<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Koszalinianie &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/koszalinianie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Thu, 14 Dec 2023 21:04:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>Całe życie w siodle &#8211; zmarł jeden z ostatnich kawalerzystów stacjonującej w Koszalinie brygady kawalerii</title>
		<link>https://koszalin7.pl/cale-zycie-w-siodle-zmarl-jeden-z-ostatnich-kawalerzystow-stacjonujacej-w-koszalinie-brygady-kawalerii/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/cale-zycie-w-siodle-zmarl-jeden-z-ostatnich-kawalerzystow-stacjonujacej-w-koszalinie-brygady-kawalerii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 27 Aug 2019 23:16:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Koszalinianie]]></category>
		<category><![CDATA[Latest]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/?p=2586</guid>

					<description><![CDATA[23 lipca 2019 w dniu swoich 97 urodzin zmarł ppłk Henryk Sołtysik, kawalerzysta Warszawskiej Brygady Kawalerii stacjonującej po wojnie w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2586"></span></p>
<p>23 lipca 2019 w dniu swoich 97 urodzin zmarł ppłk Henryk Sołtysik, kawalerzysta Warszawskiej Brygady Kawalerii stacjonującej po wojnie w Koszalinie, oficer Warszawskiej Dywizji Kawalerii. Jeden z twórców sukcesów polskiego jeździectwa w latach 70. i 80 zeszłego wieku. Współtwórca Szwadronu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego.</p>
<p>1 Warszawską Samodzielną Brygadę Kawalerii formo<span class="text_exposed_show">wano od marca do maja 1944 roku w Trościańcu na południowy wschód od Sum (Ukraińska SRR). Stan brygady wynosił 3500 żołnierzy. Ok. 75% stanowili żołnierze przedwojennego 19 pułku Ułanów Wołyńskich i 21 pułku Ułanów Nadwiślańskich oraz innych pułków jazdy II RP, kontynuujący bogate tradycje kawaleryjskie. Henryk Sołtysik służył w 2 Pułku Ułanów, który we wrześniu 1945 walczył na przyczółku warecko-magnuszewskim, następnie uczestniczył w walkach o przyczółki warszawskie. W czasie ofensywy styczniowej pułk sforsował Wisłę od strony Służewca i wkroczył do Warszawy. Następnie pomaszerował na Bydgoszcz i Pomorze. 1 marca 1945 roku 2 Pułk Ułanów skutecznie szarżował pod Borujskiem (obecnie Żeńsko k. Drawska) na Pomorzu Zachodnim. Była to ostatnia szarża bojowa kawalerii Wojska Polskiego. W pościgu za przeciwnikiem pułk dotarł do Mrzeżyna, gdzie 18 marca dokonał zaślubin Polski z morzem, a więc dzień przed zaślubinami w Kołobrzegu. Pod koniec kwietnia 1945, 1. Brygada Kawalerii przekroczyła Odrę i wzięła udział w operacji berlińskiej. W początkach maja pułk działał nad Hawelą, wreszcie doszedł do Łaby.</span></p>
<div class="text_exposed_show">
<p>1 Warszawska Brygada Kawalerii stacjonowała po zakończeniu działań wojennych w Koszalinie i była pierwszą polska jednostką wojskową, dla której Koszalin stał się garnizonem. Tutaj też formowała się w większy związek taktyczny – 1 Warszawską Dywizję Kawalerii, która stacjonowała w Koszalinie od maja 1945 roku do listopada 1946, kiedy to została przeniesiona do Garwolina, a w styczniu 1947 roku rozformowana i zlikwidowana. Przez kilka miesięcy dowódcą jednostki był gen. Mikołaj Prus-Więckowski, przedwojenny kawalerzysta, przez niektórych nazywany ostatnim kawalerzystą II Rzeczypospolitej. Z istniejących przekazów wynika, że brała żywy udział w życiu miasta, uczestniczyła w rozminowaniu i odgruzowywaniu Koszalina. Po tym jak zapadła decyzja o przeniesieniu dywizji, wielu z jej oficerów i żołnierzy, którzy zdążyli już zadomowić się w Koszalinie, pozostało na stałe w mieście. (tr)</p>
<p>————</p>
<p>Źródło: Andrzej Klimczuk (profil FB Szwadron Kawalerii Wojska Polskiego)</p>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/cale-zycie-w-siodle-zmarl-jeden-z-ostatnich-kawalerzystow-stacjonujacej-w-koszalinie-brygady-kawalerii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Grzegorz Stachowiak &#8211; zapomniany przywódca koszalińskiej Solidarności</title>
		<link>https://koszalin7.pl/grzegorz-stachowiak-zapomniany-przywodca-koszaliskiej-solidarnoci/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/grzegorz-stachowiak-zapomniany-przywodca-koszaliskiej-solidarnoci/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Dec 2011 20:10:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Koszalinianie]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/12/12/grzegorz-stachowiak-zapomniany-przywodca-koszaliskiej-solidarnoci/</guid>

					<description><![CDATA[Grzegorz Stachowiak jest dziś w Koszalinie postacią niemal całkiem zapomnianą, dla której nie znalazło się miejsce w oficjalnej wersji historii]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Grzegorz Stachowiak jest dziś w Koszalinie postacią niemal całkiem zapomnianą, dla której nie znalazło się miejsce w oficjalnej wersji historii pisanej po roku 1989 głównie pod potrzeby bieżącej polityki.<span id="more-1153"></span> Dopiero od kilku lat, między innymi za sprawą naszego portalu, ale przede wszystkim dzięki ogromnemu zaangażowaniu znanego koszalińskiego opozycjonisty Tadeusza Wołyńca, takie postaci jak Grzegorz Stachowiak czy Elżbieta Potrykus, powoli przywracane są zbiorowej pamięci Koszalinian oraz czytelników z Polski i zagranicy. Grzegorz Stachowiak, jak mało kto, zasługuje na przypomnienie przy tak szczególnej okazji jak 30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Młody inżynier, ideowiec, lider strajków 1980 roku w Koszalinie, twórca pierwszego MKZ, inteligentny a zarazem bezkompromisowy przywódca pierwszych struktur związkowych Solidarności, jest postacią godną zainteresowania i upamiętnienia. Po wyjściu z więzienia, bez szans na normalne życie, pozbawiony pomocy, wyemigrował w 1982 roku z biletem w jedną stronę do USA. W naszym opracowaniu postać Grzegorza Stachowiaka została ukazana z perspektywy Koszalina i regionu, na tle wydarzeń historycznych, w których uczestniczył &#8211; począwszy od strajków sierpniowych 1980 roku, przez udział w Międzyzakładowym Komitecie Założycielskim (MKZ), tworzenia struktur nowego związku zawodowego Solidarność, aż do chwili wprowadzenia stanu wojennego, uwięzienia w Wierzchowie i emigracji do USA. Opracowanie wprowadza nas w atmosferę tamtych dni, pozwala lepiej dostrzec i zrozumieć dramatyzm wydarzeń, postawy i motywacje, a także obejrzeć autentyczne dokumenty &#8211; należącą do Grzegorza Stachowiaka legitymację koszalińskiej Solidarności z Nr 001, decyzję o internowaniu, a także bilet bez powrotu, współczesny wyrok skazujący na banicję czyli wygnanie z ojczyzny.</p>
<p>Niniejszym tekstem pragniemy oddać hołd wszystkim Koszalinianom, tym znanym z nazwiska, jak i wciąż bezimiennym, którzy angażowali się w walkę o wolną Polskę, opłacając to życiem, utratą wolności, cierpieniami i upokorzeniami. <b>(zm)</b></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://statycz.koszalin7.pl/kos/koszalinianie_026.html"><strong>GRZEGORZ STACHOWIAK &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p class="note"><b>Czytaj także:</b></p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=112:stan-wojenny-w-koszalinie&amp;catid=78:koszalin-1980-1989&amp;Itemid=172">Stan wojenny w Koszalinie</a><br />
<a href="https://koszalin7.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=105:solidarno-w-koszalinie-pocztki&amp;catid=78:koszalin-1980-1989&amp;Itemid=172">Solidarność w Koszalinie. Początki</a></p>
<p><b>Więcej tekstów w działach:</b></p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/index.php?option=com_content&amp;view=category&amp;layout=blog&amp;id=68&amp;Itemid=152">Opozycja demokratyczna w Koszalinie</a><br />
<a href="https://koszalin7.pl/index.php?option=com_content&amp;view=category&amp;layout=blog&amp;id=78&amp;Itemid=173">Historia Koszalina 1980-1989</a></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/grzegorz-stachowiak-zapomniany-przywodca-koszaliskiej-solidarnoci/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dzieje niezwykłej przyjaźni</title>
		<link>https://koszalin7.pl/dzieje-niezwykej-przyjani/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/dzieje-niezwykej-przyjani/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 01 Apr 2010 23:36:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Historia Koszalina]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Paweł II]]></category>
		<category><![CDATA[Koszalin]]></category>
		<category><![CDATA[Koszalinianie]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/04/01/dzieje-niezwykej-przyjani/</guid>

					<description><![CDATA[„Jest obdarzony darem poczucia humoru, o czym świadczy umiejętność bawienia się swoim nazwiskiem” &#8211; mówił Jan Paweł II o biskupie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-463"></span></p>
<p><em><strong>„Jest obdarzony darem poczucia humoru, o czym świadczy umiejętność bawienia się swoim nazwiskiem” &#8211; mówił Jan Paweł II o biskupie Ignacym Jeżu. Zawsze też przypominał o łączącej ich przyjaźni. Po raz ostatni w książce „Wstańcie, chodźmy!&#8221;.</strong> </em></p>
<p>Z kolei biskup Ignacy Jeż dedykował papieżowi wydaną w 2005 roku książkę „Nadzwyczajnie zwyczajni”, którą sam określił, jako „swoiste, częściowo żartobliwe, ale bardzo poważnie kończące się teatrum”. Wymowny jest podtytuł książki: „Biskup uśmiechu o Janie Pawle II”. Bo też drogi życia tych dwojga ludzi biegły obok siebie, czasami zbliżając się lub oddalając, czasami przecinając, zawsze jednak podążając w tym samym kierunku. Być może źródłem tej niezwykłej przyjaźni była typowa dla tych dwojga pogoda ducha, która nie opuszczała ich nawet w najtrudniejszych momentach.</p>
<h5 align="center">Z kajaka na łódź Piotrową</h5>
<p>Związki przyszłego papieża Jana Pawła II z Pomorzem Środkowym sięgają 1955 roku, kiedy po raz pierwszy uczestniczył w spływie kajakowym po rzece Drawie. Później przebywał na Ziemi koszalińskiej jeszcze wiele razy, odbywając liczne spływy z przyjaciółmi i wychowankami: szlakiem Drawy (1955 i 1967), Gwdy (1960), Piławy (1961 i 1977), Regi (1962), Słupi (1964), Parsęty (1965), Rurzycy (1970), okolic jeziora Ostrowiec (1971) i jeziora Wierzchowo (1975), Gwdy i okolic jeziora Krępsko (1978). Ten wypoczynek na wodzie, określał „wypoczynkiem w całej głębi”. Na łamach katolickiego czasopisma „Homo Dei” tłumaczył, że „ów kontakt z przyrodą staje się kontaktem z Bogiem obecnym w przyrodzie i obecnym w duszy ludzkiej&#8230;”. Ostatnią wyprawę kajakową, jako kardynał i biskup krakowski, podjął od 23 do 30 lipca 1978 roku po rzece Rurzycy i jeziorach Krępsko. Później wiele razy wspominał, że &#8222;przesiadł się tam z kajaka na łódź Piotrową”. Ta przesiadka nastąpiła na Ziemi koszalińskiej. Dzisiaj szlak kajakowy nazwany jest jego imieniem. W pobliżu leśniczówki Wrzosy, nieopodal jeziora Krępsko Średnie, znajduje się kamień upamiętniający pobyt przyszłego papieża na ostatnim spływie kajakowym. Jeden z uczestników tych wypraw wspominał po latach: „&#8230;Zawsze to były jakieś rekolekcje. Zawsze to był czas głębokiej modlitwy i gorących dyskusji, zażartych sprzeczek w poszukiwaniu pełnego kształtu człowieka&#8230; Codziennie rano Msza Święta na ołtarzu zbudowanym na kajakach przewróconych dniem do góry. Krzyż to były dwa po prostu złożone wiosła”.</p>
<h5 align="center">Przyjaźń z dawnych lat</h5>
<p>Poznali się długo przed tym zanim Karol Wojtyła zasiadł na tronie Piotrowym. „W czasach mojego posługiwania w Krakowie, szczególne więzy przyjaźni łączyły mnie z biskupami z Gorzowa” &#8211; pisze Jan Paweł II w swojej książce. „A było ich tam trzech: Wilhelm Pluta, dziś już sługa Boży, Jerzy Stroba i Ignacy Jeż. Z nimi się naprawdę przyjaźniłem. Dlatego jeździłem do nich z wizytą, także nie z urzędu”. Papież nie podaje dat tych wizyt, ale z kontekstu wynika, że musiało to być między rokiem 1960, kiedy to ks. Ignacy Jeż został wyświęcony na biskupa, a rokiem 1972, kiedy z jednej wielkiej diecezji gorzowskiej utworzono trzy mniejsze diecezje, między innymi koszalińsko-kołobrzeską. Potwierdza to w swoich wspomnieniach ks. Mieczysław Marszalik, wieloletni osobisty sekretarz i przyjaciel biskupa Pluty: „Przez niego Karol Wojtyła zaprzyjaźnił się także z biskupami Jerzym Strobą i Ignacym Jeżem”. Znajomość powoli przeradzała się w przyjaźń. Podczas posiedzeń Konferencji Episkopatu Polski, wówczas już kardynał Karol Wojtyła, jeden wieczór zawsze poświęcał biskupom z Gorzowa. „Zapraszał ich do siebie na pogawędkę towarzyską” &#8211; wyjaśnia ks. Marszalik. Podczas swoich wypadów kajakowych na Pomorze, zwykle też znajdował czas, żeby odwiedzić Gorzów. Kiedy w czerwcu 1991 roku już jako Jan Paweł II przyjechał do Koszalina, mógł powiedzieć: „Dane mi było przed dwudziestu pięciu laty być świadkiem i uczestnikiem nowego początku tego prastarego biskupstwa”. Wspominał oczywiście uroczystości kołobrzeskie z okazji 1000-lecia Chrztu Polski, ale również te wszystkie wypady na Pomorze &#8211; krainę, która zawsze go przyciągała i fascynowała, i którą znał lepiej od niejednego mieszkańca tej ziemi.</p>
<h5 align="center">Nieoczekiwane konklawe</h5>
<p>Los sprawił, że biskup Ignacy Jeż był świadkiem pamiętnego konklawe. We wrześniu 1978 roku jechał samochodem z ks. Józefem Jarnickim (zmarł w 2003 roku w Koszalinie) na kongres do Rzymu. Po drodze nocowali w klasztorze paulinów w Kroacji. Rano ktoś powiedział, że papież Jan Paweł I nie żyje. „Skwitowałem to stwierdzeniem, że to było miesiąc temu, gdy zmarł Paweł VI” &#8211; wspominał po latach biskup Jeż. Jednak już w drodze, z radia dowiedzieli się o śmierci wybranego trzy miesiące wcześniej papieża. Postanowili dotrzeć do Rzymu. „Zapukaliśmy do bram polskiego Kolegium przy Piazza Remuria, tak jak byliśmy zapowiedziani. &#8211; A właśnie dwie godziny temu odjechał kardynał Wojtyła na konklawe &#8211; powiedziano nam”. W poniedziałek 16 października 1978 roku znalazł się wśród tłumu zgromadzonego na Placu Świętego Piotra, oczekującego na ogłoszenie wyników konklawe. I wtedy nad Kaplicą Sykstyńską pojawił się biały dym.</p>
<h5 align="center"><em>Habemus Papam</em></h5>
<p>„Czekanie trwało dosyć długo – pisze biskup Jeż w swoich wspomnieniach &#8211; aż wreszcie zjawiła się procesja i kardynał Felici głośno i wyraźnie rozpoczął: <em>Annuntio vobis gaudium magnum: habemus Papam</em>”. Dalsze słowa przerwały na chwilę okrzyki i oklaski tłumu. <em>„Dominum Carlum&#8230;”</em> &#8211; ciągnął kardynał Felici. I znów okrzyki, „bo Karol dla Włochów był tylko jeden &#8211; kardynał Confalonieri”, wyjaśnia biskup Jeż. <em>„Sanctae Romanum Ecclesiae&#8230;”</em> &#8211; kontynuował kardynał Felici, i naraz zakończył słowami, o których później mówiono, że wstrząsnęły światem: <em>„&#8230;Cardinalem Wojtyla!”</em>. „Nogi się zatrzęsły pode mną” &#8211; napisał biskup Jeż. „Zaskoczenie było kompletne! Ludzie spoglądali na siebie. Tłumy klaskały, okrzykom nie było końca”. Stojąca obok Włoszka krzyknęła: „To chyba nie Murzyn?”, za chwilę jednak wołała już <em>„Polacco! Polacco!”</em>. Kiedy papież się wreszcie ukazał „Włoszka znowu nie wytrzymała” i krzyknęła: <em>Parle italiano! Parle italiano!”</em>. „Ludzie długo jeszcze wiwatowali” &#8211; pisze biskup. „Polacy nie ukrywali swej ogromnej radości. Wszyscy byli pełni podziwu dla grona kardynalskiego, że zdobyło się na taką odwagę, by po tylu wiekach wybrać nie Włocha na głowę Kościoła”.</p>
<h5 align="center">Kolacja z Papieżem</h5>
<p>Nie był to jednak dla biskupa Ignacego Jeża koniec emocji związanych z wyborem Jana Pawła II. „Gdy w środę wróciliśmy po przechadzce przedpołudniowej do Kolegium, mówią mi, że jestem zaproszony przez Ojca Świętego na kolację do Watykanu” &#8211; pisze biskup. „Takie żarty możecie sobie stroić z kim innym, ale nie ze mną” &#8211; żachnął się pierwszej chwili. „Okazało się, że tylko dwóch biskupów polskich było wtedy w Rzymie: biskup Wesoły i ja, i obydwaj zostaliśmy zaproszeni na tę kolację. Gdy wszedł Ojciec Święty nas zamurowało. Nie odezwaliśmy się ani jednym słowem. Dopiero gdy Ojciec Święty nas upomniał: &#8211; No i co tak nic nie mówicie? &#8211; ośmieliłem się wyjaśnić: &#8211; Bo też Ojcze Święty, wszystko widać, ta biała piuska, biała sutanna, to mówi wszystko. Ale szybko zorientowaliśmy się, że przecież Ojciec Święty nic nie wie, co się działo na Placu Świętego Piotra i zaczęliśmy mu w szczegółach opisywać nastrój, jaki tam panował. Gdy wspomniałem o stojącej obok mnie Włoszce i jej okrzykach &#8211; uśmiał się Ojciec Święty serdecznie, tak jak i później, gdy słuchał innych szczegółów”.</p>
<h5 align="center">Ja też was kiedyś odwiedzę</h5>
<p>1 sierpnia 1989 roku, po ukończeniu 75 lat życia, biskup Ignacy Jeż złożył rezygnację z obowiązków ordynariusza diecezji. Została ona jednak przyjęta dopiero 1 lutego 1992 roku, już po wizycie Jana Pawła II w Koszalinie &#8211; wizycie, która stała się ukoronowaniem jego dwudziestoletniego pasterzowania w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Nie znamy dzisiaj jeszcze wszystkich okoliczności, ktore doprowadziły polskiego papieża na szczyt Góry Chełmskiej w Koszalinie. W lutym 1985 roku, podczas audiencji generalnej dla pielgrzymów z Koszalina, po przemówieniu biskupa Jeża, Jan Paweł II miał powiedzieć: „Ja też was kiedyś odwiedzę”. Według innej relacji, pochodzącej z roku 1988, papież miał odpowiedzieć zapraszającym go koszalinianom: „Jak Bóg da, jak Bóg pozwoli”. Więcej szczegółów można jednak znaleźć we wspomnieniach samego biskupa. Wynika z nich, że wszystko zaczęło się od rozmowy z prymasem Józefem Glempem. Na wypowiedziane wówczas życzenie, by Papież mógł przyjechać do diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej „Prymas wzruszył ramionami i powiedział: &#8211; No to zaproście Ojca Świętego”. Wkrótce do Watykanu pojechała delegacja kapituły koszalińskiej. „Ojciec Święty był zainteresowany faktami historycznymi. Kołobrzeg to był dla niego symbol wyraźny” &#8211; wspomina biskup. W listopadzie 1990 roku podano wreszcie termin przyjazdu papieża: czerwiec 1991 roku. Diecezja miała tylko pół roku na przygotowania. Dość szybko zrezygnowano z planów odwiedzin Kołobrzegu. „Nie damy rady zabezpieczyć dwóch miast” &#8211; brzmiała odpowiedź ówczesnych władz. W programie papieskiej wizyty pozostał już tylko Koszalin.</p>
<h5 align="center">Tyłem do Papieża</h5>
<p>W drodze z lotniska w Zegrzu do Koszalina, papież sycił wzrok krajobrazem. „Jakie piękne macie tu lasy” &#8211; mówił do biskupa Jeża. Ale nie tylko pomorska przyroda zajmowała jego uwagę. „Dlaczego ci wszyscy ludzie stoją do mnie odwróceni tyłem i wpatrują się w las?” &#8211; pytał z żartobliwą przekorą. Podczas całej wizyty w Koszalinie Jan Paweł II korzystał z każdej sposobności, aby okazać uznanie i sympatię biskupowi koszalińsko-kołobrzeskiemu. „Nieraz wespół z waszym biskupem patrzycie w stronę Góry Chełmskiej” &#8211; mówił podczas Mszy Świętej odprawianej na wypełnionym wiernymi placu przed kościołem Ducha Świętego. „Wasz biskup Ignacy jest zaledwie drugim z kolei po Reinbernie biskupem w Kołobrzegu” &#8211; przypominał, podkreślając ciągłość historyczną diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej z pierwszym biskupstwem kołobrzeskim powołanym na Zjeździe Gnieźnieńskim w 1000 roku. Wieczorem w katedrze papież prowadził modlitwę różańcową transmitowaną na cały świat przez Radio Watykańskie. Po jej zakończeniu, przeszedł do rozważań, które ku zaskoczeniu wszystkich, przerodziły sie w osobiste wspomnienia: „Pamiętam, jak w pierwszych miesiącach po kanonicznym erygowaniu diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej dane mi było tutaj wraz z waszym biskupem sprawować Mszę Świętą przy tym ołtarzu”. Miał świadomość ogromu wysiłku związanego z budowaniem nowej diecezji: „Dzisiaj myślę o latach, które minęły, a które nie były tylko mijaniem, ale także były tworzeniem, tworzeniem od samych zrębów Kościoła diecezjalnego”. Biskup Jeż zauważył, że podczas całej modlitwy papież wciąż zerkał na witraże koszalińskiej katedry, przedstawiające ojców reformacji &#8211; Lutra i Melanchtona.</p>
<h5 align="center">Ostatnie spotkanie</h5>
<p>„Zawsze myślałem, że przyjaźń jest biblioteką serca. Poważny przyjaciel jest jak książka filozofii, wesoły przyjaciel jest jak książka pełna humoru” &#8211; ta sentencja dobrze pasowała do relacji łączących Jana Pawła II z biskupem Jeżem. Po raz ostatni spotkali się 23 stycznia 2005 roku w Watykanie. Pozostała z tego spotkania anegdotka, którą biskup później chętnie opowiadał. Chcąc rozweselić papieża, opowiedział o tym, że w bawarskim Würzburgu, gdzie pełnił przy tamtejszej katedrze godność kanonika honorowego, w restauracji podawano potrawę nazwaną na jego cześć „Biskup Jeż”. Poskarżył się papieżowi, że wyceniono go zaledwie na 12,5 euro. Papież ripostował: &#8222;A masz od tego jakiś procent?&#8221;. Ale żartobliwa atmosfera, która towarzyszyła ich spotkaniu, nie mogła przysłonić świadomości nadciągających wydarzeń. Stan zdrowia Jana Pawła II gwałtownie pogorszył się 1 lutego, a po miesiącu, 2 kwietnia 2005 roku papież zmarł w 27 roku swego pontyfikatu, jednego z najdłuższych w historii Kościoła. Biskup Jeż bez wahania podjął wówczas bodaj ostatnią misję w swym pracowitym życiu. Jako najstarszy polski biskup, nazywany przez prasę „najbardziej zapracowanym biskupem emerytem”, spędził resztę życia w podróżach po kraju i spotkaniach, na których opowiadał o swym przyjacielu.</p>
<h5 align="center"><em>Quo vadis Domine?</em></h5>
<p>Ich przyjaźń przetrzymała próbę życia i trwała po śmierci Jana Pawła II. Biskup miał już 93 lata, kiedy postanowił jeszcze raz pojechać do Rzymu. W Wiecznym Mieście uczestniczył w obchodach 750. rocznicy śmierci św. Jacka Odrowąża, pierwszego polskiego dominikanina i jedynego polskiego świętego, którego posąg znajduje się wśród 140 wielkich postaci Kościoła, wieńczących kolumnadę Berniniego okalającą Plac Świętego Piotra. Rano po śniadaniu wrócił w hotelu do swego pokoju. Poczuł się źle, wezwano karetkę. Zmarł w drodze do szpitala. Był 16 stycznia 2007 roku, dzień wyboru Polaka na papieża przed 29 laty, pamiętnego <em>Habemus Papam</em>, którego wysłuchał stojąc wśród tłumów na Placu Świętego Piotra. Wkrótce miał odprawić Mszę Świętą w intencji szybkiej beatyfikacji Jana Pawła II. Ta historia mimowolnie narzuca skojarzenie z piękną chrześcijańską legendą uwiecznioną przez Henryka Sienkiewicza w „Quo vadis”. Siwy starzec idący drogą Appijską, powrócił na wezwanie do Rzymu, miasta na siedmiu wzgórzach, by spotkać się ze swym przeznaczeniem.</p>
<p><strong>Tadeusz ROGOWSKI</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://statycz.koszalin7.pl/kos/koszalinianie_018.html"><strong>DZIEJE NIEZWYKŁEJ PRZYJAŹNI &#8211; cały artykuł.</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/dzieje-niezwykej-przyjani/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
