<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>JOW a Państwo &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/jow/jow-a-pastwo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Sep 2021 18:24:38 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>Proporcjonalny przekręt konstytucyjny</title>
		<link>https://koszalin7.pl/proporcjonalny-przekrt-konstytucyjny/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/proporcjonalny-przekrt-konstytucyjny/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 01 Jan 2016 17:53:59 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2016/01/01/proporcjonalny-przekrt-konstytucyjny/</guid>

					<description><![CDATA[W polskiej Konstytucji z 1997 roku, uchwalonej pod osobistymi auspicjami Aleksandra Kwaśniewskiego, a partyjnymi postkomunistów SLD i postkomunistów PSL, znalazł]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-897" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/03/blasiak_duze.jpg" border="0" alt="W.Błasiak" title="W.Błasiak" align="left" width="500" height="395" />W polskiej Konstytucji z 1997 roku, uchwalonej pod osobistymi auspicjami Aleksandra Kwaśniewskiego, a partyjnymi postkomunistów SLD i postkomunistów PSL, znalazł się nieoczekiwanie dziwaczny zapis o &#8222;proporcjonalności&#8221; wyborów do Sejmu. Artykuł 96 tej Konstytucji w punkcie 2 stwierdza bowiem, <span id="more-2117"></span>  iż &#8222;Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne&#8221;.</p>
<p>Zapis jest dziwaczny z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że wcześniej go tam nie było, a nic szczególnego ani prawnie, ani politycznie się nie wydarzyło. Po drugie dlatego, że nie pojawia się w przymiotnikach wyborczych w konstytucjach innych państw. Po trzecie nie ma go w odniesieniu do wyborów do Senatu i wyborów samorządowych. Po czwarte zaś pojęcie &#8222;proporcjonalne&#8221; nie ma zdefiniowania prawnokonstytucyjnego, a wyłącznie potoczne i wywodzące się z matematycznej proporcjonalności. W matematycznym sensie &#8222;proporcjonalność&#8221; to zależność między dwiema zmiennymi wielkościami x i y, w której iloraz tych wielkości jest stały i wyraża go wzór <b>y=ax</b>, gdzie a jest różne od zera. A słowo &#8222;proporcjonalny&#8221; w słowniku języka polskiego ma 35 synonimów i to w 7 grupach znaczeniowych.</p>
<p><b>Dziwaczność tego przymiotnika wyborów do Sejmu staje się dziś sprawą politycznie kluczową.</b> Powołują się na niego dziś przeciwnicy przeprowadzenia w Polsce referendum w sprawie ordynacji wyborczej do Sejmu, na czele z PiS. Dowodzą, że Polacy nie mogą decydować w referendum o tej ordynacji, gdyż określiła to już Konstytucja, a Konstytucję może zmienić tylko parlament. Narodowi nic do tego. Suwerennie decydują za niego parlamentarzyści.</p>
<p>Choć tak naprawdę <u><b>w Konstytucji jest mowa o proporcjonalności wyborów, a nie ordynacji wyborczej, gdyż o tej decyduje się w ustawie</b></u>.</p>
<p>W 1993 roku, kiedy wybierano Sejm, który potem uchwalił tę Konstytucję z zapisem o proporcjonalności wyborów, do tzw. ordynacji proporcjonalnej wprowadzono progi wyborcze: 5% dla partii i 8% dla koalicji partyjnych. Progi te są matematycznie antyproporcjonalne. Zmieniono też system przeliczania głosów na mandaty na antyproporcjonalną matematycznie metodę D&#8217;Hondta, która dodaje mandatów partiom dużym, a odejmuje partiom małym.</p>
<p>Uzasadniano to tym, iż tzw. ordynacja proporcjonalna prowadzi do rozdrobnienia partyjnego Sejmu. Co jest zresztą prawdą, gdyż w Sejmie I kadencji byli posłowie z 29 partii politycznych i dwie kruche koalicje rządu Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej, zakończone rozwiązaniem Sejmu i przedterminowymi wyborami w 1993 roku.</p>
<p>Ale jak wiele wskazuje powodem faktycznym były prawdopodobnie ambicje i ambicyjki partii prawicowych na czele z ZChN i KPN, które chciały pozbyć się konkurencji małych partyjek po prawej stronie i samodzielnie rządzić. A skończyło się to katastrofą polityczną całej rozdrobnionej prawicy, która dzięki progom wyborczym w zdecydowanej większości nie weszła do Sejmu. A groteskowość tzw. ordynacji proporcjonalnej przy istnieniu progów wyborczych doprowadziła do tego, że głosy oddane na te partie, przeliczano na mandaty partii o największym procentowym poparciu. A były to SLD i PSL. Chyba trudno sobie wyobrazić większą groteskę wyborczą.</p>
<p>I tak w wyniku matematycznie antyproporcjonalnej proporcjonalności ordynacji wyborczej SLD, która zdobyła w 1993 roku 20,41 proc. głosów, otrzymała 37,17 proc. mandatów w Sejmie. PSL, które zdobyło 15,4 proc. głosów otrzymało 28,71 proc. mandatów. Tak więc te dwie postkomunistyczne partie otrzymały łącznie 36 proc. ważnie oddanych głosów, a zdobyły 66 proc. mandatów i większość konstytucyjną w Sejmie i Senacie. I uchwaliły Konstytucję.</p>
<p>Ponieważ w wyborach uczestniczyło 52 proc. wyborców, oznacza to, że <b>wola 18 proc. dorosłych Polaków przesądziła o losie politycznym również i 82 pozostałych procent</b>. W ramach matematycznej antyproporcjonalności proporcjonalnej ordynacji. <b>A dzisiaj prezydent elekt Andrzej Duda i to jeszcze jako doktor nauk prawnych, twierdzi <i>de facto</i>, iż nawet, jeśli ponad 50 proc. dorosłych Polaków dokona zmiany zapisu tej Konstytucji, to będzie to niekonstytucyjne.</b> Czyli, że nie naród jest suwerenem państwa, a wyłącznie posłowie i senatorowie. I sam pan prezydent elekt oczywiście.</p>
<p>Problem w tym, że nawet gdyby to antykonstytucyjne, bo przeczące konstytucyjnej zasadzie suwerenności narodu, rozumowanie prezydenta elekta przyjąć, to i tak jest ono nie do przyjęcia. Okrągłostołowa Konstytucja postkomunistów mówi bowiem o proporcjonalności wyborów, a nie o tzw. proporcjonalnej ordynacji wyborczej.</p>
<p>Ta dziwaczność przymiotnika wyborów do Sejmu jako &#8222;proporcjonalnych&#8221;, jest wynikiem dążeń postkomunistów na czele z Aleksandrem Kwaśniewskim <b>do zapewnienia panowania politycznego układu okrągłego stołu</b>. <u><b>Głosowanie na listy partyjne układane przez kierownictwa partyjne, z równoczesnym odebraniem 30 milionom Polaków biernego prawa wyborczego, prowadzi do stałej reprodukcji punktu wyjścia, czyli układu politycznego okrągłego stołu.</b></u></p>
<p>Tyle, że jest to ewidentny przekręt konstytucyjny. W żaden sposób nie można wywieść prawnie ordynacji nazwanej proporcjonalną i to jeszcze z progami wyborczymi i metodą D&#8217;Hondta, z proporcjonalności wyborów.</p>
<p>Postkomuniści najpierw &#8222;ni z gruszki ni z pietruszki&#8221; wrzucili w 1997 r. do Konstytucji słowo &#8222;proporcjonalne&#8221;, a potem zaczęto je interpretować zgodnie z ich intencją tego przekrętu. <u><b>A proporcjonalność wyborów, tak jak to bywa rozumiane w państwach z ordynacją większościową z jednomandatowymi okręgami wyborczymi, to zasada, iż na jeden mandat do parlamentu przypada podobna liczba wyborców. I tyle.</b></u></p>
<p><b>Wojciech Błasiak</b><br /><em>27 maja 2015</em></p>
<p class="note"><b>Wojciech BŁASIAK</b> &#8211; (ur. 1952 w Sosnowcu) polityk, ekonomista i socjolog, doktor nauk humanistycznych, poseł na Sejm II kadencji z ramienia Konfederacji Polski Niepodległej (KPN). Jedyny polski parlamentarzysta, który w roku 1997 protestował na posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego przeciwko wpisywaniu do Konstytucji słowa &#8222;proporcjonalne&#8221; w odniesieniu do wyborów i jedyny parlamentarzysta, który działał w sprawie wyjaśnienia afery FOZZ i Banku Handlowego. Prezes Stowarzyszenia Polskiej Myśli Strategicznej w Katowicach. Niezależny wydawca tygodnika &#8222;Puls Zagłębia&#8221;, działacz Ruchu JOW. Prowadzi własny Instytut Studiów i Projektów Rozwoju zajmujący się projektami unijnymi i edukacyjnymi. Autor wielu analiz i artykułów na tematy społeczno-ekonomiczne.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/proporcjonalny-przekrt-konstytucyjny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jerzy Gieysztor: O roli partyj</title>
		<link>https://koszalin7.pl/jerzy-gieysztor-o-roli-partyj/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/jerzy-gieysztor-o-roli-partyj/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 10 Oct 2015 08:35:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2015/10/10/jerzy-gieysztor-o-roli-partyj/</guid>

					<description><![CDATA[Ponieważ wielka skala i zasięg negatywnych zjawisk oraz decyzje rządzących, sprzeczne z interesem społecznym, odbierane są jako skutek upartyjnienia państwa,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2104"></span></p>
<p>Ponieważ wielka skala i zasięg negatywnych zjawisk oraz decyzje rządzących, sprzeczne z interesem społecznym, odbierane są jako skutek upartyjnienia państwa, to jego usunięcie jest dążeniem uzasadnionym. W poszukiwaniu przyczyny tego upartyjnienia, zauważmy najpierw analogię pomiędzy praktykami prawno-ustrojowymi; niezbyt w czasie odległą i aktualną.</p>
<p>Gdy zwolennikom inżynierii społecznej spodobała się koncepcja komunizmu, na użytek jego wdrożenia, Lenin wymyślił <i><b>Kierowniczą rolę partii</b></i>. Uniwersalną zasadę-hasło, która miała być wytyczną we wszelkim działaniu władzy i stała się filarem komunistycznej dyktatury. Prawne umocowanie tej zasady w życiu państwowym, wymagało pełnego podporządkowania woli partii, tworzącej prawo Rady Najwyższej. Wprowadzono więc kontrolę procesu wyborczego, łącznie z publikowaniem wyników głosowania. Dla sterowania procesem wyborczym, w wyborach do tej Rady (oraz rad pozostałych szczebli) – pozorując ludowładztwo &#8211; wprowadzono zgłaszanie kandydatów, jednak pod warunkiem ich akceptacji przez partię, jako <i>kierowniczą siłę narodu</i>. Przedstawicieli Narodu &#8211; Deputowanych do tej Rady, &#8222;wybierano&#8221; więc spośród tak zgłaszanych kandydatów.</p>
<p>Ponieważ rodzaj sposobu zgłaszania kandydatów przesądza o tym komu służą wybory, to odpowiednie zadekretowanie tego sposobu w wyborach do organów władzy, było kluczowym rozwiązaniem prawnym dla sprawowania przez partię kierowniczej roli w społeczeństwie. <i>De facto</i> rządził wódz. <i>Partia nowego typu</i> &#8211; jak mówił Lenin &#8211; była wszechwładna, a upartyjnienie, tak rządzonym państwem było ekstremalne.</p>
<p>Pomimo tego część krytyków komunizmu lekceważy znaczenie wskazanej regulacji prawnej, źródła charakteru leninowskiej partii i jej pozycji. A historyczne doświadczenie wszystkich krajów wschodnioeuropejskich, po roku 1989, nie powstrzymało, a może i zachęciło do prawnego uprzywilejowania partyj politycznych. I to sposobem analogicznym, do zastosowanego w komunizmie. W wyborach do organów władzy nie tylko krajów Europy Wschodniej, występuje ono w różnych, ale zawsze służących partiom wariantach. Bo dla partyj, a zwłaszcza dla ich przywódców, uprzywilejowanie zwłaszcza przy zgłaszaniu kandydatów w wyborach, zawsze jest atrakcyjne.</p>
<p>W polskich wyborach sejmowych jest to konieczność zgłoszenia pełnych list kandydatów, w co najmniej 21 okręgach wyborczych. Każdej listy popartej przez minimum 5 000 podpisów, łącznie 105 000 podpisów. Do wyborów dopuszczani są tylko kandydaci zatwierdzeni i uszeregowani przez wodzów partyj, według ich osobistej oceny. Indywidualne kandydowanie jest wykluczone. Wielkie rozmiary okręgów wyborczych redukują poznawanie kandydatów. Zatem wyborcy głosując, zatwierdzają tylko większość wcześniejszych partyjnych decyzji, legitymizując takie wybieranie posłów. System wyborczy tego rodzaju, pozorujący demokrację, od układających listy wyborcze uzależnia zatem posłów, odzierając ich z indywidualnej odpowiedzialności przed wyborcami. Ponadto w okręgach wielomandatowych brak możliwości odwoływania posłów, gdyż indywidualne rozliczanie przez wyborców jest nierealne. A do sprawowania kierowniczej roli, rządzącej partii wystarczają <i><b>bierni</b></i>, <i><b>mierni</b></i>, byleby tylko w głosowaniach byli <i><b>wierni</b></i>. Tak więc partie, wygrywające kolejne wyborcze plebiscyty, obdarzane są kierowniczą rolą dzięki przywilejowi układania list wyborczych, który jest jądrem wielomandatowego systemu wyborczego. Czego obnażanie jest niezgodne z kanonem wolności słowa w takiej partiokracji. A milcząca akceptacja tego przywileju, jest przestrzegana przez wspólny front mediów wszystkich opcji politycznych. Równie solidarnych w jednoczesnym konsekwentnym i hałaśliwym deprecjonowaniu sposobu jego zniesienia, jakim jest postulat JOW.</p>
<p>Gdyż fundamentem postulatu JOW jest zasada równej dla wszystkich pełnej swobody indywidualnego kandydowania w wyborach do Sejmu RP. Zrównuje ona kandydatów w prawach wyborczych, a przez to pozbawia partie ich uprzywilejowanej pozycji. Tworząc sytuację otwartego konkursu. Dla uzyskania optymalnych efektów konkursu, wybory przeprowadza się w okręgach jednomandatowych, o wielkości (1) pozwalającej na bezpośrednie docieranie kandydatów do wyborców. Równość prawa do kandydowania obejmuje też finansowanie kampanii wyborczej, narzucające limitowanie i ścisłą kontrolę wydatków, ponoszonych przez kandydatów. Taki konkurs w każdym okręgu, zmusza każdą partię, do wystawienia kandydata posiadającego szanse zdobycia największej liczby głosów. A to wymaga od niego wiarygodności, w ocenie wyborców. Reprezentujący partię poseł, wybrany w okręgu, gdy w następnych wyborach chce ponownie zdobyć mandat, jest zmuszony do partnerstwa z wyborcami, które wymusza jego przed nimi odpowiedzialność. Zwłaszcza, że w okręgu jednomandatowym łatwo posła na bieżąco rozliczać, a skompromitowanego odwołać. Poparcie przez wyborców, zależy od służebności wobec społecznych oczekiwań. Ponadto, przy zastosowaniu zasad ordynacji wyborczej JOW, konkurencja pomiędzy partiami umacnia ten służebny, ergo obywatelski charakter wszystkich partyj politycznego rynku. Zależność poparcia, od służebności wobec społecznych oczekiwań, dotyczy i osobiście każdego posła i jego partyjnej drużyny. Wybory są dniem sądu przede wszystkim nad posłami tej partii, która rządzi. Sądu także nad ewentualnymi jej ciągotami do bezpośredniego ingerowania życie państwowe. I to redukuje jego upartyjnienie.</p>
<p>Wodzowie partyj przekonują, że ich zdolność do zapewnienia pomyślności ojczyzny i obywateli, uzasadnia przywilej układania list wyborczych. Czemu zaprzeczają jego skutki, a opisane zależności wykazują, że źródłem upartyjnienia państwa jest wyborcze uprzywilejowanie partyj, a nie samo tych partyj istnienie. Gdyż partie, jako takie, były, są i będą, dopóki można korzystać z wolności zrzeszania się i przeprowadzać wolne wybory (2). Zatem dla odpartyjnienia państwa należy tylko i aż, zmienić rolę partyj wobec społeczeństwa. Z kierowniczej, którą kotwiczy ordynacja, zwodniczo nazwana proporcjonalną, na rolę służebną, którą wymusza zastosowanie zasad wyborczych ordynacji JOW (3).</p>
<p>Bo to dotychczasowa ordynacja wyborcza jest przyczyną choroby upartyjnienia państwa i to upartyjnienie utrwala, ponieważ nadaje partiom przywilej układania list wyborczych. Dlatego bez jej usunięcia, wraz z tym przywilejem, nie można usunąć przyczyny choroby. Można tylko likwidować same tej choroby skutki.</p>
<p>Zatem godzi się podsumować iż samo gloryfikowanie bezpartyjności, jako cnoty w patriotycznym, obywatelskim zaangażowaniu, pozostaje jałowe, gdy jest oderwane od wskazania przyczyny upartyjnienia. Bo zamazuje znaczenie wprowadzenia zasad wyborczych ordynacji JOW, w wyborach do Sejmu RP. – co jest najważniejszym postulatem ustrojowym. Warunkiem, nie tylko odpartyjnienia państwa, ale niepodległości wewnętrznej (4) i odblokowania możliwości rozwoju narodu.</p>
<p><b>Jerzy Gieysztor</b></p>
<p class="note"><b>Jerzy GIEYSZTOR</b> jeden z najbliższych współpracowników zmarłego w 2012 roku prof. Jerzego Przystawy, założyciela Ruchu JOW. Członek władz krajowych Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Potomek Dominika Gieysztora, uczestnika Sejmu Wielkiego, który uchwalił Konstytucję 3 Maja, zapoczątkowując wielką, choć spóźnioną reformę państwa.</p>
<p class="info">Tytuł oryginału: &#8222;O roli partyj. Czyli, jak zapewnić i utrzymać kierowniczą, a jak wymusić służebną rolę partyj politycznych&#8221;</p>
<p>(1) Okręgi jednomandatowe postulowane w Polsce w liczbie 460, zgodnej z Konstytucją, obejmują średnio ca. 67 tys. wyborców, tj. ca. 11 razy mniej, niż w 42 okręgach wielomandatowych.<br />
(2) Zobacz, Jerzy Gieysztor <a href="http://jow.pl/wolne-wybory-jow/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Wolne wybory to JOW</a>.<br />
(3) Zobacz, <a href="http://jow.pl/zasady-wybierania-poslow-do-sejmu-rp-postulowane-przez-ruch-jow/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Reguła wyborcza JOW</a>.<br />
(4) Zobacz, Wojciech Błasiak <a href="http://jow.pl/niepodleglosc-wewnetrzna/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Niepodległość wewnętrzna</a>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/jerzy-gieysztor-o-roli-partyj/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podpisali i schowali &#8211; podpisali w imieniu Polski, zapomnieli przetłumaczyć na polski</title>
		<link>https://koszalin7.pl/podpisali-i-schowali-podpisali-w-imieniu-polski-zapomnieli-przetumaczy-na-polski/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/podpisali-i-schowali-podpisali-w-imieniu-polski-zapomnieli-przetumaczy-na-polski/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 31 Jul 2015 21:34:17 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW]]></category>
		<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Rogowski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2015/07/31/podpisali-i-schowali-podpisali-w-imieniu-polski-zapomnieli-przetumaczy-na-polski/</guid>

					<description><![CDATA[Dokument Kopenhaski &#8211; tak nazywa się dokument międzynarodowy, podpisany przez Polskę, który ustala reguły wolnych wyborów w Europie. Ci, którzy]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-2067"></span><br />
Dokument Kopenhaski &#8211; tak nazywa się dokument międzynarodowy, podpisany przez Polskę, który ustala reguły wolnych wyborów w Europie. Ci, którzy w imieniu Polski dokument podpisali, nie zadbali o to, żeby uczynić go powszechnie dostępnym i znanym, przetłumaczyć na język polski, a przede wszystkim &#8211; wdrożyć do polskiego prawodawstwa. Polskie prawo wyborcze stoi w jawnej sprzeczności z zadeklarowanymi w dokumencie celami.</p>
<p>Dokument Kopenhaski został podpisany 29 czerwca 1990 r. na konferencji KBWE w Kopenhadze dotyczącej praw człowieka (ang. <i>Conference on Human Dimension</i>). Oficjalnym powodem była potrzeba potwierdzenia katalogu podstawowych praw człowieka i wolności w obliczu upadku reżimów komunistycznych w krajach Europy Wschodniej. Podpisy złożyli przedstawiciele 34 państw europejskich, między innymi Polski, dwóch państw niemieckich, Stolicy Apostolskiej, a także USA jako gwaranta bezpieczeństwa i pokoju w Europie. Wiele zapisów tego dokumentu odnosi się do wyborów i musi wprawić w zakłopotanie polską klasę polityczną.</p>
<p>W Polsce dokument jest prawie nieznany. Zdarza się, że jego nazwa jest wymieniana, ale prawie zawsze w kontekście ochrony praw mniejszości narodowych. Niezwykle trudno dotrzeć do polskiego przekładu. W Wikipedii hasło &#8222;Dokument kopenhaski&#8221; odsyła do&#8230; wersji angielskiej, niemieckiej, rosyjskiej, francuskiej. Zainteresowany czytelnik jest skazany na własne amatorskie próby przełożenia niekiedy wieloznacznych terminów prawniczych. W ten sposób, z wiedzy, która powinna być powszechną, uczyniono wiedzę tajemną i zastrzeżoną dla nielicznych.</p>
<p>Przejdźmy jednak do samego dokumentu. W art. 6 państwa uczestniczące oświadczają, że podstawą prawowitości władzy jest <b>&#8222;wola narodu, swobodnie i uczciwie wyrażana przez poprzez okresowe i prawdziwe wybory&#8221;</b>. Dalej deklarują, że będą szanować prawo obywateli do <b>&#8222;uczestniczenia w rządzeniu swoim krajem, bezpośrednio lub za pośrednictwem przedstawicieli swobodnie przez nich wybranych w uczciwym procesie wyborczym&#8221;</b>.</p>
<p>W Polsce nie ma mowy o spełnieniu tych warunków. Prawo do efektywnego kandydowania do Sejmu przysługuje nielicznym, nie ma możliwości indywidualnego ubieganiu się o mandat, ten przywilej zastrzeżony jest dla ogólnopolskich partii, korzystających z ogromnych subwencji państwowych. Kandydatów typują partyjni liderzy, ustalając w praktyce skład Sejmu jeszcze przed głosowaniem. Polski wyborca otrzymuje w lokalu wyborczym zestaw nazwisk wyłonionych w wyniku niejawnych procedur, realizowanych w zaciszu partyjnych gabinetów, podczas których dochodzi do faktycznego mianowania posłów, przez umieszczenie nazwisk na tzw. &#8222;miejscach biorących&#8221;, czyli &#8222;jedynkach&#8221;, &#8222;dwójkach&#8221;.</p>
<p>W dalszej treści dokumentu państwa uczestniczące zobowiązują się, że:</p>
<p class="stickynote"><b>7.3. Zagwarantują powszechne i równe prawo głosowania dla wszystkich dorosłych obywateli.</b></p>
<p>Polska ordynacja wyborcza do Sejmu nie spełnia tych warunków. Powszechność wyborów oznacza, że zarówno prawo głosowania (czynne prawo wyborcze), jak i kandydowania (bierne prawo wyborcze) przysługuje wszystkim obywatelom. O ile pierwsze prawo jest realizowane w sposób niepełny, to drugie jest już niemożliwe do spełnienia w świetle zapisów Kodeksu wyborczego, Polacy nie posiadają bowiem biernego prawa wyborczego w wyborach do Sejmu. Z kolei równość wyborów oznacza, że &#8222;waga głosu&#8221; jest w każdym okręgu wyborczym taka sama lub zbliżona do siebie. W Polsce, w wyborach 2011 roku najsłabszy mandat (3075 głosów) ważył 120 razy mniej (!!!) niż najmocniejszy (374 920 głosów). Obaj wyłonieni w ten sposób posłowie dysponowali jednak po jednym głosie w parlamencie. W przeprowadzonych rok wcześniej wyborach w JOW w Wielkiej Brytanii waga głosu wynosiła od 6723 do 35471 głosów, czyli różnica była zaledwie 5-krotna.</p>
<p>Sygnatariusze dokumentu zobowiązali się do tego, że:</p>
<p class="stickynote"><b>7.5. Będą szanować prawo obywateli do ubiegania się, bez dyskryminacji, indywidualnie lub jako przedstawiciele partii lub organizacji politycznych, o urząd polityczny lub publiczny.</b></p>
<p>Nie ulega wątpliwości, że członkowie partii, stanowiący 0,3 proc. wszystkich wyborców, mają znacznie większe szanse na ubieganie się o urząd polityczny lub publiczny, niż pozostałe 99,7 proc. wyborców. Oznacza to uprzywilejowanie zdecydowanej mniejszości, a zarazem dyskryminację ogromnej większości.</p>
<p>Z tym artykułem koresponduje wcześniejszy:</p>
<p class="stickynote"><b>5.4. Wyraźne oddzielenie państwa od partii politycznych; w szczególności partie polityczne nie będą scalane z państwem.</b></p>
<p>W Polsce nomenklatury partyjne obsadzają wszystkie stanowiska państwowe, które traktowane są jak łup polityczny i stanowią przedmiot przetargu podczas tak zwanych &#8222;rozmów koalicyjnych&#8221; w trakcie formowania rządu po wyborach. Proceder osiągnął taką skalę, że śmiało można mówić o zawłaszczeniu państwa przez partie.</p>
<p>To oczywiście tylko wybrane przykłady niezgodności polskiego prawa z prawem międzynarodowym. Łatwo jednak dostrzec inne odstępstwa, jak choćby obowiązek stworzenia gwarancji prawnych dla nowych organizacji politycznych &#8222;w celu umożliwienia im wzajemnej rywalizacji w warunkach równego traktowania przez prawo i władze&#8221; (art. 7.6). W Polsce trzeba dokonać cudu, żeby przebić się przez dwie bariery, którymi otoczyły się partie: 5 procentowy próg wyborczy w skali kraju i ogromne dotacje finansowe dla zabetonowanego systemu partyjnego. Inny przepis mówi o konieczności zapewnienia warunków prawnych do głosowania w swobodnej atmosferze &#8222;bez obawy przed negatywnymi następstwami&#8221; (7.7). Jeszcze inny wspomina o obowiązku rządu i władz publicznych &#8222;stosowania się do konstytucji&#8221; (5.3), podczas gdy gołym okiem widać niezgodność obecnego Kodeksu wyborczego z Konstytucją RP, głównie w zakresie stosowania biernego prawa wyborczego.</p>
<p>Jeden z artykułów Dokumentu kopenhaskiego może zabrzmieć jak ponury żart:</p>
<p class="stickynote"><b>5.8. Ustawy uchwalone w rezultacie jawnej procedury legislacyjnej oraz przepisy będą publikowane, co stanowić będzie warunek ich stosowania. Teksty te będą dostępne dla każdego.</b></p>
<p>To może wyjaśniać, dlaczego dokumentu dotąd w Polsce nie przetłumaczono i nie opublikowano. Skoro nie jest dostępny, nie trzeba go przestrzegać. W ten prosty sposób polska klasa polityczna rozwiązała problem respektowania podpisanego co prawda, ale niewygodnego dla siebie dokumentu międzynarodowego. Przypomina to trochę kawał o Radiu Erewań, które miało kiedyś ogłosić: &#8222;Surowość naszego prawa łagodzi nieco brak obowiązku stosowania się do niego&#8221;.</p>
<p><b>Tadeusz Rogowski</b></p>
<p class="info">Uwaga. Po długich poszukiwaniach udało się odnaleźć specjalistyczne wydawnictwa prawnicze, liczące ok. 500 stron, w którym znajduje się treść dokumentu po polsku. Roman Kuźniar, &#8222;Prawa człowieka &#8211; prawo, instytucje, stosunki międzynarodowe&#8221;. Fundacja Studiów Międzynarodowych, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR. Warszawa 2000.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/podpisali-i-schowali-podpisali-w-imieniu-polski-zapomnieli-przetumaczy-na-polski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>6</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pierwsza potaśmowa refleksja ustrojowa</title>
		<link>https://koszalin7.pl/pierwsza-potamowa-refleksja-ustrojowa/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/pierwsza-potamowa-refleksja-ustrojowa/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 23 Jun 2014 12:37:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/06/23/pierwsza-potamowa-refleksja-ustrojowa/</guid>

					<description><![CDATA[W &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; felieton Michała Drozdka, publicysty i socjologa, ale także byłego pracownika Kancelarii Premiera i Kancelarii Sejmu. Warto odnotować ten]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1794" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/06/058.jpg" border="0" alt="Ruch JOW" title="Ruch JOW" align="left" width="700" height="467" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/06/058.jpg 700w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/06/058-300x200.jpg 300w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" />W &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; felieton Michała Drozdka, publicysty i socjologa, ale także byłego pracownika Kancelarii Premiera i Kancelarii Sejmu. Warto odnotować ten głos, ponieważ podejmuje on bodaj pierwszą w prasie ogólnopolskiej refleksję ustrojową w kontekście obecnego kryzysu zaufania do państwa, <span id="more-1795"></span>  wywołanego ujawnieniem podsłuchiwanych rozmów (tzw. afera taśmowa).</p>
<p>Publicysta, choć sam nie podziela opinii o całkowitej degrengoladzie klasy politycznej, twierdzi bowiem, że spotykał polityków o wysokich walorach moralnych, uważa jednak za stosowne zwrócić uwagę na potrzebę zachowania umiarkowania i poczucia odpowiedzialności w obliczu obecnego kryzysu. &#8222;Szok spowodowany tym, co usłyszeliśmy &#8211; pisze Drozdek &#8211; może na dłuższą metę zaowocować kompletnym upadkiem autorytetu państwa i resztek autorytetu klasy politycznej&#8221;.</p>
<p>Autor przypomina, że polskie elity były planowo niszczone fizycznie i moralnie (zabory, okupacja, komunizm) i że niszczono nasze &#8222;struktury przywódcze, ośrodki opiniotwórcze, kanały rozpowszechniania niezależnej opinii, niszczono kulturę narodu i degradowano jego język&#8221;. Skutki odczuwamy do dzisiaj. Przy całym krytycyzmie, zauważa jednak, że może to wywołać w społeczeństwie zniechęcenie i upadek elementarnego zaufania, niezbędnego do podtrzymania demokracji, która &#8222;jeszcze się w Polsce na dobre nie wykształciła&#8221;. Odejście od demokracji musi z kolei &#8222;uderzyć w rozwój i pomyślność narodu&#8221;.</p>
<p>Publicysta nie wyjaśnia jednak, dlaczego obecny system polityczny, 25 lat od upadku PRL-u nie potrafił wykształcić nowych elit państwowych. Podobnie jak nie wyjaśnia, dlaczego ta lepsza, &#8222;patriotyczna&#8221; jak sam to określa, część elit państwowych, z którą miał do czynienia, nie podjęła poważnie postulatu ustrojowego wysuwanego przez założony przez śp. prof. Jerzego Przystawę Ruch JOW, który od 20 lat konsekwentnie domaga się wprowadzenia ordynacji większościowej jednomandatowej w miejsce obecnej kolektywistycznej ordynacji partyjniackiej.</p>
<p>Co ciekawe jednak, Michał Drozdek ma świadomość istnienia takich środowisk, pisząc: &#8222;Zostały one obecnie &#8211; jako nieprzystosowane &#8211; zepchnięte z pierwszego planu życia publicznego. Jednak istnieją i wierzę, że następne ćwierćwiecze wolnej Polski będzie przez nie kształtowane&#8221;. W tym kontekście wymienia nazwisko prof. Antoniego Kamińskiego, przyjaciela Ruchu JOW, wspierającego go od lat swoją wiedzą i doświadczeniem.</p>
<p>Na koniec następuje najciekawsza część, w której autor dzieli się następującą refleksją:</p>
<p class="citate"><b>Są wybory, znane są rozwiązania ustrojowe promujące ludzi, do których wyborcy mają zaufanie. Nie wolno godzić się na rozpowszechnianie wizji Polski bez przywództwa, bo jak mało kiedy w ostatnich latach przywództwo narodowe cieszące się poszanowaniem społeczeństwa staje się coraz bardziej konieczne.</b></p>
<p>Jest to bodaj pierwsza refleksja ustrojowa podjęta przez znaczący tytuł prasowy od chwili ujawnienia pierwszych taśm z podsłuchami. Nie wiemy oczywiście, jakie rozwiązania ustrojowe ma na myśli autor. Wiemy natomiast, że pozytywnym mechanizmem wyłaniania przywództwa cieszącego się &#8222;poszanowaniem społeczeństwa&#8221;, przez sam fakt dokonywania przez nie suwerennych wyborów, czyli bycia suwerenem, jest niewątpliwie ordynacja większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Tutaj głosuje się na człowieka, konkretną osobę (łac. <i>persona</i>) &#8211; jest to więc rozwiązanie personalistyczne, mechanizm selekcji pozytywnej, promujący cechy osobowe, wybitne zdolności i predyspozycje, kompetencje, jasno zdefiniowaną odpowiedzialność.</p>
<p>Czymś zgoła przeciwnym jest ordynacja partyjniacka (niesłusznie nazywana proporcjonalną), w której głosuje się na partie, na wyznaczonych przez liderów partyjnych kandydatów, którzy przez sam fakt umieszczenia delikwenta na liście, w odpowiedniej kolejności (&#8222;jedynki&#8221;), sami decydują o kształcie personalnym najwyższego przedstawicielstwa Polaków &#8211; Sejmu RP. Decyzjom tym nie towarzyszy żadna praktycznie odpowiedzialność za jakość desygnowanych przez siebie osób, w istocie &#8211; faworytów. Tutaj działa mechanizm selekcji negatywnej, w której rolę nadrzędną odgrywa lojalność wobec przywódcy, niesamodzielność intelektualna, brak odwagi cywilnej, efekciarstwo, niekompetencja, źle rozumiana wspólnotowość (kolektyw wszystkim, jednostka niczym), brak jakiejkolwiek odpowiedzialności &#8211; dokładnie to wszystko, z czym mamy do czynienia obecnie w Polsce.</p>
<p>Obecny kryzys nie jest żadnym &#8222;kryzysem politycznym&#8221;, ale głębokim ustrojowym kryzysem państwa, efektem złego systemu wyborczego, który tworzy zły system polityczny, wynikiem choroby, która toczy III Rzeczpospolitą od fundamentów. Na całe szczęście symptomy tej choroby dostrzegł w porę i je zdiagnozował mały Ruch JOW prof. Jerzego Przystawy, wysuwając przez długie lata swój ustrojowy postulat, przy całkowitej obojętności klasy politycznej, blokadzie medialnej i lekceważeniu ze strony elit. To Ruch JOW i im podobni, gorączkowo poszukujący rozwiązań dla Polski, stanowili ową właściwą elitę narodową. To dzięki nim, dziś Polska ma gotową receptę na chorobę, której jednak nie wypracowała powołana do tego i sowicie wynagradzana klasa polityczna czy środowiska naukowe, ale ci outsiderzy, często wykluczeni politycznie, społecznie i zawodowo, a jednak trwający z godnym podziwu samozaparciem przy swoim postulacie naprawy Rzeczypospolitej.</p>
<p><b>Tadeusz Rogowski</b></p>
<p class="note">Cały tekst &#8211; Michał Drozdek, <a href="http://www.rp.pl/artykul/9157,1119874-Michal-Drozdek-o-aferze-tasmowej.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Polacy, nic się nie stało!</a>, Rzeczpospolita, 23.06.2014</p>
<p class="info"><a href="https://koszalin7.pl/jow.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer">JOW na koszalin7.pl</a></p>
<p class="foto">Manifestacja Ruchu JOW w Warszawie &#8211; rok 2011.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/pierwsza-potamowa-refleksja-ustrojowa/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rząd w większościowym systemie wyborczym</title>
		<link>https://koszalin7.pl/rzd-w-wikszociowym-systemie-wyborczym/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/rzd-w-wikszociowym-systemie-wyborczym/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 Nov 2013 00:48:22 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/11/21/rzd-w-wikszociowym-systemie-wyborczym/</guid>

					<description><![CDATA[Współczesna demokracja ma charakter wyborczy. Idea władzy ludu jest w niej ściśle powiązana z procedurami elekcyjnymi. Podstawową funkcją wyborów jest]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1626" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/11/wybory_22.jpg" border="0" alt="Wybory" title="Wybory" align="left" width="800" height="536" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/11/wybory_22.jpg 800w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/11/wybory_22-300x201.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/11/wybory_22-768x515.jpg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" />Współczesna demokracja ma charakter wyborczy. Idea władzy ludu jest w niej ściśle powiązana z procedurami elekcyjnymi. Podstawową funkcją wyborów jest nie tylko kreowanie reprezentacji parlamentarnej adekwatnej do przekonań wyborców, ale też zdolnej do skutecznego działania politycznego <span id="more-1627"></span> .</p>
<p>W pierwszym rzędzie dotyczy to powoływania, funkcjonowania i rozliczania władzy wykonawczej. Oczywiście kwestia powiązań pomiędzy wyborami a rządem inaczej wygląda w systemie prezydenckim, półprezydenckim czy parlamentarno-gabinetowym. My zafundowaliśmy sobie ten ostatni wariant demokracji. Relacja zachodząca pomiędzy ludowładztwem a wyborami w przypadku Polski dotyczy więc porządku parlamentarno-gabinetowego, w którym rząd jest powoływany przez Sejm RP i przed nim odpowiada. Wszystko, co się z tym wiąże, jest więc ściśle uzależnione od rozstrzygnięć dokonywanych przez proporcjonalny system wyborczy, bo właśnie od niego realnie zależy tworzenie sejmowej większości, która jest podstawą tworzenia gabinetu. Warto więc zastanowić się, jak na tle dotychczasowych doświadczeń może wyglądać kwestia tworzenia, działania i odpowiedzialności rządu w warunkach większościowego systemu wyborczego.</p>
<p>  Konfrontację można rozpocząć od pytania: jakie wybory pozwalają identyfikować przyszły rząd? Wybory proporcjonalne częściej na to nie pozwalają. Ich efektem jest wejście do parlamentu wielu formacji politycznych i trudno jest z góry wskazać, która z nich będzie rządzić. Dla przykładu w 2005 r. wyborcom polskim wydawało się, że logiczną alternatywą słabych rządów SLD będą rządy koalicji PO-PiS. Tak identyfikowali przyszły rząd. A powstał zupełnie inny: PiS, LPR i Samoobrony. W odniesieniu do przyszłości: na podstawie sondaży można przypuszczać, że zwycięzcą najbliższych wyborów do Sejmu RP będzie PiS. Ci wyborcy, którzy zagłosują na tę partię, będą przeświadczeni, że identyfikują przyszłą formację rządzącą. Wcale nie jest to jednak pewne, bo zwycięzca może okazać się przegranym &#8211; na rzecz możliwej, chociaż trudnej do precyzyjnego opisania koalicji centrolewicowej.</p>
<p>W proporcjonalnym systemie wyborczym możliwość identyfikacji rządu jest silnie ograniczona. Inaczej w ordynacji większościowej. System jednomandatowych okręgów wyborczych sprzyja wytworzeniu dwubiegunowego układu partyjnego, w ramach którego jedna z dwóch kluczowych formacji politycznych może tworzyć rząd samodzielnie. Wyborca, niezależnie od tego, na którą z nich oddaje głos, będzie wiedział, na jaki rząd głosuje. Tak rzecz wygląda na przykład u Brytyjczyków. W większości wyborów po II wojnie światowej efektywnie identyfikowali przyszły rząd, a także nazwisko przyszłego premiera, bo z reguły zostaje nim lider formacji zwycięskiej.</p>
<p>Wybory są też w systemie większościowym główną i decydującą fazą tworzenia rządu. O wyborach w systemie proporcjonalnym raczej tego powiedzieć nie można. W całym pokomunistycznym okresie w Polsce nie zdarzyło się, by większość mandatów uzyskała jedna partia. Procedura tworzenia rządu ruszała właściwie dopiero po wyborach, gdy przystępowano do negocjacji w sprawie tworzenia koalicji. Tym samym nie wybory, a powyborcze negocjacje i przetargi międzypartyjne wytyczały główną fazę tworzenia rządu. Praktyka ta w oczywisty sposób obniża rangę samych wyborów, jako kluczowego instrumentu ludowładztwa, bo cały proceder kreowania władzy wykonawczej oddany zostaje w ręce bonzów partyjnych. W tym kontekście wybory większościowe przywróciłyby Polakom podmiotowość, gdyż właśnie w nich uzyskaliby szansę samodzielnego wyłaniania rządu.</p>
<p>Kwestią ważną samodzielnie jest też czas tworzenia rządu. W systemie większościowym ma on szansę powstać tuż po wyborach. Proporcjonalność dotąd na to nie pozwalała. Rządy były u nas na ogół koalicyjne, a tworzenie koalicji było czasochłonne i trudne pod względem politycznym. Tworzenie takiego rządu utrudnia też życie naszym sąsiadom. Pouczający pod tym względem jest aktualny przypadek Niemiec. Kanclerz A. Merkel przez wiele tygodni prowadziła żmudne rozmowy o utworzeniu koalicji. A wszystko z powodu braku kilku mandatów, potrzebnych do posiadania większości parlamentarnej koniecznej także w reżimie kanclerskim. W warunkach systemu większościowego CDU/CSU miałyby prawdopodobnie większość mandatów w Bundestagu i chadecy rządziliby samodzielnie. Podobnie u naszych południowych sąsiadów. W ostatnich, przedterminowych wyborach, w ramach skomplikowanego systemu proporcjonalnego weszło do parlamentu Czech siedem ugrupowań, a żadne z nich nie ma elementarnej szansy na samodzielne rządy. Żmudne negocjacje w sprawie rządu koalicyjnego wcale nie muszą przynieść powodzenia i w Czechach możliwe są kolejne przedterminowe wybory. Nic więc dziwnego w tym, że i Czesi już zaczynają poszukiwać możliwości wprowadzenia większościowego systemu wyborczego, realizowanego w okręgach jednomandatowych.</p>
<p>Rząd koalicyjny zmuszony jest do opracowania nowego, czasem nieznanego wyborcom programu działania. Realizuje go na podstawie przypadkowego doboru kadr. Jest to również rząd niestabilny i nietrwały, o czym na przykład przekonały losy koalicji AWS-UW utworzonej w 1997 r., koalicji SLD-UP-PSL z 2001, koalicji PiS-LPR-Samoobrony w latach 2005-2007. Natomiast rząd tworzony w większościowym systemie wyborczym może usunąć tego typu karykaturę władzy wykonawczej. Ma szansę działania w dłuższym przedziale czasowym, na podstawie programu spójnego, przemyślanego i akceptowanego przez wyborców oraz w ramach merytorycznej polityki kadrowej. Co więcej, realizuje program autorski, pod względem psychologicznym motywujący do działania. Większościowy system wyborczy otwiera więc możliwość uczynienia z rządu polskiego realnego ośrodka długofalowej polityki państwowej, czego od lat wyraźnie nam brakuje.</p>
<p>A ponieważ będzie to raczej rząd realizowany przez jedną formację polityczną, to również będzie ona odpowiadać za sprawowanie władzy w sposób jednoznaczny. Ta jednoznaczność odpowiedzialności jest fundamentalnie ważną dla sprawnie działającego państwa demokratycznego. Mętne wody rządów koalicyjnych znakomicie natomiast ułatwiają rozproszenie odpowiedzialności, zrzucenie jej na koalicjanta czy opozycję. Z tego względu są zresztą cenione przez klasę polityczną, bo utrudniają jej rozliczanie, a tym samym ułatwiają politykom trwanie. Większościowy system wyborczy to realny mechanizm wzmocnienia podmiotowości Polaków, dający im instrument oceniania i rozliczania polityków, a za tym wspierania ludzi wartościowych i usuwania słabeuszy z życia publicznego.</p>
<p><b>Zdzisław Ilski</b></p>
<p class="note"><b>Zdzisław ILSKI</b> (ur. 1959) &#8211; doktor politologii, specjalizujący się w historii politycznej, myśli politycznej, systemach politycznych i wszelkich szeroko rozumianych zagadnieniach politycznych. Od ponad 20 lat pracuje na Politechnice Wrocławskiej. Autor m.in. książek &#8222;Jakub Bojko 1857-1943&#8221;, &#8222;Formuła wyborcza u progu niepodległej Polski (do 1920 r.)&#8221; oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych.<br /> Uczestnik Ruchu Obywatelskiego na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/rzd-w-wikszociowym-systemie-wyborczym/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Niepodległość wewnętrzna</title>
		<link>https://koszalin7.pl/niepodlego-wewntrzna/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/niepodlego-wewntrzna/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 Oct 2013 09:37:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/10/23/niepodlego-wewntrzna/</guid>

					<description><![CDATA[Współczesne niepodległe narody, podobnie jak suwerenne państwa, są tworem kapitalistycznego systemu światowego. To kapitalizm stworzył suwerenność państw. Suwerenność państwa oznaczy,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-897" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/03/blasiak_duze.jpg" border="0" alt="W. Błasiak" title="W. Błasiak" align="left" width="500" height="395" />Współczesne niepodległe narody, podobnie jak suwerenne państwa, są tworem kapitalistycznego systemu światowego. To kapitalizm stworzył suwerenność państw. Suwerenność państwa oznaczy, iż jedynie władze państwa stanowią i egzekwują prawo na własnym terytorium. Ta suwerenność jest zarówno zewnętrzna <span id="more-1607"></span>  w relacjach z innymi państwami i podmiotami międzynarodowymi, jak wewnętrzna w relacjach z podmiotami krajowymi. Państwo jest wyłącznym suwerenem we własnym kraju. Jak to dowodzi amerykański socjolog i historyk Immanuel Wallerstein suwerenność państw jest warunkiem istnienia systemu światowego, gdyż suwerenne państwo zabezpiecza możliwość podstawowego procesu w tym systemie, jakim jest nieustanna akumulacja kapitału. Istotą rzeczy w tej suwerenności było zawsze, jak twierdzi I. Wallerstein, <em>zabezpieczenie praw własności. Nie ma sensu akumulacja kapitału, jeśli nie można go utrzymać w swoich rękach</em>. Oczywiście ta suwerenność jest stopniowalna i względna.</p>
<p>Ale tak jak proces globalnej akumulacji kapitału wymagał stworzenia suwerennych państw, tak proces globalnej produkcji społecznej w ramach tej akumulacji, wymagał stworzenia nowej jakości i spójności grup społecznych. Grup społecznych zdolnych tę produkcję historycznie organizować i kulturowo motywować w obszarze ich terytorialnych ojczyzn. Tymi grupami społecznymi są <b>nowoczesne narody</b>. To kapitalizm stworzył nowoczesne narody i bez nich system światowy nie byłby w stanie istnieć. Interpretując i reinterpretując dorobek polskiego filozofa Stanisława Brzozowskiego twierdzę, iż powstanie odrębnych narodów i odrębnych kultur narodowych było wymogiem zachowania samodzielnych procesów produkcji kapitalistycznej w ramach terytorialnych ojczyzn. Narody zdaniem S. Brzozowskiego są jedyną grupą społeczną, które same z siebie, samoistnie, utrzymują się o własnych siłach w historycznie zmieniającym się świecie. Jak to ujęła polska filozof Ewa Sowa, ta samoistność oznacza, dzięki szeroko rozumianej kulturze narodowej, <b>historyczną zdolność do samoorientacji i samomotywacji w świecie</b>.</p>
<p class="foto">Dr Wojciech Błasiak, na drugim planie śp. prof. Jerzy Przystawa. Szczecin, ok. 2006 r.</p>
<p>Ale ta samoorientacja i samomotywacja do istnienia wymaga czegoś, co nazywa się <b>niepodległością</b>. Niepodległością czyli brakiem zewnętrznego określania motywacji do historycznego istnienia i zewnętrznego narzucania orientacji w tym historycznym istnieniu. <b>Niepodległość narodów jest takim samym niezbędnym warunkiem procesu światowej akumulacji kapitalistycznej, jak suwerenność państw.</b> W krajach zachodnioeuropejskich to suwerenność była pierwotna i na jej bazie zachodziły procesy narodowe, a w krajach Europy Środkowo-Wschodniej to dążenie do niepodległości narodowej było pierwotne i na jego bazie tworzyły się suwerenne państwa narodowe.</p>
<p>Podobnie jak przypadku suwerenności państwowej, również w przypadku niepodległości narodowej możemy mówić o <b>niepodległości zewnętrznej i wewnętrznej</b>. Niepodległość zewnętrzna to sytuacja, w której żaden inny naród czy inna zewnętrzna siła nie może określać celów i motywów istnienia danego narodu. Niepodległość zewnętrzna oznaczać musi ostatecznie posiadanie własnego państwa narodowego. Niepodległość wewnętrzna natomiast to sytuacja, w której żadna z grup i zbiorowości tworząca społeczność narodową nie może narzucać i egzekwować celów oraz motywów egzystencji narodowej. W szczególności o tej niepodległości wewnętrznej w sytuacji istnienia suwerennych państw narodowych, decydują <b>relacje między podstawowymi zbiorowościami społecznymi, a grupami tworzącymi i obsługującymi aparat państwowy</b>. Tym samym o niepodległości wewnętrznej narodu przesądza współcześnie istnienie podstawowych procedur demokratycznych, z demokracją polityczną w roli głównej.</p>
<p>W latach 1989-1991 w wyniku rozpadu imperium radzieckiego Polska odzyskała pełną suwerenność państwową i niepodległość zewnętrzną. Natomiast <b>polski naród nie odzyskał niepodległości wewnętrznej</b>. Dlatego Polakom narzucane są sprzeczne z ich interesami narodowymi cele i motywy istnienia oraz dezorientujące narodowo interpretacje współczesnego świata. Tak właśnie została Polakom narzucona szokowa transformacja w wersji tzw. planu Balcerowicza, który doprowadził do rozbioru gospodarczego polskiego przemysłu i bankowości. Tak narzucana jest marginalizacja i destrukcja polskiego patriotyzmu. Tak narzucana jest polskiemu społeczeństwu demotywująca go w istnieniu historycznym <em>kultura śmierci</em>, jak ją nazwał Jan Paweł II. <em>Kultura śmierci</em>, która wręcz uderza w biologiczne korzenie życia zwalczając wartości promujące i umacniające rodzinę, od solidarności międzypokoleniowej w rodzinie, aż po jej seksualność i płciowość. I stąd też wynika celowe i zorganizowane promowanie homoseksualizmu, jako równoprawnej formy dla heteroseksualności czy banalizacja płciowości i seksu. Dezorientowanie zaś to stałe produkowanie medialnych obrazów nieistniejącego realnie świata, nieistniejących realnie zagrożeń i problemów, po to, aby ukryć świat realny z jego rzeczywistymi zagrożeniami i problemami.</p>
<p>Brak niepodległości wewnętrznej, którego skutkiem jest dezorientacja i demotywacja polskiego społeczeństwo w jego istnieniu jako narodu, to wynik panowania politycznego wyrosłych z transformacji ustrojowej <b>zoligarchizowanych grup władzy o kompradorskim charakterze</b>. Jest to możliwe, gdyż <b>polski naród nie jest suwerenem własnego państwa</b>. Polskie społeczeństwo ma wpływ na państwo tylko poprzez względną wolność działań politycznych. <b>Obecna proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu likwiduje bowiem zasadę suwerenności narodu w jego władzy pośredniej w państwie.</b> Odbiera Polakom bierne prawo wyborcze, a z czynnego czyni fasadę demokracji. Sposób zaś podejmowania decyzji o referendum likwiduje zasadę suwerenności narodu w jego władzy bezpośredniej w państwie, gdyż i tak to Sejm decyduje o przeprowadzeniu referendum.</p>
<p><b>Dlatego podstawowym i wyjściowym warunkiem odzyskania niepodległości wewnętrznej przez polskie społeczeństwo narodowe jest zmiana ordynacji wyborczej poprzez wprowadzenie ordynacji większościowej opartej o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych. Przywróci to obywatelom bierne prawo wyborcze i uczyni realnym czynne. Tym samym polski naród stanie się suwerenem własnego państwa i odzyska niepodległość wewnętrzną.</b></p>
<p class="info">Artykuł ukazał się w <a href="http://www.uwazamrze.pl/artykul/724065,1056301-Niepodleglosc-wewnetrzna.html">Uważam Rze</a> numer 14.10 z 14.10.2013</p>
<p class="note"><b>Wojciech BŁASIAK</b> &#8211; (ur. 1952 w Sosnowcu) polityk, ekonomista i socjolog, doktor nauk humanistycznych, poseł na Sejm II kadencji z ramienia Konfederacji Polski Niepodległej (KPN). Jedyny polski parlamentarzysta, który w roku 1997 protestował na posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego przeciwko wpisywaniu do Konstytucji słowa &#8222;proporcjonalne&#8221; w odniesieniu do wyborów i jedyny parlamentarzysta, który działał w sprawie wyjaśnienia afery FOZZ i Banku Handlowego. Prezes Stowarzyszenia Polskiej Myśli Strategicznej w Katowicach. Niezależny wydawca tygodnika &#8222;Puls Zagłębia&#8221;, działacz Ruchu JOW. Prowadzi własny Instytut Studiów i Projektów Rozwoju zajmujący się projektami unijnymi i edukacyjnymi. Autor wielu analiz i artykułów na tematy społeczno-ekonomiczne.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/niepodlego-wewntrzna/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dobrobyt zależy od stopnia odpowiedzialności rządu przed obywatelami</title>
		<link>https://koszalin7.pl/dobrobyt-zaley-od-stopnia-odpowiedzialnoci-rzdu-przed-obywatelami/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/dobrobyt-zaley-od-stopnia-odpowiedzialnoci-rzdu-przed-obywatelami/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 22 Sep 2013 22:59:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/09/22/dobrobyt-zaley-od-stopnia-odpowiedzialnoci-rzdu-przed-obywatelami/</guid>

					<description><![CDATA[Głosować na prawicę, czy lewicę? To prawie bez znaczenia, gdy wyborcy szybko mogą rozliczyć polityków. Dobrobyt nie zależy od wyniku]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1593" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/09/brenner_reuven.jpg" border="0" alt="Reuven Brenner" title="Reuven Brenner" align="left" width="400" height="336" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/09/brenner_reuven.jpg 400w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/09/brenner_reuven-300x252.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px" />Głosować na prawicę, czy lewicę? To prawie bez znaczenia, gdy wyborcy szybko mogą rozliczyć polityków. Dobrobyt nie zależy od wyniku wyborów, ale od tego, czy funkcjonują mechanizmy egzekwowania odpowiedzialności rządzących przed obywatelami i czy ludzie z pomysłami mają dostęp do kapitału <span id="more-1594"></span>  – uważa prof. Reuven Brenner, profesorem zarządzania na Uniwersytecie McGill w Montrealu i autor książki &#8222;Force of Finance&#8221;. Z profesorem rozmawia Krzysztof Nędzyński.</p>
<p><strong>Jaki jest najważniejszy czynnik decydujący o sukcesie gospodarczym kraju?</strong></p>
<p><strong>Prof. Reuven Brenner</strong>: Odpowiedzialność rządzących. Politycy podejmują decyzje i ich skutki są pozytywne, negatywne albo neutralne. Ale jest jedna zasadnicza trudność – to się okazuje dopiero po czasie. Bez względu na to jak mądry jest przywódca i jak głęboki jest jego zamysł, pomyłki są nie do uniknięcia. Wielu ludzi łudzi się, że jest inaczej, mówiąc np. „przecież było oczywiste, że ceny domów nie mogą rosnąć w nieskończoność”. Ale to jest racjonalizowanie wydarzeń po fakcie.</p>
<p><strong>Jakie jest więc rozwiązanie?</strong></p>
<p>Sukces odnosi ten kraj, którego ustrój zapewnia, że pomyłki w polityce państwa są jak najszybciej identyfikowane i korygowane. To właśnie rozumiem przez odpowiedzialność rządzących. Oczywiście obejmuje ona także świadome działanie kosztem interesu publicznego czyli korupcję.</p>
<p><strong>Mechanizmem takiej kontroli są demokratyczne wybory.</strong></p>
<p>Właśnie, że nie. Demokracja nie ma tu wiele do rzeczy. W Meksyku czy Egipcie ludzie mają prawo głosu od długich dziesięcioleci, ale te kraje pozostają bardzo biedne. Z drugiej strony jest na przykład Singapur, gdzie nie ma demokracji, ale rząd jest pod baczną kontrolą wielu niezależnych instytucji i kraj dynamicznie się rozwija.</p>
<p><strong>Jak zapewnia się odpowiedzialność rządu?</strong></p>
<p>To jest suma wielu czynników. Wystarczy osłabić jeden i odpowiedzialność zaczyna się rozmywać. Podam przykład z Kanady. Zanim Pierre Trudeau doszedł do władzy w 1968 r., każdy nowy wydatek musiał być przedyskutowany w parlamencie. Trudeau jako premier zachęcił urzędników do przedstawiania pomysłów, co jeszcze należałoby zrobić. Propozycje zgłosili, ale nie było czasu, by wszystkie przedyskutować. Wtedy Trudeau zmienił zasady – propozycje miały być automatycznie zatwierdzone. Kanadyjski Audytor Generalny Max Henderson podniósł wrzawę, że to niedopuszczalne. Więc premier go zwolnił.</p>
<p>Wtedy jeszcze Kanada była dość normalnym krajem, więc sprawa wylądowała na pierwszych stronach gazet i Trudeau został zmuszony do przywrócenia Hendersona na stanowisko. Przez chwilę był porządek, ale gdy Henderson przeszedł na emeryturę, na stanowisko Audytora Generalnego został mianowany człowiek bardziej uległy. I tak zaczęły się wielkie, nieprzemyślane programy wydatkowe, a odpowiedzialność rządu za podejmowane decyzje się rozmyła.</p>
<p><strong>Powiedział pan, że na odpowiedzialność rządu składa się wiele czynników. Które z nich są najważniejsze?</strong></p>
<p>Myślę, że bardzo ważna jest niska bariera wejścia na rynek polityczny, niekoniecznie dla nowych partii, ale dla nowych idei i nowych ludzi. Jeśli jest wiele potencjalnych i konkurencyjnych centrów władzy, jeśli potencjalni liderzy mają do dyspozycji instrumenty, żeby wymusić zmiany i mają się na kim oprzeć, bo istnieje warstwa ludzi, których majątek i dochody nie zależą od rządu, to błędy w polityce państwa są poprawiane szybciej, niż gdy te warunki nie są spełnione. Tu dotykamy drugiej fundamentalnej kwestii – tego w jaki sposób dokonuje się w danym społeczeństwie alokacja kapitału na rozwój.</p>
<p><strong>Co pan przez to rozumie?</strong></p>
<p>Chodzi mi o to, skąd człowiek, który chce zrealizować swój pomysł na biznes, ma zdobyć konieczne fundusze. Jeśli jedynym, praktycznie dostępnym, źródłem jest rząd, który decyduje, kto dostanie kredyt albo dotację, a kto nie, kraj nie będzie się rozwijał. Gdy rząd dokonuje alokacji większości funduszy na rozwój w kraju, cała reszta – nawet demokratyczne wybory itd. są fikcją. Bo wszyscy są od rządu uzależnieni, gdy chcą uzyskać dostęp do kapitału. I wtedy głosuje się inaczej. W takiej sytuacji potencjalna opozycja polityczna nie znajdzie finansowania – błędy w polityce państwa nie będą naprawiane tak szybko, jak mogłyby być.</p>
<p><strong>Jak zatem wprowadzić odpowiedzialność rządu?</strong></p>
<p>Trudno oczekiwać żeby rząd narzucił ją sobie sam. Odpowiedzialność muszą wymóc na rządzących obywatele, począwszy od wyboru kandydatów z doświadczeniami i osiągnięciami poza polityką. Zamiast tego wyborcy dają się uwieść sloganom o zmianie i nadziei, zapominając, że jak powiedział Edison, „wizje bez realizacji to halucynacje”. Być może jedną z największych wad współczesnej polityki jest to, że rządzą ludzie, którzy w swoim życiu nie przepracowali ani jednego dnia poza aparatem partyjnym albo strukturami państwa. To jest casus Baracka Obamy i teraz Francois Hollande’a we Francji.</p>
<p><strong>Przecież Adam Smith pokazał, że kluczem do sukcesu w gospodarce jest specjalizacja i podział pracy. Mamy więc ludzi, którzy specjalizują się w polityce.</strong></p>
<p>Oczywiście, tylko politycy są dla ludzi i dlatego muszą dokładnie rozumieć wokół czego kręci się życie obywateli. Warto przypomnieć pouczającą historię George’a McGoverna – całe życie był politykiem, w 1972 r. kandydował nawet na prezydenta USA z ramienia Partii Demokratycznej. Po przejściu na emeryturę w 1988 r. kupił hotel. Po dwóch latach ogłosił bankructwo. Potem w serii artykułów napisał, że żałuje, że jako polityk nie miał bezpośredniego doświadczenia i wiedzy o tym, z jakimi przeciwnościami mierzą się przedsiębiorcy, jak trudno jest prowadzić firmę i jak podatki i regulacje mogą niszczyć biznes.</p>
<p><strong>Gdzie jest większa odpowiedzialność rządzących, w Europie czy w Stanach Zjednoczonych?</strong></p>
<p>W Stanach Zjednoczonych błędy w polityce są identyfikowane i poprawiane szybciej niż w Europie. Między republikanami a demokratami jest ostra walka, ale amerykański system polityczny reaguje prędzej. W innych krajach parlamentarzyści bardzo często kontrolowani są przez kierownictwo partii. Obowiązuje dyscyplina partyjna. I błędy w polityce państwa są naprawiane wolno. Albo wcale. W Ameryce jest inaczej. Podam przykład: Fed prowadzi super-ekspansywną politykę pieniężną i system polityczne reaguje. Ron Paul, egzotyczny kongresmen z Teksasu robi karierę, wskazując na zagrożenia wynikające z działań Rezerwy Federalnej. Osiąga polityczny sukces bynajmniej nie dlatego, że jest faworytem republikańskiej elity. Wręcz przeciwnie.</p>
<p>Ale dzięki prawyborom, demokratycznej ordynacji wyborczej, temu że głosuje się na kandydatów, a nie na listy partyjne, może zostać kandydatem na prezydenta bez poparcia, nawet wbrew woli własnej partii. To samo widzimy z drugiej strony. Dziś na przykład wielu demokratów nie głosuje z prezydentem. Obawiają się, że popierając niepopularne rozwiązania przegrają następne wybory.</p>
<p><strong>Poparcie dla Kongresu jest najniższe w historii. Wielką Brytanią, inną ikoną parlamentaryzmu, niedawno wstrząsnął skandal związany z wydatkami posłów. Może parlamentaryzm się przeżył i w XXI w. potrzeba innego sposobu dyscyplinowania rządów?</strong></p>
<p>Rozumiem o czym pan mówi. W Stanach politycy, to obok dziennikarzy, najgorzej oceniana grupa zawodowa. Ale nie wiem czy to już koniec parlamentaryzmu. Widzę natomiast rosnącą rolę demokracji bezpośredniej. W Stanach przy okazji wyborów na szczeblu stanowym i lokalnym, coraz częściej odbywają się referenda. Szwajcaria jest jednym z bardzo niewielu krajów rozwiniętych, który dziś radzi sobie dobrze, choć jeden z najważniejszych sektorów jej gospodarki – bankowość – musi przejść drastyczną restrukturyzację.</p>
<p><strong>Co jest źródłem sukcesu Szwajcarii?</strong></p>
<p>Myślę, że właśnie demokracja bezpośrednia, dzięki której ludzie mogą skutecznie kontrować tych, którzy podejmują decyzje w ich imieniu. Demokracja bezpośrednia daje również, w moim przekonaniu, większą szansę, żeby na wysokie stanowiska w państwie trafili ludzie z doświadczeniem w zarządzaniu. I to się przekłada na rezultaty. W niektórych kantonach przedsiębiorstwa użyteczności publicznej są prywatne, w innych publiczne, ale nie ma między nimi wielkiej różnicy – bo wszędzie łatwo pociągnąć zarządy do odpowiedzialności.</p>
<p>To pokazuje, że kiedy jest odpowiedzialność, wtedy pieniądze są dobrze wydawane, kapitał jest alokowany właściwe i efektem jest rozwój.</p>
<p><strong>Bez względu na system?</strong></p>
<p>Kiedy odpowiedzialności nie ma – można mieć system wolnorynkowy albo socjalny, ale to nie ma większego znaczenia – tak czy inaczej gospodarka będzie kulała. Popatrzmy na Francję. To jest bogaty kraj, ale on się nie rozwija. Czy jest choć jeden przykład francuskiej firmy, która powstała w ciągu ostatnich dekad i osiągnęła znaczący sukces na świecie? Politycznie kraj tkwi nadal w sporach między zwolennikami kapitalizmu i socjalizmu z lat 50. i 60. XX w. Mnie nudzą spory prowadzone za pomocą pojęć „lewica” „prawica”. Dla rozwoju kluczowe znaczenie ma to, czy jest odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Dotyczy to też sektora prywatnego.</p>
<p><strong>Tu sprawa jest prosta – kto podejmuje złe decyzje bankrutuje.</strong></p>
<p>To wcale nie jest takie proste. Postulat odpowiedzialności w biznesie przyjmujemy za oczywistość zapominając, że potrzeba wielu różnych instytucji kontrolnych, aby ją zapewnić – podziału władzy, niezależnego sądownictwa, uczciwych sędziów, wolności słowa, itd. Jeśli któryś z tych warunków nie jest spełniony, odpowiedzialność w sektorze prywatnym jest osłabiona.</p>
<p>Poza tym firma może być kierowana źle i radzić sobie dobrze – nawet przez długi czas, jeśli jej konkurenci robią jeszcze gorsze błędy. Trwanie w błędzie może być długie, jeśli rynki finansowe nie są rozwinięte i zdemokratyzowane, jeśli istnieją kartele takie jak agencje ratingowe, jeśli prawo nie pozwala na wrogie przejęcia firm i zarządy firm giełdowych mogą robić co chcą…</p>
<p><strong>Co to są zdemokratyzowane rynki finansowe?</strong></p>
<p>Ludzie mają realną możliwość realizacji swoich pomysłów biznesowych, gdy jest wiele konkurujących ze sobą instytucji finansowych. Im więcej takich instytucji tym więcej jest możliwości, aby wcielić w życie pomysły, które tkwią w głowach. Dlatego tak ogromną rolę mają aniołowie biznesu, venture capital, giełda, itd. Jeśli jest wiele tego typu instytucji rynki finansowe są zdemokratyzowane, a ludzie mają dostęp do kapitału.</p>
<p><strong>Czy kapitału na założenie firmy nie mogą dostarczyć ludziom banki?</strong></p>
<p>Banki z natury nie udzielają kredytów nowo powstałym firmom, bo te nie mają majątku na zabezpieczenia. Start-upy są finansowane przez sprzedaż udziałów, a nie przez zaciąganie długów. Ryzyko na starcie jest zbyt duże, żeby je pokryły same odsetki. Potrzeba czegoś więcej: udziałów w sukcesie.</p>
<p><strong>A czy nie można procesu przyznawania dotacji na rozwój przedsiębiorczości, na przykład funduszy unijnych, zorganizować tak, żeby dostali je właściwi ludzie?</strong></p>
<p>Odpowiedź jest krótka i brzmi &#8211; nie. Nawet jeśli proces przyznawania funduszy jest transparentny, ludzie, którzy nie mają doświadczenia w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych będą popełniali więcej błędów niż ci, którzy takie doświadczenia mają oraz wkładają własne pieniądze w wyselekcjonowane przedsięwzięcia. Nawet doświadczeni VC, na przykład Kleiner Perkins, zarabiają dzięki temu, że zdarza im się trafić w dziesiątkę (np. Google). Przez większość czasu mają przeciętne zwroty z inwestycji, wychodzą na swoje, ale najczęściej tracą pieniądze.</p>
<p>To nie znaczy, że biurokrata nie może czasem trafić w dziesiątkę. Politycy często wskazują na <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/biznes/silne-panstwa-nie-mowia-o-polityce-przemyslowej-ale-ja-maja/">innowacyjne przedsiębiorstwa, których technologie wywodzą się z badań dla wojska</a> – najbardziej znanym przykładem jest oczywiście Internet. Fakt, że wydatki na rozwiązanie technicznych problemów wojska mają nieprzewidziane skutki – także biznesowe – nie oznacza, że rząd powinien decydować o tym, kto dostanie pieniądze na założenie firmy, a kto nie.</p>
<p>Rozmawiał: <strong>Krzysztof Nędzyński</strong></p>
<p class="note"><b>Reuven BRENNER</b> jest profesorem zarządzania na Uniwersytecie McGill w Montrealu i autorem &#8222;Force of Finance&#8221;.</p>
<p class="info"><b>Źródło:</b> Obserwator Finansowy &#8211; <a href="http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/dobrobyt-zalezy-od-stopnia-odpowiedzialnosci-rzadu-przed-obywatelami/">Dobrobyt zależy od stopnia odpowiedzialności rządu przed obywatelami</a></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/dobrobyt-zaley-od-stopnia-odpowiedzialnoci-rzdu-przed-obywatelami/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zmieńmy Konstytucję w drodze referendum</title>
		<link>https://koszalin7.pl/zmiemy-konstytucj-w-drodze-referendum/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/zmiemy-konstytucj-w-drodze-referendum/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 22 Sep 2013 22:10:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/09/22/zmiemy-konstytucj-w-drodze-referendum/</guid>

					<description><![CDATA[Według artykułu 96 Konstytucji, wybory do Sejmu są &#8222;proporcjonalne&#8221;, a więc stosowanie w tych wyborach systemu większościowego, opartego na jednomandatowych]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1590"></span><br />
Według artykułu 96 Konstytucji, wybory do Sejmu są &#8222;proporcjonalne&#8221;, a więc stosowanie w tych wyborach systemu większościowego, opartego na jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW), jest niedopuszczalne. W jaki sposób można w tej sytuacji wprowadzić JOW nie łamiąc prawa? Najbardziej oczywista odpowiedź brzmi: należy zmienić Konstytucję. Procedura zmiany Konstytucji opisana w jej artykule 235 wymaga zgody Sejmu uchwalonej większością 2/3 głosów, a następnie zgody Senatu uchwalonej większością bezwzględną. W przypadku, gdy zmiana Konstytucji dotyczy interesującego nas artykułu 96, referendum w ogóle nie jest przewidziane przez art. 235 &#8211; decyzja zależy więc wyłącznie od posłów i senatorów, z pominięciem zwykłych obywateli.</p>
<p>Ale czy procedura opisana w artykule 235 Konstytucji stanowi jedyny zgodny z prawem sposób wprowadzenia JOW? Na to pytanie odpowiadamy poniżej.</p>
<h3>Czy nasze państwo jest niereformowalne?</h3>
<p>System wyborczy ma decydujący wpływ na to, kto ma szansę zostać posłem na Sejm. Z tej przyczyny <b>posłowie popadają w konflikt interesów, gdy podejmują decyzje dotyczące systemu wyborczego</b> (wolni od konfliktu interesów mogą być jedynie ci posłowie, którzy są pewni, że nie będą kandydować w przyszłych wyborach; takich posłów jest bardzo niewielu).</p>
<p class="foto">Charles de Gaulle doprowadził do zmiany konstytucji w drodze referendum. Doświadczenia francuskie można przenieść do Polski w niemałym zakresie, ze względu na podobieństwa między konstytucjami obu krajów. Do tego jednak potrzebny jest polityk na miarę&#8230; Charles’a de Gaulle’a. (Ilustracja: www.education.francetv.fr)</p>
<p>Każda istotna reforma systemu wyborczego daje szansę na wybór nowym osobom, a to siłą rzeczy odbywa się kosztem szans na ponowny wybór tych, którzy już w Sejmie zasiadają. Z tej przyczyny w osobistym interesie większości posłów leży torpedowanie jakichkolwiek istotnych reform w tym zakresie.</p>
<p>Na przykład wprowadzenie systemu wyborczego opartego na JOW zmniejszy szansę na wybór do Sejmu ektremistów oraz osób kontrowersyjnych: takie osoby często uzyskują kilka lub kilkanaście procent głosów, co wystarczy do uzyskania mandatu w systemie proporcjonalnym, ale mają nikłe szanse na 35 do 40% &#8211; a taki wynik jest zazwyczaj potrzebny do uzyskania mandatu w systemie większościowym z jedną turą (w systemie większościowym z dwoma turami do uzyskania mandatu potrzeba 50%). Dlatego wprowadzenia JOW nie popierają Wanda Nowicka, Robert Biedroń, Antoni Macierewicz, Stefan Niesiołowski czy Janusz Palikot.</p>
<p>JOW-y zmniejszą także szanse wyborcze kandydatów spoza największych partii. Wynika to z <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Duvergera">prawa Duvergera</a>, zgodnie z którym większościowy system wyborczy prowadzi do wypromowania dwóch silnych partii i do osłabienia pozostałych sił politycznych. Znając prawo Duvergera, małe kluby poselskie nie popierają JOW (wyjątek: kilka miesięcy temu Solidarna Polska zaproponowała mieszany system wyborczy, ale propozycja ta była elementem projektu gruntownej zmiany Konstytucji, który nie ma szans na uchwalenie, a został zgłoszony chyba tylko po to, aby media o nim mówiły).</p>
<p>JOW-y zwiększą polaryzację Sejmu: w tych częściach Polski, gdzie PO ma największe poparcie, posłowie z tej partii będą liczniejsi niż dotychczas, kosztem m.in. posłów PiS. Tam zaś, gdzie dominuje PiS, kandydaci PO będą mieli mniejsze niż dziś szanse na dostanie się do Sejmu. Tak więc dla posła PO z Rzeszowa czy też dla posła PiS z Warszawy wprowadzenie JOW oznaczałoby duże ryzyko przerwania kariery politycznej. Jarosław Kaczyński jest posłem PiS z Warszawy i akurat tak się składa, że jest on zdecydowanym przeciwnikiem JOW.</p>
<p>Możemy więc spodziewać się, że w głosowaniach dotyczących wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu, konflikt interesów (czyli strach o własną karierę) popchnie wielu posłów do głosowania przeciwko. W tej sytuacji uzyskanie dla JOW większości 2/3 wydaje się niemożliwe. Tak więc, jeśli uznamy, że procedura zmiany Konstytucji wymagająca w Sejmie większości 2/3 jest jedynym legalnym sposobem na wprowadzenie JOW, to będziemy musieli również uznać, że szans na przeprowadzenie tej reformy praktycznie nie ma.</p>
<h3>Czy nasze państwo jest nie w pełni demokratyczne?</h3>
<p>Prawo obywateli do udziału w wyborach do Sejmu jest podstawą demokracji. W tej sprawie wszyscy są zgodni. Prawo obywateli do decydowania, na jakich zasadach opierają się wybory de Sejmu, jest nie mniej ważne. Przecież skład Sejmu zależy nie tylko od tego, jak ludzie głosują, ale także od systemu wyborczego.</p>
<p>Myśl, zgodnie z którą obywatele, a nie parlament, powinni decydować, na jakich zasadach parlament jest tworzony, bynajmniej nie jest nowa. Sformułował ją w roku 1789 francuski myśliciel, katolicki opat <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Emmanuel-Joseph_Siey%C3%A8s">Emmanuel-Joseph Sieyes</a>. Napisał on o Stanach Generalnych, które pełniły rolę parlamentu: &#8222;Czy jest do wyobrażenia, żeby ciało ukonstytuowane mogło decydować o własnej konstytucji?&#8221;. Słowa te znalazły się w broszurce <a href="http://fr.wikisource.org/wiki/Qu%27est-ce_que_le_tiers_%C3%A9tat"><i>Czym jest stan trzeci</i></a>, która w kilka miesięcy po publikacji stała się podstawą ideową Rewolucji Francuskiej &#8211; a więc, pośrednio, jest jedną z podstaw ideowych nowoczesnych demokracji europejskich.</p>
<p>System proporcjonalny w wyborach do Sejmu został wprowadzony ustawą uchwaloną w okresie Sejmu Kontraktowego, gdy 65% posłów nie pochodziło z demokratycznych wyborów. Czy jest coś złego w tym, że stosujemy do dziś przepis prawa, który swe źródło ma w ustawie uchwalonej niedemokratycznie? Jeśli realna możliwość zmiany istnieje, to możemy uznać, że przepis obowiązuje zgodnie z zasadami demokracji: obowiązuje, ponieważ Polacy nie mają (na razie) woli, by go zmienić. Jeśli jednak możliwość zmiany jest utrudniona &#8211; to przepis taki nie może być uważany za prawowity, a demokracja, która go stosuje, pozostaje skażona nadal żywymi pozostałościami dyktatury.</p>
<p>Tak więc pytanie, czy możemy zmienić system wyborczy decyzją ogółu obywateli, bez oglądania się na zdanie posłów, ma charakter fundamentalny. Bo jeśli nie możemy, jeśli jesteśmy w tej sprawie więźniami artykułu 235 Konstytucji, to Rzeczpospolita Polska jest państwem nie w pełni demokratycznym. A Sejm wybierany według systemu, którego wyborcy nie są władni zreformować, nie może być uważany za w pełni prawowity.</p>
<h3>Przykład francuski</h3>
<p>W roku 1962 generał de Gaulle, ówczesny prezydent Francji, poddał pod referendum projekt ustawy o zmianie konstytucji. Zgodnie z tym projektem, prezydent Francji miał odtąd być wybierany w wyborach powszechnych; do tamtego czasu prezydenta wybierała grupa kilkudziesięciu tysięcy <i>wielkich elektorów</i>.</p>
<p>Francuscy wielcy elektorzy obok prezydenta wybierali także senatorów. Dla de Gaulle&#8217;a było jasne, że w tej sytuacji senat nie poprze proponowanej zmiany konstytucji &#8211; ze względu na konflikt interesów, który dotyczył nie tyle samych senatorów, co osób, które ich wybierają i które miały zostać pozbawione przywileju wybierania prezydenta. Dlatego też rozpisując referendum, de Gaulle nie oparł się o procedurę zmiany konstytucji, która wymaga zgody obu izb parlamentu, lecz o przepis konstytucji, który pozwala na uchwalanie w drodze referendum ustaw dotyczących organizacji władz publicznych. Czy użycie tego przepisu do zmiany konstytucji było zgodne z konstytucją? Wokół tego pytania rozgorzały we Francji ostre kontrowersje.</p>
<p>Rada Konstytucyjna uznała większością głosów 6:4, że zmiana konstytucji w drodze referendum, z pominięciem parlamentu, stanowi złamanie konstytucji. Ale jednocześnie Rada uznała, również większością 6:4, że nie ma kompetencji do oceniania tej procedury. Skutkiem tego stanowisko Rady uznające, że konstytucja została złamana, nie jest zawarte w żadnej oficjalnej decyzji, a jedynie w nieoficjalnym, poufnym liście do prezydenta de Gaulle&#8217;a. List ten został ujawniony dopiero 47 lat później, gdy otwarto archiwa.</p>
<p>Większość francuskiego Zgromadzenia Narodowego (odpowiednik naszego Sejmu) uznała, podobnie jak większość Rady Konstytucyjnej, że rozpisując referendum de Gaulle złamał konstytucję. Skutkiem tego Zgromadzenie Narodowe obaliło rząd. W odpowiedzi de Gaulle rozwiązał Zgromadzenie Narodowe (miał do tego prawo).</p>
<p>Pomimo tak ostrych kontrowersji, pomimo tego, że przeciwnicy de Gaulle&#8217;a w kampanii referendalnej masowo podnosili zarzut, że referendum jest nielegalne, 62% głosujących zaaprobowało projekt poddany pod referendum. Zmiana konstytucji weszła w życie i nikt nie poddaje w wątpliwość tego, że została ona skutecznie uchwalona i obowiązuje. Cztery tygodnie po referendum, partie polityczne popierające de Gaulle&#8217;a wygrały wybory do Zgromadzenia Narodowego.</p>
<p>Doświadczenia francuskie można przenieść do Polski w niemałym zakresie, ze względu na podobieństwa między konstytucjami obu krajów. Obie konstytucje uznają, że władza zwierzchnia jest w rękach ogółu obywateli i może być wykonywana zarówno przez przedstawicieli (czyli przez parlament), jak bezpośrednio (czyli w drodze referendum). Obie konstytucje zawierają z jednej strony przepisy o zmianie konstytucji, a z drugiej przepisy o referendum. I w obu konstytucjach brak całkiem jasnej odpowiedzi na pytanie, czy zmiana konstytucji zalicza się do aktów prawnych, które mogą zostać uchwalone na podstawie przepisów o referendum.</p>
<h3>Co mówią polscy konstytucjonaliści</h3>
<p>Profesor Leszek Garlicki: &#8222;nie ma [&#8230;] możliwości uchwalenia ustawy w drodze referendum&#8221; (<i>Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej</i>, 2001, art. 125, s. 4-6). Profesor Piotr Winczorek: &#8222;Skutecznie zmienić konstytucję można jedynie większością dwóch trzecich głosów w Sejmie i bezwzględną większością w Senacie&#8221; (<a href="http://wyborcza.pl/1,75515,13080793,Rozstanie_ze_zlotowka__Do_euro_przez_zmiane_konstytucji.html"><i>Gazeta Wyborcza</i>, wydanie internetowe, 20.12.2012</a>). Profesor Kazimierz Działocha: &#8222;Jedyny bowiem sposób, w jaki dojść może do uchwalenia w części lub w całości zmiany konstytucji, został uregulowany w jej art. 235&#8221; (<a href="http://archiwum.rp.pl/artykul/515458-Referendum-konstytucyjne--kiedy-i-jakie.html"><i>Rzeczpospolita</i>, 18.11.2004, dostęp płatny</a>).</p>
<p>Z tych słów wynika, że reforma sposobu, w jaki wybieramy posłów, leży, podobnie jak każda inna reforma Konstytucji, wyłącznie w rękach Sejmu, a nie w rękach ogółu obywateli. Inni polscy konstytucjonaliści wypowiadają się podobnie. Czy w tej sytuacji nasza demokracja jest pełnowartościowa? Na to pytanie konstytucjonaliści nie odpowiadają.</p>
<h3>Co mówi nasza Konstytucja</h3>
<p><b>Art. 4 Konstytucji brzmi:</b><br />
<i></i></p>
<ol>
<li>Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.</li>
<li>Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.</li>
</ol>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie ulega wątpliwości, że władza zwierzchnia, o której tu mowa, zawiera w sobie władzę zmieniania Konstytucji (władzę ustrojodawczą). Z ustępu drugiego wynika więc, że powinny istnieć dwie procedury zmiany Konstytucji: jedna &#8222;przez przedstawicieli&#8221;, czyli oparta na głosowaniu w Sejmie i w Senacie, druga bezpośrednia, czyli oparta na referendum.</p>
<p>Procedura zmiany Konstytucji przez Sejm i Senat opisana jest we wzmiankowanym wyżej art. 235 Konstytucji; natomiast art. 125 opisuje procedurę referendum ogólnokrajowego. Zgodnie z art. 125, referendum ogólnokrajowe może zostać przeprowadzone &#8222;w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa&#8221;. Wynik takiego referendum jest &#8222;wiążący&#8221; (a więc jest aktem prawnym, którego trzeba przestrzegać), o ile frekwencja osiągnęła co najmniej 50%.</p>
<p>Konstytucja zawiera poważną niejasność: ani art. 125, ani inne jej artykuły nie mówią wyraźnie, do jakiej kategorii aktów prawnych należy zaliczyć wynik referendum. Ponieważ jednak art. 4 Konstytucji pozwala Narodowi na wykonywanie władzy zwierzchniej bezpośrednio (czyli w drodze referendum), to najbardziej logicznym rozwiązaniem będzie uznanie, że w drodze referendum Naród może uchwalać akty prawne wszelkiego rodzaju. Na przykład, jeśli pytanie referendalne brzmi: &#8222;Czy aprobujesz uchwalenie ustawy zwykłej o następującej treści &#8230;&#8221;, to uchwalony akt prawny będzie ustawą zwykłą; jeśli natomiast pytanie brzmi: &#8222;Czy aprobujesz nadanie artykułowi 96 Konstytucji następującego brzmienia&#8230;&#8221;, to w drodze referendum zostanie uchwalona zmiana Konstytucji (pod warunkiem, że frekwencja osiągnęła 50%).</p>
<p>Za tezą, zgodnie z którą w drodze referendum można m.in. uchwalić ustawę lub zmienić Konstytucję, przemawia dodatkowo rozdział trzeci Konstytucji, zatytułowany <i>Źródła prawa</i>. W rozdziale tym omawiane są różne rodzaje aktów prawnych. Rozdział ten stanowi na przykład, że pod pewnymi warunkami umowy międzynarodowe mają moc powszechnie obowiązującą (podobnie jak ustawy) i mają pierwszeństwo przed ustawami (art. 87-88). Rozporządzenia mają moc powszechnie obowiązującą, natomiast zarządzenia ministra mają charakter wewnętrzny: jedynie instytucje państwowe podlegające danemu ministrowi mają obowiązek ich przestrzegać (art. 92-93).</p>
<p>Konstrukcja rozdziału trzeciego Konstytucji wyraźnie wskazuje na to, że chodzi tu o wyliczenie i opisanie wszystkich rodzajów aktów prawnych, jakie obowiązują w Polsce. Rozdział ten nie wspomina jednak o wyniku referendum. Wynika z tego, że wyniki referendum nie stanowią w świetle Konstytucji oddzielnej kategorii aktów prawnych, która mogłaby istnieć obok umów międzynarodowych czy ustaw. Jak w tej sytuacji można klasyfikować wyniki referendum? Musimy je przypisywać do kategorii istniejących. Wynikiem referendum może więc być w szczególności uchwalenie ustawy lub zmiana Konstytucji &#8211; stosownie do okoliczności.</p>
<h3>Cień PRL-u</h3>
<p>Wnioski, do których doprowadziła nas lektura Konstytucji, diametralnie różnią się od tego, co piszą konstytucjonaliści. Dlaczego tak jest? Otóż w roku 1987 władze PRL przyjęły przepisy o referendum: zmieniono Konstytucję PRL i uchwalono <i><a href="http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU19870140083&amp;type=2">ustawę o konsultacjach społecznych i referendum</a></i>. Na podstawie tych przepisów przeprowadzono tylko jedno referendum, 29 listopada 1987.</p>
<p>Owe przepisy pozwalały poddać pod referendum &#8222;konkretne określone problemy lub rozwiązania projektów ustaw&#8221;, ale uchwalenie ustawy w drodze referendum było zabronione (zmiana Konstytucji PRL w drodze referendum była tym bardziej zabroniona).</p>
<p>PRL-owskie przepisy, o których tu mowa, zostały następnie w całości uchylone. Zniknęła komunistyczna dyktatura, która swego czasu te przepisy przyjęła i która miała powody, by tolerować instytucję referendum jedynie w okrojonej formie. Uchylona została Konstytucja PRL, w której Sejm określany był jako &#8222;najwyższy wyraziciel woli ludu pracującego miast i wsi&#8221;, a w jej miejsce uchwalono nową Konstytucję, która pozwala Narodowi na sprawowanie władzy zwierzchniej w sposób bezpośredni.</p>
<p>W tej sytuacji moglibyśmy oczekiwać od konstytucjonalistów, że będą pisali na temat dzisiejszego prawa dotyczącego referendum zupełnie co innego, niż to, co pisali o referendum pod rządami generała Jaruzelskiego. Ale jest inaczej: konstytucjonaliści piszą dziś, podobnie jak w roku 1987, że &#8222;nie ma możliwości uchwalenia ustawy w drodze referendum&#8221;, czy też że przedmiotem referendum może być tylko &#8222;problem natury ogólniejszej czy kierunkowej&#8221; (oba cytaty: prof. Winczorek).</p>
<h3>Podsumowanie</h3>
<p>Art. 96 Konstytucji, który zabrania wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu, może zostać zmieniony w drodze referendum, z pominięciem Sejmu. Obowiązujące przepisy Konstytucji na to pozwalają. Projekt takiej zmiany, gdy zacznie nabierać siły, wywoła prawdopodobnie ogromną falę krytyki, podobną do tej, która pojawiła się we Francji, gdy prezydent de Gaulle zaproponował zmianę sposobu wyboru prezydenta republiki. Paliwem krytyki będzie zapewne przywiązanie naszych konstytucjonalistów do PRL-owskiej, restrykcyjnej koncepcji referendum. Ale prawdziwą przyczyną ataków na taki projekt będzie fakt, że wprowadzenie JOW zagrozi interesom wielu polityków.</p>
<p>Marcin Skubiszewski</p>
<p class="info">Skrót artykułu <a href="http://www.uwazamrze.pl/artykul/1013158-Zmienmy-konstytucje-w-referendum.html"><i>ukazał się 26 maja 2013 w </i>Uważam Rze</a></p>
<p class="note"><b>Marcin SKUBISZEWSKI.</b> Prowadzi wielojęzyczną stronę internetową <a href="http://www.skubi.net/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Zrozumieć politykę, zrozumieć prawo</a> oraz blog na niezależnym forum publicystów <a href="http://www.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Salon24.pl</a> zatytułowany <a href="http://skubi.salon24.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Chcę Polski normalnej</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/zmiemy-konstytucj-w-drodze-referendum/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Liberum veto III RP</title>
		<link>https://koszalin7.pl/liberum-veto-iii-rp/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/liberum-veto-iii-rp/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 30 Aug 2013 15:15:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/08/30/liberum-veto-iii-rp/</guid>

					<description><![CDATA[Ktoś kiedyś nazwał obecną ordynację wyborczą do Sejmu, ustrojowym liberum veto III RP. Jest to bardzo celne określenie. Oddaje istotę]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1581" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/08/liberum_veto.jpg" border="0" alt="Liberum veto" title="Liberum veto" align="left" width="640" height="747" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/08/liberum_veto.jpg 640w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2013/08/liberum_veto-257x300.jpg 257w" sizes="auto, (max-width: 640px) 100vw, 640px" />Ktoś kiedyś nazwał obecną ordynację wyborczą do Sejmu, ustrojowym liberum veto III RP. Jest to bardzo celne określenie. Oddaje istotę roli tej ordynacji w ustroju politycznym współczesnej Polski. Tak bowiem jak zasada <i>liberum veto</i> w I RP była ustrojowym gwarantem niemożności reformy upadającej <span id="more-1582"></span>  Rzeczpospolitej Obojga Narodów, tak proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu jest ustrojowym gwarantem niemożności naprawy III Rzeczpospolitej. Zasada &#8222;nie pozwalam&#8221; umożliwiała zrywanie sejmów i odrzucanie wszelkich zmian prawnych, które naruszały interesy rodzimej oligarchii magnackiej oraz obcych dworów, a szczególnie Petersburga i Berlina.</p>
<p>Jak to wykazał Paweł Jasienica, była to zasada ustroju oligarchicznego, a nie szlacheckiej &#8222;złotej wolności&#8221;. Tylko poseł, za którym stały prywatne armie rodzimej magnaterii szlacheckiej lub wojska rosyjskie, mógł sobie pozwolić na zerwanie szlacheckiego sejmu. Każdy inny byłby rozniesiony na szablach przez brać szlachecką. I likwidacja <i>liberum veto</i> była warunkiem jakichkolwiek prób naprawy I Rzeczpospolitej.</p>
<p>Obecna ordynacja wyborcza do Sejmu, zwana proporcjonalną, jest ustrojowym gwarantem nienaruszalności układu sił politycznych w III Rzeczpospolitej oraz niemożności jakichkolwiek istotnych reform państwa. Państwa, stojącego w obliczu coraz bardziej nieuchronnie nadciągającej serii katastrof społecznych &#8211; od zadłużeniowej poczynając, przez edukacyjną i emerytalną, a na demograficznej kończąc. Katastrof, będących konsekwencjami polityki rodzimych elit władzy wyrosłych z komunistycznej transformacji ustrojowej, której symbolem jest tzw. &#8222;okrągły stół&#8221;. Elit politycznych, pierwotnie wyselekcjonowanych dla potrzeb owego &#8222;okrągłego stołu&#8221; przez komunistyczne, tak wojskowe, jak i cywilne, tajne policje polityczne.</p>
<p>Proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu jest zapewnieniem o nadciągającej serii katastrof, gdyż uniemożliwia pozbycie się tych elit władzy z aparatu polskiego państwa. Jej bowiem najistotniejszą cechą jest odtwarzanie i samopowielanie stanu zastanego. Dzięki temu elity polityczne, a szerzej elity władzy III Rzeczpospolitej,  mają możliwość samoreprodukcji. I same reprodukują stale swoją nędzę moralną, ideową i intelektualną. O składzie personalnym i politycznym Sejmu decydują bowiem oligarchie partyjne już ukonstytuowane. To one wybierają kandydatów na posłów i decydują o ich szansach wyborczych, tworząc i układając partyjne listy wyborcze. Polscy obywatele głosują na już wybranych przez partyjne oligarchie w ramach tej fasadowej demokracji. Ta demokracja jest fasadowa, gdyż obywatel nie może jako obywatel kandydować do Sejmu, tak jak w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie. Pozbawiono go i biernego, i czynnego prawa wyborczego. Mamy do czynienia bowiem nie z parlamentarną demokracją obywatelską, ale z parlamentarną oligarchią wyborczą. Jak to zwykł mawiać jeden z nielicznych polskich polityków z klasą, Polacy są w sytuacji Murzynów amerykańskich z lat 50. XX wieku na Południu USA. Mają prawa wyborcze, tylko nie mają na kogo głosować.</p>
<p>Kanadyjski politolog John T. Pepall uznał niezdolność do wymiany elit politycznych i ich członków, za najważniejszą cechę wyborczego systemu proporcjonalnego, a zdolność do takiej wymiany, za najważniejsza cechę systemu większościowego opartego na jednomandatowych okręgach wyborczych. &#8222;<i>Najbardziej imponująca praktycznymi zaletami naszego</i> (kanadyjskiego – WB) <i>współczesnego sposobu głosowania</i> &#8211; twierdzi J. T. Pepall &#8211; jest możliwość by &#8222;wyrzucić kiepskich&#8221;, nawet bardziej niż możliwość wybrania nowego rządu. Właśnie wyrzucenie kiepskich jest niemal niemożliwe w proporcjonalnej reprezentacji. Główne partie, w ramach systemu proporcjonalnego, pozostają w rządzie przez dekady mimo rozległych fluktuacji w wynikach głosowań wyborczych. Mniejsze partie często wydają się mieć udział  w rządzie w odwrotnej proporcji do ich wyborczego sukcesu (&#8230;).&#8221; Samoreprodukcja elit politycznych i niezdolność do ich wymiany jest bowiem cechą wszystkich proporcjonalnych ordynacji wyborczych. Również w Szwecji, Danii czy Holandii. Tyle, że tam pierwotnej selekcji elit politycznych nie dokonywały komunistyczne tajne policje polityczne. I to podległe bezpośrednio obcemu imperium.</p>
<p>Ale to nie nędza moralna, intelektualna i ideowa współczesnych polskich elit politycznych jest największym zagrożeniem dla przyszłości Polski. Największym zagrożeniem  jest ich kompradorskość. Nasze współczesne elity polityczne w swej zdecydowanej większości, i to od dwudziestu kilku lat, są kompradorskie. Kompradorskie, to znaczy działające wobec własnego społeczeństwa i państwa jako pośrednicy w realizacji obcych interesów politycznych i gospodarczych. Działające jak żołnierze najemni &#8211; dla własnego zysku, acz w cudzym interesie. Podległość polskich elit politycznych wobec obcych centrów politycznych i kapitałowych, jest najbardziej widoczna w skrajnie kompradorskiej, by nie powiedzieć neokolonialnej polityce gospodarczej, a w szczególności prywatyzacyjnej. Doprowadziła ona do faktycznego rozbioru gospodarczego polskiego przemysłu i bankowości.</p>
<p>Podstawowe źródło tej kompradorskości tkwi prawdopodobnie w rozparcelowaniu byłych komunistycznych służb specjalnych i ich agentur, pomiędzy służby specjalne Stanów Zjednoczone, Rosji i Niemiec. Wskazuje na to fakt, że stale mamy do czynienia z partiami i polityką typu proruska, propruska czy projankeska. I nie zmienimy tego bez pozbycia się przesiąkniętych rodzimą i obcą agenturą wpływu, obecnych elit politycznych. A tych się z kolei nie pozbędziemy bez wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych.</p>
<p>Nowy sposób wyłaniania sejmowych elit politycznych oraz sposób ich podporządkowania, kontroli, rozliczania i wymiany, uruchomi stały proces pozytywnej selekcji elit władzy polskiego państwa. Przede wszystkim umożliwi usunięcie większości obecnych elit partyjno-politycznych. I przerwie wreszcie nieustannie trwający proces ich negatywnej selekcji. Będzie, mówiąc słowami J. T. Pepalla &#8222;usuwał kiepskich&#8221;. Dzięki przywróceniu zaś biernego prawa wyborczego polskim obywatelom, umożliwi start w wyborach parlamentarnych autentycznym liderom społecznym. Tym samym stworzy podstawy do powstawania nowych i kreatywnych elit politycznych Polski i wyłaniania autentycznych politycznych przywódców narodowych.</p>
<p><b>Wojciech Błasiak</b></p>
<p class="note">Tekst ukazał się w Tygodniku Uważam Rze www.uwazamrze.pl</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/liberum-veto-iii-rp/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prawo Forsytha</title>
		<link>https://koszalin7.pl/prawo-forsytha/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/prawo-forsytha/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 23 May 2013 19:36:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2013/05/23/prawo-forsytha/</guid>

					<description><![CDATA[Jak stwierdził ponad sto lat temu brytyjski filozof i polityk lord John Acton, Każda władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-64" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/01/blasiak_duze.jpg" border="0" alt="Wojciech Błasiak" title="Wojciech Błasiak" align="left" width="500" height="395" />Jak stwierdził ponad sto lat temu brytyjski filozof i polityk lord John Acton, <i>Każda władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie</i>. Obserwując współczesne nasilenie zjawisk korupcji w aparatach polskiego państwa, powraca wszak pytanie o to, jakie są tego <span id="more-1550"></span>  socjopolityczne przyczyny. Skąd taka erupcja szeroko rozumianej, a bezczelnej i wszechogarniającej korupcji na wszystkich szczeblach władzy? I to po ćwierćwieczu budowy <i>demokratycznego państwa prawa</i>, jakim miała być III RP.</p>
<p>Frederick Forsyth, komentując w 2000 roku tzw. aferę Kohla w Niemczech, dowodził że to brak bezpośredniej zależności polityka od wyborcy rodzi u niego poczucie wyższości. A w konsekwencji również arogancję i poczucie bezkarności, aż wreszcie skutkuje korupcją. Bez takiej bezpośredniej zależności, czyli stałej i ścisłej oraz bezpośredniej odpowiedzialności wobec wyborców, tworzy się poczucie bezkarności i arogancja władzy, która prowadzi do korupcji. I aferę Kohla tłumaczył Forsyth taką właśnie sytuacją braku bezpośredniej zależności niemieckich elit politycznych od swoich wyborców. A ten brak bezpośredniej zależności wynikał jego zdaniem z niemieckiej ordynacji wyborczej nazywanej <b>mieszaną</b>, a będącej w istocie spersonifikowaną ordynacją proporcjonalną.</p>
<p class="foto">Dr Wojciech Błasiak, na drugim planie śp. prof. Jerzy Przystawa. Szczecin, ok. 2006 r.</p>
<p>Zdaniem Forsytha tej odpowiedzialności polityka wobec wyborcy nie ma w ordynacji proporcjonalnej, gdzie obowiązuje dzięki niej lojalność wobec kierownictwa swej partii. <i>Kierownictwo partyjne zaś</i> &#8211; pisał F. Forsyth &#8211; <i>raczej nie wysunie kogoś, kto nie będzie bezwarunkowo posłuszny partii i lojalny wobec partii bez najmniejszych wątpliwości</i>. W grę wchodzi tu zresztą także lojalność wobec własnej kariery, gdyż posłuszeństwo jest kluczem do otrzymania dobrze rokującego miejsca na liście. <b>W ten sposób wodzowie zawłaszczyli sobie aparat partyjny, który przeszedł na ich osobisty użytek.</b> Mamy więc władzę trwałą i absolutną. A władza trwała i absolutna prowadzi do przekazywania sobie pieniędzy w Szwajcarii.</p>
<p>Twierdzę, iż ta teza Forsytha daje się uogólnić i stanowi podstawę do sformułowania odpowiedzi na Acronowską kwestię, dlaczego każda władza korumpuje. Jest podstawą sformułowanej przeze mnie prawidłowości socjopolitycznej, którą nazwałem <i>prawem Forsytha</i>. Formułuję to prawo społeczne następująco &#8211; Słaba zależność bezpośrednia, aż po jej brak, grup władzy w państwie od obywateli i społeczeństwa, tworzy obiektywną sytuację socjopolityczną, która w praktyce sprawowania władzy rodzi silną korupcję, niski poziom praworządności i wysoki poziom niekompetencji.</p>
<p><b>To słabość zależności bezpośredniej osób i grup władzy od obywateli i społeczeństwa, tworzy poczucie wyższości w stosunku do tychże.</b> Poczucie wyższości jest socjologiczną internalizacją obiektywnej sytuacji politycznej posiadania władzy, przy słabości politycznego podporządkowania tej władzy obywatelom, a w konsekwencji egzekwowania od niej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Utrzymywane przez dłuższy czas poczucie wyższości, rodzi arogancję i poczucie bezkarności osób i całych grup społecznych sprawujących władzę. <b>W konsekwencji to poczucie arogancji i bezkarności, prowadzi do korupcji, ale także osłabiania praworządności i pogarszania sprawności działania osób i grup sprawujących władzę.</b> A długotrwałe i potwierdzane codzienną praktyką sprawowania władzy poczucie bezkarności prowadzi do korupcji, łamania praworządności i nieudolności, jako stałego elementu praktyki sprawowania władzy. I dotyczy to zarówno władzy wykonawczej, ustawodawczej, jak i sądowniczej.</p>
<p>Najważniejsze znaczenie dla siły i bezpośredniości podporządkowania polityków wobec wyborców ma, w warunkach ustroju gabinetowo-parlamentarnego, ordynacja wyborcza do parlamentu, a w polskich warunkach do Sejmu. To ordynacja proporcjonalna w wyborach do Sejmu, jest wyjściową przyczyną nasilonej korupcji, łamania praworządności i nieudolności aparatów władzy w państwie. Demokracja zaś jest tylko fasadowa. W istocie jest to <u><b>parlamentarna oligarchia wyborcza</b></u>. I prawo Forsytha musi działać. Ordynacja proporcjonalna bowiem, jak twierdził brytyjski filozof Karl Popper, podporządkowuje bowiem posłów liderom partyjnym, a odbiera kontrolę wyborcom. <b><i>W gruncie rzeczy system wyborczy reprezentacji proporcjonalnej</i></b> &#8211; twierdził K. Popper &#8211; <b><i>odziera posła z odpowiedzialności osobistej. Czyni zeń maszynę do głosowania, a nie myślącego i czującego człowieka.</i></b>. Według mnie jest to dostateczny argument przeciwko reprezentacji proporcjonalnej. Albowiem to czego w polityce potrzebujemy, to jednostki zdolne do własnego sądu i przygotowane do ponoszenia osobistej odpowiedzialności.</p>
<p>W polskich warunkach parlamentarnej oligarchii wyborczej <b>zwycięskie partie traktują państwo jako wyborczą zdobycz polityczną</b>. Dzielą i obsadzają stanowiska państwowe i publiczne <b><i>dla swoich</i></b>, zgodnie z logiką nieformalnych powiązań polityczno-towarzyskich. A rządzące partie mają czy tylko mogą mieć bezpośredni wpływ na obsadę około 50 tysięcy kluczowych stanowisk państwowych i publicznych. I to jest zasadniczą przyczyną degradacji procesów rządzenia, administrowania i zarządzania publicznego, w postaci zarówno korupcji, jak i nieudolności, niekompetencji i nieodpowiedzialności na skalę już całego państwa.</p>
<p>Stworzone pierwotną selekcją przez komunistyczne służby specjalne dla potrzeb tzw. Okrągłego Stołu, a następnie samoreprodukujące się w tym proporcjonalnym systemie wyborczym, <b>polskie elity polityczne cechuje nędzna jakość intelektualna, ideowa i osobowościowa</b>. Elity te nie są zainteresowane w sprawności i kreatywności funkcjonowania poszczególnych aparatów państw. Tworząc poprzez Sejm, rząd i urzędy centralne centrum państwa, nie są w stanie sprawować skutecznego nadzoru nad administracją publiczną. Słabość tego nadzoru politycznego kreuje sytuację tworzenia się w obrębie administracji grup władzy. Jest to odkryte przez Maksa Webera zjawisko <b>przekształcania się biurokracji jako administracji, w biurokrację jako grupę władzy</b>, która kieruje się własnym interesem grupowym. Tym należy wyjaśnić stwierdzoną w badaniach nad tworzeniem prawa w Polsce pod kierunkiem ekonomisty Krzysztofa Rybińskiego, szczególną dominację w rozwiązaniach ustawowych właśnie interesów administracji publicznej. Jest to powodem działania z większym lub mniejszym nasileniem odkrytej przez M. Webera prawidłowości irracjonalności działania takich właśnie biurokratycznych grup władzy w sferze administracji publicznej. To ta biurokracja ze swą irracjonalnością staje się władzą polityczną w codziennych relacjach z szarym obywatelem. Z wszystkimi tego dla niego negatywnymi konsekwencjami.</p>
<p><b>Wojciech Błasiak</b></p>
<p class="note">Artykuł ukazał się w <a href="http://www.uwazamrze.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Uważam Rze</a> 13.05.2013</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/prawo-forsytha/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dlaczego jednomandatowe okręgi wyborcze</title>
		<link>https://koszalin7.pl/dlaczego-jednomandatowe-okrgi-wyborcze/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/dlaczego-jednomandatowe-okrgi-wyborcze/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 24 Dec 2012 01:13:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/12/24/dlaczego-jednomandatowe-okrgi-wyborcze/</guid>

					<description><![CDATA[Partie, aby utrzymać swój stan posiadania, muszą przede wszystkim dbać o swój twardy elektorat, bo pozwala im to osiągnąć poparcie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1488" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/12/kaminski_740px.jpg" border="0" alt="A. Kamiński" title="A. Kamiński" align="left" width="740" height="493" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/12/kaminski_740px.jpg 740w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/12/kaminski_740px-300x200.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 740px) 100vw, 740px" />Partie, aby utrzymać swój stan posiadania, muszą przede wszystkim dbać o swój twardy elektorat, bo pozwala im to osiągnąć poparcie przekraczające próg wyborczy, a dalej myśleć o tym, jak i z kim utworzyć koalicję rządzącą. Dbałość o cząstkowy elektorat oznacza dążenie do budowy tożsamości grupowej przeciwko innym: <span id="more-1489"></span>  przeciwstawianiu ludności wiejskiej &#8211; miejskiej, homoseksualistów &#8211; heteroseksualistom, wierzących &#8211; niewierzącym itp. Ubocznym skutkiem tej logiki działania partii politycznych jest dezintegrowanie społeczeństwa: szukanie różnic, a nie tego, co ma łączyć i ułatwiać porozumienie dla wspólnego dobra.</p>
<p>W niektórych sytuacjach ordynacja proporcjonalna może być czasem wyborem, uzasadnionym okolicznościami. Zastosowanie jej w sytuacji silnego społeczeństwa obywatelskiego, wysokiej kultury parlamentarnej, dobrze funkcjonującej administracji publicznej i sprawnego wymiaru sprawiedliwości pozwala zminimalizować jej negatywne cechy. Warunki te nie wystąpiły jednak w podczas tworzenia III RP. Wybór tej ordynacji był sprzeczny z interesem budowy w Polsce silnego państwa, skutecznej i odpowiedzialnej formy rządów. Zgodnie z przewidywaniami Webera, Schumpetera i Poppera, przyczynił on do wspomnianych wcześniej patologii: partyjniactwa, miernoty intelektualnej polityków, degradacji instytucji publicznych, dezintegracji społeczeństwa obywatelskiego, kryzysu poczucia narodowej tożsamości.</p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/jow/jow_044.html"><strong>DLACZEGO JEDNOMANDATOWE OKRĘGI WYBORCZE &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center>  </p>
<p class="note"><strong>Prof. dr hab. Antoni Z. KAMIŃSKI</strong> socjolog, profesor zwyczajny, specjalizuje się w zagadnieniach międzynarodowych, znawca instytucji polityczno-gospodarczych, autor analiz strategicznych.<br /> Kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Studiów Strategicznych w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Dyrektor Centrum Badań Europejskich i Atlantyckich w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej; członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego; członek Regional Advisory Board, Social Science Research Council; Rady Programowej Towarzystwa Edukacji Administracji Publicznej. Wykładał w: Ameryce, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Japonii, Ukrainie, Białorusi, Chinach.  W latach 1999-2001 prezes zarządu Transparency International Polska.<br />  Członek redakcji <i>Spraw międzynarodowych</i>, <i>Studiów politycznych</i>, <i>Służby cywilnej</i>. Ostatnie publikacje książkowe: (z Bartłomiejem Kamińskim) <i>Korupcja rządów: państwa pokomunistyczne wobec globalizacji</i> (Warszawa 2004), oraz <i>Polityka bez strategii. Bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej w perspektywie globalnej</i> (współautor i redaktor naukowy, Warszawa 2008).</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/dlaczego-jednomandatowe-okrgi-wyborcze/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Para-państwo</title>
		<link>https://koszalin7.pl/para-pastwo/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/para-pastwo/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 31 Aug 2012 20:00:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/08/31/para-pastwo/</guid>

					<description><![CDATA[Marcin P. &#8211; nagle z piątku na sobotę okazał się przestępcą, któremu prokuratura postawiła zarzuty. Wcześniej, we wtorek prokurator oświadczał,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1379"></span></p>
<p>Marcin P. &#8211; nagle z piątku na sobotę okazał się przestępcą, któremu prokuratura postawiła zarzuty. Wcześniej, we wtorek prokurator oświadczał, że &#8222;z zebranego dotąd materiału nie wynika, ze popełniono przestępstwo&#8221;. Ba, przez kilka lat ta sama prokuratura nie reagowała na zawiadomienia Komisji Nadzoru Finansowego, a sąd gospodarczy rejestrował kolejne spółki chociaż Marcin P. jako osoba skazana nie mógł ich zakładać, ani zasiadać w zarządzie.</p>
<p>Sam Marcin P. miał &#8211; jak się dopiero dzisiaj okazuje &#8211; 9 wyroków (w tym wyroki za oszustwa), z których 4 się już zatarły. Każdorazowo skazywany był w zawieszeniu, chociaż standardową procedurą jest badanie karalności delikwenta i w tym przypadku powinno nastąpić odwieszenie wyroku.</p>
<p>A wymogi prawa bankowego? Do założenia banku trzeba 20 mln zł, Marcin P. chwali się, że miał 5 tys. w kieszeni. Skup złota wymaga koncesji &#8211; oczywiście właściciel Amber Gold takiej nie posiadał. Ani razu nie przeprowadził u niego kontroli urząd skarbowy, chociaż Marcin P. należał do głośnych sponsorów. Milionami wspierał kościoły, polityków, samorządowców czy znanego filmowca kręcącego film o Wałęsie. I przez trzy lata urząd skarbowy nie zainteresował się tak szeroką działalnością?</p>
<p>Jak się dziś okazuje &#8222;para-bank&#8221; Marcina P. (bank na niby) mógł działać bez przeszkód &#8211; całkowicie poza prawem, poza wszelką kontrolą, choć jego właściciel powinien był dawno siedzieć za kratkami.</p>
<p>Tymczasem obywatel, który naogląda się programu typu &#8222;Sędzia Anna Maria Wesołowska&#8221;, albo usłyszy w telewizji jak to surowo ściga się nauczycielkę z Lublina za pomyłkę w PIT-cie, albo babcię co ukradła kostkę masła &#8211; ma prawo przypuszczać, że wszystko jest pod nadzorem i ochroną państwa.</p>
<p>No bo jakże to? Jest prawo bankowe czy go nie ma? Jest prokuratura i skarbówka czy nie? Skoro politycy przyjmują od Marcina P. pieniądze, skoro oficjalnie w mediach krążą reklamy &#8211; znaczy &#8211; wszystko jest legalne. Nagle okazuje się że nie jest. I nie ma w istocie znaczenia czy to zwykła inercja i bałagan w instytucjach państwa, czy też ktoś, jakaś mafia zapewniła Marcinowi P. ochronę ze strony sądów, prokuratorów i inspektorów.</p>
<p>Efekt jest taki sam: państwo polskie nie działa. Nie działa w interesie obywateli, nie funkcjonuje, nie jest państwem prawa &#8211; jest jakąś atrapą. &#8222;Para-bank&#8221; Plichty mógł działać tylko w &#8222;Para-państwie&#8221;. I bynajmniej nie w „Para-państwie Tuska” choroba polskiego państwa ma głębsze korzenie niż tylko nieudolne rządy PO. Chodzi o fundamentalną sprawę, o której nikt z dyskutujących nad tą konkretną sprawą się nie zająknie. O zagwarantowany konstytucyjnie brak nadzoru nad sądami, prokuraturą &#8211; a w konsekwencji także nad pozostałymi instytucjami kontrolnymi. Ludzie którzy opanowali instytucje wymiaru sprawiedliwości nie dość, że podlegają tylko sobie i swoim kolegom z branży, to jeszcze dostali przywilej dopuszczania nowych członków zawodowej gildii. Jak w takim razie ma to-to &#8222;co jest polskim wymiarem sprawiedliwości&#8221; działać?</p>
<p>Oczywiście najważniejszym organem państwa jest sejm i to waśnie sejm powinien dokonać zmian w funkcjonowaniu państwa. Najważniejszy organ państwa nie jest jednak do tego zdolny. Dotyka go ten sam kryzys. Jakość &#8222;sejmowego ludku&#8221; jest fatalna i raczej kabaretowa, ponadto posłowie dobierani przez prezesów partii wedle zasady BMW &#8211; &#8222;bierny-mierny- ale wierny&#8221; wiedzą, że ich polityczna przyszłość zależy od prezesa, a nie od wyborców &#8211; stąd poruszają się ściśle w ramach nakreślonych przez partyjny establishment.</p>
<p>A zmiana systemu jest zbyt ambitnym planem dla każdej z partii czy raczej biorąc pod uwagę jakość tych organizacji &#8211; &#8222;para-partii&#8221;. Dochodzi do tego rozdrobnienie Sejmu, w której nigdy żadna para-partia nie ma większości zdolnej do przeprowadzenia zmian.</p>
<p>Paraliż sejmu jest oczywistym następstwem partyjnej ordynacji wyborczej stąd podstawowym warunkiem naprawy państwa jest <b>wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych</b>.<br />
<b>Dopiero wtedy Polska przestanie być &#8222;para-państwem&#8221;, państwem na niby.</b></p>
<p><b>Janusz Sanocki</b></p>
<p class="note"><b>Janusz SANOCKI</b> (ur. 1954) &#8211; dziennikarz, polityk, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, samorządowiec, były burmistrz Nysy, uczestnik Ruchu Obywatelskiego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, autor książki &#8222;WoJOWnicy&#8221; (2005). 21 sierpnia 2008 rozpoczął protest głodowy przeciwko bezprawiu sądów, prokuratury i policji. Obecnie prowadzi akcję społeczną skupiającą stowarzyszenia obywateli walczących z bezprawiem sądów i prokuratur w komitety referendalne zmierzające do zmian ustrojowych w Polsce. Inicjator Kongresu Protestu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/para-pastwo/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co uzdrowi polską demokrację?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/co-uzdrowi-polsk-demokracj/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/co-uzdrowi-polsk-demokracj/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 18 Apr 2012 19:32:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW]]></category>
		<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/04/18/co-uzdrowi-polsk-demokracj/</guid>

					<description><![CDATA[Tu i ówdzie, w świecie dziennikarskim padają stwierdzenia, że przypisywanie jednomandatowym okręgom wyborczym (JOW) ozdrowieńczego działania dla polskiej demokracji to]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1274"></span><br />
Tu i ówdzie, w świecie dziennikarskim padają stwierdzenia, że przypisywanie jednomandatowym okręgom wyborczym (JOW) ozdrowieńczego działania dla polskiej demokracji to mit. Każdy może mieć swoje mity na swój własny użytek. Istnieją mity państwowe, a nawet globalne, do których należy choćby mit zmian klimatycznych spowodowanych działalnością człowieka. Natomiast pozytywna rola JOW to nie jest żaden mit, to zupełnie realna możliwość przeobrażenia ustrojowego, oczyszczającego polską politykę.</p>
<p>Oczywiście same jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) tych przemian nie dokonają. Jest taki kraj na świecie, który ma JOW, ale nic z tego dla demokracji nie wynika. To Korea Północna. Dodatkowym warunkiem niezbędnym do poprawienia polskiej demokracji jest konieczność zagwarantowania każdemu obywatelowi, realnego biernego prawa wyborczego, które obecnie zostało scedowane praktycznie na partie polityczne. W Polsce nikt, sam, bez pośrednika nie może stanąć do żadnych wyborów, nawet na radnego najmniejszej gminy. JOW plus łatwa, indywidualna możliwość startu w wyborach do Sejmu, to warunki niezbędne do uzdrowienia polskiej demokracji, głoszone przez Ruchu Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Wszystkie inne poglądy rzekomo cytujące Ruch, jak choćby taki: że <i>&#8222;JOW odpartyjni polską politykę&#8221;</i> nie mają nic wspólnego z myślą polityczną Ruchu na rzecz JOW. Wynikają one z niskiej, niestety wiedzy na temat skutków politycznych stosowania różnych systemów wyborczych, a zwłaszcza opartych na JOW. Przecież w wyborach do brytyjskiego parlamentu, który jest dla Ruchu wzorcowym, nie ma żadnego polityka bez odwołania partyjnego, o czym, wie każdy działacz Ruchu. To nie bezpartyjność ma stać się ozdrowieńcza dla demokracji, ale kształt i diametralnie różny charakter partii egzystujących na bazie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW).</p>
<p class="foto">Dawny gmach KC PZPR w Warszawie. Dziś stoi przed nim pomnik francuskiego męża stanu, gen. Charles&#8217;a de Gaulle&#8217;a.</p>
<p>Jednego nikt w Polsce nie kwestionuje, a mianowicie choroby polskiej demokracji. Co więc w niej niedomaga? Na pewno partie polityczne, które niczym nie różnią się od PZPR działającej w historycznych już czasach sprzed 1989 roku. Wszystkie one, łącznie z najnowszą, partią Palikota, są hierarchią struktur zarządzania, działających na wzór przedsiębiorstwa mającego prezesa, członków zarządu, dyrektorów regionalnych, kierowników lokalnych, podległych sobie wzajemnie w pionie. Ci wszyscy zarządzający nie biorą się de facto z wyborów tylko z wewnętrznego doboru, podobnie jak dzieje się to w każdej firmie. Jeżeli szef każe usunąć lub przyjąć do partii to tak się dzieje. Żadnej demokracji. Większa była w PZPR. Wybory wewnętrzne są karykaturą demokracji, czyli wolnej woli większości. Jej tam po prostu nie ma. Ten stan jest podtrzymywany i dobrze rozwija się w kierunku autorytaryzmu właśnie na skutek partyjnego systemu wyborczego. Formalnie, zgodnie z kodeksem wyborczym decyzje, kto znajdzie się na liście wyborczej podejmuje pełnomocnik wyborczy, ale de facto, nikt bez woli prezesa firmy (czytaj &#8211; partii), posłem nie zostanie. Ba, nawet nie wystartuje w wyborach, bo taki pełnomocnik jest emanacją szefa partii, któremu wódz ufa bardziej niż samemu sobie. Czy taki mechanizm to wzór demokracji?</p>
<p>O niezbędności JOW na wszystkich szczeblach wyborów samorządowych nawet nie wspominam, gdyż to wręcz oczywistość. Prezydent Bronisław Komorowski wychodząc naprzeciw tej idei zapowiedział podjecie odpowiedniej inicjatywy ustawodawczej, co ogłosił publicznie 29 lutego na zorganizowanej przez siebie, w swoim pałacu, konferencji &#8222;Samorządność filarem kapitału społecznego&#8221;.</p>
<p class="info">Artykuł ukazał się w warszawskiej gazecie <a href="http://www.poludnie.com.pl/index.php?id=wyszukiwarka&amp;tx_fesearchintable_pi1%5BsTable%5D=tt_news&amp;tx_fesearchintable_pi1%5BsUID%5D=3702&amp;tx_ttnews%5Btt_news%5D=3702" target="_blank" rel="noopener noreferrer">&#8222;Południe&#8221;</a>.</p>
<p class="note">Mariusz WIS jest prezesem Fundacji im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji &#8211; JOW. Publikuje m.in. na łamach &#8222;Rzeczpospolitej&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/co-uzdrowi-polsk-demokracj/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Plan dla Polski: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze</title>
		<link>https://koszalin7.pl/plan-dla-polski-jednomandatowe-okrgi-wyborcze/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/plan-dla-polski-jednomandatowe-okrgi-wyborcze/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 31 Mar 2012 22:11:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/03/31/plan-dla-polski-jednomandatowe-okrgi-wyborcze/</guid>

					<description><![CDATA[Polska, a w szczególności Warszawa, od lat jest świadkiem nasilających się protestów najróżniejszych grup zawodowych i związków. Chyba poza bankierami]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1259" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_640px_02.jpg" border="0" alt="J. Przystawa" title="J. Przystawa" align="left" width="640" height="427" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_640px_02.jpg 640w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2012/03/przystawa_640px_02-300x200.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 640px) 100vw, 640px" />Polska, a w szczególności Warszawa, od lat jest świadkiem nasilających się protestów najróżniejszych grup zawodowych i związków. Chyba poza bankierami i zawodowymi politykami protestowali już wszyscy. Jedni głośniej, inni ciszej, jedni spokojnie maszerowali, inni szli z hałasem <span id="more-1260"></span>  i dymem palonych opon samochodowych i kubłów ze śmieciami. W ogromnej większości były to i są protesty o charakterze egzystencjalnym: protestujący stwierdzają, że pieniądze publiczne są źle dzielone, w związku z tym szwankują wszelkie służby publiczne, a kolejne grupy zawodowe popadają w biedę, nie będąc w stanie ani wykonywać należycie swoich obowiązków, ani nawet zarobić na swoje utrzymanie. Poruszające były też manifestacje protestu o charakterze nie egzystencjalnym lecz politycznym, w tym, w pierwszym rzędzie, w związku z Katastrofą Smoleńską czy Marsze Niepodległości.</p>
<p>Ogólną cechą tych wszystkich akcji protestacyjnych jest to, że są to akcje rozłączne, angażujące w różnym stopniu różne grupy zawodowe i społeczne, nie wywołujące &#8211; każda z osobna &#8211; większego rezonansu społecznego. I nie mogą one takiego rezonansu wywołać, gdyż stanowią front walki o interesy szczegółowe, a więc nie posiadają potencjału umożliwiającego zaangażowanie potężnych warstw społecznych. Stoczniowcy mało obchodzą dzisiaj górników, i <i>vice versa</i>, rolnicy i lekarze ambiwalentnie odnoszą się do jednych i drugich itd., itp. Społeczeństwo jest podzielone, po 1989 roku, po rozbiciu NSZZ Solidarność, zabrakło idei, organizacji i struktur, które mogłyby te różne części Polski scalić ponownie i utworzyć z nich siłę, będąca w stanie przeciwstawić się globalnym planom politycznym, dla których podmiotowość Polski i Polaków może być jedynie kłopotem i zagrożeniem. Wygenerowana w trakcie umów &#8211; nazwijmy je umownie Umowami Okrągłego Stołu &#8211; klasa zawodowych polityków, otrzymała zadanie dopasowania naszego kraju do tych globalnych planów, pilnowania i pacyfikowania odruchów społecznego protestu. I to zadanie, od 23 lat, z pomocą wszystkich wielkich tego świata, skutecznie wykonuje. Ta skuteczność jest możliwa dzięki ciągłemu kredytowaniu zewnętrznemu, które wpędziło Polskę w pętlę gigantycznego zadłużenia, ale pozwalało na utrzymywanie jako takiego pokoju społecznego, nie dopuszczając do zbyt gwałtownego wybuchu niezadowolenia, takiego jak np. w Grecji czy na Węgrzech.</p>
<p><i><b>Aby przeciwstawić się planom globalnym, aby uzyskać podmiotowość Polski i Polaków w europejskich i światowych rozgrywkach, konieczna jest idea jednocząca, ponad wszelkimi interesami partykularnymi poszczególnych grup społecznych, idea, która jest do przyjęcia i akceptacji dla wszystkich, idea, która nikogo nie antagonizuje, ale której realizacja wychodzi naprzeciw słusznym oczekiwaniom społecznym. Naturalnie, ta idea musi mieć w sobie potencjał dający nadzieję na zrealizowanie tego ambitnego, antyglobalistycznego zamiaru: przywrócenia Polsce miejsca podmiotowego w polityce międzynarodowej.</b></i></p>
<p>W tym Obozie Protestu pojawił się ostatnio na scenie politycznej podmiot aspirujący do zdominowania tej sceny i przejęcia niekwestionowanego i wyłącznego przywództwa. Jest nim partia Jarosława Kaczyńskiego, Prawo i Sprawiedliwość. Uchwała Komitetu Politycznego tej partii z dnia 21 marca 2012 oświadcza:</p>
<p class="citate">Jedynym ugrupowaniem, zdolnym przeciwstawić się planowemu osłabianiu polskiego państwa i demoralizowaniu jego obywateli, jest Prawo i Sprawiedliwość, które scala różne prawicowe oraz centrowe nurty i środowiska. Tylko skupienie się wokół PiS wszystkich, których łączy troska o pomyślną przyszłość niepodległej Polski, gwarantuje możliwość uzyskania realnego wpływu na funkcjonowanie państwa. Łudzenie wyborców mirażami personalnych przetasowań przez grupy, które nie mają szans na wejście do Parlamentu, szkodzi sprawie zwycięstwa prawicy… Wymaga tego dobro Ojczyzny, które musi być traktowane jako ważniejsze od osobistych interesów i ambicji. Tworzenie organizacji, działających na marginesie politycznych wydarzeń, ale uszczuplających elektorat prawicy choćby o ułamki procentów, jest szkodliwe i służy przeciwnikom Polski silnej, dostatniej, sprawiedliwej i liczącej się w świecie. Kto się na taki krok decyduje nie będzie mógł w przyszłości liczyć ani na zapomnienie błędów, ani na kandydowanie z list Prawa i Sprawiedliwości. Polska potrzebuje zwycięstwa prawicy. Zwycięstwo zapewnić może jedynie Prawo i Sprawiedliwość. To zwycięstwo nastąpi tym szybciej, im więcej sił skupi się we wspólnym wysiłku.</p>
<p>Oczywiście, PiS i Jarosław Kaczyński nie jest jedyną partią, ani ugrupowaniem politycznym, aspirującym do ogólnonarodowego przywództwa i domagającym się zjednoczenia wszystkich pod wywieszonym przez nich sztandarem. Przypisuję tej partii miejsce szczególne, ponieważ jest to dzisiaj najsilniejsza partia polityczna, opozycyjna wobec koalicji rządzącej, dysponująca aktualnie 30% mandatów poselskich i nie ukrywająca, że jej celem jest przejęcie władzy w Polsce i to na zasadzie wyłączności. Posługuje się ona sprytną socjotechniką, która wszystkich Polaków, nie zgadzających się z Jarosławem Kaczyńskim brutalnie spycha na <i>miejsce, na którym stało ZOMO</i>, przypisując im złe, antypatriotyczne i antypolskie intencje, a nawet więcej: zdradę interesów narodowych.</p>
<h3>Propozycja Jarosława Kaczyńskiego nie jest interesująca</h3>
<p>Powód jest bardzo prosty: Jarosław Kaczyński jest politykiem Magdalenki i Okrągłego Stołu, pozostającym w najwyższych strukturach władzy nieprzerwanie od 1989 roku, także jako premier rządu polskiego, którego brat sprawował może nawet jeszcze wyższe urzędy i godności, z Urzędem Prezydenta RP włącznie. Z tych powodów nie jest wiarygodna jego argumentacja, stosowany wobec nas szantaż &#8211; <i>staliście tam, gdzie stało ZOMO</i> &#8211; ani nie jest wiarygodny on sam, jako przywódca antyglobalistycznego protestu Polaków. Ciąży na nim bowiem odpowiedzialność nie tylko za okres rządzenia Polską z pozycji premiera, ale, <i>a la longue</i>, współodpowiedzialność za wszystko to, przy czym współuczestniczył od 1989 roku. Nie można wykluczyć, że Jarosław Kaczyński jest dzisiaj innym politykiem niż ten z ostatniej dekady ubiegłego wieku, ale, żeby nas o tym przekonać, zamiast szantażować piętnem zdrady interesów narodowych, powinien raczej złożyć jakąś samokrytykę, wskazać wyraźnie, co w jego działaniach politycznych tych 23 lat było złe i szkodliwe dla Polski, co dzisiaj odrzuca i dlaczego. Zamiast takiej samokrytyki, tak jak zawsze do tej pory, domaga się od nas podporządkowania i bezdyskusyjnego przyjęcia jego wykładni politycznej. Nie sądzę, żeby była to, na dłuższą metę, droga właściwa.</p>
<h3>Gdzie więc jest klucz, gdzie szukać skutecznego planu dla Polski?</h3>
<p>Jako inicjator, przed 20 laty, Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, z satysfakcją i przyjemnością pragnę w tym miejscu przywołać Uchwałę Katowickiej Okręgowej Rady Adwokackiej z dnia 22 marca 2012. Adwokaci stwierdzają w niej:</p>
<p class="citate"><b>Zawód polityka stał się zawodem zamkniętym dla aktywnych społecznie obywateli. Ukształtowany system partyjny skutecznie wyeliminował możliwość wpływu na rządy w państwie dla rzeszy osób nie związanych z kastą politycznych &#8222;celebrytów&#8221;, monopolizującą życie polityczne ostatniego dwudziestolecia.</p>
<p> Nie jest to zgodne ani z zasadami demokracji, ani z interesem państwa. Gry wewnątrzpartyjne często bowiem powodują, że eksponowane stanowiska w państwie obejmują ludzie jawnie niekompetentni a dorosłych obywateli pouczają osoby, które same niczego nie osiągnęły we własnym życiu zawodowym.</p>
<p> Dlatego uznajemy, że argumentacja, związana z postulatem tzw. deregulacji winna mieć w pierwszym rzędzie zastosowanie do grupy zawodowych polityków.</p>
<p> Z powyższych względów postanawiamy poprzeć działania, służące realizacji postulatów, niezbędnych dla deregulacji zawodu polityka w Polsce. Są nimi:<br /> – zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu poprzez wprowadzenie okręgów jednomandatowych,<br /> – zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu poprzez ograniczenie minimum liczby podpisów osób, popierających kandydata do 500.</b></p>
<h3>Deregulacja zawodu polityka: kto to jest polityk?</h3>
<p>Najprostsza i najbardziej właściwa odpowiedź na to pytanie jest taka: <i><b>polityk, to ten, kto dzieli publiczne pieniądze</b></i>.</p>
<p>Z tej definicji polityka wynika od razu najważniejsza rola Sejmu w strukturze władzy państwowej: to w Sejmie dzielone są publiczne pieniądze, to tam uchwala się Budżet Państwa, to tam muszą być uwzględnione wszystkie słuszne oczekiwania różnych grup społecznych i zawodów. Rząd i jego struktury, administracja państwowa, mają jedynie sprawnie wykonywać wolę Sejmu.</p>
<p>Komu normalni ludzie powierzają swoje pieniądze? Jakim kryteriom muszą odpowiadać ci, którym przyznamy prawo dysponowania naszymi pieniędzmi?</p>
<p>Oczywiście, że muszą to być ludzie, do których mamy zaufanie. Żaden normalny człowiek nie powierzy swoich pieniędzy komuś, kogo nie zna, albo komu nie ufa. Z tego wynika, że aby komuś zaufać trzeba go najpierw znać.</p>
<p><b>Jak wygląda Sejm Rzeczypospolitej, jeśli popatrzymy nań przez lupę takiego kryterium? Jacy ludzie w nim zasiadają?</b></p>
<p>Zadałem sobie trud przejrzenia poparcia, jakiego udzielili wyborcy posłom obecnej Kadencji Sejmowej. Na 460 zasiadających w tej Izbie posłów 297, a więc 65%, nie uzyskało poparcia nawet 2% wyborców w ich okręgach wyborczych, a więc nie uzyskało nawet poparcia 1 na 50 wyborców! 85 z nich, a więc prawie 20% całej Izby nie przekroczyło poparcia 1%, a więc 1 na 100 wyborców! Np. wicemarszałek Sejmu, p. Wanda Nowicka, uzyskała w wyborach zaledwie 7065 głosów, a więc znacznie poniżej 1% wyborców. Nie wiele więcej uzyskał inny wicemarszałek, p. Grzeszczak, bo aż 9648, czyli 1,3%. Natomiast zaledwie 6 posłów (dosłownie: sześciu!) może się pochwalić poparciem przekraczającym 10% wyborców w ich okręgach wyborczych. Wśród tych 6 nie ma nawet liderów partii politycznych, które od 1989 roku nieprzerwanie zasiadają w Sejmie i sprawujących urzędy premierów: Waldemar Pawlak uzyskał zaledwie 3,2%, a Leszek Miller jeszcze mniej, bo tylko 2,4% głosów wyborców.</p>
<p>Liczby te nie są wyjątkowe: podobnie było we wszystkich poprzednich kadencjach od 1991 roku, czyli od tzw. pierwszych prawdziwie demokratycznych wyborów w RP.</p>
<h3>Ale czy faktycznie: czy od 1991 roku mamy w Polsce do czynienia z prawdziwie demokratycznymi wyborami?</h3>
<p><b>Przede wszystkim</b> nie mamy podstawowego prawa obywatelskiego, jakim jest nieskrępowane prawo kandydowania w wyborach powszechnych, czyli tzw. biernego prawa wyborczego. Szkoda, że od wyartykułowania tego zarzutu uchyliła się ORA, która wymienia tylko ograniczającą nasze bierne prawo wyborcze absurdalnie wysoką liczbę podpisów. Bo nie tylko o liczbę podpisów tu chodzi. Ale jest faktem, że gdy obywatelowi Wielkiej Brytanii (Kanady czy USA) wystarczy kilka, nie więcej niż 10-15 podpisów do zarejestrowania swojej kandydatury, to w Polsce ta liczba urasta do absurdalnego wymogu co najmniej 110 tysięcy, bez której nie podobna zarejestrować ogólnopolskiego komitetu wyborczego, a w konsekwencji niemożliwe staje się przekroczeniu progu 5% poparcia.</p>
<p><b>Po drugie:</b> od czasów Lenina znane jest powiedzenie <i>nie ważne, jak kto głosuje, ważne jest, kto liczy głosy</i>? Kto liczy głosy w Polsce, a kto liczy w głosy np. w Anglii czy Kanadzie? TUTAJ od liczenia głosów są niezliczone komisje wyborcze, obwodowe, okręgowe i centralna, które wielokrotnie liczą, przeliczają, przesyłają tam i na powrót poza wszelką kontrolą społeczną, za zamkniętymi drzwiami, przez które zwykły wyborca nie ma wstępu. Wybory urządza administracja i tylko ona te wybory organizuje i kontroluje. TAM nie ma żadnych komisji wyborczych ani obwodowych, ani okręgowych, ani centralnych: tam wyborcy SAMI organizują wybory, sami liczą głosy i sami cały przebieg wyborów kontrolują. Oni też ogłaszają kto te wybory wygrał i kto otrzymuje mandat do ich reprezentowania, <i><b>komu powierzają prawo dzielenia ich pieniędzy</b></i>. Nie uzgadniają tego z żadnymi instancjami ani na górze, ani na dole. W takim systemie nie jest możliwe, żeby marszałkiem Sejmu był nie wiadomo kto, bo kandydat na marszałka musi najpierw zdobyć większość głosów wyborców w swoim okręgu wyborczym (<i>mandat do dzielenia publicznych pieniędzy!</i>), a potem uzyskać bezwzględną większość głosów członków parlamentu w tajnym głosowaniu! Będzie to więc prawdziwie osoba autentycznego zaufania społecznego, a nie partyjna wydmuszka za nie wiadomo jakie zasługi i dla kogo?</p>
<p>Polska może stać się podmiotem politycznym w polityce światowej dopiero wtedy, gdy nasze, polskie pieniądze, dzielić będą ludzie cieszący się naszym zaufaniem, wyrażonym w prawdziwie demokratycznych powszechnych wyborach. Wtedy także nasze protesty niezadowolenia będą miały rzeczywistych, odpowiedzialnych przed nami adresatów. System, który nam zafundowano, jak pisał filozof polityki Karl Popper <i>odziera posła z osobistej odpowiedzialności i czyni zeń maszynkę do głosowania, a nie myślącego i czującego człowieka</i>. Kierowanie naszych protestów i żałob do maszynek do głosowania urąga zdrowemu rozsądkowi i prowadzi donikąd.</p>
<p>Jose Ortega y Gasset, inny światowej sławy filozof polityki, pisał: <i>Zdrowie każdej demokracji zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego: od procedury wyborczej. Gdy procedura ta jest właściwa, wtedy wszystko działa jak należy. Gdy procedura ta jest niewłaściwa, wtedy wszystko się wali, nawet gdyby inne instytucje działały bez zarzutu.</i></p>
<p>W Polsce wszystko się wali. Czas pójść po rozum do głowy. Trzeba się uporać z ordynacją wyborczą do Sejmu.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
<p class="info">Wystąpienie prof. Jerzego Przystawy na Kongresie Protestu, Warszawa, 31 marca 2012.</p>
<p class="note"><strong>JERZY PRZYSTAWA</strong>, profesor fizyki teoretycznej, kierownik Zakładu Teorii Fazy Skondensowanej w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego, obecnie na emeryturze. Inicjator Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Autor książek: <i>Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski</i> (z M. Dakowskim); <i>Otwarta księga. O Jednomandatowe Okregi Wyborcze</i> (z R. Lazarowiczem); <i>Nauka jak Niepodległość. O sytuacji polskiego nauczyciela</i>; <i>Trans Atlantic. Felietony nowojorskie</i>.</p>
<p class="foto">Prof. Jerzy Przystawa (w środku) podczas konferencji Ruchu JOW w Warszawie, październik 2011.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/plan-dla-polski-jednomandatowe-okrgi-wyborcze/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co wynika z lekcji senackich wyborów 2011</title>
		<link>https://koszalin7.pl/co-wynika-z-lekcji-senackich-wyborow-2011/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/co-wynika-z-lekcji-senackich-wyborow-2011/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 25 Nov 2011 00:24:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/11/25/co-wynika-z-lekcji-senackich-wyborow-2011/</guid>

					<description><![CDATA[W wywiadzie z Jarosławem Kaczyńskim, jaki ukazał się 14 listopada 2011 w &#8222;Naszym Dzienniku&#8221;, prezes Prawa i Sprawiedliwości powiedział, expressis]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1139" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/11/002.jpg" border="0" alt="FPTP" title="FPTP" align="left" width="700" height="467" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/11/002.jpg 700w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/11/002-300x200.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 700px) 100vw, 700px" />W wywiadzie z Jarosławem Kaczyńskim, jaki ukazał się  14 listopada 2011 w &#8222;Naszym Dzienniku&#8221;, prezes Prawa i Sprawiedliwości powiedział, expressis verbis, że <em>system jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) nie mieści się w ramach demokracji, bo prowadzi do faktycznego pozbawienia praw politycznych 20 albo i 30 procent społeczeństwa</em>. <span id="more-1140"></span>  W ten sposób jakby potwierdził przesłanie śp. Lecha Kaczyńskiego, że <em>system JOW nie ma nic wspólnego z demokracją</em> i który nas zapewnił że <em>nawet gdyby mój brat Jarosław przyszedł i na kolanach błagał mnie o JOW, to się nie ugnę</em>. Tymi wypowiedziami Bracia Kaczyńscy postawili przed wszystkim Polakami zagadkę: jaką to demokrację mają oni na myśli, skoro nie mieści się w niej ani Wielka Brytania, ani Stany Zjednoczone, ani Kanada, ani nawet Australia, czy Francja?</em></p>
<p>We wszystkich tych krajach bowiem (ale i wielu innych) JOW stanowią fundament systemu wyborczego i obywatele tych krajów odejścia od tego systemu nie wyobrażają sobie, czego dowiodły najlepiej referenda w sprawie systemu wyborczego w Kanadzie, a przede wszystkim referendum 5 maja 2011 w Zjednoczonym Królestwie. Tak się bowiem składa, że pomimo najróżniejszych uzasadnionych pretensji, jakie Polacy zgłosić by mogli pod adresem &#8222;naszych sojuszników Amerykanów i Anglików&#8221;, kraje te uważane są za przodujące kraje demokratyczne.</p>
<p>Jeśli, dodatkowo, weźmiemy pod uwagę, że wśród pierwszych 100 uniwersytetów na świecie, ponad 90% stanowią uniwersytety amerykańskie i brytyjskie, że podobnie jest w statystyce przyznawanych Nagród Nobla i wszelkich innych prestiżowych wyróżnień, że podobnie jest w statystyce światowej wynalazczości &#8211; to naprawdę trudno przeciętnemu Polakowi uwierzyć, że kraje te zamieszkują ludzie, którzy nie mają pojęcia o demokracji i po naukę koniecznie powinni się udać nad Wisłę.</p>
<p>W każdym razie, na dobro Jarosława Kaczyńskiego zaliczyć wypada fakt, że swojej niechęci do JOW nie ukrywa, mówi o niej otwarcie, nie ukrywa nawet tego, ze w gruncie rzeczy obawia się on, iż system JOW mógłby <em>de facto</em> doprowadzić do marginalizacji jego partii i zepchnąć ją ze sceny politycznej. Na ile te obawy są uzasadnione, to inna sprawa.</p>
<h3>I fałszywy przyjaciel</h4>
<p>W przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego, jego główny przeciwnik polityczny, Donald Tusk, w wystąpieniach publicznych zaklina się, że nie marzy on bardziej o niczym, jak o najszybszym wprowadzeniu JOW w wyborach do Sejmu. Nie może jednak swego marzenia zrealizować, gdyż &#8222;wszyscy są przeciwko niemu&#8221;, zarówno &#8222;opozycja&#8221;, jak PiS i SLD, jak i jego koalicjant PSL. Podobnie wypowiada się Prezydent Bronisław Komorowski.</p>
<p>Okazuje się, że nawet posiadanie w rękach rządu, prezydentury, posad marszałków Sejmu i Senatu oraz bezwzględnej większości w Senacie to za mało, żeby przybliżyć się do realizacji tych szczytnych zamiarów. Nawet zebranie prawie miliona podpisów obywatelskich pod wnioskiem o referendum w tej sprawie, przyczyniło się jedynie do zgromadzenia nadmiaru makulatury w piwnicach sejmowych i podpisy te można było co najwyżej wykorzystać na podpałkę.</p>
<p>W tej sytuacji pewne poruszenie wywołało niespodziewane wprowadzenie do Kodeksu Wyborczego JOW w wyborach do Senatu. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku nie było o tym mowy, a oto, ku zaskoczeniu wszystkich, w styczniu uchwalona została nowa ustawa i JOW w jednej turze w wyborach do Senatu zostały wprowadzone. Jest rzeczą ciekawą, że wprowadzenie tej ustawy nie zostało poprzedzone żadną otwartą debatą publiczną, a w szczególności nigdy w tej sprawie nie udzielono głosu w mediach publicznych żadnemu przedstawicielowi Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, który od 20 lat wędruje po Polsce gromadząc poparcie dla tego rozwiązania ustrojowego.</p>
<p>Nasuwa się więc nieodparte podejrzenie, że wprowadzenie JOW w wyborach do Senatu to raczej sprytny zabieg socjotechniczny, aniżeli oczekiwany &#8222;krok w dobrym kierunku&#8221;, a celem tego zabiegu jest przekonanie Polaków, że nie ma się czego spodziewać po wprowadzeniu JOW w wyborach do Sejmu, &#8222;bo tak czy owak, zawsze Nowak&#8221;.</p>
<p>W tym wszystkim nigdy i nigdzie nie eksponuje się faktu, że w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, jakie już trzykrotnie miały miejsce w latach 2002, 2006 i 2010, aż 80% mandatów otrzymali kandydaci nie rekomendowani przez parlamentarne partie polityczne. Taki wynik, to zmora, która musi po nocach spać nie dawać liderom tych partii, ponieważ pokazuje on, ze w JOW nie tylko Jarosław Kaczyński ma prawo obawiać się marginalizacji, ale dokładnie takie same powody mają wszyscy pozostali Wielcy Liderzy Partii Politycznych.</p>
<h3>Czy ta socjotechnika była skuteczna?</h3>
<p>Jeśli za miarę skuteczności przyjąć odgłosy medialne i wypowiedzi ulubionych komentatorów, to socjotechnikom wypada pogratulować. &#8222;Runął mit jednomandatowych okręgów wyborczych&#8221;, &#8222;koniec legendy JOW&#8221;, &#8222;entuzjaści JOW powinni zamilknąć co najmniej na pół wieku&#8221; &#8211; woła główny dzisiaj komentator polityczny, dr Rafał Chwedoruk z UW.</p>
<p>Ten sam Chwedoruk, który przed wyborami wieszczył, że w JOW do Senatu, mandaty kupią sobie bogacze, oligarchowie, różne &#8222;stokłosy&#8221;.  Ponieważ to się jakoś nie sprawdziło, to dzisiaj grozi, że &#8222;gdyby zastosować je także w wyborach do Sejmu, wyborca PO z okolic Łomży nigdy by się nie doczekał swojego przedstawiciela w parlamencie &#8211; analogicznie wyborca PiS z warszawskiego Ursynowa&#8221; i wraca do standardowego bełkotu polskich politologów na temat JOW o straszliwym gerrymanderingu, o niesprawiedliwości jaka od dziesięcioleci spotyka liberałów w Wielkiej Brytanii i kończy jak prawdziwy bliźniak Jarosława Kaczyńskiego: &#8222;wprowadzenie JOW-ów do Sejmu mogłoby być końcem realnej demokracji w Polsce&#8221;. Natomiast przedstawicielom Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW żadne medium, publiczne czy prywatne, udzielić głosu nie zamierza. A przecież chętnie podjęlibyśmy polemikę z tymi wieszczami demokratycznej katastrofy w wyniku wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu.</p>
<h3>JOW-y JOW-om nie równe</h3>
<p>W różnych krajach świata funkcjonują różne ordynacje wyborcze z JOW i nie są to tylko różnice jakichś drugorzędnych przepisów ordynacyjnych. Są JOW-y w UK, Kanadzie czy USA, a inne we Francji, a zupełnie inne w Australii i dlatego w UK nawet przeprowadzono 5 maja 2011 referendum z pytaniem czy Brytyjczycy chcą takie JOW, jak do tej pory, czy raczej takie, jakie obowiązują w Australii? A już zupełnie inne obowiązują np. w Korei Północnej, ale o tych mówić nie będziemy.</p>
<p>Ruch Obywatelski na rzecz JOW domaga się wprowadzenia JOW opartych o następujące zasady: (1) równość wszystkich obywateli w całym procesie wyborczym; (2) swobodne, równe dla wszystkich prawo do kandydowania; (3) małe, ok. 60-tysięczne okręgi wyborcze; (4) wybory w jednej turze; (5) zamiast zbierania podpisów poparcia niewielka kaucja, np. 2-3 tysiące PNL. Takie są podstawowe zasady wyborów w UK i, w wyniku wieloletniej dyskusji, uznaliśmy je za optymalne i taki sposób wyborów popularyzujemy i popieramy.</p>
<h3>Wybory do Senatu 2011</h3>
<p>Spełniają tylko jeden z tych warunków: odbywały się w jednej turze i mandat uzyskiwał ten kandydat, który uzyskał najwięcej głosów. Brytyjczycy nazywają tę zasadę <i>Firt Past The Post</i> &#8211; Pierwszy Na Mecie. Pod każdym innym względem wybory te leżą daleko od brytyjskiego wzoru.</p>
<p><b>Po pierwsze: za duże okręgi wyborcze</b></p>
<p>Podstawowym parametrem ordynacji z JOW jest wielkość okręgu wyborczego. Wybory wygrywają w nich ludzie <i><b>znani wyborcom z dobrej strony</i></b>. Wyborcy muszą więc mieć możliwość poznania kandydatów i rozróżnienia ich między sobą. W Wielkiej Brytanii w jednym okręgu wyborczym mieszka, średnio, 95 tysięcy osób. W Polsce, dzieląc liczbę mieszkańców przez 100 otrzymujemy 380 tysięcy, a zatem okręg wyborczy w wyborach do Senatu jest ponad cztery razy większy niż w Wielkiej Brytanii. To oznacza, że kandydatom w Polsce jest co najmniej cztery razy trudniej dać się poznać niż kandydatom w UK i, odpowiednio, wyborcy mają wielokrotnie trudniejsze zadanie przy poszukiwaniu właściwego kandydata.</p>
<p><b>Po drugie: wielokrotne pogwałcenie fundamentalnej zasady równości</b></p>
<p>Fundamentem demokracji jest równość obywateli wobec prawa i musi to być równość w całym procesie wyborczym, a nie tylko sprowadzać się do tego, że każdy wyborca ma taki sam głos. Tę zasadę równości wielokrotnie naruszają zapisy Kodeksu Wyborczego i procedury zastosowane w ostatnich wyborach.</p>
<p><b>Najpierw</b>, rażąco nierówne są okręgi wyborcze. I tak okręg nr 61, w którym wybierano Włodzimierza Cimoszewicza ma 176 tysięcy wyborców, a okręg nr 30, z którego pochodzi senator Andrzej Pająk, 513 tys. To oznacza trzykrotną różnicę wielkości. Przeciwnicy JOW nieustannie podnoszą zarzut tzw. gerrymanderingu, a więc manipulowania granicami okręgów wyborczych odpowiednio do partyjnych interesów. Jak można określić takie ustalanie granic okręgów wyborczych, żeby jeden okręg był trzy razy większy od innego?</p>
<p><b>Następnie</b>, równość kandydatów naruszają przepisy finansowe. Kodeks przewiduje, że kandydat do Senatu może wydać na kampanię wyborczą na jednego wyborcę nie więcej niż 18 groszy (art. 259) Jednakże partyjne komitety wyborcze, które prowadzą równolegle kampanię wyborczą do Sejmu, mogą wydać na jednego wyborcę 82 + 18, czyli ponad pięciokrotnie więcej.</p>
<p><b>Po trzecie</b>: zasadę równości gwałci konieczność tworzenia komitetów wyborczych wyborców, gdyż zgłoszenie kandydata musi być poprzedzone utworzeniem komitetu wyborczego, które, z kolei, musi być poparte tysiącem podpisów wyborców. Od tego obowiązku zwolnione są partie polityczne. Jaskrawym przykładem tego naruszenia zasady równości była kwestia komitetu wyborczego &#8222;Nowego Ekranu&#8221;, który nawet zebrał, w odpowiednim czasie, właściwą liczbę podpisów, ale jego rejestracji odmówiła Państwowa Komisja Wyborcza. Sąd Najwyższy wprawdzie uchylił uchwałę PKW i nakazał zarejestrowanie komitetu, jednakże ta procedura praktycznie uniemożliwiła temu komitetowi zebranie podpisów poparcia kandydatów i dokonanie ich rejestracji w określonym czasie.</p>
<p>Wszystko to jest najzupełniej zbędne: w Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy USA gdzie nie ma potrzeby powoływania jakichkolwiek komitetów wyborczych, a kandydaci mają prawo zgłaszać się samodzielnie, bez jakichkolwiek pośredników. Wystarcza im 10 (a nie 2 tysiące!) podpisów poparcia i wpłacenie niewielkiej kaucji, która jest zwracana, gdy kandydat zdobędzie np. 3% głosów wyborców.</p>
<p><b>Po czwarte</b>: nierówność szans wprowadzały przepisy o czasie trwania kampanii wyborczej. Komitety wyborcze wyborców mogą zbierać podpisy, gromadzić pieniądze i prowadzić kampanię dopiero z chwilą zarejestrowania, co, w warunkach ostatnich wyborów pozostawiało im nie cały miesiąc. Od tych wymogów zwolnione były partie polityczne, które prowadziły swoją kampanię od wielu miesięcy, z udziałem środków masowego przekazu.</p>
<p>Propagandziści partyjnictwa, jak Chwedoruk czy Leski, leją krokodyle łzy nad &#8222;upadkiem mitu JOW&#8221;, bo JOW-y, ich zdaniem się nie sprawdziły, a niezależni kandydaci nie dali rady przełamać partyjnego betonu. W warunkach stworzonych w roku 2011 dokonanie takiej sztuki graniczyło z cudem, nie ma więc dziwnego, że tylko jeden kandydat, Jarosław Obremski z Wrocławia, potrafił się przez tę zaporę przedrzeć. Pezetpeerowskie skamieliny, w osobach Borowskiego, Cimoszewicza i Kutza, jako przykłady &#8222;senatorów niezależnych&#8221; nadają się tylko do skeczów kabaretowych. I nie chodzi tu tylko o ich żywą i czerwoną (także parlamentarną) przeszłość, ale także o fakt, że wszędzie tam, gdzie ci panowie kandydowali ani PO ani SLD nie wystawiły partyjnych kontrkandydatów a więc, de facto, obie te partie udzieliły im poparcia.</p>
<h3>Przesłanie pozytywne wyborów senackich 2011</h3>
<p>Pomimo tych wszystkich wad, które powodują, iż tegoroczne wybory do Senatu nie mogą być pozytywnym przykładem zasady wyborów w JOW, to odsłoniły one częściowo pewne ważne aspekty takiego systemu wyborczego:</p>
<p><b>Po pierwsze</b>, pokazały one, że to KANDYDAT ma być znany wyborcom, a nie jego promotor czy promotorzy! Boleśnie przekonali się o tym prezydenci wielkich miast, którym się wydawało, że skoro oni są znani i sami swobodnie wygrywają wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych, to wystarczy jak teraz wskażą swoich kandydatów na senatorów, żeby zapewnić im zwycięstwo.</p>
<p>Innymi słowy doszli do przekonania, że los na tyle pogrubił im ich palce wskazujące, że okażą się grubsze od palców Tuska, Kaczyńskiego, Pawlaka czy Napieralskiego. Wybory pokazały, że te rachuby są błędne. Jedyny zwycięski prezydencki kandydat, Jarosław Obremski, zapewne i bez poparcia Rafała Dutkiewicza wygrałby wybory, ponieważ jest osobą we Wrocławiu znaną, stale obecną w mediach, zasiadającą we władzach Miasta nieprzerwanie od roku 1990 (członek Zarządu, przewodniczący Rady Miejskiej, wiceprezydent), w dodatku z ładną kartą opozycyjnej przeszłości w czasach studenckich. Inni kandydaci, w opisanych wyżej warunkach, nie byli w stanie przebić się przez partyjny walec wyborczy. Zwycięstwo Jarosława Obremskiego to jest także sukces JOW, bo w warunkach partyjnej ordynacji wyborczej do Sejmu nic podobnego nie mogłoby mieć miejsca.</p>
<p><b>Po drugie</b>, wybory do Senatu ujawniły ważną właściwość JOW, która zasadniczo różni je od wyborów na listy partyjne: wybory w JOW są mechanizmem integrującym ludzi o podobnych  poglądach. Znakomitym przykładem są właśnie wybory Cimoszewicza, Borowskiego i Kutza, gdzie wszystkie partie się połączyły, nie wystawiając swoich kandydatów i kandydaci PiS, nawet tacy jak Zbigniew Romaszewski, nie mieli szans. PiS, jako, de facto, jedyna partia opozycyjna, wygrywał najczęściej tam, gdzie PO, PSL i SLD się podzieliły, wystawiając swoich kandydatów i konkurując ze sobą, co zwiększało szanse kandydatów Prawa i Sprawiedliwości.</p>
<p><b>Po trzecie</b>: wybory do Senatu obaliły tezę tych wszystkich proroków anty-JOW, że wybory w JOW oznaczają rozdrobienie parlamentu, że wprowadzają jakieś &#8222;wolne elektrony&#8221; od Sasa do Lasa, wśród których nie będzie możliwe sensowne procedowanie i podejmowanie uchwał większością głosów.</p>
<h3>Podsumowując:</h3>
<p>Jeśli chcemy, żeby wybory do Senatu przypominały prawdziwe wybory w JOW, to trzeba: <strong>(1)</strong> Oddzielić wybory do Senatu od wyborów do Sejmu; <strong>(2)</strong> dać wszystkim wyborcom swobodne prawo kandydowania, bez konieczności zbierania tysięcy podpisów; <strong>(3)</strong> zlikwidować komitety wyborcze; <strong>(4)</strong> zrównać liczbowo okręgi wyborcze; <strong>(5)</strong> zapewnić wszystkim kandydatom jednakowe warunki dostępu do środków przekazu i zasady finansowania.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/co-wynika-z-lekcji-senackich-wyborow-2011/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ordynacja wyborcza głupcze</title>
		<link>https://koszalin7.pl/ordynacja-wyborcza-gupcze/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/ordynacja-wyborcza-gupcze/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 May 2011 21:40:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/05/27/ordynacja-wyborcza-gupcze/</guid>

