Home » Jednomandatowe Okręgi Wyborcze » Wybory na świecie » Krytycy niemieckiej partiokracji

Dodano: 2011-12-21

Krytycy niemieckiej partiokracji

Numerem jeden wśród krytyków niemieckiego państwa partyjnego jest prof. Hans Herbert von Arnim (ur. 1939), przez wiele lat wykładający na Wyższej Szkole Nauk Administracyjnych w Speyer, autor wielu książek żeby wymienić choćby takie pozycje jak Korupcja. Sitwy w polityce, administracji i gospodarce, Partie ludowe bez ludu, Z pełnym brzuchem trudniej się rządzi, Państwo jako łup, Państwo bez sług, czyli co obchodzi polityków dobro narodu, System - machinacje władzy. Polskiemu czytelnikowi znany jest z wydanej przez Wektory książki Europejska zmowa. Jak urzędnicy UE sprzedają naszą demokrację.

W Niemczech nasila się krytyka systemu partyjnego, chociaż ma on o wiele więcej wspólnego z demokracją niż system partyjniacki stosowany obecnie w Polsce.
Foto: www.medialkultur.de

W tegorocznym majowym numerze renomowanego specjalistycznego dwutygodnika "Die Öffentliche Verwaltung" (wychodzi od 1947 roku) opublikował artykuł "Współpracownicy posłów: armia rezerwowa partii?", w którym pokazał jak rozwija się i funkcjonuje grupa osobistych współpracowników (asystentów itp.) niemieckich posłów do Bundestagu i do parlamentów krajowych. Od 1969 roku do dziś ich liczebność wzrosła dwudziestokrotnie, obecnie każdy poseł do parlamentu ma 10 współpracowników (kilku pracuje na cały etat, reszta na pół i ćwierć etatu). Ten dynamiczny rozwój liczebny sprawił, że każdy poseł do Bundestagu ma dziś do dyspozycji cztery pomieszczenia; do listopada 2010 roku w budynkach parlamentu dobudowano 300 nowych pomieszczeń wydając na to w sumie 250 milionów euro. Ponieważ każdy poseł do Landtagu ma dwóch współpracowników, to w sumie posłom na szczeblu federalnym i krajowym pomaga ponad 10.000 osobistych współpracowników, których pomoc kosztuje rocznie podatnika 224 miliony euro. Są to dodatkowe pieniądze, poza ryczałtowymi sumami otrzymywanymi przez posłów na działalność poselską.

Mimo że ich zadaniem ma być - według ustawy - pomaganie posłom w wypełnianiu poselskich obowiązków, to w rzeczywistości są to opłacani z budżetu państwa działacze partii zasiadających w parlamencie. Jak dowodzi prof. von Arnim armia asystentów i współpracowników posłów jest w rzeczywistości armią pomocniczą partii; stanowią oni jej kręgosłup, pracują w okręgach wyborczych swoich posłów, w lokalnych organizacjach partyjnych, przy kampaniach wyborczych. Poświęcają działalności partyjnej 80-90% czasu. Jeśli przestają pracować dla posłów, ci załatwiają im pracę w administracji państwowej, we władzach samorządowych, organizacjach gospodarczych. Nierzadko idą drogą swoich partyjnych pracodawców np. poseł SPD Rudolf Scharping pracował w biurze posła SPD Wilhelma Droeschera, zaś w jego biurze pracował Jörn Thießen, który potem też został posłem.

Do opinii publicznej trafiają tylko najbardziej jaskrawe przypadki nadużyć związanych ze współpracownikami posłów: a to jeden poseł zatrudnił swoją przyjaciółkę, której poza tym załatwił pracę w urzędzie gminy, inny zatrudnił piłkarza ze swojego lokalnego klubu, jeszcze inny wysyłał asystentów do pracy w swojej prywatnej stadninie etc. etc. Ale, zdaniem prof. von Arnima, jest to jedynie czubek góry lodowej "całkiem normalnych nadużyć". Jego ostateczna ocena brzmi: mamy do czynienia ze zjawiskiem poza demokratyczną kontrolą, będącym w istocie niekonstytucyjnym i nielegalnym finansowaniem partii politycznych, mającym w wielu przypadkach charakter malwersacji.

O ile prof. von Arnim chce poprawiać i reformować system partyjnej demokracji od wewnątrz, o tyle publicysta i bloger, Roland Woldag (ur. 1961), określający się jako chrześcijańsko (ewangelicko)-pruski libertarianin uważa to za stratę czasu. W artykule "Partie - jemioła na drzewie ładu społecznego" opublikowanym na łamach "eigentümlich frei" Woldag pisze, iż partyjni demokraci stale narzekają, że ludzie się nie interesują polityką, nie pojawiają się w lokalach wyborczych, nie uczestniczą w "demokratycznych procesach kształtowania społeczeństwa", nie włączają się dostatecznie mocno w "system demokratyczny". On sam naiwnie sądził kiedyś, że należy się włączyć w system, był nawet członkiem zarządu, na szczeblu landu, jednej z małych partii. Jednak szybko zrozumiał, że funkcjonariuszom małych partii nie chodzi wcale o zwalczanie populistyczno-przestępczych machinacji wielkich partii, ale wyłącznie o to, żeby mieć taką samą władzę i apanaże jakie mają funkcjonariusze tychże partii. Zarządy małych partii symulują nawet język, gesty i rytuały zarządów wielkich partii, co zamienia ich partyjne zjazdy w groteskowe imprezy.

Wszędzie tam - wywodzi Woldag - gdzie opłacani z podatków partyjni demokraci "wyruszają na ludzi", zaczyna się "droga do niewolnictwa"; (Hayek); z każdą kolejną demokratyczną partią, kolejne dawki keynesizmu spadają na, tworzącą wartości, gospodarkę, podcinając jej cywilizacyjne fundamenty; zamiast "państwa prawa" (Rechtsstaat) mamy "państwo lewa" (Linksstaat), które nie pozwala na istnienie decydującego o sobie społeczeństwa obywatelskiego. Każdy, kto "wybiera" jakąś partię, automatycznie wybiera lewicę, ponieważ wybiera manipulacje rynkiem, pieniężny socjalizm i grabienie tych, którzy tworzą realne wartości ekonomiczne, z czego odnoszą korzyść "demokratycznie legitymizowane" grupy interesu. Wszystkie partie są l"ewicowe", ponieważ wszystkie chcą "demokratycznie kształtować społeczeństwo" i "wychowywać naród", a to właśnie jest istota lewicowości.

"Wewnętrzne organy" niemieckiego państwa partyjnego ujawniają dziś swój autoagresywny charakter i swoje perwersyjne funkcje: ministerstwo rodziny kieruje demograficzny i materialny potencjał rodziny na rzecz bezdzietnych, gejowsko-lewicowych "alternatywnych projektów życiowych" i niszczy tożsamość płci, ministerstwo gospodarki odbiera wolność gospodarczą klasie średniej na korzyść struktur państwowo-monopolistycznych, ministerstwo spraw wewnętrznych ogranicza wolność jednostki na korzyść władzy politycznej, ministerstwo finansów optymalizuje wyzysk zanikającej warstwy tych, co wypracowują dochód narodowy, na korzyść politycznych "elit", ministerstwo rozwoju niszczy wolność gospodarczą "Trzeciego Świata" na korzyść wielkiej finansjery, ministerstwo edukacji dewastuje szkolnictwo, ministerstwo obrony czyni kraj niezdolnym do obrony, ministerstwo zdrowia degraduje system zdrowotny, ministerstwo spraw socjalnych hoduje coraz liczniejszą rzeszę ludzi zależnych od opieki socjalnej, narodowy parlament zdradza naród, państwo partyjne odwraca naturalny ład w jego przeciwieństwo, rujnując niemiecką i europejską cywilizację.

W Niemczech dużo się pisze o społecznościach równoległych tworzonych np. przez imigrantów muzułmańskich, tymczasem to klasa partyjna jest społecznością równoległą; w równoległym świecie partyjnej polityki kariery robią ludzie, którzy - z braku jakichkolwiek kwalifikacji - nie zrobiliby jej w świecie realnej gospodarki - w tym świecie fachowe kwalifikacje się nie liczą, a jedynie talent przekonywania wyborców. Często są to nieudacznicy bez  solidnego wykształcenia, zawodu, dochodów, rodziny, czyli tego co nadaje człowiekowi godność i autentyczną pozycję społeczną. Wysocy partyjni funkcjonariusze są de facto nieusuwalni, partia zapewnia im popularność, władzę, przywileje i dochody; chcąc sobie zabezpieczyć spokojną starość biorą posady ministerialne, żeby dzięki "służbie państwowej" otrzymywać potem sute, ponadprzeciętne emerytury.

Partie nie tworzą żadnych wartości, ale żerują na społeczeństwie jak pasożyty, rekwirują obywatelom część dochodów, aby zapewnić swoim funkcjonariuszom przywileje, utrzymanie, władzę i prestiż. Kiedy się zapchały parlamenty narodowe, stworzono parlament europejski, w kolejce czeka parlament światowy.

Partie uważa Woldag - są zwierciadlanymi negatywnymi odbiciami realnej gospodarki; dzięki władzy stanowienia prawa, zamiast wypracowywać dochód, stają się szantażystami pobierającymi haracz od podmiotów gospodarczych, wielkimi quasi-przestępczymi strukturami, które całe narody biorą jako zakładników; rosną na społeczeństwie jak jemioła na drzewie, która wprawdzie ładnie wygląda, ale wysysa soki z gospodarza. Ludzie myślą, że partie tak jak jemioła przynoszą szczęście, nie dostrzegając, że moc jemioły dopiero wtedy działa, kiedy się ją odetnie od drzewa i zawiesi na odrzwiach - tam, pozbawiona żywiciela, usycha.

Niemcami rządzi, zdaniem Woldaga, "państwowa hydra", czyli symbiotyczny układ państwa partyjnego, mediów i banków. Czy może tu powstać prawicowa partia, która skutecznie przeciwstawiłaby się polityczno-bankowo-medialnemu kartelowi i byłaby alternatywą dla rządzących partii lewicowych: socjaldemokratów (CDU), socjalistów (SPD), ekosocjalistów (Zieloni), socjalistów narodowych (NPD), komunistów (Lewica), lewicowych liberałów (FDP)? Oczywiście, nie należy zapominać, że pomiędzy lewicowymi partiami występują sprzeczności interesów podobnie jak istnieją sprzeczności interesów pomiędzy szakalami szarpiącymi ofiarę. Wszystkie niemieckie partie to "anglokeynesiści", ich przeciwnikiem musiałaby być partia "Austriaków" (zwolenników szkoły austriackiej w ekonomii). "Austriacy" reprezentują koncepcję gospodarki opartej na realnych wartościach, realnych oszczędnościach, racjonalnym gospodarowaniu rzadkimi zasobami, "anglokeynesiści" - gospodarki opartej na kredycie i plądrowaniu narodów przy pomocy inflacyjnego wyzysku. Woldag jest pesymistą - w demokratycznym (lewicowym) systemie partyjnym, nie ma szans prawica wstawiająca się za interesami produktywnej mniejszości; partia austriacka, która nie ma zamiaru "kształtować demokratycznie społeczeństwa" i "wychowywać narodu", nie ma szans w partyjnej demokracji, ponieważ kto nie chce wyrywać kawałów mięsa z łupu, ten ginie z głodu niczym hiena, nie mająca ochoty uczestniczyć w uczcie.

Nie oznacza to jednak, że nie należy stawiać postulatów politycznych i ich propagować. Pierwszy i naczelny postulat to położenie kresu finansowania partii z podatków, muszą one mieć ten sam status, co inicjatywy obywatelskie czy stowarzyszenia, i być finansowane wyłącznie ze składek członkowskich i darowizn. I drugi postulat: zniesienie banku centralnego - producenta papierowego pieniądza, dzięki któremu system może się utrzymać (demokratyczne partie są w pewnym sensie piątą kolumną wielkiej finansjery działającej w systemie papierowego pieniądza).

Jaka przyszłość czeka partie keynesistowskie? Miały one nieograniczoną władzę prawnej i fizycznej dominacji nad społeczeństwem, gospodarką, pieniądzem, a jednocześnie korumpowały wyborców. Jednakże tak ogromnych sum przeznaczonych na przekupstwo, nie da się już wycisnąć z realnej gospodarki, przeto stwarza się je za pośrednictwem systemu papierowego pieniądza i zaciągania długów. Ale przychodzi moment, że dalsze zadłużanie staje się niemożliwe. Wówczas system demokratycznego samooszustwa i pieniężnego socjalizmu zaczyna się rozpadać. Ta chwila zbliża się wielkimi krokami. Totalna demokracja partyjna i socjalizm noszą w sobie tę samą truciznę uzurpacji wiedzy i władzy - dlatego muszą upaść, konkluduje Roland Woldag.

Tomasz Gabiś


Pierwodruk: "Opcja na prawo", 2011, nr 10. Więcej ciekawych tekstów Tomasza Gabisia na stronie prywatnej www.tomaszgabis.pl


Tomasz Gabiś

Tomasz GABIŚ (ur. 1955) - publicysta i myśliciel konserwatywny, wybitny znawca problematyki niemieckiej. Od kilku lat identyfikuje siebie jako postkonserwatysta. Ukończył germanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. W latach 80. XX wieku działał w opozycji. W 1987 roku był jednym z sygnatariuszy aktu założycielskiego Unii Polityki Realnej. Działał w niej do połowy lat 90. W tym okresie publikował również artykuły w tygodniku Najwyższy CZAS!. W latach 1991-2003 był redaktorem naczelnym pisma Stańczyk. Członek honorowy Organizacji Monarchistów Polskich i Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Publikuje w Nowym Państwie, Arcanach, Obywatelu i Opcji na Prawo.

Na podstawie: Wikipedia


Podziel się swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami na naszym Forum w dziale Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Zostań aktywnym uczestnikiem Ruchu Obywatelskiego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Nie stawiaj się w sytuacji bezwolnego i bezradnego obserwatora partyjnej hucpy, jaka odbywa się w Polsce. Możesz to zmienić, uwierz tylko, że leży to w zasięgu Twoich możliwości!



Koszalin7-info
Koszalin7-forum
Koszalinianie