Saturday, Nov 18th

Last update10:53:45 PM GMT

RSS
You are here Koszalin Publicystyka Unijny alarm dla Koszalina

Unijny alarm dla Koszalina

Email Drukuj PDF
Plan

25 marca koszalińscy radni przegłosowali "Plan Rozwoju Lokalnego Miasta Koszalina na lata 2010-2012". Podobne plany były przyjmowano już w latach poprzednich, obecny różni się jednak tym, że przypada na ostatnie lata napływu dużych pieniędzy z Unii Europejskiej. Unijne eldorado to głównie lata 2007-2013, po tym okresie Polska będzie prawdopodobnie płatnikiem netto, to znaczy, że więcej będzie dokładać do unijnego budżetu, niż z niego czerpać. Mamy więc tylko 3 lata. Kto dobrze szansę wykorzysta, wykona skok cywilizacyjny, "ustawi" miasto na lata przyszłe, zniweluje zaniedbania z lat poprzednich i zapewni rozwój na lata następne. I vice versa, kto ten moment prześpi, przegra cywilizacyjną szansę, skazując miasto na stagnację, ustawiając nas w roli klienta wiecznie wiszącego u klamki silniejszych.

Ile tego jest

Województwo zachodniopomorskie otrzyma z Unii Europejskiej (w ramach tzw. Regionalnego Programu Operacyjnego) w latach 2007-2013 kwotę 835 mln euro, czyli 494 euro na osobę. Jeśli przeliczymy to na złotówki po kursie walutowym (26 marca 2010, euro = 3.8856 zł), otrzymujemy kwotę 3,24 mld zł na województwo i 1919,5 zł na osobę. Znając wysokość środków unijnych przypadających na mieszkańca województwa, łatwo wyliczyć, ile należy się Koszalinowi - 100 000 mieszkańców mnożymy przez 1919 zł, co daje ok. 192 mln zł. Wydaje się, że to niewiele (równowartość rocznych dochodów budżetu Koszalina, bez subwencji i dotacji z zewnątrz), takie wyliczenia są jednak zupełnie mylące, nie uwzględniają bowiem wielu czynników. W rzeczywistości kwoty przypadające na mieszkańców miast będą znacznie wyższe. Gdyby Koszalin pozyskał tylko statystyczne 192 mln zł, byłaby to jego porażka.

Pozornie więc środki unijne nie są aż tak wielkie, należy jednak pamiętać, że sprawa nie ogranicza się tylko do pieniędzy. Przede wszystkim wymuszają na administracji różnych szczebli sporządzenie planów rozwoju, skorelowanych z planami lokalnymi, regionalnymi i wojewódzkimi. Umożliwiają zinwentaryzowanie potrzeb, określenie celów rozwoju i ustalenie ich hierarchii. Dotacje unijne, w przeciwieństwie do dochodów gminnych, można w całości przeznaczyć na inwestycje, uruchamiając dodatkowo własne zasoby w postaci tzw. udziału własnego, który w zależności od inwestycji wynosi od 20 do 70 procent kosztów. Nie bez znaczenia są kwestie psychologiczne i ambicjonalne: tworzy się klimat wyścigu, rywalizacji między gminami, uruchamia się - chociaż nie wszędzie - lokalne debaty, burze mózgów, dyskusje, w których uaktywniają się lokalne społeczności. Podsumowując, dotacje unijne są ogromnym bodźcem wzrostu i niezwykle istotnym, jeśli nie najważniejszym obecnie, czynnikiem rozwoju.

Pomysłowo i profesjonalnie

Plan Rozwoju Lokalnego to gruby plik zadrukowanych kartek liczący sobie 270 stron. Pracownicy samorządowi wykonali dużą i pożyteczną pracę, jeśli nawet przyjąć, że nie wszystkie z tych projektów doczekają się rychłej realizacji. Całość jest przygotowana profesjonalnie, na pewno też jest efektem pracy zespołowej, co w polskich warunkach zawsze trzeba docenić. Każde zagadnienie rozpoczyna się od wykazania słabych stron i braków, aby po ustaleniu stanu faktycznego w dalszej części zaproponować konkretne rozwiązania. Każdy program jest wyceniony, wskazane są źródła finansowania, ma wyznaczoną osobę koordynującą oraz nadzorującą jego wykonanie. Plan ukazany jest zarówno w ujęciu analitycznym jak i w formie syntezy, dość łatwej do przyswojenia. Całość jest spójna wewnętrznie, skoordynowana w skali miasta, powiązana z innymi projektami. Nadspodziewanie dobrze dokument prezentuje się od strony redakcyjnej i językowej, widoczna jest też dbałość o prostotę ujęć. Ma również kilka innych zalet, może np. służyć za podręczne kompendium wiedzy o Koszalinie, jak też przegląd inwestycji już dokonanych lub planowanych.

Plan obejmuje 60 projektów uszeregowanych w 12. głównych programach, uwzględniających niemal wszystkie dziedziny życia społecznego, gospodarczego i kulturalnego. W nazewnictwie odstąpiono od urzędniczej nowomowy, nadając poszczególnym programom literackie a nawet poetyckie nazwy: Gospodarny Koszalin (rozwój gospodarczy), Razem można więcej (lotnisko i dworce), Infrastruktura dla rozwoju (strefa ekonomiczna, tereny pod inwestycje, spalarnia śmieci i gospodarka odpadami), Mieszkajmy w Koszalinie (m.in. budownictwo mieszkaniowe, porządkowanie gospodarki wodno-ściekowej i ciepłowniczej, schronisko dla zwierząt), Koszalin sprawny komunikacyjnie (zewnętrzny pierścień miasta, drogi, parkingi, nowe autobusy miejskie), Nowa edukacja (budowa i modernizacja obiektów dydaktycznych, wyposażenie szkół, zajęcia pozalekcyjne), Miasto równych szans (m.in. pomoc osobom niepełnosprawnym), Zdrowie dla wszystkich (m.in. budowa centrum pielęgnacji i rehabilitacji osób niesamodzielnych), Dla ciała i ducha (ścieżki rowerowe, hala widowiskowo-sportowa, filharmonia i in.), Koszalin piękny i zielony (m.in. rewitalizacja parków, koszalińskie Planty, pradolina Dzierżęcinki), Ku morzu (szynobus do Mielna oraz przeprawa przez Jamno), Bezpieczny i inteligentny Koszalin (budowa sieci teleinformatycznej).

Najwartościowsze są te projekty, które przewidują zainwestowanie w rozbudowę tak zwanej "twardej" infrastruktury miejskiej - dróg, instalacji, sieci, a więc również tego, czego nie widać gołym okiem, bo ukryte jest pod ziemią. Jak wiadomo politycy wolą inwestycje spektakularne - przynoszące szybkie korzyści, widowiskowe i przez to zyskowne politycznie. Tym bardziej trzeba docenić dbałość o infrastrukturę, która - choć mniej widowiskowa - jest w rzeczy samej prezentem dla następnych pokoleń Koszalinian, schedą, dzięki której będzie żyło im się o wiele lepiej niż nam. Wiele planowanych rozwiązań - choćby spalarnia odpadów - uczyni z Koszalina silny ośrodek regionalny i postawi wśród najnowocześniejszych miast polskich, a nawet europejskich.

Nieufność budzą projekty z dziedziny "kapitał ludzki", które to określenia powoli staje się w Polsce synonimem korupcji. Zdecydowanie najsłabszą stroną Planu są projekty polegające na dofinansowaniu przedsięwzięć z pogranicza biznesu i polityki. Polski kapitalizm kompradorski przenoszony na grunt unijny, może doprowadzić do dramatu, jaki dzisiaj stał się udziałem Grecji. Takie pomysły trzeba określić jako groźne dla lokalnych społeczności, nie tylko dlatego, że wiążą się z ogromnym marnotrawstwem, ale także dlatego, że zaburzają rynek, tworząc nierówność podmiotów gospodarczych, niszcząc konkurencyjność (choć realizowane są pod hasłem wzrostu konkurencyjności!) i sens pracy biznesowej w ogóle.

Walczyć do utraty tchu

"Plan Rozwoju Lokalnego Miasta Koszalina na lata 2010-2012" jest jednym z najważniejszych dokumentów, jaki kiedykolwiek w Koszalinie powstał, a od jego realizacji zależy przyszła pozycja Koszalina na mapie Polski i Europy. Szkoda, że jest tak mało spopularyzowany (można np. przedstawić go w formie graficznej na jednej ulotce i podać Koszalinianom). Jedno jest pewne - cała energia społeczne powinna pójść w kierunku "wyrywania" pieniędzy "z gardła" Unii Europejskiej, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, a wszystkie emocje i polityczne rozrachunki skupić się na tym jednym zagadnieniu - ile wyciągnęliście kasy panowie? Politycy muszą czuć oddech Koszalinian na swoich plecach, ale mają też prawo oczekiwać wdzięczności i wyciągniętej ręki w przypadku, gdy się im powiedzie. Jak rzadko kiedy, powinniśmy się z tym utożsamiać, ich sukces, będzie bowiem naszym sukcesem. Nie jesteśmy w stanie zmienić polskiej rzeczywistości politycznej i społecznej, ale możemy twardo zawalczyć o Koszalin, tworząc społeczną i obywatelską dźwignię nacisku na polityków, ale także ruch społecznego poparcia, wspomagający ich wysiłki. Wszystkie partyjne wojenki i podchody są bowiem niczym w porównaniu z tym, co wspólnie możemy osiągnąć. Jeśli na polu unijnym będziemy zjednoczeni, bez względu na różnice i podziały, wtedy spełni się nasz sen o Koszalinie.

Krzysztof Wojnicki

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież