<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Finanse publiczne &#8211; Koszalin7.pl</title>
	<atom:link href="https://koszalin7.pl/category/biz/finanse-publiczne/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://koszalin7.pl</link>
	<description>Koszalin niezależny</description>
	<lastBuildDate>Tue, 18 Mar 2014 09:14:58 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>Jak budować kapitał narodowy</title>
		<link>https://koszalin7.pl/jak-budowa-kapita-narodowy/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/jak-budowa-kapita-narodowy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 18 Mar 2014 09:14:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2014/03/18/jak-budowa-kapita-narodowy/</guid>

					<description><![CDATA[Niestety Polska nie idzie tropem Norwegii, stabilnego, profesjonalnego i trwałego systemu budowania finansowych fundamentów państwa, lecz Kazachstanu – kraju, zadowalającego]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-1723" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/03/money_01.jpg" border="0" alt="Balans" title="Balans" align="left" width="583" height="388" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/03/money_01.jpg 583w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2014/03/money_01-300x200.jpg 300w" sizes="(max-width: 583px) 100vw, 583px" />Niestety Polska nie idzie tropem Norwegii, stabilnego, profesjonalnego i trwałego systemu budowania finansowych fundamentów państwa, lecz Kazachstanu – kraju, zadowalającego się krótkoterminowymi korzyściami&#8230; Norweski państwowy fundusz emerytalny – jeden z największych funduszy inwestycyjnych na świecie <span id="more-1724"></span>  zarobił w 2013 r. na czysto 115 mld dolarów. Oznacza to, że każdy z 5 milionów obywateli tego kraju, ma na swoim rachunku aktywa przekraczające milion koron norweskich.</p>
<p>Teoretycznie każdy Norweg mógłby więc żyć z odsetek. Jednak rząd nie ustaje w wysiłkach, aby nieustannie pomnażać zaoszczędzony kapitał, tak, aby dobrobytem mogło się cieszyć jeszcze wiele pokoleń. A gdyby to się działo w Polsce? Cóż. Gdyby Polacy dysponowali takimi bogactwami naturalnymi jak Norwedzy najpewniej okazałoby się, że miliony oczywiście są, ale na kontach polityków. Złoża istnieją, ale koncesje należą już do firm amerykańskich i rosyjskich. Firmy zarabiają, ale przeważnie niemieckie i francuskie, a Polacy przez pięć kolejnych pokoleń będą spłacać pożyczki w komercyjnych bankach, które zaciągnięto, aby można było uruchomić eksploatację. Niestety w kraju, gdzie rząd zamiast inwestować pieniądze obywateli, zadłuża państwo bez ograniczeń, konfiskując ich oszczędności emerytalne, gdy czyta się o tym, jak sprawnie można zarządzać publicznymi funduszami, trudno spokojnie wysiedzieć w fotelu&#8230;</p>
<h4>Skandynawski kolos</h4>
<p>Norweski <i>Statens pensjonsfund &#8211; Utland</i> dysponuje obecnie kapitałem rzędu 840 mld dolarów amerykańskich. Tym samym należy do grupy największych tego typu instytucji świata. Dla porównania China Investment Corporation, mający zagospodarować wynoszące 3,2 bln dolarów rezerwy walutowe tego kraju jest wart ok. 0,5 bln dolarów. Wydaje się więc, że Chińczycy nie są tak wytrawnymi inwestorami. Tylko w 2011 r. fundusz stracił 80 mld dolarów. Spadły wówczas aktywa wielu przedsiębiorstw kontrolowanych przez spółkę. Pogorszyła się także ich płynność finansowa, bowiem Chińczycy nie nadzorowali wystarczająco swoich inwestycji. Nie ukrywali także, że wiele posunięć finansowych jest podyktowanych realizacją celów strategicznych i politycznych. Nic więc dziwnego, że w krótkim okresie nie przekłada się to na zyski.</p>
<p>Inny międzynarodowy gigant Abu Dhabi Investment Authority wyceniany jest przez Sovereign Wealth Fund Institute &#8222;tylko&#8221; na 627 mld dolarów. Fundusz, powołany przez sułtana i prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich 38 lat temu, inwestuje w imieniu Rządu Emiratu Abu Dhabi nadwyżki pochodzące ze sprzedaży ropy naftowej, osiągając 30-letnią stopę zwrotu rzędu 8,1 proc. rocznie. Fundusz inwestuje niemal we wszystkie instrumenty finansowe, ale także w infrastrukturę czy nieruchomości. Jedną z najbardziej nietrafionych inwestycji był zakup finansowego holdingu Citigroup, na którym Arabowie stracili blisko 90 proc. początkowej wartości.</p>
<p>Na 330 mld dolarów wyceniany jest z kolei założony w 1981 r. fundusz rządu singapurskiego Government of Singapore Investement Corporation. To niewielkie azjatyckie państwo dysponuje także sporymi nadwyżkami finansowymi, które nie pochodzą jednak z bogactw naturalnych, lecz z globalizacji &#8211; nadwyżek finansowych z aktywnego handlu na rynkach zagranicznych. Po równie niezbyt udanej inwestycji w szwajcarski bank UBS, Singapurczycy skupili się na przejęciach na rynku surowców. Przykładowo w ostatnich latach stali się udziałowcami Transport et Infrastructures Gaz France.</p>
<p>Swoje fundusze narodowe mają także USA, Kanada, Holandia, Kuwejt, Katar, Rosja i Kazachstan. Jednak ich wartość jest dużo mniejsza od majątku, którym dysponują Norwegowie.</p>
<p>Dużo mniejszymi aktywami w porównaniu do narodowych gigantów dysponują firmy prywatne. O palmę pierwszeństwa na tym rynku walczą Pimco Total Return Fund i Vanguard Total Stock Market Index Fund. Aktywa obu instytucji wyceniane są na ok. ćwierć biliona dolarów i podlegają większym wahaniom niż te państwowe, zgodnie z koniukturą rynków finansowych i nastrojami inwestorów. Imponuje natomiast stopa zwrotu, nastawiona na agresywne zyski. W latach 2008-2012 aktywa Pimco wzrosły ponad dwukrotnie. Natomiast aktywa Vanguard poszybowały w górę nawet trzykrotnie w analogicznym okresie.</p>
<p>Norwegowie w zeszłym roku zarobili 115 mld dolarów. Nie ukrywają, że fortunę zbili na… największym w historii stymulowaniu rynków przez banki centralne, tak więc również na działaniu państwa pobudzającym gospodarkę. Akcje notowane są obecnie najwyżej od czterech lat, co podkręca wartość spółek. Skandynawowie mogą pochwalić się stopą zwrotu rzędu 15,9 proc. wobec 13,4 proc. rok wcześniej. Inwestycje w akcje przyniosły 26,3 proc. zwrot rok do roku, w obligacje tylko 0,1 proc. a w nieruchomości 11,8 proc. Fundusz miał 61,7 proc. aktywów w udziałach przedsiębiorstw, 37,3 proc. w obligacjach, natomiast w nieruchomościach tylko 1 proc. Największe udziały w portfelu to akcje szwajcarskiego koncernu spożywczego Nestle oraz amerykańskie, japońskie i niemieckie papiery skarbowe.</p>
<h4>Etyczne inwestycje</h4>
<p>Norweski Państwowy Fundusz Emerytalny składa się z dwóch odrębnych części &#8211; globalnej (znanej wcześniej jako Government Petroleum Fund) i narodowej. Fundusz globalny lokuje nadwyżki finansowe ze sprzedaży narodowych złóż ropy naftowej i gazu. Jego inwestycje to obecnie równowartość jednego procenta światowych rynków kapitałowych i 1,78 proc. europejskiego rynku akcji. Fundusz jest więc największym właścicielem akcji w Europie. Celem tej instytucji założonej w 1990 r. było właściwe zagospodarowanie państwowych zysków uzyskanych z opodatkowania przedsiębiorstw wydobywczych oraz z wpływów za licencje poszukiwawcze. Aktywami fundusz zarządza, Norges Bank Investment Management &#8211; wyodrębniona część banku centralnego, w imieniu tamtejszego Ministerstwa Finansów. Norwegowie planują, że zwiększą swoje aktywa do poziomu biliona dolarów już w 2019 r. i nawet 3,3 bilionów dolarów w 2030 r.</p>
<p>Taktyka zarządzania aktywami w narodowym gigancie jest bardzo starannie przemyślana. W 2009 r. ministerstwo finansów zezwoliło na podniesienie poziomu inwestowania w akcje z 40 do 60 proc. całego portfela. Do 5 proc. podniesiono także docelowy poziom udziału inwestycji w nieruchomości. Co ciekawe, oprócz najlepszych finansistów, przy podejmowaniu decyzji dużo do powiedzenia ma także Rada Etyczna, wypowiadająca się, jakie firmy wypada, a jakie nie wypada kupować.</p>
<p>Państwowy fundusz nie inwestuje w firmy tytoniowe, zbrojeniowe oraz te, które szkodzą środowisku naturalnemu. Czarna lista przedsiębiorstw obejmuje więc takie firmy jak kanadyjską Barrick Gold Corporation, która poszukując złota doprowadziła do degradacji gleb w Papui Nowej Gwinei, brytyjską firmę wydobywczą Rio Tinto czy British American Tobacco. Co zadziwiające na czarnej liście znajdujemy wiele czołowych firm amerykańskich np. Boeing (realizacja zamówień dla U.S. Air Force), Lockheed Martin czy nawet Wal-Mart, któremu na wskroś etyczni Norwegowie zarzucają łamanie praw człowieka i praw pracowniczych.</p>
<p>Politycznie kontrowersyjne jest np. bojkotowanie izraelskich deweloperów, którzy inwestują w Palestynie na terytoriach okupowanych (na liście są co najmniej trzy takie firmy) czy firmy Elbit Systems, która dostarcza Izraelowi elektroniczne systemy śledzenia i monitoringu stref bezpieczeństwa, używanych w odseparowywaniu się od Palestyńczyków. Niedawno do Jerozolimy przybyła nawet grupa przedstawicieli norweskich kościołów protestanckich, aby przeprosić Żydów za arogancję rządu w Oslo.</p>
<p>Między poszczególnymi przedsiębiorstwami i całymi sektorami gospodarki trwa nieustanna wojna o inwestorów. Na liście obserwacyjnej ostatnio znalazła się francuska firma Alstom, oskarżana o praktyki korupcyjne. Niedawno do inwestycji w branżę wezwali Norwegów przedstawiciele lobby węglowego. Skandynawowie zastanawiają się czy nie zakazać kupowania kopalni i firm handlujących czarnym złotem, ze względu na światową politykę dotyczącą redukcji emisji dwutlenku węgla i zapobiegania efektowi cieplarnianemu.</p>
<p>Trwa także debata polityczna wewnątrz kraju: czy więcej inwestować w przyszłość, czy raczej skupiać się na bieżącym zaspokajaniu potrzeb obywateli. Od 1969 r., gdy okryto złoża na Morzu Północnym, do norweskiej kasy płynie strumień gotówki. Już teraz wartość funduszu to 183 proc. Produktu Krajowego Brutto tego kraju (w 2030 r. będzie to 220 proc.). Jednak lokalnie inwestowanych jest tylko 4 proc. zgromadzonego kapitału. Wielu polityków, a za nimi – obywateli, domaga się, aby na inwestycjach więcej zyskali Norwegowie, niż mieszkańcy zagranicy. Przeciwnicy mają wiele kontrargumentów – i tak jest nam zbyt dobrze: oświetlane ścieżki w lasach, podgrzewane obory dla krów – więcej skonsumować po prostu nie damy rady.</p>
<h4>Generacja właścicieli</h4>
<p>Norweski fundusz to profesjonalne przedsiębiorstwo inwestycyjne pracujące po to, aby Norwegowie stali się globalną generacją właścicieli. Każdego tygodnia przez ich ręce przechodzą miliardy dolarów. W centrali pracuje na okrągło 200 osób, a kolejnych sto obserwuje monitory w biurach w Szanghaju, Singapurze, Nowym Jorku i Londynie. Jest z pewnością coś co odróżnia tę państwową korporację od podobnych tego typu instytucji rozsianych na całym świecie. Tu się nie sprzedaje. Tu się głównie kupuje.</p>
<p>Dlatego zarządzający zastanawiają się nad podziałem funduszu, bo taki kolos staje się coraz trudniejszy do opanowania. Z pewnością bardzo ważną cechą, która uwiarygodnia tę instytucję jest jej transparentność. Podczas, gdy w Polsce byłaby to z pewnością kolejna okazja do nieuczciwości, uwłaszczenia się na publicznym majątku i możliwość dania zarobku kolegom &#8211; w Norwegii wiadomo wszystko o wszystkim.</p>
<p>Trudno uwierzyć, że główne bogactwo tego kraju pochodzi z&#8230; opodatkowania. Narodowy monopolista &#8211; Statoil &#8211; aż 78 proc. zysków oddaje państwu. Dla porównania &#8211; amerykańskie ExxonMobil i Chevron &#8211; oddają fiskusowi niemal dwukrotnie mniej, ale to Norwegowie mają udziały w ponad 2 tys. holdingach w Stanach Zjednoczonych, a nie odwrotnie. Są nie tylko jednym z większych udziałowców banku Wells Fargo. W portfelu mają także akcje Apple i Google. Wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że okres prosperity nie będzie trwał wiecznie. Roponośne złoża, Norwegia jest obecnie siódmym na świecie eksporterem tego surowca, kiedyś się wyczerpią, więc eldorado kiedyś się skończy.</p>
<p>Co składa się na 78 proc. podatek nakładany na firmy wydobywcze? 28 proc. to CIT, natomiast 50 proc. to stawka za eksploatacje złóż surowcowych w tym kraju. Co prawda można odliczyć wydatki na badania i rozwój, czy odwierty testowe, ale trzeba się liczyć także z podatkami środowiskowymi &#8211; od emisji dwutlenku węgla i tlenków azotu. Naliczane są także opłaty obszarowe obciążające posiadaczy licencji. Stymulują one inwestorów do aktywnej pracy na eksploatowanych obszarach.</p>
<p>Dla porównania w Polsce opłaty za wydobycie surowców są jednymi z najniższych w świecie i stanowią zaledwie kilka proc. w zależności od eksploatowanego złoża. Dopiero po odkryciu złóż gazu łupkowego w naszym kraju, Ministerstwo Finansów zapowiedziało wprowadzenie nowego progresywnego podatku węglowodorowego w wysokości od 0 do 25 proc. oraz innych danin, tak, aby łącznie wynosiły one ok. 40 proc. Firmy zajmujące się eksploatacją naszych zasobów &#8211; kopalnie, KGHM czy PGNiG nie są oczywiście entuzjastami tego typu propozycji. Przedsiębiorstwa słusznie zwracają uwagę, że potrzebują pieniędzy do dalszych inwestycji czy restrukturyzacji dotychczasowych działań.</p>
<p><b>Trudno też rzeczywiście wskazać optymalną drogę dla opodatkowania kopalin w naszym kraju. Przecież polityka kolejnych rządów skoncentrowana jest wyłącznie na walce o polityczne przetrwanie, a nie na trosce o przyszłe pokolenia. Wciąż nie wiadomo, czy będziemy budować elektrownie jądrowe, czy wydobywać gaz łupkowy, czy bazować na tym co mamy &#8211; czyli na węglu kamiennym. Rozmaite pomysły, czy to koalicji, czy to opozycji, postulujące nowe formy opodatkowania wydobywania surowców nie są pomysłami jak budować kapitał narodowy, ale jak łatać dziury po nadmiernych wydatkach na administrację i sprawy socjalne.</b></p>
<h4>Jaki model dla Polski?</h4>
<p><b>Nie chodzi przecież o to, aby jak najwyżej opodatkować polskich i zagranicznych inwestorów, aby mieć więcej kasy na bezmyślne rozdawnictwo i kupowanie sobie głosów wyborców za pieniądze podatników. Sęk w tym, że rządzącym najwyraźniej brakuje strategii budowania bogactwa narodowego. Polska, posiadając także swoje bogactwa naturalne, bo nie pozostawia wątpliwości fakt, że nowe technologie uruchamiają eksploatację dotychczas niedocenianych niekonwencjonalnych złóż węglowodorów, powinna także budować bogactwo przyszłych pokoleń, a nie stawać się republiką bananową, dojną krową dla cwanych biznesmenów z kasą mających układy z rządem.</b></p>
<p><b>Niestety Polska najwyraźniej nie idzie tropem Norwegii, stabilnego, profesjonalnego i trwałego systemu budowania finansowych fundamentów państwa, lecz Kazachstanu &#8211; kraju, zadowalającego się krótkoterminowymi korzyściami z tego co posiada.</b> Kazachowie zachęcali inwestorów niskimi podatkami (CIT 20 proc.), progresywnymi stawkami i modyfikacjami fiskalnymi, w zależności od bieżącej koniuktury gospodarczej i politycznej. Niestety taka elastyczność i uznaniowość, zamiast pełnej przejrzystości i odpolitycznienia, w rodzimej rzeczywistości nigdy się nie sprawdziła.</p>
<p><b>Przykłady wiecznie deficytowych kopalń, najdroższych dróg w Europie i chybionych inwestycji infrastrukturalnych udowadniają, że możemy się raczej spodziewać scenariuszy znanych z Azji lub Ameryki Południowej, gdzie bogaci się władza na spółkę z inwestującymi tam firmami. Przeciętny obywatel zaś nic z tego nie ma. Pozostaje mu, tak jak nam Polakom, ewentualnie poczytanie sobie o sukcesach Norwegii w kolorowej prasie.</b></p>
<p>   <b>Tomasz Teluk</b>  </p>
<p>Wytłuszczenia tekstu &#8211; Koszalin7.pl</p>
<p class="note"><b>Tomasz TELUK</b> jest doktorem filozofii, dyrektorem Instytutu Globalizacji, ekspertem Centre for the New Europe w Brukseli. Wydał książkę &#8222;Mitologia efektu cieplarnianego&#8221;, za którą w 2009 r. otrzymał międzynarodową nagrodę Templeton Freedom Award.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/jak-budowa-kapita-narodowy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co ma Polska do Grecji</title>
		<link>https://koszalin7.pl/co-ma-polska-do-grecji/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/co-ma-polska-do-grecji/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Aug 2010 16:38:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/08/03/co-ma-polska-do-grecji/</guid>

					<description><![CDATA[Katastrofa Smoleńska wywołała erupcję tekstów i komentarzy na temat stanu państwa polskiego i odpowiedzialności polityków. Aczkolwiek kwestia bezpośrednich przyczyn katastrofy]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-676" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/08/zadluzenie_01.jpg" border="0" alt="Zadłużenie" title="Zadłużenie" align="left" width="432" height="303" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/08/zadluzenie_01.jpg 432w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/08/zadluzenie_01-300x210.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/08/zadluzenie_01-130x90.jpg 130w" sizes="(max-width: 432px) 100vw, 432px" />Katastrofa Smoleńska wywołała erupcję tekstów i komentarzy na temat stanu państwa polskiego i odpowiedzialności polityków. Aczkolwiek kwestia bezpośrednich przyczyn katastrofy podzieliła Polskę na dwa wrogie obozy, organicznie niejako związane z bezwzględnie ze sobą konkurującymi PiS i PO, <span id="more-678"></span>  to po obu stronach nie brak głosów wskazujących, jako na źródło i niejako praprzyczynę tragedii, opłakany stan głównych instytucji państwa. Państwo polskie nie wywiązuje się ze swoich podstawowych obowiązków, a w tym konkretnym przypadku z obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa swemu prezydentowi i najwyższym dostojnikom państwa. </p>
<p>Z przykrością stwierdzam, że ta burzliwa dyskusja, przy całej swojej gwałtowności i kontrowersyjności, spolaryzowała się wzdłuż osi partyjnej PiS-PO,  spersonifikowanej przez osoby Janusza Palikota i Antoniego Marciewicza i ani rusz nie jest w stanie od tej osi się oderwać, spojrzeć na sprawy państwa pod innym kątem i z głębszej perspektywy.</p>
<p><img decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-677" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/08/zadluzenie_02.jpg" border="0" alt="Zadłużenie" title="Zadłużenie" align="left" width="190" height="1173" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/08/zadluzenie_02.jpg 190w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/08/zadluzenie_02-166x1024.jpg 166w" sizes="(max-width: 190px) 100vw, 190px" />Dobrze ilustruje to artykuł Igora Jankego w Rzeczpospolitej z dnia 28 lipca pt. <a href="http://www.rp.pl/artykul/514924_Jeszcze_slabsza_Polska.html">„Jeszcze słabsza Polska”</a>, przeniesiony potem na portal internetowy Salon24 pod jeszcze bardziej wymownym tytułem „Do następnej katastrofy”. Pod tekstem tym od razu pojawiło się 345 komentarzy, co samo w sobie oddaje temperaturę dyskusji. „Państwo źle działa” – woła Janke – „zabrnęliśmy w ślepy zaułek… potrzebujemy zmiany jakości życia publicznego ….marna, pusta polityka, niekończące się wojny o nic, głupie media, niesprawne urzędy, otępiali urzędnicy, brak zasad i procedur – wszystko to razem wzięte doprowadziło prezydencki samolot do katastrofy”.</p>
<p>Do tej tonacji i wokół tej osi kręcą się autorzy ponad 300 komentarzy.  I dlatego, pomimo, że zgadzam się z taką oceną stanu państwa, uważam, że ten kierunek dyskusji prowadzi donikąd, pomija sprawy daleko ważniejsze niż sama Katastrofa Smoleńska, a w  diagnozie sytuacji i postulatach naprawy nie porusza, a nawet nie dotyka spraw najważniejszych. </p>
<p>Dużo głębszą i poważniejszą analizę, chyba jako jedyny w tej burzy krytyki, przedstawił  socjolog i ekonomista Wojciech Błasiak w tekście <a href="http://prawica.net/opinie/22755">&#8222;Odpowiedzialność za stan państwa&#8221;</a>, który jednakże nie przebił się ani do opiniotwórczej „Rzeczpospospolitej”, ani do żadnych innych popularnych periodyków, a znaleźć go można tylko na niszowych portalach jak <a href="http://www.jow.pl" title="www.jow.pl">www.jow.pl</a> czy <a href="http://www.prawica.net" title="www.prawica.net">www.prawica.net</a>. W swojej publicystyce Błasiak często powtarza, że „najważniejsze jest to, o czym się milczy” i ta opinia znajduje pełne uzasadnienie w dyskusji o stanie państwa, jaka się toczy po wyborach prezydenckich w Polsce.</p>
<p>Na przykład w mediach wiele miejsca poświęcono wydarzeniom w Grecji, która znalazła się na krawędzi bankructwa państwowego i cała Unia musiała ruszyć z finansową pomocą. Nasi politycy i wynajęci komentatorzy uspakajają Polaków, że nam Grecja nie grozi, że stan naszych finansów jest dużo lepszy, a nawet jesteśmy czempionem Europy, jako państwo, które jakoby najlepiej poradziło sobie z kryzysem gospodarczym, a nawet ponoć kryzysem tym wcale nie zostało dotknięte. </p>
<p>W czerwcowym numerze specjalistycznego periodyku „Pioneer” wypowiada się popularny telewizyjny profesor Witold Orłowski w tekście „Co ma wspólnego Polska z Grecją?” i wywodzi, że wprawdzie, owszem, powinniśmy się niepokoić, ale nie za bardzo, bo jednak od Grecji dzieli nas dużo lepsza – choć ogólnie nie najlepsza! – wielkość długu publicznego  w relacji do PKB. I tu Profesor publikuje pocieszającą tabelkę, z której wynika, że nasza kondycja finansowa jest dużo lepsza nie tylko od Grecji, ale i takich potęg jak Japonia, USA, Wielka Brytania czy Niemcy, choć na przykład Czesi już mają się trochę gorzej.</p>
<p>I takie to uspokajające bajeczki opowiadają nam na dobranoc wybitni rządowi profesorowie i komentatorzy. Inaczej sprawy wyglądają w oczach komentatorów i profesorów nie rządowych. Np. New York Times opublikował dane opracowane przez profesora J. Gokhale’a z  waszyngtońskiego Instytutu Cato, z których wynika obraz nieco mniej różowy! Przedstawiona tam <a href="http://www.nytimes.com/2010/03/12/business/global/12pension.html?_r=4"><strong>TABELA</strong></a> długu publicznego wszystkich państw UE w relacji do ich  PKB, pokazuje, że na czele tej procesji zadłużonych państw jest bezapelacyjnie Polska, gdyż jej długofalowy dług publiczny wynosi 1550,4% PKB! Jest to zadłużenie prawie dwukrotnie większe (w relacji do PKB) niż zadłużenie Grecji, dla której odpowiednia wartość wynosi „tylko” 875,2%. Pomiędzy Polską a Grecją jest tylko Słowacja z długiem równym 1149,1% PKB. Do poziomu Grecji zbliża się niebezpiecznie Słowenia, której zadłużenie wynosi 758,5% PKB.</p>
<p>Tak więc, zdaniem wybitnych amerykańskich ekonomistów, dług publiczny państwa polskiego przekracza 15-krotnie wielkość rocznego produktu krajowego brutto. Czy te przerażające dane są wiarygodne? Przecież nasi wybitni ekonomiści nic nam o tym nie mówią? Niewątpliwie Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej, w której pracuje prof. Orłowski, to ważna instytucja naukowa, ale Instytut Cato, to – niestety – najwyższa ranga światowa i z tego Instytutu wywodzą się tacy laureaci Nagrody Nobla z ekonomii jak Friedrich von Hayek, Milton Friedman, James M. Buchanan, czy Vernon L. Smith. Oczywiście, nie można wierzyć we wszystko, co piszą w gazetach, nawet w New York Times, ale nie widać powodu dla którego profesor Jagadeesh Gokhale miałby dezinformować amerykańskiego czytelnika w sprawie polskiego zadłużenia?</p>
<p>Ten niewyobrażalny dług państwa polskiego sumuje w sobie niejako 20 lat złego rządzenia, niegospodarności, wszystkie afery i przekręty, wszelkie meandry polskich finansów i decyzji gospodarczych i politycznych podejmowanych przez te lata. Jest to kumulacja i zwieńczenie niekompetencji elit nami rządzących.</p>
<p>Dlaczego, za jakie grzechy Pan Bóg pokarał nas takimi elitami?  Odpowiedzi na to pytanie udziela w swoim tekście Wojciech Błasiak: to nie Pan Bóg, to nie trzęsienia ziemi i plagi egipskie – to szkodliwa, korupcjogenna selekcja negatywna elit politycznych znana pod nazwą „proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu”. To jest mechanizm, który z wyborów na wybory doprowadza do władzy ludzi co raz mniej kompetentnych, mniej odpowiedzialnych, mniej nadających się do rządzenia państwem. Debata nad stanem państwa polskiego bez uwzględnienia tego fundamentalnego tematu będzie zawsze debatą pozorną, z której nic sensownego wyniknąć nie może. Czas najwyższy, żeby ta prawda dotarła wreszcie do polskich inteligentów naprawdę zatroskanych opłakanym stanem naszego państwa.</p>
<p><strong>Prof. Jerzy Przystawa</strong></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/co-ma-polska-do-grecji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak zreformować teatr?</title>
		<link>https://koszalin7.pl/jak-zreformowac-teatr/</link>
					<comments>https://koszalin7.pl/jak-zreformowac-teatr/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin9514]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 30 Jun 2010 00:49:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Finanse publiczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://koszalin7.pl/index.php/2010/06/30/jak-zreformowac-teatr/</guid>

					<description><![CDATA[Jak zreformować ofertę kulturalną, dając opery, musicale, operetki – czyli to, co cieszy się nieodmiennie wielką popularnością widzów reszty Europy?]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="caption alignleft size-full wp-image-650" src="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/frankfurt.jpg" border="0" alt="Frankfurt n/O" title="Frankfurt n/O" align="left" width="800" height="600" srcset="https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/frankfurt.jpg 800w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/frankfurt-300x225.jpg 300w, https://koszalin7.pl/wp-content/uploads/2010/06/frankfurt-768x576.jpg 768w" sizes="auto, (max-width: 800px) 100vw, 800px" />Jak zreformować ofertę kulturalną, dając opery, musicale, operetki – czyli to, co cieszy się nieodmiennie wielką popularnością widzów reszty Europy? Jak zapewnić różnorodną ofertę spektakli, tak by wytworzyć zwyczaj częstego chodzenia do teatru?</p>
<p> <span id="more-651"></span>    </p>
<p>Frankfurt nad Odrą, 65-tysięczne miasto zaraz za polską granicą na Odrze, zlikwidował stałą trupę teatralną i zamiast tego zbudował od podstaw gigantyczne Kleist Forum, mieszczące salę umożliwiającą odgrywanie oper, musicali, baletów. Ongiś miasto oferowało mieszkańcom jedynie przedstawienia miejscowego zespołu teatralnego mającego niejako wyłączność na subwencje, po reformie oferuje rozrywkę, jakiej nie mają w swojej ofercie nawet i dziesięciokrotnie większe miasta polskie. Co jest głównym fundamentem reformy niemieckiej kultury i sztuki? Jest nią teoria ekonomiczna.</p>
<p class="foto">Foto: Kleist Forum, Frankfurt nad Odrą, cc wikimedia</p>
<p>Jak to się dzieje, że większość oferty kulturalnej nawet małych miast niemieckich stanowią opery, operetki, musicale (mały Frankfurt oferuje takich przedstawień po kilka w miesiącu), podczas gdy w Polsce tego typu oferta kulturalna jest domeną wielkich miast? Kiedy patrzy się na wiele miast polskich, widać ich upadek kulturalny. Scena operowa w pobliskiej Zielonej Górze, działająca przed II wojną na zasadzie impresariatu, po 1945 roku przestała działać, mimo że miasto rozrosło się pięciokrotnie. Inne teatry operowe miały jeszcze mniej szczęścia &#8211; często zrównano je z ziemią, jak w Gubinie, albo przebudowano na zwykłe sale teatralne, jak w Świdnicy.</p>
<p>Większość teatrów w RFN zreformowano, oddzielając organizacyjnie działalność impresaryjną (i zwykle także zarządzanie budynkiem) od działalności artystycznej danego zespołu aktorów. Finansowanie teatrów z budżetów landów (odpowiednik polskich województw) umożliwiło dalszą egzystencję zespołów lokalnych w innej formie. Zamiast bezustannie wystawiać długie serie tych samych sztuk w jednym mieście, by otrzymać subwencje, muszą z daną sztuką objeżdżać cały region na zamówienie impresariów z innych miast regionu. Te produkcje to często lokalnie wyprodukowana opera, operetka, musical czy sztuka. Wówczas nawet niewielkie miasta, choćby nadgraniczny 37-tysięczny Schwedt nad Odrą, stać na utrzymywanie teatru z zespołem produkującym opery i musicale, wystawiane także w całym landzie i poza nim, a nie tylko w danej miejscowości. Korzyści skali – prosta zasada ekonomiczna, tak zapomniana w świecie polskiej kultury, a z sukcesem stosowana w nawet trzydziestotysięcznych miastach niemieckich w celu uzyskania jak najlepszego stosunku jakości i kosztów.</p>
<p>Aby wystawić operę lub operetkę, trzeba posiadać infrastrukturę. Teatry operowe istniały w większości nawet mniejszych miast Ziem Odzyskanych, niestety, zostały zburzone w czasie zawieruchy wojennej lub zostały w inny sposób zniszczone, np. nieudaną przebudową niszczącą dawne wyposażenie, jak w wypadku Świdnicy. Typowy teatr operowy musi posiadać orkiestron (kanał dla orkiestry) oraz odpowiednie urządzenia sceniczne. W Rzeszowie ostatnią inwestycją w infrastrukturę kulturalną tego miasta była odważna przebudowa miejscowego Teatru im. Wandy Siemaszkowej do roli teatru operowego. Podczas przebudowy zadbano o całą infrastrukturę konieczną do wystawiania oper: dodano obrotową scenę, pod nią zbudowano orkiestron, nad teatrem wzniesiono 16-metrową kopułę z miedzi, która mieści wyciągi i rampy. Foyer zyskało luksusowy wystrój, godny teatru operowego. Tej inwestycji dokonano kosztem 10 mln PLN, z czego 7,5 mln pochodziło od Unii Europejskiej, a zaledwie 2,5 mln PLN z budżetu samorządu. W nowym teatrze sezon rozpoczęto operą Gioachina Rossiniego <em>Cyrulik sewilski</em> w wykonaniu Teatru Narodowego z Koszyc (Słowacja).</p>
<p>Podobnie, dzięki wsparciu Unii Europejskiej, o teatr operowy wzbogacił się Frankfurt nad Odrą, budując kosztem 75 mln euro Kleist Forum z salą umożliwiającą wystawianie oper przez przyjezdne teatry. W Niemczech na 150 teatrów 95 to tzw. teatry operowe, technicznie dostosowane do grania oper, posiadające często własny chór i orkiestrę, ale równie często nie utrzymujące własnych zespołów, bazujące na zespołach ściąganych z większych ośrodków, co jest przecież normą w mniejszych teatrach operowych. W Polsce istnieje jedynie ok. 10 oper, choć praktycznie w każdym mieście powyżej 30 tysięcy mieszkańców mogłaby zaistnieć tego typu oferta.</p>
<p>Jak więc zreformować ofertę kulturalną, dając opery, musicale, operetki &#8211; czyli to, co cieszy się nieodmiennie wielką popularnością widzów reszty Europy? Jak zapewnić różnorodną ofertę spektakli, tak by wytworzyć zwyczaj częstego chodzenia do teatru? Należy przede wszystkim postawić na infrastrukturę, dostosować ją do wystawiania droższych sztuk ściągających pełne sale widzów. Potem, dysponując budżetem od 200 do 500 tysięcy rocznie można tworzyć teatr operowy działający na zasadzie impresaryjnej, który wystawi od dziesięciu do kilkunastu oper i musicali w sezonie, zamawiając je w innych operach i teatrach muzycznych. W 100-tysięcznym mieście, dysponując kilkumilionowym budżetem (co nie jest rzadkością w polskich warunkach), można już zapewniać sztuki i opery w ilości przekraczającej ewentualny popyt widzów oraz wygospodarować środki na subwencje dla teatrów prywatnych uzupełniających ofertę publicznego teatru impresaryjnego.</p>
<p>Co więcej, jest mitem, że opery i musicale muszą przynosić straty. Co lepsze sztuki, choćby najnowsze brytyjskie opery czy musicale, są sukcesami kasowymi i przynoszą milionowe zyski. Dobrze działający teatr impresaryjny wcale nie musi być złym biznesem, wcale nie musi też oznaczać posłania na bezrobocie zespołu lokalnych aktorów poprzez odcięcie ich od dopływu dotacji na utrzymywanie ich etatów. Dokonana w skali regionalnej całościowa reforma, tworząca za jednym zamachem szereg teatrów impresaryjnych, może doprowadzić do sytuacji, w której dana produkcja aktorów z miasta A jest wystawiana w dziesięciu innych miastach regionu zamiast tylko w jednym. Aktorzy zyskują większe wpływy, publiczność lepszą ofertę. Wadą jest jedynie zmuszenie zespołów teatralnych do większej mobilności i wynikające z tego niedogodności.</p>
<p>Reforma teatrów poprzez zerwanie z ideą lokalnych monopoli scenicznych oraz dostosowanie ich do wieloprofilowości jest drogą, od której nie ma odwrotu. Po drugiej stronie barykady stoi prowincjonalny teatr-monopol, produkujący marne sztuki, na które się chodzi, bo nie ma innych. Polskie mniejsze miasta, dziś wyludniające się z młodych swych mieszkańców masowo emigrujących do większych miast czy to polskich, czy europejskich, w zasadzie nie mają wyjścia. Utrzymując marazm w ofercie kulturalnej, pogłębiają swój upadek. Jednakże należy przestrzec także przed reformą, która zniszczy lokalną scenę artystyczną. Przemysł produkcji sztuk teatralnych jest biznesem jak każdy inny. Reformy, mające zmusić do większej mobilności producentów teatralnych, winny być przeprowadzone z poszanowaniem interesów gospodarczych osób pracujących w tym sektorze oraz dać im perspektywę możliwości kontynuacji kariery w zawodzie, który często wykonują z pobudek innych niż finansowe.</p>
<p><strong>Adam Fularz</strong></p>
<p class="info">Tekst ukazał się pierwotnie w czasopiśmie Trubadur 4(41)/2006. Adam Fularz prowadzi swój blog na <a href="http://www.salon24.pl/">Salon24</a>.</p>
<p class="note"><strong>Adam FULARZ</strong>, wolnorynkowiec, ekonomista szkoły ordoliberalnej, obyczajowy socliberał, zajmuje się teorią regulacji rynków, zawodnością rynków, ekonomiką miejską i regionalną. Motto: &#8222;Uparcie odmawiają studiowania ekonomii i odrzucają miażdżącą krytykę programów socjalistycznych przez ekonomistów, gdyż w ich oczach ekonomia będąca teorią abstrakcyjną, jest zwykłym nonsensem&#8221; (L. von Mises, Mentalność antykapitalistyczna).</p>
<p class="thanks">Serdecznie dziękujemy panu Adamowi Fularzowi za wyrażenie zgody na przedruk artykułu.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://koszalin7.pl/jak-zreformowac-teatr/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
