Sunday, Sep 24th

Last update07:01:47 AM GMT

RSS
You are here JOW JOW a państwo Para-państwo

Para-państwo

Email Drukuj PDF
Złoto

Marcin P. - nagle z piątku na sobotę okazał się przestępcą, któremu prokuratura postawiła zarzuty. Wcześniej, we wtorek prokurator oświadczał, że "z zebranego dotąd materiału nie wynika, ze popełniono przestępstwo". Ba, przez kilka lat ta sama prokuratura nie reagowała na zawiadomienia Komisji Nadzoru Finansowego, a sąd gospodarczy rejestrował kolejne spółki chociaż Marcin P. jako osoba skazana nie mógł ich zakładać, ani zasiadać w zarządzie.

Sam Marcin P. miał - jak się dopiero dzisiaj okazuje - 9 wyroków (w tym wyroki za oszustwa), z których 4 się już zatarły. Każdorazowo skazywany był w zawieszeniu, chociaż standardową procedurą jest badanie karalności delikwenta i w tym przypadku powinno nastąpić odwieszenie wyroku.

A wymogi prawa bankowego? Do założenia banku trzeba 20 mln zł, Marcin P. chwali się, że miał 5 tys. w kieszeni. Skup złota wymaga koncesji - oczywiście właściciel Amber Gold takiej nie posiadał. Ani razu nie przeprowadził u niego kontroli urząd skarbowy, chociaż Marcin P. należał do głośnych sponsorów. Milionami wspierał kościoły, polityków, samorządowców czy znanego filmowca kręcącego film o Wałęsie. I przez trzy lata urząd skarbowy nie zainteresował się tak szeroką działalnością?

Jak się dziś okazuje "para-bank" Marcina P. (bank na niby) mógł działać bez przeszkód - całkowicie poza prawem, poza wszelką kontrolą, choć jego właściciel powinien był dawno siedzieć za kratkami.

Tymczasem obywatel, który naogląda się programu typu "Sędzia Anna Maria Wesołowska", albo usłyszy w telewizji jak to surowo ściga się nauczycielkę z Lublina za pomyłkę w PIT-cie, albo babcię co ukradła kostkę masła - ma prawo przypuszczać, że wszystko jest pod nadzorem i ochroną państwa.

No bo jakże to? Jest prawo bankowe czy go nie ma? Jest prokuratura i skarbówka czy nie? Skoro politycy przyjmują od Marcina P. pieniądze, skoro oficjalnie w mediach krążą reklamy - znaczy - wszystko jest legalne. Nagle okazuje się że nie jest. I nie ma w istocie znaczenia czy to zwykła inercja i bałagan w instytucjach państwa, czy też ktoś, jakaś mafia zapewniła Marcinowi P. ochronę ze strony sądów, prokuratorów i inspektorów.

Efekt jest taki sam: państwo polskie nie działa. Nie działa w interesie obywateli, nie funkcjonuje, nie jest państwem prawa - jest jakąś atrapą. "Para-bank" Plichty mógł działać tylko w "Para-państwie". I bynajmniej nie w „Para-państwie Tuska” choroba polskiego państwa ma głębsze korzenie niż tylko nieudolne rządy PO. Chodzi o fundamentalną sprawę, o której nikt z dyskutujących nad tą konkretną sprawą się nie zająknie. O zagwarantowany konstytucyjnie brak nadzoru nad sądami, prokuraturą - a w konsekwencji także nad pozostałymi instytucjami kontrolnymi. Ludzie którzy opanowali instytucje wymiaru sprawiedliwości nie dość, że podlegają tylko sobie i swoim kolegom z branży, to jeszcze dostali przywilej dopuszczania nowych członków zawodowej gildii. Jak w takim razie ma to-to "co jest polskim wymiarem sprawiedliwości" działać?

Oczywiście najważniejszym organem państwa jest sejm i to waśnie sejm powinien dokonać zmian w funkcjonowaniu państwa. Najważniejszy organ państwa nie jest jednak do tego zdolny. Dotyka go ten sam kryzys. Jakość "sejmowego ludku" jest fatalna i raczej kabaretowa, ponadto posłowie dobierani przez prezesów partii wedle zasady BMW - "bierny-mierny- ale wierny" wiedzą, że ich polityczna przyszłość zależy od prezesa, a nie od wyborców - stąd poruszają się ściśle w ramach nakreślonych przez partyjny establishment.

A zmiana systemu jest zbyt ambitnym planem dla każdej z partii czy raczej biorąc pod uwagę jakość tych organizacji - "para-partii". Dochodzi do tego rozdrobnienie Sejmu, w której nigdy żadna para-partia nie ma większości zdolnej do przeprowadzenia zmian.

Paraliż sejmu jest oczywistym następstwem partyjnej ordynacji wyborczej stąd podstawowym warunkiem naprawy państwa jest wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych.
Dopiero wtedy Polska przestanie być "para-państwem", państwem na niby.

Janusz Sanocki

Janusz SANOCKI (ur. 1954) - dziennikarz, polityk, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, samorządowiec, były burmistrz Nysy, uczestnik Ruchu Obywatelskiego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, autor książki "WoJOWnicy" (2005). 21 sierpnia 2008 rozpoczął protest głodowy przeciwko bezprawiu sądów, prokuratury i policji. Obecnie prowadzi akcję społeczną skupiającą stowarzyszenia obywateli walczących z bezprawiem sądów i prokuratur w komitety referendalne zmierzające do zmian ustrojowych w Polsce. Inicjator Kongresu Protestu.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież