Zmartwychwstanie

Jesteśmy tu postawieni wobec alternatywy o absolutnie radykalnym charakterze. Jeśli za kryterium przyjmiemy siebie samych: naszą ludzką egzystencję – taką, jaka ona jest – świat – taki, jaki istnieje wokół nas – sposób, w jaki myślimy i czujemy – i z tej perspektywy zechcemy oceniać Jezusa Chrystusa, to musimy wiarę w Zmartwychwstanie uznać za efekt pewnych wstrząsów psychicznych o charakterze religijnym, za wytwór początków formowania się wspólnoty, to znaczy za złudzenie. A potem jest już tylko kwestią konsekwencji, jak szybko wyeliminujemy ją wraz z jej przesłankami i wnioskami i spróbujemy dotrzeć do „czystego chrześcijaństwa”. Które wszelako nie będzie niczym innym jak rozwodnioną etyką i pobożnością. Albo też stanie się dla nas jasne, czego postać Chrystusa żąda: że mianowicie żąda wiary. Poznamy, że nie przyszedł On po to, aby przynieść nam nową wiedzę i nowe doświadczenia w ramach świata, ale aby nas od fascynacji światem, uwolnić. Usłyszymy Jego żądanie i będziemy mu posłuszni, kryteria, według których należy myśleć o Chrystusie, przyjmiemy od Niego samego. Będziemy gotowi uznać, że nie prowadzi On dalej świata za pomocą bardziej szlachetnych czy głębszych wartości i mocy, lecz że z Nim zaczyna się nowe istnienie. Dokonamy tego zasadniczego zwrotu, który właśnie nazywa się „wiarą” i po którym nie myślimy już o Chrystusie z perspektywy świata, lecz z Jego perspektywy postrzegamy wszystko inne. Nie mówimy już wtedy: Na świecie to, co umarło, nie ożywa z powrotem, a więc orędzie o zmartwychwstaniu jest mitem – lecz: Chrystus zmartwychwstał, a więc zmartwychwstanie jest możliwe, a Jego zmartwychwstanie jest podstawą prawdziwego świata.

W Zmartwychwstaniu staje się jawne to, co od samego początku stanowiło żywą istotę Jezusa, Syna Człowieczego i Syna Bożego. Kiedy zastanawiamy się nad naszą własną egzystencją, to postrzegamy ją jako ruch, który rozpoczyna się w mroku dzieciństwa – w zależności od naszej pamięci sięgającej bardziej lub mniej daleko wstecz – potem wznosi się, osiąga punkt kulminacyjny, opada, aby w końcu mniej lub bardziej spełniony lub gwałtownie załamany, opaść. Ów tor mojego istnienia zaczyna się z chwilą narodzin i kończy śmiercią. Przed nim leży mrok, budzący zdumienie, jak to jest możliwe, że mogłem zacząć istnieć. U kresu toru leży również mrok, ponad który wyłania się niejasne uczucie nadziei… W Jezusie Chrystusie nie jest tak. Droga istnienia nie zaczyna się dla Niego z chwilą narodzin, lecz sięga wstecz – w wieczność: „Zanim Abraham stał się, JA JESTEM” (J 8,58). Nie są to słowa chrześcijańskiego mistyka z II wieku, jak twierdzono, lecz bezpośredni wyraz tego, co żyło w Chrystusie. Tor ten nie kończy się też śmiercią, lecz zabierając z sobą całe Jego ludzkie życie, przechodzi w wieczność: „Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 17,23). Egzystencjalna świadomość Chrystusa ma całkiem inną głębię i rozległość, całkiem inny stosunek do śmierci, niż nasza. Śmierć jest w Jego świadomości jedynie przejściem – jakkolwiek niezwykłej wagi. „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?” – pyta Pan uczniów na drodze do Emaus (Łk 24,26). Zmartwychwstanie urzeczywistnia to, co nosił On w sobie zawsze. Kto odrzuca Zmartwychwstanie, odrzuca także wszystko, z czym w Jego istocie i świadomości jest ono związane. To, co potem pozostaje, nie jest już warte wiary.

Romano GUARDINI

——————-

Romano Guardini, „Der Herr. Über Leben und Person Jesu Christi”. Tłumaczenie polskie: Juliusz Zychowicz. Stowarzyszenie Kulturalne Fronda, Warszawa 1999

2 myśli na temat “Zmartwychwstanie

  • 24 kwietnia 2011 o 07:51
    Permalink

    Chrystus Zmartwychwstał!!! Wszystkim naszym kochanym Czytelnikom i Współpracownikom, życzymy wszelkiej pomyślności i szczęścia oraz miłości i nadziei, która płynie ze Zmartwychwstania Pańskiego.

    Odpowiedz
  • 24 kwietnia 2011 o 15:07
    Permalink

    Dzięki za przypomnienie jednego z fajniejszych tekstów o Zmartwychwstaniu Pańskim jaki kiedykolwiek czytałem. Niesamowita książka, która w polskim tłumaczeniu powinna nazywać się „Pan” (Der Herr), a nazywa się „Bóg”, dopiero w podtytule jest doprecyzowanie. Tytuły prac Guardiniego nie miały szczęścia do polskich tłumaczy, kto dziś pamięta, że „Duch liturgii” to pierwotnie tytuł słynnej książki Guardiniego, a nie kardynała Ratzingera? Drobny niuans językowy spowodował, że tytuły książek tych dwóch autorów przetłumaczono tak samo.
    Pozdrawiam świątecznie, życząc rozwoju tego bardzo dobrze zapowiadającego się portalu

    Janusz Piskorski

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.