					<description><![CDATA[Gdyby Wielka Brytania miała polski system wyborczy, to Winston Churchill, grzmiący z trybuny parlamentu i krytykujący swoją partię za brak]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-984" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/05/churchill.jpg" border="0" alt="Churchill" title="Churchill" align="left" width="640" height="480" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/05/churchill.jpg 640w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/05/churchill-300x225.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 640px) 100vw, 640px" />Gdyby Wielka Brytania miała polski system wyborczy, to Winston Churchill, grzmiący z trybuny parlamentu i krytykujący swoją partię za brak przygotowań do wojny z Hitlerem, nigdy nie zostałby wpisany na listę wyborczą. W Polsce możemy wyliczyć nazwiska wielu marszałków sejmów, premierów, <span id="more-985"></span>  czy po prostu MVP polityki, którzy musieli pożegnać się z Sejmem, a jeżeli chcą tam wrócić, nie zawsze wystarczą umizgi do wodzów partyjnych, czasami konieczna jest wręcz prostytucja polityczna. Generalnie, system premiuje ludzi pasywnych i bezwolnych. Politycy gorsi wypierają z rynku politycznego lepszych. To działa jak ekonomiczna zasada Kopernika o pieniądzu, głosząca, że pieniądz słaby wypiera lepszy. Nie odkryję Ameryki, jeśli stwierdzę, że odważni, mądrzy i uczciwi są w stanie stworzyć rzeczy wielkie, mierni &#8211; co najwyżej przeciętne, a słabi i nędzni, jeśli dorwą się do władzy, mogą nawet cofnąć świat.</p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/jow/jow_050.html"><strong>ORDYNACJA WYBORCZA GŁUPCZE &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center>  </p>
<p class="foto">Gdyby Wielka Brytania miała polski system wyborczy, to Winston Churchill, grzmiący z trybuny parlamentu i krytykujący swoją partię za brak przygotowań do wojny z Hitlerem, nigdy nie zostałby wpisany na listę wyborczą.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/ordynacja-wyborcza-gupcze/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Obywatel wobec państwa w Polsce i w Wielkiej Brytanii</title>
		<link>https://koszalin7.pl/obywatel-wobec-pastwa-w-polsce-i-w-wielkiej-brytanii/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/obywatel-wobec-pastwa-w-polsce-i-w-wielkiej-brytanii/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 04 Feb 2011 11:23:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/02/04/obywatel-wobec-pastwa-w-polsce-i-w-wielkiej-brytanii/</guid>

					<description><![CDATA[Wykład pod takim tytułem wygłosił prof. Tomasz Kaźmierski w podwarszawskim Aninie, 26 stycznia. Profesor jest wykładowcą na Wydziale Elektroniki i]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-867" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/02/wybory_anglia.jpg" border="0" alt="Elections" title="Elections" align="left" width="298" height="298" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/02/wybory_anglia.jpg 298w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/02/wybory_anglia-150x150.jpg 150w" sizes="auto, (max-width: 298px) 100vw, 298px" />Wykład pod takim tytułem wygłosił prof. Tomasz Kaźmierski w podwarszawskim Aninie, 26 stycznia. Profesor jest wykładowcą na Wydziale Elektroniki i Informatyki Uniwersytetu w Southampton (Anglia), a jednocześnie jednym z liderów ruchu społecznego na rzecz wprowadzenia w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych. <span id="more-868"></span>  Niestety, nie dysponujemy tekstem prelekcji, dzięki uprzejmości Profesora otrzymaliśmy jedynie plik PDF ze slajdami. Nie zastąpią one oczywiście wykładu, ale warto je obejrzeć i spróbować zrozumieć dwie zupełnie różne filozofie państwa, wynikające z zastosowania dwóch różnych systemów wyborczych &#8211; proporcjonalnego (PR) i jednomandatowego (FPTP).</p>
<p>Ze slajdów dowiemy sie np., że brytyjska ordynacja wyborcza nie wspomina w ogóle o partiach politycznych i że nie mają one żadnego uprzywilejowanego statusu. Trudno to pojąć ludziom żyjącym w państwie tak skrajnie upartyjnionym jak Polska. Liczenie głosów w Anglii odbywa się publicznie, pod okiem wyborców i kamer. Polacy są pozbawieni biernego prawa wyborczego, co jest ewenementem na skalę europejską. W Anglii każdy kandydat startuje w wyborach na własny rachunek, przynależność do partii jest jego prywatną sprawą. Pracochłonność procesu zbierania podpisów w Anglii wynosi 2 roboczogodziny, w Polsce 8 roboczolat (!!!), co oznacza, że prawo kandydowania w Polsce jest dostępne tylko dla bardzo nielicznych (członkowie partii wyznaczeni przez partyjnych liderów), zaś w Anglii dla wszystkich.</p>
<p>Wnioski końcowe wykładu prof. Tomasza Kaźmierskiego: w III RP konstytucyjna zasada, że władza należy do narodu, została zredukowana do roli pustego sloganu. Praktyka ostatnich 20 lat pokazuje, że na pewno niczego nie da się zmienić wychodząc z domu tylko raz na 4 lata w celu wrzucenia do tekturowego pudełka bezwartościowej kartki składającej się w większości z nieznanych ogółowi wyborców nazwisk. <strong>(zm)</strong></p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/jow/jow_040.pdf" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>OBYWATEL WOBEC PAŃSTWA W POLSCE I W WIELKIEJ BRYTANII &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/obywatel-wobec-pastwa-w-polsce-i-w-wielkiej-brytanii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jednomandatowe Okręgi Wyborcze a samorząd terytorialny</title>
		<link>https://koszalin7.pl/jednomandatowe-okrgi-wyborcze-a-samorzd-terytorialny/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/jednomandatowe-okrgi-wyborcze-a-samorzd-terytorialny/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 16 Oct 2010 09:21:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/10/16/jednomandatowe-okrgi-wyborcze-a-samorzd-terytorialny/</guid>

					<description><![CDATA[IV Rzeczpospolita może powstać w wyniku przełomu, na jaki społeczeństwo czeka. Tym przełomem nie będzie zmiana na stanowisku prezydenta czy]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-740" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/wybory_anglia.jpg" border="0" alt="Wybory UK" title="Wybory UK" align="left" width="298" height="298" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/wybory_anglia.jpg 298w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/10/wybory_anglia-150x150.jpg 150w" sizes="auto, (max-width: 298px) 100vw, 298px" />IV Rzeczpospolita może powstać w wyniku przełomu, na jaki społeczeństwo czeka. Tym przełomem nie będzie zmiana na stanowisku prezydenta czy premiera. Takim przełomem będzie radykalna zmiana systemu wyborczego.</strong> Są dobre wzory i dobre przykłady: V Republika Francuska, II Republika Włoska. <span id="more-741"></span>  W obu przypadkach istotą przełomu była zasadnicza reforma prawa wyborczego. Chodzi tu, oczywiście, o zmianę systemu wyborczego do Sejmu. Sprawa samorządowa jest tu zmianą wtórną, która się sama rozwiąże, gdy tylko gminy uzyskają prawo decydowania o swoim systemie wyborczym.</p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/jow/jow_029.html"><strong>JEDNOMANDATOWE OKRĘGI WYBORCZE A SAMORZĄD TERYTORIALNY &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center>  </p>
<p class="foto">Publiczne liczenie głosów w Anglii pod okiem Returning Officera (sędziego). Foto: www.getreading.co.uk</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/jednomandatowe-okrgi-wyborcze-a-samorzd-terytorialny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bronisław Komorowski w Częstochowie o JOW</title>
		<link>https://koszalin7.pl/bronisaw-komorowski-w-czstochowie-o-jow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/bronisaw-komorowski-w-czstochowie-o-jow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 14 Jun 2010 10:03:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/06/14/bronisaw-komorowski-w-czstochowie-o-jow/</guid>

					<description><![CDATA[Wystąpienie Bronisława Komorowskiego na Politechnice Częstochowskiej 18 maja 2010: &#8222;Nie udało się do tej pory wprowadzić okręgów jednomandatowych, bo jak]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-632" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/komorowski_jow.jpg" border="0" alt="JOW" title="JOW" align="left" width="500" height="332" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/komorowski_jow.jpg 500w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/komorowski_jow-300x199.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px" />Wystąpienie Bronisława Komorowskiego na Politechnice Częstochowskiej 18 maja 2010: &#8222;Nie udało się do tej pory wprowadzić okręgów jednomandatowych, bo jak jedna partia występowała z tą inicjatywą, to zaraz inne były przeciw&#8230;&#8221; &#8211; mówił Bronisław Komorowski, kandydat na prezydenta RP podczas spotkania <span id="more-633"></span>  ze studentami Politechniki Częstochowskiej.</p>
<p>&#8222;Jeżeli przyszły prezydent by wystąpił z taką inicjatywą, odpowiednio przygotowaną, rozłożoną na etapy &#8211; od czegoś trzeba zacząć, ja uważam, warto zacząć od okręgów jednomandatowych przy wyborze radnych &#8211; i tędy może być droga do generalnego rozwiązania w przyszłości, zgodnie z tym co było zapowiadane, czy w wyborach także parlamentarzystów w okręgach jednomandatowych, bo one mają przewagę, że jest konkurencja człowiek-człowiek, a nie lista partyjna-lista partyjna. Poprawa jakości polskiej polityki wiedzie poprzez poprawę jakości polskich polityków. Ja wierzę w konkurencję, więc wierzę również w to, ze jak będzie konkurencja człowiek-człowiek, to wygra lepszy.&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>  </center> <object width="560" height="340"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/DScOE5QIQ2c&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/DScOE5QIQ2c&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"></embed></object> </center>  </p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/bronisaw-komorowski-w-czstochowie-o-jow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ordynacja wyborcza do Sejmu w uzgodnieniach opozycji &#8211; rok 1984</title>
		<link>https://koszalin7.pl/ordynacja-wyborcza-do-sejmu-w-uzgodnieniach-opozycji-rok-1984/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/ordynacja-wyborcza-do-sejmu-w-uzgodnieniach-opozycji-rok-1984/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 29 May 2010 20:44:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/05/29/ordynacja-wyborcza-do-sejmu-w-uzgodnieniach-opozycji-rok-1984/</guid>

					<description><![CDATA[W przeddzień zapowiadanych hucznych obchodów 20-lecia samorządów w Polsce (chodzi oczywiście o jak najbardziej &#8222;samorządne&#8221; doprowadzanie Polski do ruiny przez]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-595" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/05/samo_poludnie.jpg" border="0" alt="Solidarność" title="Solidarność" align="left" width="250" height="358" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/05/samo_poludnie.jpg 250w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/05/samo_poludnie-209x300.jpg 209w" sizes="auto, (max-width: 250px) 100vw, 250px" />W przeddzień zapowiadanych hucznych obchodów 20-lecia samorządów w Polsce (chodzi oczywiście o jak najbardziej &#8222;samorządne&#8221; doprowadzanie Polski do ruiny przez wysokie układające się strony z Magdalenki) przypominamy mało znany epizod dotyczący przewidywanego systemu politycznego <span id="more-596"></span>  dla Polski po odzyskaniu niepodległości. W latach stanu wojennego toczyła się w prasie podziemnej dyskusja na temat przyszłej ordynacji wyborczej, a jej wynikiem było porozumienie polskiego podziemia politycznego dotyczące wprowadzenia ordynacji opartej na jednomandatowych okręgach wyborczych. Można  śmiało przyjąć, że był to postulat ogólnonarodowy, zarzucony później przez uzurpatorów, którzy zagarnęli władzę dla siebie, pozbawiając społeczeństwo praw wyborczych (odebranie biernego prawa wyborczego).</p>
<p>Wojciech Kulesza pisze: <em>&#8222;Już w 1984 roku istniała wizja demokratycznego Państwa, za które warto było dalej walczyć, za które warto było siedzieć w więzieniu czy w odosobnieniu na internowaniu. Wielu zapłaciło wysoką cenę. Ale wielu z nich przeżyło i przeżywa nadal frustrację czy niespełnienie widząc co zostało z podziemnych deklaracji czy wspólnych programów na niepodległość. Nie ma żadnych wątpliwości, że część opozycji świadomie &#8222;zapomniała&#8221; podczas ustaleń w Magdalence o wcześniejszych planach państwa obywatelskiego którego podwaliną jest demokratyczny, jak w największych demokracjach świata, stosowany odwiecznie, większościowy wybór przedstawicieli do różnych szczebli samorządowej władzy. To tam, w Magdalence wybrali wyborczy system partyjny, zapewniający partyjnym liderom nieusuwalność ordynację proporcjonalną. Stali się zawłaszczając władzę po prostu okupantem polskiego społeczeństwa&#8221;</em>.</p>
<p>  <center> </p>
<p><a href="https://koszalin7.pl/st/jow/jow_018.html"><strong>ORDYNACJA WYBORCZA DO SEJMU W UZGODNIENIACH OPOZYCJI &#8211; ROK 1984 &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p> </center>  </p>
<p class="note"><strong>Wojciech KULESZA</strong> &#8211; lekarz z Poznania, uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW), który od kilkunastu lat walczy o zmianę ordynacji wyborczej w wyborach parlamentarnych w Polsce.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/ordynacja-wyborcza-do-sejmu-w-uzgodnieniach-opozycji-rok-1984/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>7</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nasz pojazd ustrojowy jest zużyty</title>
		<link>https://koszalin7.pl/nasz-pojazd-ustrojowy-jest-zuyty/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/nasz-pojazd-ustrojowy-jest-zuyty/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 May 2010 22:57:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[JOW a Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/05/12/nasz-pojazd-ustrojowy-jest-zuyty/</guid>

					<description><![CDATA[Z systemem politycznym jest jak z samochodem. Ważne jest, kto go prowadzi, ale nawet mistrz kierownicy, jadący przechodzonym maluchem, nie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-579" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/05/dudek_antoni.jpg" border="0" alt="Antoni Dudek" title="Antoni Dudek" align="left" width="640" height="556" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/05/dudek_antoni.jpg 640w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/05/dudek_antoni-300x261.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 640px) 100vw, 640px" />Z systemem politycznym jest jak z samochodem. Ważne jest, kto go prowadzi, ale nawet mistrz kierownicy, jadący przechodzonym maluchem, nie zapewni nam tempa i komfortu jazdy, jaką zaoferować może początkujący kierowca, ale prowadzący nową limuzynę. Moim zdaniem ustrojowy pojazd <span id="more-580"></span>  którym Polacy podróżują od dwudziestu lat jest już coraz bardziej zużyty. Z każdym rokiem widać to coraz wyraźniej.</p>
<p>W 1990 roku uwagę opinii publicznej przykuwała „wojna na górze” między zwolennikami Lecha Wałęsy i Tadeusza Mazowieckiego, a następnie jej rozstrzygnięcie w wyborach prezydenckich. Obaj ci politycy są już od lat na marginesie sceny politycznej, ale po ich konflikcie Polska otrzymała w spadku rozstrzygnięcie ustrojowe, które jeszcze przez długie lata będzie rzutowało na kształt naszej polityki, a mianowicie zasadę obsadzania urzędu prezydenta w wyborach powszechnych. Jak trafnie zauważył już przed laty Jan Rokita, taki właśnie model prezydentury został „wymyślony na doraźne potrzeby polityczne w obozie wyborczym kandydata na prezydenta z roku 1990 Tadeusza Mazowieckiego”, a jego konsekwencją było powstanie urzędu „o znaczących uprawnieniach rządowych, któremu przeciwstawiony został pochodzący z nadania parlamentarnego premier”. W ten sposób powstała, jak ją nazwał Rokita, „reguła dwugłowej egzekutywy”, której nie zmieniła ani mała konstytucja z 1992 roku, ani też obowiązująca po dzień dzisiejszy ustawa zasadnicza z 1997 r.</p>
<p>Polacy polubili wybory prezydenckie, czego dowodzi najwyższa &#8211; na tle innych głosowań &#8211; frekwencja, a także powszechne &#8211; choć konstytucyjnie słabo uzasadnione &#8211; przekonanie, że prezydent jest ważniejszy od parlamentu i rządu. Znakomicie było to widoczne w trakcie podwójnej kampanii w 2005 roku, w której wybory parlamentarne stanowiły ledwie rozgrzewkę przed walką o pałac prezydencki. Reguła „dwugłowej egzekutywy” sprawia, że choć Polska ma parlamentarno-gabinetowy system rządów, to nieustannie pada nań długi cień prezydenta wybieranego przez ogół obywateli.</p>
<p>Logicznym rozwiązaniem tego problemu byłaby albo rezygnacja z wybierania prezydenta w wyborach powszechnych i konstytucyjne ograniczenie jego kompetencji do funkcji czysto reprezentacyjnych (jak w Niemczech), albo też ustanowienie systemu prezydenckiego, w którym głowa państwa jest równocześnie szefem rządu (jak w USA).</p>
<p>Systemu prezydenckiego jak ognia boi się większość polskich polityków. Powód jest prosty. Przy jego zastosowaniu spadłaby rola parlamentu, który wprawdzie dalej uchwalałby ustawy i budżet, ale nie miałby już wpływu na skład rządu. Automatycznie znikłoby upiorne widmo pogrążonych w nieustannych konfliktach rządowych koalicji, które skutecznie zatruwają polskie państwo od lat. Większość polityków boi się też innego rozwiązania, które stwarzałoby szansę – choć już bez tak silnych  gwarancji, jak w przypadku systemu prezydenckiego &#8211; na stworzenie stabilnego rządu. Jest nim rezygnacja z obowiązującej od chwili narodzin III RP proporcjonalnej ordynacji wyborczej i zastąpienie jej ordynacją większościową. Wprawdzie od kiedy w 1993 roku wprowadzono pięcioprocentowy próg wyborczy, liczba ugrupowań obecnych w Sejmie spadła z 24 (tyle ich było po wyborach w 1991) do pięciu lub sześciu, ale i tak od ponad dziesięciu lat żadna koalicja rządowa nie przetrwała pełnej kadencji parlamentu. Przy zastosowaniu jednomandatowych okręgów wyborczych, stanowiących podstawę ordynacji większościowej, liczba ugrupowań obecnych w Sejmie spadłaby do dwóch lub maksymalnie trzech i wreszcie pojawiłaby się szansa na jednopartyjny rząd większościowy, którego szef nie mógłby zwalać odpowiedzialności za swoje porażki na fatalnych koalicjantów.</p>
<p>Jednomandatowe okręgi są jednak niewygodne zarówno dla partyjnych liderów, jak i dla tych polityków, którzy mają problemy z osobistą popularnością, a swą pozycję zawdzięczają łasce tych pierwszych, zapewniających im tzw. mandatowe miejsca na listach wyborczych. W systemie większościowym liczą się bowiem tylko ci politycy, którzy potrafią wystąpić w roli autentycznych lokomotyw wyborczych i zdobywają największą liczbę głosów w swoim okręgu. W tym systemie każdy partyjny lider musi się liczyć z ich zdaniem, a równocześnie nie ma on szansy na wepchnięcie na ich grzbiecie do Sejmu swoich protegowanych.</p>
<p><strong>Antoni Dudek</strong></p>
<p class="thanks">Dziękujemy prof. Antoniemu Dudkowi za zgodę na przedruk artykułu na naszym portalu. Tytuł pochodzi od redakcji koszalin7.pl Pierwotnie artykuł ukazał się na <a href="http://www.salon24.pl/">Salonie24</a> pod tytułem &#8222;Odpowiadam Profesorowi Antoniemu Kamińskiemu&#8221; i był reakcją na artykuł <a href="https://koszalin7.pl/index.php?option=com_content&#038;view=article&#038;id=251:przeoczony-moment-ustrojowy&#038;catid=76:jow-a-pastwo&#038;Itemid=168">&#8222;Przeoczony moment ustrojowy&#8221;</a>.</p>
<p class="note"><strong>Antoni Kazimierz Dudek</strong> (ur. 17 października 1966 w Krakowie) – politolog i historyk. Pracownik naukowy Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Instytutu Pamięci Narodowej.</p>
<p class="foto">Antoni Dudek. Dyskusja z udziałem przedstawicieli Rady Programowej III tomu słownika: „Opozycja w PRL 1956-89&#8243;. Udział w dyskusji brali: Liliana Batko-Sonik, Antoni Dudek, Andrzej Friszke, Jan Skórzyński. 2006.10.26, Warszawa, DSH, Karowa 20.<br />Foto: Dawid Skoblewski, Wikipedia (hasło: Antoni Dudek), licencja Creative Commons.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/nasz-pojazd-ustrojowy-jest-zuyty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
