Monday, Nov 20th

Last update10:53:45 PM GMT

RSS
You are here JOW Publicystyka Co uzdrowi polską demokrację?

Co uzdrowi polską demokrację?

Email Drukuj PDF
PZPR

Tu i ówdzie, w świecie dziennikarskim padają stwierdzenia, że przypisywanie jednomandatowym okręgom wyborczym (JOW) ozdrowieńczego działania dla polskiej demokracji to mit. Każdy może mieć swoje mity na swój własny użytek. Istnieją mity państwowe, a nawet globalne, do których należy choćby mit zmian klimatycznych spowodowanych działalnością człowieka. Natomiast pozytywna rola JOW to nie jest żaden mit, to zupełnie realna możliwość przeobrażenia ustrojowego, oczyszczającego polską politykę.

Oczywiście same jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) tych przemian nie dokonają. Jest taki kraj na świecie, który ma JOW, ale nic z tego dla demokracji nie wynika. To Korea Północna. Dodatkowym warunkiem niezbędnym do poprawienia polskiej demokracji jest konieczność zagwarantowania każdemu obywatelowi, realnego biernego prawa wyborczego, które obecnie zostało scedowane praktycznie na partie polityczne. W Polsce nikt, sam, bez pośrednika nie może stanąć do żadnych wyborów, nawet na radnego najmniejszej gminy. JOW plus łatwa, indywidualna możliwość startu w wyborach do Sejmu, to warunki niezbędne do uzdrowienia polskiej demokracji, głoszone przez Ruchu Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Wszystkie inne poglądy rzekomo cytujące Ruch, jak choćby taki: że "JOW odpartyjni polską politykę" nie mają nic wspólnego z myślą polityczną Ruchu na rzecz JOW. Wynikają one z niskiej, niestety wiedzy na temat skutków politycznych stosowania różnych systemów wyborczych, a zwłaszcza opartych na JOW. Przecież w wyborach do brytyjskiego parlamentu, który jest dla Ruchu wzorcowym, nie ma żadnego polityka bez odwołania partyjnego, o czym, wie każdy działacz Ruchu. To nie bezpartyjność ma stać się ozdrowieńcza dla demokracji, ale kształt i diametralnie różny charakter partii egzystujących na bazie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW).

Dawny gmach KC PZPR w Warszawie. Dziś stoi przed nim pomnik francuskiego męża stanu, gen. Charles'a de Gaulle'a.

Jednego nikt w Polsce nie kwestionuje, a mianowicie choroby polskiej demokracji. Co więc w niej niedomaga? Na pewno partie polityczne, które niczym nie różnią się od PZPR działającej w historycznych już czasach sprzed 1989 roku. Wszystkie one, łącznie z najnowszą, partią Palikota, są hierarchią struktur zarządzania, działających na wzór przedsiębiorstwa mającego prezesa, członków zarządu, dyrektorów regionalnych, kierowników lokalnych, podległych sobie wzajemnie w pionie. Ci wszyscy zarządzający nie biorą się de facto z wyborów tylko z wewnętrznego doboru, podobnie jak dzieje się to w każdej firmie. Jeżeli szef każe usunąć lub przyjąć do partii to tak się dzieje. Żadnej demokracji. Większa była w PZPR. Wybory wewnętrzne są karykaturą demokracji, czyli wolnej woli większości. Jej tam po prostu nie ma. Ten stan jest podtrzymywany i dobrze rozwija się w kierunku autorytaryzmu właśnie na skutek partyjnego systemu wyborczego. Formalnie, zgodnie z kodeksem wyborczym decyzje, kto znajdzie się na liście wyborczej podejmuje pełnomocnik wyborczy, ale de facto, nikt bez woli prezesa firmy (czytaj - partii), posłem nie zostanie. Ba, nawet nie wystartuje w wyborach, bo taki pełnomocnik jest emanacją szefa partii, któremu wódz ufa bardziej niż samemu sobie. Czy taki mechanizm to wzór demokracji?

O niezbędności JOW na wszystkich szczeblach wyborów samorządowych nawet nie wspominam, gdyż to wręcz oczywistość. Prezydent Bronisław Komorowski wychodząc naprzeciw tej idei zapowiedział podjecie odpowiedniej inicjatywy ustawodawczej, co ogłosił publicznie 29 lutego na zorganizowanej przez siebie, w swoim pałacu, konferencji "Samorządność filarem kapitału społecznego".

Artykuł ukazał się w warszawskiej gazecie "Południe".

Mariusz WIS jest prezesem Fundacji im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji - JOW. Publikuje m.in. na łamach "Rzeczpospolitej".

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież