Tuesday, Sep 19th

Last update07:01:47 AM GMT

RSS
You are here JOW Publicystyka Zaufanie

Zaufanie

Email Drukuj PDF
D. Jafra

Pan Dominik Jafra - emeryt ze Szczecina - stracił zaufanie do partii rządzącej i pozwał ją do sądu. Pan Dominik 6 lat temu (jak ten czas szybko leci!) podpisał się pod wnioskiem referendalnym, popieranym przez PO. Traf chciał, że sformułowany był tam postulat jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu, a nie do samorządu czy Senatu, który to Senat Platforma w tym samym wniosku proponowała zlikwidować.
Daremne więc były zabiegi posła Marka Wójcika, który na korytarzu sądowym usiłował wytłumaczyć rozczarowanemu wyborcy, że Platforma wywiązuje się z postulatu jednomandatowych okręgów wprowadzając JOW tam, gdzie to jest możliwe. Jakby tego było mało, podpisy kilka lat temu zniszczono, czego wnioskodawcy nie ujawnili, a o fakcie zniszczenia podpisów sam zainteresowany (jak i tysiące mu podobnych) dowiedział się dopiero rok temu z mediów. Dokładniej dzięki reportażowi Tomasza Sekielskiego pt. "Władcy marionetek” wyemitowanemu w marcu 2010 r. przez TVN

Nieustannie wmawia się nam, że w Polsce trwa – używając słów Andrzeja Wajdy – „wojna polsko-polska”, ale w sprawie tego referendum dwie najsilniejsze partie wykazują wyjątkową zgodność. Platforma, gdyby tylko chciała, mogłaby rozpisać obiecane referendum; nie musi w tej sprawie zbierać żadnych nowych podpisów, a fakt, że już zebrane zostały zniszczone nie ma tu większego znaczenia.

Każdy kto czytał konstytucję wie, że o przeprowadzeniu referendum nie przesądzają niestety zebrane podpisy, bez względu na to, ile by ich było, ale uchwała Sejmu albo wniosek prezydenta poparty przez Senat. Gdyby zebrano powiedzmy 30 mln. podpisów, a nie spełniony byłby któryś z tych warunków, referendum w polskim systemie prawnym i tak nie można by rozpisać. Od kiedy jednak Platforma ma swojego prezydenta, który „nie przeszkadza” oraz większość w Senacie, nie ma już alibi, by nie forsować JOW na drodze referendalnej, a na przeszkodzie stoi już tylko jej brak woli.

Stąd też p. Dominik Jafra, po wysłaniu pism do Kancelarii Premiera i marszałka Sejmu, a obecnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, i po tym jak pisma te pozostały bez zadowalającej odpowiedzi (a to ostatnie wręcz w ogóle bez odpowiedzi!), zdecydował się w listopadzie 2010 r. wystąpić na drogę sądową o straty moralne z tytułu nie realizacji obietnicy, pod którą się podpisał. 1 III 2011 r. sąd ten pozew o zapłatę symbolicznej złotówki (bo nie o pieniądze tu chodzi) oddalił, uznając, że nie ma podstawy prawnej do zadośćuczynienia, gdyż p. Jafra nie poniósł straty materialnej (!), ani nie został przez partię znieważony.

Ciekawe czy gdyby jakiś odważny obywatel pozwał rząd za straty, jakie poniesie ogół społeczeństwa w związku ze zgodą na umorzenie Gazpromowi 1,2 mld zł (mimo zasądzenia takiej kwoty za tranzyt rosyjskiego gazu przez Polskę na rzecz spółki EuRoPol Gaz przez sąd arbitrażowy w Moskwie!) lub za konsekwencje podpisania przez Tuska pakietu energetyczno-klimatycznego, w wyniku którego ceny energii elektrycznej w Polsce mogą skoczyć w latach 2013-2020 nawet o 80%, to czy mógłby liczyć na podobną wykładnię i czy zostałby wtedy przez unijnych ekoterrorystów (albo przez Gazprom) znieważony.

Mnie zastanawia jedno: po tym jak prezydent Miedwiediew obiecał (ustnie) gotowość do podjęcia wspólnego śledztwa polsko - rosyjskiego ws. katastrofy smoleńskiej, wielu prawników podkreślało, iż jest to zobowiązanie prawnie wiążące i zaniechaniem Tuska było z tego nie skorzystać. A kiedy partia Tuska zebrała ponad 750 000 podpisów i on sam publicznie zapewniał, że jeśli nie uda się rozpatrzyć wniosku o referendum w 2005 r., to jedną z pierwszych rzeczy, którymi on się zajmie po dojściu do władzy będzie powrót do sprawy tego referendum, nie jest to prawnie wiążące...

W jakim kraju my żyjemy? Ktoś powie, że sędzia rzeczywiście nie miała innego wyjścia i musiała wydać taki wyrok, ale jak to w takim razie świadczy o naszym systemie prawnym? W Anglii jak partia rządząca nie wywiązuje się z ważnego zobowiązania publicznego lub zaczyna realizować dokładnie odwrotną politykę niż obiecywała przed wyborami, królowa zarządza wcześniejsze wybory, aby wyborcy mogli zweryfikować czy zaistniałe okoliczności uzasadniają taką zmianę polityki (jest to tzw. konstytucja materialna, traktowana jako najwyższe prawo). Tam nie mają nawet pisanej konstytucji (jej rolę pełni system wyborczy), podczas gdy u nas przepisów jest tyle, że sami prawnicy nie nadążają, a i tak w rezultacie wyborcy nie mają zapewnionych elementarnych praw.

Art. 104 ust. 1 konstytucji stwierdza wyraźnie: Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborcze. Kiedy jednak poseł jest reprezentantem narodu, a kiedy wyborców i czy w demokracji powinno się te reprezentacje rozdzielać? Samozwańczych reprezentantów narodu już mieliśmy w PRL. System partyjny, w którym politycy wymigują się od realizacji złożonych obietnic to neoPRL, bez względu na to kto rządzi i z jakim koalicjantem. Pozew emeryta ze Szczecina uderza przeto w samą istotę partyjniactwa, wskazując, że nie można w nieskończoność obiecywać czegoś, czego się nie realizuje i nie wykorzystywać wszystkich możliwości, jakimi się dysponuje. Pan Jafra zresztą jawnie powiedział, że w nadchodzących wyborach nie zagłosuje na PO, jeśli ta nie wprowadzi JOW do Sejmu, zwłaszcza że w obecnym układzie politycznym droga referendalna stoi przed tą partią otworem.

Wniosek z tego taki, że o JOW – i nie tylko o to – musimy zawalczyć sami, bo naród w takim zakresie jest suwerenem, w jakim jest w stanie skutecznie upomnieć się o swoje prawa. Oczywiście, aby nie redukować obywatela tylko do roli petenta konieczne jest bierne prawo wyborcze, jako prawo do nieskrępowanego kandydowania bez łaski liderów partyjnych, które byłoby głównym narzędziem tej suwerenności. Po spełnieniu tego warunku nawet słowo "partia" zacznie znaczyć co innego i z tym właśnie nierozerwalnie postulat JOW się wiąże.

Pod moim ostatnim tekstem w Salonie24 (Polemika z Jarosławem Kaczyńskim) pojawił się zarzut: Nie odniósł się Pan do głównej tezy polemicznej Jarosława Kaczyńskiego, przynajmniej tak ja tekst prezesa PiS zrozumiałem. Wedle p. Kaczyńskiego system JOW w Wielkiej Brytanii i tak służy nominowaniu kandydatów przez partie.

Tyle, że ja nie polemizuję z tezą, iż w systemie JOW partie wyznaczają swoich kandydatów (poza naturalnie bezpartyjnymi), bo dzieje się tak w każdym systemie wyborczym. Chciałem tylko zasygnalizować, że odbywa się to zasadniczo inaczej niż mógłby sugerować tekst Jarosława Kaczyńskiego, odsyłając do tekstu mieszkającego od wielu lat w Wielkiej Brytanii Tomasza Kaźmierskiego, który zna to z pierwszej ręki. Z tekstu tego wynika, że partie brytyjskie bynajmniej nie „nasyłają” do okręgów z centrali wziętych z księżyca „spadochroniarzy”, którzy nawet nie musieliby znać problemów danego okręgu i czuć się z nim związanym. Nieporównanie większa jest też rola lokalnych organizacji partyjnych, które najlepiej znają sytuację w terenie.

Centrala tworzy tylko ogólnokrajową bazę kandydatów, z której mogą – choć nie muszą – korzystać organizacje okręgowe (tak było np. w przypadku najwyższego w Izbie Gmin posła Daniela Kawczyńskiego, który już na dwa lata przed startem w nowym okręgu w 2005 r. musiał się tam przeprowadzić i pracować na poparcie). Wynika to z samego systemu wyborczego – mandat w okręgu jest tylko jeden, a partia nie może wystawić tam kogokolwiek, aby wygrać. Zwłaszcza, że niezależnie od struktur partyjnych zgłosić się może każdy pełnoprawny obywatel.

System JOW zmusza partie do poszukiwania i przyciągania najlepszych z punktu widzenia wyborców, a niekoniecznie szefa partii kandydatów (stąd też często prawybory). Sprzyja też konsolidacji zbliżonych politycznie środowisk (tzw. prawo Duvergera), co w systemie list partyjnych, kreującym spory o miejsca na tych listach, nie znajduje już żadnego odzwierciedlenia. Obecna procedura wyborcza do Sejmu RP stanowi fundamentalny hamulec kształtowania dojrzałego i rozliczanego systemu partyjnego z jednej strony, a społeczeństwa obywatelskiego z drugiej.

To nie system dwupartyjny jest warunkiem zaistnienia systemu JOW, ale system JOW (zwłaszcza jednoturowy FPTP – First Past The Post) jest warunkiem jego ukształtowania. I dopóki nie wprowadzimy wyborów do Sejmu w JOW, dopóty zaufanie do rządzących, o którym tak wiele mówił w swoim expose Donald Tusk będzie towarem deficytowym, bo nie będzie podstaw instytucjonalnych do jego zaistnienia i pozbycia się tych, którzy na nie nie zasługują.

Krzysztof Kowalczyk

Krzysztof KOWALCZYK jest działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Marii-Curie Skłodowskiej oraz Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Dominik Jafra przed kamerą TV JOW. Foto: Krzysztof Pawlak - TV JOW.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież