Monday, Nov 20th

Last update10:53:45 PM GMT

RSS
You are here Pomorze Pomorzanie Głos na puszczy - prof. Przystawa o Marianie Jurczyku

Głos na puszczy - prof. Przystawa o Marianie Jurczyku

Email Drukuj PDF
M.Jurczyk

15 kwietnia 2002, telewizyjne dzienniki doniosły, że Instytut Pamięci Narodowej w Szczecinie wszczął śledztwo w sprawie śmierci syna i synowej Mariana Jurczyka. 5 sierpnia 1982 w nieznanych do dzisiaj okolicznościach, w dwóch różnych miejscach Szczecina, mniej więcej o tej samej porze, mieli popełnić samobójstwo dwudziestoletni syn Mariana Jurczyka, Adam, oraz jego żona Dorota. Byli kilka miesięcy po ślubie. Dorota była w ciąży. Na wieść o śmierci córki zmarł na zawał jej ojciec. W tym czasie Marian Jurczyk przebywał w więzieniu w Strzebielinku. Marian Jurczyk nigdy nie uwierzył w samobójczą śmierć swoich dzieci. W tym przekonaniu utwierdzali go zresztą, przesłuchujący go bezustannie, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, pocieszając go, że gdyby nie jego postawa, to jego dzieci najprawdopodobniej żyłyby bezpiecznie.

Marian Jurczyk to jedna z tzw. legend Solidarności. W sierpniu 1980 roku stanął na czele strajku w Stoczni Szczecińskiej. To on podpisywał, w imieniu strajkujących Porozumienia Szczecińskie, zawarte niezależnie od Porozumień Gdańskich. Ciekawą i wartą zapamiętania sprawą jest fakt, że w Porozumieniach Gdańskich, podpisanych przez Lecha Wałęsę, które potem stały się obowiązujące dla całego Związku, zawarty był zapis, że Solidarność uznaje kierowniczą rolę partii komunistycznej. Tymczasem stoczniowcy Szczecina, na czele z Marianem Jurczykiem, nie zgodzili się na uznanie kierowniczej roli partii i w Porozumieniach Szczecińskich takiej klauzuli nie ma. Wydaje się, że ten fakt, w decydujący sposób, zaważył na dalszej karierze Mariana Jurczyka. Na I Krajowym Zjeździe Solidarności w Gdańsku, we wrześniu 1981, Marian Jurczyk miał poparcie największej liczby delegatów i zanosiło się, że to on, a nie Lech Wałęsa zostanie przewodniczącym Związku! Zwolennikom finlandyzacji Polski, prekursorom Okrągłego Stołu, akceptującym kierowniczą rolę PZPR, groziła katastrofa. Zawiesili obrady, a całonocne lobbowanie Kuronia, Frasyniuka, Michnika i innych doprowadziło do wyboru Lecha Wałęsy. Jurczyka uznano za oszołoma, antysemitę, człowieka, któremu w przyzwoitym towarzystwie nie powinno podawać się ręki.

I tak już zostało. Po śmierci dzieci Marian Jurczyk spędzi jeszcze dwa lata w więzieniu. Po wyjściu z więzienia pozostaje bez pracy, za to jest poddany dozorowi policyjnemu i nieustannemu policyjnemu nękaniu.

W 1989 roku Marian Jurczyk, legalnie wybrany przewodniczący Zarządu Regionu Pomorza Zachodniego, człowiek będący przez 3 lata w śledztwie i więzieniu za działalność w Związku Solidarność, nie zgadza się ponownie wstępować do związku, w którym prawnie zajmuje miejsce w najwyższych władzach, odmawia zgody na ponowną rejestrację, nie zgadza się na grubą kreskę i Okrągły Stół. Zawiązuje Porozumienie na rzecz Demokratycznych Wyborów w NSZZ Solidarność, do którego, nota bene, przystępuje większość przebywających w kraju członków Komisji Krajowej Związku. Porozumienie domaga się, aby ci, którzy przez lata podziemnej walki o Polskę i Solidarność, nie zostali szachrajstwem rejestracyjnym pozbawieni należnych im praw lecz mogli wziąć udział w wyborach nowych władz. Niestety ani Mariana Jurczyka, ani wielu innych działaczy Porozumienia, którzy nie ugięli się przed dyktatem i nie dali się przekupić, nawet nie wpuszczono na salę obrad nowej Solidarności. Jurczyka skazano na margines życia publicznego i politycznego.

Pomimo tego w wyborach parlamentarnych 1997 roku uzyskuje mandat senatora województwa szczecińskiego, a w wyborach samorządowych 1998 zostaje wybrany radnym Sejmiku Wojewódzkiego, a jego bliscy współpracownicy zdobywają mandaty radnych Miasta Szczecina. W efekcie Marian Jurczyk zostaje prezydentem Szczecina. Jako prezydent Szczecina Marian Jurczyk doprowadza do unieważnienia przetargów, w których firmom niemieckim sprzedaje się grunty w środku miasta. Jako senator Marian Jurczyk występuje na forum Senatu z żądaniem reformy systemu wyborczego i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach parlamentarnych i samorządowych. Jest to jedyny głos senatorski popierający Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Marian Jurczyk organizuje spotkania i konferencje jako jedyny prezydent wielkiego miasta w Polsce, który zdecydowanie i konsekwentnie opowiada się za taką reformą prawa wyborczego.

Tego wszystkiego jest za dużo dla naszych rodzimych zwolenników tolerancji, demokratów i Europejczyków. Można tolerować wszystko, ale nie coś takiego! Miasto Szczecin odgrywa nie byle jaką rolę w tej części Europy, to tam przewidziane są pierwsze po drugiej stronie Odry koszary dla sojuszniczych i zaprzyjaźnionych jednostek Bundeswehry. To w Szczecinie najlepiej może się realizować odwieczna przyjaźń polsko-niemiecka. Jest wprost niemożliwe, żeby jakiś oszołom, w rodzaju Jurczyka, rządził takim ważnym miastem. Jednomandatowe okręgi wyborcze śnią się niczym koszmarny sen naszym parlamentarzystom, którzy budzą się zlani potem z przerażenia, że ktoś wymagałby od nich odpowiedzialności za słowa i czyny! Pojawia się więc postulat o konstytucyjnej niedopuszczalności godzenia mandatu senatora z pełnieniem funkcji prezydenta miasta. Jak długo funkcje takie łączył słuszny i europejski prezydent Wrocławia, Bogdan Zdrojewski, wszystko było w porządku. Kiedy prezydentem Szczecina wybrano niesłusznego i nieeuropejskiego Mariana Jurczyka, owo połączenie od razu zaczęło godzić w konstytucję. Trzeba jednak było przeprowadzić procedurę legislacyjną, czyniącą niemożliwym takie łączenie funkcji.

Prostszym i skuteczniejszym sposobem na wykończenie Jurczyka okazało się znalezienie jakichś teczek i przeprowadzenie za zamkniętymi drzwiami dowodu, że Marian Jurczyk był współpracownikiem SB! Suto, jak widać, nagradzanym za swoje usługi, o czym dobitnie świadczą wieloletnie darmowe wakacje w więzieniach i spartańska prostota, z jaką rozwiązano jego problemy rodzinne! (Słowa spartańska prostota są tutaj na miejscu: uczono mnie bowiem w szkole, iż w Sparcie niechciane i nieprzydatne dzieci zrzucane były ze skały, a tutaj przez okno!). Szybko więc przeprowadzono postępowanie lustracyjne, w wyniku którego Marian Jurczyk został okryty niesławą, pozbawiony mandatu senatora, funkcji prezydenta miasta i objęty zakazem piastowania funkcji publicznych przez 10 lat.

Zniesławiony, sponiewierany, pozbawiony godności i publicznych funkcji Marian Jurczyk od dwóch lat czeka na rozpatrzenie jego skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, domagając się unieważnienia wyroku Sądu Lustracyjnego. Może sobie czekać, nie ma przecież nic do roboty. Co innego Sąd Najwyższy. Ten ma huk pracy i nie może się spieszyć. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że prokurator Instytutu Pamięci Narodowej ma już dowody, że tragedia Jurczyków nie była wypadkiem ani samobójstwem, ale że była to zbrodnia, za którą odpowiedzialne są służby specjalne PRL.

Występując 1 lipca 1998 w Senacie, w debacie nad ordynacją wyborczą do samorządu terytorialnego, Marian Jurczyk, skrytykował obłudną rolę AWS, która przed wyborami obiecywała wyborcom jednomandatowe okręgi wyborcze, a po wyborach likwidowała okręgi jednomandatowe nawet tam, gdzie one poprzednio były, tj. w gminach do 40 tysięcy mieszkańców. Tak oto kończył swoje przemówienie:

Mamy tutaj klasyczny wręcz przykład, jak duże ugrupowanie polityczne, zdobywające w wyborach największą ilość głosów, po wyborach staje się zakładnikiem swojego dużo mniejszego i słabszego partnera, w tym wypadku Unii Wolności, który pod groźbą zerwania koalicji wymusza na swoim silniejszym partnerze ustępstwa w sprawach najbardziej nawet zasadniczych i pryncypialnych. Dla zachowania władzy, choćby tylko koalicyjnej, trzeba oszukiwać swój elektorat, trzeba stosować dialektyczne sztuczki i pokrętną sofistykę, aby zaskoczonym wyborcom teraz tłumaczyć, że to co jest najbardziej sprzeczne z głoszonymi do tej pory zasadami, to jest właśnie nic innego jak tych zasad praktyczną realizacją! Po prostu DIALEKTYKA, ta sama, w objęciach której żyliśmy przez pół wieku.
Ta sytuacja ukazuje nam jaskrawo cały ABSURD, całe zło ordynacji proporcjonalnej: wyborcy, ich oczekiwania, ich zapatrywania są niczym, są tylko mięsem wyborczym, a liczą się tylko partyjne interesy, liczy się tylko możliwość zachowania i sprawowania władzy. I sytuacja jest absolutnie typowa: tak jest zawsze i wszędzie tam, gdzie obowiązuje ten złowrogi system, dialektycznie nazywany proporcjonalnym, choć z proporcją i proporcjonalnością nie ma nic wspólnego. System, który daje małej koalicyjnej partii wpływ na rządy zupełnie niewspółmierny i nie proporcjonalny do uzyskanego poparcia społecznego.
I teraz taki absurdalny system chce się narzucić wszystkim szczeblom samorządu terytorialnego, a na otarcie łez i jako argument dla żonglerki słownej, pozostawiając możliwość wyborów w okręgach jednomandatowych w gminach do 20 tysięcy mieszkańców.

Stawiam wniosek, aby Wysoki Senat zażądał wprowadzenia poprawki do proponowanej nam ordynacji wyborczej stwierdzającej, że wybory do wszystkich trzech szczebli samorządu terytorialnego odbywają się w okręgach jednomandatowych i usunięcia wszystkich zapisów, które są z tą zasadą sprzeczne.

Niestety, jak wiemy, był to głos wołającego na puszczy.

Jerzy PRZYSTAWA

Prof. Jerzy Przystawa nad Bałtykiem. Foto: Agnieszka Przystawa.

JERZY PRZYSTAWA (1939-2012), profesor fizyki teoretycznej, kierownik zakładu w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Intelektualista, jeden najwybitniejszych polskich myślicieli i wizjonerów przełomu XX i XXI w., sformułował postulat JOW, którego realizacja ma szansę stworzyć podstawy gmachu nowej Rzeczypospolitej. Autor opinii: "Ukąszenie Okrągłego Stołu, zamiast nas pobudzić i zaktywizować, sparaliżowało naszą wolę budowy społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego, oddało nasz państwo w ręce pieczeniarzy i kompradorów". Inicjator Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Autor książek: Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski (z M. Dakowskim); Otwarta księga. O Jednomandatowe Okregi Wyborcze (z R. Lazarowiczem); Nauka jak Niepodległość. O sytuacji polskiego nauczyciela; Trans Atlantic. Felietony nowojorskie.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież