<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Cywilizacja łacińska &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/obywatel/cywilizacja-aciska/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Mon, 04 Dec 2023 13:41:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.2</generator>
	<item>
		<title>Biskup Ignacy Dec &#8211; trzy filary cywilizacji chrześcijańskiej</title>
		<link>https://koszalin7.pl/biskup-ignacy-dec-trzy-filary-cywilizacji-chrzescijanskiej/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/biskup-ignacy-dec-trzy-filary-cywilizacji-chrzescijanskiej/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 18 Jul 2019 01:07:59 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatel]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=2648</guid>

					<description><![CDATA[Przypomnijmy, że cywilizacja chrześcijańska, w ramach której funkcjonuje Kościół katolicki, wspiera się na trzech głównych filarach: greckiej filozofii, rzymskim prawie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2648"></span></p>
<p>Przypomnijmy, że cywilizacja chrześcijańska, w ramach której funkcjonuje Kościół katolicki, wspiera się na trzech głównych filarach: greckiej filozofii, rzymskim prawie i judeochrześcijańskiej religii. Wszystkie te filary są dzisiaj w różny sposób podcinane i osłabiane.</p>
<p><strong>FILAR FILOZOFII – NAUKI</strong><br />
Dzisiejsza nauka, niestety, nie wyzwoliła się od wpływów ideologii. W mediach liberalnych, jeśli już się coś pisze czy mówi o filozofii, to prezentuje się filozofię liberalistyczną, postmodernistyczną, która zbliżona jest wyraźnie do ideologii, gdyż nie liczy się z faktami i z regułami zdrowego rozsądku. Zachwyca się niektórymi ideami współczesnej pseudo psychologii. Jest to widoczne gołym okiem w ideologii gender i w programach ugrupowań LGBT. Na uniwersytetach pogardza się dziś filozofią klasyczną, która na bazie zdrowego rozsądku i ludzkiego doświadczenia wskazywała w makrokosmosie na Pana Boga a w mikrokosmosie, a w człowieku, na ludzkiego ducha, który zdolny jest do wiedzy i do wiary i cieszy się zdolnością wolnego wyboru. Pamiętajmy, że z promowanych dziś filozofii zranionych różnymi ideologiami i utopiami wyrosły europejskie totalitaryzmy. Nie jest obojętne jaką filozofię aplikujemy do nauk szczegółowych czy do teologii, z jakim obrazem świata, człowieka i Boga. Dużą rolę odgrywają tu pieniądze. Potwierdza się powiedzenie, że gdy pieniądze są na stole, to prawda milczy. Prawdy nie kupuje się za pieniądze. Za pieniądze sprzedaje się kłamstwo. Niestety, proceder ten widoczny jest w niektórych ośrodkach uniwersyteckich, także już w Polsce. Dzieje się niedobrze, gdy nauka poddaje się zniewoleniu ideologicznemu, gdy z grodu nauki usuwa się etykę, uczciwość badawczą i dydaktyczną. Pamiętamy, co się wydarzyło 3 maja br. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie nas, ludzi Kościoła, obrzucono straszliwym błotem.</p>
<p><strong>FILAR PRAWA</strong><br />
Jest on dzisiaj zagrożony przede wszystkim przez lekceważenie a nawet eliminację prawa Bożego: naturalnego i pozytywnego (objawionego), a więc prawa wszczepionego przez Boga w stworzenie, w naturę martwą i żywą – także w człowieka oraz prawa danego w dziejach zbawienia, wśród którego na czoło wysuwa się Dekalog i Ewangelia Chrystusa. Wiemy, że w majestacie prawa nie zakotwiczonego w prawie Bożym, dzieje się wiele zła. W majestacie takiego prawa zmierzały kiedyś pociągi do Auschwitz. Św. Piotr wezwany na przesłuchanie przed Sanhedrynem za głoszenie zakazanej przez prawo nauki Jezusa, odpowiedział: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”(Dz 5,29). Każde prawo ludzkie powinno być zgodne z prawem Bożym: naturalnym i pozytywnym. Dlatego Kościół protestuje, gdy parlamenty czy inne podmioty stanowiące prawo, uchwalają prawa niezgodne z prawem Bożym, z Dekalogiem, np. prawo do aborcji, do zapłodnienia in vitro, prawo do eutanazji, prawo do zawierania związków homoseksualnych. Pamiętamy, że papież Benedykt XVI powiedział podczas wizyty apostolskiej w Niemczech, że gremia, które uchwalają prawo niezgodne z prawem Bożym, zazwyczaj przeobrażają się w bandę przestępczą. Jakież larum podniosły środowiska LGBT, gdy pracownik IKEA wypowiedział się, że promowanie homoseksualizmu, to zgorszenie, i zacytował stosowne fragmenty Starego i Nowego Testamentu dotyczące zgorszenia i homoseksualizmu, za co, jak wiemy, został w trybie natychmiastowym wyrzucony z pracy.<br />
W ostatni czwartek, 11 lipca, zmarł we Francji Vincent Lambert, któremu po wyroku sądu odłączono aparat z pożywieniem. Interweniował papież Franciszek i wiele innych osobistości, żeby człowieka dostępnymi środkami utrzymać przy życiu. Postąpiono jednak inaczej. A ludzie mądrzy mówią, że naród, który nie szanuje życia ludzkiego przygotowuje sobie przedsionek piekła.</p>
<p><strong>FILAR RELIGII CHRZEŚCIJAŃSKIEJ</strong><br />
Od wielu lat Europa odcina się od korzeni chrześcijańskich. Niektórzy europejscy politycy, którzy u nas mają swoich zwolenników, przestrzegają nas przed państwem wyznaniowym. Jednakże, jak się dobrze rozejrzymy, to zauważymy, że w wielu krajach Europy Zachodniej zapanowało państwo wyznaniowe, tyle tylko, że owym wyznaniem nie jest katolicyzm, ale ideologia lewicowo-liberalna, której częścią jest ideologia LGBT. Bogu dzięki – Polska jeszcze temu nie uległa. Piewcy nowego porządku nie ustają jednak w wysiłkach, by i u nas nastała oświecona dyktatura politycznej poprawności.<br />
Innym bardzo niepokojącym zjawiskiem jest publiczne znieważanie tego, co święte w naszej religii katolickiej: Eucharystii, Krzyża, Jasnogórskiej Ikony, urządzanie czarnych marszów, a ostatnio parad równości. Raz po raz pojawiają się sztuki teatralne o antykatolickim przesłaniu, z elementami wyszydzania wartości chrześcijańskich. Z drugiej strony nagłaśnia się tezę, że religia jest sprawą prywatną i w związku z tym nie powinno się w przestrzeni publicznej nosić symboli religijnych, co już tak zdecydowanie zwalczane jest w krajach zachodnich. A my wiemy, że ludzie światli i tolerancyjni nie powinni być wrogami symboli religijnych. Tyle, że tu nie chodzi tak naprawdę o tolerancję ale o narzucanie jedynie słusznego wyznania liberalno-lewicowego. Widzimy jak tolerancję odrywa się dziś od prawdy, a prawda przecież stoi u podstaw wszelkich wartości. Bez prawdy wszystko staje się fałszywe i podejrzane, nawet dobro i piękno, wolność i tolerancja czy nawet miłość. Rozumiemy, dlaczego Chrystus powiedział: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32 ).</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p><strong>Źródło:</strong> Bp Ignacy Dec, fragment homilii wygłoszonej podczas XXVIII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, 14 lipca 2019. <strong>Za:</strong> www.radiomaryja.pl</p>
<p><strong>Zdjęcie:</strong> Bp Ignacy Dec (Zdjęcie z Twittera)</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/biskup-ignacy-dec-trzy-filary-cywilizacji-chrzescijanskiej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Russell Kirk, czarodziej z Mecosty</title>
		<link>https://koszalin7.pl/russell-kirk-czarodziej-z-mecosty/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/russell-kirk-czarodziej-z-mecosty/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Oct 2015 23:22:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatel]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2015/10/11/russell-kirk-czarodziej-z-mecosty/</guid>

					<description><![CDATA[Było to 1 października 1981 roku. W waszyngtońskim hotelu Mayflower zebrali się najważniejsi doradcy prezydenta Ronalda Reagana, śmietanka konserwatywnych intelektualistów,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2106"></span></p>
<p>Było to 1 października 1981 roku. W waszyngtońskim hotelu Mayflower zebrali się najważniejsi doradcy prezydenta Ronalda Reagana, śmietanka konserwatywnych intelektualistów, wszyscy, którzy po zwycięstwie Reagana w wyborach prezydenckich wkroczyli na waszyngtońskie salony i urzędy.  Zebrali się, aby uczcić człowieka, o którym sądzono, że bez niego reaganowska &#8222;konserwatywna rewolucja&#8221; nigdy by nie zwyciężyła. Tym człowiekiem, Wielkim Starym Człowiekiem amerykańskiego konserwatyzmu, był Russell Amos Kirk (1918-1994). W wygłoszonym wówczas <i>laudatio</i> redaktor naczelny głównego organu prasowego amerykańskich konserwatystów &#8222;National Review&#8221; William Buckley jun. powiedział: &#8222;Nie można sobie wyobrazić znaczącego, nie mówiąc już o dominującym, ruchu konserwatywnego w Ameryce bez Pańskiej pracy, która przygotowała mu grunt. To Pan uczynił to wszystko możliwym, i chciałbym publicznie, z radością i dumą powiedzieć, że republika, o której Cyceron mówił, że jest zanikającą instytucją, w tym przypadku przetrwała, i za to należą się Panu podziękowania&#8221;. Nie były to czcze komplementy, gdyż rola Russella Kirka dla amerykańskiej, a tym samym, światowej prawicy, jest trudna do przecenienia.</p>
<p>Należał do tradycjonalistycznego nurtu w obrębie amerykańskiego konserwatyzmu, którego przedstawiciele, wstrząśnięci okrucieństwami dwudziestego wieku, powstaniem zsekularyzowanego, pozbawionego korzeni społeczeństwa masowego, zaniepokojeni wulgaryzacją kultury, dominacją egalitarnych ideologii, erozją etycznych fundamentów republiki amerykańskiej (Kirk głosił, że Stany Zjednoczone powstały jako republika i dopiero w wyniku &#8222;zdrady&#8221; republikańskich ideałów przekształciły się w demokrację), zapragnęli odwrócić te zgubne tendencje, wydali walkę niwelatorskim programom lewicy, sięgając po chrześcijańskie i klasyczne dziedzictwo europejskiej filozofii i refleksji o polityce. Ale również, i jest to głównie zasługa Kirka, odkryli, przypomnieli i zrehabilitowali skazane przez lewicę na zapomnienie tradycje anglosaskiego konserwatyzmu.</p>
<p>W 1953 roku Kirk (syn urzędnika kolejowego z Plymouth koło Detroit) opublikował swoje opus magnum &#8222;Umysł konserwatywny. Od Burke’a do Santayany&#8221;, w którym dokonał prezentacji anglosaskiego konserwatyzmu na przykładach jego najwybitniejszych przedstawicieli. Ta książka zrobiła wyłom w murze intelektualnego getta, do którego lewica zepchnęła konserwatystów, stała się ich biblią, dostarczyła im ideologicznej broni przeciwko lewicy, zainicjowała powstanie powojennego ruchu konserwatywnego w USA. Dlatego prezydent Reagan nie przesadzał, kiedy stwierdził: &#8222;Russell Kirk pomógł nam odnaleźć nasze zainteresowanie i naszą wiedzę o prawdziwych ideach i rzeczach niezmiennych, będących filarami intelektualnej infrastruktury konserwatywnego odrodzenia w Ameryce&#8221;.</p>
<p>Kirk napisał potem jeszcze ponad dwadzieścia innych książek, wśród nich m.in. &#8222;Program dla konserwatystów&#8221;, &#8222;Przewodnik po konserwatyzmie dla inteligentnej kobiety&#8221;, &#8222;Korzenie ładu amerykańskiego&#8221;, &#8222;Wrogowie rzeczy niezmiennych&#8221;. &#8222;Uwagi o anormalności w literaturze i polityce&#8221;, &#8222;Odzyskać dziedzictwo ojców&#8221;. Należał do redakcji czasopism konserwatywnych, opublikował na ich łamach wiele esejów i artykułów. Stał się &#8222;wędrownym kaznodzieją&#8221; konserwatyzmu, wygłosił kilkaset wykładów i prelekcji na amerykańskich uniwersytetach i na spotkaniach organizowanych przez środowiska konserwatywne w różnych zakątkach kraju. Był również autorem zabawnych powieści grozy i za swoją twórczość w tej dziedzinie został nawet wyróżniony przez Towarzystwo Księcia Drakuli.</p>
<p>Do śmierci mieszkał w miejscowości Mecosta (Michigan), liczącej nie więcej niż 200 dusz i zamieszkanej ponadto, jak twierdzą wtajemniczeni, przez wielką liczbę duchów. W jego domu (bez telewizora!) położonym na wzgórzu i należącym od wielu pokoleń do rodzimy Kirków, która do Ameryki przywędrowała ze Szkocji, oprócz żony i czterech córek, przebywało zawsze wielu ludzi. Nie tylko ciotki, wujowie i kuzyni, ale polityczni emigranci z różnych stron świata, studenci, czasami ubodzy i włóczędzy. Przybywali do domu na wzgórzu po radę, po pomoc lub by po prostu spotkać się i porozmawiać z Panem Konserwatystą, jak nazywano Kirka w Ameryce. To tam, w czasie nocnych godzin pisał Kirk swoje książki i artykuły, w których ostrzegał przed zamachami lewicy na klasyczną koncepcję uniwersytetu, który spece od urawniłowki chcieliby przekształcić w &#8222;wyższą szkołę ludową&#8221;, piętnował &#8222;wandali intelektu&#8221; i &#8222;wrogów rzeczy wiecznych&#8221;, bronił – z pobudek humanitarnych – kary śmierci, krytykował &#8222;kaktusowy krajobraz&#8221; współczesnej kultury z jej egalitarną ideologią, dekadenckim zamiłowaniem do obscenów i absurdu, z pustką jej jednodniowych mód.</p>
<p>Był szczególnie podejrzliwy wobec wszystkich, którzy piszą Wolność z dużej litery. Nie chodzi bowiem o jedną wielką, abstrakcyjną Wolność, ale o wolności – konkretne, osobiste wolności zakorzenione w obyczajach i tradycjach narodu. Wolność – powtarzał Kirk za ojcem anglosaskiego konserwatyzmu Edmundem Burkiem – jest dzieckiem cnót; nie otrzymuje jej się tak po prostu, deklarując, że się chce być wolnym. Wolność jest wytworem cywilizacji, rezultatem długiego i bolesnego procesu, efektem heroicznych wysiłków niewielu dzielnych ludzi. Są tacy, którzy uważają, że autorytet jest wrogiem wolności. Ale – pisał Kirk – jest wręcz przeciwnie: autorytet nie jest sprzeczny z wolnością, lecz jest warunkiem jej przetrwania.</p>
<p>Kirk przeciwstawiał się też dominującej w naszych czasach retoryce &#8222;praw człowieka&#8221;. To prawda – pisał – że ludzie mają naturalne prawa, takie jak prawo do ochrony owoców swojej pracy i własności, do korzystania z dobrodziejstw cywilizacji i jej instytucji, oraz do tego, aby żyć w ramach społecznego ładu, zamiast cierpieć w chaosie i anarchii. Jednak prawa, o których tyle się dzisiaj mówi, nie są w rzeczywistości prawami, lecz roszczeniami, żądaniami, pragnieniami i zachciankami, które chce się realizować kosztem innych. Jeśli obdarowuje się jednego człowieka &#8222;prawem do wypoczynku&#8221;, to równocześnie narzuca się drugiemu człowiekowi obowiązek zapewnienia wypoczynku temu pierwszemu. Podobnie jest ze wszystkimi innymi &#8222;prawami&#8221;. Są to zawsze obowiązki narzucane innym ludziom, co jest sprzeczne z zasadami sprawiedliwego ładu. Kiedy ludzie swoje roszczenia i zachcianki nazywają &#8222;prawami&#8221;, kiedy odrzucają zasadę, że realizację swoich pragnień każdy powinien sobie zapewnić sam, zamiast obarczać tym innych, oznacza to, że w ich duszach panuje chaos. A bez porządku w ludzkich duszach nie ma porządku w państwie.</p>
<p>Kirk uważał, że istnieją trzy wielkie zespoły zasad i przekonań, które spajają to, co nazywa się nowożytną cywilizacją. Pierwszym z nich jest &#8222;wiara chrześcijańska: doktryny teologiczne i moralne, które informują nas o naturze Boga i człowieka, o ojcostwie Boga, o braterstwie ludzi i ludzkiej godności, prawach i obowiązkach osoby ludzkiej, naturze miłosierdzia i znaczeniu nadziei i rezygnacji&#8221;. Drugim z nich jest &#8222;zbiór literatury obdarzonej wyobraźnią, dzieł humanistycznych, które są esencją naszej wyższej kultury: humanizmu, który wraz z wiarą chrześcijańską poucza nas o naszych mocach i ograniczeniach &#8211; dzieł Platona, Wergiliusza, Cycerona, Dantego, Szekspira i wielu innych&#8221;. Trzecim z nich jest &#8222;kompleks instytucji społecznych i politycznych, które nazwać możemy rządami prawa, lub zorganizowaną wolnością: zwyczajów, precedensów, bezstronnej sprawiedliwości, praw jednostki, własności prywatnej, charakteru prawdziwej wspólnoty, praw rodziny i dobrowolnych zrzeszeń&#8221;. Kirk wierzył głęboko, że, choć owe trzy zespoły zasad i przekonań ucierpiały mocno w morderczym starciu z nihilizmem, marksizmem i innymi podobnymi ideologiami, to nadal pozostają skałą, na której zbudowana jest nasza cywilizacja.</p>
<p>Pisał o sobie: &#8222;Na moim karku siedzi <i>nieoświecona</i> głowa. To raczej głowa gotycka z temperamentu i struktury. Nigdy nie kochałem zimnej harmonii i perfekcyjnie uregulowanej organizacji. Szukałem różnorodności, tajemnicy, tradycji, tego, co godne podziwu i tego, co wzniosłe. Nigdy nie cierpiałem sofistyków i rachmistrzów. Szukałem po omacku wiary, honoru i staroświeckich lojalności. Oddałbym wiele neoklasycznych portali za jednego marnego średniowiecznego plwacza&#8221;. W amerykańskich kręgach konserwatywnych mówiono o nim, że urodził się 150 lat za późno i do tego w niewłaściwym kraju. Ale szanowano go powszechnie i uznawano za sumienie amerykańskiego konserwatyzmu.</p>
<p>W 1991 roku pisał: &#8222;Konserwatyści sprzeciwili się niszczeniu tradycyjnej amerykańskiej rodziny i tradycyjnych wartości moralnych, przeciwstawili się dominacji zeświecczonej, hedonistycznej kultury. Przypomnieli Ameryce o moralnym konsensusie tego, co dobre i prawdziwe&#8221;. Równocześnie przestrzegał przed popadaniem w samozadowolenie i namawiał konserwatystów, aby w obliczu upadku komunizmu dokonali jeszcze mocniejszego zwrotu na prawo. Wzywał ich, żeby nie dopuścili do przekształcenia idei konserwatywnych w monotonne zawodzenie pochwał &#8222;wolnego rynku&#8221; i &#8222;wolnej przedsiębiorczości&#8221; i ostrzegał, że wulgarny utylitaryzm i brak zasad ukrywających się pod maską pragmatyzmu, prowadzą do oportunizmu i tchórzliwego poddania się duchowi czasu. Zawsze aktualne pozostaje jego przesłanie: &#8222;Prawdziwy konserwatysta wie, że kwestie gospodarcze są kwestiami politycznymi, kwestie polityczne &#8211; etycznymi, kwestie etyczne &#8211; duchowymi&#8221;.</p>
<p><b>Tomasz Gabiś</b></p>
<p class="info">Pierwodruk: &#8222;Nowy Świat&#8221;, 29.02-1.03.1992.</p>
<p class="note"><b>Tomasz GABIŚ</b> (ur. 1955) &#8211; publicysta i myśliciel konserwatywny, wybitny znawca problematyki niemieckiej.</p>
<p>Od kilku lat identyfikuje siebie jako postkonserwatysta. Ukończył germanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. W latach 80. XX wieku działał w opozycji. W 1987 roku był jednym z sygnatariuszy aktu założycielskiego Unii Polityki Realnej. Działał w niej do połowy lat 90. W tym okresie publikował również artykuły w tygodniku <i>Najwyższy CZAS!</i>. W latach 1991-2003 był redaktorem naczelnym pisma <i>Stańczyk</i>. Członek honorowy Organizacji Monarchistów Polskich i Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Publikuje w <i>Nowym Państwie</i>, <i>Arcanach</i>, <i>Obywatelu</i> i <i>Opcji na Prawo</i>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/russell-kirk-czarodziej-z-mecosty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ewa Thompson: Polskość to normalność</title>
		<link>https://koszalin7.pl/ewa-thompson-polsko-to-normalno/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/ewa-thompson-polsko-to-normalno/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 04 Jul 2014 07:32:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/07/04/ewa-thompson-polsko-to-normalno/</guid>

					<description><![CDATA[Filozofowie greccy nauczyli Europejczyków, że te same reguły myślowe obowiązują w filozofii i w fizyce, w życiu codziennym i w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Filozofowie greccy nauczyli Europejczyków, że te same reguły myślowe obowiązują w filozofii i w fizyce, w życiu codziennym i w życiu przemysłowym. Ta grecka logika jest głęboko zakorzeniona wśród Polaków, bardziej niż w jakimkolwiek innym europejskim kraju. Z kolei chrześcijaństwo, które głęboko przeorało polską świadomość, umieściło rozróżnienie pomiędzy dobrem a złem w samym centrum swoich zasad. Tak, Polakom daleko do chrześcijańskiej doskonałości, ale w porównaniu z historią Niemiec, Rosji, Wielkiej Brytanii Polacy wypadają bardzo dobrze &#8211; mówiła prof. Ewa Thompson w wystąpieniu podczas kongresu Polska Wielki Projekt.<span id="more-1798"></span></p>
<p>Z zawodu jestem literaturoznawcą, nie mogę więc przedstawić Państwu jakiejś użytecznej analizy ekonomicznej czy technicznej. Ale literaturoznawstwo ma to do siebie, że pozwala dużo czytać, co po pewnym czasie owocuje niezłym rozeznaniem fundamentalnych idei, dzięki którym funkcjonuje społeczeństwo. Więc chciałabym Państwu przedstawić pewną tezę, która wyrosła na gruncie innej tezy, przypisywanej Premierowi Donaldowi Tuskowi. Parę lat temu karierę medialną zrobiła uwaga premiera Tuska, że <b>polskość &#8211; to nienormalność</b>. Uwaga była wyjęta z kontekstu, ale moim zdaniem nie jest to opinia odosobniona. Od czasów Stanisława Brzozowskiego czy szkoły krakowskiej polska inteligencja cierpi na coś, co nazwałabym <b>kolonialnym niezadowoleniem</b> lub <b>kolonialnym resentymentem</b>, i co przejawia się w namiętnej krytyce polskości. Pewien sympatyczny historyk niedawno napisał książkę, w której twierdzi, że tzw. Rzeczpospolita sarmacka w ogóle nie istniała, że była tylko zasłonką, za którą królowała nicość. Typowo nominalistyczna ślepota.</p>
<p>W moim rozumieniu jest dokładnie odwrotnie. Ja twierdzę, że <b>polskość &#8211; to normalność</b>. Na tym właśnie polega <b>siła polskości</b>. Co to jest normalność? Jest to pewna <b>postawa wobec życia, która wykształciła się w Europie w przeciągu stuleci, na bazie chrześcijaństwa i greckiej epistemologii</b>. To jest moja definicja europejskiej normalności. Cała reszta wypływa z tych zasad. Grecką epistemologię streściłabym przy pomocy matematycznej metafory: 2+2=4, a nie, jak to się dzieje w wielu filozofiach współczesnych, czasem 4, a czasem 5, a czasem 3. Filozofowie greccy nauczyli Europejczyków, że te same reguły myślowe obowiązują w filozofii i w fizyce, w życiu codziennym i w życiu przemysłowym. Ta grecka logika jest głęboko zakorzeniona wśród Polaków, bardziej niż w jakimkolwiek innym europejskim kraju. Z kolei chrześcijaństwo, które głęboko przeorało polską świadomość, umieściło rozróżnienie pomiędzy dobrem a złem w samym centrum swoich zasad. Tak, Polakom daleko do chrześcijańskiej doskonałości, ale znów w porównaniu z historią Niemiec, Rosji, Wielkiej Brytanii &#8211; Polacy wypadają bardzo dobrze.</p>
<p>To, co zbudowano w Europie przez dwa tysiąclecia na podstawie chrześcijaństwa i greckiej epistemologii, jest obecnie przemalowywane na inne kolory, wstawia się do tego domu meble w stylu Bauhaus, robi się remonty i przekształcenia. Ale <b>fundament</b> pozostaje, a jest nim <b>zeświecczona etyka chrześcijańska oraz sposoby poznania, sformułowane przez starożytnych Greków</b>. To sprawia, że Europa jest wciąż centrum cywilizacyjnym, którego osiągnięcia zapożyczają inne kontynenty. <b>Na tym polega europejska normalność która, powtarzam, jest w Polsce głębiej zakorzeniona, niż u sąsiadów. I dlatego właśnie polskość uporczywie trzyma się życia. Bo jest normalnością.</b></p>
<p><b>Witold Gombrowicz</b> tak pisze o normalności w swoim &#8222;Dzienniku&#8221;: &#8222;człowiek jest istotą stworzoną do życia w sferze średniego ciśnienia, średnich temperatur&#8221;. I tak siebie określa: <i><b>&#8222;Jestem …istotą średnich temperatur&#8221;</b></i> (&#8222;Dziennik 1953–1956&#8221;, Institut Littéraire, 1971, str. 117, 120). Czyli trzeźwe spojrzenie na ludzkie możliwości, podkreślanie, że <b>ludzka normalność mieści się w sferze umiarkowanej</b>. Nienormalność pojawia się, gdy człowiek stara się być nadczłowiekiem, gdy oznajmia, że zjadł wszystkie rozumy, podczas gdy w rzeczywistości nadgryzł tylko jakiegoś trującego muchomora. Nienormalność pojawia się, gdy jakaś grupa ludzi oznajmia, że odkryła nową i dotychczas nieznaną epistemologię, i dlatego należy się jej władza. Sięganie poza granice ludzkiej zwyczajności praktykowane było i jest wśród sąsiadów Polski, rzadko przez Polaków. Wiek 20-ty przyniósł nazizm i komunizm, wcześniej byli Gustav Freytag i Fryderyk Nietzsche a później &#8211; Aleksandr Dugin. To, co te ideologie i ludzi łączy, to podział na kastę perfekcyjną i kastę niższą, którą trzeba zarządzać. Takich trujących filozofii Polacy na ogół nie wprowadzali w intelektualny krwiobieg Europy.</p>
<p>Słyszeliśmy o normalności od średniowiecznych moralistów, ale któż by się spodziewał znaleźć jej pochwałę u Gombrowicza, często zbyt pochopnie ocenianego jako burzyciela tradycji i adwokata nienormalności. Tak, większość Polaków zapewne nie jest splamiona intensywnym myśleniem, ale z pewnością odznacza się przekonaniem, że 2+2 nie równa się pięć, jak to by wynikało z marksistowskiej dialektyki i z niektórych innych głębokich filozofii. Przekonanie, że prawda nie jest czymś względnym, jest wciąż w Polsce uznawane za pewnik. W polskim pisarstwie rzadko widzi się pychę czy ambicję pouczania całego świata. Historycznie rzecz biorąc, Polacy nie próbowali &#8211; jak to robili i robią np. filozofowie niemieccy &#8211; sięgać poza granice ludzkiej inteligencji. Polskich nazwisk nie widać wśród nadzianych pychą propozycji wytłumaczenia świata, ujęcia wszystkiego, co jest, w ramy teorii stworzonej przez jeden ułomny ludzki umysł. Nie ma Marksów i Heglów, czy we wcześniejszym wydaniu, Joachimów z Fiory. Nie ma w polskiej historii tej wścieklej ambicji podboju, bycia numer jeden, która pozwoliła Mongołom przejść z Azji środkowej do Europy. Zamiast tego mamy Rzeczpospolitę sarmacką,której dziedzictwo nie powinno być błędnie określane jako &#8222;Polska zdziecinniała&#8221; (co zrobił Stanisław Brzozowski).</p>
<p>Wydaje mi się, że Polacy marzą o czystej grze, o spokojnej pracy, o nie wtykaniu nosa w sprawy innych narodów. Jak powiedział kanclerz Henryka VIII Tomasz Morus do Richarda Rich&#8217;a: &#8222;Wybierz sobie zawód taki, w którym nie będziesz kuszony&#8221;. Myślę, że wielu Polaków chciałoby sobie wybrać taki zawód. I to jest przyczyną, dla której wybitni reprezentanci normalności w krajach anglojęzycznych &#8211; tacy jak G. K. Chesterton, pisarz Hilaire Belloc, filozof Lord Dahlberg-Acton, czy mąż stanu Edmund Burke, żywili taką sympatię do Polaków.</p>
<p>Tę polską normalność potwierdza polska literatura. Nie ta z ostatnich lat, której wartość jeszcze się nie skrystalizowała, lecz ta klasyczna. To prawda, że nie ma w niej Szekspirów czy nawet Dostojewskich, ale już Flaubert wcale nie jest lepszy od Bolesława Prusa, nie mówiąc już o doskonałości polskich poetów ostatnich stuleci. Zgadzam się z Adamem Czerniawskim, który zauważył, że gdyby Polska była politycznie sprawna, świat zachwycałby się &#8222;Lalką&#8221; Prusa tak jak teraz zachwyca się &#8222;Madame Bovary&#8221; Flauberta. Parę tygodni temu David Brooks, felietonista &#8222;New York Times&#8221;, napisał felieton o cierpieniu, które może uszlachetnić i nauczyć ludzi patrzeć na życie jak na dramat moralny, zamiast traktować je jako okazję do przewagi nad innymi (David Brooks, What suffering does, &#8222;New York Times&#8221;, 8 kwietnia 2014). To jest rzadki przypadek obecności w &#8222;New York Times&#8221; tego typu pisarstwa, który pojawia się masowo w literaturze polskiej, w powieściach Orzeszkowej, Prusa, Sienkiewicza, w poezji postromantycznej od Asnyka do Miłosza i Herberta. W lwią część polskiej literatury wkomponowane jest przekonanie, że dobro i zło nie są względne, że marksistowska &#8222;mądrość etapu&#8221; to złowroga hipokryzja.</p>
<p>Największy pisarz amerykański, noblista William Faulkner, w przedmowie do swoich &#8222;Dzieł wybranych&#8221; opowiedział historię swojego spotkania z Henrykiem Sienkiewiczem. Jako młody chłopak czytał &#8222;Trylogię&#8221; w bibliotece swojego dziadka, i inspiracja &#8222;Trylogią&#8221;, jak również końcowa uwaga Sienkiewicza, że pisał &#8222;dla pokrzepienia serc&#8221; stały się myślą przewodnią jego własnego pisarstwa. Faulkner też zaczął pisać &#8222;dla pokrzepienia serc&#8221;, po tragicznym zniszczeniu kultury Południa w czasie wojny secesyjnej (William Faulkner, Foreword to Faulkner Reader New York: Random House, 1954). Wydaje mi się, że siła przyciągania &#8222;Trylogii&#8221; byłaby w dalszym ciągu duża, gdyby różne Instytuty Polskie, utrzymywane z pieniędzy polskich podatników, zechciały się trochę pogłowić, jak tę &#8222;Trylogię&#8221; w świecie zaprezentować. Ale tu wpływ &#8222;postkolonialnego ukąszenia&#8221; jest niestety olbrzymi, i oferta tych Polskich Instytutów rzekomo promujących kulturę polską jest czasem komiczna w swoim krygowaniu się na postnowoczesność i intelektualne prowokacje.</p>
<p>G.K. Chesterton napisał kiedyś, że &#8222;najbardziej niebezpiecznym kryminalistą jest dziś całkiem pozbawiony poczucia prawa i uczciwości filozof. W porównaniu z nim włamywacze i bigamiści są w gruncie rzeczy moralni&#8221;. Zaś William Buckley, amerykański pisarz i założyciel &#8222;National Review&#8221; napisał tak: &#8222;Wolałbym być rządzony przez pierwszych czterystu ludzi, których nazwiska są umieszczone w bostońskiej książce telefonicznej, niż przez ciało profesorskie Harvardu&#8221;. W Stanach Zjednoczonych nie brak ludzi, którzy nie boją się powiedzieć, że wiedza, inteligencja czy nawet wielki talent i stanowisko eksperckie nie gwarantują mądrości, i że bardzo być może, że filozofowie XX wieku przynieśli więcej szkód, niż mniej genialni, ale bardziej normalni zwykli zjadacze chleba. Wielu współczesnych myślicieli zaproponowało zastąpienie normalności dekonstrukcją fundamentalnych pojęć. Ale czyniąc to, wylali dziecko razem z kąpielą. Są arcysłuszne analizy, które niszczą, bo umieszczają w centrum wydarzenia marginesowe i spychają wydarzenia fundamentalne na peryferie. Takie są w znacznej mierze oferty filozoficzne, które otrzymują polscy intelektualiści z zagranicy, i to nie tylko od szkoły frankfurckiej. Jakże trzeba być oczytanym, aby z tych ofert wyłuskać ich niewielką wartość i odrzucić tonę śmiecia, w którą są zapakowane. Andrzej Bobkowski zauważył kiedyś, że marksizm &#8222;wysusza&#8221;. Wydaje mi się, że to określenie pasuje nie tylko do marksizmu.</p>
<p>Stanisław Brzozowski potępiał w Polakach cechy, które wprawdzie nie są tożsame z normalnością, ale często z nią sąsiadują: zadowalanie się małym, letniość, akceptację rzeczywistości takiej, jaką ją stworzył Bóg, towarzyskość raczej niż determinację w zdobywaniu pozycji w świecie. <b>Byłabym skłonna postawić Brzozowskiemu i jego pogrobowcom ogarek pod warunkiem, że normalność otrzyma należną jej świeczkę.</b></p>
<p>Tę świeczkę należy postawić milionom Polaków, którzy co prawda niewiele czytają, i może zbyt intensywnie uprawiają życie towarzyskie raczej niż umysłowe, ale starają się nie krzywdzić innych i nie narzucają innym swojego sposobu bycia. A w chwilach krytycznych potrafią stanąć wyprostowani. Polacy nie podejmowali skomplikowanych akcji prowadzących do ruiny innych narodów, jak to np. robiła Wielka Brytania w wojnie opiumowej (przykład nieprawdopodobnego wprost kunktatorstwa, zbrodnia z premedytacją, która zniszczyła życie milionom Chińczyków). Jak zauważył Kazimierz Brandys w swoim &#8222;Dzienniku&#8221;, nie ma chyba w Europie narodu, który by mniej skrzywdził inne narody niż Polacy (Kazimierz Brandys, &#8222;A Warsaw Diary, 1978–1981&#8221;, New York: Random House, 1983, str. 89). Fakt, że polscy historycy i intelektualiści nie potrafili się z tą informacją przedrzeć do światowej opinii publicznej nie oznacza, że tak nie było. Ale to jest inny temat. Mając na uwadze to, co Brandys tak lapidarnie ujął, <b>Polacy powinni siebie samych trochę więcej polubić</b>.</p>
<p>Myślę, że polska siła przetrwania jest związana z wysiłkiem pozostania normalnym. Polska tożsamość okazała się nie do wycięcia nawet po regularnych stratach pokoleniowych, po zafiksowaniu w historiografii i literaturze państw ościennych interpretacji historii, w których Polska jest zredukowana do poziomu prymitywnej i wymierającej grupy etnicznej (np. w popularnej powieści Gustava Freytaga <i>Soll und Haben</i>). Polska tożsamość okazała się nie do złamania pomimo trwającego od wieków wysysania z Polski kapitału. Kongres <b>&#8222;Polska Wielki Projekt&#8221;</b>, w którym uczestniczymy, jest wyrazem tego, że Polacy są narodem elitotwórczym, i że doskonale współzawodniczą z innymi Europejczykami wtedy, gdy linia startowa nie jest nakreślona brutalnie na ich niekorzyść. Najwyraźniej pewne wspólnoty ludzkie są oparte na tak trwałych podstawach, że nie da się ich całkowicie zlikwidować. <b>Te podstawy to, powtarzam, rzymskie chrześcijaństwo i grecka epistemologia.</b> Sądzę, że jeżeli uda się uniknąć wojen, za dwa-trzy pokolenia Polacy będą postrzegani jako część intelektualnej czołówki Europy. Bo na długą metę, normalność popłaca. Myślę, że Prezydent Lech Kaczyński, który jest w jakiś sposób obecny wśród nas, przyznałby mi rację.</p>
<p><b>Ewa Thompson</b></p>
<p><b>Ewa THOMPSON</b> (z domu Majewska) (ur. 23 sierpnia 1937 w Kownie) &#8211; profesor literatury porównawczej i slawistyki na Rice University w Houston. W Polsce publikuje m.in. w &#8222;Arcanach&#8221; i &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; a w USA m.in. w &#8222;The Washington Times&#8221;, &#8222;Slavic Review&#8221;, &#8222;Houston Chronicle&#8221;. Jest redaktorem kwartalnika &#8222;Sarmatian Review&#8221;. Powyższy tekst to zapis wystąpienia prof. Ewy Thompson (na zdjęciu) podczas kongresu Polska Wielki Projekt. Została wtedy wyróżniona medalem &#8222;Odwaga i Wiarygodność&#8221;.</p>
<p>Tekst ukazał się pierwotnie na portalu &#8222;Rebelya&#8221;.</p>
<p">Dziękujemy redakcji portalu Rebelya za udzielenie zgody na przedruk tekstów.</p>
<p>Foto: polskawielkiprojekt.pl</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/ewa-thompson-polsko-to-normalno/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Deklaracja Portlandzka</title>
		<link>https://koszalin7.pl/deklaracja-portlandzka/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/deklaracja-portlandzka/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 23 Dec 2013 23:23:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/12/23/deklaracja-portlandzka/</guid>

					<description><![CDATA[Deklaracja Portlandzka została uchwalona na konferencji zorganizowanej przez Western Humanities Institute w Portland (Oregon) w 1981 roku. Końcową wersję Deklaracji]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1639"></span></p>
<p>Deklaracja Portlandzka została uchwalona na konferencji zorganizowanej przez Western Humanities Institute w Portland (Oregon) w 1981 roku. Końcową wersję Deklaracji (The Portland Declaration: A Guide for the Free World, New York 1982) opracował austriacki filozof polityczny i historyk idei Erik Maria Ritter von Kuehnelt-Leddihn (1909-1999). Kuehnelt-Leddihn należał do najwybitniejszych przedstawicieli katolickiej i konserwatywnej prawicy dwudziestego stulecia. Był bezkompromisowym krytykiem wszystkich odmian ideologii lewicowej, wszystkich prądów i ruchów politycznych, które równość stawiają wyżej niż wolność.</p>
<p><a href="https://statycz.koszalin7.pl/obyw/cywilizacja_005.html"><strong>DEKLARACJA PORTLANDZKA &#8212; czytaj cały tekst</strong></a></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/deklaracja-portlandzka/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zakleszcz mega-neo-totalitarny</title>
		<link>https://koszalin7.pl/zakleszcz-mega-neo-totalitarny/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/zakleszcz-mega-neo-totalitarny/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 17 Oct 2011 18:09:33 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/10/17/zakleszcz-mega-neo-totalitarny/</guid>

					<description><![CDATA[Kiedy rzeczywistość kuleje, jak w Polsce od zawsze, to wytwarza się taka nić porozumienia między My i ONI: my wiemy,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1112"></span></p>
<p>Kiedy rzeczywistość kuleje, jak w Polsce od zawsze, to wytwarza się taka nić porozumienia między My i ONI: my wiemy, że oni nie realizują swoich zadań i w rzeczywistości nas skubią, ale zostawmy to, dobrze że mamy swoje mikro-nisze &#8211; oni zaś wiedzą, ze my nie wszystko robimy jakby należało, ale jesteśmy im przydatni, więc stosują margines tolerancji. Tak jest w pracy, na ulicy, wszędzie, gdzie występują relacje MY-ONI. Ale bywa, że &#8222;z głodu&#8221; uruchamiany jest alert (np. dziura budżetowa każe wszystkim szukać oszczędności i dodatkowego haraczu, albo zbliża się kontrola czy jakaś inna poruta jest): wtedy ONI stają się formalistami, przestają tolerować nasze &#8222;coś po swojemu&#8221;. Nie mamy wyjścia, rzeczywiście &#8222;naciągamy&#8221;. Jeśli się nie podporządkujemy &#8211; stracimy na tym. Z drugiej strony moglibyśmy tak samo potraktować ONI-ych, wszak tam też nie wszystko jest w porządku. Ale wtedy zostaniemy &#8222;przećwiczeni&#8221;, może nawet &#8222;oddaleni&#8221;, pozbawieni mikro-stabilizacji &#8211; i nikt się ze strachu za nami nie ujmie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://statycz.koszalin7.pl/obyw/cywilizacja_004.html"><strong>ZAKLESZCZ MEGA-NEO-TOTALITARNY &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/zakleszcz-mega-neo-totalitarny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Odbudowa myśli spójnej</title>
		<link>https://koszalin7.pl/odbudowa-myli-spojnej/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/odbudowa-myli-spojnej/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 03:26:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/06/odbudowa-myli-spojnej/</guid>

					<description><![CDATA[Zapomnieliśmy, gdzie leży nasze źródło i przez to nie czerpaliśmy z niego. Polska od początku kształtowania swej państwowości wpisała się]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="mceTemp"></div>
<p><span id="more-219"></span></p>
<p>Zapomnieliśmy, gdzie leży nasze źródło i przez to nie czerpaliśmy z niego. Polska od początku kształtowania swej państwowości wpisała się w obszar oddziaływania cywilizacji chrześcijańskiej, zwanej czasem łacińską. Znaczy to, że od początku kształtowania swojej państwowości, swoich obyczajów i prawa poddała się wzorcom modelowanym w greckich akademiach i likejonach, gdzie odkrywano, iż człowiekowi nie godzi się żyć życiem bezrozumnym, że jego pochodzenie i cel znajdują się poza światem przyrody, a celem polityki jest &#8222;największych dokładać starań, aby wyrobić w obywatelach pewne właściwości, tj. uczynić ich dzielnymi i zdolnymi do dokonywania czynów moralnie pięknych&#8221;. (Arystoteles, Etyka Nikomachejska)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://statycz.koszalin7.pl/obyw/cywilizacja_003.html"><strong>ODBUDOWA MYŚLI SPÓJNEJ &#8211; cały artykuł.</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/odbudowa-myli-spojnej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Filozoficzne źródła idei społeczeństwa obywatelskiego</title>
		<link>https://koszalin7.pl/filozoficzne-roda-idei-spoeczestwa-obywatelskiego/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/filozoficzne-roda-idei-spoeczestwa-obywatelskiego/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 02:53:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/06/filozoficzne-roda-idei-spoeczestwa-obywatelskiego/</guid>

					<description><![CDATA[Społeczeństwo obywatelskie jest dziś najczęściej pojmowane jako sfera dobrowolnych stowarzyszeń, organizacji, ruchów, przedsięwzięć, które kreują więzi zaufania i solidarności, służąc]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-217"></span></p>
<p>Społeczeństwo obywatelskie jest dziś najczęściej pojmowane jako sfera dobrowolnych stowarzyszeń, organizacji, ruchów, przedsięwzięć, które kreują więzi zaufania i solidarności, służąc realizacji wielorakich celów wspólnych. Jest to przestrzeń obywatelska będąca miejscem współdziałania z innymi &#8211; sferą relacji ludzi, którzy dzięki podzielanym wartościom i postawom chętnie angażują się w działalność związaną z podejmowaniem odpowiedzialności za wspólne sprawy. Ponieważ to kategoria obywatelskości wydaje się dla tego pojęcia centralna, jego źródeł można szukać już filozofii politycznej Arystotelesa, który w Polityce jako pierwszy sformułował definicję obywatela jako kogoś, kto rządzi i jest rządzony pospołu i kto w swoim działaniu i decydowaniu kieruje się dobrem wspólnym, a nie własnym.</p>
<p><center></center><a href="https://statycz.koszalin7.pl/obyw/cywilizacja_002.html"><strong>FILOZOFICZNE ŹRÓDŁA IDEI SPOŁECZEŃSTWA OBYWATELSKIEGO &#8211; cały artykuł.</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/filozoficzne-roda-idei-spoeczestwa-obywatelskiego/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Sarmatyzm i postkolonializm</title>
		<link>https://koszalin7.pl/sarmatyzm-i-postkolonializm/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/sarmatyzm-i-postkolonializm/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 02:20:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/06/sarmatyzm-i-postkolonializm/</guid>

					<description><![CDATA[Od kilku dni na łamach &#8222;Dziennika&#8221; czołowi polscy intelektualiści zastanawiają się, czy Polska jest krajem atrakcyjnym, krajem,z którego można być]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-215"></span></p>
<p>Od kilku dni na łamach &#8222;Dziennika&#8221; czołowi polscy intelektualiści zastanawiają się, czy Polska jest krajem atrakcyjnym, krajem,z którego można być dumnym. Do tej debaty Ewa Thompson dokłada swoje refleksje na temat polskich &#8222;postkolonialnych&#8221; kompleksów. Kompleksy te widać w całej porozbiorowej polskiej literaturze, przesiąkniętej goryczą i poczuciem klęski, z których rodzi się resentyment podobny do tego, jaki opisywał Nietzsche: rozgoryczenie i słabość podszyte nienawiścią do siebie i innych. Objawem tego resentymentu we współczesnym polskim dyskursie publicznym jest z jednej strony pogarda &#8222;oświeconych&#8221; elit wobec &#8222;polskiego ciemnogrodu&#8221;, a z drugiej strony niechęć tegoż &#8222;ciemnogrodu&#8221; do wszystkiego, co obce. Oba namiętnie zwalczające się obozy nie rozumieją, że to, co uznają za &#8222;nowoczesność&#8221; albo &#8222;powrót do korzeni&#8221; jest jedynie &#8222;polską traumą postkolonializmu&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://statycz.koszalin7.pl/obyw/cywilizacja_001.html"><strong>SARMATYZM I POSTKOLONIALIZM &#8211; cały artykuł.</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/sarmatyzm-i-postkolonializm/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziejów staropolskiego republikanizmu</title>
		<link>https://koszalin7.pl/z-dziejow-staropolskiego-republikanizmu/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/z-dziejow-staropolskiego-republikanizmu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 26 Jan 2010 15:48:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja łacińska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/01/26/z-dziejow-staropolskiego-republikanizmu/</guid>

					<description><![CDATA[Przez wiele lat, zgodnie z założeniami dość specyficznie pojmowanej polityki historycznej i dla potrzeb bieżącej polityki państwa, upowszechniano pogląd o]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Przez wiele lat, zgodnie z założeniami dość specyficznie pojmowanej polityki historycznej i dla potrzeb bieżącej polityki państwa, upowszechniano pogląd o wynaturzeniach i wadach, tkwiących rzekomo od zarania w systemie ustrojowym Pierwszej Rzeczypospolitej.<span id="more-25"></span></p>
<p>I o ile doceniano sukcesy militarne, wielkie zwycięstwa naszych przodków (choć nie wszystkie jednakowo), o tyle pomniejszano, a nawet niekiedy dezawuowano, osiągnięcia staropolskiej myśli, a zwłaszcza praktyki politycznej. Ośmieszano instytucje ustrojowe dawnej Rzeczypospolitej, czyniąc zeń symbole szlacheckiej anarchii.</p>
<p>Stereotyp niezbyt rozgarniętego, skoncentrowanego na sprawach partykularnych, szlachcica, który nie płacił podatków, nie lubił mieszczan i robił wszystko, by pognębić pańszczyźnianego chłopa, mocno wbił się w zbiorową świadomość kolejnych pokoleń Polaków. I pomimo że wyniki badań i publikowanych od dobrych kilkunastu już lat studiów Anny Sucheni-Grabowskiej, Andrzeja Wyczańskiego, Wacława Uruszczaka, Jana Dzięgielewskiego, czy Janusza Ekesa zaprzeczają tym posępnym wizjom, to &#8222;czarna legenda&#8221;, postrzegany oczami Norblina, obraz szlacheckiego warchoła, który szabelką dochodzi swych racji na sejmiku, okazują się niezwykle trwałe. Trzecia Rzeczpospolita, w której tak wiele zrobiono dla odkłamania historii najnowszej, nierównie mniej była zainteresowana przywracaniem &#8222;pozytywnej pamięci&#8221; o wczesnonowożytnych dziejach Polski.</p>
<div>Zdając sobie sprawę jak wiele przeinaczeń, stereotypów i fałszywych wręcz mitów, funkcjonuje nadal, powinnam swą dzisiejszą wypowiedź zacząć od przedstawienia długiej listy &#8222;sprostowań&#8221;, swoistej erraty, korygującej, przynajmniej te najbardziej krzywdzące naszych przodków, potoczne opinie.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Niestety formuła naszego spotkania i zadanie, jakie przede mną postawili jego organizatorzy, nie pozwala na tak szczegółowe rozważania. Mam jednak nadzieję, że uda mi się, nawet w ciągu tych kilkunastu minut, przekonać Państwa, że ideowe dziedzictwo Pierwszej Rzeczypospolitej, którego częścią jest również staropolski republikanizm, warte są przypominania, docenienia i promowania.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>W swej wypowiedzi chciałabym przedstawić kilka najważniejszych wątków, zwracając uwagę na, używając anglosaskiej terminologii, <i>formative moments</i>, a więc te wydarzenia i okoliczności, które miały decydujący wpływ na rozwój i kierunek ewolucji staropolskiego republikanizmu. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Państwa jedynie inna forma lekcji historii. Chciałabym bowiem, byście w mej wypowiedzi, znaleźli te elementy, które stanowić będą historyczno-ideowy kontekst i inspirację dla Waszych projektów plastycznych.</div>
<p>&nbsp;</p>
<h3><i>Res publica</i> &#8211; Rzeczpospolita</h3>
<div>Pojęcie republikanizm pochodzi od łacińskiego terminu <i>res publica</i> (rzecz wspólna, rzecz powszechna), którego polskim odpowiednikiem było słowo Rzeczpospolita. Etymologicznie nawiązuje więc wprost do tradycji republikańskiego Rzymu. Rozmiłowanie w dziejach republiki rzymskiej, szczególny szacunek i podziw dla jej ustrojowych osiągnięć, sprawiały, że była ona swoistym punktem odniesienia dla działań naszych przodków. Instytucje republikańskiego Rzymu miały być wzorem dla instytucji ustrojowych Pierwszej Rzeczypospolitej, historyczne doświadczenia republiki rzymskiej inspiracją bądź przestrogą (w zależności od kontekstu) dla obywateli polsko-litewskiej, czy polsko-litewsko-ruskiej Rzeczypospolitej.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Oba terminy &#8211; <i>Res publica</i> i Rzeczpospolita &#8211; stale niemal obecne w staropolskiej publicystyce, oratorstwie i innych formach publicznych wypowiedzi, zawierały w sobie bardzo bogatą treść ideową. Używane najczęściej na określenie państwa pojmowanego jako obywatelska wspólnota, spleciona więzami tradycji, prawami i obowiązkami, niosły ze sobą rozbudowany system wartości i pryncypiów, które również odwoływały się do tradycji republiki rzymskiej. U podłoża ich leżało niezwykle silne przywiązanie do idei wspólnoty, utożsamienie z nią oraz poczucie podmiotowości, którym towarzyszyły idea partycypacji w sprawach Rzeczypospolitej i idea suwerenności prawa, które wspólnotę spajało. Nadrzędną zaś wartością było <b><i>salus Rei Publicae</i> &#8211; dobro Rzeczypospolitej</b>, istniejącej dzięki cnotom i męstwu obywateli. Silne akcentowanie więzi z przeszłością, uznanie dla historycznego dziedzictwa, a zarazem mocno podkreślana powinność kontynuowania dzieła przodków, to także niezwykle charakterystyczne cechy staropolskiego republikanizmu. Towarzyszyło im przekonanie o doskonałości odziedziczonego po przodkach ustroju. Jak ujął to pięknie autor anonimowej broszury z 1573 roku &#8222;Rzeczpospolita Królestwa Polskiego od przodków naszych tak jest mądrze postanowiona, iż przechodzi rozumy mądrych onych stanowiec rzeczyspospolitych, co piszą o Likurgu, Solonie, Romulusie, etc.&#8221;. A w innym miejscu podkreśla z dumą: &#8222;Przodkowie naszy, moderując z tych trzech porządków, odciąwszy co wadziło, dobre wziąwszy, taką Rzeczpospolitą postanowili, w której się wszystkie te trzy ordunki najdują. Jest <i>optimatum status</i>, jest jednego rozkazowanie i jest <i>multitudinis</i>. <i>Optimatum statum</i> &#8211; trzymają Rady, <i>popularem</i> &#8211; stan poselski od rycerstwa; jednego też jest rozkazywanie &#8211; to jest Królestwo&#8221;.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Ta doskonała rzeczpospolita to nic innego jak wysławiana przez Arystotelesa, Polibiusza, Cycerona, czy wreszcie św. Tomasza z Akwinu, <i>forma mixta</i>, ustrój mieszany. Jego istotą była harmonia, harmonijne połączenie trzech czystych porządków, gwarantujące, zdaniem naszych przodków, jednocześnie siłę państwu i wolność obywatelom.</div>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Staropolski republikanizm</h3>
<div>Można zaryzykować opinię, że staropolski republikanizm był pewną fuzją, efektem stopienia się tradycji filozoficznej, myśli politycznej, nie tylko antyku, ale co równie ważne, a częstokroć pomijane, średniowiecznego konstytucjonalizmu, z konkretnym doświadczeniem historycznym &#8211; nowe wyzwania, przed którymi stanęło zjednoczone Królestwo Polskie i jego elity polityczne w ostatnich dekadach XIV stulecia, a zwłaszcza w okresie po śmierci Ludwika Węgierskiego, sprzyjały aktywizacji politycznej rycersko-ziemiańskiego ogółu. Następujące po sobie w stosunkowo krótkim czasie, niespełna trzydziestu lat, zmiany dynastii (1), budziły z jednej strony niepokój o przyszłość kraju, z drugiej zaś, &#8222;wyzwalały (&#8230;) instynkt samozachowawczy i pozwalały na wyrabianie się najcenniejszych cech tożsamości polskiej &#8211; umiejętności samoorganizowania się w potrzebie&#8221; (2). Uczestnicy zjazdów (prowincjonalnych i ogólnopolskich), które zaczęły się odbywać po śmierci Ludwika Węgierskiego w 1382 r., poczuwając się do odpowiedzialności za losy Królestwa w tak niespokojnym czasie, przysięgali strzec całości i bezpieczeństwa państwa, zapobiegać niepokojom wewnętrznym, czuwać nad przestrzeganiem ładu i porządku prawnego.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Oczywiście, kluczowe decyzje, takie jak choćby wybór Jadwigi na króla Polski czy zawarcie unii z Jagiellonami, zapadały w dość wąskim gronie możnowładczo-urzędniczej elity. Ale to właśnie począwszy od lat 80-tych XIV wieku, powoli, ale systematycznie powiększał się krąg partycypujących w podejmowaniu decyzji, mających wpływ na bieg spraw państwowych i biorących tym samym odpowiedzialność za losy Królestwa.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Kolejne dekady rządów jagiellońskich tendencję tę umocniły. Realizacja planów dynastycznych Jagiellonów, skuteczność polityki międzynarodowej, a nade wszystko losy ciągnącego się przez wiele lat konfliktu z Krzyżakami, wymagały pozyskania dla monarszych koncepcji poparcia nie tylko dostojniczej elity, ale również szeregowego rycerstwa. Zdobywane przez szlachtę przywileje nie służyły, jak to oceniała dawniejsza historiografia, jedynie umacnianiu przewagi jednego stanu nad innymi. Pamiętać bowiem należy, że jednocześnie każdy kolejny przywilej zwiększał zakres i wagę spraw, za które szlachta miała przejmować współodpowiedzialność.</div>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Rzeczpospolita &#8211; monarchia parlamentarna</h3>
<div>Konieczność odwoływania się do woli rycerstwa, zabiegania o zgodę na nadzwyczajne podatki czy akceptację konkretnych projektów politycznych sprzyjały wykształcaniu się form komunikacji władca &#8211; naród polityczny, a także rozwiązań i instytucji, które tę komunikację umożliwiały. Stulecie XV, a zwłaszcza czasy Kazimierza Jagiellończyka, miały przełomowe wręcz znaczenie dla rozwoju staropolskiego parlamentaryzmu &#8211; sejmików ziemskich i sejmu walnego, które przyjęły na siebie nie tylko rolę najważniejszych ogniw w procesie komunikacji politycznej rządzący &#8211; rządzeni, ale gwarantowały szlacheckiemu ogółowi rzeczywisty udział we władzy. Aktywizacja polityczna szeregowego rycerstwa i rozwój sejmików ziemskich to procesy nierozerwalnie ze sobą związane. Dzięki sejmikom, sprawy wielkiej polityki, monopolizowane dotąd przez wspierającą króla elitę dostojniczą, docierać poczęły do społeczności lokalnych &#8211; obywateli powiatu, ziemi, czy województwa. W sejmiku mógł wziąć udział każdy posiadacz praw politycznych, a więc każdy szlachcic. Oczywiście nie każdy z tego prawa korzystał, co także jest cechą charakterystyczną współczesnych nam systemów demokratycznych. Problem frekwencji na sejmikach i różnego typu zjazdach publicznych, ustalenie rzeczywistych proporcji pomiędzy liczbą uprawnionych do uczestnictwa a rzeczywistą liczbą uczestników (3), budzi ciągłe dyskusje wśród historyków, a niedostatek źródeł uniemożliwia jednoznaczne rozstrzygnięcie tej kwestii. Badania wyraźnie jednak wskazują, że ważne wydarzenia polityczne, zagrożenie bezpieczeństwa państwa, mobilizowały lokalne społeczności. Od statutów cerekwicko-opocko-nieszawskich (1454 r.) zgoda sejmików była niezbędnym warunkiem nałożenia nowych podatków czy zwołania pospolitego ruszenia.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>W drugiej połowie XV stulecia, system polityczny Królestwa wzbogaca się również o nowe rozwiązania &#8211; wykształca się zasada reprezentacji, sejm walny staje się instytucją gromadzącą posłów-reprezentantów poszczególnych ziem i województw, mających pełnomocnictwo, by wypowiadać się w ich imieniu. We wcześniejszych dziesięcioleciach na sejm walny przyjeżdżał każdy, kto chciał, a liczba przybyłych z danej ziemi czy województwa nie odgrywała roli przy podejmowaniu sejmowych decyzji. W obliczu wzrastającej liczby i wagi spraw, w których władca musiał się odwoływać do woli szlachty, taki sposób procedowania nie mógł się utrzymać. &#8222;Nie gwarantował bowiem pełnej legitymacji obecnych do wyrażania woli w imieniu ogółu rycerstwa&#8221;. (4) Nowym elementem systemu politycznego stała się instytucja posła, który wypowiadając się w imieniu swoich wyborców, pełnił rolę pośrednika w procesie komunikacji rządzący &#8211; rządzeni (5).</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Badania historyków udowodniły, że zasada reprezentacji nie pojawiła się dopiero w 1493 roku jak to często, zwłaszcza w pracach popularnych, jest podawane. Już na sejmach za rządów Kazimierza Jagiellończyka, w latach 50-tych XV stulecia, zasada ta była stosowana, współistniejąc wszakże z praktyką osobistego udziału rycerstwa w sejmach walnych. Natomiast od sejmu piotrkowskiego 1493 roku wszystkie sejmy walne obradowały wyłącznie z udziałem posłów reprezentujących ziemie Królestwa. Nie oznaczało to wszakże wyeliminowania szeregowego rycerstwa z życia publicznego. Miało ono nadal swoje fora, miejsca aktywności &#8211; na poziomie lokalnym sejmiki, a na poziomie ogólnopolskim &#8211; sejmy elekcyjne.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Przywoływane powyżej wydarzenia zmieniły polityczne oblicze państwa polskiego. U progu epoki nowożytnej Królestwo Polskie jest już monarchią, przypominającą współczesne nam monarchie parlamentarne, w których parlament (sejm), współdziała z królem w wykonywaniu władzy ustawodawczej. W myśl konstytucji radomskiej 1505 roku, znanej potocznie jako konstytucja <i>nihil novi</i>, wszystkie decyzje dotyczące Rzeczypospolitej, spraw publicznych państwa, &#8222;prawa ogólnego i wolności publicznej&#8221; (cytując tekst ustawy) miały być podejmowane zgodnie, &#8222;za wspólnym zezwoleniem&#8221; &#8211; króla, senatu i izby poselskiej. Warto od razu zaznaczyć, że idea zgody, harmonii, pomiędzy monarchą a obywatelami, tak mocno podkreślona w konstytucji radomskiej, była wszechobecna zarówno w myśli jak i praktyce politycznej XVI stulecia. Nie wyobrażano sobie Rzeczypospolitej bez króla.</div>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Rzeczpospolita &#8211; państwo prawa</h3>
<div>Jednocześnie, co mocno podkreślają w swych pracach m.in. Wacław Uruszczak i Anna Sucheni-Grabowska, w Polsce doby pierwszych Jagiellonów relacje rządzący &#8211; rządzeni były regulowane prawem. Oboje badacze zwracają szczególną uwagę na rolę roty przysięgi królewskiej, w której zawierało się zobowiązanie monarchy do respektowania wszystkich praw Królestwa. Anna Sucheni-Grabowska nie waha się nawet przyrównać jej do swoistej formy umowy społecznej &#8211; poddani wyrażając zgodę na objęcie tronu przez pretendenta uzyskiwali w zamian jego zobowiązanie do przestrzegania określonych warunków. Królowie polscy poruszali się w wytyczonych prawem granicach. <i><b>In Polonia rex est lex</b></i> mawiali nasi przodkowie, głęboko przekonani, że &#8222;prawa koronne te są jako dusza Rzeczypospolitej, bez których jako ciało bez duszy żadna Rzeczpospolita nigdy stać nie może&#8221; (6). Nadrzędność prawa i jego nienaruszalność, była czymś oczywistym dla <b>wychowywanych na tradycjach antycznej republiki rzymskiej, obywateli Królestwa Polskiego</b>. Wedle powszechnego przekonania, wszystkie działania publiczne, niezależnie od tego, kto jest ich inicjatorem musiały być zgodne z prawem.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Zbudowany w ciągu XV stulecia i rozwijający się za ostatnich Jagiellonów, system parlamentarny, dawał narodowi politycznemu, obywatelom Rzeczypospolitej prawo do współrządów w państwie i czynił ich odpowiedzialnym za jego losy. Każdy szlachcic niemal od urodzenia &#8211; w domu i w szkole &#8211; stykał się z odziedziczonym po przodkach (bo jak wspominałam świadomość zasług przodków na tym polu była niezwykle silna) wzorcem &#8222;bycia dobrym obywatelem&#8221;. Obie te instytucje &#8211; rodzina i szkoła &#8211; w jednakowym stopniu wpajały w młodego człowieka przekonanie o konieczności podejmowania współodpowiedzialności za sprawy ojczyzny. Ojczyzna określana w źródłach (np. w wypowiedziach na sejmikach) jako &#8222;matka nasza&#8221; czy &#8222;miła matka wspólna&#8221; była bowiem wartością nadrzędną, a miłość do niej miała wyrażać się w działaniu. <b>Osią systemu szlacheckich wartości był bowiem człowiek zaangażowany, świadomy nie tylko własnej roli politycznej, przywilejów czy praw, ale i swych powinności wobec Rzeczypospolitej &#8211; ojczyzny &#8211; obywatelskiej wspólnoty</b> (7).</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Pojawiały się co prawda i nadal pojawiają zarzuty, że w Pierwszej Rzeczypospolitej, prawa polityczne i tym samym możliwość partycypacji w sprawach kraju posiadali jedynie szlachetnie urodzeni mieszkańcy. Ale przecież nie można przykładać współczesnych kryteriów do realiów społeczeństwa stanowego. Nie znamy co prawda dokładnej liczby szlachty, ale wedle szacunkowych danych stanowiła ona (w zależności od regionu) od 4 &#8211; 5 do ponad 20 procent mieszkańców, co było wysokim jak na ówczesne realia polityczne wskaźnikiem. Ba, w niektórych powiatach mazowieckich, co wiem z badań własnych, liczba szlachetnie urodzonych była jeszcze wyższa &#8211; dochodziła nawet do 70 proc. (aczkolwiek byli to głównie ubodzy zagrodowcy).</div>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Staropolskie społeczeństwo obywatelskie</h3>
<div><i><b>Gdybyśmy zatem chcieli odpowiedzieć na pytanie, na czym polegał staropolski republikanizm, to należało by przede wszystkim wyeksponować silne przywiązanie do idei Rzeczypospolitej jako wspólnoty i ideę współodpowiedzialności. Instytucje parlamentarne pozwalały zmobilizować aktywność narodu politycznego w sprawach publicznych. Wykształcony przez pokolenia system wartości obywatelskich nakładał wręcz moralny obowiązek interesowania się sprawami ojczyzny &#8211; Rzeczypospolitej.</b></i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Wydarzenia drugiej połowy XVI stulecia udowodniły, że przodkowie nasi swą dbałość o dobro <i>rei publicae</i> przejawiali nie tylko w sferze deklaracji, ale byli też w stanie zademonstrować ją poprzez konkretne działania. Przykładem może być wieloletnia walka o realizację programu ruchu egzekucyjnego. U jego podłoża legło niezadowolenia z bieżącej polityki monarchy, naginania i łamania przezeń praw, zwłaszcza regulujących zasady obsadzania wysokich godności państwowych i rozdawnictwa dóbr. Ogromne wzburzenie spowodowała też przeprowadzona za życia Zygmunta Starego elekcja (1529) i koronacja (1530) małoletniego Zygmunta Augusta. Ale program egzekucjonistów był programem pozytywnym, pomysłem na naprawę państwa, i był budowany nie w opozycji do monarchy, ale z nadzieją na pozyskanie króla do jego postulatów, co ostatecznie nastąpiło na sejmie 1562/63. Sejm ten rozpoczął całą serię tzw. sejmów egzekucyjnych, które krok po kroku wdrożyły lwią część szlacheckich postulatów, od rewindykacji bezprawnie nadanych dóbr królewskich, poprzez utworzenie skarbu publicznego, na unii realnej z Litwą kończąc.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div><i><b>Należy też z całą mocą podkreślić, że walka o egzekucję toczyła się na forum istniejących instytucji &#8211; sejmików i sejmu walnego. Wysoki poziom kultury politycznej uczestników życia publicznego sprawiał, że parlamentarne i sejmikowe spory, niekiedy bardzo ostre, mogły prowadzić do rozwiązań konstruktywnych, opartych na społecznym consensusie.</b></i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div><i><b>Warto również przypomnieć, że wzorce zachowań w życiu publicznym, wzorce postaw a tym samym i kultura polityczna tej doby była mocno oparta na gruncie wartości chrześcijańskich. W tamtych bowiem czasach nie oddzielano prawa i polityki od sfery moralności.</b></i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Kolejnym doświadczeniem, w którym staropolski republikanizm i system republikańskich wartości, sprawdziły się, było bezkrólewie po śmierci Zygmunta Augusta (zmarł w lipcu 1572). Rzeczpospolita stanęła wówczas wobec nowych i bardzo poważnych wyzwań. Współcześni zdawali sobie sprawę, że kraj znalazł się w niesłychanie trudnym i pełnym niebezpieczeństw położeniu. Niepokój podsycały krążące po kraju groźne przepowiednie, a prawdziwą trwogę wzbudziło ukazanie się komety.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Lista prawdziwych zagrożeń była długa &#8211; nie okrzepła jeszcze zawarta w 1569 w Lublinie unia z Litwą, obawiano się waśni na tle religijnym, załamania porządku publicznego (bo wraz ze śmiercią króla przestawały działać sądy), zagrożeń zewnętrznych.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Fakt, że mimo tak wielu zagrożeń, obywatele Rzeczypospolitej nie tylko obwarowali bezpieczeństwo kraju, pokój wyznaniowy w państwie, ale i wypracowali zasady wyboru nowego władcy oraz akty prawne, które stały się ramami wytyczającymi bieg wydarzeń w kolejnych bezkrólewiach, był wspaniałym świadectwem silnie rozwiniętego instynktu obywatelskiego, republikańskiego etosu i olbrzymiego zaangażowania w sprawy publiczne nie tylko elit ale i szeregowej szlachty. W ciągu zaledwie kilku miesięcy, które upłynęły od śmierci ostatniego Jagiellona, kraj pokrył się siecią konfederacji. Społeczności lokalne &#8211; powiatowe, ziemskie i wojewódzkie &#8211; konfederując się, przejmowały odpowiedzialność za losy swoich powiatów i ziem, a z chwilą zawiązania w Warszawie w styczniu 1573 konfederacji generalnej, także za losy całej Rzeczypospolitej.</div>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Sejmiki ostoją republikanizmu</h3>
<div>Republikanizm staropolski kwitł dzięki aktywności szeregowych obywateli. Ta aktywność realizowała się przede wszystkim na sejmikach i lokalnych zjazdach. Niestety bardzo często postrzegamy je oczami Norblina. Jego znane i po wielokroć publikowane ryciny, stworzyły pewien stereotyp, od którego jak wspominałam na wstępie, niezwykle trudno się uwolnić. Historiografia także przyczyniła się do upowszechnienia kolejnej &#8222;czarnej&#8221; legendy &#8211; sejmiku, który miał być rzekomo ostoją partykularyzmu, a sejmikująca szlachta synonimem realizowania i troszczenia się o interesy partykularne kosztem spraw państwowych. Termin &#8222;rządy sejmikowe&#8221; budzi na ogół pejoratywne skojarzenia, jest bowiem nadużywany jako symbol partykularyzmu i anarchii.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Współczesne badania, w tym także moje, udowodniły, że podejmowanie przez sejmiki kwestie, nawet lokalne, nie stały w sprzeczności do interesu ogółu, interesu Rzeczypospolitej. Na sejmiki docierał legat królewski, który informował zebranych, jakie tematy zamierza poddać parlamentarnej debacie, monarcha. Zgromadzeni mieli więc możliwość zaznajomienia się i gruntownego przedyskutowania królewskiego programu, mieli również możliwość sformułowania w instrukcji poselskiej nie tylko odpowiedzi na postulaty władcy, ale również dodania swoich dezyderatów, zaprezentowania własnego programu &#8211; instrukcja znakomicie pokazywała, co z perspektywy społeczności lokalnych, jest warte poprawy, jakie instytucje źle działają, jakie zagrożenia odczuwają zwykli obywatele.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div><i><b>Nie dajcie się Państwo zwieść, obecnym jeszcze w niektórych opracowaniach, schematom, wedle których szlachta i sejmiki uosabiały interesy partykularne, jednostkowe, a monarcha reprezentował prawdziwą (?) rację stanu, mądrość, wręcz monopol na światłe koncepcje.</b></i> Pamiętajcie, że również dzisiaj różne kwestie są zupełnie inaczej postrzegane przez ludzi władzy i tzw. zwykłych obywateli. I że to nie zawsze władza ma rację. <i><b>W czasach Pierwszej Rzeczypospolitej, program obywatelski, wypracowywany podczas sejmikowych dyskusji, częstokroć w konkretnych sytuacjach politycznych, okazywał się bardziej realistyczny aniżeli projekt władców.</b></i> A i niektórzy monarchowie (jak choćby Jan Kazimierz) często stawiali interes dynastii wyżej aniżeli interes swego królestwa.</div>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Upadek parlamentaryzmu</h3>
<div>Mówiąc o aktywności obywatelskiej, partycypacji we władzy, republikańskim etosie, nie sposób pominąć istotnej kwestii &#8211; sposobu procedowania w sejmie walnym. Jak dowiodły badania ostatniego ćwierćwiecza, sejm walny bardzo długo był instytucją, którego działanie opierało się na fundamentalnej, także dla całego sposobu myślenia o państwie, idei zgody wszystkich. Nie chodziło bynajmniej o literalnie pojmowaną zgodę każdego posła, ale zgodę trzech stanów sejmujących. Naczelną wartością parlamentarnej praktyki było osiągnięcie consensusu, na drodze dyskusji i &#8222;ważenia&#8221; racji, ucierania stanowisk. Bardzo długo, bo jeszcze w pierwszych dekadach XVII stulecia, pojedyncze kontradykcje, protestacje, nawet zgłaszane przez delegacje ziemi czy województwa, nie niweczyły dorobku sejmu.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div><i><b>To nie <i>liberum veto</i>, a więc pojedyncze &#8222;wolne nie pozwalam&#8221;, zrodziło kryzys sejmu, ale najpierw nastąpił kryzys sejmu, erozja wartości obywatelskich, które umożliwiły uznawanie pojedynczego protestu za równie ważny jak zgoda ogółu.</b></i> Jak mogło do tego dojść? To pytanie nurtujące wiele pokoleń historyków. W dyskusjach reprezentowane są różne stanowiska &#8211; mnie bliskie są interpretacje proponowane przez m.in. Jana Dzięgielewskiego. <i><b>Zwraca on uwagę na destrukcyjną rolę magnackich frakcji i systemu klientalnego, których dynamiczny rozwój sprzyjał osłabieniu instytucji ustrojowych, wzmacniając natomiast pozainstytucjonalne sposoby sprawowania władzy. Sejm, sejmiki, a z czasem i trybunały &#8211; stawały się miejscem rywalizacji magnackich stronnictw, gdzie często w imię doraźnych korzyści, dla potrzeb bieżącej walki politycznej, świadomie podejmowano kroki niszczące autorytet ustrojowych instytucji. Miejsce samodzielnego, świadomego swych praw republikanina-obywatela, odpowiedzialnego za losy państwa coraz częściej zajmował członek fakcji &#8211; polityczny klient możnego patrona.</b></i></div>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Obywatelskie dziedzictwo</h3>
<div>Te właśnie zjawiska legły również u źródeł kryzysu kultury politycznej i kryzysu idei republikańskiej. W końcu XVII wieku idee republikańskie stanowiły już fasadę dla rządów magnackich, ale jednocześnie, co podkreślają niektórzy badacze, były swoistym wędzidłem dla samych fakcji magnackich. Przywiązanie szlachty do republikańskiego etosu sprawiało, że nawet bardzo potężni magnaci realizując swe polityczne projekty, musieli dbać o zachowanie pozorów, zabiegać o poparcie szlacheckiej braci, odwołując się przy tym do republikańskich wartości.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>Trwałość etosu republikańskiego, republikanizmu pojmowanego jako aktywna współodpowiedzialność za losy wspólnoty, ujawniły się z całą mocą w pierwszych latach szwedzkiego potopu, kiedy to znów, wzorem przodków obywatele poczęli samoorganizować się, zwoływać zjazdy i zawiązywać lokalne konfederacje, przejmując troskę za swój powiat, ziemię i ich mieszkańców.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div>I to do tych tradycji, i tak pojmowanego republikanizmu, którymi zachwycał się Mickiewicz, a dekady później, Sienkiewicz, możemy się śmiało odwoływać. A mam nadzieję, że te idee znajdą również swój (&#8230;) wyraz w Państwa projektach.</div>
<p>&nbsp;</p>
<div align="right"><b>dr hab. Jolanta Choińska-Mika</b></div>
<p>&nbsp;</p>
<hr align="left" width="200" />
<div><i><b>Przypisy:</b></i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>(1) <i>Po wygaśnięciu wraz ze śmiercią Kazimierza Wielkiego w 1370 r. dynastii Piastów tron polski przypadł Andegawenom, unia w Krewie (1385) otworzyła drogę do korony polskiej dynastii Jagiellonów.</i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>(2) <i>Anna Sucheni-Grabowska, Przeobrażenia ustrojowe od Kazimierza Wielkiego do Henryka Walezego, w: Tradycje polityczne dawnej Polski, Editions Spotkania 1993, s. 19</i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>(3) <i>Problem ten dotyczy również późniejszych stuleci i jest sygnalizowany we wszystkich niemal pracach badaczy, zajmującymi się dziejami sejmików.</i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>(4) <i>Uruszczak, Monarchia Jagiellonów państwem konstytucyjnym, w: Dziedzictwo Pierwszej Rzeczypospolitej w doświadczeniu politycznym Polski i Europy, Nowy Sącz 2005, s. 21</i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>(5) <i>Instytucja posła i pełnomocnictwa, o czym się często zapomina, stosowana była znacznie wcześniej w Kościele, na zgromadzeniach kapituł generalnych czy na synodach biskupich.</i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>(6) <i>Cytując fragment mowy sejmowej Jana Sierakowskiego z 1548 r.</i></div>
<p>&nbsp;</p>
<div>(7) <i>Wątek ten rozwijam w artykule, Być obywatelem &#8211; kilka uwag o etosie obywatelskim w XVII w., &#8222;Arcana&#8221; 2/2001, s. 133 &#8211; 140.</i></div>
<p>&nbsp;</p>
<p><i><b>Serdecznie dziękujemy pani dr hab. Jolancie Choińskiej-Mika z Uniwersytetu Warszawskiego za wyrażenie zgody na przedruk artykułu. Tekst odczytu opublikowany jest na portalu internetowym <a href="https://www.1944.pl/"><b>Muzeum Powstania Warszawskiego</b></a>. Śródtytuły oraz wytłuszczenia fragmentów tekstu pochodzą od redakcji portalu KOMK.</b></i></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/z-dziejow-staropolskiego-republikanizmu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
