Tuesday, Nov 21st

Last update10:53:45 PM GMT

You are here Felieton Jan Paweł II - honorowy obywatel Koszalina, niehonorowo zapomniany

Jan Paweł II - honorowy obywatel Koszalina, niehonorowo zapomniany

Email Drukuj PDF
Jan Paweł II

Trudno w to uwierzyć, ale władze Koszalina zapomniały o jednym z najważniejszych wydarzeń w swojej historii - wizycie papieża Jana Pawła II w 1991 roku, chociaż portret papieża, honorowego obywatela miasta, zdobi salę obrad Rady Miejskiej, a jego pomnik widać z okien ratusza. Prawdopodobną przyczyną nagłej amnezji jest śmierć papieża, która nastąpiła przed 11 laty, co oznacza, że wyjazd do Castel Gandolfo na koszt podatników i wspólna fotografia z papieżem, nie wchodzą już w rachubę.

W tym roku w Koszalinie zbiegły się jubileusze dwóch najważniejszych wydarzeń w dziejach miasta - 750 rocznica nadania praw miejskich oraz 25 rocznica wizyty papieża Jana Pawła II. Pierwszy jubileusz obchodzono hucznie, organizując z rozmachem imprezy plenerowe, wystawy, sympozja, koncerty i przedstawienia w obsadzie aktorskiej złożonej z... władz Koszalina. Wszystko ustawione pod promocję lokalnych polityków, w większości politycznych lawirantów.

1 czerwca, w 25. rocznicę największego wydarzenia w dziejach miasta - wizyty Jana Pawła II, w koszalińskim ratuszu panował senny nastrój, przerywany tylko brzęczeniem przelatującej muchy. Miasto papieskie nie pamiętało o swoim najważniejszym gościu w historii, chociaż wcześniej przyznało mu tytuł Honorowego Obywatela Koszalina z uzasadnieniem, że jest to "wyraz pamięci o najważniejszej w dziejach miasta wizycie". Nie wydano oświadczenia, nie odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej, radni nie podjęli uroczystej uchwały. Nie zwołano ulubionej konferencji prasowej, nie zorganizowano choćby jednej imprezy, wystawy, nie wydano nawet skromnej broszurki, nie nakręcono klipu filmowego. Ratusz, szastający pieniędzmi na lewo i prawo, hojny aż do przesytu w promocji miejskich polityków, zapomniał o swoim honorowym obywatelu - Janie Pawle II!

Koszalińscy zarządcy słyną z dość specyficznego podejścia do historii, które z grubsza polega na tym, że to historia ma dostosować się do ich wymagań, a nie oni do historii. Jak im coś z datą nie pasuje, przesuwają wydarzenie historyczne albo wybierają sobie inne, w myśl zasady: jeżeli nasze pomysły nie zgadzają się z faktami (historycznymi), tym gorzej dla faktów. "Historia będzie dla mnie łaskawa, ponieważ mam zamiar ją napisać" - mawiał Winston Churchill. W koszalińskim ratuszu ten żart brytyjskiego polityka przekuto w praktykę.

Przez 70 lat święto Koszalina przypadało w pierwszym dniu polskości, tzn. w dniu zdobycia miasta przyznanego wcześniej Polsce na mocy układów międzynarodowych (Konferencja jałtańska). Stało się to 4 marca 1945 roku, w wyniku bitwy o Pomorze, w której uczestniczyła i krwawiła cała armia Wojska Polskiego, tracąc kilka tysięcy poległych. Zarządcy uznali, że tak dłużej być nie musi i przesunęli rocznicę na inny termin, trzy miesiące późniejszy. Z kolei pomnik upamiętniający piastowską przeszłość Pomorza i Koszalina oraz ofiary polskich zmagań o Pomorze, wyrzucono z głównego placu przed ratuszem do parku, nie pytając nikogo o zdanie. Kilkanaście lat wcześniej społeczny komitet budowy pomnika marszałka Józefa Piłsudskiego przez pięć długich lat musiał walczyć o prawo do postawienia monumentu. Dla architekta polskiej niepodległości w Koszalinie zabrakło po prostu miejsca. Wtedy też sugerowano, żeby pomnik stanął w parku, w krzakach. "Niemcom mimo prawnych zakazów sprzedają tysiące hektarów pomorskiej ziemi, a dla polskiego bohatera narodowego brakuje czterech metrów kwadratowych placu" - komentował to wówczas Andrzej Lepper. W tym roku prawa obywatelstwa, nie tylko honorowego, ale tego zwykłego, odmówiono nawet Janowi Pawłowi II.

Ekwilibrystyka historyczna w Koszalinie nabiera już cech groteski. Zdarzało się na przykład, że Święto Niepodległości obchodzono 13 listopada (!), innym razem tłumaczono nieobecność młodzieży szkolnej na obchodach tym, że w tym dniu przypadało... Święto Niepodległości, więc młodzież miała... dzień wolny od nauki. Teraz przyszedł czas na papieża, który jak się okazuje, też przyjechał nie wtedy kiedy powinien i nie uzgodnił daty swej wizyty z obecną przewodniczącą rady miejskiej, która ostatnio popisywała się swymi niemałymi zdolnościami aktorskimi, występując na deskach amfiteatru.

Kilka lat temu, w rocznicę spalenia synagogi przez Niemców, w Koszalinie zainaugurowano obchody "Nocy kryształowej" dla... Polaków. Chociaż Kristallnacht, straszliwy w swym wyrazie i skutkach pogrom Żydów w Niemczech, był dziełem państwa niemieckiego, w organizowanych w Koszalinie marszach rocznicowych nie uczestniczył żaden Niemiec. Wszystko działo się w czasach, kiedy w niemieckiej i światowej prasie karierę robiło określenie "polskie obozy koncentracyjne". Później doszło do sławnej ekspedycji, wspieranej przez koszaliński ratusz, poszukującej zaginionego pomnika pruskiego króla Fryderyka Wilhelma I, twórcy zgubnej dla Polski i Europy potęgi Prus, znanego z wprowadzenia rasistowskich zarządzeń, które znalazły później naśladowców w III Rzeszy. Honorowym obywatelem Koszalina wciąż jest Adolf Hitler, choć nawet w samych Niemczech uporano się już z tym problemem. Władzom Koszalina nie przyszło do głowy, żeby choćby w formie symbolicznej uchwały Rady Miejskiej odciąć się od tej historii.

A papież? Przez kilka lat organizowano Bieg Papieski dla upamiętnienia najważniejszego Gościa w historii miasta. Szybko okazało się jednak, że biegu... nie ma kto w Koszalinie organizować. Imprezę pośpiesznie przekazano władzom miasteczka Karlino, które nadały jej rozmach i należną rangę, kontynuują Bieg Papieski do dzisiaj, z pożytkiem dla mieszkańców i promocji tej historycznej miejscowości.

Papież nie jest jedyną osobą, którą dotknęła niewdzięczność koszalińskich elit. W marcu zmarła Marlena Zimna, jedna z najwybitniejszych współczesnych koszalinianek, znawczyni twórczości Włodzimierza Wysockiego, ambasadorka Koszalina. Chociaż jej pasja przyciągała do miasta ludzi ze wszystkich kontynentów i rozsławiała Koszalin we wszystkich zakątkach świata, w jej pogrzebie uczestniczył prywatnie tylko jeden z 25 radnych oraz dwóch miejskich urzędników. Reszta troskliwie pochylała się nad długami, które zaciągnęli na konto następnych pokoleń koszalinian, tych nawet, którzy się jeszcze nie narodzili.

Tak zwana "dyplomacja koszalińska" to pojęcie, które powoli wchodzi do kanonu językowego antylogii, epitetów sprzecznych, obok takich określeń jak "urbanistyka nomadów" czy "kultura sowiecka". Władze postanowiły na tym polu prześcignąć Wąchock, wprowadzając obyczaje z pogranicza arogancji, głupoty i braku kultury. W lutym 2000 roku przyjechał do Koszalina Ryszard Kaczorowski, ostatni Prezydent RP na Uchodźstwie. Ówczesny prezydent Koszalina nie znalazł czasu na spotkanie z wyjątkowym gościem. Prezydent Ryszard Kaczorowski pytany przez dziennikarzy, co o tym myśli, odpowiedział taktownie: "Pozdrówcie ode mnie prezydenta". W tym roku, skutki sławetnej koszalińskiej sztuki dyplomacji dotknęły Jana Pawła II, który kiedyś postanowił, że pierwszym miastem w wolnej Polsce, które odwiedzi, będzie Koszalin.

Poseł Stefan Romecki z ruchu Kukiz'15', który na ostatnim posiedzeniu Sejmu wygłosił oświadczenie w związku z 25. rocznicą pobytu Jana Pawła II w Koszalinie (jedyne uhonorowanie wizyty), uważa, że pomysłowość władz Koszalina jeszcze się nie wyczerpała:

- W tym roku święto Bożego Narodzenia "nieszczęśliwie" przypada na niedzielę, w ratuszu podobno już myślą o tym, czy nie przesunąć Bożego Narodzenia na inny dzień tygodnia - śmieje się Romecki.

Andrzej Hozler

12 grudnia 2004. Watykan, władze Koszalina u papieża Jana Pawła II. Drugi od lewej - obecny prezydent miasta, Piotr Jedliński. Zdjęcie ze strony internetowej Muzeum w Koszalinie.

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież