Jak to z tą Filharmonią było

Czym żyje Koszalin - aktualne wydarzenia, bieżące dyskusje, ciekawostki, galerie fotograficzne.

Jak to z tą Filharmonią było

Postprzez Aleksandra » 19 Lis 2013, 15:04

Wielkie święto koszalińskiej Filharmonii, piękny nowy gmach po prawie 60 latach oczekiwania i... nic. W mediach żadnej refleksji, wspomnień, pamięci o minionych latach, tradycjach, ludziach. W gazetach kroniki towarzyskie w stylu, co miała na sobie pani X, czy jej było do twarzy w tym kolorze, co nosi w torebce pani Y i kto koło kogo usiadł. Wstyd.
Aleksandra
 

Re: Jak to było z tą Filharmonią

Postprzez lobo3 » 19 Lis 2013, 18:41

Nie przesadzajmy z tym wstydem, wystarczy, że już od kilkunastu lat wstydzi się za nas pan Polechoński z Głosu Koszalińskiego, wstydzi się, że tak powiem zawodowo. Natomiast pomysł, żeby założyć na forum wątek i powspominać stare czasy, jest bardzo dobry, może z tych strzępów wspomnień ułoży się nam jakaś historia.
Awatar użytkownika
lobo3
 
Posty: 313
Dołączenie: 20 Cze 2009, 11:14

Re: Jak to było z tą Filharmonią

Postprzez Marynia » 20 Lis 2013, 13:59

Śpiewający ptak
Do lat 70-tych dzisiejsza Filharmonia miała nazwę Koszalińska Orkiestra Symfoniczna, co układało się w piękny skrót KOS, a moje pokolenie, choć bardzo cieszyło się z przekształcenia orkiestry w filharmonię, do dziś jeszcze lubi mówić "Kos". A kos śpiewa pięknie, nie tylko śpiewa, ale potrafi improwizować, wplatać świergotliwe motywy, naśladować dźwięki, nawet telefonów komórkowych, które nota bene były jeszcze do niedawna zmorą każdego koncertu, a wszystko to w swojej ulubionej porze dnia - późnym wieczorem. Kiedy już prawie zapomniano o KOS-ie, powrócił on w bardziej zdrobniałej formie, bodaj w 2000 roku, kiedy to dyrygentem został Jerzy Kosek, bardzo uzdolniony muzyk z Olsztyna. A skoro już jesteśmy przy nazwiskach... przez długie lata w filharmonii pracowało małżeństwo Vogelsinger (później chyba równiez syn), mąż grał w orkiestrze (obój), nieoceniona pani Wanda prowadziła biuro koncertowe. A Vogelsinger znaczy tyle co "śpiewający ptak".
Marynia
 

Re: Jak to było z tą Filharmonią

Postprzez lobo3 » 20 Lis 2013, 14:28

Dziękuję za bardzo sympatyczny wpis. Uzupełnię tylko, że filharmonia istnieje w Koszalinie od 1956 roku, wcześniej działała właśnie jako Koszalińska Orkiestra Symfoniczna, a od 1971 roku występuje jako Państwowa Filharmonia im. Stanisława Moniuszki.
Awatar użytkownika
lobo3
 
Posty: 313
Dołączenie: 20 Cze 2009, 11:14

Re: Jak to było z tą Filharmonią

Postprzez Andrzej » 22 Lis 2013, 14:19

Dwa nazwiska trzeba koniecznie wymienić kiedy mówi się o początkach koszalińskiej Filharmonii - Eugeniusz Zawadzki i Franciszek Mucha. Te nazwiska są w Koszalinie zapomniane.

Eugeniusz Zawadzki był kierownikiem wydziału kultury w prezydium WRN (coś w rodzaju urzędu wojewódzkiego i sejmiku wojewódzkiego w jednym), nie był jednak zwykłym urzędnikiem, ale muzykiem i pasjonatem. On też w 1955 roku zainicjował dyskusję na temat potrzeby istnienia w Koszalinie orkiestry symfonicznej. Prawdopodobnie organizował też Bałtycki Teatr Dramatyczny, który narodził się w styczniu 1954 roku. Nie oznacza yo, ze Koszalin był wcześniej zupełnie odcięty od kultury, np. w 1955 gościła w Koszalinie Warszawska Opera Objazdowa z operą "Rigoletto" Giuseppe Verdiego. Oceniając to z dzisiejszej perspektywy, Zawadzki pełnił nieformalna rolę łącznika między ujawniającymi się coraz bardziej potrzebami kulturalnymi społeczeństwa, a politycznym ośrodkiem decyzyjnym, jakim wtedy był Komitet Wojewódzki PZPR.

Niewiele pozostało świadectw początków orkiestry symfonicznej, wiadomo jedynie, że w maju 1955 roku padł projekt zorganizowania zespołu "na wspólnym posiedzeniu wszystkich wojewódzkich "władz kulturalnych", wespół z delegatami Ministerstwa Kultury i Sztuki". Poinformowano o tym z dużym opóźnienie, bo dopiero w marcu 1956 (Głos Koszaliński, 3/4 marzec 1956/ J.K. "Początek symfonii" - za: Kazimierz Rozbicki "50 dźwięcznych lat").
Andrzej
 

Re: Jak to było z tą Filharmonią

Postprzez kaktus_kolczasty » 22 Lis 2013, 16:31

Tło historyczno-polityczne.

Jednym z używanych wówczas argumentów była chęć udowodnienia, że Polacy są w stanie nie tylko osiągnąć we wszystkich dziedzinach życia poziom rozwoju dawnych mieszkańców tych ziem, którzy zostali wysiedleni ma mocy ustaleń trzech mocarstw, ale przewyższyć wszystko, co tamtym udało się dokonać. W tym czasie trwała "zimna wojna", a między wschodem i zachodem została zaciągnięta "żelazna kurtyna". Często w publicystyce zachodniej, nie tylko niemieckiej, pojawiały się zarzuty o polskiej niegospodarności i niezdolności zagospodarowania przyznanych Polsce terenów. Pokutowały poglądy wyrażone jeszcze przez Lloyd Georga na konferencji w Wersalu, ustalającej po I wojnie światowej m.in. nowe granice w Europie, który miał podobno powiedzieć: "Oddać Polakom śląski przemysł to jak dać małpie zegarek" ("Ty żydowski agencie!" - miał mu podobno odpowiedzieć Roman Dmowski). Jeszcze podczas konferencji w Jałcie (4-11 lutego 1945), podczas rozmów o powojennej granicy Polski, Winston Churchill mówił: "Byłoby szkoda napchać polską gęś niemiecką karmą do tego stopnia, że padnie na niestrawność". Chodziło więc o to, żeby zadać kłam ówczesnej propagandzie zachodniej, głoszącej w praktyce niższość cywilizacyjną Polaków.

Innym jeszcze argumentem, była chęć udowodnienia, że Polska poradzi sobie "bez amerykańskich pieniędzy", w innej wersji "bez pieniędzy imperialistów amerykańskich". Chodziło o plan Marshalla, amerykańskiej pomocy ekonomicznej i technicznej w odbudowie krajów zniszczonych wojną. Polska na polecenie Stalina zrezygnowała z uczestnictwa w projekcie. Pieniądze, ok. 13 mld dolarów (ok. 107 mld. dolarów według obecnych cen), trafiły głównie do krajów, agresorów w II wojnie światowej (Austria, Niemcy, Włochy), krajów kolaborujących z hitlerowskimi Niemcami (Francja, Norwegia) oraz krajów neutralnych (Szwecja, Szwajcaria). Z krajów koalicji antyhitlerowskiej najwięcej skorzystała Wielka Brytania. Kraj, który poniósł relatywnie największe straty - Polska, nie skorzystał więc z pomocy.

Trzecim wreszcie używanym w ówczesnej propagandzie argumentem, była chęć wykazywania "wyższość socjalizmu nad kapitalizmem". Aczkolwiek był to argument bardzo mocno wówczas eksploatowany, to jednak jego znaczenie jest dziś mocno przeceniane, głównie na użytek bieżącej polityki.
Awatar użytkownika
kaktus_kolczasty
 
Posty: 293
Dołączenie: 01 Lis 2008, 00:18

Re: Jak to było z tą Filharmonią

Postprzez S.T. » 23 Lis 2013, 17:14

lobo3 napisał(a):Dziękuję za bardzo sympatyczny wpis. Uzupełnię tylko, że filharmonia istnieje w Koszalinie od 1956 roku, wcześniej działała właśnie jako Koszalińska Orkiestra Symfoniczna, a od 1971 roku występuje jako Państwowa Filharmonia im. Stanisława Moniuszki.


Stanisław Moniuszko był patronem już w czasach KOS.
Pozdrawiam
S.T.
 

Re: Jak to z tą Filharmonią było

Postprzez Andrzej » 25 Lis 2013, 15:34

Franciszek MUCHA (ur. 4.06.1905 - zm. 6.12.1986) muzyk, organizator i pierwszy dyrygent orkiestry symfonicznej w Koszalinie, poprzedniczki Filharmonii. Bez niego prawdopodobnie nic by w Koszalinie się nie udało, dlatego dziwi trochę, że jest to postać niemal zapomniana (zmarł 1986 roku, spoczywa na koszalińskim cmentarzu). Pochodził z Lubelszczyzny (Trawniki koło Chełma) z rodziny o tradycjach muzycznych. Przed wojną ukończył Seminarium Nauczycielskie, przeszedł też przeszkolenie wojskowe. W czasie wojny oficer Armii Krajowej, porucznik, pseudonim "Komar". Po wojnie aresztowany i wywieziony przez NKWD do Swierdłowska (obecnie Jekaterynburg), miasta które przeszło do historii jako miejsce zamordowania cara Mikołaja II z całą rodziną. Życie ocaliło mu podobno to, z czego później zasłynął w Koszalinie - umiejętność organizowania z niczego orkiestr. Zorganizowane w łagrze zespół spodobał się enkawudzistom. Po trzech latach pobytu w Swierdłowsku powrócił do Polski. Organizował orkiestry i zespoły muzyczne w Elblągu, Olsztynie, Nowym Dworze Gdańskim, Gdańsku. Ściągnięty został do Koszalina przez Eugeniusza Zawadzkiego.

W orkiestrze symfonicznej było więcej osób prześladowanych po wojnie, m.in. świetnie znany wszystkim koszalińskim melomanom Kazimierz Rozbicki (autor książki o Filharmonii wydanej w 2006 roku) był w czasach stalinizmu więziony z przyczyn politycznych.

Franciszek Mucha (1905-1986)

Image
Andrzej
 

Re: Jak to z tą Filharmonią było

Postprzez Andrzej » 25 Lis 2013, 15:45

Franciszek Mucha spoczywa na cmentarzu komunalnym w Koszalinie (Kwatera - G-1; rząd - 3; nr grobu - 14).

Image
Image
Andrzej
 

Re: Jak to z tą Filharmonią było

Postprzez Leciej » 26 Lis 2013, 23:29

Warto uzupełnić ten ciekawy wątek o informacje, że zanim powstała orkiestra symfoniczna, wcześniej były już w Koszalinie orkiestry wojskowe i muzycy wojskowi. Wielu z nich zresztą później zasiliło szeregi KOS-u. Z tego m.in. powodu pierwsze składy orkiestry były wyłącznie męskie, nie pamiętam tych czasów, ale opowiadano mi, że pierwsze kobiety pojawiły się dopiero w latach 60-tych. Trudno w dziś w to uwierzyć, kiedy prawie połowa muzyków w obecnym składzie Filharmonii to panie, które zdominowały instrumenty smyczkowe i powoli "wdzierają się" w sekcje instrumentów dętych.

Po zakończeniu wojny, przez 1,5 roku (od maja 1945 do listopada 1946) stacjonowała w Koszalinie 1. Warszawska Dywizja Kawalerii (wcześniej 1 Warszawska Samodzielna Brygada Kawalerii), która musiała posiadać orkiestrę, m.in. dlatego, że każdy przedwojenny pułk kawalerii posiadał tzw. pluton trębaczy. Brygada miala trzy pułki (dwa pułki jazdy i dywizjon artylerii) i w zdecydowanej większości była sformowana z przedwojennych kawalerzystów. Jej dowódca był gen. Mikołaj Prus-Więckowski, wyższy oficer przedwojennej kawalerii polskiej (sylwetka w dziale Koszalinianie). Kawalerzyści pomagali w odgruzowywaniu Koszalina, można też przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że przez półtora roku uświetniali swoja orkiestrą ważniejsze uroczystości w Koszalinie.
Leciej
 

Następna

Powróć do Koszalin - Aktualności

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość

cron