Sunday, Nov 19th

Last update10:53:45 PM GMT

You are here Życie Rodzina Czy powinniśmy zabijać wadliwe płody?

Czy powinniśmy zabijać wadliwe płody?

Email Drukuj PDF
Trig Palin

W czasie, kiedy to piszę, Sejm zajmuje się obywatelskim projektem ustawy, która ma zlikwidować możliwość legalnej aborcji ze względu na "duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu". Według oficjalnych statystyk, takich aborcji przeprowadza się w Polsce nieco ponad 600 rocznie. Wada płodu, o którą tu chodzi, to w większości przypadków zespół Downa (trizomia 21). Ta wada genetyczna prowadzi do rozmaitych anamalii, wśród których najgroźniejsze jest upośledzenie umysłowe.

Niektórzy zwolennicy aborcji opowiadają, że w przypadku "ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu" aborcja jest aktem miłosierdzia, gdyż zabicie człowieka jest w takim wypadku bardziej miłosierne, niż dopuszczenie, aby cierpiał.

Sarah Palin, gubernator Alaski i kandydatka na wiceprezydenta USA w wyborach 2008 roku, obok mąż Togg, w środku ich synek Trig dotknięty zespołem Downa (kwiecień 2008). Sarah znała wyniki badań prenatalnych wskazujących, że urodzi dziecko z zespołem Downa, nie zawahała się jednak, donosząc ciążę do końca. Później zrezygnowała ze świetnie zapowiadającej się wielkiej kariery politycznej (ewentualna kandydatka na prezydenta USA) i całkowicie poświęciła się wychowaniu małego Triga i reszty dzieci. (Photo: Al Grillo / Associated Press / Los Angeles Times).

Znam ludzi z zespołem Downa i to, co widziałem, absolutnie nie uzasadnia takich poglądów. Ludzie dotknięci tym upośledzeniem funkcjonują w społeczeństwie, tyle że funkcjonują gorzej, niż większość z nas. Nieliczni spośród nich zdają maturę. Niektórzy pracują, ale najczęściej nie jest to praca umysłowa. Inni nie są co prawda w stanie normalnie pracować, ale mimo wszystko są w stanie żyć i nic nie wskazuje na to, że ich życie jest wypełnione cierpieniem.

Jeśli godzimy się na zabijanie ludzi z zespołem Downa lub z innymi poważnymi wadami, to nie z miłosierdzia, lecz z wyrachowania. Godzimy się na zabijanie, bo życie takich ludzi jest dużym obciążeniem dla ich rodziców i dla budżetu państwa.

Rodzice upośledzonego dziecka muszą coś z nim zrobić: albo je wychować, albo je porzucić. Wychowywanie takiego dziecka stanowi ogromny wysiłek, a na dodatek nie kończy się dla rodziców nagrodami i radościami, jakie zwykle łączą się z wychowaniem dziecka zdrowego: rodzice dziecka głęboko upośledzonego nigdy nie będą mogli być z niego dumni ze względu na dobre wyniki na studiach czy też ze względu na jego karierę zawodową. Nie będą mogli mu wyprawić wesela. Nie będą cieszyć się wnukami. I właśnie dlatego często wybierają aborcję.

A porzucenie upośledzonego dziecka, czyli oddanie go do adopcji lub nawet do domu dziecka? Trudno widzieć w takiego rodzaju akcie więcej zła, niż w aborcji. Ale nasze umysły są tak dziwnie skonstruowane, że wielu ludziom łatwiej jest pozbyć się wyrzutów sumienia po aborcji, niż po porzuceniu chorego dziecka. Dlatego ci, którzy nie chcą mieć dziecka upośledzonego, z reguły wybierają aborcję.

Jeśli pozostawimy chorego człowieka przy życiu, to państwo będzie musiało pomagać finansowo jemu i jego rodzinie. Chodzi o zasiłki (które obecnie są bardzo niskie, ich podniesienie jest niezbędne i będzie wyzwaniem dla budżetu państwa), ale też o odpowiednią opiekę lekarską, odpowiednią pomoc w nauce, o miejsca pracy tak zorganizowane, żeby człowiek upośledzony mógł pracować. To wszystko drogo kosztuje. Aborcja jest tańsza. Łatwiej jest napisać w gazecie "z tzw. prolajferami nie ma i nie będzie dyskusji" (Katarzyna Wiśniewska), niż wpisać do budżetu państwa niemałe sumy, które dadzą upośledzonym ludziom w miarę znośne życie.

W wielu państwach aborcja jest legalna - ale czy dla nas coś z tego wynika?

Jeżeli za normę przyjmiemy to, co uważa się za dopuszczalne w Europie, to dojdziemy do wniosku, że aborcja jest czymś normalnym. Aborcja jest bowiem dopuszczalna w zdecydowanej większości państw europejskich, i to dopuszczalna znacznie szerzej, niż w Polsce. Tak więc, opierając się na poglądach, które w Europie dominują, powinniśmy uznać, że eliminowanie dzieci upośledzonych jest czymś zwyczajnym, a projekt ustawy, który się temu sprzeciwia, powinien zostać odrzucony.

Ale opieranie się na tym, co jest przyjęte w większości państw europejskich, nie jest dobre, gdyż jest to po prostu instynkt stadny. Zamiast iść za instynktem stadnym, powinniśmy przyjmować takie rozwiązania, do których dojdziemy własnym rozumem.

Na giełdach instynkt stadny jest zjawiskiem masowym. Ulegają mu nawet wytrawni gracze, nawet ludzie, którzy uważają się za dobrych analityków giełdowych. Instynkt ten powoduje, że wielu inwestorów kupuje te akcje, które najwięcej ludzi chce kupić w danym momencie, czyli akcje, które akurat są najdroższe (w oczywisty sposób popyt winduje ceny). Giełdowy instynkt stadny doprowadził już wielu zamożnych ludzi do ruiny i spowodował w historii niemałą liczbę krachów.

Ci, którzy mimo wszystko chcieliby, aby polskie ustawy dotyczące kwestii moralnych były zgodne z trendami panującymi w Europie, powinni pamiętać, że na naszym kontynencie w różnych czasach dominowały bardzo rozmaite poglądy. Trudno jest więc przewidzieć, jakie trendy zwyciężą w przyszłości.

Na przykład gdybyśmy mieli decydować na podstawie instynktu stadnego, czy należy dopuścić małżeństwa homoseksualne, to dwadzieścia lat temu odpowiedź brzmiałaby "oczywiście, że nie, to jest jakiś chory pomysł", natomiast dziś powiedzielibyśmy "raczej tak, gdyż coraz więcej państw coś takiego dopuszcza". A jaka odpowiedź będzie mogła paść za dwadzieścia lat? Trudno to przewidzieć.

Podobnie, chociaż w nieco dłuższej perspektywie czasowej, sytuacja zmienia się w sprawie kary śmierci czy praw kobiet. W latach powojennych instynkt stadny podpowiadał nam, że za morderstwo i inne ciężkie zbrodnie należy wymierzać karę śmierci. Dziś ten sam instynkt (poparty naciskami ze strony instytucji europejskich) powoduje, że kara śmierci w Polsce nie istnieje. Ten, kto idzie za instynktem stadnym, sto lat temu musiałby powiedzieć, że kobieta nie nadaje się na posła, na ministra czy na prezesa spółki handlowej, że kobieta nie powinna w ogóle głosować w żadnych wyborach. Dziś ten sam instynkt stadny, ostatnio nazywany poprawnością polityczną, każe nam nie tylko mówić, że kobiety nadają się do polityki i do zarządzania korporacjami (to akurat jest słuszne), ale także ustanawiać parytety, czyli ustalać z góry, jaka powinna być proporcja kobiet w ciałach sprawujących władzę.

Jeśli Polska przyjmie w sprawie aborcji rozwiązania znacznie różniące się od tego, co dziś obowiązuje w większości państw, to czy za dziesięć będziemy uznawani przez Europę stadną za państwo zacofane, czy też, wręcz przeciwnie, za prekursorów nowej tendencji? Tego nie sposób przewidzieć.

Czy można bronić kompromisu aborcyjnego?

Obowiązująca ustawa, która co prawda dopuszcza aborcje, ale tylko w niektórych, niezbyt częstych sytuacjach, określana jest często jako kompromis aborcyjny. Ale czy ten kompromis wytrzymuje krytykę? Moim zdaniem nie. Jest tak zarówno z przyczyn moralnych, jak i z przyczyn praktycznych.

Aspekt moralny: Obowiązujące w Polsce prawo zawiera w sobie z jednej strony elementy wielkiego szacunku dla życia ludzkiego, a z drugiej zezwolenie na zabijanie. Szacunek dla życia zawarty jest na przykład w orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 28 maja 1997, które nadało ustawie o dopuszczalności przerywania ciąży jej obecny kształt. Orzeczenie to zawiera następujący fragment:

Od momentu powstania życie ludzkie staje się więc wartością chronioną konstytucyjnie. Dotyczy to także fazy prenatalnej.

Zezwolenie na zabijanie jest natomiast zawarte w przepisie, który jest dziś przedmiotem debaty sejmowej. Zezwolenie to nie dotyczy wszelkiego "życia w fazie prenatalnej" (aby użyć sformułowania Trybunału Konstytucyjnego), ale jedynie prenatalnego życia ludzi upośledzonych.

Dyskryminacja polegająca na tym, że życie ludzi zdrowych jest chronione konstytucyjnie od chwili poczęcia, natomiast życie ludzi ciężko chorych lub upośledzonych podlega znacznie słabszej ochronie, jest nie do pogodzenia z jakimikolwiek standardami moralnymi.

Aspekt praktyczny: Rozmaite zakazy są często uchylanie nie dlatego, że są niesłuszne, lecz dlatego, że nie da się ich wyegzekwować. Na przykład alkohol, który przecież jest silnie uzależniającym narkotykiem, jest prawnie dopuszczony do sprzedaży w większości państw. Jest tak dlatego, że nikt nie wierzy w skuteczność zakazu handlu alkoholem. Prohibicja, jaką Stany Zjednoczone wprowadziły w roku 1921, była nieskuteczna i doprowadziła do rozkwitu grup przestępczych; została ona zniesiona w roku 1933 i od tego czasu żadne państwo z europejskiego kręgu kulturowego nie próbowało wprowadzić prohibicji.

Sprawa ma się podobnie z rozmaitymi narkotykami, z prostytucją, a także z aborcją. Legalizacja aborcji w wielu państwach uzasadniana była tak: nie chodzi o to, aby kobietom dać możliwość aborcji; taka możliwość już istnieje w podziemiu aborcyjnym, którego nie sposób zwalczyć. Legalizacja robiona jest po to, aby aborcje były wykonywane w dobrych warunkach, w sposób, który nie szkodzi niepotrzebnie zdrowiu niedoszłych matek.

Jak się ma taki tok rozumowania do prawa, które obowiązuje w Polsce?

Aborcje, które są w Polsce dopuszczalne ze względu na uszkodzenie lub upośledzenie płodu, niemal zawsze mają miejsce w późnym okresie ciąży. Wynika to z tego, że stwierdzenie wady płodu zajmuje sporo czasu. Aby takie aborcje mogły w ogóle mieć miejsce, potrzebne jest prowadzenie badań prenatalnych. Owe badania muszą być prowadzone na niemałą skalę, gdyż w każdym badanym przypadku istnieje tylko nieznaczne prawdopodobieństwo wykrycia wady płodu, która uzasadnia aborcję.

To wszystko jest skomplikowane i drogie. Nieporównywalnie bardziej skomplikowane i drogie, niż aborcje, które zazwyczaj mają miejsce w podziemiu aborcyjnym. Te ostatnie dokonywane są w pierwszych tygodniach ciąży i nie są oczywiście poprzedzane żadnymi badaniami płodu. W podziemiu aborcyjnym kilkutygodniowy płód jest zabijany, ponieważ jego matka podjęła taką decyzję z przyczyn, które ze zdrowiem płodu nie mają nic wspólnego.

Polskie prawo dotyczące aborcji jest więc przeciwieństwem tego, co dyktowałby zmysł praktyczny. Nielegalne są te aborcje, którym władze państwowe i tak nie potrafią zapobiec — czyli łatwe technicznie aborcje dokonywane w pierwszych tygodniach ciąży, bez brania pod uwagę ewentualnych wad płodu. Są natomiast legalne te aborcje, którym władze państwowe mogłyby zapobiec, gdyby chciały.

Podsumowanie

Przepisy dopuszczające aborcje, o których uchyleniu debatuje obecnie Sejm, można by uzasadniać dwoma argumentami. Po pierwsze, w większości państw europejskich aborcja jest dopuszczalna. Po drugie, przepisy te są kompromisem.

Jednak oba te argumenty nie wytrzymują krytyki. Pierwszy z nich nie jest niczym innym, jak wyrazem instynktu stadnego. Drugi argument staje się moralnie nieznośny gdy zauważymy, że kompromis aborcyjny polega na przyznaniu prawa do życia od poczęcia ludziom zdrowym, przy jednoczesnej odmowie tego prawa ludziom chorym i upośledzonym.

Jedynym rzeczywistym argumentem na rzecz zachowania obecnych przepisów jest to, że nie chcemy brać na siebie obciążeń, jakie wynikają z istnienia osób kalekich.

Marcin Skubiszewski
27 września 2013

Marcin SKUBISZEWSKI. Uczestnik Ruchu Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Prowadzi wielojęzyczną stronę internetową Zrozumieć politykę, zrozumieć prawo oraz blog na niezależnym forum publicystów Salon24.pl zatytułowany Chcę Polski normalnej.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież