22
Pn, Kwi
1 New Articles

Wybory do Europarlamentu - czego możemy nauczyć się od Estonii?

Uncategorised
Dla Polaka indywidualny start w wyborach do Parlamentu Europejskiego to perspektywa tak odległa jak kosmiczny lot na Marsa. W małej Estonii osoba wybitna i utalentowana może skutecznie kandydować do PE. Ciekawostką jest, że zarówno Polska jak i Estonia - jako kraje członkowskie Unii Europejskiej - stosują te same zasady i standardy wyborcze. Dlaczego to co jest możliwe w Estonii i innych krajach UE, jest nie do pomyślenia w Polsce?
Nie tylko w starych demokracjach, np. Wielkiej Brytanii, ale i w małej Estonii indywidualny niezależny kandydat może ubiegać się o mandat europosła. Przykładem jest Indrek Tarand, który od dwóch kadencji reprezentuje Estonię w Parlamencie Europejskim. Co prawda nie jest on zwykłym estońskim Kowalskim, ale estońskie reguły wyborów do PE, w przeciwieństwie do polskich, są równe dla wszystkich i umożliwiają efektywny start w wyborach indywidualnym kandydatom niezależnym. Indrek jest wnukiem estońskiego poety Helmuta Taranda i synem Andresa Taranda, znanego polityka, który przez rok był premierem Estonii (1994-1995), a przez pięć lat posłem do Parlamentu Europejskiego (2004-2009). Sam jest historykiem z wykształcenia, absolwentem dwóch uczelni (estoński Uniwersytet w Tartu oraz amerykański uniwersytet stosunków międzynarodowych). Polityk, dziennikarz, człowiek o szerokich horyzontach umysłowych i obszarach aktywności, znany był w Estonii jako gospodarz popularnych programów w radiu i telewizji. Te wszystkie zalety Estończyka niewiele by jednak znaczyły, gdyby nie estońska ordynacja wyborcza do PE, która umożliwia efektywny indywidualny start kandydatów niezależnych. W 2009 Indrek postanowił zawalczyć o mandat do PE i zabrał się do tego z taką energią, że sam jeden zdeklasował kilka partii politycznych, zdobywając 29 proc. wszystkich głosów, zajmując drugie miejsce, przegrywając jedynie 1046 głosami ze zwycięzcą wyborów Estońską Partią Centrum! Pięć lat później, w kolejnych wyborach do PE, nie powtórzył już tak dobrego wyniku, ale i tak zajął piąte miejsce (13%), biorąc jeden z sześciu należnych Estonii mandatów w PE. W polskich wyborach do PE Indrek Tarand nie miałby najmniejszych szans. Jego wiedza, talenty, wykształcenie byłyby nieprzydatne, tak jak nieprzydatne są uzdolnienia setek tysięcy Polaków, pozbawionych praw wyborczych w kraju, którzy swoje zdolności postanowili wykorzystać gdzie indziej, emigrując z Polski. Polski system wyborczy, zaprojektowany pod potrzeby partii, a nie obywateli i państwa, jest wykluczający, szczelny i zamknięty. Teraz postanowiono go jeszcze bardziej uszczelnić. Jeśli zmiany zostaną przeprowadzone, prawo efektywnego kandydowania (bierne prawo wyborcze) do Parlamentu Europejskiego będą mieli już tylko członkowie dwóch bliźniaczych partii PO i PiS, liczących razem 50 tys. osób, traktujących mandaty do PE jako wygodne synekury i tłuste emerytury dla swych działaczy. Pozostałych 30,6 mln wyborców, którzy według podpisanych przez Polskę zobowiązań traktatowych powinni posiadać bierne prawo wyborcze, będzie pozbawione tego podstawowego prawa obywatelskiego. W wyborach do PE w Estonii jest tylko jeden okręg wyborczy, którym jest cały kraj. Estońska ordynacja nie różnicuje komitetów tak jak polska. Niezależny kandydat, indywidualna osoba, jest traktowany tak samo jak każdy inny podmiot i podlega tym samym regułom. W ordynacji słowo "niezależny kandydat" występuje zawsze obok słowa "partia", a często je wyprzedza. Partie tworzą listy wyborcze z maksymalnie 12 kandydatami (dwukrotna ilość mandatów do PE). Każdy kandydat musi wpłacić kaucję tzw. depozyt kandydacki w wysokości pięciu stawek minimalnego wynagrodzenia. W ostatnich wyborach do PE kaucja wyniosła 1775 euro (ok. 7 tys. zł). Jest ona zwracana po uzyskaniu przez kandydata 5 proc. głosów. Ta metoda skutecznie odcina kandydatów niepoważnych. W Estonii nie ma progu wyborczego (klauzula zaporowa) tak jak w Polsce (5%). Wynik wyborów oblicza się metodą d'Hondta. Estonia zalicza się do najbardziej zaawansowanych krajów na świecie w stosowaniu głosowania elektronicznego. (ah) Zdjęcie: Indrek Tarand z Estonii, niezależny poseł w Parlamencie Europejskim. (Foto: Postimees)