<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Prof. Przystawa &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/jow/prof-przystawa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Sat, 06 Aug 2022 09:05:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>Naukowy fetysz reprezentatywności i sprawiedliwości</title>
		<link>https://koszalin7.pl/naukowy-fetysz-reprezentatywnoci-i-sprawiedliwoci/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/naukowy-fetysz-reprezentatywnoci-i-sprawiedliwoci/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 May 2015 23:45:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2015/05/18/naukowy-fetysz-reprezentatywnoci-i-sprawiedliwoci/</guid>

					<description><![CDATA[Od redakcji. Felieton prof. Jerzego Przystawy pochodzi z 2004 roku. Był reakcją na dywagacje dyżurnego politologa Radosława Markowskiego ogłoszone w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Od redakcji. Felieton prof. Jerzego Przystawy pochodzi z 2004 roku. Był reakcją na dywagacje dyżurnego politologa Radosława Markowskiego ogłoszone w &#8222;Rzeczpospolitej&#8221;. Dziś, kiedy w Polsce toczy się debata na temat ordynacji wyborczej i znów podnosi się przeciw JOW argument &#8222;niereprezentatywności&#8221; i &#8222;niesprawiedliwości&#8221;, tekst Profesora po jedenastu latach ponownie staje się aktualny <span id="more-2024"></span> .</p>
<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-2023" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2015/05/przystawa_04.jpg" border="0" alt="J.Przystawa" title="J.Przystawa" align="left" width="800" height="470" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2015/05/przystawa_04.jpg 800w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2015/05/przystawa_04-300x176.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2015/05/przystawa_04-768x451.jpg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" />Główną cechą demokracji jest podejmowanie decyzji na zasadzie większości: wszędzie, gdzie tylko dochodzi do głosowania, tam zawsze, jeśli ma to mieć coś wspólnego z demokracją, rozstrzyga wola większości. Tak się jednak składa, że większość, niestety, nie posiada patentu na mądrość, w związku z czym decyzje większości nie zawsze są najmądrzejsze i najlepsze, a niekiedy, co tu ukrywać, wręcz głupie i szkodliwe. W dodatku, przy podejmowaniu decyzji politycznych i społecznych, zasadniczą rolę odgrywają interesy różnych grup, stąd powiedzenie &#8222;jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził&#8221;. Nie ma więc nic dziwnego ani nienaturalnego w tym, że wszystkie decyzje demokratycznie – a więc zgodnie z wolą większości – podejmowane, znajdują swoich kontestatorów.</p>
<p>Pozwalam sobie na przywołanie tych truizmów, ponieważ dr Radosław Markowski, &#8222;pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych PAN i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, oraz kierownik jednego z większych międzynarodowych projektów badawczych, zajmującym się wadami i zaletami ordynacji wyborczych&#8221; (z notki w &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; z 2 sierpnia 2004), z pozycji uczonego i eksperta, w artykule &#8222;Ordynacyjny fetysz&#8221; znokautował ludzi upominających się w Polsce o jednomandatowe okręgi wyborcze, przekonując nas, że ordynacja wyborcza, jaką od ponad 200 lat posługują się Stany Zjednoczone i Zjednoczone Królestwo, a także Kanada, Indie czy dziesiątki innych krajów, to jest pomysł anachroniczny i chory, od którego jak najbardziej dystansują się elity badaczy na uniwersytetach amerykańskich i brytyjskich i o niczym innym tam nie marzą, jak właśnie o systemie wyborczym, który Rycerze Okrągłego Stołu zafundowali Polsce. Wg Eksperta, ordynacje JOW: (1) wypaczają wolę narodu, (2) wykluczają mniejszości wszelkiej maści z politycznej reprezentacji; (3) blokują dostęp kobiet do polityki; (4) marnują głosy wyborców i prowadzą do alienacji i wycofywania się ich z polityki; (5) prowadzą do wyboru kandydatów &#8222;mniejszościowych&#8221;(naprawdę tak napisał!); (6) prowadzą do wdzierania się partykularnego interesu na poziom narodowy; (7) powodują manipulację granicami okręgów wyborczych. Na tym zresztą nie koniec. Aż dziw, że wśród tych &#8222;argumentów&#8221; nie ma najbardziej ostatnio modnego: że wybory w JOW wygrywałyby same &#8222;Stokłosy&#8221;!</p>
<p>Czytając listę tych zarzutów zastanawiam się czy dr Markowski na pewno mieszka w Polsce, bo takie &#8222;zarzuty&#8221; nie zdziwiłyby mnie w ustach jakiegoś profesora politologii w San Diego czy Phoenix, dla którego tzw. system reprezentacji proporcjonalnej jest przedmiotem marzeń, bo całe życie, zarówno on sam, jak i jego dziadkowie i pradziadkowie, mieli do czynienia z obrzydliwym systemem demokracji amerykańskiej, ale w ustach kogoś, kto – na dodatek w roli eksperta! – obserwuje demokrację w Polsce? Ostatecznie to nie w Rosji, lecz na zachodnich uniwersytetach zrodziła się koncepcja &#8222;naukowego socjalizmu&#8221; i uszczęśliwienia ludzkości na tej drodze, ona tylko w Rosji, a potem w podbitych krajach &#8222;demokracji ludowej&#8221; została wprowadzona w życie – ku zachwytowi, <em>nota bene</em>, ekspertów z różnych &#8222;Royal Commisions&#8221; i &#8222;wybitnych&#8221; uczonych politologów i socjologów wszelkiej maści. Trzeba było dopiero setek milionów ofiar, tragedii dziesiątków krajów i społeczeństw, żeby niektórym z tych naukowców spadło bielmo z oczu, ale przecież bynajmniej nie wszystkim, i na tych samych zachodnich uniwersytetach nadal znajdziemy, wcale nie rzadkie, przypadki nadal żyjących i wykładających <em>światłe i nowoczesne idee marksizmu i socjalizmu</em>.</p>
<p>Jest jednak pewna zasadnicza różnica pomiędzy uniwersytetami &#8222;zachodnimi&#8221; a polskimi. Tam, obok uczonych marksistów leninistów wykładali i wykładają również uczeni mniej postępowi, &#8222;niemarksiści – nieleniniści&#8221;, hołdujący ideologiom mniej naukowym i nowoczesnym. Dzięki temu, oprócz gorących zwolenników socjalizmu i socjalistycznego systemu tzw. ordynacji proporcjonalnej, uczyli i uczą tam młodzież również ludzie, którzy dostrzegają jakiś sens w demokracji brytyjskiej czy amerykańskiej i w ich systemie wyborczym. Inaczej w Polsce. Tutaj przez dziesiątki lat droga do kariery akademickiej i naukowej otwarta była tylko dla jawnych zwolenników postępu i jedynie słusznej naukowej koncepcji demokracji i życia społecznego. Przez dziesiątki lat uczyli młodzież, pisali artykuły i książki, robili doktoraty i uzyskiwali tytuły profesorskie na wykazywaniu wyższości &#8222;demokracji ludowej&#8221; nad &#8222;demokracją nieludową&#8221; i nikt o poglądach &#8222;wstecznych i nienaukowych&#8221; nie znalazłby zatrudnienia w żadnym Instytucie Studiów Politycznych, obojętnie, PAN czy nie-PAN. I to się, praktycznie, nie zmieniło, od czasu historycznej transformacji ustrojowej w Polsce. Pozostali na swoich katedrach profesorowie i eksperci od postępowości i poprawności politycznej, tyle, że dzisiaj już się tak nie chwalą swoim półwiecznym dorobkiem &#8222;naukowym&#8221;. Ale nadal pełnią rolę wybitnych ekspertów i naukowych interpretatorów właściwiej linii politycznej. W książkach amerykańskiego politologa, A. Ljipharta, który uchodzi za <em>Number One</em> wśród ideologów tzw. reprezentacji proporcjonalnej, przeczytać można, że &#8222;system ordynacji proporcjonalnej jest synonimem sprawiedliwości wyborczej i synonimem wolnych wyborów&#8221;, a jego najważniejszą cechą jest reprezentatywność parlamentu. Za Ljiphartem i innymi, &#8222;prawdy&#8221; te powtarzają bez zająknienia polscy eksperci od Gebethnera do Markowskiego. Słysząc takie opinie, każdy przytomny Polak, który ma na swojej skórze wypisane doświadczenie pięciu już kadencji wolnego sejmu, roześmieje się im w twarz, ale ten jego śmiech nie dotrze ani do telewizji, ani radia, ani wielkonakładowej wolnej prasy, bo tam wstęp mają tylko rzeczeni &#8222;eksperci&#8221;.</p>
<p>Na użytek &#8222;ekspertów&#8221; i &#8222;profesjonalistów&#8221;, razem z moim kolegą, fizykiem, prof. Czesławem Oleksym, a także matematykiem, drem Krzysztofem Ciesielskim z UJ, przeprowadziliśmy szczegółową <em>analizę porównawczą</em> (&#8222;comparative study&#8221;) i symulację komputerową metodą Monte Carlo, w której wykazaliśmy, że <strong>proporcjonalność wyników wyborów nie ma żadnego związku z typem ordynacji wyborczej</strong>, a zatem, że rezultat wyborów, jeśli interesuje nas &#8222;proporcjonalny rozdział mandatów&#8221; jest efektem o charakterze przypadkowym i czysto statystycznym. &#8222;Reprezentatywność&#8221; zaś takich wyborów <strong>jest mitem</strong>, który nie znajduje żadnego uzasadnienia w znanych nam faktach. Oczywiście, w odróżnieniu od dr Markowskiego, nie mamy możliwości opublikowania naszych wyników w żadnym znaczącym piśmie, <em>ani</em> nie możemy liczyć na wsparcie finansowe w ramach żadnego &#8222;międzynarodowego projektu badawczego <em>comparative study</em>&#8222;, bo te są zastrzeżone dla propagatorów <em>political correctness</em>. Jaki szalony sponsor mógłby wspierać prace wykonywane w Polsce, w których wykazywano by, że wybory na wzór amerykański czy brytyjski mogłyby być lepsze od wynalazku socjalistów z końca XIX wieku? A kysz, przepadnij! Coca cola, tak, McDonald’s, tak, jeansy, tak, chipy, tak, ale konstytucja amerykańska? System wyborczy? Ależ to przecież notoryczny ciemnogród!</p>
<p>Ta obowiązująca poprawność polityczna ma służyć do zamaskowania bardzo prostego faktu: <strong>ordynacja proporcjonalna jest <em>lepsza</em>, ponieważ nadaje przywileje ustawowe partiom politycznym</strong>, a od niepamiętnych czasów i ja, i dr Markowski, wiemy, że &#8222;partia – to Lenin, a Lenin – to partia&#8221;. Dlatego przywileje ustawowe dla partii oznaczają przywileje wyborcze dla wodzów tych partii. A jeśli są przywileje wyborcze dla jednych, to znaczy, że nie ma mowy o równości wyborów, tej równości, która stanowi fundamentalną zasadę konstytucyjną III RP. W Konstytucji III RP nie ma zapisanych przywilejów ani dla kobiet, ani dla mniejszości, ani dla partii, ani dla liderów partyjnych. A w ordynacji wyborczej takie przywileje są. W wyborach, w jakich wybierają swoje reprezentacje Amerykanie i Brytyjczycy, a więc w JOW (dr Markowski niepotrzebnie się trudzi dowodząc, że hasło: JOW samo w sobie nie jest jednoznaczne, bo inaczej jest w UK a inaczej we Francji i inaczej w Australii) partie polityczne nie posiadają żadnych przywilejów konstytucyjnych i ustawowych. <strong>I to jest istota problemu i istota sporu pomiędzy zwolennikami &#8222;naukowego socjalizmu&#8221; i zwolennikami JOW.</strong> Z tego punktu widzenia, tzw. ordynacje mieszane są idealne, bo służą idealnie do mieszania w głowach zwykłym wyborcom, a ich efekt jest podobny do ordynacji tzw. proporcjonalnej. Nic dziwnego, że obecne polskie elity partyjne z takim zachwytem zaczynają się ostatnio wypowiadać na rzecz &#8222;ordynacji mieszanych&#8221;. Namieszają, namieszają, a wszystko zostanie po staremu.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b><br /> <em>4 października 2004</em></p>
<p class="note"><b>JERZY PRZYSTAWA</b> (1939-2012), profesor fizyki teoretycznej, kierownik zakładu w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Intelektualista, jeden najwybitniejszych polskich myślicieli i wizjonerów przełomu XX i XXI w., sformułował postulat JOW, którego realizacja ma szansę stworzyć podstawy gmachu nowej Rzeczypospolitej. Autor opinii: &#8222;Ukąszenie Okrągłego Stołu, zamiast nas pobudzić i zaktywizować, sparaliżowało naszą wolę budowy społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego, oddało nasz państwo w ręce pieczeniarzy i kompradorów&#8221;. Inicjator Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Autor książek: <i>Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski</i> (z M. Dakowskim); <i>Otwarta księga. O Jednomandatowe Okregi Wyborcze</i> (z R. Lazarowiczem); <i>Nauka jak Niepodległość. O sytuacji polskiego nauczyciela</i>; <i>Trans Atlantic. Felietony nowojorskie</i>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/naukowy-fetysz-reprezentatywnoci-i-sprawiedliwoci/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jerzy Przystawa. Charyzmatyczny lider i niekwestionowany autorytet</title>
		<link>https://koszalin7.pl/jerzy-przystawa-charyzmatyczny-lider-i-niekwestionowany-autorytet/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/jerzy-przystawa-charyzmatyczny-lider-i-niekwestionowany-autorytet/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Nov 2013 08:27:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/11/14/jerzy-przystawa-charyzmatyczny-lider-i-niekwestionowany-autorytet/</guid>

					<description><![CDATA[Prof. Jerzy Przystawa należy do najwybitniejszych polskich myślicieli i wizjonerów przełomu XX i XXI w. Sformułowanie postulatu, którego realizacja powinna]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-40" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/01/przystawa_03.jpg" border="0" alt="J. Przystawa" title="J. Przystawa" align="left" width="700" height="467" />Prof. Jerzy Przystawa należy do najwybitniejszych polskich myślicieli i wizjonerów przełomu XX i XXI w. Sformułowanie postulatu, którego realizacja powinna tworzyć podstawy gmachu nowej Rzeczypospolitej, wymagało błyskotliwej inteligencji, erudycji <span id="more-1624"></span>  i dalekowzroczności.</p>
<p>W sytuacji, gdy dyskurs polityczny środowisk antyreżimowych lat 80. i 90. XX w. w żaden sposób nie nawiązywał do porządku konstytucyjnego II Rzeczypospolitej, poprzestając na enigmatycznym żądaniu &#8222;demokracji&#8221;, &#8222;wolnych wyborów&#8221; i &#8222;pluralizmu związkowego&#8221;, konieczne było wypracowanie alternatywnego ustroju państwa. Prof. Jerzy Przystawa wskazał, że skoro jednym z elementów ustrojowego fundamentu jest Sejm, a drugim &#8211; ordynacja wyborcza decydująca o selekcji posłów, to w interesie Polski jest, aby wybory do Sejmu były przeprowadzane w formule &#8222;jednomandatowych okręgów wyborczych&#8221;.</p>
<p>Niestety, ustrój wprowadzony po rozmontowaniu tzw. komunizmu nawiązuje do instytucji poprzedniego ustroju i w istotnych aspektach je kontynuuje. Ordynacja wyborcza jest tego najlepszą ilustracją. Przy innych szczegółach technicznych, ordynacja III RP efektywnie działa jak ordynacja PRL-owska &#8211; jedną partię hegemoniczną zastąpiło kilka oligarchicznych, obywatele nie mogą korzystać z biernego prawa wyborczego, a selekcja posłów i elit nadal odbywa się na zasadzie doboru posłusznych, a nie wybitnych. Podsumowując ten stan, prof. Przystawa określił sytuację obywateli RP w charakterystyczny dla siebie sposób mianem &#8222;chłopów pańszczyźnianych&#8221;. Pomimo wszelkich różnic pomiędzy statusem takich chłopów, a statusem dzisiejszych &#8222;obywateli&#8221;, sformułowanie to – jakkolwiek brzmi dla nas gorzko &#8211; jest nad wyraz adekwatne.</p>
<p>Jednak, sama inteligencja nie wystarcza do tego, aby znakomity nawet postulat stał się znany w skali całego kraju. Do tego niezbędne są jeszcze charyzma i wytrwałość. Prof. Jerzy Przystawa posiadał te cechy. W publicznych wystąpieniach i kontaktach osobistych przystępnie wyjaśniał znaczenie postulatu JOW i zdobywał sympatię słuchaczy. Przez ponad 20 lat działalności zorganizował dziesiątki konferencji i odczytów, był pomysłodawcą i organizatorem &#8222;Marszu na Warszawę&#8221;, podróżował w najbardziej odległe strony Polski. Przy tym wszystkim, był niezwykle ofiarny, samemu finansując koszty swojego zaangażowania. Był inicjatorem wielu akcji społecznych, protestów i manifestacji. Jerzy Przystawa był człowiekiem czynu, częstokroć niczym dowódca na froncie pierwszy wyskakiwał z okopów, gdy jego żołnierze pozostawali ukryci przed ogniem przeciwnika. Niekiedy trudno było rozpoznać w Nim profesora, szczególnie gdy w firmowej koszulce JOW wzywał do udziału w ogólnonarodowym Ruchu.</p>
<p>Był niezmordowanym publicystą, opublikował drukiem i w internecie setki artykułów. Również w tej aktywności się wyróżniał, bowiem inaczej niż wielu innych publicystów, Jerzy Przystawa nie wygłaszał swoich opinii i spostrzeżeń z wysokości profesorskiej katedry, pozwalając czytelnikom podziwiać dzieło dostojnego eksperta, nawet pomimo tego, że jego dorobek jak najbardziej uzasadniał przyznanie mu drugiego tytułu naukowego, w dziedzinie innej niż fizyka. Przeciwnie, publikował i angażował się w gorące dyskusje niemalże z każdym zainteresowanym czytelnikiem na kilku portalach internetowych (<a href="http://www.asme.pl/przystawa.shtml" target="_blank" rel="noopener noreferrer">asme.pl</a>, <a href="http://prawica.net/Przystawa" target="_blank" rel="noopener noreferrer">prawica.net</a>, <a href="http://jerzyprzystawa.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">salon24.pl</a>, <a href="http://3obieg.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">nowyekran.pl</a>), na innych przedrukowywano jego teksty. Każda wymiana zdań pod Jego artykułami chociażby nie spotkała się z uznaniem, była okazją do poznawania dzięki Niemu różnych aspektów funkcjonowania i znaczenia systemu wyborczego, nie tylko w Polsce, a dosadne i trafne sformułowania zdobywały licznych czytelników.</p>
<p>Te wszystkie działania sprawiły, że prof. Jerzy Przystawa nie tylko zdefiniował, lecz wprowadził termin &#8222;jednomandatowe okręgi wyborcze&#8221; do powszechnego użytku. Jak powszechny jest to użytek niech świadczy to, że został on wprowadzony do języka prawnego (obecnego kodeksu wyborczego). Należy to podnieść, gdyż zanim Jerzy Przystawa sformułował hasło &#8222;jednomandatowe okręgi wyborcze&#8221;, w przestrzeni publicznej funkcjonował termin &#8222;ordynacja większościowa&#8221;. Z oczywistych powodów, pojęcie &#8222;jednomandatowe okręgi wyborcze&#8221; jest nie tylko bardziej precyzyjne, lecz również daleko bardziej nośne.</p>
<p>Dzięki tym cechom charakteru i wytężonej pracy, Jerzy Przystawa pozyskiwał coraz więcej zwolenników, którzy z upływem czasu utworzyli Obywatelski Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Ruch ten stanowi ewenement nie tylko w Polsce, lecz również na skalę europejską. O ile bowiem protesty przeciwko elitom politycznym są powszechne, niezależnie od tego czy artykułowane na Zachodzie, w Centrum czy na Wschodzie Europy, wśród licznych postulatów mających charakter ekonomiczny nie słychać żądania zmiany metody selekcji elit odpowiedzialnych za wykreowanie struktury permanentnego kryzysu (Grecja, Hiszpania, Portugalia), a włoscy sojusznicy z ruchu <i>Maggioritario</i> odłożyli już swój obywatelski oręż do lamusa. Natomiast jeśli podnoszony jest postulat wprowadzenia &#8222;okręgów jednomandatowych&#8221;, ma to raczej charakter koniunkturalny niż systemowy (Rumunia), wyrażany pod wpływem rozwoju wydarzeń, niż w wyniku pogłębionej refleksji (Bułgaria).</p>
<p>Przy całej doniosłości postulatu jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, jego Autor pozostał przemilczany i niedopuszczany przez elity państwa do zabrania publicznie głosu. To przemilczenie nie jest przypadkowe. Publiczna dyskusja na temat ordynacji wyborczej i jednomandatowych okręgów wyborczych każdorazowo obnaża nie tylko miałkość obecnych elit politycznych, lecz również fasadowość tzw. demokracji, którą zafundowano Polakom w 1989 r.</p>
<p>Jerzy Przystawa nie ustawał w głoszeniu postulatu jednomandatowych okręgów wyborczych, dbał o jego integralność i konsekwentnie odrzucał pomysły jego uzupełnienia o inne postulaty, które miałyby zapewnić wprowadzenie JOW do Sejmu, w szczególności był przeciwnikiem czynnego uczestniczenia Ruchu JOW w wyborach na zasadzie list partyjnych. Wprawdzie nie wszyscy podzielali to w pewnym sensie ortodoksyjne stanowisko, nikt z sympatyków czy działaczy JOW otwarcie go nie zakwestionował. Profesor wyrażał pogląd, że jedynie aktywność i ofiarność Polaków, ich masowa obecność na ulicach polskich miast, również na ulicach otaczających Sejm, zapewni odzyskanie dawno utraconych praw wyborczych. Zwykle unikał zabierania głosu w sprawach innych niż ordynacja wyborcza, lecz ponieważ bliskie mu były sprawy edukacji Polaków, wskazywał również na fatalny stan polskich szkół i nauczycielskiego stanu. Jest autorem wyjątkowego pomysłu zapewnienia wynagrodzeń nauczycieli na poziomie wynagrodzeń wysokich urzędników państwowych bez konieczności ponoszenia nakładów finansowych.</p>
<p>W ostatnim okresie życia był świadkiem bezowocnych prób wpływania obywateli na bieg spraw w naszym państwie poprzez różnorodne akcje referendalne. Na ich tle sformułował dramatyczne wezwanie, w jak zawsze znakomitym tekście <a href="https://koszalin7.pl/jow/prof-przystawa/540-narod-na-kolanach.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><em>Naród na kolanach</em></a> (24.02.2012):</p>
<p class="citate"><em>Pora, żeby Naród Polski wstał z kolan. Przestańmy zachowywać się jak dziady proszalne. Polska jest nasza, a nie bandy cwaniaków, którzy ponadawali sobie wszelkie możliwe przywileje i uważają, że tak już na wieczność zostanie. Przestańmy chodzić do nich z petycjami, prośbami i wnioskami. Skoro pozostawili nam tylko drogę buntu, to trzeba się zbuntować.</em></p>
<p>Ten apel zdobył szeroką popularność w polskiej blogosferze, nawet wśród tych, którzy nie podzielają opinii o JOW lub nie dostrzegają ich fundamentalnego znaczenia dla Polski. Niech stanowi on motto dla kolejnych woJOWników i ich dzieci. Jak bardzo te słowa są aktualne okazało się ponownie 8 listopada 2013 r., niemalże w pierwszą rocznicę śmierci Profesora, kiedy to kolejne głosowanie potwierdziło zasadność również innych Jego słów o obywatelach &#8211; dzisiaj jednocześnie rodzicach, którzy <em>mogą jedynie BŁAGAĆ sejmowych karbowych</em>, żeby zechcieli ogłosić referendum.</p>
<p>Jego bogaty dorobek oczekuje i zasługuje na utrwalenie dla przyszłych pokoleń, chociażby wprowadzenie w życie postulatu JOW nie miało wkrótce lub w ogóle nastąpić. Od nas samych i naszych Rodaków zależy jak wyzyskamy dla sprawy naszego Narodu postulat Jednomandatowych Okręgów Wyborczych oraz jak odpowiemy na wezwanie Jerzego Przystawy.</p>
<p>Cześć Jego pamięci!</p>
<p><b>Paweł Kawarski</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/jerzy-przystawa-charyzmatyczny-lider-i-niekwestionowany-autorytet/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>W rocznicę śmierci prof. Jerzego Przystawy (1939-2012)</title>
		<link>https://koszalin7.pl/w-rocznic-mierci-prof-jerzego-przystawy-1939-2012/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/w-rocznic-mierci-prof-jerzego-przystawy-1939-2012/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 03 Nov 2013 13:21:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/11/03/w-rocznic-mierci-prof-jerzego-przystawy-1939-2012/</guid>

					<description><![CDATA[W niedzielę, 3 listopada 2013, mija rok od śmierci prof. Jerzego Przystawy. Przypominamy refleksje Janusza Sanockiego o Profesorze (&#8222;Odszedł wielki]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1620"></span></p>
<p><strong>W niedzielę, 3 listopada 2013, mija rok od śmierci prof. Jerzego Przystawy.</strong> Przypominamy refleksje Janusza Sanockiego o Profesorze (&#8222;Odszedł wielki Polak&#8221;). Z wielkim smutkiem przyjąłem wiadomość, że w nocy z sobotę na niedzielę zmarł we Wrocławiu Jerzy Przystawa, profesor fizyki na Uniwersytecie Wrocławskim, opozycjonista z lat 80., a przede wszystkim twórca Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.</p>
<p>W sierpniu 1992 r. Profesor Jerzy Przystawa wysłał do Jerzego Giedroycia, w ramach dyskusji ogłoszonej przez paryską &#8222;Kulturę&#8221;, tekst w którym wskazał na pilną konieczność wprowadzenia w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych. Stał się tym samym pierwszym uczestnikiem i obserwatorem życia publicznego w Polsce podnoszącym tę sprawę.</p>
<p>W styczniu1993 r. Profesor zorganizował pierwsze wystąpienia (Rady Miejskiej Wrocławia) w tej sprawie, a w marcu 1993 grupa 39 radnych wrocławskich skierowała do posłów i senatorów RP apel o wprowadzenie JOW.</p>
<p>Poznałem Jerzego Przystawę w listopadzie 1995 r., kiedy przyjechał na moje zaproszenie do Nysy, gdzie dla szczupłego grona osób, zgromadzonego w redakcji &#8222;Nowin Nyskich&#8221;; wygłosił wykład na temat znaczenia ordynacji wyborczej i konieczności wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w Polsce. Uderzała precyzja wywodu, nieodparta – dla każdego uczciwego odbiorcy – siła argumentów Profesora. Od razu stałem się gorącym zwolennikiem idei JOW i w kwietniu 1996 r. zorganizowaliśmy wspólnie z Profesorem ogólnopolskie spotkanie Ruchu Obywatelskiego JOW na Uniwersytecie Wrocławskim. Na spotkaniu pojawiło się pierwsze wydanie Otwartej Księgi autorstwa Jerzego Przystawy i Romualda Lazarowicza. Książka została wydana w Nysie.</p>
<p>Zebrani ustanowili czterech koordynatorów krajowych Ruchu, który miał zachować całkowicie otwartą, wolną strukturę i którego jedynym celem była zmiana ordynacji. Koordynatorami krajowymi zostali: prof. Jerzy Przystawa, dr Wojciech Błasiak (ówczesny poseł), prof. Mirosław Dakowski i Janusz Sanocki.</p>
<p>W 1997 r. Ruch Obywatelski JOW i my wszyscy energicznie angażowaliśmy się przeciwko projektowi konstytucji Kwaśniewskiego zawierającej w art. 96 zapis o proporcjonalnych wyborach. Profesor uczestniczył w audycja radiowych na antenie Radia Maryja, doprowadziliśmy do powstania Parlamentarnego Zespołu do Spraw Zmiany Ordynacji, na czele którego stanął Wojciech Błasiak, wydaliśmy własnym sumptem ponad 100 tys. ulotek. W marcu 1997 r. w Zgromadzeniu Ojców Zmartwychwstańców w Krakowie zorganizowaliśmy dwudniowe II Ogólnopolskie Spotkanie Ruchu JOW, a 20 kwietnia 1997 r. Profesor przemawiał na wielkim wiecu przeciwko konstytucji, jaki odbył się w teatrze w Nysie.</p>
<p>3 maja 1997 r., w rocznicę Konstytucji 3 Maja, w wielu miastach Polski prowadziliśmy akcję przeciwko konstytucji, zawierającej zapis o ordynacji proporcjonalnej czyli partyjnej, a w czerwcu 1997 znów Ruch spotkał się na Uniwersytecie Wrocławskim.</p>
<p>Niestety &#8211; jak wiadomo &#8211; zmasowana propaganda za konstytucją, wszystkich ówczesnych partii, doprowadziła do przyjęcia tego &#8211; z wielu powodów fatalnego dla Polski &#8211; Aktu Podstawowego. Jednak Profesor ani Ruch JOW nie złożyliśmy broni.</p>
<p>W 1998 r. zostałem burmistrzem Nysy i doprowadziłem do podjęcia przez Radę Miejską uchwały popierającej JOW, a także do zorganizowania w Nysie, w listopadzie 1999 ogólnopolskiej, samorządowej konferencji Ruchu JOW pod hasłem: Poseł z każdego powiatu. Oczywiście filarem konferencji był niezmordowany Jerzy Przystawa. Po nyskiej konferencji samorządowej w całym kraju odbyły się podobne spotkania organizowane przez Ruch JOW. W 2000 r. zorganizowaliśmy 6 konferencji w różnych miastach Polski, w 2001 – 10 konferencji, w sumie do końca 2004 r. odbyło się 36 konferencji (do dziś ponad 60). W każdej uczestniczył i organizował ją oczywiście niezmordowany Jerzy Przystawa. Jeśli do tego dodamy setki spotkań w całym kraju, od Szczecina po przez Białą Podlaską do Rzeszowa, tysiące kilometrów przejechane samochodem Jurka, samochodem Urzędu Miejskiego w Nysie (póki jeszcze byłem burmistrzem) albo moim – kiedy wspólnie tłukliśmy się po Polsce bijąc tysiące kilometrów – może wówczas wyobrazimy sobie, jaką tytaniczną pracę wykonał jeden tylko człowiek – niezmordowany Jerzy Przystawa. Nikt Mu za to nie zwrócił nawet złotówki, niewielu powiedziało dziękuję (wyjątkiem jest wspaniała kaszubska gmina Kościerzyna, której wójt i Rada Gminy uhonorowała Profesora dyplomem).</p>
<p>Kiedyś, podczas jednej z naszych podróży misyjnych, kiedy jechaliśmy samochodem Profesora – czerwoną blaszanką, volkswagenem kombi (Profesor, jego córka Agnieszka i ja), a było to gdzieś między Bydgoszczą, a Gdańskiem proponowałem Agnieszce, która jest malarką namalowanie Panoramy Ruchu JOW – poddawałem nawet szkic pomysłu: zachodzące słońce, drogą mknie profesorska blaszanka, a w sejmowej sali poseł Dorn klnie się, że nigdy nie dopuści do wprowadzenia JOW. Był to żart, ale tak osładzaliśmy sobie te nieskończone godziny podróży żartując z samych siebie, ale w gruncie rzeczy bolejąc nad losem Ojczyzny.</p>
<p>Ileż było tych nocnych godzin przegadanych z Jurkiem w samochodzie, podczas naszych misyjnych podróży, ilu napotkanych w Polsce wspaniałych ludzi i świadomość, że blokada medialna założona przez układ uniemożliwia nam masowe dotarcie do społeczeństwa i dokonanie absolutnie koniecznej dla Ojczyzny zmiany!</p>
<p>W trakcie wielu godzin podróży, wspólnego przesiadywania na konferencjach, dyskusji poznałem Profesora bliżej. Był człowiekiem o niezwykle silnym poczuciu patriotyzmu i obowiązku. Żelaznej konsekwencji. Był jak niezłomny rycerz, który z raz podjętego zadania nigdy się nie wycofuje. Miał stalowe zasady etyczne. Nie mieścił się w nich żaden kompromis. Okoliczności przyziemne, jakieś ludzkie interesy, ciągoty, pycha nie istniały dla Niego. Skoro oczywistość JOW jest pełna, Profesor uważał, że należy tylko upowszechnić ideę, a potem sama swoją własną słusznością zostanie wprowadzona w życie. Stąd był tak bezwzględnie krytyczny dla tego, co zrobiła z zebranymi podpisami w sprawie JOW Platforma Obywatelska.</p>
<p>Moja aktywność w Ruchu JOW ostatnimi czasy, z różnych powodów osłabła. Po załamaniu naszej koncepcji samorządowej, po skurczeniu się możliwości w nyskim samorządzie, nie widziałem sposobu, w jaki moglibyśmy doprowadzić do realizacji tego, fundamentalnego dla Polski postulatu.</p>
<p>Jednak Profesor nie ustawał. Działa Stowarzyszenie JOW założone po konferencji w Nysie w 1999 r., którego byłem pierwszym przewodniczącym. Potem, w 2007 zrzekłem się i prezesem został Profesor. Dwa miesiące temu, Jurek czując wyniszczająca go chorobę przekazał prezesowanie w stowarzyszeniu Wojtkowi Kaźmierczakowi.</p>
<p>Widzieliśmy z jakim wysiłkiem Jurek uczestniczył w obradach, ciężka choroba wyniszczała Go błyskawicznie. Pomimo tego, kiedy dowiedział się o diagnozie nie poddał się operacji. &#8211; Wiesz Burgemajster &#8211; mówił do mnie w styczniu, kiedy go odwiedziłem w Warszawie – mam już swoje lata, pokroją mnie, najpierw mi wytną to, potem znów coś innego i tak będę leżał, a i tak skończy się tak, jak się musi skończyć.</p>
<p>Jurku! Mój Przyjacielu! Żegnamy Cię z żalem, ale i z przekonaniem, że spotkaliśmy w Twojej Osobie wielkiego Polaka, wielkiego wytrwałego WoJOWnika o słuszną sprawę. Bądź pewien, że nie zostawimy dzieła, które zacząłeś! Spoczywaj w pokoju!</p>
<p><b>Janusz Sanocki</b><br />
<em>10 listopada 2012</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/w-rocznic-mierci-prof-jerzego-przystawy-1939-2012/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Forum Debaty Publicznej</title>
		<link>https://koszalin7.pl/forum-debaty-publicznej/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/forum-debaty-publicznej/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 02 Mar 2012 13:33:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/03/02/forum-debaty-publicznej/</guid>

					<description><![CDATA[W środę, 29 lutego 2012, w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, odbyło się kolejne spotkanie z cyklu &#8222;Forum Debaty Publicznej&#8221;, jakie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1238" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_forum_prez.jpg" border="0" alt="J. Przystawa" title="J. Przystawa" align="left" width="800" height="557" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_forum_prez.jpg 800w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_forum_prez-300x209.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_forum_prez-768x535.jpg 768w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_forum_prez-392x272.jpg 392w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_forum_prez-130x90.jpg 130w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" />W środę, 29 lutego 2012, w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, odbyło się kolejne spotkanie z cyklu &#8222;Forum Debaty Publicznej&#8221;, jakie od ponad roku organizuje Kancelaria Prezydencka z osobistym udziałem Bronisława Komorowskiego. To ostatnie było minikonferencją pod hasłem <span id="more-1239"></span>  &#8222;Samorządność Filarem Kapitału Społecznego&#8221;. Uczestniczyło w niej ok. 100 osób, w większości samorządowców wszystkich szczebli, ale także posłów, senatorów, naukowców i innych, zainteresowanych bliżej funkcjonowaniem samorządu terytorialnego. Spotkanie prowadzili, na zmianę, ministrowie Kancelarii Prezydenta, Henryk Wujec i Olgierd Dziekoński, wiodące referaty wygłosiły dwie panie profesor: Anna Gizy-Poleszczuk z UW i Elżbieta Mączyńska-Ziemacka z SGH, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Prof. Gizy-Poleszczuk wyjaśniła zebranym pojęcie kapitału społecznego i jakie znaczenie dla jego uruchomienia ma zaufanie obywateli do władz wszelkiego szczebla, natomiast prof. Mączyńska-Ziemacka zajęła się pojęciem raczej mało znanym, jakim jest &#8222;wikinomia&#8221;, w szczególności &#8222;makrowikinomia&#8221;, a oznacza naukę o masowej współpracy biznesowej i znaczeniu tej współpracy dla życia społecznego.</p>
<p class="foto">Prof. Jerzy Przystawa podczas wystąpienia na Forum Prezydenckim w grudniu 2010. Zdjęcie ze strony Prezydenta Rzeczypospolitej (www.prezydent.pl).</p>
<p>Zaproszeni samorządowcy przedstawili prezentacje, które w zasadzie ilustrowały jak interesująco mogą sobie poczynać władze samorządowe. Przykładowo: marszałek województwa mazursko-warmińskiego opowiadał ciekawie o Kanale Elbląskim, burmistrz miasta Zielonki przedstawił, jak znakomicie działa infrastruktura informatyczna w jego mieście, a starosta polkowicki opisał, jak samorządowcy i mieszkańcy jego powiatu pokonali opór administracji rządowej i wywalczyli sobie powiat polkowicki na bazie Związku Gmin Zagłębia Miedziowego. Przedstawiciel Ośrodka Badania Opinii Publicznej zreferował wyniki badań na temat aktywności mieszkańców w rozwoju społeczności lokalnej, które okazały się dość pesymistyczne, bo ilustrowały nieprzyjemny trend zanikania zaufania obywateli do władz, w tym do władz samorządowych. Wiele występujących potem w dyskusji osób, głównie tych, którzy w latach 1990-2000 pełnili funkcje samorządowe, zwracało uwagę na fakt, że o ile w pierwsze lata działania samorządu terytorialnego cechował spontaniczny entuzjazm i wielkie oczekiwania, to ten entuzjazm, z upływem lat, systematycznie się zmniejszał i że wypada coś z tym zrobić. Powstała też kontrowersja odnośnie roli i znaczenia reformy wprowadzającej do samorządu terytorialnego tzw. bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów. O ile większość występujących była zdania, że ta reforma miała dobroczynne skutki dla gminnej samorządności, to obecny na sali znany dominikanin, o. Maciej Zięba zgłosił postulat wprowadzenia kadencyjności mandatu wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, ponieważ bez tej regulacji władza samorządowa korumpuje się, tworzy się swoista mafia wokół gospodarza gminy. Mówca powołał się przy tym na doświadczenia społeczeństw zachodnich, gdzie podobno kadencyjność burmistrza jest normą. Było to ciekawe spostrzeżenie i wielka szkoda, że o. Zięba nie przytoczył konkretnych przykładów, bo z mojego rozeznania wynika, że kadencyjność urzędu burmistrza to raczej rzadko spotykany wyjątek.</p>
<p>Wśród uczestników konferencji z przyjemnością spotkałem kilku aktywnych zwolenników JOW, takich jak p. Mariusz Wis, prezes Fundacji im. J. Madisona, Włodzimierz Urbańczak z Poznania, członek Zarządu Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego &#8222;JOW&#8221;, prof. Antoni Kamiński z Instytut Studiów Politycznych PAN czy p. Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Z pewnym zaskoczeniem, ale i satysfakcją, wysłuchałem wypowiedzi byłego prezydenta Warszawy, pana Marcina Święcickiego, który podkreślił znaczenie JOW dla życia publicznego i działania samorządów i opowiedział się za wprowadzeniem JOW w wyborach na wszystkich szczeblach. Interesujący też był głos innego zwolennika JOW, prezydenta Rzeszowa, pana Tadeusza Ferenca, który tym razem zabrał głos w sprawie prawdziwego dramatu edukacyjnego, jakim jest prawie powszechne zamykanie, gdzie się tylko da, małych szkół.</p>
<p>Razem z panem Mariuszem Wisem nieustępliwie usiłowaliśmy zabrać głos w debacie, ale pomimo że od samego początku wytrwale trzymaliśmy ręce w górze, to minister Dziekoński jakoś dzielnie patrzył w inną stronę. Mimo tego, ale już po wyjściu Pana Prezydenta i po przerwie udało nam się powiedzieć parę słów. Mariusz Wis przedstawił wyniki badań opinii publicznej, jakie zostały przeprowadzone na reprezentatywnej próbce na zlecenie Fundacji Madisona i z których to badań wynika, że ok. 75% Polaków popiera wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu. Ja natomiast zadałem pytanie: dlaczego Anglikom, Amerykanom, Kanadyjczykom etc., aby kandydować na posła wystarczy 10 podpisów mieszkańców ich okręgów i kandydowanie do wszystkich urzędów publicznych jest otwarte i nie podlega żadnej reglamentacji, podczas gdy w Polsce to bierne prawo wyborcze obywateli jest wszędzie poważnie ograniczone, a w przypadku Sejmu już wręcz zlikwidowane? Dlaczego Polak musi zakładać jakieś wielkie komitety wyborcze, zbierać tysiące podpisów i przechodzić skomplikowane procedury rejestracyjne, podczas gdy u &#8222;naszych sojuszników, Amerykanów i Anglików&#8221; jest to droga otwarta , dostępna każdemu, kto ma ochotę i życzenie na nią wejść? To jest właśnie mechanizm blokujący uaktywnienie się &#8222;kapitału społecznego&#8221; i bez odblokowania tej drogi będzie tylko gorzej.</p>
<p>Prezydent Komorowski, w swoim krótkim expose, oświadczył, że jest politycznym realistą, a to oznacza, że podejmuje tylko takie działania, które, w danych warunkach politycznych, mają szanse zostać zrealizowane. To jest wielka szkoda i strata nas wszystkich, że Prezydent Rzeczypospolitej, wybrany większością obywatelskich głosów, nie czuje się zobowiązanym, żeby w swoich pracach podejmować działania zgodne z wolą większości Polaków, ale kieruje się jakimś wąsko pojmowanym &#8222;pragmatyzmem politycznym&#8221;, co należy rozumieć jako rozpoznawanie aktualnej koniunktury w partiach politycznych. Partie polityczne, z samej swojej istoty, zawsze reprezentują jedynie część społeczeństwa i, patrząc na wyniki badań opinii publicznej, skromną jego część. Prezydent, wybrany w większościowych wyborach powszechnych, posiada mandat o wiele mocniejszy i nie powinien chować się za plecami partyjnych układów. Czy te wszystkie głosy, pojawiające się na Forum Debaty Publicznej, przyczynią się do tego, że Prezydent RP będzie bardziej reprezentantem Narodu Polskiego niż partii politycznej, która Go na to stanowisko desygnowała? Oto jest pytanie.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b><br /> 29 lutego 2012</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/forum-debaty-publicznej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Naród na kolanach</title>
		<link>https://koszalin7.pl/narod-na-kolanach/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/narod-na-kolanach/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 24 Feb 2012 13:43:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/02/24/narod-na-kolanach/</guid>

					<description><![CDATA[Rozbiła się nad Polską bania z referendami i słowo &#8222;referendum&#8221; pojawia się dzisiaj w mediach nawet może częściej niż tragedia]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1227" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/02/przystawa_03.jpg" border="0" alt="prof. Przystawa" title="prof. Przystawa" align="left" width="700" height="467" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/02/przystawa_03.jpg 700w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/02/przystawa_03-300x200.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 700px) 100vw, 700px" />Rozbiła się nad Polską bania z referendami i słowo &#8222;referendum&#8221; pojawia się dzisiaj w mediach nawet może częściej niż tragedia malutkiej Magdy z Sosnowca. Do referendum w sprawie wieku emerytalnego przygotowuje się NSZZ Solidarność pod wodzą p. Piotra Dudy, który już jakiś czas temu ogłosił, <span id="more-1228"></span>  że związek zebrał ponad milion podpisów pod odpowiednim wnioskiem. Do podobnej akcji nawołuje Leszek Miller, już prawie milion internautów podpisało się z żądaniem referendum o &#8222;Acta&#8221;, pod referendum ma pójść sprawa leków refundowanych. &#8222;Referendum, referendum&#8221;, rozlega się od Bałtyku do Karpat. Tą samą drogą chcieliby też pójść i niektórzy zwolennicy zmiany ordynacji do Sejmu i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Budzą się z letargu Polacy i chcą skorzystać ze swoich uprawnień suwerena, zapisanych w Konstytucji i narzucić panującej władzy rozstrzygnięcia, które jej się z różnych powodów nie podobają.</p>
<p class="foto">Prof. Jerzy Przystawa podczas manifestacji w Warszawie w październiku 2011.</p>
<p>Wszystkie te akcje obywatelskie bardzo by mi się podobały i chętnie bym się w nie włączył, gdyby nie świadomość pewnej przykrej okoliczności z nimi związanej. Przykrość ta polega na tym, że w odróżnieniu od krajów, w których demokracja nie jest tylko hasłem wypisywanym na sztandarach, wbrew konstytucyjnym zapisom, Polacy nie mają de facto prawa do przeprowadzenia referendum bez uprzejmej zgody klasy panującej, posiadającej swoich plenipotentów w Sejmie, który się nazywa Sejmem Rzeczypospolitej. Obywatele polscy, bez względu na to ile by milionów podpisów pod swoimi wnioskami referendalnymi nie zebrali, mają prawo jedynie przedstawić je pod rozwagę zasiadającym w Sejmie łaskawcom, a ci, w zależności od swojego humoru, mogą się zgodzić albo nie. I od tego nie ma odwołania, a jeśli się nie zgodzą, to wszystkie te podpisy nadają się wyłącznie na palenisko, albo do przepuszczenia przez wspaniałą sejmową niszczarkę o wielkiej wydajności. Inaczej mówiąc, po wykonaniu wielkiej pracy jaką niewątpliwie jest zebranie co najmniej pół miliona ważnych podpisów, mogą jedynie BŁAGAĆ sejmowych karbowych, żeby zechcieli się z tym materiałem zapoznać i, ewentualnie, ogłosić referendum.</p>
<p>Dobitny przykład tego, gdzie łaskawcy mają swój naród, otrzymaliśmy wszyscy w 2005 roku, gdy po akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum &#8222;4 razy TAK&#8221; &#8211; którą to akcję Donald Tusk określił jako &#8222;największą akcję polityczną w Polsce od 1989 roku&#8221; &#8211; zebrane podpisy, bez jakiejkolwiek dyskusji w Sejmie, zostały zniszczone, co pięknie udokumentował Tomasz Sekielski w filmie &#8222;Władcy marionetek&#8221;. Nikt nie może mieć wątpliwości, że zdaniem reżysera, &#8222;marionetki&#8221; to my wszyscy, Polacy, a którzy to są nasi &#8222;władcy&#8221; to dokładnie nie wiadomo i pozostawione jest domyślności widzów. Dziennikarz tygodnika &#8222;Nie&#8221;, pisząc o tej sprawie, zatytułował swój tekst brutalnie, ale adekwatnie: &#8222;Osrali prawie milion Polaków&#8221;. Nie godząc się ze sprowadzeniem obywateli do roli marionetek, Stowarzyszenie na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego &#8222;JOW&#8221; złożyło w tej sprawie skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a ponadto złożyło w Prokuraturze Generalnej RP powiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez nieustalonych bliżej &#8222;łaskawców sejmowych&#8221;. Niestety, wszystkie te europejskie trybunały, prokuratury i sądy nie zostały utworzone, żeby bronić i przestrzegać praw obywateli, tylko przywilejów władzy. Europejski Trybunał skargę odrzucił bez uzasadnienia, podobnie postąpił Prokurator Generalny, a w ślad za nim &#8222;niezawisły Sąd Rzeczypospolitej&#8221;, który nie dopatrzył się niczego niewłaściwego w postępowaniu naszych jaśnie panów.</p>
<p>Nie jest to jedyny przykład brutalnego pogwałcenia praw konstytucyjnego Suwerena, jakim według Konstytucji jest podobno Naród Polski. Pamiętamy inny przykład zebrania ponad miliona podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie wprowadzenia do kalendarza Święta Trzech Króli. Z inicjatywy prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego zebrano ponad milion podpisów pod tym wnioskiem, ale Sejm zrobił to samo, co tak ładnie i skrótowo ujął dziennikarz &#8222;Nie&#8221;. No, ale później Święto Trzech Króli zostało wpisane w kalendarz, co ilustruje dobitnie jak te marionetki polskie są przez swoich władców traktowane. Im przecież wszystko jedno, czy mamy w Trzech Króli dzień wolny, czy też nie, im tylko zależy na tym, żebyśmy wszyscy dobrze rozumieli, kto tu panem, a kto proszalnym dziadem. Po pokazaniu nam gdzie nasze miejsce, jako prawdziwie łaskawe paniska, zafundowali nam dodatkowy dzień wolny od pracy!</p>
<p>Powyższa argumentacja odnosi się, <i>mutatis mutandis</i>, i do tzw. Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej. Również i w tym przypadku nie ma znaczenia wola obywateli, lecz cała ta inicjatywa, to jedynie poparty co najmniej stoma tysiącami podpisów list proszalny do Jasnego Pana Marszałka Sejmu, żeby zechciał się zgodzić na (1) powołanie komitetu tej OIU, (2) wyznaczył łaskawie termin, w którym zebrane mają być podpisy, a potem (3) zechciał przedstawić to Sejmowi, który przyjmie lub odrzuci.</p>
<p>W ten sposób nasze jaśniepaństwo zagwarantowało sobie wszelką władzę i pozbawiło nominalnego Suwerena, jakim winien być Naród Polski, jakichkolwiek instrumentów egzekwowania swojej woli. Nie są bowiem tym instrumentem wybory parlamentarne, ponieważ i tu obywatele Rzeczypospolitej pozbawieni są elementarnego prawa, jakim jest prawo do swobodnego kandydowania do Sejmu, czyli biernego prawa wyborczego. W ten sposób, jak to kilka lat temu dowcipnie zauważył, z trybuny sejmowej, Donald Tusk, &#8222;dzień wyborów parlamentarnych stał się, w odbiorze społecznym, dniem wielkiego oszustwa narodowego przez aparaty partyjne&#8221;.</p>
<p>Cóż więc pozostaje nam, którzy czujemy się i chcemy być uważani nie za chłopów pańszczyźnianych, lecz za obywateli Rzeczypospolitej?</p>
<p>Musimy się odwołać do polskiej tradycji, funkcjonującej w Polsce od panowania Aleksandra Jagiellończyka, który 25 października 1501 podpisał w Mielniku akt <i><b>De Non Praestanda Oboedientia</b></i>, a więc prawo wypowiedzenia posłuszeństwa królowi, gdyby łamał prawa obywatelskie. Pora, żeby Naród Polski wstał z kolan. <b>Przestańmy zachowywać się jak dziady proszalne. Polska jest nasza, a nie bandy cwaniaków, którzy ponadawali sobie wszelkie możliwe przywileje i uważają, że tak już na wieczność zostanie. Przestańmy chodzić do nich z petycjami, prośbami i wnioskami.</b></p>
<p><b>Skoro pozostawili nam tylko drogę buntu, to trzeba się zbuntować.</b></p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/narod-na-kolanach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak demokraci ludowi radzą sobie z demokracją</title>
		<link>https://koszalin7.pl/jak-demokraci-ludowi-radz-sobie-z-demokracj/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/jak-demokraci-ludowi-radz-sobie-z-demokracj/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 31 Dec 2011 21:50:49 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW]]></category>
		<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/12/31/jak-demokraci-ludowi-radz-sobie-z-demokracj/</guid>

					<description><![CDATA[W przedświątecznym numerze tygodnika &#8222;Polityka&#8221; ukazał się tekst znakomitych komentatorów politycznych, Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki &#8222;10 mitów polskiej polityki&#8221;,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1173"></span></p>
<p>W przedświątecznym numerze tygodnika &#8222;Polityka&#8221; ukazał się tekst znakomitych komentatorów politycznych, Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki &#8222;10 mitów polskiej polityki&#8221;, którego autorzy, podobnie jak i inni równie wybitni polscy analitycy, bezkompromisowo rozprawiają się z postulatem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach parlamentarnych, jako remedium na wady ustroju państwa. &#8222;Ostatnie wybory do Senatu&#8230; pokazały, że to mrzonka.&#8221;</p>
<h3><i>Differenzia specifica</i> demokracji ludowej</h3>
<p>Wyższa forma demokracji, nazywana u nas przez pół wieku demokracją ludową, tym się różni od demokracji zwykłej, że wszystkie demokratyczne instytucje takiego państwa wprowadzane są &#8222;od góry do dołu&#8221;, a więc przez jakąś tajemniczą elitę, która skądś tam się wzięła &#8211; czasem wiadomo skąd, a czasem nie bardzo &#8211; i ta &#8222;elita&#8221; określa zasady życia zbiorowego, a w szczególności procedury jej wyłaniania i reprodukcji. Wszystko to legitymizują wybory powszechne, oczywiście tajne, równe i bezpośrednie, bez których wielki świat żadnej takiej &#8222;demokracji&#8221; nie przyjąłby do wiadomości.</p>
<p><i>Differenzia specifica</i> demokracji bloku sowieckiego było radykalne uproszczenie procedur wyborczych, poprzez założenie, że kandydaci do Sejmu zgłaszani być mogli tylko na jednej liście wyborczej, na którą, pluralistycznie, wchodzili zgodnie przedstawiciele wszystkich partii i stronnictw, organizacji społecznych, związków zawodowych i co tam tylko warte było uwzględnienia.</p>
<h3>I zmiana formuły</h3>
<p>Wielka transformacja ustrojowa roku 1989 dokonała korekty w tej formule &#8222;wyższej demokracji&#8221;, sprowadzającej się do tego, że kandydatów do politycznej elity umieszczano nie na jednej, a na wielu listach wyborczych. Problemem było tylko, jak zapewnić, żeby w tych nowych warunkach wybory wygrywali ci, którzy powinni? I to był główny temat twardych, męskich (kobiety w nich raczej nigdzie nie uczestniczyły) rozmów we wszystkich historycznych &#8222;magdalenkach&#8221;, jakie odbywały się na wielkim obszarze od Łaby do Władywostoku.</p>
<p>W tych męskich rozmowach nikt nie zaprzątał sobie głowy pytaniem: a jaka procedura wyborcza najbardziej odpowiadałaby nam, wyborcom, obywatelom wolnej Polski, Czechosłowacji, Węgier czy Rosji? <b>Nigdy i nigdzie &#8222;elita polityczna&#8221; nie pozwoliła sobie na to, żeby powiedzieć swoim poddanym: patrzcie, tak wybierają się Francuzi, tak Niemcy, tak Amerykanie a tak Szwedzi. Który z tych sposobów uważacie za najbardziej właściwy? Jest wiele wypróbowanych propozycji do wyboru, niech SUWEREN, a więc wolne społeczeństwo, zdecyduje o tym, jak chce wybierać swoją elitę? Jeśli się pomyli, jeśli wybrany sposób okaże się kiepski, nie spełniający oczekiwań, to przecież będziemy mogli dokonać korekty i wybrać sobie inny!</b></p>
<p>Nic takiego się nie stało. <b>Samozwańcza elita uznała, że ona sama, i tylko ona ma prawo decydowania i rozstrzygania o tej sprawie, a społeczeństwo nie ma tu nic do gadania.</b> Wprowadzali więc różne procedury, zmieniali je wielokrotnie, ale zawsze wyłącznie pod kątem swoich grupowych interesów, nie pytając obywateli o zdanie i nie biorąc go pod uwagę.</p>
<p>Nasi &#8222;demokraci&#8221; doszli do wniosku, że najlepszym sposobem obezwładnienia społeczeństwa jest utrzymywanie go w niewiedzy. Przede wszystkim w niewiedzy odnośnie tego, jak wyglądają procedury wyborcze w cywilizowanych krajach, które są demokratyczne nie tylko z nazwy.</p>
<h3>Czy w XXI wieku można ukryć jak się wybierają inne nacje?</h3>
<p>Czy to możliwe? Czy w nowych warunkach cywilizacyjnych, w dobie Internetu, telefonów komórkowych, setek różnorodnych programów telewizyjnych i radiowych, zadeklarowanej powszechnie wolności słowa, możliwe jest utrzymywanie Polaków w niewiedzy odnośnie tego, jak wybierają się Anglicy, Amerykanie, Kanadyjczycy czy Francuzi?</p>
<p>20 lat walki Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych o referendum w sprawie ordynacji wyborczej dowiodły, że jest możliwe jak najbardziej, że panując nad mediami komunikacji społecznej można swobodnie manipulować nawet nowoczesnym społeczeństwem, że można przed nim ukryć prawdę o podstawowym elemencie demokracji, jakim jest kwestia demokratycznych wyborów powszechnych. Co więcej, udało im się przekonać szerokie rzesze wyborców, że sprawa procedury wyborczej jest sprawą bez znaczenia, że najważniejsze to jest &#8222;dobrze wybierać&#8221;, a czy to będzie tak, czy siak, to wszystko jedno i nie ma o co kruszyć kopii. W tej sytuacji można było spokojnie zmieniać granice okręgów wyborczych, liczby mandatów poselskich na okręg, różne metody przeliczania głosów na mandaty, warunki kandydowania, przepisy finansowe itp., nie zwracając uwagi opinii publicznej i nie prowadząc żadnej otwartej debaty nad sensownością tych zmian.</p>
<p>Powstanie Ruchu JOW zainspirowały wydarzenia z początku lat 90. we Włoszech i powstanie tam wielkiego Ruchu &#8222;Maggioritario&#8221;, który w krótkim czasie doprowadził do referendum w sprawie ordynacji wyborczej. W 1991 roku miało miejsce to niezwykłe referendum, w którym udział wzięło 65,1% Włochów i w którym 95,6% głosujących opowiedziało się za reformą systemu wyborczego. Ze względu na konstytucyjną specyfikę referendów włoskich konieczne było referendum kolejne, w roku 1993, w którym wzięło udział 77,1% Włochów, a 82,7% z nich opowiedziało się za odrzuceniem systemu wyborów proporcjonalnych. Ta frekwencja i odzew zadały kłam rozpowszechnianym opiniom, że sprawa ordynacji wyborczej jest bez znaczenia, że nikogo nie interesuje, że są sprawy ważniejsze i bardziej społecznie poruszające.</p>
<p>Jakie było echo tych historycznych wydarzeń w Polsce? Żadne. Nie pisały o nich opiniotwórcze gazety i tygodniki, nie rozmawiali o nich wybitni polityczni komentatorzy wydarzeń światowych w stacjach telewizyjnych i radiowych! Zupełnie tak, jakby Włochy leżały gdzieś na jakiejś innej, niedostępnej planecie, gdzie nie ma tysięcy polskich dziennikarzy, komentatorów, uczonych różnych specjalności i Papieża – Polaka! Trudno było wprost uwierzyć i pojąć, że taka blokada informacyjna jest, pod koniec XX wieku, możliwa w sercu Europy, w kraju, w którym Włochy są ulubionym miejscem podróży i odpoczynku.</p>
<p>W takiej sytuacji już nie dziwi fakt blokady informacyjnej na dwa referenda, które miały miejsce w Rumunii, w roku 2007 i 2009, bo Rumunia to kraj, który rzeczywiście Polaków wydaje się mało obchodzić. Pamiętam rozmowę z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, którego chciałem zainteresować referendum konstytucyjnym w Rumunii: &#8222;Rumunia? A kogo to może interesować? Kto by chciał się czegokolwiek uczyć od Rumunów?!&#8221;</p>
<p>Jednakże nawet przy tego rodzaju postawach zdziwienie ma prawo budzić kompletne przemilczenie w mediach w Polsce historycznego referendum o ordynację wyborczą, jakie odbyło się 5 maja 2011 na Wyspach Brytyjskich! Zjednoczone Królestwo jest bowiem miejscem pracy już chyba ok. 2 milionów młodych Polaków, którzy tam poszukują rozwiązania swoich problemów egzystencjalnych. Są to wszystko ludzie energiczni i przedsiębiorczy, otwarci, wydawało by się, na świat i światową politykę. A jednak! A jednak i w tym przypadku temat fundamentalnego problemu demokracji brytyjskiej nie spotkał się z żadnym zainteresowaniem, nie odbyły się żadne publiczne debaty i analizy, a nawet wzmianki o tych wydarzeniach próżno szukać w polskich środkach przekazu!</p>
<p>Sprawa nie zainteresowała ani rzesz młodych polskich absolwentów wszelkiego rodzaju studiów politologicznych, ani ich wspaniałych nauczycieli, jak Wiesław Władyka czy inni, nie mniej wybitni. Nawet przeszukując Internet trudno cokolwiek znaleźć (poza tekstami ludzi Ruchu JOW, naturalnie). Jakiż to kontrast między tym milczeniem, a hałasem medialnym w sprawie referendum o wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, do którego jednak na razie na szczęście nie dojdzie, bo Parlament Brytyjski nie wyraża zgody!</p>
<h3>Kwaśniewski wymyślił, Komorowski zrealizował</h3>
<p>Propozycję wprowadzenia JOW w wyborach do Senatu, chyba jako pierwszy, wysunął jeszcze Aleksander Kwaśniewski za czasów swojej pierwszej kadencji prezydenckiej. Przyznał wtedy, że to dobry sposób wybierania, ale nie do Sejmu, gdyż do wyborów w JOW do Sejmu polskie społeczeństwo jeszcze nie dojrzało. Jakoś Kwaśniewskiemu zrealizowanie pomysłu się nie udało, trzeba było dopiero prezydentury Bronisława Komorowskiego. Ale Ruch JOW, który od samego początku postuluje właśnie wybory w JOW do Sejmu &#8211; a nie do Senatu! &#8211; w różnych internetowych publikacjach, ten <i>ersatz</i> ustrojowy krytykował, widząc w nim przede wszystkim okazję do tego, co dzisiaj robią panowie Janicki i Władyka, a razem z nimi i dziesiątki innych oficjalnych komentatorów politycznych: do przedstawiania postulatu JOW jako zbędnego i bezskutecznego usiłowania naprawy polskiej sceny politycznej.</p>
<h3>Ale czego tak się boją?</h3>
<p>Nie ma sensu i potrzeby, żebym tutaj odpowiadał na enuncjacje Janickiego i Władyki i wykazywał ponownie dlaczego ich krytyka JOW na podstawie wyników wyborów do Senatu jest tylko zabiegiem socjotechnicznym, korzystającym z tego, że zwolennicy JOW nie mają możliwości podjęcia z nimi polemiki w środkach masowego przekazu. W Internecie jest cały szereg artykułów, w których wykazujemy fałszywość i bezzasadność ich argumentacji. Kto ciekaw, łatwo te artykuły odnajdzie, wystarczy choćby wpisanie w wyszukiwarce internetowej mojego nazwiska. Postawię tylko raz jeszcze wieczne pytanie: czego tak się boicie, panowie elici? Skoro ordynacja wyborcza jest bez znaczenia, to dlaczego nie można dopuścić do publicznej dyskusji na ten temat? Dlaczego ani &#8222;Polityka&#8221;, ani żadne &#8222;Uważam Rze&#8221;, ani jakiekolwiek inne tzw. opiniotwórcze pismo nie dopuści do głosu przedstawicieli Ruchu JOW?</p>
<p>Zdarzyło się przed laty, że red. Bronisław Wildstein zaprosił do studia telewizyjnego mnie i paru profesorów &#8211; propagatorów systemu proporcjonalnego. Wydawało mu się, ze może wynikiem tego spotkania będzie interesująca dyskusja. Niestety, &#8222;guru&#8221; polskich konstytucjonalistów, Stanisław Gebethner, uciekł ze studia w momencie wchodzenia na wizję, pod pretekstem, że rażą go światła, a on ma chore oczy!</p>
<p>Strach &#8222;ludowych demokratów&#8221; przed przedstawieniem Polakom jak naprawdę wyglądać mogą prawdziwe wybory parlamentarne dowodzi tylko słuszności i zasadności naszego postulatu ustrojowego. Otwartym pozostaje pytanie czy w XXI wieku można w nieskończoność utrzymywać w niewiedzy obywateli państwa w środku Europy?</p>
<p>Ale mury runą, Panowie Elici, nawet mury blokujące dostęp do środków masowego przekazu! Czego nam wszystkim, na Nowy Rok 2012 życzę z całego serca.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
<p class="foto">Liberte-Algerie.com</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/jak-demokraci-ludowi-radz-sobie-z-demokracj/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co komu zostało z tych lat?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/co-komu-zostao-z-tych-lat/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/co-komu-zostao-z-tych-lat/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 21:51:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/12/13/co-komu-zostao-z-tych-lat/</guid>

					<description><![CDATA[Dwa dni przed 30 rocznicą wprowadzenia stanu wojennego stałem na przystanku obok Pasażu Handlowego na Placu Grunwaldzkim we Wrocławiu, kiedy]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1155"></span><br />
Dwa dni przed 30 rocznicą wprowadzenia stanu wojennego stałem na przystanku obok Pasażu Handlowego na Placu Grunwaldzkim we Wrocławiu, kiedy z piskiem opon i fasonem przejechało koło mnie nowiutkie Maserati, a za kierownicą zobaczyłem mojego dobrego znajomego sprzed 30 lat, największego polityka Dolnego Śląska (a może i całej Polski?), legendę „Solidarności” Władysława Frasyniuka. I jakoś tak, od razu, przypomniała mi się znana opowieść, jak to w przygotowaniach do Okrągłego Stołu, przed pałacykiem na Foksal oczekiwali na przyjazd Księdza Prymasa Stanisław Ciosek i Lech Wałęsa. Po chwili podjechał błyszczący Mercedes z Kardynałem Glempem. Widząc podziw malujący się na twarzy Wałęsy, dowcipny Ciosek zagadał: <strong><em>&#8222;jeśli się porozumiemy, to wkrótce wszyscy będziemy jeździli takimi samochodami&#8221;.</em></strong></p>
<p>Jak mówią Włosi <em>Se non e vero, e ben trovato</em> &#8211; jeśli nawet to nieprawda, to dobrze powiedziane. Maserati Frasyniuka to tylko jeden z rozlicznych dowodów, że &#8222;pójście razem&#8221; naprawdę się opłaciło, a proroctwo sekretarza KC Stanisława Cioska spełniło się w pełni. Może nawet za bardzo.</p>
<p>Popatrzmy na skład ludzi, których gen. Kiszczak zaprosił do Magdalenki na poufne rozmowy, jakie miały rozstrzygnąć o losie Polski na pokolenia: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bronisław Geremek, Mieczysław Gil, Lech Kaczyński, Jacek Kuroń, Władysław Liwak, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Merkel, Adam Michnik, Alojzy Pietrzyk, Edward Radziewicz, Henryk Sienkiewicz, Andrzej Stelmachowski, Witold Trzeciakowski i Lech Wałęsa.</p>
<p>Razem 16 panów (&#8222;parytet&#8221; panów i pań wtedy jeszcze nikomu nie przychodził do głowy!), a wśród nich (aż!) 4 członków władz krajowych zdelegalizowanego NSZZ Solidarność (Bujak, Frasyniuk, Merkel i Wałęsa). Poza laureatem Nagrody Nobla Lechem Wałęsą i dwoma znakomitymi profesorami, Stelmachowskim i Trzeciakowskim, wszyscy pozostali to prawdziwi gołodupcy, którzy pomarzyć mogli co najwyżej o Polonezie z drugiej ręki.</p>
<p>Od &#8222;Magdalenki&#8221; los się do nich uśmiechał i zgotował im wszystkim zawrotne kariery w stylu prawdziwie amerykańskim, w których Mercedes z kierowcą to jedynie drobny szczegół. Z tych &#8222;Szesnastu Wspaniałych&#8221; tylko Lech Wałęsa i Edward Radziewicz nie dostąpili zaszczytu piastowania mandatu posła lub senatora, ale może żaden z nich nie ma podstaw, żeby się uważać za pokrzywdzonego. Wszyscy pozostali sprawowali mandaty poselskie lub senatorskie po kilka razy. Sześciu zostało dodatkowo ministrami, jeden premierem. Najwięcej godności i zaszczytów spadło na barki Lecha Kaczyńskiego, bo poza posłowaniem i senatorowaniem, był jeszcze Prezesem Najwyższej Izby Kontroli, dwukrotnie ministrem, prezydentem Warszawy i Prezydentem RP wreszcie.</p>
<p>Los zabrał z tego padołu Bronisława Geremka i Lecha Kaczyńskiego, ale pozostali &#8222;magdalenkowicze&#8221; mają się dobrze, a może nawet lepiej. Mają więc powody do satysfakcji, deal ze Stanisławem Cioskiem and Co. udał się całkiem, całkiem. A Polska? A Solidarność? A Ursus, którego interesów miał bronić Zbigniew Bujak? A Pafawag, Dolmel, Archimedes, Hutmen, FAT czy Fadroma, które udzielały schronienia i opieki Frasyniukowi? A Stocznia Gdańska &#8211; kolebka Solidarności? A Huta Lenina, która wypromowała Gila? A kopalnie?</p>
<p>30 lat temu, nad rankiem 15 grudnia, razem z Frasyniukiem, Piniorem, Bednarzem i Labudziną opuszczałem chyłkiem Pafawag, którego bramy akurat forsowało ZOMO. Wyprowadzano nas przez ogródki działkowe i podzielono na dwie grupy. Frasyniuk z Piniorem i Bednarzem poszli w jedną stronę i z Pafawagu przerzucono ich do Dolmelu,a potem dalej, do FAT-u i Hutmenu bo wszystkie te zakłady tworzyły dość zwarte fabryczne miasto.</p>
<p>Ja z Barbarą Labudziną odczekaliśmy do końca godziny policyjnej i wyruszyliśmy w miasto w poszukiwaniu kryjówki dla RKS. Ksiądz Biskup Adam Dyczkowski przebrał mnie w swoją kurtkę i czapkę i skierował do ks. dra Franciszka Głodzia, proboszcza kościoła św. Elżbiety przy ul. Grabiszyńskiej, gdzie na wieży kościelnej zainstalowaliśmy pierwszą podziemną siedzibę Zarządu Regionu &#8222;Dolny Śląsk&#8221;. I tak zaczęła się romantyczna przygoda walki podziemnej.</p>
<p>Ten romantyzm, z upływem miesięcy i lat płowiał i blakł. Rozchodziły się podziemne drogi, nad czym nieustannie pracowała Służba Bezpieczeństwa, ale największych spustoszeń dokonywała głupota, brak wyobraźni, dyscypliny i prostych zasad moralnych. To długa i patetyczna historia. Z Władysławem Frasyniukiem spotkałem się ponownie jesienią 1988, gdy Lech Wałęsa, z jego i innych pomocą, już zakładał nową Solidarność, kasował podziemne struktury i tworzył swoje.</p>
<p>Było to spotkanie &#8222;negocjacyjno &#8211; koncyliacyjne&#8221; między &#8222;starym&#8221;, podziemnym RKS, a nowym, już prawie naziemnym, RKW. Byłem oszołomiony zmianami, jakie zaszły w tym kiedyś prostolinijnym, sympatycznym młodzieńcu. W pewnym momencie tych &#8222;negocjacji&#8221; nie wytrzymałem i krzyknąłem: <em>&#8222;Człowieku! Opanuj się! Coś ty z siebie zrobił? A raczej co myśmy z ciebie zrobili?&#8230;.&#8221;</em></p>
<p>W kwietniu 1989, już po rejestracji nowego związku zawodowego pod starą nazwą, uczestniczyłem w wielkim zebraniu Solidarności na Politechnice Wrocławskiej, z udziałem Władysława Frasyniuka i szefa podziemnego RKS Marka Muszyńskiego. W swoim wystąpieniu powiedziałem: <em>&#8222;Apeluję do Wladysława Frasyniuka, żeby się zreflektował, bo działając tak, jak działa może i zyska fotel posła czy senatora, ale straci cały szacunek i uznanie rodaków, które swoją dotychczasową walką zyskał.&#8221;</em></p>
<p>Nie poszło tak prosto. Na wiosnę 1991, jako radny Rady Miejskiej Wrocławia ośmieliłem się publicznie wystąpić z wnioskiem o odwołanie radnego Frasyniuka (jednocześnie sprawującego mandat posła) z funkcji delegata Rady do Sejmiku Wojewódzkiego, a to na tej podstawie, że radny Frasyniuk opuścił już kolejnych 10 sesji Rady Miejskiej. Uznałem więc, że Frasyniuk tak specjalnie tym co robi Rada się nie przejmuje, nie widziałem więc dlaczego miałby ją reprezentować?</p>
<p>Za tę moją bezczelność zostałem poddany nieledwie orwellowskiej &#8222;godzinie nienawiści&#8221;, a moi koledzy-radni, po kolei, wstawali i bezlitośnie dawali odpór, nawet twierdząc, że aby dobrze reprezentować Radę wcale nie potrzeba uczestniczyć w jej pracach! Szczególnie utkwiło mi w pamięci wystąpienie pewnego mojego akademickiego kolegi, który wołał z trybuny: <em>&#8222;Postawa radnego Przystawy budzi we mnie wstręt i obrzydzenie moralne. Jak można krytykować takiego człowieka? A pan co zrobił dla miasta, ze ma pan czelność tak się wypowiadać?&#8221;</em></p>
<p>No, to się już zmieniło. Wątpię czy znajdzie się dzisiaj jakieś oficjalne czy nieoficjalne gremium, w którym nawet ostra i surowa krytyka Władysława Frasyniuka, byłaby uznana za coś niewłaściwego. Dzisiaj został mu już tylko nowy Maserati.</p>
<p>I, obawiam się, nie pomoże mu w tym najnowsze wydarzenie filmowe, obraz Waldemara Krzystka <strong><em>&#8222;80 milionów&#8221;</em></strong>. Recenzent miesięcznika &#8222;Kino&#8221;, ks. Andrzej Luter, napisał <em>&#8222;Wielką siłą filmu Krzystka jest prawda, z jaką przedstawia tamte czasy&#8221;</em>.</p>
<p>W książce Chestertona jest anegdota o proboszczu na kolacji u biskupa, któremu podano jajko nie całkiem nadające się do spożycia. &#8222;Księże Proboszczu, czyżby jajeczko było niedobre?&#8221; &#8222;Ależ owszem, Ekscelencjo, jest dobre, jest miejscami dobre&#8221;. I tak jest z historią opowiedzianą przez Waldemara Krzystka. Historia powoli odsłania swoje kulisy. Wczorajsi bohaterowie nie zawsze przy tym zyskują blasku.</p>
<p>Zatrzymałem się tutaj nad postacią wybitnego koryfeusza przemian ustrojowych, bo przypadkowo tak się składa, że jestem także świadkiem historii i świadkiem działań i zdarzeń, o których ogólnie nie wiele wiadomo. Mam takie nieodparte wrażenie, że zdrapanie lukrowanej polewy z publicznie sprzedawanych pozostałych figur &#8222;Wspaniałej Szesnastki&#8221; mogłoby wielu z nas głęboko rozczarować.</p>
<p>30 lat po 13 Grudnia Polsce potrzebny jest dostęp do prawdy nie lukrowanej, nie rocznicowej, nie bohaterskiej, nie protakiej i nie prosiakiej. Potrzebna nam jest trzeźwe spojrzenie na ludzi i ich czyny, przede wszystkim tych ludzi, którym chcemy powierzyć losy naszej Ojczyzny. <b>Potrzebne nam są jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Sejmu.</b></p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
<p class="foto">News Junkie Post (www.newsjunkiepost.com)</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/co-komu-zostao-z-tych-lat/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Program minimum? A może najpierw pierwszy krok?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/program-minimum-a-moe-najpierw-pierwszy-krok/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/program-minimum-a-moe-najpierw-pierwszy-krok/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 03 Dec 2011 08:55:49 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/12/03/program-minimum-a-moe-najpierw-pierwszy-krok/</guid>

					<description><![CDATA[Wybitni eksperci Centrum im. Adama Smitha (CAS) Cezary Kaźmierczak i Andrzej Sadowski, przedstawili na łamach Rzeczpospolitej (30.11.2011) swoją wizję niezbędnych]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1142" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/12/130.jpg" border="0" alt="J. Przystawa" title="J. Przystawa" align="left" width="700" height="467" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/12/130.jpg 700w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/12/130-300x200.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 700px) 100vw, 700px" />Wybitni eksperci Centrum im. Adama Smitha (CAS) Cezary Kaźmierczak i Andrzej Sadowski, przedstawili na łamach Rzeczpospolitej (30.11.2011) swoją wizję niezbędnych zmian ustrojowych <em>&#8222;bez których nie da się uwolnić potencjału naszego kraju&#8221;</em>. Ta &#8222;minimalna zmiana&#8221;, to jednak <span id="more-1143"></span>  całościowa reforma ustroju politycznego, a więc napisanie zupełnie nowej konstytucji, która wprowadziłaby:</p>
<p>(1) system prezydencki;<br /> (2) wybory w okręgach jednomandatowych<br /> (3) zasadniczą zmianę procesu legislacyjnego i<br /> (4) radykalną reformę sądownictwa.</p>
<p>Propozycja pp. Sadowskiego i Kaźmierczaka jest imponująca swoim rozmachem i zakresem, szczególnie na tle dyskusji i argumentów, jakie nieustannie wysuwane są przeciwko postulatowi Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Postulat nasz bowiem wielokrotnie oceniany był przez wybitnych ekspertów, jako postulat utopijny, ponieważ &#8211; ich zdaniem &#8211; nie do zrealizowania bez poprawki do Konstytucji i usunięcia z niej w art. 96 zapisu o proporcjonalności wyborów do Sejmu. Poprawienie natomiast Konstytucji, tylko w tym jednym punkcie, jest mrzonką, ponieważ partyjne koterie, które wypełniają kolejne polskie parlamenty, nigdy na to się nie zgodzą.</p>
<p class="note">Artykuł w Rzeczpospolitej: Andrzej Sadowski, Cezary Kaźmierczak <a href="http://www.rp.pl/artykul/9157,762086-Reformy-ustroju-politycznego-i-wymiaru-sprawiedliwosci.html">Minimum zmian, maksimum Polski</a> (30.11.2011)</p>
<p>Dlatego też wielu ludzi nam życzliwych, jak, między innymi eksperci CAS, uważają, że koniecznie trzeba pójść dalej i oprócz JOW w wyborach do Sejmu zażądać od razu wielu innych zasadniczych zmian &#8211; vide program minimum Kaźmierczaka i Sadowskiego. W krytyce postulatu Ruchu JOW pojawia się też zarzut, że &#8222;JOW w wyborach do Sejmu to nie jest panaceum&#8221;, pomimo, że Ruch nigdy swego postulatu za żadne panaceum nie uważał, a jedynie za miejsce, od którego należy zacząć poważną reformę państwa polskiego. Wygląda więc na to, że poszukiwanym &#8222;panaceum&#8221; to powinno być coś na wzór Programu Minimum ekspertów CAS.</p>
<p>Ruch JOW na początek naprawy państwa domaga się reformy systemu wyborczego na wzór Wielkiej Brytanii, a więc kraju, w którym, naszym zdaniem, postulowany przez nas system wyborczy sprawuje się optymalnie. Uważamy bowiem, że demokracji nie trzeba na nowo wymyślać, że w świecie jest wystarczająco wiele dobrych przykładów rozwiązań ustrojowych, które z powodzeniem mogłyby być zastosowane w Polsce. Jak dotąd  pomysły ustrojowe naszych rodzimych twórców demokracji przyniosły skutki raczej opłakane. Podobnie, jak sądzę, zdają się myśleć i eksperci CAS i dowodem jest ich artykuł w &#8222;Rzeczpospolitej&#8221;.</p>
<p>I tu zaczynają się nasze drogi rozchodzić. Na jakim bowiem sprawdzonym przykładzie chcą wzorować postulowany ustrój RP pp. Kaźmierczak i Sadowski? Postulują system prezydencki, więc chyba na Stanach Zjednoczonych, bo poza Stanami trudno jest inny dobry przykład znaleźć. Jednakże w USA prezydent nie jest wybierany w głosowaniu powszechnym, ale metodą pośrednią. Autorzy postulują też, żeby to tylko rząd, a więc prezydencka administracja miała prawo inicjatywy ustawodawczej, a Izba Poselska mogła tylko proponowane prawo przyjąć lub odrzucić. </p>
<p>No, to jest bardzo poważna różnica: w USA Administracja nie posiada inicjatywy ustawodawczej, władza wykonawcza jest konstytucyjnie ściśle oddzielona od władzy ustawodawczej. Od początków parlamentaryzmu, tak w Polsce, jak w Zjednoczonym Królestwie czy gdzie indziej, jego sens polegał na tym, że miało to być ciało ustawodawcze, tworzące i zatwierdzające prawo. Koncepcja specjalistów z CAS wydaje się w istotny sposób od tej tradycji odchodzić.</p>
<p>Następnie Autorzy postulują wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu. To bardzo ważny postulat i zgodny z tym, co Ruch JOW głosi od bez mała 20 lat. Jednakże Ruch nasz wyraźnie określa o jakie JOW nam chodzi. A co mają na myśli Kaźmierczak i Sadowski? JOW, jak w UK czy Kanadzie, czy może tak jak we Francji czy nawet w Australii? W UK dopiero co przeprowadzono referendum państwowe, w którym wyborcy mieli się wypowiedzieć czy chcą &#8222;starego&#8221; systemu brytyjskiego, FPTP, czy też bardziej wyrafinowanego systemu australijskiego AV? Skoro poważny kraj urządzą w tej sprawie referendum, to może jednak nie jest to bagatelna sprawa, lecz coś nad czym wypada się poważnie zastanowić?</p>
<p>Metodę brytyjską, częściowo, zastosowano w Polsce w ostatnich wyborach do Senatu. To zastosowanie jest jak odbicie w krzywym zwierciadle, szereg ważnych elementów tej procedury daleko odbiega od brytyjskiej praktyki wyborczej. Czy  Autorzy tekstu aprobują JOW z takimi deformacjami? Czy też wszystko jedno, jakie są elementy i parametry ordynacji (np. wielkość okręgów wyborczych, komitety wyborcze, wymogi rejestracyjne), a więc jak zwał tak zwał byle JOW w tytule miał?</p>
<p>Sprawę reformy systemu sądownictwa pominę, bo to temat rzeka. Tak się przy tym składa, że tam gdzie są JOW, to z reguły mamy sądy przysięgłych, ale eksperci CAS o tym nie piszą.</p>
<p><i>&#8222;Polska</i> &#8211; piszą Autorzy &#8211; <i>jeśli nie chce stoczyć się do &#8222;drugiego świata&#8221;, ugrzęznąć w stagnacji, musi wprowadzić proste, przejrzyste i łatwo egzekwowalne prawo. Resztę załatwią obywatele. Będzie to jednak niemożliwe, jeśli nie zmienimy chorego systemu politycznego, niefunkcjonującego wymiaru sprawiedliwości i nie pozbawimy biurokracji władzy, przeprowadzając deregulację.&#8221;</i></p>
<p>Wszystko racja, ale warto się umówić od czego zacząć? &#8222;Wprowadzić proste, przejrzyste i łatwo egzekwowalne prawo&#8221; może tylko Izba Ustawodawcza, a więc jakość tej Izby jest sednem sprawy. Biurokracja, deregulacja i wymiar sprawiedliwości to są wszystko pochodne tego jaki jest Ustawodawca. Może więc spróbujmy postawić najpierw pierwszy krok.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/program-minimum-a-moe-najpierw-pierwszy-krok/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Lekarz polski &#8211; obywatel</title>
		<link>https://koszalin7.pl/lekarz-polski-obywatel/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/lekarz-polski-obywatel/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2011 22:40:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/10/26/lekarz-polski-obywatel/</guid>

					<description><![CDATA[Czym jest inteligencja polska XXI wieku, kim są tworzący jej oficjalną czołówkę intelektualiści &#8211; to pytanie kołacze się nieustannie po]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1117" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/lekarze.jpg" border="0" alt="OZZL" title="OZZL" align="left" width="409" height="434" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/lekarze.jpg 409w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/lekarze-283x300.jpg 283w" sizes="auto, (max-width: 409px) 100vw, 409px" />Czym jest inteligencja polska XXI wieku, kim są tworzący jej oficjalną czołówkę intelektualiści &#8211; to pytanie kołacze się nieustannie po głowach pogrobowców I i II Rzeczypospolitej. Czy wysiłek najeźdźców i okupantów, którzy za cel zasadniczy postawili sobie wyniszczenie <span id="more-1118"></span>  i wykorzenienie tej warstwy społecznej, był tak skuteczny, że jeszcze dzisiaj, w 20 lat po tym, jak Armia Czerwona opuściła nasze terytorium, naród polski na próżno rozgląda się w poszukiwaniu sukcesorów tej warstwy społecznej, która tak chlubną rolę zapisała w odzyskaniu i budowaniu Niepodległej? Czy to możliwe, żeby z tej pięknej tradycji pozostało tylko to, co mamy dzisiaj: oddziały inteligenckich najemników, rozglądających się jedynie za dodatkowym zarobkiem, który by umożliwił im żyć na stopie, jaką uważają za godną ich aspiracji? Czyżby ogromny wzrost liczby studentów szkół wyższych produkować miał jedynie wielosettysięczne szeregi sfrustrowanych niedouczonych absolwentów, marzących jedynie o urządzeniu się gdzieś na Wyspach Brytyjskich, Ameryce, Kanadzie, Francji czy w innym kraju uchodzącym za odpowiedni do zrobienia finansowej kariery?</p>
<p>Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych od lat zwraca uwagę, na podstawową wadę ustrojową III RP, jaką jest korupcjogenna, naruszająca podstawowe prawa obywatelskie, powszechnie niezrozumiała i zniechęcająca do udziału w wyborach procedura wyborcza w wyborach do Izby Ustawodawczej. Uparcie przypominamy, że w tych wspomnianych, najważniejszych krajach tzw. Zachodu, parlamenty wybierane są zupełnie inaczej, że tam kandydować może każdy, że nie ma tych wszystkich komisji wyborczych, które potajemnie liczą głosy, że zasada wyboru jest równie prosta, jak proste jest publiczne liczenie głosów, a rezultatem tych wyborów są stabilne rządy, powstające na oczach wszystkich, bez partyjnych krętactw i przepychanek. Cała ta elementarna wiedza o wyborach w UK czy USA została przed oczami polskich inteligentów starannie ukryta, a podręczniki politologii i innych nauk społecznych, przez dziesięciolecia karmiły studentów naszych uczelni kłamstwem i dezinformacją. I, niestety, nadal to robią, ponieważ ten błąd ustrojowy, który rujnuje nasze państwo i życie polityczne, jest wygodny dla ludzi, którzy prawem kaduka przypisali sobie prawo decydowania i rozstrzygania o wszystkich sprawach ustrojowych, w tym przede wszystkim o zasadach, na jakich obywatele mają ich dopuszczać do sprawowania urzędów publicznych. I nie przeszkadza nic, że kolejne sondaże opinii publicznej pokazują, że większość Polaków nie życzy sobie takiego systemu wyborów, że chętnie widzieli by procedury, jakie od ponad 200 lat obowiązują gdzieś tam, na drugim końcu Europy i za Oceanem i nie przeszkadza nawet to, że zebrano prawie milion podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w tej sprawie…Nie ma popularnych publicystów, nie ma dziennikarzy telewizyjnych i radiowych, nie ma wybitnych analityków politycznych, nie ma profesorów prawa konstytucyjneego, politologii i socjologii, którzy na ten błąd ustrojowy zwracali by uwagę, polska inteligencja od tej sprawy odwraca się tyłem lub bokiem, sugerując, ze ma ważniejsze sprawy na głowie. Próby dotarcia do uznanych środowisk akademickich, do związków zawodowych, praktycznie do wszystkich organizacji politycznych i społecznych, jakie swoją pozycję zawdzięczają dobrym stosunkom z establishmentem politycznym nie przynoszą pozytywnego rezultatu. To, co oficjalnie przejęło spuściznę po wielkim Ruchu &#8222;Solidarność&#8221;, zapomniało, że &#8222;Solidarność&#8221; to był przede wszystkim ruch reformatorski, którego zasadniczym celem było przywrócenie podmiotowości obywatelowi, a nie wyszarpywanie kolejnych ochłapów z publicznej kasy.</p>
<p class="foto">Ryszard Kijak i Krzysztof Bukiel (Foto: M. Kijak)</p>
<p>W tym naszym wieloletnim pukaniu do inteligenckich polskich głów spotkała nas miła niespodzianka: 16 grudnia 2000 zostaliśmy zaproszeni na posiedzenie Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który podjął uchwałę domagającą się wprowadzenia w Polsce JOW do Sejmu. Od tej pory, przez całe dziesięciolecie, lekarze polscy zrzeszeni w OZZL towarzyszą nam i wspierają przy wszystkich podejmowanych akcjach, uczestniczą w manifestacjach, konferencjach i zjazdach. 19 października 2011 zostałem zaproszony na uroczystość XX  Lat OZZL. Przedstawiając historię Związku jego szef, dr Krzysztof Bukiel, wielokrotnie podkreślał ich zaangażowanie w tę wielką sprawę ustrojową, przypominał o wspólnych akcjach, zapewniał, że lekarze są świadomi wagi sprawy i nie zamierzają się wycofać. Krzysztof Bukiel i Sekretarz Generalny Związku dr Ryszard Kijak przygotowali piękną, prawie tysiącstronicowa kronikę OZZL pod tytułem &#8222;Dzieje i nadzieje Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy&#8221; z mottem &#8222;Kropla drąży skałę, nie przez swoją siłę, ale przez wytrwałość&#8221;. W tej książce, opisującej dwie dekady ich walki nie zabrakło miejsca dla Ruchu JOW.</p>
<p><i>I w gwiazdę ludów wierzę wśród zawiei &#8211;<br />  Przeciw nadziei!</i><br /> (Maria Konopnicka, 1887)</p>
<p>Siedząc na Sali i słuchając tych wszystkich budzących nadzieję wypowiedzi szukałem odpowiedzi na pytanie: dlaczego lekarze? Dlaczego nie nauczyciele, nie prawnicy, nie historycy, nie politolodzy i socjolodzy? Komuna wypracowała stereotyp lekarza: przekupnego, pazernego łapówkarza, któremu nie powinno się ufać i którego należy kontrolować na każdym kroku. Do umocnienia tego stereotypu przyczynili się politycy III RP. &#8222;Pokaż lekarzu, co masz w garażu!&#8221; &#8211; wykrzykiwał z trybuny sejmowej marszałek Sejmu, a do szpitali i gabinetów lekarskich wkraczali chłopcy w kominiarkach demonstrując, w świetle telewizyjnych kamer, jak bardzo nieprzekupna jest władza, jak bardzo zdemoralizowane środowisko lekarskie. Jakich więc przywilejów i intrat poszukiwać mogą tysiące lekarzy w OZZL, angażując się w sprawę, która do dzisiaj pozostaje tabu i przed którą zamknięte są wszelkie salony, nie tylko polityczne, ale telewizyjne i dziennikarskie?</p>
<p>Krzysztof Bukiel i Ryszard Kijak, kiedy zadaję im to pytanie, uśmiechają się tylko nieśmiało i dają do zrozumienia, że pytanie jest głupie, że sprawa jest oczywista i nie ma o czym mówić. I słuchając ich przypomina mi się inna uroczystość, w której miałem zaszczyt uczestniczyć kilka miesięcy temu na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie. Zamordowano tam, strzałem w tył głowy, 40 profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza i Politechniki Lwowskiej. Wśród nich, dziwnym i trudnym do zrozumienia trafem, 14 nazwisk, a więc 35%, to profesorowie medycyny: <i>Antoni Cieszyński</i>, chirurg, <i>Władysław Dobrzaniecki</i>, chirurg, <i>Jan Greg</i>, internista (zamordowany razem z żoną), <i>Jerzy Grzędzielski</i>, okulista, <i>Edward Hamerski</i>, prof. weterynarii, <i>Henryk Hilarowicz</i>, chirurg, <i>Witold Nowicki</i>, anatomopatolog i jego syn, także lekarz, <i>Jerzy Nowicki</i>, <i>Tadeusz Ostrowski</i>, chirurg (zamordowany razem z żoną), <i>Stanisław Progulski</i>, pediatra (zamordowany razem z synem), <i>Roman Rencki</i>, internista, <i>Stanisław Ruff</i>, chirurg (zamordowany razem z żoną i synem), <i>Włodzimierz Sieradzki</i>, profesor medycyny sądowej, <i>Adam Sołowij</i>, ginekolog (zamordowany razem z wnukiem). Prawie przy każdym z tych nazwisk znajdziemy adnotację: obrońca Lwowa 1918. A na środku Cmentarza Orląt znajdujemy grób generała profesora <i>Ludwika Rydygiera</i>, chirurga sławy światowej, organizatora i dowódcy służby medycznej obrony Lwowa.</p>
<p>Czyżby, jakimś tajemniczym i cudownym zrządzeniem losu, ten gen patriotyczny i obywatelski &#8211; tępiony i wykorzeniany przez 70 lat &#8211; przetrwał właśnie w środowisku lekarzy? A jeśli tak, to może, któregoś dnia, obudzi się i odżyje w innych środowiskach: nauczycieli, profesorów, pisarzy i publicystów, prawników i historyków? <i>Contra spem spero.</i></p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/lekarz-polski-obywatel/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak się pozbyć złego rządu?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/jak-si-pozby-zego-rzdu/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/jak-si-pozby-zego-rzdu/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 18 Oct 2011 13:57:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/10/18/jak-si-pozby-zego-rzdu/</guid>

					<description><![CDATA[Politolog brytyjski, Michael Pinto-Duschinsky, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie, przeanalizował wyniki wyborów parlamentarnych, jakie w okresie od roku 1945 do 1999]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1114" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/przystawa_01.jpg" border="0" alt="Foto 1" title="Foto 1" align="left" width="640" height="427" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/przystawa_01.jpg 640w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/przystawa_01-300x200.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 640px) 100vw, 640px" />Politolog brytyjski, Michael Pinto-Duschinsky, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie, przeanalizował wyniki wyborów parlamentarnych, jakie w okresie od roku 1945 do 1999 odbyły się  w siedmiu krajach uważanych za &#8222;dojrzałe demokracje&#8221;, a więc w Niemczech, Japonii, Włoszech, Szwajcarii, Belgii, <span id="more-1116"></span>  Holandii i Szwecji. W artykule zatytułowanym <i>&#8222;Send the rascals packing: Defects of proportional representation and virtues of the Westminster Model&#8221;</i> (<i>Niech łobuzy pakują manatki: wady systemu proporcjonalnego i zalety modelu westminsterskiego</i>) wykazał, że obywatele tych krajów w badanym półwieczu 103 razy szli do wyborów parlamentarnych, ale tylko w 6 przypadkach, a więc mniej niż 6% wszystkich, w wyniku wyborów doszło do zmiany koalicji rządzącej!</p>
<p>Jest to wniosek tym bardziej ciekawy, że dotyczy takich krajów, jak Włochy, gdzie w tym samym czasie rządy zmieniały się częściej niż raz na rok, były to jednak zawsze przetasowania w ramach rządzących elit, bez udziału wyborców.  Przeciwnicy wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) często wysuwają „argument straconego głosu”, że jakoby wybory takie zmuszają wyborców do oddawania głosów nie na tych kandydatów, którzy im się podobają, tylko na tych, którzy – ich zdaniem – mają największe szanse.</p>
<p class="foto"><b>Foto 1.</b> Prof. Jerzy Przystawa podczas manifestacji w Warszawie, 6 października 2011.<br /><b>Foto 2.</b> Porównanie wyników wyborów 2007-2011.</p>
<p>Jeśli tylko 6 razy na 103 obywatelom udało się przy pomocy kartki wyborczej zmienić układ rządzący, to Pinto-Duschinsky konkluduje, że w systemie „wyborów proporcjonalnych” całe wybory są stracone i wyborcy niepotrzebnie fatygują się do urn! Jak pokazuje doświadczenie, w krajach, w których wybory odbywają się w brytyjskim (westminsterskim) systemie wyborczym, przeciętnie co drugie wybory przynoszą zasadniczą zmianę partii rządzącej.</p>
<h3>Triumf wyborczy Donalda Tuska  i status quo</h3>
<p>Polskie wybory parlamentarne 9 października 2011 w pełni tę konkluzję brytyjskiego politologa potwierdzają. Porównajmy wyniki wyborów z roku 2007 z ostatnimi.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1115" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/przystawa_02.jpg" border="0" alt="Foto 2" title="Foto 2" align="left" width="500" height="200" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/przystawa_02.jpg 500w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/10/przystawa_02-300x120.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px" />Wynik ten ogłoszony został jako wielki triumf Platformy Obywatelskiej i rządzącej koalicji PO-PSL. Jak widzimy z powyższej tabeli koalicja zmniejszyła swój stan posiadania z 240 mandatów poselskich w roku 2007 do 235, aczkolwiek daje jej to nadal bezwzględną większość w Sejmie. Jednakże, kiedy dodamy procenty głosów poparcia, to zauważymy, że większość biorących udział w wyborach, dokładnie 52,48%,  głosowała PRZECIW tej koalicji! W liczbach bezwzględnych wygląda to nie najlepiej: na 14,9 mln głosujących (frekwencja wyborcza wyniosła zaledwie 48,92%), ZA koalicją głosowało 6,4 mln; PRZECIW 7,8 mln i 0,7 mln oddało głosy nieważne.</p>
<p>Mamy zatem 8,5 mln głosujących, którym się koalicja specjalnie nie podoba i jedynie 6,4 mln, którzy ją poparli. 6,4 mln to zaledwie 21% wszystkich polskich wyborców, więc te surmy triumfalne są trochę na wyrost. Wszystko to potwierdza konkluzję Michaela Pinto-Duschinsky’ego, że tak czy siak, mamy status quo, a więc wyborcy mogli równi dobrze pozostać w domach.</p>
<h3>Ale pojawiła się rezerwa strategiczna!</h3>
<p>Tą rezerwą jest Ruch Palikowa, formacja wypromowana w ciągu kilku miesięcy przez intensywną kampanię medialną. Socjotechnicy Platformy zdają sobie sprawę, że tzw. ordynacja proporcjonalna jest mechanizmem, który preferuje podział, a więc, że często się opłaca podzielić na dwa ugrupowania &#8211; pozornie konkurujące &#8211; bo w efekcie można zdobyć więcej mandatów. I tak Janusz Palikot, poseł PO od roku 2005, wiceprzewodniczący jej Klubu Parlamentarnego i członek Prezydium PO, na początku roku 2011 wystąpił z partii, oddał mandat parlamentarny i ogłosił założenie nowej partii. Inicjatywa ta była <i>a la longue</i> wspomagana hałaśliwą kampanią medialną, nagłaśniająca wulgarne i prostackie prowokacje Palikota.</p>
<p>Nie ma wątpliwości, że Janusz Palikot, milioner i producent wódek, jeszcze kilka miesięcy temu jeden z czołowych polityków Platformy, to bezideowy i cyniczny prowokator. Studiował filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i karierę polityczną zamierzał rozwijać jako przedstawiciel nurtu chrześcijańskiego pod skrzydłami Kościoła. Zainwestował pieniądze w wydawanie chrześcijańskiego (katolickiego?) tygodnika &#8222;Ozon&#8221;, tworząc środowisko &#8222;Czterech R: Religia, Rodzina, Rozsądek i Rynek&#8221;.</p>
<p>W jego piśmie publicystami byli katoliccy celebryci, jak np. uchodzący za osobistego przyjaciela Jana Pawła II prowincjał Zakonu O.O. Dominikanów w Polsce Maciej Zięba i inni. Dzisiaj, zaraz po wyborach, pierwszym żądaniem Ruchu Palikota jest usunięcie krzyża z Sali Plenarnej Sejmu RP! Od razu też oświadczył, że jego Ruch będzie sojusznikiem Platformy Obywatelskiej i, na dodatek, całkowicie bezinteresownym, bo nie będzie się domagał żadnych stanowisk w rządzie!</p>
<p>To jest altruizm wprost niesłychany w świecie politycznym. Jedyny przypadek podobnego altruizmu dał nam ongiś Sekretarz Generalny SLD Krzysztof Janik, który, na konferencji Ruchu JOW w Tarnowie, zapewnił nas, ze gdyby wprowadzono JOW, to SLD wziął by co najmniej 420 mandatów w Sejmie, a nie czyni tego tylko dlatego, że SLD nie jest  partią samolubną i chce, żeby inni też mieli udział we władzy!</p>
<p>To salto polityczne, od KUL do żądania usuwania krzyży z miejsc publicznych, podkreśla dodatkowo zbiorowisko osób, które z listy Palikota uzyskały mandaty poselskie. Są to ludzie praktycznie nieznani, jedynymi rozpoznawalnymi nazwiskami są Robert Biedroń &#8211; manifestacyjny, skandalizujący homoseksualista i transwestytka Anna Grodzka. Innym, który skandalizując zdobył mandat jest Tomasz Makowski z Ełku, który prowadził kampanię wyborczą paradując w koszuli z napisem &#8222;Jestem gejem. Kocham Bronka&#8221;. Taka &#8222;rezerwa strategiczna&#8221; bez wątpienia przyda się Donaldowi Tuskowi w trudnych czasach, jakie nas czekają.</p>
<h3>Prawo i Sprawiedliwość ofertą alternatywną?</h3>
<p>Leitmotivem zwycięskiej kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej w roku 2007 było &#8222;odsunąć Kaczyńskich i PiS od władzy&#8221;. Sukces ten był możliwy w wyniku autodestrukcji koalicji rządzącej i licznym kontrowersyjnym posunięciom premiera Jarosława Kaczyńskiego i jego brata &#8211; prezydenta RP. Wydawało się, że Katastrofa Smoleńska, a w niej śmierć Prezydenta i licznych członków elity politycznej związanej z PiS, ponownie przechyliła szalę politycznych sympatii na stronę Jarosława Kaczyńskiego i otworzyła przed nim szansę na objęcie urzędu po Lechu. </p>
<p>Niestety, Jarosław Kaczyński nie wykorzystał tej szansy. Głównym motywem parlamentarnej kampanii wyborczej PiS, która rozpoczęła się praktycznie zaraz po wyborach prezydenckich 2010, było przywrócenie Jarosława na urząd premiera i w całym kraju pojawiły się gigantyczne bilbordy &#8222;Premier &#8211; Jarosław Kaczyński&#8221;. Towarzyszyła temu brutalna retoryka przedstawiająca rząd i Donalda Tuska osobiście, jako odpowiedzialnych za katastrofę i śmierć Prezydenta.</p>
<p>Powstawało wrażenie, że pierwszym działaniem ewentualnego rządu PiS będzie ukaranie winnych, którzy już, w jawnej bądź zawoalowanej formie, zostali wskazani. W tej retoryce Polska została podzielona na dwa wrogie obozy: obóz prawdziwych polskich patriotów &#8211; a więc PiS &#8211; i obóz wrogów polskości i wszystkiego co polskie, a więc wszystkich nie łączących się z PiS.</p>
<p>Jak widzimy po wynikach wyborów, te działania przyniosły skutek raczej odwrotny do zamierzonego: w liczbach bezwzględnych PiS stracił ponad 700 tysięcy wyborców (5 183 261 w roku 2007 i 4 461 646 w roku 2011), a więc przeszło 14%.. Wprawdzie Platforma na tym bezpośrednio nie zyskała, ale zyskał Ruch Palikota, a ponad 16 mln wyborców pozostało w domach (ok. 1,5 mln więcej niż w roku 2007).</p>
<p>W trudny okres kryzysu światowego, kryzysu światowych finansów i bankowości, trzeszczącej w posadach  Unii Europejskiej i upadającego autorytetu Stanów Zjednoczonych, Polska wchodzi z nie budzącą zaufania elitą polityczną, która do tej pory nie potrafiła wykazać się umiejętnością rozwiązywania nabrzmiałych problemów społecznych. Stare, postkomunistyczne struktury SLD i PSL schodzą pomału ze sceny politycznej, ich jedyny cel to obrona wywalczonych beneficjów transformacji ustrojowej. PO-PiS wygląda na trwale podzielony, a jego elity nie są w stanie sprostać wyzwaniom czasu.</p>
<p>Jedynym, rzucającym się w oczy &#8222;sukcesem&#8221; Platformy Obywatelskiej są przygotowania do Euro-2012 i być może wszystkie te gigantyczne stadiony piłkarskie będą na czas gotowe. Nie jest jasne, jakie korzyści odniesie z tego Polska i jej mieszkańcy. Od roku 2007 polski dług publiczny wzrósł o przeszło 250 miliardów złotych (ok. 100 miliardów dolarów) i część tego długu to z pewnością te międzynarodowe igrzyska, rozdęte do granic absurdu. Na razie klniemy, ale cierpimy cierpliwie: Polski, ani samochodem, ani pociągiem, w żadną stronę przejechać się nie da. &#8222;Polska w budowie&#8221; &#8211; to hasło kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej. Mamy złe tradycje z takimi budowami na zamówienie polityczne: na drugi dzień po oddaniu do użytku, trzeba je rozbierać i poprawiać.</p>
<p>Wybory 2011 nie przyniosły żadnej zmiany. Polska potrzebuje zmiany i potrzebuje alternatywy. Żadna z obecnych partii politycznych nie napawa optymizmem. Konieczna jest reforma systemu wyborczego, aby odblokować zamkniętą scenę polityczną, rozpocząć proces generowania autentycznej, potrzebnej nam elity. Potrzebne są jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Sejmu, w małych okręgach wyborczych, z równym dla wszystkich prawem do kandydowania. Potrzebny jest westminsterski system wyborczy.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/jak-si-pozby-zego-rzdu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pasterze i owce</title>
		<link>https://koszalin7.pl/pasterze-i-owce/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/pasterze-i-owce/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 29 Aug 2011 20:56:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/08/29/pasterze-i-owce/</guid>

					<description><![CDATA[Z okazji Święta Matki Boskiej Częstochowskiej, na temat zbliżających się wyborów parlamentarnych, wypowiedział się sam Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Na]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1080" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/08/pelczar.jpg" border="0" alt="J. Pelczar" title="J. Pelczar" align="left" width="450" height="594" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/08/pelczar.jpg 450w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/08/pelczar-227x300.jpg 227w" sizes="auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px" />Z okazji Święta Matki Boskiej Częstochowskiej, na temat zbliżających się wyborów parlamentarnych, wypowiedział się  sam Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Na razie tylko wstępnie i ogólnie, ale  wysunął pokrzepiające przypuszczenie, że prawdopodobnie w komunikacie po obradach <span id="more-1081"></span>  Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze pojawią się już bardziej precyzyjne wskazania dotyczące wyborów. <i>Udział w wyborach jest wyrazem naszego zaangażowania. Łatwo jest narzekać, natomiast chorobą jest bierność, pasywność społeczna. Twórcza rola każdego z nas, wyborców, polegać powinna zarówno na dobrym wyborze kandydata, człowieka fachowego, przygotowanego do zadań, ale i etycznie wiarygodnego</i>.</p>
<p>Zdaniem Księdza Arcybiskupa: <i>pytanie o twórczą obecność, zaangażowanie społeczeństwa w tych wyborach powinno iść w kierunku wsparcia ludzi i ugrupowań, niekoniecznie silnych liczbowo, ale tych, które mają ludzi rzeczywiście wiarygodnych, i którzy wystawią tych, którzy budzą nadzieję, że wypełnią zobowiązania. U podstaw naszych wyborów powinny stanąć kryteria: fachowości, przygotowania, uczciwości oraz etyki</i>.</p>
<p>Arcybiskup przestrzegł przed &#8222;przypisywaniem niektórych biskupów do niektórych partii politycznych&#8221;. &#8222;Od tego zawsze się odcinamy&#8221;. Jak zauważył,  rozmowa z jakimś politykiem nie oznacza, że konkretny biskup się z nim utożsamia, że utożsamia się z linią tej czy innej partii. „Ideałem jest rozmawiać, a nie odwracać się od człowieka innych przekonań”.</p>
<p class="foto">Biskup przemyski Józef Sebastian Pelczar, święty Kościoła (kanonizowany przez papieża Jana Pawła II w maju 2003 roku), jeden z sygnatariuszy Listu Biskupów Polskich w sprawie ordynacji wyborczej z 1913 roku.</p>
<p>Ta wypowiedź Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski wpisuje się w dwudziestoletnią już tradycję niezłomnego przekonywania wiernych, że jedyne co powinni zrobić w kwestii wyborów, to pójść gremialnie do urn i głosować. Oczywiście, na ludzi spełniających kryteria, jakie Ich Ekscelencje nieustannie przypominają. Innymi słowy, zdaniem naszych Pasterzy, odpowiedzialność za to, że polska demokracja kiepsko funkcjonuje, spada na wyborców, którzy nie angażują się twórczo, i nie ma związku  z wadliwymi instytucjami ustrojowymi, wyprodukowanymi przy Okrągłym Stole. Z drugiej strony, jest rzeczą możliwą, że Episkopat Polski instytucji tych wcale za ułomne nie uważa, nigdy przecież dotąd nie wypowiedział się oficjalnie w sprawie ordynacji wyborczej. Mamy więc prawo sądzić, że zdaniem naszych dzisiejszych Hierarchów, procedura wyborcza jest albo dobra, albo bez znaczenia. Istnieje też jeszcze inna interpretacja: ordynacja wyborcza, to polityka, a od polityki Kościół winien się trzymać jak najdalej. Taką opinię słyszałem wielokrotnie z ust wielu biskupów, z jakimi miałem okazję wymieniać na ten temat poglądy.</p>
<p>Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, inaczej bywało. Biskupi polscy, prawie 100 lat temu, tak się publicznie wypowiedzieli w sprawie prawa wyborczego:</p>
<p class="citate">Jakkolwiek reforma wyborcza jest aktem politycznym, nie jest nim jednak wyłącznie. Nowy bowiem ustrój prawa wyborczego wydaje ze siebie prawodawców, którzy za pomocą władzy ustawodawczej wpływać mogą i wpływać będą na wszystkie dziedziny życia kościelnego, narodowego, kulturalnego, społecznego i moralnego, a szczególnie na przyszły kierunek wychowania publicznego. Tym samym reforma wyborcza w te wszystkie dziedziny wkracza i z nimi się łączy. Do nas więc, jako stróżów praw wiary w tych dziedzinach należy pytać i badać, o ile do ich zdrowego rozwoju proponowany ustrój prawa wyborczego dopomaga, albo też w uprawnionym rozwoju przeszkadza lub nawet go niszczy.</p>
<p>Przypomnieć wypada także i to, że list ten podpisali biskupi, którzy w sposób wybitny i szczególny zapisali się w historii Kościoła i Polski, w tym  biskup krakowski książę Adam Sapieha, i wyniesieni już na ołtarze św. Józef Bilczewski, arcybiskup lwowski oraz św. Józef Pelczar, biskup przemyski.</p>
<p>Gdyby tylko brakowało odpowiedniej, klarownej artykulacji wad polskiego systemu wyborczego, to wydawałoby się, że nasi Pasterze nie mogą przejść do porządku dziennego nad taką oficjalną, wygłoszoną z trybuny sejmowej, wypowiedzią dzisiejszego premiera, a wówczas wicemarszałka Sejmu:</p>
<p class="citate">Jeśli Polacy dzisiaj tak nisko cenią własne przedstawicielstwo, także naszą Izbę, to nie tylko ze względu na jakość pracy, ale także z tego pierwotnego powodu, jakim jest poczucie niepełnego uczestnictwa, często fałszywego, zafałszowanego uczestnictwa obywateli w akcie wyborczym. Polacy od lat mają przekonanie &#8211; i to przekonanie narasta &#8211; że dzień, w którym wybierają swoich parlamentarzystów, jest tak naprawdę dniem wielkiego oszustwa polskiego wyborcy przez aparaty partyjne.</p>
<p>Ksiądz Arcybiskup i Jego Prześwietni Koledzy, wydają się nie dostrzegać, że wybory do Sejmu odbywają się, de facto, w dwóch turach: najpierw jest ta główna i ważniejsza, w której wspomniane przez Donalda Tuska &#8222;aparaty partyjne&#8221;, sporządzają  partyjne listy kandydatów, a wyborcom pozostaje już tylko ta druga tura, mniej ważna, która jest jedynie głosowaniem na wybrane przez kogo innego osoby!</p>
<p>Na pozór, wydawać by się mogło, że ta wstępna procedura selekcji kandydatów powinna jedynie ułatwić wyborcom decyzję, żeby już nie musieli sobie tak strasznie łamać głów nad tym, kto jest wart mandatu, a kto nie wart. Na chwilę obecną zarejestrowanych jest 19 komitetów wyborczych, które mają prawo wysunięcia kandydatów do Sejmu. To jest bardzo ciekawa forma pomocy obywatelom, w wielu innych krajach, jak np. w USA, UK, Kanadzie czy  Australii, zupełnie nieznana. Tam, być może, na takie &#8222;procedury ułatwiające&#8221; jeszcze nie wpadli.</p>
<p>Otóż  każdy z tych komitetów przeprowadził już straszną pracę, żeby znaleźć ok. 1000 godnych kandydatów, w tym ok. 350 najbardziej godnych tego pań! Razem daje to, jak widzimy ok. 20 tysięcy kandydatów, w tym 7 tysięcy przedstawicielek płci odmiennej. Praca tytaniczna, prawdziwa łapanka na ludzi, osobliwie na damy! Jak to podzielimy na 41 okręgów wyborczych, to wyjdzie nam po ok. 450 kandydatów na jednego wyborcę. Niestety, to jest i tak strasznie dużo i przed każdym wyborcą stoi nie lada zadanie, jak wśród nich znaleźć tego jednego &#8222;dobrego, fachowego, przygotowanego do zadań i jeszcze etycznie wiarygodnego&#8221;? </p>
<p>Czy Ich Ekscelencje nie mogłyby pójść dalej i po prostu wskazać nam, na kogo z tych prawie pięciu setek oddać głos? Jak bowiem mamy się wśród tego mnóstwa zorientować, skoro wybory już za miesiąc, a listy nadal są nieznane, a nawet, co gorsza, nawet &#8222;wyborcza łapanka&#8221; nie została zakończona? Za kilka dni ta trudna procedura zostanie zamknięta, ale czy jeden miesiąc wystarczy nam na rozpoznanie godne katolików? Wiszą wprawdzie po całej Polsce gigantyczne bilbordy wyborcze, ale jest na nich zaledwie kilka najbardziej znanych twarzy i ma się to nijak do tych 20 tysięcy, przy których wyborcy mają prawo postawić tylko jeden krzyżyk.</p>
<p>Niestety, Biskupi Polscy XXI wieku pozostają głusi na głosy obywatelskie domagające się zmiany tego stanu rzeczy. Ignorują pisane do nich listy i apele, aby chociaż zechcieli zażądać otwartej debaty obywatelskiej nad polskim systemem wyborczym. Nie dawno, kandydujący na senatora, były Przewodniczący Kolegium Rektorów Akademickich Szkół Polskich, prof. Tadeusz Luty, powiedział publicznie, że środowiska akademickie od wielu lat domagają się zmiany i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Co tu przywoływać Profesora Lutego: sam Premier oświadczył w telewizji, że praktycznie nie sypia, tak bardzo chciałby wprowadzenia JOW do Sejmu, ale &#8222;wszyscy są przeciwko niemu&#8221;! Ale kim są ci &#8222;wszyscy&#8221;, którzy nie chcą Premierowi pomóc?</p>
<p>Przeglądając uważnie polską scenę polityczną zobaczymy, że głównymi na niej wrogami JOW są Aleksander Kwaśniewski, Adam Michnik i Jarosław Kaczyński. No, może jeszcze Prezes Pawlak. Czy to z nimi raczej trzymają Ich Ekscelencje Biskupi niż z obywatelami, którzy parę lat temu złożyli prawie milion podpisów pod wnioskiem o referendum narodowe w sprawie ordynacji wyborczej? Te podpisy zostały całkowicie zlekceważone przez Sejm i Senat, poszły na przemiał, zanim odbyła się nad tym wnioskiem jakakolwiek debata parlamentarna, aczkolwiek taki jest wymóg Świętego Pisma Polskiej Demokracji, jaką jest Konstytucja Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie zabrali w tej sprawie głosu biskupi, ignorując zarówno &#8222;twórczą obecność i zaangażowanie społeczne obywateli&#8221; &#8211; jakich bez wątpienia wymagała ta gigantyczna akcja obywatelska, którą Donald Tusk nazwał &#8222;największym przedsięwzięciem politycznym w Polsce od roku 1989&#8221;.</p>
<p>Procedury wyborcze zapisane w dzisiejszym Kodeksie Wyborczym i dotychczasowych ordynacjach sprowadziły obywateli polskich do statusu pańszczyźnianego chłopstwa. Tak było w I Rzeczypospolitej, że tylko szlachcic miał prawo kandydowania. Ale w III Rzeczypospolitej nie ma nawet szlachty uprawnionej do kandydowania, są tylko oligarchowie &#8211; partyjni baroni, którzy prawem kaduka sporządzają listy wyborcze. I nawet Księża Biskupi do tego zacnego grona nie należą. Dzisiaj zatem zarówno owieczki, jak i ich Pasterze, do tego statusu zostali zredukowani. Ciekawe, jak długo musimy jeszcze czekać, żeby Episkopat Kościoła Katolickiego w Polsce, któremu ufają miliony Polaków, zechciał te podstawowe sprawy zauważyć i upomnieć się o obywatelski status swój i powierzonych Jego pieczy owieczek?</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/pasterze-i-owce/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Andrzej Lepper &#8211; polityk, który nie &#8222;włanczał&#8221;</title>
		<link>https://koszalin7.pl/andrzej-lepper-polityk-ktory-nie-qwanczaq/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/andrzej-lepper-polityk-ktory-nie-qwanczaq/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Aug 2011 18:35:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW]]></category>
		<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/08/11/andrzej-lepper-polityk-ktory-nie-qwanczaq/</guid>

					<description><![CDATA[W rozmowach, jakie miałem okazję z nim przeprowadzić, prezentował mi się jako człowiek kulturalny, inteligentny i mówiący dobrze po polsku.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1071"></span><br />
W rozmowach, jakie miałem okazję z nim przeprowadzić, prezentował mi się jako człowiek kulturalny, inteligentny i mówiący dobrze po polsku. Przypominam sobie nawet jakąś audycję radiową, krytyczną w odniesieniu do Andrzeja Leppera, w której dziennikarz zauważył, że jest to jeden z nielicznych polskich polityków, który &#8222;włącza&#8221;, a nie &#8222;włancza&#8221; i &#8222;wyłącza&#8221; zamiast &#8222;wyłanczać&#8221;. Będzie brakowało polityka, który miał serce do walki i energicznie szukał sposobu zerwania więzów, jakimi, już na ponad dwie dekady, spętały Polskę tzw. porozumienia Okrągłego Stołu.</p>
<p>Andrzej Lepper jest dzisiaj chowany z honorami państwowymi, trochę też przycichł medialny szum wokół tej niespodziewanej śmierci i mogę sobie pozwolić na dorzucenie kilku osobistych spostrzeżeń na temat tej nietuzinkowej postaci politycznej III RP.</p>
<p>Na wiosnę 1995, na przełomie marca i kwietnia, Andrzej Lepper przyjechał do Wrocławia, aby porozmawiać ze mną na temat ordynacji wyborczej i perspektyw, jakie otwiera zajęcie się tą sprawą. Nasza rozmowa była długa, a w jej rezultacie lider Samoobrony zaprosił mnie na Walny Zjazd do Warszawy w dniu 5 maja. Poprosił mnie też o napisanie wstępniaka – artykułu programowego na temat jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu (JOW), który miał się okazać na czołówce nowego pisma, jakie Samoobrona miała zacząć wydawać.</p>
<p>Artykuł, zgodnie z zamówieniem napisałem, nazywał się chyba &#8222;Ordynacja jak Niepodległość&#8221;, na Zjazd przyjechałem. W wielkiej Sali Związku Nauczycielstwa Polskiego wygłosiłem przemówienie, które zostało wręcz entuzjastycznie przyjęte, a postulat JOW zaakceptowany, jako zasadniczy postulat programowy Samoobrony.</p>
<p>Niestety, jak to w polityce, mój artykuł w druku się nie pojawił, nowe pismo też chyba się nie ukazało. Przy okazji, będąc w lipcu w Warszawie, postanowiłem zajrzeć na Długą, do siedziby Samoobrony i zasięgnąć języka. Trafiłem na zjazd wielkiego zarządu &#8222;S&#8221; (dobrze ponad 100 osób) i popis niejakiego Gerarda Abramczyka, który był wówczas przedstawiany w prasie jako &#8222;treser prezydentów&#8221;.</p>
<p>I nie bez kozery, bo sam p. Abramczyk, posługując się uroczym polsko-amerykańskim wolapikiem, przedstawiał się tam, jako gość, który potrafi konia wytresować na senatora czy prezydenta, co, podobno, wielokrotnie już mu się w Ameryce udało. I po takim dictum przechodził spokojnie do <i>ja tu w Polska szukać prawdziwy patryjot i to się udać, kiedy ja spotkać Andrzej Lepper</i> i tak dalej w tym duchu. Twarze zgromadzonych na Sali chłopów i bab były oszołomione ale najbardziej przejęty był potencjalny kandydat na Prezydenta RP, bo zaczynała się właśnie kolejna kampania o fotel prezydencki.</p>
<p>Odbyliśmy długą rozmowę, w której próbowałem odwieść Andrzeja Leppera od kandydowania, gdyż byłem przekonany, że jego szanse są zerowe i nie pomoże nawet geniusz treserski Abramczyka. Podsunąłem mu natomiast inny pomysł: we Wrocławiu akurat pojawił się wakat na fotelu senatora, ponieważ umarł prof. Rot. Uważałem, że gdyby postawił na ulicach Wrocławia wszystkie te chętne do pracy baby i chłopów, to miałby wielką szansę zdobyć mandat w wyborach uzupełniających. Etat senatora otworzyłby przed nim szerzej drzwi do prezydentury. Gdyby jednak takie przedsięwzięcie się nie udało, to byłby czysty zysk, gdyż pokazałby mu, ze nie ma czego szukać w walce o prezydenturę.</p>
<p>Niestety, moja perswazja na nic się nie przydała. Szef Samoobrony był już zafascynowany perspektywami, jakie roztaczał przed nim Abramczyk. Z niesmakiem odrzucił propozycję kandydowania na senatora i zaproponował to mnie! Odpowiedziałem, że kandydatem na senatora z ramienia Samoobrony powinien być autentyczny chłop (albo baba), a nie jakiś akademicki inteligencik i moje wystąpienie w takiej roli byłoby całkiem niestosowne.</p>
<p>Na tym kontakty Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW z Samoobroną uległy zawieszeniu na całe 5 lat. Ich krótkie odnowienie nastąpiło podczas kolejnej kampanii prezydenckiej roku 2000. Tak się złożyło, że Ośrodek Badania Publicznej i jakieś inne sondażownie wybrały sobie miasto Nysę na miejsce &#8222;prawyborów prezydenckich&#8221;. Skorzystaliśmy z okazji i zorganizowaliśmy tam konferencję ogólnopolską, na którą zaprosiliśmy wszystkich kandydatów na prezydentów, aby publicznie przedstawili swój stosunek do postulatu JOW.</p>
<p>Z tego zaproszenia skorzystali prawie wszyscy ówcześni kandydaci na Urząd Prezydenta, poza najważniejszymi, a więc Aleksandrem Kwaśniewskim i Marianem Krzaklewskim. Tych ostatnich uczestnicy konferencji mieli możność &#8222;atakować&#8221; na ulicach Nysy. Natomiast Andrzej Lepper wystąpił z wielką swadą i animuszem i zapewniał nas solennie, że jest zwolennikiem JOW i będzie ten postulat popierał ze wszystkich sił!</p>
<p>Warto może dodać, że spośród zaproszonych kandydatów tylko Jan Łopuszański odniósł się do postulatu JOW z rezerwą &#8211; wszyscy pozostali zdecydowanie postulat JOW poparli. W przeddzień konferencji pojawił się u nas sam dyrektor Biura Wyborczego Andrzeja Olechowskiego i poinformował, że sondaż telefoniczny, przeprowadzony przez nich wśród mieszkańców Nysy wykazał 80% poparcia dla idei JOW! Nota bene, podobny rezultat przyniósł oficjalny sondaż, zorganizowany razem z tymi &#8222;prawyborami&#8221; przez Ośrodek Badań Wyborczych, gdzie głosujący w &#8222;prawyborach&#8221; byli proszeni o odpowiedź na pytanie czy są za, czy przeciw JOW.</p>
<p>W następnych latach nie odnotowaliśmy już większego zainteresowania Andrzeja Leppera problematyką JOW. W rozmowach, jakie miałem okazję z nim przeprowadzić, prezentował mi się jako człowiek kulturalny, inteligentny i mówiący dobrze po polsku. Przypominam sobie nawet jakąś audycję radiową, krytyczną w odniesieniu do Andrzeja Leppera, w której dziennikarz zauważył, że jest to jeden z nielicznych polskich polityków, który &#8222;włącza&#8221;, a nie &#8222;włancza&#8221; i &#8222;wyłącza&#8221; zamiast &#8222;wyłanczać&#8221;.</p>
<p>Będzie brakowało polityka, który miał serce do walki i energicznie szukał sposobu zerwania więzów, jakimi, już na ponad dwie dekady, spętały Polskę tzw. porozumienia Okrągłego Stołu.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
<p class="note"><strong>JERZY PRZYSTAWA</strong>, profesor fizyki teoretycznej, kierownik Zakładu Teorii Fazy Skondensowanej w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego, obecnie na emeryturze. Inicjator Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Autor książek: <i>Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski</i> (z M. Dakowskim); <i>Otwarta księga. O Jednomandatowe Okregi Wyborcze</i> (z R. Lazarowiczem); <i>Nauka jak Niepodległość. O sytuacji polskiego nauczyciela</i>; <i>Trans Atlantic. Felietony nowojorskie</i>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/andrzej-lepper-polityk-ktory-nie-qwanczaq/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przesłanie Michała Falzmanna</title>
		<link>https://koszalin7.pl/przesanie-michaa-falzmanna/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/przesanie-michaa-falzmanna/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 Jul 2011 17:49:24 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/07/21/przesanie-michaa-falzmanna/</guid>

					<description><![CDATA[Przeszło, minęło całe pokolenie, kto jeszcze wie, kim był Falzmann i w ogóle o co chodzi? Czy warto wracać do]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1039" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/07/akten.jpg" border="0" alt="FOZZ" title="FOZZ" align="left" width="700" height="576" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/07/akten.jpg 700w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/07/akten-300x247.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 700px) 100vw, 700px" />Przeszło, minęło całe pokolenie, kto jeszcze wie, kim był Falzmann i w ogóle o co chodzi? Czy warto wracać do tych przebrzmiałych spraw i czy mają one jakieś odniesienie do dzisiejszej rzeczywistości? Nazwisko Michała Falzmanna wiąże się na ogół z tajemniczą sprawą FOZZ, a co ten akronim oznacza na próżno <span id="more-1040"></span>  by pytać dzisiejszych studentów elitarnych uczelni. Sam Falzmann, prowadzący, na początku 1991 roku, kontrolę FOZZ z ramienia Najwyższej Izby Kontroli, miał pełną świadomość, że FOZZ jest istotnym, ale jednak tylko fragmentem większej całości. Notatka służbowa dla Naczelnika Izby Skarbowej, sporządzona przez niego jesienią 1989, jak w łupince orzecha, ujmuje istotę sprawy.</p>
<p>Donosił w niej, że PHZ „Universal”, największa w owym czasie firma zajmująca się handlem zagranicznym, udzieliła kredytu w wysokości 5 milionów dolarów nieznanej nikomu firmie „Altex”, założonej bez grosza, na dalekich Wyspach Dziewiczych, którą zarządzał jednoosobowo niejaki Krzysztof P., pracownik „Universalu”. Gwarantem kredytu okazał się być FOZZ. Celem miał być zakup nowoczesnej włoskiej linii produkcyjnej do produkcji włókna sztucznego, które to włókno produkować miała jakaś inna firma w dalekim Szczecinie, nazwę pomińmy. A potem zespoły biegłych kontrolerów Izby Skarbowej zgromadziły stosy dokumentów, a z tych dokumentów wynikało na pewno tylko tyle, że żadna linia produkcyjna nie została kupiona, a firmy, które pośredniczyły w tej operacji gdzieś się pozapadały. </p>
<p>Na tej podstawie Falzmann sugerował Naczelnikowi Izby Skarbowej, że w całej tej sprawie nie chodziło nigdy o żadną linię produkcyjną, tylko o spekulację finansową i wytransferowanie z Polski grubych pieniędzy. I nie chodziło tu o głupie 5 milionów dolarów, tylko o znacznie większe kwoty, a dodatkowo Falzmann podejrzewał, że kontrola, którą mu zlecono była tylko pewnym testem sprawności polskich służb kontroli finansowej: czy są one kompetentne i czy są w stanie wykrywać spekulacyjne przekręty finansowe na dużą skalę.</p>
<p>Michał Falzmann okazał się człowiekiem kompetentnym, sprawnym i gotowym do odpowiedniego działania. Wobec tego został od razu usunięty z pracy w Izbie Skarbowej, a jak nam w swoich notatkach zapodał, stało się tak na podstawie polecenia zastępcy Leszka Balcerowicza, wiceministra Finansów, głównego negocjatora polskiego zadłużenia, przewodniczącego Rady Nadzorczej FOZZ, przypadkowo również pułkownika WSI. Jakoś tak się ułożyło, że dyrektorem generalnym FOZZ był inny wysoki oficer WSI, a szef „Universalu”, potem pierwszej polskiej spółki giełdowej, zaprzysięgał się na procesie, jaki wytoczył autorom ksiązki Via bank i FOZZ, że nic nigdy z żadnymi służbami specjalnymi nie miał, a nawet mieć nie mógł, bo w KC jakikolwiek kontakt ze służbami specjalnymi był surowo zabroniony. </p>
<p>Dzisiaj, naturalnie, akronim KC nikomu nic nie mówi, nawet prowadząca sprawę sędzia Sądu Okręgowego nie wiedziała o co chodzi. Zmuszony do wynurzeń Dariusz Przywieczerski wyjaśnił wtedy, że chodzi o Komitet Centralny PZPR, gdzie wcześniej pracował. W dalszej fazie procesu wyjaśniło się także, że nie mówił do końca prawdy, bo Instytut Pamięci Narodowej wykrył, że jednak miał, a nawet podał sądowi jego służbowy pseudonim i zaszeregowanie.</p>
<p>Wspomniany w notatce Krzysztof P. też okazał się być nie od macochy. Przypadkiem jego zięciem był inny polski Przywieczerski, szef innego wielkiego przedsiębiorstwa handlu zagranicznego, a kiedy udało się dziennikarzom wytropić jego telefon, to trop prowadził wprost do Ambasady Związku Sowieckiego w Warszawie. Po latach jego nazwisko pojawiało się tu i tam, zawsze przy okazji jakichś nieważnych setek milionów dolarów, które raptem gdzieś przepadały, niczym pieniądze FOZZ-u, a gdzie by się miały podziać, tego służby prokuratorskie ustalić nie były w stanie, wobec czego śledztwa kończyły się niczym.</p>
<p>Kontrola, jaką prowadził Falzmann w Izbie Skarbowej zakończyła się wyrzuceniem go z pracy, co powinien był traktować jako ostatnią poważną przestrogę Opatrzności, bo już kontrola FOZZ, jaką nieopatrznie zlecono mu w NIK, zakończyła się jego śmiercią, po zaledwie trzech miesiącach dochodzenia, w dniu 18 lipca 1991.</p>
<p>Nazwisko Dariusza Przywieczerskiego, który przez 14 lat trzymał nas pod sądem, jeszcze nie jeden raz wypłynie, bo to postać szczególnie zasłużona. Kiedyś był ogłaszany herosem biznesu i transformacji ustrojowej, wymieniany bez przerwy na czołówce rankingu najbogatszych Polaków. Chwalił się publicznie, że wszystkie partie polityczne zwracały się do niego o pomoc materialną, a on pomagał tyle ile mógł. Jedyną partią, jaka od niego pomocy nie chciała był Sojusz Lewicy Demokratycznej i chyba tylko z tego powodu w jego pałacu w Głodowie balowali prawie wszyscy eseldowscy twórcy III RP, z Aleksandrem Kwaśniewskim, Józefem Oleksym, Leszkiem Millerem na czele. </p>
<p>Potem, na procesie karnym FOZZ, okazało się, że to bidula, skromny emerycina, mieszkający w mieszkaniu o powierzchni zaledwie przekraczającym 40 metrów kwadratowych, na utrzymaniu żony – zawodowej tłumaczki, którego nawet nie bardzo stać na adwokata. Dzisiaj, kiedy przepadł bez wieści, a ścigają go po świecie sądowe listy gończe, nadal figuruje w Krajowym Rejestrze Sądowym we władzach ponad 50 firm. W tych spółkach pojawia się także i nazwisko jego żony – tłumaczki.</p>
<p>Wielkim zaskoczeniem dla wielu prostodusznych Polaków było pojawienie się na liście tej politycznej dobroczynności Przywieczerskiego osoby Jacka Kuronia. Pośrednikiem w tym zbożnym dziele była niejaka Anna Turska, w owym czasie dziennikarka „Gazety Wyborczej” i przyjaciółka Wielkiego Jacka. Może ten sympatyczny sponsoring polityczny przeszedłby niezauważony, gdyby Pani Anna nie wykpiwała w „GW” ludzi zajmujących się aferą FOZZ, a osobliwie śledczych i prokuratorów, którzy przez lata molestowali ten Fundusz. Zeznając przed sądem zaprzeczyła ona jakimś specjalnym związkom z Dariuszem Przywieczerskim – ot, po prostu Jacek poprosił ją, żeby po drodze wstąpiła do kasy – ale potem się okazało, że zbyt skromnie oceniła swoje koligacje, bo w wywiadzie prasowym wyznała nieoczekiwanie, że Przywieczerski to dla niej osoba bardzo bliska, tyle co szwagier. </p>
<p>Co nie dziwi, ponieważ Przywieczerski założył razem z nią spółkę „Ad Novum” (a więc ku nowym, pięknym czasom!), która to spółka wydawała pamiętną „Trybunę” (już nie „Ludu”), a w drodze ewolucji Anna Turska dostała od szwagra tę firmę na własność i objęła funkcję redaktora naczelnego. Co chyba „Trybunie” najlepiej na zdrowie nie wyszło, skoro do dzisiaj ślad po niej zaginął. Ale nazwisko szwagierki i przyjaciółki nadal, bez kłopotu, znaleźć można wśród zarządzających i właścicieli ok. 40 różnych spółek opisanych w KRS.</p>
<p>Przywieczerski, Pochrzęst, Turska, Kuroń, Sawicki to wszystko rybki, większe i mniejsze, pływające w brudnej wodzie transformacji ustrojowej, a co służyło im za karmę, to wyjaśnił w swoim śledztwie Michał Tadeusz Falzmann. Były to rozliczne umowy kredytowe, gdzie różni Żemkowie i Przywieczerscy udzielali kredytów różnym Pochrzęstom, a ci spekulowali uzyskanymi pieniędzmi, korzystając z dobrodziejstw polityki finansowej Leszka Balcerowicza. Albowiem zniesienie prawa parytetu stóp procentowych poprzez zamrożenie kursu dolara na dziesiątki miesięcy, umożliwiało zysk bez ryzyka, wielokrotnie przewyższający kwoty udzielonych kredytów. W tej mętnej wodzie powstały rozliczne rekiny finansjery i imperatorowie III RP. Wielu z nich, po 20 latach, już gdzieś odeszło, jak i sam Przywieczerski, pochowali się za plecami dzieci, wnuków, szwagrów i szwagierek. Brudna woda jednak nie oczyściła się specjalnie i nadal wielu wędkarzy może w niej łowić złote rybki.</p>
<p>Śmierć Michała Falzmanna i procesy toczące się po jego śmierci, ciężarówki akt śledczych i kompanie prokuratorów i sędziów, dowodnie pokazały, że w konstrukcji ustrojowej III RP tkwi zasadniczy błąd, który oczyszczenie tej wody uniemożliwia. Nad grobem Michała Falzmanna powstał Ruch Obywatelski, który wskazuje, jak tego oczyszczenia trzeba dokonać: konieczna jest reforma systemu wyborczego do Sejmu i wprowadzenie na wzór brytyjski jednomandatowych okręgów wyborczych. I to jest nasze zobowiązanie wobec tego niezwykłego człowieka, który 20 lat temu poległ w służbie publicznej.</p>
<p class="foto">www.pressebox.de</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/przesanie-michaa-falzmanna/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mózg w obcęgach</title>
		<link>https://koszalin7.pl/mozg-w-obcgach/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/mozg-w-obcgach/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 26 Jun 2011 21:30:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/06/26/mozg-w-obcgach/</guid>

					<description><![CDATA[Kiedyś, za czasów, których nie pamiętają już najstarsi górale, były w Polsce dwa programy telewizyjne, które miały zaspokajać naszą ciekawość]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1026" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/mozg.jpg" border="0" alt="Mózg" title="Mózg" align="left" width="600" height="450" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/mozg.jpg 600w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/mozg-300x225.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 600px) 100vw, 600px" />Kiedyś, za czasów, których nie pamiętają już najstarsi górale, były w Polsce dwa programy telewizyjne, które miały zaspokajać naszą ciekawość świata i spraw na nim się dziejących. Potem, po odejściu komunistów i Armii Czerwonej, nasi opiekunowie podarowali nam setki różnorakich, bajecznie kolorowych <span id="more-1027"></span>  kanałów telewizyjnych, w których można przebierać dowoli i w dowolnej kolejności i które powinny pokrywać całe spektrum zainteresowań polskiego, a może też i światowego, odbiorcy.</p>
<p>Moim osobistym, historycznym osiągnięciem jest fakt, że udało mi się wpaść na temat, na który żaden z tych setek kanałów informacyjnych nie zwraca najmniejszej uwagi i, ze swej strony, na przekór telewizyjnej rzeczywistości, temu tematowi poświeciłem już setki tekstów publicystycznych, a nawet kilka książek. Mam na myśli procedurę wyborczą do Sejmu RP. Czy to jest w ogóle możliwe, żeby temat, trwale i stale, nieobecny w tych wszystkich <i><b>kanałach</b></i>, nieobecny w pismach zarówno <i><b>prorządowych</b></i>, jak i w <i><b>antyrządowych</b></i>, mógł mieć jakiekolwiek znaczenie dla naszego życia publicznego, mógł być ważną sprawą państwową i obywatelską?</p>
<p>Naturalnie, nie chodzi mi tu o temat wyborów powszechnych, bo te są trwale i niezmiennie uważane za sprawę pierwszej wagi, a udział w wyborach zawsze przedstawiany jest jako najważniejszy obowiązek obywatelski. Konstytucja w tym celu zapewnia dzień wolny od pracy, na przeprowadzenie wyborów przeznacza się wielkie kwoty z budżetu państwa, środki masowego przekazu muszą być do dyspozycji kampanii wyborczej, a Kościół nakazuje udział w tym przedsięwzięciu obywatelskim pod <i><b>grzechem zaniechania</b></i>. Tymczasem sprawa procedury wyborczej nie jest przedmiotem debat, dyskusji obywatelskich, nie zachęca do podejmowania tematu przez wybitnych publicystów ani z prawa ani z lewa, nie zajmują się nią listy pasterskie Episkopatu Polski, w których biskupi nakazują wiernym <i><b>dobrze wybierać</b></i>. Zupełnie tak, jakby kwestia dobrego wybierania nie miała jakiegokolwiek związku ze sposobem, w jakim się go dokonuje! Kiedy zwracamy się do Hierarchów z propozycją zainteresowania się ordynacją wyborczą, nieodmiennie odpowiadają, że <i><b>Kościół nie miesza się do polityki</b></i>, a więc nawoływanie do <i><b>dobrego wybierania</b></i> mieszaniem się nie jest, byłoby natomiast, gdyby biskupi chcieli powiedzieć jak ta <i><b>dobroć</b></i> powinna wyglądać. W tej sytuacji nie jest niczym zaskakującym, że nawet wykształceni i inteligentni Polacy uważają tę kwestię za rzecz bez znaczenia.</p>
<p>Niedawno odbyła się, na jednej z elitarnych uczelni wyższych, tzw. debata oxfordzka, podczas której dwie drużyny młodych akademików debatowały nad kwestią, jaka ordynacja jest lepsza: proporcjonalna, czy większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi (JOW). Debatę oceniało jury ekspertów, w którym zasiadło, między innymi, paru fachowców od politologii. Tak się składa, że w akademickich podręcznikach politologii i prawa konstytucyjnego w Polsce trudno znaleźć jakieś pozytywne opinie o wyborach w JOW, za to pisze się wiele i pozytywnie o przewagach tzw. systemu wyborów proporcjonalnych. Nie dziwi więc, że drużyna adwokatów takiego rozwiązania była stosunkowo lepiej przygotowana i ze swadą przytaczała opinie autorów podręczników utrzymujących, iż system ten jakoby (1) jest bardziej reprezentatywny, (2) zwiększa frekwencję wyborczą, (3) zapewnia poszanowanie mniejszości, i to wszystko w przeciwieństwie do JOW, w których (1) wygrywa partia, która otrzymuje mniej głosów, ale ma za to więcej mandatów, (2) wyborcy nie głosują na tych, których woleliby widzieć w parlamencie, tylko głosują <i>strategicznie</i> na ludzi, na których raczej nie chcieliby głosować, na dodatek (3) pojawia się niebezpieczeństwo gerrymanderingu i (4) wygrywają bogacze przekupujący wyborców, jak np. senator Henryk Stokłosa.</p>
<p>Wszystkie te podręcznikowe argumenty niewiele są warte, ale nie miejsce tu na polemikę z nimi. Chodzi raczej o to, że jury tej debaty zgodnie uznało wyższość zespołu optującego za ordynacją proporcjonalną, lecz, ku zaskoczeniu wszystkich, młodzież tworząca <i><b>bagno</b></i>, a więc publikę rozstrzygającą, olbrzymim stosunkiem głosów przyznała przewagę zespołowi broniącemu JOW!</p>
<p>Najciekawszy jednak był referat profesora politologii, który wystąpił po <i><b>debacie</b></i>. Otóż omówił on szczegółowo ewolucję systemu wyborczego w Polsce od 1989 roku, uzasadniając obszernie wszystkie machinacje z systemem wyborczym, jakich mieliśmy, w ciągu tych ponad 20 lat, bez liku. Nawet uzasadniał słuszność zmiany ordynacji wyborczej w trakcie historycznych wyborów 1989 roku, kiedy, jak niektórzy z nas pamiętają, zdarzyła się kompromitująca wpadka z tzw. listą krajową. Profesor uznał, że lepiej było zmienić reguły gry pomiędzy pierwszą i drugą turą wyborów, niż powtarzać całe wybory!</p>
<p>Najbardziej smakowity był koniec tego interesującego wystąpienia: profesor politologii na elitarnej szkole humanistycznej stwierdził, że jego osobistym zdaniem najlepszą procedurą wyborczą byłoby wyłanianie posłów drogą losowania komputerowego!</p>
<p>Oczywiście, trudno się z nim nie zgodzić. Ruch Obywatelski na rzecz JOW od początku głosi i wyjaśnia, że tzw. ordynacja proporcjonalna jest procedurą <i><b>selekcji negatywnej</b></i>. Losowanie posłów byłoby <i><b>selekcją przypadkową</b></i>. Selekcja przypadkowa zawsze będzie lepsza od selekcji negatywnej. Przeciwstawiamy się takim procedurom i proponujemy JOW, ponieważ jest to system <i><b>selekcji pozytywnej</b></i>. Czy jednak można się dziwić postawom polskich inteligentów, skoro takie mają podręczniki akademickie i profesorów opowiadających banialuki, a publiczne skorygowanie tych fałszów i przekłamań jest praktycznie niemożliwe?</p>
<p>W książce <i>Bunt mas</i> hiszpański filozof i socjolog Jose Ortega y Gasset, napisał: <i><b>Zdrowie demokracji, każdego typu i każdego  stopnia, zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego, a mianowicie procedury wyborczej. Cała reszta to sprawy drugorzędne</b></i> (Wydawnictwo Muza, Warszawa 2006, s. 175). Guru polskich socjologów, prof. Jerzy Szacki, we wstępie do tej książki stwierdził, że powinna ona być dla XX wieku tym, czym był <i>Kapitał</i> Marksa dla wieku XIX czy <i>Umowa społeczna</i> Rousseau dla wieku XVIII. Z jakiegoś powodu tak się jednak nie stało, a polski socjolog, politolog, inteligent w ogóle, ma w tej sprawie najzupełniej odmienne zdanie.</p>
<p>Stanisław Cat-Mackiewicz, po powrocie ze Związku Sowieckiego, napisał książkę zatytułowaną <i>Mózg w obcęgach</i>. Wysiłek peerelowskich profesorów politologii, prawa konstytucyjnego i tym podobnych dyscyplin, wespół w zespół z telewizją, wytworzył imadło, z którego umysły polskich inteligentów XXI wieku nie są w stanie się uwolnić. A tylko wyrwanie się z tych cęgów może otworzyć drogę do budowy suwerennego, demokratycznego państwa polskiego.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
<p class="foto">Foto: www.jivacow.blogspot.com</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/mozg-w-obcgach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Obywatel a Kodeks Wyborczy</title>
		<link>https://koszalin7.pl/obywatel-a-kodeks-wyborczy/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/obywatel-a-kodeks-wyborczy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 10 Jun 2011 10:17:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/06/10/obywatel-a-kodeks-wyborczy/</guid>

					<description><![CDATA[Od 1 sierpnia 2011 wejdzie w życie Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 &#8222;Kodeks wyborczy&#8221;. Wprowadza ona szereg zmian w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1009" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/demokracja.png" border="0" alt="Demokracja" title="Demokracja" align="left" width="470" height="356" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/demokracja.png 470w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/demokracja-300x227.png 300w" sizes="auto, (max-width: 470px) 100vw, 470px" />Od 1 sierpnia 2011 wejdzie w życie  Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 &#8222;Kodeks wyborczy&#8221;. Wprowadza ona szereg zmian w różnych procedurach wyborczych obowiązujących do tej pory w wyborach organów przedstawicielskich wszystkich szczebli. Jakie są te najważniejsze zmiany i w jakim stopniu ta nowa ustawa wyborcza <span id="more-1010"></span>  poszerza czy ugruntowuje prawa obywatelskie i przyczynia się do rozwoju demokracji w Polsce? Jest to ważne pytanie, tym ważniejsze, że właśnie minęła 22. rocznica 4 czerwca, w czasie której ponownie podbijano polskiego bębenka, aby przypomnieć światu, że to my, Polacy, obaliliśmy komunizm i dajemy nieprzerwanie wzór przejścia od komunizmu do demokracji, a oszołomiony świat winien brać z nas przykład. Tego rodzaju komplementy usłyszeliśmy też od Baracka Obamy podczas jego niedawnej wizyty w Polsce, który, jak przystało na kulturalnego gościa, wyrażał się o naszych demokratycznych sukcesach z największym uznaniem. Kiedy jednak zechcemy przyjrzeć się sytuacji bez jubileuszowych okularów i kurtuazyjnych duserów, sprawy nie przedstawiają się tak dobrze. Publikowany od lat przez tygodnik &#8222;The Economist&#8221;, <i><b>Democracy Index</b></i> lokuje Polskę na 48 miejscu, wśród krajów, których demokracja określana jest jako &#8222;ułomna&#8221; (<i><b>flawed democracy</b></i>), a nasi sąsiedzi, którzy jakoby cały czas się od nas uczą i na nas wzorują, już dawno i daleko nas wyprzedzili! I tak w tym samym rankingu wyprzedza nas zarówno Republika Czeska (16 miejsce) jak i Słowacja (38), tak Estonia (33) i Litwa (41) jak i Węgry (43). Można się więc zasadnie zapytać o to, kto tu od kogo się uczy lub uczyć powinien?</p>
<p>Wielki filozof i politolog hiszpański, Jose Ortega y Basset nauczał, że dla zdrowia demokracji najważniejszą sprawą jest procedura wyborcza. Jeśli ta procedura jest właściwa, to wszystko toczy się naturalnie i w miarę sensownie. Jeśli ta procedura jest wadliwa &#8211; pisze Ortega y Gasset &#8211; to wszystko się wali, choćby wszystkie inne instytucje działały jak należy.</p>
<p class="foto">Pierwsze dwa kryteria, na podstawie których ustalany jest wskaźnik demokracji (Democracy Index) to: &#8222;wolność i sprawiedliwość wyborów&#8221; oraz &#8222;bezpieczeństwo wyborców&#8221;. Dopiero po nich następują dwa kolejne: &#8222;wpływ obcych mocarstw na politykę rządową&#8221; i &#8222;zdolność urzędników do wprowadzania regulacji prawnych w życie&#8221;. Jakość demokracji jest dziś oceniania głównie na podstawie jakości odbywających się wyborów. (Źródło: www.eiu.com &#8211; Economist Intelligence Unit &#8211; The Economist)</p>
<p>Ale kto powinien decydować o tym, jaka ma być w naszym kraju procedura wyborcza? Czy to ma być przywilej tych, którzy naszym krajem rządzą i chcą rządzić, jak długo się tylko da, czy też sprawa ta winna być zdecydowana przez ogół obywateli, przez wszystkich tych, którym przysługują prawa obywatelskie i którzy uczestniczą w procesie wyborczym?</p>
<p>5 maja 2011 odbyło się w Wielkiej Brytanii referendum ogólnonarodowe na temat ordynacji wyborczej. Wszystkich Brytyjczyków zapytano jaki ma być ich system wyborczy: czy taki, jaki tam obowiązuje od prawie 200 lat, czy też powinien być zmieniony, a propozycję zmiany zgłosiła współrządząca Partia Demokratyczno-Liberalna. Partia ta od dziesięcioleci domaga się zmiany systemu wyborczego, bo ich zdaniem system JOW &#8211; FPTP (taki, jaki dla Polski proponuje Ruch Obywatelski na rzecz JOW) jest przestarzały, anachroniczny, nie chroni w wystarczającym stopniu swobód obywatelskich itd. itp. I w takiej sprawie, w kraju prawdziwie demokratycznym, urządza się referendum. I takie referendum w UK się odbyło 5 maja. Jako przedstawiciel Ruchu, który od wielu lat biega po Polsce, aby przekonać swoich współobywateli do wprowadzenia systemu brytyjskiego, z satysfakcją informuję, że Brytyjczycy, większością głosów 70% do 30%, odrzucili propozycje zmiany i opowiedzieli się za utrzymaniem swojego wypróbowanego systemu wyborczego.</p>
<p>Obywatele Rzeczypospolitej powinni wiedzieć, jak takie referendum było przygotowywane i przeprowadzone. W Wielkiej Brytanii od roku wszystkie media o tym referendum informowały, obywatele systematycznie mieli możliwość zapoznania się z racjami każdej ze stron, ze wszystkim &#8222;za&#8221; i &#8222;przeciw&#8221;. I dlatego to wydarzenie i cała procedura zasługuje na szacunek i uznanie, a Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej nieodmiennie zajmuje jedną z czołowych pozycji w Democracy Index.</p>
<p>Inaczej niż w Polsce. Sama informacja o referendum brytyjskim została po prostu ukryta przez polską opinią publiczną i można się tylko zachwycać i podziwiać, że w XXI wieku tak szczelna blokada informacyjna jest wciąż możliwa! Bo po co Polacy mają się dowiadywać o brytyjskim systemie wyborczym, po co Polakom wiedzieć, ze posłów można naprawdę wybierać, a nie tylko głosować na partyjne spisy, sporządzane rękoma partyjnych liderów?</p>
<p>W Polsce jest inaczej. Rządząca elita polityczna uznała od początku, że sprawa procedury wyborczej to jest jej i tylko jej wewnętrzna sprawa. Żadne społeczeństwo, żadni wyborcy do tego mieszać się nie powinni. W tej sytuacji jest ciekawostką, ze w roku 2004/2005 Platforma Obywatelska pozwoliła sobie na taki numer, że przeprowadziła akcję obywatelską o referendum w sprawie systemu wyborczego, o wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu, że zebrała prawie milion podpisów i wszystkie te podpisy wylądowały w sejmowej niszczarce, a wspaniałomyślnie nam panujący Sejm nawet nie przeprowadził jakiejkolwiek debaty w tej sprawie! A więc już nie tylko obywatele, nie tylko wyborcy, którzy podpisali się pod żądaniem referendum, ale nawet sam Sejm nic w tej sprawie nie miał do powiedzenia, a o wszystkim zadecydowało grono kilku czy kilkunastu osób!</p>
<p>I tak to się ciągnie od osławionego Okrągłego Stołu, od historycznych wyborów roku 1989. W 1989 roku zamknięte grono kilkunastu czy kilkudziesięciu osób zadecydowało o tym, jaka ma być ordynacja wyborcza. Zrobili co chcieli, ale warto wiedzieć, że ta ich ordynacja wyborcza była bublem prawnym, który na europejskich uniwersytetach jest pokazywany studentom jako przykład niekompetencji i nieuctwa. Nie potrafili bowiem przewidzieć, że obywatele mogą zachować się inaczej niż tego oczekiwali manipulatorzy i socjotechnicy i mogą odrzucić w całości ich sławetną Listę Krajową! Ale tak się właśnie stało: ci ciemni Polacy, nie rozumiejący sprytnych zagrywek politycznych za kulisami, odrzucili w całości i bez jakichkolwiek wątpliwości całą tę Listę Krajową i posłali całe to towarzystwo na drzewo! Była niesłychana kompromitacja, &#8222;stolarze&#8221; musieli zmieniać procedurę wyborczą w trakcie wyborów, aby wymusić efekt, jaki był im potrzebny! Taka jest prawda o historycznym zwycięstwie 4 czerwca 1989!</p>
<p>Od roku 1989 elita władzy zmieniała ordynację wyborczą do Sejmu wielokrotnie, prawie tak często, jak często odbywają się wybory. Z punktu widzenia obywatela wszystkie te zmiany miały znaczenie drugorzędne, kosmetyczne, były jedynie odzwierciedleniem przegrupowań wewnętrznych w obozie szeroko pojętej władzy. System wyborów z list partyjnych daje ogromne możliwości manipulowania procedurą wyborczą i zmianą przepisów szczegółowych. Zasada pozostawała ta sama: listy partyjne, progi wyborcze, układanie list wyborczych w kręgach partyjnych liderów, bez udziału obywateli. Można powiedzieć, że wybory zawsze odbywają się w dwóch turach: pierwsza, zasadnicza, to układanie list partyjnych na zamkniętych partyjnych naradach i druga, ta mniej ważna, głosowanie zdezorientowanych wyborców. To o takich wyborach szczerze wypowiedział się w Sejmie Donald Tusk, określając dzień wyborów parlamentarnych, jako dzień wielkiego narodowego oszustwa wyborców przez aparaty partyjne. Jest rzeczą wartą odnotowania, że Donald Tusk i jego partia kreowali się na głównego przeciwnika takiego systemu wyborczego i od lat zapewniają nas, że ich marzeniem jest wprowadzenie w Polsce JOW w wyborach do Sejmu. Za dowód miało służyć, między innymi zorganizowanie zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum &#8222;4 razy TAK&#8221;. Ostatni raz deklarację o gorącym poparciu dla JOW ze strony Premiera usłyszałem w programie TVN24 26 marca 2011 podczas audycji &#8222;Śniadanie z premierem&#8221;.</p>
<p>Uchwalony 5 stycznia 2011 Kodeks wyborczy jest dobitnym przejawem tego samego stylu myślenia. Przygotowano go bez konsultacji społecznej, bez pytania obywateli o zdanie, bez umożliwienia szerokiej publicznej dyskusji nad systemem wyborczym. Co więcej, przygotowano go sposobem, który określić możemy &#8222;na łapu-capu&#8221; i możemy podejrzewać, ze nawet sami posłowie, w swojej masie, mieli mgliste pojęcie o tym, jaką potrawę przygotowują. Dowodem na to jest fakt, że pierwsza wersja tego Kodeksu została w Sejmie uchwalona już na początku grudnia, natomiast dość radykalnie została zmieniona w Senacie. Tą zasadniczą zmianą dokonaną w Senacie było wprowadzenie JOW w wyborach do Senatu! Ta zmiana jest znamienna, ponieważ odsłania intencje naszych ustawodawców. Jak pamiętamy Platforma Obywatelska i SLD od dawna głosiły postulat całkowitej likwidacji Senatu i pod takim wnioskiem zebrano podpisy w akcji &#8222;4 razy TAK&#8221;. Nie było mowy o wprowadzeniu JOW do Senatu. JOW miały być, owszem, ale w wyborach do Sejmu. Tymczasem partyjna poprzeczka w wyborach do Sejmu została podniesiona jeszcze wyżej niż dotychczas, a Senat, zamiast likwidacji, doczekał się wzmocnienia!</p>
<p>Należy docenić fakt, że sprawa JOW stanęła jednak na porządku dziennym i parlament zdecydował się wprowadzić te straszne słowa do Kodeksu Wyborczego. Mamy więc wybory w JOW w wyborach do Senatu, ale także w wyborach do rad gmin w gminach poniżej miast na prawach powiatu. Wypada uznać, że te nowe rozwiązania stanowią pewien ukłon i uznanie presji obywatelskiej, która od lat naciska na wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu. Ta presja nie jest jeszcze tak silna, żeby wymusić tę zasadniczą zmianę, ale to ustępstwo pokazuje, że warto tę presję wzmagać i wokół niej się organizować.</p>
<p>Sprawą o charakterze fundamentalnym dla demokracji i pozycji obywatela w RP jest sprawa biernego prawa wyborczego w wyborach do Sejmu i w wyborach samorządowych. Kodeks wyborczy, tak jak poprzednie ordynacje wyborcze pozbawia obywateli prawa kandydowania do Sejmu inaczej niż za zgodą jakichś gremiów, partyjnych czy bezpartyjnych. Nie ma bowiem prawnej możliwości zarejestrowania indywidualnej kandydatury w wyborach do Sejmu, bez względu na to ile podpisów poparcia można by pod taka kandydaturą zebrać. Jest to demokracja odwrotna do amerykańskiej czy brytyjskiej, gdzie każdy obywatel posiada niczym nieograniczone prawo rejestrowania się w dowolnych wyborach. W Polsce takiej możliwości nie ma. Wyklucza ją art. 211 &sect;2 i &sect;3, który wymaga, żeby na liście wyborczej w okręgu znajdowało się co najmniej tyle nazwisk ile mandatów przypada na ten okręg, w tym co najmniej 35% muszą stanowić mężczyźni i co najmniej 35% kobiety. Zapis ten całkowicie eliminuje możliwość indywidualnego stawania do wyborów.</p>
<p>Podobnie traktowane jest prawo do kandydowania w wyborach do rad gmin w miastach na prawach powiatu, do rad powiatowych i sejmików wojewódzkich. Określa to art.425 &sect;2 i &sect;3; art. 457 &sect;1 i 2.</p>
<p>Co ciekawe nasi ustawodawcy potrafili nawet skasować bierne prawo wyborcze obywateli w wyborach jednomandatowych, jakimi są wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast! Czyni to art. 478 &sect;2, który stanowi, że kandydata na wójta, burmistrza czy prezydenta miast może zgłosić tylko taki komitet wyborczy, który zarejestrował kandydatów na radnych w co najmniej połowie okręgów wyborczych! Jest to przestrogą dla Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW: nasi dotychczasowi prawodawcy z mlekiem matki wyssali umiejętność zamieniania praw obywatelskich w ich przeciwieństwo.</p>
<p>Mówimy tu o formalnym i prawnym zniesieniu biernego prawa wyborczego. Poza tym KW, tak jak i poprzednie ustawy, stawia wysoką poprzeczkę dla zarejestrowania list wyborczych wystawianych poza głównymi partiami politycznymi. Jednym z elementów, który w zdecydowany sposób zmniejsza szanse komitetów wyborczych wyborców, w porównaniu z komitetami partii politycznych są wszystkie artykuły KW o parytetach, a więc wymagające umieszczenia na listach wyborczych wszystkich szczebli co najmniej 35% kobiet.</p>
<p>Kodeks Wyborczy cementuje obecną scenę polityczną i jest aktem prawnym uniemożliwiającym, albo poważnie utrudniającym wejście na scenę polityczną nowym partiom politycznym, a więc jest to zabieg konserwujący i osłaniający obecny układ polityczny. Takim elementem konserwującym &#8211; w porównaniu do poprzednich rozwiązań &#8211; są wspomniane już zapisy o wymogu co najmniej 35% kobiet na listach wyborczych. Ale jeszcze bardziej służą temu wszystkie przepisy o finansowaniu wyborów i kampanii wyborczych. Na pozór te przepisy robią wrażenie, że ustawodawca zmierza w kierunku potanienia kampanii wyborczych i utrudnienia ludziom bogatym i majętnym rozgrywanie wyborów dzięki zainwestowaniu w wybory znacznych środków finansowych. Służyć temu mają limity wydatków, jakie każdy komitet wyborczy może wydać na kampanię wyborczą. Wydawać by się mogło, że temu celowi służyć mają rygorystyczne ograniczenia świadczenia nieodpłatnych usług i wydatków niepieniężnych, jak np. udostępnienie sali na zebranie wyborcze. W istocie przeszkody te dotyczą przede wszystkim nowych partii politycznych i komitetów wyborców. Partie polityczne, które podzieliły między siebie scenę polityczną mają bowiem wystarczające możliwości i środki, aby prowadzić skuteczną kampanię wyborczą. Wszystkie te zapisy godzą przede wszystkim w tych, którzy chcieli by wejść na scenę polityczną drogą nowych wyborów. Zapisy Kodeksu Wyborczego czynią taka perspektywę praktycznie nie do zrealizowania.</p>
<p>Kodeks Wyborczy, jako kontynuacja dotychczasowej praktyki wyborczej, odbierając nam wszystkim prawo kandydowania do ciał przedstawicielskich (z wyjątkiem Senatu i gmin mniejszych od miast na prawach powiatu) deklasuje obywateli Rzeczypospolitej i sprowadza nas do statusu, który można porównywać ze statusem pańszczyźnianego chłopstwa w czasach I Rzeczypospolitej. Z tą jednakże różnicą, że wtedy prawo kandydowania miał każdy, kto miał prawo uważać się za obywatela, a więc należeć do stanu szlacheckiego. Teraz już nie ma nawet szlachty. Są partyjni oligarchowie – baronowie, którzy maja, nieformalne i nie zapisane nigdzie ale faktyczne, prawo wyznaczania kandydatów na listy partyjne. Natomiast stworzone zostały przeszkody materialne i prawne, które praktycznie uniemożliwiają temu nowemu stanowi chłopskiemu łączenie się w ugrupowania i związki, które mogłyby, ewentualnie, wmieszać się w te pseudodemokratyczne gry i wejść do Sejmu drogą wyborów zadeklarowanych jako powszechne. Jeśli tego stanu rzeczy nie potrafimy zmienić przez powszechną akcję obywatelską, to Polska jeszcze długo będzie się znajdować na dole listy państw, które Democracy Indem określa jako kraje o <i><b>flawed dermocracy</b></i>, jako demokracje wadliwe, ułomne.</p>
<p>Ruch Obywatelski na rzecz JOW jest właśnie taką akcją obywatelską, która ma na celu przełamanie tych barier i dokonanie uwłaszczenia chłopów pańszczyźnianych, żebyśmy wszyscy mogli się poczuć w naszym kraju, jak pełnoprawni obywatele.</p>
<p><b>Prof. Jerzy Przystawa</b></p>
<p class="note">Wystąpienie na Konferencji Samorządowej &#8222;Obywatel w świetle Kodeksu Wyborczego&#8221;, Poznań, 9 czerwca 2011.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/obywatel-a-kodeks-wyborczy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bloger Jarosław Kaczyński o JOW</title>
		<link>https://koszalin7.pl/bloger-jarosaw-kaczyski-o-jow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/bloger-jarosaw-kaczyski-o-jow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 Feb 2011 00:56:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/02/23/bloger-jarosaw-kaczyski-o-jow/</guid>

					<description><![CDATA[Na popularnym portalu internetowym &#8222;Salon24&#8221;, którego właścicielem jest znany dziennikarz Igor Janke, kilka dni temu założył swój blog Jarosław Kaczyński]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-881" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/02/kaczynski_blog.jpg" border="0" alt="Blog" title="Blog" align="left" width="500" height="393" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/02/kaczynski_blog.jpg 500w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/02/kaczynski_blog-300x236.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px" />Na popularnym portalu internetowym &#8222;Salon24&#8221;, którego właścicielem jest znany dziennikarz Igor Janke, kilka dni temu założył swój blog Jarosław Kaczyński i w pierwszym wpisie przedstawił swoją wizję dla Polski. Fakt ten stał się sensacją dnia, a może nawet wielu dni, bo tekst &#8222;odświeżono&#8221; <span id="more-882"></span>  od razu kilkaset tysięcy razy i i pojawiła się istna lawina komentarzy, co samo w sobie jest wynikiem wyjątkowym i rekordowym. Doniosłe to wydarzenie polityczne zostało zauważone przez chyba wszystkie media i może nawet zepchnęło w cień Afrykę Północną a dziennikarze wszelkich opcji zaczęli przepytywać różnych polityków o ich opinię na ten temat.</p>
<p>Zastanawiano się też, czy Jarosław Kaczyński zechce ustosunkować się do pytań i uwag komentujących blogerów, tym bardziej, że miał on do tej pory opinię człowieka unikającego komputerów i Internetu? Ale Prezes PiS i tu sprawił niespodziankę i, w odróżnieniu od wielu innych politycznych blogerów, którzy traktują swoje blogi jako sui generis tablice reklamowe, już 21 lutego, ustosunkował się do szeregu komentarzy.</p>
<p>W zalewie komentarzy padły też pytania o ordynację wyborczą i jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Sejmu. I tak na przykład, bloger &#8222;Kungalu&#8221; napisał:</p>
<p class="citate">Ja powiadam trzeba dokonać fundamentalnej zmiany systemu. A pierwszym krokiem tej zmiany powinna być zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu, na ordynację JOW jak brytyjska. Dlaczego PiS tak się boi takiej zmiany? Przecież to jest początek naprawdę patriotycznych przemian.</p>
<p>I Jarosław Kaczyński odpowiada:</p>
<p class="citate">Stawianie tak sprawy jest, obawiam się, niezrozumieniem systemu brytyjskiego, gdzie posłowie są w istocie mianowani przez kierownictwo partii. I to w końcu Polacy powinni przyjąć do wiadomości – nie można żyć w świecie zupełnie oderwanym od rzeczywistości. W brytyjskiej praktyce politycznej jest tak: jakiś młody polityk zasługuje się odpowiednio kierownictwu partii i dostaje na próbę „zły” okręg – taki, w którym jego partia zwykle przegrywa. Tam ma się sprawdzić, czy potrafi pracować, czy potrafi być twardy, czy potrafi zrobić duży wysiłek, mimo że wie, że ma minimalne czy prawie żadne szanse na zwycięstwo.<br /> Jeżeli się sprawdzi, to w kolejnych wyborach dostaje już taki okręg, gdzie są one znaczne. Przy czym jego związek z tym okręgiem jest w ogromnej większości praktycznie zerowy, jest to bardzo często okręg, w którym on wcześniej nigdy w życiu nie był – nie tylko tam nie mieszka, nie tylko się nie urodził, ale w ogóle nie był. I tak to wygląda, tak wygląda system jednomandatowy i on wtedy może funkcjonować. U nas natomiast jest naiwne przeświadczenie, że można stworzyć taki mechanizm oddolnie wybieranych posłów, którzy jednocześnie będą co później robili? Każdy będzie oddzielnie. I w jaki sposób taki parlament będzie funkcjonował?<br />  Efekt będzie taki, jak ostatnio widzieliśmy w Pile, będzie mnóstwo ludzi, którzy po prostu dlatego, że mają finansowo mocną pozycję, chociaż żadnych kwalifikacji moralnych i intelektualnych, zostaną posłami. Podobnie też było na Ukrainie, gdzie częściowo wprowadzono takie okręgi. Taki będzie jedyny skutek. I trzeba naprawdę bezmiaru naiwności albo złej woli, żeby coś takiego proponować.</p>
<p>Jarosław Kaczyński jest dzisiaj najbardziej popularnym politykiem polskim, jego słowa mają więc &#8222;wielką siłę rażenia&#8221; i kiedy przekazuje Polakom jakieś zdecydowane opinie na najważniejsze sprawy państwowe, a taką niewątpliwie jest sprawa procedury wyborczej, to wypada uważnie im się przyjrzeć. Tym razem każe on nam wierzyć, że &#8222;posłowie brytyjscy są mianowani przez kierownictwo partii&#8221; a więc, że to nie obywatele Wielkiej Brytanii decydują o tym kto ich reprezentuje w Izbie Gmin, lecz partyjni baronowie.</p>
<p>Dlatego  warto by poprosić Jarosława Kaczyńskiego, żeby podał nam nazwisko brytyjskiego posła, który dostał mandat pomimo, że zagłosował na niego zaledwie jakiś 1 promil, czy  choćby tylko 1%, wyborców?</p>
<p>Statystyki wyborcze, po każdych brytyjskich wyborach pokazują, że aby uzyskać tam mandat trzeba koniecznie mieć poparcie nie mniejsze niż 30% głosujących. Porównajmy to z polskim Sejmem, w którym ok. 2/3 posłów nie zdobyło więcej niż 1 głos na 100 wyborców z ich okręgów.</p>
<p>Na przykład z posłanką Moniką Ryniak z PiS, która w wyborach uzyskała poparcie 1494 głosów, co stanowi 0,16% wyborców krakowskich, a 0,26% tych, którzy pofatygowali się do urn. Albo z posłem PiS Kazimierzem Smolińskim z Gdańska, na którego głosowało 2774 wyborców, co stanowi 0,33% wszystkich wyborców, a zaledwie pół procenta głosujących. Kto ich posłał do Sejmu? Gdzie szukać wyborców, którzy poparli te kandydatury? I może Jarosław Kaczyński wskaże nam posła brytyjskiego z poparciem 2 tysięcy głosów, przy tym w okręgach dziesięciokrotnie mniejszych niż te, z których pochodzą posłowie z jego nadania?</p>
<p>Jako argument przeciwko JOW Jarosław Kaczyński opowiada nam los jakiegoś – jak rozumiem typowego – młodego kandydata na mandat poselski w Wielkiej Brytanii, którego szef partii wysyła do „złego” okręgu, żeby się tam sprawdził, a dopiero gdy się tam wykaże energią i zdolnościami, wtedy, ewentualnie, pozwoli mu kandydować w „dobrym” okręgu, czyli w takim, w którym partia z reguły wygrywa.</p>
<p>Ciekawy jest ten zarzut i staram się pojąć, co jest w tym nagannego? Co to znaczy &#8222;dobry okręg&#8221; i dlaczego partia w tym okręgu z reguły wygrywa? Wydawałoby się, że w tym okręgu partia ma już kandydata, który jest na tyle znany i popularny, że ma zwycięstwo w kieszeni. Po cóż więc doświadczony szef partii miałby tam wysyłać człowieka nieznanego i nieopierzonego? Żeby przegrać tam wybory? To chyba normalne i naturalne, że kieruje zdolnego i ambitnego kandydata na posła tam, gdzie partia nie potrafiła do tej pory wygrać?</p>
<p>Chciałbym natomiast zobaczyć takiego posła brytyjskiego, który wygrał wybory w okręgu, w którym nikt go nie zna, o którym nie ma on pojęcia i w którym nawet nigdy nie był?  Jakiś przykład, choćby tylko jeden?</p>
<p>Byłoby też pożyteczne, gdyby Jarosław Kaczyński opowiedział nam o kraju, w którym w wyniku wyborów takich, jak w UK, powstał parlament złożony z posłów &#8222;od Sasa do Lasa&#8221;, czyli, jak to ujmuje szef PiS, występujących oddzielnie.</p>
<p>Naiwni politolodzy, zaczynając od Maurycego Duvergera, twierdzą, że system brytyjski tworzy dwubiegunową scenę polityczną  i jakoś ta hipoteza potwierdzona została w praktyce wszystkich znanych krajów, dlaczego więc Jarosław Kaczyński uważa, ze Polska będzie pierwszym wyjątkiem? Co jest takiego niezwykłego w psychice i mentalności Polaków, że uzasadnia takie przewidywania?</p>
<p>Przykład z Piłą i niedawnym wyborem Henryka Stokłosy na senatora jest rzeczywiście nieprzyjemny. Został on senatorem, bijąc w wyborach kandydatów PO, SLD i PSL. Kandydata PiS zabrakło i może szkoda, że Jarosław Kaczyński nie znalazł &#8211; jak brytyjscy szefowie partii &#8211; żadnego młodego i ambitnego kandydata, aby wysłać go do Piły, żeby przeszkodzić Stokłosie?</p>
<p>Stokłosa wygrał nie tylko wbrew wszystkim partiom, ale i wbrew mediom, które nie pozostawiły na nim suchej nitki. Okropna sytuacja!</p>
<p>Tak, to jest poważny powód, żeby nie lubić JOW: może się okazać, że ani partyjne autorytety, ani złotouści agitatorzy medialni mogą nie wystarczyć, aby posłami zostawali nie ci, których chcą obywatele, tylko ci, których mianują szefowie partii politycznych. Zmusiłoby to szefów partii do wysuwania na kandydatów do Sejmu nie swoich zaufanych, ale ludzi, którzy cieszą się zaufaniem wyborców, a to jest całkiem nie to samo.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/bloger-jarosaw-kaczyski-o-jow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>JOW do Senatu: mały krok do przodu czy zasłona dymna?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/jow-do-senatu-may-krok-do-przodu-czy-zasona-dymna/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/jow-do-senatu-may-krok-do-przodu-czy-zasona-dymna/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 06 Jan 2011 12:54:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/01/06/jow-do-senatu-may-krok-do-przodu-czy-zasona-dymna/</guid>

					<description><![CDATA[Od początku istnienia Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (styczeń 1993) wysuwany jest argument: nie zawracajcie nam głowy okręgami]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-840" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/01/senat.jpg" border="0" alt="Senat" title="Senat" align="left" width="450" height="294" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/01/senat.jpg 450w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/01/senat-300x196.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px" />Od początku istnienia Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (styczeń 1993) wysuwany jest argument: <i>nie zawracajcie nam głowy okręgami jednomandatowymi, to nic nie da. Patrzcie na wybory do Senatu, tam są prawie jednomandatowe okręgi wyborcze i co z tego? Ci sami ludzie, ta sama polityka, te same partie.</i>  <span id="more-841"></span> Nie zliczę spotkań, nie zliczę artykułów i komentarzy, w których ten argument był podnoszony.</p>
<p>Zarzut ten jest częściowo uzasadniony. Ustrojowe usytuowanie Senatu w konstrukcji Rzeczypospolitej jest bowiem takie, że ta Izba Wyższa posiada znaczenie marginalne, drugorzędne i jej działanie i skład nie wywołuje specjalnego zainteresowania wyborców. Najlepiej świadczy o tym frekwencja w wyborach uzupełniających, gdy z przyczyn losowych zwalnia się etat senatora. Ta frekwencja wszędzie była znikoma, wahająca się pomiędzy 3 a 6 procent. Jednak taki stosunek obywateli do Senatu nie bierze się z powietrza, jest on wynikiem negatywnej propagandy medialnej i wypowiedzi polityków wszystkich prawie partii. Kolejne partie zgłaszają postulat likwidacji Senatu, a Platforma Obywatelska nawet zobowiązała się do przeprowadzenia w tej sprawie referendum. Kształtuje się w ten sposób opinia, że fotel senatora jest niczym więcej jak wygodną synekurą, przyznawaną za takie czy inne zasługi partyjne. W tej sytuacji kogo może obchodzić sposób w jaki partie polityczne wybierają zasłużonych partyjniaków, aby ich tą synekurą obdzielić? I ta kompromitująca frekwencja w wyborach uzupełniających dokładnie pokazuje, że obywatele mają tę sprawę w… wielkim poważaniu. Jeśli komuś zależy na poważnym potraktowaniu wyborów do Senatu, to trzeba najpierw zmienić jego konstytucyjne usytuowanie i rolę.</p>
<p>Inaczej przedstawia się sprawa wyborów do Sejmu, albowiem centrum władzy w Polsce jest w Sejmie i wybory do Sejmu mają rozstrzygające znaczenie. Wybory te rozstrzygają przede wszystkim o strukturze partii politycznych i o partyjnym charakterze państwa, w którym partie polityczne zagarnęły media i wszystkie instrumenty władzy. Ruch Obywatelski na rzecz JOW od początku domaga się JOW w wyborach do Sejmu i tworzy nacisk społeczny, który do takiej zmiany ma doprowadzić. Stanowi to ogromne zagrożenie dla rządzącego establishmentu partyjnego, gdyż pierwszą konsekwencją wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu będzie zmiana charakteru, struktury i sposobu funkcjonowania partii politycznych. Nic więc dziwnego, że establishment broni się przed tą zmianą wszelkimi sposobami. Ma jednak problem: propozycja JOW nie tylko spotyka się ze spontaniczną i szeroką akceptacją społeczną, ale posiada dobrze znane i widoczne wzory, jakimi są główne państwa demokratyczne, z USA, Kanadą Wielką Brytanią czy Francją na czele, które taki system wyborczy u siebie stosują, niektóre już od kilkuset lat i nie można tego faktu ani ukryć, ani ośmieszyć byle jakimi argumentami.</p>
<p>Jak więc broni się, i jak ma się bronić, establishment polityczny, przed tym zagrożeniem?</p>
<p>Najpierw i przede wszystkim nakłada się kaganiec na wszelkie media publiczne, które mają milczeć na temat tej propozycji ustrojowej. Tego zakazu nie łamią spektakularne wydarzenia w innych krajach, jak historyczne referendum we Włoszech, referendum o JOW w Rumunii, referenda w Kanadzie itp. Nie informuje się o zjazdach, konferencjach, manifestacjach i happeningach organizowanych przez Ruch JOW. Kiedy Marsz JOW podchodzi pod Sejm, to do manifestantów nie wychodzi nie tylko Premier – który zapewnił, że <i>nie spocznie dopóki nie wprowadzi JOW</i> – ale ani jeden poseł czy senator tego ugrupowania, które ogłosiło postulat JOW na czele swoich programów wyborczych. Wydawnictwa i książki Ruchu nie znajdują drogi do hurtowni i księgarń.</p>
<p>Nacisk społeczny jednak trwa, miliony młodych Polaków wyjeżdżają za chlebem do krajów, w których wybiera się parlamenty w jednomandatowych okręgach wyborczych, ta strusia taktyka nie może się powieść na dłuższą metę. Establishment przechodzi więc na drugą linię obrony: ogłasza, że jest jak najbardziej za JOW i całym sercem, tylko… jeszcze za wcześnie. Jeszcze polska demokracja nie okrzepła, jeszcze nie dojrzała, społeczeństwo powinno się uzbroić w cierpliwość, nie od razu Kraków zbudowano, pomału, ewolucyjnie, małymi kroczkami do przodu. Bodajże pierwszy z taką argumentacją wyjechał Aleksander Kwaśniewski, który już jakichś 10 lat temu zaproponował nam JOW w wyborach do Senatu! Dlaczego nie do Sejmu? Bo <i>społeczeństwo jeszcze do tego nie dojrzało</i>!</p>
<p>Jak widać nawet do Senatu było o 10 lat za wcześnie, ale taktykę zasugerowaną przez Kwaśniewskiego przejęła i twórczo rozwinęła Platforma Obywatelska. Kiedy w marcu 2005 odbył się we Włocławku Zjazd Ruchu JOW, na którym rozpoczęto akcję tworzenia komitetów referendalnych i w krótkimi czasie takie komitety powstały w różnych regionach Polski – w czerwcu hasło referendum o JOW przejęła Platforma Obywatelska i na Konwencji w czerwcu 2005 we Wrocławiu rzuciła hasło &#8222;4 razy TAK&#8221;. Nota bene jednym z tych &#8222;TAK&#8221; miała być likwidacja Senatu!</p>
<p>Dzisiaj Platforma przeforsowała, przy sprzeciwie całej opozycji, jednomandatowe okręgi wyborcze do Senatu w brytyjskim systemie FPTP, a więc wybory większością względną w jednej turze.</p>
<p>Aby ten krok ocenić trzeba się zapytać dlaczego i po co ta zmiana została zrobiona? Platforma ma bowiem bezwzględną większość w Senacie i ten stan posiadania raczej trudno będzie powiększyć, obawiać się należy, że raczej przeciwnie. Platforma nigdy nie głosiła programu JOW do Senatu, raczej, jak wiemy, domagała się likwidacji Senatu. Czym więc kierowali się politycy tego ugrupowania wprowadzając tak radykalną zmianę, przy zdecydowanym sprzeciwie opozycji?</p>
<p>No, cóż, intencje ludzkie zna tylko Pan Bóg, poza tym zawsze możliwe jest działanie mało przemyślane. Wydaje się jednak, że za tym krokiem kryje się prosta taktyka: (1) pokażemy ludziom, że bardzo nam zależy na JOW, co powinno przynieść konkretny zysk w nadchodzących szybko wyborach parlamentarnych, (2) skompromitujemy ideę JOW, bo ludzie zobaczą, że wybory w JOW niczego naprawdę nie zmieniają. Ci sami ludzie pozostają przy władzy i ten sam układ partyjny. To spowoduje zelżenie nacisku społecznego na wprowadzenie JOW do Sejmu. Oczywiście, jest pewne ryzyko, że jednak, tu i tam, dostaną się do Senatu ludzie, których byśmy w żadnym wypadku nie chcieli, ale ryzyko nie jest wielkie. Okręgi wyborcze są bardzo duże, bariera wysoka.</p>
<p><strong>Te nadzieje nie są płonne, ponieważ bariera rzeczywiście jest wysoka, a społeczeństwo polskie jest obezwładnione, a pozbawione rzetelnych mediów, ma kłopoty z informacją i artykulacją. Jednak mleko się rozlało: sprawa JOW stała się tematem debaty publicznej, świadomość obywatelska wzrosła. Walka społeczeństwa z partiami politycznymi weszła w nową fazę.</strong></p>
<p><strong>Jerzy Przystawa</strong></p>
<p>Warszawa, 5 stycznia 2011</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/jow-do-senatu-may-krok-do-przodu-czy-zasona-dymna/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O podmiotowość obywateli i samorządów</title>
		<link>https://koszalin7.pl/o-podmiotowo-obywateli-i-samorzdow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/o-podmiotowo-obywateli-i-samorzdow/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 21 Dec 2010 14:16:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/12/21/o-podmiotowo-obywateli-i-samorzdow/</guid>

					<description><![CDATA[Jedną z zasadniczych cech Rzeczypospolitej powstałej po upadku PRL jest myślenie centralistyczne i tendecja do maksymalnego ograniczenia podmiotowości obywatela na]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-820" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/2009_wa_23.jpg" border="0" alt="J. Przystawa" title="J. Przystawa" align="left" width="600" height="450" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/2009_wa_23.jpg 600w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/2009_wa_23-300x225.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 600px) 100vw, 600px" />Jedną z zasadniczych cech Rzeczypospolitej powstałej po upadku PRL jest myślenie centralistyczne i tendecja do maksymalnego ograniczenia podmiotowości obywatela na rzecz centralnej biurokracji i centralnych aparatów partyjnych. Ofiarą tej mentalności jest nie tylko pojedynczy obywatel, <span id="more-821"></span>  ale i wszelkie tzw. organizacje pozarządowe (NGO), a przede wszystkim samorząd terytorialny, jego ustrój i struktury. Na świecie, w głównych krajach demokratycznych, samorządy terytorialne, przede wszystkim gminy, same regulują takie sprawy jak kształt i struktura samorządowej władzy oraz sposobu jej wyłaniania, nie są do tego potrzebne jednolite regulacje ustawowe. Dlatego, na przykład, Chicago wybiera sobie 50 radnych, a znacznie większe Los Angeles ma tych radnych tylko 15, czyli mniej więcej tyle samo ile ponad sześciokrotnie mniejsze Denver. Ustawy powinny regulować tylko kompetencje poszczególnych organów państwa i samorządów, gwarantować zapewnienie respektowania podstawowych praw obywatelskich, a nie ingerować w struktury i procedury gminne.</p>
<p class="foto">Prof. Jerzy Przystawa podczas manifestacji Ruchu JOW.</p>
<p>Podstawowym mankamentem samorządności w Polsce jest zasadnicze ograniczenie biernego prawa wyborczego obywateli do wszystkich szczebli samorządowej władzy. Najbardziej jaskrawym przykładem jest tu procedura wyboru najważniejszego elementu władzy samorządowej jakim jest mandat wójta, burmistrza czy prezydenta miasta (WBPiM). Żaden mieszkaniec gminy nie posiada tego podmiotowego prawa, jakim jest prawo kandydowania na urząd WBPiM. Tylko ciała zbiorowe – komitety wyborcze – maja prawo wysunięcia kandydata na WBPiM, a i to pod warunkiem, że NAJPIERW wysuną i zarejestrują kandydatów na radnych w ponad połowie okręgów wyborczych! W ten sposób, od samego początku, przyszły wójt, burmistrz czy prezydent miasta staje się zakładnikiem jakiejś grupy osób czy partii, która niekoniecznie cieszy się uznaniem gminnej społeczności. Dobrą ilustracją jest tu przykład byłego prezydenta Bydgoszczy, Konstantego Dombrowicza, który wygrywał kolejne wybory, podczas gdy ani jeden z kandydatów do rady miejskiej wysuniętych przez ten sam komitet wyborczy, nie zdobył mandatu. Jak z tego wynika, mieszkańcy Bydgoszczy, owszem, chętnie widzieli jako swego gospodarza p. Dombrowicza, ale już nie koniecznie ludzi z nim związanych i wzajemnie się popierających. Być może ten fakt stanowi też wyjaśnienie jego porażki w wyborach samorządowych roku 2010.  Często w dyskusjach o samorządzie gminnym podnosi się sprawę „układów gminnych”, koterii a nawet mafii, a zapomina, że sama ordynacja wyborcza skłania do powstawanie i tworzenia takich nieformalnych powiązań i układów. Eliminuje to jednocześnie z udziału w konkursie na stanowisko wójta, burmistrza czy prezydenta miasta ludzi, którzy nie chcą wchodzić w takie układy i uzależniać swego mandatu od ludzi, którzy nie zawsze zasługują na zaufanie i nie zawsze motywowani są rzeczywistym interesem społeczności gminnej, a nie swoim własnym.</p>
<p>Innym elementem szkodliwym dla prawidłowego demokratycznego procesu wyborczego jest dwuturowość wyborów WBPiM. Do czego naprawdę jest potrzebna ta druga tura i jaki jest pożytek z pieniędzy wydawanych na jej przeprowadzanie? Argumentem najczęściej wysuwanym jest opinia, że to dopiero mandat zdobyty w II turze jest mandatem naprawdę większościowym, bo dopiero tam widać, czy kandydat ma poparcie bezwzględnej większości. Jest to wniosek nieuprawniony: w II turze frekwencja wyborcza jest na ogół niższa niż w pierwszej. Przypuśćmy, że zwycięzca w I turze otrzymał 40% głosów poparcia przy frekwencji 50%, natomiast w II turze jego konkurent dostał 50% głosów przy frekwencji 30%: czy w ten sposób reprezentuje on już większość wyborców? Nie, ponieważ 0,4 razy 0,5 (w I turze) to jest 0,2, podczas gdy 0,5 razy 0,3 w II turze to tylko 0,15!</p>
<p>Najczęściej, wybory w II turze, służą konfliktowaniu społeczności gminnej, rozwojowi partyjnej agitacji, zwalczania konkurentów <em>per fas et ne fas</em>, jak o tym dobitnie świadczy skandal, jaki wybuchł przy okazji ostatnich wyborów prezydenckich w Wałbrzychu. Na dodatek te szkodliwe i nieparlamentarne działania są najczęściej nieskuteczne, bo i tak w większości przypadków wygrywają wybory ci, którzy byli najlepsi w I turze.</p>
<p>Jest szereg małych gmin, w których od lat trudno jest znaleźć chętnych do sprawowania mandatu wójta i gdzie zgłasza się tylko jeden kandydat. Amerykanie, Anglicy, Kanadyjczycy, w takiej sytuacji, gdy kandydat się zarejestrował, a informacja o tym została powszechnie ogłoszona i nie ma konkurenta &#8211; w ogóle głosowania nie przeprowadzają i oddają urząd temu, który chce go sprawować! Po co w takim przypadku przeprowadzać wybory, domagać się ponad 50% frekwencji? Jest kandydat, nikt nie zgłasza sprzeciwu, nie ma nikogo, kto chciałby z nim konkurować, po co są potrzebne te kłopotliwe zabiegi wyborcze? Urząd wójta, wbrew opiniom ludzi niezorientowanych, nie jest żadną intratną synekurą, lecz odpowiedzialnością moralną i prawną za mienie gminne, za każdą dziurę w jezdni, za każdy krzywy dom , nie odśnieżone ulice i nieusunięte śmieci itd. Itp. Mało kto jest gotów tej odpowiedzialności się podjąć i jej podołać.</p>
<p>Kolejnym przykładem ograniczenia podmiotowości obywateli jest ograniczenie biernego prawa wyborczego w wyborach na radnych gmin. Ordynacja wyborcza także i tutaj wymaga tworzenia komitetów wyborczych, które mają prawo zgłaszania kandydatów, ale znowu prawo to posiada charakter kolektywny, to znaczy, że komitet musi zgłosić całą listę, a nie konkretnego kandydata. Powstaje więc znowu układ związany, obywatel ma bierne prawo wyborcze dopiero w powiązaniu z innymi! Tylko w gminach małych, w których nowa ustawa wprowadza okręgi jednomandatowe, to ograniczenie biernego prawa wyborczego zostaje usunięte. Dlaczego mieszkaniec Wrocławia, Warszawy, Torunia czy Krosna nie ma prawa zgłoszenia swojej kandydatury na radnego, tylko musi się wiązać w jakieś „listy”, natomiast już mieszkaniec małego miasta, jak  Grodzisk Mazowiecki czy Oława, takie prawo będą posiadali? Jest to nie tylko ograniczenie biernego prawa wyborczego mieszkańców Krakowa, Poznania itd., ale naruszenie fundamentalnej zasady równości praw wyborczych.</p>
<p>Oczywiście, głównym problemem samorządu terytorialnego jest karykaturalne wręcz upartyjnienie państwa, które jest wynikiem obowiązku głosowania na listy partyjne w wyborach do Sejmu. Wybory z list partyjnych powodują, że partie polityczne traktują obecnie gminy i samorząd terytorialny jako łup partyjny i na terenie samorządowym działają jak grupy kolonizatorów, które przechwytują dla swoich wszystkie ważniejsze i intratniejsze stanowiska. Tak jak to jest w demokracjach zachodnich, partie polityczne nie powinny mieć prawa udziału w wyborach samorządowych i ingerencji w funkcjonowanie samorządu terytorialnego.</p>
<p><strong>Jerzy Przystawa</strong></p>
<p>P.S. Artykuł przeznaczony dla biuletynu &#8222;MISTiA na Szlaku&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/o-podmiotowo-obywateli-i-samorzdow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dorn, Kaczyński i bierne prawo wyborcze Polaków</title>
		<link>https://koszalin7.pl/dorn-kaczyski-i-bierne-prawo-wyborcze-polakow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/dorn-kaczyski-i-bierne-prawo-wyborcze-polakow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 09 Dec 2010 22:04:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/12/09/dorn-kaczyski-i-bierne-prawo-wyborcze-polakow/</guid>

					<description><![CDATA[Podstawą demokracji są wolne wybory. PRL nazywała się demokracją ludową, a zagwarantowane konstytucyjnie wolne wybory polegały na tym, że na]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-804"></span></p>
<p>Podstawą demokracji są wolne wybory. PRL nazywała się <em>demokracją ludową</em>, a zagwarantowane konstytucyjnie wolne wybory polegały na tym, że na głosowanie można było pójść albo nie pójść, a jak się poszło, to za kotarą (tajnie!) można było albo kogoś skreślić, albo nie skreślić. O tym, kto znajdował się na listach wyborczych decydowała Partia. Jedna, jedyna i słuszna.</p>
<p>Po1989 roku nastąpił w zakresie wolnych wyborów znaczący postęp. Nie tylko można na głosowanie pójść albo nie pójść, nie tylko można za kotarą wypisywać na karcie wyborczej co się chce, albo i ją nawet podrzeć lub zjeść. Można też postawić krzyżyk przy jednym nazwisku na listach sporządzonych nie przez jedną partię, ale nawet bardzo wiele partii, dzięki czemu do głosowania dostajemy nie listę nawet, ale wręcz całą książeczkę z nazwiskami. Jednak o tym, kto się w tej książeczce znajdzie decydują partie, choć już nie jedna partia.</p>
<p class="foto">Prof. Jerzy Przystawa przemawia na placu Zamkowym podczas manifestacji Ruchu JOW w 2009 roku.</p>
<p><strong>A cóż to jest bierne prawo wyborcze?</strong> Tej sprawy ogromna większość Polaków wydaje się nie rozumieć, co nie jest takie dziwne, jeśli się zważy osobliwe rozumienie biernego prawa wyborczego przez najwybitniejszych polskich konstytucjonalistów, autorów podręczników i innych oficjalnych i zawodowych nauczycieli obywatelskości i standardów demokracji.</p>
<p><strong>Bierne prawo wyborcze</strong>, tak jak je rozumieli twórcy Rzeczypospolitej (ale nie III RP), Alexis de Tocqueville czy Ojcowie Założyciele Stanów Zjednoczonych, <strong>to równe dla wszystkich prawo do kandydowania</strong>, ograniczone tylko minimum wymogów formalnych. Jakie to są te minimalne wymogi formalne? Trzeba być pełnoletnim obywatelem, którego praw obywatelskich nie ograniczono wyrokiem sądowym. Jak to wygląda w praktyce dojrzałej demokracji pokazał popularny ostatnio przykład amerykańskiej senator Lise Murkowski. Liza Murkowski, członek Partii Republikańskiej, przegrała partyjne prawybory na urząd senatora Stanu Alaska i jej partia zgłosiła innego kandydata. Liza Murkowski ogłosiła decyzję o kandydowaniu niezależnym. Kandydatury swojej nawet nie rejestrowała w żadnej komisji wyborczej. Wezwała mieszkańców Alaski, żeby sami wpisywali jej nazwisko na kartkach wyborczych. I wygrała wybory.</p>
<p>Jest to sytuacja niewyobrażalna w polskim systemie wyborczym. Nie ma czegoś takiego, jak możliwość ważnego dopisania czyjegoś nazwiska na listach wyborczych. <strong>Ale w ogóle NIE MA PRAWNEJ MOŻLIWOŚCI, żeby jakikolwiek obywatel Rzeczypospolitej mógł zarejestrować swoją kandydaturę w wyborach do Sejmu!</strong> Najpierw musi powstać komitet wyborczy, co najmniej 15 osób i ten komitet musi zebrać podpisy co najmniej 1000 wyborców z okręgu. Potem ten komitet musi sporządzić LISTĘ, średnio co najmniej 12 osób. Obecnie co najmniej 5 z tych osób muszą być płci pięknej. Pod taką listą musi zebrać co najmniej 5 tysięcy podpisów. Wtedy taką listę można zarejestrować w okręgu.</p>
<p>Jednak nawet spełnienie tych wymogów nie oznacza, że istnieje jakakolwiek szansa na wybór kogokolwiek z tej listy. Obowiązuje bowiem 5% próg wyborczy. Ponieważ w jednym okręgu mieszka średnio mniej niż 2,5% wyborców, to aby w ogóle istniała szansa, to musi w innych okręgach wyborczych (co najmniej dwu) zarejestrować się komitet o tej samej nazwie i zarejestrować tam inne listy wyborcze! Próg wyborczy oznacza, de facto, że nawet stuprocentowe zwycięstwo w jednym okręgu wyborczym nie daje jeszcze możliwości uzyskania mandatu poselskiego!</p>
<p>Taką oto demokrację, takie <em><strong>bierne prawo wyborcze</strong></em> przyniosły nam przemiany ustrojowe, Okrągły Stół i jego konstytucyjne i prawne rozwinięcia. Wybory parlamentarne stały się targowiskiem, na którym urządza się łapanki na ludzi, prowadzi zakulisowe targi, przekupstwo, intrygi, <em><strong>negocjacje</strong></em> nie wiadomo dokładnie kogo z kim i w wyniku tych targów powstają partyjne listy wyborcze. Widzieliśmy już wiele egzemplifikacji publicznych tych <em><strong>negocjacji</strong></em>, pamiętamy wydarzenia z sypialni Renaty Beger, ale i wiele innych. Kilka dni temu cała Polska zatrzęsła się, gdy ujawnione zostały taśmy z nagrań <em><strong>negocjacji wyborczych w Wałbrzychu</strong></em>. Ale każdy dzień przynosi tych egzemplifikacji więcej. Wczoraj, tj. 7 grudnia 2010, na swoim blogu w Salonie 24 zamieścił artykuł europoseł Ludwik Dorn pt. <a href="http://ludwikdorn.salon24.pl/257225,ja-socius-et-amicus-populi-pisei" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Ja, socius et amicus populi pisei</a> (wykształciuchy, jak wiadomo, liznęły trochę łaciny).</p>
<p>Dla młodzieży, dopiero wstępującej w dorosłe życie, wypada przypomnieć kim jest europoeseł z listy PiS, p. Ludwik Dorn? To bardzo wybitna postać, której Polacy mają dzisiaj wiele do zawdzięczenia w dziedzinie stanowionego prawa, ponieważ to poseł III, IV, V i VII Kadencji, obecnie europoseł, były wicepremier i minister Spraw Wewnętrznych, wreszcie marszałek Sejmu. Wszystko, naturalnie z poręki p. Jarosława Kaczyńskiego, szefa jego partii. Ale Ludwik Dorn nie okazał się nadzwyczaj wdzięcznym pupilem Jarosława Kaczyńskiego, powiedział kilka nieostrożnych słów, z partii został usunięty i zaczął odgrywać rolę polityka: <em><strong>niezależnego</strong></em>. We wspomnianym artykule ogłosił UMOWĘ &#8211; po europejsku <em><strong>dil</strong></em> &#8211; pomiędzy nim i Jarosławem Kaczyńskim, formułującą WARUNKI, na jakich euoposeł Ludwik Dorn zostanie wpisany, <em><strong>na drugim miejscu</strong></em>, na liście wyborczej PiS do Sejmu w okręgu podwarszawskim.</p>
<p>Nie będę cytował tego kuriozalnego dokumentu &#8211; kto ciekaw, sam sobie przeczyta. Chodzi mi tu o mentalność, jaką reprezentują obaj wysocy sygnatariusze tego kontraktu, o to, jak rozumieją prawa obywatelskie i bierne prawo wyborcze, o to, jak pojmują demokrację, którą nam miłościwie zafundowali.</p>
<p>I nie dziwi mnie postawa panów Dorna i Kaczyńskiego &#8211; to partyjniacy, którzy partyjniactwo wyssali z mlekiem matki, niczego innego nigdy nie doświadczyli, od początku tzw. transformacji ustrojowej są tego partyjniactwa najpierwszymi beneficjentami. To ich chleb i ich smakołyki, jest rzeczą naturalną, że o swoje przywileje dbają, jak tylko potrafią. Bardziej mnie dziwią ludzie, którzy pod różnymi <em>nikami</em> to kuriozum skomentowali. Do chwili, w której piszę ten tekst, pod notką Ludwika Dorna salonowicze z Salonu24 zamieścili 175 komentarzy. Przytłaczająca większość tych komentarzy, to wyrazy uznania, a nawet zachwytu i pochwały nad mądrością polityczną i inteligencją Ludwika Dorna!</p>
<p>Gdzie my jesteśmy? Co to za kraj? Czy tylko tyle zostało w spadku po Wielkiej Rzeczypospolitej, po twórcach najbardziej dojrzałej demokracji w ówczesnym świecie?</p>
<p><strong>Jerzy Przystawa</strong></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/dorn-kaczyski-i-bierne-prawo-wyborcze-polakow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prezydenckie Forum</title>
		<link>https://koszalin7.pl/prezydenckie-forum/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/prezydenckie-forum/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 07 Dec 2010 00:43:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/12/07/prezydenckie-forum/</guid>

					<description><![CDATA[W środę 1 grudnia 2010 miałem zaszczyt uczestniczyć, jako Prezes Zarządu Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego &#8211; Jednomandatowe Okręgi]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-800" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/przystawa_forum_prez.jpg" border="0" alt="J. Przystawa" title="J. Przystawa" align="left" width="800" height="557" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/przystawa_forum_prez.jpg 800w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/przystawa_forum_prez-300x209.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/przystawa_forum_prez-768x535.jpg 768w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/przystawa_forum_prez-392x272.jpg 392w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/12/przystawa_forum_prez-130x90.jpg 130w" sizes="auto, (max-width: 800px) 100vw, 800px" />W środę 1 grudnia 2010 miałem zaszczyt uczestniczyć, jako Prezes Zarządu Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego &#8211; Jednomandatowe Okręgi Wyborcze w zorganizowanym przez Prezydenta RP &#8222;Forum Debaty Samorządowej&#8221;, której celem, jak rozumiem, jest przygotowanie do zamierzonych przez Pana Prezydenta <span id="more-801"></span>  inicjatyw ustawowych w sprawie struktury i funkcjonowania samorządu terytorialnego. Obradom przewodniczył min. <strong>Olgierd Dziekoński</strong>, Minister Stanu w Kancelarii Prezydenta, a Pan Prezydent przysłuchiwał się obradom, wygłosił słowo wstępne i podsumował pierwszą część obrad.</p>
<p>Wprowadzenie do dyskusji przygotowali doradcy Prezydenta RP, profesorowie <strong>Paweł Świaniewicz</strong> i <strong>Michał Kulesza</strong>. Uczestnicy, w liczbie ok. 60, podzieleni byli na dwie grupy &#8211; siedzących za stołem właściwych uczestników Debaty (ok. 20) i ok. 40-osobową grupę &#8222;obserwatorów&#8221;. Przedstawiciele mediów dopuszczeni byli tylko na kilka początkowych minut, dla zrobienia zdjęć. Całość spotkania była nagrywana i ma być dostępna w Internecie. Czas wystąpień był ściśle reglamentowany: po 3 minuty dla uczestników właściwych i 2 minuty dla obserwatorów.</p>
<p class="foto">Prof. Jerzy Przystawa podczas wystąpienia na Forum Prezydenckim. Zdjęcie ze strony Prezydenta Rzeczypospolitej (www.prezydent.pl).</p>
<p>Profesor Świaniewicz wprowadził do kwestii jednostek pomocniczych samorządu terytorialnego, a prof. Kulesza przygotował opracowanie na temat relacji między władzą wykonawczą , a uchwałodawczą na różnych szczeblach samorządu terytorialnego. Jest rzeczą ciekawą, że projektodawcy rozważają, de facto, regulację ustawową czwartego stopnia samorządu terytorialnego, bo do tej pory ograniczaliśmy się do trzech (województwa, powiaty, gminy). Wprawdzie prof. Świaniewicz wielokrotnie zastrzegał się, że jest przeciwnikiem &#8222;przeregulowania&#8221; sprawy jednostek pomocniczych, jakby nie dostrzegając, że sam pomysł regulowania ustawowego sprawy rad osiedlowych, dzielnicowych itp., jest już sam w sobie daleko idącym przeregulowaniem.</p>
<p>W dyskusji, obserwator, pan <strong>Mariusz Wis</strong>, Prezes Zarządu Fundacji im. Madisona &#8222;Jednomandatowe Okręgi Wyborcze&#8221;, wysunął koncepcję zupełnego zrezygnowania z ustawowego regulowania spraw samorządowych i pozostawienia decyzji, w szczególności kwestii ordynacji wyborczych, samym samorządom. Ale głos ten, jak na razie, pozostał bez echa.</p>
<p>Niezwykłym, ale zasadniczym, elementem tego spotkania i debaty był fakt, ze wszyscy mówcy, bez wyjątku, zdecydowanie popierali koncepcje jednomandatowych okręgów wyborczych na różnych szczeblach samorządu terytorialnego, aczkolwiek tu były pewne niuansowe różnice. Natomiast sam Pan Prezydent opowiedział się zdecydowanie za JOW na wszystkich szczeblach samorządu terytorialnego, bo uważa, że będzie to znaczący krok w kierunku ewolucyjnego przejścia na system JOW także w wyborach do Sejmu. &#8222;Gdy to się sprawdzi w samorządzie, to będziemy mieli poważny argument za wprowadzeniem JOW w wyborach parlamentarnych&#8221;.</p>
<p>Ponieważ praktycznie wszyscy uczestnicy debaty wychwalali zalety systemu JOW, więc w moich dwu minutach, nie oparłem się pokusie wyrażenia oczarowania tą atmosferą i pozwoliłem sobie powiedzieć, że kiedy razem z obecnym na sali b. Prezesem Trybunału Konstytucyjnego <strong>Jerzym Stępniem</strong>, prawie 20 lat temu rozpoczynaliśmy działalność Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW, to nawet nie podejrzewaliśmy, że doczekamy takiego czasu, gdy w Pałacu Prezydenckim wszyscy mówcy będą wychwalali koncepcję JOW! Zaapelowałem więc do Pana Prezydenta, żeby wykorzystał swoje uprawnienia konstytucyjne, poparcie Platformy Obywatelskiej i obywatelskie poparcie dla idei JOW i jak najszybciej zarządził referendum ogólnokrajowe w sprawie JOW w wyborach do Sejmu.</p>
<p>Pomimo wszystkich miłych uchu wypowiedzi na Sali, wiadomo było i jest, że Sejm przygotowuje Kodeks Wyborczy, w którym JOW będą wprowadzone tylko w gminach do 40 tysięcy mieszkańców. Profesor Kulesza i inni mówcy zwracali uwagę, że takie postawienie sprawy jest naruszeniem fundamentalnej zasady RÓWNOŚCI obywateli, bo dlaczego mieszkańcy miast powyżej 40 tysięcy mają być pozbawieni prawa, które będą mieli pozostali? Ten sam prof. Kulesza powiedział też, że hańbą demokracji polskiej jest systematyczne gwałcenie biernego prawa wyborczego obywateli. O tym samym mówił też w swoim wystąpieniu p. Mariusz Wis.</p>
<p>Prawie wszystkim zwolennikom JOW, przynajmniej obecnym na Sali, sen z oczu spędza sprawa osławionego &#8222;parytetu&#8221;! Jak w JOW zapewnić wymagany dzisiaj globalnie &#8222;parytet&#8221;? Sędzia Jerzy Stępień podsunął propozycję zobowiązania ustawowego komitetów wyborczych do zgłaszania kandydatów z zachowaniem &#8222;parytetu&#8221;! Było to nieco zaskakujące wystąpienie, ponieważ JOW realizują zasadę &#8222;parytetu&#8221; w sposób najbardziej pełny i najbardziej demokratyczny: gwarantując każdemu równe prawo kandydowania. Mówimy, oczywiście, o brytyjskim systemie FPTP, który zachwalało wielu mówców, w tym uczestnik debaty pan <strong>Bartłomiej Michałowski</strong> z Ruchu Normalne Państwo.</p>
<p>W podsumowaniu <strong>Prezydent Bronisław Komorowski</strong> zdystansował się do mojego apelu o referendum w sprawie JOW w wyborach do Sejmu, twierdząc, że jest zwolennikiem przemian &#8222;ewolucyjnych&#8221;,a nie &#8222;rewolucyjnych&#8221;. Podjął natomiast inną zgłoszoną przeze mnie propozycję &#8211; rezygnację z II tury w wyborach w JOW, przede wszystkim w już obowiązujących wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Ta druga tura bowiem niczemu dobremu nie służy: jest zachętą do korupcji, działań defamacyjnych, konfliktowania obywateli i grup obywateli. Znakomite potwierdzenie słuszności tego stanowiska mamy w skandalu, jaki wybuchł po ujawnieniu taśm z podsłuchu rozmowy senatora Romana Ludwiczuka z członkiem, czy szefem, sztabu wyborczego prezydenta Wałbrzycha. Ciekawostką jest fakt, że Pan Senator jest wiceprzewodniczącym Krajowego Sądu Koleżeńskiego Platformy Obywatelskiej.</p>
<p>Debata, której byłem świadkiem i uczestnikiem budzi mieszane uczucia. Z jednej strony uczucie satysfakcji z faktu, że postulat JOW zaszedł już tak wysoko i jest odbierany tak jednoznacznie. Z drugiej strony dyskusja budzi zdziwienie wobec faktu, już praktycznie przesądzonych działań parlamentarnych, a więc przygotowanych do uchwalenia zmian w ordynacji wyborczej do samorządu terytorialnego. Na Sali nie zauważyłem parlamentarzystów, zarówno posłów jak i senatorów. W tej sytuacji można było odnieść wrażenie, ze Pałac Prezydencki to miejsce jakichś marginesowych debat, nie mających odniesienia do bieżącej polityki państwa. Prezydent jednakże zapewnił, że ma określone plany i jest zdecydowany, dla ich zrealizowania, skorzystać z pełni swoich uprawnień konstytucyjnych i politycznych.</p>
<p>No cóż: miejmy nadzieję!</p>
<p><strong>Jerzy Przystawa</strong></p>
<p class="note"><strong>FORUM DEBATY PUBLICZNEJ</strong> jest formą konsultacji społecznych Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego. Zadaniem forum jest wypracowanie propozycji konkretnych zmian legislacyjnych w istotnych dla kraju kwestiach, które doprowadzą do modernizacji Polski. Założeniem Forum jest przygotowanie nie rewolucyjnych, ale ewolucyjnych projektów reform, które w znaczący jednak sposób zmodernizują państwo. Wypracowane przez Forum propozycje reform powinny być przemyślane oraz ustalone drogą dialogu społecznego, tak aby były one następnie uchwalone w jak najszerszym porozumieniu i konsensusie. Forum Debaty Publicznej będzie moderowane przez doradców Prezydenta RP. W ramach forum działać będzie siedem zespołów tematycznych, z których każdy koordynowany będzie przez osobną grupę doradców, będących ekspertami w danej dziedzinie. Będą oni również analizować wnioski płynące z debaty, a następnie rekomendować konkretne propozycje legislacyjne Prezydentowi RP.<br /><strong>Źródło:</strong> Strona Prezydenta Rzeczypospolitej (www.prezydent.pl)</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/prezydenckie-forum/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Cisza wyborcza</title>
		<link>https://koszalin7.pl/cisza-wyborcza/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/cisza-wyborcza/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 Nov 2010 13:21:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prof. Przystawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/11/21/cisza-wyborcza/</guid>

					<description><![CDATA[Na Salonie24, jego właściciel red. Igor Janke, podporządkowując się wymogom ciszy wyborczej, ogłosił tekst pt. „Cisza wyborcza i lubczasopisma”, w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-776" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/11/cisza_02.jpg" border="0" alt="Cisza" title="Cisza" align="left" width="400" height="297" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/11/cisza_02.jpg 400w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/11/cisza_02-300x223.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px" />Na Salonie24, jego właściciel red. Igor Janke, podporządkowując się wymogom ciszy wyborczej, ogłosił tekst pt. „Cisza wyborcza i lubczasopisma”, w którym zaprasza do dyskusji o ciszy wyborczej. Korzystając z tego uprzejmego zaproszenia powiesiłem tam następujący komentarz.</p>
<p> <span id="more-777"></span>   </p>
<p>Szanowny Redaktorze!</p>
<p>Podyskutujemy o ciszy wyborczej? Dlaczego tak skromnie? A kiedy podyskutujemy o całym tym fantastycznym systemie wyborczym? Tylko o ciszy?</p>
<p>Pan Sędzia Ferdynand Rymarz mówi „w Polsce jest pewna tradycja ciszy wyborczej”. A skąd ta „tradycja”? Kto to wprowadził i kiedy? Jakie kraje stosują coś takiego? W języku angielskim nie ma nawet odpowiedniego słowa i jak możemy przeczytać w Wikipedii rzecz sama jest nieznana w krajach o anglosaskiej kulturze. A gdzie to się stosuje? I znowu z tejże Wiki dowiemy się, że ulubiły ją sobie byłe kraje byłej demokracji ludowej. Więc jakie są zalety tego cudownego przepisu i komu ma on służyć?</p>
<p>Ale może, skoro cisza, to warto porozmawiać i o innych aspektach? Np. o biernym prawie wyborczym. Czy obywatel Rzeczypospolitej może, tak jak obywatel Stanów Zjednoczonych, Zjednoczonego Królestwa, Kanady itp., itd. zarejestrować swoją kandydaturę na posła, radnego czy burmistrza? Zdaje się, że Szanowni Redaktorzy (a przynajmniej wielu z nich) nie bardzo zdają sobie sprawę z faktu, że ograniczenie prawa wyborczego we wszystkich tych przypadkach jest dolegliwością znacznie bardziej kompromitującą naszą demokrację niż cisza wyborcza?</p>
<p>Miłościwie nam panujący Pan Prezydent zapowiedział debatę publiczną nad zmianami legislacyjnym w prawie wyborczym do samorządów. W swojej kampanii wyborczej zapewniał, że będzie dążył do jednomandatowych okręgów wyborczych w samorządach. Dlaczego w samorządach, a nie w parlamencie, jak to głosi od lat Platforma Obywatelska? Dlatego, jak nam wyjaśniał, „bo jest realistą”, a w Polsce podobno realne jest tylko wprowadzenie JOW w wyborach samorządowych! A teraz się okazuje, że realne to jest co najwyżej JOW w gminach do 40 tysięcy mieszkańców!</p>
<p>Ale czy my, blogerzy Salonu 24, w ciszy wyborczej, możemy rozmawiać tylko o prezydenckiej Realpolitik, czy możemy sobie pozwolić na dyskusję o tym, co jest potrzebne, a może nawet konieczne, żeby Polska stała się normalnym krajem demokratycznym? </p>
<p><strong>Jerzy Przystawa</strong></p>
<p class="info">Notka na <a href="(http://lubczasopismo.salon24.pl/cisza/post/251825,cisza-wyborcza-i-lubczasopisma)" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24</a></p>
<p class="note"><b>JERZY PRZYSTAWA</b> (1939-2012), profesor fizyki teoretycznej, kierownik zakładu w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Intelektualista, jeden najwybitniejszych polskich myślicieli i wizjonerów przełomu XX i XXI w., sformułował postulat JOW, którego realizacja ma szansę stworzyć podstawy gmachu nowej Rzeczypospolitej. Autor opinii: &#8222;Ukąszenie Okrągłego Stołu, zamiast nas pobudzić i zaktywizować, sparaliżowało naszą wolę budowy społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego, oddało nasz państwo w ręce pieczeniarzy i kompradorów&#8221;. Inicjator Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Autor książek: <i>Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski</i> (z M. Dakowskim); <i>Otwarta księga. O Jednomandatowe Okregi Wyborcze</i> (z R. Lazarowiczem); <i>Nauka jak Niepodległość. O sytuacji polskiego nauczyciela</i>; <i>Trans Atlantic. Felietony nowojorskie</i>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/cisza-wyborcza/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>10</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
