gazociągu jamalskim.</p>
<p>Co do zasady jednak, polskie elity łatwo się jednak łapią na świecidełka. W UE cieszą nas więc dające mało władzy, ale za to eksponowane stanowiska w rodzaju Przewodniczącego Rady Europejskiej, czy też Parlamentu Europejskiego. Do żywego czujemy się zaś dotknięci nieopatrznymi wypowiedziami o naszej historii. Nasza inteligencka świadomość, jak słusznie skądinąd zauważył Radosław Sikorski, charakteryzuje się &#8222;płytką dumą i niską samooceną&#8221;.</p>
<h3>Ignoranci i niegrzeczni chłopcy</h3>
<p>Być może zamiłowanie do symboli i potrzeba dowartościowania ma źródło w pewnych traumach związanych z naszą przeszłością. I to właśnie dlatego wciąż do tych traum wracają nie tylko zawodowi historycy, ale również politycy i analitycy. Nie są to jednak bynajmniej nudne akademie &#8222;na cześć&#8221;, tylko całkiem żywe spory godne spraw znacznie ważniejszych. Sam minister spraw zagranicznych wypowiadał się swego czasu o zasadności powstania warszawskiego. Wokół całej kwestii wywiązała się zresztą zażarta dyskusja publicystyczna. Kilku z jej uczestników zdążyło zaś do dnia dzisiejszego rozegrać całe wielopoziomowe wirtualne alternatywne historie. &#8222;Grając Polską&#8221; udało im się już &#8222;wygrać&#8221; wojnę światową, a ostatnio i stłumić w zarodku rewolucję bolszewicką.</p>
<p>Oczywiście w pierwszym przypadku wygrana wymagała sprzymierzenia się z Hitlerem, a w drugim z pełnymi uprzedzeń i poczucia wyższości wobec Polski i Polaków &#8222;białymi&#8221; generałami, ale w wirtualnej rozgrywce to tylko szczegół. Jeszcze bardziej zastanawiający jest jednak inny aspekt tego niefrasobliwego realizmu. W Polsce mianowicie publicznie ogłasza się rzeczy, których w innych krajach ludzie piszący o polityce zwykle nie mówią nawet prywatnie, choć z pewnością często o nich myślą. W polityce i publicznym dyskursie o polityce zagranicznej realizm dobrze zinternalizowany to tymczasem realizm niemal niewidoczny. Realizm bardzo znaczący w czynach i bardzo oszczędny w słowach. Proszę sobie na przykład wyobrazić, że niemieckie wysokonakładowe gazety piszą coś w stylu: &#8222;Ach, gdybyśmy tylko z inwazją na ZSRR poczekali do wiosny 1942, albo w ogóle rozpoczęli całą wojnę dwa lata później, w 1941. Przecież bylibyśmy dziś największym mocarstwem na świecie, a Hitler byłby uważany za największego człowieka w historii ludzkości&#8221;. Albo zwizualizujmy sobie następujący passus w prasie amerykańskiej: &#8222;Ach, gdybyśmy tylko posłuchali McArthura i w 1950 zrzucili bomby atomowe na chińskie miasta, nie mielibyśmy dziś żadnej konkurencji na Pacyfiku&#8221;. Tymczasem w polskiej prasie i świetnie się sprzedających polskich książkach możemy z łatwością znaleźć wizje przymierza z Hitlerem i wspólnej wyprawy Moskwę. W tym kontekście nie powinno dziwić, że tak wielu Rosjan i Amerykanów uważa nas za kryptofaszystów, a wielu Niemców ma nas zapewne za pożytecznych idiotów, którzy z nich to odium zdejmują.</p>
<p>Oczywiście, miło jest mieć ten łobuzerski urok &#8222;złego chłopca, realisty&#8221;, który uciera uszy pięknoduchom, sam autor tych słów czasem ulega podobnym pokusom. Tylko, że taki &#8222;zły chłopiec&#8221; jest w gruncie rzeczy tylko odbiciem &#8222;dobrego chłopca, idealisty&#8221; w krzywym zwierciadle. To rozdarcie polskiego inteligenckiego dyskursu, tą jego cukierkowatą anielskość i groteskową diabelskość przy równoczesnym braku dojrzałej racjonalności doskonale zrozumiał i opisał przede wszystkim Witold Gombrowicz. Prowadząc rozważania o naszym miejscu na arenie międzynarodowej, polscy inteligenci ciągle pojedynkują się na miny, ciągle odgrywają Miętusa i Syfona.</p>
<p>Istnieją przy tym oczywiście realiści opisujący faktyczne problemy współczesnego świata jak choćby, by wymienić choćby dwóch autorów, Jacek Bartosiak, autor licznych analiz dotyczących rosnącego napięcia pomiędzy Stanami i Chinami, czy też Michał Lubina, autor świetnej książki &#8222;Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014&#8221;. Może gdyby poświęcano im więcej uwagi w szerszym dyskursie, lepiej by wtedy zrozumiano, jakie problemy zaprzątają teraz największe mocarstwa i dlaczego USA nie są zainteresowane większym zaangażowaniem w Europie. Próżno jednak szukać w mainstreamie analiz choćby niedawnych incydentów na Morzu Południowochińskim i trwającego tam wyścigu zbrojeń.</p>
<p>A nie są to wbrew pozorom kwestie bez znaczenia dla Polski. Wprost przeciwnie, wydaje się, że nadchodzi globalne przesilenie, które stawia przed naszym krajem nowe wyzwania, ale otwiera też przed nim nowe możliwości. By z nich skorzystać, musimy jednak mieć państwo w którym politykę zagraniczną prowadzi się w oparciu o zimną kalkulację, a nie mrzonki czy też dyletancki pseudorealizm.</p>
<h4>Michał Kuź</h4>
<p class="thanks">Dziękujemy Autorowi oraz Wydawcy za życzliwość i zgodę na przedruk tekstu na portalu koszalin7.pl</p>
<p class="info">Źródło: Ośrodek Analiz Strategicznych.(www.oaspl.org)</p>
<p class="note"><b>Michał KUŹ</b>. Doktor nauk politycznych. Pracownik Uczelni Łazarskiego. Absolwent Louisiana State University, Ośrodka Studiów Amerykańskich UW oraz Instytutu Filologii Angielskiej UAM. Stypendysta Fundacji Fulbrighta, a także członek Philadelphia Society. Autor tekstów publicystycznych i naukowych z zakresu filozofii polityki oraz politologii porównawczej. Redaktor &#8222;Nowej Konfederacji&#8221;.</p>
<p class="foto">Marszałek Józef Piłsudski. Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC).</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/qwam-kury-szcza-prowadzi-a-nie-polityk-robiq-czyli-o-aktualnoci-myli-j-pisudskiego/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rok 1914: Niemcy strząsają winę</title>
		<link>https://koszalin7.pl/rok-1914-niemcy-strzsaj-win/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/rok-1914-niemcy-strzsaj-win/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 29 Nov 2014 17:15:44 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/11/29/rok-1914-niemcy-strzsaj-win/</guid>

					<description><![CDATA[Wielkie jubileusze polityczne trafiają na bardzo zróżnicowany odbiór społeczny, czasami stanowią wydarzenia incydentalne i nie pozostawiają po sobie głębszych śladów]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1886" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/sarajewo_zamach.jpg" border="0" alt="Sarajewo" title="Sarajewo" align="left" width="944" height="531" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/sarajewo_zamach.jpg 944w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/sarajewo_zamach-300x169.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/sarajewo_zamach-768x432.jpg 768w" sizes="auto, (max-width: 944px) 100vw, 944px" />Wielkie jubileusze polityczne trafiają na bardzo zróżnicowany odbiór społeczny, czasami stanowią wydarzenia incydentalne i nie pozostawiają po sobie głębszych śladów w zbiorowej świadomości, kiedy indziej przeciwnie – dostarczają materiału do przemyśleń, wywołują ostre spory, <span id="more-1887"></span>  polaryzują opinię publiczną i prowokują do zastanowienia się nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Wiele wskazuje na to, że w przypadku setnej rocznicy pierwszej wojny światowej (1914-1918) można oczekiwać dość gruntownej rozprawy z przeszłością mocno zabarwionej odniesieniami do teraźniejszości. Zakrojone na wielką skalę obchody rocznicowe planowane są w krajach położonych na odległych kontynentach i rozciągną się na kilka lat przypominających każdy rok wojny, od jej wybuchu do konferencji pokojowych. A to gwarantuje ciągłość zainteresowania, której sprzyja również niezwykle intensywne aktualizowanie problematyki sprzed stu lat. Nieustannie przypomina się o ówczesnym chwiejnym układzie sił, o polityce stref wpływów, o fałszywych ambicjach mocarstwowych, o niebezpieczeństwie konfliktu sprowokowanego przypadkowo i o tym jak zawiodła dyplomacja europejska lub europejska kultura polityczna. Analogie są często bardzo powierzchowne, ale obawy przed efektem Serbii, dziś może to być Ukraina, są autentyczne. I wreszcie, pierwsza wojna stymuluje refleksję nad biegiem czy sensem dziejów europejskich, w tym także poszczególnych krajów i narodów. Czy „prakatastrofa” 1914-1918 musiała bezpośrednio prowadzić do „załamania cywilizacyjnego” 1939-1945? Jedni ubolewają nad upadkiem wielkich imperiów europejskich, inni wskazują na wyrwanie się licznych narodów spod obcego panowania. Co stanowiło większą wartość: stabilizacja gwarantowana przez mocarstwa czy samostanowienie często niewielkich i kłopotliwych narodów?</p>
<p>Niemcy stanowią przypadek szczególnie interesujący z dwóch powodów. Po pierwsze są obecne w pamięci zbiorowej na wszystkich poziomach: ogólnoeuropejskim, większości regionów i większości narodów. Nie jest to obecność pozytywna, lecz najczęściej zdecydowanie i jednoznacznie negatywna, tym bardziej wyrazista, że główni sojusznicy niemieccy albo znikli z mapy, jak Austro-Węgry, albo znajdują się na peryferiach Europy, jak Turcja, albo nie odgrywają współcześnie większej roli. Po drugie, Niemcy musieli i muszą się zmagać z odium winy za podwójny kataklizm wojenny, za pierwszą i drugą wojnę światową, a pamięć o jednej może przesłaniać, ale może i wzmacniać pamięć o drugiej. Oczywiście pojęcie winy nie ma sensu w dociekaniach ściśle naukowych, jednakże słusznie czy niesłusznie stanowi centralną kategorię w opisie pamięci zbiorowej. Kluczowa sprawa odpowiedzialności/winy pojawiła się już w momencie wybuchu wojny, a na dobrą sprawę nawet wcześniej w niemieckich kalkulacjach na sprowokowanie Rosji, żeby w końcu znaleźć finał w zapisach traktatu wersalskiego (28 czerwca 1919 r.). W preambule stwierdzono, że konflikt wziął początek w wypowiedzeniu wojny przez Austro-Węgry – Serbii, Niemcy – Rosji i Francji oraz w niemieckiej inwazji Belgii; w art. 227 mocarstwa zwycięskie postawiły „w stan publicznego oskarżenia Wilhelma II Hohenzollerna, byłego cesarza Niemiec, o najwyższą obrazę moralności międzynarodowej i świętej powagi traktatów”; w art. 231 powiedziano: „Rządy sprzymierzone i stowarzyszone oświadczają, zaś Niemcy przyznają, że Niemcy i ich sprzymierzeńcy, jako sprawcy, są odpowiedzialni za wszystkie szkody i straty, poniesione przez Rządy sprzymierzone i stowarzyszone oraz przez ich obywateli na skutek wojny, która została im narzucona przez napaść ze strony Niemiec i ich sprzymierzeńców”.</p>
<p class="foto">Zamach w Sarajewie</p>
<p>Opis działań prowadzących do wojny był adekwatny, oskarżenie Wilhelma II mogło budzić pewne wątpliwości, natomiast złożenie &#8222;odpowiedzialności&#8221; (słowo &#8222;wina&#8221; się nie pojawia) na &#8222;Niemcy i ich sprzymierzeńców&#8221; (a więc nie tylko na Niemcy) wywołało gwałtowne protesty strony niemieckiej i zapoczątkowało ciągnące się latami spory o genezę pierwszej wojny światowej. Nie wnikając w historię tych kontrowersji, starczy powiedzieć, że w latach trzydziestych utrwalił się pogląd, że właściwie wiele państw ponosiło odpowiedzialność za wojnę. I pogląd ten dominował do lat sześćdziesiątych, kiedy ukazały się dwa potężne, znakomicie udokumentowane dzieła Fritza Fishera, dowodzące, że Niemcy ponosiły &#8222;główną odpowiedzialność&#8221; i że ich cele wojenne były skrajnie imperialistyczne. Pogląd ten przebił się do świadomości zachodnioniemieckiej i z pewnymi modyfikacjami zaczął funkcjonować w powszechnym obiegu. Trafił na sprzyjający moment, kiedy Niemcy przestawali się widzieć w roli &#8222;ofiary&#8221; i zaczęli oswajać się również z rolą &#8222;sprawcy&#8221;. Odżyły pytania o odpowiedzialność za pierwszą wojnę i niemieckie cele wojenne, o to czy Niemcy prowadziły wojnę obronną, prewencyjną czy skrajnie ekspansjonistyczną, zmierzającą do zapanowania nad Europą i zdobycia statusu mocarstwa światowego. W świetle drugiej wojny światowej nasuwało się łatwe rozstrzygnięcie problemu, czy istniała kontynuacja imperialistycznych mrzonek w historii Niemiec i czy Trzecia Rzesza stanowiła jedynie &#8222;wypadek przy pracy&#8221;. Dla niemieckiego samopoczucia miało niebagatelne znaczenie, czy należy wziąć na siebie odpowiedzialność za jedną, czy za obydwie katastrofy europejskie.</p>
<p><b>Współcześnie klimat polityczny w Niemczech ulega daleko idącym przeobrażeniom, wyraźnie zwyżkuje tendencja do relatywizowania przeszłości, czyli dowodzenia, że Niemcy byli w tym samym stopniu &#8222;sprawcą&#8221; co &#8222;ofiarą&#8221;, podobnie jak wszystkie inne narody europejskie</b>. <b>W tym nurcie mieści się pomniejszanie niemieckiej odpowiedzialności za pierwszą wojnę i przerzucanie jej na Serbię, Rosję, Francję, a nawet na Wielką Brytanię, co już zupełnie zakrawa na absurd</b>. Wszystko to są poglądy bardzo dobrze znane z międzywojnia, modyfikacje mają znaczenie drugorzędne, chciałoby się rzec niemal stylistyczne. Niezwykłą karierę zrobiła książka australijskiego historyka Christophera Clarka (<i>The Sleepwalkers</i>) wydana w 2012 r. i natychmiast przetłumaczona na język niemiecki. Autor ten w gruncie rzeczy odświeżył tezę o ześlizgnięciu się w wojnę przez mocarstwa, które wszystkie prowadziły politykę imperialistyczną i wszystkie ponosiły odpowiedzialność za wielki konflikt zbrojny. Wszyscy byli imperialistami i nacjonalistami, Niemcy wcale nie byli jedynym, a tym bardziej głównym &#8222;sprawcą&#8221;. Kryzys lipcowy, poprzedzający wybuch wojny, był skutkiem &#8222;wspólnej kultury politycznej&#8221; nacechowanej niezdolnością europejskich &#8222;lunatyków&#8221; do prawidłowego ocenienia sytuacji. Wojna nie była pochodną strukturalnych konfliktów, lecz fatalnego zbiegu okoliczności i nieudolności dyplomatów i polityków, kierujących się zgubnym machismem i eliminujących kobiety z polityki itp. itd. Książka jest skierowana do szerokiego odbiorcy, można ją wziąć na wakacje, inaczej niż opasłe dzieła Fischera wymagające uważnej lektury. Narracja jest wartka, atrakcyjnych szczegółów nie brakuje, portrety bohaterów kreślone grubą kreską, a więc wszystko co lubi masowy czytelnik. W Niemczech książka utrzymuje się na listach bestsellerów, autor święci triumfy w audycjach telewizyjnych.</p>
<p><b>W pierwszej połowie 2014 r. ukazały się na łamach dzienników i tygodników wcale liczne artykuły utrzymane w duchu historycznego rewizjonizmu.</b> Herfried Münkler ogłosił, że do wojny parły Serbia, Rosja, Francja i Wielka Brytania, jakby mimochodem dodając: &#8222;Naturalnie Niemcy nie były niewinne, w żadnym razie. Ale droga do wojny była wysoce złożona i metodyka Fritza Fischera byłaby nie do zaakceptowania na żadnym proseminarium&#8221;. Publicystka Cora Stephen ubolewała nad niemieckim masochizmem, podkreślając, że: &#8222;Tylko Niemcy wciąż wierzą, że ponoszą wyłączną winę za piekło między 1914 i 1918&#8221;. Dominik Geppert, Sönke Neitzel, Cora Stephan i Thomas Weber w manifeście ogłoszonym na łamach &#8222;Die Welt&#8221; stwierdzili, że w ogóle nie można mówić o &#8222;winie&#8221; Niemiec, ponieważ nie złamano wówczas żadnego obowiązującego kodeksu moralnego lub prawnego. Przywódcy Niemiec kierowali się wyłącznie obawą przed &#8222;okrążeniem&#8221; &#8211; &#8222;defensywnym celem przywrócenia znowu chwiejnej sytuacji ograniczonej hegemonii na kontynencie europejskim, którą Rzesza posiadała za Bismarcka, byli oni jak najdalej od tego, żeby arogancko i opętani wielkością dążyć do mocarstwa światowego&#8221;. W manifeście obciążono Francję, Austro-Węgry, Rosję i Wielką Brytanię, zwłaszcza tę ostatnią, że przekształciła konflikt w wojnę światową. Dominik Geppert miał Anglii za złe, że przystąpiła do wojny nie kierując się własnym interesem lub jasnymi zobowiązaniami sojuszniczymi. Sönke Neitzel twierdził, że źródeł wojny należy szukać nie tyle w polityce poszczególnych mocarstw, ile w enigmatycznym &#8222;ogólnoeuropejskim kryzysie&#8221;.</b></p>
<p>Przyznać jednak trzeba, że dość krzykliwy rewizjonizm historyczny prezentowany zwłaszcza w &#8222;Die Welt&#8221; spotkał się także z bardziej wyważonymi sądami w stylu: nikt nie był bez winy, ale wina Austro-Węgier i Niemiec była największa. Wolfram Wette wręcz trzyma się podstawowych ustaleń Fischera, a Michael Epkenhans podkreśla, że jednak <b>&#8222;najważniejsze decyzje zapadły w Berlinie&#8221;</b>. Gerd Krumeich pisał: &#8222;Kto był winny? Bez wątpienia nieodpowiedzialna polityka presji i blefu rządu niemieckiego miała największy udział w rozpętaniu wojny. Ale nie tylko wyłącznie Niemcy ponoszą odpowiedzialność za narastanie nieznośnych napięć przed wojną&#8221;. Bardzo wyważony tekst ogłosił Heinrich August Winkler w tygodniku &#8222;Die Zeit&#8221;, przypominając o wewnętrznych uwarunkowaniach polityki niemieckiej, zwłaszcza o naciskach ze strony kół wojskowych na rozpoczęcie wojny, i przeciwstawiając się historii pisanej w duchu pozytywistycznym lub polityki realnej, w każdym razie bez obciążeń moralnych. Niektórzy autorzy wyraźnie piszą również o podtekstach politycznych historycznego rewizjonizmu: jeśli Niemcy mają spełniać ważną rolę na scenie europejskiej, to nie można im wciąż wytykać winy za rozpętanie konfliktów zbrojnych (Münkler). Volker Ullrich odnotował zmiany w polityce kształtowania pamięci zbiorowej: &#8222;To co nie powiodło się konserwatystom podczas ‘sporu historyków’ w latach osiemdziesiątych, a mianowicie odzyskanie władzy interpretowania historii, ma się udać teraz. Zwraca uwagę z jak słabym oporem się to dotąd spotykało”. I to wydaje się najbardziej niepokojące w obecnej niemieckiej debacie o odpowiedzialności za wybuch pierwszej wojny światowej.</p>
<p><b>Zbigniew Mazur</b></p>
<p class="info"><b>Źródło przedruku</b>: Biuletyn Instytutu Zachodniego, Nr 168/2014, 12 sierpnia 2014. Instytut Zachodni im. Zygmunta Wojciechowskiego &#8211; Instytut Naukowo-Badawczy, Poznań. Tezy zawarte w tekście wyrażają jedynie opinie autora. Wytłuszczenia pochodzą od redakcji portalu koszalin7.pl</p>
<p class="note"><b>Zbigniew MAZUR</b> (ur. 1943) &#8211; historyk, profesor w Instytucie Zachodnim. Zainteresowania badawcze: niemieckie dziedzictwo kulturowe na Ziemiach Zachodnich i Północnych, dzieje myśli zachodniej. Stopnie naukowe: praca doktorska <i>&#8222;Pakt czterech 1933&#8221;</i>; doktor (1975); doktor habilitowany, docent (2004); profesor Instytutu Zachodniego (2010). Najważniejsze publikacje: <i>&#8222;Antenaci. O politycznym rodowodzie Instytutu Zachodniego&#8221;</i>, Instytut Zachodni, Poznań 2002; <i>&#8222;Obraz Niemiec w polskich podręcznikach do nauczania historii (1945-1989)&#8221;</i>, Instytut Zachodni, Poznań 1996; <i>&#8222;Centrum przeciwko Wypędzeniom&#8221;</i>, Poznań 2006; <i>&#8222;&#8217;Ojczyzna&#8217; 1939-1945. Wspomnienia. Publicystyka&#8221;</i>, (współred.), Poznań 2004; <i>&#8222;Wspólne dziedzictwo? Ze studiów nad stosunkiem do spuścizny kulturowej na Ziemiach Zachodnich i Północnych&#8221;</i> (red.), Poznań 2000.</p>
<p> <b>INSTYTUT ZACHODNI im. Zygmunta Wojciechowskiego w Poznaniu</b> (ang. <i>Institute for Western Affairs</i> , niem. <i>West-Institut</i>, fr. <i>Institute Occidentale</i>) &#8211; jednostka badawczo-rozwojowa, której organem założycielskim jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Założony w 1944 r. w Warszawie przez profesora Zygmunta Wojciechowskiego, od 1945 r. mieści się w Poznaniu. Instytut zajmuje się w sposób interdyscyplinarny szeroko pojętymi stosunkami międzynarodowymi, głównie stosunkami polsko-niemieckimi, ale także polskimi ziemiami zachodnimi (m.in. Wielkopolska, Pomorze, Śląsk), historią, ekonomią i polityką Niemiec oraz procesami integracji europejskiej i kwestiami bezpieczeństwa w strefie euroatlantyckiej.</p>
<p> <small>Biogram na podstawie notki autorskiej zamieszczonej w Biuletynie Instytutu Zachodniego, strony internetowej Instytutu Zachodniego oraz Wikipedii.</small></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/rok-1914-niemcy-strzsaj-win/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Patriotyzm jest formą zdrowego rozsądku</title>
		<link>https://koszalin7.pl/patriotyzm-jest-form-zdrowego-rozsdku/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/patriotyzm-jest-form-zdrowego-rozsdku/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 11 Nov 2014 12:27:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Patriotyzm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/11/11/patriotyzm-jest-form-zdrowego-rozsdku/</guid>

					<description><![CDATA[To zdrowy rozsądek nakazuje ci poznać własną historię po to, by byle kto nie wykorzystał twojej niewiedzy do nabijania sobie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>To zdrowy rozsądek nakazuje ci poznać własną historię po to, by byle kto nie wykorzystał twojej niewiedzy do nabijania sobie portfela; żeby twoja niewiedza nie zrobiła z ciebie pożytecznego idioty. Zdrowy rozsądek nakazuje dbać o swoje interesy nie tylko osobiste, ale również państwowe, bo sam nie jesteś w stanie się ochronić ani przed złodziejem, ani przed bandytą, ani agresją wrogiego państwa. <span id="more-1874"></span> Bez pomocy państwa oni mogą ci wszystko zabrać, a ciebie zabić. Ale to państwo musi istnieć i funkcjonować, a ty musisz być świadomym jego obywatelem. Dobro wspólne jest twoim bankiem, z którego powinieneś korzystać w razie potrzeby. Pusty budżet państwowy odbiera ci pracę, odpoczynek, spokój, stabilizację i perspektywę; pełny budżet pozwoli ci rozwijać twoje możliwości i zdolności, zachować pracę, wychowywać dzieci i szanować starych rodziców.</p>
<p>Dobro wspólne to nie tylko domy, samochody, sprawna gospodarka, ale również kultura, bez jej reprezentacji i dbałości o rozwój będziesz nikim i znikąd. W dzisiejszym świecie takim ludziom nie przysługuje ani praca, ani szacunek, ani nawet uwaga. Nie jesteś kimś, jesteś nikim! Stawianie pytania, czy potrzebny jest nam dziś patriotyzm jest równoznaczne z innym: po co nam dzieci lub po co nam dom? Trzeba to powiedzieć jasno, stawianie takiego problemu świadczy o niskim poziomie wyczucia społecznego i politycznego, ale również o braku wiedzy. W II RP postawienie takiego pytania wzbudziłoby zdumienie.</p>
<p>Dlaczego jest nam tak źle? Dlaczego wiele narodów uważa nas za społeczność drugoplanową, społeczność bez przyszłości? W Niemczech funkcjonuje pojecie ludzie &#8222;zbędni&#8221; – dlaczego?</p>
<p>Dlatego, że wstydzimy się być Polakami, że nie potrafimy, z braku wiedzy, bronić naszej godności, naszego wyjątkowo pouczającego doświadczenia historycznego i kulturowego. Nie potrafimy, ba nawet nie dostrzegamy tego, że mamy jakiś własny wspólny interes, jakąś formację, jakąś tożsamość których musimy bronić, bo to jest nasza niepodległość – to nas odróżnia od innych i daje prawo do istnienia. Niewolników klasyfikuje się jako niewolników. I koniec. Jest nam źle również dlatego, że nie potrafimy wygenerować odpowiednich swoich delegatów do parlamentu, a ci nie potrafią odpowiednio reprezentować nas w trudnych sprawach. Większość naszych nowobogackich jeszcze nie rozumie, że ich sukces nie zależy od tego ile wyciśnie z robola, ale odwrotnie, jakie mu stworzy warunki do twórczej pracy. Ustawodawcy także nie rozumieją, że system prawny w państwie nie może stwarzać chaosu itd. itd.</p>
<p>Patriotyzm wyzwala poczucie odpowiedzialności i dojrzałości; jest stanem ducha, który nie godzi się na bylejakość, domaga się odpowiedzialności i odpowiedniego statusu intelektualnego. Nauczyciel i naukowiec nie powinni godzić się na zaniżenie poziomu nauczania, bowiem wykształcenie nie decyduje o pozycji na wsi, lecz o naszej pozycji w świecie. Dziennikarz odpowiada za jakość informacji – nie na poziomie partyjnym, lecz państwowym. Lekarz swojego pacjenta nie traktuje jako dozgonny dochód, lecz jako człowieka, którego trzeba wyleczyć. Prawnik, parlamentarzysta powinni rozumieć co znaczy być strażnikami interesu państwowego, stanowionego prawa, jak również uczciwego jego wykonania… Ta może naiwna wyliczanka nie wynika z infantylności, lecz miejsca, w jakim się wszyscy znaleźliśmy. Czy nie czas już przerwać niekończący się łańcuch oszustw? Każdy każdego chce oszukać: piekarz szewca, mechanik prawnika, dziennikarz czytelnika, rolnik naukowca, lekarz państwo, przedsiębiorca konsumenta, żona męża, dziecko babcię itd. Wszyscy są pozornie zadowoleni, ale państwo, zdrowie, rodzina, a więc podstawa, na której stoimy coraz bardziej tonie w bagnie.</p>
<p><b>A na horyzoncie nie widać żadnej instytucji, ani nawet wewnętrznej intencji, która byłaby zdolna zmobilizować Polaków do obrony przed zbliżającą się kompletną klęską. Warto zapamiętać, że to właśnie patriotyzm i zdrowy rozsądek pomógł Polakom w 1918 r. odzyskać niepodległość.</b></p>
<p><b>Ryszard Surmacz</b></p>
<p class="info">Tekst jest fragmentem artykułu &#8222;Na horyzoncie nie widać żadnej instytucji, która byłaby zdolna zmobilizować Polaków do obrony&#8221; zamieszczonym na portalu wPolityce.pl (dostęp 11 listopada 2014).</p>
<p class="note"><b>Ryszard SURMACZ</b> (1950), historyk, przez 11 lat był dziennikarzem reportażystą w kilku polskich czasopismach. Pisze na tematy Ziem Odzyskanych, głównie w kontekście polskiej racji stanu. Na tematy śląskie publikował w &#8222;Kulturze&#8221; paryskiej, za którą otrzymał nagrodę POLCUL-u. Autor pięciu książek (szósta w przygotowaniu). Mieszka w Lublinie, obecnie pracownik IPN O/Lublin. Jeden z najlepszych znawców problematyki zachodniej i śląskiej. Autor serii artykułów na temat Ziem Odzyskanych, w których z niezwykłą przenikliwością i znajomością rzeczy omawia uwarunkowania historyczne, polityczne i kulturowe oraz trudną sytuację mentalną w jakiej znaleźli się Polacy zamieszkujący te tereny.<br />
<small>Na podstawie: wPolityce.pl</small></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/patriotyzm-jest-form-zdrowego-rozsdku/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Fobia czy entuzjazm? „Światu potrzebne są dziś renesansowe umysły, wielkie i uczciwe charaktery”</title>
		<link>https://koszalin7.pl/fobia-czy-entuzjazm-wiatu-potrzebne-s-dzi-renesansowe-umysy-wielkie-i-uczciwe-charaktery/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/fobia-czy-entuzjazm-wiatu-potrzebne-s-dzi-renesansowe-umysy-wielkie-i-uczciwe-charaktery/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 08 Nov 2014 16:26:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/11/08/fobia-czy-entuzjazm-wiatu-potrzebne-s-dzi-renesansowe-umysy-wielkie-i-uczciwe-charaktery/</guid>

