<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Transformacja ustrojowa &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/biz/transformacja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Wed, 09 Dec 2020 11:55:32 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>&#8222;Plan Balcerowicza&#8221; &#8211; Szok Gospodarczy dla Polski</title>
		<link>https://koszalin7.pl/qplan-balcerowiczaq-szok-gospodarczy-dla-polski/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/qplan-balcerowiczaq-szok-gospodarczy-dla-polski/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 15 Dec 2012 11:57:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/12/15/qplan-balcerowiczaq-szok-gospodarczy-dla-polski/</guid>

					<description><![CDATA[Dziś już wiemy, że w czasie zmiany ustrojowej w Polsce, narzucony Polsce plan gospodarczy zwany &#8222;Planem Balcerowicza&#8221;, był niszczący dla]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1466"></span></p>
<p>Dziś już wiemy, że w czasie zmiany ustrojowej w Polsce, narzucony Polsce plan gospodarczy zwany &#8222;Planem Balcerowicza&#8221;, był niszczący dla naszej gospodarki i naszego społeczeństwa. Był to nader perfidny wariant popularnej terapii szokowej, historycznie stosowanej w wielu innych krajach. Tak zwany &#8222;plan Balcerowicza&#8221; był klonem, wymuszanym przez Zachód na czele z USA na krajach słabiej rozwiniętych i zadłużonych, agendy Consensusu Waszyngtońskiego. Jego rzeczywistym celem było otwarcie rynków tych krajów, w tym zwłaszcza rynków finansowych, dla ich nieograniczonej eksploatacji przez Zachód. Podstawowe założenia tego klonu opracował na wiosnę 1989 roku przedstawiciel żydowskiej oligarchii finansowej w USA, słynny spekulant George Soros.</p>
<p>Jego plan &#8222;terapii szokowej&#8221; zakładał przejęcie w zamian za długi polskiego przemysłu państwowego oraz drastyczne cięcia wydatków publicznych, a socjalnych przede wszystkim. Plan &#8222;terapii szokowej&#8221; Sorosa został zaakceptowany zarówno przez przedstawicieli komunistycznego rządu Mieczysława Rakowskiego, jak i grupę tzw. solidarnościowych &#8222;doradców&#8221; na czele z Bronisławem Geremkiem. Ten fakt udokumentował G. Soros w swej książce <i>Underwriting Democracy</i>, opublikowanej w Nowym Jorku w 1991 roku. Dość szczegółowo omówił w niej swoją rolę w tzw. transformacji ustrojowej komunizmu &#8211; od założenia w Polsce swej Fundacji Batorego w 1988 i spotkania z gen. Wojciechem Jaruzelskim, po przedstawienie idei terapii szokowej komunistycznemu premierowi M. Rakowskiemu.</p>
<p>Ostateczną wersję planu &#8222;terapii szokowej&#8221; Sorosa opracował sponsorowany przez niego hochsztapler ekonomiczny z Harwardu Jeffrey Sachs. Kilka lat później odszedł on w zapomnienie za machlojki z funduszem $350 milionów dolarów przeznaczonym przez rząd USA na pomoc w reformach w Rosji. Skończyło się to likwidacją tego programu i ugodową karą $26 milionów opłaconą przez Uniwersytet Harvardu.</p>
<p>W opublikowanym w 2006 roku polskim tłumaczeniu książki J. Sachsa <i>Koniec walki z nędzą</i>, przedstawił on szczegółowo okoliczności powstania ostatecznej wersji planu. W czerwcu już po częściowo wolnych wyborach wraz z przedstawicielem Międzynarodowego Funduszu Walutowego Davidem Liptonem, w redakcji informacyjnej &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;, powstał ostatecznie tzw. plan Balcerowicza – <em>Pracowaliśmy całą noc do świtu, a w końcu wydrukowaliśmy piętnastostronicowy tekst, w którym przedstawiliśmy zasadnicze koncepcję i planowany chronologiczny porządek reform.</em></p>
<p>Po jego akceptacji przez &#8222;triumwirat „Solidarności&#8221;, jak J. Sachs nazywa Adama Michnika, Jacka Kuronia i Bronisława Geremka i końcowej akceptacji Lecha Wałęsy, decydująca okazała się rozmowa w sierpniu 1989 roku z desygnowanym do roli nowego premiera T. Mazowieckim.</p>
<p><em>Musiał znaleźć kogoś, kto naprawdę byłby w stanie podjąć się tak ogromnego wysiłku. Wspomniał o Leszku Balcerowiczu, którego nie znałem</em> &#8211; pisze J. Sachs &#8211; <em>W końcu to właśnie Balcerowicz pokierował wykonaniem trudnych zadań gospodarczych.</em> Plan w wersji J. Sachsa w ostatecznej ostał zaakceptowany na jesieni 1989 roku przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Wszedł do realizacji w zaakceptowanym przez Sejm pakiecie 11 ustaw, a nazwano go &#8222;Planem Balcerowicza&#8221;, choć sam Balcerowicz nigdy nie miał nic wspólnego z jego stworzeniem.</p>
<p>Balcerowicz urodził się w 1947 roku w gospodarstwie średniorolnym. Dość wcześnie pokazał swój talent do abstrakcji cyfrowych i pewnie dzięki temu ukończył nie tylko studia magisterskie na SGPiS, ale nawet studia doktoranckie. To ogromny jego awans społeczno-zawodowy. Na studiach w SGPiS Balcerowicz zajmował się głównie ekonomią polityczną socjalizmu. Jak wspomina doc. Józef Kossecki, który poznał Balcerowicza na swoim seminarium w gmachu Komitetu Warszawskiego PZPR w 1980 roku, wykazał on całkowitą ignorancję w dziedzinie psychologii gospodarczej &#8211; w ogóle nie rozumiał problemu motywacji ludzi do pracy. Ta ignorancja mu została.</p>
<p>Podczas swojego &#8222;szkolenia&#8221; w USA uchwycił tylko sprawę walki z inflacją. Bo to było najbardziej kompatybilne z ekonomią marksistowską, która stale borykała się z problemem w komunistycznej &#8222;gospodarki niedoboru&#8221;. Problem konieczności dławienie popytu w gospodarce socjalistycznej, w związku ze stałymi w niej niedoborami podaży, był bowiem nieustający. W 1980 roku Balcerowicz głosił bardzo oryginalną tezę, że Polskę zbawią banki. Trzeba przyznać, że temu podejściu został wierny.</p>
<p>Wąska specjalizacja w dziedzinie finansów, za to bez uczuć emocjonalnych, czy też poczucia winy za krzywdy powstałe ze swoich działań, wskazuje na cechy psychopatyczne osobowości, a nawet na psychopatię. Psychopatię, czyli chorobę psychiczną, która jest niebezpieczna, ale nie wymaga hospitalizacji. Takiego właśnie człowieka potrzebowali do terapii szokowej w Polsce jej autorzy &#8211; USA i Zachód, amerykańska oligarchia finansowa, Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Potrzebowali kogoś miernego, ale za to posłusznego i wiernego. Chłopskiego socjopatę z tytułem doktora ekonomii, czapkującego możnym tego świata.</p>
<p>Kiedy w 1990 roku zostałem zarejestrowany jako kandydat na prezydenta, Leszek Balcerowicz od samego początku kampanii wyborczej był moim ulubionym &#8222;chłopcem do bicia&#8221;. Donoszono mi z kuluarów Sejmu, że narzekał z tego powodu, ponieważ nigdy nie spodziewał się żadnej krytyki. Na każdym wiecu wyborczym powtarzałem hasło, które później przywłaszczył sobie Andrzej Lepper, &#8222;Balcerowicz musi odejść&#8221;. A było go za co bić. Za stały kurs dolara. Za podatek obrotowy. Za popiwek. Za złodziejską prywatyzację. Za chęć przekazania polskich banków w ręce zagranicznych inwestorów. Za niszczenie banków spółdzielczych. I za blokadę w tym samym czasie wszelkich inicjatyw powstania nowych banków, takich jak Bank Solidarności przy stoczni Gdańskiej.</p>
<p>Już w pierwszym roku tych okrutnych działań doprowadził on do spadku GDP o 40%, ale pozorował sukces &#8222;kreatywną&#8221; księgowością. W czasach komunizmu w Polsce, w czasie centralnie sterowanej gospodarki, największym problemem przedsiębiorstw państwowych było zaopatrzenie w surowce. A więc dyrektorzy tych przedsiębiorstw &#8222;chomikowały&#8221; znaczne zapasy, aby mieć ciągłość produkcji. Przy stałym kursie dolara, Balcerowicz przewaloryzował te zapasy w złotówkach, aby pokazać, że jego działanie jest sukcesem dla Polski. Był to księgowy szwindel na skalę kraju, którego obywatele nagle poczuli wielką biedę i strach o swoje miejsca pracy. Czuł się silny, ponieważ rząd amerykański zabezpieczał kurs złotówki funduszem stabilizacyjnym na miliard dolarów. Fundusz ten nigdy nie był użyty do tego celu, ponieważ rynek walutowy w pierwszych latach zmiany ustroju w Polsce był bardzo słaby.</p>
<p>Prof. ekonomista Kazimierz Poznański z Uniwersytetu w Stanie Waszyngton w USA podliczył w swojej książce &#8222;Wielki Przekręt&#8221;, że Polska za panowania Balcerowicza straciła 85 miliardów dolarów. Ja uważam, że ta suma jest znacznie zaniżona, ponieważ Balcerowicz przy stałym kursie dolara w okresie kilku lat nie wprowadził podatku od procentów bankowych. A więc jakikolwiek inwestor zagraniczny mógł wymienić twardą walutę na złotówki i przez rok zarobić 60% od kapitału. Albo i więcej. Przez kilka lat Polska była rajem na ziemi dla rodzimych i międzynarodowych spekulantów.</p>
<p>Takich właśnie jak węgierski Żyd z USA George Soros, czy krajowy Art-B. Nigdy i nigdzie na świecie nie można było tyle bezpiecznie zarobić bez podatku i bez rejestru zysków. A przecież ten zysk był wypracowany przez Polaków. W taki to sposób Balcerowicz robił tylko to co potrafił &#8211; kosztem ludzkiej pracy dusił inflację i tym samym zdusił żywotność narodu. Normalny człowiek z sumieniem nigdy by tego nie zrobił. Ale to jest nic dla psychopaty, który sumienia moralnego nie posiada.</p>
<p>W 1992 udało mi się dostać informację na temat programu komputerowego do budowy modelu gospodarki danego kraju. A więc ustawiłem ten program z danymi Polski w 1990 roku i z przyciskiem jednego guzika zobaczyłem wykres PKB na następne ćwierć wieku. Byłem zaszokowany, że przy stałym kursie dolara wykres przez okres kilku lat wykazywał wzrost, ale potem nagle spadał w dół. Uważałem to za bardzo ważne. Uważałem to za odkrycie haka, jaki mieli przeciw sobie Polacy.</p>
<p>Plan Balcerowicza prowadził do zniewolenia biedą po kilku latach pozornego rozwoju. Myślałem wtedy, że z powodu tego haka, kraj z budżetem dotowanym ze złodziejskiej prywatyzacji, padnie za 10 lat lat, bo nie przewidziałem, że kolejne rządy zadłużą Polaków na ponad bilion złotych aby nas tym zniewolić i utrzymać się przy korytach władzy. Balcerowicz miał rację &#8211; wierzył w banki i co chciał, to dały.</p>
<p>Osobiście, nigdy bym nie dopuścił do stałego kursu dolara, ponieważ to grzech sprzedać złoto za pół ceny. Mój plan zakładał 10% rocznej inflacji i wzmożoną działalność eksportową z pomocą protekcjonizmu dla selektywnie wybranych gałęzi polskiej gospodarki, aby tak jak Chiny wyeksportować bezrobocie do innych krajów. W kontraście do &#8222;planu Balcerowicza&#8221; wykres mego programu gospodarczego dla Polski wykazał zdrowy wzrost PKB, przy jednoczesnym wzroście dochodów Polaków.</p>
<p>Działając po partyzancku można było w czasie dwóch dekad dogonić Zachód. Nie chcę tutaj wymieniać nazwisk ludzi, którzy osobiście przekonali do perfidnego modelu reformy Balcerowicza ówczesnego prezydenta Polski gen. Wojciecha Jaruzelskiego i wszystkie partie polityczne. Trudno nawet ich za to winić, ponieważ ten okrutny plan był też promowany w Polsce przez ambasadę USA. Przyjęcie tego planu dawało bezkarność odchodzącej ekipie politycznej za grzechy popełnione w czasie komunizmu.</p>
<p>Największą winę za poparcie &#8222;planu Balcerowicza&#8221; ponoszą polskojęzyczne media, które wyszydzały i ośmieszały wszelkie inne propozycje i nie dały możliwości publicznej debaty na temat przyszłości gospodarczej naszego kraju. Obecnie, kiedy widzę jak ogromnie ten szkodliwy i bezduszny &#8222;plan Balcerowicza&#8221; zaszkodził Polakom, nie mam żadnej satysfakcji z tego powodu, że ćwierć wieku temu miałem rację.</p>
<p>Jednocześnie nie tracę nadziei, że odnowa gospodarcza Polski jest możliwa. Dlatego bulwersują mnie takie książki jak wyżej wspomniany &#8222;Wielki przekręt&#8221; prof. Poznańskiego, który kończy swoja pracę pesymistycznym zdaniem: <em>jako ekonomista nie wiem jak budować kapitalizm bez kapitału</em>. Wiele przykładów w krajach, którym udało się dojść do poziomu względnego dobrobytu, niepotrzebni byli tacy ekonomiści, którzy tylko potrafią podliczyć historyczne straty. Nie jestem ekonomistą &#8211; od 38 lat jestem prywatnym przedsiębiorcą i od czasu do czasu, kiedy wymaga tego sytuacja, jestem politykiem.</p>
<p>A to dlatego, że kiedy żyłem przez trzy lata w Peru (1982-1985) przejrzałem na oczy i zobaczyłem że polityka jest największą dźwignią w ludzkim świecie. Zobaczyłem, że to jest dźwignia, która łatwo może zmienić los milionów ludzi. Zarówno na dobrą, jak i złą przyszłość. Byłem tym odkryciem olśniony. Nigdy przedtem nie interesowała mnie polityka a nagle zmieniłem zdanie i tak uważam do dzisiaj. Warto walczyć o poszanowanie wolności obywateli oraz chronić ich przed wszelką grabieżą &#8211; rodzimą i zagraniczną, aby każdy człowiek miał prawo owoców swojej pracy.</p>
<p>Moi rodzice odbudowali Polskę z gruzów i bez kapitału po II Wojnie Światowej. A to dlatego, że było w nich wielka radość z powodu zakończenia wojny. Ten okres &#8222;wiosny ludu&#8221; w swoich książkach pięknie opisuje Maria Dąbrowska, w której domu w Komorowie pod Warszawą jako nastolatek czasem bywałem. Ludzki entuzjazm i zapał to ważniejsze niż kapitał wartości. Polska będzie bogatym krajem, kiedy będziemy mieli takie uczucie w naszych sercach, że my ludzie wolni budujemy nasz wspólny dom. Warunkiem zasadniczym, czyli kamieniem węgielnym takiej budowli jest wyszydzane dziś państwo narodowe ze swoja własną kulturą i chęcią do wspólnej walki o byt i dobrobyt na arenie międzynarodowej.</p>
<p>Musicie uwierzyć na podstawie licznych przykładów innych krajów, że tylko państwo narodowe stworzy warunki do zwiększenia ilości miejsc pracy i dobrobytu swoich obywateli. Wszelkie inne plany narzucone przez obcych doprowadzą do dalszego zniewolenia, biedy aż po zagładę biologiczną naszego polskiego rodu. Doskonale sobie zdaję sprawę, że takie stwierdzenie działa jak czerwona płachta na byka na naszych odwiecznych wrogów, którzy nas chcą zdominować i upokorzyć. I właśnie dlatego, że tak bardzo jest im straszne państwo narodowe, powinniśmy o tym mówić i to robić. Na tym froncie już sam strach naszych oponentów daje nam obietnicę zwycięstwa i wskazuje drogę na rozwój gospodarczy naszej Polski.</p>
<p><b>Stan Tymiński</b></p>
<p class="note"><b>Stan Tymiński</b> &#8211; ur. 1948 w Pruszkowie, W 1969 przez Szwecję wyemigrował do Kanady, polityk polski, kanadyjski i peruwiański, biznesmen mieszkający obecnie w Kanadzie (branża elektroniczna, komputerowa i telewizyjna). Kandydat na prezydenta RP w wyborach 1990 i 2005. Założyciel i przywódca partii X.</p>
<p class="note">Teksty felietonów publikowanych w tygodniku &#8222;Goniec&#8221; w Toronto na stronie &#8211; <a title="www.rzeczpospolita.com" href="http://www.rzeczpospolita.com">www.rzeczpospolita.com</a></p>
<p class="foto">Stan Tymiński podczas wiecu we Wrocławiu, kampania prezydencka 1990 roku.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/qplan-balcerowiczaq-szok-gospodarczy-dla-polski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Polityczny kapitalizm kompradorski</title>
		<link>https://koszalin7.pl/polityczny-kapitalizm-kompradorski/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/polityczny-kapitalizm-kompradorski/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 31 Aug 2012 20:02:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/08/31/polityczny-kapitalizm-kompradorski/</guid>

					<description><![CDATA[&#8222;Nie temu bowiem system służy, by prolet gnuśniał w dobrobycie, lecz aby wizje gigantyczne tytanów myśli wcielać w życie&#8221; &#8211;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1381"></span></p>
<p><em>&#8222;Nie temu bowiem system służy, by prolet gnuśniał w dobrobycie, lecz aby wizje gigantyczne tytanów myśli wcielać w życie&#8221;</em> &#8211; zauważył był Janusz Szpotański, charakteryzując komunistyczną ekonomię w poemacie &#8222;Towarzysz Szmaciak&#8221;. Nawiasem mówiąc, ta krótka charakterystyka, mimo swej zwięzłości, lepiej objaśnia naturę systemu, niż opasłe wypracowania różnych utytułowanych kujonów, co to nie tylko, że zrzynają jeden z drugiego, ale w dodatku &#8211; bez zrozumienia. Bo popatrzmy tylko: <em>&#8222;Jako tłoczaco-ssącą pompę widzą ten system jego oczy, która jak gigantyczne serce pompuje z dołu z góry tłoczy. Z dołu ssie pompa ludzką pracę bardzo zachłannie, metodycznie, by ją przerobić w swych komorach na płace oraz inwestycje. Płace spływają wąską rurką, a inwestycje &#8211; wielką rurą, co jak najściślej jest związane z systemu celem i naturą.&#8221;</em></p>
<p>No a cel systemu został ukazany w zdaniu zacytowanym na samym początku.</p>
<p>Wszystko to pokazuje, że komunistyczny model gospodarki był podporządkowany w całości celom politycznym. Najważniejszym celem było oczywiście udowodnienie wyższości ustroju komunistycznego nad kapitalistycznym. To była najważniejsza &#8222;gigantyczna wizja tytanów myśli&#8221;, którym się wydawało, że kiedy zlikwidują własność prywatną i zysk, jako siłę napędową gospodarki, to ta nabierze niebywałego tempa. Oczywiście nic z tego nie wyszło i jeśli nawet w początkowym okresie pojawiły się korzyści wynikające z koncentracji kapitału, jaka nastąpiła na skutek masowej nacjonalizacji, to wkrótce zostały pochłonięte przez nieuchronną w tej sytuacji biurokratyzację gospodarki.</p>
<p class="foto">Dawny &#8222;porządek&#8221; kapitalistyczny, przedstawiony przez XIX-wiecznego rysownika w formie piramidy, dawno już odszedł do lamusa.</p>
<p>Groteskowe próby wynalezienia namiastek własności prywatnej i zysku, które w Polsce, u schyłku kadencji Władysława Gomułki przyjęły postać &#8222;systemu bodźców materialnego zainteresowania&#8221;, którego autorstwo przypisane zostało Bolesławowi Jaszczukowi, byłyby może tylko śmieszne, gdyby próba ich przeforsowania w gospodarce nie zakończyła się masakrą w grudniu 1970 roku. Drugim politycznym celem, jaki zdominował komunistyczną gospodarkę, była jej militaryzacja, niekiedy &#8211; jak w okresie wojny koreańskiej i tzw. &#8222;planu sześcioletniego&#8221; większa, a niekiedy &#8211; jak w latach 70-tych &#8211; mniejsza.</p>
<p>I chociaż w latach 70-tych wiele krajów komunistycznych próbowało imitować kapitalistyczne rozwiązania, to jedynym efektem tych usiłowań była imitacja dobrobytu, która zresztą rozwiała się bardzo szybko, kiedy przyszło do spłacania długów. Breżniewowski &#8222;zastój&#8221; w Związku Sowieckim, którego ponurym odpowiednikiem w Polsce był stan wojenny, oznaczał początek końca niewydolnego systemu, jego &#8211; jak powiedziałby Witkacy &#8211; &#8222;los ultimos podrigos&#8221;.</p>
<h3>Przygotowania do transformacji</h3>
<p>Kiedy zatem Sowieciarzom nie udał się zapoczątkowany inwazją Afganistanu eksperyment opanowania pól naftowych na Środkowym Wschodzie i zhołdowania w ten sposób przynajmniej Europy Zachodniej, Michał Gorbaczow w 1985 roku zaproponował był w Genewie prezydentowi Ronaldowi Reaganowi zawarcie traktatu rozbrojeniowego, co Amerykanie trafnie zinterpretowali jako wywieszenie białej flagi na znak sowieckiej przegranej w zimnej wojnie.</p>
<p>Z uwagi na sowiecki arsenał nuklearny nie oznaczało to jednak bezwarunkowej kapitulacji, tylko zaproszenie do rokowań nad kontrolowanym upadkiem systemu komunistycznego. I te rokowania zostały podjęte: w roku 1986 obydwaj przywódcy spotkali się w Reykjaviku na Islandii, w roku 1987 &#8211; w Waszyngtonie, w roku 1988 &#8211; w Moskwie, a w roku 1989 Michał Gorbaczow spotkał się z nowym amerykańskim prezydentem Jerzym Bushem na okręcie w pobliżu Malty na Morzu Śródziemnym.</p>
<p>Te przygotowania przekładały się na rozwój sytuacji w Polsce. Po pierwsze &#8211; w roku 1984 rozpoczęła się wojna między dotychczas harmonijnie współdziałającymi: razwiedką wojskową i bezpieką &#8222;cywilną&#8221;. Początkiem tej wojny było zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki, a jej zakończeniem &#8211; zdymisjonowanie generała Mirosława Milewskiego, oznaczające klęskę bezpieki &#8222;cywilnej&#8221; i polityczną hegemonię wywiadu wojskowego. Wywiad wojskowy projektuje, przygotowuje, przeprowadza i nadzoruje prawidłowy przebieg transformacji ustrojowej.</p>
<p>Przygotowania do transformacji prowadzone były dwutorowo. Po pierwsze, już od roku 1985, kiedy to w propagandzie socjalizm był jeszcze najlepszym ustrojem na świecie, ze Związkiem Radzieckim na czele &#8211; wokół przedsiębiorstw państwowych pojawiły się spółki nomenklaturowe. Ich celem było przygotowanie dotychczasowych beneficjentów systemu komunistycznego do zajęcia odpowiedniej pozycji społecznej, a zatem &#8211; i politycznej w nowych warunkach ustrojowych &#8211; bo wiadomo było, że kiedy ZSRR wycofa się z Europy Środkowej, ustrój, jakiego świat nie widział, na pewno się nie uchowa. Te przygotowania polegały na rozkradaniu majątku państwowego &#8211; bo tylko w ten sposób komunistyczna nomenklatura mogła przekształcić się w warstwę właścicieli, którzy mogliby odgrywać decydującą rolę w nowych warunkach ustrojowych.</p>
<p>Drugim elementem tych przygotowań była selekcja kadrowa. Jej celem było dobranie takiej &#8222;niezależnej&#8221; reprezentacji społeczeństwa, która za powierzenie zewnętrznych znamion władzy zagwarantuje komunistycznej nomenklaturze &#8211; której najtwardszym jądrem był ówczesny polityczny hegemon, czyli wywiad wojskowy &#8211; zarówno zachowanie pozycji społecznej, jak i zachowania posiadania tego, co właśnie sobie kradnie. Najważniejszym zadaniem było zapewnienie, przynajmniej na pewien czas, wyselekcjonowanym kadrom wiarygodności w oczach opinii publicznej &#8211; i cel ten w zasadzie został osiągnięty.</p>
<h3>Transformacja ustrojowa</h3>
<p>Żeby lepiej zrozumieć mechanizm transformacji ustrojowej, musimy cofnąć się w czasie, najpierw do października 1988 roku, a następnie &#8211; do 6 lutego 1989 roku. W październiku 1988 roku została uchwalona przez Sejm ustawa o działalności gospodarczej, przygotowana przez ministra rządu Mieczysława F. Rakowskiego, Mieczysława Wilczka. Ustawa ta w prosty sposób likwidowała socjalizm realny w gospodarce, ustanowiony w latach 40-tych przez ówczesnego dyktatora gospodarczego Polski, Hilarego Minca, jednego z trójki wszechmogących Żydów, których Ojciec Narodów wyznaczył do przeprowadzenia komunizacji naszego nieszczęśliwego kraju.</p>
<p>Hilary Minc miał swój gospodarczy ideał w postaci „planu doprowadzonego do każdego stanowiska pracy” &#8211; co wymagało rozciągnięcia nad gospodarką ścisłej biurokratycznej kontroli. Jej narzędziem była reglamentacja; o wszystkim decydowały odpowiednie instancje. Ustawa Mieczysława Wilczka ten krępujący nadzór właśnie znosiła, zamiast obowiązku uzyskiwania pozwolenia na prowadzenie jakiejkolwiek działalności gospodarczej wprowadzając jedynie obowiązek jej zgłoszenia do urzędu skarbowego.</p>
<p>Była to prawdziwa rewolucja, a właściwie &#8211; kontrrewolucja, przynajmniej z komunistycznego punktu widzenia &#8211; ale kontrrewolucja w służbie komunistycznej nomenklatury, która nie potrzebowała już biurokratycznego nadzoru nad własnością, w której posiadanie weszła, tylko swobody w dysponowaniu nią. Ale jeśli nawet ustawa o działalności gospodarczej podyktowana była względami partyjnymi, to dokonana przez nią likwidacja socjalizmu realnego okazała się korzystna również dla tych, którzy do nomenklatury się nie zaliczali &#8211; i jej efektem było przywrócenie w Polsce kapitalizmu.</p>
<p>Jednak zwyczajny kapitalizm ma to do siebie, że o dostępie do rynku i możliwości funkcjonowania na rynku w zasadzie decydują właściwości podmiotu który działa; czy jest pracowity, czy jest przedsiębiorczy, czy jest pomysłowy, czy nie lęka się ryzyka &#8211; i tak dalej. Te właściwości wcale nie są przypisane do jakiejś jednej warstwy społecznej, a już na pewno nie do komunistycznej nomenklatury, które najtwardszym jądrem pozostawała razwiedka wojskowa. Gdyby zatem pozostawić bieg wypadków własnemu losowi, to wkrótce mogłoby się okazać, że nomenklatura została zdetronizowana przez przedsiębiorczych „cywilów”, którzy przetrwali nawet najgorsze czasy komuny.</p>
<p>Dlatego też 6 lutego rozpoczęło się widowisko telewizyjne pod tytułem „Obrady okrągłego stołu”, przeznaczone dla szerokich mas ludowych, by je udelektować widokiem komuchów wijących się, przypieranych do ściany przez drużynę Lecha Wałęsy &#8211; podczas gdy w miejscach bardziej dyskretnych, w towarzystwie bardziej zaufanym, kładzione były właśnie fundamenty ustrojowe III Rzeczypospolitej. Wśród nich &#8211; również ekonomiczny model państwa, który nazywam kapitalizmem kompradorskim.</p>
<p>Starsi, pamiętający jeszcze marksistowsko-leninowską politgramotę, mogą pamiętać również ten przymiotnik. Marksiści-leniniści określali nim tubylców w koloniach, którzy w zamian za wzorową kolaborację z kolonialną administracją, obdarzani byli przywilejami natury gospodarczej, tworząc dzięki nim niewielką enklawę bogatych tubylców, których marksiści-leninisci z przekąsem nazywali &#8222;burżuazją kompradorską&#8221;.</p>
<p>W kapitalizmie kompradorskim &#8211; i to właśnie różni go w sposób istotny od zwyczajnego kapitalizmu, zarazem nieuchronnie gospodarkę polityzując &#8211; o dostępie do rynku i możliwości funkcjonowania na rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby a w szczególności &#8211; wywiad wojskowy z komunistycznym rodowodem. Sitwa ta, za pośrednictwem agentury nie tylko kontroluje kluczowe segmenty gospodarki z sektorem paliwowym i finansowym na czele, ale za pośrednictwem agentury w aparacie państwa i mediach zabezpiecza tę kontrolę nie tylko przed wszelką interwencją osób niepowołanych, ale również &#8211; przed wtargnięciem niepowołanych osób na obszar zastrzeżony dla sitwy.</p>
<p>Dlatego też agentury w strukturach państwa, ani w społecznych kręgach opiniotwórczych za żadne skarby nie tylko wyeliminować, ale nawet ujawnić nie można. Z tego punktu widzenia niezwykle pouczający jest głośny w Polsce przypadek pana Romana Kluski, który nie tylko przeborował sobie dostęp do rynku, ale również odniósł na nim spektakularny sukces. Wtedy okazało się, że on do żadnej sitwy nie należy, że w tym segmencie rynku jest intruzem &#8211; więc został natychmiast stamtąd wyciśnięty &#8211; ale nie przez konkurencję, tylko przez aparat państwa, który &#8211; co się okazało w ciągu następnych 10 lat &#8211; złamał wszystkie prawa przez siebie ustanowione!</p>
<p>Decyzja o budowie w naszym nieszczęśliwym kraju kapitalizmu kompradorskiego została wsparta działaniami legislacyjnymi. &#8222;Pierwszy niekomunistyczny&#8221; rząd znanego ze swej &#8222;postawy służebnej&#8221; premiera Mazowieckiego rozpoczął odwrót od zasad sformułowanych w ustawie Wilczka. W rezultacie, o ile we wspomnianej ustawie przypadki reglamentacji były bardzo nieliczne, bodajże nie przekraczające kilkunastu, a ich wspólnym mianownikiem było ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego (obrót bronią, amunicją, materiałami wybuchowymi, hurtowy obrót lekami, obrót spirytusem i wódką, prowadzenie agencji detektywistycznych itp.), to 10 lat po wejściu w życie ustawy Wilczka, na skutek nieustannego jej &#8222;nowelizowania&#8221;, reglamentacja w postaci koncesji, zezwoleń, licencji i pozwoleń obejmowała już 202 obszary działalności gospodarczej.</p>
<p>Drugim posunięciem, dokonanym w pierwszym roku rządów premiera Mazowieckiego, było profilaktyczne wyeliminowanie potencjalnej konkurencji dla komunistycznej nomenklatury. Dokonał tego wicepremier Leszek Balcerowicz przy pomocy ustawy o uporządkowaniu stosunków kredytowych, symetrycznego podniesienia oprocentowania lokat terminowych w bankach komercyjnych oraz sztywnego kursu dolara po 9500 zł. Ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych, stanowiąca istotny element &#8222;planu Balcerowicza&#8221;, dla którego &#8222;nie było alternatywy&#8221;, wprowadzała tzw. &#8222;zmienną stopę oprocentowania kredytów&#8221; &#8211; niezależnie od umowy z bankiem.</p>
<p>Jeśli np. umowa z bankiem opiewała na 4 proc. rocznie, to wspomniana ustawa wprowadzała 40 proc miesięcznie. Nietrudno się domyślić, że to rozwiązanie doprowadziło do drenażu zasobów kredytobiorców. A kim byli ówcześni kredytobiorcy? Ano, to byli bogatsi chłopi i drobni przedsiębiorcy &#8211; bo wielkich jeszcze wtedy nie było, zatem &#8211; zalążek przyszłej polskiej klasy średniej, któremu wicepremier Balcerowicz złamał kręgosłup, jako potencjalnej konkurencji dla komunistycznej nomenklatury i zagranicznych grandziarzy.</p>
<p>Bo na drenażu się nie skończyło. Dzięki stabilizacji kursu dolara na poziomie 9 500 zł do Polski ściągali finansowi grandziarze ze wschodniego wybrzeża USA, którzy wymieniali dolary po sztywnym kursie, umieszczali pieniądze w bankach na wysoko (80-100 proc.) oprocentowanych lokatach terminowych, po roku odbierając je ze stuprocentowym zyskiem bez ryzyka. Zatem ten fragment „planu Balcerowicza” uruchomił przepływ pieniądza od polskich kredytobiorców poprzez pozostające pod kontrolą razwiedki banki do zagranicznych finansowych grandziarzy, dzięki czemu wicepremier Balcerowicz, przedtem nieznany szerszemu ogółowi bakałarz w SGH, zyskał reputację ekonomisty światowej sławy i nawet mówiło się o nagrodzie Nobla.</p>
<p>Tak czy owak, potencjalna konkurencja dla razwiedki i jej podopiecznych została wyeliminowana, dzięki czemu nic nie przeszkadzało dawnym nomenklaturowcom w rabunkowym eksploatowaniu zasobów naszego nieszczęśliwego kraju i frymarczeniu jego interesami, które prof. Witold Kieżun nazywa postkolonializmem.</p>
<h3>Reakcje na kapitalizm kompradorski</h3>
<p>Kapitalizm kompradorski jest szkodliwy zarówno ze względu na interes narodowy, jak i interes państwowy. Szkodliwość jego bierze się stąd, że konieczność pozostawania kluczowych segmentów gospodarki z sektorem paliwowym i finansowym na czele pod kontrolą razwiedki pociąga za sobą konieczność wyrzucania wszystkich, którzy do sitwy nie należą, poza główny nurt życia gospodarczego. To zaś sprawia, że narodowy potencjał gospodarczy wykorzystywany jest w niewielkim stopniu, ze wszystkimi tego konsekwencjami.</p>
<p>Interes narodowy zaś polega na tym, by naród się rozwijał, a nie zwijał. Każdy normalny człowiek uważa, że lepiej jest być, niż nie być &#8211; może z wyjątkiem ludzi o skłonnościach samobójczych &#8211; ale i oni, odratowani zaraz się nawracają i też uważają, że jednak lepiej być. Żeby jednak być, to znaczy &#8211; żeby naród się rozwijał, musi mieć odpowiednie warunki rozwoju. W przeciwnym razie zaczyna się zwijać &#8211; właśnie jak nasz mniej wartościowy naród tubylczy, w którym na przestrzeni zaledwie 20 lat odsetek dzieci i młodzieży w populacji spadł aż o 10 procent!</p>
<p>Takie są skutki niepełnego wykorzystania narodowego potencjału gospodarczego wskutek konieczności zachowania ekonomicznego sensu sitewnego przywileju. Jeśli chodzi o państwo, to nie jest ono w stanie stworzyć siły w żadnym segemncie swego funkcjonowania &#8211; z segmentem militarnym na czele.</p>
<p>Społeczeństwo nasze reaguje na kapitalizm kompradorski na trzy sposoby. Cześć ludzi, widząc, że są wyrzucani na margines głównego nurtu życia gospodarczego &#8211; emigruje. Na ogół radzą sobie w obcych krajach, gdzie nie znają stosunków, często nawet języka i nie mają żadnego oparcia &#8211; ale odsetek ludzi zdeklasowanych wśród emigrantów jest znacznie niższy, niż w kraju, co oznacza, że emigruje najbardziej dynamiczny, energiczny i zdolny element.</p>
<p>Wskutek emigracji jakość naszego narodu systematycznie się pogarsza, bo trzeba zwrócić uwagę, że nie emigrują starcy, ani osoby nieuleczalnie chore, tylko ludzie młodzi i zdrowi. Inna część nie emigruje, bo nie może, albo nie chce &#8211; ale prowadzi z kapitalizmem kompradorskim wojnę.</p>
<p>O taktyce i środkach walki w tej wojnie niewiele wiadomo, ale wiadomo, że ona się toczy &#8211; o czym informuje Główny Urząd Statystyczny podając, że około 30 procent PKB, a więc tego, co zostało w Polsce wyprodukowane i sprzedane, powstaje w &#8222;szarej strefie&#8221;, a więc w konspiracji przed władzami. Jedna trzecia gospodarki &#8211; co pokazuje, że w tej konspiracji musi brać udział co najmniej połowa ludności! To jest przyczyna, dla której gospodarka jeszcze jako-tako funkcjonuje, dostarczając naszemu narodowi ekonomicznych podstaw egzystencji.</p>
<p>Gdyby &#8211; jak odgrażają się kolejne rządy &#8211; &#8222;szara strefa&#8221; została zlikwidowana, wystąpiłyby prawdopodobnie skutki identyczne, jak przy strajku włoskim, kiedy to działalność przedsiębiorstw i instytucji ustaje, chociaż pracownicy pracują bardzo skrupulatnie, przestrzegając przepisów i procedur ustanowionych niby to dla sprawnego działania jednych i drugich. Gospodarka może by nie ustała, bo ciśnienie potrzeb życiowych jest potężne &#8211; ale mogłaby wejść w paroksyzmy zagrażające ekonomicznym podstawom egzystencji narodu.</p>
<p>I wreszcie trzecia grupa, która ani nie emigruje, ani nie prowadzi żadnej wojny, ale widząc się wypchniętą poza główny nurt życia gospodarczego, coraz natarczywiej prezentuje postawy roszczeniowe, domagając się, by rząd wziął ich na swoje utrzymanie. Rząd na swoje utrzymanie nikogo wziąć nie może, natomiast może narzucić obowiązek utrzymywania tych ludzi współobywatelom &#8211; i to właśnie robi.</p>
<p>Podatki, mimo że wysokie, już dawno przestały na to wystarczać i obecnie jedynym sposobem podtrzymywania iluzji płynności finansowej państwa jest powiększanie długu publicznego z szybkością dochodzącą obecnie do około 10 tys. złotych na sekundę. Zabezpieczeniem tego długu są przyszłe podatki, co oznacza, że rządy pozastawiały przyszłe dochody obywateli i to na dziesiątki lat naprzód.</p>
<p>To zaś pokazuje, że nasi Umiłowani Przywódcy nie są naszymi reprezentantami, tylko naszymi nadzorcami i to nadzorcami podwójnymi &#8211; zarówno z ramienia razwiedki, która powierza im zewnętrzne znamiona władzy &#8211; jak i z ramienia lichwiarskiej międzynarodówki, owych &#8222;rynków finansowych&#8221;, przed którymi Umiłowani Przywódcy demokratycznych państw skaczą z gałęzi na gałąź.</p>
<h3>Rozpaczliwa alternatywa</h3>
<p>Jakie z tego wnioski? Ano proste &#8211; a właściwie jeden wniosek &#8211; że mianowicie trzeba jak najszybciej zlikwidować model politycznego kapitalizmu kompradorskiego i zastąpić go zwyczajnym kapitalizmem. Jest to konieczne ze względu na interes narodowy i państwowy, jest to możliwe technicznie, bo wymaga zmiany prawa &#8211; a już starożytni Rzymianie zauważyli, że <i>cuius est condere eius est tolere</i>, co się wykłada, że kto ustanowił, ten może znieść &#8211; czyli, że nie przekracza to możliwości umysłu ludzkiego &#8211; natomiast jest to bardzo trudne, a kto wie, czy w ogóle możliwe politycznie.</p>
<p>Rzecz w tym, że razwiedka, będąca głównym beneficjentem kapitalizmu kompradorskiego, od połowy lat 80-tych ma w naszym nieszczęśliwym kraju władzę polityczną. Zatem tylko ona mogłaby dokonać tej operacji. Jakże jednak ma ją przeprowadzić, jakże ma likwidować kapitalizm kompradorski, skoro ciągnie z niego grubą rentę?</p>
<p>Zatem jako społeczeństwo stoimy wobec rozpaczliwej alternatywy: albo ich pozabijać, albo ich przekonać. Jakże ich jednak pozabijać, skoro to oni mają siłę, skoro poprzez agenturę nie tylko kontrolują całe państwo i jego zasoby, ale również, na wszelki wypadek, dysponują prywatnymi, częściowo uzbrojonymi armiami w postaci agencji ochrony, liczącymi co najmniej 200 tysięcy ludzi &#8211; dwukrotnie więcej, niż policja?</p>
<p>Jakże ich pozabijać, skoro jeszcze w ubiegłym roku, z inicjatywy prezydenta Komorowskiego, znowelizowali przepisy o stanach nadzwyczajnych i wyposażyli policję w rozmaite urządzenia do pacyfikowania obywateli, między innymi &#8211; do obezwładniania ich ultradźwiękami.</p>
<p>W takiej sytuacji pozostaje ich przekonać &#8211; ale to drugie jest jeszcze mniej prawdopodobne, niż to pierwsze. Wprawdzie przykład węgierski pokazuje, że takie cuda się zdarzają &#8211; ale przyczyną cudu węgierskiego mogła być okoliczność, że tam Niemcy, Rosjanie i Francuzi, którzy węgierską gospodarkę kontrolowali, wyślizgali węgierską bezpiekę, zostawiając ją na lodzie, a ona w tej sytuacji jednym susem przeszła na stronę umęczonego narodu, zapalając zielone światło Wiktorowi Orbanowi.</p>
<p>U nas sytuacja jest inna po pierwsze dlatego, że razwiedka nadal kontroluje najważniejsze segmenty gospodarki i z cudzoziemskimi gradziarzami tylko się układa &#8211; a po drugie dlatego, że wcale nie jest pewne, czy pozwoliliby jej na to nasi sąsiedzi, strategiczni partnerzy. Oni mają bowiem do nas tylko jeden interes &#8211; taki sam, mówiąc nawiasem, jak w XVIII wieku &#8211; żeby w naszym nieszczęśliwym kraju nie powstał nawet zalążek żadnej siły &#8211; a ponieważ mają wystarczająco wiele instrumentów, by swoje zamiary względem nas przeprowadzić, to perspektywa przekonania razwiedki do rozwiązań zgodnych z interesem narodowym i państwowym wydaje się bardzo mało prawdopodobna.</p>
<p>Pod tym względem sytuacja nasza jest gorsza niż innych państw, zwłaszcza &#8211; państw poważnych. O ile bowiem zarówno tutaj, jak i tam rządzą tajne służby, o tyle bezpieczniacy rządzący państwami poważnymi, po swojemu, bo po swojemu, ale o swoje państwa dbają, podczas gdy nasza bezpieka zachowuje się jak okupant, który na domiar złego nie jest pewien trwałości okupacji.</p>
<p>Skąd taka różnica? Doszedłem do wniosku, że stąd, iż bezpieczniacy w państwach poważnych zawsze służyli własnemu krajowi, bez względu na jego ustrój, podczas gdy bezpieczniacy w naszym nieszczęśliwym kraju od 1944 roku zawsze służyli komuś innemu &#8211; i tak już zostało do dnia dzisiejszego. I kto wie, czy nie to właśnie jest naszym największym problemem politycznym.</p>
<p><b>Stanisław Michalkiewicz</b></p>
<p class="info">Tekst ukazal sie pierwotnie w kwartalniku &#8222;Cywilizacja&#8221; (<a title="www.cywilizacja.ien.pl" href="http://www.cywilizacja.ien.pl">www.cywilizacja.ien.pl</a>) &#8211; 14 sierpnia 2012</p>
<p class="download2"><a href="http://www.michalkiewicz.pl/">Strona autorska Stanisława Michalkiewicza</a></p>
<p class="thanks">Dziękujemy redaktorowi Stanisławowi Michalkiewiczowi za wyrażenie zgody na przedruk felietonów na naszym portalu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/polityczny-kapitalizm-kompradorski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czego chcesz od nas Michale Falzmannie?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 15 Jul 2012 22:12:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/07/15/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie/</guid>

					<description><![CDATA[Czego się spodziewałeś po nas, Michale Falzmannie, kiedy przedstawiłeś nam setki stron dokumentacji Twojego dochodzenia, które prowadziłeś z upoważnienia Najwyższej]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1353"></span></p>
<p>Czego się spodziewałeś po nas, Michale Falzmannie, kiedy przedstawiłeś nam setki stron dokumentacji Twojego dochodzenia, które prowadziłeś z upoważnienia Najwyższej Izby Kontroli? Przecież to sam Prezydent Rzeczypospolitej prosił Cię, żebyś tą sprawą się zajął, a Twoje pełnomocnictwo podpisał sam Profesor Walerian Pańko, którego Sejm powołał na Prezesa NIK. Dlaczego przyszedłeś z tym do nas, biednych fizyków na marginesie życia politycznego?</p>
<p>Mając takie uprawnienia szedłeś, dzień po dniu, po korytarzach władzy, nikogo nie pomijając i nikogo nie oszczędzając. Stawiałeś kłopotliwe pytania premierom, ministrom, prezesom banków i innym wysokim urzędnikom. Z Twojej relacji i notatek służbowych, które codziennie składałeś Twoim przełożonym, wiemy, że wysocy dostojnicy i wysocy urzędnicy odpowiadali Ci wymijająco i starali się pozbyć Ciebie jak najprędzej. Sam wielki Leszek Balcerowicz wprost oświadczył, że na Twoje pytania odpowiadał nie będzie. Po Twoim wyjściu łapali za telefon i dzwonili do szefów NIK, kto tego wariata na nich napuścił. Według słów Twojego bezpośredniego przełożonego, dyrektora Anatola Lawiny, &#8222;ilość skarg na M. T. Falzmanna przekraczała ludzkie wyobrażenie&#8221;.</p>
<p>Poszedłeś wtedy do tych nowych ludzi władzy, z którymi wiązaliśmy nadzieje, że to &#8222;nasi&#8221;, &#8222;ludzie z Solidarności&#8221;, że oni się przejmą, że wykorzystają swoje koneksje w kręgach władzy, że pomogą powstrzymać ten upływ krwi polskiej, ten rabunek państwa widoczny gołym okiem.</p>
<p><iframe src="http://www.youtube.com/embed/I97wV0b2AjY" width="560" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe></p>
<p class="download2">Pierwszy z siedmiu odcinków filmu o Michale Falzmannie i aferze FOZZ, &#8222;Oszołom&#8221; w reżyserii Jerzego Zalewskiego. <b>Źródło:</b> YouTube/ robertgorgon</p>
<p>Ale i tu spotkał Cię zawód. Ci wszyscy &#8222;nasi ludzie&#8221; chowali się natychmiast za parasolem braku kompetencji, a po Twoim wyjściu pukali się w czoło. Dobrze zilustrował to w swoim filmie &#8222;Oszołom&#8221; reżyser Jerzy Zalewski. Ten nieoczekiwany zawód był bolesny, nie rozumiałeś, jak ludzie, z którymi przez tyle walczyłeś o godne życie, o nową, sprawiedliwą Polskę, mogą z taką obojętnością traktować rewelacje, które odkryłeś.</p>
<p>Próbowaliśmy szukać wsparcia u ludzi Kościoła. Nachodziliśmy biskupów i kardynałów. Zwracaliśmy się do wybitnych katolickich intelektualistów. Wszędzie to samo, chowali się brakiem kompetecji, albo tym, że &#8222;Kościół do polityki się nie wtrąca&#8221;, a rabunek państwa, to przecież polityka <i>sensu stricto</i>.</p>
<p>Wysłaliśmy Twoje dokumenty do wielkiego nauczyciela Polaków, do Redaktora Jezego Giedroyca w Paryżu. Równolegle przekazaliśmy dokumentację do zaufanych ludzi w Watykanie. I tu i tam jedyną odpowiedzią było milczenie.</p>
<p>W desperacji postanowiłeś, że trzeba poruszyć media, i te &#8222;nasze&#8221; i te &#8222;nie nasze&#8221;. Po wywiadzie, jaki przeprowadził ze mną 12 czerwca 1991 dziennikarz &#8222;Gazety Robotniczej&#8221;, Nemezis rozpostarła nad Tobą swoje skrzydła. Wywiad uznany został za wygodny pretekst do odsunięcia Cię od śledztwa, odebrania kontrolnych uprawnień i zawieszenia. Zegar Twojego przeznaczenia zaczął bić szybciej. Czy fakt, że 15 lipca Twoi zwierzchnicy uznali, że Twoje zawieszenie było bezprawne i przywrócili Cię do pełnienia Twoich obowiązków, przyspieszył jego wskazówki? Faktem pozostaje, że w czwartek, 25 lipca, w asyście ulewnego deszczu, składaliśmy Twoje ciało do grobu na Powązkach.</p>
<p>Więc co nam chciałeś Twoją śmiercią powiedzieć, Michale? Do czego chciałeś nas zobowiązać? W tej deszczowej nawałnicy Mirek Dakowski powiedział, że dałeś nam podwójny Znak. Znak skierowany do polityków:</p>
<p class="citate">żeby nad upiorny nonsens polskich dni, nad przepychanki personalne, przenieśli walkę o niezależność Polski, w tym przede wszystkim finansową. A ci, którzy w powierzonej sobie dziedzinie czują się bezsilni i sfrustrowani, żeby mieli odwagę powiedzieć nam o tym otwarcie. I Znak do inteligencji: by otrząsnęła się z letargu i samouspokojenia, z poczucia, że &#8222;fachowcy o nas zadbają&#8221;, by wzięła sprawę przyszłości Polski w swoje ręce.</p>
<p>I dałeś nam wzór, jak to należy robić.</p>
<p>Minęło 21 lat, całe długie pokolenie. Twoje dzieci wyrosły, Twoje córki porodziły dzieci, rosną Twoje wnuki. Ale o sprawie, dla której oddałeś życie nie mamy nic dobrego do zakomunikowania. Na niewiele przydały się nasze artykuły, wykłady, książki, konferencje. Chociaż dzisiaj już nie pukają się w czoło na nasz widok, chociaż dzisiaj już się przyjęło uważać, że &#8222;FOZZ to matka polskich afer&#8221;, straty jakie nasz kraj poniósł nie zostały uczciwie rozliczone, winni rabunku nie zostali pociągnięci do odpowiedzialność. Pomijając parę przypadków, wszyscy za FOZZ odpowiedzialni mają się dobrze. Nadal pełnią wysokie państwowe stanowiska, zasiadają w wysokich radach, pobierają niegodziwe apanaże. Nawet Najwyższa Izba Kontroli nie była w stanie zorganizować żadnej uroczystości Twojej pracy poświęconej! Temat, czasem lękliwie pojawiający się w mediach, szybko znika z pola widzenia. Młode pokolenie, studenci naszych najlepszych uczelni, już niczego o Tobie nie wiedzą.</p>
<p><b>Dlaczego, dlaczego, dlaczego?</b></p>
<p>Może właściwe wyjaśnienie wskazał pewien młody fizyk z Ameryki w przedmowie do mojej książki. Przywołał on zasadę, jaką w &#8222;The Arts of the Beautiful&#8221; sformułował wielki filozof i historyk, Etienne Gilson: &#8222;każdy z nas odrzuca logikę swoich własnych wywodów, gdy tylko prowadzi go ona tam, dokąd nie chce iść&#8221;. I napisał, że &#8222;polska inteligencja była zdeterminowana zwalczać wszelką logikę, która podważałaby jej nadzieję na pomyślny dla niej rozwój wypadków&#8221; (K. Rapcewicz, &#8222;trans Atlantic&#8221;, 1998).</p>
<p>Michale, wygląda więc na to, że po 21 latach tego zaczadzenia nadziei na pomyślny rozwój wypadków nie udało się pozbyć. Wybitni profesorowie, bezpośrednio odpowiedzialni za mechanizm rabunkowy FOZZ, Leszek Balcerowicz, Dariusz Rosatti i inni, nadal są celebrytami z pierwszych stron gazet, nadal dyrygują polskimi finansami. Towarzyszą im, jako wzorowi akolici, Janusz Sawicki, Zbigniew Boniuk, Grzegorz Wójtowicz &#8211; lista jest długa. Uczeni ekonomiści od sprawy FOZZ odwracają głowę, a przyciśnięci do muru, kłamią.</p>
<p>Nie mamy się czym pochwalić, Michale. Może choć stać nas na wspomnienie i modlitwę?</p>
<p class="citate"><i><b>Panie, odpuść nam, bo wyznajemy, że jesteśmy zwykłymi ludźmi,<br />
Mężczyznami i kobietami, co zamykają drzwi i siadają przy ogniu;<br />
Którym straszna jest łaska Boga, straszna samotna moc Boga, wymagana ofiara, żądane wyrzeczenia;<br />
Którym straszniejsza sprawiedliwość Boga nad niesprawiedliwość człowieka;<br />
Którzy pukania w okno, ognia pod strzechą, pięści w karczmie, utopienia w kanale<br />
Boją się mniej niż miłości Boga.<br />
Wyznajemy swą słabość, nasze błędy i winy; wyznajemy,<br />
Że ciąży na nas grzech świata; że krew męczenników i męka świętych<br />
Spada na nasze głowy.<br />
Panie, zmiłuj się nad nami.<br />
Chryste, zmiłuj się nad nami.<br />
Panie , zmiłuj się nad nami.<br />
Święty Tomaszu, módl się za nami.</b></i></p>
<p>(T.S. Eliot, &#8222;Zbrodnia w katedrze&#8221;, tł. Adam Pomorski)</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
<p>P.S.Zapraszam wszystkich, którzy pamiętają, żeby przyszli w środę, 18 lipca, na godzinę 18-tą, zapalić wspólnie znicz na mogile Michała Tadeusza Falzmanna, na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Najlepsze wejście od IV Bramy, kwatera 113 w V rzędzie. Będzie też możliwość wpisania się do Księgi Pamiątkowej.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>6</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przemilczane zarzuty</title>
		<link>https://koszalin7.pl/przemilczane-zarzuty/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/przemilczane-zarzuty/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 08:56:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/05/11/przemilczane-zarzuty/</guid>

					<description><![CDATA[Kto rozliczy prywatyzację PZU? Wybrane wątki wielkiej afery finansowej, a potrzeba radykalnych zmian ustrojowych. Dziś widać już coraz wyraźniej potrzebę]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1305"></span></p>
<p>Kto rozliczy prywatyzację PZU? Wybrane wątki wielkiej afery finansowej, a potrzeba radykalnych zmian ustrojowych. Dziś widać już coraz wyraźniej potrzebę takich zmian. W sytuacji, gdy komisje śledcze, Trybunał Stanu, a nawet komisje sejmowe sprowadzone zostały do fasady, złudzeniem byłoby wierzyć, że bez zmiany ordynacji sprawa afery PZU – i nie tylko – znajdzie właściwy finał.</p>
<p><i>&#8222;Premier Marek Belka był zamieszany w proces przejmowania Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń przez holenderską firmę Eureko. Na str. 67 raportu sejmowej komisji śledczej jest m.in. zarzut składania fałszywych zeznań przez pana Belkę.&#8221;</i> Przy tej prywatyzacji, którą należy zaliczyć do wielkich afer minionego 20-lecia państwo, czyli my podatnicy, straciło miliardy złotych. Tymi słowami kandydat na prezydenta w 2010 roku Kornel Morawiecki przekonywał dlaczego Marek Belka nie powinien być prezesem NBP. To oświadczenie kandydata na prezydenta Rzeczypospolitej, rozwinięte na konferencji prasowej 12 czerwca 2010 r., zostało &#8211; nieprzypadkowo zresztą &#8211; przemilczane przez media.</p>
<p>Po katastrofie smoleńskiej, w której zginął m.in. prezes Narodowego Banku Polskiego śp. Sławomir Skrzypek, głosami PO i SLD przeszła kandydatura Belki na prezesa NBP. PiS i PSL co prawda głosowały przeciw, ale raczej z powodów proceduralnych niż merytorycznych. Np. komunikat PAP-u z 27 maja 2010 r., powielany również na stronach PiS-u, podawał: &#8222;Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że nie ma zastrzeżeń do kandydatury Marka Belki na prezesa Narodowego Banku Polskiego, ale &#8211; jak zaznaczył &#8211; decyzja w tej sprawie nie powinna być podejmowana 10 dni przed wyborami prezydenckimi&#8221;. O wyborze Belki przesądził przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski, który rekomendował swojemu klubowi głosowanie za jego kandydaturą, ramię w ramię z PO. Kandydaturę Marka Belki zgłosił &#8211; wtedy jeszcze pełniący obowiązki prezydenta &#8211; Bronisław Komorowski.</p>
<p>Tymczasem w 2005 r. sejmowa komisja śledcza ds. afery PZU jednogłośnie zarzuciła ówczesnemu premierowi Markowi Belce składanie fałszywych zeznań i konflikt interesów przy prywatyzacji największego polskiego ubezpieczyciela. Konflikt interesów miał polegać na tym, że Marek Belka, zanim został premierem, był członkiem Rady Nadzorczej BIG Banku Gdańskiego (obecnie Bank Millenium), a równocześnie zasiadał w komitecie doradczym ABN AMRO, które było doradcą ministra skarbu przy prywatyzacji PZU. Przemawiające za konfliktem interesów dokumenty zostały później pokazane w TVN w 2006 r. przez dziennikarzy &#8222;Superwizjera&#8221;, pisała też o tym prasa.</p>
<p>Analityk finansowy Jarosław Supłacz w artykule internetowym z 2005 roku (http://www.polandsecurities.com/pzu/pzu.html) komentował:</p>
<p class="citate"><i>Marek Belka zapewnia, iż nie miał nic wspólnego ze sprzedażą akcji PZU dla Eureko i BIG Banku Gdańskiego. Marek Belka był członkiem komitetu doradczego ABN AMRO i nie doradzał w największej na polskim rynku transakcji z udziałem ABN AMRO w roli doradcy&#8230; Równie interesująco Marek Belka opowiada o swojej roli (a dokładnie jej braku) w działaniach na rzecz Banku Millennium. Marek Belka twierdzi, iż nie doradzał Bankowi Millennium w sprawie prywatyzacji PZU. Tyle, że udział Banku Millennium w konsorcjum nabywającym 30% akcji PZU wykracza poza normalny zarząd spółką i jest obszarem zainteresowania właśnie członków rady nadzorczej. Członek rady nadzorczej powinien dołożyć maksymalnej staranności przy ocenie takiego projektu &#8211; to jest jego obowiązek, nie przywilej.</i></p>
<p>Wypowiedzi Marka Belki co do prywatyzacji PZU były co najmniej niewiarygodne i jak widać nie tylko komisja śledcza nie dała im wiary. Inny autor, Janusz Sanocki, komentował w 2010 roku:</p>
<p class="citate"><i>W 1999 r. minister skarbu w rządzie AWS &#8211; Emil Wąsacz sprzedał 30% akcji PZU holdingowi Eureko i Big Banku Gdańskiego. Holding zapłacił za 30% udziałów 3,71 mld złotych, bo wartość PZU wycenili nasi eksperci na ok. 4-5 mld zł. Z delikatności nikt nie pyta co to byli za eksperci, bo dzisiaj PZU wyceniana jest wg wartości akcji na ok. 30 mld zł, a niektórzy eksperci szacują jego wartość na 100 mld.</i> (&#8222;Ordynacja&#8221;, nr. 8, lato-jesień 2010).</p>
<p>W 2010 r. mimochodem pojawiła się informacja, że po pięciu latach śledztwa prowadzonego przez gdańską prokuraturę w związku z aferą PZU wpłynął do sądu akt oskarżenia przeciw byłemu ministrowi skarbu Emilowi Wąsaczowi. Były minister rządu Buzka &#8211; obecnie prezes zarządu i dyrektor generalny spółki Stalexport Autostrady S.A. zajmującej się budową autostrad &#8211; usłyszał zarzuty niedopełnienia obowiązków i działania na szkodę Skarbu Państwa w okresie, gdy był ministrem. Jednak zarzuty w związku z prywatyzacją PZU postawiły mu już w 2005 r. sejmowa komisja śledcza ds. prywatyzacji PZU i Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej.</p>
<p>W 2005 r. Wąsacz stanął przed Trybunałem Stanu, gdzie miał odpowiedzieć także za prywatyzację Domów Towarowych Centrum i Telekomunikacji Polskiej, ale końca tamtego procesu nie widać. Pojawiły się nawet przewlekłe problemy, aby z grona 460 posłów znaleźć drugiego prawnika &#8211; poza posłem Andrzejem Derą &#8211; mającego prawo występowania przed sądem, który zgodziłby się reprezentować Sejm w procesie Emila Wąsacza przed Trybunałem Stanu. W wyniku tego od 2007 r. posiedzenie Trybunału Stanu nie mogło się odbyć, a proces nie może ruszyć z miejsca, choć nie jest formalnie zakończony.</p>
<p>Opozycjo! Widzisz to i nie grzmisz!? Tak samo jak przy wyborze Marka Belki na prezesa NBP? W filmie Jerzego Zalewskiego poświęconym pamięci Michała Falzmanna, który odkrył aferę FOZZ, prof. Jerzy Przystawa postawił pytanie: czy mamy elitę polityczną zdolną bronić polskiej racji stanu? To samo pytanie można postawić dziś, 17 lat po powstaniu tego filmu, gdy tak samo jak wtedy skandale gospodarcze usiłuje się zagłuszyć propagandą sukcesu. Za to co się dzieje &#8211; pośrednio lub bezpośrednio &#8211; płacimy jednak wszyscy. Nie stać nas na kolejne kapitulacje w wykonaniu kolejnych rządów. Jak powiedziała w jednej z audycji radiowych żona tragicznie zmarłego inspektora NIK &#8211; zwolenniczka jednomandatowych okręgów wyborczych &#8211; Izabela Falzmann: &#8222;trzeba zmienić coś w strukturze sprawowania władzy&#8221;.</p>
<p>Podobnie mówił w 2005 r. Krzysztof Wyszkowski na antenie Radia Maryja:</p>
<p class="citate"><strong><i>Jest tu pewna propozycja, obecna od pewnego czasu w polskim życiu publicznym, odrzucana przez tą skorumpowaną klasę polityczną, czyli propozycja jednomandatowych okręgów wyborczych i instytucji odwoływania posła w czasie kadencji. To rzeczywiście, gdyby nowy parlament uchwalił zmianę ordynacji wyborczej i wprowadził jednomandatowe okręgi wyborcze oraz instytucję odwoływania posłów, którzy sprzeniewierzyli się głoszonemu programowi w okresie przedwyborczym, wówczas można by sobie wyobrażać, że to będzie droga do naprawy polskiego życia politycznego. Mogłoby to spowodować rzeczywiście trwałe usunięcie z polskiego życia publicznego oszustów, wyeliminowania partyjniactwa i obdarzenia mandatem ludzi, no, szanowanych i kontrolowanych stale przez zbiorowości, które ich wybrały.</i></strong></p>
<p>Dziś widać już coraz wyraźniej potrzebę takich zmian. W sytuacji, gdy komisje śledcze, Trybunał Stanu, a nawet komisje sejmowe sprowadzone zostały do fasady, złudzeniem byłoby wierzyć, że bez zmiany ordynacji sprawa afery PZU – i nie tylko – znajdzie właściwy finał.</p>
<p><b>Krzysztof Kowalczyk</b></p>
<p class="note"><b>Krzysztof KOWALCZYK</b> jest działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Marii-Curie Skłodowskiej oraz Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/przemilczane-zarzuty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Likwidują FOZZ. Jak długo jeszcze?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/likwiduj-fozz-jak-dugo-jeszcze/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/likwiduj-fozz-jak-dugo-jeszcze/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 19 Mar 2012 11:13:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2012/03/19/likwiduj-fozz-jak-dugo-jeszcze/</guid>

					<description><![CDATA[Od kilku tygodni obiega media informacja, że minister finansów powołał siódmego likwidatora FOZZ, w osobie pani Marty Maciążek, co do]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-1253"></span></p>
<p>Od kilku tygodni obiega media informacja, że minister finansów powołał siódmego likwidatora FOZZ, w osobie pani Marty Maciążek, co do której możemy się dowiedzieć, ze jest osobą w likwidowaniu różnych wielkich instytucji doświadczoną i zasłużoną, więc sprawa może ruszyć z kopyta. Przypomnijmy, że likwidowanie FOZZ zaczęło się jeszcze za czasów najsławniejszego ministra finansów RP, Leszka Balcerowicza, który w grudniu 1990 powołał do tej herkulesowej pracy p. Jerzego Dzierżyńskiego. Umowa z p. Dzierżyńskim przewidywała likwidowanie FOZZ tylko na 3 miesiące, do końca marca 1991, ale, z jakiegoś tajemniczego powodu proces likwidacji przedłużył się już o całe 21 lat.</p>
<p>Jerzy Dzierżyński wyraźnie wyczuł pismo nosem, bo w swoim Sprawozdaniu z 11 kwietnia 1991 już wprost błagał ministra finansów, żeby go z tego obowiązku zwolnił, bo nie posiada do tego ani odpowiednich kompetencji, ani doświadczenia, bo zrobił już wszystko co było w jego mocy, a dalej już nie potrafi ani rusz. Do tej potwornej Stajni Augiasza widział p. Dzierżyński kogoś innego &#8211; kogo? Nie wiadomo, byle nie jego &#8211; i dlatego, w kolejnych pismach prosił usilnie, żeby mu pozwolono wrócić do pracy, na stanowisko, na które się nadaje i które od lat zajmował.</p>
<p>Nie wiem czego się tak wystraszył Jerzy Dzierżyński i dlaczego tak od tego FOZZ-u uciekał, bo posada wydaje się nie najgorsza. Budżet państwa przeznacza na tę działalność ok. miliona złotych, co prawie w całości idzie na wynagrodzenia. Nie jest to taka straszna wyrwa w budżecie, bo, jak się okazuje, likwidatorzy jakieś pieniądze dla Skarbu Państwa odzyskują i np. poprzedniczka p. Maciążek, w ciągu 5 lat swojego likwidowania odzyskała prawie 4 miliony, a więc, per saldo, Skarb Państwa stracił na tym zaledwie jeden milion i jest to kwota, której, przy wszystkich stratach naszego biednego Skarbu Państwa, nie warto nawet wymieniać.</p>
<p>Ponadto posada jest dość stabilna i bezpieczna: siedmiu likwidatorów FOZZ w ciągu 21 lat, to jeden likwidator, średnio na 3 lata! Porównajmy to z sytuacją takiego ministra finansów: w tym samym okresie mieliśmy aż 20 ministrów finansów! Tam dopiero jest rotacja! Może dlatego likwidatorzy FOZZ wymieniają się tak rzadko: zanim nowy minister finansów rozsiądzie się jak należy w swoim gabinecie, zanim dotrze do FOZZ, to już go nie ma, a likwidator jest!</p>
<p>Sensacyjna wiadomość o powołaniu siódmego likwidatora została opatrzona ironicznymi komentarzami dziennikarzy, nawet w tytułach ich doniesień: &#8222;Kolejne kłopoty z FOZZ &#8211; tym razem niegospodarność?&#8221;, &#8222;FOZZ wiecznie żywy&#8221;, &#8222;Niekończąca się historia FOZZ&#8221;, itd. itp., z których wynika, że dziennikarze nie mają wielkiego zaufania do całego tego likwidacyjnego procesu i rządu, który go firmuje. Poza tym jednak z tych doniesień dziennikarskich, czytelnicy i widzowie nie wiele mądrego o sprawie FOZZ się dowiedzą.</p>
<p>Przeciwnie, sprawa nadal jest gmatwana, a prawda o tym co się stało i co się kryje pod przykrywką &#8222;FOZZ&#8221; pozostaje niedostępna. Wprawdzie pisze się &#8222;FOZZ &#8211; matka wszystkich afer&#8221;, ale rozmiary tej &#8222;matki&#8221;, straty, jakie Polska dzięki niej poniosła, a przede wszystkim kto za nie odpowiada, w dalszym ciągu, tak jak 21 lat temu, rozpływają się w ogólnikach, w porozumiewawczym dziennikarskim mruganiu okiem, które ma niby dać coś do myślenia, ale co by to naprawdę być miało, to czytelnik musi zgadywać i sam się domyślać. Spróbujmy więc przypomnieć kilka faktów.</p>
<p>2 czerwca 1991, złożyliśmy w gabinecie Ministra Sprawiedliwości, 290 stron dokumentów, zgromadzonych przez inspektora NIK Michała Tadeusza Falzmanna, razem z Powiadomieniem o Przestępstwie, donosząc iż:</p>
<p class="citate"><i><b>Na terenie Rzeczypospolitej Polskiej i poza jej granicami działają zorganizowane grupy przestępcze dokonujące systematycznej grabieży pieniądza, w szczególności dewiz wymienialnych, na szkodę Państwa Polskiego, a także innych podmiotów gospodarczych, krajowych i zagranicznych. Na podstawie przedstawionych dokumentów można wnioskować, że grabież ta ma rozmiary osiągające kwoty wielu miliardów dolarów USA &#8230;</b></i></p>
<p>Przed złożeniem tych dokumentów u Prokuratora Generalnego, pojechałem do Berlina, aby bez pośrednictwa Poczty Polskiej, kopie tych dokumentów przesłać, z odpowiednim wyjaśnieniem do Watykanu i do Redaktora &#8222;Kultury&#8221; w Paryżu.</p>
<p>Jest może ciekawostką historyczną, że ani Prokurator Generalny, ani Redaktor &#8222;Kultury&#8221; &#8211; tak zawsze wyczulony na wszelkie przekręty i nadużycia finansowe &#8211; ani świątobliwy Ojciec Konrad Hejmo, sekretarz Jego Świątobliwości Jana Pawła II, nie uważali za stosowne na nasze listy i pisma odpowiedzieć. Jest też ciekawe, że do dnia dzisiejszego nie uważał za stosowne porozmawiać ze mną żaden oficjalny przedstawiciel Prokuratora Generalnego, Urzędu Ochrony Państwa czy jakiekolwiek instytucji. Nawet kiedy po kilku tygodniach nie żył już dostarczyciel tych dokumentów Michał Tadeusz Falzmann, ani kiedy po trzech miesiącach odszedł niespodziewanie &#8222;na wieczną wartę&#8221; znakomity Profesor Walerian Pańko, Prezes NIK.</p>
<p>Nie mogę jednak przesadnie się skarżyć na brak zainteresowania: kiedy w maju 1992 ukazała się nasza książka &#8222;Via bank i FOZZ&#8221;, to wskazywani w niej przestępcy raczyli pozwać nas przed Sąd i ten Sąd, przez 14 lat bronił dzielnie ich dobrego imienia, żeby w końcu z tej obrony się wycofać, wobec przykrego faktu, że główny &#8222;bohater&#8221; FOZZ uciekł przezornie w dalekie strony, a złodziejska spółka giełdowa &#8211; potężny koncern &#8222;Universal SA&#8221; zbankrutował i nie wiadomo, czy likwidatorzy tego molocha już się z tym uporali, czy, podobnie jak z FOZZ, nadal nabijają sobie kabzę &#8222;likwidowaniem&#8221; tego mafijnego wodopoju.</p>
<p>W naszych artykułach i książkach, publikowanych w kraju i za granicą, referowanych przez różnymi uczonymi gremiami, precyzyjnie wskazywaliśmy jaki był mechanizm grabieży finansów publicznych, jaką drogą wyprowadzano z Polski miliardy dolarów. Co więcej, wskazywaliśmy, gdzie szukać należy głównych odpowiedzialnych za ten zbrodniczy proceder.</p>
<p>Niestety, pomimo upływu 21 lat, prawda o FOZZ, jak szeptanka, krąży po marginesie świadomości publicznej, nie dopuszczana do głównych mediów, nie poddawana prokuratorskiej i sędziowskiej analizie, nie powstała żadna licząca się komisja sejmowa, która na serio miałaby się nią zająć. Ci, którzy ten FOZZ konstruowali, opiekowali się nim i chronili nadal spijają śmietankę od swoich nadzwyczajnych zasług dla Rzeczypospolitej i jako tzw. celebryci pojawiają się w mediach, aby nam opowiadać koszałki-opałki na tematy, którymi te media się interesują. Ani mechanizm grabieży poprzez FOZZ, ani rozmiary tej grabieży nie zostały przedstawione opinii publicznej, a młodzi adepci dziennikarstwa wypisują głodne kawałki, niczym anegdoty o żelaznym wilku.</p>
<p>Jak długo to jeszcze będzie trwać? Jak długo rozsnuwa będzie mgła nad początkami III Rzeczypospolitej, nad kreowaniem jej elity politycznej i jej elity biznesowej? Jak długo uwaga opinii publicznej odwracana będzie od tych podstawowych spraw na rzecz praw kobiet, zasiłków przed i poemerytalnych, wieku emerytalnego, leków refundowanych, zamykania i otwierania korporacji zawodowych, tysięcy &#8222;nowelizacji&#8221; niezliczonych ustaw?</p>
<p>Nie wiem. Myślę, że tak długo, aż pójdziemy po rozum do głowy i zbuntujemy się przeciwko systemowi wyborczemu, który elitę wówczas wykreowaną utwierdza, umacnia i reprodukuje.</p>
<p><b>Jerzy Przystawa</b></p>
<p class="foto">Foto: Antykwariat Bazar &#8211; Łódź (www.antykwariat-bazar.pl)</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/likwiduj-fozz-jak-dugo-jeszcze/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Walka o polski Lotos</title>
		<link>https://koszalin7.pl/walka-o-polski-lotos/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/walka-o-polski-lotos/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Sep 2011 19:04:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/09/08/walka-o-polski-lotos/</guid>

					<description><![CDATA[Ponad 100 tys. podpisów zebrano pod obywatelskim projektem ustawy nakazującej rządowi odstąpienie od sprzedaży Grupy Lotos. Walka o utrzymanie w]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1082" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/09/lotos.jpg" border="0" alt="Lotos" title="Lotos" align="left" width="428" height="407" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/09/lotos.jpg 428w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/09/lotos-300x285.jpg 300w" sizes="(max-width: 428px) 100vw, 428px" />Ponad 100 tys. podpisów zebrano pod obywatelskim projektem ustawy nakazującej rządowi odstąpienie od sprzedaży Grupy Lotos. Walka o utrzymanie w polskich rękach koncernu naftowego z Gdańska, który kontroluje prawie jedną trzecią naszego rynku, wchodzi w decydującą fazę. Paliwa i energia to podstawa każdej gospodarki. <span id="more-1083"></span>  Oddając kontrolę nad tym sektorem, pozbawiamy się resztek suwerenności ekonomicznej, rezygnujemy ze skutecznego narzędzia prowadzenia polityki gospodarczej, tracimy źródło znacznych wpływów do budżetu w przyszłości i pozwalamy podmiotom zewnętrznym na drenowanie Polski z kapitału. Dobrze, że dyskusja nad tym projektem ustawy będzie się toczyć równolegle z kampanią wyborczą, bo to są najważniejsze sprawy, które decydują o naszej przyszłości – wrzucając kartkę do urny, przede wszystkim to powinniśmy brać pod uwagę.</p>
<h3>Rafineria w Gdańsku</h3>
<p>Grupa Lotos jeszcze do niedawna nosiła nazwę Rafineria Gdańska, gdyż to właśnie to przedsiębiorstwo jest podstawą utworzenia całego holdingu. Jest to największy zakład produkcyjny na Wybrzeżu i drugi z tej branży w Polsce (po rafinerii w Płocku). Jego sprzedaż w ubiegłym roku wyniosła ponad 19,7 mld zł. Z tego wypracowano ponad 0,5 mld zł zysku. Lotos dostarcza na polski rynek prawie 9 mln ton produktów ropopochodnych, a jego produkcja i sprzedaż z roku na rok zwiększa się. W 2010 r. udział gdańskiego koncernu w zaopatrzeniu Polski wyniósł już 31,3 proc. W rafinerii realizowany jest program inwestycyjny 10+, który pozwoli na przetwarzanie ponad 10 mln ton ropy rocznie i uczyni przedsiębiorstwo jednym z najnowocześniejszych w Europie. Ponad połowa wytwarzanych produktów to będzie olej napędowy i paliwo lotnicze, czyli najbardziej poszukiwane na rynku i zyskowne dla rafinerii.</p>
<p>Od 2005 r. Lotos SA jest notowany na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Sprzedaż mniejszościowego pakietu inwestorom dała wówczas poważny zastrzyk do budżetu. Ale Skarb Państwa zachował pakiet kontrolny w wysokości 53,19 proc. akcji, który decyzją rządu PO-PSL ma być teraz sprzedany w całości. Rafineria jest jednym z największych mecenasów sportu w Polsce. Sponsoruje m.in. kluby: żużlowy GKS Wybrzeże, piłki nożnej Lechia Gdańsk, koszykarek Lotos Gdynia i siatkarzy Lotos Trefl Sopot. Wspiera też polskich narciarzy z Justyną Kowalczyk na czele. Po zmianie właściciela działalność ta zostanie prawdopodobnie zamknięta lub poważnie ograniczona, na co wskazują wcześniejsze doświadczenia z innymi tzw. wielkimi prywatyzacjami.</p>
<h3>Siła holdingu </h3>
<p>Rafineria Gdańska jest właścicielem lub dominującym współwłaścicielem w 16 innych spółkach, które razem tworzą grupę kapitałową Lotos. Te przedsiębiorstwa zależne wspomagają proces przetwarzania ropy, zajmują się wydobyciem i dostarczaniem tego surowca oraz sprzedażą gotowych produktów. Rafineria m.in. dysponuje własną siecią 316 stacji benzynowych w całej Polsce. Z firm należących do koncernu warto zwrócić uwagę na dwie, które odgrywają specyficzną samodzielną rolę.</p>
<p>Pierwszą z nich jest Lotos Petrobaltic SA, który w całej grupie stanowi podstawę pionu poszukiwań i eksploatacji ropy naftowej. Spółka ma wyłączną koncesję na poszukiwania i wydobycie ropy i gazu na polskim obszarze morskim obejmującym ok. 29 tys. km2. Obecnie z jednej platformy wydobywczej pozyskuje ok. 200 tys. ton ropy rocznie. W przygotowaniu jest druga platforma na innym złożu o podobnych możliwościach. Petrobaltic wykupił też prawa do wydobycia ropy z dna Morza Północnego w pasie należącym do Norwegii. Już w przyszłym roku ma ruszyć wydobycie z pierwszej platformy zainstalowanej ok. 110 km na południowy zachód do Stavanger. W 2015 r. spółka ta ma samodzielnie wydobyć i dostarczyć do Gdańska 1,2 mln ton surowca, a w 2020 r. ma to być już 5 mln ton, czyli połowa zdolności produkcyjnych rafinerii. Oznacza to poważne uniezależnienie się od ropy rosyjskiej. Na ten cel koncern przeznaczył 4 mld zł na odpowiednie inwestycje.</p>
<p>Drugą spółką zależną, która świadczy o sile koncernu, jest Lotos Kolej. Zajmuje się ona towarowymi przewozami kolejowymi. Obsługuje głównie firmy należące do grupy, ale też świadczy usługi na zewnątrz. Zakupiła nowy tabor i dysponuje dzisiaj najnowocześniejszymi lokomotywami na polskim rynku. Dzięki temu z jej oferty korzysta coraz więcej różnych przedsiębiorstw. Lotos Kolej uruchamia dziennie ok. 120 pociągów, co stanowi ok. 7 proc. wszystkich przewozów towarowych w Polsce. Od listopada 2007 r. jeździ też za granicę. Jest właścicielem wielu bocznic oraz dysponuje własnymi torami o długości ponad 70 km. Jest dynamicznie rozwijającą się spółką kolejową, stawianą często jako wzór skutecznego radzenia sobie na trudnym, otwartym rynku europejskim.</p>
<h3>Szkodliwa decyzja o sprzedaży</h3>
<p>Decyzja rządu Donalda Tuska o sprzedaży kontrolnego pakietu akcji Grupy Lotos SA jest niezrozumiała pod każdym względem. Przedsiębiorstwo dobrze radzi sobie na rynku. Ma ambitny plan inwestycyjny. Dostarcza pieniędzy do budżetu państwa przez dywidendę w wysokości kilkuset milionów złotych rocznie. Odgrywa istotną rolę geopolityczną i społeczną. Jest motorem podtrzymującym rozwój Wybrzeża, bardzo osłabionego upadkiem stoczni. Ma pełną szansę, aby stać się silnym polskim podmiotem gospodarczym, odgrywającym z czasem coraz ważniejszą rolę nie tylko w Polsce, ale w całym regionie Morza Bałtyckiego. Po co więc burzyć ten proces, oddając kontrolę podmiotom zagranicznym?</p>
<p>W złożonym w Sejmie obywatelskim projekcie ustawy, popartym ponad 100 tys. podpisów, najważniejszy jest jeden z artykułów o następującej treści: „Państwo Polskie jest zobowiązane do zachowania większościowego pakietu akcji Grupy Lotos SA”. A nieprzestrzeganie tej zasady rodzi konsekwencje karne. Prawdopodobnie politycy PO nie dopuszczą do dyskusji w Sejmie nad tym projektem przed październikowymi wyborami. Ale wyborcy dostają bardzo istotną informację, że taki projekt jest i czeka. A w ich rękach spoczywa teraz decyzja, czy w przyszłym parlamencie znajdzie się większość posłów, która taką ustawę uchwali.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong><br />Artykuł ukazał się w tygodniku Niedziela, nr 34/2011</p>
<p class="note">Autor prowadzi swój blog <a href="http://blog.boguslawkowalski.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Bogusław Kowalski</a>.</p>
<p class="thanks">Serdecznie dziękujemy Autorowi za wyrażenie zgody na przedruk artykułu.</p>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/walka-o-polski-lotos/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Gospodarka na rozdrożach</title>
		<link>https://koszalin7.pl/gospodarka-na-rozdroach/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/gospodarka-na-rozdroach/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 18 Jun 2011 09:23:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/06/18/gospodarka-na-rozdroach/</guid>

					<description><![CDATA[Masowe i długotrwałe protesty w Hiszpanii, trwające już od 15 maja 2011 r. większość polskojęzycznych mediów raczyła zauważyć z dużym]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1013" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/spain_protest.jpg" border="0" alt="Hiszpania" title="Hiszpania" align="left" width="480" height="283" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/spain_protest.jpg 480w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/06/spain_protest-300x177.jpg 300w" sizes="(max-width: 480px) 100vw, 480px" />Masowe i długotrwałe protesty w Hiszpanii, trwające już od 15 maja 2011 r. większość polskojęzycznych mediów raczyła zauważyć z dużym opóźnieniem. Tylko do 20 maja odbyło się około 60 strajków, a tysiące młodych ludzi wyległy na centralny plac Madrytu Puerta del Sol, by protestować <span id="more-1014"></span>  przeciwko drożyźnie, korupcji i wysokiemu bezrobociu, które w Hiszpanii dotyka już ponad 40% z nich. Dla porównania w Polsce według danych  Eurostatu ok. 24% absolwentów wyższych uczelni do 25 roku życia pozostaje na bezrobociu. Polska tym się jednak różni od Hiszpanii, że u nas bezrobocie rozładowuje się masową emigracją, bez której byłoby znacznie większe, a poza tym wielu z tych, którzy teoretycznie mogliby już pracować pozostaje jeszcze na studiach.</p>
<p>Dlaczego jednak protesty w Egipcie czy Tunezji, które relacjonowano z taką pieczołowitością, miałyby nas interesować bardziej niż problemy jednego z większych państw Unii Europejskiej, tak bardzo podobne do naszych? Te ostatnie pokazują, że tylko dobre zarządzanie państwem może być trwałym punktem wyjścia do dobrobytu gospodarczego, a jeśli tego zabraknie, nie pomoże ani Euro ani Unia Europejska, która nie będzie wiecznie do żadnego z państw dopłacać. Co najwyżej międzynarodowe instytucje finansowe zaoferują Hiszpanii na wzór Grecji  &#8222;bratnią pomoc&#8221; w postaci kredytów, które z procentami będzie musiała spłacać.</p>
<p class="foto">Masowe protesty w Hiszpanii. Foto: The Vast Minority (www.vastminority.blogspot.com)</p>
<p>W przypadku Grecji odbywa się to już pod rygorystycznym warunkiem przyspieszonej prywatyzacji majątku narodowego, z której Grecja może znacznie mniej uzyskać niż mogłaby w normalnych warunkach wobec braku takiej przymusowej sprzedaży. Nie mówiąc już o tym, że sprzedać można tylko raz, a pozbywając się udziałów w spółkach państwo traci prawo do zysków z dywidendy za kolejne lata. Z kolei mniejsze wpływy z dywidend to mniej pieniędzy w budżecie, których nie można będzie bez końca uzupełniać wpływami z prywatyzacji, bo w końcu prywatyzować nie ma czego. Przed podobnymi dylematami stoi dziś nie tylko Hiszpania czy Grecja, ale również Polska, w której planowane wpływy z prywatyzacji za kolejne lata uległy wyraźnemu przyhamowaniu, bynajmniej nie dlatego, że rząd czy minister skarbu zaczął bronić się przed nadmierną prywatyzacją, lecz z tego prozaicznego powodu, że sprzedawać specjalnie nie będzie już czego.</p>
<p>Teraz nawet to, co zostało i co powinno pozostać w rękach Skarbu Państwa, jako głównego inwestora, rząd chce sprzedać &#8211; w Polsce sprzedano już nawet Giełdę Papierów Wartościowych! Tymczasem dobrze prosperujące państwowe koncerny energetyczne czy koncerny motoryzacyjne to żadna niespodzianka czy tym bardziej &#8222;relikt socjalizmu&#8221; w rozwiniętych państwach Zachodu. A jaką &#8222;prywatną&#8221; marką może pochwalić się Polska po 22 latach transformacji i prywatyzacji i którego Polaka było stać, aby przed dwudziestu laty kupić samemu za uczciwe pieniądze takie zakłady i jeszcze w nie inwestować?</p>
<p>Dlaczego więc nie prywatyzowano przede wszystkim na zasadzie akcjonariatu pracowniczego, kiedy to sami pracownicy stają się właścicielami (lub przynajmniej współwłaścicielami) swoich miejsc pracy? Taka forma prywatyzacji sprawdziła się np. za premiera Olszewskiego w przypadku Stoczni Szczecińskiej, która jako Porta Holding funkcjonowała z powodzeniem na tych zasadach aż do bezpodstawnej nacjonalizacji w 2002 roku. Tymczasem zamiast programu powszechnego uwłaszczenia stworzono Program Powszechnej Prywatyzacji w oparciu o Narodowe Fundusze Inwestycyjne, który okazał się niewypałem generującym straty dla budżetu, a uchwalona  w 1996 r. ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych zagwarantowała jedynie 15% udziału akcjonariatu pracowniczego.</p>
<p>Za czasów premierostwa Jerzego Buzka prywatyzowano na całego, zwłaszcza banki. Prywatyzację rozumiano jednak w tak opaczny sposób, że 30% pakiet akcji Telekomunikacji Polskiej sprzedano państwowej firmie francuskiej, a 30% akcji PZU konsorcjum nie spełniającemu nawet kryterium inwestora branżowego. Proces byłego ministra Emila Wąsacza w tych sprawach przed Trybunałem Stanu nie może ruszyć od 2007 r., bo nie można wybrać posła sprawozdawcy, a jego były przełożony jest obecnie szefem Parlamentu Europejskiego i jemu tym bardziej nic nie grozi. Autor Programu Powszechnej Prywatyzacji Janusz Lewandowski &#8211; obecny komisarz ds. budżetu Unii Europejskiej &#8211; również nie ma sobie nic do zarzucenia.</p>
<p>W ostatnich latach program wyprzedaży Polski znalazł doktrynerskiego kontynuatora w osobie ministra skarbu Aleksandra Grada i przy wsparciu premiera Tuska nabiera właśnie ostatniego impetu, godzącego w strategiczne interesy państwa polskiego. Ewidentnie szkodliwe dla Skarbu Państwa są plany sprzedaży inwestorowi zagranicznemu pakietu większościowego 53% akcji grupy Lotos. Ma się to odbyć w sytuacji, gdy jest jeszcze za wcześnie, aby można mówić o zdyskontowaniu efektów wielkiego programu inwestycyjnego &#8222;10 +&#8221;, zakończonego na przełomie 2010 i 2011 roku. Jak alarmował specjalista od bezpieczeństwa energetycznego Janusz Kowalski (&#8222;Obrona Lotosu polską racją stanu&#8221;, <i>Gazeta Polska</i>, 1 grudnia 2010): &#8222;Realizacja programu inwestycyjnego, zwiększającego możliwości przerobu drugiej co do wielkości polskiej rafinerii z 6,0 do 10,5 mln ton rocznie, kosztowała około 3 mld USD. Dziś rząd Donalda Tuska zapowiada, że chce sprzedać w 2011 r. kontrolowany przez siebie pakiet gdańskiej rafinerii za około&#8230; 1,3 mld USD&#8221;.</p>
<p>Taka sprzedaż, zwłaszcza w ręce rosyjskie, mogłaby mieć również fatalne konsekwencje dla bezpieczeństwa energetycznego i wzrostu cen paliw. Czyżby więc miała się powtórzyć sytuacja, jak za rządów Leszka Millera ze sprzedażą Polskich Hut Stali wraz z należącymi do nich koksowniami? W te zakłady państwo najpierw zainwestowało duże pieniądze, by następnie odsprzedać  je po zaniżonej cenie i to w okresie światowej koniunktury na stal i koks. Po tej skandalicznej wyprzedaży wiodących w Europie zakładów oraz przymusowej likwidacji części hut w Polsce, na którą zgodzono się w traktacie akcesyjnym do Unii Europejskiej, narzucone nam ceny stali (bo przecież stal i tak musimy kupować!) poszybowały tak bardzo, że natychmiast odbiło się to np. na kondycji przemysłu stoczniowego. Podobnie późniejsza likwidacja stoczni, za rządów Donalda Tuska, wywołała problemy licznych kooperantów, m.in. zakładów Cegielskiego w Poznaniu.</p>
<p>Okazuje się jednak, że jesteśmy pozbawiani już nie tylko specjalistycznych gałęzi przemysłu, jak stocznie, huty czy cukrownie, ale nawet praw do własnych złóż naturalnych. Zgodnie z niedawno przyjętą ustawą geologiczną pierwszeństwo uzyskania koncesji na wydobycie gazu łupkowego będą miały firmy, które uzyskały koncesje na poszukiwania, a te jak wiadomo przypadły głównie koncernom amerykańskim. W takiej sytuacji już nawet ogłaszanie przetargów na wydobycie będzie tylko formalnością &#8211; z góry wiadomo, kto wygra. &#8222;Tymczasem już na poziomie wydawania koncesji widać, że interes ekonomiczny naszego kraju nie jest należycie uwzględniany. Opłaty na rzecz budżetu z racji wydobycia złóż, według przecieków prasowych, miałyby wynieść jedynie 1,5 proc., to najtaniej na świecie. Analogiczne opłaty na rzecz państwa w Wielkiej Brytanii czy Norwegii wynoszą 50-70 proc.&#8221; &#8211; czytamy na stronie Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org).</p>
<p>Inną rażącą niegospodarność zasobami naturalnymi opisuje Adam Maksymowicz na przykładzie niedawnej sprzedaży kopalni Silesia (&#8222;Drzwi do KGHM&#8221;, <i>Opcja na Prawo</i>, czerwiec 2011): &#8222;Po kupnie przez czeski kapitał wystąpił on do władz polskich o zmianę klasyfikacji ok. 85 milionów ton węgla &#8211; z kategorii bilansowych nieprzemysłowych (czyli nienadającej się do eksploatacji) na zasoby przemysłowe, przeznaczone do wybrania. Zostało to zaakceptowane przez Ministerstwo Środowiska. Okazało się, że podczas przetargu na kopalnię &#8222;zapomniano&#8221; o tych zasobach. W ten prosty sposób sprezentowano naszym sympatycznym południowym sąsiadom węgiel wartości około 10 miliardów dolarów&#8221;.</p>
<p>Obejmując urząd premiera Donald Tusk podpisał się pod deklaracją, na której wśród 10 postulatów było m.in.: &#8222;Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce&#8221;. Tymczasem na otwarcie rynku pracy w Niemczech nałożyły się drastyczne cięcia środków na kształcenie zawodowe i aktywizację bezrobotnych w naszym kraju. W wyniku tego, jeśli nic się nie zmieni, z programu płatnych staży organizowanych przez Urzędy Pracy będzie w tym roku w stanie skorzystać tylko ok. 50 tys. osób wchodzących na rynek pracy, czyli pięciokrotnie mniej niż w roku ubiegłym. Rząd PO-PSL ograniczył również znacząco środki na zakładanie działalności gospodarczej. Jak możemy przeczytać w artykule Krzysztofa Ligęzy pt. &#8222;Kompot z trocin&#8221; (<i>Opcja na Prawo</i>, Nr 4/112, kwiecień 2011): &#8222;Dla przykładu: w ubiegłym roku z dotacji umożliwiających rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej skorzystało ponad 50 tys. bezrobotnych. W tym roku skorzysta najwyżej 8 tys. Na refundację kosztów utworzenia nowych miejsc w 2010 roku mogło liczyć 70 tys. osób, a w roku bieżącym siedem razy mniej&#8221;.</p>
<p>Nie tylko rola państwa w walce z bezrobociem, ale i struktura płac wymaga gruntownej naprawy w nie mniejszym stopniu niż w Hiszpanii. Polska według raportów OECD jest państwem o największym rozwarstwieniu płacowym w Unii Europejskiej: przeciętne zarobki netto 10% najsłabiej zarabiających są aż 14 razy mniejsze niż średnia płaca 10% najlepiej opłacanych pracowników. Dla porównania na Węgrzech, czy nawet w mających opinię silnej gospodarki Niemczech, liczona w ten sam sposób różnica dochodów najlepiej i najsłabiej opłacanych pracowników jest dwukrotnie mniejsza, a w Czechach, na Słowacji i w państwach skandynawskich jeszcze mniejsza. Tymczasem w politykach kolejnych rządów w Polsce zamiast niwelowania tych różnic widać trwałą tendencję do zwiększania dysproporcji płac.</p>
<p>Wprowadzona przez poprzedni rząd, a podtrzymana przez obecny obniżka podatku dochodowego pozwoliła zaoszczędzić pracownikowi zarabiającemu 1500 zł netto miesięcznie zaledwie 200 zł rocznie, podczas gdy zarabiający ponad 10 000 zł miesięcznie zyskał już 8200 zł rocznie, czyli kwotę 41 razy wyższą, mimo iż zarabiał tylko 6,7 raza więcej. Podobnie na obniżce składki rentowej za poprzedniego rządu najwięcej zyskali najbogatsi, co obecny rząd usiłuje częściowo zrekompensować, sięgając teraz przede wszystkim do portfela najbiedniejszych, podwyższając podatek VAT. Tymczasem już nawet na Wikipedii piszą, że VAT jako podatek pośredni obciąża najbardziej osoby niezamożne wydające największą część dochodu na artykuły pierwszej potrzeby i nieposiadające oszczędności!</p>
<p>Problemy te są szczególnie istotne z punktu widzenia pracujących w Polsce ludzi młodych, którzy z racji mniejszego stażu pracy mają zazwyczaj niższe pensje i trudności z kupnem własnego mieszkania. Jeśli do tego weźmie się pod uwagę, jak wiele osób pracuje na umowę zlecenie lub umowę na czas określony, to do tego dochodzą trudności z uzyskaniem kredytu mieszkaniowego. Tymczasem warto pamiętać, że to właśnie problemy mieszkaniowe były jedną z ważniejszych przyczyn, które wyprowadziły tysiące młodych Hiszpanów na ulice.</p>
<p>Trzeba też wzorem Węgier położyć większy nacisk na ściągalność podatku CIT i podatku od zysków kapitałowych od zagranicznych przedsiębiorstw, które nazbyt często korzystały z dużych umorzeń podatkowych również w naszym kraju. Nie może być tak, że np. holding Eureko dostaje w 2010 roku umorzenie 19-procentowego podatku dochodowego od ponad 4-miliardowego zysku z dywidendy za lata 2006-2008, notabene zysku, który biorąc pod uwagę ustalenia komisji śledczej ds. afery PZU wcale mu się nie należał. Szerzej pisałem na ten temat w artykule &#8222;Komisja śledcza i co z tego?&#8221; (<i>Opcja na Prawo</i>, nr. 7-8/103-104, lipiec-sierpień 2010 r.).</p>
<p>Polska właśnie obejmuje po Węgrzech półroczną prezydencję w Unii Europejskiej i patrząc na reformy podjęte przez rząd Orbana moglibyśmy się od naszych bratanków wiele nauczyć. Na Węgrzech prawicowy premier nie wstydził się wprowadzić blisko 100% opodatkowania odpraw prezesów firm czy względnie niskiego podatku bankowego, który jednak tak nie uderza w społeczeństwo jak podwyżka podatku VAT. Jak się wydaje falę masowych protestów o podłożu nie tylko ekonomicznym (na Węgrzech protestowano także przeciwko kłamstwom rządu Gyurcsány’ego uprawiającego kreatywną księgowość)  Węgrzy mają już za sobą, w odróżnieniu od Grecji czy Hiszpanii, do których sytuacji my coraz bardziej się zbliżamy.</p>
<p>Jak pisał Marek Langalis w artykule z 9 maja 2011 pt. <a href="http://nczas.home.pl/wazne/10-obietnic-donalda-tuska" target="_blank" rel="noopener noreferrer">&#8222;10 obietnic Donalda Tuska&#8221;</a>: &#8222;Z powodu wyborów parlamentarnych oraz polskiej prezydencji w Unii Europejskiej minister finansów postanowił przygotować budżet na 2012 rok nie we wrześniu &#8211; jak to zwykle bywało &#8211; ale już w maju tego roku. Jest to o tyle zaskakujące, że jeszcze nie został rozliczony budżet za 2010 rok [&#8230;] Oto na 2010 rok deficyt miał wynieść ok. 52 miliardów złotych. Natomiast według Głównego Urzędu Statystycznego, deficyt sektora rządowego wyniósł ok. 84 miliardów, a więc o 32 miliardy więcej&#8221;.</p>
<p>Tymczasem w Stanach Zjednoczonych kongresmeni wybierani w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) reagując na naciski wyborców odrzucili zdecydowaną większością głosów forsowaną przez administrację Obamy podwyżkę limitu zadłużenia. Przeciw głosowała nawet znaczna część Demokratów i również w Partii Republikańskiej widać oddolne zmiany, co w Polsce byłoby nie do pomyślenia. Pisze o tym bloger <a href="http://nathanel.nowyekran.pl/post/16293,jow-y-tylko-sa-nowe-dowody" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Nathanel</a> porównując to z sytuacją Polski:</p>
<p class="citate">W dość istotnym dla Obamy głosowaniu za było tylko 97 kolegów partyjnych pana Prezydenta. Przeciwko głosowało 236 Republikanów i 82 (tak, osiemdziesięciu dwóch Demokratów). Wbrew własnej partii, co w Polsce uznane by zostało za zdradę, za brak patriotyzmu, za wysługiwanie się służbom specjalnym, za wszelkie inne bezeceństwa. Ale tu było 318 &#8211; 97. Wniosek rządu przepadł nie tylko zwykłą większością głosów. Przyszłe kompromisy &#8222;starych republikanów&#8221; będą musiały mieć akceptacje grup konserwatywnej prawicy wspieranej przez Tea Party. Tu się w pełni ujawnia siła JOW [&#8230;]</p>
<p>Nasi spokojnie patrzą jak Polska tonie w długach, rosnących cenach, samowoli, korupcji, bezprawiu. Naszych interesuje tylko ilość ich totumfackich, którzy na ich rozkaz będą podnosić rękę i naciskać przycisk. Nasi grają z nami już 22 lata w tą samą (co cztery lata) grę.</p>
<p>Dlatego już najwyższy czas, aby pokolenie młodych Polaków i wszyscy ludzie dobrej woli zdali sobie sprawę, że nie wystarczy raz na 4 lata &#8222;dać głos&#8221; i wrzucić głos do urny. Sytuacja dojrzała już do tego, aby z nie mniejszą determinacją niż Hiszpanie upomnieć się o zmiany &#8211; w końcu &#8222;nasi&#8221;, a tak naprawdę &#8222;oni&#8221; też na to zasługują! Udowodnili to niszcząc 750 000 podpisów obywateli ws. JOW i odmawiając nam referendum w tej sprawie. Pamiętajmy o tym, gdy w październiku znów będą prosić nas o głos, tłumacząc nam, że to nasz obywatelski obowiązek!</p>
<p><b>VI Marsz na Warszawę o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze organizowany przez Ruch na rzecz JOW wyruszy 8 X 2011 r. Zapraszamy już dziś wszystkich, którzy rozumieją, że bez zmiany ordynacji wyborczej nie będzie gruntownej naprawy państwa. Więcej informacji o Marszu na stronie <a href="www.jow.pl" target="_blank" rel="noopener noreferrer">www.jow.pl</a>.</b></p>
<p><b>Krzysztof Kowalczyk</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/gospodarka-na-rozdroach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy Polacy wyjdą na ulice?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/czy-polacy-wyjd-na-ulice/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/czy-polacy-wyjd-na-ulice/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Mar 2011 20:28:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2011/03/09/czy-polacy-wyjd-na-ulice/</guid>

					<description><![CDATA[Pytanie &#8222;czy Polacy wyjdą na ulice?&#8221; jest pytaniem o to, czy w Polsce dojdzie do masowych protestów społecznych zdolnych zagrozić,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-897" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2011/03/blasiak_duze.jpg" border="0" alt="W. Błasiak" title="Błasiak" align="left" width="500" height="395" />Pytanie &#8222;czy Polacy wyjdą na ulice?&#8221; jest pytaniem o to, czy w Polsce dojdzie do masowych protestów społecznych zdolnych zagrozić, a nawet rozbić politycznie, uformowanej w trakcie ostatnich 20 lat panującej i rządzącej oligarchicznej sieci sił społecznych i politycznych. <span id="more-898"></span>  Takie pytanie nie tylko nie pojawia się w polskich mediach lecz pewnie nie jest nawet do pomyślenia przez polskich dziennikarzy, publicystów czy establishment nauk społecznych i samych polityków. Co najwyżej mogą oni rozważać &#8222;czy Rosjanie wyjdą na ulice&#8221; i za premierem i prezydentem Rosji, którzy sami sobie takie pytanie postawili, odpowiedzieć, iż mimo rosnącego niezadowolenia sytuacją socjalną &#8222;scenariusz egipskiej i tunezyjskiej rewolucji ich krajowi nie grozi&#8221;.</p>
<p>Czy Polacy mogą mieć powody by się buntować i wyjść na ulice w masowych protestach przeciw czemuś i za czymś? Sądzę, że tak. Polacy mogą mieć takie powody w przeciągu najbliższych kilku lat. Będą to powody zarówno ekonomiczne, jak i społeczne oraz polityczne.</p>
<h3>Skutki polityki &#8222;zarządzania slumsem&#8221; i II Wielka Depresja</h3>
<p>Sytuacja ekonomiczna Polski będzie się w przeciągu kilku najbliższych lat pogarszać i po 2013 roku ulegnie raptownemu załamaniu. Będzie to wynikiem jednoczesnego skumulowania się większości negatywnych skutków gospodarczych tzw. transformacji ustrojowej oraz narastania skutków największej od lat 30. XX wieku światowej depresji gospodarczej.</p>
<p>Przez ostatnich ponad 20 lat tzw. transformacji ustrojowej prowadzono politykę gospodarczą, którą w 1995 roku nazwałem publicznie polityką &#8222;zarządcy slumsu&#8221;. &#8222;Zarządca slumsu&#8221; ściąga maksimum opłat od mieszkańców i w nic nie inwestuje, a budynki i infrastruktura ulegają powolnemu zużyciu, a następnie degradacji. Taka polityka III Rzeczpospolitej polegała na braku inwestycji w infrastrukturę gospodarczą oraz braku wsparcia dla krajowych inwestycji przemysłowych, nie mówiąc o braku samych inwestycji.</p>
<p>Równocześnie prowadzono politykę neokolonialnej prywatyzacji państwowego majątku gospodarczego w postaci wyprzedaży za 4 do 6 procent wartości odtworzeniowej, a często za dopłatą, najbardziej rentownej i relatywnie najnowocześniejszej części przemysłu przetwórczego. Tak &#8222;sprzedano&#8221; w ręce zagranicznego kapitału najbardziej wartościowe jego ekonomicznie części, od przemysłu rolno-spożywczego, przez przemysł metalurgiczny i metalowy, aż po przemysł lotniczy. &#8222;Sprywatyzowano&#8221; w ten sposób również 80 proc. polskiego kapitału bankowego.</p>
<p>Efektem tego jest obecny drenaż ekonomiczny krajowej gospodarki i ludności. Jednym z jego przejawów jest coroczny oficjalny transfer z Polski czterdziestu kilku miliardów złotych w formie zysków, dochodów i wynagrodzeń zagranicznego kapitału, a nieoficjalny, w formie cen transferowych krajowych przedsiębiorstw zagranicznych, co najmniej dodatkowo jeszcze około osiemdziesiąt miliardów złotych. Rocznie co najmniej 120 i kilka miliardów złotych jest z  Polski w sposób jawny i ukryty transferowanych do krajów kapitalistycznego centrum i semiperyferii z tytułu zysków i dochodów. Jest to równowartość połowy dochodów budżetu polskiego państwa w 2010 roku.</p>
<p>Ta wyprzedaż, a de facto rozbiór gospodarczy Polski, umożliwiała wypełnianie corocznych gigantycznych deficytów w handlu zagranicznym wpływami walut obcych ze &#8222;sprzedawanego&#8221; majątku państwowego i równoczesne finansowanie z niego wydatków budżetowych, czyli &#8222;przejadanie&#8221; wpływów z &#8222;prywatyzacji&#8221;. Istniała sytuacji niczym ze sławnego dowcipu z lat PRL-u o tym, jak to Misza z Wanią zaginęli z cysterną spirytusu kołchozowego. Gdy ich odnaleziono po kilku dniach byli skacowani, a cysterna była pusta. &#8211; Gdzie spirit? &#8211; My sprzedali. &#8211; A gdzie diengi? &#8211; My przepili. Gdzie jest polski majątek gospodarczy? Sprzedany. A są gdzie pieniądze ze sprzedaży? Przejedzone.</p>
<h3>Kula śnieżna zadłużenia zagranicznego	</h3>
<p>Nie przeszkodziło to wszakże narastaniu zadłużenia zagranicznego Polski, które przekroczyło już wielkość 230 mld euro i nadal rośnie. Równocześnie wartość złotego w stosunku do walut obcych, w których polski dług zagraniczny jest nominowany, czyli przede wszystkim euro i dolarze, jest wyraźnie przeszacowana. Obecnie to przeszacowanie (3,9 zł za 1 euro) jest jeszcze podtrzymywane resztkami stale trwającej wyprzedaży państwowego majątku narodowego, a nade wszystko napływem unijnej pomocy nominowanej w euro na poziomie około 10 mld euro rocznie, a w całym okresie obecnego budżetu Unii Europejskiej wyniesie do 67 mld euro. Ta pomoc od 2013 roku będzie wygasać i zaczną się ujawniać skutki ekonomiczne rzeczywistego stanu finansowego państwa i stanu polskiej gospodarki.</p>
<p>Sądzę, iż gwałtowne załamanie gospodarcze III Rzeczpospolitej po 2013 roku zostanie wywołane bezpośrednio spadkiem wartości obecnie przeszacowanego złotego, co skokowo podniesie realną wartość zadłużenia nominowanego w euro i dolarach. Powstaną zasadnicze trudności nie tylko w obsłudze zadłużenia lecz również w finansowaniu w walutach obcych zagranicznej wymiany handlowej. Może nawet powstać spirala deflacyjna, w której spadek wartości złotego zwiększa realny dług zagraniczny, a trudności w pozyskiwaniu walut obcych przyczyniają się ponownie do dalszego spadku wartości złotego. Ponieważ przez ostatnie 20 lat nie rozbudowywano mocy przetwórczych polskiego przemysłu krajowego, zwłaszcza tego najbardziej innowacyjnego, nie będzie  możliwości znaczącego zwiększenia eksportu mimo silnego spadku wartości złotego. A nie będzie już co &#8222;prywatyzować&#8221; czyli ustanie jeszcze napływ walut obcych z tego tytułu, który do tej pory polepszał bilans płatniczy w stosunku do stale ujemnych wyników bilansu handlowego.</p>
<p>  <em></p>
<h3>Suplement górniczy</h3>
<p>Dodatkowo część mocy wytwórczych polskiej gospodarki została celowo zniszczona w interesie gospodarek państw kapitalistycznego centrum i semiperyferii, czego najbardziej jaskrawym przypadkiem jest polskie górnictwo węgla kamiennego. Z wielkiego światowego i europejskiego eksportera węgla kamiennego rzędu powyżej 30 mln ton rocznie z początkiem lat 90., Polska stała się ostatecznie po 2008 roku importerem węgla netto rzędu obecnych 10 mln ton rocznie. I to węgla droższego niż krajowy. I zamiast uzyskiwać z eksportu 2,5 do 3 mld euro rocznie, Polska wydaje na import blisko 1 mld euro. Pod oficjalnymi bowiem hasłami likwidacji &#8222;trwale&#8221; nierentownych kopalń, przeprowadzono faktyczną likwidację fizycznego dostępu do złóż węgla, a nie czasowego ograniczanie wydobycia przez zatapianie.</p>
<p>Polegało to na rabunkowej metodzie likwidacji kopalń mogących nadal prowadzić eksploatację i bezpowrotnej straty milionów ton zainwestowanego już do wydobycia węgla w zamykanych, a ściślej likwidowanych fizycznie i technicznie kopalniach oraz poszczególnych oddziałach wydobywczych. Istotą tego &#8222;ograniczanie wydobycia&#8221; było bowiem fizyczne likwidowanie dostępu do złóż poprzez fizyczno-techniczną likwidację kopalń, zamulanie i zasypywanie już udostępnionych złóż, chodników i wyrobisk, aż po zasypywanie i wysadzanie materiałami wybuchowymi szybów wydobywczych. Była to celowa polityka trwałej likwidacji mocy wydobywczych polskiego górnictwa poprzez fizyczną likwidację zainwestowanej infrastruktury wydobycia.</p>
<p>Szczególne &#8222;zasługi&#8221; ma tu solidarnościowy rząd Akcji Wyborczej &#8222;Solidarność&#8221; profesora Politechniki Śląskiej w Gliwicach  Jerzego Buzka, z jego &#8222;autorskim&#8221; programem Andrzeja Karbownika i Janusza Steinhoffa z lat 1998-2001. Realizowano tu program restrukturyzacji polskiego podsektora węgla kamiennego Banku Światowego ze stycznia 1991 roku, którego celem była likwidacja polskiego eksportu węgla głownie na rynki europejskie, w interesie zamorskich konkurentów &#8211; USA, Australii, Kanady i RPA. Rząd wielkości strat bezpośrednich i pośrednich w wyniku realizacji tego programu w latach 1990-2003 szacuję na kilkaset mld zł.</p>
<p></em>  </p>
<h3>Blokada polityczna</h3>
<p>Gwałtowne załamanie gospodarcze po 2013 roku nie jest przy tym nieuchronne, choć już nieuchronne jest zasadnicze pogorszenie sytuacji gospodarczej Polski. Przy podjęciu jeszcze w tym roku polityki radykalnego zwrotu gospodarczego, załamanie można zredukować do poziomu kontrolowanej bardzo głębokiej depresji gospodarczej. Tylko jakie siły polityczne w III RP miałyby to przeprowadzić?</p>
<p>Za załamaniem finansowym pójdzie załamanie gospodarcze i socjalne, które silnie obniży poziom życia zdecydowanej większości społeczeństwa. Uderzy również w polskie klasy średnie, żyjące  obecnie ponad stan polskiej gospodarki i na koszt klas pracowniczych. Klasy średnie stanowią stale silny bufor bezpieczeństwa społecznego i politycznego grup rządzących i panujących społecznie. Skokowy zaś wzrost bezrobocia nie będzie można w takiej skali jak obecnie rozładowywać jego eksportem zarobkowym do krajów rdzenia UE, ze względu na trwającą przyszłą wieloletnią światową recesję gospodarczą.</p>
<p>W krajach, w których istnieje demokracja polityczna, nawet płytka, obywatele kartką wyborczą wyrzucają za burtę władzy politycznej te partie, te elity polityczne i tych polityków, którzy nie poradzili sobie z sytuacją lub do niej doprowadzili. Tak się stało kilka dni temu w Irlandii, gdzie rządząca od dziesięcioleci partia Żołnierzy Przeznaczenia (Fianna Fail) poniosła druzgocącą porażkę wobec partii Narodu Celtyckiego (Fine Gael) i irlandzkiej Partii Pracy. Zapłaciła tą porażką przede wszystkim za decyzje o ratowaniu prywatnych banków, a <i>de facto</i> głównie brytyjskiego kapitału finansowego, publicznymi pieniędzmi, co postawiło Irlandię na progu bankructwa.</p>
<p>W Polsce takie rozładowanie polityczne nie będzie możliwe, ze względu na fasadową demokrację w postaci ustroju politycznego wyborczej oligarchii. Ten ustrój wyborczej oligarchii nie tylko uniemożliwia odsunięcie od władzy politycznej partii, elit i polityków odpowiedzialnych za obecny stan państwa i gospodarki, ale przekreśla stworzenie dla nich alternatywy politycznej. Tegoroczne wybory będą o tyle ważne, że po raz kolejny potwierdzą nieusuwalność &#8222;okrągłostołowej&#8221; klasy politycznej, jej elit i liderów w ramach wyborczej oligarchii i niemożliwość wyłonienia w jej ramach alternatywnych sił politycznych i politycznych rozwiązań programowych.</p>
<h3>Prawo Fredericka Forsytha i wyborcza oligarchia</h3>
<p>Same powody ekonomiczne, nawet w postaci drastycznego spadku stopy życiowej, nie są wystarczające by masowo wychodzić na ulice. Jak dowodził tego Mistrz Ryszard Kapuściński, aby ludzie się masowo buntowali muszą istnieć również powody społeczne. Takie, które poruszą masowe emocje. Przypuszczam, że takim powodem społecznym będzie stale narastająca w aparatach władzy publicznej państwa III Rzeczpospolitej codzienna arogancja wobec obywateli, a od któregoś momentu aż po praktyki politycznego łupiestwa. Będzie to wynikiem działania prawidłowości społecznej nazwanej przeze mnie prawem Fredericka Forsytha.</p>
<p>Nazwałem to sformułowane przeze mnie prawo jego nazwiskiem, gdyż to właśnie F. Forsyth pierwszy zauważył związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy brakiem bezpośredniej zależności polityka od wyborcy, a arogancją i korupcją władzy politycznej. Jak dowodził tego F. Forsyth komentując w 2000 roku tzw. &#8222;aferę Kohla&#8221; w Niemczech, to właśnie brak bezpośredniej zależności polityka od wyborcy rodzi poczucie wyższości, a w konsekwencji również arogancję i poczucie bezkarności, aż wreszcie skutkuje korupcją. Brak demokracji politycznej w Polsce dzięki ordynacji proporcjonalnej w wyborach do Sejmu, tworzy brak bezpośredniej zależności całej klasy politycznej, a pośrednio aparatów państwa, od obywateli.</p>
<p>W polskim ustroju wyborczej oligarchii  ustrukturyzowanej proporcjonalną ordynacją wyborczą, a wzmacnianą 5 procentowym progiem i sposobem finansowania partii politycznych z budżetu państwa, partie, elity polityczne i poszczególni politycy od wyborców nie są bezpośrednio zależni. I brak bezpośredniej zależności polityka od wyborcy, a szerzej osób sprawujących władzę od obywateli i otoczenia społecznego, rodzi poczucie wyższości w stosunku do tychże obywateli i tego otoczenia, a w konsekwencji i całego społeczeństwa. Poczucie wyższości utrzymywane przez dłuższy okres czasu rodzi arogancję i poczucie bezkarności osób sprawujących władzę &#8211; od parlamentu po sądownictwo.</p>
<p>Długotrwałe i potwierdzane codzienną praktyką sprawowania władzy poczucie bezkarności prowadzi do korupcji. bezprawia i nieudolności, jako stałego elementu praktyki sprawowania władzy. I tak też działa prawo Fredericka Forsytha w Polsce, tworząc i odtwarzając dzięki proporcjonalnej ordynacji wyborczej silnie skorumpowane, mocno nieudolne i nisko praworządne &#8222;miękkie&#8221; państwo III RP. &#8222;Każda władza korumpuje&#8221; dlatego, że posiadanie władzy, tak wykonawczej, jak i ustawodawczej, ale też i sądowniczej, w sytuacji braku bezpośredniego podporządkowania i zależności od wyborców, obywateli, a najszerzej społeczeństwa, rodzi sytuację poczucia wyższości i bezkarności, co prowadzi do nasilenia zjawisk korupcji, bezprawia i nieudolności.</p>
<p>W sytuacji pogarszających się warunków ekonomicznych rozwiązywanie problemów gospodarczych będzie  w coraz większym stopniu polegało na przerzucaniu ich na grupy i klasy najsłabsze. Przewiduję wręcz silne zjawisko &#8222;łupiestwa&#8221; politycznego, połączonego z narastającym poczuciem bezkarności i arogancji. Już dziś to widać, gdy rząd z jednej strony podnosi podatek VAT uderzając ekonomicznie w najsłabsze grupy i klasy społeczne, a z drugiej przyzwalając na gigantyczny rozrost administracji publicznej, która w ciągu dwóch ostatnich lat zwiększyła się o 17 procent. A dotyczyć to będzie każdej formy władzy nad obywatelem.</p>
<p>  <em></p>
<h3>Suplement osobisty</h3>
<p>Kilka dni temu media ogłosiły o zmianie przepisów, które pozwalają kontrolerom biletów na użycie siły wobec pasażera jadącego bez biletu, a nie chcącego się wylegitymować. Kilka zaś tygodni temu mojej żonie wsiadającej do autobusu miejskiego wypadł z ręki bilet, gdy próbowała go włożyć do kasownika. Gdy go podniosła, wyrosło przed nią dwóch kontrolerów oświadczając, że nie ma ważnego biletu i wręcz wypchnęło ją z autobusu. W ciągu kilku minut zjawił się policyjny patrol, który spisał protokół poświadczając ich wersję.</p>
<p>Każdy kto zna szybkość policyjnych interwencji w moim mieście wie, że w tym przypadku ta szybkość nie była przypadkowa. Patrol musiał być w zmowie z kontrolerami, którzy urządzają &#8222;polowania&#8221; na mandaty. Oczywiście tylko w stosunku do najsłabszych. A mieszkam w dużym mieście przemysłowym, a nie miasteczku. rządzonym przez &#8222;krewnych i znajomych królika&#8221;. I teraz tymże osobnikom już formalnie dano prawo użycia siły. I takie &#8222;polowania&#8221;, jak i inne formy &#8222;łupiestwa&#8221; władzy w stosunku do obywateli i to przez tych posiadających nawet odrobinę władzy,  będą się upowszechniać i nasilać. I dawać efekt coraz powszechniejszych negatywnych emocji społecznych w stosunku do każdej władzy.</p>
<p></em>  </p>
<h3>Polityczna wizja przyszłości</h3>
<p>To nasilanie się zjawisk korupcji, bezprawia i nieudolności państwa III Rzeczpospolitej też nie jest nieuchronne. Wystarczy zmienić ordynację wyborczą do Sejmu wprowadzając wyborczą demokrację i podporządkowując bezpośrednio polityków wyborcom w ramach systemu wyborczego jednomandatowych okręgów wyborczych. To wystarczy by uruchomić w ten sposób proces naprawy państwa. Tylko jakie siły polityczne w III RP miałyby to uczynić?</p>
<p>Te dwa prawdopodobne powody wyjścia Polaków na ulice nie są wszakże wystarczające. Musi jeszcze zaistnieć trzeci czynnik czyli nadzieja na poprawę sytuacji i swojego losu. Taka nadzieję tworzy się budując polityczną perspektywę przyszłości kraju, narodu i państwa. A czy taka wizja polityczna powstanie? Tego nie da się przewidzieć. To trzeba zrobić.</p>
<p><strong>Dr Wojciech Błasiak</strong></p>
<p class="info">Tekst dla: &#8222;Nowy Kurier. Polish-Canadian Independent Courier&#8221;, Toronto, Kanada</p>
<p class="note"><strong>Wojciech BŁASIAK</strong> &#8211; (ur. 4 lutego 1952 w Sosnowcu), polityk, socjolog, poseł na Sejm II kadencji z ramienia Konfederacji Polski Niepodległej (KPN). Absolwent Akademii Ekonomicznej w Katowicach (1975), doktor nauk humanistycznych. Jedyny polski parlamentarzysta, który w roku 1997 protestował na posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego przeciwko wpisywaniu do Konstytucji słowa &#8222;proporcjonalne&#8221; w odniesieniu do wyborów i jedyny parlamentarzysta, który działał w sprawie wyjaśnienia afery FOZZ i Banku Handlowego. Prezes Stowarzyszenia Polskiej Myśli Strategicznej w Katowicach. Autor wielu analiz i artykułów na tematy społeczno-ekonomiczne. Związany z Ruchem Obywatelskim JOW.</p>
<p class="foto">Wojciech Błasiak (na pierwszym planie) na konferencji Ruchu Obywatelskiego JOW w Szczecinie. Obok prof. Jerzy Przystawa.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/czy-polacy-wyjd-na-ulice/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rachunek sumienia liberałów</title>
		<link>https://koszalin7.pl/rachunek-sumienia-liberaow/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/rachunek-sumienia-liberaow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 29 Jul 2010 20:40:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/07/29/rachunek-sumienia-liberaow/</guid>

					<description><![CDATA[Światowy kryzys obnażył prawdę o liberalnych dogmatach w gospodarce. Na tyle bolesną, że skłoniła ona nawet grupę angielskich ekonomistów do]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-673"></span></p>
<p>Światowy kryzys obnażył prawdę o liberalnych dogmatach w gospodarce. Na tyle bolesną, że skłoniła ona nawet grupę angielskich ekonomistów do napisania listu do królowej Elżbiety II. Przyznają się w nim do błędów i proszą o wybaczenie, że tak bardzo się mylili. Prawdziwi dżentelmeni o faktach nie dyskutują. Ale nie wszystkim wystarcza odwagi, aby uczciwie zestawiać to co przez lata głosili z wydarzeniami z ostatnich lat. Tym z większą uwagą trzeba odnotować to co dzieje się w środowisku naszych, polskich liberałów. Bo i tutaj, chociaż z trudem, ale jednak przebija się chęć krytycznej refleksji.</p>
<h4>Kapitał jednak ma paszport</h4>
<p>Jedna z najważniejszych postaci polskich liberałów – Janusz Lewandowski, zasłynął na początku lat 90.-tych stwierdzeniem, że kapitał nie ma paszportu. Streścił w ten sposób jeden z podstawowych liberalnych dogmatów. Głosi on, że w warunkach otwartego rynku kapitał międzynarodowy przepływa tam, gdzie może najwięcej zarobić. Nie kieruje się względami politycznymi, ale wyłącznie chęcią maksymalizacji zysku.</p>
<p class="foto">Foto. Kiedy Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof Bielecki powoli dochodzą do wniosku, że kapitał posiada jednak paszport, a nawet narodowość, Leszek Balcerowicz nadal trwa na liberalnych pozycjach dogmatycznych.</p>
<p>Janusz Lewandowski jest nie tyle teoretykiem, co przede wszystkim praktykiem życia gospodarczego. Obecnie jest komisarzem do spraw budżetu w Komisji Europejskiej, a w przywołanym okresie dwukrotnie pełnił funkcje ministra przekształceń własnościowych i to w dużej mierze jego poglądy i polityka jaką prowadził ukształtowały model prywatyzacji realizowany w Polsce do 2005 r.</p>
<p>Ostatnie lata przyniosły wiele przykładów obalających ten pogląd. Przede wszystkim rządy państw, których gospodarki odgrywają znaczącą rolę na świecie, udzielając gigantycznej pomocy dla swoich narodowych firm, sformułowały pod ich adresem bardzo konkretne oczekiwania. To utrzymanie działalności w macierzystym kraju i ochrona miejsc pracy. W ostatnich tygodniach przypomniał o tym włoski koncern Fiat. Przeniósł on produkcję popularnego modelu Panda z fabryki w Tychach do zakładu koło Neapolu w rodzinnych Włochach. Mimo, że bardziej wydajna jest produkcja w Polsce.</p>
<p>Wcześniej mogliśmy śledzić wielomiesięczną batalię o przejęcie kontroli nad Oplem. Tam też ekonomia była tłem dla ścierania się interesówpolitycznych.</p>
<h4>„Polskie spółki dla Polaków”</h4>
<p>Pod takim tytułem jedna z dużych ogólnopolskich gazet opublikowała wywiad z Janem Krzysztofem Bieleckim. Byłym premierem z początku lat 90-tych, który rozpoczął na szeroką skalę prywatyzację, w tym prywatyzację banków. Ministrem w jego rządzie był wspomniany wcześniej Janusz Lewandowski.Należy on do bliskich przyjaciół obecnego premiera Donalda Tuska i jako przewodniczący specjalnej Rady Gospodarczej jest jednym z jego najbliższych doradców.</p>
<p>Rada ta opracowała Narodowy Program Nadzoru Właścicielskiego. Proponuje się w nim, aby zaniechać wcześniejszej propozycji PO prywatyzacji wszystkiego co jeszcze pozostało w rękach państwa. Kilkanaście kluczowych spółek, takich jak PKN Orlen, PKO BP czy PZU, ma pozostać własnością państwa. Ma być jedynie poprawiony sposób zarządzania tymi przedsiębiorstwami, aby uczynić je bardziej konkurencyjnymi.</p>
<p>Co więcej, J.K. Bielecki zaangażował się w działania, które mają doprowadzić do odzyskania przez polski kapitał Banku Zachodniego WBK. Podobno miał zaaranżować,we współpracy z ministrem skarbu państwa Aleksandrem Gradem, w utworzenie konsorcjum PKO BP i innych polskich instytucji, które miałyby odkupić ten bank od jego obecnego irlandzkiego właściciela.</p>
<p>To wszystko już sygnalizuje zmianę polityki. Ale najciekawsze jest uzasadnienie. Otóż ten liberał z krwi i kości, z poglądów i wcześniejszej działalności twierdzi, że sektor bankowy powinien być bardziej zrównoważony, jeśli chodzi o udział w nim inwestorów zagranicznych i krajowych. Jednocześnie ujawnia, że</p>
<blockquote><p><em>„na forum Komisji Europejskiej jest rozpatrywany projekt dyrektywy o zarządzaniu kryzysowym w sektorze bankowym. Dyrektywa dopuszczałaby transfer aktywów dla ratowania spółki matki i całej grupy transgranicznej jako takiej. Czyli teoretycznie rzecz biorąc, można by było przenieść aktywa z Polski do centrali w innym kraju. To oznacza ryzyko, że spółka macierzysta będzie miała o wiele większą swobodę w dysponowaniu pieniędzmi swoich oddziałów i w mniejszym stopniu będzie zależna od decyzji miejscowego nadzoru bankowego. Jest to propozycja, która &#8211; mam nadzieję &#8211; nigdy nie zostanie zrealizowana. Jednak my nie powinniśmy być tylko obserwatorem tej dyskusji, ale również kreować podmioty, które będą aktywne na naszym rynku niezależnie od tego, co im powie centrala zagraniczna”.</em></p></blockquote>
<h4>Nawrócony grzesznik czy mądrość etapu?</h4>
<p>Słowa J.K. Bieleckiego są ważną deklaracją. Po pierwsze dlatego, że z uwagi na jego obecne zajęcie mogą oznaczać nowy kierunek polityki rządu na najbliższy czas. Po drugie – wypowiada je człowiek, który przez długie lata pracował najpierw jako wiceprezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju z siedzibą w Londynie, a następnie jako prezes PeKaO SA, naszego banku sprzedanego włoskiej grupie UniCredito. Są to więc słowa człowieka doskonale zorientowanego w regułach, jakimi kieruje się międzynarodowa finansjera. Czy to co tam zobaczył na tyle ruszyło jego sumienie, że zaczął zmieniać poglądy?</p>
<p>Opinie byłego premiera potwierdzają słuszność krytyki jakiej poddawano prywatyzację w Polsce, w tym zwłaszcza w bankowości. Trzeba jednak pamiętać, że jednym z głównych odpowiedzialnych za jej kształt jest właśnie J.K. Bielecki i jego ministrowie.</p>
<p>Ale cieszyć się trzeba z każdego nawróconego grzesznika, o ile jest to szczere. Być może rząd Donalda Tuska pod wpływem takich rad przynajmniej częściowo naprawi błędy popełnione przez J.K. Bieleckiego lub nie będzie brnął w szkodliwe rozwiązania, na wzór stoczni, w imię ideologicznych utopii liberalizmu.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong></p>
<p class="note">Artykuł ukazał się w tygodniku katolickim „Niedziela”, nr 27/2010</p>
<p class="thanks">Serdecznie dziękujemy Autorowi za wyrażenie zgody na przedruk artykułu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/rachunek-sumienia-liberaow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca</title>
		<link>https://koszalin7.pl/micha-tadeusz-falzmann-18-lipca/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/micha-tadeusz-falzmann-18-lipca/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 16 Jul 2010 16:14:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/07/16/micha-tadeusz-falzmann-18-lipca/</guid>

					<description><![CDATA[W najbliższą niedzielę, 18 lipca, minie 19 lat od śmierci Michała Falzmanna, który całą swoją energię, zapał, wiedzę i talent,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-665" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/07/akta.jpg" border="0" alt="FOZZ" title="FOZZ" align="left" width="400" height="300" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/07/akta.jpg 400w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/07/akta-300x225.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px" />W najbliższą niedzielę, 18 lipca, minie 19 lat od śmierci Michała Falzmanna, który całą swoją energię, zapał, wiedzę i talent, wszystkie swoje młode siły zaangażował, aby zaalarmować Polaków o sprawie systematycznego i <em>systemowego</em> rabunku finansów Państwa Polskiego pod przykrywką <span id="more-666"></span>  Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. W książce „Via bank i FOZZ”, wydanej po Jego śmierci, napisaliśmy:</p>
<p><em>Jakaż to patetyczna sytuacja! Przestępcy, którzy narazili kraj na miliardy dolarów strat, niektórzy znani już z imienia, nazwiska i adresu, swobodnie chodzą po Warszawie, autorytety moralne i eksperci Wolnej Polski udają głuchych i niekompetentnych, a człowiek, który to wszystko odkrył i ujawnił, bezsilny, zawieszony w czynnościach służbowych, miota się po „korytarzach władzy” (UOP, Prokuratura, Kancelaria Prezydenta…), po „świątyniach mądrości” (biblioteki, eksperci) i w tym wielkim, 40-milionowym kraju, gdzie tylu uczonych, polityków, mężów stanu, <strong>autorytetów moralnych</strong> – nie może znaleźć żadnej pomocy, żadnego wsparcia. Jest tu wszystko naraz: i Kafka, i Mrożek, i tragedia antyczna!</em></p>
<p><em>Panie! Jeżeli zamkniesz słuch narodu,<br /> Na próżno człowiek swe głosy natęża:<br /> Choćby miał siłę i odwagę męża,<br /> Z niemiłowania umrze tak jak z głodu</p>
<p> Próżno na ręce rękawice kładnie<br /> I jako szermierz wystąpi zapaśnie:<br /> Lica mu wyschną i oko zagaśnie,<br /> Sprzepaści się pierś i głos w nią zapadnie.</em></p>
<p>Minęło 19 lat i o sprawie FOZZ wiemy niewiele więcej, niż wiedzieliśmy wtedy. Ludzie, których palcem wskazywał Falzmann, z mało znaczącymi wyjątkami, mają się dobrze, niektórzy nawet jeszcze lepiej. Wszystko, co odkrył i ujawnił Michał, pozostało w mocy. Przykrył je tylko kurz zapomnienia i niewiary.</p>
<p>Zapraszam wszystkich, którzy pamiętają, żeby przyszli w niedzielę, 18 lipca, na godzinę 17., zapalić wspólnie znicz na mogile Michała Tadeusza Falzmanna, na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Najlepsze wejście od IV Bramy, kwatera 113 w V rzędzie. Będzie też możliwość wpisania się do Księgi Pamiątkowej.</p>
<p>Nasz Wieszcz zostawił nam przecież nadzieję:</p>
<p>Ale komu ty twoje namaszczenie<br /> Włożysz na czoło, ten bez żadnej pracy.<br /> W powietrzu twoim jak powietrzni ptacy<br /> Pływa, a święte karmią go płomienie</p>
<p>  (J. Słowacki: „Panie! Jeśli zamkniesz&#8230;”)</p>
<p class="info">Czytaj również <a href="https://koszalin7.pl/st/obyw/panstwo_002.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer">FOZZ &#8211; dobra ciocia polskich afer</a></p>
<p class="note">Biogram <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Michał_Falzmann" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Michała Falzmana</a> w Wikipedii.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/micha-tadeusz-falzmann-18-lipca/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Komisja śledcza i co z tego?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/komisja-ledcza-i-co-z-tego/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/komisja-ledcza-i-co-z-tego/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Jun 2010 17:43:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/06/11/komisja-ledcza-i-co-z-tego/</guid>

					<description><![CDATA[Głosami PO i SLD przeszła kandydatura Marka Belki na prezesa NBP. PiS i PSL głosowały przeciw. O wyborze Belki przesądził]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-621" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/dolars.jpg" border="0" alt="PZU" title="PZU" align="left" width="500" height="375" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/dolars.jpg 500w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/dolars-300x225.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px" />Głosami PO i SLD przeszła kandydatura Marka Belki na prezesa NBP. PiS i PSL głosowały przeciw. O wyborze Belki przesądził przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski, który rekomendował swojemu klubowi głosowanie za kandydaturą Belki.</p>
<p> <span id="more-622"></span>   </p>
<p>Minęło pięć lat od czasu, gdy sejmowa komisja śledcza ds. afery PZU zarzuciła ówczesnemu premierowi Markowi Belce składanie fałszywych zeznań i konflikt interesów przy prywatyzacji największego polskiego ubezpieczyciela. Konflikt interesów miał polegać na tym, że Marek Belka, zanim został premierem, był członkiem Rady Nadzorczej BIG Banku Gdańskiego (obecnie Bank Millenium), a równocześnie zasiadał w komitecie doradczym ABN AMRO, które było doradcą ministra skarbu przy prywatyzacji PZU. Przemawiające za konfliktem interesów dokumenty zostały później pokazane w TVN w 2006 r. przez dziennikarzy „Superwizjera” w filmie „Kto chciał ukraść PZU”, pisała też o tym prasa: (<a href="http://www.youtube.com/watch?v=53ia4wblL8s" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>YouTube</strong></a>)</p>
<p>Pod koniec maja br. nazwisko Belki pojawiło się w kontekście jego kandydatury na prezesa Narodowego Banku Polskiego. Jego kandydaturę na sześcioletnią kadencję ogłosił pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski, nie ukrywając, że zależy mu na przeforsowaniu kandydatury byłego SLD-owskiego premiera jeszcze przed wyborami prezydenckimi. PiS i  PSL szybko to oprotestowały ze względu na proponowany termin głosowania w Sejmie. Ludowcy powoływali się na Konstytucję, według której prezesa NBP wyznacza prezydent, a nie pełniący obowiązki prezydenta. SLD początkowo zadeklarowało poparcie Belki, gdy zgłosi go wybrany w wyborach prezydent, ale ostatecznie podporządkowując się woli wodza poparło go przed wyborami. Natomiast komunikat Polskiej Agencji Prasowej z 27 V 2010 r. podawał: &#8222;Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że nie ma zastrzeżeń do kandydatury Marka Belki na prezesa Narodowego Banku Polskiego, ale &#8211; jak zaznaczył &#8211; decyzja w tej sprawie nie powinna być podejmowana 10 dni przed wyborami prezydenckimi&#8221;.</p>
<p>Taka reakcja opozycji, jak i forsowanie Belki na prezesa NBP przez Komorowskiego, skłania do szerszej dyskusji nad tym co zaszło w Polsce i co się nadal odbywa w kontekście afery PZU. Niestety z ubolewaniem należy stwierdzić, że wciąż nie toczy się na ten temat dyskusja adekwatna do znaczenia tematu, a wiele istotnych faktów wciąż pozostaje przemilczanych. Chciałbym tą lukę chociaż częściowo zapełnić, pisząc o największej aferze finansowej drugiej dekady III RP.</p>
<p>W cieniu przesłuchań toczących się przed komisją hazardową pojawiła się informacja, że po pięciu latach śledztwa prowadzonego przez gdańską prokuraturę w związku z aferą PZU wpłynął do sądu akt oskarżenia przeciw byłemu ministrowi skarbu Emilowi Wąsaczowi. Były minister – obecnie prezes zarządu i dyrektor generalny spółki Stalexport Autostrady S.A. zajmującej się budową autostrad – jest oskarżony o niedopełnienie obowiązków i działanie na szkodę Skarbu Państwa w okresie, gdy był ministrem. Jednak zarzuty w związku z prywatyzacją PZU postawiły mu już w 2005 r. sejmowa komisja śledcza i Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Kilka lat temu Wąsacz stanął przed Trybunałem Stanu, gdzie miał odpowiedzieć także za prywatyzację Domów Towarowych Centrum i Telekomunikacji Polskiej, ale końca tamtego procesu nie widać.</p>
<p>U schyłku Sejmu IV kadencji dziewięcioosobowa komisja śledcza ds. afery PZU, złożona z przedstawicieli niemal wszystkich ówczesnych klubów parlamentarnych, stwierdziła 19 poważnych naruszeń prawa. Pomimo różnic politycznych jej członkowie (m.in. obecny wiceminister skarbu Jan Bury z PSL i obecny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk z PO) byli zgodni w zasadniczej sprawie, podejmując jednogłośnie uchwałę wzywającą Ministerstwo Skarbu do przygotowania i złożenia w sądzie wniosku o uznanie prywatyzacji PZU za nieważną z mocy prawa. Tylko co z tego? Przed wyborami w 2005 r., jak i dwa lata później odegrano szopkę, że nowo powołany rząd, jaki by nie był, się tym zajmie. A jak się tym zajęto, można było przeczytać chociażby w cyklu artykułów Jana Pińskiego w tygodniku „Wprost”, który jeszcze 8 VII 2007 r., na trzy miesiące przed dojściem do władzy PO pisał:</p>
<p class="citate">Sprawa aferalnej prywatyzacji PZU to kolejna sprawa, którą nowa ekipa rządząca miała rozwiązać. Tymczasem od zeszłego roku nic nie wiadomo na temat wyników śledztwa (a przecież Emila Wąsacza zatrzymywano z wielkim hukiem). Nie wiedzieć czemu, nie ma także jeszcze wniosku w sądzie o unieważnienie prywatyzacji z 1999 &#8211; co nakazała w swoim raporcie komisja śledcza ds. prywatyzacji PZU.</p>
<p>Na logikę były dwie możliwości. Jeśli nawet umowa z 1999 r. była ważna, to przecież jest w niej zapis, który jasno stanowi, że wszelkie ewentualne spory miały być rozstrzygane przed polskimi sądami powszechnymi. Jeśli nie była ważna, to tym bardziej Eureko nie miało prawa dochodzić swych roszczeń na podstawie tej umowy w międzynarodowym arbitrażu. Bez względu na to, która z tych dwóch możliwości byłaby prawdziwa, polskie władze nie tylko nie musiały, ale nawet nie powinny się wcale godzić na ten arbitraż, a mimo to za rządów lewicy się na niego zgodzono. Później straszono nas nawet 36-miliardowym odszkodowaniem za nie realizację aneksu do umowy,  która według komisji śledczej była nieważna wraz z aneksem z mocy prawa! Warto więc przypomnieć, że 30% akcji PZU kosztowało Eureko w konsorcjum z Big Bankiem Gdańskim 3 mld zł, a za dalsze 21% miano zapłacić według aneksu do umowy po tej samej wycenie za akcję, co oczywiście dałoby znacznie mniej niż 36 mld. </p>
<p>Mogłoby się przynajmniej wydawać, że ci politycy i dziennikarze, którzy najgłośniej krzyczeli o grożącym nam gigantycznym odszkodowaniu, powinni się jednocześnie najgłośniej domagać ukarania winnych doprowadzenia do całej afery i niekorzystnej dla Skarbu Państwa wyceny akcji PZU. Tak jednak nie było i np. Aldona Kamela &#8211; Sowińska, która podpisywała feralny aneks do umowy (zwany też Pierwszą Umową Dodatkową) nie stanęła nawet przed Trybunałem Stanu, co było kolejnym dowodem na nieliczenie się z wytycznymi komisji śledczej.</p>
<p>Jak w październiku ub.r. podała „Rzeczpospolita”, pojawiły się nawet przewlekłe problemy, aby z grona 460 posłów znaleźć drugiego prawnika – poza posłem Andrzejem Derą z PiS – mającego prawo występowania przed sądem, który zgodziłby się reprezentować Sejm w procesie Emila Wąsacza przed Trybunałem Stanu. W wyniku tego od 2007 r. posiedzenie Trybunału Stanu nie mogło się odbyć, choć proces nie jest formalnie zakończony! Natomiast jedyny minister, który w ciągu tych 10 lat oddał sprawę do sądu – Andrzej Chronowski – pożegnał się wkrótce po tym ze stanowiskiem, a jego następczyni Aldona Kamelia-Sowińska wycofała pozew z sądu i podpisała Pierwszą Umowę Dodatkową, zgodnie z którą Eureko miało nabyć przed końcem 2001 r. dodatkowe 21% akcji.</p>
<p>W tym kontekście warto przypomnieć o oddalonych powództwach w procesach cywilnych, toczących się przed polskimi sądami, jakie wytoczyła spółka Eureko m.in. byłemu prezesowi PZU Zdzisławowi Montiewiczowi i byłemu ministrowi spraw wewnętrznych Zbigniewowi Siemiątkowskiemu. Obaj twierdzili publicznie, że akcje PZU zostały kupione w 1999 r. za pożyczone pieniądze, a sąd nie uznał tych twierdzeń za nieprawdziwe. Cóż więc szkodziło złożyć wniosek w sądzie o stwierdzenie nieważności umowy prywatyzacyjnej właśnie z tego powodu, że akcje firmy ubezpieczeniowej miały zostać nabyte na kredyt, a więc niezgodnie z prawem  (wspomniane przeze mnie procesy pokazują, że byłaby szansa, aby sąd się z tym zgodził)?</p>
<p>Nie robiąc tego, z góry stawiano Polskę na przegranej pozycji, rezygnując z najistotniejszej ścieżki prawnej pozwalającej potencjalnie zatrzymać wypłatę horrendalnego odszkodowania. Z jednej strony obciąża to wszystkie kolejne rządy od czasu rządu Buzka, z drugiej wskazuje na niedowład wymiaru sprawiedliwości, który powinien mieć wolę, determinację i możliwości działania, aby zwłaszcza wielkie patologiczne prywatyzacje unieważniać z urzędu, a nie co najwyżej potwierdzać w procesach cywilnych, że dwaj panowie mieli prawo mówić o rzeczach mogących być podstawą do unieważnienia umowy.</p>
<p>Kupno akcji na kredyt nie było jedyną przesłanką do unieważnienia umowy, o jakiej mówiono. Już w lutym 2005 r. &#8211; przed raportem sejmowej komisji śledczej &#8211; Krzysztof Trębski i Jan Piński w artykule „Towarzystwo przyjaciół Eureko” (patrz: „Wprost”, nr. 8/2005 (1160)) pisali:</p>
<p class="citate">Jednym z największych mitów funkcjonujących w sprawie PZU jest to, że holenderska spółka Eureko BV to firma zajmująca się ubezpieczeniami od dawna i licząca się w tej branży w Europie […]. W rzeczywistości, podpisując w 1999 r. odpowiednie umowy lub zezwolenia związane ze sprzedażą akcji PZU, Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Skarbu Państwa złamały uchwałę własnego rządu, która przewidywała sprzedaż PZU inwestorowi branżowemu (czyli firmie ubezpieczeniowej). Holenderskie Eureko BV było spółką holdingową, która nigdy nie sprzedała żadnej polisy; miała jedynie udziały w kilku firmach ubezpieczeniowych, wówczas zresztą nawet nie większościowe. Sześć lat temu cała grupa Eureko była małym graczem w sektorze ubezpieczeń. Miała zaledwie 1,5 proc. europejskiego rynku, czyli dwa razy mniej niż PZU.</p>
<p>Sejmowa komisja śledcza również doszła do wniosku, że Eureko BV w trakcie prywatyzacji PZU podało bezpodstawnie informację, jakoby posiadało wymagany przymiot inwestora branżowego. Natomiast w piśmie do marszałka Sejmu z 13 XII 2005 r. (druk nr. 192, V kadencja) podpisanym przez 31 posłów czytamy:</p>
<p class="citate">Działania Eureko BV i jego konsorcjanta, polegające na wprowadzaniu w błąd Sprzedającego co do statusu oferenta, które umożliwiły mu udział w rokowaniach i następnie nabycie, wraz z BIG Bankiem Gdańskim 30% akcji PZU S.A. mają znamiona culpa in contrahendo i powinny rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą Eureko BV i BIG Banku Gdańskiego S.A. wobec ich kontrahenta, tj. wobec Skarbu Państwa. W świetle art. 34 ustawy z dnia 30 sierpnia 1996 r. o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych (Dz.U. Nr 118, poz. 561 z późn. Zm.) niespełnienie kryterium „inwestora branżowego” powoduje bezwzględną nieważność rokowań prowadzonych z takim oferentem w celu nabycia akcji, a w następstwie – bezwzględną nieważność umowy sprzedaży 30% akcji PZU S.A. zawartej 5 listopada 1999 r.</p>
<p>Wiceprezes Eureko Ernst Jansen 24 maja 2006 r. zeznał w procesie wytoczonym Montkiewiczowi: &#8222;Eureko BV nie jest firmą ubezpieczeniową, jest tzw. mieszanym holdingiem według przepisów europejskich&#8221;. Z kolei zeznając 7 września 2004 r. przed Trybunałem Arbitrażowym w Londynie przyznał, że Eureko było zadłużone w 2001 r. na miliard euro. Z takiego zadłużenia nawet już po podpisaniu umów dodatkowych (a zwłaszcza gdyby miało miejsce podczas ich podpisywania) wynikałoby, że Eureko nie ma również prawa do roszczeń za nierealizację sprzedaży dodatkowego pakietu 21% akcji. Kupując akcje jesienią 2001 r. musiałoby to bowiem robić na kredyt, czego zakazuje i zakazywała wtedy ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. W tej sytuacji wszyscy, którzy znają kodeks cywilny, który w art. 58 stwierdza, że &#8222;czynność prawna sprzeczna z ustawą lub mająca na celu obejście ustawy jest nieważna&#8221; powinni się złapać za głowę, jak można by jeszcze domagać się odszkodowania od państwa polskiego!</p>
<p>Trybunał Arbitrażowy (z wyjątkiem prof. Jerzego Rajskiego) najwyraźniej w ogóle się nie przejął polskim prawem, wydając orzeczenie wstępne stwierdzające odpowiedzialność  Rzeczypospolitej Polskiej. Polski arbiter wskazywał, że przepisy polskiego prawa cywilnego, jako prawa właściwego w odniesieniu do Umowy Sprzedaży Akcji i umów dodatkowych powinny być uwzględniane w orzeczeniu, gdy tymczasem „Trybunał ani razu nie powołał się na żadne stosowne przepisy polskiego prawa cywilnego przy dokonywaniu wykładni umów zawartych przez Strony”. Prof. Rajski &#8211; wybitny specjalista od prawa międzynarodowego &#8211; wskazywał na wiele rażących uchybień arbitrażu. Podobne były też wnioski profesora prawa na Uniwersytecie Warszawskim Grzegorza Domańskiego i mec. Marka Świątkowskiego z Kancelarii Prawnej Domański Zakrzewski Palinka. W lutym 2008 r. na łamach „Przeglądu Prawa Handlowego” poddali oni druzgocącej krytyce uzasadnienie wyroku sądu arbitrażowego z 2005 r., stwierdzającego odpowiedzialność Polski za naruszenie traktatu polsko-holenderskiego o ochronie inwestycji:</p>
<p class="citate">Należy wyrazić rozczarowanie z powodu braku logicznego i  klarownego uzasadnienia wyroku. W celu umotywowania stanowiska większości arbitrów sąd, nadużywając zaufania stron, posługuje się metodami polegającymi na świadomym urywaniu cytatów w miejscu dla siebie wygodnym, interpretowaniu fragmentów w oderwaniu od kontekstu, przemilczaniu podstawowych przesłanek odpowiedzialności państwa za naruszanie przepisów traktatu, wyciąganiu wniosków stojących w sprzeczności z własnymi stwierdzeniami, wreszcie powoływaniu się na źródła, co do których, po szczegółowej ich analizie, okazuje się, że stanowią dowód na poparcie tezy przeciwnej do głoszonej przez sąd.</p>
<p>Czego jednak oczekiwać od międzynarodowego trybunału, skoro to nie kto inny jak ci, którzy powinni najbardziej dbać o polski interes zgodzili się na zawieranie w skandaliczny sposób skandalicznych umów, a potem nie wystąpili o stwierdzenie nieważności tych umów do polskiego sądu i nie potrafili doprowadzić do ukarania winnych? Z państwem, które ma takich rządzących nikt się szczególnie nie liczy, bez względu na to, jakich by nie pełnili funkcji w Polsce czy Unii Europejskiej. Trudno oczekiwać, by jakiś międzynarodowy trybunał bardziej przejął się polskim prawem niż ci, którzy rządzą Polską.</p>
<p>Przesłanki do uznania prywatyzacji PZU za nieważną z mocy prawa, co potwierdziłoby bezzasadność roszczeń ze strony Eureko, wskazywano nie tylko jeśli chodzi o kwestię zakupu akcji na kredyt czy niespełnienie kryterium inwestora branżowego. Złamanie ustawy Prawo bankowe, nieprawidłowe przyznawanie wyłączności negocjacyjnej, przerobienie w umowie prywatyzacyjnej daty wykonania umowy, przerobienie dokumentu konkurencyjnej oferty firmy AXA na nabycie 30% akcji PZU S.A. czy zaginięcie w Ministerstwie Finansów dokumentów dotyczących sytuacji finansowej Eureko B.V. za lata 1996-1998 &#8211; to kolejne z różnej wagi nieprawidłowości stwierdzonych przez komisję śledczą, z których część byłaby podstawą do stwierdzenia bezwzględnej nieważności umowy.</p>
<p>Po wyborach w 2005 r. nowy minister skarbu Andrzej Mikosz zaskarżył jedynie wyrok międzynarodowego trybunału do sądu w Brukseli, argumentując m.in., że doszło do konfliktu interesów jednego z sędziów Trybunału Arbitrażowego. Wszystkie skargi zostały ostatecznie (po apelacjach) odrzucone w 2007 r., a do tego czasu dalszy bieg postępowania arbitrażowego był zawieszony. Gdyby jednak minister skarbu przygotował wniosek o uznanie umowy za nieważną z mocy prawa – tak jak zrobił to już kilka lat wcześniej minister Chronowski, którego wniosek wycofała Kamela-Sowińska – również wywołałoby to skutek zawieszenia arbitrażu, z tym że do czasu rozstrzygnięcia sprawy w krajowym Sądzie Gospodarczym na podstawie polskiego prawa.</p>
<p>Tymczasem co zrobił następca Mikosza Wojciech Jasiński? Otóż ostatni minister skarbu za rządów PiS-u ogłosił odstąpienie od umowy z Eureko i chciał wypowiedzieć ją przed sądem, co jednak różni się od złożenia wniosku o uznanie jej nieważności z mocy prawa. Minister argumentował, że „powodem jest naruszenie umowy przez Eureko BV, poprzez łamanie klauzuli dotyczącej właściwości sądu polskiego co do sporów wynikłych z umowy, w postaci wszczęcia i kontynuowania sporu arbitrażowego”. Co więcej, zrobił to dopiero w ostatnich dniach urzędowania i już po przegranych przez PiS wyborach &#8211; przez 2 lata ani minister skarbu, ani sprawiedliwości nie podjął próby wypowiedzenia, ani nie zaskarżył umowy prywatyzacyjnej z 1999 r. jako nieważnej wraz z aneksem z mocy prawa. Zaskakująca była też postawa Jasińskiego, który równocześnie nie wykluczył złożenia wniosku o &#8230; stwierdzenie nieważności umowy z mocy prawa. Jeśli w ogóle zamierzał to robić (lepiej późno niż wcale), to należało w pierwszej kolejności złożyć ten wniosek i wstrzymać się z wypowiedzeniem umowy. Wypowiedzieć można tylko ważną umowę, a nie umowę nie ważną z mocy prawa.</p>
<p>Obecny minister skarbu Aleksander Grad szybko wycofał pozew swego poprzednika z sądu, bynajmniej nie dlatego, że sam chciał złożyć pozew o stwierdzenie nieważności umowy. W październiku ub.r. nie czekając na wynik prokuratorskiego śledztwa zawarł ugodę z Eureko. Co ciekawe, w negocjacjach z Eureko mających określić warunki ugody brał udział również były minister Andrzej Mikosz. Samą ugodę zawarto na podstawie umowy bilateralnej między Polską a Holandią z pominięciem krajowej drogi sądowej. Rok wcześniej pozew o stwierdzenie nieważności umowy podpisanej przez ministra Wąsacza złożony przez jednego z drobnych akcjonariuszy PZU został oddalony bynajmniej nie z powodu stwierdzenia braku podstaw prawnych do takiego unieważnienia, ale z powodu nie uiszczenia opłaty sądowej w wysokości 100 000 zł.</p>
<p>Jak powiedział po debiucie giełdowym w maju br. prezes PZU Andrzej Klesyk &#8222;Debiut PZU to postawienie kropki nad i nad ugodą dotyczącą dezinwestycji&#8221;. Według ugody samo odszkodowanie w ramach wycofywania Eureko z PZU wynosi 4,77 mld zł, a niezależnie od tego spółka pobrała 4,2 mld dywidendy i zarobiła też podczas oferty publicznej na sprzedaży akcji nabytych w 1999 r., których prawo własności kwestionowała komisja śledcza. Minister ani umowy prywatyzacyjnej, ani ugody nie poddał ocenie sądu, a Eureko „wspaniałomyślnie” zrezygnowało ze swych roszczeń w wysokości 36 mld zł za całkowite odstąpienie od sprzedaży dodatkowych 21% akcji, które w 2001 r. nie kosztowałyby nawet 1/10 tej sumy i wycofało pozew z arbitrażu.</p>
<p>Rząd i większość mediów ogłosiły sukces, każąc nam wierzyć we wspaniałą filantropię Holendrów, którzy w obliczu światowego kryzysu zrezygnowali ze swych roszczeń na krótko przed tym, jak można się było spodziewać wyroku w arbitrażu ws. odszkodowania. Parafrazując byłego francuskiego prezydenta, atmosfera wokół tej sprawy była taka, że powinniśmy się cieszyć z tego co mamy i korzystać z prawa do siedzenia cicho. Taka ugoda pozasądowa – wbrew pozorom – była jednak na rękę Eureko. Charakter ugody z Eureko stworzył bowiem warunki do ominięcia oceny umowy prywatyzacyjnej przez polski Sąd Gospodarczy, co w kontekście raportu sejmowej komisji śledczej budzi poważne wątpliwości.</p>
<p>Ponieważ międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy jest tylko sądem polubownym (składa się z trzech arbitrów: po jednym wyznaczonym przez strony i z jednego superarbitra, wybieranego przez arbitrów) jakakolwiek suma odszkodowania, którą by wyznaczył nie byłaby wiążąca, jeśli wyroku nie zatwierdziłby Sąd Gospodarczy w Polsce. To byłby tylko punkt wyjścia dla polskiego sądu, wcale nie decydujący. Gdyby nie ugoda z Eureko Trybunał Arbitrażowy – po wyroku wstępnym z 2005 r. – określiłby najpewniej kwotę odszkodowania za nierealizację aneksu do umowy. Sąd władny zatwierdzić wyrok Trybunału Arbitrażowego w tej sprawie powinien jednak – chcąc nie chcąc –  wypowiedzieć się w kwestii prawidłowości procesu prywatyzacji w kontekście polskiego prawa cywilnego. Po wpłynięciu wniosku o klauzulę wykonalności sąd musiałby ocenić czy są podstawy prawne (ważna umowa, ważny aneks do umowy itd.) do wypłaty zasądzonego odszkodowania. Dopiero gdyby takie podstawy stwierdzono, można by przystąpić do egzekucji wyroku arbitrażowego.</p>
<p>Zatem nawet bierna postawa rządów, niezawieranie pozasądowej ugody i niezaskarżanie prawidłowości prywatyzacji PZU, postawiłaby Eureko w sytuacji, w której i tak musiałoby złożyć wniosek o klauzulę wykonalności w polskim sądzie. Ten zaś mógłby przyjrzeć się bliżej ważności zawieranych umów – prywatyzacyjnej z 1999 r. i Pierwszej Umowy Dodatkowej – m.in. w kontekście ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych.</p>
<p>Tymczasem charakter ugody, jaką zawarto z Eureko nie wymaga już dla jej realizacji składania wniosku do polskiego sądu – choć nie wyklucza – umożliwiając pozasądowe wyprowadzenie miliardów kapitału na rzecz holenderskiej spółki nawet bez podatku od dywidendy, który sumiennie muszą płacić inni akcjonariusze PZU. Tym bardziej w kontekście wątpliwości co do procesu prywatyzacji niepokojące musi być to, co 28 X 2009 pisała Małgorzata Goss na łamach „Naszego Dziennika”: „Minister Aleksander Grad zrezygnował z zamiaru poddania ugody w sprawie PZU ocenie i zatwierdzeniu przez polski sąd, choć wielokrotnie zapowiadał, że uważa to za konieczne”.</p>
<p>To nie pierwszy raz, kiedy Aleksander Grad podejmuje działania będące w sprzeczności z jego własnymi słowami i zapewnieniami. Przemilczane są niestety jego poczynania jako przewodniczącego połączonych komisji sejmowych &#8211; Skarbu Państwa oraz Sprawiedliwości i Praw Człowieka, podczas wspólnego posiedzenia w dn. 24 IV 2007 r. Jak wynika ze stenogramów, Grad domagał się wtedy od rządu Jarosława Kaczyńskiego niezwłocznego złożenia pozwu o stwierdzenie nieważności z mocy prawa umowy prywatyzacyjnej z 1999 r., co automatycznie pociągnęłoby też za sobą nieważność umów dodatkowych.  Ewentualne złagodzenie stanowiska uzależniał od określenia terminu złożenia takiego pozwu. Zdanie i dociekliwość przewodniczącego Grada zrobiły na członkach komisji wrażenie. Podczas tego posiedzenia komisje przegłosowały jednogłośnie projekt rezolucji w tej sprawie, wzywającej ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę do niezwłocznego złożenia takiego pozwu przed polskim sądem, co nigdy nie doczekało się realizacji. Zajrzyjmy więc do stenogramów.</p>
<p>Sekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa Paweł Szałamacha:</p>
<p class="citate">Uważam jednak, że podawanie dzisiaj państwu precyzyjnego terminu złożenia pozwu do sądu nie miałoby w istocie żadnej wartości, co więcej, większą wiedzę na temat faktycznego przebiegu prywatyzacji PZU może mieć minister sprawiedliwości, który nadzoruje prokuraturę […]. Jeśli chodzi o sugestię pana przewodniczącego Aleksandra Grada dotyczącą mojej wypowiedzi [prośba o określenie terminu złożenia pozwu do sądu – przyp. red.] , to jest to kwestia pewnych wydarzeń odbywających się w określonym czasie. Można stwierdzić, że nie bez powodu spółka Eureko wytoczyła powództwo za granicą. Powodem tego jest fakt, że na gruncie prawa polskiego zapisy pierwszej czy drugiej umowy dodatkowej, nie tworzą na rzecz Eureko bezwzględnego uprawnienia, które pozwoliłoby im żądać w polskim sądzie ochrony i wykonania sprzedaży dodatkowego pakietu 21 procent akcji. Sądy polskie chronią tzw. umowy przedwstępne, chronią opcje i nakazują ich wykonanie w momencie, w którym są one zgodne z zapisami polskiego kodeksu cywilnego. Eureko wiedząc o tym, że w Polsce nie może liczyć na przychylność sądów, zdecydowało się na ominięcie jurysdykcji sądów polskich i udało się do sądu bardziej przychylnego.</p>
<p>Przewodniczący poseł Aleksander Grad:</p>
<p class="citate">Chciałbym powiedzieć, że pan minister swoimi odpowiedziami przekonał mnie do tego, aby tekst projektu rezolucji pozostawić bez zmian, co oznacza, że<strong> Sejm wzywa obu ministrów do niezwłocznego wystąpienia i złożenia pozwu przed polskim sądem</strong>. Poza tym zwracam uwagę, że w pańskim wystąpieniu, panie ministrze, jest pewna sprzeczność, a mianowicie powiedział pan, że Eureko wybrało sobie sąd za granicą, albowiem w polskim sądzie sprawa byłaby dla tej spółki przegrana. Nic więc prostszego jak uruchomić odpowiednią procedurę i złożyć pozew.</p>
<p>Dzisiaj ja chciałbym powiedzieć: Panie ministrze Grad, że w Pańskim wystąpieniu i działaniu jest pewna sprzeczność. Już kilka miesięcy później, jako nowy minister skarbu, sam Pan miał możliwość, aby zastosować się do tych słów, ale nie zrobił Pan tego ani wtedy, ani nigdy później w ciągu dwóch lat. Wszystko można sprawdzić w stenogramach na stronach Sejmu (zapewniam, że są tam jeszcze bardziej pikantne szczegóły), a wynik tego sprawdzenia powinien przekonać niedowiarków, że ugoda z Eureko, jak i sposób jej zawarcia to kapitulacja.</p>
<p>W filmie Jerzego Zalewskiego poświęconym pamięci Michała Falzmanna (odkrywcy afery FOZZ) prof. Jerzy Przystawa postawił pytanie: czy mamy elitę polityczną zdolną bronić polskiej racji stanu? To samo pytanie można postawić dziś, kilkanaście lat po powstaniu tego filmu, gdy tak samo jak wtedy skandale gospodarcze usiłuje się zagłuszyć propagandą sukcesu. Za to co się dzieje – pośrednio lub bezpośrednio – płacimy jednak prawie wszyscy, a bogacą się nieliczni. Nie stać nas na kolejne kapitulacje w wykonaniu kolejnych rządów. Jak powiedziała w jednej z audycji radiowych żona tragicznie zmarłego inspektora NIK – zwolenniczka jednomandatowych okręgów wyborczych –  Izabela Falzmann: „trzeba zmienić coś w strukturze sprawowania władzy”. Podobnie mówił o JOW w 2005 r. (czyli wtedy gdy pracowała komisja śledcza ds. PZU) Krzysztof Wyszkowski:</p>
<p class="citate"><strong>Jest tu pewna propozycja, obecna od pewnego czasu w polskim życiu publicznym, odrzucana przez tą skorumpowaną klasę polityczną, czyli propozycja jednomandatowych okręgów wyborczych i instytucji odwoływania posła w czasie kadencji. To rzeczywiście, gdyby nowy parlament uchwalił zmianę ordynacji wyborczej i wprowadził jednomandatowe okręgi wyborcze oraz instytucję odwoływania posłów, którzy sprzeniewierzyli się głoszonemu programowi w okresie przedwyborczym, wówczas można by sobie wyobrażać, że to będzie droga do naprawy polskiego życia politycznego. Mogłoby to spowodować rzeczywiście trwałe usunięcie z polskiego życia publicznego oszustów, wyeliminowania partyjnictwa i obdarzenia mandatem ludzi, no, szanowanych i kontrolowanych stale przez zbiorowości, które ich wybrały.</strong></p>
<p>Dziś widać już coraz wyraźniej potrzebę takich zmian. W sytuacji, gdy komisje śledcze, Trybunał Stanu, a nawet połączone komisje sejmowe sprowadzone zostały do fasady, złudzeniem byłoby wierzyć, że bez zmiany ordynacji sprawa afery PZU znajdzie właściwy finał.</p>
<p><strong>Krzysztof Kowalczyk</strong></p>
<p>Już po opublikowaniu artykułu, na stronie <strong>Kornela Morawieckiego</strong>, kandydata w wyborach na prezydenta RP (<strong>www.kornelmorawiecki-razem.pl</strong>), ukazało się oświadczenie:</p>
<p class="download"> Premier Marek Belka był zamieszany w proces przejmowania Państwowego Zakładu Ubezpieczeń przez holenderską firmę EUREKO. Na str 67 raportu Sejmowej Komisji Śledczej jest m.in. zarzut składania fałszywych zeznań przez pana Belkę. Przy tej prywatyzacji, którą należy zaliczyć do wielkich afer minionego 20-lecia państwo, czyli my podatnicy, straciło miliardy złotych.<br />  We wspomnianej Komisji Śledczej zasiadali m.in. Cezary Grabarczyk (PO) obecny minister i Jan Bury (PSL) obecny wiceminister rządu Premiera Tuska. Ci panowie, jak również Minister Skarbu Aleksander Grad, który jeszcze w 2007 roku firmował rezolucję wnoszącą o unieważnienie umowy między PZU a EUREKO, teraz milczą. Tamtych dobrze znanych zarzutów, które były prezentowane przez dziennikarzy ”Superwizjera” w TVN oraz w prasie w 2006 roku, jawnie nie podnoszą dziś znani politycy, ani dziennikarze głównych mediów.<br />  Pełniący obowiązki Prezydenta Marszałek B. Komorowski wskazał, a Sejm przy niemym udziale opozycji PiS przegłosował kandydaturę Marka Belki na urząd Prezesa Narodowego Banku Polskiego. Czy godzi się, żeby w świetle powyższych, skrótowo zarysowanych faktów, prof. Belka był strażnikiem finansów publicznych kraju?</p>
<p>  dr Kornel Morawiecki<br />  Kandydat na Prezydenta RP<br />  Wrocław, 12 czerwca 2010</p>
<p class="note"><strong>Krzysztof Kowalczyk</strong> jest działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Marii-Curie Skłodowskiej i Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/komisja-ledcza-i-co-z-tego/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wrocław, Falzmann, Balcerowicz</title>
		<link>https://koszalin7.pl/wrocaw-falzmann-balcerowicz/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/wrocaw-falzmann-balcerowicz/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 05 Jun 2010 19:55:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/06/05/wrocaw-falzmann-balcerowicz/</guid>

					<description><![CDATA[W piątek, 4 czerwca 2010, w 21 Rocznicę Historycznego Zwycięstwa jeden z głównych jego autorów, Profesor Leszek Balcerowicz, przybył do]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-612"></span></p>
<p>W piątek, 4 czerwca 2010, w 21 Rocznicę Historycznego Zwycięstwa jeden z głównych jego autorów, Profesor Leszek Balcerowicz, przybył do Wrocławia, aby odebrać kolejną zasłużoną nagrodę, jakich deszcz spada na niego nieustannie przez 21 lat. Tym razem była to Nagroda im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego i w związku z tym cały rocznicowy Wrocław został postawiony na nogi. Były mowy, wstęgi i akademie, zarówno w Akademiach jak i na Ratuszu.</p>
<p>Ta podniosła i historyczna wizyta uzmysłowiła mi, że Wrocław jest jedynym miastem, w którym znajduje się ulica Michała Tadeusza Falzmanna i może warto w kilku słowach przypomnieć o kim mowa, Minęło już bowiem całe pokolenie od czasu złożenia do grobu tego młodego człowieka i niebawem, 17 lipca, minie 19 rocznica tej smutnej uroczystości.</p>
<p>A co ma Falzmann do Balcerowicza? Otóż główny specjalista Najwyższej Izby Kontroli Michał Falzmann, dosłownie na kilka miesięcy przed swoją śmiercią, w czasie gdy Leszek Balcerowicz był wicepremierem i ministrem Finansów, został skierowany na kontrolę Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – instytucji, która zarządzała całym, ponad 40-miliardowym długiem zagranicznym Polski.</p>
<p>W czasie tej kontroli natychmiast wykrył, że pod przykrywką tej najważniejszej instytucji finansowej państwa, funkcjonuje mechanizm spekulacyjny, który dzisiaj jest często określany terminem „carry trade”, ale wtedy nikt jeszcze w Polsce nie wiedział, jak to nazwać. Ten mechanizm spekulacyjny, już wcześniej stosowany w krajach tzw. trzeciego świata, umożliwiał gigantyczny drenaż finansów publicznych i wyprowadzanie tą drogą miliardów dolarów, które sobie, po cichutku – via bank &#8211; nie zwracając niczyjej uwagi, wypływały z Polski w różnych kierunkach. Od czasu do czasu, część tych pieniędzy wracała do Polski pod czułą opiekę ludzi, którzy potem, w książce Gabryela i Zieleniewskiego „Piąta władza czyli kto naprawdę rządzi Polską?”, zostali nazwani „imperatorami III RP”.</p>
<p>Niesłychana, w historii rabunku finansowego niedorozwiniętych krajów, wydajność tego procederu była możliwa dzięki zamrożeniu, na wiele miesięcy, bankowego kursu wymiany dolara i wysokiemu oprocentowaniu bankowych lokat złotówkowych, sięgającemu 36% w stosunku miesięcznym! Innymi słowy: dzięki genialnym reformom finansowym ich autorów, do dzisiaj chodzących dumnie w chwale i glorii.</p>
<p>Michał Falzmann, człowiek dobrze wykształcony, ale naiwny i prostolinijny, chodził ze swoim odkryciem i z kontrolnym pełnomocnictwem od Annasza do Kajfasza, wypytując, wykazując i przekonując. Co, naturalnie, nikomu się nie mogło podobać, o czym, po jego śmierci, wyznał jego bezpośredni przełożony w NIK, że „ilość skarg na Michała Falzmanna przekraczała ludzkie wyobrażenie”. Próbował temu postawić kres ówczesny Prezes NIK, ale to na niewiele mu się zdało, bo w kilka miesięcy po Falzmannie sam też musiał odejść na Wieczną Wartę. Oczywiście, Falzmann próbował wypytać i Najważniejszą Osobę w Dziedzinie Finansów, ale nie spotkało go specjalnie życzliwe przyjęcie, o czym zdajemy relację w naszej książce „Via bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski” (M. Dakowski i J. Przystawa, &#8222;Antyk&#8221;, Warszawa 1992).</p>
<p>My również (mam na myśli Mirosława Dakowskiego i siebie), jako ludzie naiwni, usiłowaliśmy chodzić po wszystkich korytarzach władzy i eksperckiej mądrości, opowiadając o dochodzeniu Falzmanna, przedstawiając dokumenty i analizy. Po jego śmierci napisaliśmy książkę, która, rzecz jasna, nie mogła zostać życzliwie przyjęta. Wkrótce po jej opublikowaniu wytoczono nam proces, który trwał, bagatela, 14 lat, aż jeden z głównych „imperatorów III RP” i „operatorów FOZZ” , nie wiadomo dlaczego, opuścił potajemnie Polskę i jest nawet poszukiwany listami gończymi. Jak słyszymy, spod dziurawych skrzydeł KGB ukrył się pod bardziej bezpiecznymi skrzydłami CIA i dzisiaj, za Oceanem, pożywa owoców swojej błyskotliwej działalności.</p>
<p>Mirosław Dakowski i ja odebraliśmy nieodpowiednie wykształcenie, które utrudnia nam wiarę w cuda i z tego powodu nasze życie w Polsce jest mało komfortowe. Kraj nasz bowiem jest najlepszym miejscem dla cudów cudownych transformacji, nigdzie w świecie niespotykanych. Niesłusznie uważając, że również w ekonomii nie ma skutku bez przyczyny, chodziliśmy, podobnie jak Falzmann, kołacząc od drzwi do drzwi, odwiedzając praktycznie całą elitę polityczną III RP.</p>
<p>Wprawdzie proces sądowy zakończył się naszym sukcesem, ale nie przywróciło nam to wiary w mądrość i kompetencję elit politycznych naszego kraju. Dlatego wysunęliśmy postulat zasadniczej reformy sposobu generowania elit, jakim jest ordynacja wyborcza do Sejmu i od tamtej pory przekonujemy ludzi nam podobnych do konieczności jednomandatowych okręgów wyborczych. Prawdę mówiąc, udało nam się przekonać nawet samego Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który, na krótko przed śmiercią, sformułował 5-cio punktowy Program dla Polski, w którym na pierwszym miejscu znalazł się postulat JOW.</p>
<p>Kiedy dzisiaj Dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich wręcza Leszkowi Balcerowiczowi Nagrodę im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, to tłumaczymy to sobie tak, że dr Adolf Juzwenko jest historykiem, a dla historyka cuda, to rzecz najzupełniej normalna.</p>
<p><strong>Jerzy Przystawa</strong></p>
<p class="download2">Czytaj również:<br />
<a href="https://koszalin7.pl/st/obyw/panstwo_002.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Jerzy Przystawa &#8211; FOZZ, DOBRA CIOCIA POLSKICH AFER</strong></a><br />
<a href="https://koszalin7.pl/st/gosp/gospodarka_001.html" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Zbigniew Lipiński &#8211; ZAPIS RABOWANIA POLSKI</strong></a></p>
<p class="note"><strong>JERZY PRZYSTAWA</strong>, profesor fizyki teoretycznej, kierownik Zakładu Teorii Fazy Skondensowanej w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Inicjator Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okregów Wyborczych. Autor książek: <i>Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski</i> (z M. Dakowskim); <i>Otwarta księga. O Jednomandatowe Okregi Wyborcze</i> (z R. Lazarowiczem); <i>Nauka jak Niepodległość. O sytuacji polskiego nauczyciela</i>; <i>Trans Atlantic. Felietony nowojorskie</i>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/wrocaw-falzmann-balcerowicz/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Plan Sorosa i Sachsa</title>
		<link>https://koszalin7.pl/plan-sorosa-i-sachsa/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/plan-sorosa-i-sachsa/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 28 Feb 2010 22:52:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/28/plan-sorosa-i-sachsa/</guid>

					<description><![CDATA[20 lat temu w prestiżowym Financial Times ukazał się pod datą 22 czerwca 1989 roku króciutki artykuł Edwarda Mortimera, Johna]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-275"></span></p>
<p>20 lat temu w prestiżowym <i>Financial Times</i> ukazał się pod datą 22 czerwca 1989 roku króciutki artykuł Edwarda Mortimera, Johna Lloyda, Petera Riddella i Lionera Barbera, przedrukowany niewiele później w polskim <i>Forum</i> pod datą 2.07.1989. Tekst informował o zaaprobowaniu <i>w zasadzie</i> przez ekspertów komunistycznego rządu Mieczysława Rakowskiego i „Solidarności” planu opracowanego przez światowego finansistę nowojorskiego Georga Sorosa. Plan ten, nazwany później &#8222;terapią szokową&#8221;, zakładał rozwiązanie <i>ekonomicznych i finansowych problemów Polski za pomocą drastycznych oszczędności połączonych z wprowadzeniem wymienialności pieniądza i szybką odbudową kapitalizmu.</i></p>
<p>Oprócz drastycznych wyrzeczeń socjalnych oczekiwanych od polskiego społeczeństwa, jego kluczowym założeniem był faktyczny rozbiór gospodarczy polskiego przemysłu państwowego w formule prywatyzacyjnej, dzięki temu iż, rząd polski <i>(…) przekazałby wszystkie przedsiębiorstwa państwowej agencji likwidacyjnej, która przeprowadziłaby ich reorganizację w spółki akcyjne. Z 25-30 proc. kapitału stworzono by fundusze powiernicze zajmujące się obsługą zadłużenia kraju – ich szefów – mających prawo odsprzedaży tych akcji – mianowaliby wierzyciele.</i></p>
<p>Zaaprobowanie tego planu przez przedstawicieli ówczesnego rządu komunistycznego i postolidarnościowej grupy politycznej tzw. <i>doradców</i> na czele z nieżyjącym już prof. Bronisławem Geremkiem, było samo w sobie czymś zdumiewającym. Oznaczało to, że polski rząd poza granicami kraju i w tajemnicy przed własnymi obywatelami zawiera międzynarodowe uzgodnienia dotyczące nie tylko najważniejszych spraw gospodarczych i socjalnych, ale zasad zbycia całego majątku przemysłu narodowego, co po prostu nazywa się zdradą narodową.</p>
<p>W Polsce o tym planie zapadło zgodne i głuche milczenie (z dwoma jednostkowymi wyjątkami – nieżyjącego już prof. Józefa Balcerka i niżej podpisanego) trwające po dziś dzień. Ale w 1991 roku autor tego planu G. Soros opublikował książkę, w której dość szczegółowo omówił swoją rolę w polskiej transformacji, poczynając od założenia w Polsce swej Fundacji Batorego w 1988 i spotkania z gen. Wojciechem Jaruzelskim oraz przedstawienia idei terapii szokowej nieżyjącemu już komunistycznemu premierowi M. Rakowskiemu (G. Soros, <i>Underwriting Democracy</i>, The Free Press, New York 1991). <i>Przygotowałem szeroki program ekonomiczny obejmujący trzy elementy: stabilizację monetarną, zmiany strukturalne oraz reorganizacje długu</i> – pisze G. Soros – <i>Zaproponowałem swego rodzaju makroekonomiczną wymianę długu na akcje polskich przedsiębiorstw. (…) Połączyłem swoje wysiłki z prof. Sachsem z Uniwersytetu Harvarda, którego działalność sponsorowałem przez Fundację Stefana Batorego. Współpracowałem również blisko z prof. Stanisławem Gomułką, doradcą Leszka Balcerowicza.</i></p>
<p>Plan Sorosa zmodyfikowała zmiana sytuacji po spektakularnej porażce partii komunistycznej i jej politycznych satelitów w częściowo demokratycznych wyborach 4 czerwca 1989 roku. Po odwróceniu zaś sojuszy w parlamencie przez dotychczas satelickie wobec komunistów stronnictwa polityczne, doprowadziło to do destrukcji sceny parlamentarnej i politycznej oraz umożliwiło powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego.</p>
<p>Sam program G. Sorosa został zmieniony przez współpracującego z nim J. Sachsa już w nowych warunkach politycznych w czerwcu 1989 roku i zaakceptowany przez postsolidarnościową elitę polityczną. Plan w wersji J. Sachsa w ostatecznej formie zasad Consensusu Waszyngtońskiego, zakładających priorytet walki z inflacją, deregulacji gospodarki i prywatyzacji własności publicznej, został zaakceptowany na jesieni 1989 roku przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Jego realizację już pod szyldem postsolidarnościowych nowych elit politycznych zaakceptowano z końcem 1989 roku. „27 grudnia 1989 r. Sejm przyjął (…) – pisze Janusz Skodlarski – <i>pakiet 11 ustaw, które stanowiły podstawę transformacji ustrojowej w gospodarce polskiej. Program uzyskał miano Planu Balcerowicza.</i> (J. Skodlarski, <i>Zarys historii gospodarczej Polski</i>, PWN, Warszawa &#8211; Łódź 2000)</p>
<p>W opublikowanym w 2006 roku polskim tłumaczeniu książki J. Sachsa <i>Koniec walki z nędzą</i> (J. Sachs, <i>Koniec walki z nędzą. Zadania dla naszego pokolenia</i>, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006), przedstawia on szczegółowo okoliczności powstania ostatecznej wersji planu, potwierdzając informacje G. Sorosa. Otóż to również przedstawiciel komunistycznego rządu M. Rakowskiego w Waszyngtonie Krzysztof Krowacki zwrócił się do niego w imieniu tego rządu o opracowanie projektu reform, wzorowanych na reformie „szokowej” w Boliwii – <i>Nauki płynące ze stabilizacji i umorzenia zadłużenia w Ameryce Łacińskiej – pisze J. Sachs – naprawdę okazały się przydatne dla Polski, na co miał nadzieję Krzysztof Krowacki, kiedy po raz pierwszy przyszedł do mnie na Uniwersytet Harvarda w styczniu 1989 roku.</i></p>
<p>Ostatecznie przy patronacie G. Sorosa i za pieniądze jego fundacji J. Sachs rozpoczął opracowywanie ostatecznej wersji planu. <i>W maju 1989 roku ponownie pojechałem z Sorosem do Polski. Spotkaliśmy się z przedstawicielami rządu i ponownie z ekonomistami z „Solidarności”.</i> W czerwcu już po częściowo wolnych wyborach wraz z przedstawicielem Międzynarodowego Funduszu Walutowego Davidem Liptonem w redakcji informacyjnej „Gazety Wyborczej” powstał ostatecznie tzw. Plan Balcerowicza – <i>Pracowaliśmy całą noc do świtu, a w końcu wydrukowaliśmy piętnastostronicowy tekst, w którym przedstawiliśmy zasadnicze koncepcję i planowany chronologiczny porządek reform. (…) Lipton i ja ponownie przyjechaliśmy do Polski na początku sierpnia i przedstawiliśmy plan reformy członkom polskiego parlamentu z ramienia „Solidarności”. Kilka artykułów opublikowała też „Gazeta Wyborcza”, popierając „plan Sachsa” jako sposób wyjścia z polskiego kryzysu zadłużeniowego.</i></p>
<p>Oprócz kluczowej akceptacji przez <i>triumwirat „Solidarności</i>, jak J. Sachs nazywa Adama Michnika, Jacka Kuronia i Bronisława Geremka, a następnie akceptacją Lecha Wałęsy – będących żałosna kompromitacją merytoryczną i polityczną elity nowej „Solidarności” &#8211; decydująca okazała się rozmowa w sierpniu 1989 roku z desygnowanym do roli nowego premiera T. Mazowieckim, który <i>Musiał znaleźć kogoś, kto naprawdę byłby w stanie podjąć się tak ogromnego wysiłku. Wspomniał o Leszku Balcerowiczu, którego nie znałem. W końcu to właśnie Balcerowicz pokierował wykonaniem trudnych zadań gospodarczych.</i></p>
<p>Efektem tej „szokowej terapii”, której zasadnicze założenia opracował G. Soros a rozwinął J. Sachs przy wsparciu D. Liptona, acz oznakowanej nazwiskiem L. Balcerowicza, była skrajnie neoliberalna transformacja gospodarki i społeczeństwa lat 90. z wszystkimi tego katastrofalnymi skutkami w postaci od spadku produkcji przemysłowej o 30% poczynając, a ma głębokiej pauperyzacji i tak już zbiedniałego społeczeństwa kończąc. Realizacja planu zasadniczo uprzywilejowywała kapitały i gospodarki państw wysoko rozwiniętych kosztem rodzimej gospodarki i polskiego społeczeństwa.</p>
<p>W latach 90. doprowadził on do załamania popytu wewnętrznego, zalania rynku krajowego importowaną produkcją, upadku zadłużanych polityką finansową przedsiębiorstw państwowych i wyprzedaży najlepszych z nich w ręce głównie kapitałów państw zachodnich, silnej pauperyzacji większości społeczeństwa i skokowego wzrostu bezrobocia. Przesądzającym wszakże na pokolenia skutkiem planu było stworzenie możliwości przeprowadzenia prywatyzacji majątku państwowego w formule latynoamerykańskiej w postaci wyprzedaży, aż do skali rozbioru gospodarczego, enklaw nowoczesności i rentowności zagranicznym korporacjom za 4,5 -5% ich wartości odtworzeniowej, jak to oszacował Kazimierz. Poznański (K. Z. Poznański, <i>Wielki przekręt. Klęska polskich reform</i>, Warszawa 2004). Stworzyło to możliwość bezpośredniego drenażu ekonomicznego Polski przez zewnętrzne centra kapitałowe. Zasadniczo opóźnia to rozwój ekonomiczny i będzie w przyszłości kluczową barierą rozwoju innowacyjnej struktury gospodarki kraju.</p>
<p>Plan „szokowej” transformacji o wręcz jawnie kompradorskich i antyspołecznych oraz antynarodowych intencjach, przygotowany na zlecenie i za zgodą władz komunistycznej Polski przez amerykańskich postneoliberałów, został wdrożony pod szyldem niepodległościowego ruchu pracowniczego „Solidarności”, który miał swe kluczowe znaczenie w demontowaniu imperium komunistycznego w latach 80. I jak to jest możliwe, że w kraju o dziesiątkach tysięcy naukowców z ekonomii, historii, socjologii i nauk politycznych oraz dziennikarzy prasowych, radiowych i telewizyjnych, dzieci i młodzież polska uczą się o nieistniejącym „planie Balcerowicza”, a większość społeczeństwa jest przekonana, że „nie było alternatywy”, a profesor Leszek Balcerowicz wielkim ekonomistą jest? Ale to już osobny problem naukowy i nie tylko naukowy.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/plan-sorosa-i-sachsa/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bezdroża polskiej prywatyzacji</title>
		<link>https://koszalin7.pl/bezdroa-polskiej-prywatyzacji/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/bezdroa-polskiej-prywatyzacji/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 00:59:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/11/bezdroa-polskiej-prywatyzacji/</guid>

					<description><![CDATA[Na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z 8 lutego 1988 r. powstała możliwość tworzenia prywatnych spółek na bazie majątku przedsiębiorstw państwowych]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-240"></span></p>
<p>Na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z 8 lutego 1988 r. powstała możliwość tworzenia prywatnych spółek na bazie majątku przedsiębiorstw państwowych w celu lepszego wykorzystania i zwiększenia produktywności tego majątku, które później zostały nazwane spółkami nomenklaturowymi. Spółki &#8222;pączkujące&#8221; na przedsiębiorstwie przejmowały z reguły newralgiczne (i przynoszące największe zyski) części aktywów, nie podlegające rygorom podatku od ponadnormatywnych wynagrodzeń. Zwykle spółki te zakładali i kierowali nimi członkowie kadry kierowniczej przedsiębiorstw publicznych oraz członkowie aparatu partyjnego i inni przedstawiciele partyjnej nomenklatury. Typowa spółka nomenklaturowa monopolizowała zaopatrzenie przedsiębiorstwa państwowego w surowce, materiały i energię, a także &#8211; sprzedaż wyrobów gotowych, przechwytując tym sposobem od obu stron cały zysk przedsiębiorstwa. Ułatwiał to fakt, że dyrektor przedsiębiorstwa mógł zawierać z samym sobą, jako prezesem spółki nomenklaturowej, odpowiednie umowy. W ten sposób nomenklatura, w ramach przygotowań do powitania nowego ustroju, przeprowadzała &#8222;pierwotną akumulację kapitału&#8221;, która mogła dokonać się wyłącznie przez rozkradanie majątku państwowego, bo innego w zasadzie nie było.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://statycz.koszalin7.pl/gosp/gospodarka_003.html"><strong>BEZDROŻA POLSKIEJ PRYWATYZACJI &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/bezdroa-polskiej-prywatyzacji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zapis rabowania Polski (2)</title>
		<link>https://koszalin7.pl/zapis-rabowania-polski-2/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/zapis-rabowania-polski-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 00:25:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/11/zapis-rabowania-polski-2/</guid>

					<description><![CDATA[Przedstawiony powyżej zapis wyprzedaży majątku narodowego Polaków, choć niepełny, jest obrazem wstrząsającym. Na oczach całego narodu ekipy zwące się raz]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-230"></span></p>
<p>Przedstawiony powyżej zapis wyprzedaży majątku narodowego Polaków, choć niepełny, jest obrazem wstrząsającym. Na oczach całego narodu ekipy zwące się raz lewicowymi, raz prawicowymi wyprzedały dorobek wielu pokoleń Polaków. Chciałoby się napisać, że dokonano &#8222;wyprzedaży bezmyślnej&#8221;. Takie określenie stanowiłoby jednak kłamstwo. Konsekwencja i determinacja w oddawaniu naszego majątku obcym świadczą o czymś wręcz przeciwnym. Była to od początku do końca operacja przemyślana i rozłożona na etapy. Kraj, który nie posiada we własnych rękach kluczowych, strategicznych gałęzi gospodarki jest skazany na niebyt polityczny, a jego niepodległość staje się fikcją. Rządzący Polską kondotierzy zagranicznych koncernów i agenci obcych wywiadów poszli dalej: nie tylko pozbawili nas branż strategicznych, ale również innych gałęzi gospodarki. A co zakrawa już na cynizm, za tzw. prywatyzację na rzecz obcych Polacy musieli zapłacić z własnych kieszeni. Nawet przy tym podłym, zdradzieckim procederze, dawano zarobić różnej maści doradcom zagranicznym, odsuwając polskie firmy doradcze.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://statycz.koszalin7.pl/gosp/gospodarka_002.html"><strong>ZAPIS RABOWANIA POLSKI (2) &#8211; cały artykuł</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/zapis-rabowania-polski-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zapis rabowania Polski (1)</title>
		<link>https://koszalin7.pl/zapis-rabowania-polski-1/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/zapis-rabowania-polski-1/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 00:16:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/02/11/zapis-rabowania-polski-1/</guid>

					<description><![CDATA[Na przełomie lat 1989/90 ówczesne władze rozpoczęły przygotowania do przemian własnościowych w naszym kraju. Jednym z motywów tych posunięć był]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-227"></span></p>
<p>Na przełomie lat 1989/90 ówczesne władze rozpoczęły przygotowania do przemian własnościowych w naszym kraju. Jednym z motywów tych posunięć był jeden z niepisanych punktów układu &#8222;okrągłego stołu&#8221;, polegający na oddaniu władzy politycznej &#8222;Solidarności&#8221; w zamian za uwłaszczenie nomenklatury partyjnej. Pierwszy krok stanowiło usamodzielnienie przedsiębiorstw państwowych, co oznaczało zdjęcie gwarancji władz, natomiast państwo przejęło długi zagraniczne tych zakładów. (Wówczas tylko państwo, a nie podmioty gospodarcze było zadłużone względem zagranicy). W tym okresie pojawiły się trzy rodzaje własności: samodzielne przedsiębiorstwa używające jeszcze przymiotnika &#8222;państwowy&#8221;, własność Skarbu Państwa i własność prywatna. Przywrócono funkcjonowanie przedwojennego Kodeksu handlowego (<em>nota bene</em> nigdy nie został on formalnie uchylony), który zezwalał na powstawanie nowych podmiotów gospodarczych różnego rodzaju. Na początku lat 90. wyodrębniono czwarty rodzaj własności &#8211; własność komunalną.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://statycz.koszalin7.pl/gosp/gospodarka_001.html"><strong>ZAPIS RABOWANIA POLSKI (1) &#8211; cały artykuł.</strong></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/zapis-rabowania-polski-1/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kto winny? &#8211; czyli lustracja procesu prywatyzacji</title>
		<link>https://koszalin7.pl/kto-winny-czyli-lustracja-procesu-prywatyzacji/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/kto-winny-czyli-lustracja-procesu-prywatyzacji/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Jan 2010 13:47:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Transformacja ustrojowa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/01/31/kto-winny-czyli-lustracja-procesu-prywatyzacji/</guid>

					<description><![CDATA[Obecnie, kiedy w kraju lustracja polityczna jest tak popularna, może powinniśmy zlustrować również proces prywatyzacji. Trzeba to zrobić ze względu]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span id="more-102"></span></p>
<p>Obecnie, kiedy w kraju lustracja polityczna jest tak popularna, może powinniśmy zlustrować również proces prywatyzacji.</p>
<p>Trzeba to zrobić ze względu na niekończące się oskarżenia pod adresem Leszka Balcerowicza o to, że rozdał majątek Polski. Przypomnijmy sobie, jak proces prywatyzacji przebiegał na początku lat 90. Prowadzono wszystko bardzo &#8222;fachowo&#8221;. Do wyceny firm zatrudnieni zostali zachodni eksperci, aby uniknąć podejrzeń o korupcję. Wyceniane zakłady były stare, a maszyny zużyte, więc szacunki były niskie i nikogo to nie dziwiło. Niestety mało kto w Polsce wiedział, poza ekonomistami wykształconymi na Zachodzie, jak należy prawidłowo obliczać wartość firmy, która nie przynosi zysku. Otóż na wartość firmy składają się nie tylko jej zasoby materialne, ale przede wszystkim pozycja na rynku, liczba klientów, obroty i potencjalne zyski, czyli tzw. niematerialna wartość firmy, określana w Anglii terminem <i><b>goodwill</b></i>.</p>
<p>Znaczenie tego terminu wytłumaczę na fikcyjnym przykładzie firmy podobnej do Coca-Coli, która z jakiegoś powodu poniosła straty w ostatnim roku. Firma ta nie ma własnych zakładów produkcyjnych i wszystko produkują kontrahenci, a pomieszczenia biurowe są wynajęte. Przy tym rozwiązaniu, aktywa firmy są bliskie zeru. Jednak firma, o której mowa, posiada miliony klientów na całym świecie i ma zarejestrowany znak handlowy (logo), dlatego każdy, kto chciałby ją kupić, musiałby za nią zapłacić wiele miliardów dolarów, a w jego księgach finansowych poniesione koszty wpisane byłyby właśnie pod pozycją <i>goodwill</i>.</p>
<p>Ocena wartości <i>goodwill</i> jest bardzo subiektywna. Powinni jej dokonywać eksperci, którzy bardzo dokładnie znają sytuację marketingową firmy w kraju. Niestety w czasie prywatyzacji prawdopodobnie nikt oceniał wartości <i>goodwill</i> sprzedawanych przedsiębiorstw. W ten sposób wiele znanych polskich firm sprzedawano poniżej ich faktycznej wartości, np. za 10-20 milionów dolarów, podczas gdy ich wartość rynkowa (<i>goodwill</i>) wynosiła 10 razy więcej. Dlatego można powiedzieć, że prywatyzacja przypominała bardziej oddanie niż sprzedaż majątku.</p>
<p>Argument, że nikt nie dałby więcej &#8211; ze względu na ówczesne ryzyko inwestowania &#8211; jest słuszny. Firmy te były zaniedbane, niedoinwestowane, na ogół deficytowe, stanowiły ciężar dla budżetu i całego społeczeństwa, więc dlatego trzeba było pozbyć się ich jak najszybciej. Oczywiście decydenci chcieli szybkiej poprawy ekonomicznej i zdławienia inflacji, więc wybrali to rozwiązanie, ponieważ nie widzieli innego wyjścia z sytuacji.</p>
<h3>Alternatywne rozwiązanie</h3>
<p>Oczywiście musimy zgodzić się z argumentem, że wtedy nikt nie zapłaciłby więcej za przedsiębiorstwa znajdujące się w stanie rozkładu, działające w kraju o niestabilnej sytuacji politycznej. Czy zatem było inne rozwiązanie? Przyjrzyjmy się, jak rozwiązano ten problem w byłej NRD. Niemcy stworzyli instytucję nazwaną <i>Treuhand</i> &#8211; towarzystwo powiernicze, które przejęło bezpośrednią kontrolę nad ponad 8000 firmami, a kierowało prywatyzacją około 14000 firm. Swoje działania rozpoczęli od doprowadzenia firm zaniedbanych &#8211; lecz posiadających duży potencjał (<i>goodwill</i>) &#8211; do lepszego stanu, sprowadzając ponad 1200 menedżerów z Zachodu. I nie chodziło o inwestycje, ale o uporządkowanie firmy tak, aby jej wartość była widoczna dla potencjalnych inwestorów. Po kilku latach takich działań przystąpiono do sprzedaży, ale firmy miały już znacznie większą wartość. Oczywiście dotyczyło to tylko znaczących zakładów produkcyjnych. Około 20 procent mniejszych przedsiębiorstw Niemcy oddali w ręce lokalnych menedżerów, często za symboliczną markę. Z jednej strony miało to na celu zapewnienie zatrudnienia, a z drugiej strony utrzymanie tych firm w rękach niemieckich. Przynależność kierownictwa do partii komunistycznej w poprzednie epoce, nie wykluczała ze skorzystania z tego przywileju.</p>
<p>Tym, co różniło działania w Polsce i RFN, był dobór zagranicznych inwestorów. Niemcy dopuścili do inwestowania tylko duże i znane firmy, takie jak: Coca-Cola, Elf Aquitaine czy Asea Brown Boveri. Musieli również wynegocjować dobre ceny sprzedaży, ponieważ zagraniczni inwestorzy kupili tylko 8 proc. firm, ale ich wkład przekroczył 20 proc. wszystkich inwestycji we wschodnich Niemczech. Niemcy bardzo niechętnie sprzedawali firmy zagranicznym inwestorom. Pamiętam, jak gazety angielskie narzekały, że utrudniali firmom angielskim inwestowanie w Niemczech. Chodziło o to, że nie chcieli, aby zagraniczne firmy za &#8222;psie pieniądze&#8221; przejęły walory niemieckie i usadowiły się na ich rynku. Woleli oddać za darmo te walory niemieckim menedżerom lub firmom zachodnioniemieckim.</p>
<p>Chociaż nie mieliśmy takich zasobów i musieliśmy liczyć wyłącznie na własne siły, jednak można było próbować pójść drogą niemiecką, tzn. usprawnić duże, wartościowe zakłady produkcyjne przed ich prywatyzacją. Można było sprowadzić menedżerów z Zachodu, aby usprawnić, powiedzmy, 100 zakładów o największym potencjale. Gdyby wówczas stworzono odpowiednie warunki dla menedżerów, znalazłoby się wielu chętnych do przyjazdu do Polski. Oczywiście ich wynagrodzenia byłyby wysokie, ale i korzyści dla kraju byłyby olbrzymie. Po kilku latach nowoczesnego zarządzania, inwestorzy zapłaciliby wielokrotnie więcej za firmy o ustalonej pozycji marketingowej.</p>
<h3>Konsekwencje przyśpieszonej prywatyzacji</h3>
<p>Jedną z poważnych konsekwencji polskiej polityki prywatyzacyjnej było otworzenie drzwi dla kapitału zagranicznego, co ułatwiło zagranicznym firmom przejęcie kontroli nad rynkiem, uniemożliwiając tym samym powstanie i rozwój firm polskich. Argument, że pozbycie się deficytowych firm było bardzo korzystnym rozwiązaniem dla Polski, jest bardzo zwodniczy. Bez wątpienia było to rozwiązanie korzystne dla skarbu państwa, ale bardzo krótkowzroczne. W chwili, gdy rynek jest zdominowany przez dwie-trzy silne firmy zagraniczne, firma polska, startując od zera, nie ma szans na przebicie się i zajęcie silnej pozycji. Musimy zrozumieć, że firmy zagraniczne mają ogromne marketingowe doświadczenie i olbrzymie zasoby finansowe, dlatego bardzo łatwo usuną słabego konkurenta z rynku.</p>
<p>Do najbardziej negatywnych aspektów zagranicznych inwestycji w Polsce należy wywożenie z kraju wartości dodatkowej, wytworzonej przez pracowników. Wyprowadzanie z kraju wartości dodatkowej powoduje, że nie powstaje rodzimy kapitał potrzebny do dalszego rozwoju. Znaczy to, że dany kraj pozostanie uzależniony od zagranicznych inwestorów na bardzo długo.</p>
<h3>Co nam zostaje?</h3>
<p>Polska prywatyzacja nie wymagała trudnych decyzji biznesowych, umiejętności zarządzania zakładami, szukania pieniędzy na inwestycje, wynajdywania odpowiednich menedżerów. Politycy z natury chcą szybkich i dobrych wyników, aby zapewnić sobie popularność. Nie są zainteresowani rozwiązaniami długofalowymi, gdyż prawdopodobnie nie doczekaliby (w sensie własnego udziału w polityce) ich osobiście. Naród chciał szybkiej poprawy po latach komunistycznych rządów, nie rozumiejąc, że ciężkie czasy są dopiero przed nami. Nikt nie myślał o konsekwencjach podejmowanych decyzji, gdyż mało kto wiedział o zasadach rozwoju przemysłu, o postępie technicznym, o tym, jak kraj powinien się rozwijać. Wiara, że zagraniczni inwestorzy przyniosą dobrobyt, jest jednym ze złudzeń trudnych do wyperswadowania, ponieważ gdy je utracimy, to co nam pozostanie?</p>
<p class="info">Artykuł został opublikowany w magazynie &#8222;Obywatel&#8221; nr 4 / 2006 (30). Fotografia i podpis pochodzą od redakcji portalu KOMK.</p>
<p class="note"><b>Wojciech K. Kulczyk</b> (ur. 1940) &#8211; po ukończeniu studiów na Wydziale elektroniki Politechniki Warszawskiej i krótkim okresie pracy naukowej w PAN wyjechał w 1965 r. do Afryki Południowej. Następne koleje losu rzuciły go do Anglii, gdzie po uzyskaniu doktoratu kontynuował badania naukowe na Uniwersytetach w Surrey i Londynie. Przez wiele lat pracował w przodujących technicznie firmach, jak Xerox, Eurotherm, Schlumberger i Weston Aerospace jako pracownik naukowy i menedżer biur rozwojowych odpowiedzialnych za wdrażanie najnowszych technologii. Zajmował się również marketingiem produktów technicznych w wielu krajach rozwijających się i przez kilka lat pracował jako dyrektor firmy wprowadzającej najnowsze urządzenia techniczne do przemysłu portugalskiego. Obecnie pracuje jako konsultant dla przemysłu lotniczego w Anglii.</p>
<p class="citate"><b>Komentarz do artykułu na portalu Salon24.pl</b><br />
Styk polityki i biznesu rodzi wiele patologii a korupcja przybiera tam różne często bardzo finezyjne formy które określić można mianem kryptokorupcji. Klasycznym przykładem tego typu zjawiska może być cyniczne czerpanie korzyści z mienia państwowego przez polityków a zwłaszcza urzędników Ministerstwa Skarbu Państwa związane z możliwością obsadzania przez nich rad nadzorczych. Proceder ten zapewnia im systematycznie miesięczne dochody równe ministerialnym czy poselskim pensjom a czasem nawet wyższe niż uposażenie Prezydenta RP.<br />
Od wielu lat obowiązującym standardem jest, że wszyscy urzędnicy Ministerstwa Skarbu Państwa (w tym także sekretarki panów ministrów i dyrektorów departamentów) pobierają oficjalną pensję i dodatkowo są członkami 2 rad nadzorczych co łącznie daje im miesięczne dochody netto w granicach ok. 10 000 zł., a często nawet znacznie więcej (wynagrodzenie z ministerstwa ok. 4 000 .zł. plus owe dwie rady po 3 000 zł. każda). Bywają jednak rady dla wybrańców gdzie za &#8222;zasiadanie&#8221; czyli za kilka wizyt w roku można dostawać miesięcznie nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych &#8211; chodzi tu głównie o banki i inne duże firmy z symbolicznym udziałem Skarbu Państwa utrzymywanym tylko po to aby ktoś był w radzie.<br />
Prywatyzacja od 19 lat jest prowadzona z zapałem godnym lepszej sprawy a rad jakoś nie ubywa. Od wielu lat również dla naiwnych organizowane są egzaminy i kursy dla kandydatów na członków rad nadzorczych a monopol na tą &#8222;działalność&#8221; mają ministerialni urzędnicy a za jeden egzamin każdy z nich bierze ponad 3000 zł. (to doliczmy do pensji i rad gratyfikację za 2-3 egzaminy to nam wychodzi nawet 20 tys. zł miesięcznie) Oczywiście nikt niczego przydatnego do pracy w biznesie tam się nie nauczy bo &#8222;wykładowcy&#8221; najczęściej samodzielnie nawet kiosku nie prowadzili, a ponadto i tak jest to zbędny wysiłek w sytuacji gdy bez politycznych układów lub pracy w ministerstwie w żadnej radzie nikt nie zasiądzie.<br />
Na lokalnym szczeblu wojewodowie także na siłę trzymają u siebie firmy państwowe mimo, że powinni je dawno przekazać ministrowi i z uporem maniaka je &#8222;naprawiają&#8221; przy pomocy (a jakże by inaczej) &#8222;swoich&#8221; rad.<br />
Ten proceder pasożytowania na sektorze publicznym trwa nieprzerwanie mimo, że jest to czynnik bardzo demoralizujący zarówno klasę polityczną jak i urzędników. Gdyby komuś naprawdę zależało na państwowych aktywach które przecież generują dochody budżetowe to nadzór właścicielski by się odbywał w imieniu Skarbu Państwa na podstawie udzielanych pełnomocnictw a delegowani i działający w imieniu właściwego ministra urzędnicy zasiadali by w radach nadzorczych w ramach swoich obowiązków służbowych jako przedstawiciele organu na którym ciąży konstytucyjna odpowiedzialność za efekty jego działania.<br />
Dotychczasowa praktyka rozmywa jakąkolwiek odpowiedzialność zarówno administracji rządowej jak i praktycznie członków tych rad za skutki ich &#8222;radosnej twórczości&#8221; oraz powoduje taką oto sytuację, że członkowie rad mają często dylemat czy w radzie reprezentują ministra, czy w ministerstwie spółkę?<br />
Czesi, Węgrzy Niemcy i cała reszta byłych &#8222;demoludów&#8221; już dawno sprawy te załatwiła ale oni nie wpadli na pomysł, że z mienia państwowego można tak długo i tak dobrze żyć.<br />
Jest to jeden z wielu przykładów z jakimi mamy doczynienia na codzień kiedy to administracja i politycy tworzą rozwiązania które są wygodne i opłacalne jedynie dla nich samych mimo, że obiektywnie są złe a wręcz nawet bardzo szkodliwe.<br />
Efektem takich i podobnych praktyk nastawionych na &#8222;kumulację kapitału&#8221; ( prywatnego ) polityków i urzędników jest powszechna niemoc przy realizacji czegokolwiek sensownego jak np. budowa autostrad, reprywatyzacja, czy zracjonalizowanie wyjątkowo pogmatwanych regulacji z zakresu prawa działalności gospodarczej.<br />
Reszta na blogu zapraszam &#8211; kotek.salon24.pl<br />
<b>Kłusownik</b></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/kto-winny-czyli-lustracja-procesu-prywatyzacji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
