Od Bałtyku po Wirginię

JamestownJuż w roku 1266 Koszalin uzyskał samorząd na prawie lubeckim, z prawem do połowu ryb i handlu morskiego. Ale dopiero w latach 1331-33 miasto nabyło wieś Jamno, a mieszczanin Jan Spruth kupił połowę jeziora Jamno wraz z mierzeją, dzięki czemu Koszalin uzyskał bezpośredni dostęp do morza. Wkrótce gród i osada Unieście stały się portem rybackim i handlowym. Małe statki zwane szkunerami, o pojemności do 40 łasztów, wyposażone w 1-2 maszty z żaglem oraz do 10 wioseł, budowano na placu Mikołaja przed Bramą Młyńską (obecnie plac Kilińskiego). Drewna, smoły i żywicy do budowy statków dostarczały miejskie lasy. W pobliżu placu postawiono w XVI wieku nieistniejącą już kaplicę ku czci św. Mikołaja, patrona żeglarzy właśnie oraz ulubionego świętego ludności słowiańskiej Pomorza.

Zrekonstruowane statki, które przywiozły pierwszych kolonistów do Jamestown. 403 lata temu koszalinianin Daniel Listkow dotarł wraz z grupą Pomorzan, Polaków i Holendrów do Ameryki, gdzie organizowali pierwszą trwałą kolonię. (Foto: Jamestown Settlement and the Yorktown Victory Center)

Pod banderą Koszalina i Hanzy

Koszalińscy kupcy pływali ze swoimi towarami głównie po Bałtyku do wszystkich miast nadmorskich od Gdańska do Lubeki oraz portów duńskich i szwedzkich. Rzadziej wypływali na Morze Północne, na rynki angielskie i holenderskie. W latach 1497-1657 tylko pięć statków z Koszalina oficjalnie zapłaciło cło w duńskiej cieśninie Sund. W tym samym czasie przez Sund przepłynęły 1452 statki z Kołobrzegu i 287 statków z Darłowa.

Ale na Pomorze Środkowe docierali także kupcy angielscy i nie obyło się bez zgrzytów: pod koniec XIV wieku dwóch Anglików zostało obrabowanych i zamordowanych przez grododzierżcę sianowskiego, gdy podróżowali z towarami z Gdańska do Koszalina. W roku 1440 kupiec angielski został aresztowany w Koszalinie. Upomniał się o niego sam król angielski Henryk VII Tudor w liście do Lubeki, a działo się to w okresie ostrego konfliktu miast hanzeatyckich z Anglią. Według dokumentów „Hanserecesse” delegat z Koszalina brał udział w zjeździe hanzeatyckim w Lubece w 1473 roku, na którym omawiano korzyści z zakończenia wojny z Londynem i kiedy rok później podpisano pokój w holenderskim Utrechcie, koszalinianie zapewnili sobie udział w swobodnej żegludze i zyskach z handlu angielskiego.

Najsławniejszym koszalińskim podróżnikiem był Daniel Listkow, który w roku 1609, a więc 403 lata temu odbył wyprawę do Ameryki. Musiał on pochodzić ze znacznej rodziny kupieckiej, ponieważ znamy dwóch burmistrzów Koszalina o bardzo podobnie brzmiącym nazwisku. Hans Lisko (1570-1576) oraz Andreas Liskow albo Litzkow (1651-1659), oraz jednego burmistrza Stargardu Szczecińskiego z późniejszego okresu, gdy Stargard był stolicą prowincji pomorskiej – Ernest Bogislaw Liskow (także Lisco, 1716-1726). Z dużym prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością wszyscy czterej pochodzili z jednego rodu.

Polacy wśród pierwszych kolonistów

W kwietniu 1607 roku po trzech miesiącach podróży z Londynu do Ameryki dotarły trzy statki „Susan Constant”, „Godspeed” i „Discovery” przywożąc 104 mężczyzn i chłopców, w tym 39 załogi i 55 pasażerów (jeden pasażer zmarł w trakcie rejsu). Na cześć patrona wyprawy, króla Jerzego I, została założona osada Jamestown (początkowo pisano „James His Towne”), która się okazała pierwszą angielską kolonią w Ameryce, która przetrwała próbę czasu. Spółka Akcyjna Virginia Company of London rekrutowała do zamorskich kontraktów głównie młodych mężczyzn, fachowców w swojej dziedzinie, ale nie posiadających jeszcze rodzin. Dopiero rok później kolonistom partię młodych i dobrze wychowanych angielskich panien.

W drugiej wyprawie zaopatrzeniowej we wrześniu 1608 r. do Jamestown dotarła grupa 70 nowych kolonistów, a wśród nich – jak mówią dokumenty: 8 Polaków i Holendrów oraz jeden Szwajcar. Niektórzy badacze twierdzą, że „Dutchmen” nie byli prawdziwymi Holendrami, tylko mówiących zbliżonymi dialektami dolnosaskimi Niemcami, natomiast inni twierdzą, że chodzi raczej o poddanych książąt pomorskich, a nawet o mieszkańców Pomorza Gdańskiego. O związkach holendersko-pomorskich może świadczyć kaszubska nazwa „maszoperia”, pochodząca z niderlandzkiego „maartschappij”, a oznaczająca spółdzielnię rybacką lub związek dla wspólnych połowów.

Polacy – pracowici i.. buntowniczy

Trzech Holendrów znanych z imienia: Adam, Erazm i Samuel byli profesjonalnymi cieślami, a więc zajmowali się obróbką drewna na potrzeby budowy domów, młynów, statków, wież, mostów, ogrodzeń i innych obiektów. Natomiast bezimienni Polacy zbudowali od podstaw hutę szkła, postawili młyn, zorganizowali destylację żywicy, smoły i terpentyny oraz wypalanie węgla drzewnego i potażu – czyli półproduktów leśnych niezbędnych do produkcji statków, szkła, mydła, perfum i kadzidła. Szwajcar Wiliam Volday był poszukiwaczem drogocennych kruszców i minerałów. Już w grudniu 1608 wysłano do Anglii pierwsze próbki wszystkich produktów: „trygals of Pitch, Tarre, Glasse, Frankinoense, Sope Ashes with Clapboard and Waynscot” (pisownia oryginalna). Kapitan kolonii John Smith raportował do swoich szefów, że „tylko Polacy, Holendrzy i kilkunastu innych wiedzą, co to jest dzień ciężkiej pracy”. Pozostali nie chcą pracować, bo uważają się za dżentelmenów, handlowców lub są zwykłymi awanturnikami. Kapitan musiał wprowadzić zasadę: „kto nie pracuje ten nie je”, aby kolonia przetrwała zimę. „Dzięki Polakom i Holendrom w ciągu trzech miesięcy osiągnęliśmy więcej niż przedtem przez trzy lata”.

Pomimo wzlotów i upadków kolonia Jamestown rozwijała się pomyślnie i kiedy w 1619 r. miała już kilkuset mieszkańców postanowiono zorganizować wybory do regionalnego parlamentu przyznając prawa wyborcze wyłącznie osobom pochodzenia angielskiego i wyznawców religii anglikańskiej, którzy złożyli przysięgę na wierność królowi. Szczególnie obawiano się papistów, czyli katolików, bo wśród nich mogli być agenci króla hiszpańskiego. Wtedy Polacy zorganizowali pierwszy w historii strajk pracowniczy pod hasłem „Bez głosowania nie ma pracowania!” (No vote No Work!). Polacy szybko otrzymali równouprawnienie polityczne. Polscy osadnicy są stawiani przez amerykańską Polonię za wzór północnoamerykańskich pionierów, ponieważ jako pierwsi zakładali amerykański przemysł, oraz wywalczyli swobody społeczne, religijne i polityczne.

Polacy pionierami przemysłu

Zbigniew Stefański w swoich pamiętnikach „Memorial Commercatoris” wydanych w 1625 roku w Amsterdamie podaje skład pierwszej polskiej delegacji w Ameryce. Michał Łowicki, kupiec z Londynu; Jan Mata z Krakowa, producent mydła; Jan Bogdan z Kołomyi, ekspert od smoły, żywicy i budowy statków; Stanisław Sadowski z Radomia, budowniczy domów; i sam autor Zbigniew Stefański z Włocławka, producent szkła. Opisuje także jak polscy koloniści przywieźli do Ameryki „piłkę palantową”, co później zostało zinterpretowane jako początki baseeballu, choć trzeba przyznać, że autentyczność pamiętników jest kwestionowana.

Gdy w roku 2007 cała Ameryka świętowała okrągły jubileusz 400-lecia kolonii Jamestown, w Stanach Zjednoczonych doszło do kolejnej kłótni. Amerykanie niemieckiego pochodzenia do dziś uważają, że Dutch-Men byli po prostu Niemcami i tylko „niemiecka myśl techniczna” pozwoliła na zbudowanie huty szkła, natomiast Polacy byli personelem pomocniczym od wytwarzania żywicy, smoły. Amerykańska Polonia odpowiedziała, że w tym czasie tylko Polacy znali cały proces wytwarzania szkła, w polsko-litewskiej Rzeczypospolitej były wtedy udokumentowane 94 huty szkła, a ówczesne niemieckie i angielskie zakłady szklane nie poradziłyby sobie bez polskich półproduktów i specjalistów. O pierwszego Szwajcara w Ameryce kłócą się społeczności: francuska, niemiecka i włoska…

Historia o ojcach założycielach Ameryki jest na tyle znana w USA, że wytwórnia Walta Disneya uwieczniła ją w sławnym animowanym filmie familijnym, w którym ciekawska i piękna córka wodza Indian, Pocahontas poznaje angielskiego poszukiwacza złota Johna Smitha i się w nim zakochuje. Na koniec księżniczka musi pójść za głosem serca i wybrać swoją właściwą drogę, a to nie jest łatwe zadanie.

Sławomir Szadkowski

3 myśli na temat “Od Bałtyku po Wirginię

  • 10 lutego 2012 o 15:04
    Permalink

    No dobra, wiemy już Reagan był Koszaliniakiem, że Jan Kochanowski przejeżdżał przez Koszalin, dziś się dowiadujemy, ze Koszaliniak odkrył Ameryke. Przepraszam a kiedy będzie o tym że przodkiem pierwszego astronauty Armstronga który pierwszy postawił nogę na Księzycu był Koszaliniak? 🙂

    Odpowiedz
  • 10 lutego 2012 o 22:38
    Permalink

    [quote name=”jadzik”]No dobra, wiemy już Reagan był Koszaliniakiem, że Jan Kochanowski przejeżdżał przez Koszalin, dziś się dowiadujemy, ze Koszaliniak odkrył Ameryke. Przepraszam a kiedy będzie o tym że przodkiem pierwszego astronauty Armstronga który pierwszy postawił nogę na Księzycu był Koszaliniak? :-)[/quote]

    Spokojnie, wszystko w swoim czasie, musimy takich delikwentów jak Ty powoli oswajać z myślą, ze nie tylko Aleksander Kwaśniewski z tego regionu pochodzi 😛

    Odpowiedz
  • 10 lutego 2012 o 23:00
    Permalink

    The Far East has its Mecca, Palestine its Jerusalem, France its Lourdes, and Italy its Loretto, but America’s only shrines are her altars of patriotism – the first and most potent being Jamestown; the sire of Virginia, and Virginia the mother of this great Republic.

    Daleki Wschód ma swoją Mekkę, Palestyna swoje Jeruzalem, Francja swoje Lourdes a Włochy swoje Loretto, ale tylko świątynie Ameryki są jej ołtarzami patriotyzmu – pierwszym i najpotężniejszym jest Jamestown; ojciec Wirginii, i Wirginia matka wielkiej Republiki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.