					<description><![CDATA[W Polsce każde wydarzenie należy rozpatrywać w szerokim kontekście historyczno-polityczno-społecznym. Jeżeli nie znamy historii i nie rozumiemy zasad jakimi kieruje]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1871" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/tusk_prezydent.jpg" border="0" alt="Donald Tusk" title="Donald Tusk" align="left" width="704" height="396" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/tusk_prezydent.jpg 704w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/11/tusk_prezydent-300x169.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 704px) 100vw, 704px" />W Polsce każde wydarzenie należy rozpatrywać w szerokim kontekście historyczno-polityczno-społecznym. Jeżeli nie znamy historii i nie rozumiemy zasad jakimi kieruje się polityka, nasza ocena musi okazać albo emocjonalna, albo tendencyjna – a więc najprawdopodobniej taka, <span id="more-1872"></span>  jakiej sami nie chcemy, ale chce ktoś, kto usiłuje zbić na naszej naiwności określony kapitał.</p>
<p>Jeżeli wykażemy się znajomością historii i polityki, ewentualność pomyłki zostanie zminimalizowana, a porozumienie społeczne w danej sprawie ułatwione. I to jest ten element układanki, który powinniśmy oczekiwać od siebie, i ten element układanki który zaczyna blokować manipulację nami podmiotom trzecim. Znajomość historii i polityki sprawia, że zupełnie inna jest też rozmowa i inna wspólna diagnoza umożliwiająca profilaktykę i współdziałanie.</p>
<p>Każda nominacja na wyższy urząd państwowy, czy w przypadku premiera Donalda Tuska na unijny, ma charakter polityczny i jest wypadkową czasami układu sił, czasami intencji, a w skrajnych przypadkach złej woli. Ten ostatni wariant przerabialiśmy w okresie zaborów i PRL Nominacja więc Tuska na przewodniczącego Rady Europy nie odbiega od normy. Rozpatrywanie jej w kategoriach &#8222;nam się należało&#8221;, &#8222;odnieśliśmy sukces&#8221; czy gorzej &#8211; w kontekście emocjonalnym, jest zwykłą naiwnością.</p>
<h3>Krajobraz przed bitwą czy po bitwie?</h3>
<p>Bezpieczeństwo świata trzeszczy w szwach, cywilizacja łacińska chwieje się w posadach, strefa euro nadal przeżywa kryzys. UE stoi przed groźbą rozpadu, europejską solidarność pożera egoizm i partykularyzm. Stara Europa wciąż nie może zrozumieć podstawowego przesłania XXI w., że merkantylizm i kolonializm są przeżytkiem, ze przeżytkiem jest obecna forma kapitalizmu oparta na ciągłym wzroście &#8211; produkcji i konsumpcji. Jeżeli cywilizacja zachodnia nie zatrzyma się w swoim szaleństwie, zatrzyma ją ktoś inny i wcale nie musi to być islam, Rosja, czy Chiny. Zatrzymać ją natura, przyroda, z którą nie chcemy współpracować, lecz którą na siłę chcemy podporządkować sobie, albo chaos, który sama wprowadza.</p>
<p><b>Światu potrzebne są dziś renesansowe umysły, wielkie i uczciwe charaktery oraz tradycyjna moralność, na której możemy odbudować swoją cywilizacyjną konstrukcję.</b> Epoka informatyzacji, to nowy etap w dziejach tego samego świata. Na gruncie humanistycznym, koncepcyjnym, mimo różnicy czasowej, wymaga od nas takiej samej wielkości, jak za czasów greckich. Wielki Koordynator i jego mocodawcy muszą mieć wizję &#8211; w pierwszym rzędzie kulturową; muszą mieć wizje na poziomie ciągłości cywilizacyjnej. Czasy bowiem są bardzo wymagające, gdy zabraknie wyobraźni, oni wszyscy razem wzięci, mogą okazać się tymi, którzy gaszą dogorywający kaganek. I to są uwarunkowania globalne. Człowiek w swoim jestestwie, mimo tak zaawansowanej technologii, jest nadal wykonawcą &#8211; nazwijmy to &#8222;woli wszechświata&#8221;. Jest pionkiem w grze.</p>
<h3>Uwarunkowania regionalne</h3>
<p>Z punktu widzenie UE Tusk odniósł w Polsce sukces, z polskiego wygląda to zupełnie inaczej. Dowodem na to są: <b>kolosalny dług, rozstrój państwa i administracji, prawa (nic tu nie działa normalnie), przejęcie przez kapitał obcy polskiej gospodarki, niedokończona reforma armii (dowódcy nie wiedzą kto ma dowodzić na wypadek wojny), katastrofalny stan służby zdrowia, oświaty itd. Obrazu dopełnia niskie poparcie społeczne</b>.</p>
<p>Jeżeli w wywiadzie z Lisem (01.09.2014) premier Tusk mówi, że jest zwolennikiem integracji Polski z UE, to musimy zapytać co to znaczy? Czy nominacja oznacza unijną sankcję tego marazmu, jaki ma miejsce w obecnej Polsce, czy też jest wzmocnieniem układów, który Polskę doprowadza na skraj bankructwa? I to są pytania obywatelskie. Możemy się cieszyć z wyboru personalnego, ale nie możemy być zadowoleni z własnej sytuacji w kraju.</p>
<p>Zapytajmy raz jeszcze, czy nominacja Premiera, któremu słupki poparcia w kraju spadały, to sukces Polski, czy UE, bo w tym wypadku jakoś trudno te dwa światy połączyć w jedną całość. Zabrano nam go dlatego, że był tak świetny (najwyższy wzrost gospodarczy Polski w UE), czy dlatego, że zdarzyło się coś, czego jeszcze nie wiemy? Radość musi mieć jakieś uzasadnienie racjonalne.</p>
<p>Nominacja, owszem, jest wizerunkowym sukcesem Polski. To ważny element układanki, ale wizerunek jest tylko jej częścią i czy tylko o to nam chodzi? A więc, skoro został tak doceniony i tak wysoko postawiony, <b>Polska może chyba oczekiwać, że zamilkną jawnie niesprawiedliwe określenia &#8222;polskie obozy koncentracyjne&#8221;, że zaniechana zostanie antypolska polityka historyczna, zwłaszcza w Niemczech, że zmieni się negatywny stosunek do Polaków i Polski (wynika to z elementarnego braku wiedzy), że poniechane zostanie traktowanie nas z pozycji taniej siły roboczej (podział rynku pracy), że polityka energetyczna uzyska korzystny dla wszystkich wymiar</b>, że emisja dwutlenku węgla przestanie mieć wymiar dyskryminacyjny oraz że we wzajemnych stosunkach zniknie element stosowania siły na rzecz porozumienia i wspólnych interesów.</p>
<p>Ponadto <b>zbliża się rok 2016, a więc rok uwolnienia zakupu ziemi i nieruchomości w Polsce oraz ujawnienie nielegalnego jej wykupu</b>. <b>Mija też owe magiczne 20 lat, a wiec okres wychowania pokolenia, z którego świadomości można czerpać korzyści polityczne i materialne</b>. Trzeszczy w szwach układ jałtański (z późniejszymi zmianami), którego ustalenia graniczne są ostatnim i jednym porozumieniem prawno-międzynarodowym. <b>To właśnie on trzyma porządek w Europie Środkowo-Wschodniej</b>. Wojska rosyjskie na Ukrainie destabilizują go. <b>Polska nie ma traktatu pokojowego z Niemcami</b>. Natomiast Traktatowi o potwierdzeniu granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej z 1990 r. nadal towarzyszy paragraf 116 Konstytucji niemieckiej, który swym zasięgiem obejmuje całe ziemie odzyskane. <b>W Polsce istnieje mniejszość niemiecka</b>, jak na Ukrainie Wschodniej mniejszość rosyjska. <b>W Niemczech nie ma mniejszości polskiej</b>, choć została zapisana w traktacie. Na Śląsku istnieje nadal nierozpoznany do końca Ruch Autonomii Śląska, który może spełni podobna rolę w Polsce, jak separatyści w Okręgu Donieckim i Ługańskim… Tę wyliczankę można ciągnąć dłużej, ale wszystkie te wydarzenia mają wpływ na rozwój sytuacji politycznej w Polsce.</p>
<h3>PiS ma większy problem niż mu się wydaje</h3>
<p>Przed ponownym wyborem Obamy na prezydenta USA, PO przeżywała wyraźny kryzys. Wydawało się, że zwycięstwo PiS-u jest w zasięgu ręki. Po wyborze wszystko się zmieniło. Platforma została napompowana, a z partii Kaczyńskiego zeszło powietrze. Nominacja Donalda Tuska na unijne stanowisko dziś wywołuje podobny efekt. Powstaje jednak pytanie, czy pozostanie na placu boju Jarosława, oznacza zwycięstwo jego partii, czy wypalenie się? Dziesięć lat walki musiało zrobić swoje. Partie wodzowskie mają to do siebie, że głód następców jest gwałtownie odczuwalny w momencie najbardziej newralgicznym. Cechą partii wodzowskiej jest też brak bezpośredniego przełożenia na społeczeństwo. A to oznacza słabość opozycji. Jeżeli w Polsce mamy od czynienia ze słabością państwa, to na słabość tę nakłada się dekada walki politycznej, niechlujne wykształcenie większości Polaków, zwłaszcza w dziedzinie humanistycznej, niezrozumienie roli państwa i mediów (zwłaszcza po prawej stronie), zbyt spolegliwy Kościół, brak spójnej myśli i niestety – brak pozytywnych wzorów.</p>
<p>Ale to jeszcze nie koniec. Na to wszystko nakłada się zakłócenie systemu wartości i systemu porównawczego. Mało kto z Polaków swoją obecną sytuację porównuje do niepodległej II RP, lecz najczęściej do PRL, co jest kompletnym nieporozumieniem. Wystarczą dwa oderwane od rzeczywistości argumenty, że &#8222;tamta Polska była biedna&#8221; i krótkie hasło &#8211; &#8222;sanacja&#8221;, aby rozbić cały dorobek II RP. Stalin pęka ze śmiechu!</p>
<p>Podczas wywiadu z Lisem ujawniło się też, że Tusk nie odpuści i będzie starał się zachować wpływ na politykę w Polsce, z kilku względów: 1. jego pozycja w UE będzie się opierała na sile PO w Polsce, 2. Jego sukces w UE będzie jego biletem powrotnym na eksponowane stanowisko w kraju. Dobrze, że Premier swój punkt odniesienia kieruje w stronę Polski, ale z tej intencji wynika jasno, że PO będzie pompowana. I na to prawdopodobnie jest już zgoda Brukseli. Kto poznał jego technikę walki, nie powinien mieć wątpliwości. Tak, że jak w Polsce był jeden Tusk, to w Brukseli będzie ich dwóch. I to jest nieprawdopodobny bliźniaczy fenomen. Papierkiem lakmusowym owego pompowania będzie stosunek PSL do byłego premiera i samego PO. Co w takiej sytuacji może zrobić PiS? Rozumując w kategoriach gry: chcąc obalić Tuska PiS będzie musiał obalić UE. Gdy nawet obali UE, pozbawi Polskę jakiejkolwiek ochrony przed Rosją&#8230; Czyli mimo roszad partyjnych wciąż – szach. Jakie rozwiązanie? W interesie Polski dziś byłoby zgodne współdziałanie PiS i PO. Ale to warunkowo oznacza przekreślenie niemal całej dotychczasowej polityki tej partii niemal w każdym zakresie: gospodarczym, na polu szkolnictwa, służby zdrowia, ubezpieczeń społecznych, nauki, mediów itd. Oznaczałoby to też rozliczenie afer, a więc koniec parasola ochronnego dla wszelkiej patologii, a więc przyznanie się do klęski Tuska i jego brukselską marginalizację. Taki scenariusz jest więc mało prawdopodobny.</p>
<h3>Zakończenie</h3>
<p><b>Odpowiedzi na pytanie, czy nominacja Donalda Tuska jest sukcesem Polski, udzieli czas</b>. Jeżeli ustanie nagonka na Polskę i Polaków, jeżeli zamilkną kłamliwe oskarżenia, jeżeli odwróci się trend, który wciąga nas w wojnę z Rosją itd., to będziemy mogli mówić o wizerunkowym sukcesie. I będzie to jego zasługa mimo woli. Gdy natomiast spotka nas coś nadzwyczajnego, co zrekompensuje wcześniejsze klęski, to będzie to zasługa Donalda Tuska dla Polski.</p>
<p>Ale nie bądźmy naiwni &#8211; naiwność bowiem zawiera w sobie mocny element oczekiwania, a więc bezczynności &#8211; i odwołajmy się do artykułu Witolda Gadowskiego pt. &#8222;Enerdowska czkawka&#8221;, który podpowiada nam inny trop. Pisze:</p>
<p>&#8222;Jest rok 1986, w Dreźnie odbywają się pierwsze 'spontaniczne&#8217; spotkania oficerów służb specjalnych ZSRR i Niemiec. Trwają targi nad nowym obliczem Europy&#8221;. &#8222;Kanclerze Niemiec, po Kohlu, byli już nadzwyczaj przyjaźni wobec Moskwy&#8221; &#8230; &#8222;Tak patrzę na tego poubieranego w 'europejskie szaty&#8217; Tuska i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tajne pakty zawierane w Dreźnie [&#8230;] do dziś odbijają się na kontynencie całkiem realna czkawką&#8221; &#8211; źródło <a href="http://wpolityce.pl/swiat/211876-enerdowska-czkawka" target="_blank" rel="noopener noreferrer">TUTAJ</a>.</p>
<p>I ten trop prowadzi nas zupełnie w inna stronę. Tu trudno uciec od pytania, czym Tusk przekonał Merkel, Camerona i innych? W polityce niczego nie ma za darmo. Ale (załóżmy) to, że mógł pozwolić sobie na takie zachowanie, świadczy o słabej opozycji w kraju, obojętności polskiego społeczeństwa i poczuciu bezkarności elit. Świadczy też o tym, że naszymi umysłami zawładnęła komuna oraz że nie wykorzystaliśmy tego dwudziestopięciolecia ochronnego, które dawał nam pontyfikat Jana Pawła II. Musimy zdać sobie sprawę, że wszystko &#8211; każda klęska i każde zwycięstwo buduje wspólny nasz gmach i wzmacnia lub osłabia jego fundamenty. <b>My obywatele polscy jesteśmy naczyniem połączonym z własnym państwem</b>. Nasza kondycja umysłowa i fizyczna przekłada się na kondycję naszego państwa i powagę naszych paszportów. Ale to dopiero jest szkoła podstawowa.</p>
<p><b>Ryszard Surmacz</b></p>
<p class="note"><b>Ryszard SURMACZ</b> (1950), historyk, przez 11 lat był dziennikarzem reportażystą w kilku polskich czasopismach. Pisze na tematy Ziem Odzyskanych, głównie w kontekście polskiej racji stanu. Na tematy śląskie publikował w &#8222;Kulturze&#8221; paryskiej, za którą otrzymał nagrodę POLCUL-u. Autor pięciu książek (szósta w przygotowaniu). Mieszka w Lublinie, obecnie pracownik IPN O/Lublin. Jeden z najlepszych znawców problematyki zachodniej i śląskiej. Autor serii artykułów na temat Ziem Odzyskanych, w których z niezwykłą przenikliwością i znajomością rzeczy omawia uwarunkowania historyczne, polityczne i kulturowe oraz trudną sytuację mentalną w jakiej znaleźli się Polacy zamieszkujący te tereny.<br /> <small>Na podstawie: wPolityce.pl</small></p>
<p class="info">Przedruk za: wPolityce.pl (data publikacji: 4 września 2014). Wytłuszczenia tekstu pochodzą od redakcji koszalin7.pl</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/fobia-czy-entuzjazm-wiatu-potrzebne-s-dzi-renesansowe-umysy-wielkie-i-uczciwe-charaktery/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ukraina – epicentrum międzynarodowej rywalizacji</title>
		<link>https://koszalin7.pl/ukraina-epicentrum-midzynarodowej-rywalizacji/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/ukraina-epicentrum-midzynarodowej-rywalizacji/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 01 Nov 2014 21:54:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/11/01/ukraina-epicentrum-midzynarodowej-rywalizacji/</guid>

					<description><![CDATA[Energetyka jest strategiczną dziedziną gospodarki Ukrainy. Po radzieckim okresie świetności ukraińska gospodarka stała się jedną z najbardziej energochłonnych na świecie.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Energetyka jest strategiczną dziedziną gospodarki Ukrainy. Po radzieckim okresie świetności ukraińska gospodarka stała się jedną z najbardziej energochłonnych na świecie. Ze względu na konflikty gazowe z sąsiadem i nowo utworzone oraz planowane projekty gazociągowe, Ukraina traci bezpowrotnie swoje tranzytowe atuty. <span id="more-1865"></span> Polityczną i ekonomiczną sytuację kraju komplikuje zaangażowanie międzynarodowych aktorów, których interesy nie pozwalają na rozwiązanie bez ich udziału lokalnych problemów.</p>
<h2>Kolorowa rewolucja u naszych granic</h2>
<p>Na początku 2014 r. doszło na Ukrainie do przewrotu politycznego. Widzieliśmy – podobnie jak w wielu innych krajach – pokojowe demonstracje i manifestacje, potem ataki na budynki instytucji państwowych i ich okupowanie, starcia z siłami „reżimu”, prowokacje, niezidentyfikowanych snajperów strzelających do tłumu, śmierć ludzi na ulicach, paraliż organów władzy, uciekającego prezydenta, a potem głosowania, referenda, uznawane przez jedną, nie uznawane przez drugą stronę konfliktu. Wszystko to dzieje się w kraju, który powstał w 1991 roku dziedzicząc po Związku Radzieckim podobnie kruchą konstrukcję jak kraje Bliskiego Wschodu czy Afryki, gdzie sztuczne granice oraz podziały etniczne były i są ciągłym źródłem wyniszczających konfliktów politycznych, przewrotów wojskowych, krwawych walk wewnętrznych i wojen domowych.. I choć Ukraina leży w Europie, więc takie scenariusze wydają się mniej prawdopodobne, to jednak na wschodnich rubieżach tego kraju mamy do czynienia z wojną domową, w której codziennie giną ludzie.</p>
<p>W konflikty wewnętrzne zawsze włączają się siły zewnętrzne. Zimną grę zaangażowanych mocarstw, podgrzewających konflikty, dobrze zilustruje porównanie Ukrainy i Syrii. Rząd Al-Asada jest popierany przez Rosję, zbrojna opozycja przez Stany Zjednoczone. Na Ukrainie rząd Janukowycza popierała Rosja, podczas gdy Stany wspierały proeuropejską opozycję. Później role się odwróciły: po przewrocie Moskwa popierała opozycję, także zbrojną, a Waszyngton – nowy rząd, utworzony przez byłą opozycję, choć jego legalność była wątpliwa. Wyborów w Syrii USA nie uznają, natomiast wybory z 25 maja na Ukrainie są według Departamentu Stanu legalne a wyłoniona w nich władza – prawowita. Tak w Syrii, jak i na Ukrainie bliscy sąsiedzi angażują się po jednej ze stron konfliktu. Arabia Saudyjska dostarcza broń rebeliantom syryjskim, zaś Polska opowiada się po stronie sił umownie nazywanych „Majdanem”, wspierając je politycznie, dyplomatycznie i propagandowo. Mocarstwa zasilają strony konfliktu w broń, oficjalnie lub po cichu. Od takiego lustrzanego odwrócenia sytuacji dwóch tych samych stron konfliktu – Stanów Zjednoczonych i Rosji, każdemu wyznawcy wartości i zasad w polityce powinno zakręcić się w głowie.</p>
<p>Ważna rolę odgrywają media głównego nurtu zamieniające się w takich kryzysowych momentach w maszyny propagandowe, mające dostarczać słusznego, czarno-białego obrazu konfliktu, integrować społeczeństwo wokół rządzących, którzy walczą z zewnętrznym wrogiem i dyskredytować osoby, które reprezentują inny pogląd na temat przedstawianych wydarzeń. I dzieje się tak nie tylko na Ukrainie i nie tylko w Rosji, lecz także w Polsce, a nawet w Stanach Zjednoczonych.</p>
<p>Demokracja i prawa człowieka to piękne hasła, jednak widok skutków instrumentalnego odwoływania się do nich przeraża. Wystarczy spojrzeć na rzeczywistość Libii, Syrii, Iraku, Egiptu czy Afganistanu. Szlachetne wartości prowadzą do wieloletniej anarchii, walk zbrojnych, śmierci dziesiątek tysięcy ludzi. Beznamiętnie określa się to jako „strefę niestabilności”, i właśnie taka strefa może powstać za naszą wschodnią granicą.</p>
<h2>Geopolityka</h2>
<p>Istotą konfliktu na Ukrainie jest globalna geopolityczna konkurencja mocarstw. Nie możemy o niej zapominać, bez niej nie zrozumiemy ani wydarzeń politycznych, ani spraw energetycznych. Wagę Ukrainy dla nowego światowego układu po Zimnej Wojnie dobrze ujął Zbigniew Brzeziński pisząc w „Globalnej szachownicy”, że jego</p>
<p class="citate">znaczenie nie wynika z potęgi czy ambicji, lecz raczej z ważnego położenia geograficznego i skutków jego potencjalnej niestabilności dla zachowań graczy geostrategicznych. (…) Bez Ukrainy Rosja przestaje być imperium euroazjatyckim (…), jeżeli jednak Moskwa ponownie zdobędzie władzę nad Ukrainą, wraz z 52 milionami obywateli, ogromnymi bogactwami naturalnymi i dostępem do Morza Czarnego, automatycznie odzyska możliwość stania się potężnym imperium, spinającym Europę i Azję.</p>
<p>Właśnie ze względu na swoje strategiczne położenie Ukraina stała się przedmiotem starcia wielkich światowych graczy. Z jednej strony Stany Zjednoczone, które włączając do NATO nowe państwa na wschodzie, obejmowały swoimi planami także Kijów. To dążenie Waszyngtonu do osłabienia Rosji, było względnie bezpieczne dopóki NATO rozszerzano na Polskę i kraje centralnej Europy (przyłączenie w 1999 r), a nawet na tereny byłego ZSRR (państwa bałtyckie w 2004 r.). W tym czasie Kreml, osłabiony latami postsowieckiej smuty, nie miał realnych możliwości, aby przeciwstawić się tej ekspansji, i mógł tylko bezskutecznie powoływać się na ustalenia z Rejkiawiku i Malty, gdzie Amerykanie obiecywali, że nie dojdzie do rozszerzenie NATO.</p>
<p>Dzisiaj mamy całkowicie odmienną sytuację. Rosja to państwo coraz bardziej zintegrowane, prowadzone przez silnego przywódcę, bogate dochodami z ropy i gazu. Ale przede wszystkim posiadające potężne środki wpływu i nacisku na Ukrainie poprzez rosyjską ludność, powiązania gospodarcze oraz kulturę i język. Konflikt dotyczy bowiem dużej części ziem rdzennie rosyjskich. Ukraina nie mogła przez lata zdecydować się na kierunek strategicznych sojuszy – czy związać się z Rosją, czy z Zachodem – prowadziła politykę wielowektorową, próbując zachować równowagę między Europą, Ameryką i Rosją. Jednak taka polityka wymaga silnej, zintegrowanej władzy, lojalnych elit i potencjału państwowego. Żadnego z tych elementów Ukraina nie miała, tak więc dzisiaj gra kończy się dramatycznie dla kraju i jego mieszkańców.</p>
<p>Waszyngton w swojej strategii wobec Ukrainy musi zachowywać ostrożność ze względu na nuklearny potencjał Moskwy. Konflikt zbrojny na pełną skalę między mocarstwami jest trudny do wyobrażenia, chociaż wartość atomowego straszaka Rosji może zostać kiedyś osłabiona przez globalną tarczę antyrakietową. Wiemy jednak, że dzisiaj łatwiej i taniej zmieniać rządy środkami pozamilitarnymi, przygotowywanymi przez „soft power”.</p>
<h2>Oligarchia i polityka</h2>
<p>Ukraina jest przykładem źle rządzonego kraju i upadającej gospodarki, rozdrapywanej na kawałki przez połączone elity polityki i biznesu. Z tego powodu należy do państw o najniższej stopie życiowej w Europie. Wiele mówiący jest fakt, że o ile w 1989 r. Ukraina miała o 10% wyższe PKB na głowę mieszkańca niż Rosja, o tyle obecnie jest to zaledwie jedna trzecia poziomu rosyjskiego. Brak tradycji własnej państwowości, skorumpowane rządy, gospodarka rozparcelowana pomiędzy kliki i grupy interesów – wszystko to przez lata niszczyło kraj, drenowało z zasobów ludzkich (wielomilionowa emigracja), bogactw naturalnych czy środków finansowych. „Euromajdan” narodził się na tych mocno nadwyrężonych fundamentach i, niestety, jeszcze pogłębił słabość państwa ukraińskiego.</p>
<p>Klasa oligarchów powstała na uwłaszczonym majątku poradzieckim – przemyśle wschodniej i centralnej Ukrainy, na zasobach naturalnych kraju, potężnej branży gazowej. Były to ogromne pieniądze łatwe do szybkiego przetransferowania z przedsiębiorstw państwowych do prywatnych spółek, mocno powiązanych z politykami. Przenikanie się elit politycznych i prywatnego biznesu – stworzyło splątany węzeł zależności i korupcji. Potężne prywatne fortuny wyrosłe w sektorze nafty i gazu, błyskawiczne zmiany prezesów państwowego potentata Naftogazu, ich późniejsze losy często kończące się listami gończymi lub więzieniem – pokazują, że gaz to sedno korupcji naszych sąsiadów zza miedzy. Ostatnim przykładem jest oskarżenie i aresztowanie prezesa Naftogazu oraz oświadczenie premiera Jaceniuka, że w magazynach gazu zamiast 20 jest zaledwie 7 miliardów m3. Zniknął gaz o wartości pięciu miliardów dolarów, czyli tyle, ile Polska konsumuje w ciągu roku.</p>
<p>Symbolem oligarchicznego systemu gospodarczego Ukrainy może być historia Dymitra Firtasza, biznesmena o potężnych interesach w sektorze energetycznym, czwartego w rankingu najbogatszych obywateli tego kraju z majątkiem szacowanym na 3,3 miliarda dolarów. W 1993 r. zorganizował on import w barterze za żywność poprzez spółkę EuralTransGaz, importującą tani turkmeński gaz, ale oskarżaną o związki ze światem przestępczym. W 2004 r. stworzył z Gazpromem spółkę RosUkrEnergo, która miała tajemniczy akcjonariat, ale wg Władymira Putina powstała z inicjatywy ukraińskiego prezydenta Leonida Kuczmy. Spółka kupowała rosyjski i azjatycki gaz, transportując go także do Europy, a w czasie kryzysu gazowego 2006 r. umożliwiła tańsze dostawy (mieszając gaz z Rosji i Azji Centralnej). W ten sposób Dmitrij Firtasz zdobył część ukraińskiego rynku, przejmując go od państwowego Naftogazu. Dzięki tak mocnej pozycji przez kilka lat dostarczał on także gaz do Polski, zapewniając nam pseudo-dywersyfikację dostaw. Skończyła się ona tym, że RosUkrEnergo wspólnie z Gazpromem (właścicielem 50% akcji RosUkrEnergo) zaszantażowała polskiego importera nie odnowieniem kontraktu z PGNiG, wymuszając dużo wyższe ceny, które później tak mocno nam doskwierały. To jeden z najdroższych projektów dywersyfikacji, kosztujący nas dobre kilka miliardów dolarów.</p>
<p>Pani premier Tymoszenko była osobistym wrogiem Dymitra Firtasza, tak więc przy okazji kryzysu 2009 r. stracił on swój udział w imporcie gazu, a także rynek krajowy, przypadający mu na podstawie dość mętnych układów z Naftogazem. Rząd odebrał mu wtedy 11 miliardów m3 gazu, które jednak po wyroku sadowym musiał zwrócić. Porachunki między wrogimi politykami i oligarchami są kluczowym składnikiem ukraińskiej polityki, a ich wspólne interesy wyjaśniają nawet najtrudniejsze do zrozumienia decyzje władz. Firtasz swój geniusz do gazowych biznesów ujawnił jeszcze w 2012 r. gdy jego holding OstChem, wykorzystując wysokie ceny importowe Naftogazu, sprowadził ponad 20 miliardów m3 gazu, również rosyjskiego, ale znacznie tańszego.</p>
<p>Ta wzorcowa kariera wydaje zmierzać ku końcowi, gdyż interesami Dymitra Firtasza zajęło się amerykańskie FBI. Co ciekawe, oskarżenie nie dotyczy przestępstw wobec Ukrainy czy Stanów Zjednoczonych, ale łapówek dla urzędników rządu Indii wręczonych przy projekcie budowy kopalni tytanu. Jeśli ukraiński oligarcha nie skończy w amerykańskim więzieniu oskarżony o łapówkarstwo – jak zakończył swoją karierę biznesowy promotor Julii Tymoszenko i były premier Ukrainy Paweł Łazarenko – jego możliwości biznesowe zostaną co najmniej bardzo ograniczone. Dotyczy to również wielu innych oligarchów, którzy wiązali swe kariery i pieniądze z obaloną władzą, a na których polują dzisiaj ich konkurenci, razem ze służbami fiskalnymi wielu państw zachodnich.</p>
<h2>Energetyczna zapaść</h2>
<p>Energetyka jest strategiczną dziedziną gospodarki Ukrainy; w przeszłości była dumą radzieckiej republiki, kiedy to ZSRR intensywnie inwestował w przemysł ciężki, hutniczy, maszynowy. Przykładem ówczesnej industrializacji jest przemysł lotniczy, wytwarzający do dzisiaj największe samoloty świata An-225, przemysł rakietowy, a szczególnie stoczniowy, który w czasach Związku Radzieckiego w 73% skoncentrowany był na Ukrainie. Na dodatek przemysł ten pracuje głównie na potrzeby Rosji, podtrzymując stare więzi kooperacyjne. Po radzieckim okresie świetności ukraińska gospodarka stała się jedną z najbardziej energochłonnych na świecie, więc tani gaz i energia jest dla niej warunkiem przetrwania. Dlatego utrzymywano niskie ceny, ratując przemysł i chroniąc ludność przed energetycznym ubóstwem.</p>
<p>Ukraina była bogatą republiką Związku Radzieckiego; początkowo była też potęgą gazową. W latach 70. wydobywano tu prawie 70 miliardów m3 gazu rocznie i eksportowano do zaprzyjaźnionych krajów socjalistycznych (pierwszy import do Polski pochodził właśnie z Ukrainy). Na tej bazie energetycznej rozbudowano przemysł ciężki, zgazyfikowano kraj, doprowadzając do większości miast i wsi praktycznie darmowy gaz. Nic dziwnego, że w latach 80. konsumpcja wzrosła do 120 miliardów m3 (8-krotnie więcej niż w Polsce). Dzisiaj zużywa się tam „zaledwie” 50 mld (wciąż 3-krotnie więcej niż w Polsce), i ilość ta wciąż się zmniejsza. Po upadku ZSRR zaniedbano poszukiwania i inwestycje, dlatego wydobycie spadło do 20 miliardów m3, a kraj musi być zasilany rosyjskim importem.</p>
<p>Podobna zapaść miała miejsce w przemyśle przetwórczym ropy naftowej, gdzie moce rafineryjne były ogromne – 50 milionów ton rocznie (dzisiaj polskie rafinerie przerabiają połowę tej ilości). Prywatyzację przeprowadzono jednak na korzyść oligarchów, szukających szybkich zysków, a nie na rzecz wieloletnich inwestycji. Rafinerie więc upadły i stoją dzisiaj puste. Stabilnie pracuje jedna, pozostałe wymagają dużych inwestycji, by wznowić produkcję, inne zupełnie straciły swoją wartość. W kraju produkuje się 2 miliony ton paliw przy zużyciu 10 milionów ton benzyn i diesla. Krajową produkcję wyparł import, który po 20 latach niepodległości wciąż przypomina gorący początek lat 90. w Polsce – dominują dziwnie dziurawe przepisy podatkowe, uznaniowe koncesje importowe, a zjawiskiem codziennym są oszustwa podatkowe na ogromną skalę.</p>
<p>Okres po „rewolucji Euromajdanu” to ostatni etap upadku sektora naftowego. Z nie pracujących od lat rurociągów spuszczana jest ropa , służąca im jako technologiczne wypełnienie. Oznacza to ich śmierć technologiczną, żaden bowiem inny wypełniacz nie zakonserwuje tak dobrze rurociągów, które bez niego skorodują i staną się nieprzydatnym złomem. Stojąca w nich ropa jest warta setki milionów dolarów, nie dziwi więc, że ostatnio gdzieś „zapodziało się” kilkaset tysięcy ton. W postrewolucyjnym zamęcie wypełniająca rurociągi ropa jest przekazywana do, należącej do Igora Kołomojskiego i jego grupy Privat, rafinerii w Kremenczugu, która wykorzystuje jedynie 2,5 miliona z 18 mln ton mocy przerobowych. Wskutek unieruchomienie rurociągu inna rafineria – w Chersoniu, należąca do Igora Jerejemewa, jest odcięta od dostaw ropy. Mimo, że rafineria ta od 6 lat stoi pusta, to formalnie utrzymuje się ją przy życiu, gdyż w przetargach daje przywileje krajowego producenta.</p>
<h2>Gazowe konflikty</h2>
<p>Fundamentalną przyczyną wielokrotnych konfliktów gazowych z Rosją jest podział zintegrowanego systemu tranzytu gazu, wybudowanego w latach 80. przy pierwszym wielkim kontrakcie z krajami europejskimi. W wyniku powstania ukraińsko-rosyjskiej granicy, jeden zintegrowany system przesyłowy znalazł się na terenie dwóch państw, których relacje zmieniały się w rytmie zmian ekip władzy – od poprawnych przy rządach grup pochodzących ze wschodu Ukrainy do konfrontacyjnych – przy grupach prozachodnich.</p>
<p>Z powodu podkradania gazu i zaległości płatniczych Ukraina ma długą historię konfliktów i negocjacji gazowych z Rosją, których efektem były umowy oceniane jako niekorzystne dla Kijowa. Napięcia nasiliły się, gdy po 2004 r. Rosjanie zaczęli podnosić do poziomu europejskiego ceny gazu dla poradzieckich sąsiadów . Ukrainie sprzedawano go po 50 dolarów, podczas gdy państwa UE płaciły po 150 – 200 $/1000 m3. Z państwami bałtyckimi nie było konfliktów, a Białoruś wybrała euroazjatycką drogę integracji, więc ceny obniżono jej do poziomu rosyjskiego (obecnie poniżej 170 dolarów). Natomiast w przypadku Ukrainy, dla której cena surowca wzrosła niemal dziesięciokrotnie (z 50 dolarów w 2005r. do 485 dolarów obecnie), doszło do dwóch poważnych konfliktów z Rosją na tle energetycznym, których efektem było przerwanie dostaw gazu do Europy w 2006 i 2009 r.</p>
<p>Najbardziej ucierpiała na tym sama Ukraina, ponieważ utraciła wiarygodność jako kraj tranzytowy i w Europie zaczęto ją postrzegać jako zagrożenie dla dostaw gazu. Wielokrotne apele o inwestowanie przez biznes europejski i amerykański w system przesyłowy i rynek gazowy Ukrainy pozostały bez odpowiedzi. Nawet ostatnia propozycja Komisji Europejskiej dla koncernów gazowych Europy, by zabezpieczyły swoje dostawy gazu przez Ukrainę, gromadząc zapasy w tamtejszych magazynach, nie została wysłuchana. Zbyt wysokie jest bowiem dla nich ryzyko utraty surowca i wplątania się w przestępcze praktyki.</p>
<p>Ukraina traci bezpowrotnie swoje tranzytowe atuty. Ruszył biegnący przez dno Bałtyku Nord Stream, a w końcu 2015 r. planowane jest uruchomienie South Stream po dnie Morza Czarnego. Rosjanie budują rurociągi w obawie przed sytuacją, kiedy w zanarchizowanym, zdestabilizowanym kraju, tranzyt gazu stanie się odbezpieczonym granatem w ręku polityków. Po otwarciu nowych połączeń Ukraina przestanie być pośrednikiem nie do ominięcia, czerpiącym zyski ze swego położenia. Fragment dawnego radzieckiego systemu przesyłowego przestanie być potrzebny, a przecież tranzyt przynosił Ukrainie ogromne korzyści, gdyż przez lata dochody zeń prawie całkowicie pokrywały koszty zakupów gazu z Rosji. Niestety, ukraińskie elity polityczne i biznesowe beztrosko wykorzystywały tę sytuację aż do wyczerpania się wszystkich atutów.</p>
<p>Dzisiaj konflikt gazowy między Rosją a Ukrainą przybrał nową postać i grozi wybuchem, którego skutki mogą być dotkliwe dla Europy, szczególnie dla jej centralnej części. Rząd w Kijowie importując gaz, nie reguluje należności, popadając w wielomiliardowe długi. Jednocześnie otwiera dla siebie drogi zaopatrzenia z zachodu, przez interkonektory rewersowe ze Słowacji, Węgier i Polski. Jednak gdy tranzyt zostanie przerwany, a gaz nie będzie dostarczany do Europy, cena pójdzie mocno w górę i nie będzie wolnego gazu, który można by sprzedać Ukrainie. Twarda polityka rządu w Kijowie, oraz amerykańska strategia izolowania Rosji, sprzyjają wybuchowi konfliktu na dużą skalę.</p>
<p>Napięcia wokół energii nie są oczywiście jedynym motorem konfliktu, jednakże ich wpływ na zaognienie się sytuacji międzynarodowej może być znaczny. Tak jak w rezultacie „pomarańczowej rewolucji” mieliśmy przerwy w dostawach gazu, tak efektem dzisiejszych konfliktów i rewolucji może być jeszcze ostrzejszy kryzys. Ukraina nie ma pieniędzy na regulowanie rachunków za swoje podstawowe potrzeby, czyli gaz z Rosji. Będzie to detonatorem przyszłych konfliktów energetycznych. Rosjanie mogą utrzymywać fikcję wypłacalności Kijowa dopóty, dopóki jest im to wygodne, jednak wciągnąwszy w odpowiedzialność Europę, Gazprom może wstrzymać dostawy z powodu niewypłacalności Naftogazu Ukrainy.</p>
<p>Rurociągi Ukrainy i bezpieczeństwo dostaw gazu do Europy są poważnie zagrożone także ze strony ukraińskich ekstremistów politycznych, o czym świadczy wypowiedź przywódcy Prawego Sektora – Dymitra Jarosza, który zagroził wysadzeniem naftowych i gazowych rurociągów, jeśli Moskwa zdecyduje się na przejęcie kontroli nad kolejnymi terytoriami Ukrainy.</p>
<h2>Interesy Zachodu</h2>
<p>Państwom zachodnim zależy przede wszystkim na dostępie do zasobów i rynku, na co wskazują wszystkie analizy i rekomendacje, a przede wszystkim Umowa o pogłębionej strefie wolnego handlu między Unią Europejską a Ukrainą (DCFTA), przewidujące otwarcie i umiędzynarodowienie rynku, prywatyzację gospodarki, a także dostęp do zasobów naturalnych. Wymagania Unii wobec Ukrainy niczym się nie różnią od tych postawionych Polsce 20 lat temu, jedynie tempo dostosowania się do reguł światowych jest znacznie szybsze. W wynegocjowanym porozumieniu DCFTA, które nie zostało ostatecznie podpisane na wileńskim szczycie w listopadzie 2013 r., zawarte są cztery zasadnicze punkty europejskiej polityki w dziedzinie energii, które od Ukrainy wymagają dostosowania się.</p>
<p>1. Przede wszystkim Ukraina ma urynkowić sektor, czyli podnieść ceny gazu i elektryczności dla ludności, co jest podstawowym warunkiem uzyskania pożyczek Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF). Prezydent Janukowycz odpowiadał na to żądanie „nigdy!”, dzisiejszy rząd wprowadza drastyczne podwyżki, obniżając jednocześnie płace i emerytury. Warunki IMF są więc dla Ukrainy bardzo trudne i nie będzie to „pomoc” w tradycyjnym sensie – „dajemy – ratujcie się”, ale uwarunkowany kredyt w stylu: „pożyczamy, a wy dostosujcie gospodarkę do naszych standardów”.</p>
<p>Do DCFTA wprowadzono dodatkowy mechanizm – zakaz eksportu energii i surowców w innych cenach niż krajowe, co automatycznie podniesie ceny wewnętrzne. Jeśli ma powstać wspólny europejski rynek energii, cena musi być jednolita, niższe ceny to „subsydiowanie” przemysłu i ludności. Nie wzięto przy tym pod uwagę ani poziomu rozwoju przemysłu, ani siły nabywczej ludności. Takie podejście doprowadziło już do dramatycznych protestów w Bułgarii, łącznie z walkami na ulicach i obaleniem rządu.</p>
<p>2. Tranzytowe położenie jest kluczowym atutem Ukrainy, stanowiącym o jej znaczeniu dla Brukseli i Moskwy. Dlatego Europa, importer i konsument, dąży do zagwarantowania sobie, by kraje tranzytowe nie wykorzystywały swej pozycji i nie dyktowały wysokich stawek za tranzyt. Polska podpisała Kartę Energetyczną na początku lat 90-tych, pozbawiając się atutów państwa tranzytowego. Dzisiaj Ukraina jest poddawana tym samym rygorom – zakaz naruszania tranzytu surowców wiąże ją poprzez podpisanie Karty, bądź udział w unijnej Wspólnocie Energetycznej. Jednak Kijów wielokrotnie łamał te zasady i uciekał się do blokady przesyłu jako argumentu przetargowego, odnosząc znaczące korzyści w relacjach z Rosją i Unią.</p>
<p>3. Europa żąda wprowadzenia „niezależnego regulatora” – czegoś na kształt polskiego Urzędu Regulacji Energetyki – który zagwarantowałby europejskim firmom możliwość działania. Model ten został wypracowany w Wielkiej Brytanii i służy rozbijaniu więzi między państwem a przedsiębiorstwami energetycznymi, zwykle państwowymi. Niezależny regulator to swoisty „koń trojański” w systemie energetycznym kraju, zapobiegający ochronie krajowych przedsiębiorstw. Jeśli wprowadzone zostaną równe warunki konkurencji, co nie jest łatwe w sektorze energetycznym, wtedy, mające przytłaczającą przewagę, firmy zachodnie bez przeszkód opanują ukraiński rynek.</p>
<p>4. Podobne zasady mają obowiązywać w dostępie do bogactw naturalnych. Ogromne zasoby rud żelaza w rejonie Krzywego Rogu są podstawą ukraińskiego przemysłu hutniczego i metalowego. Rudy zawierające mangan z regionu Nikopola, węgiel rejonu Donieckiego, złoża tytanu i boksytów, duże złoża ropy i gazu (także łupkowego) – to zasoby, do których Europa chce mieć dostęp. Temu służy choćby warunek sprzedawania koncesji na aukcjach, niedawno także wprowadzony w Polsce.</p>
<h2>Polska wobec Ukrainy</h2>
<p>Polska wykazuje ogromną przychylność i wyrozumiałość wobec Ukrainy. Najdobitniejszym tego przykładem była odmowa budowy drugiej nitki rurociągu Jamalskiego, umożliwiającego Rosji ominięcie Ukrainy w dostawach gazu do Europy. Warszawa w 2001 r. wprost zadeklarowała, że dla Polski wspieranie Kijowa leżące – w opinii miarodajnych polskich kręgów politycznych – w geopolitycznym interesie Polski ważniejsze jest od korzyści ekonomicznych, jakie naszemu krajowi przyniosłaby realizacja tego projektu. Identyczne stanowisko polskie władze zajęły w kwietniu 2013 r., gdy Rosjanie złożyli kolejną propozycję „pieremyczki”, zdecydowanie odrzuconą przez polskiego premiera, a prezydent Komorowski publicznie informował Ukraińców, że żadnej decyzji bez ich zgody nie podejmie.</p>
<p>Życzliwość dla sąsiada ze wschodu dotyczy zarówno wydarzeń historycznych (niepodnoszenie tematu zbrodni na Wołyniu), jak i aktualnych problemów gospodarczych – Polska przez 7 lat spokojnie znosiła ukraińskie embargo na eksport naszej wieprzowiny i wołowiny, nie wszczynając alarmu ani nie wprowadzając żadnych retorsji. Trudno o większą przychylność. Stosunki polsko-ukraińskie są w dużej mierze funkcją polityki wobec Rosji oraz elementem strategii niesienia na wschód „demokracji i praw człowieka”. W zależności od ekipy rządzącej, mieliśmy albo wyjątkowo przyjacielskie relacje, jak prezydent Kaczyński z prezydentem Juszczenką, albo bardzo chłodne, jeśli nie wrogie wobec – uważanego za człowieka Moskwy – prezydenta Janukowycza.</p>
<p>Wyrozumiałość przejawiała się także w ocenie kryzysu zaopatrzenia w gaz w styczniu 2006 r., kiedy to przerwano dostawy do największych polskich zakładów przemysłowych. Ukraińcy w czasie surowych mrozów nielegalnie pobierali dla własnych potrzeb tranzytowy gaz z rurociągów, więc dostawy do Polski gwałtownie spadły, a gaz przestał dochodzić do odległych Włoch. I choć Gazprom zwiększył dostawy przez Białoruś, a Ukraińcy przyznali się do swoich działań, w Polsce oficjalnie mówiono o „Rosji zakręcającej gazowy kurek”.</p>
<p>Jakimi by nie były relacje polityczne, nie zmieniały one stanu w stosunkach gospodarczych – branża gazowa jest tu dobrym przykładem. Nie współpracowaliśmy choćby w wykorzystaniu potężnych ilości magazynowanego gazu, położonych tuż za naszą wschodnią granicą, gdzie można składować ponad 32 miliardy m3. Stanowią one zabezpieczenie dla przesyłu gazu rosyjskiego do Europy, jednak duża ich część pozostaje niewykorzystana.</p>
<p>Inny przykład nieudanej współpracy, to inwestycja w wydobycie gazu, którą podjęło kilka lat temu PGNiG, inwestując w spółkę wydobywczą Devon. Polska strona posiadała 36% udziałów w sachalińskich złożach kondensatu gazowego. Po udokumentowaniu złóż informacja z państwowej firmy Nadra Ukrainy, partnera PGNiG, wyciekła do prywatnej firmy Ukrnaftoburienie, powiązanej z jednym z deputowanych ukraińskiego parlamentu. Spółce próbowano odebrać koncesję i piętrzono rozmaite trudności, co doprowadziło do zaniechania współpracy. Nie pomogły sukcesy odniesione przez Polskę we wspieraniu „pomarańczowej rewolucji” czy świetne relacje prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki.</p>
<p>Na niczym spełzły także próby importu gazu z Ukrainy. W 2004 r. PGNiG i Naftogaz podpisały kontrakt na dostawy niewielkich ilości gazu przez przejście w Hermanowicach, jednak warunki kontraktu nie zostały dotrzymane. Ukraina wprowadziła prawo zakazujące eksportu gazu i w 2011 przerwała dostawy. Polska strona ze zrozumieniem odniosła się do tej sprawy, nie żądając wywiązania się z kontraktu i nie nakładając kar; po prostu odstąpiła od umowy. Kilka lat wcześniej podobne wydarzenie miało miejsce z dostawami ropy z Ukrainy dla naszych rafinerii południowych, którym również przerwano dostawy, gdy pani premier Tymoszenko uznała, że eksport ropy powinien być zakazany.</p>
<p>Polska nie skorzystała także na dywersyfikacji dostaw dla Ukrainy. Gdy ceny rosyjskie przewyższyły europejskie, otworzyła się możliwość importu z zachodu. Polska jako pierwsza otworzyła dla sąsiadów ze wschodu dostęp do gazu przez to samo przejście, które nie doczekało się realizacji ukraińskiego kontraktu. Jednak gaz sprzedała nie polska spółka PGNiG, ale niemiecki koncern RWE, który wykorzystał otwarty dostęp do polskiego systemu przesyłowego i sprzedawał na Ukrainę gaz importowany z Rosji. Dlaczego polskie firmy nie mogły na tym zarobić?</p>
<p>Mocno popieraliśmy rewolucję Euromajdanu, nie pomyśleliśmy jednak, jakie skutki przyniesie otwarcie przez Europę rynku dla ukraińskiej żywności czy otwarcie ruchu bezwizowego dla kraju, któremu zagraża polityczny chaos. Za to bardzo martwimy się o dostosowanie do wymogów MFW, uwolnienie cen nośników energii i podnoszenie efektywności energetycznej, do czego przekonywał premier Tymoszenko sam minister Sikorski.</p>
<p>Po stronie polskich zaniedbań z pewnością jest rurociąg Odessa – Brody – Gdańsk. Polska podpisała porozumienie międzyrządowe, wielokrotnie obiecywaliśmy rozpoczęcie robót i nigdy nie dotrzymaliśmy zobowiązań. Jako wytłumaczenie służyć może jedynie fakt, że projekt nie miał żadnych realnych podstaw biznesowych, gdyż nie było ropy dla napełnienia rur. Dlatego dzisiaj rurociąg stoi pusty. Jednak to nas nie usprawiedliwia, gdyż nie wolno składać nierealistycznych deklaracji, z których nie można się wywiązać.</p>
<h2>Ponure perspektywy</h2>
<p>Najbliższe lata będą dla Ukrainy bardzo trudne. Naszemu wschodniemu sąsiadowi grozi przekształcenie się w „państwo upadłe”. Zniszczone instytucje państwowe, uzbrojone radykalne grupy polityczne sięgające – jak w Libii czy Syrii – po władzę, teren wojen zastępczych (proxy wars) światowych potęg, rozszerzający się obszar biedy, wysokie bezrobocie – oto możliwa przyszłość Ukrainy. W tych warunkach bardzo prawdopodobny staje się rozwój i eksport terroryzmu. I chociaż będzie on skierowany przeciw Rosji, to jednak odłamki mogą uderzać także w Polskę.</p>
<p>Rosjanie nauczyli się stosować narzędzia, używane dotychczas przez Zachód. W odpowiedzi na Euromajdan, przygotowali i przeprowadzili własną rewolucję, którą media kontrolowane przez Kreml nazwały „rosyjską wiosną”. Zastosowali mechanizm, jaki zobaczyli w Kijowie: zajmowanie budynków państwowych przez uzbrojonych napastników, ogłaszanie nieposłuszeństwa wobec władzy centralnej. Na wschodzie Ukrainy działania takie oparte zostały na więzi językowej i kulturowej mieszkających tam Rosjan z „matuszką Rossiją”, z jednoczesnym odwoływaniem się do „antyfaszystowskiej” tradycji „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, jak Rosjanie nazywają II wojnę światową toczącą się na terenie Związku Radzieckiego. Do czerwoności rozpalają ich wściekłość wielokrotnie pokazywane w rosyjskiej telewizji marsze radykalnych nacjonalistów ukraińskich organizowane ku pamięci hitlerowskich dywizji SS. Oliwy do ognia dolewa włączenie formacji ukraińskich radykałów w zbrojne oddziały państwowe – Gwardię Narodową, walczącą z separatystami na wschodzie.</p>
<p>Konflikty niszczą ledwie dyszącą dzisiaj ukraińską gospodarkę. Więzi kooperacyjne przemysłu z Rosją będą się rwać, w efekcie czego rosnąć będzie bezrobocie. Społeczeństwo żyjące na najniższym poziomie w Europie będzie poddane końskiej kuracji zaordynowanej przez IMF, co może prowokować bunty i nasili agresję w społeczeństwie. Radykalne reformy w czasie zbrojnego konfliktu i politycznego chaosu to prosta recepta na klęskę całego kraju.</p>
<p>Nowa władza wspierana przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską nie wykazuje chęci koncyliacji. Wręcz przeciwnie, powierzenie nacjonalistom z zachodniej Ukrainy instytucji siłowych, włączenie ich do Gwardii Narodowej i operacje militarne na wschodzie, dowodzą zdecydowania w utrzymaniu unitarnego charakteru państwa, rozszarpywanego dzisiaj konfliktami. Pomimo problemó1)w z kontrolą nad armią, władze dążą do siłowego rozwiązania konfliktu.</p>
<p>Przed Ukrainą nie widać jasnych perspektyw. Jedynym wyjściem z kryzysu, byłoby porozumienie realnych aktorów tego konfliktu – Stanów Zjednoczonych i Rosji. Jednak Ukraina jest dla Rosji zbyt żywotnym punktem bezpieczeństwa i zbyt atrakcyjnym miejscem dla Ameryki, próbującej osłabiać Rosję, aby takie porozumienie miało szanse powodzenia. Rozgorzał konflikt, który oby nie doprowadził do wojny na dużą skalę.</p>
<p><b>Andrzej Szczęśniak</b></p>
<p class="info">Źródło: Nowa Debata, 23 czerwca 2014.</p>
<p class="note"><b>Andrzej SZCZĘŚNIAK</b> (ur. 1958) &#8211; ekspert rynku ropy i paliw, gazu płynnego i ziemnego, bezpieczeństwa energetycznego i polityki energetycznej. Wydawca serwisów internetowych i publikacji branżowych. Publicysta gospodarczo-polityczny, często obecny w programach róznych stacji telewizyjnych. Z wykształcenia kulturoznawca, w latach 80-tych &#8211; w opozycji antykomunistycznej, prywatny przedsiębiorca, od 1991 roku w sektorze naftowym, w Polskiej Izby Paliw Płynnych (od 1992, prezes w latach 1995-2001), prezes zarządu Konsorcjum Gdańskiego SA (1999-2002), Polska Organizacja Gazu Płynnego (2002-2006), współpraca z Centrum im. Adama Smitha (2002-2006), od maja do grudnia 2006 r. w Grupie LOTOS S.A., początkowo dyrektor regionu Centrum, od sierpnia Prezes zarządu &#8222;LOTOS Partner&#8221;, obecnie &#8211; niezależny. Właściciel m.in. portalu Prawica.net, uczestnik Ruchu na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.</p>
<p class="note"><b>NOWA DEBATA</b> &#8211; Sprawy międzynarodowe | Społeczeństwo i cywilizacja | Historia i polityka | Ekonomia | Odżywianie i zdrowie | Nauka i medycyna. Magazyn internetowy redagowany we Wrocławiu. Zespół: Aleksandra Kowalczuk, Mateusz Rolik, Tomasz Gabiś, Dominik Rozwadowski. Współpraca: Andrzej Szczęśniak, Artur Seredziuk, Artur Kocik.</p>
<p class="thanks">Dziękujemy Andrzejowi Szczęśniakowi za wyrażenie zgody na przedruk tekstów na naszym portalu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/ukraina-epicentrum-midzynarodowej-rywalizacji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy Polaków trzeba wychować? &#8211; prof. Antoni Kamiński o złej praktyce przerzucania winy na społeczeństwo</title>
		<link>https://koszalin7.pl/czy-polakow-trzeba-wychowa-prof-antoni-kamiski-o-zej-praktyce-przerzucania-winy-na-spoeczestwo/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/czy-polakow-trzeba-wychowa-prof-antoni-kamiski-o-zej-praktyce-przerzucania-winy-na-spoeczestwo/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 19 Oct 2014 06:51:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/10/19/czy-polakow-trzeba-wychowa-prof-antoni-kamiski-o-zej-praktyce-przerzucania-winy-na-spoeczestwo/</guid>

					<description><![CDATA[OD REDAKCJI &#8222;Stworzyliśmy sobie, a może raczej stworzono nam system, w którym mamy do czynienia ze zinstytucjonalizowaną nieodpowiedzialnością, i temu]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>OD REDAKCJI<br />
&#8222;Stworzyliśmy sobie, a może raczej stworzono nam system, w którym mamy do czynienia ze zinstytucjonalizowaną nieodpowiedzialnością, i temu żadna pedagogika społeczna nie zaradzi&#8221; &#8211; pisze prof. Antoni Kamiński w znakomitym artykule, który jest repliką na wywiad prof. Jerzego Hausnera dla &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;. W polemice ścierają się dwie postawy &#8211; realistyczno-ustrojowa (prof. Kamiński), według której obywatel, społeczeństwo &#8211; to podmioty państwa, oraz lewicowo pedagogiczna, według której społeczeństwo to pole eksperymentów dla rządzących (prof. Hausner). &#8222;Kiedy ludzie zachowują się w sposób na dłuższą metę sprzeczny z ich zbiorowym interesem, korektę zachowań należy zacząć od badania reguł instytucjonalnych rządzących tymi zachowaniami, a nie od diagnozy psychologicznej&#8221; &#8211; pisze prof. Kamiński.<br />
<b>(Koszalin7.pl)</b></p>
<p><span id="more-1861"></span><br />
Debaty publiczne w Polsce zdominowane są często przez tematy drugorzędne z punktu widzenia rozsądnie pojętych interesów dużego europejskiego kraju. Od czasu do czasu jednak zdarza się, że jakiś dziennik udostępni łamy ważnej osobie, która wypowie się na tematy dla Polski istotne. Dotyczy to też opublikowanego w &#8222;Gazecie Wyborczej&#8221; wywiadu, jaki przeprowadził red. Grzegorz Sroczyński z prof. Jerzym Hausnerem, wicepremierem w rządzie Leszka Millera. Hausner wskazuje w nim na przeszkody, jakie napotyka rozwój społeczno-gospodarczy Polski. <b>Najważniejsze, według niego, to: mentalność Polaków, mentalność przedsiębiorców oraz mentalność urzędników. Słowem, problem tkwi w psychologii.</b></p>
<p>Diagnoza Hausnera brzmi: Polska dotychczas rozwijała się dobrze, ale rozwój ten dokonywał się w sposób &#8222;molekularny&#8221;, to jest w drodze aktywności w mikroskali &#8211; działań w ramach układów rodzinno-przyjacielskich. Z tego wyniknął zależny charakter polskiej strategii rozwojowej.</p>
<p>Skoro w swej diagnozie Hausner kładzie nacisk na mentalność Polaków, to proponowane przez niego środki zaradcze muszą z natury rzeczy ograniczać się do &#8222;pedagogiki społecznej&#8221;. Polacy zachowują się nieracjonalnie, bo kierują nimi nawyki i nieświadomość skutków. Można jednak ich zachowania zmienić za pomocą perswazji, a także demonstracji własnym przykładem. Słowem, trzeba ich wychować.</p>
<h3>Mentalność obywateli</h3>
<p>Zdaniem prof. Hausnera, a także wielu socjologów i psychologów społecznych, Polaków cechuje wzajemna nieufność. Ufamy tylko najbliższym, rodzinie i przyjaciołom, a &#8211; mówi Hausner &#8211; &#8222;kapitał społeczny jest wtedy, kiedy się kompletnie nie znamy, a mimo to sobie ufamy&#8221;. Prowadzone w Polsce badania ankietowe potwierdzają, że nie ufamy obcym, a także nie mamy na ogół zaufania do instytucji państwa. Pytanie, czy jest to immanentna cecha naszych rodaków czy też zjawisko spowodowane przyczynami sytuacyjnymi?</p>
<p>Wyniki międzynarodowych badań porównawczych, które dotyczą tych spraw, wskazują na silną zależność statystyczną między nieufnością do instytucji publicznych a brakiem zaufania między ludźmi. Co więcej, pokazują, że im niższa jest jakość stanowionego prawa oraz sprawność jego egzekwowania, tym mniej ludzie sobie ufają.</p>
<p>Spostrzeżenia są zdroworozsądkowe: kiedy państwo nie chroni nas przed oszustami i ludźmi nieuczciwymi, kiedy prawo jest złej jakości, a sprawy w sądach ciągnął się latami, musimy zachować w stosunkach z innymi daleko idącą ostrożność. Jeśli więc takie są cechy polskiego państwa, to takie też muszą być ich skutki.</p>
<p>Żadna zatem perswazja nie pomoże, jeżeli uprzednio nie zapewni się ludziom ochrony przez powołane do tego instytucje. Na marginesie, jeśli wziąć pod uwagę liczbę ludzi w Polsce, którzy dali się nabrać na piramidy finansowe i inne oszustwa, to i tak poziom ufności jest u nas zbyt wysoki.</p>
<h3>Mentalność przedsiębiorców</h3>
<p>Czynnikiem hamującym rozwój gospodarczy kraju &#8211; mówi Hausner &#8211; są niskie płace. Firmy &#8222;molekuły&#8221; mało płacą pracownikom, bo &#8222;konkurują za pomocą niskich kosztów, a nie nowych pomysłów i wzrostu wydajności pracy&#8221;. Tu również istotny jest problem zaufania między uczestnikami życia gospodarczego: &#8222;molekuły muszą zacząć się otwierać, współpracować, łączyć&#8221;.</p>
<p>Drobne i średnie przedsiębiorstwa mogą, według Hausnera, w pewnych warunkach dobrze funkcjonować, ale &#8211; jeśli nie przestawią się na intensywne wykorzystanie zasobów &#8211; skala ich operacji nie może przekroczyć pewnej granicy. Duże przedsiębiorstwa w Polsce należą przede wszystkim do obcego kapitału. Sposób ich działania utrwala zależną strategię rozwoju gospodarczego kraju, tj. prowadzi do jego kolonizacji.</p>
<p>Nie kwestionuję tego, że płace, a także innowacyjność w Polsce są niskie. Pozostaje jednak sprawą otwartą, czy przyczyną tego jest mentalność.</p>
<p>Przed kilkudziesięciu laty Teodor Schultz, laureat Nagrody Nobla w ekonomii, opublikował wyniki badań, w których próbował zweryfikować popularną tezę o naturalnym konserwatyzmie technologicznym chłopów. Przedmiotem badania byli chłopi hinduscy. Autor badał ich reakcję na zmianę relacji cen. Uprzednio ceny były niekorzystne dla stosowania nowoczesnych metod uprawy; kiedy relacje te zmieniły się tak, że inwestycje w nowoczesną technologię zaczęły się opłacać, w krótkim czasie zmieniło się zachowanie chłopów, którzy zaczęli modernizować uprawę.</p>
<p>Podobnie było w latach 70. w Polsce. W pierwszej połowie dekady rolnicy na znaczną skalę zastępowali konie traktorami, kiedy zaś rząd premiera Jaroszewicza podniósł ceny paliw, spadł popyt na traktory, a wzrosły ceny koni. W swej działalności gospodarczej ludzie zachowują się na ogół racjonalnie.</p>
<p>Dla małych i średnich przedsiębiorców tworzenie innowacji może być po prostu nieopłacalne. Innowacyjne są najczęściej firmy, które przekroczą pewną skalę wielkości &#8211; innowacja kosztuje. Inaczej rzecz wygląda, kiedy firmę zakłada sam wynalazca, ale są to sytuacje stosunkowo rzadkie. Rozwiązania problemu innowacyjności szukałbym raczej w polskim prawie i funkcjonowaniu państwa, a nie w &#8222;złych&#8221; nawykach przedsiębiorców. Jeżeli otoczenie instytucjonalne czyni ich postępowanie racjonalnym, to pedagogika społeczna nic tu nie pomoże.</p>
<h3>Mentalność urzędników</h3>
<p>Prof. Hausner opisuje machinę państwową jako całość złożoną z dwóch części: biurokratycznej i politycznej. Tej pierwszej poświęca znacznie więcej uwagi niż drugiej. Urzędnicy &#8222;kierują się logiką przetrwania, najczęściej są to rozmaite strategie zabezpieczania się. Zmiany są neutralizowane, bo po prostu mogą być niebezpieczne&#8221;. Urzędnicy są &#8222;hydrą&#8221;; aparat urzędniczy blokuje, oszukuje, uprawia dywersję. Prof. Hausner podał jej przykład. Kierowany przez niego zespół przygotował raport o &#8222;reformowaniu kultury w Polsce&#8221; (sic!). Wedle relacji Hausnera minister był zachwycony, ale &#8222;nic nie wykorzystał&#8221;, bo &#8222;presja jego własnych urzędników spowodowała, że zaczął się wycofywać&#8221;.</p>
<p>W wyniku działalności biurokracji państwo przestało eksperymentować. Kiedy tylko pojawia się próba zmiany, następuje jej &#8222;koleinowanie&#8221;: &#8222;niby jedziemy w inną stronę, ale w końcu trafiamy w te same koleiny&#8221;. Kiedy polityk chce dobrze, urzędnicy rzucają mu kłody pod nogi. O ile stosunek Hausnera do obywateli i przedsiębiorców jest nauczycielsko-paternalistyczny, o tyle urzędnikom nie pobłaża. Można wprawdzie wychować obywateli i przedsiębiorców, zreformować kulturę Polski i przekonać do czegoś polityków, ale bariera urzędnicza wydaje się nie do pokonania.</p>
<p>Urzędnicy są łatwym chłopcem do bicia, bo nikt ich nie będzie bronił. Sądzę jednak, iż wśród urzędników służby cywilnej przeważają ludzie inteligentni, wykształceni, mający duże doświadczenie w pracy państwowej oraz dobre intencje. Skoro tak, to może dopuścić możliwość, iż &#8211; podobnie jak obywatele i przedsiębiorcy &#8211; <b>są oni niewolnikami niewłaściwie zaprojektowanych struktur: złych regulacji, procedur i stosunków zależności</b>.</p>
<h3>Mentalność polityków</h3>
<p>Na pytanie, czy to narodowa mentalność czy też może instytucje, które wynagradzają patologiczne zachowania, są odpowiedzialne za problemy Polski, prof. Hausner odpowiada: <b>mentalność</b>. W związku z tym jako panaceum proponuje <b>perswazję &#8211; czyli pedagogikę społeczną</b>. I sam takową uprawia: &#8222;buduję zespoły naukowe, które generują wiedzę społeczną, wiedzę dla państwa, dla polityków, łącznie z projektami przepisów&#8221;. A jednak, po przykrym doświadczeniu, profesor uznał, że robienie czegokolwiek na zamówienie rządu jest bezcelowe.</p>
<p>Zaskakuje łagodny, choć niepozbawiony szczypty krytycyzmu, stosunek Hausnera do polityków. &#8222;Na początku wolnej Polski dominowali ludzie, którzy na marketingu politycznym kompletnie się nie znali, natomiast chcieli rozwiązywać problemy państwa, i stworzono strukturę, która to umożliwiała. Nasz system polityczny stopniowo zmieniał się w taki sposób, żeby neutralizować znaczenie osób od rozwiązywania problemów, a wzmacniać tych od zdobywania władzy. I władza stała się celem samym w sobie&#8221;.</p>
<p>Nie wiadomo, co spowodowało, że &#8222;system polityczny się zmieniał&#8221;. Nie wiadomo też, dlaczego &#8222;przestrzeń w wolnej Polsce została zawłaszczona lub skomercjalizowana&#8221;, że &#8222;ideologicznie utknęliśmy w poglądach z lat 1990&#8221;, że w polityce walczą ze sobą dwa plemiona, bo Hausner mówi tylko, że &#8222;Polacy tak chcą&#8221;. Czy rzeczywiście chcą? Nie wierzę w to.</p>
<p>Z wieloma opiniami prof. Hausnera łatwo się zgodzę. Na przykład, kiedy stwierdza, że &#8222;za rzeczy bliskie chętnie wzięliśmy odpowiedzialność, nie boimy się jej &#8230; Natomiast całkowicie uciekamy od odpowiedzialności za rzeczy dalsze niż na wyciągnięcie ręki. I to jest ucieczka wszystkich. I rządzących, i rządzonych. Trzeba nam więcej odwagi i zaufania i wtedy góry można przenosić&#8221;. Zauważę tylko, że nie ponosić odpowiedzialności za błędy to bardzo atrakcyjna propozycja &#8211; każdy chciałby, by inni za nie płacili.</p>
<p>Odpowiedzialność jest sprawą osobistej moralności, ale jako obywatele powinniśmy być dodatkowo zabezpieczeni przez właściwie działające instytucje publiczne, a to już od nas nie zależy. Zapewnienie właściwego ich działania jest zadaniem politycznych przedstawicieli &#8211; w Sejmie i rządzie. Jeżeli instytucje funkcjonują źle, to znaczy, że ci ludzie nie wywiązują się ze swoich zadań. Dlaczego tego nie robią? Na to pytanie zwykle słyszy się odpowiedź: &#8222;bo takich sobie wybraliście&#8221;. Otóż dramat wyborców polega na tym, że wybór jest pozorny. <b>Obowiązująca w Polsce ordynacja ogranicza możliwość wyboru do ludzi proponowanych przez kierownictwo partii politycznych, którzy są dla wyborców najczęściej anonimowi</b>.</p>
<p><b>Stworzyliśmy sobie, a może raczej stworzono nam (bo jaki zwykli obywatele mieli na to wpływ?), system, w którym mamy do czynienia ze zinstytucjonalizowaną nieodpowiedzialnością, i temu żadna pedagogika społeczna nie zaradzi.</b></p>
<h3>Gonić króliczka</h3>
<p><b>Kiedy ludzie zachowują się w sposób na dłuższą metę sprzeczny z ich zbiorowym interesem, korektę zachowań należy zacząć od badania reguł instytucjonalnych rządzących tymi zachowaniami, a nie od diagnozy psychologicznej. Kiedy reguły instytucjonalne są dysfunkcjonalne, metody pedagogiczne nie wpłyną na zmianę zachowań. Trzeba zdecydować, czy chodzi nam o to, by &#8222;gonić króliczka&#8221;, czy o to, by go złapać?</b></p>
<p><b>Prof. Antoni Kamiński</b></p>
<p class="info">Tekst pierwotnie pojawił się na serwisie blogowym Salon24.pl. Tytuł i wytłuszczenia pochodzą od redakcji koszalin7.pl</p>
<p class="note"><strong>Prof. dr hab. Antoni Z. KAMIŃSKI</strong> socjolog, profesor zwyczajny, specjalizuje się w zagadnieniach międzynarodowych, znawca instytucji polityczno-gospodarczych, autor analiz strategicznych.<br />
Kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Studiów Strategicznych w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Dyrektor Centrum Badań Europejskich i Atlantyckich w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej; członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego; członek Regional Advisory Board, Social Science Research Council; Rady Programowej Towarzystwa Edukacji Administracji Publicznej. Wykładał w: Ameryce, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Japonii, Ukrainie, Białorusi, Chinach. W latach 1999-2001 prezes zarządu Transparency International Polska.<br />
Członek redakcji <i>Spraw międzynarodowych</i>, <i>Studiów politycznych</i>, <i>Służby cywilnej</i>. Ostatnie publikacje książkowe: (z Bartłomiejem Kamińskim) <i>Korupcja rządów: państwa pokomunistyczne wobec globalizacji</i> (Warszawa 2004), oraz <i>Polityka bez strategii. Bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej w perspektywie globalnej</i> (współautor i redaktor naukowy, Warszawa 2008).</p>
<p class="foto">Prof. Antoni Kamiński na zjeździe Ruchu JOW w Mszczonowie w maju 2014 roku. (Foto: Agnieszka Przystawa)</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/czy-polakow-trzeba-wychowa-prof-antoni-kamiski-o-zej-praktyce-przerzucania-winy-na-spoeczestwo/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Funkcjonariuszka partii rządzącej</title>
		<link>https://koszalin7.pl/funkcjonariuszka-partii-rzdzcej/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/funkcjonariuszka-partii-rzdzcej/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Oct 2014 19:48:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/10/02/funkcjonariuszka-partii-rzdzcej/</guid>

					<description><![CDATA[Istnieje przepaść między prezentacją nowego rządu, której Ewy Kopacz dokonała 19 września na Politechnice Warszawskiej, a exposé programu rządu, wygłoszonym]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1846" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/10/kopacz_ewa.jpg" border="0" alt="Ewa Kopacz" title="Ewa Kopacz" align="left" width="459" height="344" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/10/kopacz_ewa.jpg 459w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/10/kopacz_ewa-300x225.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 459px) 100vw, 459px" />Istnieje przepaść między prezentacją nowego rządu, której Ewy Kopacz dokonała 19 września na Politechnice Warszawskiej, a exposé programu rządu, wygłoszonym przez nową premier 1 października przed Sejmem <span id="more-1847"></span> .</p>
<p>19 września Ewa Kopacz <a href="http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/polska-powinna-byc-jak-rozsadna-kobieta-kopacz-o-sprawach-miedzynarodowych,469729.html">powiedziała, że Polska nie dostarczy Ukrainie broni</a>, ponieważ pani premier jest kobietą i z tego powodu, gdy jakiś człowiek &#8222;wymachuje ostrym narzędziem&#8221;, to ona nie stara się walczyć, lecz wpada do domu i zamyka drzwi. Ta wypowiedź miała miejsce dzień po przemówieniu, w którym prezydent Ukrainy Petro Poroszenko błagał Stany Zjednoczone o dostarczenie broni. Przemówienie Poroszenki było wydarzeniem politycznym bardzo wysokiej rangi, gdyż miało miejsce wobec połączonych izb Kongresu Stanów Zjednoczonych, a Poroszenko został przywitany przez członków Kongresu owacją na stojąco trwającą trzy i pół minuty (podobny zaszczyt spotkał Lecha Wałęsę w roku 1989 i do dziś jest wspominany jako ważne wydarzenie historyczne).</p>
<p>W dniu, kiedy Ewa Kopacz przemawiała na Politechnice, <a href="http://www.defensenews.com/article/20140919/CONGRESSWATCH/309190022/Senate-Panel-Approves-Bill-Authorize-Military-Aid-Ukraine-New-Sanctions">komisja spraw zagranicznych Senatu USA pozytywnie odpowiedziała na prośbę prezydenta Poroszenki i zaaprobowała wysyłkę broni na Ukrainę</a>. Ta aprobata nie oznacza, że broń rzeczywiście zostanie wysłana, gdyż do tego potrzebne są jeszcze kolejne decyzje, ale Amerykanie pokazali pewien kierunek polityczny, polegający na odważnym i aktywnym stanięciu po stronie ofiary agresji. Ewa Kopacz w swej wypowiedzi wyraźnie wskazała, że preferuje kierunek odwrotny, oparty na tchórzostwie. I powiązała swoją preferencję z tym, że jest kobietą. W ten sposób wszystkim tym, którzy u polityków cenią odwagę, pani premier wskazała, że nie należy dopuszczać kobiet do polityki.</p>
<p>Poza szokującym fragmentem na temat Ukrainy, wypowiedź z 19 września zawierała niemało innych elementów, których premier Polski powinna się wstydzić. Była tam ocena wyników referendum w Szkocji, przeprowadzona przez Ewę Kopacz tak, jakby była ona publicystką &#8211; bez dystansu i szacunku, jakie premier Polski winna jest obcemu, suwerennemu państwu. Były informacje, że pewna minister jest przyjaciółką pani premier (przypominają się czasy, kiedy minister spraw zagranicznych Anna Fotyga była słynna przede wszystkim z tego, że robiła konfitury ze śp. panią prezydentową). Były akcenty silnie partyjne, tak jakby rząd był tworzony dla partii, a nie dla Rzeczypospolitej (być może tak jest w istocie, ale na miejscu pani Kopacz człowiek rozsądny by tego publicznie nie mówił).</p>
<p>Exposé wygłoszone 1 października nie było zbyt dobre (do jego oceny przejdziemy za chwilę), ale nie zawierało fragmentów skandalicznie złych. Nie było tam pochwały tchórzostwa. Nie było rozważań psychologicznych na poziomie magla na temat różnic między kobietami a mężczyznami. Mowa była o potrzebach polskich rodzin, a nie o godzeniu frakcji wewnątrz partii rządzącej. Zamiast stwierdzenia, że nie wyślemy Ukrainie broni, można tam znaleźć taki fragment: &#8222;Chcemy Ukrainie pomagać w transformacji [&#8230;] wojskowej&#8221;.</p>
<p>Jak wyjaśnić przepaść, która dzieli te dwie wypowiedzi? Otóż wypowiedź z 19 września była spontaniczna, była osobistym dziełem Ewy Kopacz i autentycznie odzwierciedlała jej myślenie. Natomiast exposé z 1 października zostało starannie przygotowane przez wieloosobową ekipę. Prasa pisze o udziale Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jacka Rostowskiego w przygotowaniu tekstu, ponadto jest rzeczą normalną, że każdy minister ma swój udział w redagowaniu fragmentów exposé, które dotyczą jego resortu.</p>
<p>Porównanie tych dwóch wypowiedzi prowadzi do wniosku, że gdy Ewa Kopacz robi coś sama, mamy katastrofę, natomiast gdy ogranicza się do publicznego wyrażenia tego, co przygotowała ekipa rządowa Platformy Obywatelskiej, jest dużo lepiej. Powinniśmy modlić się o to, aby Ewa Kopacz ograniczała się do roli funkcjonariuszki, która wiernie realizuje to, co jej powiedzą sztabowcy Platformy Obywatelskiej. Bo jeśli pani premier będzie rządzić w oparciu o własne myślenie, jeśli weźmie na serio słowa, które wypowiedziała w exposé (<i>to ja stoję na czele polskiego rządu</i>), to będzie naprawdę źle.</p>
<h2>Treść exposé</h2>
<p>Exposé omawia ogromną liczbę rozmaitych kwestii, mniej lub bardziej istotnych. Chciałbym tu się odnieść do pięciu tematów, które uważam za ważne: infrastruktura transportowa; demografia; ułatwienia dla przedsiębiorców; nieufność obywateli wobec władzy, wynikająca ze złego funkcjonowania władzy; zadłużenie państwa.</p>
<p><p><b>Transport:</b> Ewa Kopacz przedstawiła bardzo ambitny plan inwestowania w infrastrukturę transportową (drogi, linie kolejowe, porty, komunikacja miejska). Możemy się domyślać, że realia nie będą aż tak dobre, jak obietnice, ale dotychczas inwestycje w infrastrukturę były ważnym pozytywnym aspektem rządów PO. Możemy mieć nadzieję, że pod rządami Ewy Kopacz nadal tak będzie.</p>
<p><b>Demografia:</b> Ewa Kopacz proponuje więcej żłobków, więcej przedszkoli oraz, rzecz najważniejsza, płatny urlop macierzyński dla wszystkich kobiet, nie tylko tych zatrudnionych na etacie (na przykład studentki i kobiety zatrudnione na umowę o dzieło będą mogły korzystać z płatnego urlopu macierzyńskiego). To są bardzo ważne rzeczy, jeśli zważymy, że polska kobieta rodzi średnio 1,3 dziecka, co oznacza, że nasz naród w szybkim tempie wybiera (aby liczebność narodu pozostawała w długim okresie bez zmian, powinno przypadać 2,05 dziecka na kobietę).</p>
<p>Możemy się cieszyć, że rząd chce coś zrobić w tej sprawie. Niestety mała liczba rodzących się dzieci została przedstawiona przez Ewę Kopacz jako jeden z licznych problemów trapiących Polskę, a nie jako problem naczelny. Moim zdaniem jest to błędne: wymieranie narodu jest głównym problemem tego narodu, wszystko inne liczy się dopiero w drugiej kolejności.</p>
<p><b>Ułatwienia dla przedsiębiorców:</b> Ewa Kopacz chce doprowadzić do napisania na nowo w ciągu roku ustaw, które mają zasadnicze znaczenie dla przedsiębiorców: ordynacji podatkowej i prawa działalności gospodarczej. To jest bardzo ambitny program, tyle, że należy on do sfery myślenia życzeniowo-propagandowego.</p>
<p>Nie jest dobry pomysł, by ustawy pisać od nowa, zamiast sukcesywnie poprawiać to, co źle działa. Pomysł ten jest niepotrzebny (przecież nie wszystko w istniejących ustawach jest złe), będzie źródłem ogromnego bałaganu przez kilka lat (całkiem nowe procedury nie będą dobrze znane nikomu: ani przedsiębiorcom, ani księgowym, ani urzędnikom urzędów skarbowych). Jest to natomiast sprytny chwyt propagandowy: ludziom, którzy nie cierpią kontaktów z urzędami skarbowymi, całkiem nowa ordynacja podatkowa może się podobać bardziej niż wprowadzenie niezbędnych zmian do ordynacji istniejącej.</p>
<p>Napisanie od nowa ważnych ustaw w ciągu roku najprawdopodobniej się nie uda, gdyż dużo mniej ambitne projekty legislacyjne nie udawały się dotychczas ekipie PO-PSL. A ekipa ta pozostaje w ogólnym zarysie ta sama od kilku lat, z jednym istotnym wyjątkiem: nie ma już dziś w rządzie Jarosława Gowina i jego pomocnika Stanisława Tyszki. A właśnie ci dwaj ludzie potrafili napisać i przeprowadzić przez Sejm ustawę o deregulacji zawodów — najważniejszą z ustaw koalicji PO-PSL dotyczących wolności gospodarczej.</p>
<p>Inny temat, którym zajęła się Ewa Kopacz, to <b>&#8222;małe zaufanie do instytucji życia publicznego&#8221;</b> ze strony obywateli. Pani premier podkreśla, że problem dotyczy przede wszystkim sejmu.</p>
<p>Niestety, Ewa Kopacz w tej sprawie nie zaproponowała nic poza standardowym sloganem &#8222;stała rozmowa z ludźmi i wsłuchiwanie się w ich problemy&#8221;. A przecież są znane sposoby na to, by przybliżyć władzę do obywateli. Najważniejsza byłaby tu zmiana systemu wyborczego w wyborach do Sejmu, tak aby partyjne listy kandydatów zastąpić przez <a href="http://www.skubi.net/jow-argumenty.html">system oparty na okręgach jednomandatowych (JOW)</a>, w którym obywatele głosują na konkretnych kandydatów, a kandydat niepopularny nie ma szans, nawet jeśli ma poparcie swoich władz partyjnych.</p>
<p>W roku 2004 JOW-y były sztandarowym punktem programu Platformy Obywatelskiej. W roku 2010 Bronisław Komorowski (wówczas kandydat na prezydenta) mówił, że popiera wprowadzenie JOW-ów w wyborach do Sejmu, choć w jego wypowiedziach nie było już entuzjazmu z roku 2004. W roku 2011 Sejm zdominowany przez PO uchwalił kodeks wyborczy, który wprowadza JOW-y w wyborach do Senatu i do wielu rad samorządowych, które dotychczas wybierane były w systemie proporcjonalnym.  Dziś Ewa Kopacz w ogóle zapomniała o tej kwestii. Nie wspomniała o jakimkolwiek związku między systemem wyborczym a jakością pracy Sejmu.</p>
<p>JOW-y nie są oczywiście jedynym sposobem na poprawę jakości pracy władz politycznych. Inne sposoby, to rozwijanie społeczeństwa obywatelskiego, zwiększanie roli instytucji referendum, czy wreszcie zapewnienie lepszego poziomu profesjonalnego prawników, którzy przygotowują projekty ustaw (co do ostatniego punktu, ciekawy i dobrze znany jest model francuski, używany w kilku państwach Europy; polega on na tym, że nad projektami ustaw pracuje Rada Stanu [<i>Conseil d&#8217;État</i>], grupa wybitnych prawników mianowanych dożywotnio).</p>
<p>Niestety Ewa Kopacz nie wskazała żadnego sposobu na to, by Sejm i inne władze państwowe zaczęły działać lepiej, by Polacy zaczęli ufać władzom. A więc pani doktor rozpoznała chorobę, o której zresztą wszyscy wiedzą, ale nie wskazała żadnej metody leczenia, mimo że istnieją powszechnie znane metody.</p>
<p><b>Zadłużenie państwa:</b> Niemal każdy z punktów exposé oznacza dodatkowe wydatki z kasy państwa. A jak wyglądają dochody, które miałyby pozwolić na te nowe wydatki? Jakie oszczędności trzeba będzie robić? O tym nie ma ani słowa, poza ogólnikowym podkreśleniem, że zadłużenie państwa powinno maleć.</p>
<p>Przypomnijmy, że rząd Donalda Tuska zreformował otwarte fundusze emerytalne (OFE) w sposób, który prowadzi do zafałszowania sytuacji finansowej państwa (o tym pisałem wcześniej tu: <a href="http://www.skubi.net/grecja.html"><i>Grecja 2003, Polska 2013 — początek drogi ku przepaści</i></a>). Państwo przejęło ogromne aktywa OFE, a jednocześnie wzięło na siebie obowiązek wypłaty przyszłych emerytur, które pierwotnie miały być wypłacane przez OFE. Zafałszowanie sytuacji polega na tym, że przejęte przez państwo aktywa oraz dochody z tych aktywów są liczone (odejmują się od długu publicznego), natomiast przejęte zobowiązania emerytalne liczone nie są (dług publiczny liczony jest tak, jakby państwo nie miało tych zobowiązań).</p>
<p>W tej sytuacji rządowi bardzo łatwo jest przekonywać ludzi do zwiększania zadłużenie państwa: według oficjalnych, nierzetelnych wyliczeń zadłużenie to jest niewysokie, a więc jego zwiększanie wydaje się być zgodne z Konstytucją i mało szkodliwe. Możemy się obawiać, że rząd Ewy Kopacz pójdzie tą drogą, aby spełnić obietnice dane w exposé.</p>
<h2>Podsumowanie</h2>
<p>Rząd Ewy Kopacz niesie ze sobą trzy duże niebezpieczeństwa. Pierwsze z nich, to wątpliwej jakości intelekt pani premier. Im bardziej Ewa Kopacz będzie chciała decydować osobiście, zgodnie z zasadą <i>to ja stoję na czele polskiego rządu</i>, tym gorzej będzie.</p>
<p>Drugim problemem jest niedostatecznie dobry program rządu w niektórych ważnych tematach, w szczególności nierealistyczne pomysły na ułatwienie życia przedsiębiorcom oraz kompletny brak koncepcji co do poprawienia funkcjonowania Sejmu i innych władz państwa.</p>
<p>Ale najpoważniejszym problemem rządu jest brak programu oszczędnościowego, który pozwoliłby oddłużyć państwo lub chociażby wstrzymać wzrost zadłużenia. Jeśli kolejne rządy będą działać podobnie, to Polska za 10 lub 15 lat zapłaci za to gwałtownym załamaniem gospodarki, podobnym do tego, które miało miejsce w Grecji w roku 2013.</p>
<p><b>Marcin Skubiszewski</b><br /><i>2 października 2014</i></p>
<p class="note"><b>Marcin SKUBISZEWSKI.</b> Absolwent uczelni francuskich. Wieloletni uczestnik Ruchu Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Obecnie jest wiceprezesem Fundacji imienia Krzysztofa Skubiszewskiego, której główna działalność polega na wspomaganiu kontaktów naukowych między Polską a Europą Wschodnią. Prowadzi wielojęzyczną stronę internetową <a href="http://www.skubi.net/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Zrozumieć politykę, zrozumieć prawo</a> oraz blog na niezależnym forum publicystów <a href="http://www.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24.pl</a> zatytułowany <a href="http://skubi.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Chcę Polski normalnej</a>. </p>
<p class="foto">Jamaica Gleaner</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/funkcjonariuszka-partii-rzdzcej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>10</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dlaczego Ukraina potrzebuje większościowego systemu wyborczego</title>
		<link>https://koszalin7.pl/dlaczego-ukraina-potrzebuje-wikszociowego-systemu-wyborczego/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/dlaczego-ukraina-potrzebuje-wikszociowego-systemu-wyborczego/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Aug 2014 21:06:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polska-Europa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/08/25/dlaczego-ukraina-potrzebuje-wikszociowego-systemu-wyborczego/</guid>

					<description><![CDATA[Powodzenie Ukrainy jako suwerennego, demokratycznego i przyjaznego Polsce państwa nie zależy tylko od czynnika militarnego. Równie ważnym warunkiem powodzenia jest]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1825" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/08/ukraina_wybory_02.jpg" border="0" alt="Ukraina" title="Ukraina" align="left" width="620" height="349" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/08/ukraina_wybory_02.jpg 620w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/08/ukraina_wybory_02-300x169.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 620px) 100vw, 620px" />Powodzenie Ukrainy jako suwerennego, demokratycznego i przyjaznego Polsce państwa nie zależy tylko od czynnika militarnego. Równie ważnym warunkiem powodzenia jest urządzenie życia państwowego w przyszłości, przede wszystkim &#8211; przyjęcia właściwej ordynacji wyborczej, <span id="more-1826"></span>  sprzyjającej integracji Ukrainy, wyrażaniu woli narodu i budowaniu silnej państwowości, a nie działającej w kierunku przeciwnym. Tym właśnie zagadnieniom poświęcony jest znakomity artykuł Marcina Skubiszewskiego, w którym wykorzystuje swoją wiedzę zdobytą m.in. w Ruchu obywatelskim JOW, założonym 20 lat temu przez nieżyjącego już prof. Jerzego Przystawę.</p>
<p>Autor przeciwstawia się popularnej na Ukrainie opinii, że system większościowy jest gorszy, wyjaśniając, że opinia bierze się ze złych doświadczeń związanych z manipulacjami wyborczymi. Dalej ukazuje zalety ordynacji większościowej, szczególnie ważne w sytuacji w jakiej znajduje się obecnie Ukraina &#8211; umożliwia utworzenie rządu przez jedną partię i rządzenie pozwalające na realizację programu wyborczego. Żeby uzmysłowić czytelnikom, z jakimi niebezpieczeństwami wiąże się w czasach kryzysów ordynacja proporcjonalna, sięga do przykładu Republiki Weimarskiej i Adolfa Hitlera.</p>
<p>Autor, który był obserwatorem wyborów na Ukrainie, wykazuje zupełne rozminięcie się oczekiwań wyborców z rzeczywistością kształtowaną przez ordynację partyjniacką. Polemizuje też z mitem ordynacji proporcjonalnej, jakoby wprowadzała ona jakieś bliżej niezdefiniowane &#8222;proporcje&#8221; poglądów i umożliwiała ich wyrażanie w życiu państwowym i publicznym. Otóż, pisze Skubiszewski, decyzje proporcjonalne nie istnieją, istnieją tylko decyzje większości.</p>
<p>Niestabilne rządy, wielomiesięczne negocjacje międzypartyjne w celu utworzenia rządu, głosowanie na anonimowe osoby schowane za szyldami partyjnymi, zamiast na konkretne osoby &#8211; to wady, które w sytuacji Ukrainy mogą poważnie zaciążyć na życiu państwowym, których jednak Ukraina może uniknąć, wykorzystując m.in. negatywne doświadczenia polskie z dominującą ordynacją proporcjonalną, w rzeczywistości partyjniacką.</p>
<p><b>Redakcja koszalin7.pl</b></p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/obyw/europa_004.html"><strong>DLACZEGO UKRAINA POTRZEBUJE WIĘKSZOŚCIOWEGO SYSTEMU WYBORCZEGO &#8212; czytaj cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center> </p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/dlaczego-ukraina-potrzebuje-wikszociowego-systemu-wyborczego/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
