Tuesday, May 23rd

Last update03:07:55 AM GMT

RSS
You are here Koszalinianie Kultura Wacław Dąbrowski - mąż, "pan od muzyki" i przyjaciel

Wacław Dąbrowski - mąż, "pan od muzyki" i przyjaciel

Email Drukuj PDF
W.Dąbrowski

Trudno znaleźć zdjęcie pana Wacława, na którym nie byliby razem - on i żona Maria. Nierozłączni, wpatrzeni w siebie. Dla wielu osób w Koszalinie, byli wzorem małżeństwa. Tak zapamięta Wacława Dąbrowskiego proboszcz koszalińskiej parafii Ducha Świętego, ksiądz Kazimierz Bednarski.

- Dali świadectwo miłości małżeńskiej, byli żywą ilustracją ewangelicznego opisu małżeństwa - już "nie dwoje, lecz jedno ciało" - i posłuszeństwa przykazaniu: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela".

Przyszedł na świat w tragicznym 1939 roku, kilka miesięcy przed wybuchem wojny światowej, zachował jednak pogodne spojrzenie na świat, spokój i niezachwianą wiarę w dobro i piękno. W 1945 roku przyjechał na Ziemie Odzyskane, które dla milionów Polaków stały się nową, kochaną Ojczyzną. W Słupsku ukończył Liceum Pedagogiczne, później było słupskie Studium Nauczycielskie, a dalej pedagogika na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował w Kępicach, ale już w 1961 roku przeniósł się do Koszalina. Był nauczycielem śpiewu i muzyki w "dziesiątce" (SP Nr 10), następnie w "ekonomie" (Liceum Ekonomicznym) i "dibulcu" (Liceum Ogólnokształcące im. Dubois). Wielu koszalinian zapamiętało go jako niezwykłego nauczyciela i pedagoga.

- W liceum Dubois pan Wacław Dąbrowski uczył nas przedmiotu "wychowanie do życia w rodzinie" - wspomina Jagoda Rypniewska, koszalinianka, dziś mieszkanka Szczecina. - Eksperymentalny program, po raz pierwszy w historii edukacji, bez podręczników i zeszytów. "Pan od muzyki", tak o nim mówiliśmy, przynosił na zajęcia "Małego Księcia" Antoine’a de Saint-Exupéry’ego i czytał... Dziś wiemy, że nikt inny nie potrafiłby tak pięknie, mądrze i łagodnie przeprowadzić bezpiecznie nas "młodych gniewnych" ze świata dzieci do świata dorosłych...

Zespół Pieśni i Tańca, Miejski Ośrodek Kultury, Pałac Młodzieży - przez ponad 30 lat zakładał i prowadził w Koszalinie grupy muzyczne, teatralne i recytatorskie. Jeszcze podczas pobytu w Kępicach związał się z Teatrem Dialog, który organizował w pionierskich czasach, razem z jej założycielką Henryką Rodkiewicz.

- Po raz pierwszy spotkaliśmy się pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy przyszedłem do Dialogu jeszcze jako uczeń szkoły średniej - opowiada Paweł Ryfun, przedstawiciel młodszego pokolenia "Dialogowców". - Wacław opowiadał o teatrze jak o drugim domu. Nie był zawodowym aktorem, ale był wielkim pasjonatem teatru. Właśnie to spotkanie spowodowało, że zostałem tam na dłużej.

Wacław Dąbrowski był jednym z współtwórców kultowego już dziś w Koszalinie Teatru Propozycji "Dialog", nawiązującego stylem do krakowskiego Teatru Rapsodycznego, w którym występował Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II. Pierwszym konspiracyjnym przedstawieniem tamtego teatru był "Król-Duch" Słowackiego, wystawiony w Dzień Zaduszny 1941 roku, bo też od rapsodiów Króla-Ducha wywodziła się jego nazwa, i do tej idei nawiązała 20 lat później Henryka Rodkiewicz, aktorka koszalińskiego teatru dramatycznego imienia... Juliusza Słowackiego. Z tego też powodu pierwszy spektakl "Dialogu" oparto na Słowackim - "Godzina myśli" o poezji i prozie Wieszcza - którego polska inteligencja jeszcze w czasach powojennych, tłamszonej wówczas wolności, wielbiła, znajdując w nim swe ukryte tęsknoty, dążenia i ducha.

- Tworzył teatr swoją osobą, był jego filarem - mówi Paweł Ryfun. - Kiedyś powiedział mi, że miał propozycję pracy w innym dużym mieście, ale nie zostawił Koszalina właśnie ze względu na "Dialog". Nieczęsto zdarza się ktoś, kto posiada taki dar opowiadania - o zwykłych rzeczach w sposób zajmujący. Sypał historiami, anegdotami, przeżyciami własnymi, zawsze ciekawie i z kulturą żywego słowa.

- Człowiek, który rozmawiał z każdym i dla każdego miał czas - mówi koszaliński poseł Stefan Romecki, który uczestniczył w uroczystościach pogrzebowych.

We wtorek 8 listopada, w dniu, w którym do Koszalina przyszła nocą tegoroczna zima, żegnał Wacława Dąbrowskiego tłum jego przyjaciół, uczniów, współpracowników, włącznie z tymi, którzy musieli pokonać kilkaset kilometrów drogi, by wziąć udział w ostatniej drodze swego przyjaciela. Żółtymi kamizelkami wyróżniały się panie które zgodnie z wolą Zmarłego, zamiast kwiatów" zbierały datki na koszalińskie Hospicjum im. Maksymiliana Kolbego.

Paweł Ryfun: - Takiego go zapamiętam, wspaniałego przyjaciela. Zawsze życzliwy i pogodny, miał świetny kontakt z ludźmi. Trudno mi to opisać, ale był wyjątkową osobą, takich ludzi jest dzisiaj niewielu.

Jagoda Rypniewska: - Pozostała wdzięczna pamięć i słowa Małego Księcia: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".

Tadeusz Rogowski

Zdjęcia: Tadeusz Rogowski.

 

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież