Sunday, Sep 24th

Last update07:01:47 AM GMT

You are here Tadeusz Rogowski Marcin Mastalerek - wschodząca gwiazda literatury political fiction

Marcin Mastalerek - wschodząca gwiazda literatury political fiction

Email Drukuj PDF
Balon

Prawie bez echa przeszło w kraju jedno z najbardziej znaczących wydarzeń politycznych ostatnich miesięcy. - PiS jest przeciwko wprowadzeniu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych - powiedział w radiowej Jedynce rzecznik sztabu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości, Marcin Mastelerek. - PiS od lat konsekwentnie opowiada się za ordynacją proporcjonalną – dodał rzecznik, wypowiadając się również przeciwko zmianom w sposobie finansowania partii.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał, że PiS poprze jakikolwiek projekt demokratyzujący państwo czy przywracający polskiemu społeczeństwu polityczną podmiotowość. Dezercja tej partii w obliczu wyzwań ustrojowych, przesądzających o realizacji podstawowych praw i wolności politycznych, jest kolejnym krokiem na drodze ku autodestrukcji sztucznie podtrzymywanego, wyalienowanego systemu. Jednak forma zakomunikowania tej decyzji, musi wywoływać rozbawienie, ukazuje bowiem partyjne urojenia oraz odlot partyjnych funkcjonariuszy w krainę fantazji.

Zdaniem Mastalerka, JOW-y podzielą Polskę wzdłuż granicy rozbiorowej. Będziemy więc niczym Stany Zjednoczone podczas wojny secesyjnej, rozdarte między dwa nieprzyjazne sobie bloki, Północ i Południe, czyli Pisolandię i Platformlandię – nadyma się rzecznik. W jego wyobraźni, Polacy – naród szczycący się jedną z najstarszych tradycji parlamentarnych na świecie - nie są w stanie wydać z siebie nic godniejszego uwagi od PO i PiS, a na dodatek, z ogromną powagą traktują obie ferajny. Ego Mastalerka przybiera więc formę stratosferycznego balonu, który wyrzucony w powietrze, nie chce wrócić na ziemię, bujając się na granicy kosmosu, do czasu aż nie pęknie.

Trudno zresztą powiedzieć, dlaczego ta perspektywa jest PiS-owi niemiła, skoro wraz z bliźniaczą PO każdego dnia ciężko pracują nad tym, żeby przedzielić Polskę prawdziwym a nie wyimaginowanym murem. Z drugiej strony, nie sposób uwierzyć, że antagonizm między tymi partiami jest tak silny, skoro "niezłomność" demonstrują jedynie w Warszawie, lokalnie natomiast ochoczo kojarzą się w pary, popełniając mezalianse i wywołując skandale swym nieobyczajnym zachowaniem.

Mastalerek zapewne tylko przez nieuwagę zapomniał powiedzieć, że podział kraju na dwie części wzdłuż granicy rozbiorowej, ma miejsce obecnie, w warunkach ordynacji proporcjonalnej. Ostra polaryzacja spowodowana narzuconą narracją dwóch zwaśnionych plemion, Peowskiego i Pisowskiego, jest faktem obciążającym te partie historycznie. Podobnie jak przyzwolenie na odradzanie się w Polsce separatyzmów oraz przejmowaniu w niektórych rejonach kraju władzy przez mniejszości narodowe, które dzięki irracjonalnym mechanizmom ordynacji proporcjonalnej, stają się większością polityczną.

Gdyby pan Mastelerek myślał w nieco innych kategoriach jak tylko partyjne, szybko doszedłby do wniosku, że JOW-y z powodzeniem funkcjonują w krajach nie tylko wieloetnicznych, ale również wielorasowych, zróżnicowanych kulturowo i religijnie, jak choćby w największej demokracji świata - Indiach, prawdziwej mozaice ludnościowej. Dlaczego JOW miałyby podzielić jednonarodową, jednokulturową i niemal jednowyznaniową Polskę, tego rzecznik PiS nie wyjaśnia.

Oczywiście, nikt nie wymaga od pana Mastalerka odwagi powiedzenia tego, co jest dla niego niekorzystne - że w systemie JOW, dla partii wodzowskich PO i PiS nie byłoby po prostu miejsca. Podobnie, jak nie byłoby miejsca dla stylu uprawiania polityki, polegającego na generowaniu podziałów, tworzeniu "twardych elektoratów", wywoływaniu niekończących się wojen ideologicznych i uprawianiu dialektyki "kto kogo". Polityczna wyobraźnia Mastalerka podpowiada mu jednak, że PO i PiS są wszędzie, nawet na końcu świata. Bierze się wprost z powieści "Podróże Guliwera", w której tytułowy bohater, gdziekolwiek by nie dotarł, do kraju olbrzymów czy kraju liliputów, wszędzie jest najważniejszy i stanowi zagadnienie polityczne.

Zacięcie Mastalerka do political fiction ujawnia się również w stwierdzeniu, że partie, mające około 10 procent poparcia, czyli "głosy 2-3 milionów obywateli", nie miałyby w Sejmie swoich reprezentantów. Wzruszająca, ale nieszczera jest troska rzecznika PiS o jakość polskiej demokracji, zważywszy, że od 1991 roku, w przeprowadzanych siedem razy wyborach parlamentarnych, tylko w dwóch przypadkach (1993 i 2007) frekwencja wyborcza przekroczyła 50 procent. W 2005 roku sięgnęła dna - 40,6 proc. Tymczasem w Wielkiej Brytanii, kraju JOW, najniższą frekwencję odnotowano w 1918 roku, po szoku I wojny światowej, "zaledwie" 57,2 proc., a od roku 1922 do 1997 utrzymywała się zawsze powyżej 71 proc.

Niechże więc pan Mastalerek policzy sobie ile setek milionów głosów zmarnowały w Polsce partie, trwając z uporem godnym lepszej sprawy przy partyjniackiej ordynacji proporcjonalnej.

Pobieżny przegląd najnowszych dziejów literatury polskiej ujawnia pewien wstydliwy deficyt - praktycznie zniknął u nas gatunek literacki political fiction. Na szczęście wystąpienie rzecznika wyborczego PiS, Marcina Mastalerka, wypełnia tę dotkliwą lukę. W Polsce polityka uprawiana przez partie, jest w najczystszej postaci zjawiskiem political fiction. Polska to kraj, w którym kabareciarze i literaci nie mają nic do roboty i nie są w stanie na siebie zarobić, ponieważ partyjna polityka już dawno przekroczyła granice ich wybujałej wyobraźni, pomysłowości i fantazji.

Tadeusz Rogowski
17 sierpnia 2015

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież