Wednesday, Mar 22nd

Last update05:19:48 AM GMT

RSS
You are here Gospodarka Wolny rynek Polska we władzy urzędników

Polska we władzy urzędników

Email Drukuj PDF
Biurokracja

Mimo konstytucyjnych i prawnych gwarancji wolności prowadzenia działalności gospodarczej, Polska jest krajem, w którym przedsiębiorczość jest reglamentowana przez państwo.

Konstytucja RP sankcjonuje funkcjonowanie społecznej gospodarki rynkowej. W myśl ustawy o działalności gospodarczej, podmioty mogą wykonywać taką działalność, która nie jest zabroniona. Niemniej ograniczenie wolności gospodarczej może nastąpić tylko ze względu na ważny interes społeczny. Nie wiadomo tylko, jaki to interes społeczny powoduje, że państwo ogranicza dostęp do ponad 300 zawodów, utrzymuje państwowe monopole, ogranicza dostęp do rynku za pomocą zezwoleń, koncesji i innych regulacji.

Biurokracja. Proszę przejść do następnego okienka.

Interes urzędnika

W Polsce najwyższą instancją władzy pozostaje urzędnik. Urzędnicze lobby jest w stanie zablokować reformy ograniczające ich władzę. Urzędnik jest dla obywatela namacalnym dowodem na istnienie represyjnego państwa socjalnego. Chociaż element uznaniowości urzędniczej jest powoli ograniczany, ma on tyle władzy, aby zabierać obywatelowi przysługujące mu wolności. Jeśli ograniczanie wolności argumentuje się interesem społecznym, tym interesem społecznym musi być interes urzędniczy.

Bezpośrednim efektem limitowania swobody prowadzenia interesów dla obywatela jest przecież zmniejszenie konkurencji, mniejsza wolność wyboru, wzrost cen i niższa jakość produktów i usług. Społeczeństwo nie ma więc w tym żadnego interesu, ponosi natomiast bardzo wysokie koszty regulacji.

Ograniczanie wolności gospodarczej jest w interesie urzędnika. Urzędnik zyskuje władzę nad przedsiębiorcą. Regulacje tworzą miejsca pracy dla biurokratów. Biurokracja przynosi niemałe zyski z regulacji. Koncesjonowanie, licencjonowanie i limitowanie, to kilkaset milionów złotych rocznie dla budżetu państwa.

Klasycznym przykładem reglamentowania gospodarki przez państwo jest dostęp do zawodów. W Polsce ogranicza się dostęp do ponad 140 grup zawodowych, czyli przeszło 300 rodzajów wykonywanej pracy. Ponadto polityka miłości Słońca Peru przejawia w planach ograniczenia dostępu do kolejnych zawodów np. opiekunek do dzieci. Dalsze ograniczenia planują korporacje zawodowe np. dziennikarze. Jeszcze gorzej może być, gdy do władzy dorwie się PiS. Zapewne wszyscy pamiętają, jak to socjalistyczne ugrupowanie próbowało wprowadzić egzaminy państwowe dla fryzjerów i dekarzy. Gdyby ustawa nie przepadła w Senacie, urzędnicy zyskaliby władze nad 1,5 mln rzemieślników.

W gąszczu regulacji

Państwo reguluje prowadzenie działalności gospodarczej rozmaitymi narzędziami. Najbardziej drastyczne są koncesje, wymagające dużego kapitału początkowego, długotrwałe i wybitnie korupcjogenne. Dla obywateli najbardziej odczuwalnymi regulacjami są wspomniane dopuszczenia do wykonywania zawodu oraz wymóg otrzymania zezwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej.

Gdy jednak znajdzie się w końcu pracę lub uzyska wymarzony wpis do ewidencji, kłopoty z urzędami mogą się dopiero rozpocząć. Urzędy mogą wymagać dopuszczenia do obrotu konkretnych produktów lub usług. Dopuszczenia, po spełnieniu określonych norm i wymogów, mogą też wymagać urządzenia oraz instalacje, używane w prowadzeniu określonego rodzaju działalności gospodarczej. Konieczne mogą okazać się atesty, zaświadczenia czy certyfikaty.

Gdy jednak zgromadzimy określone pozwolenia, dopiero pojawią się schody. Może okazać się, że uzyskane papiery w niczym nam nie pomogą, ponieważ nasza działalność podlega ograniczeniom. Ograniczenia mogą dotyczyć limitu produkcji, bądź obrotu. Innymi słowy, nie dość, że państwo mówi nam co, jak, kiedy i pod jakim warunkami możemy działać, to jeszcze wskaże nam w jakiej ilości, albo z kim, możemy produkować, handlować czy jak i komu świadczyć usługi.

Nie wykluczone, że po spełnieniu wyżej wymienionych wymagań, będziemy musieli się jeszcze ubiegać o specjalną licencję. Na każdym etapie walki z urzędami może nam się nie powieść, a wtedy całe starania wezmą w łeb.

W szponach lewiatana

Najmniej bolesna dla podatnika jest konieczność zgłoszenia określonego rodzaju działalności gospodarczej w konkretnej instytucji np. w przypadku wydawania gazety czy uprawy chmielu. Dodatkowo zarejestrować trzeba także śródlądowy statek czy rozbudowaną instalację przemysłową. Gorzej jednak, gdy chcemy robić biznes z rozmachem. Budowa autostrad, firma transportowa, turystyczna czy telekomunikacyjna, wymaga koncesji, startowania w przetargach i gigantycznego haraczu na rzecz państwa (opłata koncesyjna) plus łapówek dla decydentów, nieujawnionych w oficjalnej ewidencji.

Lżejszy ciężar od koncesji mają zezwolenia, obejmujące rynek farmaceutyczny, spirytusowy, tytoniowy, sportowy, pocztowy czy telekomunikacyjny. Na rynku wciąż funkcjonuje kilkaset zezwoleń i koncesji w rozmaitych obszarach gospodarki, od energetyki po sprzedaż detaliczną alkoholu. Niestety ilość regulacji zwiększa się, zamiast zmniejszać i jest to podstawowy problem dla rodzimej przedsiębiorczości.

Utrzymywane regulacje są tak absurdalne, że nie da się ich obronić logicznymi argumentami. Prowadzenie szkoleń medycznych jest przecież niemożliwe bez posiadania odpowiedniej wiedzy, a uzyskanie pozwolenia od państwa, nic nie zmienia. Podobnie z badaniami technicznymi pojazdów, które wymagają specjalistycznej aparatury. Gdy nie ma się odpowiedniego sprzętu, profesjonalne wykonywanie badań jest niemożliwe.

Naturalnie obywatelowi nie powinno zabierać się także wolności wyboru i prawa do popełniana błędów. Jeśli ktoś chce leczyć nowotwór u znachora, a nie w szpitalu onkologicznym, to ma do tego prawo, ryzykując swoim życiem.

Coraz więcej regulacji

Niestety regulacje obejmują swoim zasięgiem coraz większe obszary. Zezwoleniom podlegają już nie tylko rynki finansowe czy hazard, ale także badania naukowe, zarządzanie informacją czy e-biznes. Nie lepiej ma się z dopuszczeniem do obrotu produktów czy usług. Wejście na rynek tysięcy produktów wymaga zezwolenia odpowiednich władz czy instytucji. Dotyczy to produktów zwierzęcych i roślinnych, kosmetyków lub przyrządów pomiarowych.

Reglamentacja dopuszczająca do eksploatacji urządzenia i instalacje obejmuje natomiast infrastrukturę transportową, urządzenia górnicze, energetyczne, telekomunikacyjne, a nawet strzelnice sportowe czy automaty do gier. Urzędnicy patrzą także na ręce producentom i handlowcom. Limitami produkcji objęte są m.in. rolnictwo, przemysł spożywczy.

Nie lepiej mają się przedstawiciele wolnych zawodów. W łaski urzędników musi się wkupić prawnik, lekarz, ale także ochroniarz, detektyw, sportowiec czy sędzia. Tu także ze świecą szukać logiki prawodawcy. Jak wykonywać bez głębokiej wiedzy zawody geologa czy hydrologa? Dlaczego na grzybach może znać się jedynie dopuszczony do zawodu grzyboznawca? Jakie specjalne umiejętności wymaga sprzedaż polis ubezpieczeniowych, czy nauczanie kogoś prowadzenia samochodu?

Państwo ingeruje także w ceny i prawa własności. Akcyza na paliwa i używki skutecznie winduje ceny tych produktów. Ceny i taryfy na rynkach energetycznych i telekomunikacyjnych zatwierdzają urzędy. Przepisy mogą także ograniczać prawa własności legalnych właścicieli. Doskonale widać to na rynku nieruchomości. Umowy najmu czy obrotu nieruchomościami działają na niekorzyść właścicieli, na tyle, aby można mówić o ograniczaniu praw własności przez państwo.

Podpowiedź dla Palikota

Podczas, gdy nad usankcjonowaniem wolności gospodarczej pracuje już cała komisja i niezliczone rzesze urzędasów, ich praca, jak każda urzędnicza praca jest pasożytnicza i zbędna. Zamiast dłubać w przepisach i nanosić jakieś kosmetyczne poprawki, które i tak pewnie nie zostaną wprowadzone, znam lepszy sposób na to w jaki sposób zwrócić wolność gospodarczą narodowi. Mianowicie należy jednym ruchem znieść te nieskończone ilości koncesji, zezwoleń, licencji, pozwoleń, opłat i ewidencji.

Korzyść z takiego posunięcia będzie potrójna. Po pierwsze ograniczy się kosztowny w utrzymaniu aparat biurokratyczny. Po drugie nastąpi eksplozja przedsiębiorczości, która uczyni z Polski jeszcze bardziej dynamiczną gospodarkę. A po trzecie, społeczeństwo uświadomi sobie, że najdonioślejszym interesem społecznym jest dlań pozbycie się szkodliwych dla przedsiębiorczości polityków pokroju Kaczyńskich, Tuska czy Palikota.

Etatyzm Platformy Obywatelskiej jest niemniejszym zagrożeniem dla społeczeństwa obywatelskiego, niż Jarosław Kaczyński, wzywający z bolszewickim zacięciem do walki z liberalizmem.

Tomasz Teluk

Tomasz Teluk jest dyrektorem Instytutu Globalizacji, ekspertem Centre for the New Europe w Brukseli.

Tekst z września 2008

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież