Pomorze 1945

Mija 75 lat od krwawych wydarzeń, które w konsekwencji doprowadziły do wyparcie wojsk niemieckich z Pomorza i ustanowienie polskiej administracji. Stara słowiańska kraina, tak jak za czasów piastowskich,  znów stała się częścią Polski.

W lutym i marcu 1945 roku Pomorze stało się widownią zaciekłej „bitwy narodów”, w której walczyli po jednej stronie: Niemcy, Francuzi, Holendrzy, Belgowie (Walonowie i Flamandowie), Duńczycy, Norwegowie, Łotysze, a po drugiej: Rosjanie, Polacy, Białorusini, Ukraińcy i inne nacje. Od Szczecina po Gdańsk, od ujścia Wisły po ujście Odry, rozgorzała gwałtowna i krwawa bitwa o  Pomorze. Uczestniczyły w niej dwie armie polskie – 1. Armia Wojska Polskiego walcząca na umocnionych przez Niemców odcinkach tej bitwy (Wał Pomorski, Kołobrzeg) oraz 2. Armia Wojska Polskiego osłaniająca tyły nacierających wojsk radzieckich i polskich przed atakiem od strony Poznania. Polacy toczyli największą po Kampanii wrześniowej 1939 roku bitwę tej wojny – tysiące z nich złożyło ofiarę najwyższą.

Żukow zagalopował się!

12 stycznia 1945 roku ruszyła znad Wisły potężna ofensywa Armii Czerwonej. Najważniejsze zadanie, natarcie na kierunku berlińskim (przez Poznań, Kostrzyń), przypadło l. Frontowi Białoruskiemu Żukowa. Radziecki walec przetoczył się błyskawicznie przez Polskę centralną, niszcząc wszystko co znalazło się na jego drodze. Na prawym skrzydle Żukowa nacierał 2. Front Białoruski dowodzony przez Rokossowskiego, ale posuwał się znacznie wolniej napotykając na wzmagający się opór wojsk niemieckich. 31 stycznia Żukow wyszedł nad Odrę i przeniósł działania na lewy brzeg rzeki, w okolicach Kostrzynia. Do Berlina dzieliło go już tylko 60 kilometrów.

Żukow, jak stwierdzono później, wyraźnie „zagalopował się”. Stalin obawiał się, że w ugrupowaniu nacierających frontów może powstać niebezpieczna luka. Sam zresztą podjął już wyścig o zagarnięcie jak największej części Niemiec z nacierającymi na zachodzie aliantami. Ceną tego wyścigu była żołnierska krew. Tymczasem na północ od trasy marszu Żukowa, na Pomorzu, Niemcy koncentrowali jednostki pośpiesznie tworzonej Grupy Armii „Wisła”, dowodzonej przez samego Reichsführera SS Heinricha Himmlera. Powstawała realna groźba uderzenia na skrzydła i tyły wojsk Żukowa.

Krótki, jak się wydawało, skok do Berlina należało odłożyć na później. Decyzja była bolesna dla Rosjan, ale nieuchronna – pozostawienie zgrupowania niemieckiego na Pomorzu mogło zakończyć się katastrofą, gdyby postanowili zaatakować rozciągnięte skrzydło Rosjan. Obawy nie były bezpodstawne. Już po wojnie feldmarszałek Keitel zeznał: „Na przełomie lutego-marca zamierzano wykonać przeciwuderzenie na wojska nacierające na Berlin, wykorzystując w tym celu pomorski obszar wyjściowy”. Rosjanie jednak zorientowali się w porę o strategicznym zagrożeniu z rejonu Pomorza i – aczkolwiek niechętnie – przegrupowali swoje wojska, zwracając je frontem na północ.

Nawis pomorski

Historycy do dzisiaj spierają się o to, czy zagrożenie skrzydeł wojsk radzieckich atakiem z rejonu Pomorza było realne. Na mapie działań wojennych widać jednak wyraźnie, że tak zwany „nawis pomorski” niczym chmura burzowa zawisł nad długim klinem rosyjskim wbijającym się w Odrę, z grotem pancernym w okolicy Kostrzynia. W tyle pozostały rozciągnięte na przestrzeni kilkuset kilometrów linie komunikacyjne. Jedna z historycznych hipotez głosi, że natarcie z rejonu Pomorza miało być skoordynowane z innym natarciem niemieckim z rejonu jeziora Balaton, co – w przypadku powodzenia – oznaczałoby wzięcie w kleszcze całego ugrupowania wojsk radzieckich w Europie środkowej. Ten dość desperacki plan miał swoje uzasadnienie – Niemcy, osłabieni na wszystkich odcinkach frontu wschodniego, szukali sposobu, by w jednej rozstrzygającej bitwie odzyskać inicjatywę strategiczną.

Nie ulega wątpliwości, że Pomorze w lutym 1945 roku nabrało znaczenia strategicznego i postawiło radzieckie dowództwo przed trudnym dylematem: nacierać na Berlin i narazić się na cios z tyłu, czy najpierw oczyścić Pomorze, a dopiero potem przystąpić do marszu na Berlin. Wybrano drugie rozwiązanie, bardziej czasochłonne, ale mniej ryzykowne. Pomogli sami Niemcy, którzy 15 lutego rozpoczęli operację „Sonnenwende” (z niem. Przesilenie dnia z nocą) uderzając 15 lutego na Stargard i Choszczno, dokonując w ciągu trzech dni głębokiego na 20 km włamania w linie radzieckie. Innym argumentem branym pod uwagę przy podejmowaniu decyzji były doświadczenia wojny polsko-bolszewickiej z 1920. Na ten przypadek powołuje się Żukow w swoich wspomnieniach: „Doświadczenia wojenne wskazują, że trzeba ryzykować, lecz nie można iść na awanturnictwo. Po tym względem bardzo pouczający jest przykład natarcia Armii Czerwonej w 1920 roku na Warszawę, kiedy to nie zabezpieczone i nierozważne posuwanie się jej oddziałów do przodu zakończyło się nie sukcesem, lecz ciężką klęską naszych wojsk”.

Patrząc na to z historycznej perspektywy, nie sposób nie zadać pytania – czy Żukow podjął słuszną decyzję? Odpowiedź można znaleźć w jego wspomnieniach: „Jak wiadomo, działania bojowe zmierzające do likwidacji zgrupowania pomorskiego zakończyły się dopiero pod koniec marca. Był to więc twardy orzech do zgryzienia!”. Siły niemieckie na Pomorzu stanowiły realne zagrożenie dla strategicznego rozwinięcia Armii Czerwonej, szykującej się do decydującego uderzenia na Berlin.

Polacy na Wale Pomorskim

Na prawym skrzydle frontu Żukowa 1. Armia Wojska Polskiego toczyła ciężkie walki na linii rozbudowanych fortyfikacji Wału Pomorskiego w rejonie Wałcza i Szczecinka. Niemcy rozpoczęli tutaj budowę umocnień już w 1934 roku. Wał obronny przebiegał przez Strączno, Wałcz, wdłuż jezior Łubianka, Smolno, Zdbiczno i Dobre i dalej do Nadarzyc. W sumie, 270 kilometrów umocnień rozmieszczonych wśród gęstych lasów, rzek, bagnisk i jezior. Zespoły schronów żelazobetonowych, mniejsze schrony betonowe i drewniano-ziemne w wąskich przesmykach między jeziorami, wszystko połączone systemem polowych fortyfikacji, starannie zamaskowane i wyposażone w artylerię i broń maszynową, z zaminowanymi przedpolami, zasiekami i przeszkodami przeciwczołgowymi. Taką pozycję musieli przełamać polscy żołnierze.

Mordercze walki o Wał Pomorski toczono w pierwszej połowie lutego 1945 roku, do historii przeszły boje o wsie pomorskie: Szwecję, Zdbice, Iłowiec, Karsibór, Dębołękę, Lubno. Kroniki zapisały wiele przykładów bohaterstwa i żołnierskiego męstwa. W Podgajach SS-mani spalili żywcem w stodole 32 polskich żołnierzy. Bitwa trwała 13 dni, do dziś nie policzono wszystkich strat, według różnych danych wyniosły one od 6 do 11 tys. żołnierzy (polegli, ranni i zaginieni). A przecież był to dopiero początek zmagań o Pomorze. Według historyków, bitwa o Wał Pomorski, była największą bitwą regularnych oddziałów polskich od zakończenia Wojny Obronnej 1939 roku.

Rozciąć na pół!

Niemcy byli zdecydowani utrzymać Pomorze za wszelką cenę. Tędy przebiegały drogi i linie kolejowe, którymi odbywała się ewakuacja z Prus Wschodnich i Pomorza Gdańskiego do Rzeszy. Rosjanie, rozważająć możliwość opanowania Pomorza, wybrali rozwiązanie śmiałe i oryginalne. Dyrektywy dowództwa radzieckiego nakazywały: „uderzeniami wojsk 2. Frontu Białoruskiego (Rokossowski) w ogólnym, kierunku na Koszalin oraz l. Frontu Białoruskiego (Żukow) w kierunku na Kołobrzeg i Goleniów – rozciąć w pierwszej fazie działań Grupę Armii Wisła, a następnie zniszczyć ją, oczyścić Pomorze i wyjść na wybrzeże Morza Bałtyckiego”.

Chodziło więc o rozcięcie ugrupowania niemieckiego na pół poprzez wyjście nad brzeg Bałtyku w rejonie Koszalina i Kołobrzegu, a następnie rozbicie powstałych w ten sposób, dwóch izolowanych ugrupowań nieprzyjaciela. Linią dzielącą dwa fronty miała być rzeka Parsęta. Rokossowski, po opanowaniu rejonu Koszalina, miał wykonać zwrot na wschód i nacierać w kierunku Gdyni. Plan udało się zrealizować, ale nie bez przeszkód i wysokich strat.

Czy Żukow coś kombinuje?

W pierwszym rzucie nacierał 3. Korpus Pancerny Gwardii generała Panfiłowa wzdłuż drogi Człuchów – Biały Bór – Bobolice – Koszalin. Na całej trasie, przebiegającej w znacznej części przez duże kompleksy leśne, Niemcy tworzyli zapory utrudniające posuwanie się jednostek pancernych. Wiosenne roztopy, setki zwalonych na drogach drzew, zaminowane mosty i przepusty drogowe, umocnione punkty oporu – to wszystko trzeba było pokonać, żeby dojść do brzegu Bałtyku. Walki były krwawe. „Wprowadzono już wszystkie siły – pisze Rokossowski. – Po raz pierwszy w okresie wojny, jako dowódca Frontu, pozostałem bez odwodów i, mówiąc szczerze, moje samopoczucie było nie najlepsze”.

Dały o sobie znać zadawnione kontrowersje między Rokossowskim a Żukowem, który zwlekał z podjęciem ofensywy. „Czy Żukow coś kombinuje?” – pytał Stalin Rokossowskiego. „Odpowiedziałem, że nie sądzę, jednakże jego wojska nie nacierają i wskutek tego powstaje niebezpieczeństwo na naszym lewym skrzydle”. 4 marca Rosjanie osiągnęli brzeg Bałtyku w okolicach Łaz. „Do naszej kwatery goniec dostarczył trzy butelki napełnione przezroczystą cieczą. Był to podarek czołgistów Panfiłowa. W butelkach była woda. Nie wytrzymaliśmy i spróbowaliśmy jej – relacjonuje Rokossowski – miała smak gorzkosłony, pachniała wodorostami. Woda z Morza Bałtyckiego!”.

Polacy zdobywają twierdzę Kołobrzeg

Kołobrzeg ogłoszono twierdzą już w listopadzie 1944 r. Ludność zapędzono do kopania rowów przeciwczołgowych i prac fortyfikacyjnych. Do Volkssturmu wcielono wszystkich mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat. W dniu rozpoczęcia bitwy o miasto, załoga twierdzy liczyła około 10 tysięcy obrońców. Dowodził ceniony przez Hitlera weteran Afrika-Korps płk Fritz Fullriede. Na początku radziecki korpus pancerny próbował zdobyć miasto z marszu, został jednak krwawo odparty. 7 marca pozycje wokół Kołobrzegu zaczęli zajmować Polacy. Rozgorzały zacięte walki. Walczono na ulicach, cmentarzach, w piwnicach domów, kościołach. W wielu miejscach dochodziło do walki wręcz. Do historii przeszły boje o rzeźnię miejską, „czerwone” i „białe” koszary, czy parowozownię. W walce o dworzec kolejowy poległa ppor. Emilia Gierczak. Zaciekłe walki uliczne trwały od 4 do 18 marca. Po stronie polskiej straty wyniosły ponad 1100 zabitych i 2500 rannych.

18 marca odbyła się w Kołobrzegu uroczystość zaślubin z morzem. O godzinie 16.00 na tarasie i stoku fortu Ujście, obok gruzów latarni morskiej, stanęły w szeregu delegacje dwóch walczących na froncie wschodnim armii polskich. Po zakończeniu Mszy świętej, przy dźwiękach hymnu narodowego wciągnięto na maszt polską flagę. Kapral Franciszek Niewidziajło wypowiedział słowa: „Przyszliśmy, do Ciebie Morze, po ciężkim i krwawym trudzie. Widzimy, że nie poszedł na darmo nasz trud. Przysięgamy, że Cię nigdy nie opuścimy. Rzucając pierścień w Twe falę, biorę z Tobą ślub, ponieważ tyś było i będziesz zawsze nasze”. Następnie kapral w asyście dwóch żołnierzy wszedł na kamienny mur i przy akompaniamencie honorowych salw rzucił do morza zaślubinowy pierścień.

* * *

Opanowanie przez Wojsko Polskie i Armię Czerwoną rejonu Kołobrzegu i Koszalina spowodowało przerwanie niemieckiej komunikacji z Gdańskiem i Prusami Wschodnimi. Część wojsk rzucono na kierunek zachodni, szczeciński, część – wśród nich polską brygadę czołgów im. Obrońców Westerplatte – ruszyła na wschód, do bitwy o Gdańsk i Gdynię.

Tadeusz ROGOWSKI

 

Zdjęcie: Arnswalde (Choszczno) po zakończeniu walk.

 

 

 

 

2 myśli na temat “Pomorze 1945

  • 7 marca 2015 o 23:22
    Permalink

    Świetny tekst. W Koszalinie jesteśmy skazani na dziennikarskie małpy z brzytwami, które „tworzą” historię naszego miasta i regionu z zapałem godnym stalinowskich propagandystów. Ten artykuł jest inny, świadczy o rozległej wiedzy oraz kulturze historycznej autora. Więcej takich artykułów.

    Odpowiedz
  • 8 marca 2015 o 12:04
    Permalink

    [quote name=”Gość”]Świetny tekst. W Koszalinie jesteśmy skazani na dziennikarskie małpy z brzytwami, które „tworzą” historię naszego miasta i regionu z zapałem godnym stalinowskich propagandystów. Ten artykuł jest inny, świadczy o rozległej wiedzy oraz kulturze historycznej autora. Więcej takich artykułów.[/quote]

    Stalinowskich propagandystów ale z Albanii. Nawet w stalinowskiej Polsce nie było tak zakłamanych propagandystów jak obecnie w Koszalinie. Przoduje w tym polskojęzyczny „Głąb Koszaliński” a inne małpy to powtarzają bo we łbie pustka więc skąd maja wiedzieć jak wygląda prawda.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.