Friday, Jun 23rd

Last update04:32:27 PM GMT

RSS
You are here Blogi Blogi historyczne Jak Koszalin skorzystał na knowaniach rosyjsko-niemieckich

Jak Koszalin skorzystał na knowaniach rosyjsko-niemieckich

Email Drukuj PDF

Powszechnie wiadomo, że zmowy rusko-pruskie, nazistowsko-sowieckie, czy też rosyjsko-niemieckie, nigdy nie wychodzą nam na dobre. Nasi sympatyczni sąsiedzi, których łączy wspólne umiłowanie bizantyjskiej tradycji, knucie przeciwko Polsce wyssali wraz z mlekiem matki. Można nawet powiedzieć, że ciągłe namawianie się przeciwko nam i nieustanne spiskowanie, jest ich ulubionym sportem narodowym. Wystarczy przypomnieć rozbiory Polski, pakty w Rapallo i Locarno w okresie międzywojennym, pakt Ribbentrop-Mołotow zawarty tuż przed wybuchem II wojny światowej, czy zupełnie świeżą sprawę budowy Gazociągu Północnego, planu energetycznego okrążania Polski. Istnieje jednak miasto w Polsce, które niecnej zmowie rosyjsko-niemieckiej zawdzięcza swój rozwój. To miasto nazywa się... Koszalin.

W czerwcu 1950 roku wszedł w życie nowy podział administracyjny Polski. Z uwagi na trudności w administrowaniu rozległym terenem, postanowiono powołać nowe województwo złożone ze wschodniej części dotychczasowego województwa szczecińskiego. Do roli stolicy pretendowały dwa miasta: Koszalin i Słupsk. Ówczesny powiat słupski miał większe szanse - był zarówno powierzchniowo jak i ludnościowo dwa razy większy od powiatu koszalińskiego. Jeszcze dziś, piszą Słupszczanie w Wikipedii o swym mieście: "W latach 1950-1975 województwo koszalińskie było jednym z trzech województw, których stolica była mniejsza od innego miasta regionu", czytaj: Koszalin był mniejszy od Słupska. I chociaż hasło "Słupsk" aż ocieka od megalomanii i ledwie skrywanych kompleksów - autorzy piszą m.in. że Słupsk był przed wojną "Małym Paryżem" (złośliwi twierdzą, że to z powodu podobnej do Paryża liczby domów uciech) - to bądźmy jednak sprawiedliwi, w tym przypadku Słupszczanie mają rację. Bądźmy również wspaniałomyślni i podpowiedzmy jeszcze, że choć Koszalin był od roku 1816 roku stolicą rejencji, czyli wielkiego województwa obejmującego także Słupsk, to pierwszym powiatem miejskim w tejże rejencji został nie Koszalin, lecz... Słupsk (1898), i to ćwierć wieku przed Koszalinem (1923)!

Na szczęście jednak dla Koszalina to nie demografia przesądziła o wyznaczeniu nowej stolicy województwa, ale zupełnie coś innego - to, że Koszalin pełnił już rolę ośrodka wojewódzkiego przez kilka miesięcy 1945 i 1946 roku. Jak do tego doszło?

Po zakończeniu działań wojennych, niemal całkowicie zburzony Szczecin, z wciąż otwartą kwestią przynależności państwowej, nie mógł pełnić roli stolicy województwa. Chociaż istniały już polskie władze, to nie przekazano im jeszcze... władzy. Wytworzył się dziwny stan prawny, który najlepiej oddaje wygłoszona przez kogoś opinia o prezydencie Piotrze Zarembie, że "jest polskim prezydentem jeszcze niemieckiego miasta w radzieckiej okupacji". Dziś aż trudno w to uwierzyć, ale Rosjanie w 1945 roku na Pomorzu, bardziej sprzyjali ludności niemieckiej niż polskiej. W Szczecinie doszło do tego, że zwlekali z przekazaniem miasta administracji polskiej, a później nawet otwarcie popierali akcję powrotu do Szczecina ludności niemieckiej. Wszystko działo się w chwili, kiedy decydowały się losy miasta i jego przynależności państwowej. Ogromna przewaga ludności niemieckiej nad polską, mogła posłużyć za rozstrzygający argument, żeby nie przyznawać Szczecina Polsce. "Po stokroć lepsza okupacja Armii Czerwonej, niż panowanie Polaków" - napisał burmistrz Erich Wiesner w sprawozdaniu z 14 lipca. Ten fragment doskonale ukazuje stan umysłów niemieckich władz Szczecina, trzy miesiące po jego zajęciu przez Armię Czerwoną. Dopiero decyzje jakie zapadły na konferencji poczdamskiej 2 sierpnia 1945 roku w sprawie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, musiały spowodować zmianę nastawienia radzieckich władz okupacyjnych do Polaków.

Tak więc w Szczecinie doszło do historycznego ewenementu - Armia Czerwona przekazała zdobyte miasto administracji niemieckiej, a nie polskiej, a Polacy przejmowali władzę administracyjną od Niemców, a nie od władz radzieckich. To wszystko jednak nastąpiło dopiero kilka miesięcy później, tymczasem z powodu nierozstrzygniętego statusu Szczecina, ówczesny Urząd Pełnomocnika Rządu na Okręg Pomorze Zachodnie, czyli władze wojewódzkie, musiał przeprowadzić się w maju 1945 roku do Koszalina, gdzie pozostał do lutego 1946 roku. Koszalin na prawie rok (bez trzech miesięcy) został stolicą ośrodka wojewódzkiego. Ta okoliczność zdecydowała w 1950 roku o wyznaczeniu właśnie Koszalina, a nie Słupska, na stolicę nowego województwa. Ten stan utrzymał się przez prawie pół wieku gwałtownych przemian gospodarczych i demograficznych w Polsce, co pozwoliło Koszalinowi wybić się na drugie pod względem wielkości miasto na Pomorzu Zachodnim.

Pomyślmy teraz, co by się stało, gdyby Szczecin, tak jak inne miasta, został przekazany Polakom w kwietniu 1945, bezpośrednio po zdobyciu przez Armię Czerwoną. Możliwe, że bylibyśmy dziś miastem mniejszym od Kołobrzegu i Szczecinka, zaś Słupska nie nazywano by już "Małym Paryżem", ale co najmniej "Małym Nowym Jorkiem". Na szczęście jednak dla nas, Rosjanie próbowali dogadać się z Niemcami za naszymi plecami, co zwykle źle się kończy, ale nie w przypadku Koszalina.

LOBO3

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież