W noworocznej Rzeczpospolitej, "Kompasy 2010" Rafała Ziemkiewicza, autora "Polactwa" i "Michnikowszczyzny".
Rzeczpospolita napisał(a):
Napisałem „Polactwo” o deprawacji zgwałconej, zdeptanej i ześwinionej ludności miejscowej, która zapomniała o wspólnym dobru, o swej historii i możliwej wielkości, stając się na co dzień irytującą bandą drobnych kombinatorów i złodziejaszków o mentalności fornali i pańszczyźnianych niewolników. Napisałem „Michnikowszczynę” o zdeprawowaniu post-inteligencji, pozbawionej etosu, wiary i patriotyzmu, identyfikującej się wyłącznie poczuciem wyższości i nienawiścią do własnych korzeni, pogardą dla własnego narodu, czerpiącej to poczucie wyższości z małpiego imitowania wzorców, których nie jest nawet w stanie zrozumieć.
O państwie:
Cytuj:
Polska, jaką nam przez ostatnie dwie dekady zbudowano pod dyktando grup interesu wyrosłych z peerelu − zdeptanej, spustoszonej przez Stalina z Hitlerem i zbolszewizowanej kolonii − jest państwem, w którym brak sprawiedliwości stanowi zasadę ustrojową. Państwem, w którym o sukcesie, awansie i miejscu w hierarchii społecznej nie decydują zdolności, przedsiębiorczość, praca ani pożytek dla innych, ale przede wszystkim przynależność lub brak przynależności do grupy uprzywilejowanej, powiązania, znajomości, koneksje, układy. Obojętne, czy mówimy o biznesie, służbie publicznej, nauce, wolnych zawodach, tak zwanej kulturze czy innych dziedzinach. Jest zasadą, że protegowany zawsze wygrywa u nas z utalentowanym, a odstępstwa od tej zasady, czyli możliwość obejścia blokujących drogi awansu i dystrybuujących sukces sitw i układów są rzadkie i dotyczą dziedzin mniej atrakcyjnych.
O partiach politycznych:
Cytuj:
Organizmy, nazywane partiami politycznymi, nie mają nic wspólnego z partiami w sensie właściwym − organizacjami służącymi w demokracji społeczeństwu do artykułowania, wyważania i realizowania swoich oczekiwań wobec państwa. Są po części dworami, a po części gangami, zajętymi wzajemnym popieraniem się w zawłaszczaniu państwa i żerowaniu na obywatelach: ja ci szwagra do ministerstwa, ty mi bratanicę do urzędu marszałkowskiego, ja ci trzydzieści głosów na konwencji wojewódzkiej, ty mi przetarg w gminie, ja za tobą zagadam u prezesa, ty mi wstaw protegowanego na listę. W rządzonym kraju politycy nie są wybrańcami narodu, ale zdobywcami, którym wyborczy sukces daje prawo do łupienia podbitej gminy, instytucji czy całego kraju na okres kadencji, w ramach podziału łupów w umowie koalicyjnej. Na straży tej patologii stoi konstytucja z zasadą proporcjonalności wyborów i ustawa o finansowaniu partii z budżetu państwa.