Maciej Rybiński – mistrz felietonu z „Rzeczpospolitej”, zwolennik JOW

Od jego felietonów rozpoczynało się lekturę „Rzeczpospolitej”. Był człowiekiem szerokich horyzontów, intelektualistą odważnie wypowiadającym opinie. Jak większość ludzi jego pokroju, był zdecydowanym zwolennikiem jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW). Zmarł 5 marca 2009 roku. Gdyby dzisiaj żył, miałby 75 lat i zapewne nadal upominał się o to, o czym upolityczniona polska publicystyka już nie pamięta.

Niedługo przed śmiercią udzielił wypowiedzi Telewizji JOW Krzysztofa Pawlaka, w której bezlitośnie skrytykował obowiązującą w Polsce do dziś ordynację wyborczą.

Nikt z Was, proszę państwa, wyborców, idąc na wybory i wrzucając kartki z napisem PO, SLD, PSL czy PiS – nie wie tak naprawdę, na kogo głosuje! Głosuje na jakąś – nie chcę użyć brzydkiego słowa – na jakąś koterię przynajmniej, na ludzi, którzy się ze sobą znają, nawzajem się popierają, tymczasem interesy tego wyborcy – to, co chciałby w swoim najbliższym otoczeniu przynajmniej zmienić – mają w nosie głęboko, bo od tego nic w ich politycznej karierze nie zależy, bo ich polityczna kariera rozgrywa się wysoko, daleko i gdzie indziej niż nasze, przyziemne, ludzkie sprawy.

Równie krytycznie oceniał rzeczywistość polityczną. „Rozstaliśmy się z fikcją realnego socjalizmu, ale za to brniemy coraz głębiej w socjalizm absurdalny”. Ubolewał nad upadkiem politycznego myślenia: „Znaleźliśmy się, ewolucyjnie, na wyższym stopniu rozwoju. Polak jest dziś albo Homo platformersis, albo Homo pisiorensis, ale nigdy, w żadnym razie Homo sapiens”.

Był bez wątpienia wolnościowcem w polityce. Dostrzegał związek między systemem politycznym a kulturą życia społecznego. Aresztowany w stanie wojennym i zmuszony do wyjazdu z Polski, wspominał później z humorem:

Trafiłem do Niemiec i Wielkiej Brytanii, a tam żaden rząd, żadna partia się mną nie interesowała. Mieli mnie w nosie. Królowa ani razu nie zapytała, jak się czuję. Kanclerz Kohl nie złożył nigdy deklaracji, że zadba o moje szczęście.

Na szczęście (lub nieszczęście) szybko wrócił do politycznej rzeczywistości w kraju nad Wisłą, co natychmiast zaowocowało ciekawymi obserwacjami:

Czy to Buzek, czy Miller (czy to horror, czy thriller), Kaczyński czy Tusk, wszyscy nic innego nie robią, tylko zamartwiają się, jak poprawić mi byt. Nie odczuwam już deficytu miłości władzy i jeśli nie sięgam po tę wyciągniętą ku mnie rękę … to tylko dlatego, że się oduczyłem na Zachodzie. Pewnie się już nie przyuczę. Jestem stracony dla ekip rządzących.

Z całą mocą swojego wyostrzonego i wrażliwego umysłu zwracał uwagę na wycofanie się z życia publicznego elity intelektualnej, rozumianej jako zbiorowość zdolna do wywierania wpływu na społeczeństwo oraz jej kapitulanctwo, które doprowadziło do przejęcia państwa przez elity polityczne.

Milczenie ludzi fachowych i wrażliwych pozwala elicie politycznej, wspieranej przez intelektualne lokajstwo, licytować się na demagogię, płaską i głupią, na niespełnialne obietnice i absurdalne wizje, przeciwko którym nie podnosi głosu nikt niezależny…

I dalej:

Spauperyzowana elita ducha milczy najczęściej, zniechęcona brutalnością i ubóstwem myślowym politycznych rozgrywek, lękając się, że zabranie głosu w którejś z ważnych spraw publicznych zakończy się przyklejeniem etykietki z politycznego segregatora … Zastąpiła ją pseudoelita z nominacji, którą można stracić, wykazując zbyt zuchwałą niezależność …

Przerażało go, że polityka stała się rodzajem dochodowego interesu. Każdy udziałowiec stara się przystosować do reguł gry, żeby swego beneficjum nie stracić, dzierżyć je dożywotnio, a najlepiej jeszcze dziedziczyć na kolejne pokolenia. Bezideowość, płytkość intelektualna, serwilizm wobec liderów partyjnych, ustalających samodzielnie skład polskiego parlamentu – to cechy tego systemu. Niesie to katastrofalne skutki dla państwa.

W Polsce elita polityczna – poza jednostkami, które policzyć można na palcach jednej ręki – to amatorzy. Albo gorzej jeszcze – aktywiści. Obserwacja poczynań polskich elit politycznych – to znaczy grup, które roszczą sobie pretensje do takiej przynależności – pozwala postawić pytanie, czy przypadkiem w III Rzeczypospolitej nie spełniło się wielkie marzenie Lenina o państwie, którym zdolna byłaby kierować, w wolnym od gotowania czasie, każda kucharka. Większość naszych polityków wyrosła na platonowskich filozofów – królów w formacie kieszonkowym albo po prostu drobnomieszczańskim.

Doceniał decydujący wpływ ordynacji wyborczej na ukształtowanie całego systemu politycznego i filozofii państwa. Rozumiał, że w Polsce w wyniku zastosowania złej ordynacji wyborczej, powstał mechanizm selekcji negatywnej. Uważał, że zła ordynacja wyborcza do Sejmu jest głównym powodem słabości i niewydolności państwa.

Maciej Rybiński zmarł przedwcześnie w 2009 roku. Wielka szkoda, dziś bardzo brakuje jego mądrego głosu w Rzeczpospolitej. (tr)

3 myśli na temat “Maciej Rybiński – mistrz felietonu z „Rzeczpospolitej”, zwolennik JOW

  • 4 lipca 2015 o 10:31
    Permalink

    Niestety, tacy ludzie jak Maciej Rybiński szybko umierają. Nie mogą spokojnie przyglądać się temu co się dzieje w Polsce. Emigracja też nie jest dla nich rozwiązaniem, w obcym kraju nie czuja się dobrze.

    Odpowiedz
  • 5 lipca 2015 o 09:28
    Permalink

    Mimo wszystko trudno będzie się rozstać z tym cyrkiem z darmo jaki stworzył POPiSDEL w Polsce 🙂

    Odpowiedz
  • 5 lipca 2015 o 16:45
    Permalink

    [quote name=”mrówa”]Mimo wszystko trudno będzie się rozstać z tym cyrkiem z darmo jaki stworzył POPiSDEL w Polsce :-)[/quote]

    Fakt, jak polityka po wprowadzeniu JOW zacznie być poważna, to ten kabaret się skończy. Jedyna nadzieja, że jak zabraknie konkurencji ze strony polityków to prawdziwi kabareciarze wreszcie się odnajdą i będą mogli zarobić na życie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.