Sunday, Jul 21st

Last update04:33:09 AM GMT

RSS
You are here Koszalin Wydarzenia Wybory komunalne - w Koszalinie i nie tylko

Wybory komunalne - w Koszalinie i nie tylko

Email Drukuj PDF
Wybory

W poniedziałek (4 października) minął termin zgłaszania komitetów wyborczych do wyborów samorządowych 2010. W Koszalinie nadzór nad wyborami pełni Komisarz wyborczy Marek Mazur, na co dzień sędzia Sądu Okręgowego. Teren jego działania obejmuje dawne województwo koszalińskie - miasto Koszalin oraz powiaty białogardzki, drawski, kołobrzeski, koszaliński, sławieński, szczecinecki, świdwiński, wałecki.

Do 4 października, do godz. 16.00, Komisarz zarejestrował łącznie 250 komitetów wyborczych (w poprzednich wyborach było ich 400):

  • 212 małe komitety w gminach wiejskich do 20 tys. mieszkańców;
  • 34 komitety wyborców i komitety wyborcze wyborców (KW i KWW) zakładane w miastach oraz powiatach przez samych mieszkańców;
  • 4 komitety organizacji, zawiązane przez istniejące stowarzyszenia z Koszalina, Czaplinka, Wałcza i Barwic.

Stefan Romecki zbiera podpisy na ulicach Koszalina.

W Koszalinie zarejestrowano 3 komitety - KW Lepszy Koszalin, KWW Silny Region oraz KWW Stefana Romeckiego.

KW Lepszy Koszalin jest komitetem organizacji - stowarzyszenia o tej samej nazwie, które powstało kilka miesięcy wcześniej. Przewodzi mu Artur Wezgraj, kanclerz Politechniki Koszalińskiej, kandydat na prezydenta miasta.

Niewiele wiadomo o KWW Silny Region. Prawdopodobnie jest to ugrupowanie związane z lewicą, zorganizowane głównie - jak wskazuje nazwa - do wyborów ponadgminnych, powiatowych lub wojewódzkich. Pełnomocnikiem wyborczym tego komitetu jest Stanisław Zbiewski. Wiadomo o nim tyle, że zasiadał w obwodowych komisjach wyborczych, w wyborach parlamentarnych 2007 roku z ramienia Samoobrony RP, zaś w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku z ramienia koalicji PD-SDPL-Zieloni (Partia Demokratyczna - Socjaldemokracja Polski - Zieloni).

KWW Stefana Romeckiego tworzyć będą społecznicy i działacze obywatelscy skupieni wokół osoby głównego kandydata. W wyborach nie wystartował Komitet Obywatelski Miasta Koszalina, Stefan Romecki organizuje własny komitet wyborczy wyborców pod swoim nazwiskiem. Nie wiadomo również, czy zdecyduje się na samodzielny start w wyborach prezydenckich, czy raczej poprze któregoś z kandydatów.

Komitety wyborcze wystawiły również partie polityczne - PO, PiS, SLD, które rejestrują się w innym trybie (lista krajowa w Warszawie). Obowiązująca ordynacja wyborcza faworyzuje partie do tego stopnia, że śmiało można mówić o dyskryminacji zwykłych komitetów wyborców (dotacje z budżetu państwa dla partii, wyspecjalizowane aparaty partyjne, centralne kampanie w mediach i nieograniczony praktycznie dostęp do pieniędzy). Listy kandydatów nie zaskakują, przeważają osoby pełniące aktualnie lub w przeszłości funkcje publiczne i zajmujące wysokie stanowiska w strukturach władzy.

Kandydatów do fotela prezydenta jest na razie pięciu (alfabetycznie): Piotr Jedliński (lista PO), Krystyna Kościńska (SLD), Jan Krawczuk (PSL), Paweł Michalak (PiS), Artur Wezgraj (KW Lepszy Koszalin). Termin zgłaszania kandydatur na radnych upływa 22 października, kandydatów na prezydenta miasta - 27 października.

Zdominowanie wyborów na poziomie samorządowym przez partie polityczne i pojawienie się w 100-tysięcznym mieście zaledwie dwóch komitetów wyborczych wyborców, należy określić jako cios dla i tak bardzo rachitycznej demokracji lokalnej. Wybory do samorządu odbywają się według starej ordynacji, co w warunkach postępującej oligarchizacji państwa, oznacza po prostu wycięcie resztek lokalnych ruchów obywatelskich i niemal całkowite zduszenie aktywności obywatelskiej. Utrzymanie progów wyborczych oznacza w praktyce, że kandydat na radnego może wygrać wybory w mieście i... nie zostać radnym, bowiem komitet, który go wystawia musi pokonać 5 procentowy próg wyborczy. O ile można się jeszcze doszukiwać sensu utrzymania progów w wyborach parlamentarnych (mają chronić przed nadmiernym rozdrobnieniem parlamentu), to w wyborach samorządowych po prostu dyskryminują one bezpartyjnych obywateli.

Żeby wprowadzić swojego kandydata do rady miejskiej, trzeba powołać całe przedsiębiorstwo wyborcze (REGON, NIP, konto bankowe, wyjątkowo skomplikowana procedura rejestracyjna, odpowiedzialność członków komitetu przed prawem, obowiązek zbierania podpisów pod listami radnych itd.) i wystawić kilkadziesiąt osób (w Koszalinie do 50 kandydatów), żeby uciułały głosy wystarczające do przekroczenia progu wyborczego. To, co dla partii jest chlebem powszednim i często źródłem zarobkowania - organizowanie wyborów - dla komitetów zwykłych wyborców jest biurokratyczną dżunglą nie do przebycia, podejmowaniem zbędnych zobowiązań i niepotrzebnego ryzyka (odpowiedzialność majątkowa członków komitetu). Tymczasem w wyborach w jednomandatowych okręgach wyborczych wygrywa po prostu ten, kto dostał o jeden głos więcej od swojego konkurenta. System ten ma jednak jedną "wadę" - odbiera aparatom partyjnym władzę mianowania radnych i posłów, bo do tego sprowadza się procedura tworzenia list partyjnych.

Obecna ordynacja narusza również konstytucyjną zasadę równości wobec prawa. Jak wiadomo państwo nie powinno różnicować praw obywatelskich w zależności od miejsca zamieszkania. Tymczasem Polacy wybierają swoich przedstawicieli do samorządu według dwóch różnych systemów wyborczych: wyborcy w gminach do 20 tys mieszkańców - w wyborach większościowych; mieszkańcy większych gmin i miast - w wyborach proporcjonalnych. Przed kilku laty Trybunał Konstytucyjny oddalił skargę Rady Miejskiej Poznania, która stawiała zarzut naruszenia zasady równości przez obowiązującą ordynację. Ponad 2 lata zajęło Trybunałowi Konstytucyjnemu rozważanie tej, oczywistej wydawałoby się sprawy, żeby w końcu rozstrzygnąć ją w sposób iście salomonowy - odmówiono radzie gminy tytułu do wnoszenia takiej skargi przed Trybunał.

Prof. Zbigniew Brzeziński, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA, nazwał kiedyś obowiązującą w Polsce ordynację wyborczą "najgorszą i najgłupszą na świecie". W warunkach lokalnych, preferuje ona lokalną oligarchię, nie dając raczej szans zwykłym obywatelom, a więc prawdziwym gospodarzom terenu. Upartyjnienie samorządów prowadzi do tego, że samorządami są one już tylko z nazwy. Łatwo przewidzieć, że ten stan obywatelskiej zapaści bardzo poważnie zaciąży na przyszłości Polski. Wiara, że sam tylko postęp gospodarczy zapewni cywilizacyjny rozwój, jest oczywistą iluzją.

O konieczności zmiany ordynacji wyborczej do samorządów mówił podczas kampanii prezydenckiej Bronisław Komorowski, wówczas jeszcze marszałek Sejmu (czytaj: Prezydent Bronisław Komorowski - w Koszalinie i w Zgromadzeniu Narodowym). Między innymi w Koszalinie mówił o potrzebie wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach samorządowych, żeby również radni w miastach byli wybierani według tego systemu. Zapowiedział podjęcie inicjatywy ustawodawczej, na razie jednak ten punkt wyborczego programu nie został zrealizowany. (ah)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież