Tuesday, Sep 19th

Last update07:01:47 AM GMT

RSS
You are here JOW JOW a państwo Nasz pojazd ustrojowy jest zużyty

Nasz pojazd ustrojowy jest zużyty

Email Drukuj PDF
Antoni Dudek

Z systemem politycznym jest jak z samochodem. Ważne jest, kto go prowadzi, ale nawet mistrz kierownicy, jadący przechodzonym maluchem, nie zapewni nam tempa i komfortu jazdy, jaką zaoferować może początkujący kierowca, ale prowadzący nową limuzynę. Moim zdaniem ustrojowy pojazd którym Polacy podróżują od dwudziestu lat jest już coraz bardziej zużyty. Z każdym rokiem widać to coraz wyraźniej.

W 1990 roku uwagę opinii publicznej przykuwała „wojna na górze” między zwolennikami Lecha Wałęsy i Tadeusza Mazowieckiego, a następnie jej rozstrzygnięcie w wyborach prezydenckich. Obaj ci politycy są już od lat na marginesie sceny politycznej, ale po ich konflikcie Polska otrzymała w spadku rozstrzygnięcie ustrojowe, które jeszcze przez długie lata będzie rzutowało na kształt naszej polityki, a mianowicie zasadę obsadzania urzędu prezydenta w wyborach powszechnych. Jak trafnie zauważył już przed laty Jan Rokita, taki właśnie model prezydentury został „wymyślony na doraźne potrzeby polityczne w obozie wyborczym kandydata na prezydenta z roku 1990 Tadeusza Mazowieckiego”, a jego konsekwencją było powstanie urzędu „o znaczących uprawnieniach rządowych, któremu przeciwstawiony został pochodzący z nadania parlamentarnego premier”. W ten sposób powstała, jak ją nazwał Rokita, „reguła dwugłowej egzekutywy”, której nie zmieniła ani mała konstytucja z 1992 roku, ani też obowiązująca po dzień dzisiejszy ustawa zasadnicza z 1997 r.

Polacy polubili wybory prezydenckie, czego dowodzi najwyższa - na tle innych głosowań - frekwencja, a także powszechne - choć konstytucyjnie słabo uzasadnione - przekonanie, że prezydent jest ważniejszy od parlamentu i rządu. Znakomicie było to widoczne w trakcie podwójnej kampanii w 2005 roku, w której wybory parlamentarne stanowiły ledwie rozgrzewkę przed walką o pałac prezydencki. Reguła „dwugłowej egzekutywy” sprawia, że choć Polska ma parlamentarno-gabinetowy system rządów, to nieustannie pada nań długi cień prezydenta wybieranego przez ogół obywateli.

Logicznym rozwiązaniem tego problemu byłaby albo rezygnacja z wybierania prezydenta w wyborach powszechnych i konstytucyjne ograniczenie jego kompetencji do funkcji czysto reprezentacyjnych (jak w Niemczech), albo też ustanowienie systemu prezydenckiego, w którym głowa państwa jest równocześnie szefem rządu (jak w USA).

Systemu prezydenckiego jak ognia boi się większość polskich polityków. Powód jest prosty. Przy jego zastosowaniu spadłaby rola parlamentu, który wprawdzie dalej uchwalałby ustawy i budżet, ale nie miałby już wpływu na skład rządu. Automatycznie znikłoby upiorne widmo pogrążonych w nieustannych konfliktach rządowych koalicji, które skutecznie zatruwają polskie państwo od lat. Większość polityków boi się też innego rozwiązania, które stwarzałoby szansę – choć już bez tak silnych gwarancji, jak w przypadku systemu prezydenckiego - na stworzenie stabilnego rządu. Jest nim rezygnacja z obowiązującej od chwili narodzin III RP proporcjonalnej ordynacji wyborczej i zastąpienie jej ordynacją większościową. Wprawdzie od kiedy w 1993 roku wprowadzono pięcioprocentowy próg wyborczy, liczba ugrupowań obecnych w Sejmie spadła z 24 (tyle ich było po wyborach w 1991) do pięciu lub sześciu, ale i tak od ponad dziesięciu lat żadna koalicja rządowa nie przetrwała pełnej kadencji parlamentu. Przy zastosowaniu jednomandatowych okręgów wyborczych, stanowiących podstawę ordynacji większościowej, liczba ugrupowań obecnych w Sejmie spadłaby do dwóch lub maksymalnie trzech i wreszcie pojawiłaby się szansa na jednopartyjny rząd większościowy, którego szef nie mógłby zwalać odpowiedzialności za swoje porażki na fatalnych koalicjantów.

Jednomandatowe okręgi są jednak niewygodne zarówno dla partyjnych liderów, jak i dla tych polityków, którzy mają problemy z osobistą popularnością, a swą pozycję zawdzięczają łasce tych pierwszych, zapewniających im tzw. mandatowe miejsca na listach wyborczych. W systemie większościowym liczą się bowiem tylko ci politycy, którzy potrafią wystąpić w roli autentycznych lokomotyw wyborczych i zdobywają największą liczbę głosów w swoim okręgu. W tym systemie każdy partyjny lider musi się liczyć z ich zdaniem, a równocześnie nie ma on szansy na wepchnięcie na ich grzbiecie do Sejmu swoich protegowanych.

Antoni Dudek

Dziękujemy prof. Antoniemu Dudkowi za zgodę na przedruk artykułu na naszym portalu. Tytuł pochodzi od redakcji koszalin7.pl Pierwotnie artykuł ukazał się na Salonie24 pod tytułem "Odpowiadam Profesorowi Antoniemu Kamińskiemu" i był reakcją na artykuł "Przeoczony moment ustrojowy".

Antoni Kazimierz Dudek (ur. 17 października 1966 w Krakowie) – politolog i historyk. Pracownik naukowy Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Instytutu Pamięci Narodowej.

Antoni Dudek. Dyskusja z udziałem przedstawicieli Rady Programowej III tomu słownika: „Opozycja w PRL 1956-89". Udział w dyskusji brali: Liliana Batko-Sonik, Antoni Dudek, Andrzej Friszke, Jan Skórzyński. 2006.10.26, Warszawa, DSH, Karowa 20.
Foto: Dawid Skoblewski, Wikipedia (hasło: Antoni Dudek), licencja Creative Commons.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież