Tuesday, Nov 21st

Last update10:53:45 PM GMT

RSS
You are here Obywatel Obywatelskość „Nigdy więcej nocy kryształowej” czyli o... polskim nacjonalizmie

„Nigdy więcej nocy kryształowej” czyli o... polskim nacjonalizmie

Email Drukuj PDF
Plakat

Lewacy postanowili zrobić polską dokrętkę do niemieckiego serialu "Nasze matki, nasi ojcowie". Organizując 9 listopada w Warszawie manifestację pod hasłem "Nigdy więcej nocy kryształowej". Nie w Berlinie, Monachium czy Norymberdze, lecz w polskiej stolicy. W ten sposób najgłupiej jak można sugerują, i taki komunikat także idzie w świat, że Polska i Warszawa mają coś wspólnego z pogromami Żydów w nocy z 9 na 10 listopada 1938 r., choć do tych zbrodni doszło w Niemczech i dopuścili się ich wyłącznie Niemcy.

Lewacy albo wcale nie myślą, albo robią to celowo i na zamówienie, bo urządzając obchody nocy kryształowej w Warszawie, dają Niemcom asumpt do grania ulubionej melodii o polskim antysemityzmie, współsprawstwie w mordowaniu Żydów, a potem w zbrodniach na biednych Niemcach wypędzanych w 1945 r. ze stron ojczystych. A Niemcy już w 1989 r. zastawili sprytną pułapkę na różnych użytecznych idiotów poza granicami Republiki Federalnej, inicjując 9 listopada obchody Międzynarodowego Dnia Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem. W ten sposób niemiecka wina za noc kryształową i inne zbrodnie rozmywa się w międzynarodowych obchodach.

Warszawa nie powinna być jednak poligonem niemieckiej polityki historycznej, a Polacy (wszystko jedno czy lewacy czy ktokolwiek inny) nie powinni się dawać wciągać w tego rodzaju hece, realizowane na niemieckie zamówienie i mające jeden cel: uczynić z Niemców ofiary a nie sprawców. Być może zresztą nie wynika to wcale z głupoty czy braku wyobraźni, lecz ze zwykłej interesowności.

(Redakcja koszalin7.pl) | Na ilustracji widzimy plakat wykonany z wykorzystaniem zdjęcia-symbolu, które jednoznacznie kojarzy się Polakom ze zbrodnią Holocaustu dokonaną przez niemiecką III Rzeszę na Żydach. Sprawcami nie byli bowiem anonimowi "naziści", ale Niemcy, którzy masowo, szczególnie w takich regionach Rzeszy jak Pomorze i Koszalin, poparli Hitlera, nie ukrywającego już wtedy przecież, jaki los zamierza zgotować Żydom. Użycie tego symbolu do wewnętrznych rozgrywek politycznych w Polsce, rani uczucia Polaków, jest niedopuszczalnym nadużyciem symboli w imię ideologicznych i politycznych interesów.
O pomyłce nie może być mowy, potwierdza to rozmowa zamieszczona w "Gazecie Wyborczej" z Patrycją Dołowy, zilustrowana tym plakatem, która na pytanie dziennikarza GW, dlaczego uczestniczy w manifestacji, odpowiada: "Ważne wydaje mi się przypomnienie wydarzeń nocy kryształowej z 9 listopada 1938 roku, do których być może nie doszłoby, gdyby tamto społeczeństwo zachowało czujność na różne sygnały. Te sygnały zostały zignorowane. Widzę analogię do współczesnej Polski, i to mnie bardzo martwi". Gdzie dostrzega te podobieństwa, pyta dziennikarz. "Choćby opisywany przez Gazetę przypadek pubu, w którym oficjalnie wisiał homofobiczny i upokarzający znak: "Zakaz pedałowania". To jest bulwersujące, na to powinny być paragrafy. Tymczasem mam wrażenie, że większość z nas uważa, że nic się takiego nie stało" - odpowiada Patrycja Dołowy.
Gazeta Wyborcza (09.11.2013), Wojciech Karpieszuk, Marsz Razem przeciwko Nacjonalizmowi. "Przeraża mnie to"

Bardzo łatwo sobie wyobrazić jak manifestację w Warszawie pod hasłem "Nigdy więcej nocy kryształowej" filmują niemieckie i zagraniczne telewizje, a potem pokazują to u siebie w programach informacyjnych czy reporterskich. Tym materiałom nie musi towarzyszyć żaden zakłamany komentarz, wystarczy, że uruchomią skojarzenia wdrukowane w ostatnich latach, czyli o polskich antysemitach i współudziale Polaków w Holocauście. I wielu ludzi w Niemczech, w innych krajach Europy oraz poza nią skojarzy noc kryształową z Warszawą i Polakami, nie zastanawiając się, jak było naprawdę. Trzeba więc być kompletnie wyzbytym wyobraźni, rozumu, elementarnej przyzwoitości, honoru i pozytywnych uczuć wobec własnego narodu i kraju, żeby w taką hecę się angażować.

Młodzi Niemcy, a tym bardziej Francuzi, Anglicy, Amerykanie czy Hiszpanie nie znają historii i dla nich liczy się to, co zobaczą w telewizji. A już zobaczyli serial "Nasze matki, nasi ojcowie", który pokazywał polskich antysemitów z AK, współsprawców Holocaustu, o wiele gorszych niż rycerscy żołnierze Wehrmachtu, broniący Żydów przed polskimi "bestiami". Młodzi (i nie tylko) ludzie na świecie już zobaczyli takie filmy jak "Gustloff" (skądinąd zatopiony niemiecki statek wziął imię od nazisty Wilhelma Gustloffa zastrzelonego w 1936 r. przez żydowskiego studenta) czy "Upadek", gdzie Niemcy są ofiarami jakichś nie posiadających narodowości nazistów.

Jakby tego było mało, 9 listopada 2013 r. w największym swoim dzienniku "Bild" Niemcy zobaczyli plany budowy obozu Auschwitz jako ilustrację materiału o nocy kryształowej. Czyli obóz miał powstać w polskim Oświęcimiu, choć przecież po agresji Niemiec to miasto znalazło się na obszarze włączonym do Rzeszy, ale o takich niuansach nikt w Niemczech nie mówi i nie pisze. Po co ktoś ma to robić, skoro od lat niemiecka polityka historyczna na potęgę wybiela Niemców, Polaków czyniąc zbrodniarzami. Trudno "numer" "Bilda" uznać za przypadek, skoro właśnie teraz toczy się proces przeciwko niemieckiemu tygodnikowi "Focus" za używanie haniebnego i załganego określenia "polski obóz koncentracyjny".

Od kilku lat trwa bardzo konsekwentny, wspomagany wielkimi pieniędzmi z budżetu federalnego proces wybielania Niemców i czynienia ich ofiarami nazistów na równi z Polakami, Białorusinami, Rosjanami, Ukraińcami, Serbami czy Grekami. A nawet chodzi o to, żeby tzw. zwykli Niemcy byli lepsi od Polaków czy Czechów, którzy przecież wypędzili ich z Heimatu. Jeśli więc z Warszawy ostrzega się świat przed kryształową nocą, robi się ogromny prezent najbardziej podłej i paskudnej polityce zakłamywania, wybielania, usprawiedliwiania i rozgrzeszania Niemców za nieprawdopodobne zbrodnie, które popełnili. Niemcy, a nie żadni ponadnarodowi naziści.

Stanisław Janecki

Stanisław JANECKI - od 20 lat dziennikarz i publicysta. Z wykształcenia fizyk, filozof i historyk sztuki. Zajmujący się na różnych etapach życia mechaniką i kosmologią kwantową, matematyką chaosu, logiką i filozofią języka, piętnasto- i siedemnastowiecznym malarstwem holenderskim oraz polską sztuką współczesną. Przez 17 lat związany z tygodnikiem "Wprost" - jako dziennikarz śledczy, publicysta, zastępca redaktora naczelnego i redaktor naczelny (2007-2010). Był także wicedyrektorem TVP1, felietonistą dziennika "Fakt", komentatorem radiowym i telewizyjnym, autorem programu w radiowej Trójce.

Tytuł pochodzi od redakcji portalu koszalin7.pl. Tekst pierwotnie ukazał się na portalu wPolityce.pl

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież