Szczecin 1970

Historia dalsza i bliższa, Pomorze słowiańskie, nieznane wydarzenia, tajemnice.

Szczecin 1970

Postprzez Flavi » 19 Gru 2010, 07:22

Rocznica grudniu 1970 roku w Szczecinie była okazją do przypomnienia tamtych tamtych tragicznych wydarzeń. Odbyła się m.in. inscenizacja historyczna na ulicy Dubois (starcie demonstrantów z MO).

17 grudnia, godz. 13.30. Od strony bramy głównej idzie tłum stoczniowców. Niosą flagi i transparenty - "Chcemy chleba", "Nie zapomnimy", "Precz z podwyżkami". Tak jak 40 lat temu.

17 grudnia 1970 r. na wieść o podwyżkach cen żywności w Stoczni im. Adolfa Warskiego wybuchł strajk. Stoczniowcy wyszli na ulice. Dołączali do nich pracownicy innych zakładów. Demonstranci przeszli do centrum miasta pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR, chcąc rozmawiać z przedstawicielami partii. Ich żądania nie zostały spełnione, więc podpalili gmach komitetu. W odpowiedzi milicja i wojsko zaczęli strzelać w kierunku tłumu. Zginęło 16 osób, ponad 100 zostało rannych.
Flavi
 

Re: Szczecin 1970

Postprzez Flavi » 19 Gru 2010, 07:26

Wpis na forum Gazety Wyborczej Szczecin:

Gość, 18.12.10, 01:06 napisał(a):Miejscem dramatu jest pokój na pierwszym piętrze budynku przy ulicy Korsarzy, prowadzącej do Zamku Książąt Pomorskich. W odległości około 100 metrów od komendy wojewódzkiej milicji. Cztery pokoje w dwupoziomowym mieszkaniu zajmuje rodzina Kowalczyków. Mają dwie córki i dwóch synów. Jest popołudnie, 17 grudnia. Około godz. 16.30, w bramie budynku i na klatce schodowej, demonstranci szukają schronienia przed kulami. Rannych wskutek postrzelenia pobieżnie opatruje mieszkający tu lekarz Seweryn Olejniczak. Córki Kowalczyków, najmłodsza Jadwiga i Bożena, są na pierwszym piętrze. Młodsza wyjada właśnie dżem ze słoika. Wtem rozlega się huk. Starsza przybiega do pokoju siostry. Jadzia we krwi leży obok tapczanu. Bożena krzyczy rozpaczliwie. Słyszy ją mieszkający nad Kowalczykami doktor Olejniczak. Przybiega i przystępuje do ratowania dziecka sąsiadów, niestety, bezskutecznie. Mózgu nie da się włożyć na powrót do głowy. Matka dziewczynki doznaje szoku. Jedzie do swoich rodziców. Wieczorem pod domem pojawia się samochód ciężarowy. Niezidentyfikowani mężczyźni zamierzają zabrać ciało Jadzi. Siostra Bożena nie pozwala. Ciało przewozi do prosektorium karetka pogotowia. Prokurator powiatowy zarządza oględziny i sekcję zwłok uczennicy. Obecni są aż trzej prokuratorzy: Jan Broński, Tadeusz Gołkowski i Stanisław Niczyj, a ponadto technik sekcyjny Ludwik Hubkiewicz. W rubryce okoliczności sprawy zapis: Zgon denatki nastąpił na skutek postrzału w zajściach ulicznych. Jak to? Nie zastrzelono więc jej w mieszkaniu? Zginęła na ulicy? Gdzie? Dementi. Kula trafiła ją jednak w domu. Bałagan, niestaranność w dokumentacji. Wątpliwości rozwiewa badanie lekarskie: "Oględziny zewnętrzne i sekcja zwłok Kowalczyk Jadwigi, lat 16 liczącej, dziewczyny prawidłowej budowy ciała i dość dobrego odżywienia, wykazały ranę postrzałową głowy przenikającą przez jamę czaszki i uszkadzającą mózgowie oraz uogólnioną niedokrwistość wtórną", piszą autorzy opinii prof. dr med. Z. Walczyński i Władysław Kubacki. Rana postrzałowa głowy uszkadzająca mózg stała się przyczyną śmierci denatki. Pocisk przebił głowę od lewej do prawej, uszkadzając jamę czaszkową, kość podstawy i sklepienia czaszki oraz mózg. Sekcja nie wykazała w okolicy rany wlotowej cech postrzału z pobliża. Lekarze ustalili, że śmiertelny postrzał padł z broni palnej o jednolitym typie pocisku, z pewnej dalszej, ale niepozwalającej się ściśle określić odległości. Obducent i autor opinii nie mogli rzecz jasna wskazać okoliczności, w jakich doszło do postrzału. To zadanie śledztwa, które wyjaśnia jednak niewiele. Jeden fakt niezbity: na miejscu zgonu Jadwigi Kowalczyk znaleziono 3-gramowy pocisk stalowy kal. 5,8 mm, stanowiący rdzeń od pocisku wzoru 1943, typ zwykły średni kal. 7,62 mm, stosowany jako amunicja do pistoletów maszynowych typu AK, karabinka samopowtarzalnego Simonowa KSS i innych. Kto zastrzelił to dziecko, generale Kamiński? Mówi panu coś nazwisko 16-letniej uczennicy II klasy Szkoły Przysposobienia Rolniczego w Szczecinie? Skądże. Sprawozdanie dowódcy POW nie wyjaśnia ani nawet nie odnotowuje tego traumatycznego zdarzenia. Śmierć od kuli we własnym mieszkaniu!
Flavi
 

Re: Szczecin 1970

Postprzez Flavi » 19 Gru 2010, 08:35

Do pierwszego starcia demonstrantów (Stocznia Warskiego oraz Stocznia Gryfia) doszło na skrzyżowaniu ulic Rayskiego i Mazurskiej. Część ludzi wróciła do stoczni i ponownie ruszyła na miasto. Do drugiego starcia, prawdziwej ulicznej bitwy, doszło przy szkole podstawowej numer 27 (dziś gimnazjum), w poprzek ulicy Dubois na skrzyżowaniu z ulicami Sławomira i Radogoskiej.

komentarz Paweł R., 2010-12-17, Stetinum.pl/Sedinum/ napisał(a):Brałem udział w walkach na Dubois, byłem świadkiem podpalenia gazika. Wydaje mi się że milicjanci nie znali Szczecina. On się zapędził, był bombardowany kamieniami, jechał z powybijanymi szybami. Wydaje mi się że chciał zawrócić lub skręcić na Sławomira. Na zakręcie milicjant dostał kamieniem lub płytką chodnikową, gazik uderzył w mur. Widziałem wyskakujących dwu milicjantów, jeden był zakrwawiony.Chyba jeszcze z godzinę trwały walki na kamienie - my w milicję oni odrzucali. Obrzucali nas gazem łzawiącym. Większość nas stoczniowców byla w roboczych strojach, w kaskach. W momencie kiedy nadlatywała świeca nakrywało się ją kaskiem i natychmiast odrzucaliśmy ją milicjantom. Nie widziałem by mieli maski i chyba skutki gazu były dla nich dolegliwe. Moj kask śmierdział jeszcze z pół roku po walkach.Byłem też przy komitecie, ale o tym może kiedyś napiszę.W stoczni pracowałem od 1965 do 1971 do pamiętnego 1 maja.Byłem spawaczem na K-2, hala IV przelot.A mieszkałem na Nocznickiego 42, kto zna Szczecin to wie że to nieomal na wprost bramy głównej.


Pod gmachem KW PZPR zbiera sie 20-tysięczny tłum. Sekretarze salwują się ucieczką do pobliskiego gmachu KW MO przy ul. Małopolskiej. Gmach KW PZPR płonie, tłum nie dopuszcza straży do akcji gasniczej. Po godz. 15 tłum przenosi się pod gmachy KW MO i WRZZ. Po godzinie 15 zaczyna płonąć milicyjny gmach przy ulicy Małopolskiej 15, kilkanaście osób wychodzi na dach, wśród nich są 4 kobiety (straż ściąga ich z dachu). Pojawia sie wojsko (tłum krzyczy "Wojsko z nami"). Zaczynaja sie palić transportery, gaszony jest ogień na trzech czolgach.

Stetinum.pl/Sedinum/Tomasz Węgielnik/Szczeciński czarny czwartek 17 grudnia 1970 roku/2009-12-17 napisał(a):Po godzinie 16, kiedy zrobiło się ciemno, demonstranci wybijają zabytkową, 12-metrową łodzią bramę KW MO. Na wewnętrznym dziedzińcu znajduje się około 200 funkcjonariuszy ZOMO i NOMO, padają pierwsze strzały i pierwsi zabici. Warto dodać, że atmosfera w KW MO nie była wesoła. Zwierzchnicy informowali milicjantów i żołnierzy o tym, że w Trójmieście tłum rozszarpał na komendzie dwóch milicjantów. „Na placu przed budynkami KW MO, mniej więcej w godz. 17.00 -18.00, zabito 12 osób. Tworząc tzw. kliny, bijąc kolbami karabinowymi i lufami trzymanymi oburącz oraz pałkami, z okrzykiem „huraaa!”, przed godziną 18, siłami trzech batalionów 41. pułku, do których dołączyli wopiści i milicjanci, zaczęto szpalerem rozpraszać i spychać sprzed KW MO, a następnie KW PZPR stosunkowo już nieliczny, nie stawiający większego oporu tłum”.


Wieczorem rózne grupy atakowaly jeszcze WRN (obecnie Urząd Miejski), Areszt Śledczy i Prokuraturę Wojewódzką. Dochodziło do rabuknów, według wielu opinii, były one sprowokowane przez SB (m.in. rabunek sklepu Pewex). Rewolta zakonczyla się nasttepnego dnia, gdzie podobno pod stocznia wosjsko zastrzeliło dwie osoby.

Stetinum.pl/Sedinum/Tomasz Węgielnik/Szczeciński czarny czwartek 17 grudnia 1970 roku/2009-12-17 napisał(a):Informacja dot[ycząca] aktualnej sytuacji w kraju [z dnia 18 grudnia 1970 r.]
MSW Gabinet Ministra Tajny egzemplarz nr 10
Warszawa dnia 18 grudnia 1970 roku.

„W Szczecinie na terenie tamtejszej stoczni zebrało się około 2000 robotników, którzy o godzinie 11 udali się w zwartej grupie w kierunku miasta, wznosząc okrzyki antypartyjne i antypaństwowe. Zostali rozproszeni przez siły Milicji Obywatelskiej. Po godzinie 12 na wybrzeżu Ody zebrała się 500-osobowa grupa, która próbowała przedostać się do śródmieścia. Stanęły niektóre oddziały Stoczni Remontowej. Na ulicy Dubois zgromadziło się około 2000 osób, część demonstrantów, głównie elementy chuligańskie, zaatakowało funkcjonariuszy MO i podpaliło samochód MO. Między 13 a 15 godziną na ulicy Dubois zebrało się około 5 tys. osób, zaatakowano placówkę ORMO, podpalano dwa samochody, rozbito sklep spożywczy. Do akcji weszło sześć wojskowych transporterów opancerzonych. Również około 5 tys. zebrało się pod budynkiem KW PZPR, do którego obrony przystąpiło MO i wojsko. W budynku tym demonstranci wybili szyby oraz podpalili parter, w wyniku czego został on poważnie uszkodzony. W akcji gaszenia pożaru brali udział pracownicy KW PZPR i trzy wozy straży pożarnej. Inne dwa wozy, które skierowane były do gaszenia samochodu MO na ulicy Dubois, nie zostały przez tłum dopuszczone do akcji. Podpalono garaże, należące do KW oraz gmach Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych. Z kolei liczne grupy młodych wyrostków zaatakowały kamieniami budynek Komendy Wojewódzkiej MO. Wkrótce przed budynkiem, w którym przebywali również prawie wszyscy członkowie instytucji KW PZPR, zebrał się tłum liczący około 4 tys. osób, tłum kilkukrotnie próbował wzniecić pożar w gmachu. W godzinach wieczornych przy użyciu czołgów tłum został wyparty spod budynków KW MO, w czasie akcji wojsko użyło broni (salwy w górę). Podczas ruchów wojska (nie od strzałów) zginęło 6 osób. Ponadto na terenie Szczecina grupy awanturników dwukrotnie próbowały wtargnąć do więzienia, jednak zostały odparte – były salwy. Dwa wozy pancerne zniszczono, a kilka uszkodzono. Ogółem obrabowano 30 sklepów. Około godziny 21 sytuacja opanowana, wprowadzona została godzina milicyjna”.

„Grudzień 70 w dokumentach MSW” Jerzy Eisler IPN 2000
Flavi
 


Powróć do Historia Pomorza

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość

cron