Sunday, Sep 24th

Last update07:01:47 AM GMT

You are here Tadeusz Rogowski Milcz, byś wilka z lasu nie wyszczekał! O ciszy i milczeniu referendalnym

Milcz, byś wilka z lasu nie wyszczekał! O ciszy i milczeniu referendalnym

Email Drukuj PDF
Bojkot

"Milcz, byś wilka z lasu nie wyszczekał!" - mówi stare polskie przysłowie, które aktualnie robi oszałamiającą karierę w polskim życiu publicznym. Chociaż od referendum minęło zaledwie 10 dni, wydaje się jakby odbyło się ono 10 lat temu. Politycy i publicyści postanowili niewygodny dla siebie temat zamilczeć na śmierć.

Cisza referendalna zaczęła się w Polsce na trzy miesiące przed dniem głosowania i – co jest niezwykle interesujące - trwa nadal. Mimo totalnej frekwencyjnej klapy, politycy i media szybko przeszli nad tym do porządku dziennego. A przecież skala dokonanego na oczach społeczeństwa oszustwa jest tak ogromna, że aż trudno uwierzyć, że nikt nie dzwoni po policję. Titanic zatonął, a armator zabawia się w nocnym klubie.

Sprawcy ośmieszenia instytucji referendum są znani. Przed 6 września nie zapewnili społeczeństwu niezbędnej informacji, a utrzymywane przez podatników instytucje - partie, media, uczelnie, samorządy - pośrednio lub bezpośrednio działały przeciwko referendum. Wiele wskazuje na to, że osoby zobowiązane prawnie i moralnie - politycy, parlamentarzyści, funkcjonariusze państwowi, działacze partii, dziennikarze, ludzie nauki, samorządowcy – uczestniczyli w antyreferendalnej zmowie.

Głównym sprawcą uśmiercenia referendum są partie polityczne. One wzywały do bojkotu, one zaprogramowały zależne media publiczne i niepubliczne, "ekspertów" politologii, do przemilczenia lub otwartego zwalczania referendum. One, w skrajnych przypadkach, próbowały zastraszyć społeczeństwo. Partie posunęły się do zaprzaństwa, ponieważ ze swej natury mają przyciągać i zachęcać społeczeństwo do udziału w życiu publicznym. Nie ulega wątpliwości, że z partii wyszły dyrektywy do mediów, chociaż zapewne miały charakter nieformalny. Zmarnowano 100 mln złotych, a jeśli doliczyć do tego dotacje dla partii i koszty utrzymania systemu politycznego, skala marnotrawstwa jest jeszcze większa.

Są też skutki mniej wymierne, ale nie mniej dotkliwe dla państwa. Zmarnowano "moment ustrojowy", a więc optymalny czas, czy też korzystny splot okoliczności społecznych i politycznych, który umożliwia pokojowe przeprowadzenie reform. W kraju targanym kryzysem zaufania, osłabionym przez masową emigrację i drenaż kapitałowy, odebrano ludziom resztki nadziei, spacyfikowano nastroje, zmarnowano energię społeczną, zaprzepaszczono szansę na demokratyzację państwa i upodmiotowienie obywateli. Na życzenie klasy politycznej wspomaganej przez lokajstwo medialne i intelektualne, zrezygnowano z uczynienia Polaków obywatelami. Zlekceważono społeczne przebudzenie i przyzwolenie na nowe otwarcie, także poniesienie niezbędnych kosztów reformy ustrojowej. Zdemolowano instytucję referendum, które długo może nie podnieść się po tym ciosie.

O skali referendalnego oszustwa świadczy porównanie z referendum akcesyjnym z 2003 roku, w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Zarządzono wówczas głosowanie dwudniowe, nie kryjąc, że chodzi o podniesienie frekwencji. Kampania w mediach miała takie nasilenie, że chyba wtedy pojawiło się powiedzonko, żeby nie otwierać lodówki, bo zacznie nawoływać do głosowania. Uczelnie i instytuty naukowe szeroko otworzyły swoje drzwi, organizowały debaty i konferencje. Szalały samorządy, wydzielając z budżetów ogromne środki i organizując masowe imprezy promujące Unię Europejską. Związki zawodowe, stowarzyszenia, instytucje z pozoru odległe od celów referendum akcesyjnego – ochoczo przystąpiły do zmasowanej akcji. Łatwiej powiedzieć, że doszło wówczas do referendalnej histerii, niż promocji. A przecież tamto referendum dotyczyło przystąpienia do organizacji międzynarodowej, podczas gdy obecne - podstawowych praw i wolności obywatelskich.

To wszystko nie robi na nikim najmniejszego wrażenia! To niebywałe, ale dziś w Polsce dosłownie nikt nie zadaje sobie pytania o przyczyny dramatu. Nie podnosi się żaden głos w obronie masowo i ostentacyjnie łamanego prawa. Nikt nie domaga się rozliczenia winnych ogromnego marnotrawstwa finansowego. Wszyscy gdzieś się pochowali, na próżno dziś szukać uczonych analiz, wypowiedzi "autorytetów" i "ekspertów", partyjnych filipik w parlamencie, płomiennych tekstów tuzów publicystyki.

Niewątpliwie doszło do masowych naruszeń polskiego prawa. Najpoważniejszy zarzut dotyczy łamania Konstytucji RP. Zgodnie z art. 4 - Naród sprawuje władzę zwierzchnią przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio (referendum). Podjęte przez partie działania wymierzone przeciwko referendum są więc wypowiedzeniem posłuszeństwa Konstytucji RP. Delikt konstytucyjny jest aż nazbyt widoczny. Ustawa o Trybunale Konstytucyjnym przewiduje tryb orzekania w sprawie sprzecznej z Konstytucją działalności partii politycznych - w razie potwierdzenia zarzutów, sąd po prostu wykreśla partię z ewidencji. Bez wątpienia doszło też do naruszenia innych ustaw: o referendum, kodeks wyborczy, o radiofonii i telewizji, prawo prasowe, o partiach politycznych, o wykonywaniu mandatu posła i senatora.

Sprawcy milczą, w najlepszym razie słyszymy powtarzane jak mantra "przecież ludzie mogli pójść do referendum". Są to argumenty tej samej jakości, co twierdzenie, że nikt nie musi głosować na "jedynki" na listach partyjnych. Nie musi, ale tak działają socjologiczne prawa i mechanizmy, i takie są też ich praktyczne skutki - liczyć się więc należy z faktami, a nie z wyobrażeniami. Skoro społeczeństwo ma samo z siebie, bez niczyjej pomocy osiągnąć wysoki stopień świadomości politycznej, to finansowanie partii, mediów publicznych, kierunków politologicznych na uczelniach, nie ma najmniejszego sensu.

Is fecit, cui prodest - uczynił ten, komu przyniosło to korzyść. Wiarołomstwo klasy politycznej i medialnej, która zniechęcała lub otwarcie wystąpiła przeciw referendum, jest wydarzeniem bez precedensu. Będzie niezwykle interesującym, czy Trybunał Konstytucyjny, parlament, instytucje państwowe, organy państwowej kontroli, sądy, rady mediów, stowarzyszenia dziennikarskie, środowiska naukowe podejmą się wyjaśnienia przyczyn referendalnej porażki. Jeśli przejdą nad tym do porządku dziennego, będziemy mieli niezbity dowód na to, że w Polsce doszło do zmowy elit przeciwko społeczeństwu.

Tadeusz Rogowski
Koszalin, 6 września 2015

 

Plakat partii KORWIN wzywający do bojkotu referendum.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież